Kilka
tygodni później stałem przed bramą prowadzącą do szkoły. Dzisiaj miałem się
dowiedzieć czy zdam matmę czy też nie. Ale teraz musiałem załatwić całkiem, co
innego. Przypatrywałem się każdej osobie, która mnie mijała odpowiadając
przyjaźnie na powitania. Kiedy już zwątpiłem pojawiła się na końcu ulicy. Szła
zapatrzona do przodu. Nawet z tej odległości mogłem usłyszeć, że słucha muzyki.
Inni uczniowie naszej szkoły schodzili jej z drogi. Ja z kolei zaszedłem jej
drogę stając przed nią. Spojrzała na mnie gniewnie i ruszyła z zamiarem
wyminięcia mnie. Złapałem ja za przegub ręki i pociągnąłem za sobą ignorując
zaciekawione spojrzenia innych ludzi. Szła w milczeniu. Kiedy przeszedłem spory
kawałem przez park, który znajdował się niedaleko naszej szkoły szarpnęła swoją
ręką uwalniając się z mojego delikatnego uścisku. Odwróciła się odchodząc.
Złapałem ją za mankiet koszuli i popchnąłem na ławeczkę. Szarpnąłem za kabelki
jej słuchawek.
-
Nie karz mi się zachowywać w taki sposób.- Powiedziałem chłodno. Prychnęła.
Oparłem ręce o oparcie ławki przybliżając swoja twarz do jej.- Jeszcze ci nie
oddałem za tamte dwa liście.- Dodałem.
-,
Czego chcesz?!- Syknęła odtrącając moje ręce.
-
To na ciebie mówią Maki?- Zapytałem. Spojrzała na mnie wilkiem.- Nie gap się.
Skoro mnie znasz wiesz, że mi różnicy nie robi to, kto dostanie jak mi
podpadnie.
-
Wiem.
-
Skąd?
-
Chodziliśmy do jednego gimnazjum.- Powiedziała siadając do mnie bokiem.
Patrzyła znudzonym wzrokiem przed siebie.
-
No to wszystko jasne.- Powiedziałem. Znowu prychnęła. Złapałem jej twarz w
swoje palce i nakierowałem ją na siebie.- Masz jakiś problem?
-
Ty nim jesteś!
-
No to mamy problem. Bo nie jesteś pierwsza, która to powiedziała. O co ci
chodzi?
-
Już ty dobrze wiesz, o co?- Powiedziała próbując się uwolnić. Ale tym razem jej
na to nie pozwoliłem.
-
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem.- Powiedziałem uśmiechając się złośliwie.
-
Daj mi spokój kretynie!- Krzyknęła. Ścisnąłem mocniej jej twarz. Skrzywiła się
z bólu.
-
Licz się ze słowami. Myślisz, że kim jesteś, aby się tak do mnie odzywać. Znaj
swe miejsce.- Powiedziałem. Zamilkła.- Powiesz, o co ci chodziło czy mam to z
ciebie wyciągnąć?- Zapytałem. Pokazała mi środkowego palca. Uniosłem brwi do
góry. Złapałem ją za niego i wykręciłem w druga stronę. Krzyknęła przerażona.
-
Spiepszaj!
-,
Czyli rozumiem, że wyciągamy.- Powiedziałem i wbiłem jej palca w obojczyk lewej
ręki. Ugięła się pod naciskiem.- Powiedziałem, że cię zabije, ale to w innej
kolejności. Gadaj, o co ci chodziło tak naprawdę.
-
My… Myślisz, że to, o co mi poszło to nie naprawdę?- Zapytała łamiącym się
głosem. Dalej trzymając ją za twarz wbiłem jej palca w zgięcie łokcia.
Skrzywiła się.
-
Myślałem, że jakiś koleś do mnie sapie, bo kręcę się obok Aoi.- Powiedziałem
powarznie.
-
I o to mi chodziło.
-
No i?
-
Nie pozwolę, aby ktoś taki z nią chodzi…- Krzyknęła z bólu. Poluźniłem uścisk
minimalnie.
-
Masz problem. Ona mnie nie interesuje, nie interesowała i interesować nie
będzie.- Powiedziałem.
-
Enmba?- Usłyszałem za swoimi plecami zaskoczone pytanie. Zakląłem pod nosem.
Zbliżyłem swoją twarz do niej.
-
Sprawiłaś, że płakała.
-,
Co-oo?- Zapytała. Puściłem ją i odsunąłem się od niej.
-
Porozmawiaj z nią. A na przyszłość uważaj, co robisz.- Powiedziałem i odwróciłem
się by spojrzeć na Yuui-kuna. Serce zabiło mi szybciej. Głupie serce!
-,
Co ty…?- Zapytał. Podszedłem do niego.
-
Nic takiego. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. Prawda Maki-chan?- Zapytałem
odwracając się do niej i uśmiechając się szeroko. Spojrzała na mnie.
-
Taaa.- Burknęła wkładając do uszu słuchawki i odchodząc do szkoły przed nami.
-
Czy ty…
-
Słucham?- Zapytałem, kiedy urwał w połowie.
-,
Co ty z nią robiłeś?- Zapytał. Spojrzałem i uśmiechnąłem się wrednie.
-
A co? Zazdrosny?
-
Chciałbyś!- Krzyknął rumieniąc się delikatnie i ruszając przed siebie.
-,
Czyli mam racje.- Zaśmiałem się podchodząc do niego.
-
Umiesz na matmę?- Zapytał zmieniając temat. Uśmiechnąłem się.
-,
Jeżeli mi nie pyknie będziesz miał spokój w następnym roku.- Zaśmiałem się podbiegając
do niego, ponieważ przyspieszył. Zatrzymał się gwałtownie i złapał mnie pod
łokieć.
-
Słuchaj no. Masz to zdać, bo jak nie to sam cię zabije.- Powiedział groźnie.
Uśmiechnąłem się do niego.
-
Zobaczę, co da się…- Urwałem, kiedy zbliżył się do mnie. Próbowałem się
uwolnić, ale już opuszczały mnie siły.- Przestań.- Powiedziałem, kiedy się nade
mną pochylił.
-
Zdasz.
-
A skąd…- Rozejrzał się dookoła, po czym pocałował mnie delikatnie. Szarpnąłem
ręką. Głupek! Jeszcze ktoś zobaczy.
-
Zdasz.- Powiedział odsuwając swoje usta od moich na dosłownie kilka milimetrów.
-
Nie wi…- Zadarł mi koszule do góry wsuwając pod nią rękę. Złapałem go
gwałtownie.- Zdam. Zdam.- Powiedziałem szybko. Uśmiechnął się i pocałował mnie
delikatnie. Po czym ruszył przed siebie. Minęła chwila nim się ogarnąłem, po
czym go dogoniłem.
-
I tak ma być.- Powiedział. Uderzyłem go w bok.
-
Wredny jesteś.- Powiedziałem patrząc przed siebie.
-,
Jeżeli zdasz…- Zaczął. Zerknąłem na niego.-… To coś ci powiem.- Dodał i wszedł
na teren szkoły. Teraz to na pewno niczego z niego nie wyciągnę.
^^*^^
Siedziałem
jak na szpilkach czekając na wyniki mojego „testu”. W klasie oprócz nauczyciela
byłem tylko ja. Siedziałem naprzeciwko tablicy wyprostowany i co chwile
zerkałem na nauczyciela, który sprawdzał moje wypociny. W sumie byłem pewien
tego, że nie popełniłem żadnego błędu. Z Yuui’m za nauczyciela nie ma takiej
możliwości. Nie wiem czy tylko mi się tak zdawało czy jak ale czas leciał mi
potwornie wolno. Nauczyciel sprawdził dopiero trzecią kartkę z, dziesięciu
jakie mi zadał. Test sam w sobie nie był trudny, ale kilka pytań było
podchwytliwych. I z tego mój „nauczyciel” nauczył mnie wychodzić bez większego
problemu.Zerknąłem na zegarek. Zbliżała się godzina szesnasta. Dzisiaj
zapowiedziałem w domu, że wrócę trochę później nie podając żadnego konkretnego
powodu. Skrzywiłem się na myśl o tym, co mnie czeka, jeżeli nie zdam. Natsu…
Eagle… Nobi… Each… Yuui. Ten pierwszy i ostatni przerażali mnie najbardziej.
Chociaż… nie. Nawet o tym nie myśl głupku jeden. Dlaczego właśnie matma ze
wszystkich przedmiotów szkolnych musi mi iść najgorzej? Tego jakoś nie mogłem
ogarnąć ani pochwycić swoim sfrustrowanym móżdżkiem.
-
Enmba…- Nauczyciel odrzchąknął znacząco kilka razy. Spojrzałem na niego
spinając wszystkie mięśnie. „Proszę. Proszę. Proszę! Pozwól mi zdać!” Błagałem
go w myślach czując się podle, że upadłem aż tak nisko.- Czy ktoś udzielał ci
korepetycji?- Zapytał patrząc na mnie. Moja praca leżała przed nim.
-
Tak.
-
Rozumiem. Proszę. Tutaj są twoje wyniki. I…- Powiedział podając mi kartki.-
Podziękuj swojemu korepetytorowi.- Dodał uśmiechając się delikatnie. Spojrzałem
na pierwszą stronę. 99%. Nie mogłem uwierzyć.
-
Dziękuje. Naprawdę panu dziękuje.- Powiedziałem kłaniając się przed nim w pół.
Uśmiechnięty na twarzy zabrałem swoje rzeczy i pognałem do drzwi.- Jeszcze raz
bardzo dziękuje. Dowidzenia Sensei.- Dodałem kłaniając się na odchodnym.
Ruszyłem pędem przed siebie wykręcając niebezpiecznie na zakrętach na korytarzu
i zbiegając po schodach. Reszta miała na mnie czekać w parku. Pędziłem, co sił
w nogach. Nie mogłem pozbyć się durnego banana z twarzy. Zaliczyłem! Nie muszę
powtarzać roku! Natsu mnie nie zabije! Yuui nie zada mi bólu! Chwila! Cofnij.
Że co?! Zbiegłem po schodach na dół parku wyganiając z głowy obrazy ostatniego
razu z nim. Jak mogłem sam go prosić o to jeszcze takim głosem i z takim
wyrazem twarzy? Nie mogłem tego pojąć. Siedzieli tam. Na brzegu jeziora.
Ashias, Shino i Yuui grali w karty. Z kolei Sakura, Aoi i… Maki (?!) Siedziały
trochę dalej i przeglądały jakieś czasopisma. Nieco zaskoczony zbiegłem po
delikatnym zboczu ślizgając się na butach od jego połowy. Spojrzeli na mnie
zaskoczeni. Położyłem się wygodnie na trawie i patrząc w niebo po prostu
suszyłem ząbki.
-
I…?- Usłyszałem głos Yuui’ego. Spojrzałem w bok. Patrzyli na mnie. Uniosłem
kciuka do góry uśmiechając się przy tym.- A ile punktów?
-
Nieee powiem.- Powiedziałem siadając po turecku na trawniku i uśmiechając się
szeroko.
-
No Enmba nie bądź taki.- Zajęczała Sakura.
-
Nie powiem. Bo mi się oberwie.
-
To aż tak mało?
-
Zaliczyłem. To się liczy.
-,
Ale na ile procent?- Zapytał Ashias.
-
A ile trzeba u niego mieć, aby takie coś zaliczyć?
-
Tak 75%- Powiedział Shion.
-
No to mniej niż 75 nie miałem.- Powiedziałem.
-
Enmbaaaa.- Yuui spojrzał na mnie z ukosa. Znałem to spojrzenie. Objąłem nogi
ramionami. Spojrzał na mnie tak drugi raz. Za pierwszym razem… później bolało.
Teraz moje ciało zareagowało odruchowo.
-
9 djhniohjfoj- Wymamrotałem w swoje kolano.
-
Słucham?- Zapytał Yuui unosząc się na kolana.
-
99!- Krzyknąłem przerażony. Yuui uśmiechnął się złośliwie, a pozostali unieśli
zaskoczeni brwi do góry.
-,
Co ty taki przerażony?- Zapytała, Sakura. Spojrzałem na nią. Pokręciłem
przecząco głową.
-,
Ale zdałem. No przecież zdałem.- Powiedziałem niby do siebie, ale prawdą to nie
było.
-
Miałeś błąd.- Stwierdził Yuui. Przełknąłem głośno ślinę.
-,
Co ty mu zrobiłeś? On tak tylko na Natsu reaguje.- Stwierdził Ashias.
-
Nic. Prawda?
-
Nic a nic.- Poparłem go. Mogłem powiedzieć, że miałem stówkę. Napotkałem jego
wredny uśmieszek. Przełknąłem głośno ślinę. Chyba musze sobie zainwestować w
pas cnoty. Usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Odebrałem go.
-
Tak?
-
Enmba. Kiedy będziesz w domu?- Zapytała mama. Wypuściłem głośno powietrze.
-
Nie wiem. A coś pilnego się stało?
-
Jak to coś? Przecież mówiliśmy ci kilka dni temu, że z ojcem wyjeżdżamy na
półtorej tygodnia do Stanów do twoich braci.
-,
Ale nie mówiłaś, kiedy.- Powiedziałem zaskoczony.- Kiedy?
-
Dzisiaj wieczorem jedziemy.
-,
Ale… w ten weekend…- Urwałem.
-
Nie jesteś już dzieckiem przecież możesz zostać sam w domu. Przecież będzie
jeszcze Aoi i służba.- Powiedziała mama. Zapomniała.
-
Dobrze rozumiem.- Powiedziałem odsuwając się od reszty, aby móc w spokoju z nią
porozmawiać.- Będę za pół godziny. Mamo?
-
Tak?
-
Mógłbym na weekend zaprosić znajomych do domu?- Zapytałem niepewnie.
-
Enmba…
-
Niedługo będę w domu. Wtedy mi odpowiesz. Chodzi mi o moją paczkę i koleżankę
Aoi z innej klasy.
-
Dobrze. Możesz.- Odpowiedziała.
-
Dziękuje. Nie długo wrócę.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Podszedłem do nich.
-,
Co jest?- Zapytał, Shino.
-
Hmmm. Sorrki, ale musze lecieć na chatę.- Powiedziałem podnosząc swój plecak z
ziemi.- A i czujcie się zaproszeni wszyscy na ten weekend do mnie do domu.-
Dodałem. Zatrzymałem się na chwile.- Ty Maki też.- Po wypowiedzeniu tych słów
ruszyłem przed siebie.
^^*^^
Stałem
w kuchni przed całą służbą, jaka została z nami na ten czas, kiedy rodziców nie
będzie w domu. Aoi rozmawiała z kimś przez telefon, więc będzie dobrze, jeżeli
załatwię to teraz.
-
Rozumiem, że mama przekazała wam, iż na ten weekend będziemy mieli gości.-
Powiedziałem. Jak jeden mąż twierdząco kiwnęli głowami?- Więc jest z mojej
strony tylko jedna prośba. Macie im niczego nie mówić.- Dodałem. Z delikatnym
opóźnieniem i z brakiem zainteresowania znowu mi przytaknęli.
-
Em-kun! Gdzie jesteś?- Usłyszałem wołanie Aoi rozchodzące się po mieszkaniu.
-
w kuchni.- Zawołałem do niej.- Jej też ani słowa. Najlepiej, jeżeli nawet
rodzicom nie powiecie.- Dodałem i spojrzałem na nią, kiedy weszła do kuchni.
-
Em-kun! Słuchaj…- Wyszedłem za nią zostawiając służbę w samotności.- Może w ten
weekend zrobilibyśmy sobie seans filmowy z wszystkimi?- Zapytała rozpromieniona.
Spojrzałem na nią.
-
Powiedziała ci?- Zapytałem prosto z mostu siadając na kanapie w salonie.
-,
Co?
-
słucham jak coś? Pytam się czy Maki ci powiedziała?
-
Skąd…
-
No niestety, ale wczoraj się nie urodziłem.- Odparłem.- Mi tam bez różnicy.
-
To wpadłam na taki pomysł może każdy wybierze po jakieś dwa swoje ulubione
filmy i je obejrzymy.- Zaproponowała. Rzuciłem jej słuchawkę telefonu.
-
Dzwon do innych i uzgadniaj to z nimi.- Powiedziałem. Spojrzała na mnie
zaskoczona.
-,
ale… to, chociaż zadzwoń do Yuui-kuna.- Poprosiła błagalnie.
-,
Dlaczego?
-,
Bo lepiej się z nim dogadujesz? Ja się go boje.
-
Pamiętasz jak ci powiedzieli na początku. Z całej naszej paczki to mnie
powinnaś bać się najbardziej.- Odpowiedziałem. Uśmiechnęła się do mnie
łagodnie.
-
Em-kun jest miłą osobą nawet, jeżeli wrzeszczy.- Powiedziała patrząc na mnie
błagalnie.
-
Zapłać.- Powiedziałem wyciągając w jej kierunku rękę.
-
Słucham?
-
Zapłać.
-
Ile?
