poniedziałek, 5 lutego 2018

11.” To czego nie widzą oczy może stworzyć nasza wyobraźnia” 11.


Jutro rozpoczęcie roku szkolnego. Te szkodniki wpadną w ręce jakiejś laski która zapewne trenowała zapasy albo podnosiła ciężary. Mam nadzieję, że ich nie pozabija. Jeżeli da im czas zobaczy jakie to w rzeczywistości dobre dzieciaki.
            Ale póki nadejdzie rok szkolny… eh… dzisiaj mam comiesięczną wizytę mojego brata, jego żony i dwójki dzieci (tak już tak się u niego pozmieniało). Kiedy rok temu do niego zadzwoniłem okazało się, że mieszka pięć km stąd. Od razu wsiadł w samochód i przyjechał mimo, że dopiero co rozglądałem się za mieszkaniem. Eh… miałem niezłą Borutę. Tak się na mnie darł przez długi czas, że już miałem go wywalić za drzwi. Ale się powstrzymałem
            Po tej całej jego wizycie zabrałem się za porządki na chacie. Musiałem ogarnąć ją w jeden wieczór. Jutro … ah! Podrapałem się zrezygnowany po głowie. Nie wiedzieć dlaczego musiałem tam teraz pójść. Wciągnąłem na nogi buty, zgarnąłem do kieszeni klucze, telefon i portfel. Po chwili gnałem autem przez tą miejscowość. Po niecałych dziesięciu minutach zatrzymałem się koło jego domu. Eh. Wyszedłem z auta. Stanąłem przed drzwiami. Zapukałem. Po chwili drzwi się otworzyły.
            - Yuui?- Usłyszałem. Nie zdziwiłem się, że padło moje imię bez zwrotu grzecznościowego.
            - Eagle.- Odpowiedziałem tylko. Uśmiechnął się delikatnie.
            - Rozumiem, że nie do mnie. Kaien?- Zapytał. Kiwnąłem głową. Wpuścił mnie do środka.- Wiesz gdzie.
            - Ta.- Powiedziałem i ruszyłem schodami do góry. Po tym jak go zawiesiłem byłem tutaj wiele razy. Zapukałem delikatnie do drzwi. Otworzyły się po chwili. Po drugiej stronie stał Kaien ubrany w luźne szare dresy, szary podkoszulek. Na nosie okulary.
            - O.- Odpowiedział tylko i wpuścił mnie do pokoju. Wszedłem zamykając za sobą drzwi.- Coś się stało, że mnie pan odwiedza?
            - Eh… od jutra macie nowego wychowawcę.- Powiedziałem. Odwrócił się do mnie tyłem wcześniej zajmując miejsce na krześle. Siedział przed biurkiem.
            - Jak to?
            - Zgodziłem się na tą posadę tylko na pół roku. Dyrektor wiedział, że jeżeli nie znajdzie nikogo to odejdę.
            - Ale dlaczego to pan nie może nim zostać?
            - Ponieważ nie mam odpowiednich uprawnień.- Wyjaśniłem. Odwrócił się do mnie tyłem wracając do tego co robił wcześniej. Siedział nad jakimiś książkami.
            - Uczysz się?
            - Tak. Przez zawieszenie muszę nadrabiać braki jakie posiadam w nauce.
            - Kaien…
            - Tak?
            - Nie podpadnij temu nauczycielowi.
            - A co? Zna go pan?
            - Nie. Ale dyrektor bardzo się cieszył więc to musi być większy świr niż ja.
            - To nie możliwe aby był ktoś gorszy od ciebie.- Powiedział i uśmiechnął się pod nosem.- Sensei pomożesz mi z tym?- Zapytał pokazując swój zeszyt od matematyki. Kiwnąłem głową i sięgnąłem po niego.

^^~^^

            Stałem naprzeciwko nich w ich starej klasie. Prosiłem ich na odchodnym aby posprzątali trochę tą klasę przed nowym rokiem szkolnym, ale widzę nic a nic mnie nie posłuchali.
            - Mówiłem wam o porządkach.- Powiedziałem. Anifuki zaśmiał się cicho.
            - Możesz zrobić to sam.
            - Mogę równie dobrze sprawić, że nigdy więcej ci nie stanie.- Powiedziałem opierając się o biurko. Skrzywił się.
            - W ten weekend przyjdę i posprzątam.- Powiedział potulnie.
            - Eh… wiecie po co przyszedłem.
            - Ta… mamy się zachowywać.
            - Nie podpaść nowemu nauczycielowi.
            - Być miłym.  
            - Mamy…
            - To dobrze, jeżeli mnie rozumiecie bez słów.
            - A zna go sensei?
            - Kogo?
            - Nowego nauczyciela?
            - Nie. Nic mi o nim nie wiadomo. Podobno ma się niedługo wstawić w szkole i rozmawiać z dyrektorem.
            - A przywita go sensei z nami?          
            - A musze?
            - Nie no nie.- Zaśmiała się K’onan.
            - Wy niczego nie planujecie, prawda?
            - Nic a nic.- Powiedziała uśmiechając się szeroko.
            - Eh. Nie chcę wiedzieć.- Powiedziałem kręcąc głową.- Będę szedł. Jak coś to wiecie gdzie mnie znaleźć chociaż mam nadzieję, że moja pomoc nie będzie wam potrzebna.
            - HAI!!!!- Krzyknęli. Wstali. Skłonili się. Wyszedłem z ich klasy udając się do swojego gabinetu. Mam nadzieję, że im się uda i jakoś sobie poradzą. Dzisiaj niestety nie mogłem uczestniczyć w rozpoczęciu roku szkolnego. Ashias dobrze o tym wiedział tak więc nie naciskał. Dostałem wiele dokumentacji medycznej tak więc musiałem ją ogarnąć i w ogóle. Tak mi się nie chciało, ale jeżeli ja tego nie zrobię to kto?
            Nim się obejrzałem sprawdzenie całej tej dokumentacji pochłonęło mnie tak bardzo, że aż straciłem rachubę czasu. Spojrzałem na zegarek. Niedługo wszystkie dzieciaki wrócą do domów. Sięgnąłem po telefon.
            - Sekretariat. Słucham?
            - Mimi-sensei przyślij do mnie Chikara-sensei.
            - Dyrektora?
            - Nie.
            - Dobrze.- Powiedziała i się rozłączyła. Po chwili usłyszałem trzeszczenie w głośnikach i jej cichy głos rozchodzący się po całej szkole.
            - Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki szkolnej. Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki szkolnej.- Kiwnąłem głową. Powinna niedługo tutaj być. Przeciągnąłem się sprawdzając jeszcze raz listę. Brakowało mi kilku dokumentów a to w jej interesie za to, że odwalałem robotę wychowawcy było mi pomóc je teraz skompletować przed nowym rokiem szkolnym. Weszła po chwili zdyszana i czerwona na twarzy. Oczywiście na zapukała. Tej to już chyba tego nie nauczę.
            - Nie mów mi że biegłaś.
            - Nie.
            - Przecież widzę.- Powiedziałem. Uśmiechnęła się do mnie.- Wiesz, że nie powinnaś.
            - Oj tam. Małe podskakiwanie nic mi nie zrobi.        
            - Nie mów takich słów w moim towarzystwie.- Powiedziałem chłodno. Uwiesiła się na moim ramieniu.- Nie za wygodnie ci?  
            - Nie.
            - Tutaj masz listę potrzebnych papierów które musisz załatwić od tych dzieciaków.
            - Spoko.- Powiedziała sięgając po nią. Uśmiechała się delikatnie.
            - Coś brałaś?  
            - Nie. A dlaczego?     
            - Bo coś za bardzo ci humor dopisuje.                      
            - Aki do przedszkola poszła.- Powiedziała patrząc w bok. Kłamie. A chuj. Nie wnikam.
            - Jak tam u niej?         
            - Pyta kiedy ją wujek odwiedzi?
            - Jak znajdę chwilę wolnego czasu.
            - Idziesz ze mną do pokoju nauczycielskiego?- Zapytała. Zerknąłem w swoje papiery.      
            - W sumie muszę coś stamtąd zabrać.- Powiedziałem wstając ze swojego miejsca. Ruszyła za mną przyglądając się liście jaką zrobiłem.

***

            Siedziałem u siebie na krześle w pokoju nauczycielskim. Sakura siedziała naprzeciwko mnie. Z nami siedział jeszcze nauczyciel w-f’u Yamada-sensei. Kiedyś uczył moją byłą klasę. Eh. Rozejrzałem się dookoła. Puste biurko które zawsze stało w kącie niedaleko mojego nadal było puste. Stał tam tylko jakiś karton.
            - To nowej nauczycielki?- Zapytałem. Wziąłem łyk picia.
            - Tak.- Odpowiedział Yamada-sensei.           
            - W sumie dobrze. Słyszałem, że to matematyczka.
            - Z tego co mówił dyrektor najlepsza na swoim wydziale.
            - To dobrze.- uśmiechnąłem się. Poczułem dziwne mrowienie na karku. Przeciągnąłem po nim dłonią. Drzwi otworzyły się delikatnie. Do środka weszła pewna osoba. Młody mężczyzna. Niski z średniej długości włosami. Zapatrzony w jakąś kartkę. Pełno małych blizn na twarzy. Spojrzał na nas. Poczułem się tak jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Nie mogłem złapać oddechu. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed oczyma. Upiłem łyk gorzkiego napoju. Spokojnie. Yuui tylko spokojnie. To, że są do siebie podobni wcale nie znaczy… Sakura podeszła do niego z uśmiechem na twarzy. Nim się zorientowałem siedział przy biurku niedaleko mnie.
            - I jak?
            - Powiedzieli mi do widzenia na odchodnym.- Powiedział. Ten głos. Jakaś gula stanęła mi w gardle.
            - Jak tego dokonałeś?
            - Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Co najwyżej trudne do osiągnięcia.
            - Wybacz mi moją gafę. To jest Yamada-sensei nauczyciel wf’u. Uczy twoją klasę.-Powiedziała wskazując na mężczyznę siedzącego obok mnie. Skłonił się.- A ten młody pan.- Powiedziała i zaśmiała się cicho pokazując na mnie palcem. Musiałem mieć swoje uczucia wypisane jak na dłoni.- To Suminat-sensei. Jest szkolnym pielęgniarzem.- Dodała. I przede mną się skłonił. Nie spojrzał ani na mnie ani na Yamada-sensei.- A to drodzy panowie jest Har…
            - Enmba wystarczy.- Wyprzedził ją. Ręka mi zadrżała. Odstawiłem kubek na miejsce. ASHIAS JESTEŚ TRUPEM!!!!!!!
            -Można zapytać, jaką klasę pan dostał?
            - Oczywiście. 2E2- Odpowiedział. A więc to on jest ich wychowawcą. Mam nadzieję, że nie zmalowali niczego głupiego bo on ich zabije.
            - Da pan sobie radę?  
            - Życie pokaże.
            - Sakura-chan.- Do środka zajrzał Ashias. Nawet na mnie nie spojrzał. Gapiłem się na niego wzrokiem żądnym mordu.
            - Tyle razy ci mówiłam, abyś nie mówił do mnie w ten sposób, kiedy jesteśmy w szkole.
            - Tak, tak. Wybacz. Gotowa?- Zapytał. Zerknął po pokoju. Napotkał moje spojrzenie. Uciekł wzrokiem gdzieś w bok.- O. Enmba. Jak tam po pierwszym dniu?
            - Żyje.
            - Jak zobaczyłem, że drzwi rozwalili myślałem, że uciekłeś.- Powiedział. Nie ma szans aby te dzieciaki rozwaliły drzwi.         
            - Śmieszne. Myślisz, że dałbym sobie aż tak na głowę wejść? Powiedz mi tylko ile mam za te drzwi oddać.
            - To ty je rozwaliłeś?  
            - Spudłowałem.          
            - A w co celowałeś?   
            - A w takie coś…- Powiedział i zaśmiał się cicho. Zadrżałem. Jego śmiech się zmienił.




            Stałem na parkingu koło samochodu dyrektora. Nie mogłem go dorwać wczoraj po szkole ponieważ dość szybko spierdzielił. Więc postanowiłem go dorwać teraz. Okazało się, że zostawił wczoraj auto tutaj a pojechał z Sakurą jej. Wiedziałem że tutaj przyjdzie.
            - Długo tak czekasz?- Padło pytanie za moimi plecami. Odwróciłem się delikatnie. Ashias stał za mną przyglądając mi się ze zmarszczonymi brwiami.- Chodź do mojego gabinetu.- Dodał nie czekając na odpowiedź. Ruszył przed siebie. Ja za nim. Zobaczyłem jak kilku uczniów z klasy Enmby zmierzało do szkoły. Tak szybko?  Szedłem w milczeniu za dyrektorem nie spuszczając z niego wzroku. Pilnowałem go aby czasami nie zwiał.
            - Dzień dobry, Panie Dyrektorze.- Powiedziała sekretarka. Skłoniłem się przed nią delikatnie kiedy spojrzała na mnie.
            - Dzień dobry. Niech nikt nam nie przeszkadza.- Powiedział i wszedł do swojego gabinetu. Ja za nim. Zamknąłem drzwi zaciskając dłonie w pięści.- Mam nadzieję, że nie masz zamiaru się bić. Wiesz, że przegrasz.- Powiedział i spojrzał na mnie. Cofnął się przerażony do tyłu. Po policzkach ciekły mi łzy frustracji i braku siły. Nie wiedziałem co miałem robić?! Jak miałem się zachowywać?! Czy on wiedział co mi zrobił kiedy go tutaj zatrudnił?! Czy wiedział na co mnie skazywał?! Osunąłem się w dół drzwi siadając na podłodze.
            - Mogłeś mnie po prostu wywalić.- Powiedziałem głosem bez wyrazu. Patrzyłem na jego buty.- Mogłeś mi powiedzieć, że mam się wynieść i tyle by tego było. Mogłeś mi to powiedzieć a nie…- Urwałem.
            - Yuui… przestań…
            - CO JA CI TAKIEGO KURWA ZROBIŁEM, ŻE MNIE TAK KARZESZ?!- Wydarłem się na niego patrząc mu w oczy. Odwrócił głowę w bok.
            - To nie tak.
            - Ashias… chcę odejść…- Powiedziałem cicho. W jego gabinecie zapanowała grobowa cisza.

^^~^^

            Stałem u siebie w gabinecie. Ashias poprosił mnie o dwa tygodnie. Jeżeli po dwóch tygodniach poproszę o to aby pozwolił mi odejść, zrobi to bez wahania. Ale mam mu dać dwa tygodnie. Zgodziłem się na to chociaż i tak wiedziałem, że po dwóch tygodniach nic się nie zmieni. Przetarłem twarz zaglądając do swojej dokumentacji. Wypuściłem głośno powietrze. Sięgnąłem po telefon.
            - Tak?
            - Mogę prosić do gabinetu pielęgniarskiego Enmbę-sensei.- Powiedziałem. Połączenie zostało urwane. Po chwili zatrzeszczały głośniki i z ich wnętrza wydobył się charakterystyczny głos.
            - Enmba-sensei, Enmba-sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej. Enmba-sensei, Enmba- Sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej.- Głośnik znowu zatrzeszczał. Wziąłem kilka głębokich wdechów. Teraz znajduje się w pracy. Przyjdzie do mnie całkiem obcy mi pacjent. Zadam mu kilka pytań, zrobię kilka prostych badań i on sobie pójdzie. Nic więcej. To tylko praca. Usiadłem na swoim miejscu otwierając teczkę z jego dokumentacją medyczną. Było wiele luk, które musiałem wypełnić. Ktoś zapukał do drzwi po czym wszedł do środka.
            - Przepraszam, ale byłem tutaj wzywany.- Powiedział. Spojrzałem na niego. Całą siła woli powstrzymałem się od tego aby do niego nie podejść.
            - Dobrze, że tak szybko. Nie będziemy musieli tego przeciągać w nieskończoność. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy. Rozbiera się pan.- Powiedziałem. Jakie to prymitywne. Powinienem to powiedzieć jakoś delikatniej. Przystanął jak wryty na środku mojego „Pokoju” i spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
            - Że co?
            - No już. Proszę ściągnąć z siebie wszystko oprócz bokserek no i skarpetek.- Powiedziałem przeglądając dokumenty. Musze się dowiedzieć… Nie ruszał się. Zerknąłem na niego. Gapił się na mnie.
            - Po co?
            - Dyrektor panu nie mówił?
            - Nic a nic.
            - Prowadzę zapis badań lekarskich każdego z tej szkoły nie tylko ucznia, więc proszę się rozebrać i grzecznie usiąść na kozetce.- Powiedziałem i spojrzałem mu w oczy. Skrzywił się przyglądając mi się uważnie. Pokręcił głową i ruszył przed siebie. Po chwili wyszedł zza parawanu. Zerknąłem na niego. Po jego wypadku spodziewałem się wszystkiego ale nie tego. W sumie widziałem tylko jego twarz, ale nie widziałem reszty. Przez jego ciało ciągnęła się bardzo długa blizna. Przez całe plecy i połowę torsu. Szeroka. Zawadzająca o ramie. Długopis upadł na podłogę. Zapomniałem się opamiętać.
            - Czy coś się stało?- Zapytał obojętnie jakby nic sobie nie robił z tego co miał na swoim ciele. Miał z mojego powodu. Gdyby mnie wtedy nie wypchnął…
            - Co się panu stało?- Zapytałem głupio chociaż znałem odpowiedź na moje pytanie.
            - To pamięta po wypadku samochodowym.- Odpowiedział wskazując na długa bliznę. Zerknąłem na swoje dokumenty zapisując w nich to co powiedział. Ale ta krótsza blizna w dolnych partiach brzucha…
            - To mi nie wygląda na bliznę powypadkową.
            - I dobrze, bo nią nie jest.- Powiedział. Zatrzymałem rękę z długopisem nad dokumentami. To mi wygląda na ranę ciętą. Spojrzałem na rubrykę „PRZESZCZEPY”
            - Po przeszczepie?
            - Nie.
            - Mogę widzieć, po czym?- Zapytałem. To co miałem wpisać jak nie po przeszczepie. Przecież nie wpiszę „Inne wypadki”. Chociaż on jest zdolny do wszystkiego. Kątem oka zauważyłem jak wciągał na siebie spodnie.
            - Zostałem dźgnięty nożem.- Odpowiedział. Ręce opadły mi w dół. Czy ten człowiek nie potrafił czegoś nie zmalować?!
            - Słucham?     
            - Na pierwszym roku studiów zostałem dźgnięty nożem.- Powiedział ubierając na siebie koszulę. To coś czego o nim nie wiedziałem. Coś co wydarzyło się po moim zniknięciu. Coś czego nie powinienemwiedzieć.- Uczuleń żadnych, nie palę, nie piję, nie zażywam narkotyków.- Powiedział jakby chciał zmienić temat. Nie pije? Ta jasne!
            - Rozumiem…rozumiem.- Powiedziałem.

^^~^^

            Po tej wycieczce wyjeżdżam. Tak postanowiłem. Nie dam rady pracować z nim i udawać, że go nie znam. Rozładowywałem swoje rzeczy z którymi wszedłem na pokład samolotu. Za jakieś trzy godziny będziemy na miejscu. Ziewnąłem. Nie wysypiam się ostatnio. Wszystko przez tego cholernego Ashiasa!
            - Suminat-sensei!- Ktoś mnie zawołał. Poznałem po głosie dziewczynę z jego klasy. Zajrzałem do pomieszczenia, w którym siedzieli.
            - Tak?
            - Enmba-sensei jest ranny.- Powiedziała. Drgnąłem. Pod moim ramieniem przecisnęła się Sakura.
- Em-kun?
            -Maszyna…- Powiedział nie odwracając się w naszą stronę.- Słyszałem, że jesteście chętni do pomocy przy rozładunku i zapakunku bagażu. Bardzo mnie to cieszy.
            - Senseiiiiiii!
            - Ciii!- Zawołał. Dogadywał się z nimi. Spojrzał na Sakure. Pokręciłem przecząco głową kiedy zobaczyłem pod jego okiem fioletowy siniak. W sumie już nic z tym nie zrobimy. Nauczyciel nie powinien pojawiać się w takim stanie w szkole nie ważne co mu się stało i jaki był tego powód.
            - Co Pan zrobił?- Zapytała przerażona. Odszedłem do swojej torby medycznej po jakiś okład chłodzący. Mimo, że mnie przy nich nie było i tak dokładnie słyszałem ich rozmowę.
            - Aoi.
            - Aoi, co?       
            - Znudziło jej się rozstawienie mebli w jej pokoju i zapragnęła przemeblowania. Czyli patrz: „Em-kun do roboty!” No i tak wyszło jak wyszło, że spadła na mnie szuflada z jej tuszami kreślarskimi i uderzyła mnie w oko, dlatego mam to…- Powiedział. Znalazłem to co szukałem.
            - A co się stało z szufladą?- Zapytała. Enmba zaśmiał się głośno.    
            - Roztrzaskała się.- Powiedział i spojrzał na mnie kiedy wyciągnąłem w jego stronę rękę z zimnym okładem.
            - Teraz to za dużo nie pomoże, ale może trochę zejdzie.                  
            - Dziękuje.
            - Wszyscy z twojej klasy są?- Zapytała Sakura. Stanąłem za nią opierając się o ścianę. Przyglądałem im się uważnie.
            - Niestety.
            -Senseiiiiiiiiiiii!- Krzyknęli oburzeni. Zaśmiał się głośno. Pokiwałem głową i wróciłem do swojego wcześniejszego zajęcia. Sakura stanęła koło mnie podając mi moją mniejszą torbę.
            - Widzę, że ci ulżyło.- Powiedziała. Spojrzałem na nią.        
            - Hę?
            - Martwiłeś się, że nie dogadają się ze swoim nowym nauczycielem.          
            - I nadal się martwię.  
            - Przecież się dogadują.- Zauważyła. Wypuściłem głośno powietrze.
            - Z tym potworem nikt tak szybko się nie dogaduje. Powinnaś o tym wiedzieć jaki on ma aspołeczny charakter.
            - Nie mniej niż ty. Dwa wyrzutki.- Zauważyła i pokazał mi język. Zaklnąłem cicho pod nosem.

***
            Chodziłem od ucznia do ucznia sprawdzając czy ci którzy mieli chorobę lokomocyjną zażyli swoje leki. Enmba spał na początku przedziału w którym siedzieliśmy. Marszczył czoło. Miał koszmary? Pokręciłem przecząco głową.
            - Tabletki brałeś?- Zapytałem. Kiwnął głową.
            - Sensei. Kiedy wraca Kedamono?
            - Pod koniec następnego tygodnia jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, a co?
            - Wie Sensei… że on będzie zły.                   
            - Wiesz jaki on jest.- Zauważyłem. Kiwnął głową.- Ale jakby coś się działo to zawołacie mnie.
            - Boje się.
            - Czego?
            - Tego, że Enmba-sensei zabije Kedamono.
            - Mimo tego iż wasz wychowawca ma specyficznie skonstruowane…nerwy wątpię aby zabił swojego ucznia.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się delikatnie chociaż wiedziałem, że ten świr jest do tego zdolny. Wróciłem na swoje miejsce siadając koło Sakury.
            - Wszyscy wzięli swoje leki.
            - Tak. Póki co nic się nie dzieję, więc wiesz….
            - Enmba-sensei. Enmba-sensei.- Usłyszałem przeciągły szept. Coś się stało jak stamtąd wyszedłem. Wstałem przeciskając się koło Sakury.- Al zostań z senseiem ja zawołam Suminat-sensei.- Powiedziała Didi.
            - Ani mi się waż.- Zasyczał. To jemu coś się stało. Ruszyłem w stronę miejsca w którym siedział.
            - Ale Sensei wygląda jakby miał za raz wyzionąć ducha.
            - Chyba wyraziłem się jasno.-  Powiedział. Zerknąłem na niego. Był blady, prawie, że zielony. Po czole spływał mu pot.
            - Nie powiedziałbym.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie. Drgnął i wypruł w moją stronę przepychając się przez zbiorowisko w korytarzyku. Zamknął się w łazience. Sakura już zmierzała w tamtą stronę.
            - Em-kun.- Powiedziała. Zastukał w drzwi.- Jakby było wszystko ok to byś tam nie siedział. Nie. Otwórz w tej chwili. Poszedłem do swojej apteczki. To kurwa więcej problemu z nim niż z dzieciakami. Sięgnąłem po leki na mdłości.
            - Chikara-sensei gdzie jest Enmba-sensei?- Usłyszałem głos jednego z uczniów. Odwróciłem się w tamtą stronę. Przerażony zezował gdzieś na boki.
            - W łazience. A coś się…- Urwała kiedy drzwi od łazienki się otworzyły.
            - Przestań tak robić.- Powiedział karcąco po czym poszedł za jednym ze swoich uczniów. Sakura spojrzała na mnie i uśmiechnęła się kiedy dojrzała, że mocno zaciskam zęby i pięści. Ruszyła za nim. Złapała go gwałtownie za rękę kiedy usłyszałem donośny huk. Po chwili był również przytrzymywany przez ucznia który po niego przyszedł oraz przez samego dyrektora. Oddychał szybko.
            - Enmba!- Krzyknął po tym jak Sakura i uczeń go puścili. Ashias nie dawał za wygraną.
            - Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć.- Ashias puścił go pospiesznie. Enmba zagłębił się bardziej w pokład samolotu. Ruszyłem w tamtą stronę.- Szykuj się mały. Od dzisiaj będę twoim największym koszmarem.- Powiedział. Jakim cudem z takim nastawieniem został nauczycielem to ja nie mam pojęcia.
            - Sensei ja… przepraszam.
            - Co tu się stało?
            - Kiedy pan wyszedł, on zaczął się gwałtownie śmiać.
            - Kto na to zareagował.
            - Al.
            - I co się później stało?
            - Powiedział Al.’owi, że ma się zamknąć i pilnować swoich dziwek.- Powiedziała. Zyskał ich zaufanie do tego stopnia, że mówili mu wszystko jak na spowiedzi. W moim przypadku przez pierwsze trzy miesiące w takich sytuacjach milkli jak grób i nie puszczali żadnej pary z ust.
            Później?
            - Jak Al. Się poderwał to ja wstałam i go uderzyłam.
            - Słucham
            - Al się poderwał, ale byłam szybsza i go uderzyłam. Przecież kazał pan mu być spokojnym.
            - Aha, um. Iii?- Wyglądał na zaskoczonego. Stanąłem za nim przyglądając się całej tej sytuacji. Zdziwiło go to, że te dzieciaki go słuchają?
            - Wtedy on uderzył mnie…- Powiedziała. Zmarszczyłem nos. Nie potrzebnie to mówiła. Zerknęła na mnie. Chyba zorientowała się, że za dużo powiedziała po mojej minie.
            - Iii?
            - Kopnęłam go w kroczę.
            - Iii?
            - Zamachnął się, aby mnie uderzyć ale zrobiłam unik. Więc pan dostał. To miał być cios dla mnie nie dla pana. Przepraszam. Gdybym się nie uchyliła…- Umilkła kiedy ten delikatnie pogłaskał ją po głowie. Drgnąłem.
            - To nie była twoja wina. A teraz wracaj na swoje miejsce.- Powiedział. Cofnąłem się po zimny okład kiedy zobaczyłem jak na jego policzku pojawiło się kolejne zaczerwienienie.- Mówię to teraz do wszystkich tutaj zgromadzonych. Jeżeli się dowiem, że którykolwiek z was obraził, popchnął albo co gorsza uderzył jakąkolwiek dziewczynę to niech zapamięta to raz na zawsze. Odpłacę wam dziesięciokrotnie.- Powiedział. Ashias drgnął i cofnął się krok do tyłu. Idiota. Grozi uczniom przy dyrektorze. Bez zastanowienia przyłożyłem mu zimny okład do czerwonego policzka. Drgnął i spojrzał na mnie przerażony. Wypuścił głośno powietrze.
            Chcę już koniec tej wycieczki!


^^~^^

            Stałem w łazience. Nie wiem ile razy pukałem twarz nie mogłem uwierzyć w to jak bardzo Enmba ssał w grach. Jakim cudem można mieć takiego pecha aby trafić z nim do jednego pokoju poprzez głupie ciągnięcie zapałek?!
            Wypuściłem głośno powietrze. Wychodząc z łazienki doszedłem do wniosku, że jednak nie uda mi się uzyskać odpowiedzi na to pytanie.
            - Już wolne.- Powiedziałem nawet na niego nie patrząc.





 ***************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:

Witam,
och tak reakcja Yuuiego piękna, Enmba bardzo szybko zyskał szacunek tych dzieciaków… no, no Keadamo i Eagle tego się nie spodziewałam, wszędzie wokół rodzina Enmby, aż wróciłam do rozdziału z tymi drzwiami aby sobie przypomnieć, choć zabrakło mi wydarcia Enmby na te dzieciaki w pokoju nauczycielskim…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...