- Jesteście pewni, że chcecie ze
mną grać?- Zapytałem. Wolałem dać im możliwość wyboru.
- Gdybyśmy nie byli to byśmy cię
nie wołali.- Powiedział Enmba. Uśmiechnąłem się wrednie pod nosem. Nie żebym
siebie przechwalał czy zachwalał bądź co bądź, ale wątpię aby któreś z nich ze
mną wygrało.
- Oj zagraj. Damy ci fory.- Powiedział
Shino. Spojrzałem na niego.
- Nie potrzebuje ich. Ale…-
Spojrzałem na nich.- Gramy o coś.
- No to jest oczywiste. Tylko o
co?- Zapytał Ashias. Sakura zaśmiała się wrednie. Już się nauczyłem, że z jej
psychiką nie ma co grać i zadzierać. Miała równie nasrane we łbie jak Enmba i
pozostała dwójka. Ciekawe co wymyśliła.
- Od jutra zaczyna się wolne.
Więc osoba która przegra będzie służącym tego kto wygra przez tydzień. Zamieszka
u niego w domu, będzie u niego spać, prać, gotować, sprzątać i chodzić na
zakupy.- Powiedziała. Uniosłem brew do góry.
- Czyli będę poważny.-
Powiedziałem siadając na tyłku. Miła odmiana jak to ktoś dla mnie pogotuje i
posprząta a nie tylko ja robiłem to w domu. Zaśmiałem się wrednie.
- Cieszy się jakby już wygrał.-
Powiedział Ashias.
- Bo wygrałem. Teraz tylko musze
wiedzieć kto przegra.
- Patrzcie jaki pewny siebie.-
Powiedział Enmba. Uśmiechnąłem się wrednie pod nosem. Będą żałować… oj będą.
** dwadzieścia minut później**
Wygrałem! No ale nie ma co się
cieszyć. Wiedziałem, że tak będzie. Teraz stawka idzie o to kto będzie moim
służącym. Na polu bitewnym został Shino i Enmba. Shino przed chwilą wyciągnął
damę. Jeżeli Enmba wyciągnie jopka wygrywa jeżeli jokera przegrywa. Spojrzał na
mnie marszcząc czoło. Wpatrywałem się w niego widząc, że i tak niczego nie
wyczyta z mojej twarzy. Skierował swoją rękę ku jednej z kart. No przyznam
szczerze, że jak zaczynaliśmy grać nie spodziewałem się, że osobą, która będzie
mi od dzisiaj usługiwać będzie…
- Kurwa mać!- Krzyknął.
Wiedziałem, że tak będzie. Cisnął karty na środek i ukrył twarz w dłoniach. Nie
wiem czy mi się przewidziało czy jaki chuj ale z jego głowy chyba poszła para?
A co tam. Muszę mu dogryźć.
- Dzisiaj o 20 widzę cię u
siebie.- Powiedziałem zgarniając karty i chowając je do plecaka. Będę musiał to
jakoś przekazać braciszkowi.
- Tylko Yuui nie dobieraj się do
swojego nowego sługi.- Dodała Sakura. Drgnąłem. Ashias objął ją ramieniem
zasłaniając ją przed Enmbą. Tamten powoli spojrzał na nią zza palców unosząc
głowę do góry.
- Sakura-cha odsuń się, bo cię
strzelę.- Powiedział patrząc na nią. Nie wyglądał na takiego co by kobietę
uderzył, ale coś czułem, że jakby zasłużyła to jednak by tego dokonał.- Mogę
się trochę spóźnić, ale będę.- Dodał cicho patrząc na swoje dłonie. Te słowa
kierował do mnie. Myślał o czymś. Kiwnąłem głową chociaż wiedziałem, że i tak
tego nie zauważy.
^^&^^
Nie no mówił, że się trochę
spóźni ale ile można czekać. Dochodziła już dziesiąta, a go nadal nie było.
Siedziałem w salonie. Ogarnąłem trochę chatę i przyszykowałem dla siebie
materac u siebie w pokoju. On będzie spał na łóżku. Hikaru wszedł do salonu. Właśnie
wrócił z zakupów.
- No o czym chciałeś gadać?-
Zapytał. Wszedł do kuchni.
- Ktoś będzie u mnie spał przez
ten tydzień.- Powiedziałem przeglądając gazetę chociaż tak naprawdę zerkałem na
jego reakcję. Cofnął się do salonu. Spojrzał na mnie czujnym spojrzeniem jakby
chciał się upewnić, że jednak się przesłyszał.
- Co proszę?
- Mówię, że będę miał gościa na
ten tydzień.
- Dziewczyna?
- Nie.
- Znam?
- Znasz.
- Kto to?- Zapytał. Wypuściłem
głośno powietrze z płuc i spojrzałem na niego zakładając dłonie za głową.
- Enmba.- Powiedziałem. Opadł na
fotel.
- Czy ciebie do reszty pojebało?!
Za tego chłopaka się bierzesz?!
- To nie tak!- Wiedziałem, że tak
zareaguje.- Ja z nim nie kręcę, nie chodzę, nie sypiam on mnie nawet nie kręci
w takim znaczeniu jak myślisz.
- To o co w tym chodzi.
- Jak powiem, że będzie spał u
mnie jako kumpel to ci starczy?
- Nie.
- Eh. Graliśmy dzisiaj w karty.
Wygrany jest Panem a przegrany Służącym przez tydzień. Musi u mnie zamieszkać.
Będzie dla mnie sprzątał, prał, gotował i spełniał moje zachcianki. Taka była
wygrana w grze.
- Ktoś chciał z tobą grać?-
Zapytał rozbawiony tą sytuacją. Zaśmiałem się.
- No tak. Ale ja im mówiłem, że
to zły pomysł abym z nimi grał. To mimo to kazali mi to zrobić.
- Przecież to było oczywiste, że
wygrasz.
- Wiem.- Uśmiechnąłem się.- Więc
nie masz co się martwić.
- Wiesz, że mam teraz nocki.
- Wiem.
- Nie dobierzesz się do niego?
- Nie.
- A jak z jego aresztem?
- Aresztem?
- Nic nie wiesz?- Zapytał.
Pokiwałem przecząco głową.- Nie mogę ci wszystkiego powiedzieć, ale powiem ci,
że ma tymczasowy areszt domowy i po 18-stej musi być w domu.
- Oł.
- Oł, oł. Więc nie zadzieraj z
nim.
- Nie no spoko. Spokój i życie
przede wszystkim.
- Ok. Jeżeli nie masz zamiaru z
nim spać to może u nas przenocować. O której będzie?
- Powiedział, że może się
spóźnić, ale nie powiedział ile.
- To może coś do jedzenia
przyszykujesz?- Zapytał braciszek. Przewróciłem oczyma. Leń śmierdzący.
- Sam nie robię.
- To ja mogę ryż ugotować. A ty
zrób wołowinę w pięciu smakach. Co ty na to?
- Spoko.- Powiedziałem. Na
komodzie odezwał się mój telefon. Kogo niesie?? Spojrzałem na wyświetlacz.
Nieznany numer? Odebrałem niepewnie. Nikt mi nieznany nie powinien go posiadać.
- Tak?- Zapytałem.
- To ja.- Odezwał się dziwnie
znajomy głos po drugiej stronie, ale wolałem się upewnić czy dobrze usłyszałem.
- Jaki znowu ja?
- Bo wyłapiesz!- Krzyknął do
słuchawki. Tak. To na pewno on. Dobrze zrozumiałem. Hikaru wyjrzał z kuchni
pokazując mi, że kupił wołowinę. Już wcześniej to sobie zaplanował choleryk
jeden. Kiwnąłem głową, że rozumiem.
- Aaa. Ty.- Powiedziałem machając
Hikaru ręką żeby schował się do kuchni. Uśmiechnął się jak debil i kiwając
głową na boki schował się do kuchni.
- Za jakieś dwadzieścia minut
będę. So…Przepraszam, że kazałem ci tyle czekać.- Powiedział uprzejmie. Coś
brał? Zaśmiałem się cicho. Hikaru chodził po kuchni wykonując egipski taniec z
wołowina w ręki i śpiewając „wołowinka! Pyszna wołowinka!”
