poniedziałek, 5 lutego 2018

17. Error! Error! Powrót Kedamono! Powtarzam: Error! Error! 17.


Idąc przez korytarz szkolny wiedziałem, że coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie potrafiłem stwierdzić, o co chodzi. Każdy mijany uczeń zerkał na nie ukradkiem mówiąc ciche „Dzień Dobry”. Uczniów jeszcze jakoś tam ścierpię, ale żeby nauczyciel się tak na mnie patrzył? Jakoś nie pamiętam abym ostatnio zrobił coś takiego, co sprawiłoby, aby tak się na mnie patrzeć. Cóż. Doszedłem do wniosku, że w końcu i tak się tego dowiem, więc nie ma, co sobie zawracać tym głowy. A może chodziło o to, że zaspałem i pojawiłem się w szkole kilka minut przed dzwonkiem, co nie było u mnie normalne, bo w szkole pojawiałem się, jako jeden z pierwszych? No nie wiem. A kij z tym.
Wszedłem na korytarz prowadzący do mojej klasy i aż zamarłem na widok tego, co zobaczyłem. Poczułem się tak jakbym pojawił się tutaj pierwszy raz. Pierwszego dnia szkoły. Wszystkie doniczki z kwiatkami walały się po ziemi, ściany były pomazane, tak samo jak okna sprayem i farbami. Pełno śmieci, za oknem na drzewie wisiał papier toaletowy. Wypuściłem głośno powietrze. Przeszedłem obok tego jakbym niczego nie widział. Otworzyłem drzwi, (które też były zniszczone, mimo, że odkupiłem nowe), wszedłem do klasy (moje biurko było odwrócone do góry nogami), zauważyłem, że nie ma mojego krzesła. Położyłem swoje rzeczy na podłodze, odwróciłem biórko (zostawiając przybity blat na podłoże) i w miarę możliwości ułożyłem tam swoje rzeczy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Zero kwiatów. Wszystkie za pewne znajdowały się za pomazanymi oknami. Moje tablice matematyczne były poniszczone, połamane, popalone i pomazane, tablica korkowa złamana w pół leżała na ziemi, ławki w nieładzie, firanki pocięte, tak samo jak tablica. W śmietniku tlił się ogień. Widziałem w nim mojego beniaminka (prezent od siostry) i karton z klasowymi zdjęciami. Czułem na sobie ich spojrzenie, kiedy podchodziłem do śmietnika i wyciągałem z niego karton i kwiatka (przy okazji poparzyłem sobie dłoń, ale jakoś mnie to nie interesowało). Zajrzałem do pudelka. Było całe mokre. Ktoś w środku wylał coś łatwo palnego. Beniaminek miał pocięte liście.
Uniosłem głowę do góry. Rozejrzałem się po klasie. Niektórzy unikali mojego wzroku patrząc na swoje kolana. Inni zerkali na mnie przerażeni. Inni kompletnie obojętnie. Pozmieniali miejsca. Siedzieli jak im się podobało. Po środku klasy siedząc na krześle z wyłożonymi nogami na ławce siedział dzieciak, którego nie znałem. Był niższy ode mnie. Miał szare włosy sięgające mu ramion, grzywkę z kolei miał w kolorze zielonym (trochę głupio to wyglądało). Ale najdziwniejsze i tak były jego oczy. Ich kolor nie był ani niebieski, ani zielony ani… czarny. Był to kolor, który zawierał w sobie wszystkie te kolory a jednocześnie ich nie zawierał. Koszula od mundurka była rozpięta. Pod spodem miał czarny podkoszulek. Nawet na mnie nie patrzył. Za nim po jego prawej stronie stal Al, koło niego siedziała Didi w przykrótkiej spódniczce i bluzce z szerokim dekoltem. Wziąłem głęboki oddech (spojrzał na mnie).
- Zapytam tylko raz. Co tu się dzieje?- Zapytałem przerywając ciszę. Milczeli. Przyjrzałem się każdemu. Nadal unikali mojego wzroku.- Al?- Spojrzałem na chłopaka. Milczał.- Didi?- I ona milczała.
- Myślałem, że to będzie ktoś ciekawy a to tylko jakaś ciota, która wyłącznie jęczy. Weźcie go wywalcie z mojej klasy.- Odezwał się w końcu nieznany mi chłopak. Miał zimny głos i styl wypowiedzi. Zero uczuć. Niektórzy zerknęli na mnie niepewnie. Nie wiedzieli jak zareagować.
- Rozumiem, że to na ciebie mówią Kedamono.- Powiedziałem przyglądając mu się uważnie. Uśmiechnął się.
- Nie sądziłem, że moje imię jest znane homozjebą.- Powiedział. Uśmiechnąłem się krzywo siadając na krawędzi biurka.
- No widzisz czasami bywa. Wiesz kolega mi o tobie opowiadał.- Odgryzłem się na nim. Uśmiechnął się.
- Chyba nie wiesz, do kogo mówisz. Daruje ci ten jeden raz. A teraz weź spierdalaj.- Powiedział wyciągając telefon. Al drgnął patrząc na moją twarz. Przekrzywiłem głowę przyglądając mu się.
- Wiesz tyle, że to moja klasa i mój korytarz. Zniszczyliście moje rzeczy i ogólnie.
- Twoja klasa? Jakoś sobie nie przypominam, abym oddawał jakiemuś cieciowi władzę nad nimi.-  Powiedział. Zagwizdałem kilka razy. Wzruszyłem ramionami i zeskoczyłem z biurka wyciągając telefon z kieszeni.
- Tak?- Usłyszałem po drugiej stronie telefonu.
- Widziałeś to?
- Po części. Kamery są zamazane.
- A słyszałeś?
- Też po części.
- Jest tam jego rodzina?
- Tak siostra i jej narzeczony.
- A rodzice?
- Nie żyją.
- Wyłącz kamery i przyślij do nas pielęgniarkę tak za dziesięć minut.
-, Dlaczego tak długo?
-, Bo chce się pobawić.- Powiedziałem ściągając z siebie sweter i rozpinając guziki koszuli.
- Nie przesadzaj.
- Podpisali zgodę, więc niech mi teraz nie jęczą.- Powiedziałem kładąc ładnie złożony sweter
i koszule na biurku.- Wyłączyłeś?
- Tak. Będę tam z nimi za dziesięć minut. Więcej czasu nie dostaniesz.
- I o więcej nie proszę. Masz zapasową koszulkę?
- Po cholerę ci koszulka?
-, Bo jeżeli nie masz to będę musiał ściągnąć i tą, aby jej krwią nie zabrudzić.
- Nie mam.- Powiedział z rezygnacją.
- No dobra. Trudno się mówi. A i jeszcze jedno Ashias.
- Tak.
- Przez te dziesięć minut powiadom rodziny wszystkich dzieciaków z tej klasy, że zostają przeze mnie zawieszeni na najbliższy miesiąc. Od jutra nie chcę tutaj nikogo widzieć.
-, Ale…
- Kończę.- Powiedziałem rozłączając się i odkładając telefon na biurku. Zerkali na mnie przerażeni. Zsunąłem z nóg buty i skarpetki.
- Sen…, co pan robi?- Zapytał przerażonym głosem Kopciuszek. Spojrzałem tylko na niego. Zamilkł spuszczając głowę w dół.
- Po chuj się rozbierasz?- Zapytał zaciekawiony Kedamono. Spojrzałem na niego podwijając nogawki spodni.
- Mam zamiar cię przelecieć.- Powiedziałem ściągając gumkę z włosów i związując nią je wszystkie a nie tak jak było wcześniej połowę.
- Zabawne.- Zaśmiał się głośno.
- Oj nawet nie wiesz jak bardzo. Radzę się wszystkim odsunąć.- Poradziłem rozciągając sobie ręce.
- Sensei!- Krzyknął Al- To, że dał pan rade powstrzymać mnie i Gasi’ego nie znaczy, że da pan sobie radę z Demono! On pana zabije!- Krzyknął ponownie.
- Odchodzisz czy zostajesz?- Zapytałem. Patrząc na zegarek. Pokręcił przecząco głową.- No dobra mały streszczamy się. Zostało mi tylko siedem minut. Mam nadzieje, że strasznie krwawić nie będziesz, bo mnie pobrudzisz a taki to ja po szkole chodzić nie będę.
- Słucham?
- Pokaże ci gdzie w tej klasie jest twoje miejsce.- Powiedziałem podchodząc do niego po woli.
- Didi jak dobrze zrozumiałem to ty.- Powiedział wskazując na Didi. Kiwnęła głowa.- Czy ten pedał chcę się ze mną bić?
- Demono proszę cię nie rób mu krzywdy.- Powiedziała błagalnie. Zaśmiał się i wstał z krzesła.
- Ja się rozbierać nie będę, bo zajmie nam to tylko chwilkę.
- Aż tak szybko chcesz odpaść?
- To ty odpadniesz.- Powiedział i uderzył mnie w brzuch z całych swoich sił. Zachwiałem się, ale złapałem go za przegub. Uderzyłem go z całych swoich sił w brzuch.
- Dla ciebie Enmba-sensei.- Powiedziałem, kiedy upadł na ziemie kaszląc przeciągłe. Łypnął na mnie z furią. Zgiąłem kilka razy palce. Jednak moje ciało nie zapomniało jak się powinno bić. Uderzył mnie kilka razy po twarzy.- Zadowolony? Naciesz się, bo już więcej nie trafisz.- Dodałem. Moje ciało zadziałało odruchowo. Podskoczyłem zakładając mu blokadę z kolan na szyi. Szarpnąłem nim tak, że się przewrócił uderzając boleśnie plecami o ziemię. Wstałem.
- Ty skurwysynie…- Zakaszlał podnosząc się na nogi. Złapałem go za przód koszuli unosząc go do góry.
- Nazwanie mnie pedałem i naśmiewanie się z mojej orientacji tamte ciosy były za to.- Dostał kilka razy z pięści w brzuch nadal wisząc w powietrzu.- To za zniszczenie klasy i korytarza.- Dostał kilka razu po twarzy.- To za terroryzowanie innych uczniów i swoje zachowanie.- Upuściłem go na ziemie. Stał na nogach. Podskok i z pół obrotu dostał w twarz upadając na ławkę.- Ale nazwanie mojej mamy kurwą, tego ci nie daruje tak łatwo.- Dodałem zbliżając się do niego. Cofnął się przed moją wyciągniętą ręką.
- Nie…- Szepnął próbując złapać za krzesło. Przydeptałem mu dłoń do ziemi. Krzyknął z bólu. Pochyliłem się nad nim.
- Źle oceniłeś moją osobę.- Powiedziałem i uniosłem pięść nad jego twarzą. Zamachnąłem się mocno.
- Enmba.- Usłyszałem głos Ashiasa. Uderzyłem pięścią koło twarzy dzieciaka. Wstałem.
- Jest wasz.- Powiedziałem ciągle patrząc na jego przerażone oczy. Ten dzieciak miał siłę i jakieś tam podstawy walki, ale w rzeczywistości udawał. Nie był taki straszny. Nie był… udawał. Bronił się przed czymś, albo kimś. Był taki sam jak ja w jego wieku.
- Kaien!- Jakaś młoda dziewczyna podbiegła do niego klękając koło niego.- Kaien!
- Nie jęcz.- Wyszeptał, próbując wstać. Kobieta spojrzała na mnie.
- Jak mógł pan tak potraktować mojego biednego brata?! Co z pana za nauczyciel?!- Krzyczała na mnie. W pewnej chwili uniosła rękę do góry.
- Nie radzę.- Powiedziałem.- Podpisała pani kartki, które na zakończenie wakacji przysłała pani szkoła. Wśród nich była zgoda, która pozwala mi na takie traktowanie tej klasy, jeżeli będzie ku temu potrzeba.- Dodałem. Uderzyła mnie w twarz.
- SIOSTRO!- Krzyknął przerażony Kedamono. Kontem oka zobaczyłem jak ponownie unosi rękę. O dziwo nie dostałem. Ktoś ją powstrzymał.
- Nie powtarzaj tego samego błędu dwa razy, bo on naprawdę cię zabije.- Usłyszałem przed sobą czyjś głos. Uniosłem głowę do góry uśmiechając się jak psychopata. Kobieta drgnęła i odsunęła się kawałek. Przekrzywiłem głowę. Przede mną stał wysoki, szczupły mężczyzna mogę już rzec o stalowych oczach i takim samym kolorze krótko ściętych włosów. Prychnąłem i odwracając się na piecie ruszyłem do biurka wymijając po drodze Suminat’e-sensei’a. Ashias stał przy biurku i czekał na mnie.
- Trochę przesadziłeś.- Powiedział. Spojrzałam na niego wciągając na nogi skarpetki.
- To mnie wywal.- Powiedziałem. Pokręcił przecząco głową.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Nie musiałeś go aż tak mocno bić. Wiem, że z tą klasą inaczej nie można.
- Jak wiesz to przestań się sadzić.- Odpowiedziałem ubierając buty.
- Enmba.
- Boże już powiedziałem, jak ci nie pasuje mój styl nauki tej klasy to mnie wywal niech inny nauczyciel się z nimi użera, albo roześlij ich do klas wojskowych a co niektórych do poprawczaka, jeżeli najdzie cię taka ochota.- Powiedziałem odwijając nogawki spodni i poprawiając swoje włosy tak jak były na początku. Znowu poczułem ból w prawym policzku.
- Ana-chan!- Usłyszałem krzyk.
- Obyś zdechł!- Wydarła się do mnie. Złapałem ją za twarz przyciągając ją do siebie. Pisnęła.
- Em-kun!- Ktoś złapał mnie za ramię. Puściłem ją rzucając na ziemię. Złapałem mężczyznę stojącego obok mnie za szyje i zniżyłem do swojego wzrostu.
- Słuchaj no pustaku jeden chodzisz z tym facetem?- Zapytałem. Patrzyła na mnie przerażona.- Ogłuchłaś do reszty? Mniej tapety na ryj więcej luzu dla uszu będzie.
- Tak chodzę! A co ci do tego?!- Wydarła się na mnie wstając z ziemi.
- Już wiem, po kim ten dzieciak ma tak zepsuty charakterek.- Powiedziałem. Puknąłem kilka razy faceta w czoło.
- Zabieraj te obleśne łapy od mojego narzeczonego ty peda…- Urwała, kiedy Kedamono zasłonił jej usta. Jak na razie przemyli mu tylko rany. Suminat’a podbiegł do niego z bandażem?
- Eagle zawsze myślałem, że wybierzesz lepiej.- Powiedziałem puszczając go. Zaśmiał się nerwowo.- Kademono wracaj na miejsce, bo pielęgniarka za raz mnie wzrokiem zabije za to, że nie może cię porządnie opatrzyć.- Dodałem. Suminat łypnął na mnie, ale nic nie powiedział.
- Eagle znasz tego faceta?- Zapytała zaskoczona.
- Powiedziałem mniej tapety więcej luzu dla uszu. Durna babo jak on na mnie powiedział?!- Zapytałem uniesionym głosem zakładając koszulę.
- Enmba.
- Błąd.- Powiedziałem.- Nie dość, że głuche to jeszcze głupie.
- Em-kun przesadzasz.- Powiedział Eagle.
- Patrz uważnie na moje usta.- Powiedziałem ściągając koszulę. Uniosła brwi do góry.- J-E-Ż-E-L-I J-E-S-T-E-Ś J-E-G-O N-A-R-Z-E-C-Z-O-N-Ą T-O B-Ę-D-Z-I-E-S-Z W-I-E-D-Z-I-E-Ć C-O T-O Z-N-A-C-Z-Y.- Przeliterowałem każe słowo i zdjąłem z siebie koszulkę stając tak za Eagle’em, aby widziała mnie tylko ona, jej brat i pielęgniarka. Pisnęła przerażona odsuwając się dalej.
- Ty… ty…- Pokazała na mnie palcem. Ubrałem koszulkę, koszulę i sweter nim znowu się odezwałem ignorując jej drżącego palucha.
- Eagle macie miesiąc aż minie im zawieszenie wszystkim na wytłumaczenie temu bachorowi, że jeżeli jeszcze raz się tak zachowa albo odezwie do mnie to…- Zamilkłem uśmiechając się do niego.- Znasz mnie na tyle dobrze, aby wiedzieć, co zrobię.
- Naprawdę chcesz ich zawiesić?- Zapytał Ashias.
- Tak. Od jutra nie chce żadnego z nich widzieć, słyszeć ani o nich słyszeć przez najbliższy miesiąc.- Powiedziałem nie patrząc na nich.
- Powinien pan zawiesić tylko mnie.- Powiedział Kedamono stając koło siostry.
- Al powiedz dwie pierwsze zasady tej klasy.
- pierwsza: nauczyciel zawsze ma racje. Druga:, jeżeli nauczyciel nie ma racji patrz punkt pierwszy.- Wyrecytował.- I jest też taka niepisana. Jeżeli raz coś zostanie przez nauczyciela powiedziane nie można tego cofnąć. Więc jeżeli zostaliśmy zawieszeni to nawet sam dyrektor tego nie cofnie.
-, Co?- Zapytał, Eagle.
- Tak. To prawda. Kiedy Enmba przyjmował tą pracę powiedział, że ma być dla niego wolna ręka. Po trzech dniach pracy z ta klasa ustalił sztywne zasady i nie można ich obejść w żaden sposób.
- Nawet, jeżeli ja postaram się to zrobić?- Zapytał Eagle. Zaśmiałem się.
- Nawet, Natsu nic tutaj nie zdziała.- Powiedziałem.
- A Yuui?- Zapytał. Z moich rąk wypadł dziennik. Spojrzałem na niego z furią w oczach.
- Eagle zamknij się.- Powiedział Ashias łapiąc mnie za szyję i odciągając od niego.
-, Co to ma znaczyć?! Chcesz mi powiedzieć…
- Tak. Wszyscy wiedzą gdzie on jest. Nawet Aoi i Shion, mimo, że go nie widzieli od kilku lat.- Powiedział. Patrzył na mnie. Zacząłem szybko oddychać. Oni wiedzieli gdzie jest Yuui. Wiedzieli od zawsze. Ale milczeli.
- Powiedz mi. Powiedz…- Wycharczałem łapiąc się za serce, które zaczęło przeraźliwie boleć.- Powiedz abym mógł go w końcu zabić.- Dodałem upadając nieprzytomnym na podłogę klasową.







**************************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:

Komentarz


  1. To okrutne ,że skończyłaś w takim momencie ;-; !.
    Ale rozdział fajny :3.
    Szczególnie Enmba *^*.
    Cóż , nie pozostaje mi nic jak czekać na kolejny rozdział ;-;
    Powodzenia!.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...