poniedziałek, 5 lutego 2018

4. Prawdziwi przyjaciele zostają z tobą do końca”. 4


Od ostatniego zdarzenia minęły dwa tygodnie. Od tamtego czasu widywałem tego barbarzyńcę wyłącznie na lekcjach, w momencie wykonywania zadań i czasami na lunchu. Do szkoły nie chodziłem przez trzy dni (miałem zaległości z matmy; /), ale nie wiedzieć, czemu nie powiedziałem w domu, co się stało. Dlaczego? Może się wstydziłem, może było mi głupio albo wstyd, że nie poradziłem sobie z takim kolesiem. W szkole też się nie pytali, dlaczego mnie nie było.
W sumie to było mi na rękę. Kiedy tylko widziałem jego niewyparzoną mordę chciało mi się rzygać
i miałem ochotę go zabić, a nawet nie mogłem drania porządnie uderzyć!Stałem właśnie w swojej klasie (odbywał się festiwal szkolny) i oglądałem swoje odbicie w lustrze. No i dlaczego ja musiałem tak skończyć? Miałem na sobie króciutkie, czarne spodenki, czarno-białe getry prawie do samych spodenek. Koszulkę w takich samych kolorach i wzorach jak getry tyle, że z odsłoniętymi ramionami
i do tego cienkimi ramiączkami. Z tylu spodenek doczepili mi koci ogon. Na głowie po wcześniejszym roztrzepaniu mi włosów umieścili kocie uszy. Na szyi miałem małą obroże ze złotym dzwoneczkiem. Na lewej ręce białą rękawiczkę.
-Słodko wyglądasz.- Powiedziała Sakura-cha przebrana w kimono.
-Przestań. Czuje się jak głupek. Dlaczego nasza klasa ma być przebrana za koty i dlaczego tylko po pięć osób z klasy i ja jestem jednym z nich?- Zapytałem. Zaśmiała się cicho. Mądrala. Jej klasa wylosowała tradycyjny styl japoński.
-, Mimo, że tak marudzisz to i tak słodko wyglądasz.
-Czy ktoś z was widział Yuui-kuna?- Zapytała nasza wychowawczyni zaglądając do klasy. Zacisnąłem mocniej zęby. W klasie rozszedł się jakiś szmer, ale nikt gonie widział.- Enmba pójdź go poszukać. Niech przyjdzie na sale ze swoim sprzętem. I…- Zmierzyła mnie od góry do dołu pomijając mój wyraz twarzy.-Ściągnij to. Nie pasuje do stroju.- Dodała pokazując na czarną, szeroką i delikatnie odstającą bransoletę znajdującą się na mojej prawej nodze.
-Słucham?- Zapytałem tłumiąc śmiech.
-Słyszałeś.
-Niech pani się zastanowi, o co mnie pani prosi.- Powiedziałem zerkając na nią znacząco. Wpatrywała się we mnie przez chwilę. Prawie, że usłyszałem jak coś jej tam w głowie zaskoczyło.
-A. Dobrze. Idź po niego.- Dodała i wyszła. Zazgrzytałem zębami.
-Nie wiem, o co wam dokładniej poszło, ale się nie pozabijajcie.- PowiedziałaSakura na moje ucho i uśmiechając się przyjaźnie odeszła do swojej klasy. Gdyby wiedziała, co się stało i kiedy pewnie by zapadła się pod ziemie ze wstydu. No cóż nie zawsze kocha się w klasie z chłopakiem a jej przyjaciel słysząc to za drzwiami jest wykorzystywany przez innego faceta. Idąc przez korytarz dość często zatrzymywałem się i robiłem sobie zdjęcia z uczniami gimnazjum, którzy przyszli obejrzeć szkołę. Pierwsze miejsce, jakie mi przyszło do głowy, aby znaleźć tego dupka to dach. Zawsze tam łaził, kiedy szedł na wagary albo coś jadł albo tak bez celu. Był przewidywalny jak zeszłoroczny śnieg.Wszedłem na dach otwierając bezceremonialni drzwi. Przystanąłem zaskoczony zaciskając rękę na klamce. Oczy otworzyły mi się szeroko (z resztą buzia też). Yuuiklęczał na ziemi z zapłakaną twarzą, a za włosy trzymał go jakiś mężczyzna ubrany w garnitur. Dzisiejszy dzień był jedynym,
w którym ludzie z zewnątrz mogliby wejść do szkoły bez wcześniejszego wylegitymowania się.
