Stanąłem
oniemiały na ganku mojego domku. Odwróciłem się tylko na chwilę patrząc za
odjeżdżającym samochodem. Wyciągnąłem rękę do klamki aby móc wejść do środka,
ale ktoś mnie uprzedził. Drzwi otworzyły się z hukiem. Na zewnątrz wypadła Aoi
ubrana w jasną bluzkę, spódnicę i torebkę. Gdzieś wychodziła.
- Pamiętaj! Nie mogę żyć bez ciebie,
ale mogę żyć bez seksu z tobą!- Krzyknęła i wyminęła mnie nawet na mnie nie
patrząc. Ruszyła przed siebie nie odwracając się w ogólę w stronę domu.
Zajrzałem niepewnie do środka. Nikogo tam nie było. Wszedłem tam, zdjąłem buty
i spojrzałem do salonu. Maki siedziała na kanapie. Światło było zgaszone.
Spojrzała na mnie spod byka wyczuwając chyba moją obecność. Uniosłem ręce w
geście poddaństwa i czmychnąłem czym prędzej do góry.
Wpadłem do swojego pokoju. Rzuciłem
torbę na ziemię i usiadłem na krześle przed biurkiem. Wyciągnąłem się na nim
gapiąc się na sufit. Ciekawe o co im znowu poszło. Drugi raz widziałem jak się
kłóciły tak na poważnie. W szoku byłem. Ale doszedłem do wniosku, że nie ma co
się tym przejmować. Do jutra się pogodzą. Okręciłem się kilka razy dookoła
własnej osi i oparłem czoło o blat biurka. Co ważniejsze teraz co innego.
Jęknąłem
cicho upadając na ziemię kiedy moje oczy zaszły mgłą. Nie poznawałem go z tej
strony. To po prostu szaleństwo jak można wyczyniać takie rzeczy językiem i
ustami. Myślałem, że udało mi się dojść do jego poziomu ale widocznie się
przeliczyłem. W porównianiu z nim byłem jak przedszkolak do magistra.
Spojrzałem na niego kiedy wycierał usta.
-
Dobrze, że wydoroślałeś.- Szepnął mi do ucha. Zakryem czerwoną twarz. Jak po
czymś takim może normalnie rozmawiać?!- A może i nie.
-
Zamknij się!- Warknąłem drżącym głosem. Zaśmiał się i położył mi chłodną rękę
na moim rozgrzanym policzku.
-
Nie muszę się już przy tobie kontrolować.- Szepnął cicho. Zadrżałem.
-
Zamknij się!
-
Mogę coś powiedzieć…?
-
Nie! Zakmnij się!
-
Enmba. Spójrz na mnie.
-
Zamknij się!
-
Enmba. Proszę.- Próbował odsłonić moją twarz. Pokręciłem nią przecząco. Nie
chcę aby mnie takiego widział. Kiedy prawie mu się to udało wtuliłem się w jego
bluzę naciągając ją na swoją twarz.- Dobrze, skoro nie chcesz to powiem to do
czubka twojej głowy.- Dodał. Wziął głęboki oddech. Przed oczami widziałem
czerwone plamki.- Ja Yuui kiedyś Natsumi kochałem Enmbę Haruichi
najwredniejszego i najbardziej skrytego chłopaka w całej szkole, który jako
pierwszy mnie pocałował, jako pierwszy zrobił pierwszy krok, w którym
zakochałem się bardzo szybko. Teraz ja Yuui Suminat kocham nauczyciela
matematyki z mojej szkoły, wrednego, despotycznego, samolubnego, bezlitosnego,
brutalnego sadystę Enmbę Haruichi. Kocham od czasu akcji z Kedamono. Wtedy
kilka lat temu czekałem na odpowiedni moment ale przegapiłem go. Teraz
postanowiłem nie czekać. Pamiętasz ten dzień kilka lat temu kiedy zaliczałeś
matmę??- Zapytał. Pomyślałem przez chwilę.
„-,
Co ty…?- Zapytał. Podszedłem do niego.
- Nic takiego.
Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. Prawda Maki-chan?- Zapytałem odwracając się do
niej i uśmiechając się szeroko. Spojrzała na mnie.
- Taaa.-
Burknęła wkładając do uszu słuchawki i odchodząc do szkoły przed nami.
- Czy ty…
- Słucham?-
Zapytałem, kiedy urwał w połowie.
-, Co ty z nią
robiłeś?- Zapytał. Spojrzałem i uśmiechnąłem się wrednie.
- A co?
Zazdrosny?
- Chciałbyś!-
Krzyknął rumieniąc się delikatnie i ruszając przed siebie.
-, Czyli mam
racje.- Zaśmiałem się podchodząc do niego.
- Umiesz na
matmę?- Zapytał zmieniając temat. Uśmiechnąłem się.
-, Jeżeli mi nie
pyknie będziesz miał spokój w następnym roku.- Zaśmiałem się podbiegając do
niego, ponieważ przyspieszył. Zatrzymał się gwałtownie i złapał mnie pod
łokieć.
- Słuchaj no.
Masz to zdać, bo jak nie to sam cię zabije.- Powiedział groźnie. Uśmiechnąłem
się do niego.
- Zobaczę, co da
się…- Urwałem, kiedy zbliżył się do mnie. Próbowałem się uwolnić, ale już
opuszczały mnie siły.- Przestań.- Powiedziałem, kiedy się nade mną pochylił.
- Zdasz.
- A skąd…-
Rozejrzał się dookoła, po czym pocałował mnie delikatnie. Szarpnąłem ręką.
Głupek! Jeszcze ktoś zobaczy.
- Zdasz.-
Powiedział odsuwając swoje usta od moich na dosłownie kilka milimetrów.
- Nie wi…-
Zadarł mi koszule do góry wsuwając pod nią rękę. Złapałem go gwałtownie.- Zdam.
Zdam.- Powiedziałem szybko. Uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie. Po czym
ruszył przed siebie. Minęła chwila nim się ogarnąłem, po czym go dogoniłem.
- I tak ma być.-
Powiedział. Uderzyłem go w bok.
- Wredny
jesteś.- Powiedziałem patrząc przed siebie.
-, Jeżeli
zdasz…- Zaczął. Zerknąłem na niego.-… To coś ci powiem.- Dodał i wszedł na
teren szkoły. Teraz to na pewno niczego z niego nie wyciągnę.”
Kiwnąłem twierdząco
głową kiedy przypomniałem sobie ten moment. Usłyszałem jak jego serce zabiło
kilka razy szybciej.
- Wtedy właśnie
chciałem ci powiedzieć co czuje. Chciałem, ale…- Urwał. Długo nic nie mówił. W
końcu zaśmiał się cicho.- Chodź. Odprowadzę cię.
- Yuui…
- Robi się coraz
zimniej.
- Yuui…
- Aoi i Maki pewnie
się martwią.
- Yuui poczekaj…
- No i Hikaru ma
dzisiaj do mnie przyjechać.
- Yuui…
- Pewnie masz masę
sprawdzianów do sprawdzenia.
- Yuui!
- Nie. Proszę. Nie
odpowiadaj mi teraz. Jeżeli teraz mi odpowiesz to nie wytrzymam i się poryczę a
jak na mój wiek to byłby zbyt żałosny widok. Więc proszę. Nie mów nic.
- Dobrze.-
Powiedziałem patrząc na jego plecy. Poprawiłem spodnie, bluzę oraz spakowałem
czekoladę do torby. Podchodząc do niego naciągnąłem mu na głowę kaptur.
Złapałem go za rękaw bluzy i pociągnąłem za sobą.
- Enmba?- Grey zapytał
zaskoczony widząc jak wychodzę z owej ciemnej uliczki. Spojrzałem na niego
chłodno.
- Przywiozłeś nas
tutaj to nas teraz odwoź do domu.- Warknąłem
na niego. O dziwo o nic nie pytał tylko kiwnął twierdząco głową i ruszył
przed siebie dając nam ręką znać, że mamy iść za nim.
