poniedziałek, 5 lutego 2018

20. „Nieśmiałość- to ona nas ogranicza”. 20


- I wtedy musicie zapamiętać, że kiedy plemnik dojdzie do jajeczka…- Tak to były zajęciaw szkole na które musiałem chodzić. Nie to nie była moja nowa forma matematyki, tylko zajęcia mojej klasy z Pielęgniarką Szkolną. Siedziałem na samym końcu klasy obserwując od niechcenia tablice na której naszkicowane zostały jakieś rysunki.
- Nie może pan tego powiedzieć dosłownie. Że kiedy facet spuszcza się…
- Śpioch…- Mruknąłem pod nosem. Zamilkł i już nic więcej nie powiedział. Po ostatniej akcji w szkole jaką mi zmalowali nie chcieli wchodzić ze mną w żadne konfrontacje, unikali mojego wzroku, nie chcieli mnie denerwować. No i nie chcieli znowu zostać zawieszeni w szkole. W końcu dwa dni temu dopiero co pozwolono im do niej wrócić.
- Panie Profesorze?- Usłyszałem pytający głos Didi. Pytanie to nie było kierowane do mnie. Ciekawe o co chciała zapytać.
- Tak… Didi?- Zapytał Suminat-sensei. Nasze spojrzenia się spotkały. Odwróciłem speszony wzrok wracając do sprawdzania kartkówek pierwszoklasistów.
- Ostatnio chłopacy z klasy się śmieli, że pójdą do apteki i kupią prezerwatywy antypoślizgowe. Czy takie coś istnieje?- Zapytała.
- Phiy!- Zakryłem usta dłonią chowając się za uczniami, ale i tak wszyscy zerkali na mnie.- Przepraszam. Proszę kontynuować lekcję.- Powiedziałem. Wyjrzałem przez okno. Na dziedzińcu stał Ashias i… wstałem zaskoczony.
- Enmba-sensei?- Zapytał Suminat-sensei.
- Proszę o wybaczenie.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na niego.- Da pan sobie radę przez jakiś czas sam jeżeli wyjdę teraz z lekcji.
- Tak oczywiście.- Odpowiedział niepewnie nie wiedząc czego się po mnie spodziewać. Wyszedłem bez słowa z klasy i idąc szybkim krokiem zmierzyłem ku schodom prowadzącym na sam dół. Wyszedłem na dziedziniec.
- Rozumiem Pani Haruichi ale pani syn ma teraz zajęcia i nie może wyjść.- Powiedział Ashias.
- Chyba nie wiesz kim jestem…- Zaczęła kobieta ubrana w różowe kimono.
- On bardzo dobrze wie kim jesteś, ale jest równie dobrze dyrektorem i moim szefem więc ma prawo tak do ciebie mówić.- Przerwałem jej chłodno wychodząc na zewnątrz. Spojrzeli na mnie. Ashias zaskoczony. Kobieta uśmiechnięta.
- Enmba-sensei?
- Dyrektor wybaczy. Załatwię tę sprawę bardzo szybko i czym prędzej wrócę na lekcje.- Powiedziałem po czym spojrzałem na kobietę. Dość sztywno skłoniłem się przed nią.- Mamo.- Dodałem. Odkłoniła się. Ashias po chwili odszedł zostawiając nas samych.
- Nie sądziłam, że zadowoli cię praca w tak podrzędnej szkole.
- Nie sądziłem, że nadal będziesz miała na tyle czelności aby mieszać się do mojego życia mimo, że powiedziałem iż nie chce mieć z wami nic wspólnego.
- Em-kun!
- Jakby co to Enmba.- Poprawiłem ją.
- Eh…
- Co cię tutaj sprowadza? Odpowiedź. Tylko szybko bo nie mam  za bardzo czasu aby powspominać stare dobre czasy.
- Pamiętasz, co jest za dwa tygodnie?
- Niespecjalnie. Po wypadku postarałem się aby wszystkie zaśmiecające moją głowę zbędne informacje zostały z niej wymazane.
- Co roczny zjazd rodzinny. Nie było cie na nim od czterech lat.
- No i?
- Przecież wiesz jak ważny jest ten dzień dla naszej rodziny.- Powiedziała. Prychnąłem głośno.
- Oj wybacz moje zachowanie. No i cóż z tego? Przejdźmy może od razu do puenty. Twój żart musi być naprawdę zabawny.
- Uspokój się.- Usłyszałem za sobą czyjś głos. Odwróciłem się. Moją twarz wykręcił grymas.
- Jeszcze go mi tutaj brakuje.- Burknąłem pod nosem.
- Enmba!
- Tak wiem. Tak mnie nazwali. A ty jesteś Natsu no i co z tego.- Powiedziałem drwiąco. Nikt by mi dzisiaj nie uwierzył, że kiedyś obawiałem się tego człowieka.
- Masz się pojawić na tym spotkaniu.
- …- Łypnąłem na niego gniewnie rozglądając się jednocześnie dookoła. Byliśmy sami. Nikt nie mógł nas usłyszeć.
- No co?- Zapytał drwiąco.- znowu mnie zaatakujesz?
- Wpajam moim uczniom pewną zasadę, którą teraz sam zastosuję. „Gówna się nie tyka bo gówno śmierdzi”. Tyle mam wam do powiedzenia. – Powiedziałem i wyminąłem ich bez okazania jakichkolwiek uczuć. Natsu musiał rozwalić drzwi kiedy przechodziłem ponieważ coś przeraźliwie huknęło. Wszedłem do klasy bez słowa zajmując swoje miejsce.



