poniedziałek, 5 lutego 2018

35. „Nie ważne co myślą o tobie inni. Dla niego jesteś tym jedynym.” 35.


Wszystko zaczęło się od tej gry. Przez nią przeżyłem wiele przykrych rzeczy. Przykrych i bolesny. Ale dzięki niej poznałem Yuui’ego. Przez to, że go poznałem tak a nie inaczej potoczyło się moje życie. Zostałem nauczycielem matematyki bo wierzyłem, że i on nim zostanie więc będzie mi go łatwiej znaleźć. Będąc z nim chciałem być dotykany tylko przez niego więc szukałem pomocy aby umieć dotykać innych a w podświadomości mój tyłek zostawić tylko jemu więc dzięki niemu odnalazłem Sasuke. Dzięki niemu nauczyłem się doceniać to co miałem i zyskałem przez te wszystkie lata.
Fakt. Mieszkaliśmy ze sobą już osiem miesięcy. Ja w pracy w szkole i on w pracy w szkole. Ja dawałem korepetycje z matematyki ucznią gimnazjum on w tym momencie miał dyżury w szpitalu. Dwa razy w miesiącu na weekendy przyjeżdżały dziewczyny. Raz w tygodniu wpadała do nas Sakura i Ashias. Sasuke i Shion dzwonili raz w miesiącu. Sasuke został modelem. Pierwszą gazetę z jego sesją zdjęciową po ostrej kłótni z Yuuim udało mi się ukryć w pudełku w szafie. Nie odzywaliśmy się do siebie przez tydzień. Aż Hikaru zaprosił nas na kolację do siebie i jakoś się pogodziliśmy.
Co do środy i niedzieli… W środę na terenie szkoły miałem pewność, że nic się nie stanie. Przeważnie coś miało miejsce tak po dwudziejstej pierwszej. Trwało do trzeciej, czwartej nad ranem. „Odrabiam w ten sposób te godziny z dnia” Tak mówił. Ale nidgy nie odrabiał tych osiemnastu godzin. Z kolei niedziela… uhm… no cóż. Wykorzystywał ten dzień do maksimum swoich i moich możliwości.
Kłóciliśmy się, godziliśmy, żartowaliśmy, rozmawialiśmy, milczeliśmy i znowu się kłóciliśmy. Mimo kłótki musieliśmy zjeść każdy posiłek razem. Czy to się nam podobało czy nie. Tak postanowiliśmy na początku i tak zostało do teraz.
Eagle spodziewa się dziecka. Powiedział mi to jakieś trzy miesiące temu. Oraz to, że i Kedamono był nie ostrożny. Bombka jest w czwartym miesiącu. Dobrze, że szkoła kończy się za półtorej miesiąca. Ashias pozwolił jej uczęszczać na zajęcia.
Yuui…
Eh… przekręciłem się na bok na kanapie w salonie i spojrzałem na sufit. Ciekawe kiedy wróci. Pisał, że szykuje się do jakiejś operacji. Jeżeli przebiegnie bez problemów to będzie o dwudziestej dugiej. Jak coś pójdzie nie tak to wróci dopiero nad ranem. Spojrzałem na zegarek. Zbliżała się północ. Musze się kłaść. Bo jak zasnę na kanapie znowu będzie się wydzierał, że przecież w takich momentach mam na niego nie czekać tylko kłaść się spać.
Wstałem z kanapy. Postanowiłem się wykompać. Jak coś to mu powiem, że robiłem coś do pracy, zasiedziałem się a jak się zorientowałem która godzina to musiałem się umyć i miałem już się kłaść do łóżka. Napóściłem do wanny dużo ciepłej wody i wlałem sporą ilość żelu do kąpieli. Wszedłem do środka. Nudno tak samemu w tak wielkim domu. Już trzeci dzień  z rzędu ma dyżury za raz po pracy. Nie widziałem go w domu od dwóch dni. Pewnie jak przyjdzie znowu będzie marudny. W takie dni nie mogę go nawet przytulić. Jeżeli dzisiaj nie przyjdzie do domu to jutro w szkole wywale go do spania na kozetce w jego gabinecie.
Przepuszczałem ciepłą wodę między palcami. Hmm?? Chyba szybko się wyszoruje i położę się spać. Tak będzie lepiej. Im szybciej tym lepiej. Póki go nie ma. Usłyszałem cichę kliknięcie na dole. Wrócił. Zaklnąłem cicho pod nosem. Zanurzyłem głowę pod wodą. 10…9…8…7…6…jego silne dłonie zakleszczające się na moich ramionach uniosły mnie do góry. Zaczerpnąłem głośno powietrza przecierając oczy. Spojrzałem na niego. Miał ściągnięte brwi. Był zły.
- Joł.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie.
- Nudzi ci się kurwa??- Zapytał puszczając mnie. Nalałem na głowę szampon. Zacząłem boleśnie szorować włosy.
- Nie~e.- Odpowiedziałem. Miał sine cienie pod oczami.
- Dlaczego nie śpisz??
- Bo się myje?- Zapytałem. Cmoknął językiem. Nie spodobała mu się moja odpowiedź.- Wchodzisz??- Zapytałem po chwili. Spojrzał na mnie i odwrócił się do mnie tyłem ściągając z siebie bluzę oraz koszulę. Po chwili siedział naprzeciwko mnie w wannie. Opukałem szybko głowę kiedy jeszcze się rozbierał i wyszorowałem się jak wchodził do wanny. Złapałem delikatnie jego dłonie w swoje. Były zimne.  Zmoczył kilka razy włosy po czym nalał na nie szampon.
***
Siedziałem z nim w wannie. Prawie, że spał na siedząco. Pogłaskałem go delikatnie po twarzy. Otworzył ociężale oczy.
- Hmmm??
- Zasypiasz.
- Mhy.
- W wannie jesteś.- Przypomniałem mu. Rozejrzał się po łazience. Kiwnął twierdząco głową. Wygrzebałem się z wanny wycierając się dokładnie i ubierając na siebie swoją pidżamę. Odwróciłem się do niego przodem kiedy wciągał na siebie swoje spodenki do spania. Uwiesił się na moim ramieniu. Pocałował mnie delikatnie w szyję.- Nie całuj mnie. Masz trzy dniowy zarost i mnie kłuje.- Powiedziałem. Prychnął mi w szyję. Podszedł do lusterka.
- Idź. Za raz przyjdę.- Powiedział kiedy spojrzałem na niego. Kiwnąłem głową. Zszedłem jeszcze na chwilę do kuchni po jakiś sok i wczłapałem się do góry. Jeszcze go nie było w pokoju. Położyłem się po swojej stronie łóżka. W pokoju panowały egipskie ciemności. Łóżko zaskrzypiało cicho kiedy usiadł na nim. Po chwili obejmował mnie ramionami mrucząc cicho. Miział mnie delikatnie policzkami i nosem po szyi. Już nic mnie nie kuło.

^^~^^

Szedłem korytarzem szkolnym. Była przerwa na lunch. Ktoś puknął mnie w ramię. Odwróćiłem się na pięcie.
- Hej.- Powiedział wesoły głosik.
- Sasuke?- Zapytałem zaskoczony. Nic nie mówił, że ma przyjechać.
- No a kto?- Zapytał i zaśmiał się z mojej miny.
- Ale… co ty tutaj robisz? Nie powinieneś być we Francji?- Zapytałem. Oparł się o parapet. Stanąłem naprzeciwko niego. Przykuwaliśmy spojrzenia.
- Za trzy dni mija rocznica jak zacząłem chodzić z Shionem, a kiedy zaczęliśmy ze sobą chodzić obiecaliśmy sobie, że w miare możliwości będziemy jeździć tam gdzie zaczął się nasz związek. A że mamy jeszcze czas to zatrzymaliśmy się u Sakury i Ashiasa.
- Nic mi nie mówili.
- Bo im nie pozwoliłem.- Powiedział. Nie wiem jaką musiałem minę zrobić ale zaśmiał się cicho.- To nie tak jak myślisz. Chodzi o to, że nie chcemy wam się teraz narzucać. Pierwszy rok razem jest najważniejszy, wiec wie…- Urwał patrząc za coś co było za mną. Drgnąłem. Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Odwróciłem się delikatnie aby spojrzeć przez ramię za siebie. Yuui stał przy schodach i patrzył na mnie. Był zły. Ale o co?! Odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę swojego gabinetu.
- O co mu znowu chodzi?
- Nie lubi mnie.- Stwierdził Sasuke. Spojrzałem na niego jak niespełna rozumu idiotę
i zaśmiałęm się głośno.
- Chyba jesteś niepoważny.
- Źle to ująłem. Widzi we mnie zagrożenie.- Dodał i uśmiechnął się psychopatycznie. Spojrzałem na niego niedowierzając.
- Śmieszny jesteś. Przecież nie ma powodu aby on tak myślał.- Zaprzeczyłem. Położył mi rękę na ramieniu i przybliżył swoje usta do mojego ucha.
- Według niego jednak nim jestem. W końcu to ja byłem tym, który rozdziewiczył małego jego ukochanego. To we mnie pierwszy raz zamoczyłeś, nie?- Zapytał szeptem. Spojrzałem na niego zaskoczony. Zaśmiał się cicho. Klepnął delitanie moje ramię.
- Ale…
- Idź do niego. Jutro wpadniemy z Shionem i pozostałymi do was. Dzisiaj się pogódźcie.- Powiedział i odszedł w stronę gabinetu dyrektora.
- Ale… jutro jest środa…- Szepnąłem cicho pod nosem. Pokręciłem przecząco głową i udałem się za nim do jego gabinetu. No on jest chyba niepoważny. Uważać Sasuke za kogoś takiego z tak trywialnego powodu. Zapukałem delikatnie w drzwi i zajrzałem do środka. Siedział czy biurku.
- Tak?- Zapytał odwracając się do mnie przodem. Spojrzał na mnie.
- Pogadajmy.- Powiedziałem siadając na jednej z kozetek.- Jesteś sam?
- Nie mamy o czym gadać.- Powiedział zaglądając ponownie do swojej dokumentacji.
- Eh… Posłuchaj…
- Chyba powiedziałem, że nie mamy o czym gadać. Wracaj do Sasuke.- Powiedział. Powieka delikatnie mi drgnęła.
- O co ci znowu chodzi?
- O nic. Nie mam czasu na pierdoły więc idź.
- Uważasz to za pierdołę?
- Tak.
- Za pierdołę o  którą się złościsz?- Zapytałem. Złamał długopis który trzymał w ręku. Drgnąłem. Nie spojrzał na mnie.
- Wyjdź.
- Nie dopóki mi tego nie wyjaśnisz. O co ty się w ogóle złościsz? Tylko mi nie mów, że Sasukę miał rację i przejmujesz się taką błachą rzeczą jak rozdziewiczenie przez niego mojego członka?- Zapytałem i prychnąłem cicho pod nosem. Uderzył pięścią w stół. Podskoczyłem. Wyciągnął telefon z kieszeniu. Wykręcił do kogoś nurem. Ma zamiar mnie ignorować??
- Hej(…) sprawę mam(…) pamiętasz jak byłem mały i mnie starzy sprzedawali tym skurwielą?(…) przecież prawdę powiedziałem. Pamiętasz?(…) Daj mi namiary jakieś gdzie mogę znaleźć Smoka Zachodu i Tygrysa Wschodu(…). Tak tego Smoka którego jako pierwszego posuwałem i Tego Tgrysa, który mnie rozdziewiczył od dupy strony(…) po co? Bo chcę ich przedstawić Enmbie(…) gówno cię to obchodzi. Poszukaj mi ich.- Powiedział i się rozłączył. Smok Zachodu? Tygrys Wschodu? O co w tym wszystkim chodzi? Zaciskałem drżące ręce na kolanach.
- Po…Po co chcesz mi ich…przedstawić?- Głos ledwo wydobywał się z mojego gardła. Spojrzał na mnie. Miał chłodne spojrzenie. Znowu spojrzał w swoje papiery szukając jakiegoś sprawnego długopisu.
- Ponieważ chcę abyś ich poznał.
- Nie… nie chcę…nie chcę ich znać…- Wydukałem cicho. Głos mi się łamał. Wypuścił zdegustowany powietrze z płuc.
- Bo? Fajna zabawa będzie jak ich poznasz. Możemy wyskoczyć na jakiegoś drinka po pracy. No chyba, że nie przypadną ci do gustu to wtedy sam pojdę i powspominam z nim stare dobre czasy.- Powiedział. Otworzyłem szerzej oczy kiedy moją klatkę piersiową przeszył ostry ból a w żyłach zabulgotała złość trawiąca mnie od środka.
- NIE!- Krzyknąłem i poderwałem się z miejsca. Spojrzał na mnie. Tylko przez ułamek sekundy na jego twarzy gościło zdziwienie które ustąpiło obojętności. Zacisnąłem palce lewej ręki na krawędzi bluzki z kolei prawą ręką złapałem połać bluzki w okolicach mostka.- Nie chcę…- Pokręciłem przecząco głową.
- Co za problem? Przecież nic się nie stanie.
- Mówię nie to nie! Nie! Nie! Nie! Nie chcę widzieć cię z osobami, które były twoimi pierw…- Zakryłem zaskoczony usta. Czy on tak się zawsze czuł jak byłem sam na sam z Sasuke.
- Dlaczego?
- Ponieważ…
- Ponieważ?
- Ponieważ…
- Jeżeli nie potrafisz się wysłowić to wyjdź. Jak Hikaru ich namierzy to ci powiem kiedy się spotkamy.- Wrócił do pisania. Podszedłem do niego łapiąc gwałtownie jego brodę między palce.
- Nie. Spotkasz. Się. Z. Nimi.- Wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- A kto mi zabroni?- Zapytał uwalniając swoją twarz. Zakipiałem ze złości.
- JA TY KRETYNIE!- Wydarłem się na niego. Zacmokał i pokręcił przecząco głową.- Należysz do mnie więc nie pozwolę ci się spotkać z kimkolwiek sam na sam a tym bardziej z tymi dwoma, którzy… którzy byli twoimi pierwszymi!- Dodałem. Zaśmiał się cicho. Jak on mi dzisiaj działał na nerwy.
- To tobie wolno a mi nie?- Zapytał przestając na chwilę pisać.
- Przecież się z nim nie spotykam sam na sam! Tam była masa uczniów jakbyś nie zauważył!
- To to samo. Skoro ty jesteś tak blisko kogoś kto odebrał dziewictow twojemu sprzętowi to ja mogę się spotkać ze Smokiem i Tygrysem.
- Prawda! Sasuke może i odebrał dziewictwo tej części mojego ciała, ale ty zająłem się resztą. Od ust aż po tyłek ty byłeś pierwszy! Mówiłem ci, że moje ciało i tyłek należą do ciebie! To, że sypiałem z innymi nie znaczy że pozwoliłem im się dobrać do mojej dupy! Ona była, jest i będzie tylko twoja!
- Nie pierdol bo nie jestem jedynym który miał twoją dup…- Urwał kiedy zdzieliłem go tak mocno w tył głowy, że aż jego czoło odbiło się z głośnym hukiem o blat biurka sprawiając, ze głowa wróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Spojrzał na mnie z furią w oczach.
- NO WYPRASZAM TO SOBIE!! TO NIE TAK, ŻE CZEKAŁEM Z ROZŁOŻONYMI NOGAMI I ZAPROSZENIEM DLA TEGO SKURWIALA TYLKO PO TO ABY MNIE ZGWAŁCIŁ!!!!!!! MYŚLISZ, ŻE JA TEGO CHCIAŁEM?! TY SKRETYNIAŁY IMPOTENCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- Wybiegłem z jego gabinetu trzaskając mocno drzwiami. Wkurwił mnie i to na maksa. Niech spierdala!

^^~^^

Już dwa tygodnie się do siebie nie odzywaliśmy. W szkole mijałem go na korytarzu jakbym go nie znał. Nie spał w domu od czasu naszej kłótni. Nie wiem po jaki chuj ale Sakura mi powiedziała, że śpi w szpitalu kiedy kończy mu się dyżur i przy okazji wyrabia sobie dyżury do przodu więc mam się o niego nie martwić.
Ciekawe kto by się o niego martwił?! Niech on mi się na oczy nie pokazuje! Dam sobie radę bez niego! Segregowałem właśnie nasze pranie wywalając jego na stertę pogniecionych ciuchów na jeden z foteli. Niech je sobie poprasuje jak wróci. Ktoś zapukał do drzwi. Poszedłem je otworzyć. Na progu stała…
- Aoi?- Zapytałem zaskoczony. Uśmiechnęła się do mnie. Wpuściłem ją do środka. W ręku trzymała jakąś torbę.- Coś się stało?
- To ciebie chciałabym o to zapytać?- Zapytała. Spojrzałem na nią zaskoczony.
- A o co chodzi?
- Zadzwonił do mnie Sasuke.- Powiedziała. Skrzywiłem się.- Powiedział, że przez niego pokłóciłeś się z Yuui’m i to tak pożądnie.
- Nie pokłóciłem się z nim przez niego. Tylko dlatego, że to skończony idiota jest i tyle.- Powiedziałem wracając do sortowania ubrań.
- Gadaliście chociaż o tym?
- Nie. I nie mam zamiaru z nim gadać. To jest po prostu jakiś…- Poczułem tępy ból z tyłu głowy. Spojrzałem jeszcze na jej ręce w których trzymała lampkę z szafki i upadłem nieprzytomny na podłogę…

^^~^^

Otworzyłem oczy ze straszliwym bólem głowy. Co ta idiotka znowu odwala? Leżałem u siebie na łóżku. No i niby mam uwierzyć, że to ona mnie tutaj wtachała?!
- Wstałeś.- Jedno krótkie słowo. Usiadłem gwałtownie na łóżku. Zakręciło mi się w głowię. Yuui siedział na fotelu. Nie patrzył na mnie.
- Czego ty tutaj szukasz?!
- Mnie nie pytaj. Tylko swoją siostrzyczkę.- Powiedział. Zaciskał palce na sobie. Kłykcie mu pobielały.
- Nie rozumiem.
- I ja nie rozumiem. Przyszła do mnie Maki. Powiedziała, że pokłóciła się z Aoi. Szedłem z nią na parking. Rozmawialiśmy i ona mi czymś przypierdzieliła w głowę. Ocknąłem się tutaj jakieś pięć minut temu.- Wyjaśnił. Zaklnąłem pod nosem.
- Cholerne kretynki!- Warknąłem szukając po kieszeniach swojego telefonu.
- Nie próbuj. Zabrały je. Też swojego nie mam.
- Zajebie kretynkę. Nie dość, że mnie bije to jeszcze…
- Bije?
- Ty myślisz, że ja o tak sobie spałem. Rozmawiałem z Aoi i mi przypierdoliła lampą.- Wyjaśniłem wściekły. Wstał z fotela. Podszedł do mnie. Spojrzałem na niego bojowniczo. Uklęknął przede mną. Zanurzył bez zapowiedzi w moich włosach swoje długie palce. Powiało od nich chłodem. Po plecach przeszły mi ciarki.- Łapy przy sobie!
- Zamknij się na chwilę.- Warknął. Delikatnie przesuwał palce po skórze mojej głowy. Przyciskał czasami.- Czy gdzieś boli jak dotykam?- Zapytał. Jego dotyk ogólnie bolał więc co on się mnie pyta o takie pierdoły?
- Nie specjalnie.
- Tak czy nie?
- Jeżeli chodzi ci o ból od uderzenia to boli mnie głowa ale nie tak.
- To jak?
- Pulsuje. Dudni. Piecze. No boli.- Powiedziałem. Siągnął do kieszeni. Wyciągnął z niej portfel. Przy nim przyczepiony śmieszny breloczek (miniaturkowa latareczka). Poświecił mi nią po oczach. Najpierw jedno, później drugie. Starałem się nie mrugać. Miał czujne spojrzenia. Odwróciłem głowę w bok nie mogąc już znieść jego spojrzenia. Piekło mnie całe ciało jakby wiedziało, że on tutaj jest i lgnęło nałogowo do niego. Ktoś cicho zapukał do drzwi. Spojrzeliśmy na nie.
- Wychodzimy z Maki na jakiś czas. Do póki nie wrócimy macie już sobie wszystko wyjaśnić. Klucze zabieram ze sobą jak i wasze telefony.- Powiedziała Aoi stojąc po drugiej stronie. Odsunąłem od siebie Yuui’ego i Podbiegłem do drzwi uderzając w nie otwartymi dłońmi.
- Aoi otwieraj te pierdolone drzwi!! Masz mnie tutaj nie zostawiać z tym skretyniałym impotentem samego!! Głucha jesteś?! Otw…- Spojrzałem na jego rękę która głośno zatrzymała się na drzwiach nad moją głową. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się, ale widać było że to wymuszony uśmiech wkurwionej osoby.
- Drugi raz nazwałeś mnie impotentem.- Wycedził. Ominąłem go.
- A co? Może nie praw…- Upadłem na łóżko twarzą do niego. Poczółem ból w dolnych partiach pleców. Próbowałem się podnieść ale nie dałem rady. Przygniatał mnie kolanem do łóżka.
- A czy to nie ty masturbujesz się w szkole na widok tego impotenta?
- Co?!- Zapytałem przerażony.
- Tydzień temu…- Złapał moje ręce wykręcając je do tyłu. Jęknąłem z bólu.- W szpitalu odwiedził mnie jakiś dziadek. I z grubej rury wyjechał do mnie z tekstem „Chciałem poznać tego na którego widok w pracy mój wnuk sobie trzepie. To twoją jest dupodajką?”- Dodał. Ten stetryciały dziadyga!!! Nie mogłem ruszyć rękoma. Związał je.
- Co ty odpierdalasz?! Rozwiąrz mnie!!- Wydarłem się na niego. Przekręcił mnie na plecy. Bolały mnie ręce.
- Nie masz się co martwić przecież jestem impotentem.- Powiedział ściągając ze mnie koszulkę i obwiązując ją dodatkowo związane ręce. Zacisnął mocno zęby na moim torsie.
- YUUI!! TO BOLI!- Wydarłem się na niego. Wstał do szafki. Wyciągnął z niej coś. Wrócił po chwili.  W dłoni trzymał swoją arafatkę. Jej róg bez zapowiedzi wepchał mi do buzi uniemożliwiając mi wydawanie jakichkolwiek dźwięków. Zatrzymał moją lewą stopę tuż przed swoją twarzą. Szarpnął mną w dół i wgryzł się w mój lewy bark. Mój krzyk stłumiła arafatka. Próbowałem kopać go kolejną nogą ale nie dałem rady. Kąsał mnie boleśnie, ssał mocno i zaciskał palce na mojej nodze kiedy próbowałem go kopać. Spojrzał na mnie zsuwając ze mnie spodnie. Pokręciłem przecząco głową. Nie chcę!! Czy on tego nie rozumie?! Złapał boleśnie mojego członka w swoje ręce. Zgiąłem się w pół uderzając głową w jego głowę. Ścisnął go jeszcze mocniej. Upadłem na poduszki przeturlając się na bok. Bolało. To jak mnie dotykał. Bolało. Nieprzyjemne… nie to mało powiedzieć. Nie mogłem powstrzymać łez. Nie było w nim nic delikataności. Tylko sama szorstkośc i brutalność. Boli… Yuui… boli… nie chcę aby on mi to robił. Chcę aby objął mnie delikatnie swoimi silnymi ramionami. Żeby przeciągnął delikatnie swoim gługim palcem przez moją twarz, obojczyki, tors, zawadzając o sutki, schodząc w dół. Chcę czuć jego delikatne pocałunki. Czuć jego smak i zapach. Chcę go objąć. Chcę aby powiedział mi, że mnie kocha i ja chce mu powiedzieć to samo. Chcę aby wróćił do domu, ale moja głupia duma nie pozwala mi tego powiedzieć. Chcę aby ze mną jadł, spał koło mnie. Nawet się ze mną sprzeczał ale nie chce TEGO!! Nie chcę aby się tak zachowywał! To Yuui którego nie znam! Boje się go! A nie chcę bać się osoby, którą kocham! Wiedząc co się może po tym stać, jeżeli się pomylę kopnąłem go mocno w brzuch korzystając z jego nieuwagi. Zwinął się w pół na łóżku. Niezdarnie uklęknąłem. Spojrzał na mnie z furią. Muszę się pospieszyć bo za raz znowu będę wąchał poduszkę. Wyciągnął w moją stronę rękę. Ślamazarnie zrobiłem dwa „kroki” w jego kierunku i nim zareagował mógłbym rzec, że „wtuliłem” się w jego tors (wyobraźcie sobie jak to musiało wyglądać skoro miałem związane ręce). Ukryłem w nim twarz czerwoną od łez. Stał tak nie ruszając się przez chwilę. Rozwiązał delikatnie moje ręce. Słyszałem jak szybko biło mu serce. Kiedy tylko poczułem luz dla dłoni objąłem bo mocno. Zakaszlałem kiedy wyciągnął mi z ust arafatkę. Naparłem na niego wywracając go na plecy. Położyłem się na nim.
- E…Enmba…- Zaczął cicho. Uniosłem się na dłoniach i wpiłem się w jego usta. Odsunął mnie delikatnie od siebie siadając na łóżku. Siedziałem za nim. Wpatrywał się w podłogę.
- Nie chcesz?- Zapytałem. Drgnął. Nie odezwał się.- Robisz mi to wszystko a teraz mnie odpychasz?- Odezwałem się. Milczał. Podkuliłem nogi i objąłem je ramionami. Oparłem czoło o kolana.- Już mnie nie pożądasz? Rozumiem. Nie dziwie ci się. Mogłeś stracić zainteresowanie. W końcu jestem aroganckim, brutalnym, egoistycznym, samolubnym i upartym idiotą. Moje ciało zdobią liczne blizny. Jestem brudny. Moje ciało nie należało tylko do ciebie. Pozwoliłem aby ktoś mnie ruszył. Rozumiem. Wybacz, że cię pocałowałem. Najwyraźniej źle odczytałem…- Uderzył mnie w tył obolałej głowy. Podskoczyłem łapiąc się za nią rękoma. Nie uniosłem czoła do góry.
- Mówiłem ci że masz tak nie mówić! Że niby ja straciłem tobą zainteresowanie?! Że to nie ja ciebie pożądam?!- Krzyknął łapiąc mnie za ramiona i unosząc moją głowę do góry.  Próbowałem niezdarnie zakryć twarz rękoma. Czułem na sobie jego spojrzenie.
- Nie patrz.
- Bo?
- Bo jestem paskudny i jeszcze bardziej mnie znienawidzisz!
- AAAAA!!! No jak Boga kocham! Jak grochem o ścianę!- Krzyknął łapiąc moje policzki między swoje palce.- Powiedz tak jeszcze raz a cie zgwałce na środku miasta! Obrażasz mnie!
- Ciebie?!
- Tak mnie!
- Niby jak?! Ja po prostu stwierdzam fakt!- Krzyknąłem. Oczy mu pociemniały.
- Jeżeli ja uważam, że twoja twarz jest śliczna i ją uwielbiam a ty mówisz, że jest paskudna to kwestionujesz mój gust i ranisz moje uczucia przez co mnie obrażasz!
- To jest… to…- Umilkłem. Wypuścił głośno powietrze aby się uspokoić.
- Powiedz mi co ci się w sobie podoba.
- Hę?
- Zawsze gadasz o swoich wadach. Nigdy nie słyszałem abyś mówił o sobie coś dobrego.
- Bo nie ma o czym gadać.
- Powiedz!- krzyknął. Milczałem. Po kilku minutach wypuściłem głośno powietrze z płóc.
- Nie ma nic takiego.- Powiedziałem cicho. Popchnął mnie na łóżko i stanął nade mną okrakiem.
- Oczy?
- Jak migdały. Obleśne.
- Ich kolor?
- Niedorobiony.
- Twarz?
- Wykrzywiona morda i bez wypadku a teraz wygląda jeszcze gorzej.
- Usta?
- Mała mysia dupa.- Odpowiedziałem z pełną powagą. Otworzył zaskoczony usta.
- Ciało?
- Za małe.
- Wzrost?
- Za niski.
- Dłonie?
- Koślawe.
- Mięśnie.
- Balast.
- Głos?
- Tegowanej panienki na rogu ulicy.
- Palce?
- Krzywe.
- Uszy?
- Radary przy głowie.
- Miły?
- Jak zapłacą.
- Opiekuńczy.
- Jeżeli mam w tym cel.
- Delikanty.
- Jak mamucia dupa.
- Szczery.
- Do bólu przez co wiele osób jest ranionych.
- Szacunek?
- Brak. Na niego trzeba zapracować.
- Eh…- Spojrzał na mnie kręcąc przecząco głową.- Powiedz mi jakbyś chciał wyglądać.
- To znaczy?
- Jakie chciałbyś mieć oczy?
- Duże.
- Ich kolor?
- Ciemniejsze.
- Twarz?
- Bardziej męska. Bez blizn. Wyraźna.
- Usta.
- Ciut większe.
- Wzrost?
- Większy.
- Dłonie?
- Bardziej wyprofilowane.
- Mięśnie?
- Trochę mniej.
- Głos?
- Bardziej głęboki.
- Palce?
- Długie i smukłe.
- Uszy?
- Mniejsze.
- A cechy charakteru?
- …- Milczałem. Spojrzałem na niego.- Po co ty o to wszystko pytasz?
- Posłuchaj. I mi nie przerywaj bo cię ukatrupię.- Zagroził mi palcem. Poczekał na moją odpowiedź (kiwnąłem mu głową).- Kocham ten brąz prześwitujący przez twoje małe oczka mróżące się w delikatnym uśmiechu kwitnącym na twoich delikatnych, zgrabnych i miękkich cholernie seksownych ustach, które rozjaśniają twoją delikatną i miłą dla oka twarz. Twarz która dzięki blizną stała się trochę tajemnicza przez co jeszcze bardziej pociągająca.Uwielbiam twoje uszy które nie są aż takie duże i nie odstają. Są malutkie i bardzo wrażliwe na mój dotyk za co jestem im bardzo wdzięczny ponieważ lubie je pieścić i patrzeć jak twoja śliczna twarz oblewa się wtedy rumieńcem. Twój wzrost jest idealny. Wiem, że mogę cię objąć i wiem na jaką wysokość. Pasuje mi idelalnie. A po za tym wleziesz wszędzie i wszędzie się przeciśniesz. Znajdziesz na siebie ubrania. Dłonie są małe ale silne jak na mężczyznę przystało. Są też delikatne. Masz dłonie do walki i do kochania stworzone. Mięśni masz odpowiednią ilość patrząc na to z medycznego punktu widzenia. Głos masz głęboki tylko o tym nie wiesz. Skup się kiedyś i posłuchaj jaki jest głęboki w sypialni. Palce są sprawne i delikatne. Fakt może i masz trochę poryty charakter, ale… dbasz o bliskich, nie pozwalasz ich ranić, ufasz. Wolisz zaufać i się przejechać niż nie zaufać i żałować. Masz poczucie humoru. Jesteś uparty a nie uległy. Zawsze postawisz na swoim. Dążysz do obranego wcześniej celu. Zrozum to wreszcie. Jesteś facetem którego kocham, którego nie chcę oddać nikomu i nie chcę aby gadał na swój temat jakieś niestworzone farmazony.- Dodał. Przyglądałem mu się czerwony na twarzy. Co ten głupek opowiadał.

***
- Yuui. Przerwij na chwilę.- Poprosiłem. Bez protestu wyprostował się i spojrzał na mnie trzymając w dłoniach mojego członka. Wiedziałem!- Zabierz ręce.- Dodałem. Zrobił to bez najmniejszego mrugnięcia. Czy ten głupek się nie zmieni?! Popchnąłęm go na łóżko lokując się między jego nogami.
- Co ty…?
- Milcz.- Powiedziałem biorąc go do ust. Syknął cicho. Po chwili urósł diametralnie. Jakiś miesiąc w sumie dwa tego nie robiłem (Yuui mi nie pozwolił- nie wiem dlaczego) więc trochę bolała mnie szczęka ale olałem to i nie przerywałem swojej roboty.
- Przerwij na chwilę.- Powiedział. Pokazałem mu środkowy palec nie przerywając ruszać językiem. Jęknął cicho. Pochylił się nade mną łapiąc mnie za ramiona. Wyciągnąłem go na chwilę.
- Przerwij mi jeszcze raz lub mnie powstrzymaj a odgryzę ci go u nasady.- Warknąłem na niego.
- Jeżeli chcesz to robić to tak.- Powiedział i nim się obejrzałem leżał mi głową między nogami ssąc go zawzięcie. Oparłem się na dłoniach.
- Co…- Przerwałem. Kiedyś o tym czytałem nawet widziałem w niektórych pornolach ale nie sądziłem, że tak skończę. Obniżyłem się biorąc go do ust. Po kilku minutach doszedłem do wniosku, że z nim nie wygram. Kiedy ja ruszałem szybko językiem on ruszał jeszcze szybciej. Kiedy ja ssałem mocno on robił to jeszcze mocniej. Kiedy ja poruszałem szybko głową on jakimś cudem robił to jeszcze szybciej. I na dodatek ocierał palcami moje wejście aby po chwili się w nie zanurzyć.

^^~^^

Leżałem na brzuchu przykryty do położy kołdrą. Siedział koło mnie.
- Paliłeś?- Zapytałem patrząc na niego od dołu.
- Dlaczego tak myślisz?
- Wyczułem to jak badałeś mi głowę ale nie byłem pewny więc milaczałem. Ale później dokładnie czułem od ciebie fajki.
- Mmm.
- Paliłeś?
- Trochę.
- Ile?
- Przez tydzień wypaliłem dwie paczki.
- Myślałem, że rzuciłeś.
- Bo rzuciłem.
- Więc dlaczego paliłeś?
- Bo jeżeli bym tego nie robił to bym zwariował.
- Dlaczego?
- Jeszcze się pytasz? Chciałem przyjść podagać z tobą już dwa dni po kłótni ale wiedziałem, że jesteś jeszcze wkurwiony przez co ja byłem jeszcze bardziej zły i żeby jakoś się uspokoić paliłem.- Wyjaśnił bawiąc się moimi palcami.
- Aha. I dalej będziesz palił?
- A co? Przeszkadz ci to?
- Mhy.
- Dlaczego?
- Bo śmierdzisz, twoja skóra i palce nie smakują dobrze i nie chcę się całować z popielniczką.
- W liceum ci to nie przeszkadzało?
- W liceum nie byłem takim zbokiem aby drylować jezykiem 99% twojego ciała. W szkole nie było czuć fajek. Paliłeś i od razu myłeś ręce. I używałeś czegoś że twój pocałunek smakował jak słodka mięta z domieszką fajek. A teraz czuć tylko fajki.
- Też paliłeś?
- Już nie pale. I nie paliłem tylko popalałem.
- Bo?
- Bo to wkuriwło moich byłych więc miałem pretekst jeden aby z nimi zerwać. A po drugie czasami przypominało mi to ciebie. Przestałem palić jak odkryłem, że ty o ty.
- Aha.- Powiedział. Przekręciłem się na plecy.- Przepraszam za to co powiedziałem w szkole i za to co dzisiaj zrobiłem.
- No w sumie masz za co przepraszać. Nie zaprzecze. Ja przepraszam za to że nazwałem cię impotentem.
- Też masz za co. Czy tak wygląda impotent?
- Nie.
- I czy tak się kocha impotent?
- Zdecydowanie nie.
- Czy chciałbyś to zrobić z impotentem?
- Z dwóch powodów nie.- Powiedziałem chłodno. Spojrzał na mnie zaciekawiony.- Po pierwsze. Nie jesteś impotentem. A po drugie nie chcę tego robić z nikim innym jak z tobą. Chcę czuć tylko twojego twardego i wielkiego a nie coś innego.
- Nie masz wstydu?
- Nic a nic.
- Rok temu byłeś taki uroczy.
- Byłem. Teraz się przyzwyczaiłem.
- Całkowicie?
- Po części.- Odpowiedziałem odwracając twarz w bok. Zaśmiał się cicho zanurzając swoje palce w moich włosach.
- Dlaczego po części?
- Nie zadawaj mi takich głupich pytań.
- To nie są głupie pytania. Chciałbym wiedzieć.
- To się domyśl.- Powiedziałem odwracając się do niego plecami. Pochylił się nade mną całując mnie w szyje.
- Ja wiem. Jesteś uroczy jak robie coś nowego i coś czego się nie spodziewasz.- Zaśmiał się cicho.
- Czy to aż takie śmieszne?
- Nie. Urocze.- Powiedział. Odwróciłem się do niego.
- Tyle razy ci mówiłem abyś nie nazywał mnie uroczym. Jakim cudem facet może być uroczy?!
- No ale ty jesteś.
- Zobaczysz kiedyś sprawię, że będziesz wyglądał i zachowywał się tak jak ja.- Warknąłęm na niego czerwony na twarzy. Przyglądał mi się uważnie zaskoczony na twarzy. Uśmiechnął się po chwili.
- Po co czekać, aż nadejdzie to „kiedyś”. Możesz to zrobić nawet teraz.
- Hę??
- Czy ja ci kiedyś zabroniłem być na górze? Nie. Z początku przejąłem inicjatywę ponieważ byłeś tempym prawiczkiem i byś nie wiedział jak się do tego zabrać, ale później mogłeś próbować.
- Eeee?
- No co robisz taką minę?- Zaśmiał się cicho. Zrzucił z siebie kołdrę i rozłożył zgięte w kolanach nogi.- Chodź.
- Jaja sobie robisz.
- A dlaczego miałbym robić?- Zapytał i pociągnął mnie do siebie. Leżałem między jego nogami.- Rób co chcesz. Nie mam zamiaru cię powstrzymywać.- Dodał i puścił moją rękę. Leżał tak i zerkał na mnie.
- Nie zatrzymam się.
- Na to liczę.
- Pójdę na całość.
- Wiem.- Powiedział. Zamknął delikatnie oczy. Pocałowałem go delikatnie w szyję sunąc ręką w dół. Zatrzymałem usta na jednym z jego sutków ssąc go delikatnie. Przeciągałem po nim językiem. Moja ręką zatrzymała się na dole. Zacząłem delikatnie kreślić kółka u jego wejścia. Spojrzałem na niego. Zerkał na mnie spod przymkniętych powiek. Na policzkach miał delikatny rumieniec. Usta lekko uchylone. Wyglądał tak zajebiście seksownie.SEKSOWNIE A NIE UROCZO!  Um. Um. Spojrzałem w dół wracając do całowania i gładzenia jego torsu. Naparłem delikatnie środkowym palcem na jego wejście. Wypuściłem głośno powietrze opierając gorącą twarz o jego tors.
- Nie potrafię.- Powiedziałem załamany. Zaśmiał się cicho obejmując mnie ramionami. Wtuliłem się w niego.- Nie śmiej się.
- Interesowało mnie jak daleko się posuniesz, ale nie sądziłem, że tak szybko wymiękniesz.- Zaśmiał mi się do ucha. Próbowałem się podnieść ale zwiększył uścisk ramion.
- Zrobiłeś to specjalnie.
- Wcale nie.
- Nie miałeś zamiaru pozwalać mi tego ciągnąć do końca.
- Mylisz się.
- Powstrzymałbyś mnie.
- Tylko wtedy kiedy doszedłbym do wniosku, że się zmuszasz.- Powiedział i znowu zaśmiał się cicho. Głupek jeden.

^^~^^

Wielu moich byłych na odchodnym dawało mi w twarz wytkając mi same błędy. Po kłótni i moich ostrych słowach płakali i dość często zrywali ze mną od razu mówiąc, że jestem bezuczuciowym draniem i chamem. Dla nich byłem prawdziwym diabłem o anielskiem buźce. Mówili, że to oszustwo. Że ktoś ich naciąga. I że to nie fair.
On wie o mojej zjechanej psychice. Kiedy się kłócimy i mówie ostre słowa on mówi jeszcze ostrzejsze i milczy aż emocje opadnie. Mówi mi że jestem bezuczuciowym draniem po czym obejmuje mnie czule i mówi, że mimo to mnie kocha. Mówi, że jestem aniołkiem z niespodzianką w środku (bomba z opóźnionym zapłonem). On mówi, że wygrał los na loterii. Że znalazł coś na co nie zasługuje. I że nie fair jest to, że nie poznał mnie wcześniej. Kocha mnie takiego jakim jestem. Nie każe mi się zmieniać. Jak coś mu się nie podoba mówi o tym wprost. A jak próbuje to zmienić to mnie opierdala równo z każdej strony i każe przestać się wygłupiać. Przyjmuje mnie do swojego życia całego jak leci z moimi wszystkimi psychicznymi i fizycznymi skrzywieniami.
Tak jak i ja. Kocham go całego i nie pozwole mi go odebrać jak i mu odejść.
Więc jeżeli kiedyś na jakiejś ulicy w swoim mieście spotkasz pół Japończyka- pół Europejczyka, który ma prawie dwa metry wzrostu,brązowe, krótkie włosy. Jasno niebieskie oczy.Dobrze zbudowanego z seksowną twarzą. A za nim zapierdalającego niskiego karzełka o blond włosach sięgających połowy twarzy i o małych piwnych oczkach. Z twarzą pełną małych blizn wpatrzonym w plecy owego wielkoluda. Pamiętaj: Nie waż się nawet pomyśleć o zagadaniu do niego lub tym bardziej zerknięciu w jego stronę lub położeniu na nim swoich rąk bo cię dorwę i nakopię do dupy tak, że cię rodzona matka nie pozna!
Ten facte należy tylko i wyłącznie do mnie tylko jeszcze nie przyszły jego tabliczki na szyję z napisem”
To należy do mnie. Nie ruszać, bo zabije. Enmba Suminat”
                                   Oraz
„Właściciel. Enmba.”

- Enmba rusz tą dupę. Musimy już jechać!- Yuui wydarł się z dołu schodów.
- No wiem! Już idę!- Odkrzyknąłem spoglądając znowu w stronę komputera. Przyłożyłem palce do klawiatury i zacząłem ponownie pisać.

„Więc pamiętaj… mam cię na oku. Będę wiedział kiedy pomyślisz o tym aby zbliżyć się do mojego ukochanego faceta!!”

Napisałem do końca i zgasiłem komputer. Wybiegłem na korytarz wpadając z łoskotem na Yuui’ego.
- Oj.
- Już możemy jechać.- Powiedziałem kiedy objął mnie ramionami. Schylił się i pocałował mnie delikatnie. Po chwili zszedł na dół. Spojrzałem za siebie i pokazałem w tamtym kierunku palcem wskazującym prawej reki.
- Pamiętaj mam cię na oku.- Powiedziałem patrząc w przestrzeń pokazując na CIEBIE palcem. CIEBIE osobę, która od początku towarzyszyła mojej historii jaką przeżyłem z mężczyzną mojego życia.
- ENMBA!!!
- JUŻ!!- Krzyknąłem i zbiegłem na dół uśmiechając się pod nosem. Wiedziałem, że teraz kiedy jade z nim na nasz miesiąc miodowy pewnie wiele osób wzdycha przed ekranami komputera wyklinając w duchu, że tak szybko skończyłem naszą historię o dorastaniu, miłości i problemach życiowych.
No ale cóż… może jeszcze kiedyś spotkamy się znowu…
Dziękuje wam, za to, że zechcieliście wysłuchać tego co miałem wam do powiedzenia i nie uciekliście w połowie trasy. Dziękuje, że mogłem się narodzić i pokochać Yuui’ego.

Wsiadłem do samochodu na miejscu pasażera. Odwzajemniłem uśmiech Yuui’ego. Samochód ruszył w stronę lotniska…<3

The End




*************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Trafiłam na tego bloga przedwczoraj i już wszystko przeczytałam. Tak mnie wkręciło, że oderwać się nie mogłam. Super, super i jeszcze raz super. Podobało się, to mało powiedziane. Podziękowania dla autorki :)Pozdrawiam
  2. Witam,
    ech co wszystko co dobre, szybko się kończy, ale pocieszam się tym, że będzie kontynuacja tego, ale oczami kogoś innego, już mnie to ciekawi czyimi (choć coś podejrzewam kto to taki), no i ciekawi mnie ten „ON” Enmby, co wcześniej jak mi odpisałaś, że Enmba go widuje codziennie, kim on jest…
    zakończenie rewelacyjne, i to jeszcze, jak się okazało, że Enmba ta historie spisuje.. wow, rewelacja…. choć chciałabym wiedzieć co u tych dzieciaków, czy są powiedzmy porządnymi obywatelami ;]
    i jeszcze tak powiem, bo zapomniałam na „Nao” jak będziesz mogła to odezwij się do mnie na gg (niestety czasami jestem na niewidocznym – zwłaszcza jak czytam opowiadania ;])
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...