- Nie, no spoko. Wyjść po ciebie
na przystanek?- Zapytałem chcąc wywinąć się od robienia tej wołowiny. Hikaru
zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem. Pokazałem
mu język.
- Nie. To nie będzie konieczne.
Możesz jeszcze raz podać swój adres?- Zapytał. Powiedziałem mu a on jak echo
powtórzył go dalej. Czyżby ktoś go przywoził.
- Rób tą wołowinę.- Syknął Hikaru
stając w salonie. Kiwnąłem głową, że wiem.
- Dob…- Hikaru pociągnął mnie za
rękę. Nie da mi porozmawiać do końca!- JUŻ TO ROBIĘ!- Wydarłem się na niego.
Spojrzał na mnie jak obrażone dziecko. Kto tutaj jest starszym bratem do
cholery jasnej.- Sorry. Pogadamy jak będziesz.- Powiedziałem i się rozłączyłem.
- Wołowinka.
- Ja ci kurwa dam wołowinka. Ślepy
byłeś? Gadałem?!
- Chciałeś się wykręcić.
- Sobie mózg wykręć.- Powiedziałem
omijając go i niknąc w kuchni. Głupek jeden.
^^&^^
Hikaru latał jak poparzony po kuchni
zaglądając mi co chwila przez ramię do garnka pilnując mojej kuchni. Nie ważne
ile razy kazałem mu usiąść nie wierzył, że jednak dla niego gotuje i pilnował
mnie wiernie.
- Kurwa. Usiądź na dupie i siedź.
- Nie. Bo się rozmyślisz i nie
dokończysz gotować.
- Nie zmarnowałbym tyle jedzenia.
- No ja myślę.
- Przepraszam co ty robisz?
- Myślę.
- Chyba się przesłyszałem. Jeszcze
raz. CO TY ROBISZ?- Zapytałem z naciskiem. Spojrzał na mnie wrednie.
- Wiem o co ci chodzi.
- Doprawdy?- Zapytałem gasząc
palnik. Obiado-kolacja już gotowa.- Jak ci się nudzi to umyj gary.-
Powiedziałem. Stanął przy zlewie. Zajrzał do niego.
- Ten wielki gar pełen wody też?
- Nie kurwa. Na jutro go zostaw.-
Powiedziałem sarkastycznie. Wypuścił zmarnowany powietrze z płuc. Pociągnął za
garnek. Nie wiem jak tego dokonał ale cała woda wylądowała na nim. Spojrzałem
na niego.
- Ani się waż!
- P…P…P…Błahahahahahahaha!!!!!!!!-
Ryknąłem głośnym śmiechem. Ruszył pędem w moją stronę potykając się na mokrej
skarpetce. Zawyłem śmiechem uciekając do salonu. Pognał za mną. Ktoś zapukał do
drzwi. Stał koło nich. Czyżby już przyjechał? Ale sobie wybrał moment. Otworzył
je przybierając poważny wyraz twarzy co komicznie wyglądało z tym jak wyglądał.
- O. Enmba-kun.- Powiedział nieźle
udając głupiego i zaskoczonego. Wyjrzałem za drzwi wiedząc, że teraz nic mi nie
zrobi. Enmba spojrzał na mnie zaskoczony. Z kolei ja gapiłem się na niego. Koło
niego stała kobieta w różowym kimonie a obok niej wysoki koleś w czarnym
gajerku i ciemnych okularach na nosie.
- Proszę o wybaczenie, że tak późno
przywozimy mojego syna, mam nadzieję, że to nie problem?- Powiedziała kobieta.
Więc to matka Enmby. Spojrzałem zaskoczony na mojego brata. Powiedziałbym, że
to jego siostra, ale wiem, że ma tylko braci.
- Nie, ależ nic się nie stało.
Proszę niech państwo wejdą.- Powiedział mój brat wpuszczając ich przodem.
Spojrzałem na kolesia który postawił tylko średnich rozmiarów torbę koło drzwi wejściowych
i wyszedł na korytarz zamykając za sobą drzwi. Pokazałem na niego palcem kiedy
wyczułem na sobie spojrzenie Enmby. Pokiwał przecząco głową i spojrzał na swoją
matkę. Wyczuwałem w nim jakąś dziwną aurę. Nie poznawałem go z tej strony.
- Pan jest opiekunem Yuui-sama?- Zapytała kobieta. Enmba stanął koło niej.
Stanąłem jak wryty. „Sama”? Ja? No chyba nie!
- E. A tak. Proszę mi mówić Hikaru.-
Powiedział mój brat. Widocznie sam był speszony tym jak powiedziała do mnie
kobieta.
- Miło mi cię poznać Hikaru. Jestem
Yo.- Powiedziała. Brat delikatnie drgnął. Czyżby to imię coś mu powiedziało?
Dla mnie była to tylko matka kumpla z klasy. Matka. Jedno z trzech słów na
świecie, których nienawidziłem z całego serca. Kolejne dwa to: OJCIEC oraz
RODZICE. Brat o czymś tam z nią rozmawiał. Nawet nie przysłuchiwałem się
uważnie. Enmba stał milczący koło niej. Nawet się nie rozglądał co było dość
dziwne bo jak przeważnie ludzie przychodzą do kogoś pierwszy raz oceniają stan
mieszkania.
- No cóż. Na mnie przyszła już pora,
więc będę musiała już wracać do domu.- Powiedziała kobieta. Odwiesiłem się. O
czym była cała ta rozmowa?
- Pozwolisz, że cię odprowadzę.-
Powiedział Enmba głosem pełnym szacunku. Kobieta kiwnęła głową.
- Pójdę z tobą.- Powiedziałem. Puściłem
ich przodem.- Ogarnij kuchnię i ten garnek. Podłogę wytrzyj.- Syknąłem do brata
i zamknąłem drzwi. Szedłem koło nich. Facet w gajerku za nami. Milczał.
Podeszliśmy do windy.
- Pamiętaj, aby przestrzegać zasad
aresztu, dzwonić codziennie i nie wpakuj się w żadne kłopoty.- Powiedziała
kobieta zatroskanym głosem. Spojrzałem w bok.
- Tak, matko.- Powiedział Enmba.
Zaskoczył mnie bardzo kiedy zgiął się w pół i łapiąc ją za prawą dłoń bardzo
delikatnie musnął ją swoimi ustami.- Bezpiecznej podróży. Obi jedź ostrożnie.
- Wedle rozkazu Panicza.- Powiedział
koleś i skłonił się przed nim. Uniosłem zaskoczony brew do góry. Co się tutaj
do cholery jasnej wyczyniało. Zerknąłem na windę w ostatniej chwili. Skłoniłem
się delikatnie przed kobietą. Wtedy ona pomachała do nas z uśmiechem na twarzy.
Enmba spojrzał a mnie.
- Co?- Zapytał już swoim
standardowym tonem jakby nic się nie wydarzyło i chwilę temu jego matka
zniknęła w windzie.
- Kim ty jesteś, że masz szofera
i mówi się do ciebie per paniczu?- Zapytałem zmierzając w drogę powrotną do
mojego mieszkania. Szedł koło mnie. Zadarł głowę do górę gapiąc się na mnie.
- Pewnym wkurwiającym
dzieciakiem, który ma takie coś z takim czymś bez takiego czegoś.- Zaśmiał się
wchodząc do mojego mieszkania. Pokiwałem przecząco głową i podałem mu jedne z
wolnych kapci. Kątem oka zauważyłem jak rozglądał się ukradkiem tak aby niby
nikt nie zauważył. Mój brat wylazł z łazienki ubrany w czyste dresy. Na głowie
miał ręcznik. Ciekawe czy idiota kuchnię ogarnął?
- Nigdy nie sądziłem, że poznam
Yo-sama.- Powiedział gapiąc się na Enmbę z szacunkiem jakby rozmawiał z samym
cesarzem Japonii. Pokiwałem przecząco głową.
- To tylko moja mama.-
Odpowiedział mu wzruszając przy tym ramionami.
- Nie tylko. To naprawdę…
- Czy możecie mi powiedzieć, o co
chodzi?- Zapytałem poirytowany. Rozmawiali ostatnio o czymś czego nie
rozumiałem i tak było również i tym razem. Enmba spojrzał na mnie w stylu „Nie
dobijaj mnie”. Spojrzałem na niego.
