poniedziałek, 5 lutego 2018

26. „Zainteresowania- gdy z nimi przesadzamy możemy zmienić się nie do poznania.- kolejne rany.” 26


Stanąłem oniemiały na ganku mojego domku. Odwróciłem się tylko na chwilę patrząc za odjeżdżającym samochodem. Wyciągnąłem rękę do klamki aby móc wejść do środka, ale ktoś mnie uprzedził. Drzwi otworzyły się z hukiem. Na zewnątrz wypadła Aoi ubrana w jasną bluzkę, spódnicę i torebkę. Gdzieś wychodziła.
            - Pamiętaj! Nie mogę żyć bez ciebie, ale mogę żyć bez seksu z tobą!- Krzyknęła i wyminęła mnie nawet na mnie nie patrząc. Ruszyła przed siebie nie odwracając się w ogólę w stronę domu. Zajrzałem niepewnie do środka. Nikogo tam nie było. Wszedłem tam, zdjąłem buty i spojrzałem do salonu. Maki siedziała na kanapie. Światło było zgaszone. Spojrzała na mnie spod byka wyczuwając chyba moją obecność. Uniosłem ręce w geście poddaństwa i czmychnąłem czym prędzej do góry.
            Wpadłem do swojego pokoju. Rzuciłem torbę na ziemię i usiadłem na krześle przed biurkiem. Wyciągnąłem się na nim gapiąc się na sufit. Ciekawe o co im znowu poszło. Drugi raz widziałem jak się kłóciły tak na poważnie. W szoku byłem. Ale doszedłem do wniosku, że nie ma co się tym przejmować. Do jutra się pogodzą. Okręciłem się kilka razy dookoła własnej osi i oparłem czoło o blat biurka. Co ważniejsze teraz co innego.

            Jęknąłem cicho upadając na ziemię kiedy moje oczy zaszły mgłą. Nie poznawałem go z tej strony. To po prostu szaleństwo jak można wyczyniać takie rzeczy językiem i ustami. Myślałem, że udało mi się dojść do jego poziomu ale widocznie się przeliczyłem. W porównianiu z nim byłem jak przedszkolak do magistra. Spojrzałem na niego kiedy wycierał usta.
            - Dobrze, że wydoroślałeś.- Szepnął mi do ucha. Zakryem czerwoną twarz. Jak po czymś takim może normalnie rozmawiać?!- A może i nie.
            - Zamknij się!- Warknąłem drżącym głosem. Zaśmiał się i położył mi chłodną rękę na moim rozgrzanym policzku.
            - Nie muszę się już przy tobie kontrolować.- Szepnął cicho. Zadrżałem.
            - Zamknij się!
            - Mogę coś powiedzieć…?
            - Nie! Zakmnij się!
            - Enmba. Spójrz na mnie.
            - Zamknij się!
            - Enmba. Proszę.- Próbował odsłonić moją twarz. Pokręciłem nią przecząco. Nie chcę aby mnie takiego widział. Kiedy prawie mu się to udało wtuliłem się w jego bluzę naciągając ją na swoją twarz.- Dobrze, skoro nie chcesz to powiem to do czubka twojej głowy.- Dodał. Wziął głęboki oddech. Przed oczami widziałem czerwone plamki.- Ja Yuui kiedyś Natsumi kochałem Enmbę Haruichi najwredniejszego i najbardziej skrytego chłopaka w całej szkole, który jako pierwszy mnie pocałował, jako pierwszy zrobił pierwszy krok, w którym zakochałem się bardzo szybko. Teraz ja Yuui Suminat kocham nauczyciela matematyki z mojej szkoły, wrednego, despotycznego, samolubnego, bezlitosnego, brutalnego sadystę Enmbę Haruichi. Kocham od czasu akcji z Kedamono. Wtedy kilka lat temu czekałem na odpowiedni moment ale przegapiłem go. Teraz postanowiłem nie czekać. Pamiętasz ten dzień kilka lat temu kiedy zaliczałeś matmę??- Zapytał. Pomyślałem przez chwilę.
