poniedziałek, 5 lutego 2018

16. „Z twoim szczęściem do gier to ja bym nie grał nawet w szachy” 16.


Krótka rozmowa z Gasi starczyła, aby nikomu nie mówił o tym, co zaszło, kiedy nie było nas na śniadaniu. Milczał, chociaż wiedziałem, że strasznie zmuszał się do tego, aby niczego nie powiedzieć, albo, co gorsza zrobić. Cóż taki typ człowieka, nic na to nie poradzę.Ale co ważniejsze. Moja cholernie zbuntowana klasa zbuntowała się jeszcze bardziej i na hasło rzucone w tą burzową pogodę (leje jak z cebra i do tego jest burza, ale co tam) powiedzieli, że nie idą do świetlicy oglądać jakiejś durnej komedii romantycznej, bo:

1. Nie chce im się.

2. To jest głupie.

3. I tak w taka pogodę długo na dole nie wytrzymają.

4. Po co im to do szczęścia.

No to by było na koniec ich rozmyślań życiowego filozofowania. A że to moja klasa to musiałem z nimi zostać na samej górze, (za co szczerze byłem im wdzięczny, bo też nie chciałem iść tego oglądać, ale za Chiny ludowe się do tego nie przyznam) i jakoś ich zająć aż do ciszy nocnej. Już na wjeździe powiedzieli, że film lub coś w ten deseń odpada. Tak, więc siedząc teraz tutaj przed nimi trzymałem karty w reku i zerkałem na nie delikatnie podenerwowany. Grałem teraz z siódemką z nich. Kilka dziewczyn zebrało się przed oknem balkonowym i przeglądało jakieś czasopisma a inny grali w gry przenośne na jakiś śmiesznych urządzeniach. Zaskoczony z kolei zerknąłem na Al’a i Didi którzy siedzieli przy stole nad jakimiś kartkami i rozmawiali śmiejąc się, co chwilę. Ktoś zapukał do drzwi, które po chwili się otworzyły. Do środka no zgadnijcie, kto wszedł? Dam małą podpowiedź: na widok tej osoby odwróciłem speszony wzrok. Taaaaak… Suminat-sensei. Kiedy już się ogarnąłem spojrzałem na niego pytającym wzrokiem.
- Mówiłem dyrektorowi, że to jest zbędne, ale doszedł do wniosku, że sam sobie pan nie poradzi ze swoją klasą, więc przysłał mnie do pomocy.- Powiedział zaglądając mi przez ramie w karty, które pospiesznie schowałem.
- spadaj.- Syknąłem przytulając się do swoich kart.
- Słucham?- Zapytał zaskoczony. Maszyna zaśmiała się głośno.
- Nasz Sensei chyba przegrywa.- Powiedziała.- Suminat’a-sensei niech się pan nie przejmuje. To u naszego pana normalne, kiedy coś idzie nie tak po jego myśli.- Dodała i rzuciła karty na puchowy dywan. Syknąłem pod nosem.
- Znam tą grę. Zawsze w to grałem, kiedy byłem w waszym wieku.- Powiedział Suminat’a. Zerknął po wszystkich. Każdy wykładał karty zrezygnowany. Zerkałem na karty. No świetnie. Miałem najgorszy wynik. Rzuciłem karty na dywan. Spojrzałem na Maszynę.
- No dobra. Znowu przegrałem. Więc co mam tym razem zrobić?- Zapytałem. Tak- Znowu. Tak- Zrobić. Ale zasada była taka, nie mogła to być rzecz sprzeczna z prawem i moim zawodem nauczyciela. Maszyna zaśmiała się wrednie. Przymrużyłem oczy zerkając na nią. Ciekawe, co się zrodziło w tej jej porąbanej wyobraźni. Pochyliła się nade mną i przybliżyła swoje usta do mojego ucha. A więc nie chciała, aby ktoś to usłyszał.
- Chcę zobaczyć, jak sensei rumieni się z zażenowania i jest zawstydzony.- Wyszeptała mi do ucha. Odsunąłem się od niej zaskoczony.
- Czy ciebie drogie dziecko bóg opuścił?- Zapytałem patrząc na nią groźnie.
- Albo pocałuje pan panią pedagog.- Ponownie wyszeptała w moje ucho.
- Maszyna niebezpiecznie przekraczasz dość cienką granicę.- Powiedziałem. Wypuściła głośno powietrze. Podeszła do Suminat’y i ciągnąc go za rękaw ciepłej bluzy szepnęła mu coś do ucha. Spojrzał na mnie.
- No dobra, ale wiesz, co będziesz musiała dla mnie zrobić.- Powiedział. Uśmiechnęła się unosząc kciuka do góry.
- Nie.- Powiedziałem odsuwając się od nich. Teraz to już każdy się na mnie gapił.- Maszyna nawet o tym nie myśl, bo cała klasa za to zapłaci.- Dodałem patrząc jak ten osobnik zbliża się do mnie niebezpiecznie nie okazując żadnych uczuć.- Sensei proszę się nie wygłupiać, to wcale…- Urwałem, kiedy upadł przede mną na kolana i złapał mnie za prawy nadgarstek. Przyciągnął mnie delikatnie do siebie tak, że tylko ja słyszałem, co mówił mi na ucho (i całe szczęście).
- Tak słodko wczoraj jęczałeś pod natryskiem. Twój przeciągły jęk rozchodził się po moim ciele, a ja tylko robiłem ci dobrze ręką.
- Nie. Przestań… nie mów tak…- Próbowałem go odepchnąć.
- Zastanawiam się jednak jak uroczo byś krzyczał, kiedy posunąłbym się dalej i zanurzył się w twoim ciasnym wnętrzu pozwalając abyś otoczył mnie całego.- Wyszeptał zachrypniętym głosem do mojego ucha.- To takie cudowne doznanie móc cię poczuć. Enmba-sensei jest naprawdę cudowny w te klocki. Chcę cię poczuć całym sobą.- Dodał i tak, aby nikt nie widział przeciągnął po moim uchu swoim szorstkim językiem.
- Kya!- Odepchnąłem go z całej siły zasłaniając przerażony usta. Od lat nie słyszałe w swoich uszach tego dźwięku wydobywającego się z moich ust. Maszyna wpatrywała się we mnie zaskoczona nie mogąc uwierzyć w to, co się właśnie stało. Podniosłem się bez słowa i wyszedłem na balkon zatrzaskując za sobą drzwi. Uderzyłem kilkakrotnie w ścianę pozwalając, aby stróżki krwi kapały cicho na betonowe podłoże. Trzęsącymi dłońmi wyciągnąłem z kieszeni papierosy. Nie paliłem nałogowo. Po prostu, kiedy byłem zdenerwowany albo nie radziłem sobie z jakąś sytuacją musiałem zapalić. To było takie zboczenie. Paliłem, bo zapach papierosów przypominał mi Yuui-kuna. Trzęsąca się dłoń nie chciała odpalić papierosa, który przemókł kompletnie na deszczu.
- Enmba-sensei.- Usłyszałem za sobą głos Kopciuszka. Nie odwróciłem się.
- Za raz wrócę. Zostaw mnie na chwile samego.- Powiedziałem opuszczając głowę w dół i patrząc na pusty parking. Wyszedł bez słowa. Muszę się uspokoić. Nie wejdę tam w takim stanie. Co to był za dźwięk?  Od czasów tego idioty go nie słyszałem.
- Można?- Usłyszałem za sobą znajomy głos. Drgnąłem. Nie spojrzałem w tamtą stronę.
- Wolałbym nie.- Powiedziałem. Suminat mimo wszystko oparł się o poręcz tuż obok mnie. Nie patrzył na mnie.
- Przepraszam za to, co zrobiłem.
-, Jeżeli wiedział pan, że będzie pan przepraszał to, po jaką cholerę to robiłeś?!- Syknąłem odwracając się do niego tyłem.
- W zeszłym roku przez pół roku byłem zastępczym wychowawcą pana klasy. Oprócz mnie było ich jeszcze dwudziestu. Każdy wytrzymywał tydzień. Dyrektor postanowił, że jeżeli nie uda mu się znaleźć kogoś odpowiedniego to ja będę na nich skazany albo, co gorsza zostaną porozsyłani do szkół wojskowych.- Zaczął. Nie wiedziałem o tym.- Każdy dosłownie każdy nie mógł się nadziwić, jakim cudem udało mi się tyle wytrzymać z tą klasą. Ja po prostu zdobyłem ich uwagę a później można powiedzieć szacunek. Zajęło mi to pół roku. Panu jeden dzień. Już na rozpoczęciu roku wiedziałem, że te dzieciaki pójdą za panem w ogień. Nie pozwolą na pana powiedzieć złego słowa i zrobią wszystko, co będzie pan chciał nieważne jak głupia by to była dla nich prośba. Ta gra karciana… każdy miał jeden cel. Pokonać pana. To był taki chrzest. Kto by nie wygrał zadanie było by takie samo z góry ustalone.- Powiedział. Spojrzałem na niego niedowierzając.- Muszę również przeprosić. Skłamałem mówiąc, że to dyrektor mnie przysłał. Przyszedłem sam, ponieważ wiedziałem, co się święci.
- Żartuje pan?- Zapytałem. Zaśmiał się cicho.
- Chciałbym.- Powiedział.- Nie wiem jak pan tego dokonał, ale dla tej klasy jest pan ważniejsi niż rodzina czy przyjaciele. Nie jedno z nich zabiłoby swoich rodziców jakby musiało. Jeżeli chodzi o pana woleliby umrzeć niż to zrobić.- Spojrzał na mnie. Tak jakoś dziwnie. Jakbym był…
- Brudny? Znaczy się jestem brudny?- Zapytałem pokazując na swoją twarz. Zaśmiał się.
- Ależ skąd. Wszystko jest w jak największym porządku. Chciałbym tylko coś jeszcze dodać.
- Tak?
- Za dwa tygodnie do klasy wróci chłopak, na którego dosłownie każdy mówi Oni albo Kedamono co oznacza to samo.- Powiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony. Nowy uczeń w mojej klasie?
- Potwór?- Zapytałem zaskoczony.
- Nawet ja nie dałem mu rady. Klasa może iść za tobą w ogień, ale jeżeli nie zdominujesz tego człowieka przegrasz.- Powiedział niknąc we wnętrzu pokoju. Oni? Kedamono? Kim jest ten dzieciak?
^^~^^
Siedziałem na poręczy balkonu w swoim pokoju i rozmawiałem z dziewczynamiz sąsiedniego pokoju. Pakowały się gdyż jutro z rana wracaliśmy do domu. Jedna zaciągnęła nerwowo bluzę prawie po same kolana.
- Didi mogę o coś zapytać?- Zapytałem wychylając się niebezpiecznie w tył.
- Tak, Sensei?- Zapytała.
- Zauważyłem to już dawno nie tylko u ciebie, ale jeżeli nie lubisz chodzić tak… przepraszam za wyrażenie „roznegliżowana” to, dlaczego tak robisz?- Zapytałem. Nie mogłem tego pojąc.- Wiecie. Trochę się przyjrzałem naszym chłopakom i wiem, że uważają tak samo jak ja.
- Oni nie mogą tak uważać tak samo jak i my.- Powiedziała zaciskając palce na swojej koszulce.
- Słucham?
- W naszej klasie nie ma wyboru jak chce się wyglądać. Tutaj każdemu wygląd jest narzucony z góry.- Powiedziała nadal na mnie nie patrząc.
- Nie rozumiem.
- I cieszy mnie to.- Wyszeptała. Otworzyłem szerzej oczy.
- Didi…
- Proszę o wybaczenie.- Powiedziała i schowała się w łazience. Spojrzałem na drzwi.
- A jej, co?
- Ona nie może z nikim o tym rozmawiać?- Powiedziała Maszyna.
-, O czym „tym”?
- Przekona się pan za dwa tygodnie.- Powiedziała Maszyna.
- Chodzi wam o tego Keda…- Urwałem łapiąc się za czoło. Dostałem kapciem ze swojego pokoju. Maszyna uniosła zaskoczona brwi do góry.
- BARANIE JEDEN! ZŁAŹ Z TEGO!
- Hę?- Zapytałem patrząc na szkolną pielęgniarkę. Ruszył na mnie z drugim kapciem.
- ŻADNE HĘ TYLKO ZŁAŹ Z TEJ PORĘCZY!- Krzyknął. Był coraz bliżej. Zeskoczyłem z niej.
- Już, już. Bez nerwów.- Powiedziałem. Wrócił do pakowania swoich rzeczy.
- Wybaczy pan, ale chciałybyśmy się przebrać.- Powiedział Kropek (dziewczyna). Kiwnąłem twierdząco głową i wszedłem do pokoju zamykając za sobą drzwi balkonu. Kolejny deszczowy dzień zniszczył nam cała wycieczkę. Rzuciłem kapcia na łóżko.
- Oddaje.- Powiedziałem i uchyliłem się przed lecącym kapciem.- Gdyby był pan kobietą powiedziałbym, że ma pan PMS.
-, Bo jak cię zaraz…- Nie usłyszałem groźby. Wybiegłem z pokoju. Zszedłem na dół po wcześniejszym odwiedzeniu wszystkich pokoi na górze. Udałem się do kawiarenki, zamówiłem jakiś sok i usiadłem przy okienku patrząc na ludzi uciekających szybko przed deszczem. Spojrzałem na telefon. Miałem oddzwonić do Aoi.
- Em-kun?- Usłyszałem zaskoczony głos. Uniosłem głowę do góry. Znałem tą osobę, ale nie wiedziałem skąd. Miała czerwone włosy z prawej strony sięgające jej pasa, z lewej tylko ramienia. Brązowe oczy. Była dość wysoka. Koło ust miała pieprzyka.
- Kimi?- Zapytałem zaskoczony. Uśmiechnęła się siadając naprzeciwko mnie.
-, Co ty tu robisz? Boże wieki cię nie widziałam. Co tam u ciebie słychać? Jak studia? Skończyłeś? Pracujesz już? A jak tam życie uczuciowe? Słyszałam, że się przeprowadziłeś? A co tam u twojej siostry? A…
- Poczekaj, poczekaj. Nie tak szybko. Po woli.- Przerwałem jej. Była ode mnie… nie była w moim wieku. Tyle, że przez moją śpiączkę była do przodu z nauką ode mnie. Uśmiechnęła się.
- Jestem tutaj służbowo. Jakoś tak leci. Przez te dwa lata jak się nie widzieliśmy dużo się nie zmieniło. No w sumie to je zdałem. Obroniłem się w lutym. Od razu po studiach dostałem pracę, więc przeprowadziłem się do innego miasta. Oczywiście zabierając ze sobą Aoi. Życia uczuciowego brak. Może tylko dużo seksu, wyzwisk i namiastek przemocy jak już jest taka okazja.- Powiedziałem.
-, Czyli bez zmian.
- wiesz, że ja jestem nudnym człowiekiem.
- Wydaje ci się, bo rośniesz.
- Ja już nie rosnę.- Zaśmiałem się.
- SZNORUWA TY CHUJU!!!!!!! ODDAWAJ MI TO!!!!!!- Do naszych uszu dobiegł przeciągły krzyk i śmiech, po czym tupot nóg jakby gnało stado koni i do recepcji po schodach zbiegł chłopak z (chwila! Czy ja dobrze widziałem) … a za nim Wężyk standardowo potykając się o swoje nogi? Uniosła się i pobiegła za nim w ten deszcz.
- Widzę, że hormony buzują u tych dzieciaków. To chyba jakaś wycieczka szkolna jest?- Powiedziała głośno Kimi.
- Oj buzują, buzują.- Powiedziałem i puknąłem kilka razy w szybę. Spojrzała na mnie zaskoczona. Sznoruwa spojrzał przelotnie w moja stronę a kiedy kiwnąłem na niego ręką wybałuszył oczy, pospiesznie ściągnął stanik z głowy (tak dobrze widziałem) i wskazał na mnie palcem Wężykowi. Spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się szeroko i machnąłem ręką (czyt. W TEJ CHWILI DO MNIE!) Na znak, że maja przyjść.
- Aż tak cię zdenerwowały te dzieciaki?- Zapytała zaskoczona. Kiwnąłem twierdząco głową.- Zaskoczyłeś mnie. Przeważnie nie odchodzi cię, co robią inni dookoła.- Dodała. Zaśmiałem się tylko. Miała rację, ale tutaj było całkiem inaczej.
- Taak?- Zapytał niepewnie Sznoruwa. Spojrzałem na nich wypuszczając głośno powietrze z płuc.
-, Co to była za akcja?- Zapytałem.
- On mi zabrał stanik!
-, Bo ty we mnie nim rzuciłaś!
-, Ale nie musiałeś mi go zabierać!
- Rzucałaś, więc jest mój!
- Chyba śnisz barani łbie!
- Chciałabyś płazie jeden!
- Jak ci zaraz je…
- SPOKÓJ!- Uciszyłem ich uderzając ręką o stół.- Żebym ja wam czegoś baranie łby nie zrobił. Dlaczego rzuciłaś w niego swoja bielizną?
- To była pierwsza lepsza rzecz pod ręką pomijając suszarkę, krzesło albo wazon. Doszłam do wniosku, że tym mu krzywdy nie zrobię.
- A dlaczego w ogóle to zrobiłaś?
- Nie powiem.- Powiedziała i zacisnęła usta.
- A ty?
-, Bo powiedziałem, że mam zamiar…- Umilkł, kiedy skoczyła mu na plecy okładając go pięściami po głowie. Zwinnie złapał ją za nadgarstki i spojrzał na mnie.- Widzi pan. Ona jest niebezpiecz…- Umilkł, kiedy i jedno i drugie dostało ode mnie otwartą dłonią po głowie.
- Chyba powiedziałem, że ma być spokój.- Powiedziałem.
- Powiedziałem, że mam zamiar ją przelecieć.- Powiedział Sznoruwa. Ręce załamały mi się z rezygnacji i uderzyłem czołem o stół.
- Wtedy ja w niego tym cisnęłam a on to zabrał i uciekł zakładając to na głowę.- Powiedział Wężyk.
- Powiedziałem, że powieszę to w szkole na maszcie, jako trofeum. A ona do mnie „SZNORUWA TY CHUJU!!!!!!! ODDAWAJ MI TO!!!!!!” Wtedy pan zapewne widział jak się wyje… wywróciła. No i zawołał nas pan jak byliśmy na dworze.- Powiedział zmieniając kilka słówek, kiedy łypnąłem na niego spod byka.
- Kimi nigdy nie zostawaj nauczycielem.- Powiedziałem patrząc na nią i uśmiechając się gorzko.- W poniedziałek mącie się stawić u woźnego. Omówię z nim dla was karę. Albo nie…- Przerwałem.- Do końca tygodnia konfiskuje wam wasze telefony.- Dodałem.
-, Ale…- Zaczął Wężyk.
- Sensei…- Dodał Sznoruwa.
- Czy ja słyszę jakiś sprzeciw czy mi się tylko tak wydaję.- Powiedziałem. Zrezygnowani położyli swoje telefony na stoliku koło mojej ręki.- Przyjdźcie po nie w sobote po lekcjach. A teraz biegiem do góry ubrać się w coś suchego i ciepłego i wypić ciepłą herbatę. I żebym was nie widział i nie słyszał aż nie wrócę do góry.- Dodałem.
- Przepraszamy.- Powiedzieli chórkiem i po ukłonie oddalili się w milczeniu do góry (mogę się założyć, że tylko wejdą na samą górę zaczną się wyzywać). Poczułem na sobie spojrzenie Kimi.
- Z twoim szczęściem do życia, pracy jak i gier powinieneś unikać nawet szachów a co dopiero kłopotów i dzieciaków.
- Kłopoty to ja mam na drugie.- Powiedziałem śmiejąc się głośno.


 *************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Klopoty to ja mam na drugie:)
    to mu wyszło musze przyznać:)
    ej… dlaczego ten Suminat się tak koło niego kręci… ja się nie zgadzam aby oni byli ze sobą. A może? może on zna Yuui’kuna? jego były czy coś? no nie wiem… poczekam aż sama wyjaśnisz tą sytuację:)
    Kedamono? Kto to? mam nadzieję, że będzie fajny:)
    Wężyk i Sznoruwa ciekawą byli by parą:)
    trofeum:> niezłe:)
    z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i nie załamuj się, że tak malo masz komentarzy… może nie mają czasu ich zostawiać a jednak czytają twojego bloga.
    no ja czytam:D
    pozdrawiam:*

    1. Witaj!
      Chciałam już wcześniej napisać jakiś komentarz ale za bardzo nie wiedziałam co napisać…
      cóż ,wiedz ,że z zaciekawieniem czytam twojego bloga i z niecierpliwością wyczekuję Yuui-kuna ; . ; .
      Cóż się dziwić , chyba każdy z nas go wyczekuje ^ ^.
      W ogóle podobają mi się pseudonimy uczniów jakie nadał im Enmba-sensei :D.
      Aż uśmiech pojawia się na ustach gdy czytam kolejne rozdziały :).
      Cóż wiedz, że ja także czytam twego bloga!
      I życzę powodzenia w dalszych pracach i oby były coraz ciekawsze!
      Może się jeszcze kiedyś odezwę :3
      TAM TAM TAM TAM~
    2. Hey ; ).
      Bardzo przepraszam, że mnie tak długo nie było ale dłuższy czas byłam zza granicą ; x.. Mieszkałam u wujka i za bardzo nie miałam dostępu do neta tylko czasem zaglądałam na jednego bloga (takiego starego, swojego x.x).
      Od teraz już nie będę mulić. Obiecuję ;* ! .
      I ja też oczekuję Yuui – kuna xd!
      Czekam na więcej ;**! ;D.
      I jak coś notka u mnie dziś lub jutro ^^” .

















    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...