^^~~^^

Siedziałem w salonie u siebie w domu i tępo patrzyłem na Aoi. Nie mogłem uwierzyć czy dobrze zrozumiałem to co właśnie mi przekazała.
- I jak?- Zapytała niepewnie. Zmarszczyłem nos.
- Poczekaj. Muszę się upewnić czy wszystko dobrze łapie. Chcesz abym pojechał z wami czyli: Ty, Maki, Ashias, Sakura i jeszcze jakieś trzy osoby do gorących źródeł na weekend. I mówisz mi to pół godziny przed wyjazdem?- Zapytałem. Kiwnęła twierdząco głową. Ukryłem twarz w dłoniach. Zaśmiałem się gorzko. Ona to potrafiła człowieka zmotywować nie ma co?
- A dlaczego tak późno?
- A bo wiedziałam, że jak ci o tym powiem wcześniej to zdołasz wymyślić jakąś wymówkę aby się z tego jakoś wywinąć. Już ja cię znam.- Odpowiedziała. Spojrzałem na nią zza swoich palców.
- Szkoła…
- Ashias mówił, że od piątku aż do wtorku jest zamknięta ponieważ odbywać się w niej będzie coroczna deratyzacja czy jakoś tak.
- Kartkówki…
- Sprawdzasz wszystkie od ręki aby móc później w domu wymyślać jakieś plany aby dręczyć uczniów.
- Dom…
- Mamy alarm. Przez cztery dni nikt nam się do niego nie wkradnie. A tak w ogóle kto by to zrobił wiedząc, że ty w nim mieszkasz.
- Telefon…
- Podłączyłam przez operatora na te kilka dni automatyczną sekretarkę na mój numer komórkowy. Więc jak coś się będzie działo od razu to odsłuchamy.
- Bagaże…?- Zapytałem z żalem w głosie wiedząc jednocześnie, że i tak już przegrałem.
- Już cię spakowałam jak rano poszedłeś do sklepu po coś tam.
- Bilety…
- Kupione.
- Rezerwacja…
- Zrobiona.
- Wasza praca…
- Wszystko załatwione.
- A…
- Boże Enmba przestań! I tak postawie na swoim czy ty tego chcesz czy też nie.- Powiedziała rzucając we mnie poduszką. Spojrzałem na nią spod byka.
- Gdzie się podziała ta miła dziewczynka, która się mnie bała?- Zapytałem z żalem patrząc na przedpokój. Zajrzałem do swojej torby. Musiałem zrobić rewizje tego co ona mi tam wpakowała. Powyciągałem kilka rzeczy i zastąpiłem je nowymi.- Jedziemy całą grupą czy jak?
- Ja, ty i Maki mamy do nich dołączyć.
- A gdzie jedziemy?
- Na Okinawę.- Powiedziała. Jęknąłem głośno. Wyjrzała z kuchni w której za pewne robiła kanapki na podróż i spojrzała na mnie.- Czy coś się stało?
- Kto zaproponował to miejsce?
- Nie wiem. Już było zaklepane kiedy się dowiedziałam o tym wyjedzie.
- Aha rozumiem.- Odpowiedziałem i oparłem czoło o ścianę.