-Tosa puść!- Krzyknął Yuui próbując się uwolnić. Mężczyzna uderzył go otwartą ręką
w twarz.
-Znęcanie się nad młodszym, wtargnięcie do szkoły, bicie młodszych i znajdowanie się na dachu. Jeszcze kilka rzeczy mógłbym wymienić, za co z moją pomocą dostanie pan kilka lat więzienia.- Powiedziałem chłodno wchodząc na dach tak, aby mnie widzieli. Yuui spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem.
-Spierdalaj smarku!- Ryknął koleś i odwrócił się do mnie tyłem. Chyba myślał, że już mnie tam nie ma, ponieważ znowu zwrócił się do chłopaka.- Nigdy ci na tonie pozwolę! Byłeś, jesteś i…- Za każdym razem uderzał go w twarz. Złapałem go za przegub ręki. Spojrzał na mnie.
-Puść. Go.- Wycedziłem gniewnie przez zęby. Nie wiedziałem, co mnie opętało. Nie znałem go z tej strony.
-Powiedziałem, żebyś spierdalał!- Krzyknął i uderzył mnie w twarz. Zaśmiałem się głośno. Czekałem na to pół roku.
-Na mocy sądu dla nieletnich zostajesz skazany na częściowy areszt domowy. Każde nieuzasadnione użycie przez ciebie siły będzie obligować ku zwiększeniu wyroku aż do osiągnięcia przez ciebie wieku pełnoletniego.- Wyrecytowałem uśmiechając się jak zgłodniały kot.- Dzięki za miłą przysługę.- Dodałem i delikatnie podskakując kopnąłem go w twarz. Upadł. Usiadłem na jego plecach i łapiąc go mocno za włosy szarpnąłem jego głową w tył.
-Jesteś trupem!- Ryknął czerwony na twarzy. No, nie wyszedłem z wprawy. Myślałem, że chociaż rozciąłem mu policzek. Zaśmiałem się. Yuui patrzył na mnie przerażony. Już nie płakał.
-Tosa, tak? Znane ci jest nazwisko Haruchi?- Zapytałem z uśmiechem. No pewnie, że nie, ale…
-N, ~ie.- Zakaszlał.
-Tak sądziłem. A Haruichi?- Zapytałem. Zesztywniał.- Po reakcji twojego ciała wnioskuje, że jest ci bardzo dobrze znane. To pierwsze nazwisko to moje nazwisko… po zmianie w dokumentach.
A to drugie to moje prawdziwe nazwisko.- Dodałem. Jęknął głośno.
-Enmba! Udusisz go!- Krzyknął Yuui podchodząc do nas na czworakach.
-, Więc jak już się poznaliśmy bliżej mam nadzieje, że zrozumiesz intencje tego głupka i się
w końcu od niego odwalisz.- Powiedziałem mu do ucha. Zaśmiał się. Spojrzałem na niego. Yuui złapał mnie za nadgarstek i próbował zabrać mnie z niego. W końcu muna to pozwoliłem.
-Cóż za skandal. Członek rodziny Haruichi jest pedałem!- Zaśmiał się. I ja się zaśmiałem, po czym gwałtownie spoważniałem.
-Cóż za skandal. Członek rodziny Haruichi został skazany na dwadzieścia lat więzienia po zabiciu pedofila znęcającego się nad nim i jego znajomym ze szkoły.
