Znam
to uczucie. Miękkość kolan, mrowienie w głowie, ciężkość ciała i to rozpalenie
nie mogące być ugaszonym nawet pod natryskiem. Uczucie to po woli rozchodziło
się po moim ciele sprawiając, że zachwiałem się uderzając z łoskotem plecami o
drzwiczki natrysku. Oparłem dłonie o ścianę pozwalając, aby chłodna woda powoli
spływała w dół po moim kręgosłupie. Jak to się mogło stać? Przecież od tamtego
przypadku zawsze sam kupuje sobie jedzenie i picie oraz nie zostawiam ich
samych chociażby i na minutę.A teraz? To jest nie możliwe. Przecież bym widział
jak ktoś mi czegoś dosypał. Pierwszy dzień wycieczki a tutaj taka akcja.
Zbliżała się północ. Oddychałem szybko powstrzymując swoje ręce przed
zrobieniem czegoś durnego. Raptownie odwróciłem się gwałtownie. Ktoś był w
łazience.
-
Przepraszam. Nie będę patrzył tylko umyję zęby.- Powiedział Suminat-sensei. Nie
odezwałem się. Zagryzłem wargi aż do krwi. Wcale mi nie pomagał. Niech już stąd
wyjdzie. Na myśl o tym, że dzieli nas tylko cienka tafla szyby po moim ciele
przeszedł dreszcz a z gardła wydobył się przeciągły jęk, który echem rozszedł
się po łazience. Zakryłem usta.- Enmba-sensei?- Usłyszałem zaskoczone pytanie.
-
Wyjdź…- Wydyszałem. Już nie wytrzymywałem.
-,
Co się stało?- Zapytał podchodząc do natrysku. Złapałem za klamkę, aby nie
wszedł.
-
Wyjdź…- Wydyszałem. Zagryzłem wargę. Nie wytrzymam.- Proszę… zostaw mnie…
samego.- Dodałem. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy bez problemu otworzył
natrysk. Spojrzał na moją twarz (tylko na nią, za co byłem mu ogromnie
wdzięczny). Nie wiem, jaki musiałem mieć jej wyraz, ale otworzył szerzej oczy.
Jak przez mgłę zobaczyłem jego białe spodenki i niebieską koszulkę. Włosy luźno
związane.
-,
Co ty brałeś?- Zapytał zaskoczony. Zakryłem usta. Nie pozwolę, aby moje ciało
wygrało. Wbiłem sobie paznokcie w udo a drugą rękę zacisnąłem boleśnie na
włosach.
-
Nie… nie wiem. Kiedy… łazienki… już…. Było…- Wydyszałem. Znowu zagryzłem wargi.
Przyjrzał mi się teraz dość dokładnie (za to wdzięczny nie byłem).
-
Stań tyłem do mnie i oprzyj się o ścianę.- Powiedział. Drgnąłem. On chyba nie…
Pokręciłem przecząco głową.- Nie bój się. Nie przelecę cię.
-
Nie… dam… radę…- Wydyszałem broniąc się nieudolnie, kiedy wszedł pod natrysk.
Drgnął, kiedy zetknął się z chłodną wodą. Złapał mnie za rękę. Jęknąłem. Byłem
przerażony. Co się ze mną działo?
-
Nie dasz rady.- Powiedział i popchnął mnie na ścianę. Znowu jęknąłem.
Wpatrywałem się w niego. Patrzył na mnie. Czekał. Drżący odwróciłem się do
niego tyłem. Bałem się. Podszedł do mnie powoli. Pouczyłem jak styka się z
moimi plecami.- Zamknij oczy.- Dodał szeptem do mojego lewego ucha. Pisnąłem
cicho, ale posłusznie zamknąłem oczy. Poczułem jak jego lewa ręka wędruje pod
moją pachą ku górzei zatrzymuje się na sutku. Zaczął go masować, podszczypywać
i ugniatać. Ugięły się pode mną kolana. Złapałem go za ten nadgarstek, aby go
powstrzymać, ale nie potrafiłem odtrącić jego ręki. Dlaczego? Nie potrafiłem
odpowiedzieć sobie na to pytanie gdyż w tym samym momencie poczułem jak prawą
rękę zaciska na mojej męskości. Jęknąłem głośno. Zakryłem usta wolną ręką.
Kiedy zaczął szybko poruszać prawą ręką już nie panowałem nad swoim głosem. Na
chwilę przestał masować moje sutki i przyłożył moją lewą rękę do ust, aby
jeszcze bardziej zagłuszyć jęki i krzyki. Ugryzł delikatnie płatek mojego
lewego ucha. Tego było już za wiele dla mojego ciała. Upadłem na kolana
opierając czoło o ścianę. Uklęknął za mną. Za raz padnę. Dosłownie padnę na
twarz. Nie miałem już siły. Wbiłem mu paznokcie w rękę, którą zajmował się moim
małym. Zwolnił ruchy. Teraz były powolne jakby sam odpłynął. Miałem tylu
facetów po Yuui’m, ale jeszcze nikomu nie udało się sprawić abym chciał dla niego
rozłożyć nogi, że chciałbym jęczeć i poczuć go w sobie. Nikomu aż do teraz.
Gdyby to miało pójść dalej zapewne straciłbym kontrolę i najnormalniej w
świecie dał się zerżnąć gdzie po tym gwałcie w szkole to ja dominowałem w
związku. Oddychałem szybko, kiedy w końcu wszystko się skończyło. Siedziałem
pod natryskiem. Czułem się strasznie. Jak mogłem go wykorzystać do czegoś
takiego? Zrobiłem sobie dobrze ręką szkolnej pielęgniarki! Już chyba niżej
upaść nie mogłem.
-
Przepraszam.- Wyszeptałem. Usłyszałem tylko cichy śmiech i już go nie było.
Uniosłem głowę. Czy ja powiedziałem coś zabawnego? Nie było czasu na
rozmyślania nad tym. Trzeba w końcu wyjść z tej łazienki i chociaż trochę się
zdrzemnąć, bo znowu jutro trzeba wcześnie wstać. Ubrałem na siebie swoją prowizoryczną
pidżamę i wyszedłem z łazienki. Suminata-sensei leżał w swoim łóżku kończąc
czytać jakąś książkę. Nawet na mnie nie spojrzał, kiedy wszedłem do pokoju.
Usiadłem na łóżku i sięgnąłem po łańcuszek oraz obrączkę z szafki nocnej.
Łańcuszek dostałem na urodziny od swojej służby. Ale domówiłem do zawieszki „E”
zawieszkę z literą „Y” i teraz obie te literki dyndały mi na szyi. Obrączka to
prezent na ukończenie studiów od Aoi. W środku była wygrawerowana data i słowo
„Matematyka”. Poczułem na sobie jego spojrzenie. Spojrzałem na niego.
-
Mogę o coś zapytać?- Zapytał odkładając książkę na półkę. Kiwnąłem twierdząco
głową wchodząc pod kołdrę.- Rozumiem zawieszka „E” na łańcuszku, a zawieszka
„Y”?
-
„Y” to od pierwszej litery imienia osoby, którą chyba, jako jedyną szczerze
kochałem.- Odpowiedziałem chowając łańcuszek pod koszulkę. Uśmiechnął się.
-
Rozumiem. Musi być szczęściarzem.- Powiedział przekręcając się na plecy.
-
Nie sądzę.
-,
Dlaczego?
-
To, że ja go kochałem to nie znaczy, że on mnie tak?- Powiedziałem. Zaśmiałem
się gorzko.- Nie wiem, po co to panu mówię, ale…- Zamyśliłem się. Uśmiechnąłem
się jak jakiś psychopata.- „Przecież mówię. Głuchy jesteś. On ma racje.
Dostałem to, co chciałem. Było miło, ale się skończyło. Żartowałem ostatnie
dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale
Nara młody”. Takie słowa usłyszałem od niego na odchodnym. A ja głupi chwilę po
tych słowach jeszcze wypchnąłem go spod samochodu, przez co zająłem jego
miejsce.- Dodałem. Wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem.
-
Może musiał tak powiedzieć? A wcale tak nie myślał.
-
Jakoś nie sądzę, aby tak było.- Odpowiedziałem patrząc na niego. Nadal
wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem. Co to? Współczuł mi?- Jeżeli człowiek
mówi takie słowa to tylko w jednym celu. Aby w końcu się przyznać do tego, co
robił cały czas.
-
Nie zgodzę się z panem.- Powiedział poważnie. Uniosłem brwi do góry.
-
A skąd pan może to wiedzieć?- Zapytałem kpiąco.
-,
Ponieważ sam kiedyś powiedziałem podobne słowa do osoby, którą do dzisiaj
kocham i oddałbym za nią życie.- Powiedział zamykając oczy. Otworzyłem szeroko
usta.
-,
Więc… więc dlaczego? Dlaczego to pan powiedział?- Zapytałem unosząc się na
ramionach. Zerknął na mnie zza przymrużonych powiek.
-,
Bo to był jedyny sposób, aby ją chronić.- Odpowiedział.- Ale musze się też z
tobą zgodzić, że mogło być też tak, że powiedziałbym to, aby się uwolnić od
natrętnej byłej, bo dostałem już to, co chciałem.- Dodał. Opadłem głośno na
poduszki.
-
Ciężko jest wypowiedzieć takie słowa.- Powiedziałem. Otworzył prawe oko.
-
To znaczy?
-
Po nim miałem wielu „kochanków” chyba tak to się mówi w moim przypadku, ale
jakoś nie mogłem się z nimi uczuciowo związać, więc wytrzymywałem z nimi góra
dwa tygodnie i zbywałem ich takimi tekstami.
-,
Ale musiał pan po gębie dostawać.- Powiedział. Zaśmiałem się głośno gasząc
światło.
-
Yuui był jedynym facetem, któremu nie oddałem, kiedy mnie uderzył. A zdarzyło
się to raz albo dwa.- Powiedziałem zamykając oczy. Usłyszałem jak oddycha. Po
chwili zorientowałem się, że wstrzymał powietrze.- Może gdyby nie historia ze
studiów nie byłbym takim draniem dla moich byłych? Nie wiem…, ale więcej
uczucia… poświęcam… dziecia…- Zasnąłem nie wiedząc, co mówię tracąc kompletnie
kontakt z rzeczywistością. Ostatnią myślą, jaka nawiedziła mnie przed
odpłynięciem była świadomość tego, że jutro będę musiał zrobić rewizję w
rzeczach wszystkich. Dowiem się, co za smarkacz mi czegoś dosypał.
^^~^^
Wpatrywali
się we mnie jak w jakiegoś idiotę nie mogąc zrozumieć tego, co właśnie
powiedziałem. Al niepewnie podniósł rękę. Wiedziałem, że to on przemówi nie
tylkow imieniu swoim i swojej klasy jak i w imieniu reszty.
-,
Ale dlaczego?- Zapytał niepewnie. Wyczuł, że coś dzisiaj nie mam humoru i
lepiej mnie nie denerwować.
-,
Jeżeli powiem, że mam taką zachciankę to skłamię.- Powiedziałem.
-
Ja wiem, o co chodzi, więc mogę potwierdzić, że Enmba-sensei nie ma złych
intencji i jeżeli to was satysfakcjonuję to będę robił to razem z nim.-
Powiedział Suminta-sensei. Do góry spośród tłumu głów na stołówce powędrowała
kolejna ręka. Spojrzałem tam. Gasi?
-
Tak?- Zapytałem. Wstał i skłonił się przede mną.
-
PRZEPRASZAM!- Krzyknął. Spojrzałem na niego.
-,
Za co znowu?- Zapytałem.
-
PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM! PRZEPRASZAM!- Krzyczał. Nie wyprostował się.
-
Gasi spójrz na mnie.- Powiedziałem stanowczo. Spojrzał na mnie przerażonym
wzrokiem i ze łzami w oczach. Zrozumiałem. Aż mnie zatkało.
-
Przepraszam. To moja wina. Pamięta pan jak wczoraj koło toalet na lotniku na
pana wpadłem. Wtedy musiało dojść do…- Zaczął się tłumaczyć. Uciszyłem go
ruchem ręki i zawołałem za sobą, aby wyszedł ze mną na zewnątrz. Ruszył za mną
jak na jakieś skazanie.
-
Słucham dalszej twojej wypowiedzi.- Powiedziałem siadając na ławce przed naszym
zajazdem. Stał przede mną prawie, że płacząc.
-
I mi i panu wypadła butelka wody. Mieliśmy je takie same. Pan swoją podniósł i
moja i podał mi, ale podał mi pan swoją a moją zostawił pan w ręku.
Zorientowałem się o tym wczoraj wieczorem, kiedy wypiłem część swojej znaczy
pana butelki. Ale wtedy było już za późno, bo widziałem jak po kolacji wywalał
pan pustą butelkę do śmietnika.- Powiedział. Po jego twarzy ciurkiem leciały
łzy.
-,
CO CI DO CHOLERY JASNEJ BARANIE STRZELIŁO DO TEJ PUSTEJ ŁEPETYNY, ABY WSYPYWAĆ
SOBIE TAKIE RZECZY DO WODY?!- Ryknąłem na niego. Upadł na kolana. Szlochał jak
małe dziecko.- A GDYBY TO WYPIŁ KTOŚ INNY, A NIE JA?!
-
Ja… ja tak piję od trzech lat. Raz dziennie butelkę.- Powiedział płacząc.
Zatkało mnie.
-
Słucham?
-
To pierwszy raz się tak trafiło…- Powiedział.
-,
Po co ty to pijesz?- Zapytałem już łagodniej, chociaż gotowało się we mnie jak
nie wiem, w czym.- Ale nim odpowiesz to usiądź.- Dodałem. Usiadł kolo mnie
patrząc na swoje kolana. Nadal płakał.
-,
Kiedy byłem mały tak w podstawówce byłem wielokrotnie wykorzystywany przez
swojego ojczyma. Faszerował mnie tym.- Powiedział zapłakany. Bał się.
Zacisnąłem mocno pięści, kiedy w mojej klatce piersiowej coś mnie zakuło.- Po
tym jak to wyszło na jaw lekarz, który się mną zajmował i zajmuje do dzisiaj przepisał
mi to w słabszej dawce i karze pić raz dziennie
pół litra tego, aby mój organizm się do tego przyzwyczaił. Żeby już
więcej tak się nie działo.- Dodał.- Ja naprawdę nie chciałem, aby pan to pił.
Nie chcę, aby pan mnie znienawidził. Po mojej siostrze jest pan jedynym
dorosłym, który mi zaufał.- Rozpłakał się na dobre. Cóż mi pozostało innego jak
przygarnięcie go do siebiei przytulenie go delikatnie. Zaskoczyłem go tym
gestem, ale tylko na chwilę. Zaczął głośniej płakać. Spojrzałem w niego nadal
go przytulając. Miałem ochotę zabić tego skurwiela, który go zranił.
-,
Jeżeli kiedykolwiek ktoś cię ruszy bez twojej wiedzy przyjdź z tym do mnie.
Nawet, jeżeli już skończysz szkołę.- Powiedziałem.
-
Czyż to nie mój Em-chan?- Usłyszałem za sobą czyjś głos. Zesztywniałem
odwracając się gwałtownie w tył. Te oczy, ta twarz, włosy, wszystko takie samo
jak pamiętałem. Miał na sobie luźne dresy. Znałem go, chociaż nie wiedziałem
jak ma na imię. Od zawszę słyszałem jak mówili na niego, „Okasu” co znaczy
„Gwałcić”. Tak to ten inwalida, który śmiał mnie ruszyć na studiach.
Odsunąłemsię od niego chowając za sobą Gasi’ego. Chłopak spojrzał na mnie.
Dałem mu znak ręką, że ma milczeć.- Co tam słychać u mojego słodziaka?- Zapytał
kpiąco zbliżając się do nas powoli.
-
Przestań tak do mnie mówić popaprańcu i się nie zbliżaj, bo cię zabiję.-
Warknąłem na niego popychając Gasi’ego, aby cofał się szybciej.
-
Tak to się witasz ze swoim kochankiem?- Zapytał. Zaśmiałem się nerwowo.
-
Kochankiem? Prędzej upośledzonym umysłowo gwałcicielem.
-,
Co ty gadasz? Przecież ci się podobało.
-
Zamknij się.
-
Tak ładnie się pode mną wiłeś.
-
Zamknij gębę.
-
A jak uroczo jęczałeś i krzyczałeś.
-
Stul dziób!
-
Ile bym dał, aby znowu poczuć to jak bardzo jesteś ciaśniutki.- Zamruczał
wskakując na ławkę, na której przed chwilą siedziałem z Gasi’m, który właśnie
mocno ściskał mnie za rękę.
-
Albo zamkniesz tą mordę albo pozbawię cię zębów.
-
Ostry jak zawsze. To, dlatego tak bardzo mam na ciebie chętkę. Ale następnym
razem spróbujmy bez tabletek gwałtu. Przez nie byłeś strasznie tępy.-
Powiedział. Drgnąłem i stanąłem oniemiały, kiedy Gasi siedział na nim okrakiem
i okładał z całych sił pięściami, mimo iż miał mocno zaciśnięte oczy trafiał
idealnie w jego twarz.
-
Enmba-sensei kazał ci się zamknąć, więc stul dziób! Nie pozwolę takiemu
śmieciowi go obrażać!- Krzyczał. Podbiegłem do niego i ściągnąłem go z tego psychola.
-
Gasi starczy.- Powiedziałem zaskoczony. Nie spodziewałem się tego.
-
Okasu! Kto ci pozwolił odejść?!- Usłyszałem donośny głos. Teraz to zesztywniałem
na poważnie. Stojąc przytrzymując Gasi’ego pod ramiona spojrzałem przed siebie.
Moje źrenice się rozszerzyły. Oddech przyspieszył. Zbliżał się do nas wysoki
chłopak o pomarańczowych włosach i oczach tak niebieskich, że prawie, aż
białych. Ubrany był w czarne ciuchy. Po lewej części brody w dół aż do mostka
ciągnęła się długa blizna. Mogłem nawet powiedzieć ile warzył, jaka ręka była u
niego silniejsza. Co lubił a czego nie. Wiedziałem o nim wszystko. Okasu
spojrzał na niego przerażonym wzrokiem (nie dziwiłem mu się), po czym wstał i
otrzepał spodnie.
-
Spotkałem starego znajomego i chciałem się przywitać.- Powiedział patrząc na
mnie nerwowo. Upadł od ciosu w twarz. Aż mnie zabolało. Wiedziałem jak to jest
dostać od tej osoby. Moje zachowania i przyzwyczajenia były we mnie tak
zakorzenione, że, mimo iż tego nie chciałem ugiąłem przed nim głowę
wypuszczając Gasi’ego wolno. Przybysz spojrzał na mnie zaskoczony. Nie widział
mojej twarzy.
-
A temu, co?- Zapytał i pewnie wskazał na mnie.
-
To pana powinienem pytać.- Powiedział buntowniczo Gasi.
-
GASI!- Skarciłem go głośno. Boże dzieciaku milcz. Pomyślałem. Wyprostowałem
się.- Nobi.- Powiedziałem kiwając głową.
-
Enmba?- Zapytał zaskoczony mój brat.
-
Gasi. Idziemy.- Powiedziałem i odwracając się na pięcie ruszyłem przed siebie.
Ale niedane mi było odejść daleko. Nobi złapał mnie za rękę.
-
Nie przywitasz się?
-
Nie.
-
I za pewne nie masz zamiaru pogadać?
-
Nie.- Szarpnąłem ręką. Okasu zaśmiał się głośno. Spojrzałem na niego z
politowaniem.
-
Widać nie tylko ja cię przeleciałem, ale i mój kierownik więzienny.- Zadrwił.
Otworzyłem szerzej oczy. W ostatniej chwili złapałem Gasi’ego za kark, kiedy chciał
znowu się na niego rzucić.
-
Sensei! Pozwoli mi Sensei zabić tego, który cię zgwa…- Zakryłem mu usta.
-
Gasi wracaj do reszty. I bez dyskusji mi tutaj.- Rozkazałem. Nie musiałem
powtarzać. Pobiegł na świetlicę.
-
Zgwa… co?- Zapytał Nobi.
-,
Okasu jeżeli życie ci miłe odwal się w końcu ode mnie.- Powiedziałem patrząc na
niego z pogardą.
-
Oj, jaki groźny, ale jak cię gwałciłem to nieźle przerażony byłeś.- Powiedział z
wyższością siadając na ławce. Źrenice Nobi’ego rozszerzyły się niebezpiecznie.-
Myślisz, że przez to, że twój były tutaj jest to coś się stanie. Dostałem już
za to wyrok. Piętnastu lat+ do tego osiem lat prac społecznych.- Dodał.
Zaśmiałem się patrząc na niego z litością.
-
Baranie gwałcisz ludzi a nawet nie wiesz, kogo.- Powiedziałem. Nobi złapał mnie
za rękę.
-,
Co przez to rozumiesz?
-
Nie twój interes. A teraz, jeżeli pozwolisz…
-
Licz się ze słowami.- Powiedział ściskając mnie mocniej za ramię. Spojrzałem na
niego spod byka.
-
To nie czasy, kiedy się was bałem, Nobi-niisama.- Powiedziałem i wyszarpnąłem
rękę. Spojrzałem na Okasau.- Dla twojej wiadomości moje prawdziwe nazwisko to
Haruichi a nie Haruchi.- Dodałem i odszedłem do świetlicy, w której odbywało
się nasze śniadanie. Jak zawsze przyszedłem prawie na jego koniec.
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
pozdrawiam i czekam na kolejne rozdział;*
Sakura-chan
Zapraszam cię na nowy rozdział mojego bloga:
http://naruto-opowiadania-yaoi.blogspot.com/2013/02/rozdzia-11.html
mam nadzieję że ci się spodoba, jak również życzę ci miłego czytania, zwłaszcza podczas podróży
pozdrawiam!
Dilla-chan