            „-, Co ty…?- Zapytał. Podszedłem do niego.
- Nic takiego. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. Prawda Maki-chan?- Zapytałem odwracając się do niej i uśmiechając się szeroko. Spojrzała na mnie.
- Taaa.- Burknęła wkładając do uszu słuchawki i odchodząc do szkoły przed nami.
- Czy ty…
- Słucham?- Zapytałem, kiedy urwał w połowie.
-, Co ty z nią robiłeś?- Zapytał. Spojrzałem i uśmiechnąłem się wrednie.
- A co? Zazdrosny?
- Chciałbyś!- Krzyknął rumieniąc się delikatnie i ruszając przed siebie.
-, Czyli mam racje.- Zaśmiałem się podchodząc do niego.
- Umiesz na matmę?- Zapytał zmieniając temat. Uśmiechnąłem się.
-, Jeżeli mi nie pyknie będziesz miał spokój w następnym roku.- Zaśmiałem się podbiegając do niego, ponieważ przyspieszył. Zatrzymał się gwałtownie i złapał mnie pod łokieć.
- Słuchaj no. Masz to zdać, bo jak nie to sam cię zabije.- Powiedział groźnie. Uśmiechnąłem się do niego.
- Zobaczę, co da się…- Urwałem, kiedy zbliżył się do mnie. Próbowałem się uwolnić, ale już opuszczały mnie siły.- Przestań.- Powiedziałem, kiedy się nade mną pochylił.
- Zdasz.
- A skąd…- Rozejrzał się dookoła, po czym pocałował mnie delikatnie. Szarpnąłem ręką. Głupek! Jeszcze ktoś zobaczy.
- Zdasz.- Powiedział odsuwając swoje usta od moich na dosłownie kilka milimetrów.
- Nie wi…- Zadarł mi koszule do góry wsuwając pod nią rękę. Złapałem go gwałtownie.- Zdam. Zdam.- Powiedziałem szybko. Uśmiechnął się i pocałował mnie delikatnie. Po czym ruszył przed siebie. Minęła chwila nim się ogarnąłem, po czym go dogoniłem.
- I tak ma być.- Powiedział. Uderzyłem go w bok.
- Wredny jesteś.- Powiedziałem patrząc przed siebie.
-, Jeżeli zdasz…- Zaczął. Zerknąłem na niego.-… To coś ci powiem.- Dodał i wszedł na teren szkoły. Teraz to na pewno niczego z niego nie wyciągnę.”
Kiwnąłem twierdząco głową kiedy przypomniałem sobie ten moment. Usłyszałem jak jego serce zabiło kilka razy szybciej.
- Wtedy właśnie chciałem ci powiedzieć co czuje. Chciałem, ale…- Urwał. Długo nic nie mówił. W końcu zaśmiał się cicho.- Chodź. Odprowadzę cię.
- Yuui…
- Robi się coraz zimniej.
- Yuui…
- Aoi i Maki pewnie się martwią.
- Yuui poczekaj…
- No i Hikaru ma dzisiaj do mnie przyjechać.
- Yuui…
- Pewnie masz masę sprawdzianów do sprawdzenia.
- Yuui!
- Nie. Proszę. Nie odpowiadaj mi teraz. Jeżeli teraz mi odpowiesz to nie wytrzymam i się poryczę a jak na mój wiek to byłby zbyt żałosny widok. Więc proszę. Nie mów nic.
- Dobrze.- Powiedziałem patrząc na jego plecy. Poprawiłem spodnie, bluzę oraz spakowałem czekoladę do torby. Podchodząc do niego naciągnąłem mu na głowę kaptur. Złapałem go za rękaw bluzy i pociągnąłem za sobą.
- Enmba?- Grey zapytał zaskoczony widząc jak wychodzę z owej ciemnej uliczki. Spojrzałem na niego chłodno.
- Przywiozłeś nas tutaj to nas teraz odwoź do domu.- Warknąłem  na niego. O dziwo o nic nie pytał tylko kiwnął twierdząco głową i ruszył przed siebie dając nam ręką znać, że mamy iść za nim.

Poczułem ból w okolicy potylicznej. Złapałem się za głowę patrząc z wyrzutem za siebie. Maki stała za mną. Trzymała w ręku podręcznik od matematyki stosowanej. Zabrałem jej bez słowa swoją własność.
- Możesz mi powiedzieć za co do cholery jasnej dostałem?- Zapytałem z oburzeniem odkładając książkę na miejsce.
- Wołałam cię trzy razy.
- Nie słyszałem cię.
- Domyśliłam się skoro weszłam do twojego pokoju i nawet wtedy nie zwróciłeś na mnie uwagi.
- Sorry. Po co mnie wołałaś?
- Mogę dzisiaj z tobą spać?- Zapytała. Spojrzałem na nią zaskoczony siadając po turecku na krześle. Ta rozsiadła się na moim łóżku.
- Przecież masz swoje łóżko.
- Nie chce w nim spać.
- Bo…?
- Bo jest za duże.
- Przecież zawsze w nim spałaś.
- Ale nie sama.
- Aoi gdzie?
- Nie wiem. Gówno mnie to obchodzi.- Warknęła. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
- Jeżeli będziesz się rozpychać to wywale cię na podłogę.- Powiedziałem. Uśmeichnęła się do mnie szeroko. Czułem w powietrzu kłopoty.- Ale nie za darmo.
- Sorry, ale dziewictwa ci oddać już nie mogę.- Odpowiedziała. Zamknąłem zaskoczony usta. Pokręciłem przecząco głową.
- Na pewno jakaś dziurka twojego ciała jest jeszcze dziewicza to kiedyś tam ją sobie wezmę.- Powiedziałem. Zaśmiała się.- Jak na razie chcę coś innego.
- Kochać się z tobą też nie będę.
- Weź bo się pożygam.
- No to co chcesz?
- Potrzebne mi stroje jakie były potrzebne tobie i Aoi do waszego ostatniego prosjektu.- Powiedziałem uśmiechając się wrednie.
- Po co ci one?
- Potrzebne na dwa tygodnie do szkoły. W liczbie odpowiadającej ilości uczniów w mojej klasie.
- Spoko. Możesz wziąć, ale jeżeli będzie chociaż jeden szkodzony to pamiętaj, że oddajesz ze swojej prywatnej kieszeni za to.- Powiedziała. Kiwnąłem twierdząco głową. Zrzuciłem z siebie koszulkę i cisnąłem ją na fotel.
- Idę się umyć.- Powiedziałem. Zaśmiała się cicho.
- Mogę ci zadać pytanie?
- Noooo…
- Masz teraz kogoś?- Zapytała. Przystanąłem na środku pokoju przyglądając się jej zaskoczoną miną.
- Czy ciebie do reszty popierdoliło? Dawno nie ruchałaś czy jaki chuj?- Zapytałem wybałuszając oczy na wierzch. Spoważniała. Po czym uśmiechnęła się wrednie. Pokazała na mnie palcem. Spojrzałem w dół. Cały mój brzuch, klatka piersiowa jak i dolne partie brzucha usiane były małymi malinkami. Jak do chuja pana ten dekiel zrobił mi tyle malinek?! Nie! Nie jak?! KIEDY?! Bez słowa udałem się do łazienki starając się nie wybuchnąć. Jutro dosłownie przy wszystkich nawet jeżeli zajdzie taka potrzeba mu lutnę tak, że się nie podniesie. Co on sobie myślał?!

Wszedłem do swojego pokoju. Spojrzałem na swoje łóżko. Opuściłem zrezygnowany ręce i głowę. No chyba bardziej rozepchać się już nie mogła. Dopiero jakbym się postarał udałoby mi się wcisnąć tam gdzieś małego palca od nogi. I nic więcej. Podszedłem do niej zbierając z podłogi zużyte chusteczki i okrywając ją delikatnie kołdrą. Miała czerwoną twarz. Płakała. Ciekawe co się stało? Wyszedłem z pokoju zostawiając zapaloną jedynie lampkę nocną i zchodząc na dół. No cóż. Zapowiadała się ciekawa noc na kanapie w salonie. Wyciągnąłem puchowy koc z szafy i rzuciłem go na kanapę tak samo jak poduszkę. Zamknąłem drzwi na klucz aby słyszeć jak Aoi wraca do domu. Wróciłem na kanapę i położyłem się na niej okrywając się szczelnie kocem. Po dzisiejszej nocy przewidywałem na jutro straszliwy ból pleców.

Jakieś pół godziny, może z czterdzieści pięć minut nie więcej z mojej słabej drzemki wybudził mnie szczęk klucza. Otworzyłem delikatnie oczy i rozejrzałem się dookoła siebie. Usiadłem przecierając oczy. Wstałem z kanapy i poszedłem do przedpokoju w którym delikatnie (mało powiedziane) wstawiona Aoi ściągała swoje buty. Oparłem się o futrynę drzwi salonu i spojrzałem na nią. Milczałem. Spojrzała na mnie. Znałem to spojrzenie. Uniosłem ręce do góry na znak, że nic nie zrobiłem. Zmierzyła mnie od dołu do góry i spowrotem. Jej źrenice zwęziły się niebezpiecznie.
- Ty… ty…- Nie mogła znaleźć żadnych słów które wyraziłyby jej złość. Podeszła do mnie szybkim krokiem i sprzedała mi siarczystego policzka. Zapiekło. Złapałem ją za prawy przebug ręki.
- Uspokój się głupia. Nic nie zrobiłem.- Syknąłem. Kopnęła mnie w piszczel. Złapałem się za obolałą nogę po czym upadłem na kolana kiedy jednocześnie kopnęła mnie w kroczę i składając ręce jak do modlitwy uderzyła mnie w czubek głowy. Przecież jej nie udrze! Nie oddam jej! Trzymając jedną rękę na obolałym od kopania brzuchu i zaciskając palce na dywanie aby jej nie oddać zacisnąłem mocno usta. Popchnęła mnie mocno na plecy po czym usiadła na mnie okrakiem. Straciłem rachubę ilę razy dostałem w twarz ile razy krzyczała na mnie obrażając mnie od najróżniejszych nim na szczycie schodów pojawiła się Maki ubrana nadal w dzienne ciuchy.
- AOI!- Krzyknąłe zbiegając po schodach i rzucając się jej na szyję. W końcu mogłem spokojnie odetchnąć. Usiadłem przecierając usta. Leciała mi z nich krew.
- Proszę cię wytłumacz tej kretynce, że cię kurwa nawet jebanym palcem nie ruszyłem!- Warknąłem i podniosłem się niknąc we wnętrzu łazienki.

** kolejny dzień. Rano**
Coś zimnego dotknęło mojej twarzy. Otworzyłem gwałtownie oczy. Przede mną klęczała Aoi. Nie patrzyła na mnie. W ręku trzymała kostki lodu. Usiadłem.
- Proszę.- Szepnęła podając mi je do ręki. Wziąłem je chociaż i tak wiedziałem, że mi nic nie pomogą. Przyłożyłem je do lewego oka które najbardziej bolało.- Enmba…
- Skończ.
- Ale…
- Chyba mówię skończ.
- Pozwól mi chociaż…
- Nie.
- Enmba.- Maki stanęła z tyłu za mną. Spojrzałem na nią jednym okiem. Skrzywiła się.- Daj jej dojść do słowa.
- Po co? Jak i tak wiem co mi powie.
- A skąd możesz mieć tą pewność?- Zapytała sarkastycznie. Spojrzałem na nią z żalem i niedowierzaniem.
- Ehem.- Odrzchąknąłem i podałem jej lód.- „Nie mam zamiaru cię przepraszać. To twoja wina, że dałeś mi podstawy abym podejrzewała, że do czegoś między wami doszło. Zawsze tak było a sama cię ostrzegałam, że pożałujesz jeżeli coś się stanie. Mój wczorajszy wybuch był w ramach przypomnienia i tak na zapas abyś pamiętał. Więc cię za to nie przeproszę. W ogóle za nic cię nie przeproszę bo nie widzę ku temu powodu. Jest mi tylko trochę szkoda tego, że znowu uszkodziłąm ci twarz i znowu musisz się pokazać tak ludzią.”.- Zarecytowałem gapiąc się w sufit. Zerknąłem z ukosa na Aoi.
Patrzyła gdzieś przed siebie. Jej twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Zaśmiałem się pod nosem. Pokręciłem przecząco głową i podniosłem się z kanapy z zamiarem przebrania się, skonsumowania śniadania i udania się do szkoły.
- Aoi naprawdę chciałaś mu to powiedzieć?- Maki nie mogła się nadziwić. Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. NA czubku nosa rana. Oczy podkrążone, fioletowe. Warga i dolna i górna pęknięta. Łuk brwiowy lewy rozwalony. Kilka siniaków na policzkach, szczece i szyi. Przeyłem delikatnie twarz zostawiając ją zasłoniętą po części włosami. Kiedy skończyłem się ogarniać wszedłem do kuchni. Siedziały w milczeniu i jadły śniadanie. Usiadłem na swoim standardowym miejscu zabierając się za jedzenie swojego śniadania. Myślami wróciłem do tego dnia.

To już rok jak wyszedłem ze szpitala i wyprowadziłem się z domu. Mieszkałem teraz ze studentami. Mój rocznik ale o rok do przodu na uczelni. Bardziej nie dam rady ich dogonić. Siedziałem u nas w mieszkaniu w salonie otoczony z każdej strony kartonami. Zaczął się na nowo rok szkolny. NA wakacje oni wracają do domu a ja zostaję tutaj. Tak więc musiałem czekać aż wrócą z zakupów i rozpakują swoje kartony.
Znowu dzwoniła ta kobieta. Chciała abym przyszedł do domu. Musi mi niby powiedzieć coś ważnego. Nie słuchałem do końca o co jej chodziło. Rozłączyłem się. Spojrzałem na stół. Czy mnie do reszty popierdoliło?! Co mnie nakłoniło aby wybierać matematykę jako kierunek studiów?
Ktoś zapukał do drzwi. Pewnie znowu zapomnieli kluczy. Mają szczęście, że jestem w domu. Podniosłem się do góry. Jeżeli szybko nie otworzę to będę musiał zmywać naczynia przez cały tydzień. Lubię ich. Nie traktują mnie jak dzianego panicza tylko jak zwykłego podlotka który ma rok w plecy i trzeba mu nosa utrzeć.
- Znowu kluczy nie…- Otworzyłem drzwi i upadłem na ziemię od silnego ciosu. Drzwi zamknęły się z hukiem. Rozpoznałem osobę która mnie okładała dlatego się nie broniłem. Biła mocno po twarzy, krzyczała, szczypała, gryzła, drapała, kopała okładała pięściami po twarzy, szyi, klatce piersiowej, brzuchu.
- NIENAWIDZĘ CIĘ! GDYBYŚ SIĘ TYLKO NIE URODZIŁ! GDYBYŚ ZDECHŁ W TYM WYPADKU!!!- Wydarła się i kopiąc mnie na porzegnanie w brzuch wybiegła z mojego domu. Odłosniłem twarz i spojrzałem na sufit przesłonięty do połowy czerwoną plamą.
- Kurwa.- Zaklnąłem nie ogarniając sytuacji. Po jaki chuj Aoi to zrobiła? Nie rozumiem!

Później oczywiście po wylizaniu częściowo ran dowiedziałem się o co chodziło. Wiadomość ta sprawiła, że pierwszy raz od dawien dawna uniosłem rękę na swoich rozdziców. Przy wszystkich w domu powiedziałem, że nie jestem już ich synem i niech w końcu zdechną.
Kilka lat temu moja mamusia (łeeeee) urodziła mnie i moją siostrę bliźniaczkę- Aoi, ale jakąś chorą zasadą w rodzinie mogła zostać tylko jedna osoba. Druga miała zniknąć. Głowa rodziny, która wtedy rządziła rozkazała moim rodzicą wybierać kto ma zniknąć i jak. Yo powiedziała, że ma przyjaciółkę, która nie może mieć dzieci i która wyprowadza się ze swoim mężem na stałe do Stanów. Teraz tylko: Które dziecko ma odejść. Oboje rodziców doszło do wniosku, że skoro mają już czterech synów to nie potrzebny im piąty i wybrali Aoi. Więc pytanie jakim cudem to ona wylądowała w Stanach a nie ja? I dlaczego to ja wychowywałem się z tą poronioną rodziną a nie ona? Otórz Głowie Rodziny nie spodobał się ten wybór i bez ich wiedzy rozkazując przyszłej Głowie Rodziny podmienić dzieci doprowadził do takiego stanu rzeczy.
Aoi dowiedziała się o tym i pękła. A mi się dostało. Nie chciałem mieć z tą rodziną nic wspólnego, ale jak widać ciężko jest się uwolnić od takich natrętów.

** godzinę później**
Stałem w gabinecie dyrektora grapiąc się po skronii.
- Możesz mi dokładnie powiedzieć co się stało?
- No przecież powiedziałem. Aoi się potknęła i na mnie wpadła.
- Enmba weź sobie tak nie żartuj.- Powiedział oburzony Ashias.
- Nie żartuję. Mogę już iść. Wiesz to jest taki typ klasy, którego nie mogę zostawiać zbyt długo samego.- Powiedziałem. Wziąłem na ramię szeroką torbę.- A i od dzisiaj w mojej klasie będzie obowiązywać pewna zasada.
- Jaka znowu zasada?
- Włączysz kamery to się dowiesz. Ok ja lece.- Powiedziałem i nie czekając na pozwolenie udałem się do swojej klasy. Na korytarzu panowała grobowa cisza. Wszyscy mieli lekcje. Ciekawe kto siedział z moimi? Kiedy wszedłem do swojej klasy mogłem dać sobie rękę uciąć, że zastanę tam właśnie tą osobę. Uśmiechnięty niewiadomo dlaczego spojrzał na mnie i wybałuszył zaskoczone oczy.
- Co się panu stało?!- Zapytał. Rzuciłem torbę na ziemię.
- Gówno.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na swoje biurko, później na klase.- Macie pięć sekund na oddanie mi swoich prac domowych. Jeżeli ktoś nie zmieści się w czasie automatycznie ma pałe na koniec roku.- Dodałem i spojrzałem na zegarek. Nie minęły cztery sekundy wszystkie zeszyty już leżały na biurku.- Ok. A teraz nim zaczniemy normalną lekcje przejdźmy do spraw organizacyjnych.- Dodałem.- Postanowiłem wybić wam wszystkim z głowy mój obraz jako osoby ubranej w fartuszek, siedzącej na kiblu, pieprzącej się i w ogóle. Żadno z was już nie będzie o mnie myśleć kiedy będzie sobie robić dobrze.- Warknąłem rzucając na biurko torbę, którą dopiero co podniosłem z ziemi. Otworzyłem ją i wyciągnąłem pierwszy z góry fartuszek w stylu Maid caffe. Spojrzeli na mnie nierozumiejąc.- Od dzisiaj przez najbliższe dwa tygodnie to będą wasze mndurki. Macie w nich przyjeżdżać do szkoły jak i wracać do domu. Nikt nie zostanie wpuszczony do szkoły jak i z niej wypuszczony jeżeli  nie będzie miała tego na swoim grzbiecie.
- Pana chyba bóg opuścił.- Zadrwiła Bombka. Rzuciłem w jej kierunku kredą, która odbiła się od jej czoła.
- A ciebie mózg dziewucho.- Dodałem.- Proszę poszukać w torbie swojego rozmiaru.- Powiedziałem. Żadno się nie ruszyło. Uśmiechnąłem się jak psychopata.- Na jutro na moim biurku ma się znaleźć referat na temat tego dlaczego 1 to nie 1. Rozwiązanie zadań od strony 100 do 250 z książki. Modele takich brył jak: czterdziestokąt, równoległobok, walec, stożek, Prostopadłościan, kula, sześcian, i jakiś wymyślny przez was. Chcę również aby każdy z was przyniósł mi rozwiązanie takiej oto zagadki.- Wziąłem kredę do ręki i napisałem na tablicy: 5 ludzi różnych narodowości zamieszkuje 5 domów w 5 różnych kolorach. Wszyscy palą papierosy 5 różnych marek i piją 5 różnych napojów. Hodują zwierzęta 5 różnych gatunków.

1.         Norweg zamieszkuje pierwszy dom
2.         Anglik mieszka w czerwonym domu.
3.         Zielony dom znajduje się bezpośrednio po lewej stronie domu białego.
4.         Duńczyk pija herbatkę.
5.         Palacz Rothmansów mieszka obok hodowcy kotów.
6.         Mieszkaniec żółtego domu pali Dunhille.
7.         Niemiec pali Marlboro.
8.         Mieszkaniec środkowego domu pija mleko.
9.         Palacz Rothmansów ma sąsiada, który pija wodę.
10.       Palacz Pall Malli hoduje ptaki.
11.       Szwed hoduje psy.
12.       Norweg mieszka obok niebieskiego domu.
13.       Hodowca koni mieszka obok żółtego domu.
14.       Palacz Philip Morris pija piwo.
15.       W zielonym domu pija się kawę.
Zakłada się, że domy ustawione są w jednej linii (1-2-3-4-5), a określenie "po lewej stronie" w punkcie 3. dotyczy lewej strony z perspektywy naprzeciw tych domów (tj. dom o numerze n jest bezpośrednio po lewej stronie domu n+1). Pytanie: który z nich hoduje rybki?
- Jeżeli w jakimkolwiek zadaniu dopatrze  się choćby jednego błędu cała klasa ma pały na koniec roku!- Krzyknąłem.- A teraz bez dyskusji brać się za wybur swoich nowych mundurków. No chyba, że chcecie abym coś jeszcze wam wymyślił?!- Pomijając dwie osoby wszyscy ruszyli do torby wybierając sobie jakieś mundurki. Nie patrzyli na mnie tylko co chwila zerkali na tablicę.
- Enmba ogarnij się.- Mruknął do mnie Yuui. Spojrzałem na niego spod byka. Cofnął się o krok.
- Czy wasza dwójka nie ma zamiaru dobrać sobie stroju?
- Nie.- Odpowiedziała krótko Bombka. Zaśmiałem się łapiąc się za brzuch i opierając się o biurko. Patrzeli na mnie jak na psychopate.
- Wybaczcie.- Powiedziałem. Wyciągnąłem swój telefon. Wykręciłem pewien numer.
- Tak?
- Sakuuuuuuurrrrraaaaaaaaaaaaa.- Zawołałem śmiejąc się do słuchawki.
- CO się stało?
- Masz JE?
- Mam…
- To dawaj do mnie z nimi.- Powiedziałem i śmiech.
- Już.- Odpowedziała. Rozłaczyłem się. Długo czekać nie musiałem. Weszła do mnie rozglądając się po klasie. Śmiałem się głośno zerkając na nią.- Co go wkurwiło?- Zapytała w prost. Yuui zerknął na nią nie rozumiejąc. Wybuchnąłem śmiechem.
- Wkurwiło? Jak dla mnie ma dziwaczne poczucie humoru.
- Nie. On jest wkurwiony. I to pożądnie.- Powiedziała. Podała mi to co kiedyś zostawiłem jej na przechowanie.
- Nie rozumiem.- Powiedział Yuui. Podszedłem do ostatniej ławki. Wskoczyłem na nią przytrzymując butem prawy nadgarstek ręki Kedamono do ławki i łapiąc z kolei lewy nadgarstek ręki Bombki. Przypiołem do jej ręki kajdanki po czym złapałem za rękę Kedamono. Próbował się wyrwać.