- Zakładasz się ze mną o coś
takiego a nawet ni wiesz, kto ci będzie służył przez ten tydzień?- Zapytał
śmiejąc się ze mnie głośno. Spojrzałem na niego spod byka. Co mnie szczerze
interesuje jego życie prywatne?
- Jak to służył? Ty mu?- Zapytał
Hikaru. Nieźle grał. Enmba zaśmiał się i kiwnął twierdząco głową.-
-Dobrze, że nie jesteś w jego
guście, bo bym musiał zmienić swoją tygodniową zmianę nocną na dzienną.-
Powiedział śmiejąc się głośno. Zniknął w
swoim pokoju. Pewnie zkitrał tam sobie już swoją porcję obiadu. Podrapałem się
zakłopotany po skroni.
- Taaa… całe szczęście.
Przynajmniej nic mi nie zrobi.- Powiedział delikatnie sarkastycznym głosem.
Niech się tak nie martwi, nie miałem najmniejszego zamiaru dotykać go ani nic w
tym rodzaju. Podrapał się po szyi krzywiąc się przy tym jakby sobie coś
przypomniał. Dobrze wiedziałem co takiego zrodziło mu się w łepetynie.
- Ho…- Zawołałem i ruszyłem przed
siebie do swojego pokoju. Zmiana tematu to najlepsze rozwiązanie.- Kanapa w
salonie jest za twarda., aby na niej spać, więc będziesz spał w moim łóżku a ja
w tym czasie zajmę ten futon.- Powiedziałem i wskazałem mu łóżko. Przystanąłem
jak wryty kiedy usiadł na futonie. Nie rozumiałem za bardzo.
- Nie mogę pozwolić, aby mój pan
spał w takich warunkach.- Powiedział patrząc na mnie. Zamknął na chwilę oczy.
Zmęczony? A może nie chciał się na mnie patrzeć?
- Jak chcesz spać to idź się
umyj.- Powiedziałem zaglądając do swojej szafki. Nie wiem czy nie zgrzeszyłem
godząc się na to aby jednak on został moim służącym??
^^&^^
Leżałem u siebie na łóżku.
Pierwszy raz od kiedy się urodziłem ktoś spał u mnie w pokoju i nie miało to
żadnego głębszego znaczenia. Spał u mnie kolega z klasy, z którym nie musiałem
się pierdolić. Mogliśmy albo położyć się spać, albo pogadać. Byłem lekko
podekscytowany ponieważ był to mój pierwszy raz i nawet nie wiedziałem jak
powinienem się w takim momencie zachowywać.
- Yuui-kun?- Usłyszałem cicho
jego głos dobiegający od strony podłogi. Wychyliłem się nad krawędzią łóżka i
zerknąłem na niego zaciekawiony. Ciekawe o co chodziło?
- Tak?- Zapytałem kiedy nic
więcej nie powiedział. Wpatrywał się w sufit ale ukradkiem zerkał w moją
stronę.
- Gdzie są twoi rodzice?-
Zapytał. Ściągnąłem brwi. Rodzice? To go zainteresowało? Co miałem mu
powiedzieć?
- Nie żyją.- Odpowiedziałem. W
sumie tyle może być.
- A. Przy…
- A mi nie. Dobrze, że zmarli.-
Powiedziałem chłodno głosem pełnym nienawiści. Takich ludzi w ogóle nie powinno
się nazywać rodzicami, albo „Mama” i „Tata”. Nie ma co za nimi płakać. Mam
nadzieję, że smażą się w piekle! Uniósł się na łokciu i spojrzał na mnie
uważnie. Był poważny.
- Dlaczego tak mówisz, przecież
to byli twoi rodzice?- Zapytał. Łatwo mu mówić. Eh. Musiałem zdobyć trochę
czasu aby przemyśleć co mu powiedzieć a co lepiej jak przemilczę.
- Odpowiem ci na to pytanie,
jeżeli i ty odpowiesz na moje.- Powiedziałem. Zastanowił się na chwilę. Muszę
pomyśleć o co mogę go zapytać? Tak szczerze to nic mnie nie interesowało
zbytnio.
- Dobra.- Odpowiedział krótko i
spojrzał na mnie wyczekująco. Więc to ja miałem zacząć? A przecież to on miał
to zrobić. Pokręciłem delikatnie głową. Więc w sumie nie muszę go o nic pytać
jak sam zaczynam temat.
- Kiedy miałem dziesięć lat mój
brat wyjechał za granicę na studia. Planował je zrobić w tempie przyspieszonym,
aby wrócić i pomóc rodzinie finansowo.- Zacząłem. Słuchał uważnie nie chcąc
przeoczyć żadnego z moich słów. No cóż. Jak już zacząłem to trzeba skończyć. Po
tym za pewne jak rano się obudzę go tutaj nie będzie a w szkolę… chyba będę
musiał rzucić naukę i wynieść się do jakiegoś innego miasta. Może jednak nie
powinienem mu ufać?- Ale cóż. Moi
rodzice znaleźli inny sposób na taką pomoc. Wiesz ile może zarobić
dziesięciolatek sprzedający swoje ciało i to jeszcze za pierwszy swój raz?-
Zapytałem pospiesznie chcąc jak najszybciej wywalić te słowa z swoich ust.
Wybałuszył oczy i otworzył szeroko usta.- Dużo. Tyle, aby spłacić wszystkie
długi rodziców i zapewnić im dostatnie życie na najbliższe kilka lat. Ale cóż
jak raz się w to wdepnie to i częściej chce się po to sięgać. Tosa był moim
pierwszym klientem. Później pomógł moim rodzicom znaleźć innych chętnych na
zakup trzynasto latka.- Powiedziałem. Przetarłem oczy. Zaczęły powracać
wspomnienia. Moje ciało zaczęło boleć. Plecy piekły. Coś narastało w gardle.- Tak. Jak miałem dziesięć lat sprzedali mnie
raz. Później przez dwa lata miałem spokój. Teoretyczny. W praktyce wyglądało to
całkiem inaczej. Bałem się własnego domu i ulicy. Bałem się rodziców i każdego
gościa, który odwiedzał nasz dom. Bałem się nawet swojego brata, który dzwonił
do domu codziennie. W wieku dwunastu lat sprzedano mnie na roczne przeszkolenie
u Tosy.- Dodałem. Zadrżałem na całym ciele. Ciekawe czy jakbym wypił butelkę
kwasu solnego to czy wypaliłoby to moje wspomnienia?- O nim nie będę ci mówić,
ale powiem tyle, że byłem po nim potulny jak baranek. Nawet ty byś spotulniał.
Do czternastego roku sprzedali mnie dziesięć razy. Częściej nie mogli. Mówili,
że dzieciak nie wytrzyma. Siądzie mu psycha. W końcu nas wyda.- Zaśmiałem się
gorzko. Ich słowa nadal dudniły mi po uszach. Nie wspomniałem mu o tym, że
miałem koszmary nocne tak realistyczne, że faszerowali mnie jakimiś prochami
abym tylko mógł przyjąć klienta. Że moi klienci mogli być albo moimi starszymi
braćmi albo dziadkami jakby się postarali. Nie miałem zamiaru mu o tym mówić. O
tym jak o wielu innych sprawach, które nie powinny nigdy ujrzeć światła
dziennego a jednak kiedyś musiałem je wypowiedzieć na głos.- Chciałem umrzeć. Napisałem do brata, że chcę
umrzeć a oni znowu mnie sprzedali. W moim własnym pokoju pieprzył mnie jakiś
student a moi rodzice w pokoju obok oglądali jakąś komedie na swojej nowej
plazmie i śmieli się w niebo glosy. Już miałem sobie przegryźć język, kiedy ten
studencik zniknął. Ktoś się nade mną pochylał. Jedyne, co pomyślałem w tamtej
chwili to „Proszę. Ja już dzisiaj nie dam rady”. Ale tamta osoba mnie
przytuliła i owiniętego w koc wyniosła z domu. Okazało się, że to mój brat.-
Przerwałem na chwilę. Wspomnienie mojego brata pokazującego się nade mną w moim
pokoju dodało mi otuchy. Wiem że był przerażony i wściekły, ale mimo to była to
twarz przyjazna. Wiedziałem, że już wszystko będzie w porządku. Wziąłem głęboki
oddech.- Przyjechał dzwoniąc do swojego
senpaia, że coś się dzieje u nas w domu. Płakałem jak dziecko. Nim mój brat
wrócił do domu ojciec zabił matkę i siebie. Żeby nie było świadków. A Tosa
uciekł. Dwa lata terapii u różnych lekarzy. Farbowanie i zapuszczanie włosów.
