Nie
długo mój zegarek zacznie pikać. Zbliżała się osiemnasta.Moja godzina się
zbliżała. Wiedziałem, że powinienem wrócić do hotelu, aby niedenerwować reszty
bardziej niż wcześniej, ale…
Stał
przede mną ubrany cały na czarno. Jego twarz zasłaniałaciemna arafatka. Na
głowie miał czarny kaptur. Oto On. Ten, który zostałprzydzielony mi dwanaście
lat temu i ten, który musi wykonać bez szemraniakażdy mój rozkaz. Moją
najgłupszą zachciankę. Co kolwiek będę chciał. Ostatniozajął się tymi, którzy
uprzykrzyli życie Yuui’emu. A teraz…
Wpatrywałem
się w broń, którą mierzył w moją twarz. Nic niemówił. Wiedział. Jeżeli nie
wykona rozkazu będzie gorzej niż mógłby sobiewyobrazić.
-,
Na co czekasz? Strzelaj i ulotnij się, czym prędzej. Wkońcu będziesz wolny.-
Powiedziałem patrząc w jego ciemne oczy. Ręka lekko muzadrgała.
-
Wole być zniewolony…
-
Sprzeciwiasz mi się?!
-
Wybacz.- Szepnął i spojrzał na mnie pewnie. Podjął decyzję.Uśmiechnąłem się
delikatnie. Usłyszałem huk wypalającej broni, ale nie odczułembólu w miejscu, w
którym powinienem go poczuć. Coś mnie przygniatało do ziemi.
-,
Co ty do cholery jasnej wyprawiasz?!- Usłyszałem znajomykrzyk w swoim uchu.
-,
Czego ty tutaj szukasz?!
-
Głupku!- Uderzył mnie w głowę. Spojrzałem na niegozaskoczony.- Nie pozwolę ci
umrzeć. Nawet, jeżeli będziesz tego chciał!-Krzyknął. Po jego policzkach
spływały łzy. Na mojej twarzy zagościłoprzerażenie. Uniosłem rękę do góry, aby
Go zatrzymać.
-
Odejdź. Dokończymy to wkrótce.- Powiedziałem do osobycelującej w moją głowę.
Nie musiałem się odwracać. Wiedziałem, że niknie wkrzakach. Nim osobiście go spotkam
znowu minie trochę czasu.
-
Nie umrzesz… nie… nie…- Płakał wycierając swoją twarz wręce. Złapałem go za
ręce, ale odtrącił mnie.
-
Yuui…- Zacząłem. Spojrzał na mnie z furią w oczach. Mamjeszcze pół godziny na
powrót do pokoju hotelowego. Drgnąłem widząc jego minę.Złapał mnie za
nadgarstek.- Yuui… cze…, co… n…- Urwałem, kiedy powalił mnie naziemie koło
drzewa i wpił się w moje usta. Próbowałem go odepchnąć, ale jak jużkiedyś
powiedziałem równie dobrze mogłem próbować odepchnąć pobliską
ścianę,
wtym przypadku drzewo. Zadrżałem, kiedy wsunął mi rękę pod koszulkę.
Zarzuciłemmu ręce na szyję. Wysunął język z moich ust i odsunął się ode mnie.
-
Nie bronisz się?
-
Rób, co chcesz.- Powiedziałem obojętnie. Wiedziałem, że niewygram i sam
chciałem, aby kontynuował…
Pozostawiam
waszej wyobraźni, co się stało później. W wielkimskrócie. Miałem posiniaczone
całe ciało. Plecy podrapane i brudne. Wszystkomnie bolało. Dostałem chrypki.
Nie miałem siły się ruszyć. A na sobie miałemjego bluzę, bo moja koszulka do
niczego się nie nadawała. Ciało pogryzione,pełno malinek. Jak na złość zaczęło
padać, więc się przeziębiłem. Pamiętam, żeniósł mnie na plecach, kiedy
wracaliśmy do hotelu. To tylko dwa kilometry. Więcpowinniśmy zdążyć. Nie miałem
siły otworzyć oczu. Opierałem głowę o jego ramię.Obejmowałem go delikatnie za
szyję. Chyba biegł… Zegarek zaczął cicho pikać.Nie zdążymy. Coś uderzyło w moje
plecy. Nie poczułem niczego więcej. Miękkie i przyjemne uczucie… ciepło.
-
Enmba. Wstań.- Usłyszałem jakby z oddali głos Yuui. Usiadłemstarając podnieść
się do góry. Z ledwością udało mi się otworzyć oczy. Byliśmy już w hotelu.
Spojrzałem naniego pytająco.- Kąpiel…- Zaczął. Kiwnąłem głową wstając
niezdarnie izmierzając do łazienki ściągając po drodze spodnie i bluzę.
Wchodząc dołazienki byłem w samych skarpetkach i majtkach. Woda już na mnie
czekała.Ściągnąłem pozostałości mojej garderoby i zanurzyłem się w wodzie…
Ktoś
mnie wołał. Przestań. Nie chce wstawać. Chce sobiepospać w spokoju. Otaczała
mnie przyjemna mgiełka ciepła, która po chwilizaczęła po woli znikać.
Otworzyłem oczy, aby strzelić osobę, która mnieobudziła.
-
Zwariowałeś? Spać w wannie?- Zapytał Yuui podając miręcznik i stając do mnie
tyłem. Rozejrzałem się dookoła siebie. Świetnie.Zasnąłem w wannie. Tak jak
mówił. Wyszedłem owijając się w ręcznik. Rozejrzałemsię. Nie wziąłem ciuchów.
Ruszyłem do drzwi.- Masz.- Powiedział podając mi bieliznęi swoje najcieplejsze
dresy, jakie zabrał ze sobą z domu. Wciągnąłem się w oweciuszki podwijając
sobie nogawki od spodni.
-
…- Poruszałem ustami, ale z mojego gardła nie wydobył siężaden głos. Złapałem
się za nie.-…- Spróbowałem ponownie, ale nic z tego. Yuuizłapał mnie za twarz.
-
Powiedz ‘aaaaa’.- Powiedział. Otworzyłem usta. Popatrzył dośrodka i pokręcił
przecząco głową. Złapał mnie za rękę i wpakował do mojegołóżka przykrywając
szczelnie kołdrą. Patrzyłem jak znika w łazience by pochwili powrócić z jakimiś
tabletkami. Wcisnął mi jedną do ust i rozkazał jąssać. Zrobiłem tak jak kazał.
Zadzwonił do recepcji. Nie słyszałem, co mówił.Znowu zrobiłem się senny.
Poczułem na czole jego dłoń. Wsunął mi do usttermometr. Ktoś zapukał do drzwi.
Otworzył je. Zaczął mi się rozmazywać obraz.Widziałem wszystko jak przez mgłę a
informacje dochodziły do mnie jak przyurwanym filmie… zasnąłem.
***
Kiedy
się obudziłem było już ciemno. Rozejrzałem się popokoju. W łóżku Yuui’ego spała
Sakura i Ashias. Natomiast sam Yuui wraz zShionem spali na podłodze. Spojrzałem
na zegarek. Było kilka minut po trzeciejnad ranem. Uniosłem się na łokciach
wychodząc z łóżka i chwiejnym krokiemzmierzając ku łazience. Zamknąłem cicho
drzwi za sobą i padając na kolana przedmuszlą pozwoliłem, aby słonawo-
gorzkawo- kwaśny smak opuścił moje ciałodrażniąc przy tym moje obolałe gardło.
Poczułem chłód na swoim karku. Ktośprzyłożył mi do szyi zmoczony ręcznik.
Spojrzałem w bok. Yuui. Wyszedł, ale pochwili przyszedł kładąc na moje plecy
puchowy koc. Kiedy po kilku minutach przestałem,ponieważ nie miałem już, czym
zwracać podał mi wilgotną chusteczkę. Przetarłemtwarz. Wstałem i wypukałem
kilkakrotnie usta nim umyłem trzy razy zęby. Oparłemczoło o zimną powierzchnie
lustra. Zamknąłem oczy.
-
Enmba.- Szepnął mi do ucha.- Wracajmy. Chodź.- Dodał.Odwróciłem się w jego
kierunku
i straciłem przytomność. Przypomniało mi się wypracowanie z początku roku natemat naszej mamy
i tego jak wyglądają nasze relacje. Podzielono nas jeszcze na grupy. Moja grupamiała konkretnie opisać jak nasze matki opiekują się nami w chorobie. Mojewypracowanie na 300 słów wyglądało
w następujący sposób.
i straciłem przytomność. Przypomniało mi się wypracowanie z początku roku natemat naszej mamy
i tego jak wyglądają nasze relacje. Podzielono nas jeszcze na grupy. Moja grupamiała konkretnie opisać jak nasze matki opiekują się nami w chorobie. Mojewypracowanie na 300 słów wyglądało
w następujący sposób.
„Rzadko, kiedy
choruję,więc nie mam zbytnio jak opowiedzieć o relacjach moich i mamy w tej właśniesytuacji.
A jak już choruje to moje wspomnienia z tamtego okresu są dośćubogie, tak jakby
ktoś uciął film z mojego wspomnienia. Większość czasu leżenieprzytomny w łóżku
z wysoką gorączkę albo klęczę w łazience i katuje swójżołądek. Jeżeli Pani nie wierzy
zapyta pani mamę.”
Około
60 paru słówek sprawiło, że na wypracowania odpowiadamustnie a przepisuje
książki na sprawdzianie. Czy właśnie tak wygląda mojeurwanie filmu? Tak
wyglądam, kiedy choruje? Ciekawe jak długo to potrwa?Ponownie otworzyłem oczy
tym razem z zamiarem napicia się czegoś. Sięgnąłem podłóżko i wygrzebałem
stamtąd butelkę wody. Wypiłem kilka łyczków wody. Ktoś sięna mnie gapił.
Spojrzałem w tamtą stronę. Yuui. Czy on w ogóle nie spał?Wpatrywał się we mnie
nie ruszając się w ogóle. Przerażał mnie. Sięgnąłem poswój telefon. Ściszyłem
dźwięki.
Czy ty w ogóle
spałeś?
Napisałem
do niego sms’a. Wyciągnął telefon spod poduszki,kiedy zawibrował. Też wyłączył
dźwięki i odczytał sms’a. Wypuścił głośnopowietrze (już wiedziałem, co napisze)
i wysłał mi sms’a.
Nie.
Mogłem
się tego spodziewać. Pokręciłem przecząco głową.
Dlaczego? Kładź
sięspać. Przecież nigdzie nie ucieknę.
Wysłałem.
Przeczytał i spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Pochwili wystukał wiadomość
zwrotną.
Czy ktoś ci
inwalidoumysłowy mówił jak ty wyglądasz i co robisz, kiedy jesteś chory?!
Odczytałem.
Zacisnąłem palce na telefonie. Kilka głębokichwdechów.
Sam jesteś
inwalidaumysłowy inwalido! Nie, nie mówił. Bo przez całe życie chorowałem może z
cztery razy. Nikt cie nie prosił abyś się mną zajmował!
Odpisałem
patrząc mu gniewnie w oczy. Chyba spodziewał się,co napisze, ponieważ nie
okazał żadnego uczucia ani zaskoczenia. Odpisałspokojnie i nim wysłał zaczął
przypatrywać się uważnie mojej twarzy.
Zamknij się i nie
jęcz.
Spojrzałem
na niego wciekły.
NIE JĘCZE!
Odpisałem
i położyłem się na łóżku tyłem do niego. Głupek!Idiota! Kretyn! Yuui! Nim się
zorientowałem ugryzł mnie delikatnie w koniuszekucha. Zakryłem usta. Uśmiechnął
się.
-
Widzisz… jęczysz.- Szepnął cicho i wrócił na swojądzisiejszą miejscówę
uśmiechając się delikatnie. Zasnąłem trzymając się zapłonące ucho.
Siedziałem w samochodzie mojej mamy.
Przyjechała ze swoimszoferem. Yuui zadzwonił do niej, kiedy pierwszy raz
straciłem przytomność (zmojego telefonu i o dziwo zapomniał mi o tym
powiedzieć). Okryli mnie grubymkocem. Naskrobałem coś na kartce i podałem
Sakurze przez uchylone oknosamochodu. Wsiadała właśnie na tył busa, którym
tutaj przyjechali. Ashias kołoniej. Shion usiadł po mojej prawej stronie, a
Yuui po lewej. Mama pierwszy razodkąd ją znam usiadła
z przodu. Spojrzała na mnie, kiedy ruszaliśmy spod hotelu. Naciągnąłem usta nakształt banana rękoma, aby się uśmiechnęła.
z przodu. Spojrzała na mnie, kiedy ruszaliśmy spod hotelu. Naciągnąłem usta nakształt banana rękoma, aby się uśmiechnęła.
-
Jak mam się cieszyć skoro mój syn jest chory?- Zapytała.Uniosłem do góry palec
uśmiechając się szerzej. Yuui uderzył mnie w bok.Spojrzałem na niego wilkiem.
-
Nie. Nie jest dobrze.
-
Pojedziemy do doktora Aki-sama.- Powiedziała mama.Uderzyłem się w czoło.
Spojrzałem na nią i zakręciłem małą spiralkę na swojejdłoni.- Tak będzie.-
Dodała. No świetnie. Spojrzałem na nią i puknąłem dwa razy w czoło.- Musi być.-
Stanowcze stwierdzenie. Wziąłem zeszytdo reki
i napisałem tam coś. Podałem jej zeszyt.
i napisałem tam coś. Podałem jej zeszyt.
Może być, ale niewejdzie
ze mną do środka.
-,
Dlaczego? Zawsze to robił.
Ja nie mam jużdziesięciu
lat.
-
A może chodzi o coś innego.
Nie prowokuj mnie!
-,
Czyli mam racje. Czy to właśnie przez takie coś sięrozchorowałeś?
Zdurniałaś?! Wybacz
zamoje słownictwo. Dzwoniłem do Niego, aby wykonał ostatni ruch- przepraszam.
AleYuui nas powstrzymał. No i zaczęło padać a ja byłem cienko ubrany, więc się
nabawiłem ustrojstwa.
-
C…- Przeczytała i spojrzała na Yuui. Spojrzał na mniezaskoczony. Moja mama
wyciągnęła w jego kierunku ręce. Podał jej niepewnie prawa dłoń. A ona ją
ucałowała.Wstrzymałem oddech.- Dziękuje ci, że tak bardzo pomagałeś mojemu
durnemu synowii nie pozwoliłeś mu umrzeć.- Powiedziała. Spojrzała na mnie. Zaczęła mi się
rozmazywać.-A z tobą sobie porozmawiam w…- Osunąłem się na kolana Yuui’ego
ponownie tracąc przytomność.
****
Siedziałem
sam (prawie) w białym, sterylnym pomieszczeniu.Był ze mną lekarz. Mój rodzinny.
Dam się przebadać.
Ale to,co nie ma związku z chorobą przemilczy pan przed Natsu. Nawet niech pan
niemyśli, aby mu o czymś mówić. Jeżeli pan to zrobi, wie pan, co mogę zrobić wzłości.
Przeczytał
moją wiadomość nim się rozebrałem. Spojrzał namnie uśmiechając się delikatnie.
-
Enmba znam cię od dziecka. Nie wiem, co bym musiał zobaczyć,aby złamać
tajemnice lekarską.- Powiedział łagodnie. Świetnie. Wszedłem za
parawan.Rozebrałem się do samej bielizny. Wyszedłem niepewnie za parawanu.
Widziałemjak z jego twarzy niknie uśmiech a pojawia się pierw zaskoczenie a
późniejprzerażenie. Mimo tych uczuć podszedł do mnie bez słowa i zaczął czynić
swojąpowinność.- Po zbadaniu cię mogę stwierdzić, że to angina ropna i
lekkiezapalenie oskrzeli.- Powiedział. Ubierałem się pospiesznie.- Nim wezwę
twojego brata,aby powiedzieć mu o tym, o czym tobie do teraz przepisze ci
również maść narany na twoim ciele. Nie wiem, co ci się stało, ale proszę cię abyś
uważał naswoje ciało.- Dodał.
Spoko. Jak zawsze
zresztą.
Napisałem
w zeszycie i usiadłem na krześle. Do pomieszczeniawszedł mój brat (patrz
Rzeczownik). Powiedział mu to samo, co mi. Przepisałleki. Powiedział, że głos
wróci za trzy-cztery dni. Mam dużo pić. I jeść papkilub coś płynnego. Itp. Itd.
***
Siedziałem
u siebie w pokoju. Przed szkołą wpadł do mnieShion i wręczył mi jakąś białą
kopertę. Była oklejona taśmą.
-
Przetnij taśmę. Ktoś mnie kiedyś prosił, żebym ci to przekazał,kiedy dojdę do
wniosku, że to dobry moment. Więc proszę. Wieczorem wyśle ci kserokopięnotatek
z dzisiejszych lekcji. – Powiedział. Uśmiechnąłem się kiwając głową.Wyszedł a
ja spojrzałem na kopertę. Otworzyłem ja…
A
raczej próbowałem.
** 10
min później**
W
końcu udało mi się dostać do zawartości koperty. To był list.Na cztery strony.
Spojrzałem na pierwszą stronę. Kartki wypadły mi z rąk. Znałemto pismo… Sasuke.
Em-kun!
Je¿elito
czytasz to znaczy, ¿e w jaki za pewne pochrzaniony sposób zmar³em iwyl¹dowa³em
na cmentarzu i dlatego nie mogê ci powiedzieæ tego, co chce wcztery oczy. A
teraz jeszcze zmuszam ciê do czytania moich jak¿e ukochanychprzez ciebie
hieroglifów. Mam nadzieje, ¿e moje S³oneczko da³o ci zaklejon¹kopertê. Wiem, ¿e
nie z³ama³by danego mi s³owa i tam nie zajrza³, ale je¿elijednak to zrobi³ to
pozwalam ci na to aby mu strzeli³ tylko nie porañ jegotwarzy. Mimo wszystko
nadal j¹ kocham.
Ileto
ju¿ lat minê³o od mojej mierci? Piêæ, dziesiêæ
mniej, wiêcej? Zastanawiam
siê.I chcia³bym poznaæ powód, dla którego jednak moje kochanie
postanowi³oprzekazaæ ci ten list.
Hm.Mo¿e
pok³óci³e siê o co z Sakur¹? Wiem, ¿e do dzisiaj trudno ci czasamizachowywaæ
siê tak jakby niczego miêdzy wami nie by³o. W sumie ma³o osób wie, ¿ekiedy
chodzilicie ze sob¹ przez miesi¹c. Pamiêtaj. Ona te¿ jest cz³owiekiem-tak
wiem. Ciê¿ko ci to poj¹æ. W koñcu to ona zerwa³a. Ale pamiêtaj. Ona zawszema
powód, aby siê k³óciæ. Pomyl, co ostatnio zrobi³ea czym mog³e j¹ zraniæ.
Wiem, ¿e sobie przypomnisz i to wyjanicie. Jak co topoka¿ jej t¹ czêæ listu?
I niech Sakura równie¿ pomyli nad tym, co ci tutajnapisa³em.
Wiem.Musia³e
du¿o przejæ, aby zas³u¿yæ na ten list. Tylko ty wiesz ile tego by³o,ale mam
nadzieje, ¿e teraz bêdziesz szczêliwy. Kiedy Nosce powiedzia³o, ¿e,mimo i¿
nie jeste taki jak my to masz co w sobie takiego, co ci¹gnie do Cebiew³anie
takich ludzi i w koñcu kto ciê z³amie a ty zrobisz co, co samwybierzesz.
Chyba pojawi³ siê kto taki w twoim ¿yciu. Z³ama³ ciê. D³ugo siêtrzyma³e? Mam
nadzieje, ¿e jak na razie jestecie tylko na etapiepoca³unków;). Szkoda, ¿e nie
mogê poznaæ tego, który skrad³ twoje serce. Mamnadziejê, ¿e jest tego wart.
Pewnie dalej nie chcesz tego przyj¹æ dowiadomoci. Zaprzeczasz temu. Przypomnij
sobie jak to by³o ze mn¹. Ile to miczasu zajê³o. Proszê ciê. Nie b¹d takim
idiot¹ jak ja. Bo je¿eli w koñcubêdziesz chcia³ byæ szczêliwy szybko to
szczêcie stracisz. Hehehe. Jeste,Teichi? Neko? Nie no nie bêdê ciê o to
pyta³. Ale nie ma takiego cz³owieka nawiecie, który by ciê zdegradowa³ do
pozycji Neko. Nie mówiê, ¿e to nie jestprzyjemne, ale ty po prostu nie sta³by
siê tak dotykaæ. Kurwa! Dlaczego niemogê z tob¹ pogadaæ twarz¹ w twarz? Wtedy
by³o by mi ³atwiej
albo
nie. No wsumie nie wiem jak umar³em. W sumie nie
wa¿ne. Wa¿ne, ¿e ¿yjesz ty, S³once iSakura.
Je¿eliciê
zrani³em
wybacz
Carpe diem! Enmba! Nie pozwól, aby to, co ten wybranych³opak
chcia³ ci przekazaæ zniknê³o. Pamiêtaj z czasem symbole dawane przezinne osoby
nikn¹ w strugach deszczu. A podobno ma³o jest takich jak mojeS³once, którzy
bêd¹ lataæ za tob¹ przez trzy lata. Spróbuj. Przecie¿ niczegonie tracisz. Mo¿e
co zyskasz. Nie. No w sumie stracisz. Dziewictwo. Ale mo¿nato prze¿yæ.
Muszêju¿
koñczyæ. Nie wiedzia³em czy pamiêta³e nasz jêzyk, wiêc napisa³emt³umaczenie.
Do zobaczenie tutaj gdzie jestem teraz ja. Oby jak najpóniej
Sasuke;p
P.S1.Tak
wiem z moj¹ psychik¹ nadal jest co nie tak. I tak popierdzielonego jak jato
nie znajdziesz
Carpediem
Em-kun!
Em- kun!
Jeżeli toczytasz
to znaczy, że w jakiś za pewne pochrzaniony sposób
zmarłem iwylądowałem na cmentarzu i dlatego nie
mogę ci
powiedzieć tego, co
chce wcztery oczy. A teraz jeszcze zmuszam cię do czytania moich jakże ukochanychprzez ciebie
hieroglifów. Mam nadzieje, że moje Słoneczko dało ci zaklejonąkopertę. Wiem, że nie złamałby danego mi słowa i tam nie zajrzał, ale jeżelijednak to zrobił to pozwalam ci na to abyś mu strzelił tylko nie porań jegotwarzy. Mimo wszystko
nadal ją kocham.
Ile to jużlat minęło od mojej śmierci? Pięć, dziesięć… mniej, więcej? Zastanawiam się. Ichciałbym poznać powód, dla którego jednak moje
kochanie postanowiło przekazaćci ten list.
Hm. Możepokłóciłeś się o coś z Sakurą? Wiem, że do dzisiaj trudno ci czasami
zachowywaćsię tak jakby niczego między wami nie było. W sumie mało osób wie, że kiedyśchodziliście ze sobą przez miesiąc. Pamiętaj. Ona też jest człowiekiem- tak wiem.Ciężko ci to pojąć. W końcu to ona zerwała. Ale pamiętaj. Ona zawsze ma powód,aby się kłócić. Pomyśl, co ostatnio zrobiłeś a czym mogłeś ją zranić. Wiem, żesobie przypomnisz i to wyjaśnicie. Jak coś to pokaż jej tą część listu? I niechSakura również pomyśli nad tym, co ci tutaj napisałem.
Wiem.Musiałeś dużo przejść, aby zasłużyć na ten
list. Tylko ty wiesz ile tego było,ale mam
nadzieje, że teraz będziesz szczęśliwy. Kiedyś Sonce powiedziało, że,mimo iż nie jesteś taki jak my to masz coś w sobie takiego, co ciągnie do Cebiewłaśnie takich ludzi i w końcu ktoś cię złamie a ty zrobisz coś, co samwybierzesz. Chyba
pojawił się ktoś taki w twoim życiu. Złamał cię. Długo siętrzymałeś? Mam nadzieje, że jak na razie jesteście tylko na etapiepocałunków;). Szkoda, że nie mogę poznać tego, który skradł twoje serce. Mamnadzieję, że jest tego wart. Pewnie dalej
nie chcesz tego przyjąć dowiadomości. Zaprzeczasz temu.
Przypomnij sobie jak to było ze mną. Ile to miczasu zajęło. Proszę cię. Nie bądź takim idiotą jak ja. Bo
jeżeli w końcubędziesz chciał być szczęśliwy szybko to szczęście stracisz. Hehehe. Jesteś,Teichi? Neko? Nie no nie będę cię o to pytał. Ale nie ma takiego człowieka naświecie, który by cię zdegradował do pozycji Neko. Nie mówię, że to nie jestprzyjemne, ale ty
po prostu nie stałbyś się tak „dotykać”. Kurwa! Dlaczego niemogę z tobą pogadać twarzą w twarz? Wtedy było by mi łatwiej… albo… nie. No wsumie
nie wiem jak umarłem. W sumie
nie ważne. Ważne, że żyjesz ty, Słonce iSakura.
Jeżeli cięzraniłem… wybacz… Car pe diem! Enmba!
Nie pozwól, aby to, co ten wybranychłopak chciał ci przekazać zniknęło. Pamiętaj z czasem symbole dawane
przez inne osoby nikną w strugach
deszczu. A podobnomało jest
takich jak moje Słonce, którzy
będą latać za tobą przez trzy lata.Spróbuj.
Przecież niczego nie
tracisz. Może coś zyskasz. Nie. No w sumiestracisz.
Dziewictwo. Ale można to przeżyć.
Muszę jużkończyć. Nie wiedziałem czy pamiętałeś „nasz język”, więc napisałemtłumaczenie. Do zobaczenie tutaj
gdzie jestem teraz ja. Oby jak najpóźniej…
Sasuke;p
P.S1. Takwiem z moją psychiką nadal jest coś nie tak. I tak
popierdzielonego jak ja tonie znajdziesz…
Carpe diemEm-kun!
Tak.
To było na 100% jego pismo. Jak mógłbym je zapomnieć? Ijak on mógł myśleć, że
nie będę pamiętał naszego języka? Delikatnie się na nimzawiodłem. Mówił, że nic
nie tracę. No może oprócz jednego. Ale… straciłem tonim się w nim zakochałem. A
to już różnica. Co powinienem zrobić? Sasuke… twójlist mi nie pomógł. Nic a
nic. Wręcz przeciwnie. Zaszkodził mi, ponieważwprowadził do mojej głowy jeszcze
większy zamęt. Tak. Mimo wszystko to jestmożliwe. Zaśmiałem się pod nosem.
Sasuke by się zdziwił. Jednak ktoś mniezdegradował…
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
- TU DAJE KOMENTARZ DO TEGO ROZDZIAŁU I POPRZEDNIEGO ^^. Na początek bardzo przepraszam, że tak późno komentuję, ale szkoła atakuje x__x. Oba rozdziały co się będę rozpisywać: Cud,miód i czekolada! ( coś mi dzisiaj odwala ^^. ). I bardzo dziękuję za dedykacje w 8 rozdziale <3. No to ja czekam z niecierpliwieniem na kolejną notkę. Jak coś u mnie będzie w weekend. ;d. Albo w sobotę, albo w niedzielę ^^. Pozdrawiam <3.
- U mnie nowy rozdział ! Zapraszam :D. w końcu wracam na poważnie.I trzymam Cię za słowo i oczekuję notki po 6 ; *
- Onet zjadł mój komentarz ! o.O.Jakby były 2 lub więcej to sorry XD. U mnie nowa notka !
w końcu wracam na poważnie ;-3. I czekam u Ciebie na notkę po 6 ;* - Heey . <3. U mnie nowy rozdział ;DA czemu jeszcze u ciebie nie ma? :
- Cześć. :)Nie dawno znalazłam Twego bloga i postanowiłam odważyć się i skomentować. :PBardzo mi się podoba twoja historia! Jest cudna i przypadła mi do gustu. Zauważyłam, że notka ma być po 6. A dziś już 8 ! :OBędę zaglądać codziennie i liczę, że w końcu napotkam na rozdzialik.