poniedziałek, 5 lutego 2018

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.


Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdziała ostre jak brzytwa kolce?
Przejebane, prawda?
Właśnie w takim położeniu się aktualnie znajduję. Mimo, że postanowiłem, że go w sobie rozkocham to wcale a to wcale nie mam pomysłu na przeprowadzenie tego zabiegu. To nie jest tak, że wezmę sobie położę go na stole operacyjnym i wymienię mu wszystko to co sprawia, że jest taki jaki jest i co przeszkadza mi w tym czego chce dokonać.
To żywa istota. Zdrowa (chyba) więc nie mogę… chociaż gdybym mógł…
Spojrzałem przed siebie.  Uśmiechnąłem się pod nosem. Enmba zasuwał w stronę swojej klasy z jawnym zamyśleniem wymalowanym na swojej facjacie. Naszła mnie właśnie dzika ochota aby go pocałować ale szybko odgoniłem od siebie tą myśl. Ja mam go w sobie rozkochać a nie zrobić z niego mordercę.
- Nad czym tak pan myśli?- Zapytałem specjalnie używając sarkastycznego tonu przy wypowiadaniu słowa „pan”.
- A czy to ważne?- Zapytał nie patrząc nawet w moim kierunku. Ociupinkę zmarszczył czoło. Denerwowała go moja obecność. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- No jeżeli coś tak ewidentnie pana denerwuje to znaczy, że musimy o tym pogadać aby czasami znowu nie uderzył pan żadnego ucznia.- Powiedziałem. Obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem. Zaśmiałem się cicho.
- Co ty w ogóle tutaj robisz? Ta droga nie prowadzi ani do pokoju nauczycielskiego, ani do gabinetu lekarskiego czy dyrektora?- Zapytał. Czekałem na ten tekst od momentu kiedy się z nim zrównałem. Uśmiechnął się. Właśnie znalazłem sobie nowe zajęcie. Są to próby odgadnięcia co takiego w danej chwili myśli Enmba.- No słucham?
- Mam odebrać dokumenty nowego ucznia od ciebie z klasy dotyczące jego wcześniejszego przebiegu leczenia,.
-Wiedziałeś?- Zapytał otwierając drzwi od swojej klasy w które przed chwilą coś głośno walnęło. Wypuścił głośno powietrze i wszedł go klasy, a ja jak kiedyś w liceum podążyłem za nim…