Szkła kontaktowe. Zmiana charakteru. Chodzenie na siłownie i trenowanie podstaw
samoobrony. Zmiana nazwiska. Mój brat dostał tutaj prace i mieszkanie.-
Zacząłem bardzo okrajać swoją historię wywalając z niej inne wątki które by
mnie pogrążyły.- Nasze dane zostały zatajone. Nowa szkoła. Drugi dzień a tutaj
jakiś dzieciak mnie całuje.- Zakończyłem na chwilę. Wziąłem kilka głębokich
oddechów.- Więc nie dziw się, że ich nienawidzę i cieszę się, że nie żyją.-
Dodałem po chwili milczenia. Spojrzałem na niego spodziewając się obrzydzenia wymalowanego
na jego twarzy. To co zobaczyłem poruszyło mnie bardzo jak i zaskoczyło. Nie
spodziewałem się takiej reakcji. Leżał nieruchomo wtulając się w poduszkę i
tłumiąc płacz. Przetarł oczy.
- Wybacz, że cię wtedy
pocałowałem.- Powiedział łamiącym głosem. Czyli to co widziałem nie było
ściemą. Ktoś zapłakał słysząc moją historię.
- Nie mów mi, że wyjesz.-
Powiedziałem dość niemiło ponieważ nie wiedziałem jak mam zareagować na to, że
płakał. Coś z nim było nie tak?
- Dobra. Teraz ty? Co chcesz
wiedzieć?- Zapytał ignorując to co powiedziałem. Spojrzał na mnie szykując się
do przyjęcia ciosu jaki dla niego szykowałem. Wypowiedziałem pierwsze lepsze
pytanie jakie mi się nasunęło na język chociaż i tak nie interesowała mnie na
nie odpowiedzi.
- Chcę poznać twoją historię i
twojego przyjaciela Sasuke.- Powiedziałem. Patrzyłem na niego uważnie. Zaciskał
dłonie w pięści. Spojrzał na mnie uważnie badając dokładnie moją twarz.
- Dobra.- Powiedział w końcu
układając się wygodnie na futonie.- Ja i Sasuke znaliśmy się od dziecka. Nawet
dłużej niż ja i Sakura. Od zawsze byliśmy w tej samej szkole jak i klasie. I od
zawsze miałem problem z bez obrazy homo nie wiadomo.- Powiedział uśmiechając
się wrednie. W uśmiechu tym wyczułem nienawiść do całej populacji
homoseksualnej. Przełknąłem cicho ślinę.- Odkąd sięgałem pamięcią zawsze ktoś
się do mnie przystawiał, ale Sasuke go odganiał. Wiedział, że nie mogę się bić
bez uzasadnienia.- Dodał. Zamyśliłem się. Dlaczego nie mógł wtedy? Teraz
rozumiem, ale dlaczego kiedyś nie mógł się trzaskać tego nie pojmowałem.- Od
pierwszej gimnazjum z kolei zaczął uganiać się za Sasuke pewien chłopak.
Myśleliśmy na początku, że chodzi mu o mnie, ale kiedy pod koniec drugiej
gimnazjum podszedł do mnie na dachu padł na kolana i poprosił o zgodę na
umawianie się z moim przyjacielem myślałem, że dostanę zawału.- Zaśmiał się
cicho. Ten koleś co tak zrobił musiał mieć dużo odwagi albo musiał być nieźle
popierdolony na umyśle.
- No cóż i tak właśnie poznałem
Shiona. Zostali parą. Rodzice jakoś to przełknęli. Nie ukrywali się ze swoją
orientacją. Więc pod koniec wakacji trzech kolesi z trzeciej liceum doszło do
wniosku, że jeżeli nie ma przy mnie mojego wiernego Sasuke to mogę mi zrobić,
co tylko zechcę. Postawili sprawę jasno, albo za dwa dni przyjadę w wyznaczone miejsce
albo w to miejsce przyprowadzą Sakure i Sasuke. Więcej mówić nie musieli.-
Dodał. Oczy mu pociemniały. Ściągnął brwi. Znałem to spojrzenie. Pokazał mi je
na dachu.- Ale Sasuke się o tym dowiedział. Za tydzień mieliśmy zacząć szkołę średnią. Po dwóch dniach, kiedy
miałem się z nimi spotkać Shino napisał do mnie sms’a, że Sasuke leży w
szpitalu. Nie chciał mi powiedzieć co się stało. Ale mojej rodzinie się nie
odmawia sam lekarz mi wszystko wyjawił. Został brutalnie pobity i wielokrotnie
zgwałcony w przeciągu jednej nocy. Poszedł na moje miejsce. Zdenerwowałem się.
Chciałem zrobić im to, co oni mu. Pojechałem w tamto miejsce na drugi dzień.-
Przerwał na chwilę. Pokręcił przecząco głową próbując pozbyć się jakiś obrazów
ze swojej pamięci.- W sumie jechałem tam, kiedy zadzwoniła do mnie mama i
powiedziała, że Sasuke powiesił się w szpitalu w łazience. Coś we mnie pękło.
Kolejne, co pamiętam to, to jak zamykali mnie do radiowozu. Tamta trójka do
dzisiaj leży w śpiączce w jakimś szpitalu. Nie podali mi nazwy abym ich nie
zabił no i dostałem areszt. Od tamtego czasu nie wolno mi się bić i w ogóle.
Sądownie zmieniono mi trochę nazwisko aby nie było powiązania pomiędzy mną a
mną. W szkole muszę się zachowywać całkiem inaczej niż zazwyczaj to robię.
Powiedziałem sobie wtedy, że nawet jeżeli będę miał zabić w ochronię swoich
przyjaciół i każdego kogo kocham zrobię to.- Zakończył. Wpatrywałem się nie
mogąc uwierzyć w to co mi opowiedział. Więc i on miał jakieś traumatyczne
przeżycia w swoim idealnie wyprofilowanym życiu. Wziął kilka głębokichwdechów
jakby chciał zakończyć temat, ale teraz zapragnąłem poznać odpowiedź na pytanie
które troszkę mnie nurtowało.
- A skąd masz ten tatuaż. Wiesz
to trochę dziwne, aby licealista miał taką dziare.
– Miesiąc przed śmiercią, Sasuke
zrobiliśmy sobie takie same.- Powiedział i przeciągnął palcami po swoim lewym
boku jakby sprawdzał czy tatuaż aby na pewno nadal tam był.
– Bolało?
– Nie kurwa łaskotało.-
Powiedział kończąc na tym naszą rozmowę. Długo wpatrywałem się w niego puki nie
usnął. A nawet kiedy spał już głęboko nadal leżałem na brzuchu i wpatrywałem
się w jego śpiącą osobę. Bałem się zasnąć. Bałem się tego, że jak się obudzę go
nie będzie…
^^&^^
Leżałem
u siebie na łóżku od dłuższej chwili. Nie było go na futonie. W sumie futon
leżał ładnie złożony koło mojej szafy. Ktoś kręcił się po kuchni ale nie
wiedziałem czy to on czy mój brat. Nie chciałem wstawać. Gdybym nie siedział do
trzeciej nad ranem obudziłbym się jak zawsze przed szóstą. A tutaj już prawie
dwunasta. Usiadłem na łóżku. No cóż. Było miło ale się skończyło. Muszę zrobić
obiad bo za raz Hikaru będzie darł mordę. Ciekawe co mam mu powiedzieć w
sprawie tego, że Enmba spierdolił do domu po wczorajszej nocy. I tak mi nie
uwierzy jak powiem mu prawdę. Spojrzałem w bok sięgając spodnie od dresów. Jego
torba leżała koło mojego biurka. Czyżby…
Nie. Musiało mi się coś
przewidzieć. Wstałem ze swojego łóżka przecierając oczy ze zmęczenia.