-
No nie wiem? Oddaj mi swoją bieliznę, pierwszy pocałunek i dziewictwo.-
Powiedziałem z pełną powagą. Nadęła czerwone policzki.
-
Enmba! Wredny jesteś!- Krzyknęła rzucając we mnie poduszka i osłaniając się
drugą. Zaśmiałem się. Wyciągnąłem komórkę z kieszeni.
-
Nooooo.- Usłyszałem po drugiej stronie niewyraźny acz znudzony głos.
-
Nie Nooo tylko słucham.
-
Nie mów słucham, bo cię… wiesz, co?- Powiedziała poważnie.
-
E.- Tylko tyle zdołałem mu odpowiedzieć na jego ripostę. Aoi siedziała
naprzeciwko mnie i przyglądała mi się uważnie.
-
Żadno „E” tylko, co?
-
Nie, co?
-
No dobra? Skończmy już tą rundę. O co chodzi?
-
A musi o coś chodzić?
-
No halo. Ty do mnie bez powodu nie dzwonisz.
-
W sumie to miała dzwonić Aoi (dostałem w ramię od niej w tym momencie), ale
chyba się wystraszyła i wypadło to na mnie.
-,
Jeżeli ona miała dzwonić to mi ją podaj do telefonu.- Powiedział chłodno.
-
Uroczy jak zawsze.- Burknąłem pod nosem i podałem jej telefon. Spojrzała na
niego zaskoczona.- Ja miałem tylko do niego zadzwonić, więc ty rozmawiasz.
-,
ale…- Zaczęła.
-
Nie zapłaciłaś, więc gadaj.- Wcisnąłem jej telefon. Wzięła go jakby był zatruty
i przyłożyła słuchawkę do ucha.
-
Tak? (…) Ummm (…) ehe (…) mhy (…) nocny seans filmowy (…) rozumiesz? (…)
Prz-przepraszam (…) a jakie lubisz (…) ehe, (…) co?(…) Nie to nie jest dobry
pomysł(…) ummm (…) a muszę? (…) „Oddaj mi swoją bieliznę, pierwszy pocałunek i
dziewictwo” (…) ok.- Powiedziała i podała mi telefon. Patrzyłem na nią
zaskoczony. Zwariowała.
-
Tak?- Zapytałem odwracając się do niej tyłem.
-
Zapłać.
-
spadaj.
-
Zapłać.
-
Yuui w twoim wykonaniu to nie jest wcale a wcale zabawne.- Powiedziałem
poważnie.
-
dobra zapłacisz, kiedy indziej.
-
Nie powiedziałem, że…
-
Dobra. Inna sprawa. Nie orientujesz się, co Aoi chciałaby dostać na urodziny?-
Zapytał ni z gruszki ni z pietruszki. Uniosłem brew do góry.
-
A po co?
-
No przecież w tą sobotę ma urodziny?- Powiedział z żalem. Otworzyłem szerzej
oczy.
-
Nie wiedziałem.- Tylko na tyle było mnie teraz stać.- Ale nie wiem.- Dodałem po
chwili.
-
Aha. No dobra. To coś tam wymyślę.- Powiedział jakby myślami był już daleko od
naszej rozmowy.
-
No ok. Jutro w szkole się zgadamy jak chcecie przyjść.
-
To już z resztą rozmawialiśmy i jeżeli tobie by pasowało to chcielibyśmy tak w
piątkowe późne popołudnie.- Powiedział. Zamyśliłem się analizując coś w głowie.
-
No dobra. Może być. Mi tak pasuje. Ok. Ja muszę kończyć.
-
Narty.- Powiedział i się rozłączył. Wsadziłem telefon do kieszeni i spojrzałem
na drzwi, za którymi niedawno, co zniknęła Aoi.
^^*^^
Siedziałem
w domu. Był sobotni poranek. Dzień, jak co dzień. Można by rzec. Po części.
Rodziców nie było. W domu Przybyło kilku nowych mieszkańców. Aoi miała dzisiaj
urodziny. A ja po raz pierwszy w życiu dostałem depresji. Siedzieliśmy wszyscyw
salonie i oglądaliśmy jakąś przygłupią bajkę, którą wybrał, Shion. Opierałem
znudzony głowę o oparcie fotela, na którym siedziałem. Nie wiem. Chyba tylko ja
jakoś nie mogłem ścierpieć tego filmu. Nie no sorry to nie był film.
Wypuszczając głośno powietrze udałem się do kuchni z zamiarem znalezienia sobie
czegoś do picia.
-
Nudzi cię film?- Usłyszałem za sobą znajomy głos. Zerknąłem za siebie na
chwile, po czym wróciłem do buszowania po lodówce.
-
Zdeka.- Powiedziałem wyciągając z lodówki sok, po czym wsadziłem go ponownie do
lodówki a razem z nim i głowę.
-
Widać.
-
Mmmm.- Zamruczałem decydując się w końcu, na sprita. Wyciągnąłem go zamykając
lodówkę. Spojrzałem na niego.- A ty coś chcesz?- Zapytałem. Przyglądał mi się
uważnie.
-
Tak.
-,
Co?- Zapytałem ponownie, kiedy udzielił mi odpowiedzi. Wskazał tylko na mnie
palcem, po czym uśmiechnął się i wyszedł z kuchni. Przełknąłem głośno ślinę i
wyszedłem za nim powrotem do salonu. Teraz leciała jakaś komedia romantyczna.
Nie wiem czyj wybór. Usiadłem na swoim wcześniejszym miejscu. Ktoś położył mi
rękę na ramieniu. Spojrzałem do góry. Jedna ze służących. Uniosłem brew, ale
wyszedłem za nią cicho, aby nie przeszkadzać reszcie. Udałem się za nią do
kuchni.
-
Nova coś się stało?- Zapytałem wchodząc za nią do kuchni. Znajdował się tam
cały pozostawiony przez rodziców personel. Stali w małym półokręgu. Nova
zamknęła za sobą drzwi na klucz. Uniosłem brew do góry. Z szeregu wystąpił nasz
ogrodnik. Sebastian? Sergiej? Czy jakoś tak? Nawet nie wiem.
-
Panicz wybaczy nasze zachowanie…
-
Spoko. Nie przepadam za takimi filmami.- Powiedziałem cicho.
-
Wiemy, że prosił panicz, aby nie afiszować się z tym, dlatego poczekaliśmy na
odpowiedni moment.- Powiedział, po czym cofnął się delikatnie, kiedy napotkał
mój wzrok.
-
Nie chcesz mi chyba powiedzieć…
-
Nie. Proszę wybaczyć moje zachowanie i to, że Paniczowi przerwałem. Ale…-
Wyciągnął zza siebie wąskie, długie, ale małe pudełeczko owinięte zielonym
papierem. Wyciągnął je w moim kierunku.- To od nas wszystkich. Tak skromnie,
ale wszystkiego najlepszego z okazji siedemnastych urodzin Paniczu.- Dodał.
Tak. Dzisiaj mam urodziny. Wziąłem od niego podarek.
-
Dziękuje wam bardzo.- Powiedziałem. Służba to były jedyne osoby, które
pamiętały o moich urodzinach. Rodzice i bracia zawsze zapominali. A
przyjaciele? Oni nawet nie wiedzieli, kiedy je obchodziłem.- Mogę otworzyć?-
Zapytałem.
-
Ależ oczywiście.- Odpowiedział Ogrodnik. Rozerwałem drżącymi rękoma papier z
opakowania. Mimo wszystko czułem podekscytowanie. Na moje ręce wypadło czerwone
opakowanie z czarną literą „P”. Skromne? Ta jasne. Rzeczy z tego sklepu
kosztowały majątek. Nie wiem ile musieli na to wydać. Otworzyłem wieczko. W
środku znajdował się srebrny naszyjnik z zawieszką. Zawieszka składała się z
dwóch liter „EH” skrzyżowanych ze sobą. Spojrzałem na nich.
-
Dziękuje bardzo.- Powiedziałem szeptem. Wiedziałem, że jeżeli odpowiem głośniej
to chyba się popłacze. Wyciągnąłem łańcuszek z pudełeczka i podałem go Novej.-
Mogłabyś…
-
Oczywiście Paniczu.- Odpowiedziała i zapięła mi go na szyi. Podałem jej
pudełeczko.
-
Byłbym również wdzięczny gdybyś zaniosła to pudełeczko do mojej sypialni.-
Dodałem. Wzięła je i skłoniła się delikatnie.- Jeżeli chcecie to możecie sobie
do końca dnia wziąć dzisiaj wolne.- Powiedziałem. Dygnąłem przed nimi i
wróciłem do salonu. Napotkałem pytające spojrzenie Yuui’kuna. On to wszystko
dojrzy. Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, po czym zasiadłem w fotelu.
^^*^^
Co
się działo? Nie mogłem tego pojąć. Słyszałem krzyk mamy i ojca. Oraz krzyk… nie
to nie możliwe. Musiałem za dużo wypić. Przecież Natsu nie ma w domu.
Próbowałem jakoś się pozbierać. Bolało mnie wszystko. Cała lewa część twarzy. Z
ust ciekła mi krew. Co się działo do tego momentu? Służba wzięła sobie wolne
tak jak im pozwoliłem. Następnie lał się alkohol. Wylądowałem z Yuui u mnie w
pokoju. Całowaliśmy się.W pewnym momencie zniknął ze mnie. Usiadłem na łóżku i
poczułem ból na twarzy.
-,
Co to ma kurwa znaczyć?!- A jednak Natsu wrócił. Czyli widział to wszystko.
Widział… chwila, co on tutaj robił?
-,
Co ty tu robisz?- Zapytałem niewyraźnie.
-
To chyba ja się pytam!
-
Mamo…?
-
Czy ty wiedziałaś, że on jest gejem?!- Wydarł się Natsu. Oprzytomniałem. Yuui
stał pod ścianą. Z ust leciała mu krew. Eagle trzymał go za szyje. Zdrapałem
się z łóżka.
-
Eagle puść go.- Powiedziałem oschle. Nie reagował.- Ogłuchłeś do reszty.- Natsu
znowu zamarkował cios. Złapałem go za przegub ręki.- Nie twój interes, co i z
kim robie. Rozumiemy się.- Dodałem. Oddychałem wściekle przez nos.- EAGLE!!!-
Ryknąłem nie wytrzymując. Puścił go po woli.
-
COO TO MA ZNACZYĆ?!- Teraz i ojciec wdał się w debatę. Spojrzałem na niego uciszając
go jednym spojrzeniem.
-
TAK CI SIĘ NUDZIŁO W TWOJE URODZINY, ŻE MUSIAŁEŚ DAĆ DUPY TEMU CIECIOWI?!-
Ryknął Natsu uderzając mnie w twarz. Rzuciłem się na niego przygniatając go do
ściany.
-
Wyraziłem się jasno. Gówno cię to obchodzi.- Syknąłem mu w twarz.- I go nie
obrażaj!- Ryknąłem. Na dole można było dosłyszeć rozmowy pozostałych. Ciekawe,
co u nich się dzieje.
-
TO COŚ CIĘ WYKORZYSTUJE!!!- Ryknął Natsu. Uderzyłem go z całej siły w twarz.
Upadł na ziemie łapiąc się za nią zaskoczony. Nie spodziewał się tego
widocznie.
-
Nie. Obrażaj. Go.- Wycedziłem przez zęby.
-
Enmba. Wystarczy.- Usłyszałem za sobą cichy głos Yuui’kuna. Spojrzałem na
niego. Przetarłem usta.- On ma racje.- Dodał. Poczułem się jakby ktoś trzy razy
wbił mi nóż w serce. Poczułem się jakby ktoś wyłączył dźwięk. Poruszały się
tylko jego usta. Twarz była zimna. Bez wyrazu. Tak jak i jego oczy. On. Ma.
Racje. Racje. On. Ma. On. Racje. Ma. Ma. Racje. On. Racje. Ma. On. Przeszmuglowałem
te trzy słowa w każdy możliwy sposób i jakoś nie mogłem zrozumieć ich
znaczenie. Jak można użyć tych trzech słów, i utworzyć z nich to zdanie?
-
Heee?- Tylko na tyle było mnie stać.
-
Przecież mówię. Głuchy jesteś. On ma racje. Dostałem to, co chciałem. Było
miło, ale się skończyło.- Powiedział chłodno. Wpatrywałem się w niego.
-
Żartujesz.- Stwierdziłem. Zaśmiał się głośno. To nie był jego śmiech.
-
Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił.
Nieźle jęczysz, ale Nara młody.- Powiedział i wyszedł z mojego pokoju udając
się cicho na dół. Wpatrywałem się w drzwi, za którymi zniknął. Łapałem szybo
powietrze do ust niczym karp wyciągnięty z wody. Ale powietrze sprawiało mi
więcej bólu niż przynosiło ukojenia. Mama coś do mnie mówiła. Usłyszałem dźwięk
zamykanych drzwi wejściowych. Ominąłem ją bez słowa. Ruszyłem po woli w stronę
schodów. Schodziłem po nich bardzo powoli. Zatrzymując się na każdym na chwilę.
„Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy.
Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara młody.”
Minąłem pierwszą kondygnacje schodów.„Żartowałem
ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle
jęczysz, ale Nara młody.” Przechodziłem właśnie koło sypialni rodziców. „Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy. Nie
ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara młody.”Schodziłem
po kolejnych schodach. „Żartowałem
ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle
jęczysz, ale Nara młody.”Byłem już koło kuchni. „Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to
bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara młody.” Minąłem pozostałą część naszej
paczki oraz moich dwóch braci. „Żartowałem
ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle
jęczysz, ale Nara młody.” Stanąłem przed drzwiami i złapałem za klamkę. „Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy. Nie
ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara młody.” O_O.
Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. „Żartowałem
osteonie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle
jęczysz, ale Nara młody.” Był już koło bramy, kiedy w końcu wyszedłem z
domu. Rzuciłem się biegiem za nim. Próbowałem go zawołać. Ale nie mogłem
wykrztusić z siebie słowa. Po chwili już go dogoniłem.
-
Yuui…- Zacząłem. Nie odwrócił się.- Czy naprawdę myślisz to, co powiedziałeś?-
Zapytałem. Milczał.-Yuui… powiedź coś.
-
Wracaj do domu.- Powiedział cicho nie odwracając się w moją stronę. Podszedłem
do niego po woli. Ruszył, kiedy tylko usłyszał, że się zbliżam.
-,
Yuui…
-
Powiedziałem: Wracaj.
-
Wrócę, jeżeli powiesz mi, że to, co wtedy powiedziałeś to prawda.- Rzuciłem
mocno. Zatrzymał się. Stał zaledwie kilka metrów przede mną. A jednak był tak
daleko.
-
Tak. To prawda.- Powiedział chłodno.
-
Szkoda. Bo widzisz… ja się w tobie zakochałem.- Powiedziałem śmiejąc się ze
swojej głupoty przez łzy. Zacząłem płakać i wycierać jednocześnie łzy z
policzków.- Kocham cię Yuui.- Dodałem zasmarkanym głosem. Później wszystko
działo się jakby w zwolnionym tempie. Yuui drgnął. Z mojej lewej strony prosto
na niego pędził samochód osobowy. Podbiegłem do niego i popchnąłem jego plecy
bardzo mocno tak, że upadł na twarz na drugi pas jezdni.
Ból.
Ból rozchodzący się po całym moim ciele. Oraz ciemność. Oprócz bólu nie czułem
nic. Mogłem skupiać się tylko na nim. To on sprawiał, że czułem każdą komórkę
swojego ciała. Nie byłem w stanie usłyszeć, zobaczyć, wyczuć ani poczuć niczego
innego niż tylko ten potworny ból, który sprawiał, że marzyłem tylko i
wyłącznie o śmierci. Próbowałem poruszyć palcem, ale jakoś nie mogłem. Czy ja
nadal istniałem czy byłem tylko jakimś tam bytem w świecie, którego nie znałem?
Czy u rodziców i rodziny wszystko w porządku? Skoro umarłem mama musiała się
załamać. Ale już nie mają tyle problemów. A co z Sakurą i Ashiasem? Ciekawe czy
nadal są razem? Szkoda, że niedane będzie mi ich jeszcze zobaczyć. A Shion?
Aoi? Maki? Ciekawe, co u nich. Ile to już lat minęło od mojej śmierci? Ból
zaczął powoli ustępować. Ustępował, ale strasznie wolno.
A
Yuui…, co u niego? Otworzyłem delikatnie oczy i rozejrzałem się dookoła siebie
nie wiedząc, co się dzieje.
Na początek, dziękuję Ci za dedykację w poprzedniej notce . 
Obie notki bardzo mi się spodobały, ale w komentarzu nawiążę do tej xd.
ale ta Maki … ^^ nie wiem czemu ale mnie coś zainteresowała ;o. Bidulka. ale zasłużyła sobie na ten ból na początku notki ;3
Ah ta zazdrość.
jak ja nienawidzę matmy ;o
to ja czekam na więcej <3
Jak mi się podoba ta notka to przesada <3333333.
Początek – genialny.
A na końcówce się normalnie pobeczałam TwT.
To TWOJA wina! Ja się pobeczałam :<<. !