- Zabije. Cię.- Warknąłem do niego aby się uspokoił. Zapiąłem mu na przebugie drugą stronę kajdanek. Zeskoczylem z ławki. Wróciłem w podskokach gwiżdżąc cicho pod nosem. Usiadłem sobie na biurku i machając nogami jak jakiś durny gówniarz spojrzałem na swoją klasę.- Otórz tak kluczyki do moich bransoletek, które dałem na przechowanie pani pedagog mam tylko ja. I zarządzam, że będziecie w nich chodzić przez najbliższy miesiąc. Nie obchodzi mnie jak załatwicie kwestie spania i w ogóle. Jeżeli jakimś cudem je zdejmiecie a liczcie się z tym, że się o tym dowiem możecie zapomnieć o tym, że kiedykolwiek skończycie to liceum lub jakiekolwiek inne..- Powiedziałem śmiejąc się pod nosem.
- On się cieszy.
- Nie. On jest wkurwiony.
- Jak niby? Przecież widzę, że się cieszy.
- Nie znasz go tak długo jak pozostali. Widzę go w takim stanie drugi raz.
- Drugi?
- Tak. Za pierwszym razem miał areszt policyjny kiedy prawie zabił tych co ruszyli Sasuke.- Powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej szeroko. Yuui i Sakura przełknęli głośno ślinę. Z pośród wszystkich tutaj zgromadzonych dwie osoby łypały na mnie gniewnie, nienawistnie z chęcią mordu. Dałem im powód aby jakoś się pogodzili, dogadali. Dałem im wsólnego wroga. To ich w jakiś sposób powinno ze sobą dotrzeć.
Po klasie roznosiło się moje wesołe, psychopatyczne wręcz gwizdanie. I nic więcej.




 ***********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Yaay ^^
    Boskie, czekałam na ten rozdział 24 dni xD I stwierdzam, że jest boski jak każdy z resztą. Tak się zastanawiam, czy Yuui w końcu wróci do Enmby i czy będzie seks na zgodę ^,^ Czy Enmba był wnerwiony przez zachowanie Aoi, a może kogoś innego? Tyle pytań xDDD
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ^^
    Ps. U mnie rozdział pojawi się w piątek.
    Nialla-chan

    1. Yeeeee~!
      Wreszcie doczekałam się kolejnego rozdziału ;-; !
      Jestem bardzo z niego zadowolona, jednak się opłaca tyle czekać :D
      Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały! ~
      I życzę Ci wieeelkiej weny !
      Gdybyś zawiesiła bloga to ja nie wiem co bym zrobiła ;-; …
      Moje życie ległoby w gruzach ;-;
      Pozdrawiaaam~!
    2. Hej,
      krótki komentarz bo jestem w trakcie pakowania, jutro wyjeżdżam i wracam w połowie sierpnia??….
      podobał się? Też pytanie, oczywiście rozdział wspaniały, i to wyznanie Yuui cudo, w końcu tak naprawdę Enmba wie jakim uczuciem ten go darzy, ale niech i tak nie będzie mu za łatwo…. pomysł z kajdankami dobry, och jak się zemścił straszliwie na klasie….. Aoi to niebezpieczna dziewczyna… tak potraktować brata…
      a co do tej informacji to wolę zawieszenie niż skończenie ;]
      Dużo weny życzę Tobie…
      Pozdrawiam serdecznie
    3. NIE RÓB MI TEGO Q___Q. JA KOCHAM TĄ HISTORIĘ Q___Q….
      Co do rozdziału… O kurwa. Zajebisty. :D
      Wyznanie Yuui’ego, śmiech Enmby ….
      Kurwa ja kocham Enmbę <3…
      Dum, DUm. <33.
      CHCĘ WIĘCEJ. WIĘCEJ. :D
      A właśnie. Mój blog z KNB został przeniesiony tutaj:
      akashiseijuuro.blog.pl
      Jak chcesz to zajrzyj ;3.
      Pzd.
      Tajjemnicza

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...