poniedziałek, 5 lutego 2018

1. Strach to tylko rzeczownik

Wszystko zaczęło się od głupiejgry. Gdyby nie ta gra nadal żyłbym sobie w spokoju nie przejmując się niczym. Ale nie poznałbym Go. Według zasad owejgry, która rozprzestrzeniła się
w naszej szkole już kilkanaście lat temu, ten, kto przegra albo zrezygnuje z dalszej gry bądź przystąpienia do niej, kiedyzostanie „wyzwany” przez miesiąc (lub aż do przegranej kolejnej osoby) płaci zalunch każdego, kto aktualnie znajduje się na terenie szkoły. Dlatego gra taprzeszła nawet przez nadzór grona pedagogicznego, ponieważ i oni mogli cieszyćsię wygraną…, ale… no jak zawsze jest, ale. Wyzwanie do gry… tyczy się każdego. A szkoła nasza dopiero od trzech latstała się szkołą koedukacyjną. Wcześniej wszystkie zadania robiło się wotoczeniu samych facetów. Może plus, może minus. Same zadania wymyślane sąprzez przegranych. Każdy, kto przegrywa wpisuje nowe zadanie na karteczkę i wrzuca do czarnej skrzynki znajdującej się przy drzwiach pokojunauczycielskiego. Zawodników minimalnie może być dwóch… maksymalnie- nie ma takiej liczby.
Dziennie wykonywane są trzy zadania. Pięć minut przedrozpoczęciem lekcji, w trakcie lunchu i przed ostatnią lekcją.Przegrany to osoba, której nieudało się odgadnąć ruchu przeciwnika. Dajmy na przykład. Ktoś wylosowałkarteczkę z zadaniem „ubierz damski mundurek i chodź w nim do końca dnia” drugaosoba nie wiedząc o tym zadaniu mówi „nie wykona/ wykona” w zależności od tego, co powie i co zrobi druga strona zależy od wygranej i przegranej. Kiedy półroku temu dzień po rozpoczęciu roku szkolnego dorwali mnie… niepozornego kota iwciągnęli w tą grę ani razu nie przegrałem i nie zrezygnowałem. Dlaczego?Ponieważ w moim słowniku nie istnieje słowo „strach”
i „przegrana”.
Nazywam się Enmba Haruchi, alewszyscy ze szkoły pieszczotliwie mówią na mnie Em-kum. Jestem dość niski (nawetjak na Japończyka). Mam tylko 158 cm wzrostu. W szkole niższe ode mnie są tylkodziewczyny. Przydługawe blond włosy zaczesane w kitkę dość często przyozdabianebyły spineczkami i kolorowymi gumeczkami (zasługa mniejszości szkolnej-patrzDZIEWCZYNY). Brązowe oczy zawsze zadowolone patrzyły na każdego przyjaźnie.Oczywiście jak każdy obywatel globu ziemskiego mam również tajemnice, którejnie chciałbym zdradzić przed uczniami mojej szkoły. Tajemnice, o której wietylko czwórka… w sumie trójka osóbuczęszczających do mojej szkoły. I będzie dobrze jak tak pozostanie. Lunch. Środek przerwy. W klasieznajduje się sporo osób. Naprzeciwko mnie siedzi Nume-san uczeń drugiego roku,który został wyzwany przez swojego poprzednika trzy dni temu. Wysoki (jakwszystko w tej szkole) szatyn o czarnych oczach. Syn dyrektora szkoły.