Siedziałem w kawiarence naprzeciwko szkoły. Przede mną stał kubek ciepłej czekolady oraz siedział nie kto inny jak Sasuke. Upierał się, że chcę się ze mną spotkać więc przystałem na jego dręczycielskie mnie od samego rana telefony oraz sms’y.
- No to ja słucham?
- Nie. To ja słucham.
- Ale czego, bo nie za bardzo rozumiem o co chodzi?- Zapytałem i sięgnąłem po swój kubek. Napój zrobił się już odrobinę chłodniejszy.
- Chce wiedzieć jak to się miały sprawy między tobą i Enmbą. Jak to się zaczęło i w ogóle. Bo jak zapytałem o to Enmbę to mi powiedział, że to się nadaje tylko do lamusa i nic poza tym.
- Do lamusa? Tak powiedział?- Zapytałem zaskoczony odkładając kubek na stole.
- No coś w ten deseń. A Sakura i pozostali nie wiedzą jak to się dokładnie zaczęło. Powiem ci szczerze, że Ashias, Shino, Aoi i Maki powiedzieli mi, że o was dowiedzieli się dopiero w dzień wypadku Enmby. Sakura mówiła, że wiedziała od jakiegoś wypadu na Okinawę, a ile to tak naprawdę trwało?
- Eh… Zaczęło się na początku roku w drugiej liceum. Wchodzę sobie do klasy z Ashiasem, a tutaj Enmba podchodzi do mnie. Myślę sobie „Chcę się bić” a on całuje mnie na oczach całej klasy.
- Co?! Czekaj?! On zrobił pierwszy krok?- Sasuke wstał na prostych nogach gapiąc się na mnie jak ciele w malowane wrota.
- To było zadanie w pewnej grze. Później ja dostałem trochę bardziej rozbudowane zadanie w tej samej grze no i…
- Jakie to było zadanie?
- Słucham?
- No ja pytam jakie ty zadanie dostałeś?- Zapytał. Spojrzałem na niego oniemiały po czym spojrzałem w bok. Zasłoniłem usta dłonią i powiedziałem niewyraźnie:
- Miałem mu obciągnąć.
- O… a… i jak było?
- Nie wiem, go się zapytaj.
- No i co było dalej.
- Później został na tydzień moim niewolnikiem i wtedy pierwszy raz poszliśmy na całość. A wiesz jak to jest… jak raz się tego skosztuje to chce się to robić cały czas. Oczywiście wiele razy się kłóciliśmy i w ogóle….
- A kiedy zaczęliście ze sobą chodzić?
- My ze sobą nie chodziliśmy.- Powiedziałem zaskoczony jego pytaniem. Otworzył szerzej oczy i spojrzał na mnie nie dowierzając w moje słowa.
- Ale jak to? Ja myślałem, że ze sobą chodziliście.
- Nie. My ze sobą przebywaliśmy i sypialiśmy.
- Ale miłość sobie wyznaliście.- Powiedział pewny tego stwierdzenia. Zaśmiałem się gorzko  i pokręciłem przecząco głową.- Nie wyznaliście…?
- Nie do końca. To skomplikowane.
- Nie rozumiem. Przecież Enmba cię kochał.
- Nim można bardzo łatwo manipulować.
- Co masz na myśli mówiąc takie rzeczy?
- Podświadomie wiedział, że w liceum go kochałem, ale starczyło jedno moje słowo, które temu zaprzeczało uwierzył w nie.
- Żartujesz?
- A czy ja wyglądam na takiego który by żartował w takiej chwili?
- No nie. Ale jak to się stało, że już ze sobą nie jesteście?- Zapytał wpatrując się intensywnie w moje oczy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Przecież to wszystko mógł mu opowiedzieć Enmba. I jakie „już”? My wcale ze sobą nie byliśmy.
- W dzień jego wypadku jego brat przyłapał nas w dość nietypowej sytuacji i doszedłem do wniosku, że jeżeli nie powiem mu że chciałem się tylko zabawić to on go zatłucze na śmierć. Nie wiedziałem, że tak to się później potoczy.
- Tak? Czyli jak?
- Pewnie wiesz, że Enmba miał wypadek.
- Tak. W dzień swoich urodzin.- Powiedział. Przez moje ciało przeleciał zimny dreszcz. W dzień swoich urodzin? Ale…
- Co? Jak to w dzień swoich urodzin.
- 15-ego czerwca. Wtedy miał urodziny i wypadek. No ale cóż z tego.- Powiedział chłopak i upił łyk swojego napoju. Ja już swojego nie miałem. A więc Enmba miał urodziny 15-ego czerwca. Jakoś nigdy nie miałem okazji zapytać go o datę jego urodzenia. W sumie to o wiele rzeczy miałem okazji go zapytać.
- …hmmm. Wypchnął mnie spod samochodu i sam pod niego wpadł.
- Nikt mi tego nie mówił.
- Nikt ze starej paczki nie lubi o tym mówić.
- I co się stało później?
- Przez długi okres czasu był w śpiączce.
- Odwiedzałeś go w szpitalu?- Zapytał. Spojrzałem na niego. Powiedzieć mu prawdę czy może jednak trochę ją nagiąć. Zadawał za dużo pytań. Shino i tak pewnie sprostuję moją wypowiedź. A ja… ja nie byłem gotowy na to aby powiedzieć mu całą prawdę.
- Bardzo długo. Raz w miesiącu oddawałem mu swoją krew bo mamy taką samą grupę. Kiedy musiałem wyjechać bo w życiu znowu mi się pokomplikowało Sakura zadzwoniła do mnie miesiąc później, że się wybrudził. Chcieli wiedzieć czy przyjadę.
- Pojechałeś?
- A jak myślisz?
- Dlaczego nie pojechałeś?
- Nie mogłem. Wcześniej pobiłem się z jego bratem jak chciał mnie wywalić ze szpitala przez co mój brat miał problemy, później dowiedziałem się że Tosa wyszedł  z więzienia. Wiedział gdzie mieszkam i kim jestem więc znowu zmienili mi imię i nazwisko. No w sumie samo nazwisko i przenieśli do innego miasta. Nie mogłem się z nikim kontaktować.
- Nie było łatwo.
- Oj nie było. Hikaru dość często zamykał mnie w domu abym nie uciekł. Obiecałem Sakurze, że kiedy sprawa przycichnie to wrócę. Ale kiedy chciałem to zrobić Sakura zadzwoniła i powiedziała, że odszedł z domu już tam nie mieszka i nie chce z nikim się kontaktować jak na razie. Później Aoi mi doniosła że ma kogoś nowego. Zapomniał o mnie. Więc i ja szukałem i znalazłem kogoś innego ale wszystko wytrzymywało tak miesiąc góra dwa. Nic się nie kleiło. A kiedy już o nim zapomniałem uczuciowo, pojawił się u nas w szkole jako nauczyciel.
- Musiałeś być w szoku.
- Byłem. Ale on mnie nie rozpoznał.
- I co wtedy?
- Doszedłem do wniosku, że nie będę mu niszczył życia.
- Ale…
- Słuchaj. W liceum kochałem tego wrednego dzieciaka o dwóch twarzach. A teraz kocham tego brutalnego faceta ze specyficznym poczuciem humoru.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się wrednie.
- Wiedziałeś?
- Skapnąłem się w połowie.
- Ile z tego to ściema?
- Powiem ci jak się rozłączysz. Nie muszą wiedzieć wszystkiego.
- Już się rozłączył. Sam.
- Shino.
- Enmba.
- No to zajebiście. No dobra. Sakura fakt zadzwoniła do mnie kiedy się wybudził. Nigdy nie chciałem do niego wracać. Zniknąłem z jego życia. Nie interesowało mnie z kim jest i co robi. Ważne aby żył. Aoi też mi o jego byłych nie donosiła bo nie mieli mojego telefonu.
- Wredny jesteś.
- Nie mniej niż ty próbując coś ugrać swoich zachowaniem.

^^~^^

Siedziałem u siebie w gabinecie w szpitalu. Przypominałem sobie to co się stało później po naszej rozmowie. Mieliśmy już wychodzić kiedy usłyszeliśmy głos Enmby i jego brata. Jego brat powiedział mi, że Enmba zna CAŁĄ prawdę. Bardzo mnie to wkurwiło delikatnie powiedziawszy. A kiedy wyszliśmy za nim z kawiarenki on wsiadał do jakiegoś samochodu prowadzącego przez nie znanego mi faceta. Wtedy ogarnęła mnie zazdrość i furia. Jak mógł wsiąść do czyjegoś auta po tym jak mu powiedziałem, że mam zamiar go w sobie rozkochać.
Przecież nie planowałem tego zrobić z zaskoczenia. Wiedział co go czeka, żeby później nie jęczał mi, że byłem nie fair. W sumie mógłby pojęczeć ale w sypialni…
Pokręciłem przecząco głową. Muszę się skupić bo mam dzisiaj trochę roboty, a przecież nie będę myślał o tym co bym mu zrobił gdyby on mi na to wszystko pozwolił.
- Panie Doktorze.- Uniosłem głowę na dźwięk wypowiadanej już nie wiem który raz formułki albo zwrotu grzecznościowego.
- Tak.- Uśmiechnąłem się delikatnie do siostry Mamiko. Młoda kobieta. Z trzy lata starsza ode mnie. Lubiłem z nią pracować.
- Ma pan pacjenta, ale będą delikatne komplikacje.
- Co się stało?
- Będzie zdjęcie szwów, ale pacjent powiedział, że nie wolno mu dać żadnego znieczulenia.- Powiedziała. Zmarszczyłem czoło i wyciągnąłem w jej kierunku rękę aby podała mi kartę pacjenta.
- A pacjent ten to…
- Enmba Haruichi.
- O.- Powiedziałem i zajrzałem do jego karty.
- Zna go pan?
- Tak. Ja mu zakładałem te szwy.
- U nas?
- Nie. Na wypadzie do gorących źródeł.
- Aha.- Powiedziała tylko tyle. Ktoś inny za chwilę zaczął by sę dopytywać co, jak, gdzie, kiedy, po co, i dlaczego? Ale nie ona. Mamiko przyjmowała tylko tyle ile się jej powiedziało. Reszta jej nie interesowała. Gdybym był hetero to bym się w niej chyba zakochał. Ale cóż…
Jestem homo, a koleś którego kocham właśnie siedzi na korytarzu przed drzwiami do mojego gabinetu i skubie uparcie szwy wstające mu z ręki.