Poczułem
ból w okolicy potylicznej. Złapałem się za głowę patrząc z wyrzutem za siebie.
Maki stała za mną. Trzymała w ręku podręcznik od matematyki stosowanej.
Zabrałem jej bez słowa swoją własność.
-
Możesz mi powiedzieć za co do cholery jasnej dostałem?- Zapytałem z oburzeniem
odkładając książkę na miejsce.
-
Wołałam cię trzy razy.
-
Nie słyszałem cię.
-
Domyśliłam się skoro weszłam do twojego pokoju i nawet wtedy nie zwróciłeś na
mnie uwagi.
-
Sorry. Po co mnie wołałaś?
-
Mogę dzisiaj z tobą spać?- Zapytała. Spojrzałem na nią zaskoczony siadając po
turecku na krześle. Ta rozsiadła się na moim łóżku.
-
Przecież masz swoje łóżko.
-
Nie chce w nim spać.
-
Bo…?
-
Bo jest za duże.
-
Przecież zawsze w nim spałaś.
-
Ale nie sama.
-
Aoi gdzie?
-
Nie wiem. Gówno mnie to obchodzi.- Warknęła. Wypuściłem głośno powietrze z
płuc.
-
Jeżeli będziesz się rozpychać to wywale cię na podłogę.- Powiedziałem.
Uśmeichnęła się do mnie szeroko. Czułem w powietrzu kłopoty.- Ale nie za darmo.
-
Sorry, ale dziewictwa ci oddać już nie mogę.- Odpowiedziała. Zamknąłem
zaskoczony usta. Pokręciłem przecząco głową.
-
Na pewno jakaś dziurka twojego ciała jest jeszcze dziewicza to kiedyś tam ją
sobie wezmę.- Powiedziałem. Zaśmiała się.- Jak na razie chcę coś innego.
-
Kochać się z tobą też nie będę.
-
Weź bo się pożygam.
-
No to co chcesz?
-
Potrzebne mi stroje jakie były potrzebne tobie i Aoi do waszego ostatniego
prosjektu.- Powiedziałem uśmiechając się wrednie.
-
Po co ci one?
-
Potrzebne na dwa tygodnie do szkoły. W liczbie odpowiadającej ilości uczniów w
mojej klasie.
-
Spoko. Możesz wziąć, ale jeżeli będzie chociaż jeden szkodzony to pamiętaj, że
oddajesz ze swojej prywatnej kieszeni za to.- Powiedziała. Kiwnąłem twierdząco
głową. Zrzuciłem z siebie koszulkę i cisnąłem ją na fotel.
-
Idę się umyć.- Powiedziałem. Zaśmiała się cicho.
-
Mogę ci zadać pytanie?
-
Noooo…
-
Masz teraz kogoś?- Zapytała. Przystanąłem na środku pokoju przyglądając się jej
zaskoczoną miną.
-
Czy ciebie do reszty popierdoliło? Dawno nie ruchałaś czy jaki chuj?- Zapytałem
wybałuszając oczy na wierzch. Spoważniała. Po czym uśmiechnęła się wrednie.
Pokazała na mnie palcem. Spojrzałem w dół. Cały mój brzuch, klatka piersiowa
jak i dolne partie brzucha usiane były małymi malinkami. Jak do chuja pana ten
dekiel zrobił mi tyle malinek?! Nie! Nie jak?! KIEDY?! Bez słowa udałem się do
łazienki starając się nie wybuchnąć. Jutro dosłownie przy wszystkich nawet
jeżeli zajdzie taka potrzeba mu lutnę tak, że się nie podniesie. Co on sobie
myślał?!
Wszedłem
do swojego pokoju. Spojrzałem na swoje łóżko. Opuściłem zrezygnowany ręce i
głowę. No chyba bardziej rozepchać się już nie mogła. Dopiero jakbym się
postarał udałoby mi się wcisnąć tam gdzieś małego palca od nogi. I nic więcej.
Podszedłem do niej zbierając z podłogi zużyte chusteczki i okrywając ją
delikatnie kołdrą. Miała czerwoną twarz. Płakała. Ciekawe co się stało?
Wyszedłem z pokoju zostawiając zapaloną jedynie lampkę nocną i zchodząc na dół.
No cóż. Zapowiadała się ciekawa noc na kanapie w salonie. Wyciągnąłem puchowy
koc z szafy i rzuciłem go na kanapę tak samo jak poduszkę. Zamknąłem drzwi na
klucz aby słyszeć jak Aoi wraca do domu. Wróciłem na kanapę i położyłem się na
niej okrywając się szczelnie kocem. Po dzisiejszej nocy przewidywałem na jutro straszliwy
ból pleców.
Jakieś
pół godziny, może z czterdzieści pięć minut nie więcej z mojej słabej drzemki
wybudził mnie szczęk klucza. Otworzyłem delikatnie oczy i rozejrzałem się
dookoła siebie. Usiadłem przecierając oczy. Wstałem z kanapy i poszedłem do
przedpokoju w którym delikatnie (mało powiedziane) wstawiona Aoi ściągała swoje
buty. Oparłem się o futrynę drzwi salonu i spojrzałem na nią. Milczałem.
Spojrzała na mnie. Znałem to spojrzenie. Uniosłem ręce do góry na znak, że nic
nie zrobiłem. Zmierzyła mnie od dołu do góry i spowrotem. Jej źrenice zwęziły
się niebezpiecznie.
-
Ty… ty…- Nie mogła znaleźć żadnych słów które wyraziłyby jej złość. Podeszła do
mnie szybkim krokiem i sprzedała mi siarczystego policzka. Zapiekło. Złapałem
ją za prawy przebug ręki.
-
Uspokój się głupia. Nic nie zrobiłem.- Syknąłem. Kopnęła mnie w piszczel.
Złapałem się za obolałą nogę po czym upadłem na kolana kiedy jednocześnie
kopnęła mnie w kroczę i składając ręce jak do modlitwy uderzyła mnie w czubek
głowy. Przecież jej nie udrze! Nie oddam jej! Trzymając jedną rękę na obolałym
od kopania brzuchu i zaciskając palce na dywanie aby jej nie oddać zacisnąłem
mocno usta. Popchnęła mnie mocno na plecy po czym usiadła na mnie okrakiem.
Straciłem rachubę ilę razy dostałem w twarz ile razy krzyczała na mnie
obrażając mnie od najróżniejszych nim na szczycie schodów pojawiła się Maki
ubrana nadal w dzienne ciuchy.
-
AOI!- Krzyknąłe zbiegając po schodach i rzucając się jej na szyję. W końcu
mogłem spokojnie odetchnąć. Usiadłem przecierając usta. Leciała mi z nich krew.
-
Proszę cię wytłumacz tej kretynce, że cię kurwa nawet jebanym palcem nie
ruszyłem!- Warknąłem i podniosłem się niknąc we wnętrzu łazienki.
**
kolejny dzień. Rano**
Coś
zimnego dotknęło mojej twarzy. Otworzyłem gwałtownie oczy. Przede mną klęczała
Aoi. Nie patrzyła na mnie. W ręku trzymała kostki lodu. Usiadłem.
-
Proszę.- Szepnęła podając mi je do ręki. Wziąłem je chociaż i tak wiedziałem,
że mi nic nie pomogą. Przyłożyłem je do lewego oka które najbardziej bolało.- Enmba…
-
Skończ.
-
Ale…
-
Chyba mówię skończ.
-
Pozwól mi chociaż…
-
Nie.
-
Enmba.- Maki stanęła z tyłu za mną. Spojrzałem na nią jednym okiem. Skrzywiła
się.- Daj jej dojść do słowa.
-
Po co? Jak i tak wiem co mi powie.
-
A skąd możesz mieć tą pewność?- Zapytała sarkastycznie. Spojrzałem na nią z
żalem i niedowierzaniem.