-A, co taki smarkacz nie wiadomo, z jakiej rodziny może mi zrobić?!- Zaśmiał się głośno próbując wstać na nogi.
-Przepraszam. Zapomniałem powiedzieć, że jestem Enmba. Najmłodszy z rodu.-Dodałem uśmiechając się psychopatycznie.
-Najmłodszy ma areszt! Nie może wychodzić z domu!- Zaśmiał się.- Więc gówno mi…-Upadł od mojego kolejnego ciosu w twarz. Stracił przytomność. Splunąłem koło jego cielska.
-Pierdolony pedzio.- Powiedziałem z pogardą. Spojrzałem na Yuui’ego. Stał zaskoczony.
W ręku trzymał telefon. Dzwonił do kogoś?- A ty, co się lampisz? Matkę poznałeś? A tak w ogóle…- Dodałem i złapałem go za przód koszuli.- Jak taki facet może dawać sobą pomiatać takiemu śmieciowi, który padł po dwóch moich ciosach?! Hę?- Dodałem patrząc na niego. Osunął się przerażony na kolana.
-To, dlatego, że ja byłem Neko a on, Teichi.- Powiedział. Sasuke powiem coś, co cię pewnie by zaskoczyło. Chwała bogu, że wolałeś chłopców, bo w przeciwnym razie nie wiedziałbym, o co mu chodzi.
-No i? To, że nim byłeś nie znaczy, że musisz pozwalać na takie traktowanie. Czy kobieta bita przez mężczyznę ma to znosić i jeszcze może się podstawiać? Masz jaja to zachowuj się tak. Może
w łóżku wolisz być Neko, ale to nie znaczy, że ina co dzień masz taki być. Nie możesz pozwolić, aby tacy ludzie tak cię traktowali! Co jeżeli w końcu któryś się złamie? Co jeżeli coś się stanie? Co zrobią twoi rodzice? Rodzeństwo! Przyjaciele!- Krzyczałem na niego. Cholera! Dlaczego w moich oczach pojawiły się łzy?
-, Dlaczego mi pomogłeś?- Zapytał. Zachowywał się tak jakbym nic przez ostatniepół minuty nie powiedział.
-, Ponieważ nie mogłem pomóc Sasuke…nie mogłem… to nie on powinien… to była moja wina…, dlaczego tam poszedł…, po co to zrobił… przecież go o to nie prosiłem! SASUKE!TY IDIOTO!- Krzyknąłem. W końcu żal, który nie chciał wypłynąć po pół roku z mojego ciała zrobił to teraz i to właśnie przy tym kolesiu. Osunąłem się na kolana tuż naprzeciwko niego i zacząłem walić pięściami w strukturę dachu.
-Nie płacz.- Usłyszałem błagalny głos nad głową. Spojrzałem do góry. Yuui klęczał przede mną patrząc na mnie smutnym wzrokiem. Cholera! To był odruch. Wtuliłem się w jego tors i zapłakałem jeszcze głośniej niż wcześniej. Słyszałem jak biło jego serce. Czułem przez jego mundurek ciepło jego skóry.
-To powinienem być ja… nie on… ja powinienem… ja… nie on…. To ja powinienem nie żyć.- Powiedziałem. Przy ostatnim moim słowie po moim ciele rozeszło się charakterystyczne mrowienie. Po chwili moje ciało zesztywniało pod naciskiem miliardów niewidzialnych igieł
z prądem, jakie wydawała ta cholerna bransoletka na mojej nodze. Za każdym razem, kiedy się biłem tak się działo. I mógł ją wyłączyć tylko pracownik policji. Nikt więcej. Ból jak się zaczął tak się skończył. Spojrzałem na pytające spojrzenie kogoś znajomego.
-Hika to nie tak. On to zrobił w samoobronie. Tosa go uderzył, kiedy ten próbował mi pomóc. Więc mu oddał.- Usłyszałem nad głową głos Yuui’ego.
