poniedziałek, 5 lutego 2018

6. „Przykro mi, prawda boli.” 6


Przyglądał mi się zaskoczony nie wiedząc jak ma zareagować. Poczekałem aż moje serce choć trochę się uspokoi. Oddychałem ciężko.
- Nie pozwolę ci umrzeć. Nawet jeżeli będziesz tego chciał!- Krzyknąłem nie mogąc zapanować w pełni nad swoimi emocjami w efekcie pokazując swoje prawdziwe uczucia. Kątem oka zobaczyłem jak unosi delikatnie rękę do góry i patrzy w przestrzeń za mną.
- Odejdź. Dokończymy to wkrótce.- Powiedział. Dopiero teraz dotarło do mnie, że ktoś celował w jego głowę.
- Nie umrzesz… nie… nie…- Powtarzałem jak mantrę. Przecierałem co chwilę oczy starając się powstrzymać cieknące po policzkach łzy. Złapał mnie za ręce ale odtrąciłem go. Jeżeli pozwolę aby mnie dotknął nie będę w stanie się powstrzymać. Starczy, że poprzednia noc była dla mnie trudna.
- Yuui…- Powiedział cicho. Spojrzałem na niego gotując się w środku z wściekłości. Co on sobie myślał?! Drgnął jakby zobaczyło moje myśli. Złapałem go za nadgarstki.- Yuui…cze…, co…n…- To był odruch. Po prostu wiedziałem, że jeżeli tego nie zrobię to go walnę i to porządnie. Nim się obejrzałem leżałem na nim wpijając się w jego usta. Uchylił je delikatnie napierając na mnie mocno próbując się uwolnić. Przerwał kiedy wsunąłem mu język do ust. Zaskoczył mnie kiedy wykonałem kolejny swój ruch. Zadrżał w momencie kiedy wsuwałem mu rękę pod koszulkę. Zamiast mnie pierdolnąć i spierdolić zarzucił mi ręce na szyje przyciągając mnie bliżej siebie. Wysunąłem język z jego ust i spojrzałem na niego. Miał rumieńce na twarzy. Nie wiedział co zrobić ze swoim speszonym spojrzeniem.
- Nie bronisz się?- Zapytałem zaskoczony.
- Rób, co chcesz.- Powiedział obojętnie. W jego głosie usłyszałem minimalną nutkę strachu, której pozbył się w momencie kiedy przyciągnął mnie do siebie całując mnie delikatnie w usta. Przeturlałem się z nim na plecy sadzając go na sobie. Drgnął zaskoczony. Zatopiłem mu palce we włosach. Teraz jeżeli będzie chciał uciec nie dam rady go powstrzymać. Całowałem go namiętnie wsuwając swoją rękę ponownie pod jego bluzkę. Trzymał się kurczowo moich ramion. Kiedy przeszedłem do całowania jego szyi zadał pytanie po którym już się nie kontrolowałem i wiedziałem, że jeżeli jednak się rozmyśli to go kurwa zgwałcę!
- Yuui… co ja mam robić?- Zapytał płaczliwym i drżącym głosem. Wymiękłem. Przerzuciłem go na ziemię przygniatając go ponownie. Coś zaczęło napierać na mój brzuch, ale nie przejąłem się tym zbytnio. Taka reakcja oznaczała, że mimo wszystko nie przerwiemy tego co zaczęliśmy…

** jakiś czas później**

            Niosłem go na plecach (podejrzewam, że na księżniczkę by się nie zgodził). Poprzestawiałem mu wcześniej zegarki tak wiec mieliśmy jeszcze godzinę czasu. Na luzie dojdę z nim do hotelu.
            Ta… poprzestawianie czasu było dobrym sposobem nie ma co. Sposobem… pokręciłem przecząco głową. Pomysłem. Jęknął cicho na moich plecach. Starałem się za bardzo nie ruszać. Może trochę przesadziłem i teraz bolało go całe ciało.
            Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Sakura dzwoniła.
            - Tak?
            - Znalazłeś go?
            - Tak.
            - Wracacie już?
            - Mamy jeszcze godzinę, tak?
            - Dziesięć minut.