-
Ehem.- Odrzchąknąłem i podałem jej lód.- „Nie mam zamiaru cię przepraszać. To
twoja wina, że dałeś mi podstawy abym podejrzewała, że do czegoś między wami
doszło. Zawsze tak było a sama cię ostrzegałam, że pożałujesz jeżeli coś się
stanie. Mój wczorajszy wybuch był w ramach przypomnienia i tak na zapas abyś
pamiętał. Więc cię za to nie przeproszę. W ogóle za nic cię nie przeproszę bo
nie widzę ku temu powodu. Jest mi tylko trochę szkoda tego, że znowu
uszkodziłąm ci twarz i znowu musisz się pokazać tak ludzią.”.- Zarecytowałem
gapiąc się w sufit. Zerknąłem z ukosa na Aoi.
Patrzyła
gdzieś przed siebie. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Zaśmiałem się pod
nosem. Pokręciłem przecząco głową i podniosłem się z kanapy z zamiarem
przebrania się, skonsumowania śniadania i udania się do szkoły.
-
Aoi naprawdę chciałaś mu to powiedzieć?- Maki nie mogła się nadziwić.
Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. NA czubku nosa rana. Oczy podkrążone,
fioletowe. Warga i dolna i górna pęknięta. Łuk brwiowy lewy rozwalony. Kilka
siniaków na policzkach, szczece i szyi. Przeyłem delikatnie twarz zostawiając
ją zasłoniętą po części włosami. Kiedy skończyłem się ogarniać wszedłem do
kuchni. Siedziały w milczeniu i jadły śniadanie. Usiadłem na swoim standardowym
miejscu zabierając się za jedzenie swojego śniadania. Myślami wróciłem do tego
dnia.
To już rok jak
wyszedłem ze szpitala i wyprowadziłem się z domu. Mieszkałem teraz ze
studentami. Mój rocznik ale o rok do przodu na uczelni. Bardziej nie dam rady
ich dogonić. Siedziałem u nas w mieszkaniu w salonie otoczony z każdej strony
kartonami. Zaczął się na nowo rok szkolny. NA wakacje oni wracają do domu a ja
zostaję tutaj. Tak więc musiałem czekać aż wrócą z zakupów i rozpakują swoje
kartony.
Znowu dzwoniła ta
kobieta. Chciała abym przyszedł do domu. Musi mi niby powiedzieć coś ważnego.
Nie słuchałem do końca o co jej chodziło. Rozłączyłem się. Spojrzałem na stół.
Czy mnie do reszty popierdoliło?! Co mnie nakłoniło aby wybierać matematykę
jako kierunek studiów?
Ktoś zapukał do
drzwi. Pewnie znowu zapomnieli kluczy. Mają szczęście, że jestem w domu.
Podniosłem się do góry. Jeżeli szybko nie otworzę to będę musiał zmywać
naczynia przez cały tydzień. Lubię ich. Nie traktują mnie jak dzianego panicza
tylko jak zwykłego podlotka który ma rok w plecy i trzeba mu nosa utrzeć.
- Znowu kluczy
nie…- Otworzyłem drzwi i upadłem na ziemię od silnego ciosu. Drzwi zamknęły się
z hukiem. Rozpoznałem osobę która mnie okładała dlatego się nie broniłem. Biła
mocno po twarzy, krzyczała, szczypała, gryzła, drapała, kopała okładała
pięściami po twarzy, szyi, klatce piersiowej, brzuchu.
- NIENAWIDZĘ CIĘ!
GDYBYŚ SIĘ TYLKO NIE URODZIŁ! GDYBYŚ ZDECHŁ W TYM WYPADKU!!!- Wydarła się i
kopiąc mnie na porzegnanie w brzuch wybiegła z mojego domu. Odłosniłem twarz i
spojrzałem na sufit przesłonięty do połowy czerwoną plamą.
- Kurwa.- Zaklnąłem
nie ogarniając sytuacji. Po jaki chuj Aoi to zrobiła? Nie rozumiem!
Później
oczywiście po wylizaniu częściowo ran dowiedziałem się o co chodziło. Wiadomość
ta sprawiła, że pierwszy raz od dawien dawna uniosłem rękę na swoich rozdziców.
Przy wszystkich w domu powiedziałem, że nie jestem już ich synem i niech w
końcu zdechną.
Kilka
lat temu moja mamusia (łeeeee) urodziła mnie i moją siostrę bliźniaczkę- Aoi,
ale jakąś chorą zasadą w rodzinie mogła zostać tylko jedna osoba. Druga miała
zniknąć. Głowa rodziny, która wtedy rządziła rozkazała moim rodzicą wybierać
kto ma zniknąć i jak. Yo powiedziała, że ma przyjaciółkę, która nie może mieć
dzieci i która wyprowadza się ze swoim mężem na stałe do Stanów. Teraz tylko:
Które dziecko ma odejść. Oboje rodziców doszło do wniosku, że skoro mają już
czterech synów to nie potrzebny im piąty i wybrali Aoi. Więc pytanie jakim cudem
to ona wylądowała w Stanach a nie ja? I dlaczego to ja wychowywałem się z tą
poronioną rodziną a nie ona? Otórz Głowie Rodziny nie spodobał się ten wybór i
bez ich wiedzy rozkazując przyszłej Głowie Rodziny podmienić dzieci doprowadził
do takiego stanu rzeczy.
Aoi
dowiedziała się o tym i pękła. A mi się dostało. Nie chciałem mieć z tą rodziną
nic wspólnego, ale jak widać ciężko jest się uwolnić od takich natrętów.
**
godzinę później**
Stałem
w gabinecie dyrektora grapiąc się po skronii.
-
Możesz mi dokładnie powiedzieć co się stało?
-
No przecież powiedziałem. Aoi się potknęła i na mnie wpadła.
-
Enmba weź sobie tak nie żartuj.- Powiedział oburzony Ashias.
-
Nie żartuję. Mogę już iść. Wiesz to jest taki typ klasy, którego nie mogę
zostawiać zbyt długo samego.- Powiedziałem. Wziąłem na ramię szeroką torbę.- A
i od dzisiaj w mojej klasie będzie obowiązywać pewna zasada.
-
Jaka znowu zasada?
-
Włączysz kamery to się dowiesz. Ok ja lece.- Powiedziałem i nie czekając na
pozwolenie udałem się do swojej klasy. Na korytarzu panowała grobowa cisza.
Wszyscy mieli lekcje. Ciekawe kto siedział z moimi? Kiedy wszedłem do swojej
klasy mogłem dać sobie rękę uciąć, że zastanę tam właśnie tą osobę.
Uśmiechnięty niewiadomo dlaczego spojrzał na mnie i wybałuszył zaskoczone oczy.
-
Co się panu stało?!- Zapytał. Rzuciłem torbę na ziemię.
-
Gówno.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na swoje biurko, później na klase.- Macie
pięć sekund na oddanie mi swoich prac domowych. Jeżeli ktoś nie zmieści się w
czasie automatycznie ma pałe na koniec roku.- Dodałem i spojrzałem na zegarek.
Nie minęły cztery sekundy wszystkie zeszyty już leżały na biurku.- Ok. A teraz
nim zaczniemy normalną lekcje przejdźmy do spraw organizacyjnych.- Dodałem.-
Postanowiłem wybić wam wszystkim z głowy mój obraz jako osoby ubranej w
fartuszek, siedzącej na kiblu, pieprzącej się i w ogóle. Żadno z was już nie
będzie o mnie myśleć kiedy będzie sobie robić dobrze.- Warknąłem rzucając na
biurko torbę, którą dopiero co podniosłem z ziemi. Otworzyłem ją i wyciągnąłem pierwszy
z góry fartuszek w stylu Maid caffe. Spojrzeli na mnie nierozumiejąc.- Od
dzisiaj przez najbliższe dwa tygodnie to będą wasze mndurki. Macie w nich
przyjeżdżać do szkoły jak i wracać do domu. Nikt nie zostanie wpuszczony do
szkoły jak i z niej wypuszczony jeżeli
nie będzie miała tego na swoim grzbiecie.
-
Pana chyba bóg opuścił.- Zadrwiła Bombka. Rzuciłem w jej kierunku kredą, która
odbiła się od jej czoła.
-
A ciebie mózg dziewucho.- Dodałem.- Proszę poszukać w torbie swojego rozmiaru.-
Powiedziałem. Żadno się nie ruszyło. Uśmiechnąłem się jak psychopata.- Na jutro
na moim biurku ma się znaleźć referat na temat tego dlaczego 1 to nie 1.
Rozwiązanie zadań od strony 100 do 250 z książki. Modele takich brył jak:
czterdziestokąt, równoległobok, walec, stożek, Prostopadłościan, kula,
sześcian, i jakiś wymyślny przez was. Chcę również aby każdy z was przyniósł mi
rozwiązanie takiej oto zagadki.- Wziąłem kredę do ręki i napisałem na tablicy: 5
ludzi różnych narodowości zamieszkuje 5 domów w 5 różnych kolorach. Wszyscy
palą papierosy 5 różnych marek i piją 5 różnych napojów. Hodują zwierzęta 5
różnych gatunków.
1. Norweg zamieszkuje pierwszy dom
2. Anglik mieszka w czerwonym domu.
3. Zielony dom znajduje się bezpośrednio po
lewej stronie domu białego.
4. Duńczyk pija herbatkę.
5. Palacz Rothmansów mieszka obok hodowcy
kotów.
6. Mieszkaniec żółtego domu pali Dunhille.
7. Niemiec pali Marlboro.
8. Mieszkaniec środkowego domu pija mleko.
9. Palacz Rothmansów ma sąsiada, który
pija wodę.
10. Palacz Pall Malli hoduje ptaki.
11. Szwed hoduje psy.
12. Norweg mieszka obok niebieskiego domu.
13. Hodowca koni mieszka obok żółtego domu.
14. Palacz Philip Morris pija piwo.
15. W zielonym domu pija się kawę.
Zakłada
się, że domy ustawione są w jednej linii (1-2-3-4-5), a określenie "po
lewej stronie" w punkcie 3. dotyczy lewej strony z perspektywy naprzeciw
tych domów (tj. dom o numerze n jest bezpośrednio po lewej stronie domu n+1).
Pytanie: który z nich hoduje rybki?
-
Jeżeli w jakimkolwiek zadaniu dopatrze
się choćby jednego błędu cała klasa ma pały na koniec roku!-
Krzyknąłem.- A teraz bez dyskusji brać się za wybur swoich nowych mundurków. No
chyba, że chcecie abym coś jeszcze wam wymyślił?!- Pomijając dwie osoby wszyscy
ruszyli do torby wybierając sobie jakieś mundurki. Nie patrzyli na mnie tylko
co chwila zerkali na tablicę.
-
Enmba ogarnij się.- Mruknął do mnie Yuui. Spojrzałem na niego spod byka. Cofnął
się o krok.
-
Czy wasza dwójka nie ma zamiaru dobrać sobie stroju?
-
Nie.- Odpowiedziała krótko Bombka. Zaśmiałem się łapiąc się za brzuch i
opierając się o biurko. Patrzeli na mnie jak na psychopate.
-
Wybaczcie.- Powiedziałem. Wyciągnąłem swój telefon. Wykręciłem pewien numer.
-
Tak?
-
Sakuuuuuuurrrrraaaaaaaaaaaaa.- Zawołałem śmiejąc się do słuchawki.
-
CO się stało?
-
Masz JE?
-
Mam…
-
To dawaj do mnie z nimi.- Powiedziałem i śmiech.
-
Już.- Odpowedziała. Rozłaczyłem się. Długo czekać nie musiałem. Weszła do mnie
rozglądając się po klasie. Śmiałem się głośno zerkając na nią.- Co go
wkurwiło?- Zapytała w prost. Yuui zerknął na nią nie rozumiejąc. Wybuchnąłem
śmiechem.
-
Wkurwiło? Jak dla mnie ma dziwaczne poczucie humoru.
-
Nie. On jest wkurwiony. I to pożądnie.- Powiedziała. Podała mi to co kiedyś
zostawiłem jej na przechowanie.