- Nie zrobi.- Powiedziałuśmiechając się szeroko. W sumie nie dziwie mu się. Koperta, którą trzymałem wręku była tak pomięta, że nie trzeba było patrzeć, co to za zadanie. Każdy przynim wymiękał. Ale zasady to zasady. Otworzyłem kopertę i spojrzałem na kartkę „Namiętnie pocałuj pierwszą osobę, która wejdzie do klasy od momentu otworzeniakoperty.”  Przełknąłem głośno ślinę. Niechodzi o to, że nigdy wcześniej się nie całowałem (mój styl życia jakoś nie dałmi do tego wcześniej okazji), ale o to…, kto wejdzie do klasy. Jeżeli to będzienauczyciel, zostanę po lekcjach
w szkole, co nie spodoba się w domu. Jeżeli tobędzie dziewczyna spowoduje, że się poryczy i tyle będzie dobrego…, jeżeli tobędzie chłopak- WYŁAPIE po mordzie. W sumie wole wyłapać. Więc teraz nasiedmiuset uczniów gdzie trzydzieści to dziewczyny-, Kto wejdzie do klasy?Drzwi otworzyły się delikatnie.Po mojej skroni spłynęła stróżka zimnego potu. Kto wejdzie? No, kto?! Drzwiotworzyły się szerzej, a do klasy…Uderzyłem czołem o blat stołu. Zewszystkich uczniów musiał wejść uczeń wczoraj przeniesiony do naszej szkoły.Stał z nim Ashias-san Przewodniczącyszkoły. Jeden z tych, którzy znali mój sekret. Nowym był pół Japończyk- pół Europejczyk. Miał prawie dwa metry wzrostu(Ashias-san był kilka centymetrów wyższy od niego. A tak nie było już nikogowyższego od nich). Miał Brązowe włosy sięgające mu do łopatek, które wiązał wkitkę. Jasno niebieskie oczy rozglądały się po klasie (na domiar złego byliśmyw tej samej klasie). Jeszcze nie znałem jego imienia ani nazwiska wiec, comiałem mu powiedzieć.
- Em-kun?- Zapytała jakaśdziewczyna za moimi plecami. Wstałem gwałtownie i podszedłem do nich twardostąpając po ziemi. Ashias-san spojrzał na mnie później na kopertę.
- Em-kun…
-Ashias-san…- Powiedziałemwysyłając mu przelotne spojrzenie, aby nie robił tego, co chciał zrobić. Cofnąłsię delikatnie, po czym uśmiechnął się. Był wysoki, barczysty, krótko ścięty,miał brązowe oczy i nosił okulary. Można by rzec- kujon. Nic bardziej mylnego, ale bić się potrafił jak Mało, kto.
- Rozumiem, że to sprawa nie do mnie. Ale możesz mu darować… jest no…- Urwał i spojrzał uważniej na kopertę. Wklasie zapanowała cisza. Czułem na plecach mrowienie. Dlaczego każdy się gapi? Na korytarzu zebrała się spora grupka ludzi. Towarzysz  Ashias ’a-san spojrzał na mnie z góry unosząc jedną brew do góry po czym spojrzał na wyżej wymienionego. Mamo, tato, bracia… wybaczcie. Pomyślałem i złapałem go za mankiet koszuli (klasa wstrzymała oddech). Uśmiechnąłem się przepraszająco do jego pytającego wzroku, po czym wpiłem się w jego usta. Był zaskoczony… a ja przerażony. Miałdelikatne, miękkie i ciepłe usta. Rozwarłem mu je językiem. Starałem się niemyśleć, że to facet. Poczułem smak gumy miętowej i… odskoczyłem od niego a klasę rozdarły głośne gwizdy i wiwaty. Odwróciłem się do Nowoprzybyłego ipodszedłem do krzesełka. Nogi miałem jak z waty. Już nie szedłem tak pewnie.
 Nume-san zaklął pod nosem uderzając pięścią o moją ławkę. Odskoczyłem w bezpieczne miejsce. Ashias-san złapał go zarękę.
 – Znasz zasady tej gry. Więc sięopanuj.- Powiedział patrząc na niego gniewnie. Tamten bez słowa wyszedł zklasy. Uśmiechnąłem się do Ashias-san, ale ten tylko przecząco pokiwał głową.Wychyliłem się zza niego, aby zerknąć na Nowego, który nadal stal zamrożony takjak go zostawiłem. Emocje na jego twarzy zmieniały się niewiarygodnie szybko.Na samym końcu przyszła złość.
