Czy
ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na
próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdziała ostre jak brzytwa
kolce?
Przejebane,
prawda?
Właśnie
w takim położeniu się aktualnie znajduję. Mimo, że postanowiłem, że go w sobie
rozkocham to wcale a to wcale nie mam pomysłu na przeprowadzenie tego zabiegu.
To nie jest tak, że wezmę sobie położę go na stole operacyjnym i wymienię mu
wszystko to co sprawia, że jest taki jaki jest i co przeszkadza mi w tym czego
chce dokonać.
To
żywa istota. Zdrowa (chyba) więc nie mogę… chociaż gdybym mógł…
Spojrzałem
przed siebie. Uśmiechnąłem się pod
nosem. Enmba zasuwał w stronę swojej klasy z jawnym zamyśleniem wymalowanym na
swojej facjacie. Naszła mnie właśnie dzika ochota aby go pocałować ale szybko
odgoniłem od siebie tą myśl. Ja mam go w sobie rozkochać a nie zrobić z niego
mordercę.
-
Nad czym tak pan myśli?- Zapytałem specjalnie używając sarkastycznego tonu przy
wypowiadaniu słowa „pan”.
-
A czy to ważne?- Zapytał nie patrząc nawet w moim kierunku. Ociupinkę
zmarszczył czoło. Denerwowała go moja obecność. Uśmiechnąłem się delikatnie.
-
No jeżeli coś tak ewidentnie pana denerwuje to znaczy, że musimy o tym pogadać
aby czasami znowu nie uderzył pan żadnego ucznia.- Powiedziałem. Obdarzył mnie
chłodnym spojrzeniem. Zaśmiałem się cicho.
-
Co ty w ogóle tutaj robisz? Ta droga nie prowadzi ani do pokoju
nauczycielskiego, ani do gabinetu lekarskiego czy dyrektora?- Zapytał. Czekałem
na ten tekst od momentu kiedy się z nim zrównałem. Uśmiechnął się. Właśnie
znalazłem sobie nowe zajęcie. Są to próby odgadnięcia co takiego w danej chwili
myśli Enmba.- No słucham?
-
Mam odebrać dokumenty nowego ucznia od ciebie z klasy dotyczące jego
wcześniejszego przebiegu leczenia,.
-Wiedziałeś?-
Zapytał otwierając drzwi od swojej klasy w które przed chwilą coś głośno
walnęło. Wypuścił głośno powietrze i wszedł go klasy, a ja jak kiedyś w liceum
podążyłem za nim…
Siedziałem
w kawiarence naprzeciwko szkoły. Przede mną stał kubek ciepłej czekolady oraz
siedział nie kto inny jak Sasuke. Upierał się, że chcę się ze mną spotkać więc
przystałem na jego dręczycielskie mnie od samego rana telefony oraz sms’y.
-
No to ja słucham?
-
Nie. To ja słucham.
-
Ale czego, bo nie za bardzo rozumiem o co chodzi?- Zapytałem i sięgnąłem po
swój kubek. Napój zrobił się już odrobinę chłodniejszy.
-
Chce wiedzieć jak to się miały sprawy między tobą i Enmbą. Jak to się zaczęło i
w ogóle. Bo jak zapytałem o to Enmbę to mi powiedział, że to się nadaje tylko
do lamusa i nic poza tym.
-
Do lamusa? Tak powiedział?- Zapytałem zaskoczony odkładając kubek na stole.
-
No coś w ten deseń. A Sakura i pozostali nie wiedzą jak to się dokładnie
zaczęło. Powiem ci szczerze, że Ashias, Shino, Aoi i Maki powiedzieli mi, że o
was dowiedzieli się dopiero w dzień wypadku Enmby. Sakura mówiła, że wiedziała
od jakiegoś wypadu na Okinawę, a ile to tak naprawdę trwało?
-
Eh… Zaczęło się na początku roku w drugiej liceum. Wchodzę sobie do klasy z
Ashiasem, a tutaj Enmba podchodzi do mnie. Myślę sobie „Chcę się bić” a on
całuje mnie na oczach całej klasy.