^^~~^^
Stałem w przejściu od apartamentu jaki został  zarezerwowany dla nas i starałem się ze wszystkich sił zamknąć buzię aby przypadkiem nie wleciała mi tam jakaś mucha albo nie daj bóg np. bocian. Za mną stał Ashias i Sakura. Ich miny zapewne były takie same jak moja. Tyle, że patrzyliśmy na różne osoby. Ja patrzyłem na zaskoczonego Suminate (Yuui), a oni na czarnowłosego, niskiego mężczyznęo niebieskich oczach i delikatnej bliźnie na nosie. On z kolei patrzył na nich delikatnie zmieszany. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały uśmiechnął się szeroko i rzucił w moim kierunku uwieszając się mojej szyi.
- Em-kun!- Krzyknął mi do ucha. Przytuliłem go.
- Co on tutaj robi?- Zapytałem Sakure. Milczała. Więc pytanie to powtórzyłem Aoi.
- Nie martw się nie ruszę cię.- Powiedział Yuui. Zmrużyłem oczy.
- Już przy… ENMBA! ŁAPY PRECZ OD MOJEGO KOTKA!- Usłyszałem znajomy krzyk. Zaśmiałem się. Poklepałem Przylepa po głowie i wszedłem z nim do pokoju. Nadal zwieszał się z mojej szyi.
- Przecież wiesz, że nic mu nie zrobię Shion.- Powiedziałem patrząc na chłopaka którego widziałem raptem niecałe osiem miesięcy temu. Prawie nic się nie zmienił odkąd widziałem go w ostatnich chwilach przed wypadkiem. No może trochę urósł. Ale co ja tam będę mówił o mało ważnych szczegółach.
- Jasne… jasne…- Burknął naburmuszony. Zaśmiałem się głośno.
- No już, już. Sasuke możesz się łaskawie ode mnie odkleić?- Zapytałem. Spojrzał na mnie
i uśmiechając się szeroko odsunął się ode mnie wracając na swoje wcześniejsze miejsce. Grał razem
z Yuui’m w karty.
- Czy… czy… ktoś… może…- Usłyszałem za sobą głos Sakury. Spojrzałem na nią. Stała oniemiała, w oczach miała łzy.
- Nie mówiłeś im?- Zapytał Shion. Spojrzałem na niego.
- To ty miałeś im powiedzieć. Ja bym im powiedział wszystko a to są wasze sprawy więc to od was zależy ile mogą usłyszeć a ile nie.- Powiedziałem i udałem się za Aoi i Maki do pokoi sypialnianych. Wszedłem do swojego pokoju. Łóżko przy oknie było już zajęte. Proszę tylko niech to nie będzie ta osoba o której myślę. Niech nie mieszka ze mną właśnie ta osoba. Po woli rozpakowałem swoją torbę zaglądając jednocześnie do łazienki oraz podłączając telefon pod ładowarkę. Rzuciłem się na łóżko i zamknąłem oczy wracając myślami do tamtego okresu w moim życiu.


Siedziałem na łóżku w pokoju hotelowym i poważnie zastanawiałem się czy to wszystko co zamierzam zrobić ma jakiś sens. Czy to mi jakoś pomoże czy coś? Zakupiłem wszystkie potrzebne mi rzeczy. Zapłaciłem część kasy z góry i miałem wszystko uzgodnione. Miałem zaplanowany każdy czas wolny w nadchodzących dwóch tygodniach. Ktoś zapukał do drzwi. Drgnąłem. Jeżeli otworze te drzwi nie będzie już możliwości odwrotu. Zeszedłem z łóżka i podchodząc do drzwi zawiązałem na oczach czarna przepaskę. Stanąłem przy drzwiach.
- Tak?- Zapytałem. Ktoś nerwowo przestąpił z nogi na nogę.
- Przychodzę z zamówieniem od pana Gatou.
- Czy pan Gatou powiedział co i jak?
- Tak.- Odpowiedziała osoba po drugiej stronie drzwi. Mówiła bardzo cicho. Czy damy radę? Otworzyłem delikatnie drzwi i wysunąłem przez nie rękę z czarną przepaską podjąć ją nieznajomemu. Odczekałem chwilę.- Już.- Odpowiedział. Otworzyłem drzwi i chrząknąłem znacząco. Wszedł po woli do pokoju. Przyłożyłem mu dłoń do oczu. Miał opaskę na nich. Odszukałem jego dłoń. Była ciepła i sucha. Moja z kolei zimna i spocona. Przyłożyłem jego palce do moich oczu. Zamknąłem drzwi.
- Chodź.
- Niby jak?- Zapytał nerwowo. Nie widział mnie jak i ja nie widziałem go. Ale ja znałem ten pokój. Uczyłem się go na pamięć przez ostatnich kilka dni. Wiedziałem co gdzie się w nim znajdowało i jak iść aby na nic nie wpaść. On go nie znal. Nie wiedział jak iść i co go czeka. Podałem mu w ręce skrawek mojej bluzy i poprowadziłem za sobą. Szedł po woli. Niepewnie. Posadziłem go na fotelu a sam usiadłem na łóżku.
- Powiedź mi co dokładnie powiedział ci Gatou.
- „Słuchaj młody jakiś dziany koleś wynajął cię na dwa tygodnie, sporo płaci. Idź do niego i rób wszystko co ci rozkaże. Ale dał dwa warunki. Nie wolno ci ściągać opaski z oczu ani używać swojego prawdziwego imienia i nazwiska. Więc przedstaw mu się jak tam chcesz.”.- Zarecytował. Skrzywiłem się.
- Miał rację.
- No to może mi powiesz po co mnie tutaj dokładnie przyciągnąłeś i co mam robić przez te najbliższe dwa tygodnie bo w karty to my chyba grać nie będziemy.- Zadrwił.
- Czy to prawda, że masz zapędy homoseksualne czy robisz to tylko ze względu na kasę.
- E… hmm…- Zaśmiał się cicho nim mi odpowiedział. Włosy na moich plecach zjeżyły się niebezpiecznie.- Ujmę to tak. Dzięki tym zapędom jak to nazwałeś jest mi o wiele łatwiej niż tym którzy ich nie posiadają.
- Aha. Ok. Rozumiem.
- Coś jeszcze czy możemy przechodzić już do sedna sprawy?- Zapytał. Niecierpliwił się.
- Jesteś typem dominującym czy uległy?.
- Ehem… kehe…- Zakaszlał.- Co to za pytanie?
- Odpowiedź.
- Mogę być i tym i tym. Mi to już różnicy nie robi.- Odpowiedział. Wziąłem głęboko powietrze do płuc.
- Nie musze ci mówić, że wszystko co się tutaj stanie i co zostanie tutaj powiedziane zostaję między nami dwoma. Nie wolno ci o mnie z nikim rozmawiać, najlepiej o mnie nie myśl kiedy jesteś poza tym hotelem. Będziemy się spotykać codziennie o godzinie siedemnastej. Dopuszczalne jest dziesięć minut spóźnienia. Będąc w tym pokoju nie ściągamy opasek z oczu cokolwiek by się nie działo. I używamy jakiś fałszywych imion czy coś. Z hotelu wychodzimy  osobno w godzinnych odstępach. Opaskę ściągasz za raz po przekroczeniu progu pokoju. Nie odwracasz się za siebie. Cały nasz dzień będzie trwał do pierwszej nad ranem. I koniec. Czy wszystko jasne?
- Do pełnej jasności musisz podać mi swoje fałszywe imię a ja podam ci moje i musisz mi powiedzieć co mam z tobą robić.
- No dobra. To powiedźmy, że nazywam się Shion.- Powiedziałem. Fotel zaskrzypiał niebezpiecznie. Poruszył się niespokojny.
- Miło mi cię poznać Shion.- Powiedział jakby coś trzymał w ustach.- Ja powiedzmy nazywam się… hmm… Yuui.- Dodał. Poczułem się tak jakby ktoś uderzył mnie ręką w twarz. W pierwszym odruchu chciałem ściągnąć opaskę z oczu, ale to nie mógł to być on. On przecież miał większe ręce.
- Miło mi cię poznać… Yuui.- Powiedziałem z gulą w gardle.- A teraz powiem ci co musisz zrobić.
- No w końcu.
- Uczyń ze mnie typ dominujący.
- Słucham?
- Uczyń ze mnie typ dominujący.
- Czy ja dobrze usłyszałem… chcesz abym ja… męska dziwka uczynił z ciebie typ dominujący?- Zapytał drwiącym głosem. Zacisnąłem dłonie w pięści.
- Tak. Dobrze usłyszałeś.
- No nie jakiś dziany dzieciak został zapewne wykorzystany przez Sempaia w szkole i porzucony, a teraz sam chce się stać taki jak on.
- Yuui…- Powiedziałem groźnie. Lepiej żeby nie wyprowadził mnie ten facet z równowagi.
- Dobra, dobra. Rozumiem. Płacisz mi więc nie będę się z tobą spierał.- Odpowiedział.

***
Całowałem delikatnie jego szyje czując na plecach jego stalowy uścisk. Trzymał mnie mocno. Wcześniej powiedział mi jakie jest moje zadanie. „Masz znaleźć na mojej szyi takie miejsca abym puścił twoje plecy”. Więc szukałem. Szukałem i szukałem. Znalezienie takiego miejsca zajęło mi trzy dni. Najpierw miałem poznać dokładnie jego ciało i kazał mi zapamiętać każde wrażliwe miejsce na swoim ciele. Z początku nie rozumiałem dlaczego tego ode mnie wymaga, ale po kilku dniach zauważyłem różnice. Ręce mi nie drżały!W drugim tygodniu zaczęły się schody. Mój fałszywy Yuui przychodził poubierany w kilka różnych warstw ciuchów. Kazał siebie całować jednocześnie rozbierając Miałem to zrobić w takim tempie aby nie doszedł przed rozebraniem. Udało mi się to dopiero trzeciego dnia drugiego tygodnia. Oczywiście nie robiliśmy tylko tych zboczonych rzeczy. Rozmawialiśmy też dużo. Pewnego dnia padły dwa pytania które od samego początku wisiały w powietrzu.
- Dlaczego chcesz zacząć dominować? To przekichana rola, mówię ci bo działam i w tej roli i w tej drugiej.
- Odpowiem ci jeżeli i ty odpowiesz na moje pytanie.
- ok.
- Po części miałeś rację. Jakiś dzieciak z dzianej rodziny i w szkole taki jeden który sprawiał, że dla niego rozkładał kolana. Ale cóż… dostał to co chciał i odszedł. W splocie dziwnych wypadków po tym odejściu jaki minęło kilka lat i przeżyłem swoje zostałem zgwałcony przez Sempaia na mojej uczelni. Dosypał mi czegoś do picia i dźgnął nożem. Od tamtego czasu powiedziałem, że to ja będę dominował. Ale aby zacząć dominować musze najpierw zacząć roztaczać odpowiednią aurę.
- O.- Tylko taka była jego odpowiedź na moja historię.- A ja zostałem kupiony a raczej sprzedany przez moich rodziców którzy zaciągnęli się długami w jakimś półświatku kiedy byłem trochę młodszy niż teraz i spłacam ich długi. Chociaż pracując u takiej osoby u jakiej ja pracuje pewnie już dawno spłaciłem ich gówniany dług tylko nie chcą wypuścić takiej kaczki znoszącej złote jaja.- Zaśmiał się. Uśmiechnąłem się niemrawo. A więc to tak. Czyli robił to bo musiał nie bo chciał. Stanąłem z nim przy drzwiach. Jutro ostatni dzień naszego układu a co za tym idzie punkt kulminacyjny. Nie chciało mi się wierzyć, że tylko jedna noc wystarczy aby to podziałało, ale powiedział, że będziemy to robić tyle razy aż się nauczę.
- Gatou to nie  twój szef?
- To tylko pachołek.- Powiedział i zaśmiał się gorzko.
- Pachołek?
- Taa… gdyby to on był moim szefem już dawno bym rzucił ten interes w pizdu.- Powiedział ozięble. Przez te dwa tygodnie spędzone z nim nie nauczyłem się o nim niczego. Raz był wredny, raz przyjazny. Chamski, delikatny, oziębły i troskliwy. To wszystko zależało od jego humoru i wcześniejszych jego zleceń (głupi nie byłem wiedziałem, że nim przyjdzie do mnie to również pracuje jak i po wyjściu ode mnie).
- Nie chce się wtrącać, ale zawsze możesz to zrobić.- Powiedziałem kiedy wsuwał chyba buty na nogi. Podałem mu jego kurtkę. Zaśmiał się głośno.
- Moim szefem jest Natsu Haruichi. Mówi ci coś to nazwisko?- Zapytał i wyszedł zamykając drzwi. Zsunąłem z oczu opaskę. Mówiło i to wiele! To moje nazwisko! Zabawiałem się z człowiekiem pracującym dla tej hieny cmentarnej! Czy ja do reszty postradałem zmysły?!

***
Oddychałem ciężko opierając czoło o jego bark. Dzisiejszego wieczora doszedłem już cztery razya wiedziałem, że to dopiero początek. Zacisnął się mocno na moim członku. Z mojego gardła wyrwało się ciche stęknięcie. Skąd on brał na to wszystko siły? Poruszyłem się w nim kilkakrotnie. Oddychał szybko. Oplótł mnie swoimi nogami przyciągając mnie blisko do siebie. Odszukałem jego usta i wpiłem się w niego całując go namiętnie. Poruszył niespokojnie biodrami i przycisnął moją twarz mocniej do swojej. Opaska zsunęła mi się z oczu. Spojrzałem na jego twarz…
- Shion.- Wydyszał zaskoczony kiedy przestałem się w nim poruszać. Wpatrywałem się niego przerażonym wzrokiem. Zajrzałem pod kołdrę. Jęknąłem cicho.- Shion co się do cholery jasnej stało?!- Krzyknął próbując odnaleźć rękoma moją twarz. Połozem mu palec wskazujący prawej ręki na jego czole i sunąc na dół zsunąłem mu opaskę z oczy. Miał je zamknięte. Zacisnął je jeszcze mocniej.
- Otwórz oczy.- Powiedziałem zbolałym głosem.
- Po co?
- Rób co mówię!- Krzyknąłem. Otworzył oczy i spojrzał na mnie jak na śmierć. W kącikach jego oczu zamajaczyły pierwsze łzy.
- E…Em-kun?- Wychrypiał jakby nie dowierzając swojemu wzrokowi.
- Co tu się do cholery jasnej dzieje?! Hę?! Możesz mi powiedzieć jakim cudem żyjesz?!- Wydarłem się patrząc na mojego przyjaciela z dzieciństwa, którego kilka lat temu pochowałem, pomściłem zarabiając areszt i co roku go opłakiwałem. Gapiłem się na Sasuke jak sroka w gnat.



***
Siedziałem w fotelu zasłaniając usta. Było mi niedobrze. Sasuke siedział nadal na łóżku przykryty do połowy kołdrą. Wpatrywał się we mnie. Wyczekiwał. Chciał wiedzieć jak zareaguje na jego słowa. Ale jak mogłem racjonalnie zareagować. Jego rodzice to nie jego rodzice. Został adoptowany. Wychowywany na męską dziwkę od najmłodszych lat. Po poznaniu mnie dali mu spokój. Po tym jak zaczął chodzić z Shion’em nie mogli dłużej tego ignorować. Jego przybrani rodzice wraz z ówczesną wtedy głowa Yakuzy (to jeszcze nie był Natsu tylko jakiś tam mój wuj) upozorowali jego śmierć i wtedy się zaczęło. Skontaktuj się z Shionem albo kim innym- zginie. Powiedz komuś o tym- ginie. Ucieknija zabijemy wszystkich których znasz. Wyzbył się uczuć i na tym się to skończyło.
KURWA! Skończyło się na tym, że pieprzyłem swojego najlepszego przyjaciela i chłopaka mojego kolejnego przyjaciela! Ubrałem się pospiesznie.
- Dokąd idziesz?- Zapytał. Spojrzałem na niego i włączyłem swój laptop uruchamiając SKYPA.
- Zostań tutaj i czekaj na mnie.
- Ja mam za dwie godziny kolejnego klienta.- Powiedział.
- Ja ci załatwiam innego klienta. Masz się nim zając dopóki nie wrócę.- Dodałem. Połączenie zostało odebrane. Po drugiej stronie pojawiła się znajoma morda.
- Noooo dobra…- Powiedział Sasuke. Rzuciłem w jego stronę swoją bluzę.
- Yoł!
- Salut! Vieux je dois vous question – Powiedziałem (coś na kształt “Cześć! Stary mam do ciebie sprawę!”)
- Tout ^ ^ je peux voir qu’il y ait urgence depuis ne parle pas japonais seulement après ma. (O^^ widzę, że musi być pilna skoro nie mówisz po Japońsku tylko po mojemu.)
- arrêter un gribouillis juste écouter… vous ai besoin de prendre soin d’une personne comme moi je vais interwesy. Juste ne pas me tuer ok ? (przestań się mazać tylko słuchaj… musisz się kimś zająć jak ja będę załatwiał interesy. Tylko mnie nie zabij ok?)
- Bien. et où vous êtes?  (ok. A gdzie jesteś?)
- dans l’hôtel ( w hotelu)
- soit vous obtenez baise avec un mec, et j’ai par la suite après que vous nettoyiez jusqu’à alors (czyli ty się pieprzysz z jakimś facetem, a ja mam później po tobie sprzątać.)
- donc. vous avez un problème avec ça, (masz z tym jakiś problem)
- Non, mais où avez-vous (nie ależ skąd)
- Eh bien, je viens. Garder un œil sur elle. (no właśnie.  Pilnuj go)
- mieux pas prendre quelqu’un de près?  (nie lepiej wziąć kogoś z bliska)
- pas comme vous allez voir mon « gars » tu comprendras (nie jak zobaczysz mojego \”faceta\” zrozumiesz).- Powiedziałem i odwróciłem monitor w stronę łóżka wychodząc z pokoju. Muszę pójść tylko w jedno miejsce.

Na samym początku mój oszukany Yuui powiedział, że każdego uległego ogranicza Nieśmiałość i to dlatego będzie chciał ją u mnie zwalczyć. Zwalczył… ale obudził we mnie potwora… Natsu Haruichi już jesteś trupem…


- Em-kun.- Aoi zajrzała do mojego pokoju. Spojrzałem na nią wyrwany ze swoich wspomnień.
- Tak?
- Już możesz przyjść. Shion domyślił się dlaczego nie przyszedłeś wcześniej.
- Trudno się temu dziwić.
- Chodź.- Powiedziała i wyciągnęła w moim kierunku rękę. Wypuściłem głośno powietrze ale podszedłem do niej. To wspomnienie przypomniało mi o jednym.
Jeszcze nie zabiłem Natsu. Ale czy ja Enmba Hariuchi albo Haruchi jak kto wolał nauczyciel Matematyki będzie do tego zdolny? Otóż… jeżeli się przede mną jeszcze raz pojawi… to odpowiedź brzmi…




 **************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Co do Twojego pytania: Prawdopodobnie jutro xdd.
    Jaaj . <33 . Podoba mi się x3. Waakaacje. ;d. Na początku, z tą pielęgniarką to śmiać mi się chciało xD. Ah te wspomnienia ;d.
    Czekam na ciąg dalszy!

    1. Na tego bloga wpadłam dwa dni temu i absolutnie nie żałuję. W niecałe dwa dni przeczytała twoje wszystkie wpisy i stwierdzam, że bardzo mi się spodobały. A tą Okinawą rozbawiłaś mnie do łez, za każdym razem dzieje się na niej coś dziwnego. xD O boże.. Naprawdę Kocham Cię, twoje wpisy i twoją wyobraźnię też.
      Życzę CI powodzenia dużo weny i dużo wolnego czasu na dodawanie kolejnych wpisów.
      Niecierpliwie będę oczekiwać następnego rozdziału. ^,^








    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...