Jakim
cudem mogło do tego dojść? Chyba po woli się staczałem. Nie! To „chyba” jest
stanowczo nie potrzebne. Ja na pewno się staczałem. Upadłem na dno, ale nie mam
siły, aby się od niego odbić. Aby jakoś się uwolnić i wypłynąć na powierzchnie.
Po prostu nie dam rady. Kiedyś uważałem, że nie ma dla mnie rzeczy nie
możliwych. Że mogę dokonać wszystkiego, jeżeli tylko się zaprę i będę o to
walczył z całych sił. W sumie… nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Nawet teraz
opierając się o ścianę na dachu daje się rżnąć jak jakiś zwykły świniak! Dlaczego
nigdy nie byłem w stanie mu odmówić nawet tutaj w szkole?
-
N… Nie…- Złapałem go za ramiona wbijając w nie paznokcie, kiedy wbił się we
mnie jeszcze mocniej (chwile temu pomyślałem, że to nie możliwe). Zadarł moje
nogi do góry jedną oplatając swoje biodra.
-
Hmmm…- Zamruczał mi do ucha oddychając szybciej. Jeżeli będzie tak dalej robił…
Złapałem głęboko powietrza, kiedy uderzył mnie swoim członkiem w „ten” punkt.
-
Ja nie wytrzymam…- Wydyszałem do niego. Zaśmiał się cicho gryząc mnie
delikatnie
w ucho. Unosił mnie do góry, aby za chwile opuścić mnie na dół. Cały w środku pulsowałem.
w ucho. Unosił mnie do góry, aby za chwile opuścić mnie na dół. Cały w środku pulsowałem.
-
A no… przypomniałem… sobie.- Wydyszał mi do ucha. Zacisnąłem zęby, aby nie
jęczeć. Poruszał mną coraz szybciej. Zacisnąłem palce od stóp.- Poprawiłeś
matmę?
-
adaj.- Wydyszałem zza zębów.
-
Oho.- Powiedział i gwałtownie nacisnął moje barki w dół.
-A…aaaa.-
Zajęczałem próbując podciągnąć się na jego barkach. Przyznam, że było to
przyjemne uczucie, ale również trochę bolesne.- Tak! Zrobiłem!- Krzyknąłem w
końcu. Uniósł mnie delikatnie do góry i poruszał się we mnie powoli opierając
policzek o mój bark. Jedną ręką ryłem paznokciami po ścianie, drugą natomiast
zatopiłem w jego włosach. Oddychał coraz
szybciej, przez co poruszał się coraz szybciej wywołując u mnie niekontrolowane
jęki. Zacisnąłem mocniej usta. Pchnął mocniej. Zakaszlałem. Nie spodziewałem
się tego.- Jesteś zepsuty…- Wydyszałem.- Do…(pchnięcie) szpiku (pchnięcie)… kości (pchnięcie).-
Wydyszałemi doszedłem z cichym jękiem. Poruszył się we mnie kilkakrotnie, po czym
i on doszedł. Przygniótł mnie do ściany oddychając szybko. Co najlepsze chyba
nie miał zamiaru ze mnie wychodzić. Ale w końcu to zrobił. Wyszedł ze mnie
delikatnie i powoli odstawił mnie na ziemi.
-
Ubierz się, bo jeszcze cię ktoś zobaczy.- Powiedział zapinając rozporek spodni.
Spojrzałem na niego spod byka wciągając na siebie bokserki i sięgając po
spodnie mundurka szkolnego.
-
Ciekawe czyja to by była wina?- Zapytałem sarkastycznie, kiedy poprawiał sobie
włosy
i wiązał je z powrotem w kitkę. Spojrzał na mnie, kiedy ubierałem obuwie zmienne. Poprawiłem włosy i koszule. Podał mi mój krawat. Swój miał już na sobie.
i wiązał je z powrotem w kitkę. Spojrzał na mnie, kiedy ubierałem obuwie zmienne. Poprawiłem włosy i koszule. Podał mi mój krawat. Swój miał już na sobie.
-
Enmba! Yuui! Jesteście tutaj?!- Usłyszałem głos Sakury. Serce zaczęło mi bić
szybciej. Gdyby przyszli chwilę wcześniej…
-
Tak.- Odpowiedziałem i podałem mu książkę, z którą za mną przylazł, kiedy nie
chciałem go widzieć. Wyszedłem zza rogu i spojrzałem na nich. Siedzieli na
naszym stałym miejscu.
-,
Co wy tam robiliście?- Zapytał, Ashias.
-
Poszedłem tam, aby się na niego nie gapić i w spokoju coś przemyśleć.-
Powiedziałem siadając koło swojego plecaka. Skrzywiłem się delikatnie. Tyłek
mnie bolał. Sakura spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przebiegle. Znała
prawdę.
-
A ja poszedłem go powkurwiać.- Powiedział Yuui. Usiadł koło Sakury. Nigdy nie
siadał koło mnie. Ciekawe, dlaczego?
-
Ty to naprawdę nie masz instynktu.- Powiedział Shion.- No, ale cóż. Udało ci
się?
-
Oj tak. Udałoooo.- Zaśmiał się głośno.
-
Sakura dziękuje, że pokazałaś Aoi szkole.- Powiedziałem do niej. Uśmiechnęła
się do mnie. Kontem oka zobaczyłem jak Aoi pije jakiś soczek z kartonika.
Telefon w mojej kieszeni zawibrował delikatnie. Wyciągnąłem go. Wiadomość. Od
nieznanego numeru. Otworzyłem delikatnie oczy. Kto to jest? Otworzyłem
wiadomość. Przeczytałem i… wybuchnąłem głośnym śmiechem. Opadłem na „podłogę” i
zacząłem walić w nią pięścią śmiejąc się przy tym. Śmiałem się z wiadomości,
która brzmiała następująco…
„Zabiję cię, jeżeli jeszcze raz
zbliżysz się do osoby, którą kocham. Nigdy nie pozwolę, aby takie zero jak ty z
nią było! Odpierdol się od niej!!!”
No
to ktoś ma poczucie humoru. Nie ma, co. Próbowałem oddzwonić do tej osoby, ale
miała wyłączony telefon. Usiadłem wyprostowany (skrzywiłem się delikatnie)
wycierając łzy z oczu. Bolał mnie brzuch.
-,
Co cię tak śmieszy?- Zapytała, Sakura. Pokręciłem przecząco głową.
-
Zostawię to dla siebie. Ale powiem, że zapowiada się ciekawa zabawa.-
Powiedziałem
i zaśmiałem się głośno.
i zaśmiałem się głośno.
-
Dziwie się zachujesz, wiesz?- Zapytał Shion.
-
Wybaczcie.- Powiedziałem poważniejąc gwałtownie.
-
Ano… ty naprawdę jesteś inny tutaj a inny przy pozostałych uczniach.- Wydukała
cicho Aoi. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się szeroko.
-,
Jeżeli ludzie nie znają o mnie prawdy to, chociaż częściowo mówią to, co
myślą.- Powiedziałem. Wgryzłem się w jabłko. Część swojego lunchu zjadłem przed
pieprzeniem.
-
Aha.- Odpowiedziała. Spojrzałem na nią.
-
Czy to jest cały twój lunch?- Zapytałem
patrząc na sok w jej ręku. Zarumieniła się.
-
Nie chciałam się spóźnić do szkoły, więc zapomniałam zabrać go z kuchni.- Powiedziała
cicho. Zmarszczyłem czoło. Podałem jej swoje pudełko.
-
Trochę już go zjadłem. Mam nadzieje, że się nie brzydzisz. Zjedz.-
Powiedziałem. Wstałem odchodząc na bok. Wybrałem numer do domu.
-
Słucham?- Usłyszałem głos mamy.
-
Nikt by nie wiedział gdzie się dodzwonił.- Powiedziałem.
-
Enmba?
-
Tak.
-
Coś się stało?
-,
Kto był dzisiaj odpowiedzialny za przygotowanie śniadania?- Zapytałem patrząc
jak Aoi powoli je mój lunch.
-
Misa była za to dzisiaj odpowiedzialna.- Powiedziała wahając się delikatnie.
-
Aha. Rozumiem.
-
Powiesz, co się stało?
-
Jak przyjdę do domu chcę z nią porozmawiać na osobności.
-,
Ale, o co chodzi?
-
To sprawa pomiędzy mną a nią, ok.? Ja będę kończył. Bo niedługo lekcje się
zaczynają. Dzisiaj z Aoi wrócimy się na pieszo, więc nikogo po nas nie
przysyłaj.- Powiedziałemi rozłączyłem się nim zadała kolejne pytanie. Wróciłem
na swoje miejsce, ale nie usiadłem. Wziąłem plecak na ramie.- Wybaczcie. Ale
muszę coś jeszcze załatwić, więc pójdę przodem. Yuui weźmiesz Aoi?- Zapytałem
zerkając na niego. Kiwnął tylko twierdząco głową wpychając do ust spory kawałek
jakiegoś mięsa. Wyszedłem bez słowa zamykając za sobą drzwi. Ktoś mnie
obserwował. Czułem to odkąd wyszedłem z korytarza prowadzącego na dach.
Zignorowałem to jednak. Wyszedłem przed szkołę. Na jej dziedzińcu stało dwóch
mężczyzn ubranych w sposób dość młodzieżowy.
-
Pa…
-
Milcz.- Powiedziałem i ruszyłem przed siebie. Stanąłem w cieniu muru. Po chwili
do mnie dołączyli.- Jak nie garnitury to,
to?- Zapytałem mierząc ich od góry do dołu i z powrotem.- I w szkole nie
mówcie do mnie Paniczu. Tyle razy wam to powtarzałem.
-
Wybacz.
-
Zrobiliście to, o co was prosiłem?- Zapytałem. Rozejrzeli się dookoła. Po czym
jeden z nich pochylił się nade mną przybliżając usta do mojego ucha.
-
Tak. Sprawdziliśmy wszystko tak jak o to prosiłeś. I oprócz ciebie i Aoi żadno
z twoich przyjaciół nie było śledzone.
-,
Czyli jednak dobrze myślałem.
-
Może jednak będzie lepiej jak my się tym zajmiemy.
-
Nie. Chce to zrobić sam. A kto to był?
-
Dwóch chłopaków. I jedna dziewczyna.- Szepnął. Uśmiechnąłem się.
-
Na jutro przynieście mi ich zdjęcie i najlepiej całą ich biografie. Chce nawet
wiedzieć, jaką ręką podcierają dupe w kiblu.- Powiedziałem. Kiwnęli twierdząco
głową. Klepnąłem jednegoz nich
w ramie.- A póki, co macie wolne aż nie wrócę do domu.- Dodałem i wyminąłem ich udając się ponownie do szkoły. Zadzwonił dzwonek. Teraz mój jakże ukochany przedmiot- matma.
w ramie.- A póki, co macie wolne aż nie wrócę do domu.- Dodałem i wyminąłem ich udając się ponownie do szkoły. Zadzwonił dzwonek. Teraz mój jakże ukochany przedmiot- matma.
^^*^^
-ENMBA!-
Krzyknął mój nauczyciel uderzając mnie z hukiem w głowę grubą książką, którą
właśnie trzymał w ręku. Spojrzałem na tablicę, przed którą właśnie stałem.
Rozwiązywałem właśnie siódmy przykład i siódmy rozwiązany został źle tak jak
poprzednie.- Już naprawdę prostszego przykładu nie mogę ci podać!
-
Rozumiem.- Wydukałem ściskając mocniej kredę w ręku.
-
Właśnie, że nic nie rozumiesz!- Wydarł się na mnie.
-…-
Milczałem. Otworzył dziennik. Sprawdził coś w nim, po czym coś tam zapisał.
-
Za dwa tygodnie zostaniesz po lekcjach. Wtedy napiszesz test z całego roku.
Jeżeli go zawalisz możesz już nie przychodzić na moje lekcje, bo i tak cię
usadzę. A teraz wracaj na swoje miejsce i mnie nie drażnij.- Powiedział.
Odłożyłem kredę i poszedłem na miejsce patrząc przed siebie. Usiadłem na nim i
do końca lekcji wpatrywałem się w tablice. Nawet nie usłyszałem, kiedy
zadzwonił dzwonek na przerwę. Yuui położył mi rękę na ramieniu.
-
Chodź. Idziemy.- Powiedział i wyszedł z klasy. Jakaś dziewczyna stała na
korytarzu
i trzymała w ręku białą kopertę. A więc teraz ona w to grała (przed świętami obaj z Yuui’m zrezygnowaliśmy). Poszedłem za nim patrząc na swoje palce. Stałem przed swoją szafką i czekałem na resztę. Już mieliśmy wracać do domu. Otworzyłem swoją szafkę i…
i trzymała w ręku białą kopertę. A więc teraz ona w to grała (przed świętami obaj z Yuui’m zrezygnowaliśmy). Poszedłem za nim patrząc na swoje palce. Stałem przed swoją szafką i czekałem na resztę. Już mieliśmy wracać do domu. Otworzyłem swoją szafkę i…
-
Kurwa.- Zakląłem pod nosem.
-
Coś się stało?- Zapytała Aoi stając koło mojej ręki. Zacisnąłem palce na
drzwiczkach od szafki.- Em-kun…- Powiedziała przerażona patrząc do mojej
szafki. Spojrzałem na nią. Później do mojej szafki. Wyciągnąłem z niej całe
umazane tuszem kreślarskim buty. Położyłem je na podłodze. Przetarłem środek
szafki swoją koszulką na w-f. Wyrzuciłem ją do śmietnika. Wsadziłem do środka
moje buty na zmianę oraz karteczkę z małym liścikiem:
„Jesteś trupem!”
Po
czym zamknąłem ją zatrzaskując kłódkę. Spojrzałem na nią jeszcze raz, po czym
wciągnąłem ufajdane buty na nogi.
-
Oho. Już czekacie?- Zapytał Shion. Pojawił się razem z Sakura i Ashiasem.- No
to musimy poczekać jeszcze na jedną osobę.
-
Em-kun…
-
Zamknij się wreszcie.- Powiedziałem wściekły do Aoi i wyszedłem ze szkoły.
Zabije. Zabije. Zabije.- No po prostu łeb jej rozpierdole!- Krzyknąłem
podchodząc do bramy.
-
Przecież Aoi nic ci nie zrobiła to, dlaczego ją tak traktujesz?- Usłyszałem za
sobą głos Yuui’ego. Drgnąłem, ale się nie odwróciłem.- Przestań mnie ignorować.
O co się tak wściekasz? Chodzi ci o matmę?
-
Zamknij się.
-,
Czyli jednak mam rację.
-
Powiedziałem zamknij się.
-
Żaden problem. Jak chcesz to ci z nią pomogę? Więc przestań w końcu wyżywać się
na wszystkich i wszystkim dookoła.
-
WEŹ SIĘ W KOŃCU UCISZ!- Wydarłem się na niego zatrzymując się gwałtownie. Czułem
na sobie jego spojrzenie.
-,
Co się stało?
-
Jeszcze jedno słowo…- Złapałem go za przód koszuli patrząc na niego z furią na
twarzy. Patrzył na mnie obojętnie.
-
Enmba!- Ashias złapał mnie z tyłu pod ręce i zakładając mi blokadę na szyi odciągnął
od niego.
-
Ashias. Puść go.- Powiedział spokojnie Yuui.
-,
Ale…
-
Jeżeli mu ulży może mnie uderzyć.- Powiedział. Otworzyłem przerażony oczy.
Naprawdę chciałem go uderzyć? Ashias puścił mnie, ale stanął koło Yuui’ego.
Odwróciłem się do nich tyłem.
-
To nie przez matmę. Wybaczcie mi moje zachowanie.- Powiedziałem i ruszyłem
powoli
w stronę domu. Szedłem rozmyślając o tym, co się wydarzyło. I dlaczego zareagowałem w tak gwałtowny sposób.
w stronę domu. Szedłem rozmyślając o tym, co się wydarzyło. I dlaczego zareagowałem w tak gwałtowny sposób.
-
Enmba?- Usłyszałem głos w słuchawce telefonu. Nawet nie wiem, kiedy go
odebrałem.
-
Mama?
-
Coś się stało?- Zapytała. Zmarszczyłem czoło.
-
To chyba ja powinienem o to zapytać. W końcu do mnie dzwonisz.
-
Zadzwoniła do mnie chwilę temu Aoi. Płakała. Powiedziała, że jesteś zły.
Chciała wiedzieć jak ci pomóc, ale nie chciała powiedzieć, co się stało.-
Powiedziała. Odwróciłem się za siebie. Szli po woli za mną. Ashiasz Shionem na
przedzie. Yuui w środku. Sakura i Aoi na końcu. Ostatnia nadal płakała. Ale
widocznie tak cicho, że jednak tamci tego nie słyszeli.
-
Już w porządku. Nie przejmuj się tym. Za chwilę się tym zajmę.- Powiedziałem i
się rozłączyłem. Ruszyłem powoli w ich stronę. Yuui zmarszczył czoło, kiedy to
zauważył.
-
Enmba?- Zapytał Ashias. Wyminąłem go bez słowa. Yuui-kuna też. Stanąłem przed
Aoi. Wyciągnąłem do niej rękę. Spojrzała na nią zapłakana. Później na mnie.
Rozpłakała się bardziej. Uśmiechnąłem się delikatnie i przecząco pokiwałem
głową przyciągając ją do siebie. Wtuliłem jej twarz w swoją pierś.
-
Przepraszam.- Wyszeptałem. Poczułem jak łapie róg mojej koszuli i zgniata
palcami.- Przepraszam za to, co powiedziałem, za moje zachowanie i za to, że
jestem takim głupkiem. Nie martw się o mnie.- Dodałem. Odsunęła się ode mnie
spoglądając mi w oczy. Przetarłem jej policzki.
-,
Ale…
-
Nie martw się. Poradzę sobie z tym.- Dodałem i uśmiechnąłem się do niej.
Uśmiechnęła się do mnie. Spojrzałem później na Yuui-kuna. Skłoniłem się przed
nim.- Będę naprawdę wdzięczny, jeżeli pomożesz mi z matematyką.- Powiedziałem.
-
Spoko.- Powiedział. Spojrzał na mnie. W jego oczach odczytałem coś dziwnego.
Coś, czego nie widziałem nigdy.- Przyjdziesz dzisiaj do mnie po siedemnastej
czy ja do ciebie?
-
Wolę ja do ciebie. Jeżeli w domu się dowiedzą…- Zadrżałem.- To wpadnę do domu.
Przebiorę się. Zjem coś i przyjdę.- Dodałem i po pożegnaniu razem z Aoi
ruszyłem krótszą drogą do domu. Ciągle czułem na sobie czyjeś spojrzenie. Ale
na pewno nie było to spojrzenie kogoś, kogo znałem.
^^*^^
Yuui
siedział przed czwartą kartką z moimi zadaniami. Wygonił mnie do kuchni abym
nie zerkał czy dobrze rozwiązałem to, co mi dał z dwóch przygotowanych działów.
Chciał wiedzieć, co potrafię. Więc jak ten gniot siedziałem w kuchni i szukałem
herbaty, aby jej zaparzyć słuchając jego przekleństw i jęków, kiedy ponownie
dostałem, sms’a.
„Widocznie nie zrozumiałeś
aluzji.”
„A ty widocznie nie wiesz, że
stąpasz po cienkim lodzie.”
Odpisałem
i odłożyłem telefon na bok. Wyciągnąłem dwa kubki z szafki.
„Nie ujmę tego tak jak ty. Za
dobrze cię znam”
„skoro mnie znasz to wiesz, co
robie z takimi osobami jak ty”
Odpisałem
i zalałem herbatę wrzątkiem. Teraz jeszcze cukier…
„tak. Lądują w szpitalu prawie
martwe. Ale co tam. Jeżeli będziesz siedzieć. To w końcu się od niej odwalisz”
, „Czyli jednak wiedziałem, że
chodzi o Aoi. Chciałem się upewnić.”
Znalazłem
i cukier. Posłodziłem. Spojrzałem do zlewu. Nic dziwnego. Niepozmywane
naczynia.
„Myślisz, że ty tutaj rozdajesz
karty”
„Myślisz, że bym ci na to
pozwolił gdyby nie chęć zabawy”
Odkręciłem
cicho wodę i przemyłem pospiesznie trzy kubki i dwa talerze stojące na dnie
zlewu. W między czasie dostałem dwa sms’y:
„Że co?!”
„Bawisz się mną?!”
Uśmiech
zakwitł na mojej twarzy:
„A nawet, jeżeli tak to, co?”
Ciekawe
jak teraz potoczy się sytuacja:
„ZGINIESZ”
„Dość odważne słowa kierowane w
moją stronę. Zamiast robić jakieś dziecięce żarty w stylu pustej laleczki stań
do walki i odbierz mi Aoi w przeciągu trzech dni”
Odpisałem.
Długo na odpowiedź czekać nie musiałem.
-
Chodź tutaj!- Wydarł się Yuui. Podskoczyłem przerażony. Schowałem telefon do kieszeni
i wziąłem kubki do ręki. Postawiłem jego przed nim a mój koło siebie. Patrzył jeszcze chwile na kartki.
i wziąłem kubki do ręki. Postawiłem jego przed nim a mój koło siebie. Patrzył jeszcze chwile na kartki.
„Zgoda.”
Już
nie odpisałem.
-
I jak?- Zapytałem. Spojrzał na mnie z furią w oczach.
-
Czy ty się taki głupi urodziłeś czy takiego udajesz?- Zapytał sarkastycznie.
-,
Że co?!- Uniosłem się złością opierając się na stolę.
-
To, co słyszałeś baranie! NA TRZYDZIEŚCI ZADAŃ TYLKO POŁOWE JEDNEGO ZROBIĆ
DOBRZE?!- Wydarł się na mnie i strzelił mnie w głowę książką.
-
Weź mnie nie bij, bo ci oddam!
-
Ty weź się w końcu ogarnij!
-
Nie moja wina…!
-
A moja?!- Wydarł się. Złapał się za głowę. Podał mi jakąś kartkę. W sumie były
to cztery kartki.- Tutaj masz wszystkie wzroku z pięciu działów. Masz się ich
wszystkich na jutro nauczyć śpiewająco. Pomylisz się, chociaż przy jednym a
gorzko tego pożałujesz.- Powiedział. Koło tych kartek położył kolejny pliczek
kartek.- Tutaj masz standardowe rysunki i wykresy, których też masz się
nauczyć.- I na sam koniec dowalił mi tak na oko trzydzieści kartek.- Masz to
zrobić na jutro. Zapamiętaj jeden błąd a będziesz płakał i błagał abym
przestał.
-,
Co?- Zapytałem zaskoczony patrząc na kartki a później na niego.
-
Nie zrozumiałeś? Może dać ci tego przedsmak?- Zapytał wstając z podłogi.
Patrzył na mnie z wyższością i furią. Był przerażający, (ale też i uroczy,
chociaż tego drugiego to mu w życiu nie powiem). Cofnąłem się czując za sobą
kanapę.
-
Nie… na prawdę nie…- Uklęknął przede mną. Przełknąłem głośno ślinę. Pochylił
się nade mną.
-
Nie ważne ile razy mogłem to z tobą robić i jak mogło być przyjemnie pamiętaj,
że potrafię też tak, aby bolało i przyjemności nie dawało.- Powiedział mi do
ucha. Próbowałem go ode pchać, ale jak zawsze, kiedy tylko się do mnie zbliżył
opuszczały mnie siły.
-
C-co?- Wydukałem przerażony. Spojrzał na mnie uśmiechając się złośliwie.
-
Nie wierzysz, że to możliwe?- Zapytał rozpinając mi powoli spodnie. Złapałem go
pospiesznie za ręce, ale nic sobie z tego nie robił i już zsuwał ze mnie
spodnie.
-
Yuui…, co… nie.- Powiedziałem próbując go odepchnąć.- Przecież już dzisiaj…
-
No i?- Zapytał patrząc mi w oczy. Przecież wiedział, że to przekroczy mój
limit. Że to dla mnie za dużo jak na jeden dzień.
-
Nawet już się tak nie wygłupiaj.- Powiedziałem przerażony. Zaśmiał się. Co mu
się stało?- Yuui…- Odskoczyłem, kiedy zdarł ze mnie spodnie? Nie mogłem w to
uwierzyć. Nigdy się tak nie zachowywał. Złapał moje obie ręce w jedną swoją
dłoń i powoli zsunął ze mnie resztę dolnych partii garderoby. Zacisnąłem kolana
próbując się uwolnić. To była jakaś kpina. Spojrzałem na zegarek za jego głową.
Przyjadą po mnie dopiero za godzinę. Usłyszałem dźwięk rozpinanego rozporka.
Co? Tak od razu. Przecież… wciągnąłem głośno powietrze do płuc, kiedy naparł
swoim członkiem na moje wejście. Czułem się jakby ktoś pocierał o mnie papierem
ściernym. Im mocniej zaciskałem nogi i pośladki tym mocniej on na mnie
napierał. Poczułem ból, kiedy zanurzył się we mnie odrobinę. Z mojego gardła
wydobył się cichy jęk. Odwróciłem twarz w bok.- Przestań… proszę.- Załkałem.
Poczułem na sobie jego spojrzenie. Pochylił się nade mną i pocałował mnie
delikatnie w szyje, po czym cofnął się delikatnie odsuwając ode mnie.
-
Przepraszam.- Powiedział siadając na podłodze, ale po przeciwnej stronie kanapy
niż ja. Zapiął rozporek i spojrzał przed siebie.- Lepiej będzie jak już
pójdziesz.- Dodał unikając mojego spojrzenia. Wstałem wsuwając na siebie
bokserki.- Idź.- Wyszeptał. Złapałem za swoje spodnie
i spojrzałem na niego. Opierał czoło o kolana. Widziałem tylko skrawek jego twarzy. Był czerwony.
A na jego policzku… spodnie wypadły mi z rąk. Płakał? Czułem, że jeżeli teraz wyjdę to coś się zmieni. Coś się zepsuje. Nie! Nie chce tego. Podszedłem cicho do niego. Uklęknąłem przed nim
i złapałem go za kostki. Drgnął, ale nie uniósł twarzy. Pociągnąłem za jego nogi. Wyprostował je
i spojrzał na mnie gniewnie. Płakał. Bez słowa wdrapałem się na niego siadając na nim okrakiem
i wtulając się w jego ramiona. Słyszałem jak szybko i nierówno bije jego serce. Trzymał ręce luźno. Nie dotknął mnie. Uniosłem głowę do góry. Patrzył gdzieś w bok. Złapałem jego twarz w dłonie
i zmusiłem, aby spojrzał na mnie. Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć ręce od policzków. Uniosłem się delikatnie na kolanach i wpiłem się w jego rozchylone wargi. Patrzył na mnie zaskoczony. Całowałem go delikatnie ciągle trzymając go za twarz. Wsunąłem do jego ust język badając nim jego wnętrze. Jęknął głośno w moje usta. Położył mi ręce na barkach i odsunął delikatnie.
i spojrzałem na niego. Opierał czoło o kolana. Widziałem tylko skrawek jego twarzy. Był czerwony.
A na jego policzku… spodnie wypadły mi z rąk. Płakał? Czułem, że jeżeli teraz wyjdę to coś się zmieni. Coś się zepsuje. Nie! Nie chce tego. Podszedłem cicho do niego. Uklęknąłem przed nim
i złapałem go za kostki. Drgnął, ale nie uniósł twarzy. Pociągnąłem za jego nogi. Wyprostował je
i spojrzał na mnie gniewnie. Płakał. Bez słowa wdrapałem się na niego siadając na nim okrakiem
i wtulając się w jego ramiona. Słyszałem jak szybko i nierówno bije jego serce. Trzymał ręce luźno. Nie dotknął mnie. Uniosłem głowę do góry. Patrzył gdzieś w bok. Złapałem jego twarz w dłonie
i zmusiłem, aby spojrzał na mnie. Złapał mnie za nadgarstki i próbował odciągnąć ręce od policzków. Uniosłem się delikatnie na kolanach i wpiłem się w jego rozchylone wargi. Patrzył na mnie zaskoczony. Całowałem go delikatnie ciągle trzymając go za twarz. Wsunąłem do jego ust język badając nim jego wnętrze. Jęknął głośno w moje usta. Położył mi ręce na barkach i odsunął delikatnie.
-
Yuui…
-,
Jeżeli będziesz to kontynuował nie będę w stanie się powstrzymać.
-
I nie musisz.- Powiedziałem i znowu wpiłem się w jego usta łapiąc go mocno za
nadgarstek prawej ręki, aby mnie nie odepchnął. Kiedy ostatni raz się
całowaliśmy? Chyba jak byliśmy
w gorących źródłach. Coś tak mi świta. Zapomniałem już, jakie to uczucie. Nadal pachniał papierosami i miętą, ale czuć było też jakiś słodkawy smak. Poczułem jego język pod swoim. Wolną lewą rękę wsunął mi do bokserek naciskając palcami na moje wejście. Uniosłem biodra do góry bojąc się bólu, ale nie nadszedł. Pocierał moje wejście delikatnie, co jakiś czas na nie naciskając. Gdyby siedem miesięcy temu ktoś mi powiedział, co będę robił z nowym to bym go zabił. Teraz zabije każdego, kto się do niego zbliży. Oparłem czoło o jego bark, kiedy wsunął we mnie jednego z jego długich palców. Zacisnąłem się na nim odruchowo. Ale Yuui się tym nie przejmował. Poruszał nim
w każdą stronę sprawiając, że traciłem panowanie nad głosem.
w gorących źródłach. Coś tak mi świta. Zapomniałem już, jakie to uczucie. Nadal pachniał papierosami i miętą, ale czuć było też jakiś słodkawy smak. Poczułem jego język pod swoim. Wolną lewą rękę wsunął mi do bokserek naciskając palcami na moje wejście. Uniosłem biodra do góry bojąc się bólu, ale nie nadszedł. Pocierał moje wejście delikatnie, co jakiś czas na nie naciskając. Gdyby siedem miesięcy temu ktoś mi powiedział, co będę robił z nowym to bym go zabił. Teraz zabije każdego, kto się do niego zbliży. Oparłem czoło o jego bark, kiedy wsunął we mnie jednego z jego długich palców. Zacisnąłem się na nim odruchowo. Ale Yuui się tym nie przejmował. Poruszał nim
w każdą stronę sprawiając, że traciłem panowanie nad głosem.
-
Puść…- Powiedział ruszając prawą ręką. Uwolniłem go obejmując rękoma za szyje.
Wsunął mi rękę pod koszulkę masując mój tors i łapiąc w dwa palce jednego z
sutków. Kręcił nim delikatnie
i pocierał go palcami. Jęknąłem cicho.- O której po ciebie będą?- Zapytał szeptem.
i pocierał go palcami. Jęknąłem cicho.- O której po ciebie będą?- Zapytał szeptem.
-
O… mmmm… o… hmm…phyyyyy… dwudziestej.- Wydukałem w końcu. Wsunął we mnie
drugiego palca.- Kya~!- Zakryłem usta. Zobaczyłem jak zerka na zegarek za moimi
plecami.- A…A… Hi… Hika…Ru…?
-
O dwudziestej drugiej.- Odpowiedział. Zaczął całować po woli moją szyję
rozciągając mnie swoimi palcami. Zacząłem poruszać biodrami w górę i dół jęcząc
z rozkoszy. Zaśmiał się cicho.
-
Yuui… ja już nie wytrzymam.- Wydyszałem mu do ucha. Spojrzał na mnie. Widziałem
go jakby za mgłą. Miał rumiane policzki.
-
No i cóż w tej kwestii?- Zapytał. Jeżeli o to chodziło to był najwredniejszy
pod słońcem.
-
Ty głupku…- Powiedziałem. Wysunął ze mnie jeden palec. Jęknąłem w proteście.
Złapałem go delikatnie za przód koszulki i spojrzałem na niego z pożądaniem.-
Proszę wsadź go we mnie.- Dodałem błagalnym głosem. Wysunął ze mnie palce i
spojrzał na mnie.
-
Oprzyj się o stolik.- Powiedział. Zsunąłem się z niego. Odwróciłem się tyłem
kładąc dłonie na stole.- Połóż na stole twarz.- Poprawił. Zrobiłem jak kazał
dodając też barki i część tułowia. Zsunął ze mnie powoli bokserki. Nerwowo
poruszałem biodrami. Usłyszałem jak rozpina pasek od spodni a później rozpina
rozporek. Odwróciłem się do niego przodem i gwałtownie pociągnąłem jego spodnie
i bokserki w dół zatrzymując je na jego kolanach. Założył ręce pod boki i
spojrzał na mnie.
-
Yuui…- Powiedziałem łamiącym się głosem. Nie wytrzymam już. Niech on w końcu to
zrobi.
-
No nie wiem… chyba może jednak…- Zaczął. Złapałem go za przód koszulki i
pociągnąłem do siebie.
-
Słuchaj no. Masz mnie w tej chwili zerżnąć na tym stoliku, kanapie, podłodze i
gdzie ci się tam zamarzy tak abym krzyczał z rozkoszy, bo jak nie to cię
zabije.- Powiedziałem z furią łapiąc go za twarz. Złapał moje ręce i popchnął
mnie na stolik. Ustawiłem się tak jak wcześniej wypinając się w jego stronę.
Długo czekać nie musiałem.- Niaaaaaaaaaaaaah! A-a-a-a!- Jęczałem z rozkoszy za
każdym jego głębokim pchnięciem. Przesuwaliśmy po woli stolik do przodu.
Zacisnąłem palce na krawędzi stolika. Rozsunąłem bardziej nogi.
-
Enmba…- Zaczął oddychał coraz szybciej.
-
Yuui! Głębiej… błagam!- Powiedziałem oddychając szybciej. Po całym domu słychać
było tylko przerywane „A”, „Y” oraz „O”. Rozsunął mi delikatnie pośladki. Nie
wytrzymałem.Przeciągnąłem ręką w dół swoich pleców aż do swojego wejścia.-
Nawet…(pchnięcie) nie wszedłeś (pchnął trzy razy) do połowy!- Krzyknąłem na
niego. Zacisnąłem się na nim mocniej.
-
Nie mogę… jesteś za ciasny.- Wydyszał mi do ucha. Wypuściłem głośno powietrze z
płuc.
-
Wyjdź ze mnie.
-
Ale…
-
Teraz ty rób, co mówię.- Powiedziałem. Jęknąłem, kiedy spełnił moją prośbę.
Odwróciłem się do niego przodem i pchnąłem go na podłogę. Upadł na nią z cichym
jękiem. Miał szeroko otwarte oczy. Wstałem z podłogi zsuwając z siebie bokserki.
Złapałem nogawki jego spodni i zsunąłem je z niego.
-
Mogę wiedzieć, co robisz?- Zapytał patrząc na mnie zaskoczony. Stanąłem nad nim
w rozkroku.- Nie! Zwariowałeś?! To nic nie Pomo…- jęknął, kiedy nadziałem się
na niego od razu wchodząc do polowy. Poruszałem biodrami w gorę i w dół patrząc
na jego twarz. Był cały czerwony a jego spojrzenie było jakby odległe i mętne.
Pewnie i ja tak wyglądałem.
-
Mmmmm.
-
Nnnnnn.
-
Ah… ah… ah…
-
Enmba… Przestań. Nie rób tak.- Powiedział, kiedy przy wysuwaniu luzowałem ścianki
swojego wnętrza a przy wsuwaniu zaciskałem je z całej siły. Uśmiechnąłem się.
-
A to dlacze…- Krzyknąłem, kiedy poślizgnęły mi się skarpetki i całym ciężarem
ciała upadłem na niego w efekcie, czego znalazł się we mnie cały. Ja pulsowałem
z rozkoszy i bólu. On również pulsował we mnie sprawiając, że z ledwością panowałem
nad głosem.- To… już…dru-uhu-uugi raz.
-
Enmba?! Nic ci nie jest?!- Zapytał przerażony unosząc się na łokciach. Po
policzku spłynęła mi jedna łza. Odczekałem chwilę aż ból minie, po czym
zacząłem po woli poruszać się w górę i w dół.
-
Już jest dobrze.- Powiedziałem łamiącym się głosem. Usiadł gwałtownie obejmując
mnie ramionami.
-
Ty głupku! Po co to robiłeś?! Przecież jeszcze nie jesteś przyzwyczajony, aby
tak szaleć!- Krzyczał na mnie przytrzymując moje biodra, aby się nie ruszały.-
Nigdy nie chciałem abyś przejmował inicjatywę!
-
Pozwolisz… mi to… dokończyć?- Zapytałem próbując poruszać biodrami. Uniósł się
ze mną do góry i położył na kanapie. Rozchylił mi nogi opierając się dłońmi obok
mojej twarzy. Poruszał się raz w górę raz w dół robiąc ostre, pełne i gwałtowne
pchnięcie. Przy każdym jego pchnięciu poruszałem się na kanapie. Słychać było
tylko jak skóra z kanapy trzeszczy pod nami. Aż tu nagle…- Kurwa!.- Zakląłem
pod nosem. Ten dźwięk telefonu mam tylko na numer ochroniarza i szofera.- Yuui…
czekaj…- Powiedziałem obejmując go nogami w biodrach i sięgając telefon z
podłogi. Odebrałem.
-
Paniczu?- Usłyszałem głos szofera po drugiej stronie. Poczułem na sobie
spojrzenie Yuui-kuna.
-
Tak?
-
Ja już jestem.
-,
Która jest godzina?
-
Dziesięć po dwudziestej. Czy wszystko w porządku?
-
Tak. Przepraszam. Zasiedziałem się. Zostanę jeszcze…- Spojrzałem na Yuui-kuna.
Pokazał mi na palcach „20”- Musze jeszcze dokończyć trzy zadania i on musi je
sprawdzić, więc tak za piętnaście-dwadzieścia minut będę.- Powiedziałem
ruszając się nie spokojnie. Yuui uśmiechnął się złośliwie. Zaczął na nowo się
poruszać zadzierając moją koszulkę do góry. Zaczął ssać jednego z moich sutków
trącając go językiem. Z kolei jedną z rąk zaczął „drażnić” mojego małego.
Uderzyłem go w bark.
-
Panicza matka poprosiła abym coś zrobił jeszcze na mieście. To może przyjadę
tak za pół godziny?- Zapytał przepraszającym głosem.
-
Pół. No dobrze. Do tego cza-asu się wyrobie.- Głos mi się załamał. Rozłączyłem
się. Zacząłem okładać jego barki pięściami.- Zdurniałeś do reszty?!
-,
Kto wie?- Zapytał. Usiadł unosząc mnie do góry. Siedziałem na nim okrakiem.
Unosił mnie do góry i na dół jęcząc przy tym głośno. Sąsiedzi pewnie pomyślą,
że oglądamy jakiegoś pornola.
-
Ja… ja… nie… ja…- Jęczałem z rozkoszy. Długo nie wytrzymam.
-
Chyba ja.- Poprawił mnie. Spojrzałem na niego. Zatopiłem dłonie w jego włosach.
-
Yuui…
-
Tak?
-,
Jaka jest twoja ulubiona pozycja?- Zapytałem ukrywając w nim twarz. Zaśmiał
się.
-
A co?
-
Mmm…- Powiedziałem, kiedy przerwał poruszanie się.- Spróbujemy… my… to znaczy,
jeżeli…
-
Nie wiem czy ci się spodobają.
-
To jest ich kilka?
-
Ogólnie to lubię każdą.
-
A takie, których nie robiłeś ze mną?
-
To przychodzą mi do głowy trzy.- Powiedział. Spojrzałem na niego.- A skąd ta
prośba?
-
Nie wiem…- Powiedziałem poruszając powoli biodrami. Zaśmiał się i uniósł się ze
mną udając się do swojego pokoju. Zapalił lampkę na biurku i wyszedł ze mnie po
woli. Spojrzałem na niego wilkiem. Zaśmiał się.
-
Poczekaj chwilę.- Powiedział. Podał mi poduszkę. Później drugą. Spojrzałem na
nie. Rzucił je na ziemie.- Oprzyj na nich łokcie i twarz.- Poinstruował.
Zrobiłem to, co mi kazał. Uniósł moje nogi do góry (jak przy taczce na wf) i
rozchylając je wszedł we mnie. Unosił mnie do góry i opuszczał na dół. Z głową skierowaną do dołu poczułem lekkość i
intensywne doznania. Trochę inne niż za zwyczaj, kiedy penetrował mnie od tyłu.
Unosiłem głowę czasami do góry, aby nie zemdleć w takim momencie. Kiedy
zacząłem szybko oddychać i jęczeć jak mogłem się po nim spodziewać przerwał
odstawiając mnie na miejsce.
-
Mówił… ci… ktoś…, że… wredny… jesteś…?- Zapytałem. Zaśmiał się. Usiadłem
pocierając o siebie kolanami.
-
Nie wiem czy wytrzymasz dwie kolejne pozycje.- Powiedział przyglądając się
mojemu ciału.
-
To sprawdź.- Powiedziałem. Zaśmiał się i wskazał na biurko. Spojrzałem na
niego.
-
Kładź się.
-
Jak?
-
Na plecach.- Powiedział. Zrobiłem tak jak kazał. Rozszerzył moje wyprostowane
nogi i wszedł we mnie. Podrapałem się po czole. Nic nowego. Kiedy tylko to
pomyślałem skrzyżował moje nogi, kiedy na mnie nacierał. Kiedy wychodził ze
mnie rozplątywał je i tak w kółko. Zakryłem usta. Miał racje. Nie wytrzymam.-
Odsłoń usta. Chce cię słyszeć.
-
Z… zdu… zdur…- Zasyczałem. Rozszerzył mi nogi gwałtownie i położył się na mnie
wchodząc we mnie głęboko. Doszedłem kiedy przywarł do mnie ustami. Poruszał się
kilkakrotnie całując mnie delikatnie i wyszedł ze mnie.- Nie doszedłeś.-
Stwierdziłem fakt. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
-
Przepraszam.
-
Za co ty mnie przepraszasz. To chyba ja powinienem. Jestem tak beznadziejny, że
nawet…- Zakrył mi usta i pokręcił przecząco głową.
-
Z początku zadałem ci ból później pozwoliłem abyś i ty go sobie zadał. Nie mam
prawa czerpać dzisiaj z tego przyjemno…
-
To ty się lepiej nie odzywaj.- Powiedziałem złym głosem. Spojrzałem na zegarek.
Piętnaście minut. Pchnąłem go na łóżko.
-
I co zrobisz? Jesteś wyczerpany. Jeszcze jeden numerek i zemdlejesz z
wycieńczenia. Przecież znasz swój limit. – Powiedział patrząc na mnie
rozbawiony.- Ubieraj się, bo znowu będą po ciebie dzwonić.
-
Zamknij się.- Powiedziałem klękając przed nim. Oparł się na łokciu i przyglądał
się mi uważnie. Przyglądałem się jego członkowi zastanawiając się jak takie
duże i grube coś może się we mnie zmieścić. Ująłem go delikatnie w dłonie. Był
mokry i gorący. Przełknąłem głośno ślinę.
-
Nie zmuszaj się do tego. Nie dasz rady.- Powiedział delikatnie głaszcząc mnie
po głowie.
-
Powiedziałem, że masz się zamknąć.- Syknąłem ściskając go mocniej. Opadł na
poduszki.
-
Weź przestań. Naprawdę nie dasz rady.
-
To mi pomóż.
-,
Że co?- Zapytał i zaśmiał się patrząc na mnie. Znowu podparł się na łokciach.
-
Pomóż mi.
-
Mam ci pomóc zrobić mi loda?- Zapytał jakby nie wiedział czy dobrze zrozumiał.
-
Mhy.- Tylko tyle zdołałem wydukać.
-
Nie. Nie. Nie. Powiedz to sam.
-
Pomóż mi.
-,
W czym?
-
No w tym.- Powiedziałem wskazując na jego członka.
-
W tym, czyli??- Zapytał. Koniecznie chciał to usłyszeć.
-
Pomóż mi w zrobieniu tobie l… l… loda.- Wydukałem czerwony na twarzy. Zaśmiał
się głośno.
-
Żartujesz?- Zapytał.
-,
Dlaczego ty wszystko, co mówię bierzesz za żart?!- Krzyknąłem na niego.
-,
Bo to nie, jestes ty, którego znam.- Powiedział patrząc na mnie.
-,
Dlaczego to zawsze ja mam czerpać z tego przyjemność a ty nie?!
-,
Bo… no, bo…- Zawahał się. Patrzyłem na niego upartym wzrokiem. Zwariowałem do
reszty!
-
Yuui…- Zacząłem.
-
Chwyć go u nasady.- Powiedział kładąc się na poduszkach i zakrywając oczy
łokciem.
-
Mhy.- Powiedziałem. Zrobiłem tak jak kazał.
-,
Jeżeli wyczuje, że się wahasz to przerywamy.- Mruknął pod nosem. Kiwnąłem
głową, ale wiedziałem, że tego nie zobaczy.- Teraz poruszaj ręką po woli na dół
i do góry.
-
Tak?- Zapytałem się po chwili.
-
Ręce ci się trzęsą.
-
Wybacz.- Wydukałem.
-
Spoko.- Powiedział. Wziął głęboki wdech i zakrył twarz dłońmi.- Poliż go.
-
Hę?
-
Mówię: poliż go.
-
Jak?
-
Tak jakbyś lizał loda. Od góry do dołu.- Powiedział. Przełknąłem ślinę i
oblizałem usta. Przybliżyłem się do niego niepewnie. Cały pulsował. Drżącym
językiem przeciągnąłem po nim po woli od dołu do góry. Z ust Yuui-kuna wydobył
się dziwny dźwięk. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-
Yuui? Czy coś nie tak?
-
Nie. W porządku.- Powiedział. Jeżeli w porządku to w porządku. Pomyślałem liżąc
powoli jego członka. Był słonawy w smaku i dziwnie pachniał.- Jeżeli już całego
go naślinisz…
-
No?- Zapytałem, kiedy urwał. Dlaczego zasłaniał twarz?
-
Weź go do ust…- Powiedział po woli.- Najpierw otwórz je szeroko… później
poluźnij przełyk. Wsuwasz go i wysuwasz poruszając głową. Możesz zacisnąć usta,
ale nie zęby. I możesz też jak już będzie w środku poruszać językiem.-
Powiedział. Nie dziwiłem się, że zasłaniał twarz. Spojrzałem na jego członka.
Czy mi się wydawało czy był większy? Otworzyłem delikatnie usta i zbliżyłem się
do niego. Klęknąłem na kolanach i wsunąłem go do ust. Uczucie? Dość niekomfortowe. Nie mogłem go wsadzić
głębiej. Zacinał się na moim gardle. Przełknąłem ślinę luzując przekuł. Wszedł
do końca. Ruszałem delikatnie językiem. Zorientowałem się, że nie mogę oddychać
ustami. Zacząłem powoli oddychać przez nos. Yuui drgnął i usiadł gwałtownie.
Otworzyłem szerzej usta. Wysuwałem go prawie całego i wsuwałem całego w swój
przełyk. Yuui zacisnął palce na moich włosach. Ssałem go jak prawdziwego loda
albo lizaka.
-
Kaha… ehe… ehe… ehe…- Zacząłem kaszleć nie mogąc złapać oddechu. Z moich ust
ściekała… nie myśl o tym… nie myśl…
-
Wypluj.- Yuui pochylił się nade mną.- Wypluj i oddychaj.- Powiedział. Nie! On
nigdy nie wypluwał! Z trudem, bo z trudem, ale przełknąłem to, co nie zdążyło
wycieknąć z moich ust. Miało obrzydliwy smak.
-
I jak?- Zapytałem przecierając usta.
-
Miałeś to wypluć!
-
Pytam się jak było?- Zapytałem wstając z podłogi.
-
Dziękuje.- Powiedział i przytulił mnie delikatnie. Uśmiechnąłem się sam do
siebie. Było mu dobrze. Cholera! Czemu mnie to cieszy?! Usłyszałem dźwięk mojej
komórki z pokoju.
-
Cholera!- Powiedziałem spanikowany. Pognałem tam wciągając na siebie swoje
ciuchy. Yuui podał mi moją torbę, kiedy już stałem przy drzwiach i ubierałem
buty. Spojrzałem na niego.
-
Przepraszam.
-,
Za co znowu?- Zapytałem sfrustrowany. Zaśmiał się i pocałował mnie delikatnie.
-
Leć.- Poradził. Uśmiechnąłem się i pognałem na dół rezygnując z windy. Samochód
stał na parkingu. Wsiadłem do niego…
^^*^^
Stałem
z Aoi na tyłach szkoły. Później mieliśmy iść na dach na lunch. Lepiej to z nią wyjaśnić.
-
Em-kun… o co chodzi?- Zapytała zdenerwowana. Podrapałem się po głowie.
-
Masz kogoś?
-
Słu… słucham?
-
Pytam się czy z kimś chodzisz albo czy jesteś w kimś zakochana?- Zapytałem
patrząc na nią, ale kontem oka zerkając czy czasami nikt się nam nie przygląda.
Z daleka to musi wyglądać jak wyznanie miłosne.
-,
Ale dlaczego…?
-
Po prostu odpowiedz. Tak czy nie?
-
Na pierwsze nie na drugie tak.- Powiedziała czerwona na twarzy.
-
Ta osoba o tym wie?- Zapytałem, chociaż znałem odpowiedź.
-
W żadnym wypadku!- Krzyknęła przerażona. No i miałem rację.
-
Lepiej będzie jak się o tym dowie.
-
Nie. Nie będzie lepiej.- Powiedziała opuszczając głowę na dół. Oparłem się o
drzewo
i założyłem ręce za głową.
i założyłem ręce za głową.
-
Dostałem wyzwanie. Walka o twoje serce.- Zaśmiałem się cicho. Spojrzała na mnie
przerażona.
-,
Co-oo? Od kogo?
-
A bo ja wiem? Telefonicznie. Jeżeli to nie jest osoba, którą kochasz nie
pozwolę jej wygrać…
-
Wybacz, ale i tak byś nie wygrał. Nie…- Zawahała się.- Nie jesteś w moim typie.
-
Nie martw się. Ty w moim też nie.- Uśmiechnąłem się.- Osoba ta ma trzy w sumie
już dwa dni na zdobycie twojego serca. Jeżeli jej się to nie uda to kupie jej
bilet do kina i wesołego miasteczka i zabiorę cie tam zmuszając ją do oglądania
naszej udawanej randki. A że jestem wredny i mi się nudzi…- Zaśmiałem się
widząc jej minę.- Jeżeli przegra będziesz moja. W sumie nigdy nie przegrałem,
więc może od razu to zrobimy.- Dodałem. Usłyszałem jakiś świst, po czym
dostałem otwartą ręką w twarz tak mocno, że aż przekręciłem głowę w bok.
-
Em-kun!- Krzyknęła przerażona Aoi. Zacisnąłem rękę w pięść i odwróciłem się
wypuszczając cios. Moja dłoń zatrzymała się przed twarzą wysokiej, dobrze
zbudowanej, krótkowłosej, niebieskookiej szatynki. Ewidentnie widać było, że
nie pała do mnie sympatią i jakby mogła to by mnie zabiła.
-
Grasz nieczysto!- Syknęła mi w twarz i uciekła zapłakana (wcześniej znowu dając
mi
w gębę). Stałem oniemiały.
w gębę). Stałem oniemiały.
-
Wybacz…, ale…- Aoi spojrzała na mnie przepraszająco i pobiegła za dziewczyną.
Chwila, chwila… moją rzekomą rywalką w miłości jest ten babo-chłop?! Nie!
CHWILA! AOIJEST… LESBIJKĄ?!
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Wcześniej nie dawałam bo mi się nie chciało. Przepraszam : <.
Rozpisałabym się ale Wigilia trwa xD
Wcześniej nie dawałam bo mi się nie chciało. Przepraszam : <.
Rozpisałabym się ale Wigilia trwa xD
Chamstwo!! .
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam ale kategoryczny brak czasu. u mnie notka jutro :3 ( 2 dzień świąt )
Czekam na więcej :3