Ostatnio
przypomniałem sobie słowa wypowiedziane za moich dziecięcych lat przez moją
mamę: „Tyle samo szczęścia ile da nam fortuna
tyle samo później otrzymamy od niej nieszczęścia w ramach wyrównania. Życie to
tak naprawdę pasmo bolesnych porażek przplatanych miłymi chwilami, które dają
nam siłe do kolejnej walki z wredną fortuną”.
Teraz
w końcu zaczynam rozumieć o co jej chodziło. Po tylu latach życia zacząłem po
woli łapać. Kiedyś to było dla mnie skupisko bezsensownych słów, których nie
mogłem razem zrozumieć.
Wczoraj
było zakończenie roku szkolnego. Wszystkie dzieciaki z mojej klasy zdały. I
dzięki im za to. Ale to szczęście. A więc niby miła chwila, która da mi siłę do
walki. Pierwsza porażka była jakieś cztery dni temu. Chodziłem po dziedzińcu
szkoły na dyżurzę (przerwa na lunch). Towarzyszył mi Al i Kedamono.
Rozmawialiśmy o pierdołach i tyle. I tego dnia pojawił się on. Na dziedzińcu
przed moim nosem stanął facet tylko o kilka cm niższy niż Yuui o czarnych,
krótko ściętych włosach i turkusowych oczach (niespotykane zestawienie). Ciemna
karnacja. Ubrany w dość luźny sposób. Spojrzał na mnie i otwierając swoją
śliczną gębę sprawił, że domino zaczęło się sypać. Pierwsze słowa jakie
powiedział brzmiały: „Szczylu, gdzie
znajdę Yuui Suminat?” Nie dość, że nazwał mnie szczylem to jeszcze nie
wysławiał się poprawnie gramatycznie (miał akcent obcokrajowca). No i czego on
chciał od Yuui’ego. Kedamono zakrył mi usta, a Al się nim zajął. Tego dnia już
go nie widziałem.
Spotkałem
go za to kolejnego dnia. To jest trzy dni od tego co się teraz dookoła mnie
działo. Oczywiście cała akcja znowu odbywała się w szkole. Szedłem z dyrektorem
do gabinetu pielęgniarki aby coś załatwić. Kiedy drzwi zostały otworzone naszym
oczą ukazał się co nie co dziwny widok. Yuui z dwoma długimi warkoczykami stał
przy biurku i śmiał się próbując zwalić z siebie tego kolesia, który przylgnął
do jego pleców i zerkał mu przez ramie patrząc co on robi. Ashias oczywiście
cichym chrząknięciem dał do zrozumienia, że ktoś przyszedł, ale i wtedy się od
niego nie odkleił. Dopiero jak Yuui powiedział do niego coś w jakiś języku,
którego w ogóle nie rozumiałem i nie słyszałem tamten się wyprostował i
podszedł do okna. Yuui zerknął na mnie tylko przelotem.
Wieczorem
dostałem sms’a z pytaniem czy wpadnę do niego. Odpisałem, że nie mam czasu.
I
tak przyszła kolej na kolejną frustrującą i wkurwiającą sytuację. Dwa dni temu
udało mi się jednak załatwić wszystko wcześniej tak więc miałem wolny wieczór.
Więc postanowiłem wpaść chociaż na godzinkę do Yuui’ego. Próbowałem się do
niego dodzwonić, ale nie odbierał. Kiedy stanąłem przed jego drzwiami i
zapukałem po drugiej stronie stanął tamten koleś ubrany tylko i wyłącznie w
dresy. Po jego ciele spływały kropelki wody. Na ramionach miał zarzucony
ręcznik.
-
Kto?- Zapytał pokazując na mnie palcem. Zacisnąłem mocniej zęby.
-
Yuui…?- Odpowiedziałem pytaniem.
-
Kąpie się. Spocił się tym co robiliśmy. Męczące to było więc jego kolej…- Urwał
kiedy Yuui wyłonił się z łazienki. Nasze spojrzenia się spotkały. Wyglądał na
zaskoczonego.
-
O cholera.- Tylko tyle zdołał powiedzieć nim oparł się o komodę stojącą obok
drzwi od łazienki izakrył usta gapiąc się intenstywnie w podłogę.
Myślał.Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Stojąc w windzie i
patrząc jak zamykają się drzwi zobaczyłem jak biegł korytarzem w moją stronę.
Winda zjechała w dół.
Wczoraj
odbyła się ceremonia zakończenia roku szkolnego po której od razu zmyłem się do
domu nie włączając telefonu. W salonie czekała na mnie kolejna niespodzianka.
Grey i ON. Koleś, którego twarzy nigdy nie widziałem, a który był moim cieniem.
Ten, który miał mnie zabić na Okinawie, ale Yuui go powstrzymał. Nie
kontaktowałem się z nim od czasów liceum. Ukłonił się przede mną. Ubrany cały
na czarno z ciemną arafatką zasłaniającą mu pół twarzy. Kaptur na głowie. Grey
wręczył mi czerwoną kopertę. Nie musiałem jej otwierać aby wiedzieć co w niej
jest. Już raz kiedyś taką dostałem. Kiwnąłem twierdząco głową i udałem się do
góry do swojego pokoju. Maki i Aoi przyglądały się wszystkiemu z kuchni.
Wszedłem do swojego pokoju rozbierając się do bielizny. Grey otworzył torbę, z
którą przyszedł. Stojąc na środku pokoju pozwoliłem im się ubrać w męski,
tradycyjny strój Japoński. ON ściągnął z mojej głowy gumkę oraz opaskę i
zmierzwił mi włosy zostawiając je tak. Gotowy spakowałem kilka rzeczy do małej
torby podróżnej i zszedłem na dół.
-
Enmba?- Zapytała zaskoczona Maki. Pierwszy raz widziała mnie w takim stroju.
Spojrzałem na nią nie okazując żadnych uczuć na twarzy.
-
Tak?- Zapytałem kiedy milczała.
-
Gdzie…? Wrócisz dzisiaj?- Zmieniła pytanie. Spojrzałem na Grey’a. Unikał mojego
spojrzenia.
-
Nie.- Powiedziałem i wyszedłem z domu udając się w stronę samochodu. Wsiadłem
na tylnim siedzeniu. Oni z przodu. Kiedy ruszyliśmy spod domu minęliśmy po
drodze Yuui’ego i tego faceta. Najwidoczniej zmierzali do mnie do domu.
Spojrzałem na swoje białe i drżące palce zaciskające się mocno na moich
kolanach.
I
tak nastał dzień dzisiejszy. Siedziałem w wielkim pomieszczeniu. Była tutaj
cała moja rodzina. Bracia, rodzice, dziadkowie, wujostwo, wszyscy po prostu
wszyscy. Oraz po jednym ochroniażu na osobę. Za mną stał ON. Jako jedyny nie
odsłaniał twarzy. Mój dziadek nakazał mu to zrobić ale kategorycznie odmówiłem
i przypomniałem mu, że ON należy do mnie więc nikt poza mną nie ma prawa mu
rozkazywać. Siadziałem w oddaleniu od wszystkich. Nikt koło mnie nie siedział.
To oznaka, że w jakimś stopniu nie legitymuję się z tą rodziną. Przede mną
leżała jakaś teczka. Nie mogłęm do niej zajrzeć. I tak zaczęła się długa
rodzinna narada, która w ogóle mnie nie dotyczyła.
^^~^^
Jakieś
dwa tygodnie później odkryłem co znajdowało się w tej teczce. Spoglądałem na
zdjęcia młodej dziewczyny. Nie powiem była ładna, ale… no właśnie ale.
Prychnąłem głośno pod nosem patrząc na mojego dziadka.
-
Coś nie tak Enmba-kun?- Zapytał. Zamknąłem teczkę i spojrzałem na niego jak na
wariata.
-
Zdurniałeś na starość.- Stwierdziłem. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na
wojownika kamikadze.
-
Enmba!- Krzyknął mój ojciec, ale został uciszony jednym skiniecięm ręki mojego
dziadka.
-
Licz się ze słowami młody człowieku.- Ostrzegł mnie. Zaśmiałem mu się głośno w
twarz.
-
Nigdy w życiu się na to nie zgodzę.- Odpyskowałem. Ściągnął brwi. Był zły.
-
Pod koniec tego miesiąca w twoim rodzinnym mieście się z nią spotkach a za dwa
miesiące weźmiecie ślub. Za rok urodzi ci jednego syna. Za dwa drugiego.
-
Zmień dilera bo cie oszukuje dziadzie jeden.- Przerwałem mu. Uderzył ręką w
stół.
-
Ta kwestia nie podlega dyskusji.- Powiedział głosem kończącym temat. Zaśmiałem
się gorzko siadając tak jak nigdy nie powinienem był siadać przy kimś takim jak
on. W rozkroku opierając się jedną ręką o podłogę drugą bawiąc się moimi
włosami.
-
No to masz problem bo ja już kogoś mam.
-
Nie ma problemu. Zerwiesz z nią a ja jej chojnie zapłace.- Powiedział.
Zmróżyłem oczy.
-
Nie zerwę. Tylko ON potrafi sprawić, że jęczę i drże pod nim niczym dziewica
kiedy we mnie wchodzi i czule wypowiada moje imię.- Powiedziałem. W
pomieszczeniu zapanowała grobowa cisza. Na twarzach większości zgromadzonych
malował się szok i niedowierzanie.- Uwielbiam kiedy mnie całuje i pieści. Lubie
smak jego członka i szorstkość jego języka. Kocham to jak nade mną góruje i
dominuje. Może i mu tego nie powiem ale wiele razy masturbowałem się do jego
zdjęcia, albo w pracy w toalecie kiedy chwile wcześniej uśmiechnął się do mnie
na korytarzu.- Ciągnąłem dalej. To z masturbacją to wielka ściema ale im więcej
mu nagadam tym szybciej sobie daruje.
-
Tobie się do reszty w dupie poprzewracało.- Warknął mój dziadek.
-
Masz rację. Przewraca mi się w niej za każdym razem kiedy się na niego
nabijam.- Odpowiedziałem. Moja matka która była najbliżej mnie ochlapała mnie
szklanką wody. Zaśmiałem się głośno po chwili zaskoczenia.- Czy ta wasza
wybranka ma członka na tyle wielkiego aby mnie zapokoił? Czy może sprawić abym
zaszedł w ciąże? Nie. Nie ma go i nie da rady tego zrobić. Nie martwcie się.
Przecież mam innych braci, którzy z ochotą się nią zajmą.- Spojrzałem na swoją
matkę. Drgnęła. Pokazałem na nią delikatnie palcem.- Nigdy więcej tego nie rób,
bo cię zabiję.- Powiedziałem chłodno. Dziadek podniósł się gwałtownie ze
swojego miejsca. Wstałem od niechcenia. Zmierzał w moją stronę.
-
PEDAŁ W RODZINIE!- Krzyknął mijając moją mamę. Wziąłem w rękę teczkę ze
zdjęciami tej laski i rzuciłem mu nią w twarz. Zatrzymał się zaskoczony. Wtedy
z zaskoczenia dostałem z lewej strony w twarz. Znałem to uderzenie. Nawet nie
musiałem patrzeć w tamtą stronę. Odwróciłem się do NIEGO i przygważdzając go do
ściany wyciągnąłem zza jego bluzy jego pistolet. Odblokowałem i bez namysłu
strzeliłem w nogę osoby, która mnie uderzyła.
-
NATSU!- Krzyknął Grey. Podbiegł do niego kiedy upadł na podłogę. Wymierzyłem w
jego twarz.
-
Powiedziałem, że cię zabiję.- Syknąłem do niego. Grey zasłonił go swoim ciałem.
Był przerażony. Spojrzałem na dziadka.- Grey twoja broń.- Powiedziałem. Nie
ruszył się. Spojrzałem na niego.-Nie będę się powtarzać. Pamiętaj, że jesteś mi
coś dłużny.- Dodałem. Ku zdziwieniu wszystkich podał mi ją. Wymierzyłem jego
bronią w dziadkaa wcześniejszą nadal w niego.- Siad.- Rozkazałem mu. Nie
posłuchał. Strzeliłem nad jego głową. Od razu posłuchał.
-
Enmba…- Jęknęła moja matka. Zignorowałem ją.
-
Ta rodzina jest żałosna. Brzydzę się wami. Myślicie, że możecie decydować o
moim życiu. Najpierw odebraliście szansę mojej siostrze na normalne życie bo to
niby ja miałem zostać w tej patologicznej rodzinie. Później matka mnie
uświadamia, że wole chłopaków. Własna matka sprowadziła mnie na tą drogę. Mój
własny brat zmusił mojego przyjaciela do prostytucji i nie widział w tym
niczego złego. Ten sam brat od kiedy miałem siedem lat sprowadzał do domu na
zmianę i facetów i jakieś kurwy i się z nimi dymał gdzie popadło kiedy byliśmy
tylko my dwoje. Pewnie myślał, że śpię. SIEDMIOLETNIE DZIECKO!- Wydarłem się na
niego.- I o ironio losu to on najbardziej się rzucał jak się dowiedział kim
jestem. Chcesz zniszczyć czyjeś szczęście to niszcz jego. Ale ode mnie i mojej
siostry się odwal. Jesteśmy z tymi, których kochamy i których sami sobie
wybraliśmy. Już wiele razy wam to powtarzałem oraz to, że nie chcę mieć z wami
wszystkimi zepsutymi osobami nic wspólnego. Duszę się w waszym towarzystwie.
Żygać mi się chce jak się na was patrzę.- Przełknąłem ślinę. Chociaż kolana mi
drżały ręce nie ruszyły się ani o milimetr. Grey tamował swoim krawatem krworok
z nogi Natsu.
-
En…- Tym razem mój ojciec chciał coś dodać.
-
Zamknij się! Nie będę z nikim rozmawiać. Chcesz aby ta laska byłą częścią
rodziny to się rozwiedź z matką i ją poślub. Albo niech ten dziadyga zostawi
babcie i ją sobie przygarnie. Nie jestem waszą własnością ani zabawką abyście
decydowali o moim życiu i o tym co chcę z nim zrobić i z kim.- Powiedziałem.
Wypuściłem głośno powietrze.- Wracam do domu.- Obwieściłem opuszczając broń.
Odwróciłem się do nich tyłem. Oddałem Grey’owi jego broń i wyszedłem z
pomieszczenia w którym nie mogłem oddychać. ON wyszedł za mną. Zrównał się ze
mną na chwilę i wyciągnął w moją stronę rękę. Podałem mu broń bez słowa
wchodząc do swojego pokoju.
^^~^^
Siedziałem
w samolocie razm z NIM. Gapiłem się przez okno. Za godzinę będę na miejscu. Na
lotnisku się rozdzielimy. Zerknąłem z ukosa na stewardesę, która przyglądała
się nam niepewnie. Skinąłem na nią palcem. Podeszła zaskoczona.
-
Tak?- Zapytała drżącym głosem. Wskazałęm głową na NIEGO.
-
Proszę się nie martwić. Aktualnie jest w pracy i nie może pokazywać swojej
twarzy nikomu dlatego ma ją zasłoniętą. Lepiej tak niż gdyby chodził w
kominiarce.- Uśmiechnąłem się do niej. Zarumieniła się delikatnie.- To po
prostu mój ochroniarz.- Dodałem. Kiwnęła twierdząco głową i odeszła.
-
Panie to nie było konieczne.- Powiedział cicho zachrypniętym głosem. Wzruszyłem
ramionami.
-
Po co ma się martwić i wymyślać nie wiadomo co.- Powiedziedziałem wracając do
obserwacji nieba.
-
Skoro taka jest twoja wola.- Odpowiedział. Wypuściłem głośno powietrze.
-
Inna kwestia. Dlaczego miałeś tylko jeden nabój w magazynku?- Zapytałem. Drgnął
i spojrzał na swoje ręce. Milczał.- Zadałęm ci pytanie.
-
Kiedy jestem w twoim pobliżu Panie pełen magazynek noszę ukryty gdzie indziej a
w broni tylko jeden nabój.
-
Dlaczego?
-…-
Znowu milczenie. Spojrzałem na niego kładąc mu rękę na barku.- Ponieważ nie
chcę aby wydarzyło się to co kiedyś na Okinawie, wybacz mi moje
samolubstwo,Panie.- Powiedział. Drgnąłem.
-
Rozumiem.
-
Panie?- Zapytał cicho. Spojrzałem na niego.
-
Tak?
-
Mogę o coś zapytać?- Zapytał ponownie. Milczałem przez chwilę. Kiwnąłem twierdząco
głową.- Czy… czy ty jesteś szczęśliwy z tym człowiekiem?- Zapytał niepewnie.
Przyglądałem mu się. Widząc tylko jego oczy mogłem wywnioskować, że bardzo
zależało mu na szczerej odpowiedzi.
-
Jestem. Pierwszy raz od czasów liceum jestem naprawdę szczęśliwy.-
Odpowiedziałem rumieniąc się delikatnie. Odetchnął z ulgą. Uśmeichnąłem się do
niego.- Cieszę się, że się o mnie martwisz.
-
…- Skinął głową na znak podziękowania.
**godzinę
póżniej**
Siedziałem
już w taksówce. Zmierzaliśmy po woli w stronę domu. Mijaliśmy zatłoczone ulicę.
Pełno dzieciaków cieszyło się z wolnego od szkoły. Przez chwilę nawet wydawało
mi się, że minąłem grupkę moich dzieciaków jak wchodzili do salonu gier.
Taksówka zatrzymała się przed moim domem. Podziękowałem, zapłaciłem i odszedłem.
W salonie paliło się światło. Było dość głośno. No tak. Wakacje. Wszedłem cicho
zamykając za sobą drzwi. Maki wyłoniła się z kuchni jakby miała wmontowany
jakiś radar czy coś. Nim się obejrzałem
wtulała się we mnie.
-
Enmba.- Wypowiedziała tylko moje imię. Byłem zmęczony tamtą atmosferą i tym
wszystkim co mnie tam spotkało. Tutaj był spokój, cisza i przyjaciele. Kochana
siostra oraz Yuui. Po chwili z drugiej strony wtulała się we mnie Aoi.
-
Dziewczyny co z wami?- Zapytałem. Aoi spojrzała na mnie i uderzyła mnie w
głowę.
-
Dlaczego nie odbierałeś telefonu ani nie odpisywałeś na sms’y?- Zapytała.
Uśmeichnąłem się przepraszająco.
-
Wybacz byłem w takim miejscu, gdzie nie mogłęm mieć włączonego telefonu. Za
chwilę odczytam wasze wiadomości.- Powiedziałem przepraszająco.
-
Masz wory pod oczami.- Zauważyła Maki.
-
Nie spałem od trzech dni.- Zauważyłem.
-
Enmba.- Usłyszałem za sobą zachrypnięty głos. Odrwóciłem się po woli. Yuui.
Stał w przejściu od salonu. Za nim stał tamten facet. Zamknąłem oczy biorąc głęboki
oddech.
-
Wybaczcie dziewczyny. Jestem zmęczony i chciałbym się położyć spać oraz
wykompać po podruży.- Powiedziałem nadal mając zamknięte oczy. Puściły mnie po
chwili. Podszedłem do schodów. Yuui złapał mnie za przegub. Zadrżałem. Można
rzec dwa i pół tygodnia bez jego dotyku. Moje ciało domagało się swojego
narkotyku, ale zignorowałem jego zachciankę. Szarpnąłem ręką uwalniając się.-
Mówię, że jestem zmęczony.- Powiedziałęm chłodno i udałem się do góry. Wszedłem
do pokoju, zgarnąłem z niego tylko bieliznę i spodenki do spania po czym udałem
się do łazienki.
**jakiś
czas później**
Wykompany
z umytymi zebami i przeczytanymi wszystkimi wiadomościami udałem się do swojego
pokoju. Zostały mi tylko do odsłuchania wiadomości. Wszedłem do pokoju z słuchawką
przy uchu. Yuui siedział na podłodzę. Milczał. Udałem, że go nie widze.
Zabrałem się za rozpakowywanie jedną ręką.
-
Pierwsza wiadomośc z dnia XX-XX-XXXX od numeru 136-XXX-XX9: „Enmba. To ja Yuui. To nie tak jak myślisz.
Poczekaj na mnie na dole. Za raz zejdę.” Kolejna wiadomość od tego samego
numeru: „Prosiłem abyś poczekał. Pogadamy
jutro w szkolę, dobrze? Pozwól mi to wytłumaczyć. Opatrznie to zrozumiałeś.
Kocham cię.” „Ashias powiedział, że od razu po zakończeniu uciekłeś do domu.
Przyjdę tam z nim dzisiaj. Musisz go poznać wtedy zrozumiesz.” „Nie zapytam
gdzie pojechałeś z tymi kolesiami, ale proszę cię odbierz” „Enmba. Od tygodnia
nie ma z tobą kontaktu. Pomyślałem, że zadzwonię po tygodniu skoro nadal byłeś
zły. Myślałem, że ochłoniesz i dasz sobie wszystko wyjaśnić. Odezwij się,
błagam cię.” „ Enmba? Nie tylko ja się o ciebie martwię. Dziewczyny również.
Sasuke i Shion musieli wrócić do Francji. Wszyscy się martwią, że wyjechałeś
ponieważ się wtedy pokłóciliście. Zadzwoń.” „Dzisiaj mija drugi tydzień od
kiedy chcę ci wszystko wyjaśnić, ale nie dajesz mi tej szansy. Chcesz zniknąć?
Tak jak ja kiedyś?” Ostania wiadomość od tego samego numeru nadana została
dnia dzisiejszego: „Eh. Jeżeli chcesz
zerwać to chociaż powiedz mi to prosto w twarz a nie znikasz bez słowa. Nie
dasz mi się wytłumaczyć. Od długiego czasu próbuje to zrobić. Nie chcę tego
robić przez telefon. Enmba! Ty głupku! To jest syn mojego kuzyna z Polski.
Przyjechał tutaj na wymianę studencką! Miesiąc wcześniej aby poznać miasto!
Zatrzymał się u mnie na kilaka dni nim nie znajdzie sobie mieszkania. W sumie
już ze mną nie mieszka! Mówiłem ci, że to nie tak jak myślisz! Wtedy graliśmy w
kosza za moim blokiem! On nie wiedział, że możesz jego słowa odebrać nie tak
jak trzeba! CHOLERA ENMBA! ODBIERZ TEN CHOLERNY TELEFON! CHCE CIĘ USŁYSZEĆ!
CHCĘ CIĘ ZOBACZYĆ! Tęsknie…shif… hy…hy… Enmba… przepraszam… rozumiem… chcesz
zerwać nie będę cię…”- Telefon wypadł mi z ręki na łóżko. Zakryłem usta
upadając na kolana. Odwróciłem się delikatnie w jego stronę. Miał zamknięte
oczy. Dopiero teraz zauważyłem, że miał ciemne cienie pod oczami. Nie spał za
dobrze ostatnimi czasy. Podszedłem do niego na drżących kolanach. Położyłęm
czoło na jego nogach zginając się w pół.
-
Przepraszam.- Szepnąłem cicho.- To nie tak, że nie odbierałem i nie włączałęm
telefonu bo nie chciałem tylko nie mogłem. Na dobrą sprawę odzyskałem go
dzisiaj w połodnie i zapomniałem go włączyć.- Wyjaśniłem.- To co miałem do
załatwienia wypadło mi bez zapowiedzi i musiałem wyjechać.- Dodałem. Milczał.
Wyprostowałem się aby na niego spojrzeć. Zerkał w bok. Miał czerwone oczy.-
Yuui…?
-
Hmmm?- Zapytał. Zadrżałem. Kocham go i nie chcę go stracić.
-
Kocham cię.- Szepnąłem.- Nie chcę cię stracić.- Dodałem. Spojrzał na mnie.
-
To syn kuzyna. Przyjechał na studia do Japoni. Jest Polakiem. Nie znał miasta
więc zatrzymał się u mnie. Po kilku dniach… znaleźliśmy mu mieszkanie. Grałem z
nim w kosza. Musiałem się umyć. Ja nie… nie…- Ukrył twarz w dłoniach. Boże
święty on płakał. Doprowadziłem go do płaczu.Przybliżyłem się do niego tak, że
nasze kolana się stykały.
-
Yuui… dotknij mnie.- Poprosiłem. Po chwili spojrzał na mnie. Z wachaniem
przyłożył do mojego policzka swoją drżącą rękę. Po policzach pociekły mi łzy.-
Wróciłem.- Uśmiechnąłem się do niego wtulając twarz w jego wielką i ciepłą
dłoń.
-
W…Witaj spowrotem.- Szepnął cicho.
-
Mogę się do ciebie zbliżyć jeszcze bardziej?- Zapytałem. Kiwnął twierdząco
głową i wyprostował nogi. Usiadłem na nim okrakiem wtulając się w jego ramiona.
Wziąłem głęboki oddech.- W końcu mogę oddychać.- Dodałem. Objął mnie ramionami.
-
Enmba wiesz, że ja cię nie…- Zakryłem mu usta dłonią.
-
Wiem.- Powiedziałem. Pocałował mnie delikatnie w dłoń. Zadrżałem. Byłem śpiący
ale nie chciałem zasypiać aby nie odszedł. Uniosłem się delikatnie na kolanach
i pocałowałem go namiętnie w usta. Po chwili odwzejemnił pocałunek przyciągając
mnie bliżej siebie. Jego przyrodzenie uwierało mnie delikatnie jaby chciało się
do mnie dostać przez jego i moje ubrania. Zdarłem z niego koszulkę całując go
namiętnie po szyi. Gładził mnie delikatnie po plecach. Zsunęłem się niżej na
jego obojczyki, później na sutki i w dół po jego umieśniąnym brzuchu rozpijanąc
jego pasek i rozporek. Zatrzymał mnie rękę.- Nie mogę?- Zapytałem zawiedzionym
głosem patrząc na niego od dołu. Nie wiem jaką musiałem zrobić minę ale
zaczerwienił się i kiwając przecząco głową puścił moją rękę. Spojrzał w bok.
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do tego co robiłem wcześniej. Kiedy ja
zabawiałem się jego małym liżąc go, ssąc i ściskając w dłoniach on wsunął mi
rękę w spodnie i dalej pod majtki dotarł do miejsca interesującego jego palce.
Jęknąłem cicho kiedy wsunął we mnie jednego z nich.
-
Chyba ci się podoba.- Powiedział cicho. Spojrzałem na niego pytającym
spojrzeniem (nie bardzo miałem jak mówić).- Przestałęś ruszać ustami.- Dodał.
Zacisnąłem na nim bardzo delikatnie zęby. Skrzywił się wpuchając we mnie dwa
palce na raz. Zaczerpnąłem głośno powieterze. Wyciągnąłem go z ust i poruszając
delikatnie ręką wgryzłem się delikatnie w jego udo. Oddychałem ciężko.
Pogładził wolną ręką moją twarz dając mi znać, że mam na niego spojrzeć.
-
Co?- Zapytałem mróżąc oczy. Uśmiechnął się. Kiwnął na mnie palcem abym uniógł
się na kolanach. Zrobiłem jak poprosił. Zsunął ze mnie wolną ręką spodnie
całując moją szyję. Zatrzymał się na chwilę przed moja twarzą. Zakryłem mu
usta.- Nie. Ja miałem właśnie w ustach twojego…- Zabrał moją rękę ze swoich ust
i pocałował mnie namiętnie umieszczając mnie na swoim członku. Załkałem cicho.
Pospieszył się trochę. Piekło, ale ból minął kiedy zaczął powoli unosić i
opuszczać moje biodra całując mnie namiętnie. Nie oddam go nikomu! Tak samo jak
nie pozwolę aby ktoś mi go odebrał!
^^~^^
Leżałem
na podłodzę okryty kocem, który ściągnął z łóżka. Obejmował mnie ramionami.
Oddychał spokojnie wtulony w moją głowę. Nie mogłem się nawet ruszyć ponieważ
każdy mój ruch powodował umocnienie jego uścisku. Jakoś udało mi się
przemieścić tak, że leżałem tyłem do niego. Poduszka by mi się przydała.
Skończyliśmy się kochać jakieś pięć odzin temu. W domu panowała cisza. Nie
wiem, która była godzina. Pewnie spałbym jeszcze gdyby nie brak tlenu i jego
twarde ramie które służyło mi za poduszkę. Zwinąłem rąbek koca i ulokowałem go
sobie pod głową.
-
Nie możesz spać?- Zapytał cicho Yuui przybliżając swoje usta do mojego ucha.
-
Nie zupełnie.- Odpowiedziałem. Pomiział nosem moją szyję.- Nie mogłem oddychać
i twoja umięśniona ręka na dłuższą mete jest niewygodna. Więc się obudziłem…-
Przerwałem kiedy zaczął mnie delikatnie całować. Złapałem jego rękę którą mnie
obejmował.
-
No więc… obudziłeś się…- Powiedział robiąc przerwy na pocałunki. Szyja zaczęła
mnie palić.
-
Aby się odwrócić w drugą stronę i skołować poduszkę.- Odpowiedziałem. Jednym
szarpnięciem przyciągnął mnie do siebie. Moje plecy ciasno przylegały do jego
ciała.
-
Ale…?- Zapytał i wrócił do całowania.
-
Ale…- Jego ręka obejmująca mnie w pasie zeszła niżej zacieśniając się na moim
przyrodzeniu. Próbowałem ją powstrzymać.
-
Ale…?
-
Nie mogłęm sięgnąć, więc wziąłem kawałek koca.- Odpowiedziałem. Ugryzł
delikatnie płetek mojego ucha. Pokręciłem przecząco głową.
-
Robisz się czerwony na twarzy.- Powiedział cicho. Przeszły mnie ciarki.
-
Myślisz, że czyja…ah…- Zakryłem usta. Wolną ręką na której leżałem zabrał moją
rękę. Nie przepadał za tym jak zakrywałem usta kiedy robiliśmy to w
pomieszczeniu (nie liczmy składzika w pokoju rady uczniowskiej oraz wnęki
pomiędzy prosektorium i pralnią).
-
Ktoś się robi twardy.- Szepnął. Spojrzałem na niego wściekły.
-
Czy ty musisz wszystko komentować?- Warknąłem. Uśmiechnął się i pocałował mnie
delikatnie. Wróciłem do wcześniejszej pozycji starając się panować nad swoim
głosem. Mogłem spać!
-
Enmba?- Szepnął mi cicho do ucha. Zadrżałem.
-
Um?- Zapytałem starając się powstrzymać mój głos.
-
Nie gniewaj się, ale… mogę go włożyć?- Zapytał. Spojrzałem na niego gwałtownie.
Przyglądał mi się uważnie z poważnym wyrazem twarzy. Patrzyłem mu dłuższą
chwilę w oczy.
-
M…Możesz.- Odpowiedziałem.- Jak chcesz to…?- Urwałem kiedy bez zapowiedzi
wszedł we mnie. Leżałem na boku pozwalając mu się zadawalać z każdej możliwej
strony. Uchyliłem delikatnie usta pozwalając cichym jęką wydostać się na
zewnątrz. Ciekawe czy mu dobrze? Jakoś
sobie nie przypominałem aby kiedykolwiek powiedział, że mu dobrze, albo coś w
tym rodzaju. Zacisnąłem się na nim mocniej. Zastanawia mnie czy w ogóle to
odczuł. Jakie to uczucie wchodzić we mnie? Czy odczuwa jakiś napór,
niedogodności. Może jest za cisno (poluźniłem uścisk na jego członku)? A może
wręcz odwrotnie. Tyle razy to z nim robiłem, że już pewnie nie odczuwa tego tak
przyjemnie jak dawniej- ciekawe czy kiedyś odczuwał w ogóle jakąś przyjemnośc z
tego (ścisnąłem go mocno- jęknął cicho). Hmmmm? Chyba jednak nie ma potrzeby
tak mocno ściskać. Miałem ochotę zasłonić usta. Ale tego nie zrobiłem. Nie wiem
dlaczego nie lubi jak je zakrywam. To jest żenujące tak tylko leżeć jak kłoda i
jęczeć. Chciałem dzisiaj przejąć inicjatywę, ale nie do końca mi się to udało.
Tylko przez chwilę pozwolił mi dominować po czym zmienił pozycję. Czy tak źle
to robiłem dominując, że nie mógł tego wytrzymać, iż postanawiał przejmować
inicjatywę najszybciej jak się dało?
Zaczął całować delikatnie moją szyję. Dlaczego mnie pocałował dzisiaj po
tym co zrobiłem mu ustami? Czy mu to nie przeszkadzało?- Y…Yuui… zwolnij…-
Poprosiłem oddcyhając szybciej.
-
Wybacz, ale nie dam rady- Wydyszał poruszając się szybciej i robiąc głębsze
ruchy. Zamknąłem oczy starając się panować nad swoim głosem ale im bardziej się
starałem tym gorzej mi to wychodziło. Odrwóciłem głowę w bok i przyciągnąłem
jego twarz do swojej. Pocałowałem go namiętnie. Doszedł z głośnym jękiem we
mnie. Po chwili i ja doszedłem. Leżeliśmy tak przez chwilę. Jego członek nadal
we mnie pulsował.
-
Możesz go wyciągnąć?- Zapytałem. Uśmiechnął się do mnie i zrobił to o co prosiłem.
Zamknąłem oczy przecierając je palcami kiedy dźwignął mnie z podłogi i położył
delikatnie na łóżku. Położył się koło mnie okrywając nas kołdrą. Leżał na
plechac przyglądając mi się uważnie. Położyłem się na brzuchu bawiąc się jego
włosami.
-
O czym myślałeś?- Zapytał. Spojrzałem na niego.- Kiedy go w ciebie włożyłem
odpłynąłeś gdzieś myślami. O czym myślałeś?- Dodał. „Kiedy go w ciebie włożyłem”?!
Czy on nie ma żadnych zachamowań?! Ukryłem twarz w poduszce. Wsunął palce
pomiędzy moją szyję a poduszkę i łapiąc mnie za brodę zmusił mnie do spojrzenia
na siebie.
-
Przestań.- Powiedziałem próbując się uwolnić.
-
Oho czyli to coś poważnego skoro nie chcesz mi powiedzieć.- Powiedział.
Uwolniłem się od niego i odwróciłem się do niego plecami.
-
Idę spać.- Powiedziałem kuląc się delikatnie.
-
Spoko.- Odpowiedział. Przekręcił się. Zerknąłem za siebie ale zobaczyłem tylko
jego plecy. Oddychał cicho i spokojnie. Zasnął? Tak szybko. Usiadłem na łóżku
opierając plecy o ścianę. Tyłek mnie bolał. Ile razy dzisiaj kończył we mnie?
-
Zastanawiałem się nad czymś.- Powiedziałem cicho. Milczał. Nawet nie drgnął.
Nie wierze aby zasnął tak szyko.- „Ciekawe
czy mu dobrze? Jakie to uczucie wchodzić we mnie? Czy odczuwa jakiś napór,
niedogodności? Może jest za cisno? A może wręcz odwrotnie? Tyle razy to z nim
robiłem, że już pewnie nie odczuwa tego tak przyjemnie jak dawniej- i czy w
ogóle on to odczuwał kiedyś jako przyjemność? Miałem ochotę zasłonić usta. Ale
tego nie zrobiłem. Nie wiem dlaczego nie lubi jak je zakrywam. To jest żenujące
tak tylko leżeć jak kłoda i jęczeć. Chciałem dzisiaj przejąć inicjatywę, ale
nie do końca mi się to udało. Tylko przez chwilę pozwolił mi dominować po czym
zmienił pozycję. Czy tak źle to robiłem dominując, że nie mógł tego wytrzymać,
że postanawiał przejmować inicjatywę najszybciej jak się dało? Dlaczego mnie pocałował dzisiaj po tym co
zrobiłem mu ustami? Czy mu to nie przeszkadzało?”-Powiedziałem na głos
wszystkie rzeczy o jakich myślałem. Odwrócił się delikatnie na plecy i spojrzał
na mnie. Był czerwony na twarzy.
-
Naprawdę nie masz o czym myśleć w takim momencie?- Zapytał. Uderzyłem go
poduszką.
-
To ty chciałeś wiedzieć o czym myślałem więc nie jęcz.- Powiedziałem opierając
czerwony policzek o kolano. Podrapał mocno głowę mylać nad czymś.
-
Skoro myślałem o takich rzeczach to pewnie chcesz uzyskać na nie odpowiedź.-
Powiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-
Nie.- Odpowiedziałem zasłaniając uszy. Zaśmiał się i złapał moje ręcę
unieruchamiając je jedną rękę. Pociągnął mnie na dół za nogę tak, że znalazłem
się pod nim.- Yuui przestań.-Poprosiłem.
-
Słuchaj uważnie bo nie powtórzę.
-
Ale ja nie chce słuchać.
-
Pierwsze pytanie „Ciekawe czy mu dobrze?” Tak. W tamtym momencie jak to
myślałeś mogę stierdzić na 100%, że było mi dobrze. „Jakie to uczucie wchodzić
w ciebie?” Hmmm? Jakby ci to powiedzieć…
-
Yuui. Przestań.- Wierciłem się pod nim. Myślałem, że wypowiedzenie tych pytań
na głos jest krępujące, ale uzyskanie na nich odpowiedzi było jeszcze bardziej
krępujące. Zasłonił mi delikatnie usta swoją dłonią.
-
Bardzo przyjemne. Nie wiem czy robisz to umyślnie czy nie ale wiem, że mógłbym dojść poprzez
tylko umieszczenie go w tobie. Kocham to uczucie kiedy mogę w tobie być. Jest
przyjemne i uzależniające.- Powiedział i pocałował mnie w czerwone czoło.- „Czy
odczuwa jakiś napór, niedogodności. Może jest za cisno ? A może wręcz
odwrotnie?” To było kolejne pytanie. Oczywiście odczuwam jakiś napór za każdym
razem. Staram się szykować cię tak dobrze i rozciągać abym nie czuł tego naporu
za bardzo bo wtedy jest to dla mnie informacja czy odpowiednio cię
przyszykowałem. Czy ten napór jest dla mnie niedogodnością? Nie. To mnie
bardziej podnieca.- Zaśmiał się cicho i znowu pocałował mnie w czoło.- Nie martw się jesteś na tyle ciasny aby było
mi dobrze. Jeszcze tak bardzo cię nie wyobracałem aby nic nie czuć jak w ciebie
wchodzę. Czasami jesteś nawet za ciasny, ale mi to nie przeszkadza. Lubie to
uczucie.- Zabrał mi rękę z ust abym mógł zaczerpnąć głęboko powietrze kiedy
kilka razy puknąłem go w ramię.
-
Wystarczy. Prosz…- Znowu zasłonił mi usta. Przewróciłem oczami.
-
Kontynuując. Kolejne pytanie „Miałem ochotę zasłonić usta. Ale tego nie
zrobiłem. Nie wiem dlaczego nie lubi jak je zakrywam. To jest żenujące tak
tylko leżeć jak kłoda i jęczeć.” Nie lubie kiedy zasłaniasz usta bo im więcej i
głośniej jęczysz to dla mnie oznaka, że jest ci dobrze i nie muszę zmieniać
techniki bo nie wiem czy coś czujesz. W sumie twoje jęki mnie podniecają.
Proszę nie mów, że czujesz się zażenowany jak to ze mną robisz. Dla mnie nie
leżysz jak kłoda. Każdy twój najdrobniejszy ruch odbieram bardzo intensywnie.
To jak obejmujesz mnie drżącymi rękoma jak ocierasz się o mnie swoimi jasnymi
nogami. Jak nie wiesz co robić ze swoim ciałem. Kocham to. Później
zastanawiałeś się czy „Chciałem dzisiaj przejąć inicjatywę, ale nie do końca mi
się to udało. Tylko przez chwilę pozwolił mi dominować po czym zmienił pozycję.
Czy tak źle to robiłem dominując, że nie mógł tego wytrzymać, że postanawiał
przejmować inicjatywę najszybciej jak się dało?”. Eh… głupku.- Potargał mi
delikatnie włosy.- Wszystko źle zrozumiałeś. Oczywiście lubie patrzeć jak nade
mną dominujesz, ale wtedy nie mogę za dobrze widzieć twojej twarzy, a lubię na
nią patrzeć jak dochodzisz i jak się rumienisz. I do tego kiedy dominuje mogę
nadawać tępo oraz intensywność swoich ruchów. Nie wiem czy robisz to specjalnie
ale jak ty dominujesz to robisz to powoli ale bardzo intensywnie. Nie mogę
wytrzymać. To dla mojego ciała tortura. Mam wrażenie, że się nade mną pastwisz
i w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie wszystko przerwiesz. Jestem
samolubnym egoistą jeżeli chodzi o ciebie, więc wybacz.- Zaśmiał się cicho.
Odsłonił mi usta. Chyba wiedział, że już mu nie przerwę.- „Dlaczego mnie pocałował dzisiaj po tym co
zrobiłem mu ustami? Czy mu to nie przeszkadzało?” Pocałowałem cię bo miałem na
to ochotę. I nie interesuje mnie co miałeś w ustach jeżeli to było moje czy
twoje. Kocham cię i będę cię całował i pieściła kiedy mi się to podoba bez
względu na jakieś twoje dziwne zahamowania. Równie dobrze mogłeś się
zastanawiać dlaczego cię pocałowałem kiedy całowałeś moją szyję.
-
Ale…
-
Przestań. Nie pocałuję cię kiedy ja to zrobię bo wiem, że się brzydzisz, ale
nie wymagaj ode mnie tego samego.
-
Yuui…- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.- To nie tak, że się brzydzę. Nie mów
tak.
-Przepraszam.
Zapędziłem się.- Pocałował mnie w czoło.- Ujmę to tak. Nie pocałuję cię kiedy
ja to zrobię, bo wiem, że tego nie lubisz.- Powiedział. Kiwnąłem twierdząco
głową.- Otwórz usta.
-
Po co?- Zapytałen. Otworzył usta układając je w literkę „A” i pokazał na nie
palcem. Zrobiłem tak samo.
-
Wystaw język.- Dodał. Co on znowu odwala? Wystawiłem go przyglądając mu się
zaciekawiony. Wziął go do ust i zaczął delikatnie ssać po czym wsunął swój
język do moich ust gładząc nim moje podniebienie i policzki. Objąłem go za
szyję. Głupek jeden. Całował mnie namiętnie i ja nie pozostawałem mu dłużny.
Jęknąłem głośno. Oderwał się ode mnie i zaśmiał się cicho.- Ktoś tu znowu jest
twardy.- Powiedział. Wtuliłem się w jego ramię.
-
Proszę. Zajmnij się mną.- Powiedziałem.
-
Jak sobie życzysz.- Odpowiedział i znowu mnie pocałował. Chyba już dzisiaj nie
pośpię.
Szkoda, że powoli zbliżamy się ku końcowi, tak bardzo kocham to opowiadanie. Ale na pewno jeszcze do niego kiedyś wrócę :’3
Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie równie słodki i uroczy co ten :’3
pozdrawiam c:
zabrakło mi słów… jest genialny, i tyle się w nim dzieje… sama myślałam, że ten gostek to jakiś kochanek Yuui…. i jak ja współczułam Enmbie…. i jeszcze to spotkanie rodzinne, na którym już aranżowali mu całe życie… i dobrze zareagował, jak jego brat mógł go uderzyć…. cieszy mnie fakt, że pojawił się ON, ciekawi mnie czy wszyscy tam ochroniarze mieli zasłonięte twarze, czy tylko on…. i kim on tak naprawę jest, może Enmba widuje go normalnie na ulicy „po cywilnemu” nawet… Yuui widać był bardzo zrozpaczony, brakiem kontaktu z Enmbą… ale skończyło się dobrze…. Yuui ty za bardzo nie męcz Enmby…
wiesz, ja naprawdę dałabym sobie rękę uciąć, że pisałam dobrze, chyba mój komputer był głodny, i je zjadł ;]
mam takie pytanko, „Enmba” się powoli kończy, ale „Nao” będzie kontynuowane? (wiesz, pytam bo za bardzo mi się spodobało ;] i ja żyć bez tego nie potrafię… jest dla mnie jak tlen) a na przykład byś się pokusiła o pisanie jakiegoś innego?
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko
Powiem ci, że Enmba widuje osobę której twarzy nie zna po cywilnemu ale kim on jest wyjaśni się dopiero jak zaczne pisać tą historię oczami kogoś innego (Enmba nigdy się nie dowie kto to taki).
Nao bede kontynuowała. Tutaj po prostu napisałam wszystko co chciałam:D