            – Oho.- Powiedziałem wstając zeswojego miejsca. Lepiej oberwać stojąc, a nie siedząc.- Pierwsze, co trzeba byłozrobić to wytłumaczyć mu zasady tej gry a nie oprowadzać go po szkole.-Powiedziałem z wyrzutem do Ashias-san, który stał koło mnie.
- Niepomyślałem, że będziesz tak głupi, aby od razu brać go na głęboką wodę.
- Mojawina, że wlazł pierwszy do…- Zrobiłem szybki unik przed ciosem wymierzonym wmoją twarz. Spojrzałem gniewnie na Nowego.- Ej ty! Słuchaj…
-Yuui-kun proszę cię. Opanuj się. Wszystko ci wytłumaczę.- Powiedział Ashias-sanzasłaniając mnie swoim ciałem. W przeciągu dwóch sekund zrobił dwie rzeczy, których nienawidziłem. Zasłonił mnie swoim ciałem i przerwał mi w pół słowa. Awięc nowy to Yuui. Ale Yuui go nie posłuchał. Znowu zamarkował cios. Patrząc najego ruchy amatorem to on nie był. Będzie trzeba na niego uważać. Ashias-sanzłapał go za przegub ręki.- Yuui Natsumi! Em-kun jest jedyną osobą, której nie pozwolę ci uderzyć w szkole nawet, jeżeli będziesz miał powód!- Trzecia rzecz
Którejnienawidziłem. Pokazał, że łączą nas jakieś inne relacje niż powinny.  Wyszedłem przed Ashias-san i spojrzałem naYuui-kun.
- Wybaczmi Natsumi-san to, co zrobiłem. Powinienem był ci to wcześniej wytłumaczyć albozrezygnować, kiedyzobaczyłem, że to ty. Jeżeli uderzenie mnie będzie wystarczającym zadość uczynieniem przyjmę je.
- Em…
-ASHIAS!- Straciłem cierpliwość do tego człowieka. Dlaczego on wszystkokomplikuje?!
-W-wybacz.- Powiedział cofając się o trzy kroki w tył.
- Niemusisz się obawiać Przewodniczącego. Nie pociągnie cię do odpowiedzialności anici nie odda.- Uśmiechnąłem się przyjaźnie.
-Enmba?- Usłyszałem za sobą cichy pisk. Nie odwróciłem się. Głos ten poznałbymnawet
W zaświatach. – Co ty wypra… ENMBA?!!!!- Osunąłem się na kolana podpierając sięłokciem
o ławkę. Oczy wyszły mi z orbit, nie mogłem złapać oddechu trzymającsię za brzuch. Chwila nieuwagi i zarobiłem w przeponę. Miałem racje. To nie był amator. Ktoś położył mi ręcena plecach, ale je strąciłem. Zacząłem kaszleć. W głowie mi huczało. ODDYCHAJIDIOTO! Krzyknąłem na siebiew głowie. Ledwo, ledwo, ale jakoś uniosłem się na chwiejnych nogach i przetarłemusta.
-Ashias-san… bądź łaskawy wytłumaczyć mu zasady tej gry. Jutro zaczynamy.- Powiedziałemledwo słyszalnie i chwiejąc się wyszedłem z klasy nie patrząc na nikogo. Ktośzłapał mnie pod ramie obejmując w tali i prowadził z ledwością. Znam tenzapach.- Sakura-cha?- Zapytałem patrząc pod nogi.
- Tak.Dlaczego się nie obroniłeś?! Dlaczego na to pozwoliłeś?! Przecież sam…
-Wystarczy. Zaprowadzisz mnie do toalety?- Zapytałem, ale już tam zmierzaliśmy.Cóż. Czego się można spodziewać po mojej przyjaciółce z dzieciństwa? Sakura mieszkała kilka ulic ode mnie.Była strasznie chorowita, więc moja babcia często ją odwiedzała a ja wraz z nią.I tak się poznaliśmy. Upadłem na kolana. Sakura zmoczyła swoją chusteczkę iprzyłożyła mi ją do karku. Nim poczułemw ustach metaliczno-kwaśny smak zdołałem powiedzieć.- Idź. Nie powinno ciętu… łeeeeehehhe…-I zaczęła się moja katorga. Tak było odpół roku. Kaszlałem wymiotując i starając się złapać powietrze. Sakura nadalprzy mnie była. Dalej stała przy takim idiocie jak ja, mimo że to była męskatoaleta i chłodziła mój kark. Usiadłem na podłodze wycierając usta w rękawmundurka.
- I jak?Lepiej?- Zapytała. Spojrzałem na nią zza szklanych oczu (kilka łez zebrało misię pod powiekami, kiedy zwracałem). Była niziutka i strasznie szczuplutka.Miała strasznie jasną karnację
i krótkie czarne włosy. Zielone oczy patrzyły namnie z troską. Ot cała Sakura. Uśmiechnąłem się. Bałem się, że jeżeli otworzeusta skończy się tak samo. Zdjąłem marynarkę mundurka. Zrobiło mi się gorąco.-Wiem, że dla ciebie nie istnieje takie coś jak strach i w ogóle. Ale proszę cięnie przesadzaj. Nie chce, aby spotkało cię to samo, co Sasuke-kun.- Powiedziała płaczącymgłosem.
- Nie spot…- Urwałem pochylając się ponownie nad muszlą klozetowa. Rozległ siędzwonek na lekcje. Próbowałem odgonić jąręka, ale złapała mnie za nią i mocnościsnęła. Nie miałem jak się
z nią kłócić.- I cały lunch poszedł się walić-zażartowałem, kiedy doszedłem do wniosku ze dłużej już nie dam rady i uniosłem się delikatnie z ziemi. Przepłukałem usta kilka razy i przemyłemtwarz zimną wodą. Poczułem taką błogość, że aż się zaśmiałem.
-Idziemy już? Może pójdziesz do pielęgniarki?- Zapytała, kiedy wyszliśmy ztoalety. Na korytarzu panowały pustki.
- A copowiem w domu?- Zapytałem retorycznie. Opuściła głowę. Rozumiała aż na zbytdobrze, o co mi chodziło. Była kolejna osobą, która znała mój sekret.- Co maszteraz??- Zapytałem, aby zmienić temat.
-Angielski. A ty?
-Wychowawczą. Zmiana miejsc.- Powiedziałem markotnie. Zaśmiała się. Wiedziałem, o co jej chodziło.
- Twójwychowawca pewnie znowu zaproponuje abyś siedział sam.
- Taaa… wiem.-Powiedziałem stając przed drzwiami jej klasy. Weszła do niej a wtedy jaruszyłem w przeciwna stronę- do siebie. Otworzyłem drzwi od klasy.- Przepraszam zaspóźnienie Sensei- Powiedziałem do swojego wychowawcy. A raczej wychowawczyni. Czarne włosy spięte
w ciasny kok, czarne oczy patrzące zza czarnych obramówek okularów, czarny uniform. Ciekawe czy jakby ją tak dźgnąć nożem czy płynęłaby czarna czyczerwona krew. Pewnie czarna. Spojrzała na mnie.
-Dobrze, że już jesteś. Razem z Yuui-kun’em udacie się teraz do gabinetudyrektora.- Powiedziała. Przystanąłem w połowie klasy.
-, Po co?- Zapytałem jakbym nie wiedział, o co chodzi.
-Wyjaśnić sytuacje sprzed kilkunastu minut. Już wezwałam waszych rodziców.-Powiedziała. Taaa jasne. Moi rodzice się na bank nie stawią. Uśmiechnąłem się podnosem. Ale to ona uśmiechała się szerzej.- A że twoi rodzice nie mogli sięstawić to twój Ojciec powiedział, że na rozmowę wyśle nie, jakiego Natsu-sana.-Powiedziała. Poczułem się jakbym dostał obuchem w łeb. Cofnąłem się kilka krokóww Tył. Gdybym miał jeszcze, czym pewnie już bym zwymiotował na środku Sali. Przezmoją głowę przelało się wiele chorych pomysłów. Ucieczkę od razu wykluczyłem. Woledostać, a nie umrzeć. Rozległo się pukanie do drzwi. Po chwili do klasy wszedłdyrektor.
- Witam.Oprowadzając opiekuna Yuui-kuna po szkole postanowiliśmy zabrać ze sobą podrodze łobuziaków.- Powiedział dyrektor zaglądając do środka. Drgnąłem.Yuui-kun wziął swój plecak i ruszył przed siebie. Niechętnie schyliłem się poswój. Poczułem się rażony piorunem, kiedy na korytarzu usłyszałemcharakterystyczne chrząkniecie. Skłoniłem się przed wychowawca.
- Senseiwybaczy.- Powiedziałem poważnie acz ze strachem w głosie. Wyszedłem
z klasystarając się nie patrzeć w górę.  Drzwizamknęły się za mną cicho. Nie podszedłem do dyrektora, Yuui-kun ‘a ani jegoopiekuna. Moje nogi powiodły mnie przed osobę, którą wysłał mój Ojciec.Powiadają, że strach to tylko rzeczownik. W takim razie przede mną stał mójrzeczownik. – N…- Słowa uwięzły mi w gardle.
- Spójrzna mnie.- Usłyszałem krótki, ale zimny rozkaz. Uniosłem głowę do góry zaciskającpięści na ramieniu plecaka. Spojrzałem na korpus stojący przede mną. Widziałemprzed sobą ciemny wzór kimona.- Wyżej.- Dodał właściciel kimona. Po woli spojrzałemw górę. Zdążyłem ujrzeć tylko końcówki, długich, czarnych włosów. Całą mojąlewą część twarzy przeszył potworny ból (gorszy nawet niż uderzenie Yuui-kuna).Uklęknąłem na jednym kolanie zasłaniając usta, aby nie wydać żadnego dźwięku. Wgłowie mi dzwoniło. Twarz rwała i szczypała. Poczułem smak krwi
w ustach.Yuui-kun powiedział coś za moimi plecami, ale go nie usłyszałem. Podniosłem się
z Kleczków i ugiąłem plecy przed jego obliczem.- Spójrz na mnie.- Rozkazał. Odrazu spojrzałem na jego twarz. Kosmyk czarnych włosów zamajaczył przed piwnymioczami. Ściągnięte brwi… tym razem zabolała prawa cześć twarzy. Upadłem. Nie czekającdługo podniosłem się z ziemi.
- Haruchi-san możenajpierw porozmawiamy.- Zaproponował dyrektor. Tak. Mój rzeczownik
w rzeczywistości był jednym z moich najstarszych braci. Natsu Haruchi. Studentsztuk pięknych na ostatnim roku. Czort tam, że preferował malarstwo, to go bałemsię najbardziej. Tylko on potrafił tak uderzyć abym pożałował, że sięurodziłem. Ruszyłem za nimi mając po swojej lewej stronie Yuui-kun ‘a. Aleciągle patrzyłem na plecy brata. Ubrałem pospiesznie mundurek. Na sobie czułem spojrzenie Yuui-kun ‘a. 


**************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Mhm… Powiem, że historia bardzo ciekawa.. I przyznam szczerze, że nie spotykana. :dCzekam na ciąg dalszy… ;3Jak chcesz to poinformuj … naru-sasu.bloog.pl
  2. W końcu przełamałam się i przeczytałam ten rozdział….i mogę powiedzieć ze nie było tak źle…ciekawa była ta gra




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...