Idąc
przez korytarz szkolny wiedziałem, że coś jest nie tak. Tylko jeszcze nie
potrafiłem stwierdzić, o co chodzi. Każdy mijany uczeń zerkał na nie ukradkiem
mówiąc ciche „Dzień Dobry”. Uczniów jeszcze jakoś tam ścierpię, ale żeby
nauczyciel się tak na mnie patrzył? Jakoś nie pamiętam abym ostatnio zrobił coś
takiego, co sprawiłoby, aby tak się na mnie patrzeć. Cóż. Doszedłem do wniosku,
że w końcu i tak się tego dowiem, więc nie ma, co sobie zawracać tym głowy. A
może chodziło o to, że zaspałem i pojawiłem się w szkole kilka minut przed dzwonkiem,
co nie było u mnie normalne, bo w szkole pojawiałem się, jako jeden z
pierwszych? No nie wiem. A kij z tym.
Wszedłem
na korytarz prowadzący do mojej klasy i aż zamarłem na widok tego, co
zobaczyłem. Poczułem się tak jakbym pojawił się tutaj pierwszy raz. Pierwszego dnia
szkoły. Wszystkie doniczki z kwiatkami walały się po ziemi, ściany były
pomazane, tak samo jak okna sprayem i farbami. Pełno śmieci, za oknem na
drzewie wisiał papier toaletowy. Wypuściłem głośno powietrze. Przeszedłem obok
tego jakbym niczego nie widział. Otworzyłem drzwi, (które też były zniszczone,
mimo, że odkupiłem nowe), wszedłem do klasy (moje biurko było odwrócone do góry
nogami), zauważyłem, że nie ma mojego krzesła. Położyłem swoje rzeczy na
podłodze, odwróciłem biórko (zostawiając przybity blat na podłoże) i w miarę
możliwości ułożyłem tam swoje rzeczy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Zero
kwiatów. Wszystkie za pewne znajdowały się za pomazanymi oknami. Moje tablice
matematyczne były poniszczone, połamane, popalone i pomazane, tablica korkowa
złamana w pół leżała na ziemi, ławki w nieładzie, firanki pocięte, tak samo jak
tablica. W śmietniku tlił się ogień. Widziałem w nim mojego beniaminka (prezent
od siostry) i karton z klasowymi zdjęciami. Czułem na sobie ich spojrzenie, kiedy
podchodziłem do śmietnika i wyciągałem z niego karton i kwiatka (przy okazji
poparzyłem sobie dłoń, ale jakoś mnie to nie interesowało). Zajrzałem do
pudelka. Było całe mokre. Ktoś w środku wylał coś łatwo palnego. Beniaminek
miał pocięte liście.
Uniosłem
głowę do góry. Rozejrzałem się po klasie. Niektórzy unikali mojego wzroku
patrząc na swoje kolana. Inni zerkali na mnie przerażeni. Inni kompletnie
obojętnie. Pozmieniali miejsca. Siedzieli jak im się podobało. Po środku klasy
siedząc na krześle z wyłożonymi nogami na ławce siedział dzieciak, którego nie
znałem. Był niższy ode mnie. Miał szare włosy sięgające mu ramion, grzywkę z
kolei miał w kolorze zielonym (trochę głupio to wyglądało). Ale najdziwniejsze
i tak były jego oczy. Ich kolor nie był ani niebieski, ani zielony ani… czarny.
Był to kolor, który zawierał w sobie wszystkie te kolory a jednocześnie ich nie
zawierał. Koszula od mundurka była rozpięta. Pod spodem miał czarny
podkoszulek. Nawet na mnie nie patrzył. Za nim po jego prawej stronie stal Al,
koło niego siedziała Didi w przykrótkiej spódniczce i bluzce z szerokim
dekoltem. Wziąłem głęboki oddech (spojrzał na mnie).
-
Zapytam tylko raz. Co tu się dzieje?- Zapytałem przerywając ciszę. Milczeli.
Przyjrzałem się każdemu. Nadal unikali mojego wzroku.- Al?- Spojrzałem na
chłopaka. Milczał.- Didi?- I ona milczała.
-
Myślałem, że to będzie ktoś ciekawy a to tylko jakaś ciota, która wyłącznie
jęczy. Weźcie go wywalcie z mojej klasy.- Odezwał się w końcu nieznany mi
chłopak. Miał zimny głos i styl wypowiedzi. Zero uczuć. Niektórzy zerknęli na
mnie niepewnie. Nie wiedzieli jak zareagować.
-
Rozumiem, że to na ciebie mówią Kedamono.- Powiedziałem przyglądając mu się
uważnie. Uśmiechnął się.
-
Nie sądziłem, że moje imię jest znane homozjebą.- Powiedział. Uśmiechnąłem się
krzywo siadając na krawędzi biurka.
-
No widzisz czasami bywa. Wiesz kolega mi o tobie opowiadał.- Odgryzłem się na
nim. Uśmiechnął się.
-
Chyba nie wiesz, do kogo mówisz. Daruje ci ten jeden raz. A teraz weź
spierdalaj.- Powiedział wyciągając telefon. Al drgnął patrząc na moją twarz.
Przekrzywiłem głowę przyglądając mu się.
-
Wiesz tyle, że to moja klasa i mój korytarz. Zniszczyliście moje rzeczy i
ogólnie.
-
Twoja klasa? Jakoś sobie nie przypominam, abym oddawał jakiemuś cieciowi władzę
nad nimi.- Powiedział. Zagwizdałem kilka
razy. Wzruszyłem ramionami i zeskoczyłem z biurka wyciągając telefon z
kieszeni.
-
Tak?- Usłyszałem po drugiej stronie telefonu.
-
Widziałeś to?
-
Po części. Kamery są zamazane.
-
A słyszałeś?
-
Też po części.
-
Jest tam jego rodzina?
-
Tak siostra i jej narzeczony.
-
A rodzice?
-
Nie żyją.
-
Wyłącz kamery i przyślij do nas pielęgniarkę tak za dziesięć minut.
-,
Dlaczego tak długo?
-,
Bo chce się pobawić.- Powiedziałem ściągając z siebie sweter i rozpinając
guziki koszuli.
-
Nie przesadzaj.
-
Podpisali zgodę, więc niech mi teraz nie jęczą.- Powiedziałem kładąc ładnie
złożony sweter
i koszule na biurku.- Wyłączyłeś?
i koszule na biurku.- Wyłączyłeś?
-
Tak. Będę tam z nimi za dziesięć minut. Więcej czasu nie dostaniesz.
-
I o więcej nie proszę. Masz zapasową koszulkę?
-
Po cholerę ci koszulka?
-,
Bo jeżeli nie masz to będę musiał ściągnąć i tą, aby jej krwią nie zabrudzić.
-
Nie mam.- Powiedział z rezygnacją.
-
No dobra. Trudno się mówi. A i jeszcze jedno Ashias.
-
Tak.
-
Przez te dziesięć minut powiadom rodziny wszystkich dzieciaków z tej klasy, że
zostają przeze mnie zawieszeni na najbliższy miesiąc. Od jutra nie chcę tutaj
nikogo widzieć.
-,
Ale…
-
Kończę.- Powiedziałem rozłączając się i odkładając telefon na biurku. Zerkali
na mnie przerażeni. Zsunąłem z nóg buty i skarpetki.
-
Sen…, co pan robi?- Zapytał przerażonym głosem Kopciuszek. Spojrzałem tylko na
niego. Zamilkł spuszczając głowę w dół.
-
Po chuj się rozbierasz?- Zapytał zaciekawiony Kedamono. Spojrzałem na niego
podwijając nogawki spodni.
-
Mam zamiar cię przelecieć.- Powiedziałem ściągając gumkę z włosów i związując
nią je wszystkie a nie tak jak było wcześniej połowę.
-
Zabawne.- Zaśmiał się głośno.
-
Oj nawet nie wiesz jak bardzo. Radzę się wszystkim odsunąć.- Poradziłem
rozciągając sobie ręce.
-
Sensei!- Krzyknął Al- To, że dał pan rade powstrzymać mnie i Gasi’ego nie
znaczy, że da pan sobie radę z Demono! On pana zabije!- Krzyknął ponownie.
-
Odchodzisz czy zostajesz?- Zapytałem. Patrząc na zegarek. Pokręcił przecząco
głową.- No dobra mały streszczamy się. Zostało mi tylko siedem minut. Mam
nadzieje, że strasznie krwawić nie będziesz, bo mnie pobrudzisz a taki to ja po
szkole chodzić nie będę.
-
Słucham?
-
Pokaże ci gdzie w tej klasie jest twoje miejsce.- Powiedziałem podchodząc do
niego po woli.
-
Didi jak dobrze zrozumiałem to ty.- Powiedział wskazując na Didi. Kiwnęła
głowa.- Czy ten pedał chcę się ze mną bić?
-
Demono proszę cię nie rób mu krzywdy.- Powiedziała błagalnie. Zaśmiał się i
wstał z krzesła.
-
Ja się rozbierać nie będę, bo zajmie nam to tylko chwilkę.
-
Aż tak szybko chcesz odpaść?
-
To ty odpadniesz.- Powiedział i uderzył mnie w brzuch z całych swoich sił.
Zachwiałem się, ale złapałem go za przegub. Uderzyłem go z całych swoich sił w
brzuch.
-
Dla ciebie Enmba-sensei.- Powiedziałem, kiedy upadł na ziemie kaszląc
przeciągłe. Łypnął na mnie z furią. Zgiąłem kilka razy palce. Jednak moje ciało
nie zapomniało jak się powinno bić. Uderzył mnie kilka razy po twarzy.-
Zadowolony? Naciesz się, bo już więcej nie trafisz.- Dodałem. Moje ciało
zadziałało odruchowo. Podskoczyłem zakładając mu blokadę z kolan na szyi.
Szarpnąłem nim tak, że się przewrócił uderzając boleśnie plecami o ziemię.
Wstałem.
-
Ty skurwysynie…- Zakaszlał podnosząc się na nogi. Złapałem go za przód koszuli
unosząc go do góry.
-
Nazwanie mnie pedałem i naśmiewanie się z mojej orientacji tamte ciosy były za
to.- Dostał kilka razy z pięści w brzuch nadal wisząc w powietrzu.- To za
zniszczenie klasy i korytarza.- Dostał kilka razu po twarzy.- To za
terroryzowanie innych uczniów i swoje zachowanie.- Upuściłem go na ziemie. Stał
na nogach. Podskok i z pół obrotu dostał w twarz upadając na ławkę.- Ale
nazwanie mojej mamy kurwą, tego ci nie daruje tak łatwo.- Dodałem zbliżając się
do niego. Cofnął się przed moją wyciągniętą ręką.
-
Nie…- Szepnął próbując złapać za krzesło. Przydeptałem mu dłoń do ziemi.
Krzyknął z bólu. Pochyliłem się nad nim.
-
Źle oceniłeś moją osobę.- Powiedziałem i uniosłem pięść nad jego twarzą.
Zamachnąłem się mocno.
-
Enmba.- Usłyszałem głos Ashiasa. Uderzyłem pięścią koło twarzy dzieciaka.
Wstałem.
-
Jest wasz.- Powiedziałem ciągle patrząc na jego przerażone oczy. Ten dzieciak
miał siłę i jakieś tam podstawy walki, ale w rzeczywistości udawał. Nie był
taki straszny. Nie był… udawał. Bronił się przed czymś, albo kimś. Był taki sam
jak ja w jego wieku.
-
Kaien!- Jakaś młoda dziewczyna podbiegła do niego klękając koło niego.- Kaien!
-
Nie jęcz.- Wyszeptał, próbując wstać. Kobieta spojrzała na mnie.
-
Jak mógł pan tak potraktować mojego biednego brata?! Co z pana za nauczyciel?!-
Krzyczała na mnie. W pewnej chwili uniosła rękę do góry.
-
Nie radzę.- Powiedziałem.- Podpisała pani kartki, które na zakończenie wakacji
przysłała pani szkoła. Wśród nich była zgoda, która pozwala mi na takie
traktowanie tej klasy, jeżeli będzie ku temu potrzeba.- Dodałem. Uderzyła mnie
w twarz.
-
SIOSTRO!- Krzyknął przerażony Kedamono. Kontem oka zobaczyłem jak ponownie
unosi rękę. O dziwo nie dostałem. Ktoś ją powstrzymał.
-
Nie powtarzaj tego samego błędu dwa razy, bo on naprawdę cię zabije.-
Usłyszałem przed sobą czyjś głos. Uniosłem głowę do góry uśmiechając się jak
psychopata. Kobieta drgnęła i odsunęła się kawałek. Przekrzywiłem głowę. Przede
mną stał wysoki, szczupły mężczyzna mogę już rzec o stalowych oczach i takim
samym kolorze krótko ściętych włosów. Prychnąłem i odwracając się na piecie
ruszyłem do biurka wymijając po drodze Suminat’e-sensei’a. Ashias stał przy
biurku i czekał na mnie.
-
Trochę przesadziłeś.- Powiedział. Spojrzałam na niego wciągając na nogi
skarpetki.
-
To mnie wywal.- Powiedziałem. Pokręcił przecząco głową.
-
Wiesz, że nie o to mi chodzi. Nie musiałeś go aż tak mocno bić. Wiem, że z tą
klasą inaczej nie można.
-
Jak wiesz to przestań się sadzić.- Odpowiedziałem ubierając buty.
-
Enmba.
-
Boże już powiedziałem, jak ci nie pasuje mój styl nauki tej klasy to mnie wywal
niech inny nauczyciel się z nimi użera, albo roześlij ich do klas wojskowych a
co niektórych do poprawczaka, jeżeli najdzie cię taka ochota.- Powiedziałem
odwijając nogawki spodni i poprawiając swoje włosy tak jak były na początku.
Znowu poczułem ból w prawym policzku.
-
Ana-chan!- Usłyszałem krzyk.
-
Obyś zdechł!- Wydarła się do mnie. Złapałem ją za twarz przyciągając ją do
siebie. Pisnęła.
-
Em-kun!- Ktoś złapał mnie za ramię. Puściłem ją rzucając na ziemię. Złapałem
mężczyznę stojącego obok mnie za szyje i zniżyłem do swojego wzrostu.
-
Słuchaj no pustaku jeden chodzisz z tym facetem?- Zapytałem. Patrzyła na mnie
przerażona.- Ogłuchłaś do reszty? Mniej tapety na ryj więcej luzu dla uszu
będzie.
-
Tak chodzę! A co ci do tego?!- Wydarła się na mnie wstając z ziemi.
-
Już wiem, po kim ten dzieciak ma tak zepsuty charakterek.- Powiedziałem.
Puknąłem kilka razy faceta w czoło.
-
Zabieraj te obleśne łapy od mojego narzeczonego ty peda…- Urwała, kiedy Kedamono
zasłonił jej usta. Jak na razie przemyli mu tylko rany. Suminat’a podbiegł do
niego z bandażem?
-
Eagle zawsze myślałem, że wybierzesz lepiej.- Powiedziałem puszczając go.
Zaśmiał się nerwowo.- Kademono wracaj na miejsce, bo pielęgniarka za raz mnie
wzrokiem zabije za to, że nie może cię porządnie opatrzyć.- Dodałem. Suminat
łypnął na mnie, ale nic nie powiedział.
-
Eagle znasz tego faceta?- Zapytała zaskoczona.
-
Powiedziałem mniej tapety więcej luzu dla uszu. Durna babo jak on na mnie
powiedział?!- Zapytałem uniesionym głosem zakładając koszulę.
-
Enmba.
-
Błąd.- Powiedziałem.- Nie dość, że głuche to jeszcze głupie.
-
Em-kun przesadzasz.- Powiedział Eagle.
-
Patrz uważnie na moje usta.- Powiedziałem ściągając koszulę. Uniosła brwi do
góry.- J-E-Ż-E-L-I J-E-S-T-E-Ś J-E-G-O N-A-R-Z-E-C-Z-O-N-Ą T-O B-Ę-D-Z-I-E-S-Z
W-I-E-D-Z-I-E-Ć C-O T-O Z-N-A-C-Z-Y.- Przeliterowałem każe słowo i zdjąłem z
siebie koszulkę stając tak za Eagle’em, aby widziała mnie tylko ona, jej brat i
pielęgniarka. Pisnęła przerażona odsuwając się dalej.
-
Ty… ty…- Pokazała na mnie palcem. Ubrałem koszulkę, koszulę i sweter nim znowu
się odezwałem ignorując jej drżącego palucha.
-
Eagle macie miesiąc aż minie im zawieszenie wszystkim na wytłumaczenie temu
bachorowi, że jeżeli jeszcze raz się tak zachowa albo odezwie do mnie to…-
Zamilkłem uśmiechając się do niego.- Znasz mnie na tyle dobrze, aby wiedzieć,
co zrobię.
-
Naprawdę chcesz ich zawiesić?- Zapytał Ashias.
-
Tak. Od jutra nie chce żadnego z nich widzieć, słyszeć ani o nich słyszeć przez
najbliższy miesiąc.- Powiedziałem nie patrząc na nich.
-
Powinien pan zawiesić tylko mnie.- Powiedział Kedamono stając koło siostry.
-
Al powiedz dwie pierwsze zasady tej klasy.
-
pierwsza: nauczyciel zawsze ma racje. Druga:, jeżeli nauczyciel nie ma racji
patrz punkt pierwszy.- Wyrecytował.- I jest też taka niepisana. Jeżeli raz coś
zostanie przez nauczyciela powiedziane nie można tego cofnąć. Więc jeżeli
zostaliśmy zawieszeni to nawet sam dyrektor tego nie cofnie.
-,
Co?- Zapytał, Eagle.
-
Tak. To prawda. Kiedy Enmba przyjmował tą pracę powiedział, że ma być dla niego
wolna ręka. Po trzech dniach pracy z ta klasa ustalił sztywne zasady i nie można
ich obejść w żaden sposób.
-
Nawet, jeżeli ja postaram się to zrobić?- Zapytał Eagle. Zaśmiałem się.
-
Nawet, Natsu nic tutaj nie zdziała.- Powiedziałem.
-
A Yuui?- Zapytał. Z moich rąk wypadł dziennik. Spojrzałem na niego z furią w
oczach.
-
Eagle zamknij się.- Powiedział Ashias łapiąc mnie za szyję i odciągając od
niego.
-,
Co to ma znaczyć?! Chcesz mi powiedzieć…
-
Tak. Wszyscy wiedzą gdzie on jest. Nawet Aoi i Shion, mimo, że go nie widzieli
od kilku lat.- Powiedział. Patrzył na mnie. Zacząłem szybko oddychać. Oni
wiedzieli gdzie jest Yuui. Wiedzieli od zawsze. Ale milczeli.
-
Powiedz mi. Powiedz…- Wycharczałem łapiąc się za serce, które zaczęło
przeraźliwie boleć.- Powiedz abym mógł go w końcu zabić.- Dodałem upadając
nieprzytomnym na podłogę klasową.
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Ale rozdział fajny :3.
Szczególnie Enmba *^*.
Cóż , nie pozostaje mi nic jak czekać na kolejny rozdział ;-;
Powodzenia!.