Przeciągnąłem się wchodząc do kuchni.
- Witaj Panie. Mam nadzieję, że
noc była udana.- Powiedział Enmba skłaniając się głęboko. Spojrzałem na niego z
rozdziawioną gębą kiedy odsunął mi krzesło. Poczekał aż usiądę.- Pozwoliłem
sobie przyszykować dla Panicza tosty po francusku, do tego jajecznicę z lekko
ściętymi jajkami i sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy.- Dodał.
- Eee… Dobrze.- Powiedziałem. Nie
miałem sumienia mu powiedzieć, że nie lubię smażonych jajek. Zabrałem się za
jedzenie.- Ty nie jesz?
- Proszę o wybaczenie, ale nie
wypada aby sługa jadł razem ze swym Panem.- Powiedział i stanął przy stole
czekając aż zjem.
- Yuui lecę do pracy, więc…-
Hikaru zajrzał do kuchni. Spojrzał na moje śniadanie. Nie był zaskoczony tym,
że Enmba stał koło mnie. Czyżby i takie coś zaserwował i jemu. Nie zdążyłem
pokiwać do niego głową, że ma się zamknąć.- Jajka jesz?
- Jem.- Powiedziałem machając do
niego ręką kiedy Enmba spojrzał na niego pytającym spojrzeniem.
- Przecież ty nienawidzisz
smażonych jajek.- Powiedział. Uderzyłem dłonią w czoło. Poczułem na sobie
spojrzenie Enmby.
- Ale teraz mam na nie ochotę
więc idź do tej pieprzonej roboty.- Warknąłem na niego i zabrałem się za
jedzenie. Zaśmiał się cicho.
- Dobra już idę.- Powiedział i
poszedł. W kuchni zapanowała cisza.
- Nie musisz tego jeść.-
Powiedział cicho. Spojrzałem na niego.
- Jakbym nie chciał tego jeść to
bym chyba nie jadł.
- Ale przecież tego nie lubisz.
- No ale jem.
- Poczekaj zrobię ci coś innego.-
Powiedział i złapał za mój talerz. Złapałem go za nadgarstek.
- Nie wiesz że facetowi nie
zabiera się pełnego talerza spod nosa?- Zapytałem patrząc na niego spod byka.
Zabrał swoją rękę.
- Idę wywiesić pranie.- Obwieścił
i uciekł do łazienki. Przełknąłem z trudem kolejną porcję jajek. Starałem się
nie gryźć ich za bardzo aby nie czuć smaku. Ohyda!
^^&^^
Siedziałem u siebie przed kompem
gapiąc się na to co właśnie znalazłem na necie. Wczytywałem się w te słowa
wiele razy ale i tak nie mogłem w to uwierzyć.
- Yuui słuchaj kupiłem…- Enmba
stanął za mną zerkając mi przez ramię. Spojrzał na mnie. Wrócił właśnie z
naszego osiedlowego sklepu (nie pozwolił mi pójść).
- Co to kurwa jest?- Zapytałem
pokazując na monitor.
- Eh.- Powiedział tylko i
wyciągnął kabel od Internetu z wtyczki. Spojrzałem na niego ale unikał mojego
spojrzenia.- No co?
- To ja się pytam co?
- Powiedz mi, że przez to co
przeczytałeś będziesz mnie teraz inaczej traktował.
- Chyba cię pojebało.-
Odpowiedziałem ponieważ wiedziałem, że takiej odpowiedzi ode mnie oczekiwał.
Wiele nocy ostatnio przegadaliśmy więc trochę go już poznałem.
- No to nie ma o czym gadać.
- Nie możesz mi o tym
opowiedzieć?
- Po co jak już przeczytałeś.
- Więc to prawda?- Zapytałem.
Zerknął na mnie takim spojrzeniem, że nie miałem sumienia nalegać. Czyli jednak
coś było w nim specyficznego. Ja się wcale nie dziwiłem, że mój brat darzył go
szacunkiem a inni nawet się go bali. Matka pochodzi z rodziny która od pokoleń
służyła w ochronie samego cesarza Japonii oraz wywodziła się od wielu znanych
policjantów. Z kolei ojciec należał do jednej z rodzin Yakuzy. Pokręciłem
przecząco głową. Nie chciałem się zagłębiać bardziej w strukturę jego rodziny.-
Wybrałem takie filmy.- Powiedziałem dla zmienienia tematu i sięgnąłem po
pierwsze lepsze filmy z wierzchu. Spojrzał na nie.
- Nie widziałem żadnego więc
możemy się za nie zabrać. Zrobię popcorn.- Powiedział i wyszedł z mojego
pokoju. Oparłem czoło o blat biurka. On był nieznośny kiedy nie miał humoru.
Muszę mu go jakoś poprawić. Hikaru wraca dopiero jutro wieczorem więc będę
zmuszony znosić jego humory sam więc coś muszę z tym zrobić. Wstałem z fotela i
zgarniając filmy udałem się do salonu.
^^&^^
Zajrzałem do lodówki. Z salonu
dobiegał kolejny wrzask jakiejś durnej dziewuchy. To zapewne filmy Hikaru. Ja
nie przepadałem za horrorami no ale musiałem to jakoś przemęczyć. Nie pokarze
po sobie, że nie przepadam za tego rodzaju filmami. Jeszcze tego brakuje aby
była taka wtopa jak z jajkami. Rozejrzałem się po wnętrzu lodówki. Nie
sądziłem, że cola pójdzie tak szybko. Na półce zostało mleko i kilka piw. Z
tego co się orientowałem to on nie pił. Cóż. Może coś mu jeszcze zostało?
Pomyślałem i zgarnąłem z lodówki puszkę piwa. Wszedłem do salonu. Spojrzał na
mnie jakby wyczuł, że się zbliżam.
- Nie ma więcej coli.-
Powiedziałem siadając na swoim miejscu.
- Pójść kupić?- Zapytał unosząc
się na dłoni aby wstać. Zerknąłem na zegarek. Było po 18-stej. Puknąłem go w
czoło.
- Zdurniałeś. Już po 18-stej.
- To zrobię herbatę.- Powiedział.
Spojrzałem na niego jak na idiotę, ale on właśnie krzywił się gapiąc się na
telewizor. Oglądanie horrorów z nim to jak oglądanie ich z dziewczyną.
- To sobie zrób.- Powiedziałem i
usiadłem na podłodze koło niego. Spojrzał na mnie pospiesznie.
- A ty nie chcesz? – Zapytał.
Pomachałem delikatnie puszką z piwem po czym ją otworzyłem.- Piwo?- Zapytał dla
upewnienia. Zaśmiałem się wrednie.
- Chcesz?- Zapytałem wiedząc jaka
będzie jego odpowiedź. Mości panicz nie ruszy alkoholu. On pewnie nawet nie wie
do czego to służy.
- Z chęcią.- Powiedział.
Otworzyłem szerzej oczy. Zaskoczył mnie jednak. Nie spodziewałem się tego po
nim. Podałem mu jedną z zamkniętych puszek. Przyglądałem mu się jak dobierał
się do tej puszki. Niby z obojętną miną upił łyk i spojrzał na telewizor.
Skrzywił się z niesmakiem jak małe dziecko. Uśmiechnąłem się pod nosem. To jego
pierwszy raz z alkoholem…Zasłonił usta. Niedobrze mu? Przełknął to z trudem.
Zabawnie wyglądał jak tak wysilał się aby nie zwymiotować tego co właśnie
połknął. Zaśmiałem się głośno. Ciekawe ile pociągnie? I jak zachowuje się po
alkoholu. Bo ja to przeważnie kładłem się grzecznie spać. Ciekawe co on będzie
robił??
** godzinę później**
No zaskoczył mnie nie ma co.
Wytrzymał do końca drugiego piwa ale dziwnie się na mnie gapił od dłuższego
czasu. Głowa mu się chwiała. Oczy ledwo co trzymał otwarte. Nie powinien więcej
pić pijaczyna mały. Próbowałem odpalić kolejną płytę tym razem z komedią, ale
nie mogłem się skupić. Ręce mi drżały od tego jego gapienia się na mnie.
Spojrzałem na niego ciekawy tego co go tak zainteresowało.
- Co? Brudny jestem?- Zapytałem
biorąc łyk piwa. Musiałem się odstresować. On się tylko gapi. No właśnie. Gapił
się na mnie za uważnie śledząc każdy mój ruch. Krępowało mnie to szczerze
powiedziawszy. Już otwierał usta aby coś powiedzieć. Wziąłem kolejny łyk piwa.
- Udowodnij mi, że naprawdę
jesteś homo.- Wypalił gapiąc się na mnie poważnie. Zadławiłem się przerażony.
Spojrzałem na niego jak na kosmitę. Jak to kurwa udowodnij?! Spoglądałem na
niego. Upił się gówniarz. Zaśmiałem się cicho.
- Co masz przez to na myśli, że
mam ci to udowodnić?- Zapytałem wracając do szperania po płytach. Upił się więc
pierdoli trzy po trzy. Obrócenie wszystkiego w żart było najlepszym
rozwiązaniem.
- No nie wiem. Przeleć mnie.-
Powiedział. Zaśmiałem się głośno. Nie upił się tylko najebał.
- Niezły żart.- Powiedziałem
otwierając kolejne pudełko z filmem. To już widziałem. Na moje ręce padł dziwny
cień. Spojrzałem do góry. Stał nade mną.
- Ale ja nie żartuje.- Powiedział
patrząc na mnie. Cofnąłem się delikatnie.
- Weź przestań się wygłupiać-
Powiedziałem. Robił sobie jaja z mojej orientacji a to mi się nie podobało. Nie
spodziewałem się tego po nim. Niby szanował Shiona oraz Sasuke a tak naprawdę
zapewne nabijał się z nich za ich plecami. Alkohol pokazał jacy ludzie są
naprawdę.
- Dlaczego? Przecież tego
chcesz.- Zaśmiał się kiedy wstałem gwałtownie. Że niby ja chce tego właśnie z
nim. Podszedł do mnie bliżej.
- Dlaczego?! Bo mnie zabijesz.
Połamiesz mi wszystkie kości, powybijasz zęby albo trafię do szpitala z ciężkim
urazem mózgu. Ponieważ nie jesteś taki i mówisz to pod wpływem alkoholu. A
jeżeli by do tego doszło to chyba bym musiał zamieszkać na księżycu, aby jakoś
dożyć do końca miesiąca nim znajdą mnie twoi bracia.- Wyrzucałem z siebie każdy
pretekst jaki przyszedł mi do głowy i jaki mógł go jakoś przekonać do tego, że
nie wiedział co mówił.- Nie dzięki. Mój instynkt przetrwania jest silniejszy
niż moje zachcianki cielesne.- Dodałem po czym dopiero po chwili zorientowałem
się co tak dokładnie powiedziałem. Cofnąłem się przed nim jeszcze bardziej.
- Z całej tej twojej paplaniny
zrozumiałem tylko „zachcianki cielesne”- Zaśmiał się głośno. Noż kurwa jak
groszem o ścianę! Złapałem go za rękę.
-Enmba nie!- Jeżeli tego nie
zrozumie to już nie wiem jak mam do niego dotrzeć. Wzruszył ramionami. Już
miałem odetchnąć z ulgą, ale ten usiadł na kanapie i zaczął bawić się swoim
telefonem po czym nakierował go na siebie.
- Słuchaj no ja z przyszłości.
Jeżeli uda mi się postawić na swoim a wiesz, że mi się uda to nie wiń o to tego
przerażonego Yuui.- Powiedział i nakierował na mnie kamerką. Zaczęło do mnie
docierać co on właśnie wyczyniał.- Obiecuję mu, że nie połamię mu kości, nie
zabije go, jego zęby będą w nienaruszonym stanie, nie uderzę go, nie wyśle na
niego nikogo innego ani nie będzie wąchał kwiatków spod spodu. Nie zostanie
pociągnięta do tego żadna odpowiedzialność…
- Przecież powiedziałem, że się z
tobą nie PRZEŚPIĘ!- Wydarłem się na niego próbując zabrać mu komórkę. Śmignął
pomiędzy moimi rękoma.
-Widzisz przyszły ja. On tego nie
chce. Widzimy się jutro rano jak to obejrzysz. Tak . Jestem pijany i pamiętaj,
że to ja sam chciałem to wypić.- Dodał i wyłączył kamerkę. Zazgrzytałem
wściekły zębami. Utknąłem na chacie z popierdzielonym kolesiem! Popchnąłem go
na kanapę a sam usiadłem na najdalszym z foteli.
- NIE!- Powtórzyłem ale widocznie
nie posłuchał. Wyciągnął telefon i zaczął się nim bawić. Zachowywał się tak
jakby już wygrał. Oddychałem ciężko. No przecież go nie uderzę za takie coś. A
w sumie jakbym go walnął to może by poszedł spać? Przyglądał mi się uważnie.
Nadal czekał na moją odpowiedź.
- Nie. Nie mam zamiaru do końca
życia zostać inwalidą i do tego szczerbatym. Albo wąchać kwiatki od spodu.-
Powiedziałem stanowczo. Może zrozu… Zaśmiał się głośno. Chuja zrozumiał!
Pokazał mi telefon. Wiedziałem o co mu chodziłem. Nigdy nie sądziłem, że
doczekam dnia kiedy tak uparcie będę musiał mu odmawiać czegoś takiego.
- Naraem owacene na efon.-
Powiedział niewyraźnie chociaż i tak wiedziałem o co mu chodziło w tym pijackim
bełkocie.- Uto ot asu ak taneo my ko tasz i oejse ko.- Dodał. Pokiwałem przecząco
głową. Jeszcze słowo i go jebnę. Pomyślałem zaciskając dłonie w pięści.
- Nie mogę.- Spróbowałem z
drugiej strony. Obiecałem Hikaru, że nie będę z nikim spać. Wstałem i poszedłem
do kuchni. Przemyłem twarz pod zimną wodą aby przemyć trochę swoje myśli.
Obiecałem, że kolejny raz będę miał z kimś kto będzie płakał jak usłyszy moją
historię i mimo jej treści pozostanie ze mną. No wiem. On właśnie tak zrobił.
Ale to ON i nie mogę tego z nim zrobić! Wszedłem do salonu. Przechylał
przyłożoną puszę do ust do góry. Pokręciłem przecząco głową. Nie dość, że już
wymyślał to jeszcze się upijał.- Znowu pijesz?- Zapytałem. Zatrzymał się na
chwilę po czym spojrzał na mnie. Wstał z kanapy i zachwiał się niebezpiecznie.
Kurwa! Za chwilę roztrzaska sobie głowę o stół. Złapałem go pod łokieć i bez
problemu ustawiłem go do pionu. Takie delikatne ciało. Jakbym mógł nauczyć go
tego czegoś i narazić na taki ból?! Złapał mnie za koszulkę i szarpnął nią w
dół. Zachwiałem się. Spojrzałem mu w oczy. Mimo, że całe ciało było pijane jego
oczy wydawały się nad podziw trzeźwe. Jakby był świadomy tego co mówił.
- Ne pęde ie poftaał.-
Powiedział. Co z tego, że oczy były świadome jak usta nie. Uwolniłem się bez
trudu z jego uścisku i usiadłem najdalej jak mogłem. Usiadł na kanapie uderzając
dłonią w stół. Zaskoczył mnie tym. Ale zdania nie zmienię.
- Nie nalegaj. Nie zrobię tego.-
Powiedziałem stanowczo. Milczał długą chwilę. Zerknąłem na niego. Zagubienie
oraz ból na twarzy. W oczach pojawiły mu się łzy. Wiedziałem jak musiał się teraz
czuć. Odrzucenie. Odrzucałem propozycje prawiczka który chciał to ze mną
zrobić. Wolałem mu odmówić niż… był zawstydzony i upokorzony. I to z mojego
powodu. Niech nie płacze bo już długo nie wytrzymam. Nienawidzę jak płacze
ponieważ wiem, że wtedy zrobię wszystko aby przestał i nie mogłem ogarnąć
dlaczego właśnie tak.- I nie wyj.- Dodałem. Nie wiedziałem jak mam to inaczej
powiedzieć aby nie wziął mnie na litość.
- Ja nie wyje!- Wydarł się mówiąc
już spokojnie. Zaczął trzeźwieć…- Dlaczego nie?! Podaj mi inny powód niż te
banialuki!- Krzyczał. Banialuki?! Wszystkie moje argumenty były dla niego
banialukami?! No proszę was bo mnie coś trafi i zabije na miejscu!!!
- Nawet, jeżeli będziesz mnie
błagał to cię N-I-E-P-R-Z-E-L-E-C-E!!- Krzyknąłem wiedząc, że było to trochę za
ostre z mojej strony. Jeżeli to do niego nie dotrze to go kurwa zamknę do rana
w łazience. Wstał z kanapy. Stał tak przez chwilę. Ominął mnie i ruszył w
stronę wyjścia. Złapałem go pospiesznie za nadgarstek.- Gdzie leziesz?-
Zapytałem. Przecież pokój był w drugą stronę.
- Do domu kurwa!- Krzyknął.
Spokojnie Yuui. Dasz radę i go nie zabijesz.
- Nie możesz wyjść o tej
godzinie!- I mój spokój zaczął się walić. Musiałem panować nad swoim głosem.
- Mam to w dupie. Wracam do
domu.- Powiedział i wyrwał się z mojego uścisku. Wszystkie tamy zostały
przerwane. Zagotowało się we mnie. Popchnąłem go mocno na drzwi. Pochyliłem się
nad nim delikatnie unosząc jego brodę do góry.
- Czy ty wiesz, o co mnie prosisz
i jakie będą tego konsekwencje?- Zapytałem. Wiecie lepiej się upewnić chociaż
Liliput nie miał już kurwa odwrotu! Dostanie to czego chciał! Odepchnął moją
rękę i odwrócił się do mnie tyłem. Teraz mnie kurwa ignorujesz?! Na pewno nie!
Szarpnąłem nim tak że ponownie wylądował na drzwiach.
- Uważaj sobie trochę!- Wydarł
się. Nie dojdziemy do porozumienia. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.- Nie
pozwolę…- A chuj czy pozwoli czy nie. Pochyliłem się nad nim wpijając się w
jego usta. Rozchyliłem je brutalnie językiem. Trzymałem go mocno za policzki
aby nie uciekał nigdzie swoją twarzą. Jego ręce wylądowały na moich barkach.
Odpychał mnie delikatnie. Przyciągnąłem go do siebie i ułożyłem na kanapie w
salonie. Całowałem go namiętnie. Moja lewa ręka powędrowała między jego nogi.
Rozchyliłem mu je delikatnie. Ulokowałem się między nimi. Zadarłem mu koszulę
do góry. Opierał się przez chwilę. Przesunąłem się niżej na jego szyję. Dzisiaj
nie użył perfum po kąpieli. Czułem trochę słonawy smak na języku. Oddychał w
dość dziwny sposób. Nie no kurwa nie możemy tego zrobić w salonie na kanapie.
Usiadłem. Leżał bez koszuli z rozchylonymi nogami. Oddychał ciężko. Twarz miał
czerwoną. Patrzył w bok nie na mnie. Pociągnąłem delikatnie jego ręce ku sobie.
Poddał się. Ulokowałem go na swoich klanach. Przysunąłem bliżej jego biodra.
Wróciłem do całowania jego szyi. Uniosłem się z nim na nogi. Trzymałem pewnie
go za biodra. Ruszyłem z nim do swojego pokoju. Położyłem go delikatnie na
łóżku. Oderwałem się od jego szyi i wróciłem do całowania jego ust. Z każdym
razem całował coraz lepiej. Całowaliśmy się dość długo aż nie wyczułem, że coś
zaczęło uwierać i dźgać mnie w brzuch. Oderwał się na chwilę od moich ust
próbując złapać trochę powietrza. Nie pozwoliłem mu na to. Przywarłem do jego
ust. Jęknął głośno. Wsunąłem jedną ze swoich rąk do jego bielizny. Zadrżał…
- Yuui….- Szepnął cicho
zachrypniętym głosem. Po tym akcja potoczyła się dość szybko. Jego spodnie i
moje wylądowały na podłodze. Po chwili była tam też nasza bielizna. Pocierał
zniecierpliwiony o siebie nogami, ale wiedziałem, że nie mogłem niczego jeszcze
zrobić.
Powoli dokładnie obserwując jego
reakcje wsunąłem w niego jeden z palców. Skrzywił się minimalnie. Poruszałem
delikatnie palcem czekając aż skrzywienie zniknie z jego twarzy. Po chwili
oddychał głęboko. Wiedziałem, że będę musiał powtórzyć ten proces tyle samo
razy ile wsunę w niego palców. Dotrwałem do trzech.
Wiedziałem, że sprawię mu tym ból
ale… Rozchyliłem jego nogi lokując się między nimi. Naparłem na niego swoim
członkiem. Mimo mojego rozciągania nadal był za ciasny. Tak ciasny, że aż
bolało i mnie. Naparłem na niego mocniej wprowadzając go powoli. Złapał mnie
kurczowo za ramiona wbijając w nie swoje paznokcie. Wrócił ze świata swoich
marzeń.
- Bolii.- Jęknął do mojego ucha.
Miał płaczliwy głos. Wiedziałem, że tak to się skończy.
- Jeszcze chwila.- Skłamałem. Nie
miałem sumienia powiedzieć mu prawdy. Oddychałem coraz szybciej kiedy w końcu
mogłem zacząć się w nim poruszać. Zaciskał się na mnie kurczowo łapiąc się
moich ramion jak tonący deski czy jakoś tak. Z jego ust zaczęły wydobywać się
różne dźwięki. Gładziłem delikatnie jego ciało poruszając się w nim spokojnie.
Boże wybacz mi…
^^&^^
Wstałem dość wcześnie. Leżał koło
mnie na brzuchu. Oddychał spokojnie. Jego ciało zdobiło wiele śladów po moich
zębach jak i jego oraz malinkach. Nie ruszał się. Przetarłem twarz. Spojrzałem
ponownie na niego. Odgarnąłem mu delikatnie włosy z twarzy. Zmarszczył nos i po
chwili znowu spał spokojnie. Rozejrzałem się po pokoju. Postanowiłem ogarnąć
nasze porozrzucane ubrania, później się wykąpie, zrobię coś ciepłego na obiad.
Coś co przełknie. Napiszę testament…
Wstałem z łóżka. Sam nie
wyglądałem lepiej niż on. Cały pogryziony i podrapany. Drgnął. Zamarłem. Lepiej
abyśmy się teraz nie spotkali w cztery oczy ani twarzą w twarz ani lepiej w
żaden możliwy sposób. Zasnął spokojnie. Schyliłem się wciągając na siebie swoje
wczorajsze dresy. Pozbierałem to co leżało na podłodze. Wyszedłem cicho z
pokoju. W mieszkaniu panowała cisza jak i syf na salonie. Muszę to ogarnąć nim
wróci Hikaru.
Hikaru…
No tak już jestem trupem, jeżeli
on się o tym wszystkim dowie. Chociaż szczerze to wolałbym aby to on mnie zabił
a nie Enmba jeżeli miałbym wybierać. Najpierw się wykąpie. Poszedłem do
łazienki. Po dziesięciu minutach czysty nastawiałem pranie. To co wyschnie
powieszę. Później wypiorę pościel w całym mieszkaniu. To nie wzbudzi podejrzeń
mojego brata. Ogarnąłem salon oraz kuchnię. Nastawiałem właśnie sos na obiad
kiedy przeszło mnie dziwne uczucie.
Obudził się. Drgnąłem. Poszedłem
szybko do łazienki i nalałem mu do wanny ciepłej wody. Będę musiał za chwilę
przyjść pranie wyciągnąć przez co może być niezadowolony więc postanowiłem wlać
mu sporo płynu do kąpieli do wody aby stworzyć dużo piany. Przeszedłem koło
pokoju. Usłyszałem urywek jego wczorajszej wypowiedzi. A więc oglądał to co
wczoraj nagrał? Zaskoczył mnie muszę przyznać. Dźwięki ucichły. Więc skończył
oglądać. Wszedłem niepewnie do swojego pokoju. Leżał płasko na brzuchu tak jak
go zostawiłem. Nie ruszał się. Spojrzał na mnie. Przyglądał mi się uważnie.
Spojrzałem na niego czekając na jakiś wybuch czy coś.
- Obiecałem przecież, że nic ci
nie zrobię, więc nie rób takiej miny.- Powiedział krzywiąc się z bólu. Próbował
wstać. Stanąłem przed nim trzymając w ręku kubek z ciepłą herbatą.
- Strasznie boli?- Zapytałem
głupio nie wiedząc co mam mu powiedzieć. Postawiłem na biurku kubek. Spojrzał
na mnie spod byka.
- Żartujesz prawda?- Zapytał
sarkastycznie. Opuściłem głowę aby nie zobaczył mojej miny.
- Wybacz. Obiecuję, że już więcej
nie będziesz miał ze mną do czynienia. Nie zbliżę się do ciebie ani nic z tych
rzeczy.- Powiedziałem. Spojrzałem na swoje dłonie. Kiedy zacisnąłem je w
pięści?
- Po co?- Zapytał głupio.
Spojrzałem na niego zaskoczony.
- Jak to, po co?
- Gdybym chciał zakończyć naszą
znajomość na pewno bym nie załatwił tego w ten sposób. No i pomyśl też o tym,
co powiesz innym jak zaczniesz się tak zachowywać.- Powiedział. Myślał o tym w
innych aspektach niż ja. Ja z kolei myślałem co ja powiem jak się wszystko
wyda. Co wtedy ze mną będzie?
- Nie powinniśmy byli tego
robić.- Powiedziałem cicho do siebie jako podsumowanie moich myśli i uczuć.
Zaśmiał się głośno. Usłyszał mnie i mnie wyśmiał!- I z czego się śmiejesz?!
- To chyba ja powinienem to
mówić.- Zaśmiał się po czym jęknął głośno. Za bardzo szalał. Powinien dbać o
swoje ciało i teraz na siebie uważać bo jak nie to skończy się to tragicznie.
Pamiętam po sobie ile było bólu, krwi, nie wygojonych ran, blizn…- Ej.- Dodał
patrząc na mnie zaskoczony. Przetarłem twarz. Płakałem. Wspomnienia nadal mnie
dręczyły.
- Nie proś mnie o takie coś nigdy
więcej.- Powiedziałem wycierając oczy. Uniósł się na łokciach krzywiąc się przy
tym delikatnie.
- Nie musisz się o to martwić.
Nie poproszę.- Powiedział uśmiechając się do siebie.
- To dobrze. Przygotowałem ci
kąpiel. Później wysmarujesz się maścią rozgrzewającą. Szybciej ukoi ból.-
Powiedziałem i podszedłem do drzwi. Muszę poszukać tej maści.
- A ty, co będziesz robić?
- Muszę wyprać pościel nim wróci
brat.- Powiedziałem szczerze, ale nie wspomniałem mu nic o maści.
- Po co?- Zapytał. Czy on nie
pamiętał tego co się wczoraj wyczyniało w tym pokoju. On myślał, że po takiej
akcji mógłbym spać w niewypranej pościeli?! Spojrzałem na niego przelotnie po
czym spojrzałem na drzwi.
- Wybacz, ale nie będę spał w
pościeli, w którą spuściłeś się sześć razy.- Powiedziałem i wyszedłem
pospiesznie z pokoju nie chcąc widzieć jego reakcji i w sumie nie chciałem mu
pokazać mojej. Zakryłem usta opierając się o ścianę. Sześć razy to i tak mało
powiedziane. Cieszę się, że ma jako takie wspomnienia z poprzedniej nocy ale że
też nie pamięta takich momentów… Pokręciłem przecząco głową. Muszę się wziąć w
garść. Podszedłem do kuchenki zaglądając do garnka. On głupi się pytał po co
chcę robić pranie?!! No nie mieściło mi się to w głowię. Pokręciłem nią
przecząco kiedy usłyszałem jak drzwi od łazienki zamykają się z cichym
pyknięciem. Zamarłem na chwilę. To on. Poszedłem do pokoju. Był pusty. Starając
się nie oddychać zabrałem pościel z mojego łóżka po czym poszedłem do pokoju
mojego brata. Podszedłem do drzwi od łazienki. W środku panowała cisza. Przyłożyłem
ucho do drzwi i odczekałem chwilę.
- Wchodzę.- Powiedziałem i
poczekałem jeszcze trochę.
- No.- Powiedział niewyraźnie.
Wszedłem do środka rzucając na niego delikatne spojrzenie. Leżał po uszy
zanurzony w pianie. Klęknąłem tyłem do niego pakując pościel do pralki
wcześniej opróżniając ją z wcześniejszego prania.
- Mogę wiedzieć, dlaczego mnie
pogryzłeś?- Zapytał jakby w ogóle nie interesowała go odpowiedź na to pytanie.
- Odruch bezwarunkowy.-
Powiedziałem tym samym tonem co on do mnie. Co mu będę tłumaczył?
- To nie mogłeś nad nim
zapanować?- Zapytał idiotycznie. Spojrzałem na niego. Że niby ja mam panować a
on co?! Ściągnąłem przez głowę bluzę i stanąłem do niego tyłem. Później
stanąłem do niego przodem. Miał szeroko otwarte oczy. Ubrałem na siebie bluzę.
- A czy ty nie mogłeś zapanować
nad swoimi odruchami bezwarunkowymi?- Zapytałem sarkastycznie. Jak Kuba Boku
tak Bóg Kubie jak to się mawia w kraju kobiety która mnie urodziła.
- Um. Przepraszam.- Wydukał
niewyraźnie. Znowu ukrył pół twarzy pod wodą.- Wzruszyłem ramionami. Przecież
czasu nie cofnę. I żadne przepraszam tego nie dokona więc nie ma co mówić.-
Yuui-kun?- Zapytał. Wiedziałem, że o coś chodzi i to coś o czym nie chciałem mu
mówić. Zawsze tak zaczynał kiedy wiedział jaka będzie moja reakcja na jego
pytanie.
- No…?- Zapytałem zastanawiając
się czy chcę wiedzieć o co chce zapytać.
- Czy jako Neko… - Zaczął.
Drgnąłem. Skąd on znał ten zwrot? No w sumie znał Shiona więc mogło mu się obić
to i owo o uszy. Ale dobra. Nie przerwę mu. Niech zada pytanie do końca a jak
dojdę do wniosku, że nie musi poznać na nie odpowiedzi po prostu wyjdę nie
udzieliwszy mu jej.- Wyglądałeś tak samo jak ja, kiedy było po wszystkim?-
Zapytał. Wyczułem na sobie jego spojrzenie. Chciał wiedzieć czy wyglądałem tak
jak on. Dałbym wszystko aby móc tak wyglądać…ale mój pierwszy raz… Wypuściłem
głośno powietrze z płuc. Nie chcę o tym myśleć. Uśmiechnąłem się szeroko i spojrzałem
na niego.
- Jako Neko wyglądałem tak po
pierwszej bazie.- Powiedziałem. Tyle powinno mu wystarczyć. Wyszedłem z
łazienki nie chcąc słuchać żadnych innych dziwnych pytań. Oparłem się o drzwi
obejmując się ramionami. Piekły mnie stare rany na plecach i nadgarstkach oraz
kostkach u nóg. On miał dobrze. Nikt go nie związał, nie nafaszerował lekami, nie
zakneblował na sam początek, nikt w niego nie wtargnął bez przygotowania, nie
nagrywał wszystkiego na kamerę. Nie gwałcił brutalnie przez całą noc zmuszając
do seksu analnego i oralnego.
Go po prostu przeleciał kumpel ze
szkoły z trochę większym doświadczeniem seksualnym niż on sam miał. Jego ciała
nie będą zdobić blizny… nie został zgwałcony i sprzedany przez swoją rodzinę…
zrobił to dobrowolnie…ja… wyboru nie miałem…
Garnek na kuchence zaczął
bulgotać…
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
rozdział świetny, Yuui w końcu dowiedział się kim jest tak naprawdę Enmba, tak i to nagrywanie na komórce, ze nic się nie stanie Yuuui było dobre….
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko