poniedziałek, 5 lutego 2018

19. , „Co zdarzyło się raz może zdarzyć się dwa razy” 19.


Ręka drga mi niebezpiecznie, kiedy nadal na niego pokazuje. Wypuszcza głośno powietrze i otwiera szerzej drzwi. Patrzę na niego jak na wariata.
- Po twojej reakcji wnioskuje, że nie wiedziałeś, kto tutaj mieszka. Wiec…- Zaczął. Gapiłem się na niego nie mogąc uwierzyć w to, co widziałem.- Kto ci powiedział?
- Su… su… su… SUMINAT!- Krzyknąłem patrząc przerażonym wzrokiem na naszą szkolna pielęgniarkę ubraną w zwykłe dresy. Tak w naszą szkolną pielęgniarkę, co nie wiedziałem czy mnie przerażało czy budziło zaskoczenie. Złapał mnie za rękę i pociągnął do środka. Po moim ciele rozeszło się bardzo dobrze znane mrowienie. Czułem to wielokrotnie, kiedy chodziliśmy jeszcze do szkoły. Zamknął drzwi.
- Proszę cię nie krzycz. Ściągasz na mnie niepotrzebną mi uwagę.- Powiedział puszczając moją rękę. Wszedł w głąb domu (o ile to możliwe). Patrząc na jego dom poczułem się tak jakbym cofnął się w czasie. Niczym nie różnił się od jego domu z przeszłości. Nic dosłownie nic się nie zmieniło. Wyszedł z kuchni trzymając w ręku dwa kubki. Stałem przy drzwiach i gapiłem się na niego.- Zaproszenie wysłać?- Zapytał chłodno. Zmarszczyłem czoło. Położyłem plecak (tylko) na podłodze, zdjąłem buty i wszedłem do środka. Usiadłem na kanapie. Była twarda. Myślałem, że to takie same meble jak wcześniej, ale to były TE same meble. Na kolanach trzymałem katanę w gotowości. Widziałem jak zerkał na nią od czasu do czasu. Później uważnie wpatrywał się we mnie obserwując każdy mój ruch.
-, Co się gapisz?- Warknąłem na niego patrząc mu hardo w oczy. Zaśmiał się tylko.
- Interesuje mnie, co teraz zrobisz, co powiesz?- Zapytał rozkładając się na fotelu.
- Przede wszystkim czy to naprawdę ty?- Zapytałem. Zaśmiał się głośno. Śmiech znajomy, ale tak bardzo mi obcy.
- Przychodzisz tutaj a nawet nie wiesz?
- ODPOWIEDZ!- Krzyczę podnosząc się na równe nogi. Wstaje. Odsuwam się delikatnie. Bawi go moje zachowanie. Odwraca się do mnie tyłem i podciąga koszulkę. Na jego plecach widnieją szerokie blizny. To mi stanowczo wystarcza.
- Pasi?- Pyta. Patrzę na niego z furią wymalowaną w oczach. W końcu go znajduje! W końcu mogę… upada z fotelem, kiedy uderzam go mocno w twarz z pięści. Wychyla się zza niego delikatnie zaskoczony. Nie wiem, co go tak zaskakuje, ale mniejsza o większość. Podchodzę do niego i znowu uderzam tym razem otwartą dłonią. Upad na ziemie. Siadam na nim okrakiem i okładam go po twarzy. Nie broni się, nie odpycha mnie. Po każdym moim ciosie jego twarz wraca do wcześniejszej pozycji.
- To za to, co zrobiłeś w kantorku rady uczniowskiej!- Krzyczę i uderzam raz w twarz.- To za gorące źródła!- Uderzenie.- Okinawa!- Uderzenie.- Szkoła!- Uderzenie.- U ciebie w domu!- Uderzenie.- Wykorzystanie mnie!- Uderzenie.- To, że mnie zostawiłeś!- Uderzenie.- Za złamane serce!- Uderzenie. Z jego ust leciała krew po dostaniu tylu płaskich. Zginam ręce w pięści.- A to za to, że…- Wymierzam cios, ale powstrzymuje moje ręce. Próbuje się uwolnić. Wiem, co się stanie, jeżeli szybko tego nie zrobię.
- Nie dam się. Raz z pięści od ciebie wystarczy.- Powiedział stanowczo. Spojrzałem na niego z furią.
- JA MAM ZAMIAR CIĘ ZABIĆ IDIOTO!- Ryknąłem uwalniając swoje ręce. Dostał z nich w brzuch. Zakaszlał. Spojrzał na mnie z furią. Znałem to spojrzenie, ale teraz mógł mi, co najwyżej naskoczyć. Nawet nie zdążyłem wymierzyć ciosu a już leżał na mnie przygniatając mnie swoim ciężarem do ziemi. Nie!
- Uspokój się.- Syknął mi do ucha. Nie przejmował się tym, że biłem go po plecach, szczypałem, drapałem i gryzłem. Nie ruszył się ani o milimetr.
- ZŁAŹ ZE MNIE TY ZBOCZEŃCU!- Ryknąłem. Zakrył mi usta dłonią.
- Zamknij się.- Syknął jeszcze bardziej jadowicie. Zabrał zaskoczony rękę, kiedy go w nią ugryzłem aż do krwi. Patrzył na mnie. Widziałem, co się dzieje, z jego twarzą. Nie… nie pozwolę. Podniósł się i szarpnął mną. Popchnął mnie na drzwi. Wpadłem do jakiegoś pomieszczenia. Złapał mnie za włosy i szarpnął do góry. Zakląłem pod nosem. Cisnął mnie na łóżko.- Jeżeli tylko w ten sposób zrozumiesz, że masz się nie wydzierać i masz być spokojny to dla mnie bajer.- Warknął ściągając z siebie koszulkę. Poderwałem się z łóżka. Popchnął mnie na nie brutalnie. Uderzyłem plecami o ścianę.
- CHYBA CIĘ DO RESZ…- Nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć. Przyłożył mi boleśnie dłoń do ust. Przyciągnął mnie do siebie tak, że obierałem się plecami o jego nagi tors. Nie dam się! Zacząłem okładać go rękoma po nogach i wolnej ręce, próbując się uwolnić. Machałem nogami i napierałem na jego biodra, aby móc się od nich ode pchać i wyjść z tego pokoju. Otworzyłem szerzej oczy. Wsunął mi rękę w bokserki i od razu przystąpił do działania. Podkuliłem kolana próbując wstać. Ścisnął mnie mocniej. Pisnąłem z bólu.
- Nie ruszaj się.- Warknął mi do ucha.
- Mnyfjbdf werojef rfeoi fbwee Ufie wehenmf jkjfrjh Jrf Hef ujerfk hrgoaffpiowe swkhgf apisf gikgfhasloiwef  ih jef wweij ewf we werii eruju ef weehr – Zamajaczyłem niewyraźnie zza jego dłoni.
- Nie trzeba było się wydzierać. Mogliśmy załatwić wszystko pokojowo, ale ty jak zawsze nie potrafisz.- Powiedział do mnie. Zacząłem szybciej oddychać.- Kto ci powiedział gdzie mieszkam?- Zapytał odsłaniając mi delikatnie twarz.
- Pierdol się!- Warknąłem odchylając twarz w bok, aby znowu mi jej nie zasłonił. Zaśmiał się tylko.
- Poczekaj jeszcze chwilę a będę to robił.- Zagroził. Zesztywniałem. Na pewno się na to nie zgodzę. Ale… no tak. On nigdy nie pytał. Brał, co chciał.- Nie chcesz mówić… No to świetnie.- Dodał. Jęknąłem, kiedy w moich spodniach zrobiło się stanowczo za ciasno. Próbował znowu zasłonić mi twarz, ale znowu go ugryzłem. Zaklął pod nosem i zaśmiał się cicho. Moje serce zabiło trzy razy szybciej, kiedy wyczułem, że i jemu coś rosło w spodniach.
- Puszczaj! Głu…- Urwałem zdławionym głosem, kiedy skończył. Nie! On nigdy tak szybko nie kończył, jeżeli nie chciał. Czasami sam przerywał, kiedy widział, że miałem dosyć, ale rzadko, kiedy to się zdarzało. A teraz na pewno nie był ten raz.
- Oho. Ktoś chyba właśnie doszedł.- Powiedział i oblizał lubieżnie palce. Wyrwałem mu się korzystając z okazji i ruszyłem biegiem do drzwi. Był szybszy niż ja. Szybszy niż kilka lat temu. Usłyszałem głośny huk nad głową. Spojrzałem tam trzymając rękę na klamce. Jego ręka zgięta w łokciu opierała się o drzwi. Pochylił się nade mną. Czułem na szyi jego ciepły oddech.- Wiesz, że nie lubię przerywać…- Zamruczał chwytając kosmyk moich włosów pomiędzy swoje palce. Zadrżałem.
- Ty skończony idioto myślisz, że przyszedłem tutaj po to abyś mnie przeleciał?!- Zapytałem sycząc przez zęby, ale nie podnosząc głowy tylko ciągle patrząc się na drzwi. Zaśmiał się cicho.
- Po części tak. Zawsze tak było.
- Chamie!- Krzyknąłem. Zacisnąłem mocno dłoń na klamce.- Nienawidzę cię, nigdy ci tego nie wybaczę. Pojawiasz się w moim życiu, wywracasz je do góry nogami, robisz ze mną, co chcesz, a później znikasz!
- Nienawidzisz mnie? Na wycieczce mówiłeś, co innego.- Powiedział. Zaciągnąłem się głośno powietrzem. Cholerny! Niewyparzony! Jęzor!
- Nie wiesz jak się czułem, kiedy się obudziłem a ciebie nie było. Nie wiesz tego. Nikt tego nie wie. Ból serca, problemy z oddychaniem. Wszystko przez ciebie, kiedy mi powiedzieli, że odszedłeś, zmieniłeś imię i nazwisko i że nigdy nie wrócisz. Nie wiesz, przez co przeszedłem a teraz śmiesz mi mówić, że ciebie nie nienawidzę i że przyszedłem się z tobą pieprzyć?! Nie dzięki. Jakbym mógł to bym cię zabił! Roztrzaskałbym ten twój durny łeb o kant koła!- Mój głos był coraz głośniejszy, coraz bardziej histeryczny.
- Kant koła?- Zapytał i zachichotał.
- Wiesz, o co mi chodzi! Zrobiłbym to, ale do kurwy nędzy nie potrafię i nie wiem, dlaczego!
- Dlaczego nie możesz sobie mnie wywalić z głowy?
-, Co? O co ci znowu chodzi?
- Przestań się w końcu oszukiwać, Em-kun.- Szepnął mi do ucha przeciągając mi po szyi jednym palcem. Zadrżałem, ale odwróciłem się do niego przerażony.
- Nie mów tak do mnie!- Krzyknąłem. Uśmiechnął się tylko i położył na moim policzku swoją wielką dłoń. Jego dotyk bolał, palił i szczypał. Czułem mrówki rozchodzące się po moim ciele. Policzek zaczął mnie szczypać, usta drętwieć. Odzwyczaiłem się od jego dotyku. Złapałem go za mały palec, aby odciągnąć jego dłoń, ale moja ręka tak już została. Po policzkach pociekły mi łzy. Spojrzał na mnie przerażonym wzorkiem.- Dlaczego? Dlaczego mnie zostawiłeś? Czy byłem aż tak zły?- Zapytałem płaczliwym głosem. Nic nie odpowiedział. Uniósł moją twarz do góry i wpił się w moje wargi, spod których wydobył się jęk zaskoczenia. Stałem oniemiały nie ruszając się w ogóle. Zaczął po woli się prostować. Stanąłem na palcach dopiero po chwili uświadamiając sobie, co ten ruch oznacza. Nim się obejrzałem jego twarz zgniatała moją, usta miażdżyły moje, nagi tors ciasno przywierał do mojego. Położył swoje dłonie na moich biodrach i zwinnym ruchem uniósł mnie do góry. Instynktownie owinąłem nogi dookoła jego bioder. Wtedy przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Zgniatając boleśnie moje żebra i całując mnie bez opamiętania sprawił, że zrobiło mi się ciemno przed oczami. Oderwałem od niego usta, aby zaczerpnąć Świerzego powietrza. Wziąłem głęboki oddech, kiedy jego wargi znowu odnalazły moje. Pocierał nimi zadzierając mi bluzę do góry. Nie… nie mogę na to pozwolić… znowu… znowu… będę cierpiał. On… się… ba… baw… bawiii… nie mogłem skleić myśli. Po woli zacząłem się wyłączać. Mój mózg miał dosyć. Jego lewa albo prawa (już sam przestałem rozróżniać kierunki) ręka po woli zsunęła się po moich plecach w dół. Zatrzymał ją na krawędzi moich bokserek. Zrobiło mi się niedobrze. Krzyknąłem odpychając go od siebie. Upadłem na ziemię zakrywając usta. Byłem przerażony. Moje ciało zareagowało samo. Stał nade mną i wpatrywał się we mnie zaskoczonym wzrokiem. Tyle razy go dzisiejszego wieczoru zaskoczyłem.
- Em-kun…?- Zaczął. Uklęknął przede mną. Wyciągnął przede mnie rękę. Cofnąłem się przerażony zakrywając twarz dłonią. Uderzyłem boleśnie plecami w regał z książkami. Z moich ust wydostał się cichy pisk. On zrobi mi krzywdę! Znowu będzie boleć! Nikt mi nie pomoże! Moje ciało ponownie zareagowało odruchowo. Zacząłem się kołysać raz w prawo raz w lego czasami w przód i tył. Uklęknął ponownie przede mną, ale nie wyciągnął ręki w moją stronę. Przyglądałem się jego skupionym oczą zza swojej ręki. Nie. Yuui nie zrobi mi krzywdy w ten sposób. Kiedyś pokazał mi tylko jakby mogło mnie boleć, ale nie posunął się dalej. Kiedy widział, że mam dosyć niezaspokojony przerywał wszystko i kazał mi albo spać, albo się ubrać. Nie uderzył mnie podczas stosunku (tylko w normalnych relacjach jak zasłużyłem- a zasługiwałem zawsze). Krzyczał tylko jak go wrkurwiałem albo nie umiałem na matmę. To pierwsze zdarzało się rzadziej. Raz tylko coś na mnie wymusił, ale to było tylko felliato i całowanie. Nic więcej. Mój pierwszy stosunek zaproponowałem sam. Nigdy też nie zmuszał mnie do innych. Proponował, całował, pieścił, aż sam wymiękłem i wyrażałem na to zgodę, ale nim to zrobił przygotowywał mnie jeszcze jakieś dziesięć minut, tak, że bolało tylko przez kilka pierwszych sekund. Jego dotyk owszem bolał, ale czy sam nie przyznałem, że był to przyjemny ból. Yuui to Yuui… Wziąłem głęboki oddech. Przetarłem twarz i usiadłem niezdarnie opierając się o drzwi. Roztrzęsione dłonie schowałem pod zgiętymi kolanami.
- Przepraszam.- Powiedziałem bardziej do biurka niż do niego.
-, Co się stało?
- Nic.
- Nie rób ze mnie głupka.
- Nie robie.- Odpowiedziałem. Oblizałem wargi. Były słone. Po mojej twarzy ściekał pot. Przetarłem twarz drążącą ręką. Przyglądał mi się uważnie. Oceniał… badał!- Emm… Ano… Ty jesteś pielęgniarzem z zawodu?- Zapytałem. Uniósł zaskoczony brwi do góry.
- Mam dwa kierunki studiów ukończone.
- A jakie?
- Pielęgniarstwo I stopnia i Medycynę z nakierunkowaniem na Chirurgię.
- Eee…- Tylko na tyle było mnie stać.
-, Ale miałem też zajęcia z innych dziedzin medycznych, dlatego wiem, że coś jest nie tak.- Powiedział. Podniosłem się, poprawiłem bluzkę, zapiałem spodnie i poprawiłem bluzę. Złapałem za klamkę.
- Mówię, że wszystko w porządku.- Powiedziałem podnosząc z kanapy swoją katanę. Szedł za mną.
- Enmba…- Zaczął. Odwróciłem się do niego gwałtownie przykładając mu zakończenie ostrza do gardła. Przystanął patrząc na nie przerażonym wzrokiem.
- Nie interesuje mnie to, z kim jesteś związany, ani to, z kim się zwiążesz, ale zapamiętaj sobie jedno, jeżeli jeszcze raz znikniesz bez słowa to cię odnajdę i na pewno zabiję.- Powiedziałem patrząc mu hardo w oczy. Zaskoczyłem go tym.- Nie byłeś tylko osobą, którą kochałem, ale jednocześnie byłeś jednym z moich przyjaciół.- Dodałem. Uśmiechnął się złośliwie. Poczułem skurcz w żołądku. Dawno nie widziałem tego uśmiechu.
-, Dlaczego mówisz w czasie przeszłym?- Zapytał. Nie odpowiedziałem. Ubrałem buty i zarzuciłem na plecy ramie od plecaka.- Twoje wcześniejsze zachowanie…- Urwał, kiedy przystanąłem zaskoczony tuż przed drzwiami. Odczekał chwilę, aż zacząłem oddychać. Zaśmiał się po chwili. Zerknąlem na niego zza ramienia. Naprawdę się śmiał.- Gdybym cię nie znał powiedziałbym, że się dałeś i ktoś cię zbałamucił.- Powiedział. Przez moją twarz przeszedł ledwo widoczny skurcz.
- Teraz tak się mówi na gwałt?- Zapytałem. Spojrzał na mnie. Nie wiem jak wyglądała moja twarz, ale zakrztusił się własnym śmiechem.- Widocznie już mnie nie znasz.- Dodałem i wyszedłem nim ten zdołał mnie powstrzymać.







*****************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Znowu przepraszam Q.Q. Ale miałam cholernie mało czasu, problemy z policją i brak weny x_x. Ale OBIECUJĘ, PRZYSIĘGAM, że już będę regularnie Q.Q
    Wybacz mi ! Q.Q
    Przysięgam, że się poprawię T_T.
    No, a widzisz. Mnie ciocia wena opuściła >,<. Ale wujek policja i pani brak czasu przyszli no! xD.
    Wesołych Świąt <3 :D
    " Ja mam zamiar cię zabić idioto! "
    (….)
    " Złaź ze mnie zboczeńcu! "
    Lubię tego typu teksty. Nie wiem czemu O.o.
    Ah… niezła była ta akcja. xd. Podobało mi się, podobało.
    Jak coś u mnie nowa notka będzie jutro, albo dzisiaj. Albo w niedziele.
    I błagam, błagam! Wybacz! Q_Q

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...