            - Co?!- Uniosłem głos. Spojrzałem na zegarek. Miała rację.- Niedługo będziemy.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Zacząłem biec ile sił w nogach. Zamorduje ich wszystkich. Jakim cudem dziesięć minut skoro sam przestawiałem mu zegarek i powinien mieć jeszcze dobrą godzinę czasu na dotarcie do domu. Ciekawe kto jeszcze wpadł na pomysł aby coś mu w tym telefonie naszperać. Jak na złość zaczęło jeszcze padać. Wbiegłem na parking zajazdu kiedy coś zaczęło pikać. Jego bransoleta na nodze. Mam mało czasu. Wbiegając co trzy schodki i trzymając go na plecach przebiegłem ostatni odcinek prostej korytarza i wpadłem z nim do pokoju. Nikogo tutaj nie było. Zrzuciłem go z siebie na swoje łóżko opierając zmęczony dłonie o swoje kolana. Oddychałem głośno i ciężko. Chyba przydałoby się zacząć uprawiać jakiś sporcik czy coś.
            Spojrzałem na niego. Był czerwony na twarzy. Oddychał z trudem. Na sobie miał moją bluzę. Poszedłem nalać mu wodę do wanny. Niech się trochę ogrzeje i umyje. Wróciłem po chwili do pokoju. Leżał cały czas tak jak go rzuciłem na łóżko. Czyżby był tak zmęczony, że już zasnął?
            - Enmba. Wstań.- Powiedziałem podchodząc do niego i trącając delikatnie jego stopę. Usiadł na łóżku i gapił się tempo na podłogę. Spojrzał na mnie po chwili spojrzeniem zbitego psa.- Kąpiel…- Wyjaśniłem. Kiwnął głową podnosząc się niezdarnie z łóżka. Ruszył w stronę łazienki jakby wypił nie wiadomo ile i czego. Otworzyłem szerzej oczy kiedy zatrzymał się na środku pokoju ściągając swoje spodnie. Zrobił dwa kroki dalej i ściągnął moją bluzę. Wszedł do łazienki popychając lekko drzwi. Zgarnąłem jego rzeczy z podłogi. Spojrzałem na telefon. Sakura do mnie dzwoniła. Spojrzałem niepewnie na drzwi łazienki. Chyba sobie poradzi? Pomyślałem i wyszedłem na chwilę do sąsiedniego pokoju. Zapukałem delikatnie i po odczekaniu chwili wszedłem do środka. Siedzieli tam.
            - I??- Zapytał Ashias. Oparłem się o drzwi.
            - Bierze kąpiel.- Wyjaśniłem. Na ich twarzach zauważyłem widoczną ulgę.
            - Co ci zajęło tak dużo czasu. Przecież znasz to miast dobrze więc powinieneś wiedzieć gdzie go szukać.- Powiedziała z pretensją Sakura. Spojrzałem na nią jak na wariatkę.
            - To miasto jest nawet pięć razy większe niż to w którym mieszkam obecnie to raz. Nawet gdyby było mniejsze to nie znaczy, że będę wiedział gdzie go szukać. To wy znacie go dłużej niż ja więc to wy powinniście wiedzieć gdzie go szukać a nie ja.- Wymieniłem przyglądając im się uważnie. Drgnęli.- Eh. Mniejsza o większość. Idę zobaczyć co z nim. Jak chcecie to śpijcie dzisiaj u nas w pokoju.
            - Dlaczego?- Zapytał Ashias.
            - Będzie większe prawdopodobieństwo, że nie spierdoli.- Powiedziałem i wyszedłem wracając do siebie. Wchodząc do pokoju byłem pewny, że będzie już leżał w łóżku. Dlatego zdziwiłem się kiedy okazało się, że nadal go w nim nie ma. Zapukałem do drzwi łazienki, ale mi nie odpowiedział. Wszedłem tam. Otworzyłem szeroko oczy. Leżał zanurzony w wodzie z głową pod nią. Wpadłem szybko do wanny wyciągając go mocnym szarpnięciem z wody. Złapał głębiej powietrza, ale nie otworzył oczu. Utopić się chcę świr jeden. Wyciągnąłem korek z wanny. Pomogłem mu wstać. Ledwo co stał na nogach. Coś z nim było nie tak.