-
Nie rozumiem.- Powiedział Yuui. Podszedłem do ostatniej ławki. Wskoczyłem na
nią przytrzymując butem prawy nadgarstek ręki Kedamono do ławki i łapiąc z
kolei lewy nadgarstek ręki Bombki. Przypiołem do jej ręki kajdanki po czym
złapałem za rękę Kedamono. Próbował się wyrwać.
-
Zabije. Cię.- Warknąłem do niego aby się uspokoił. Zapiąłem mu na przebugie drugą
stronę kajdanek. Zeskoczylem z ławki. Wróciłem w podskokach gwiżdżąc cicho pod
nosem. Usiadłem sobie na biurku i machając nogami jak jakiś durny gówniarz
spojrzałem na swoją klasę.- Otórz tak kluczyki do moich bransoletek, które
dałem na przechowanie pani pedagog mam tylko ja. I zarządzam, że będziecie w
nich chodzić przez najbliższy miesiąc. Nie obchodzi mnie jak załatwicie kwestie
spania i w ogóle. Jeżeli jakimś cudem je zdejmiecie a liczcie się z tym, że się
o tym dowiem możecie zapomnieć o tym, że kiedykolwiek skończycie to liceum lub
jakiekolwiek inne..- Powiedziałem śmiejąc się pod nosem.
-
On się cieszy.
-
Nie. On jest wkurwiony.
-
Jak niby? Przecież widzę, że się cieszy.
-
Nie znasz go tak długo jak pozostali. Widzę go w takim stanie drugi raz.
-
Drugi?
-
Tak. Za pierwszym razem miał areszt policyjny kiedy prawie zabił tych co
ruszyli Sasuke.- Powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Yuui i Sakura
przełknęli głośno ślinę. Z pośród wszystkich tutaj zgromadzonych dwie osoby
łypały na mnie gniewnie, nienawistnie z chęcią mordu. Dałem im powód aby jakoś
się pogodzili, dogadali. Dałem im wsólnego wroga. To ich w jakiś sposób powinno
ze sobą dotrzeć.
Po
klasie roznosiło się moje wesołe, psychopatyczne wręcz gwizdanie. I nic więcej.
Yaay ^^
Boskie, czekałam na ten rozdział 24 dni xD I stwierdzam, że jest boski jak każdy z resztą. Tak się zastanawiam, czy Yuui w końcu wróci do Enmby i czy będzie seks na zgodę ^,^ Czy Enmba był wnerwiony przez zachowanie Aoi, a może kogoś innego? Tyle pytań xDDD
Pozdrawiam i życzę dużo weny ^^
Ps. U mnie rozdział pojawi się w piątek.
Nialla-chan
Boskie, czekałam na ten rozdział 24 dni xD I stwierdzam, że jest boski jak każdy z resztą. Tak się zastanawiam, czy Yuui w końcu wróci do Enmby i czy będzie seks na zgodę ^,^ Czy Enmba był wnerwiony przez zachowanie Aoi, a może kogoś innego? Tyle pytań xDDD
Pozdrawiam i życzę dużo weny ^^
Ps. U mnie rozdział pojawi się w piątek.
Nialla-chan
Wreszcie doczekałam się kolejnego rozdziału ;-; !
Jestem bardzo z niego zadowolona, jednak się opłaca tyle czekać
Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały! ~
I życzę Ci wieeelkiej weny !
Gdybyś zawiesiła bloga to ja nie wiem co bym zrobiła ;-; …
Moje życie ległoby w gruzach ;-;
Pozdrawiaaam~!
krótki komentarz bo jestem w trakcie pakowania, jutro wyjeżdżam i wracam w połowie sierpnia??….
podobał się? Też pytanie, oczywiście rozdział wspaniały, i to wyznanie Yuui cudo, w końcu tak naprawdę Enmba wie jakim uczuciem ten go darzy, ale niech i tak nie będzie mu za łatwo…. pomysł z kajdankami dobry, och jak się zemścił straszliwie na klasie….. Aoi to niebezpieczna dziewczyna… tak potraktować brata…
a co do tej informacji to wolę zawieszenie niż skończenie ;]
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
akashiseijuuro.blog.pl
Tajjemnicza