-Czy to prawda?- Zapytał Hika-sama.- To, co mówi mój braciszek?
-, Kto wyłączył bransoletę?- Zapytałem zachrypniętym głosem.
-Ja.- Powiedział Hika-sama.
-Jest pan policjantem?- Zapytałem ponownie.
-Hikaru.- Poprawił mnie.- Tak jestem policjantem.
-Sprawa A174/89u36z03031wy-g%. Mówi to coś tobie Hikaru-sama?
-Tak to sprawa blisko powiązana ze sprawą A176/89u36z03031wy-g%.- Powiedział poważnie.- Kiedy sprowadziłem się do tego miasta pomagałem trochę przy tych dwóch sprawach, aby zaznajomić się trochę z pracą tutejszej policji?- Dodał patrząc na mnie zaciekawiony. Odsunąłem się trochę od Yuui’ego.
-Taaa… nie tyle bliska, co z niej wyniknęła.- Zaśmiałem się widząc jego minę.
-Skąd wie…
-, Ponieważ obie te sprawy dotyczyły mnie. W drugiej składałem zeznania, jakoświadek,a w pierwszej, jako przestępca, że tak to ujmę. Dlatego nosze to.- Powiedziałem wskazując na swoją nogę podbródkiem. Przetarłem oczy i zaśmiałem się głośno.- Cóż przez tą drugą sprawę nie mogę teraz
w takich momentach zapanować nad swoimi nerwami. I po prostu, kiedy zobaczyłem, co ten pedofil chciał zrobićYuui-kun’owi zadziałałem odruchowo. W sumie może nie chciał mu nic zrobić, alenie mogłem go tak zostawić, bo…KURWA!- Poderwałem się na równe nogi.- Czarna wdowa cię woła do Sali!- Dodałem. Jego brat uniósł brwi do góry. Yuui spojrzał na mnie i zaśmiał się cicho.
-, O co chodzi?- Zapytał Hikaru-sama.
-O moją wychowawczynię.- Powiedział Yuui.- Pogadamy o tym w domu. Muszę iść, bo kozę zaliczę.- Dodał. Tosa odzyskał przytomność patrząc na mnie gniewnie. Uśmiechnąłem się do niego puszczając mu wrednie oczko.
-Jeszcze tego pożałujecie. A po naszego Yuui-kuna przyjdzie pozostała trójka.-Zaśmiał się widząc moją minę.
-Oj stul dziób.- Powiedział Hikaru-sama i walnął go z pięści w twarz. Otworzyłem zaskoczony oczy.- Idźcie. Ja się nim zajmę.- Dodał. Ruszyłem za Yuui-kunem po schodach. Widziałem jego plecy. W biegu poprawiał zniszczoną kitkę.
-Yuui nie mów nikomu o mnie, proszę.- Powiedziałem zatrzymując się na schodach. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Nie wiem, co ci chodzi? Mam nikomu nie mówić, że nadal jesteś cholernieprzesłodzonym
i miłym dzieciakiem?- Zapytał uśmiechając się do mnie.- Dziękuje za pomoc.- Dodał po chwili. Uśmiechnąłem się.- A i trzeba coś zrobić z twoimi oczami. Wyłeś jak wilk do księżyca, więc masz je teraz czerwone jak królik.
-Zamknij się i nie rób ze mnie zwierzyńca. Starczy, że wyglądam jak kot.-Powiedziałem. Zaśmiał się, ale miał rację. Co ja wszystkim powiem? Spojrzałem na niego.- Do reszty mnie pojebało, ale mógłbyś udawać, że jesteś zły, wściekły i w ogóle ignorować do jakiegoś czasu moje zachowanie?
-, Co ty kombinujesz?- Zapytał niepewnie.
-No możesz??
-Z twoja psychiką nie wiem czy mogę ci aż tak bezgranicznie zaufać.
-, Bo wyłapiesz! Możesz?
-No mogę. Żaden problem. Ale, o co chodzi?- Zapytał. Za drzwiami prowadzącymi do schodów na dach można było usłyszeć gwar rozmów.
-Toidź, ja cię dogonię, ale zachowuj się tak jak powiedziałem.- Powiedziałem wyganiając go ze schodów.
-Okej?- Zapytał i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Wziąłem głęboki oddech i uderzyłem się z całych sił w brzuch. Do moich oczu naleciały nowe łzy. Zbiegłem jak dziewczyna po schodach
i wypadłem na korytarz. Nie tylko uczniowie gimnazjum patrzyli na mnie jak na poparzonego. Rozejrzałem się po korytarzu. Kurwa! No niech jeszcze latać zacznie, w tedy na pewno go dogonię. Zacząłem iść szybko w jego stronę. Kontem oka zobaczyłem zaskoczone spojrzenia Sakury i Ashiasa.
-Panie!- Zawołałem zdyszanym głosem. Na korytarzu zapanowała cisza.- Proszę cię zaczekaj. Enmba nie chciał tego zrobić. Enmba przeprasza! Panie! Enmba zły kotek…proszę.- Powiedziałem łapiąc go w końcu za mankiet mundurka. Spojrzał na mnie gniewnie. Grał lepiej niż ja.
-Nie potrzebuje tak nieposłusznego kota jak ty.
-Paanieeee…- zapłakałem głośniej nie chcąc go puścić, mimo, że próbował się uwolnić.- Enmba przeprasza, Enmba już więcej nie będzie!- Zapłakałem. Uczennice gimnazjum patrzyły na mnie jak na prawdziwego kociaka. Cóż. Taki był mój zamiar. Złapał mnie pod brodę. Ej! Tego nie było w planach!
-Chyba jednak oddam cię do schroniska.- Powiedział uśmiechając się wrednie. Muszę pamiętać, aby później strzelić go za to w łeb. Złapałem go za dłoń, ale zabrał ją sycząc gniewnie. Spojrzałem na nią. Miał poranione kłykcie. A jednak się bronił. Złapałem go za dłoń.
-Enmba przeprasza. Już więcej nie podrapie Pana.- Powiedziałem i przeciągnąłem językiem po jego zranionych kostkach. Zabrał delikatnie rękę, a ja starałem się ignorować słonawo-metaliczny smak na swoim języku. Ruszył przed siebie.
-Nie każ mi więcej czekać na siebie.- Powiedział nie odwracając się w moją stronę. Uśmiechnąłem się szeroko, mrużąc oczy i wycierając łzę z policzka(dziewczyny z gimnazjum zrobiły „ooooooooooooooohhhhhhhhhhhhh’).
-Niah! Enmba będzie się bardziej starał!- Krzyknąłem i podreptałem za nim uśmiechając się do gimnazjalistów. Dziewczyny speszone zabierały wzrok od mojej rumianej (nie ze szczęścia, ale złości i wstydu) twarzy. Kiedy wyszliśmy na podwórko gdzie było mało uczniów zrównałem się
z nim.
-Mam nadzieję, że kupiłeś sobie trumnę.- Powiedziałem całkiem poważnie. Zaśmiał się wchodząc do Sali gimnastycznej. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i wybrałem Jego numer.
-Enmba-sama.- Usłyszałem głos po drugiej stronie słuchawki.
-Tak. Mam do ciebie sprawę.
-Dla ciebie wszystko.- Powiedział milknąc, aby wysłuchać, co miałem mu dopowiedzenia. Obserwowałem uśmiechniętego, Yuui-kuna, który wieszał jakąś kotarę i rozmawiał z roześmianymi gimnazjalistkami coś im tłumacząc.





 ***************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • * __* . Notka strasznie mi się podoba ! ;] . Bardzo ciekawaa 8__8. Czekam na ciąg dalszy i dziękuję za powiadomienie :D. naru-sasu.bloog.pl ^^.












    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...