Wsiadając
na pokład samolotu z zamiarem sprawdzenia obecności swojej klasy usłyszałem
głośny ryk wyżej wymienionych. Łypnąłem na nich groźnie. Uciszyli się, ale
szczerzyli zęby. Od rozpoczęcia roku minęły już dwa miesiące. Z początku było
naprawdę ciężko (nawet teraz czasami było), ale dało radę wytrzymać. Jeszcze
się nie pozabijaliśmy.
-
Suminata-sensei!- Krzyknęła Maszyna uśmiechając się wrednie. Uciszyłem ją
gwałtownym ruchem ręki. Jakimś dziwnym trafem wyszło na jaw, że obawiałem się
tego faceta. Teraz, jeżeli nadarza się taka okazja moja ukochana klasa
dokuczała mi w ten właśnie sposób.
-
Tak?- Zapytał zaglądając do środka.
-
Enmba-sensei jest ranny.- Powiedziała.
-
Em-kun?- Zapytała Sakura.
-
Maszyna…- Powiedziałem mrużąc oczy.- Słyszałem, że jesteście chętni do pomocy
przy rozładunku i zapakunku bagażu. Bardzo mnie to cieszy.
-
Senseiiiiiiii!
-
Ciii!- Uciszyłem ją i spojrzałem na Sakurę. Otworzyła szerzej oczy.
-,
Co Pan zrobił?- Zapytała przerażona. Nie wiem, po co te kulturalne zachowanie
skoro cała szkoła wiedziała, że znamy się też w prywatny sposób.
-
Aoi.- Powiedziałem tylko.
-
Aoi, co?- Zapytała.
-
Znudziło jej się rozstawienie mebli w jej pokoju i zapragnęła przemeblowania.
Czyli patrz: „Em-kun do roboty!” No i tak wyszło jak wyszło, że spadła na mnie
szuflada z jej tuszami kreślarskimi i uderzyła mnie w oko, dlatego mam to…-
Powiedziałem wskazując na cholernie fioletowego siniaka pod prawym okiem.
-
A co się stało z szufladą?- Zapytała. Zaśmiałem się.
-
Roztrzaskała się.- Odpowiedziałem. Suminata-sensei podał mi jakiś zimny okład.
-
Teraz to za dużo nie pomoże, ale może trochę zejdzie.- Powiedział.
-
Dziękuje.- Odpowiedziałem unikając jego wzroku.
-
Wszyscy z twojej klasy są?- Zapytała Sakura.
-
Niestety.- Odpowiedziałem.
-
Senseiiiiiiiiiiii!- Krzyknęli oburzeni. Zaśmiałem się głośno. Po chwili znowu
zostaliśmy sami. Moja klasa tak jak im kazałem pojawili się pół godziny niż
pozostali gdyż chcieli zająć najlepsze miejsca.
-
Sensei?- Zaczął Śpioch. Spojrzałem na niego znad wczorajszych kartkówek.
-
Tak?
-
Sensei mieszka z dziewczyną?
-
Nawet dwiema.- Zaśmiałem się. Uniósł delikatnie brwi do góry. Każdy mi się
przypatrywał. Nie kryłem się ze swoją orientacja. Wiedzieli o tym, że
preferowałem facetów. Dałem im też do zrozumienia, że nie pozwolę się obrażać w
tej kwestii. Dlatego coś im tutaj nie grało.- Z siostrą i „przyjaciółką”-
Dodałem przekreślając błędną odpowiedź. Nim się zorientowałem sprawdzałem
ostatnią pracę. Dobra. Więc będę mógł je oddać w zajeździe. Samolot po woli już
się wypełniał. Spojrzałem na swoją klasę.
-
Pragnę wam przypomnieć o naszej podstawowej zasadzie.- Zacząłem. Al podniósł
się ze swojego siedzenia.
-
Punkt pierwszy. Wasz nauczyciel zawsze
ma racje. Punkt drugi:, jeżeli nauczyciel nie ma racji patrz punkt pierwszy.
Punkt trzeci: pamiętajcie ufam wam i nie chcę abyście to zaufanie stracili.-
Zarecytował moje słowa, które do dzisiaj wisiały na naszej tablicy korkowej.