            - Zwariowałeś? Spać w wannie.- Zapytałem podając mu ręcznik. Stanąłem do niego tyłem kiedy już utrzymał samodzielną równowagę na swoich nogach. Owiną się owym ręcznikiem i ruszył w stronę drzwi. Chyba nie miał zamiaru spać tylko w tym. Po chwili zorientowałem się o co mu chodziło.- Masz.- Powiedziałem sięgając z półki jego bieliznę i moje najcieplejsze dresy jakie ze sobą przywiozłem (on zabrał ze sobą tylko letnie odzienie). Przyglądałem mu się jak niezdarnie podwija sobie o wiele za długie jak na niego nogawki od spodni. Spojrzał na mnie. Otworzył usta. Ciekawe co takiego chce mi powiedzieć. Mimo, że nimi ruszał nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Spojrzałem na niego zaniepokojony. Złapał się za szyję. Ale to i tak nie pomogło. Podszedłem do niego i złapałem go za twarz. Drgnął.
            - Powiedz ‘aaaaa’.- Powiedziałem. Posłusznie otworzył usta. Zajrzałem do nich. Całe gardło miał czerwone i napuchnięte. Migdałki wyszły mu na wierch. Pokręciłem przecząco głową. Nie odezwie się przez kilka ładnych dni. Złapałem go za rękę i wyprowadziłem z łazienki. W pokoju jeszcze nikogo nie było, i całe szczęście w sumie jeżeli mam być szczery. Położyłem go na jego łóżku okrywając go szczelnie kołdrą. Nie protestował co mnie zaniepokoiło. Wróciłem do łazienki zaglądając do apteczki jaka była na stanie w tym zajeździe. Wyszukałem w niej jakiś tabletek przeciwbólowych i jednocześnie takich aby pomogły mu chociaż trochę na gardło. Wróciłem do pokoju. Leżał na łóżku patrząc się tempo na moją osobę. Bez zapowiedzi wcisnąłem mu ową tabletkę do ust.- Ssij.- Rozkazałem. Po chwili zaczął powoli i z ociąganiem ssać zawartość swoich ust. Sięgnąłem po telefon wykręcając numer recepcji.
            - Tak?
            - Tutaj Natsumi z pokoju 208.
            - Tak. W czym mogę paniczowi pomóc?
            - Mój współlokator dostał chyba gorączki. Rozchorował się. Czy mógłbym dostać coś co chociaż trochę mu pomoże?
            - Tak. Już kogoś do państwa wysyłam.         
            - Dziękuje.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Spojrzałem na niego. Miał zamknięte oczy, ale nadal poruszał ustami. Cicho sięgnąłem po jego telefon. Przyłożyłem mu przy tym rękę do czoła. Był rozpalony. Wyszukałem w jego książce adresowej numer do jego domu. Wykręciłem go. Po chwili ktoś odebrał.   
            - Dom państwa Haruichi. W czym mogę pomóc?
            - Dobry wieczór. Czy mógłbym rozmawiać z panią Yo?
            - Mogę prosić o pana godność i w jakiej sprawie pan dzwoni?- Zapytał delikatny głos po drugiej stronie. Zastukałem niespokojnie w blat stolika. Enmba położył mi rękę na dłoni. Spojrzałem na niego przerażony. Czyżby… nie. Uśmiechał się czerwony na twarzy. Miał zamknięte oczy. Nie kontaktował.
            - Jestem kolegą Enmby z klasy. Mam do niej pilną sprawę.
            - Panicza nie ma aktualnie w domu.  
            - Wiem. Dlatego chcę rozmawiać z nią.
            - Bardzo mi przykro, ale…
            - Słuchaj przychlaście jeden. Dajesz mi ją do telefonu albo cię dorwę i gorzko tego pożałujesz?!- Warknąłem do telefonu. Po drugiej stronie na chwilę zapanował cisza. Coś zaszeleściło.
            - Nie wiem kim jesteś młody człowieku, ale zważaj na słowa jakie kierujesz do mojej służby.
            - Najmocniej proszę o wybaczenie Yo-sama.- Powiedziałem łagodniejąc na chwilę.
            - Kim jesteś?
            - Yuui. Kolega Enmby. Poznaliśmy się jakiś czas temu jak Enmba u mnie nocował.
            - Aaaa. TEN Yuui.- Powiedziała to takim tonem, aż na mojej twarzy zakwitł rumieniec. Ona wie!- Więc, co się stało?
            - Um…- Nie wiedziałem jak mam jej to powiedzieć.
            - Yuui? Co się dzieje? Coś z Enmbą?
            - Chodzi o to, że dostał wysokiej gorączki. Nie może mówić. Nie wiem co mam robić. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji bo nie choruje więc… Proszę mi powiedzieć jak mam mu pomóc.- Wyrzuciłem w końcu to co leżało mi na sercu.
            - Rozumiem. Więc posłuchaj. Zrobisz tak.- Zaczęła mówić bardzo delikatnym głosem. Kiwałem głową słuchając każdego jejpolecenia. Kiedy skończyła mówić rozłączyłem się i otworzyłem drzwi. Za nimi stała kobieta z zajazdu. Trzymała w ręku tackę z termometrem, butelką wody oraz jakimiś lekami.
            - Dziękuje bardzo.- Powiedziałem biorąc od niej zawartość jej rąk.
            - Yuui co się stało?- Zapytała Sakura stając za kobietą. Nic nie powiedziałem tylko otworzyłem szerzej drzwi aby mogli wejść do środka i podszedłem do łóżka na którym leżał. Wsadziłem termometr do jego ust. Poszedłem do łazienki nalać zimnej wody do miseczki oraz wziąć jakąś ściereczkę aby móc robić mu okłady na czole.
            - Ma prawie 40 stopni.- Powiedział przerażonym głosem Ashias. Kiwnąłem głową. Sięgnąłem po tabletkę na gorączkę.
            - Enmba otwórz buzie.- Powiedziałem sadzając go na chwilę na łóżku.Otworzył delikatnie usta. Wsunąłem tam tabletkę. Przyłożyłem mu szklankę z wodą do ust. Zakaszlał kilka razy po czym położył się na łóżku odwracając się do nas bokiem. Przykleiłem mu do czoła plaster chłodzący.- Zostajecie?
            - Tak.- Powiedziała Sakura. W pokoju zapanowała cisza. Słychać było tylko jego ciężki chrapliwy oddech.

^^~^^

            Leżałem na podłodze. Nie mogłem zasnąć. Bałem się, że jeżeli to zrobię to on może się wtedy obudzić. Sakura i Ashias zajęli moje łóżko. Shion spał niedaleko mnie. Coś poruszyło się w ciemnościach. Ani drgnąłem. Moje oczy powędrowały w stronę ruszającej się zjawy. Enmba. Wstał z łóżka. Chwiejnym krokiem bardzo powoli zmierzył w stronę łazienki. Ciekawe co się stało? Zamknął drzwi niknąc w jej wnętrzu. Po chwili usłyszałem jak zwracał. Kaszlał przy tym boleśnie. Usiadłem na podłodze patrząc w stronę drzwi od łazienki. Czy to moja wina, że się tak rozchorował? Zachciało mi się jebanego bzykania w plenerze! Wstałem i wszedłem do łazienki bez pukania. Siedział na podłodze obejmując rękoma muszlę klozetową. Kaszlał co chwilę. Zamoczyłem mały ręcznik w chłodnej wodzie. Przyłożyłem mu go do karku. Spojrzał w bok. Drżał z zimna. Głupek. Wyszedłem do pokoju zgarniając z mojego legowiska puchowy koc. Trudno prześpię się na swoim dużym ręczniku, który znajdował się pod kocem. Wróciłem do łazienki i okryłem go nim szczelnie. Zmoczyłem chusteczkę podając mu ją kiedy przestał w końcu zwracać. Przetarł nią twarz. Podszedł do zlewu i zabrał się za mycie zębów. Kiedy skończył oparł czoło o lusterko. Miał zamknięte oczy. Stał tak dość długą chwilę. Przyłożyłem mu delikatnie dłoń do karku. Nie zareagował. Był gorący. Jeżeli pozwolę mu tak stać to mu się pogorszy.
            - Enmba.- Szepnąłem cicho aby nie pobudzić reszty.- Wracajmy. Chodź.- Powiedziałem. Odwrócił się w moją stronę i wpadł w moje ramiona tracąc przytomność. Znowu zaczął szybciej oddychać. Wziąłem go na ręce (jeżeli się o tym nie dowie to nie przeżyję) i zaniosłem go do jego łóżka. Przyłożyłem mu do czoła zimny okład za raz po tym jak okryłem go szczelnie kołdrą.
            - Co z nim?- Zapytała szeptem Sakura. Spojrzałem na nią.
            - Wróciła mu gorączka.- Odpowiedziałem.
            - Yuui?
            - Hmmm?
            - Robiliście to na dworze.- Nie zapytała. Po prostu stwierdziła fakt. Położyłem czoło na jego łóżko tuż przy jego ręce.
            - Proszę cię. Nie dzisiaj. Nie przekręcaj tego noża.- Powiedziałem bojąc się unieść głowę do góry.
            - Prześpij się.- Odpowiedziała tylko. Wróciłem na swoje miejsce spania. Nie poleżałem tak nawet pół godziny kiedy Enmba znowu otworzył oczy. Sięgnął pod łóżko wygrzebując spod niego butelkę wody. Jego mama miała rację mówiąc mi abym tam ją położył. Upił kilka łyczków i spojrzał na mnie. Przyglądał mi się przerażonym spojrzeniem. Jakby zobaczył zjawę. Wyciągnął z pod poduszki swój telefon. Po chwili dostałem wiadomość. Wyciągnąłem telefon spod poduszki kiedy zawibrował delikatnie.
            Czy ty w ogóle spałeś?
            Tak brzmiała jego treść. On jest chyba nie poważny.
            Nie.
            Odpisałem starając się nie rzucić w niego tym telefonem. Pokręcił przecząco głową.
            Dlaczego? Kładź się spać. Przecież nie ucieknę.
            Przeczytałem. Nie mogłem uwierzyć. Czy on rzadko kiedy choruje i czy on naprawdę myśli, że byłby w takim stanie gdzieś uciec? Spojrzałem na niego z niedowierzeniem ale jego mina mi nie pomogła tak więc sięgnąłem po telefon i wystukałem do niego wiadomość.
            Czy ktoś ci inwalido umysłowy mówił jak ty wyglądasz i co robisz, kiedy jesteś chory?!
            Napisałem. Przyglądałem mu się uważnie. Palce na jego telefonie pobielały momentalnie kiedy zacisnął je mocniej na telefonie. Ciekawe co go tak wkurwiło?
            Sam jesteś inwalida umysłowy! Nie, nie mówił. Bo przez całe życie chorowałem może z cztery razy. Nikt cię nie prosił abyś się mną zajmował!
            Odczytałem jego wiadomość. Wiem głupku, że chorowałeś tak rzadko. Twoja mama mi o tym powiedziała, ale byłeś w takim stanie, że pewnie nawet nie wiesz iż z nią rozmawiałem. I to ona poprosiła mnie o to abym się tobą zajął. W sumie leżał tam z mojej winy, ale najwidoczniej nie brał tego pod uwagę. Wystukałem w telefonie wiadomość „Zamknij się i nie jęcz” i nim ją wysłałem zacząłem się mu uważnie przyglądać. Jak zareaguje? Co napisze? Spojrzał na mnie wściekły. Oho.
            NIE JĘCZE!
            Napisał i położył się tyłem do mnie. Kręcił przecząco głową. Pewnie wyzywał mnie tam równo z każdej strony. Chyba zapomniał jak jęczał kilka godzin temu kiedy… uniosłem się cicho na klęczkach i podszedłem do niego. Pozostali spali. Miał mocno zaciśnięte powieki. Złapałem delikatnie koniuszek jego ucha między zęby. Zauważyłem, że uszy to jeden z jego najwrażliwszych części ciała. Zakrył pospiesznie usta patrząc się na mnie przerażonym spojrzenie. Uśmiechnąłem się.
            - Widzisz…jęczysz.- Szepnąłem cicho i czmychnąłem szybko na swoją miejscówkę. Dzisiaj już losu kusić nie będę. Spojrzałem na niego. Leżał skulony trzymając się kurczowo za owe ucho. Uśmiechnąłem się wrednie zamykając na chwilę oczy.



^^~^^

            Siedziałem koło niego w samochodzie jego rodziny. Jego matka przyjechała za raz po naszym śniadaniu obwieszczając, że trzeba z nim jechać do lekarza. Od kiedy to powiedziała czepił się kurczowo mojej ręki i za cholerę nie chciał puścić. Na kolanach miał jakiś zeszyt. Naskrobał w nim coś na kartce i podał ją Sakurze. Spojrzała na nią ale nic nie powiedziała. Poczułem na sobie spojrzenie jego matki. Enmba naciągnął usta na kształt banana.
            - Jak mam się cieszyć skoro mój syn jest chory?- Zapytała. Uniósł palec do góry uśmiechając się szerzej. Co niby miało znaczyć, że jest dobrze? Uderzyłem go pięścią w bok. Przysunął się bliżej mnie patrząc w moją stronę wilkiem.
            - Nie. Nie jest dobrze.
            - Pojedziemy do doktora Aki-sama.- Powiedziała jego matka. Uderzył się w czoło. Spojrzał na nią i nakręcił na dłoni jakąś dziwną spiralkę palcem. Spojrzałem na niego jak na idiotę, ale najwidoczniej jego matka go zrozumiała.- Tak będzie.- Dodała. Skrzywił się niesmacznie. Coś mu tutaj nie pasowało. Puknął się dwa razy w czoło.- Musi być.- Stanowczo powiedziała. Wziął do ręki zeszyt i coś w nim napisał. Podał jej go. Spojrzała do środka. Po chwili na niego.- Dlaczego? Zawsze to robił.- Powiedziała. Znowu coś napisał. Poprawiłem koc na jego plecach. Gorączka rano trochę mu spadła ale to nie znaczy, że może aż tak bardzo szaleć.- A może chodzi o coś innego.- Powiedziała. Napiął mięśnie nóg. Pociągnąłem delikatnie za koc aby się uspokoił.- Czyli mam rację. Czy to właśnie przez takie coś się rozchorowałeś?- Wziął od niej zeszyt. Dość długo w nim pisał, a kiedy ona do niego zajrzała pobladła momentalnie.- C…- Spojrzała na mnie. Co on jej napisał? Pomyślałem i zaskoczony spojrzałem na Enmbę. Wyciągnęła w moją stronę rękę. Co? Ma zamiar mnie bić po łapach? Nim się zorientowałem podawałem jej już swoją. Drgnąłem zaskoczony kiedy jej ciepłe usta dotknęły chłodnej faktury mojej skóry. Enmba wstrzymał na moment oddech. Sam się tego nie spodziewał a co dopiero ja.- Dziękuje ci, że tak bardzo pomagałeś mojemu durnemu synowi i nie pozwoliłeś mu umrzeć.- Powiedziała. Drgnąłem. Wiedziała, że on chciał umrzeć? Spojrzała na swojego syna.- A z tobą sobie porozmawiam w domu.- Dodała. Enmba upadł na moje kolana. Znowu zaczął szybko oddychać. Dotknąłem jego czoła.
            - Gorący.- Powiedziałem. Sakura przykleiła mu okład chłodzący do czoła. Trzymał kurczowo moje spodnie mimo, że oddychał z bólem.- Głupi kretyn.- Dodałem otulając go szczelniej kocem. Poczułem na sobie spojrzenie jego matki, ale jakoś się tym nie przejąłem. Ważne aby jak najszybciej wyzdrowiał. Nic innego się teraz dla mnie nie liczyło.





******************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Witam,
bardzo interesująco, ciekawie jest widzieć te same wydarzenia oczami Yuui, więc Sakura domyśliła, że oni razem…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...