^^~^^

Skręciłem w wąską uliczkę. Wiedziałem, że dzięki temu dojdę szybciej do sklepu znajdującego się niedaleko mojego domu. Chciałem zrobić szybko jakieś zakupy i coś przegryźć. Jakieś pół godziny temu zadzwoniła do mnie Sakura i powiedziała, że Aoi zaprasza całą paczkę do nich. Zdziwiłem się trochę. W końcu kobieta nie uważała mnie nigdy za członka swojej paczki. Ale Sakura się uparła, że zaproszenie dotyczy również i mnie tak więc musiałem z nimi jechać chociaż szczerze za bardzo nie miałem ochoty.
Zacząłem kolejną bzdurną grę z tym idiotą i wiem, że będę cierpiał. W końcu jego mina po tym jak delikatnie go pocałowałem i to nie w usta w moim gabinecie w szpitalu mówiła sama za siebie. Obrzydzenie, przerażenie i nienawiść. A ja powiedziałem, że go w sobie rozkocham.
Zaśmiałem się cicho pod nosem. Ja to serio byłem głupi. Niby tyle szkół miałem pokończonych ale tak naprawdę to, to wszystko było gówno warte.
Podchodząc pod sklep zobaczyłem tam znajomą grupkę dzieciaków. Kaien, Al., Didi, Sznorówa, Kon’an i Gizi. Kaien siedział jako jedyny na barierce odgradzającej chodnik od jezdni. Pozostali siedzieli na schodkach prowadzących do sklepu. Zaśmiali się głośno kiedy z jego środka wyszła pewna zakapturzona postać. Kaien coś za nią zawołał, ale byłem za daleko aby usłyszeć co takiego mówił. Owa osoba pokazała mu tylko środkowy palec i odeszła szybko w swoją stronę.
Przekrzywiłem głowę i idąc za przykładem owej postaci ubrałem na głowę kaptur. Podchodząc do sklepu usłyszałem siarczystą masę przekleństw.
- …zajebie jej! Kurwa, szmata pierdolona!- Kaien nie szczędził sobie żadnych słów. Przeszedłem koło nich w ciszy. Zagadam do nich jak będę wychodził ze sklepu.- Hej! Lala!- Krzyknął i w tej samej chwili dostałem jakimś papierkiem w głowę. Zatrzymałem się. Lala? Ja?! Ponad dwumetrowy facet to dla niego Lala?!- But ci się rozpierdala!- Zawołał i zaśmiał się głośno. Uśmiechnąłem się szeroko i wypuściłem głośno powietrze. Przybrałem poważny wyraz twarzy.
- Po woli, po woli i tobie się rozpierdoli.- Powiedziałem odwracając się w jego stronę. Zachłysnął się głośno powietrzem i zeskoczył poprędce z barierki.
- Ojisan.- Powiedział ze skruchą w głosie.
- Kaien.
- Ja… przepraszam.. ja…
- Masz szczęście, że to byłem ja, a nie Enmba-sensei. Mówiłem ci wiele razy, że masz nie zaczepiać przypadkowych przechodniów tylko dlatego, że jakaś „kurwa, szmata pierdolona” pokazała ci środkowy palec na twoją zaczepkę.
- Widział… widział to pan?
- Ślepy nie jestem wbrew pozorów.


^^~^^


Przystanąłem razem z Sakurą i Ashiasem przed drzwiami wejściowymi do domu Enmby. Okno prowadzące na „ganek” było otwarte dlatego bardzo dobrze słyszeliśmy o czym rozmawiali domownicy mimo tego iż nie chcieliśmy podsłuchiwać. No nie wiem jak oni. Ja nie chciałem.
- Ale ja tego nie robię z dziewczyną.- Usłyszałem głos Enmby. „Tego” czyli czego?
- A chciałbyś spróbować?
- A co? Chętna?- Zapytał i zaśmiał się cicho. Sakura równie cicho zapukała do drzwi jakby nie chcąc im przeszkadzać.
- Śniadania nie jadłaś?- Zapytałem. Pokazała mi język i na tym się skończyło. Na progu stanęła Aoi. Spojrzała na nas i uśmiechnęła się szeroko. Nawet do mnie co mnie bardzo zdziwiło. Czyżby coś knuła?
- Co wy robicie?- Zapytała zaskoczona Sakura kiedy za plecami Aoi dojrzała dość dziwną scenę. Enmba obejmujący Maki w pasie. Dziewczyna z zarzuconymi na jego szyi rękoma. Ich nosy stykały się ze sobą. Wyglądało jakby chcieli się pocałować. Tak przy Aoi?!
Od razu przypomniała mi się jego mina kiedy pocałowałem go dzisiejszego dnia… Zabolało. Spojrzał w naszą stronę i uśmiechnął się szeroko.
- Będziemy się całować.
- Hę?- Zapytał Ashias ściągając buty. Ja w milczeniu pozbyłem się swoich.
- No.
- Ale was się żarty trzymają.
- Oni nie żartowali.- Aoi odpowiedziała na komentarz Sakury. Drgnąłem. Chcieli to zrobić na serio. Widocznie się pomyliłem i Enmba odmieniła się orientacja. A może wrócił do tego co było zanim poznał mnie. W końcu nigdy mi nie powiedział, że jest gejem albo Bi. Zakochałem się w nim, spałem z nim a nawet nie wiedziałem jakiej jest orientacji.- Gdybyście nie weszli pewnie już by to zrobili.
- Żartujesz?
- Nie. Dość często wdając się w jakieś bezsensowne tematy i później sobie na złość sprawdzają różne teorie.
- Np.?
- Np. ostatnio cały dzień trzymali się za ręce.- Odpowiedziała na moje pytanie i wpuszczając nas przodem do salonu. Nie spodobało mi się to. Dlaczego Maki go dotykała?
- I ty się na to godzisz?
- Przecież oni wiedzą, że jeżeli się zejdą naprawdę lub coś w ten deseń to ich zabije.- Powiedziała Aoi. Enmba zaśmiał się głośno i uwolnił się z rąk Maki.
- Spokojnie siostra. Przecież ze sobą nie śpimy.
- To tylko kwestia czasu aż i do tego będzie dążyć wasz rozmowa.- Powiedziała. Enmba i Maki spojrzeli na siebie po czym odskoczyli od siebie jak poparzeni i zaczęli symulować wymioty. Udawali czy oni tak na poważnie?
- Idźcie się leczyć.- Powiedziała Sakura kiedy Enmba usiadł koło niej. Chłopak pokazał jej język i sięgnął po garstkę solonych orzechów znajdujących się na stoliku. Aoi postawiła przede mną szklankę z zimną colą.
- Dzięki.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie. Kiwnęła głową i podeszła do Ashias’a.
- Weź mi nic nie mów o leczeniu. Dzisiaj byłem na zdjęciu szewków. U jakiegoś sadysty.
- A kto dzisiaj przyjmował?
- A zgadnij?- Zapytałem odstawiając do połowy opróżnioną szklankę na stole. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Ty?
- No ba.
- To, co ty

- To, co ty mu zrobiłeś, że stwierdził, iż jesteś sadystą?- Zapytała Aoi. Wszyscy weszli do salonu. Siedziałem na podłodze naprzeciwko telewizora.
- Gdybym powiedział to by mnie pewnie zabił.- Powiedziałem uśmiechając się do swoich myśli i tej jego miny, kiedy „pocałowałem” go u siebie w gabinecie. Gdyby wtedy asystująca mi siostra odwróciła się wcześniej pewnie teraz nie siedziałbym w tym salonie.
Spojrzałem do góry kiedy przed moimi oczyma pojawiło się opakowanie na płyty. Zerknąłem na nie zaskoczony po czym spojrzałem na osobę, która mi to podawała. Enmba. Uniosłem brew do góry kiedy rzucił je na moje kolana.
-Masz. Nie potrzebne mi to już.
- Co to?- Zapytałem mało inteligentnie. Otworzyłem pokrowiec i zajrzałem do środka. Na każdej płycie widniał mniej więcej ten sam napis „Enmba. Szpital. Dzień…” tylko numery dni się zmieniały. Już nie musiał mi odpowiadać. Wiedziałem co się tam znajduje.
- Płyty.- Usłyszałem odpowiedź.
- Hę?- Zapytałem ale jednak myślami pognałem do zdarzeń jakie mnie spotkały kilka lat temu. Wszystko było tutaj ujęte. Na tych płytach. I Enmba to widział. Dlaczego?
- Dostałem je od Yo.
- Od kogo?
- Od matki.- Powiedział. A więc to ta suka mu to wszystko powiedziała?! To przez nią… Wypuściłem głośno powietrze z płuc i schowałem płyty do kieszeni bluzy.
- Shion i Sasuke już pojechali?- Zapytała Sakura. Byłem jej wdzięczny za zmianę tematu. Naprawdę nie chciałem teraz o niczym myśleć. Przysłuchiwałem się dokładnie rozmową jakie toczyły się na salonach.
- Naprawdę byłem zaskoczony, kiedy go zobaczyłem.- Powiedział Ashias sięgając po sok.
- Ashias nie tylko ty.- Powiedział Enmba szukając w telewizji jakiegoś programu. Po chwili zatrzymał się na jakimś muzycznym ścierwie przyciszając je delikatnie.
- Ale Sasuke nie powiedział nam dokładnie jak to wyszło, że dowiedziałeś się, że on to on.- Skłamała Sakura. Uśmiechnąłem się pod nosem wpatrując się w ekran na którym młode dziewczyny biegały w samych majtkach i tańczyły do tego niby w erotyczny sposób.
- A ile wam Sasuke powiedział?
- Że poznał cię w pracy. Niby mu coś tam pomogłeś i wyszło w praniu, że się znacie.
- No to powiedział wam prawdę.
- Ale jak to się stało, że to wyszło.- Sakura w uparte wierciła mu dziurę w brzuchu.
Co ja tutaj robię?
W mojej głowie pojawiła się właśnie taka myśl. Dlaczego siedzę teraz u niego w salonie i przysłuchuję się temu jak spał ze swoim przyjacielem? Przecież ten temat mnie denerwował i w ogóle nie chciałem go zagłębiać więc dlaczego tutaj siedziałem? Dlaczego w ogóle tutaj przyszedłem. Mogłem sobie na spokojnie odpoczywać w domu po pracy, ale nie. Ja głupi musiałem tutaj przyjść i w ogóle teraz tutaj siedzieć. W sumie nie ważne ile razy zadam sobie to krótkie pytanie „dlaczego” odpowiedź będzie taka sama.
Bo go kochasz.
I już wszystko jest jasne. O głupi ja!
- Yuui słyszałam, że pracujesz też w naszym szpitalu?- Zapytała Aoi. Przeniosłem na nią nie za bardzo łapiący o co biega wzrok. Nie wiem co miała na celu zadawać to pytanie, ale skoro je zadała to wypadałoby odpowiedzieć.
- Ta. Ale częściej znajdziesz mnie w szkole.
- A dlaczego nie w szpitalu?
- Nie wiem.- Odpowiedziałem aby się odczepiła.
- O.- Aoi zdobyła się tylko na taką odpowiedź. Czyli teraz właśnie skończyła się nie interesować moim życiem. Enmba prychnął cicho pod nosem. Przeniosłem na niego swoje spojrzenie.
- Jakiś problem?
- Nie, żaden.- Powiedział lekceważącym tonem. Zmieliłem w ustach przekleństwo.
- Gdybym was nie znała doszłabym do wniosku że coś się między wami znowu stało tak jak kiedyś na dachu.- Powiedziała Sakura. Enmba zachłysnął się powietrzem. Moje serce przyspieszyło tak samo jak mój oddech.
- Na dachu?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego aby dać mu do zrozumienia, że ma się zamknąć.
- Ja w przeciwieństwie do was wiedziałem o niech o dużo wcześniej, a nie w dzień wypa…no w ten dzień.
- I nic nie mówiłaś?
- A czy któreś z was pytało?- Zapytała i spojrzała wyczekująco na Enmbę. Ten odwrócił speszony wzrok patrząc gdzieś w bok. Widać że ten planuję skłamać. Eh…
- Wydaję ci się. Nic między nami się nie stało.
- Nic a nic.- Powiedziałem z ironią w głosie. W końcu prawie przeleciałem go u siebie na chacie i na Okinawie (znowu) oraz pocałowałem go dzisiaj. W sumie ma rację. To nic. Dla niego…

^^~^^

- Yuui?- Odwróciłem się w stronę Maki. Dziewczyna stała przy schodach prowadzących do góry. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Tak?
- Mam prośbę.
- Taaak?
- Czy zaniósłbyś Enmbę do jego pokoju. Nie chcę aby spał w salonie na kanapie gdzie jutro idzie do szkoły.- Powiedziała. Uniosłem jedną brew do góry. Złożyła ręce jak do modlitwy.- Proszę, proszę, proszę, proszę.
- Dla mnie to nie problem. Gorzej z nim i z Aoi.
- Aoi się nie przejmuj.
- Na pewno?- Zapytałem. Pokiwała z entuzjazmem głową. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i wszedłem ponownie do salonu, w którym Sakura i Ashias od jakiś pięciu minut żegnali się z Aoi.
- Yuui? Już wychodzimy.- Powiedział Ashias.
- Wiem.- Powiedziałem i podszedłem do Enmby który spał na kanapie. Zmierzyłem dokładnie jego śpiące ciało. Koszulka delikatnie podwinęła mu się do góry ukazując bliznę po nożu. Wsunąłem mu delikatnie ręce pod kolana oraz pod plecy i bez trudu uniosłem go do góry.
- Co ty robisz?- Warknęła Aoi. Wyminąłem ją i wszedłem do holu.
- Który to jego pokój?- Zapytałem Maki. Za mną z salonu wyszli pozostali.
- Pierwsze drzwi przy schodach.- Powiedziała dziewczyna.
- Za raz wracam.- Rzuciłem do Ashiasa i Sakury po czym zacząłem wchodzić do góry. Był lekki. Jak zawsze zresztą. Czy on się dobrze odżywia? Wziąłem głębszy oddech. Ładnie pachniał. Tak jak Enmba tylko trochę bardziej… męsko. Uśmiechnąłem się pod nosem na to stwierdzenie.
-  Co ty robisz do cholery jasnej?- Syknął chłopak. Zerknąłem w dół. Nie spał. Wpatrywał się we mnie swoim czujnym spojrzeniem.
- Cicho. Wszystkich pobudzisz.- Szepnąłem, ale tak naprawdę nie chciałem aby wszyscy na dole wiedzieli, że już się obudził. Zabraliby mi zabawę.
- Postaw mnie na ziemi.
- Maki kazała cię położyć do łóżka.
- Sam się położę.
- Nie wątpię.- Prychnąłem podchodząc do drzwi jego pokoju.
- Więc mnie postaw.
- Nie.
- Yuui…- Zaczął. Spojrzałem na niego gniewnie. Czy chce mi zabrać te jedyne momenty bliskości przy których mnie nie tłucze, nie wyzywa ani się nie drze? Niech zapomni. Doniosę go do tego jebanego łóżka, czy chce czy  nie.
- Rozebrać cię?- Zapałem z kpiną w głosie kiedy położyłem go na łóżku. Spojrzał na mnie czujnym spojrzeniem.
- A w dziób chcesz?
- Nie, dzięki.- Odpowiedziałem i w tej samej chwili zapragnąłem go pocałować tak naprawdę. A chuj. Najwyżej mnie walnie.
- No i masz moją odpowiedź.- Powiedział i usiadł na łóżku w tym samym momencie kiedy się nad nim pochyliłem. Ha! Mogę powiedzieć, że to przez przypadek. Enmba zesztywniał na moment po czym odsunął się delikatnie do tyłu. Złapałem go za twarz i przysunąłem ponowie na swoje miejsce pogłębiając pocałunek. Odwzajemnił go splatając swój język z moim. Serce zrobiło kilka koziołków z radości by po chwili poleśnie jebnąć o podłogę kiedy ten delikatnie mnie od siebie odsunął. Ale delikatnie. Nie mocno.
- Trzeci stopień całowania. Tak całuję cię ja.- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy. Przyglądał mi się z chęcią mordu wypisaną w oczach.- Jeżeli ktoś jeszcze cię tak pocałuję, to cię ukarzę.- Dodałem i podszedłem do drzwi.
- Zabiję cię.- Syknął za mną. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jarają mnie jego groźby.
- Dobranoc.- Powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju zamykając cicho drzwi. Usłyszałem za nimi cichy jęk.
- Ja pierdole, kurwa jego mać!- Usłyszałem jego stłumiony krzyk. Zaśmiałem się cicho pod nosem i wszedłem na dół. Pozostali czekali na mnie przy drzwiach.
- Perw-Yuui się cieszy.- Powiedziała Sakura. Spojrzałem na nią jak na idiotkę.
- Jak ty mnie nazwałaś?
- A nie jesteś niby Perw-Yuui? Co ty mu tam zrobiłeś?- Zapytała ponownie. Uśmiechnąłem się jak rasowy pedofil, który przez przypadek trafił do przedszkola.
- Nadając mi taką ksywkę powinnaś wiedzieć.
- Perwers.- Powiedział Ashias. Zaśmiałem się cicho.
Miłość uskrzydla… stara miłość, która na nowo się obudziła trochę stopuję te skrzydła, ale nadal można latać. A dla takiego zboka jak ja to jak paliwo na kolejnych kilka dni.
Następnym razem muszę spróbować czegoś innego…

***********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Witam,
więc Yuui wiedział o tym, że ktoś słyszał całą rozmowę, jaki zazdrosny… czekam na dalsze części z wielką niecierpliwością…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie

4 komentarze:

  1. Witam,
    bardzo cieszę, się że przeniosłaś to opowiadanie na blogspota, bo często do niego wracam... i liczę, że kiedyś dokończysz tą historię widzianą oczami Yuii...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    kurcze, opowiadanie jest fantastyczne,  te klimaty bardzo m się podobają, czasami miałam ochotę, żeby Enmba  wszystkim dokopał... obydwie wersje mi się podobają, bo możemy tutaj spojrzeć na sytuację od strony obydwu bohaterów... mam nadzieję, że jednak dokończysz je, i doczekam się zakończenia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    opowiadania bardzo ciekawe, podoba mi się klimat... i chcę więcej...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejeczka, hejeczka,
    Droga nasza autorko, tak tutaj od czasu do czasu... wracam z ogromną nadzieją na jakieś nowy rozdział, a tutaj lata lecą i nic... ale też tak wracam aby ponownie przeczytać... opowiadanie jest po prostu cudowne...
    Mam nadzieję, że jednak Ty też zaglądasz tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym opowiadaniu...
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko Iza

    OdpowiedzUsuń

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...