Spojrzałem na niego.
-
Święta racja.- Powiedziałem. Uczeń pierwszej klasy, którego nie uczyłem zaśmiał
się cicho. Spojrzałem na niego.- Jakiś problem?- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
-
Przecież to jest głupie, co on wyprawia.- Zaczął. Al zerwał się w jego stronę.
-
Al przestań.- Zatrzymałem go jedną ręką.- Głupie nie głupie dzięki
przestrzeganiu moich zasad jeszcze masz zęby chłopie.- Dodałem. Al łypał na niego.-
Al chyba coś powiedziałem.
-
Przepraszam.- Burknął siadając na swoim miejscu. Obdarzyłem pierwszaka
przelotnym spojrzeniem. Nadal się szczerzył.
-
Pamiętajcie też o tym, o czym mówiliśmy wczoraj przed pójściem do domu.-
Przypomniałem. Kiwnęli twierdząco głowami.
Siedziałem na
schodach korytarza naszej uczelni. Przeglądałem jakieś notatki. No tak. Jutro
mamy wielki sprawdzian. Jeżeli zaliczę go na 100% będę zwolniony przez pół
rokuz tego przedmiotu. Na pewno go zaliczę w końcu to w-f. Z tym przedmiotem
nigdy nie miałem problemu.
- Co mój kotek
robi?- Usłyszałem koło swojego ucha przeciągły i zimny szept. Spojrzałem za
siebie. Klękał za mną i opierał dłonie na kolanach. Uśmiechał się do mnie.
- Wiele razy mówiłem
abyś tak do mnie nie mówił.- Powiedziałem chłodno.
- A może zmieniłeś
zdanie?- Zapytał podchwytliwie. Zacisnąłem dłonie w pięści.
- A może chcesz w
mordę?
- Dobrze wiesz, że
ja zawsze dostaje to, czego chce nie ważne, za jaką cenę. Więc jeżeli zmienisz
zdanie po tym jak mi dasz w mordę to śmiało wal.- Powiedział nastawiając
policzek i uśmiechając się do mnie z wyższością. Wiedział, że tego nie zrobię.
Wstałemi bez słowa ruszyłem przed siebie. Co było do przewidzenia on ruszył za
mną ciągle szczerząc się jak szczerbaty na widok suchara.
- Enmba!-
Usłyszałem za sobą. Odwróciłem się. Koleżanka ze stancji. Mieszkałem razem z
nią, trzema innymi dziewczynami i jednym chłopakiem. Zatrzymałem się kompletnie
ignorując tego idiote.
- Tak?
-, O której dzisiaj
kończysz?
- Zostały mi
jeszcze trzy godziny, a co?
- Kimi prosiła
abyśmy dzisiaj zrobili zakupy a ja kończę za godzinę.
- To zostaw mi
listę kupie jak będę się wracał do domu po lekcjach.- Powiedziałem. Spojrzała
na mnie z politowaniem.
- Chcesz nieść zakupy
KIMI taki kawał?- Zapytała.
- A no fakt. To, co
robimy? Ja się nie mogę urwać, bo to będzie matematyka stosowana i
oligofrenopedagogika.
- To ja po ciebie
przyjadę, może być?- Zapytała. Pomyślałem przez chwile.
- No dobra. To
widzimy się pod szkoła o 15.- Powiedziałem i ruszyłem przed siebie. Wtedy
jeszcze nie wiedziałem, że nie będę w stanie dotrzymać słowa.
Od spotkania z Anki
minęło już sporo czasu, ale jakoś nie mogłem w to uwierzyć. Strasznie bolała
mnie głowa i było mi niedobrze. Ale to było nic w porównaniu z moimi nogami i
ciałem. Po prostu straciłem nad nimi kontrolę. Nie mogłem się poruszyć. Całe
ciało mi płonęło. Na domiar złego z mojego prawego biodra wystawał nóż, który
został wbity tam do połowy sprawiając, że sączyła się ze mnie krew brudząc mnie
i wszystko dookoła. Myślałem, że oszaleje, jeżeli czegoś za chwilę z tym nie
zrobię. Ale póki, co dopóki mam jeszcze trzeźwość umysłu i dobrze w miarę
widziałem musiałem ogarnąć sytuacją. Leżałem na materacach za skrzyniami w
magazynku na piłki i inne przyrządy sportowe. Miałem związane ręce i usta. Co
ostatnie pamiętałem? Schodziłem po schodach kierując się ku wyjściu. Wciągając
buty na nogi kończyłem opróżniać butelkę coli, jaką kupiłem sobie kilka przerw
wcześniej. Później zamknąłem oczy a kiedy je otworzyłem… ktoś przewrócił mnie
na plecy. Spojrzałem na ową osobę. To znowu ten idiota!
- Chciałbym się
trochę z tobą pobawić, ale tak się składa, że nie mam zbyt wiele czasu, bo
oczywiście musiałem się umówić z tą zdzirą.- Powiedział ściągając ze mnie spodnie.
Drgnąłem przerażony. On chyba nie zamierzał… zdarł ze mnie bokserki. TAK KURWA!
On właśnie to planował. Próbowałem uciec.- Nie dasz rady, dzięki temu…-
Powiedział pokazując mi jakieś niebieskie tableteczki. Wpatrywałem się w niego
jak przerażony zwierzak. On był poważny. Już wiele razy mi to proponował, ale
zawsze dawałem mu kosza. Zabije go. Przysięgam, że go zabiję. Ten cham… mój
krzyk został zakłócony przez knebel. Wszedł we mnie gwałtownie i bez
przygotowania. Każdy jego ruch sprawiał mi potworny ból. Nie było tak samo jak
z Yuui-kunem. Napiąłem się mocniej na jego wspomnienie, przez co bolało jeszcze
bardziej. Moje łzy i przytłumione krzyki mieszały się z jego jękami. Coś było
nie tak. Jeszcze nie wiedziałem, co ale na pewno coś. Zadławiłem się własną
śliną, kiedy ten cieć w końcu doszedł. Bez słowa ubrał się i wyszedł. Odpływałem…
tak strasznie bolało…
Siedziałem gdzieś.
Ale nie wiedziałem gdzie. Otworzyłem delikatnie oczy bojąc się poruszyć.
Siedziałem w jakimś samochodzie. Minęliśmy znajomy budynek.
- Zatrzymaj się.-
Wyszeptałem cicho. Kierowca spojrzał na mnie. Znałem go.
- Enmba…- Zaczął
niepewnie.
- Gin zatrzymaj
się.- Powiedziałem. Zrobił tak jak kazałem. Wyszedłem obolały z samochodu
wyciągając ze sobą plecak. Nie mogłem się normalnie ruszać. Wszystko mnie
bolało. Już bym chyba wolał dostać po gębie a nie. Na biodrach miałem
przewiązany szal Anki tak aby tamował krwawienie. Pewnie wieźli mnie do
szpitala. Ale póki co musiałem załatwić coś innego. Zabije tego skurwiela za
to, co mi zrobił. Zapamięta mnie do końca życia. Już nigdy nie pozwolę aby
jakiś facet nade mną górował.
-
Enmba-sensei. Enmba-sensei.- Ktoś szarpał mnie za ramię. Usiadłem gwałtownie.
Jeden z moich koszmarów wrócił. Ukryłem twarz w dłoniach. Wiedziałem jak
musiałem wyglądać.- Al zostań z senseiem ja zawołam Suminat’e-sensei’a.-
Powiedziała Didi (przechrzciliśmy ją, bo doszliśmy do wniosku, że po czterech
dniach nazywania ją Dziwką ma dosyć). Złapałem ja za przegub dłoni.
-
Ani mi się waż.- Zasyczałem.
-,
Ale Sensei wygląda jakby miał za raz wyzionąć ducha.
-
Chyba wyraziłem się jasno.- Powiedziałem odsłaniając blada i mokra od potu
twarz.
-
Nie powiedziałbym.- Usłyszałem nad sobą. Spojrzałem tam. Drgnąłem odruchowo, po
czym szybkim ruchem ominąłem Al’a i Didi i udałem się do toalety.
Mataliczno-słonawy smak wypełnił moje usta. Ktoś zapukał do drzwi. Nie
odpowiedziałem.
-
Em-kun.- Usłyszałem za drzwiami głos Sakury. Zastukałem trzy razy w drzwi.
Znak, że wszystko w porządku.- Jakby było wszystko ok. to byś tam nie siedział.-
Dodała z żalem. Zastukałem dwa razy.- Nie. Otwórz w tej chwili.
-
Spadaj.- Jęknąłem przerywając na chwilę wymioty.
-
Chikara-sensei gdzie jest Enmba-sensei?- Usłyszałem za drzwiami głos Chemika.
Uniosłem się z klęczek i kilkakrotnie opłukałem usta zimna woda tak samo jak i
przemyłem nią kilkakrotnie twarz.
-
W łazience. A coś się…- Urwała, kiedy wyszedłem z łazienki. Spojrzała na mnie.
-
Przestań tak robić.- Powiedziałem karcąco, po czym podszedłem do Chemika i
razem z nią wszedłem tam skąd wyszedłem. Tylko moja noga tam stanęła moją twarz
przeszył piekący ból (może nie do końca, ale coś to na pewno było). Spojrzałem
przed siebie. Sakura pospiesznie złapała mnie za rękę. Znała to spojrzenie. Nie
wiem musiała też chyba coś powiedzieć Chemikowi, bo i ona złapała mnie za drugą
rękę. Nim się obejrzałem w pasie przytrzymywał mnie Ashias, blokując mi prawą
nogę. A ja? Ja wpatrywałem się z furią wymalowaną na twarzy na owego
pierwszaka, który wcześniej wyśmiał moją klasę. Cios ten wymierzony był w…
Kropka, ale zdołała się uchylić. Oddychałem głośno. Szarpnąłem delikatnie
rękoma. Wystarczyło, aby Sakura i Chemik mnie puściły.
-,
Enmba!- Krzyknął, Ashias.
-
Raz. Dwa.- Zacząłem liczyć przenosząc cały ciężar ciała na swoje stopy.- Trzy.
Cztery.- Napiąłem mięśnie rąk i pleców.- Pięć. Sześć.- Wziąłem głęboki oddech
i… Ashias puścił mnie pospiesznie. Wiedział jak to się skończy, jeżeli tego nie
zrobi. Podszedłem powoli do owego ucznia, który cofał się z każdym krokiem aż w
końcu głośno opadł na fotel. Zagrodziłem mu drogę ucieczki kładąc ręce na
oparciu fotela. Pochyliłem się nad nim.- Szykuj się mały. Od dzisiaj będę twoim
największym koszmarem.- Dodałem i wróciłem na swoje miejsce przywołując do
siebie gestem ręki Kropka. Podeszła do mnie niepewnie. Posadziłem ją na swoim
miejscu i kucnąłem przed nią.
-
Sensei ja… przepraszam.- Powiedziała przerażona.
-,
Co tu się stało?
-
Kiedy pan wyszedł, on zaczął się gwałtownie śmiać.- Zaczęła.
-,
Kto na to zareagował?- Zapytałem. Wiedziałem, że ta klasa nie pozostanie nikomu
dłużna.
-
Al.- Powiedziała. Wiedziałem.- I co się później stało?
-
Powiedział Al’owi, że ma się zamknąć i pilnować swoich dziewek.- Powiedziała.
Zacisnąłem dłonie w pięści. Dlaczego ten dzieciak jeszcze miał zęby? Nie mogłem
tego pojąć.
-
Później?
-
Jak Al się poderwał to ja wstałam i go uderzyłam.- Powiedziała.
-
Słucham?- Nie wiedziałem, czy dobrze usłyszałem.
-
Al się poderwał, ale byłam szybsza i go uderzyłam. Przecież kazał pan mu być
spokojnym.- Powiedziała.
-
Aha, Um. Iii?
-
Wtedy on uderzył mnie…
-
Iii?
-
Kopnęłam go w krocze.
-
Iii?
-
Zamachnął się, aby mnie uderzyć, ale zrobiłam unik. Więc pan dostał. To miał
być cios dla mnie nie dla pana. Przepraszam. Gdybym się nie uchyliła…- Umilkła,
kiedy pogłaskałem ją po głowie. Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
-
To nie była twoja wina. A teraz wracaj na swoje miejsce.- Powiedziałem.
Wstałem, kiedy odeszła i wyszedłem na środek. Koło mnie stała Sakura i Ashias.
Opuściłem głowę.- Mówię to teraz do wszystkich tutaj zgromadzonych. Jeżeli się
dowiem, że którykolwiek z was obraził, popchnął albo, co gorsza uderzył, jaką
kolwiek dziewczynę to niech sobie to zapamięta raz na zawsze.- Uniosłem głowę
do góry. Oblicze psychola wyszło na jaw.- Odpłacę wam dziesięciokrotnie.-
Dodałem uśmiechając się psychopatycznie. Drgnęli. Nawet Ashias, który przecież
nie widział mojej twarzy. Ktoś przyłożył mi coś zimnego do twarzy. Odskoczyłem
zaskoczony. To pielęgniarz trzymał jakiś zimny okład. Wypuściłem głośno powietrze.
Kiedy w końcu wylądujemy?
^^~^^
Jeżeli
ktoś myśli, że głupie chodzenie po centrum handlowym, muzeum i odwiedziny w
teatrze może być relaksujące powinien wybrać się tam z moją klasą. Ale to i tak
było nic. Prawdziwe schody zaczęły się przy podziale pokoi. To była prawdziwa
katorga.
-
Zostaje tak jak powiedziałem i bez żadnej dyskusji.- Powiedziałem tracąc w
końcu cierpliwość. Ociągając się ruszyli do swoich pokoi. Urzędowaliśmy na
drugim piętrze (moja klasa, jedna trzecia i jedna pierwsza) pozostali byli pod
nami. Tak, więc władzę u góry pełniłem ja, Sakura, Matsumoto (nauczycielka od
angielskiego) i Suminat (Pielęgniarka). A że wyszło jak wyszło… siedziałem na
balkonie. Było już po 23. O dziwo wszyscy jakoś za szybko posnęli. Przeszedłem
jeszcze kilka razy przez korytarz zatrzymując się przed każdymi drzwiami.
-
Już wolne.- Powiedział Suminat-sensei wychodząc z łazienki. Tak. Dzieliłem
pokój z nim.
zaraz, zaraz… chcesz mi powiedzieć, że ten wredny Enmba nad którym mógł zapanować tylko jego brat Natsu…ze on został zbałamucony przez innego faceta i nie był w stanie sie obronic?
ne~Em-kun nie może… on jest tylko Yuui-kuna. o a co do niego miałam sie pytać we wcześniejszym rozdziale… jak to nie ma go? zniknął? gdzie?
o! i nie podoba mi się ten pielęgniarz… jest taki troche… nie. po prostu dla mnie coś za bardzo się plata koło Em-kun. Jak już powiedziałam on jest tylko Yuui’ego.
Nasz nauczyciel znowu pokazał rogi co mnie bardzo, ale to bardzo ucieszyło, ale mam nadzieję, że nie zrobi nic temu uczniowi. W glębi duszy coś czuję, że Al go dorwie i mu wklepie tak aby Nauczyciele nie widzieli.
no coz…
czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. zobaczymy czym teraz nas zaskoczysz.
pozdrawiam;*
ne~Em-kun nie może… on jest tylko Yuui-kuna. o a co do niego miałam sie pytać we wcześniejszym rozdziale… jak to nie ma go? zniknął? gdzie?
o! i nie podoba mi się ten pielęgniarz… jest taki troche… nie. po prostu dla mnie coś za bardzo się plata koło Em-kun. Jak już powiedziałam on jest tylko Yuui’ego.
Nasz nauczyciel znowu pokazał rogi co mnie bardzo, ale to bardzo ucieszyło, ale mam nadzieję, że nie zrobi nic temu uczniowi. W glębi duszy coś czuję, że Al go dorwie i mu wklepie tak aby Nauczyciele nie widzieli.
no coz…
czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. zobaczymy czym teraz nas zaskoczysz.
pozdrawiam;*
Ale najpierw byłam w Maroko, a potem poprawiałam oceny i nadal poprawiam… masakra x_X.
Notka po prostu cudna ;). Bardzo mi się podobała :DD. I czekam na ciąg dalszy. :3