-
Co?! Czekaj?! On zrobił pierwszy krok?- Sasuke wstał na prostych nogach gapiąc
się na mnie jak ciele w malowane wrota.
-
To było zadanie w pewnej grze. Później ja dostałem trochę bardziej rozbudowane
zadanie w tej samej grze no i…
-
Jakie to było zadanie?
-
Słucham?
-
No ja pytam jakie ty zadanie dostałeś?- Zapytał. Spojrzałem na niego oniemiały
po czym spojrzałem w bok. Zasłoniłem usta dłonią i powiedziałem niewyraźnie:
-
Miałem mu obciągnąć.
-
O… a… i jak było?
-
Nie wiem, go się zapytaj.
-
No i co było dalej.
-
Później został na tydzień moim niewolnikiem i wtedy pierwszy raz poszliśmy na
całość. A wiesz jak to jest… jak raz się tego skosztuje to chce się to robić
cały czas. Oczywiście wiele razy się kłóciliśmy i w ogóle….
-
A kiedy zaczęliście ze sobą chodzić?
-
My ze sobą nie chodziliśmy.- Powiedziałem zaskoczony jego pytaniem. Otworzył
szerzej oczy i spojrzał na mnie nie dowierzając w moje słowa.
-
Ale jak to? Ja myślałem, że ze sobą chodziliście.
-
Nie. My ze sobą przebywaliśmy i sypialiśmy.
-
Ale miłość sobie wyznaliście.- Powiedział pewny tego stwierdzenia. Zaśmiałem
się gorzko i pokręciłem przecząco
głową.- Nie wyznaliście…?
-
Nie do końca. To skomplikowane.
-
Nie rozumiem. Przecież Enmba cię kochał.
-
Nim można bardzo łatwo manipulować.
-
Co masz na myśli mówiąc takie rzeczy?
-
Podświadomie wiedział, że w liceum go kochałem, ale starczyło jedno moje słowo,
które temu zaprzeczało uwierzył w nie.
-
Żartujesz?
-
A czy ja wyglądam na takiego który by żartował w takiej chwili?
-
No nie. Ale jak to się stało, że już ze sobą nie jesteście?- Zapytał wpatrując
się intensywnie w moje oczy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Przecież to
wszystko mógł mu opowiedzieć Enmba. I jakie „już”? My wcale ze sobą nie
byliśmy.
-
W dzień jego wypadku jego brat przyłapał nas w dość nietypowej sytuacji i
doszedłem do wniosku, że jeżeli nie powiem mu że chciałem się tylko zabawić to
on go zatłucze na śmierć. Nie wiedziałem, że tak to się później potoczy.
-
Tak? Czyli jak?
-
Pewnie wiesz, że Enmba miał wypadek.
-
Tak. W dzień swoich urodzin.- Powiedział. Przez moje ciało przeleciał zimny
dreszcz. W dzień swoich urodzin? Ale…
-
Co? Jak to w dzień swoich urodzin.
-
15-ego czerwca. Wtedy miał urodziny i wypadek. No ale cóż z tego.- Powiedział
chłopak i upił łyk swojego napoju. Ja już swojego nie miałem. A więc Enmba miał
urodziny 15-ego czerwca. Jakoś nigdy nie miałem okazji zapytać go o datę jego
urodzenia. W sumie to o wiele rzeczy miałem okazji go zapytać.
-
…hmmm. Wypchnął mnie spod samochodu i sam pod niego wpadł.
-
Nikt mi tego nie mówił.
-
Nikt ze starej paczki nie lubi o tym mówić.
-
I co się stało później?
-
Przez długi okres czasu był w śpiączce.
-
Odwiedzałeś go w szpitalu?- Zapytał. Spojrzałem na niego. Powiedzieć mu prawdę
czy może jednak trochę ją nagiąć. Zadawał za dużo pytań. Shino i tak pewnie
sprostuję moją wypowiedź. A ja… ja nie byłem gotowy na to aby powiedzieć mu
całą prawdę.
-
Bardzo długo. Raz w miesiącu oddawałem mu swoją krew bo mamy taką samą grupę.
Kiedy musiałem wyjechać bo w życiu znowu mi się pokomplikowało Sakura
zadzwoniła do mnie miesiąc później, że się wybrudził. Chcieli wiedzieć czy
przyjadę.
-
Pojechałeś?
-
A jak myślisz?
-
Dlaczego nie pojechałeś?
-
Nie mogłem. Wcześniej pobiłem się z jego bratem jak chciał mnie wywalić ze
szpitala przez co mój brat miał problemy, później dowiedziałem się że Tosa
wyszedł z więzienia. Wiedział gdzie
mieszkam i kim jestem więc znowu zmienili mi imię i nazwisko. No w sumie samo
nazwisko i przenieśli do innego miasta. Nie mogłem się z nikim kontaktować.
-
Nie było łatwo.
-
Oj nie było. Hikaru dość często zamykał mnie w domu abym nie uciekł. Obiecałem
Sakurze, że kiedy sprawa przycichnie to wrócę. Ale kiedy chciałem to zrobić
Sakura zadzwoniła i powiedziała, że odszedł z domu już tam nie mieszka i nie
chce z nikim się kontaktować jak na razie. Później Aoi mi doniosła że ma kogoś
nowego. Zapomniał o mnie. Więc i ja szukałem i znalazłem kogoś innego ale
wszystko wytrzymywało tak miesiąc góra dwa. Nic się nie kleiło. A kiedy już o
nim zapomniałem uczuciowo, pojawił się u nas w szkole jako nauczyciel.
-
Musiałeś być w szoku.
-
Byłem. Ale on mnie nie rozpoznał.
-
I co wtedy?
-
Doszedłem do wniosku, że nie będę mu niszczył życia.
-
Ale…
-
Słuchaj. W liceum kochałem tego wrednego dzieciaka o dwóch twarzach. A teraz
kocham tego brutalnego faceta ze specyficznym poczuciem humoru.- Powiedziałem i
uśmiechnąłem się wrednie.
-
Wiedziałeś?
-
Skapnąłem się w połowie.
-
Ile z tego to ściema?
-
Powiem ci jak się rozłączysz. Nie muszą wiedzieć wszystkiego.
-
Już się rozłączył. Sam.
-
Shino.
-
Enmba.
-
No to zajebiście. No dobra. Sakura fakt zadzwoniła do mnie kiedy się wybudził.
Nigdy nie chciałem do niego wracać. Zniknąłem z jego życia. Nie interesowało mnie
z kim jest i co robi. Ważne aby żył. Aoi też mi o jego byłych nie donosiła bo
nie mieli mojego telefonu.
-
Wredny jesteś.
-
Nie mniej niż ty próbując coś ugrać swoich zachowaniem.
^^~^^
Siedziałem
u siebie w gabinecie w szpitalu. Przypominałem sobie to co się stało później po
naszej rozmowie. Mieliśmy już wychodzić kiedy usłyszeliśmy głos Enmby i jego
brata. Jego brat powiedział mi, że Enmba zna CAŁĄ prawdę. Bardzo mnie to
wkurwiło delikatnie powiedziawszy. A kiedy wyszliśmy za nim z kawiarenki on wsiadał
do jakiegoś samochodu prowadzącego przez nie znanego mi faceta. Wtedy ogarnęła
mnie zazdrość i furia. Jak mógł wsiąść do czyjegoś auta po tym jak mu
powiedziałem, że mam zamiar go w sobie rozkochać.
Przecież
nie planowałem tego zrobić z zaskoczenia. Wiedział co go czeka, żeby później
nie jęczał mi, że byłem nie fair. W sumie mógłby pojęczeć ale w sypialni…
Pokręciłem
przecząco głową. Muszę się skupić bo mam dzisiaj trochę roboty, a przecież nie
będę myślał o tym co bym mu zrobił gdyby on mi na to wszystko pozwolił.
-
Panie Doktorze.- Uniosłem głowę na dźwięk wypowiadanej już nie wiem który raz
formułki albo zwrotu grzecznościowego.
-
Tak.- Uśmiechnąłem się delikatnie do siostry Mamiko. Młoda kobieta. Z trzy lata
starsza ode mnie. Lubiłem z nią pracować.
-
Ma pan pacjenta, ale będą delikatne komplikacje.
-
Co się stało?
-
Będzie zdjęcie szwów, ale pacjent powiedział, że nie wolno mu dać żadnego
znieczulenia.- Powiedziała. Zmarszczyłem czoło i wyciągnąłem w jej kierunku
rękę aby podała mi kartę pacjenta.
-
A pacjent ten to…
-
Enmba Haruichi.
-
O.- Powiedziałem i zajrzałem do jego karty.
-
Zna go pan?
-
Tak. Ja mu zakładałem te szwy.
-
U nas?
-
Nie. Na wypadzie do gorących źródeł.
-
Aha.- Powiedziała tylko tyle. Ktoś inny za chwilę zaczął by sę dopytywać co,
jak, gdzie, kiedy, po co, i dlaczego? Ale nie ona. Mamiko przyjmowała tylko
tyle ile się jej powiedziało. Reszta jej nie interesowała. Gdybym był hetero to
bym się w niej chyba zakochał. Ale cóż…
Jestem
homo, a koleś którego kocham właśnie siedzi na korytarzu przed drzwiami do
mojego gabinetu i skubie uparcie szwy wstające mu z ręki.
^^~^^
Skręciłem
w wąską uliczkę. Wiedziałem, że dzięki temu dojdę szybciej do sklepu
znajdującego się niedaleko mojego domu. Chciałem zrobić szybko jakieś zakupy i
coś przegryźć. Jakieś pół godziny temu zadzwoniła do mnie Sakura i powiedziała,
że Aoi zaprasza całą paczkę do nich. Zdziwiłem się trochę. W końcu kobieta nie
uważała mnie nigdy za członka swojej paczki. Ale Sakura się uparła, że
zaproszenie dotyczy również i mnie tak więc musiałem z nimi jechać chociaż
szczerze za bardzo nie miałem ochoty.
Zacząłem
kolejną bzdurną grę z tym idiotą i wiem, że będę cierpiał. W końcu jego mina po
tym jak delikatnie go pocałowałem i to nie w usta w moim gabinecie w szpitalu
mówiła sama za siebie. Obrzydzenie, przerażenie i nienawiść. A ja powiedziałem,
że go w sobie rozkocham.
Zaśmiałem
się cicho pod nosem. Ja to serio byłem głupi. Niby tyle szkół miałem
pokończonych ale tak naprawdę to, to wszystko było gówno warte.
Podchodząc
pod sklep zobaczyłem tam znajomą grupkę dzieciaków. Kaien, Al., Didi, Sznorówa,
Kon’an i Gizi. Kaien siedział jako jedyny na barierce odgradzającej chodnik od
jezdni. Pozostali siedzieli na schodkach prowadzących do sklepu. Zaśmiali się
głośno kiedy z jego środka wyszła pewna zakapturzona postać. Kaien coś za nią
zawołał, ale byłem za daleko aby usłyszeć co takiego mówił. Owa osoba pokazała
mu tylko środkowy palec i odeszła szybko w swoją stronę.
Przekrzywiłem
głowę i idąc za przykładem owej postaci ubrałem na głowę kaptur. Podchodząc do
sklepu usłyszałem siarczystą masę przekleństw.
-
…zajebie jej! Kurwa, szmata pierdolona!- Kaien nie szczędził sobie żadnych
słów. Przeszedłem koło nich w ciszy. Zagadam do nich jak będę wychodził ze
sklepu.- Hej! Lala!- Krzyknął i w tej samej chwili dostałem jakimś papierkiem w
głowę. Zatrzymałem się. Lala? Ja?! Ponad dwumetrowy facet to dla niego Lala?!-
But ci się rozpierdala!- Zawołał i zaśmiał się głośno. Uśmiechnąłem się szeroko
i wypuściłem głośno powietrze. Przybrałem poważny wyraz twarzy.
-
Po woli, po woli i tobie się rozpierdoli.- Powiedziałem odwracając się w jego
stronę. Zachłysnął się głośno powietrzem i zeskoczył poprędce z barierki.
-
Ojisan.- Powiedział ze skruchą w głosie.
-
Kaien.
-
Ja… przepraszam.. ja…
-
Masz szczęście, że to byłem ja, a nie Enmba-sensei. Mówiłem ci wiele razy, że
masz nie zaczepiać przypadkowych przechodniów tylko dlatego, że jakaś „kurwa,
szmata pierdolona” pokazała ci środkowy palec na twoją zaczepkę.
-
Widział… widział to pan?
-
Ślepy nie jestem wbrew pozorów.
^^~^^
Przystanąłem
razem z Sakurą i Ashiasem przed drzwiami wejściowymi do domu Enmby. Okno
prowadzące na „ganek” było otwarte dlatego bardzo dobrze słyszeliśmy o czym
rozmawiali domownicy mimo tego iż nie chcieliśmy podsłuchiwać. No nie wiem jak
oni. Ja nie chciałem.
-
Ale ja tego nie robię z dziewczyną.- Usłyszałem głos Enmby. „Tego” czyli czego?
-
A chciałbyś spróbować?
-
A co? Chętna?- Zapytał i zaśmiał się cicho. Sakura równie cicho zapukała do
drzwi jakby nie chcąc im przeszkadzać.
-
Śniadania nie jadłaś?- Zapytałem. Pokazała mi język i na tym się skończyło. Na
progu stanęła Aoi. Spojrzała na nas i uśmiechnęła się szeroko. Nawet do mnie co
mnie bardzo zdziwiło. Czyżby coś knuła?
-
Co wy robicie?- Zapytała zaskoczona Sakura kiedy za plecami Aoi dojrzała dość
dziwną scenę. Enmba obejmujący Maki w pasie. Dziewczyna z zarzuconymi na jego
szyi rękoma. Ich nosy stykały się ze sobą. Wyglądało jakby chcieli się
pocałować. Tak przy Aoi?!
Od
razu przypomniała mi się jego mina kiedy pocałowałem go dzisiejszego dnia…
Zabolało. Spojrzał w naszą stronę i uśmiechnął się szeroko.
-
Będziemy się całować.
-
Hę?- Zapytał Ashias ściągając buty. Ja w milczeniu pozbyłem się swoich.
-
No.
-
Ale was się żarty trzymają.
-
Oni nie żartowali.- Aoi odpowiedziała na komentarz Sakury. Drgnąłem. Chcieli to
zrobić na serio. Widocznie się pomyliłem i Enmba odmieniła się orientacja. A
może wrócił do tego co było zanim poznał mnie. W końcu nigdy mi nie powiedział,
że jest gejem albo Bi. Zakochałem się w nim, spałem z nim a nawet nie
wiedziałem jakiej jest orientacji.- Gdybyście nie weszli pewnie już by to
zrobili.
-
Żartujesz?
-
Nie. Dość często wdając się w jakieś bezsensowne tematy i później sobie na
złość sprawdzają różne teorie.
-
Np.?
-
Np. ostatnio cały dzień trzymali się za ręce.- Odpowiedziała na moje pytanie i
wpuszczając nas przodem do salonu. Nie spodobało mi się to. Dlaczego Maki go
dotykała?
-
I ty się na to godzisz?
-
Przecież oni wiedzą, że jeżeli się zejdą naprawdę lub coś w ten deseń to ich
zabije.- Powiedziała Aoi. Enmba zaśmiał się głośno i uwolnił się z rąk Maki.
-
Spokojnie siostra. Przecież ze sobą nie śpimy.
-
To tylko kwestia czasu aż i do tego będzie dążyć wasz rozmowa.- Powiedziała.
Enmba i Maki spojrzeli na siebie po czym odskoczyli od siebie jak poparzeni i zaczęli
symulować wymioty. Udawali czy oni tak na poważnie?
-
Idźcie się leczyć.- Powiedziała Sakura kiedy Enmba usiadł koło niej. Chłopak
pokazał jej język i sięgnął po garstkę solonych orzechów znajdujących się na
stoliku. Aoi postawiła przede mną szklankę z zimną colą.
-
Dzięki.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie. Kiwnęła głową i podeszła do
Ashias’a.
-
Weź mi nic nie mów o leczeniu. Dzisiaj byłem na zdjęciu szewków. U jakiegoś
sadysty.
-
A kto dzisiaj przyjmował?
-
A zgadnij?- Zapytałem odstawiając do połowy opróżnioną szklankę na stole.
Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni.
-
Ty?
-
No ba.
-
To, co ty mu zrobiłeś, że stwierdził, iż jesteś sadystą?- Zapytała Aoi. Wszyscy
weszli do salonu. Siedziałem na podłodze naprzeciwko telewizora.
-
Gdybym powiedział to by mnie pewnie zabił.- Powiedziałem uśmiechając się do
swoich myśli i tej jego miny, kiedy „pocałowałem” go u siebie w gabinecie.
Gdyby wtedy asystująca mi siostra odwróciła się wcześniej pewnie teraz nie siedziałbym
w tym salonie.
Spojrzałem
do góry kiedy przed moimi oczyma pojawiło się opakowanie na płyty. Zerknąłem na
nie zaskoczony po czym spojrzałem na osobę, która mi to podawała. Enmba.
Uniosłem brew do góry kiedy rzucił je na moje kolana.
-Masz.
Nie potrzebne mi to już.
-
Co to?- Zapytałem mało inteligentnie. Otworzyłem pokrowiec i zajrzałem do
środka. Na każdej płycie widniał mniej więcej ten sam napis „Enmba. Szpital. Dzień…” tylko numery dni
się zmieniały. Już nie musiał mi odpowiadać. Wiedziałem co się tam znajduje.
-
Płyty.- Usłyszałem odpowiedź.
-
Hę?- Zapytałem ale jednak myślami pognałem do zdarzeń jakie mnie spotkały kilka
lat temu. Wszystko było tutaj ujęte. Na tych płytach. I Enmba to widział.
Dlaczego?
-
Dostałem je od Yo.
-
Od kogo?
-
Od matki.- Powiedział. A więc to ta suka mu to wszystko powiedziała?! To przez
nią… Wypuściłem głośno powietrze z płuc i schowałem płyty do kieszeni bluzy.
-
Shion i Sasuke już pojechali?- Zapytała Sakura. Byłem jej wdzięczny za zmianę
tematu. Naprawdę nie chciałem teraz o niczym myśleć. Przysłuchiwałem się
dokładnie rozmową jakie toczyły się na salonach.
-
Naprawdę byłem zaskoczony, kiedy go zobaczyłem.- Powiedział Ashias sięgając po
sok.
-
Ashias nie tylko ty.- Powiedział Enmba szukając w telewizji jakiegoś programu.
Po chwili zatrzymał się na jakimś muzycznym ścierwie przyciszając je
delikatnie.
-
Ale Sasuke nie powiedział nam dokładnie jak to wyszło, że dowiedziałeś się, że
on to on.- Skłamała Sakura. Uśmiechnąłem się pod nosem wpatrując się w ekran na
którym młode dziewczyny biegały w samych majtkach i tańczyły do tego niby w
erotyczny sposób.
-
A ile wam Sasuke powiedział?
-
Że poznał cię w pracy. Niby mu coś tam pomogłeś i wyszło w praniu, że się
znacie.
-
No to powiedział wam prawdę.
-
Ale jak to się stało, że to wyszło.- Sakura w uparte wierciła mu dziurę w
brzuchu.
Co ja tutaj robię?
W
mojej głowie pojawiła się właśnie taka myśl. Dlaczego siedzę teraz u niego w
salonie i przysłuchuję się temu jak spał ze swoim przyjacielem? Przecież ten
temat mnie denerwował i w ogóle nie chciałem go zagłębiać więc dlaczego tutaj
siedziałem? Dlaczego w ogóle tutaj przyszedłem. Mogłem sobie na spokojnie
odpoczywać w domu po pracy, ale nie. Ja głupi musiałem tutaj przyjść i w ogóle
teraz tutaj siedzieć. W sumie nie ważne ile razy zadam sobie to krótkie pytanie
„dlaczego” odpowiedź będzie taka sama.
Bo go kochasz.
I
już wszystko jest jasne. O głupi ja!
-
Yuui słyszałam, że pracujesz też w naszym szpitalu?- Zapytała Aoi. Przeniosłem
na nią nie za bardzo łapiący o co biega wzrok. Nie wiem co miała na celu
zadawać to pytanie, ale skoro je zadała to wypadałoby odpowiedzieć.
-
Ta. Ale częściej znajdziesz mnie w szkole.
-
A dlaczego nie w szpitalu?
-
Nie wiem.- Odpowiedziałem aby się odczepiła.
-
O.- Aoi zdobyła się tylko na taką odpowiedź. Czyli teraz właśnie skończyła się
nie interesować moim życiem. Enmba prychnął cicho pod nosem. Przeniosłem na
niego swoje spojrzenie.
-
Jakiś problem?
-
Nie, żaden.- Powiedział lekceważącym tonem. Zmieliłem w ustach przekleństwo.
-
Gdybym was nie znała doszłabym do wniosku że coś się między wami znowu stało
tak jak kiedyś na dachu.- Powiedziała Sakura. Enmba zachłysnął się powietrzem.
Moje serce przyspieszyło tak samo jak mój oddech.
-
Na dachu?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego aby dać mu do zrozumienia, że ma
się zamknąć.
-
Ja w przeciwieństwie do was wiedziałem o niech o dużo wcześniej, a nie w dzień
wypa…no w ten dzień.
-
I nic nie mówiłaś?
-
A czy któreś z was pytało?- Zapytała i spojrzała wyczekująco na Enmbę. Ten
odwrócił speszony wzrok patrząc gdzieś w bok. Widać że ten planuję skłamać. Eh…
-
Wydaję ci się. Nic między nami się nie stało.
-
Nic a nic.- Powiedziałem z ironią w głosie. W końcu prawie przeleciałem go u
siebie na chacie i na Okinawie (znowu) oraz pocałowałem go dzisiaj. W sumie ma
rację. To nic. Dla niego…
^^~^^
-
Yuui?- Odwróciłem się w stronę Maki. Dziewczyna stała przy schodach
prowadzących do góry. Uśmiechnąłem się delikatnie.
-
Tak?
-
Mam prośbę.
-
Taaak?
-
Czy zaniósłbyś Enmbę do jego pokoju. Nie chcę aby spał w salonie na kanapie
gdzie jutro idzie do szkoły.- Powiedziała. Uniosłem jedną brew do góry. Złożyła
ręce jak do modlitwy.- Proszę, proszę, proszę, proszę.
-
Dla mnie to nie problem. Gorzej z nim i z Aoi.
-
Aoi się nie przejmuj.
-
Na pewno?- Zapytałem. Pokiwała z entuzjazmem głową. Wypuściłem głośno powietrze
z płuc i wszedłem ponownie do salonu, w którym Sakura i Ashias od jakiś pięciu
minut żegnali się z Aoi.
-
Yuui? Już wychodzimy.- Powiedział Ashias.
-
Wiem.- Powiedziałem i podszedłem do Enmby który spał na kanapie. Zmierzyłem
dokładnie jego śpiące ciało. Koszulka delikatnie podwinęła mu się do góry
ukazując bliznę po nożu. Wsunąłem mu delikatnie ręce pod kolana oraz pod plecy
i bez trudu uniosłem go do góry.
-
Co ty robisz?- Warknęła Aoi. Wyminąłem ją i wszedłem do holu.
-
Który to jego pokój?- Zapytałem Maki. Za mną z salonu wyszli pozostali.
-
Pierwsze drzwi przy schodach.- Powiedziała dziewczyna.
-
Za raz wracam.- Rzuciłem do Ashiasa i Sakury po czym zacząłem wchodzić do góry.
Był lekki. Jak zawsze zresztą. Czy on się dobrze odżywia? Wziąłem głębszy
oddech. Ładnie pachniał. Tak jak Enmba tylko trochę bardziej… męsko.
Uśmiechnąłem się pod nosem na to stwierdzenie.
- Co ty robisz do cholery jasnej?- Syknął
chłopak. Zerknąłem w dół. Nie spał. Wpatrywał się we mnie swoim czujnym
spojrzeniem.
-
Cicho. Wszystkich pobudzisz.- Szepnąłem, ale tak naprawdę nie chciałem aby
wszyscy na dole wiedzieli, że już się obudził. Zabraliby mi zabawę.
-
Postaw mnie na ziemi.
-
Maki kazała cię położyć do łóżka.
-
Sam się położę.
-
Nie wątpię.- Prychnąłem podchodząc do drzwi jego pokoju.
-
Więc mnie postaw.
-
Nie.
-
Yuui…- Zaczął. Spojrzałem na niego gniewnie. Czy chce mi zabrać te jedyne
momenty bliskości przy których mnie nie tłucze, nie wyzywa ani się nie drze?
Niech zapomni. Doniosę go do tego jebanego łóżka, czy chce czy nie.
-
Rozebrać cię?- Zapałem z kpiną w głosie kiedy położyłem go na łóżku. Spojrzał
na mnie czujnym spojrzeniem.
-
A w dziób chcesz?
-
Nie, dzięki.- Odpowiedziałem i w tej samej chwili zapragnąłem go pocałować tak
naprawdę. A chuj. Najwyżej mnie walnie.
-
No i masz moją odpowiedź.- Powiedział i usiadł na łóżku w tym samym momencie
kiedy się nad nim pochyliłem. Ha! Mogę powiedzieć, że to przez przypadek. Enmba
zesztywniał na moment po czym odsunął się delikatnie do tyłu. Złapałem go za
twarz i przysunąłem ponowie na swoje miejsce pogłębiając pocałunek. Odwzajemnił
go splatając swój język z moim. Serce zrobiło kilka koziołków z radości by po
chwili poleśnie jebnąć o podłogę kiedy ten delikatnie mnie od siebie odsunął.
Ale delikatnie. Nie mocno.
-
Trzeci stopień całowania. Tak całuję cię ja.- Powiedziałem z uśmiechem na
twarzy. Przyglądał mi się z chęcią mordu wypisaną w oczach.- Jeżeli ktoś
jeszcze cię tak pocałuję, to cię ukarzę.- Dodałem i podszedłem do drzwi.
-
Zabiję cię.- Syknął za mną. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jarają mnie jego
groźby.
-
Dobranoc.- Powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju zamykając cicho drzwi.
Usłyszałem za nimi cichy jęk.
-
Ja pierdole, kurwa jego mać!- Usłyszałem jego stłumiony krzyk. Zaśmiałem się
cicho pod nosem i wszedłem na dół. Pozostali czekali na mnie przy drzwiach.
-
Perw-Yuui się cieszy.- Powiedziała Sakura. Spojrzałem na nią jak na idiotkę.
-
Jak ty mnie nazwałaś?
-
A nie jesteś niby Perw-Yuui? Co ty mu tam zrobiłeś?- Zapytała ponownie.
Uśmiechnąłem się jak rasowy pedofil, który przez przypadek trafił do
przedszkola.
-
Nadając mi taką ksywkę powinnaś wiedzieć.
-
Perwers.- Powiedział Ashias. Zaśmiałem się cicho.
Miłość
uskrzydla… stara miłość, która na nowo się obudziła trochę stopuję te skrzydła,
ale nadal można latać. A dla takiego zboka jak ja to jak paliwo na kolejnych
kilka dni.
Następnym
razem muszę spróbować czegoś innego…
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Witam,
więc Yuui wiedział o tym, że ktoś słyszał całą rozmowę, jaki zazdrosny… czekam na dalsze części z wielką niecierpliwością…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
więc Yuui wiedział o tym, że ktoś słyszał całą rozmowę, jaki zazdrosny… czekam na dalsze części z wielką niecierpliwością…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
no, no Yuui chce ponownie rozkochać w sobie Enmbe, tak dowiedział się, że został zgwałcony, skąd tak na dobrą sprawę Yuui zna Greya…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie