Jutro
rozpoczęcie roku szkolnego. Te szkodniki wpadną w ręce jakiejś laski która
zapewne trenowała zapasy albo podnosiła ciężary. Mam nadzieję, że ich nie
pozabija. Jeżeli da im czas zobaczy jakie to w rzeczywistości dobre dzieciaki.
Ale póki nadejdzie rok szkolny… eh…
dzisiaj mam comiesięczną wizytę mojego brata, jego żony i dwójki dzieci (tak
już tak się u niego pozmieniało). Kiedy rok temu do niego zadzwoniłem okazało
się, że mieszka pięć km stąd. Od razu wsiadł w samochód i przyjechał mimo, że
dopiero co rozglądałem się za mieszkaniem. Eh… miałem niezłą Borutę. Tak się na
mnie darł przez długi czas, że już miałem go wywalić za drzwi. Ale się powstrzymałem
Po tej całej jego wizycie zabrałem
się za porządki na chacie. Musiałem ogarnąć ją w jeden wieczór. Jutro … ah!
Podrapałem się zrezygnowany po głowie. Nie wiedzieć dlaczego musiałem tam teraz
pójść. Wciągnąłem na nogi buty, zgarnąłem do kieszeni klucze, telefon i
portfel. Po chwili gnałem autem przez tą miejscowość. Po niecałych dziesięciu
minutach zatrzymałem się koło jego domu. Eh. Wyszedłem z auta. Stanąłem przed drzwiami.
Zapukałem. Po chwili drzwi się otworzyły.
- Yuui?- Usłyszałem. Nie zdziwiłem
się, że padło moje imię bez zwrotu grzecznościowego.
- Eagle.- Odpowiedziałem tylko.
Uśmiechnął się delikatnie.
- Rozumiem, że nie do mnie. Kaien?-
Zapytał. Kiwnąłem głową. Wpuścił mnie do środka.- Wiesz gdzie.
- Ta.- Powiedziałem i ruszyłem
schodami do góry. Po tym jak go zawiesiłem byłem tutaj wiele razy. Zapukałem
delikatnie do drzwi. Otworzyły się po chwili. Po drugiej stronie stał Kaien
ubrany w luźne szare dresy, szary podkoszulek. Na nosie okulary.
- O.- Odpowiedział tylko i wpuścił
mnie do pokoju. Wszedłem zamykając za sobą drzwi.- Coś się stało, że mnie pan
odwiedza?
- Eh… od jutra macie nowego
wychowawcę.- Powiedziałem. Odwrócił się do mnie tyłem wcześniej zajmując
miejsce na krześle. Siedział przed biurkiem.
- Jak to?
- Zgodziłem się na tą posadę tylko
na pół roku. Dyrektor wiedział, że jeżeli nie znajdzie nikogo to odejdę.
- Ale dlaczego to pan nie może nim
zostać?
- Ponieważ nie mam odpowiednich
uprawnień.- Wyjaśniłem. Odwrócił się do mnie tyłem wracając do tego co robił
wcześniej. Siedział nad jakimiś książkami.
- Uczysz się?
- Tak. Przez zawieszenie muszę
nadrabiać braki jakie posiadam w nauce.
- Kaien…
- Tak?
- Nie podpadnij temu nauczycielowi.
- A co? Zna go pan?
- Nie. Ale dyrektor bardzo się
cieszył więc to musi być większy świr niż ja.
- To nie możliwe aby był ktoś gorszy
od ciebie.- Powiedział i uśmiechnął się pod nosem.- Sensei pomożesz mi z tym?-
Zapytał pokazując swój zeszyt od matematyki. Kiwnąłem głową i sięgnąłem po niego.
^^~^^
Stałem naprzeciwko nich w ich starej
klasie. Prosiłem ich na odchodnym aby posprzątali trochę tą klasę przed nowym
rokiem szkolnym, ale widzę nic a nic mnie nie posłuchali.
- Mówiłem wam o porządkach.-
Powiedziałem. Anifuki zaśmiał się cicho.
- Możesz zrobić to sam.
- Mogę równie dobrze sprawić, że
nigdy więcej ci nie stanie.- Powiedziałem opierając się o biurko. Skrzywił się.
- W ten weekend przyjdę i
posprzątam.- Powiedział potulnie.
- Eh… wiecie po co przyszedłem.
- Ta… mamy się zachowywać.
- Nie podpaść nowemu nauczycielowi.
- Być miłym.
- Mamy…
- To dobrze, jeżeli mnie rozumiecie
bez słów.
- A zna go sensei?
- Kogo?
- Nowego nauczyciela?
- Nie. Nic mi o nim nie wiadomo.
Podobno ma się niedługo wstawić w szkole i rozmawiać z dyrektorem.
- A przywita go sensei z nami?
- A musze?
- Nie no nie.- Zaśmiała się K’onan.
- Wy niczego nie planujecie, prawda?
- Nic a nic.- Powiedziała
uśmiechając się szeroko.
- Eh. Nie chcę wiedzieć.-
Powiedziałem kręcąc głową.- Będę szedł. Jak coś to wiecie gdzie mnie znaleźć
chociaż mam nadzieję, że moja pomoc nie będzie wam potrzebna.
- HAI!!!!- Krzyknęli. Wstali.
Skłonili się. Wyszedłem z ich klasy udając się do swojego gabinetu. Mam
nadzieję, że im się uda i jakoś sobie poradzą. Dzisiaj niestety nie mogłem uczestniczyć
w rozpoczęciu roku szkolnego. Ashias dobrze o tym wiedział tak więc nie
naciskał. Dostałem wiele dokumentacji medycznej tak więc musiałem ją ogarnąć i
w ogóle. Tak mi się nie chciało, ale jeżeli ja tego nie zrobię to kto?
Nim się obejrzałem sprawdzenie całej
tej dokumentacji pochłonęło mnie tak bardzo, że aż straciłem rachubę czasu.
Spojrzałem na zegarek. Niedługo wszystkie dzieciaki wrócą do domów. Sięgnąłem
po telefon.
- Sekretariat. Słucham?
- Mimi-sensei przyślij do mnie Chikara-sensei.
- Dyrektora?
- Nie.
- Dobrze.- Powiedziała i się
rozłączyła. Po chwili usłyszałem trzeszczenie w głośnikach i jej cichy głos
rozchodzący się po całej szkole.
- Pani Chikara proszona do gabinetu
pielęgniarki szkolnej. Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki
szkolnej.- Kiwnąłem głową. Powinna niedługo tutaj być. Przeciągnąłem się
sprawdzając jeszcze raz listę. Brakowało mi kilku dokumentów a to w jej
interesie za to, że odwalałem robotę wychowawcy było mi pomóc je teraz
skompletować przed nowym rokiem szkolnym. Weszła po chwili zdyszana i czerwona
na twarzy. Oczywiście na zapukała. Tej to już chyba tego nie nauczę.
- Nie mów mi że biegłaś.
- Nie.
- Przecież widzę.- Powiedziałem.
Uśmiechnęła się do mnie.- Wiesz, że nie powinnaś.
- Oj tam. Małe podskakiwanie nic mi
nie zrobi.
- Nie mów takich słów w moim
towarzystwie.- Powiedziałem chłodno. Uwiesiła się na moim ramieniu.- Nie za
wygodnie ci?
- Nie.
- Tutaj masz listę potrzebnych
papierów które musisz załatwić od tych dzieciaków.
- Spoko.- Powiedziała sięgając po
nią. Uśmiechała się delikatnie.
- Coś brałaś?
- Nie. A dlaczego?
- Bo coś za bardzo ci humor
dopisuje.
- Aki do przedszkola poszła.-
Powiedziała patrząc w bok. Kłamie. A chuj. Nie wnikam.
- Jak tam u niej?
- Pyta kiedy ją wujek odwiedzi?
- Jak znajdę chwilę wolnego czasu.
- Idziesz ze mną do pokoju
nauczycielskiego?- Zapytała. Zerknąłem w swoje papiery.
- W sumie muszę coś stamtąd zabrać.-
Powiedziałem wstając ze swojego miejsca. Ruszyła za mną przyglądając się liście
jaką zrobiłem.
***
Siedziałem u siebie na krześle w
pokoju nauczycielskim. Sakura siedziała naprzeciwko mnie. Z nami siedział
jeszcze nauczyciel w-f’u Yamada-sensei. Kiedyś uczył moją byłą klasę. Eh. Rozejrzałem
się dookoła. Puste biurko które zawsze stało w kącie niedaleko mojego nadal
było puste. Stał tam tylko jakiś karton.
- To nowej nauczycielki?- Zapytałem.
Wziąłem łyk picia.
- Tak.- Odpowiedział Yamada-sensei.
- W sumie dobrze. Słyszałem, że to
matematyczka.
- Z tego co mówił dyrektor najlepsza
na swoim wydziale.
- To dobrze.- uśmiechnąłem się.
Poczułem dziwne mrowienie na karku. Przeciągnąłem po nim dłonią. Drzwi
otworzyły się delikatnie. Do środka weszła pewna osoba. Młody mężczyzna. Niski
z średniej długości włosami. Zapatrzony w jakąś kartkę. Pełno małych blizn na
twarzy. Spojrzał na nas. Poczułem się tak jakby ktoś wylał na mnie wiadro
zimnej wody. Nie mogłem złapać oddechu. Zrobiło mi się słabo i ciemno przed
oczyma. Upiłem łyk gorzkiego napoju. Spokojnie. Yuui tylko spokojnie. To, że są
do siebie podobni wcale nie znaczy… Sakura podeszła do niego z uśmiechem na
twarzy. Nim się zorientowałem siedział przy biurku niedaleko mnie.
- I jak?
- Powiedzieli mi do widzenia na
odchodnym.- Powiedział. Ten głos. Jakaś gula stanęła mi w gardle.
- Jak tego dokonałeś?
- Dla mnie nie ma rzeczy
niemożliwych. Co najwyżej trudne do osiągnięcia.
- Wybacz mi moją gafę. To jest
Yamada-sensei nauczyciel wf’u. Uczy twoją klasę.-Powiedziała wskazując na
mężczyznę siedzącego obok mnie. Skłonił się.- A ten młody pan.- Powiedziała i
zaśmiała się cicho pokazując na mnie palcem. Musiałem mieć swoje uczucia
wypisane jak na dłoni.- To Suminat-sensei. Jest szkolnym pielęgniarzem.-
Dodała. I przede mną się skłonił. Nie spojrzał ani na mnie ani na Yamada-sensei.-
A to drodzy panowie jest Har…
- Enmba wystarczy.- Wyprzedził ją.
Ręka mi zadrżała. Odstawiłem kubek na miejsce. ASHIAS JESTEŚ TRUPEM!!!!!!!
-Można zapytać, jaką klasę pan
dostał?
- Oczywiście. 2E2- Odpowiedział. A
więc to on jest ich wychowawcą. Mam nadzieję, że nie zmalowali niczego głupiego
bo on ich zabije.
- Da pan sobie radę?
- Życie pokaże.
- Sakura-chan.- Do środka zajrzał
Ashias. Nawet na mnie nie spojrzał. Gapiłem się na niego wzrokiem żądnym mordu.
- Tyle razy ci mówiłam, abyś nie
mówił do mnie w ten sposób, kiedy jesteśmy w szkole.
- Tak, tak. Wybacz. Gotowa?-
Zapytał. Zerknął po pokoju. Napotkał moje spojrzenie. Uciekł wzrokiem gdzieś w
bok.- O. Enmba. Jak tam po pierwszym dniu?
- Żyje.
- Jak zobaczyłem, że drzwi rozwalili
myślałem, że uciekłeś.- Powiedział. Nie ma szans aby te dzieciaki rozwaliły
drzwi.
- Śmieszne. Myślisz, że dałbym sobie
aż tak na głowę wejść? Powiedz mi tylko ile mam za te drzwi oddać.
- To ty je rozwaliłeś?
- Spudłowałem.
- A w co celowałeś?
- A w takie coś…- Powiedział i
zaśmiał się cicho. Zadrżałem. Jego śmiech się zmienił.
Stałem na parkingu koło samochodu
dyrektora. Nie mogłem go dorwać wczoraj po szkole ponieważ dość szybko
spierdzielił. Więc postanowiłem go dorwać teraz. Okazało się, że zostawił
wczoraj auto tutaj a pojechał z Sakurą jej. Wiedziałem że tutaj przyjdzie.
- Długo tak czekasz?- Padło pytanie
za moimi plecami. Odwróciłem się delikatnie. Ashias stał za mną przyglądając mi
się ze zmarszczonymi brwiami.- Chodź do mojego gabinetu.- Dodał nie czekając na
odpowiedź. Ruszył przed siebie. Ja za nim. Zobaczyłem jak kilku uczniów z klasy
Enmby zmierzało do szkoły. Tak szybko?
Szedłem w milczeniu za dyrektorem nie spuszczając z niego wzroku. Pilnowałem
go aby czasami nie zwiał.
- Dzień dobry, Panie Dyrektorze.-
Powiedziała sekretarka. Skłoniłem się przed nią delikatnie kiedy spojrzała na
mnie.
- Dzień dobry. Niech nikt nam nie
przeszkadza.- Powiedział i wszedł do swojego gabinetu. Ja za nim. Zamknąłem
drzwi zaciskając dłonie w pięści.- Mam nadzieję, że nie masz zamiaru się bić.
Wiesz, że przegrasz.- Powiedział i spojrzał na mnie. Cofnął się przerażony do
tyłu. Po policzkach ciekły mi łzy frustracji i braku siły. Nie wiedziałem co
miałem robić?! Jak miałem się zachowywać?! Czy on wiedział co mi zrobił kiedy
go tutaj zatrudnił?! Czy wiedział na co mnie skazywał?! Osunąłem się w dół
drzwi siadając na podłodze.
- Mogłeś mnie po prostu wywalić.-
Powiedziałem głosem bez wyrazu. Patrzyłem na jego buty.- Mogłeś mi powiedzieć,
że mam się wynieść i tyle by tego było. Mogłeś mi to powiedzieć a nie…-
Urwałem.
- Yuui… przestań…
- CO JA CI TAKIEGO KURWA ZROBIŁEM,
ŻE MNIE TAK KARZESZ?!- Wydarłem się na niego patrząc mu w oczy. Odwrócił głowę
w bok.
- To nie tak.
- Ashias… chcę odejść…- Powiedziałem
cicho. W jego gabinecie zapanowała grobowa cisza.
^^~^^
Stałem u siebie w gabinecie. Ashias
poprosił mnie o dwa tygodnie. Jeżeli po dwóch tygodniach poproszę o to aby
pozwolił mi odejść, zrobi to bez wahania. Ale mam mu dać dwa tygodnie.
Zgodziłem się na to chociaż i tak wiedziałem, że po dwóch tygodniach nic się
nie zmieni. Przetarłem twarz zaglądając do swojej dokumentacji. Wypuściłem
głośno powietrze. Sięgnąłem po telefon.
- Tak?
- Mogę prosić do gabinetu pielęgniarskiego
Enmbę-sensei.- Powiedziałem. Połączenie zostało urwane. Po chwili zatrzeszczały
głośniki i z ich wnętrza wydobył się charakterystyczny głos.
- Enmba-sensei, Enmba-sensei
proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej. Enmba-sensei, Enmba- Sensei
proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej.- Głośnik znowu zatrzeszczał.
Wziąłem kilka głębokich wdechów. Teraz znajduje się w pracy. Przyjdzie do mnie
całkiem obcy mi pacjent. Zadam mu kilka pytań, zrobię kilka prostych badań i on
sobie pójdzie. Nic więcej. To tylko praca. Usiadłem na swoim miejscu otwierając
teczkę z jego dokumentacją medyczną. Było wiele luk, które musiałem wypełnić.
Ktoś zapukał do drzwi po czym wszedł do środka.
- Przepraszam, ale byłem tutaj
wzywany.- Powiedział. Spojrzałem na niego. Całą siła woli powstrzymałem się od
tego aby do niego nie podejść.
- Dobrze, że tak szybko. Nie
będziemy musieli tego przeciągać w nieskończoność. Im szybciej zaczniemy tym
szybciej skończymy. Rozbiera się pan.- Powiedziałem. Jakie to prymitywne. Powinienem
to powiedzieć jakoś delikatniej. Przystanął jak wryty na środku mojego „Pokoju”
i spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Że co?
- No już. Proszę ściągnąć z siebie
wszystko oprócz bokserek no i skarpetek.- Powiedziałem przeglądając dokumenty.
Musze się dowiedzieć… Nie ruszał się. Zerknąłem na niego. Gapił się na mnie.
- Po co?
- Dyrektor panu nie mówił?
- Nic a nic.
- Prowadzę zapis badań lekarskich
każdego z tej szkoły nie tylko ucznia, więc proszę się rozebrać i grzecznie
usiąść na kozetce.- Powiedziałem i spojrzałem mu w oczy. Skrzywił się
przyglądając mi się uważnie. Pokręcił głową i ruszył przed siebie. Po chwili
wyszedł zza parawanu. Zerknąłem na niego. Po jego wypadku spodziewałem się
wszystkiego ale nie tego. W sumie widziałem tylko jego twarz, ale nie widziałem
reszty. Przez jego ciało ciągnęła się bardzo długa blizna. Przez całe plecy i połowę
torsu. Szeroka. Zawadzająca o ramie. Długopis upadł na podłogę. Zapomniałem się
opamiętać.
- Czy coś się stało?- Zapytał
obojętnie jakby nic sobie nie robił z tego co miał na swoim ciele. Miał z
mojego powodu. Gdyby mnie wtedy nie wypchnął…
- Co się panu stało?- Zapytałem
głupio chociaż znałem odpowiedź na moje pytanie.
- To pamięta po wypadku
samochodowym.- Odpowiedział wskazując na długa bliznę. Zerknąłem na swoje
dokumenty zapisując w nich to co powiedział. Ale ta krótsza blizna w dolnych
partiach brzucha…
- To mi nie wygląda na bliznę
powypadkową.
- I dobrze, bo nią nie jest.-
Powiedział. Zatrzymałem rękę z długopisem nad dokumentami. To mi wygląda na
ranę ciętą. Spojrzałem na rubrykę „PRZESZCZEPY”
- Po przeszczepie?
- Nie.
- Mogę widzieć, po czym?- Zapytałem.
To co miałem wpisać jak nie po przeszczepie. Przecież nie wpiszę „Inne
wypadki”. Chociaż on jest zdolny do wszystkiego. Kątem oka zauważyłem jak
wciągał na siebie spodnie.
- Zostałem dźgnięty nożem.-
Odpowiedział. Ręce opadły mi w dół. Czy ten człowiek nie potrafił czegoś nie
zmalować?!
- Słucham?
- Na pierwszym roku studiów zostałem
dźgnięty nożem.- Powiedział ubierając na siebie koszulę. To coś czego o nim nie
wiedziałem. Coś co wydarzyło się po moim zniknięciu. Coś czego nie powinienemwiedzieć.-
Uczuleń żadnych, nie palę, nie piję, nie zażywam narkotyków.- Powiedział jakby
chciał zmienić temat. Nie pije? Ta jasne!
- Rozumiem…rozumiem.- Powiedziałem.
^^~^^
Po tej wycieczce wyjeżdżam. Tak
postanowiłem. Nie dam rady pracować z nim i udawać, że go nie znam. Rozładowywałem
swoje rzeczy z którymi wszedłem na pokład samolotu. Za jakieś trzy godziny
będziemy na miejscu. Ziewnąłem. Nie wysypiam się ostatnio. Wszystko przez tego
cholernego Ashiasa!
- Suminat-sensei!- Ktoś mnie
zawołał. Poznałem po głosie dziewczynę z jego klasy. Zajrzałem do
pomieszczenia, w którym siedzieli.
- Tak?
- Enmba-sensei jest ranny.-
Powiedziała. Drgnąłem. Pod moim ramieniem przecisnęła się Sakura.
-
Em-kun?
-Maszyna…- Powiedział nie odwracając
się w naszą stronę.- Słyszałem, że jesteście chętni do pomocy przy rozładunku i
zapakunku bagażu. Bardzo mnie to cieszy.
- Senseiiiiiii!
- Ciii!- Zawołał. Dogadywał się z
nimi. Spojrzał na Sakure. Pokręciłem przecząco głową kiedy zobaczyłem pod jego
okiem fioletowy siniak. W sumie już nic z tym nie zrobimy. Nauczyciel nie
powinien pojawiać się w takim stanie w szkole nie ważne co mu się stało i jaki
był tego powód.
- Co Pan zrobił?- Zapytała przerażona.
Odszedłem do swojej torby medycznej po jakiś okład chłodzący. Mimo, że mnie
przy nich nie było i tak dokładnie słyszałem ich rozmowę.
- Aoi.
- Aoi, co?
- Znudziło jej się rozstawienie
mebli w jej pokoju i zapragnęła przemeblowania. Czyli patrz: „Em-kun do
roboty!” No i tak wyszło jak wyszło, że spadła na mnie szuflada z jej tuszami
kreślarskimi i uderzyła mnie w oko, dlatego mam to…- Powiedział. Znalazłem to
co szukałem.
- A co się stało z szufladą?-
Zapytała. Enmba zaśmiał się głośno.
- Roztrzaskała się.- Powiedział i
spojrzał na mnie kiedy wyciągnąłem w jego stronę rękę z zimnym okładem.
- Teraz to za dużo nie pomoże, ale
może trochę zejdzie.
- Dziękuje.
- Wszyscy z twojej klasy są?-
Zapytała Sakura. Stanąłem za nią opierając się o ścianę. Przyglądałem im się
uważnie.
- Niestety.
-Senseiiiiiiiiiiii!- Krzyknęli oburzeni.
Zaśmiał się głośno. Pokiwałem głową i wróciłem do swojego wcześniejszego
zajęcia. Sakura stanęła koło mnie podając mi moją mniejszą torbę.
- Widzę, że ci ulżyło.- Powiedziała.
Spojrzałem na nią.
- Hę?
- Martwiłeś się, że nie dogadają się
ze swoim nowym nauczycielem.
- I nadal się martwię.
- Przecież się dogadują.- Zauważyła.
Wypuściłem głośno powietrze.
- Z tym potworem nikt tak szybko się
nie dogaduje. Powinnaś o tym wiedzieć jaki on ma aspołeczny charakter.
- Nie mniej niż ty. Dwa wyrzutki.-
Zauważyła i pokazał mi język. Zaklnąłem cicho pod nosem.
***
Chodziłem od ucznia do ucznia
sprawdzając czy ci którzy mieli chorobę lokomocyjną zażyli swoje leki. Enmba
spał na początku przedziału w którym siedzieliśmy. Marszczył czoło. Miał
koszmary? Pokręciłem przecząco głową.
- Tabletki brałeś?- Zapytałem.
Kiwnął głową.
- Sensei. Kiedy wraca Kedamono?
- Pod koniec następnego tygodnia
jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, a co?
- Wie Sensei… że on będzie zły.
- Wiesz jaki on jest.- Zauważyłem.
Kiwnął głową.- Ale jakby coś się działo to zawołacie mnie.
- Boje się.
- Czego?
- Tego, że Enmba-sensei zabije
Kedamono.
- Mimo tego iż wasz wychowawca ma
specyficznie skonstruowane…nerwy wątpię aby zabił swojego ucznia.- Powiedziałem
i uśmiechnąłem się delikatnie chociaż wiedziałem, że ten świr jest do tego
zdolny. Wróciłem na swoje miejsce siadając koło Sakury.
- Wszyscy wzięli swoje leki.
- Tak. Póki co nic się nie dzieję,
więc wiesz….
- Enmba-sensei. Enmba-sensei.-
Usłyszałem przeciągły szept. Coś się stało jak stamtąd wyszedłem. Wstałem
przeciskając się koło Sakury.- Al zostań z senseiem ja zawołam Suminat-sensei.-
Powiedziała Didi.
- Ani mi się waż.- Zasyczał. To jemu
coś się stało. Ruszyłem w stronę miejsca w którym siedział.
- Ale Sensei wygląda jakby miał za
raz wyzionąć ducha.
- Chyba wyraziłem się jasno.- Powiedział. Zerknąłem na niego. Był blady,
prawie, że zielony. Po czole spływał mu pot.
- Nie powiedziałbym.- Powiedziałem.
Spojrzał na mnie. Drgnął i wypruł w moją stronę przepychając się przez zbiorowisko
w korytarzyku. Zamknął się w łazience. Sakura już zmierzała w tamtą stronę.
- Em-kun.- Powiedziała. Zastukał w
drzwi.- Jakby było wszystko ok to byś tam nie siedział. Nie. Otwórz w tej
chwili. Poszedłem do swojej apteczki. To kurwa więcej problemu z nim niż z
dzieciakami. Sięgnąłem po leki na mdłości.
- Chikara-sensei gdzie jest
Enmba-sensei?- Usłyszałem głos jednego z uczniów. Odwróciłem się w tamtą
stronę. Przerażony zezował gdzieś na boki.
- W łazience. A coś się…- Urwała
kiedy drzwi od łazienki się otworzyły.
- Przestań tak robić.- Powiedział
karcąco po czym poszedł za jednym ze swoich uczniów. Sakura spojrzała na mnie i
uśmiechnęła się kiedy dojrzała, że mocno zaciskam zęby i pięści. Ruszyła za
nim. Złapała go gwałtownie za rękę kiedy usłyszałem donośny huk. Po chwili był
również przytrzymywany przez ucznia który po niego przyszedł oraz przez samego
dyrektora. Oddychał szybko.
- Enmba!- Krzyknął po tym jak Sakura
i uczeń go puścili. Ashias nie dawał za wygraną.
- Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć.
Sześć.- Ashias puścił go pospiesznie. Enmba zagłębił się bardziej w pokład
samolotu. Ruszyłem w tamtą stronę.- Szykuj się mały. Od dzisiaj będę twoim
największym koszmarem.- Powiedział. Jakim cudem z takim nastawieniem został
nauczycielem to ja nie mam pojęcia.
- Sensei ja… przepraszam.
- Co tu się stało?
- Kiedy pan wyszedł, on zaczął się
gwałtownie śmiać.
- Kto na to zareagował.
- Al.
- I co się później stało?
- Powiedział Al.’owi, że ma się
zamknąć i pilnować swoich dziwek.- Powiedziała. Zyskał ich zaufanie do tego
stopnia, że mówili mu wszystko jak na spowiedzi. W moim przypadku przez
pierwsze trzy miesiące w takich sytuacjach milkli jak grób i nie puszczali
żadnej pary z ust.
Później?
- Jak Al. Się poderwał to ja wstałam
i go uderzyłam.
- Słucham
- Al się poderwał, ale byłam szybsza
i go uderzyłam. Przecież kazał pan mu być spokojnym.
- Aha, um. Iii?- Wyglądał na
zaskoczonego. Stanąłem za nim przyglądając się całej tej sytuacji. Zdziwiło go
to, że te dzieciaki go słuchają?
- Wtedy on uderzył mnie…-
Powiedziała. Zmarszczyłem nos. Nie potrzebnie to mówiła. Zerknęła na mnie.
Chyba zorientowała się, że za dużo powiedziała po mojej minie.
- Iii?
- Kopnęłam go w kroczę.
- Iii?
- Zamachnął się, aby mnie uderzyć
ale zrobiłam unik. Więc pan dostał. To miał być cios dla mnie nie dla pana.
Przepraszam. Gdybym się nie uchyliła…- Umilkła kiedy ten delikatnie pogłaskał
ją po głowie. Drgnąłem.
- To nie była twoja wina. A teraz
wracaj na swoje miejsce.- Powiedział. Cofnąłem się po zimny okład kiedy
zobaczyłem jak na jego policzku pojawiło się kolejne zaczerwienienie.- Mówię to
teraz do wszystkich tutaj zgromadzonych. Jeżeli się dowiem, że którykolwiek z
was obraził, popchnął albo co gorsza uderzył jakąkolwiek dziewczynę to niech
zapamięta to raz na zawsze. Odpłacę wam dziesięciokrotnie.- Powiedział. Ashias
drgnął i cofnął się krok do tyłu. Idiota. Grozi uczniom przy dyrektorze. Bez zastanowienia
przyłożyłem mu zimny okład do czerwonego policzka. Drgnął i spojrzał na mnie
przerażony. Wypuścił głośno powietrze.
Chcę już koniec tej wycieczki!
^^~^^
Stałem w łazience. Nie wiem ile razy
pukałem twarz nie mogłem uwierzyć w to jak bardzo Enmba ssał w grach. Jakim
cudem można mieć takiego pecha aby trafić z nim do jednego pokoju poprzez
głupie ciągnięcie zapałek?!
Wypuściłem głośno powietrze.
Wychodząc z łazienki doszedłem do wniosku, że jednak nie uda mi się uzyskać
odpowiedzi na to pytanie.
- Już wolne.- Powiedziałem nawet na
niego nie patrząc.
Witam,
och tak reakcja Yuuiego piękna, Enmba bardzo szybko zyskał szacunek tych dzieciaków… no, no Keadamo i Eagle tego się nie spodziewałam, wszędzie wokół rodzina Enmby, aż wróciłam do rozdziału z tymi drzwiami aby sobie przypomnieć, choć zabrakło mi wydarcia Enmby na te dzieciaki w pokoju nauczycielskim…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
och tak reakcja Yuuiego piękna, Enmba bardzo szybko zyskał szacunek tych dzieciaków… no, no Keadamo i Eagle tego się nie spodziewałam, wszędzie wokół rodzina Enmby, aż wróciłam do rozdziału z tymi drzwiami aby sobie przypomnieć, choć zabrakło mi wydarcia Enmby na te dzieciaki w pokoju nauczycielskim…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie