poniedziałek, 5 lutego 2018

28. „Nie zawsze to co widzimy jest prawdziwe- ale to w co wierzymy musi być szczere” 28.


Otworzyłem delikatnie oczy. W pokoju panowała cisza oraz przyjemny półmrok. Było chłodno. Ktoś otworzył okno. Nie ruszałem się tylko wodziłem oczami po pokoju. Byłem w nim sam. Na moim łóżku które bardzo dobrze widziałem ze swojego położenia znajdowały się moje wczorajsze ciuchy ładnie złożone. Na szafce nocniej znajdowała się szklanka z wodą oraz jakieś tabletki przeciwbólowe. Na stoliku trzy kanapki owinięte w folię. Uniosłem się na łokciach i upadłem jak długi na łóżko jęcząc z bólu. Ktoś mi połamał kręgosłup czy jak?! Czułem każdy mięsień swojego ciała. Zacisnąłem mocno zęby i uniosłem się na łokciach siadając na łóżu. Bolało jak cholera. Gdzie jest ten idiota?! Zabije go! Obedre skurwiela ze skóry, poćwiartuję, zatłukę na śmierć! Cisza. W łazience nikogo nie było. Spojrzałem na zegarek. Było grubo po dwudziestej. Więc pewnie jest na pierwszym spotkaniu. Niedługo powinien wrócić. Wtedy się z nim policzę. Uniosłem się na miękkich i chwiejnych nogach zmierzając do łazienki. Owinąłem się prześcieradłem. Wygrzebałem z torby bokserki oraz spodnie dresowe. Wszedłem do pustej łazienki. Gorąca woda łagodziła trochę ból. Pozwoliłem aby przez kolejne dwadzieścia minut ściekała mi w dół kręgosłupa uderzając boleśnie o kark. Namydliłem gąbke, kiedy schylałem się aby odłożyć żel na półeczke biała wydzielina spłynęła w dół moich nóg. Uderzyłem głową o ścianę natrysku. Nie dziwię się że bolał mnie jednocześnie brzuch. Ile razy on doszedł? Pięć?? Może cztery? A ja? Nawet nie chciałem o tym myśleć. Umyłem się dokładnie, wyszorowałem boleśnie włosy. Postałem jeszcze jakieś dziesięć minut pod natryskiem i wyszedłem z niego. Owinąłem się ręcznikiem i podszedłem do lusterka. Spojrzałem na nie.
- Idiota.- Syknąłem przyglądając się swojemu ciału. Ugryzienie na ugryzieniu ugryzieniem pogania. Do tego pełno malinek i zadrapań. Głupek ugryzł mnie nawet w brodę. Ciekawe jak ja mam się teraz ludzią pokazać. Ubrałem bokserki przyglądając się pogryzionym udą i pokręciłem przecząco głową. Spodnie dresowe. Rozczesałem mokre włosy i związałem je w kitkę. Wyszedłem z łazienki ciągnąc za sobą jego prześcieradło. Trzeba będzie poprosić obsługę hotelową o zmianę pościeli. Tylko jak to zrobić?? Jak wytłumaczyć?? Odchrząknąłem. Gardło mnie bolało. Głowa też. W sumie co mnie kurwa dzisiaj nie bolało? Odwinąłem kanapki i zabrałem się za jedzenie ich chociaż szczerze nie miałem na to ochoty. Ale jeżeli chciałem wziąć tabletki musiałem coś zjeść. Spojrzałem na telefon. Ktoś dzwonił. Wziąłem go do ręki. Maki. Odebrałem.
- Noooo??- Zapytałem zachrypniętym głosem.
- Enmba??
- Nie kurwa, Mikołaj.
- Enmba.- Stwierdziła fakt. Pokręciłem przecząco głową. Ugryzłem kolejny kęs kanapki.- Dzwoniłam wcześniej.
- No.
- Yuui odebrał.
- Em… no…
- Lepiej już się czujesz?? Yuui powiedział, że źle się czujesz i żebym zadzwoniła później.- Powiedziała. Ciekawe dlaczego nie powiedział jej od czego się tak źle czułem?
- Wstałem jakąś godzinę temu.
- Cały dzień przespałeś??
- Głowa mnie boli. Chciałem tabletki wziąć i dalej położyć się spać, ale muszę coś zjeść. A po wczorajszej podruży się nie kompałem to jeszcze prysznic wziąłem. Teraz jem. Wezmę tabletki i chyba znowu się położe.
- Za długo leżysz dlatego tak cię głowa boli.
- Nie to nie od tego.- Powiedziałem. Wycisnąłem dwie tabletki. Wsadziłęm je do buzi i popiłem zimną wodą. Zadrżałem. Ile ona tam tak stała?- O której wcześniej dzwoniłaś??
- O dziesiątej.
- Mówił coś jeszcze??
- Powiedział, że nie ma czasu rozmawiać bo się na spotkanie spieszy.- Powidziała. Hę?? Na spotkanie?? Ale przecież ono miało być dopiero pod wieczór. Coś kłamał.- A co? Jeszcze nie wrócił??
- Nie. Myślałem, że wyszedł dopiero po południu.
- To nie słyszałeś??
- Mówię, że spałem. Źle się czułem.
- Ale żeby nie słyszeć jak ktoś z pokoju wychodzi?
- Podziękuj Aoi. To przez nią nic nie słyszałem.- Warknąłem na nią kładąc się leniwie na łóżku.
- Eh. Powiedziała mi wszystko. Powiedziałam jej, że to wcale nie był taki dobry pomysł.
- No co ty nie powiesz?
- Pewnie było ci ciężko.
- Mmm.
- Ale nic mu nie zrobiłeś?- Zapytał. Usiadłem gwałtownie krzywiąc się z bólu.
- Ja? Mu?
- To były takie proszki… hm… sama je kiedyś wzięłam i wiem, że wtedy nie panujesz nad sobą jak weźmiesz ich odpowiednią ilość i robisz to co właśnie chce twoje ciało nawet jeżeli umysł się z tym nie zgadza.- Powiedziała.
- Ile trzeba tego wypić aby podziałało??
- Cała butelka by ci wystarczyła. A co? Wypiłeś więcej.
- Mniej. Tylko pół. Ile takie efekty się utrzymują?
- Jak ty wypiłeś tylko pół to już w południe powinno cię puścić.
- A jak ktoś… wypił…półtorej butelki?- Zapytałem krywając twarz w lewej ręce.
- Półtorej. Enmba przecież mówiłeś, że wyp… o-o! No nie żartuj?!- Krzyknęła i zaśmiała się głośno.
- Naprawdę myślisz, że to moment do śmiechu?
- Wybacz, wybacz.- Powiedziała po chwili kiedy w końcu się uspokoiła.- Jeżeli wypił aż tyle to będzie go z trzy dni trzymać.- Dodała. Przełknąłem głośno ślinę. Trzy dni??
- Ale… ale sama mówiłaś, że z tobą rozmawiał?
- Najwyraźniej musiał się zająć kilka razy swoim problemem w odosobnieniu tak, że napięcie minęło. Ale to tylko kwestia czasu jak znowu się zkumuluje i dojdzie do tego, że znowu będzie musiał się sobą zająć.- Powiedziała. W odosobnieniu? Zajął się swoim problemem?! Tak KURWA! 
- Panowałaś wtedy nad sobą??
- Nic a nic. Pamiętasz jak Aoi przyszła w zeszłym miesiącu strasznie pogryziona do domu?
- Nooo… pamiętam.
- Straciłam nad sobą panowanie do takiego stopnia, że nie wiedziałam jak mocną ją gryzę. Gdyby mnie nie powstrzymała to rzuciłabym się na koleżankę z pracy.- Dodała. Usiadłem na łóżku.
- Maki. Wybacz, ale muszę kończyc.- Powiedziałem wygrzebując z torby skarpetki i jakąś koszulkę.
- Co się stało??
- Yuui wypił tego półtorej butelki. Wyszedł na miasto jak mnie nie było. Jak zacznię się dobierać do kogoś to będziemy wszyscy mieli przejebane.- Powiedziałem wciągając niezdarnie skarpetkę na nogę.
- Musi tylko w porę gdzieś się zaszyć i zrobić to co wcześniej, więc…
- Kurwa MAKI! Czy ty naprawdę jesteś taka głupia czy tylko taką udajesz??
- O co ci znowu chodzi?!
- Naprawdę myślisz, że on sam się sobą zajął? Że głowa boli mnie od niczego lub od leżenia albo tych prochów? Powiem ci jedno… to był najdłuższy dzień w moim życiu a jeszcze się nie skończył.- Powiedziałem i rozłączyłem się rzucając telefon na łóżko.



^^~^^
Przeszukałem każde miejsce jakie przyszło mi do głowy. Nie znałem tego miasta więc szczerze nie wiedziałem gdzie mam szukać. Przeszukałem każdą hurtownie medyczną i farmaceutyczną. Dopiero w ostatniej ochroniarz łaskawie powiedział mi, że Yuui był u nich jakieś cztery godziny ale po załatwieniu spraw gdzieś się zmył. Nie mógł zajść daleko. Przeleciałem każdy bar (nawet te dle gei), dyskotekę, restauracje i hotele jakie napotkałem na drodzę ale nigdzie go nie znalazłem. Może wrócił już do pokoju? W naszym hotelu dowiedziałem się, że nie było go tutaj odkąd wyszedł z pokoju. Zegar w halu wybił piątą rano. Yuui nie wrócił na noc do pokoju.

^^~^^
Nie widziałem go od trzech dni. Nie odbierał moich telefonów. Z resztą jak też nie odbierałem innych telefonów. Czekałem na jego odpowiedź. Nie wytrzymam kolejnej nocy niewiedzy. Ubrałem się w coś wygodnego. Wedługo planu działania dzisiaj powinien mieć spotkanie z drugą hurtownią. Ale nie pamiętałem jak ona się nazywała więc nie wiedziałem gdzie dokładnie go szukać. Czyli co? Znowu będę chodził bez celu po tym nieznanym mieście nie wiedząc gdzie mam go szukać i czy z nim wszystko w porządku. Od jakiegoś czasu coś mnie korciło ale jakoś nie miałem ochoty tego robić. Tylko jeżeli dzisiaj go nie znajdę będę musiał sięgnąć po tą kartę.
Jakaś przerażona dziewczyna wpadła na mnie przewracając mnie na chodnik. Nie zatrzymała się aby przeprosić czy coś. Biegła dalej. Ciekawe co ją tak wystraszyło?? Uklęknąłem próbując wstać. Obraz mi się zamazywał. Boże nie będę zły, nie zabiję go, ale niech się w końcu znajdzie. Proszę cię!
- Kurwa.- Zaklnąłem pod nosem przecierając łzy z policzków. Uniosłem się do góry i wtedy właśnie go zobaczyłem. Stał na końcu ciemnej uliczki z jakimiś trzema facetami i jedną laską. Opierał się o ścianę brudnego budynku. Zaśmiał się. Nawet tutaj poczułem jego aurę. Jakiś z facetów podszedł bliżej łapiąc go za przód bluzy. Yuui uśmiechnął się lubieżnie i pochylił nad nim z zamiarem pocałowania go. Zakryłem mu usta uderzając w nie boleśnie prawą ręką. Stanąłem pomiędzy nim a owym mężczyzną którego mina gdyby nie zaistniała sytuacja rozbroiła by mnie na maksa.
- Coś ty za jeden?- Zapytał jeden z mężczyzn.
- To chyba ja powinienem o to pytać.
- Pierwsi ją znaleźliśmy więc spierdalaj.- Powiedziała kobieta. Spojrzałem na nią.
- „JĄ”??
- Tą męską dziw…- Nie skończyła mówić upadając na ziemię od mojego mocnego policzka.
- Ty mały…!- Jeden z nich rzucił się na mnie z łapami ale inny go powstrzymał. Przyjżałem mu się uważnie. Skądś znałem tą mordę.
- Przestań. To Enmba.- Syknął do niego. Przekrzywiłem głowę w bok. Znam go??
- Enmby nie ma w tym mieście. Kurwa ty wszędzie go widzisz!- Ryknął ten który rzucił się na mnie z łapami. Patrząc na nich złapałem Yuui’ego za gardło zmuszając do tego aby padł przede mną na kolana.
- Gdzie się kurwa wybierasz?- Zapytałem nie patrząc na niego.- Nie po to szukałem cię trzy dni aby teraz pozwolić ci odejść.- Powiedziałem. Przyglądałem się naszemu towarzystwu.- Sorry, ale czy my się znamy?
- Co?- Warknął ten trzymany po czym dostał w głowę od tego który go trzymał.
- Wybacz. Już się stąd zabieramy.
- Nii nie wygłupiaj się!- Krzyknęła kobieta podnosząc się na równe nogi. Poczułem się jak rażony jakimś obłuchem. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- Nii? TEN Nii?- Zapytałem patrząc na swoje buty.
- Wybacz.- Powiedział kłaniając się przede mną.
- Podejdź no tu do mnie.- Powiedziałem. Zaśmiałem się głośno. Odbijało mi przez tego głupiego Yuui’ego.
- Proszę… nie…
- Podejdź. Jeżeli go puszcze to znowu mi zwieje, a znudziła mnie zabawa w kotka i myszkę.
- Nie…- Urwał kiedy Yuui upadł koło jego nóg a ja sam stając na jego (Yuui’ego) dłoni złapałem go (Nii) za twarz. Przyglądałem się uważnie jego twarzy. To przerażone spojrzenie niebieskich oczu rozpoznam wszędzie.
- Powiedź to.
- Nie…- Pokręcił przecząco głową.
- Mówię: POWIEDŹ TO.- Uderzyłem jego głową o ścianę budynku.
- Błagam oszczędź swojego pokornego psa, Panie.- Powiedział łamiącym się głosem. Zaśmiałem się. Usiadłem sobie na plecach Yuui’ego.
- No nie mogę jakie jaja! To naprawdę Nii!- Zaśmiałem się. Yuui próbował wstać. Przytrzymałem jego kark przy ziemi.- Jestem w szoku, że już cię wypuścili z paki.
- Z…za dobre sprawowanie.- Powiedział cicho łapiąc się za lewy obojczyk.
- Boli?- Zapytałem wrednie.
- Był złamany w ośmiu miejscach, jak ma nie boleć.
- Oj wybacz. Źle liczyłem. Chciałem aby było dziesięć, ale nie mogłem zostawić twoich kolegów i bawić się tylko z tobą.- Powiedziałem i przeniosłem wzrok na jego kompanów którzy odsunęli się ode mnie na bezpieczną odległość.- To oni.
- Tylko Bonten.- Powiedział Nii wskazując na tego który wyskoczył do mnie z rękoma. Przekrzywiłem głowę.
- A tamta dwójka?
- Kobieta to siostra Don’a a ten tutaj to jej facet.- Powiedział pokornie.
- Don nadal śpi?
- Wyjechał za granicę. Wybudził się jakieś dwa lata temu.
- Kto mu pozwolił jechać?
- Kim ty jesteś, że będziesz mówił co może robić mój brat, a co nie?!
- Bonten…- Powiedziałem tylko jego imię a on pokornie zasłonił usta kobiecie.- Od razu spokój. Długo tutaj mieszkacie??
- Od roku.- Powiedział Nii płaczliwym głosem. Zaśmiałem się.
- To powiem wam jedno. Jeżeli zobaczę was w jego towarzystwie jeszcze raz i jeżeli któreś z was będzie próbowało położyć na nim swoje łapsa to wiecie co się stanie.
- T-tak.- Wydukali zgodnie.
- Nawet jeżeli mnie z nim znowu tutaj nie będzie to pamiętajcie.- Dodałem. Kiwnęli głowami. Spojrzałem na Yuui’ego. Wzrok mu mętniał. Niedługo… Podniosłęm się z niego.- No cóż. Trzeba się zbierać.- Dodałem i ledwo uniosłęm jego wielkie cielsko do góry.
- Pozwolisz, że ci pomogę?- Zapytał Nii. Przyjżałem mu się uważnie i po chwili kiwnąłem głową. Pomgół mi go podnieść.
- Zarzuć go delikatnie na moje plecy. Do samochodu go dotargam.- Powiedziałem dziękując bogu w sercu za to, że dzisiaj postanowiłem poszukać autem. Nie zrobił tego o co go prosiłem tylko zarzucił sobie jego rękę na ramię i ruszył przed siebie. Bonten zajął drugą stronę Yuui’ego. Szli powoli przed siebie dwigając jego wielkie, dwumetrowe cielsko przed siebie. Ruszyłem za nimi przyglądając się im się uważnie. Będę musiał coś zrobić. Wyciągnąłem z kieszeni telefon. Wybrałem pewien numer.
- Bonjour, Kitty: D (Cześć, Kotek:D)- Odpowiedział głos po drugiej stronie słuchawki. Trochę minęło nim słyszałem go ostatni raz. Wziąłem głęboki oddech aby od razu wyłożyć kawę na ławę. Niedługo dojdzemy do samochodu więc nie mam co owijać w bawełnę.
- Salut miel. C'est le cas, mais nous avons besoin de parler français, je ne veux pas que quelqu'un à comprendre. (Cześć misiu. Jest sprawa, ale musimy mówić po francusku, nie chcę aby ktoś to zrozumiał.)
-Pas parle de ce qui se passe? (No nawijaj o co chodzi).- Odpowiedział. Usłyszałem w jego głosie trochę radości. Podoba mu się takie rozmawianie. Dla mnie francuski to do dzisiaj katorga
i korzystam z tego języka tylko wtedy kiedy muszę.
-Il suffit de savoir cette question ralecji élève-enseignant, si vous savez exactement ce que je veux dire.( Tylko wiesz to pytanie będzie na ralecji uczeń-nauczyciel, jeżeli wiesz dokładnie o co mi chodzi.)- Powiedziałem. Nic nie odpowiedział.- Tu sais. Vous enseignant. (Wiesz. Ty nauczyciel. Ja uczeń).- Dodałem aby zrozumiał. Zaśmiał się gorzko. Rozumiał.
-Je suis un étudiant afin qu'elle réalise ce qui se passe. Je vous ai appris qu'une seule chose. En quoi consiste exactement ce? (Tak zdaje sobie sprawę o co chodzi. Nauczyłem cię tylko jednej rzeczy. Więc o co dokładnie chodzi?)
- j'ai un problème avec un certain personne. (Mam problem z pewną osobą.)
- quoi? (Z jaką?)- Zapytał zaciekawiony. Nie chce mu mówić z kim.
-n'importe quoi. (Nie ważne z jaką.)
 - bonne. Je ne veux pas dire ce n'est. (dobra. nie chcesz mówić to nie.)- Zrozumiał. O dziwo jak na niego za szybko. Pewnie później będzie próbował ze mnie wyciągnąć całą prawdę. Muszę sobie zakodować w głowie aby unikać jak na razie z nim jakiego kolwiek kontaktu.
- pas la nourriture comme une drogue et elle a perdu son esprit. Elle l'aime seulement je veux. (Na jadła się jakiś leków się i straciła rozum. Kochać jej się tylko chcę. Co robić.)
-Quoi faire-hein... Enmba... je ne sais vraiment pas quoi faire ?( Eh... Enmba... na prawdę nie wiesz co robić??)- Zapytał z żalem w głosie jakby miał mnie za głupka. Przykryłem speszony usta zalewając się delikatnym rumieńcem. Znałem ten ton głosu. Zawsze używał go kiedy uczył mnie tego i owego w hotelu.
-Je savais qu'il n'aurait pas sonné! (Jakbym wiedział to bym nie dzwonił!)
- tu dois aimer lui. (Musisz się nim zając.)
- quoi? !( CO?!)- Krzyknąłem przystawiając na chodniku. Nii i Bonten spojrzeli na mnie zaciekawieni. Pokazałem im ręką, że mogą iść dalej i w którą dokładnie stronę powinni się udać aby dojść do samochodu Yuui’ego.
-Ne pas crier. Garçon ou fille? (Nie krzycz. Chłopak czy dziewczyna?)
 - Boy (Chłopak.)
- Eh bien. Il n'y a rien d'autre pour vous de prendre soin de son petit. Un peu comme lui jouer, irriter, lécher, mordre ou mâcher sucre-gratuit-sont vous moquez (No cóż. Nie zostaje ci nic innego jak zająć się jego małym. Trochę się nim pobawić, podrażnić, polizać, possij ewentualnie pogryźć.)- Mówił o tym jak o gotowaniu jakiegoś dania czy coś. Tak na luzie. Mój Sasuke zfrancuził się czy co?! Tak nie mówi Japończyk!!
-de moi, droite? (Żartujesz, prawda?)
-il doit y avoir quelqu'un spécial. (To musi być ktoś wyjątkowy.)
-N...No (N...Nie..)
   -C'est quel était le problème. Prendre soin de chacun de ses trous et petits et laisse comme vous avez l'habitude de. Il suffit de le faire est (To w czym problem. Zajmij się każdą jego dziurką oraz małym i zostaw jak to masz w zwyczaju. Tylko musisz zrobić to dokładnie.)
-ce exactement Yuui...( To jest Yuui...)- Wydukałem w końcu wchodząc na parking na którym zostawiłem samochód. Jak na złość nie pomyślałem o tym aby ulokować go gdzieś bliżej. W sumie nie wiedziałem przecież, że znajdę go tak szybko DZISIEJSZEGO WIECZORA.
-euh... Aha. Il est donc difficile à réaliser. Attacher et caresse. Assez. Enfin, sauf si vous en voulez plus (Um... Aha. To utrudnia sprawę. Zawiąż mu oczy i po prostu  go pieść. Wystarczy. No chyba że chcesz więcej).- Zawachał się po czym dał mi wyczerpująco wypowiedź.
- Plus? (Więcej?)- Przekrzywiłem głowę podając Nii kluczyki od auta.
-je ne sais pas. Il faut savoir. Mais si il est juste qu'une caresse. Juste l'ombre les yeux. Lui parler beaucoup. Écrire son nom (Nie wiem. Sam musisz wiedzieć. Ale jeżeli to on to wystarczy mu tylko pieszczota. Tylko oczy zasłoń. I mów do niego dużo. Wypowiadaj jego imię.)
-il vraiment aider ? (To na prawdę pomoże??)- Zapytałem patrząc jak pakują Yuui’ego do samochodu na miejsce pasażera i zapinają jego pasy.
-Oui. (Tak.)
-Merci.  (Dziękuje.)
-Laisser refroidir.  (Spoko.)
-J'ai besoin finir. Je t'aime. (Muszę kończyć. Kocham cię.)- Powiedziałem kiedy Nii podał mi kluczyki.
 -Je t'aime trop. Avoir une belle nuit. (Ja ciebie też kocham. Życzę miłej nocy.)
-Nice non (Miła nie będzie.)
-fera vous souhaitez parier. Sexe un peu pas mal. (Chcesz się założyć. Trochę seksu nikomu nie zaszkodziło.)
-battre (Spadaj.)- Burknąłem pod nosem naciągając na połowę twarzy kaptur.
-Accrochez-vous. Je vais après l'ours (Trzymaj się. Jadę po Misia.)
-dis Salut à lui. (Pozdrów go.)
-Laurent. Bisous. (Mhy. Całuski.)- Zaśmiał się i połączenie zostało urwanę. Mogę się założyć co teraz robi tam u siebie. Spojrzałem na nich.
- Dzięki za pomoc.- Powiedziałem odbierając kluczki i wsiadając na miejsce kierowcy. Nie lubię jeździć jego samochodem. To auto dla wysokich osób, a nie dla takich karzełków jak ja.
- Dasz sobie radę?
- Do kogo ty mówisz?- Zapytałem chociaż sam zadawałem sobie to pytanie w głowię.
- No w sumie racja.- Powiedział i odwracając się na pięcie odeszli w sobie tylko znanym kierunku. Zablokowałem drzwi auta aby nie uciekł i ruszyłem po woli w stronę hotelu starając się powstrzymać drżące ręcę. Kurwa jak jakaś cnotka niewydymka przed swoją pierwszą nocą z chłopakiem. Prychnąłem pod nosem kręcąc przecząco głową.


^^~^^

Po doprowadzeniu siebie i jego do porządku, zjedzeniu czegoś pospiesznie (on nie był nawet do tego zdolny kretyn jeden), po powaleniu go na łóżku i związaniu mu rąk oraz przywiązaniu ich do łóżka moją arafatką podszedłem do niego z jego arafatką z cieńszego materiału. Uklęknąłem przed nim próbując zawiązać mu oczy. Spojrzał na mnie tym spojrzeniem. Już nad sobą nie panował. Ja do reszty wziariowałem. Jeżeli się z tego uwolni to do dupy będą mogli mi śmiało wiadro wsadzić i zapewne jeszcze luz będzie. Zamknąłem drzwi zostawiając na nich plakietkę z napisem NIE PRZESZKADZAĆ. Zasłoniłem okna jak i zamknąłem je dla bezpieczeństwa. Zgasiłem światło. Zostawiłem tylko zapaloną lampkę nocnę. Swój i jego telefon wyciszyłem i schowałem u niego pod poduszkę (teraz korzystaliśmy z mojego łóżka).  Spojrzałem na niego. Rozłożony na moim łóżku w samych bokserkach próbował uwolnić ręcę. Sprawdziłem dla pewności jeszcze raz czy dokładnie go związałem. Przyjrzałem mu się. Nie. Wziąłem jeszcze jego krawat. Przywiązałem go mocniej do łóżka. Przezorne ubezpieczone. Przełknąłem głośno ślinę. Dlaczego z nim jest trudniej?? Wziąłem dwa łyki wody ze szklanki. Było mi gorąco. Zdjąłem z siebie koszulkę. Spodnie od dresów zostawiłem na sobie. Klęknąłem okrakiem nad nim i przeciągnąłem językiem po jego uchu. Napiął wszystkie mięśnie próbując się uwolnić. Drgnąłem, ale nie potrzebnie. Nie udało mu się to.
- Nie ruszaj się.- Szepnąłem cicho do jego ucha liżąc je co chwile.- Za to co mi zrobiłeś powinienem cię zabić, a nie robić to co robię więc masz być spokojny.- Dodałem całując krzywiznę jego brody. Dalej się szarpał.- Jeżeli nie będziesz się słuchał to cię tutaj tak zostawię.- Dodałem i pocałowałem go delikatnie w usta. Spojrzałem na niego. Dzieki bogu miał zawiązane oczy. Uchylił delikatnie wargi oddychając ciężko. Złapałem w dłonie jego twarz i pocałowałem najpierw delikatnie później coraz mocniej. Wsunąłem swój język do jego ust. Jeknął cicho. Uśmiechnąłem się wrednie. Przedzedłem co całowania jego szyi sunąc ręką w dół. Wsunąłem rękę do jego bokserek, w krótych już było mokro po wcześniejszym wytrysku. Całując go po szyi sunąłem ręką w górę i w dół pozwalając mu cicho jęczęc do mojego ucha. To Yuui którego nie znałem i nie sądziłem, że kiedykolwiek poznam. Wolną ręką zacząłem kręcić kółeczka wokół jego sutka. Przesunąłem usta w dół drażniąc drugiego jego sutka jednocześnie ugniatając jego moszne.

^^~^^

Wiedziałem, że jestem cały czerwony na twarzy. O to mogłem się wręcz założyć, za wszystkie skarby świata. Jakieś dziesięć minut temu zdarłem z niego jego bokserki pozwalając aby jego przyrodzenie poczuło się trochę swobodniej. Nie miałem już siły całować go ciągle, robić malinki i podgryzać. Muszę trochę odpocząć, ale patrząc na to co chował w spodniach nie mam co liczyć na odpoczynek. Uklęknąłem przed nim poruszając ręką trzymającą jego członek coraz szybciej. Doszedł w moje ręce. Spojrzałem na niego. Dziwne. Od jakiegoś czasu się nie szarpał. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Całowałem po woli wewnętrzną stronę jego ud masując przy tym jego pośladki. Kątem oka zobaczyłem coś co mnie załamało. Uderzyłem czołem o jego udo. Uniosłem się na rękach i przesunąłem do przodu tak aby mieć możliwość powiedzenia mu czegoś do ucha.
- Yuui… zlitowałbyś się, wiesz.- Powiedziałem sarkastycznie. Jego twarz powędrowała w stronę mojego głosu. Pocałowałem go namiętnie starając się nie tracicć przy tym rozumu. Pozwole mu dojść jeszcze raz. A później niech już się wypcha. W dupie mam to co się z nim stanie. Płynnie całując go przeszedłem na jego szyję, później coraz niżej i niżej. Ułożyłem się wygodnie między jego nogami i kiwając przecząco głową wziąłem w prawą rękę jego znowu twardego członka. Przeciągnąłem po nim po woli językiem. Napiął mięśnie drgając konwulsyjnie. Założyłem włosy lewą ręką za ucho zabierając się do roboty. Im szybciej skończę tym lepiej. Umieszczenie czegoś takiego w moich ustach… znowu naszło mnie to głupie pytanie. Jak to się we mnie mieści?? Wzruszyłem ramionami i zanurzyłęm go w ustach co chwile wyciągając go w całości jak i wkłądając. Zacząłem poruszać głową coraz szybciej.
- P…przestań…- Usłyszałem cichy jęk. Przerwałem z jego członkiem w ustach. Spojrzałem do góry. Kręcił głową jakby chcąc się zorientować gdzie się znajduję. Chyba odzystkał już trzeźwość umysłu. Zacząłem po woli go ssać nie wyciągając go z ust. Uważnie przyglądałem się temu co robił.- Przestań…- Dodał ponownie. Pokręciłem przecząco głową i zabrałem się ponownie do ostrej roboty. Mimo, że jęczał z rozkoszy nadal prosił abym przestał. Nie odzywałem się. W sumie nie miałem jak w końcu coś mi w tym przeszkadzało.- Nie chce… proszę… przes…- Urwał kiedy zakryłem mu usta. On może sobie ze mną robić co mu się żywnie podoba, a ja już nie mam do tego prawa?! Wkurwił mnie! Zakrywając mu usta, całując go po szyji zrobiłem najgłupszą rzecz o jaką w życiu bym siebie nie podejrzewał. Wsunąłem rękę do swoich bokserek i zabrałem się za rozciąganie samego siebie. Byłem w środku trochę podpuchnięty.  Kręcił przecząco głową. Jeżeli teraz się odezwę to się uspokoi. Strach zniknie a nie mam zamiaru na to pozwolić. Niech chociaż trochę poczuję się jak ja. Zszedłem z niego. Zsunąłem z siebie bresy oraz bokserki. Klęknąłem nad nim w rozkroku opuszczając biodra na jego naprężonego człokna. Jęknął w proteście. Spod arafatki na jego oczach ściekło kilka łez.

^^~^^

Poruszył się. Położyłem mu dłoń na szyi opalatając go nogami. Niech mnie nie wkurwia z samego rana. Spać mi się chce. Powinien się cieszyć, że uwolniłem mu jedną rękę (lewą oczywiście) oraz zdjąłem mu arafatkę z oczu przed moim zaśnięciem. Wtedy już spał. Teraz ja chce się wyspać. No nie da mi. Zsunął delikatnie moją rękę ze swojej szyji próbując odwązać drugą rękę. Usiadłem na nim zatapiając zęby w jego torsie. Spojrzał na mnie zaskoczony. Jego spojrzenie było przerażone.
- Przestań się wiercić. Spać mi się chce.- Warknąłem na niego układając się na nim wygodnie. Położyłem głowę na jego klatce piersiowej. Serce szybko waliło.
- Enmba…- Zaczął.
- Zamknij się. Mówię, że spać mi się chcę. 
- Ale…
- Jeszcze jedno słowo a cię pogryzę.- Warknąłem wtulając się z niego. W uchasz słszałem ciąglę bum-bum-badum-badum-dudum-bum. I tak w kółko. Jedno zaciągnięcie powietrza sprawiło, że wściekły otworzyłem oczy.- Co wyjesz??
- Dlaczego? Dlaczego mnie zabrałeś od nich?
- Nie wkurwiaj mnie swoimi bezsensownymi pytaniami jeszcze bardziej.
- Odpowiedz! Po tym co ci zrobiłem… powinieneś mnie… zabić… a ty…ała…- Jęknął kiedy ponownie go ugryzłem. Nie da mi pospać. Złapałem go za twarz.
- Spójrz na mnie.- Rozkazałem kiedy zacisnął powieki. Pokręcił przecząco głową. Przetarłem kolanem po jego kroku. Zaciągnął się głęboko powietrzem otwierając oczy szeroko. Spojrzał na mnie. Znowu ten ból co pierwszej nocy.- Patrzenie na mnie boli, prawda?? To dobrze. Więc od dzisiaj masz się na mnie patrzyć co dziennie.- Dodałem.- A teraz daj mi spać.- Wróciłem na swoją wcześniejszą pozycję zamykając oczy. Szlochał cicho pode mną, ale się nie odzywał. Wypuściłem głośno powietrze otwierając oczy.- Wiesz co?
- Hmm…?- Zapytał starając się za wiele nie mówić.
- Jesteś nie fair. Sam powiedziałeś, że dasz mi czas.
- Przepraszam, naprawdę…
- Zamknij się.- Przerwałem mu.- Eh. Obiecałeś, że nie znikniesz bez słowa. Wiesz co przeżyłem przez ostatnie trzy dni. Kiedy się nie odzywałeś?! Powiedziałem ci, że jeżeli jeszcze raz takie coś zrobisz to cię zabije!- Krzyknąłem nie podnosząc głowy do góry. Położył mi swoją rękę na głownie.- Naprawdę jesteś nie fair. A najbardziej nie fair jest to, że znowu pcham się w to bagno.- Wydukałem.
- To znaczy??
- kjfkhngjndkfr gnh jgio ji.- Powiedziałem niewyraźnie pod nosem.
- Wybacz. Nie zrozumiałem. Możesz powtórzyć.- Powiedział po chwili milczenia.
- Jeżeli to ty to w porządku.- Szepnąłem wtulony w jego pierś. Jego serce zabiło szybciej.
- Czy… czy ty wiesz co ty mówisz??
- Wiem.
- Ale po tym co zrobiłem…
- …odpowiedzialność.- Powiedziałem. Znowu cisza.
- Wybacz. Możesz mówić głośniej i wyraźniej.- Poprosił. Usiadłem na nim patrząc na niego czerwoną twarzą.
- Mówię: „To kurwa weź za to odpowiedzialność”.- Syknąłem na niego.
-Zdajesz sobie sprawę z tego co to znaczy?
- Tak. W końcu nie zapominaj, że sam powiedziałem ci to pierwszy.- Powiedziałem. Przyglądał mi się z niegowierzaniem.
- Powiedz to na głos.- Poprosił. Przecząco pokiwałem głową.
- Zwariowałeś?- Zaptałem. Spoglądał na mnie.- Nie teraz…- Dodałem ciszej. Uwolnioną ręką złapał mnie za mojego członka. Jęknąłem upadając na niego i łapiąc go za twarz.- Puść.- Zarządałem.
- Kazałeś mi wziąć za to odpowiedzialność.
- Mówię… puść…- Oddyczałem coraz szybciej kiedy zaczął poruszać ręką coraz szybciej nie pozwalając mi się ruszyć. Zgięty w pół leżałem na nim i kurczowo trzymając się jego barków pozwalałem aby robił to dalej. Zamknąłem oczy jęcząc przez zaciśnięte wargi. Chcę być szczery względem siebie. Po tym jak wypłakał wczorajszej nocy w trakcie ujeżdżania, że nie chcę abym kontynuował ponieważ chcę to robić tylko z ukochanym Enmbą wymiękłem i szepnąłem do jego ucha trzy słowa aby wiedział, że to ja. Jednym z tych słów było jego imię. Mam nadzieję, że nie słyszał reszty.
- Też cię kocham.- Szepnął mi do ucha. Otworzyłem oczy dochodząc za pomocą jego ręki.






*********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:



  1. Yay ^^
    Nawet nie wiesz jak długo czekałam na ten rozdział ^^ I wręcz przeciwnie nie jestem zła, był po prostu zbyt piękny. A końcówka zwaliła mnie z nóg. Teraz z niecierpliwością będę czekać na następny ^^ U mnie może pojawi się coś pod koniec miesiąca ;/ Niestety.
    Życzę weny i dużo czasu :*
    • ty chyba tutaj co dziennie zagladałaś… bo przeważnie komentarze pojawiały się dwa dni po dodaniu:)
      cieszę się, że ci się spodobał:)
  2. WRESZCIE SIĘ DOCZEKAŁAM!
    może to i głupie ale codziennie zaglądałam na tą stronkę choć dobrze wiedziałam, że rozdział będzie gdzieś w połowie XD
    taka mała nadzieja, że jednak będzie wcześniej.
    Nie zawiodłam się, jak zawsze zresztą.
    Rozdział był piękny, bardzo mi przypadł do gustu :D
    Tylko…
    Yuui brzmiał trochę potem tak jak taki ukeś co nieco było dziwne ;_;
    no ale potem wszystko znów było ładne, piękne i w ogóle : 3
    czekam na dalsze postępy!
    życzę jak zawsze dużej weny xD
    No i…
    DODAJ NASTĘPNY ROZDZIAŁ SZYBCIUTKO BO JAK NIE TO CIOCIA RIKKA CIĘ ODWIEDZI ;________;
  3. Hej,
    choć przeczytałam rozdział dawno temu, dopiero teraz udało mi się znaleźć chwilę aby coś skrobnąć… rozdział jest świetny, bardzo mi się podobał…. Enmba poszukuje po całej okolicy Yuuiego, no i w końcu go znajduje…. a na dodatek na scena w zaułku… tak z Enmba nie należy zadzierać…. wiesz przez chwilę myślałam, że to Enmba będzie dominował, jak ma pomóc Yuui z problemem….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie i gorąco







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...