poniedziałek, 5 lutego 2018

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.


Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdziała ostre jak brzytwa kolce?
Przejebane, prawda?
Właśnie w takim położeniu się aktualnie znajduję. Mimo, że postanowiłem, że go w sobie rozkocham to wcale a to wcale nie mam pomysłu na przeprowadzenie tego zabiegu. To nie jest tak, że wezmę sobie położę go na stole operacyjnym i wymienię mu wszystko to co sprawia, że jest taki jaki jest i co przeszkadza mi w tym czego chce dokonać.
To żywa istota. Zdrowa (chyba) więc nie mogę… chociaż gdybym mógł…
Spojrzałem przed siebie.  Uśmiechnąłem się pod nosem. Enmba zasuwał w stronę swojej klasy z jawnym zamyśleniem wymalowanym na swojej facjacie. Naszła mnie właśnie dzika ochota aby go pocałować ale szybko odgoniłem od siebie tą myśl. Ja mam go w sobie rozkochać a nie zrobić z niego mordercę.
- Nad czym tak pan myśli?- Zapytałem specjalnie używając sarkastycznego tonu przy wypowiadaniu słowa „pan”.
- A czy to ważne?- Zapytał nie patrząc nawet w moim kierunku. Ociupinkę zmarszczył czoło. Denerwowała go moja obecność. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- No jeżeli coś tak ewidentnie pana denerwuje to znaczy, że musimy o tym pogadać aby czasami znowu nie uderzył pan żadnego ucznia.- Powiedziałem. Obdarzył mnie chłodnym spojrzeniem. Zaśmiałem się cicho.
- Co ty w ogóle tutaj robisz? Ta droga nie prowadzi ani do pokoju nauczycielskiego, ani do gabinetu lekarskiego czy dyrektora?- Zapytał. Czekałem na ten tekst od momentu kiedy się z nim zrównałem. Uśmiechnął się. Właśnie znalazłem sobie nowe zajęcie. Są to próby odgadnięcia co takiego w danej chwili myśli Enmba.- No słucham?
- Mam odebrać dokumenty nowego ucznia od ciebie z klasy dotyczące jego wcześniejszego przebiegu leczenia,.
-Wiedziałeś?- Zapytał otwierając drzwi od swojej klasy w które przed chwilą coś głośno walnęło. Wypuścił głośno powietrze i wszedł go klasy, a ja jak kiedyś w liceum podążyłem za nim…

Siedziałem w kawiarence naprzeciwko szkoły. Przede mną stał kubek ciepłej czekolady oraz siedział nie kto inny jak Sasuke. Upierał się, że chcę się ze mną spotkać więc przystałem na jego dręczycielskie mnie od samego rana telefony oraz sms’y.
- No to ja słucham?
- Nie. To ja słucham.
- Ale czego, bo nie za bardzo rozumiem o co chodzi?- Zapytałem i sięgnąłem po swój kubek. Napój zrobił się już odrobinę chłodniejszy.
- Chce wiedzieć jak to się miały sprawy między tobą i Enmbą. Jak to się zaczęło i w ogóle. Bo jak zapytałem o to Enmbę to mi powiedział, że to się nadaje tylko do lamusa i nic poza tym.
- Do lamusa? Tak powiedział?- Zapytałem zaskoczony odkładając kubek na stole.
- No coś w ten deseń. A Sakura i pozostali nie wiedzą jak to się dokładnie zaczęło. Powiem ci szczerze, że Ashias, Shino, Aoi i Maki powiedzieli mi, że o was dowiedzieli się dopiero w dzień wypadku Enmby. Sakura mówiła, że wiedziała od jakiegoś wypadu na Okinawę, a ile to tak naprawdę trwało?
- Eh… Zaczęło się na początku roku w drugiej liceum. Wchodzę sobie do klasy z Ashiasem, a tutaj Enmba podchodzi do mnie. Myślę sobie „Chcę się bić” a on całuje mnie na oczach całej klasy.
- Co?! Czekaj?! On zrobił pierwszy krok?- Sasuke wstał na prostych nogach gapiąc się na mnie jak ciele w malowane wrota.
- To było zadanie w pewnej grze. Później ja dostałem trochę bardziej rozbudowane zadanie w tej samej grze no i…
- Jakie to było zadanie?
- Słucham?
- No ja pytam jakie ty zadanie dostałeś?- Zapytał. Spojrzałem na niego oniemiały po czym spojrzałem w bok. Zasłoniłem usta dłonią i powiedziałem niewyraźnie:
- Miałem mu obciągnąć.
- O… a… i jak było?
- Nie wiem, go się zapytaj.
- No i co było dalej.
- Później został na tydzień moim niewolnikiem i wtedy pierwszy raz poszliśmy na całość. A wiesz jak to jest… jak raz się tego skosztuje to chce się to robić cały czas. Oczywiście wiele razy się kłóciliśmy i w ogóle….
- A kiedy zaczęliście ze sobą chodzić?
- My ze sobą nie chodziliśmy.- Powiedziałem zaskoczony jego pytaniem. Otworzył szerzej oczy i spojrzał na mnie nie dowierzając w moje słowa.
- Ale jak to? Ja myślałem, że ze sobą chodziliście.
- Nie. My ze sobą przebywaliśmy i sypialiśmy.
- Ale miłość sobie wyznaliście.- Powiedział pewny tego stwierdzenia. Zaśmiałem się gorzko  i pokręciłem przecząco głową.- Nie wyznaliście…?
- Nie do końca. To skomplikowane.
- Nie rozumiem. Przecież Enmba cię kochał.
- Nim można bardzo łatwo manipulować.
- Co masz na myśli mówiąc takie rzeczy?
- Podświadomie wiedział, że w liceum go kochałem, ale starczyło jedno moje słowo, które temu zaprzeczało uwierzył w nie.
- Żartujesz?
- A czy ja wyglądam na takiego który by żartował w takiej chwili?
- No nie. Ale jak to się stało, że już ze sobą nie jesteście?- Zapytał wpatrując się intensywnie w moje oczy. Wypuściłem głośno powietrze z płuc. Przecież to wszystko mógł mu opowiedzieć Enmba. I jakie „już”? My wcale ze sobą nie byliśmy.
- W dzień jego wypadku jego brat przyłapał nas w dość nietypowej sytuacji i doszedłem do wniosku, że jeżeli nie powiem mu że chciałem się tylko zabawić to on go zatłucze na śmierć. Nie wiedziałem, że tak to się później potoczy.
- Tak? Czyli jak?
- Pewnie wiesz, że Enmba miał wypadek.
- Tak. W dzień swoich urodzin.- Powiedział. Przez moje ciało przeleciał zimny dreszcz. W dzień swoich urodzin? Ale…
- Co? Jak to w dzień swoich urodzin.
- 15-ego czerwca. Wtedy miał urodziny i wypadek. No ale cóż z tego.- Powiedział chłopak i upił łyk swojego napoju. Ja już swojego nie miałem. A więc Enmba miał urodziny 15-ego czerwca. Jakoś nigdy nie miałem okazji zapytać go o datę jego urodzenia. W sumie to o wiele rzeczy miałem okazji go zapytać.
- …hmmm. Wypchnął mnie spod samochodu i sam pod niego wpadł.
- Nikt mi tego nie mówił.
- Nikt ze starej paczki nie lubi o tym mówić.
- I co się stało później?
- Przez długi okres czasu był w śpiączce.
- Odwiedzałeś go w szpitalu?- Zapytał. Spojrzałem na niego. Powiedzieć mu prawdę czy może jednak trochę ją nagiąć. Zadawał za dużo pytań. Shino i tak pewnie sprostuję moją wypowiedź. A ja… ja nie byłem gotowy na to aby powiedzieć mu całą prawdę.
- Bardzo długo. Raz w miesiącu oddawałem mu swoją krew bo mamy taką samą grupę. Kiedy musiałem wyjechać bo w życiu znowu mi się pokomplikowało Sakura zadzwoniła do mnie miesiąc później, że się wybrudził. Chcieli wiedzieć czy przyjadę.
- Pojechałeś?
- A jak myślisz?
- Dlaczego nie pojechałeś?
- Nie mogłem. Wcześniej pobiłem się z jego bratem jak chciał mnie wywalić ze szpitala przez co mój brat miał problemy, później dowiedziałem się że Tosa wyszedł  z więzienia. Wiedział gdzie mieszkam i kim jestem więc znowu zmienili mi imię i nazwisko. No w sumie samo nazwisko i przenieśli do innego miasta. Nie mogłem się z nikim kontaktować.
- Nie było łatwo.
- Oj nie było. Hikaru dość często zamykał mnie w domu abym nie uciekł. Obiecałem Sakurze, że kiedy sprawa przycichnie to wrócę. Ale kiedy chciałem to zrobić Sakura zadzwoniła i powiedziała, że odszedł z domu już tam nie mieszka i nie chce z nikim się kontaktować jak na razie. Później Aoi mi doniosła że ma kogoś nowego. Zapomniał o mnie. Więc i ja szukałem i znalazłem kogoś innego ale wszystko wytrzymywało tak miesiąc góra dwa. Nic się nie kleiło. A kiedy już o nim zapomniałem uczuciowo, pojawił się u nas w szkole jako nauczyciel.
- Musiałeś być w szoku.
- Byłem. Ale on mnie nie rozpoznał.
- I co wtedy?
- Doszedłem do wniosku, że nie będę mu niszczył życia.
- Ale…
- Słuchaj. W liceum kochałem tego wrednego dzieciaka o dwóch twarzach. A teraz kocham tego brutalnego faceta ze specyficznym poczuciem humoru.- Powiedziałem i uśmiechnąłem się wrednie.
- Wiedziałeś?
- Skapnąłem się w połowie.
- Ile z tego to ściema?
- Powiem ci jak się rozłączysz. Nie muszą wiedzieć wszystkiego.
- Już się rozłączył. Sam.
- Shino.
- Enmba.
- No to zajebiście. No dobra. Sakura fakt zadzwoniła do mnie kiedy się wybudził. Nigdy nie chciałem do niego wracać. Zniknąłem z jego życia. Nie interesowało mnie z kim jest i co robi. Ważne aby żył. Aoi też mi o jego byłych nie donosiła bo nie mieli mojego telefonu.
- Wredny jesteś.
- Nie mniej niż ty próbując coś ugrać swoich zachowaniem.

^^~^^

Siedziałem u siebie w gabinecie w szpitalu. Przypominałem sobie to co się stało później po naszej rozmowie. Mieliśmy już wychodzić kiedy usłyszeliśmy głos Enmby i jego brata. Jego brat powiedział mi, że Enmba zna CAŁĄ prawdę. Bardzo mnie to wkurwiło delikatnie powiedziawszy. A kiedy wyszliśmy za nim z kawiarenki on wsiadał do jakiegoś samochodu prowadzącego przez nie znanego mi faceta. Wtedy ogarnęła mnie zazdrość i furia. Jak mógł wsiąść do czyjegoś auta po tym jak mu powiedziałem, że mam zamiar go w sobie rozkochać.
Przecież nie planowałem tego zrobić z zaskoczenia. Wiedział co go czeka, żeby później nie jęczał mi, że byłem nie fair. W sumie mógłby pojęczeć ale w sypialni…
Pokręciłem przecząco głową. Muszę się skupić bo mam dzisiaj trochę roboty, a przecież nie będę myślał o tym co bym mu zrobił gdyby on mi na to wszystko pozwolił.
- Panie Doktorze.- Uniosłem głowę na dźwięk wypowiadanej już nie wiem który raz formułki albo zwrotu grzecznościowego.
- Tak.- Uśmiechnąłem się delikatnie do siostry Mamiko. Młoda kobieta. Z trzy lata starsza ode mnie. Lubiłem z nią pracować.
- Ma pan pacjenta, ale będą delikatne komplikacje.
- Co się stało?
- Będzie zdjęcie szwów, ale pacjent powiedział, że nie wolno mu dać żadnego znieczulenia.- Powiedziała. Zmarszczyłem czoło i wyciągnąłem w jej kierunku rękę aby podała mi kartę pacjenta.
- A pacjent ten to…
- Enmba Haruichi.
- O.- Powiedziałem i zajrzałem do jego karty.
- Zna go pan?
- Tak. Ja mu zakładałem te szwy.
- U nas?
- Nie. Na wypadzie do gorących źródeł.
- Aha.- Powiedziała tylko tyle. Ktoś inny za chwilę zaczął by sę dopytywać co, jak, gdzie, kiedy, po co, i dlaczego? Ale nie ona. Mamiko przyjmowała tylko tyle ile się jej powiedziało. Reszta jej nie interesowała. Gdybym był hetero to bym się w niej chyba zakochał. Ale cóż…
Jestem homo, a koleś którego kocham właśnie siedzi na korytarzu przed drzwiami do mojego gabinetu i skubie uparcie szwy wstające mu z ręki.



^^~^^

Skręciłem w wąską uliczkę. Wiedziałem, że dzięki temu dojdę szybciej do sklepu znajdującego się niedaleko mojego domu. Chciałem zrobić szybko jakieś zakupy i coś przegryźć. Jakieś pół godziny temu zadzwoniła do mnie Sakura i powiedziała, że Aoi zaprasza całą paczkę do nich. Zdziwiłem się trochę. W końcu kobieta nie uważała mnie nigdy za członka swojej paczki. Ale Sakura się uparła, że zaproszenie dotyczy również i mnie tak więc musiałem z nimi jechać chociaż szczerze za bardzo nie miałem ochoty.
Zacząłem kolejną bzdurną grę z tym idiotą i wiem, że będę cierpiał. W końcu jego mina po tym jak delikatnie go pocałowałem i to nie w usta w moim gabinecie w szpitalu mówiła sama za siebie. Obrzydzenie, przerażenie i nienawiść. A ja powiedziałem, że go w sobie rozkocham.
Zaśmiałem się cicho pod nosem. Ja to serio byłem głupi. Niby tyle szkół miałem pokończonych ale tak naprawdę to, to wszystko było gówno warte.
Podchodząc pod sklep zobaczyłem tam znajomą grupkę dzieciaków. Kaien, Al., Didi, Sznorówa, Kon’an i Gizi. Kaien siedział jako jedyny na barierce odgradzającej chodnik od jezdni. Pozostali siedzieli na schodkach prowadzących do sklepu. Zaśmiali się głośno kiedy z jego środka wyszła pewna zakapturzona postać. Kaien coś za nią zawołał, ale byłem za daleko aby usłyszeć co takiego mówił. Owa osoba pokazała mu tylko środkowy palec i odeszła szybko w swoją stronę.
Przekrzywiłem głowę i idąc za przykładem owej postaci ubrałem na głowę kaptur. Podchodząc do sklepu usłyszałem siarczystą masę przekleństw.
- …zajebie jej! Kurwa, szmata pierdolona!- Kaien nie szczędził sobie żadnych słów. Przeszedłem koło nich w ciszy. Zagadam do nich jak będę wychodził ze sklepu.- Hej! Lala!- Krzyknął i w tej samej chwili dostałem jakimś papierkiem w głowę. Zatrzymałem się. Lala? Ja?! Ponad dwumetrowy facet to dla niego Lala?!- But ci się rozpierdala!- Zawołał i zaśmiał się głośno. Uśmiechnąłem się szeroko i wypuściłem głośno powietrze. Przybrałem poważny wyraz twarzy.
- Po woli, po woli i tobie się rozpierdoli.- Powiedziałem odwracając się w jego stronę. Zachłysnął się głośno powietrzem i zeskoczył poprędce z barierki.
- Ojisan.- Powiedział ze skruchą w głosie.
- Kaien.
- Ja… przepraszam.. ja…
- Masz szczęście, że to byłem ja, a nie Enmba-sensei. Mówiłem ci wiele razy, że masz nie zaczepiać przypadkowych przechodniów tylko dlatego, że jakaś „kurwa, szmata pierdolona” pokazała ci środkowy palec na twoją zaczepkę.
- Widział… widział to pan?
- Ślepy nie jestem wbrew pozorów.


^^~^^


Przystanąłem razem z Sakurą i Ashiasem przed drzwiami wejściowymi do domu Enmby. Okno prowadzące na „ganek” było otwarte dlatego bardzo dobrze słyszeliśmy o czym rozmawiali domownicy mimo tego iż nie chcieliśmy podsłuchiwać. No nie wiem jak oni. Ja nie chciałem.
- Ale ja tego nie robię z dziewczyną.- Usłyszałem głos Enmby. „Tego” czyli czego?
- A chciałbyś spróbować?
- A co? Chętna?- Zapytał i zaśmiał się cicho. Sakura równie cicho zapukała do drzwi jakby nie chcąc im przeszkadzać.
- Śniadania nie jadłaś?- Zapytałem. Pokazała mi język i na tym się skończyło. Na progu stanęła Aoi. Spojrzała na nas i uśmiechnęła się szeroko. Nawet do mnie co mnie bardzo zdziwiło. Czyżby coś knuła?
- Co wy robicie?- Zapytała zaskoczona Sakura kiedy za plecami Aoi dojrzała dość dziwną scenę. Enmba obejmujący Maki w pasie. Dziewczyna z zarzuconymi na jego szyi rękoma. Ich nosy stykały się ze sobą. Wyglądało jakby chcieli się pocałować. Tak przy Aoi?!
Od razu przypomniała mi się jego mina kiedy pocałowałem go dzisiejszego dnia… Zabolało. Spojrzał w naszą stronę i uśmiechnął się szeroko.
- Będziemy się całować.
- Hę?- Zapytał Ashias ściągając buty. Ja w milczeniu pozbyłem się swoich.
- No.
- Ale was się żarty trzymają.
- Oni nie żartowali.- Aoi odpowiedziała na komentarz Sakury. Drgnąłem. Chcieli to zrobić na serio. Widocznie się pomyliłem i Enmba odmieniła się orientacja. A może wrócił do tego co było zanim poznał mnie. W końcu nigdy mi nie powiedział, że jest gejem albo Bi. Zakochałem się w nim, spałem z nim a nawet nie wiedziałem jakiej jest orientacji.- Gdybyście nie weszli pewnie już by to zrobili.
- Żartujesz?
- Nie. Dość często wdając się w jakieś bezsensowne tematy i później sobie na złość sprawdzają różne teorie.
- Np.?
- Np. ostatnio cały dzień trzymali się za ręce.- Odpowiedziała na moje pytanie i wpuszczając nas przodem do salonu. Nie spodobało mi się to. Dlaczego Maki go dotykała?
- I ty się na to godzisz?
- Przecież oni wiedzą, że jeżeli się zejdą naprawdę lub coś w ten deseń to ich zabije.- Powiedziała Aoi. Enmba zaśmiał się głośno i uwolnił się z rąk Maki.
- Spokojnie siostra. Przecież ze sobą nie śpimy.
- To tylko kwestia czasu aż i do tego będzie dążyć wasz rozmowa.- Powiedziała. Enmba i Maki spojrzeli na siebie po czym odskoczyli od siebie jak poparzeni i zaczęli symulować wymioty. Udawali czy oni tak na poważnie?
- Idźcie się leczyć.- Powiedziała Sakura kiedy Enmba usiadł koło niej. Chłopak pokazał jej język i sięgnął po garstkę solonych orzechów znajdujących się na stoliku. Aoi postawiła przede mną szklankę z zimną colą.
- Dzięki.- Powiedziałem uśmiechając się delikatnie. Kiwnęła głową i podeszła do Ashias’a.
- Weź mi nic nie mów o leczeniu. Dzisiaj byłem na zdjęciu szewków. U jakiegoś sadysty.
- A kto dzisiaj przyjmował?
- A zgadnij?- Zapytałem odstawiając do połowy opróżnioną szklankę na stole. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Ty?
- No ba.
- To, co ty

- To, co ty mu zrobiłeś, że stwierdził, iż jesteś sadystą?- Zapytała Aoi. Wszyscy weszli do salonu. Siedziałem na podłodze naprzeciwko telewizora.
- Gdybym powiedział to by mnie pewnie zabił.- Powiedziałem uśmiechając się do swoich myśli i tej jego miny, kiedy „pocałowałem” go u siebie w gabinecie. Gdyby wtedy asystująca mi siostra odwróciła się wcześniej pewnie teraz nie siedziałbym w tym salonie.
Spojrzałem do góry kiedy przed moimi oczyma pojawiło się opakowanie na płyty. Zerknąłem na nie zaskoczony po czym spojrzałem na osobę, która mi to podawała. Enmba. Uniosłem brew do góry kiedy rzucił je na moje kolana.
-Masz. Nie potrzebne mi to już.
- Co to?- Zapytałem mało inteligentnie. Otworzyłem pokrowiec i zajrzałem do środka. Na każdej płycie widniał mniej więcej ten sam napis „Enmba. Szpital. Dzień…” tylko numery dni się zmieniały. Już nie musiał mi odpowiadać. Wiedziałem co się tam znajduje.
- Płyty.- Usłyszałem odpowiedź.
- Hę?- Zapytałem ale jednak myślami pognałem do zdarzeń jakie mnie spotkały kilka lat temu. Wszystko było tutaj ujęte. Na tych płytach. I Enmba to widział. Dlaczego?
- Dostałem je od Yo.
- Od kogo?
- Od matki.- Powiedział. A więc to ta suka mu to wszystko powiedziała?! To przez nią… Wypuściłem głośno powietrze z płuc i schowałem płyty do kieszeni bluzy.
- Shion i Sasuke już pojechali?- Zapytała Sakura. Byłem jej wdzięczny za zmianę tematu. Naprawdę nie chciałem teraz o niczym myśleć. Przysłuchiwałem się dokładnie rozmową jakie toczyły się na salonach.
- Naprawdę byłem zaskoczony, kiedy go zobaczyłem.- Powiedział Ashias sięgając po sok.
- Ashias nie tylko ty.- Powiedział Enmba szukając w telewizji jakiegoś programu. Po chwili zatrzymał się na jakimś muzycznym ścierwie przyciszając je delikatnie.
- Ale Sasuke nie powiedział nam dokładnie jak to wyszło, że dowiedziałeś się, że on to on.- Skłamała Sakura. Uśmiechnąłem się pod nosem wpatrując się w ekran na którym młode dziewczyny biegały w samych majtkach i tańczyły do tego niby w erotyczny sposób.
- A ile wam Sasuke powiedział?
- Że poznał cię w pracy. Niby mu coś tam pomogłeś i wyszło w praniu, że się znacie.
- No to powiedział wam prawdę.
- Ale jak to się stało, że to wyszło.- Sakura w uparte wierciła mu dziurę w brzuchu.
Co ja tutaj robię?
W mojej głowie pojawiła się właśnie taka myśl. Dlaczego siedzę teraz u niego w salonie i przysłuchuję się temu jak spał ze swoim przyjacielem? Przecież ten temat mnie denerwował i w ogóle nie chciałem go zagłębiać więc dlaczego tutaj siedziałem? Dlaczego w ogóle tutaj przyszedłem. Mogłem sobie na spokojnie odpoczywać w domu po pracy, ale nie. Ja głupi musiałem tutaj przyjść i w ogóle teraz tutaj siedzieć. W sumie nie ważne ile razy zadam sobie to krótkie pytanie „dlaczego” odpowiedź będzie taka sama.
Bo go kochasz.
I już wszystko jest jasne. O głupi ja!
- Yuui słyszałam, że pracujesz też w naszym szpitalu?- Zapytała Aoi. Przeniosłem na nią nie za bardzo łapiący o co biega wzrok. Nie wiem co miała na celu zadawać to pytanie, ale skoro je zadała to wypadałoby odpowiedzieć.
- Ta. Ale częściej znajdziesz mnie w szkole.
- A dlaczego nie w szpitalu?
- Nie wiem.- Odpowiedziałem aby się odczepiła.
- O.- Aoi zdobyła się tylko na taką odpowiedź. Czyli teraz właśnie skończyła się nie interesować moim życiem. Enmba prychnął cicho pod nosem. Przeniosłem na niego swoje spojrzenie.
- Jakiś problem?
- Nie, żaden.- Powiedział lekceważącym tonem. Zmieliłem w ustach przekleństwo.
- Gdybym was nie znała doszłabym do wniosku że coś się między wami znowu stało tak jak kiedyś na dachu.- Powiedziała Sakura. Enmba zachłysnął się powietrzem. Moje serce przyspieszyło tak samo jak mój oddech.
- Na dachu?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego aby dać mu do zrozumienia, że ma się zamknąć.
- Ja w przeciwieństwie do was wiedziałem o niech o dużo wcześniej, a nie w dzień wypa…no w ten dzień.
- I nic nie mówiłaś?
- A czy któreś z was pytało?- Zapytała i spojrzała wyczekująco na Enmbę. Ten odwrócił speszony wzrok patrząc gdzieś w bok. Widać że ten planuję skłamać. Eh…
- Wydaję ci się. Nic między nami się nie stało.
- Nic a nic.- Powiedziałem z ironią w głosie. W końcu prawie przeleciałem go u siebie na chacie i na Okinawie (znowu) oraz pocałowałem go dzisiaj. W sumie ma rację. To nic. Dla niego…

^^~^^

- Yuui?- Odwróciłem się w stronę Maki. Dziewczyna stała przy schodach prowadzących do góry. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Tak?
- Mam prośbę.
- Taaak?
- Czy zaniósłbyś Enmbę do jego pokoju. Nie chcę aby spał w salonie na kanapie gdzie jutro idzie do szkoły.- Powiedziała. Uniosłem jedną brew do góry. Złożyła ręce jak do modlitwy.- Proszę, proszę, proszę, proszę.
- Dla mnie to nie problem. Gorzej z nim i z Aoi.
- Aoi się nie przejmuj.
- Na pewno?- Zapytałem. Pokiwała z entuzjazmem głową. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i wszedłem ponownie do salonu, w którym Sakura i Ashias od jakiś pięciu minut żegnali się z Aoi.
- Yuui? Już wychodzimy.- Powiedział Ashias.
- Wiem.- Powiedziałem i podszedłem do Enmby który spał na kanapie. Zmierzyłem dokładnie jego śpiące ciało. Koszulka delikatnie podwinęła mu się do góry ukazując bliznę po nożu. Wsunąłem mu delikatnie ręce pod kolana oraz pod plecy i bez trudu uniosłem go do góry.
- Co ty robisz?- Warknęła Aoi. Wyminąłem ją i wszedłem do holu.
- Który to jego pokój?- Zapytałem Maki. Za mną z salonu wyszli pozostali.
- Pierwsze drzwi przy schodach.- Powiedziała dziewczyna.
- Za raz wracam.- Rzuciłem do Ashiasa i Sakury po czym zacząłem wchodzić do góry. Był lekki. Jak zawsze zresztą. Czy on się dobrze odżywia? Wziąłem głębszy oddech. Ładnie pachniał. Tak jak Enmba tylko trochę bardziej… męsko. Uśmiechnąłem się pod nosem na to stwierdzenie.
-  Co ty robisz do cholery jasnej?- Syknął chłopak. Zerknąłem w dół. Nie spał. Wpatrywał się we mnie swoim czujnym spojrzeniem.
- Cicho. Wszystkich pobudzisz.- Szepnąłem, ale tak naprawdę nie chciałem aby wszyscy na dole wiedzieli, że już się obudził. Zabraliby mi zabawę.
- Postaw mnie na ziemi.
- Maki kazała cię położyć do łóżka.
- Sam się położę.
- Nie wątpię.- Prychnąłem podchodząc do drzwi jego pokoju.
- Więc mnie postaw.
- Nie.
- Yuui…- Zaczął. Spojrzałem na niego gniewnie. Czy chce mi zabrać te jedyne momenty bliskości przy których mnie nie tłucze, nie wyzywa ani się nie drze? Niech zapomni. Doniosę go do tego jebanego łóżka, czy chce czy  nie.
- Rozebrać cię?- Zapałem z kpiną w głosie kiedy położyłem go na łóżku. Spojrzał na mnie czujnym spojrzeniem.
- A w dziób chcesz?
- Nie, dzięki.- Odpowiedziałem i w tej samej chwili zapragnąłem go pocałować tak naprawdę. A chuj. Najwyżej mnie walnie.
- No i masz moją odpowiedź.- Powiedział i usiadł na łóżku w tym samym momencie kiedy się nad nim pochyliłem. Ha! Mogę powiedzieć, że to przez przypadek. Enmba zesztywniał na moment po czym odsunął się delikatnie do tyłu. Złapałem go za twarz i przysunąłem ponowie na swoje miejsce pogłębiając pocałunek. Odwzajemnił go splatając swój język z moim. Serce zrobiło kilka koziołków z radości by po chwili poleśnie jebnąć o podłogę kiedy ten delikatnie mnie od siebie odsunął. Ale delikatnie. Nie mocno.
- Trzeci stopień całowania. Tak całuję cię ja.- Powiedziałem z uśmiechem na twarzy. Przyglądał mi się z chęcią mordu wypisaną w oczach.- Jeżeli ktoś jeszcze cię tak pocałuję, to cię ukarzę.- Dodałem i podszedłem do drzwi.
- Zabiję cię.- Syknął za mną. Uśmiechnąłem się pod nosem. Jarają mnie jego groźby.
- Dobranoc.- Powiedziałem i wyszedłem z jego pokoju zamykając cicho drzwi. Usłyszałem za nimi cichy jęk.
- Ja pierdole, kurwa jego mać!- Usłyszałem jego stłumiony krzyk. Zaśmiałem się cicho pod nosem i wszedłem na dół. Pozostali czekali na mnie przy drzwiach.
- Perw-Yuui się cieszy.- Powiedziała Sakura. Spojrzałem na nią jak na idiotkę.
- Jak ty mnie nazwałaś?
- A nie jesteś niby Perw-Yuui? Co ty mu tam zrobiłeś?- Zapytała ponownie. Uśmiechnąłem się jak rasowy pedofil, który przez przypadek trafił do przedszkola.
- Nadając mi taką ksywkę powinnaś wiedzieć.
- Perwers.- Powiedział Ashias. Zaśmiałem się cicho.
Miłość uskrzydla… stara miłość, która na nowo się obudziła trochę stopuję te skrzydła, ale nadal można latać. A dla takiego zboka jak ja to jak paliwo na kolejnych kilka dni.
Następnym razem muszę spróbować czegoś innego…

***********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Witam,
więc Yuui wiedział o tym, że ktoś słyszał całą rozmowę, jaki zazdrosny… czekam na dalsze części z wielką niecierpliwością…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie

13. „ A podobno dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi”.13.


Przede wszystkim: Przygnieść go. Jeżeli nie będzie mógł się ruszać nie będzie mógł mnie bić, a wtedy normalnie będę mógł chodzić do pracy bez zbędnego tłumaczenia typu „A wiece. Były ex i te sprawy”. Ex? Jasne. Nawet nie wiem czy wtedy ze sobą chodziliśmy.
- Uspokój się.- Syknąłem mu do ucha kiedy mimo wszystko nadal się szarpał. Nic sobie z tego nie robiąc okładał moje plecy gradem ciosów, szczypał mnie, drapał i gryzł niczym dzieciak. Czy on myślał, że takie coś sprawi iż się ruszę? Chyba zapomniał przez co przechodziłem kilka lat temu?
- ZŁAŹ ZE MNIE TY ZBOCZEŃCU!- Ryknął czerwony na twarzy. Zakryłem mu usta dłonią. Jeżeli nadal będzie tak wrzeszczał sąsiedzi go usłyszą. No i bolała mnie głowa. Nie miałem ochoty słuchać jak się wydziera.
- Zamknij się.- Syknąłem starając się stłumić ból głowy. Właśnie teraz zamarzyłem o ciepłym łóżeczku i ciszy. A muszę leżeć na nim i słuchać jego krzyków. W sumie nigdy mi nie przeszkadzało leżenie na nim. No i jego krzyki też nie były mi przeszkodą, ale krzyki z rozkoszy, a krzyki bo chcę mu się mordę podrzeć to dwa różne rodzaje krzyku.
Syknąłem cicho i zabrałem zaskoczony dłoń kiedy poczułem jak jego ostre zęby wbijają się w jej wnętrze. Spojrzałem na nią. Ta pijawka ugryzła mnie aż do krwi. Spojrzałem na niego wkurwionym spojrzeniem. Gryźć mu się zachciało? Już ja mu pokarze co to dla mnie znaczy! Pierdole wszystkie postanowienia! Podniosłem się i złapałem go mocno za ramię. Szarpnąłem nim i stawiając go do pionu popchnąłem w stronę swojego pokoju. Tam jest ciemno, cicho i jest mięciutkie łóżko. A że będę w nim miał kogoś takiego jak on to mi to nie przeszkadzało. Złapałem go za włosy i popchnąłem delikatnie na łóżko, chociaż za pewne użyłem za dużo siły. Wiedziałem, że jeżeli zrobię to delikatniej i w mniej chamski sposób to ten z łatwością się uwolni.
- Jeżeli tylko w ten sposób zrozumiesz, że masz się nie wydzierać i masz być spokojny to dla mnie bajer.- Warknąłem ściągając z siebie koszulkę. Przynajmniej do spania nie będę musiał jej ściągać, a teraz go nastraszę. Poderwał się z łóżka. Złapałem go w pasie ramieniem i z łatwością odesłałem tam skąd zlazł. Uderzył plecami o ścianę i jęknął zbolałym głosem.
- CHYBA CIĘ DO RESZ…- Nie będzie mi się tutaj wydzierał. Przyłożyłem mu rękę do ust przyciskając ją mocniej aby nie mógł mnie znowu ugryźć. Po wgramoleniu się na łóżko przyciągnąłem go wolną ręką sadzając go między nogami. Przyciskając rękę na jego twarzy zmusiłem go do tego, aby oparł się o mój tors. Wtedy ten wredny świr wpadł w szał. Zaczął okładać mnie rękoma po nogach, ręce która obejmowała go w pasie. Pchał nogami jak dzika świnia na uwięzi i napierał dłońmi na moje biodra. Wypuściłem głośno powietrze i bez trudu odpinając mu jedną ręką guzik od spodni wsunąłem pod nie wolną dłoń. Enmba zamarł kiedy moja ręka zacisnęła się na jego penisie. Zacząłem szybko poruszać ręką zaciskając ją z trochę większą siłą niż by wypadało. Podkulił kolana i wywalił biodra do góry, przez co było mi nie wygodnie. Noż kurwa!
Ścisnąłem go mocniej. Pisnął z bólu i wrócił do wcześniejszej pozycji. Wróciłem do poruszania ręką. Czułem na twarzy ciepło bijące z jego karku. A jego zapach. Aż mi się zakręciło w głowie.
- Nie ruszaj się.- Warknąłem cicho do jego ucha. Zadrżał, ale chyba nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Mnyfjbdfwerojefrfeoifbwee Ufie wehenmfjkjfrjhJrfHefujerkhrgoaffpioweswkhgfapisfgikgfhasloiwefihjefwweijewf we weriieruju ef weehr.- Zamajaczył w moją dłoń. Nie wiadomo ile języków jeszcze bym się nie nauczył jego aktualna paplania nie miała dla mnie w ogóle sensu.
- Nie trzeba był się wydzierać. Mogliśmy załatwić wszystko pokojowo, ale ty jak zawsze nie potrafisz.- Powiedziałem przyspieszając ruchy ręką. Wsunąłem ją głębiej w jego bieliznę i zacisnąłem na mosznie ugniatając ją w miarowych ruchach. Zaczął szybciej oddychać.- Kto ci powiedział gdzie mieszkam?- Zapytałem odsłaniając delikatnie jego twarz. Musiałem szybko zareagować, bo jeszcze może zacząć się drzeć.
- Pierdol się!- Warknął i odchylił głowę na bok. Domyśliłem się o co mu chodzi. Zaśmiałem się. Jeżeli tak stawia sprawę. Proszę bardzo.
- Poczekaj jeszcze chwilę, a będę to robił.- Powiedziałem i przesunąłem rękę z moszny na jego kutasa, który zaczął drżeć. Dużo mu nie trzeba było.- Nie chcesz mówić… No to świetnie.- Dodałem. Jęknął głośniej spodziewając się tego co się z nim dzieję. Odrzuciłem myśl, że przecież ze mną dzieję się dokładnie to samo co z nim. Tylko, że ja miałem luźne spodnie, a on… On znowu mnie ugryzł kiedy chciałem zasłonić mu ust. Zaśmiałem się cicho i przyciągnąłem go bliżej siebie. Ciekawe czy teraz będzie taki chojrak. Szarpnął swoim ciałem ocierając się o moje krocze i zamarł na chwilę.
- Puszczaj!- Głu…- Urwał. Trzy szybkie ruchy i skończył w mojej ręce napinając wszystkie mięśnie i zginając się w pół. Czy mi się wydawało, czy reagował bardziej niż w młodości?
- Oho. Ktoś chyba właśnie doszedł.- Powiedziałem i oblizałem palce, które dopiero co wyciągnąłem z jego majtek. Gorzki smak. Zmienił się. Nieźle trzeba mieć najebane we łbie aby pamiętać smak spermy kolesia z którym spało się prawie pięć lat temu. Wyrwał mi się w objęć i dopadł do drzwi. Nie pozwolę mu tak szybko odejść. Jeszcze ja się musze zadowolić. Trzy szybkie kroki i moja ręka z głośnym trzaskiem zatrzymała się na drzwiach nad jego głową. Uniósł głowę do góry aby spojrzeć na moją rękę, ale nie odwrócił się w moją stronę. Pochyliłem się nad nim i chuchnąłem mu delikatnie w szyję.- Wiesz, że nie lubię przerywać…- Powiedziałem i złapałem kosmyk jego włosów w palce. Były miękkie. Takie jak zapamiętałem. Zadrżał.
- Ty skończony idioto myślisz, że przyszedłem tutaj po to abyś mnie przeleciał.?- Zapytał sycząc przez zęby, ale nie spojrzał na mnie. Nadal gapił się na drzwi. Nic się nie zmienił. Zaśmiałem się cicho.
- Po części tak. Zawsze tak było.
- Chamie!- Krzyknął. To i tak najdelikatniejsza obelga jakiej spodziewałem się od niego usłyszeć. Już nie mówiłem o „idiocie” bo to prawie jak nickname w jego ustach dla mnie brzmiało więc nie ma co się nad tym rozwodzić.- Nienawidzę cię, nigdy ci tego nie wybaczę! Pojawiasz się w moim życiu, wywracasz je do góry nogami, robisz ze mną, co chcesz a później znikasz!- Krzyknął. Przyglądałem się jego szyi. Była czerwona. Już nie chciało mi się tłumaczyć, że to przecież on wlazł mi do życia z butami po tym jego pocałunku na środku klasy, to on pierwszy zaproponował mi sex u mnie w domu, to on wywrócił moje życie do góry nogami. Ale niech mu będzie. I tak powie, ze nie mam racji i mam się zamknąć. A co do jego gorącego wyznania, jakie właśnie miało miejsce musiałem mu wręcz dokuczyć.
- Nienawidzisz mnie? Na wycieczce mówiłeś coś innego.- Powiedziałem. Usłyszałem jak ze świstem wciąga powietrze przez nos.
- Nie wiesz jak się czułem, kiedy się obudziłem, a ciebie nie było. Nie wiesz tego. Nikt tego nie wie. Ból serca, problemy z oddychaniem. Wszystko przez ciebie, kiedy mi powiedzieli, że odszedłeś, zmieniłeś imię i nazwisko i że nigdy nie wrócisz. Nie wiesz, przez co przeszedłem, a teraz śmiesz mi mówić, że ciebie nie nienawidzę i że przyszedłem się z tobą pieprzyć?! Nie, dzięki! Jakbym mógł to bym cię zabił! Roztrzaskałbym ten twój durny łeb o kant koła!- Krzyczał głośno. Wręcz histerycznie. Ale mylił się. Wiedziałem jak się czuł, bo z początku czułem się tak samo Dlatego znowu zacząłem się puszczać. Ale on nie musi o tym wiedze. Nikt z paczki z liceum nie musi o tym wiedzieć. Chwilka? Co ten matematyk powiedział?!
- Kant koła?- Zapytałem i zachichotałem. Wiedziałem, że to go wkurwi. On jest tak bardzo przewidywalny!
- Wiesz, o co mi chodzi! Zrobiłbym to, ale do kurwy nędzy nie potrafię i nie wiem dlaczego!- Krzyknął. Skulił ramiona do siebie. Oznaka strachu. Dobrze, że teraz nie patrzył w moją stronę. Gdyby na mnie spojrzał…
- Dlaczego nie możesz sobie mnie wywalić z głowy?- Zapytałem cicho czekając na jego reakcję. Cały czas miałem nadzieję, że mnie walnie i ucieknie każąc mi spierdalać ze swojego życia. Dlaczego jeszcze tego nie powiedział?!
- Co? O co ci znowu chodzi?
- Przestać się w końcu oszukiwać, Em-kun.- Szepnąłem uwielbiany przeze mnie skrót jego imienia i przeciągnąłem po jego szyi palcem wskazującym prawej ręki. Zadrżał, ale odwrócił się w moją stronę. Był przerażony?
- Nie mów tak do mnie!- Krzyknął. Wspomnienia wracały. Em-kun… Em-kun… Em-kun… Uśmiechnąłem się i położyłem na jego wiecznie drobnym policzku swoją dłoń, która jakby mogła to by mu zakrywał połowę twarzy. To miłe mrowienie, które pamiętałem z czasów liceum wróciło. Rozchodziło się powoli po moim ciele ogrzewając je, serce zaczęło szybciej bić. Przez moje jądra przeszedł prąd, kiedy Enmba złapał mnie za mały palec, jakby ciał odtrącić moją rękę, ale nic nie zrobił. Wtulił bardziej twarz w moją dłoń, a ja poczułem w jej wnętrzu jego mokre łzy. Spojrzał na mnie oczyma wypełnionymi po brzegi wielkim smutkiem i bólem. Moje serce przeszył ostry ból…. – Dlaczego? Dlaczego mnie zostawiłeś? Czy byłem aż tak zły?- Zapytał wilgotnym głosem, który drżał z każdym słowem. Wiedziałem ile go kosztowały te słowa. Co miałem mu powiedzieć? Jeżeli mu powiem, że to dla jego dobra, to mnie zabije! Pochyliłem się nad nim i pocałowałem go delikatnie. Dopiero kiedy to zrobiłem zorientowałem się, że chciałem tego od momentu kiedy wychodziłem z jego Sali szpitalnej po raz ostatni. Ale on najwidoczniej nie. Nie oddał pocałunku. Wyprostowałem się delikatniej. Enmba jednak się nie oddalił tak jak się spodziewałem. Stanął na palcach? Aby przedłużyć pocałunek?
Przywarłem do niego mocniej przygniatając jego drobne ciało do drzwi. Całowałem go namiętnie zapamiętując na nowo smak jego ust i ciesząc się każda sekundą jaką mi podarował. Moje ręce wylądowały na jego biodrach. Uniosłem go delikatnie do góry, aby ułatwić sprawę sobie i jemu. Owinął swoje nogi dookoła moich bioder. Wtedy naparłem na niego jeszcze mocniej. Czułem jak szybko oddychał. Przeciągnąłem językiem po jego podniebieniu i wtedy jego usta zniknęły. Zaczerpnął głośno powietrze kiedy mój język przeleciał po jego żuchwie i znowu złączył się z jego. Piekły mnie usta, ale nie przestawałem.
Czułem, że jeszcze ze sobą walczy, ale nie interesowało mnie to. Całowałem go namiętnie. Moje dłonie były wszędzie. Jego zapach uderzał boleśnie w moje nozdrza. Mącił mi w głowie. Sprawiał, że chciałem więcej, więcej i tylko więcej. Prawą ręką, która sunęła wzdłuż jego kręgosłupa zatrzymałem się na krawędzi bokserek. Jeżeli nie będzie chciał…
- NIE!- Krzyknął i odepchnął mnie z całych sił. Upadł na tyłek uderzając głową o drzwi. Zakrył pospiesznie usta oddychając histerycznie. Był blady na twarzy. Oczy biegały po całym moim pokoju.
- Em-kun…?- Zapytałem. Uklęknąłem przed nim kiedy nie zareagował na mój głos. Wyciągnąłem przed siebie prawą dłoń. Kiedy ją zobaczył odepchnął się mocno piętami od podłogi i wylądował plecami na regale z książkami. Jęknął głośno. W sumie to nie był jęk. Tylko pisk. Pisk bólu i desperacji. Nigdy nie słyszałem u niego takiego dźwięku. Przyglądałem mu się uważnie zabierając rękę. Bujał się miarowo w przód i w tył zaciskając lewą dłoń na ustach a prawą na włosach. Oddychał ciężko i ciągle rozglądał się dookoła jakby czegoś się bał. Czegoś, albo… kogoś.
Kiedyś na praktyce w szpitalu widziałem taki przypadek. W sumie to nie raz. Kilka razy. Były to przeważnie młode kobiety. Ładne, zadbane, delikatne. Przeważnie przyjeżdżały w eskorcie kogoś z rodziny i policjantki. Dawały się zbadać tylko kobiecie. Ponieważ kobieta ich nie skrzywdzi. Nie zrobi tego samego co oni. Faceci.
Kobieta nie pobrudzi ich bardziej niż myślały, że są.
Patrzyły na mnie takim samym wzrokiem jakim robił to właśnie on. Przyglądał mi się uważnie i o czymś myślał. Widziałem jak z jego twarzy znika napięcie. Jak oddech się normuje, a do oczu wraca dawny błysk. Przerażenie małego chłopca zostało gdzieś przez niego zakopane.
Wziął głęboki oddech. Przetarł twarz kilka razy i oparł się niezdarnie o drzwi. Roztrzęsione dłonie, na które spojrzałem schował pod zgiętymi kolanami.
- Przepraszam.- Powiedział gapiąc się na biurko. Nie wiedziałem, że jestem aż tak szeroki.
- Co się stało?- Zapytałem chociaż podejrzewałem. Ale przecież to Enmba. Silny i nieustraszony Enmba!
- Nic.
- Nie rób ze mnie głupka.
- Nie robię.- Powiedział i oblizał wargi. Skrzywił się i przetarł czoło drżącą dłonią. Po chwili spojrzał na mnie jakby coś mu się ułożyło w tej jego łepetynie.- Emm… Ano… ty jesteś pielęgniarzem z zawodu?- Zapytał. Uniosłem zaskoczony brwi do góry. Co ma piernik do wiatraka?
- Mam dwa kierunki studiów ukończone.- Powiedziałem. Jeżeli tak go to interesuję to nie mam co tego przed nim ukrywać. I tak w końcu trafił by do naszego szpitala. Sam, albo z kimś ale by trafił.
- A jakie?
- Pielęgniarstwo I stopnia i Medycynę z nakierunkowaniem na Chirurgię.
- Eeee…- Tylko tyle mi odpowiedział. Wiedział, że go obserwowałem i dlatego chciał wiedzieć ile się dowiem z samej obserwacji. Dlatego były te jego wcześniejsze pytania.
- Ale miałem też zajęcia z innych dziedzin medycznych, dlatego wiem, że coś jest nie tak.- Powiedziałem. Enmba bez słowa podniósł się poprawiając bluzę. Odwrócił się do mnie i zapiął spodnie. Wyszedł bez słowa z pokoju. Jak cień podążyłem za nim.
- Mówię, że wszystko w porządku.- Powiedział i zabrał swoją katanę z kanapy. Zmierzał w stronę drzwi.
- Enmba…- Zacząłem. Odwrócił się do mnie gwałtownie przykładając mi ostrze katany do gardła. Zatrzymałem się i spojrzałem na niego. Odrąbie mi głowę za zadawanie pytań, a nie za to, ze się do niego dobierałem?
- Nie interesuje mnie to, z kim jesteś związany, ani to, z kim się zwiążesz, ale zapamiętaj jedno, jeżeli jeszcze raz znikniesz bez słowa to cię odnajdę i na pewno zabiję.- Powiedział patrząc mi hardo w oczy. Ten błysk… nie żartował.- Nie byłeś tylko osobą, którą kochałem, ale jednocześnie byłeś jednym z moich przyjaciół.- Dodał. Byłem? Każe mi tutaj zostać, ale mówi, że byłem. Nie jestem, ale byłem jego przyjacielem? Sam osobiście wyznaję zasadę, że „ktoś kto przestał być naszym przyjacielem tak naprawdę nigdy nim nie był.” Uśmiechnąłem się złośliwie. Więc tak naprawdę dla niego nigdy nie byłem przyjacielem?
- Dlaczego mówisz w czasie przeszłym?- Zapytałem chociaż wiedziałem, że mi nie odpowie. Wiedziałem. Nie pomyliłem się. Bez słowa wciągnął buty na nogi oraz zarzucił ramię plecaka na plecy i złapał za klamkę od drzwi wejściowych.- Twoje wcześniejsze zachowanie…- Urwałem, kiedy przystanął przy drzwiach. Nie ruszał się. Nie spojrzał na mnie. Nie oddychał. Po chwili wciągnął głośno powietrze przez nos. Zaśmiałem się po chwili. Zerknął na mnie przez ramię. Otworzył szerzej oczy. Coś mu nie pasowało.- Gdybym cię nie znał powiedziałbym, że się dałeś i ktoś cię zbałamucił.- Powiedziałem. Przez jego twarz przeszedł dziwny cień, ale szybko się go pozbył. Spojrzał ponownie na drzwi. Wypuścił głośno powietrze i znowu na mnie spojrzał.
- Teraz tak się mówi na gwałt?- Zapytał z bólem i smutkiem oraz dziwnego rodzaju uśmiechem wymalowanym na twarzy. Dał się?! Nie myliłem się! Zakaszlałem kładąc dłoń na klatce piersiowej.- Widocznie już mnie nie znasz.- Dodał i wyszedł zamykając cicho drzwi. Usłyszałem jak szybko przemierza korytarza. Miał rację. Nie znałem go. Zmienił się. I to bardzie.
Enmba. Został. Zgwałcony.
Przez kogo? Kiedy? Dlaczego?
Wypuściłem głośno powietrze i spojrzałem w dół na swoje krocze.
- Świetnie. Opadł mi.- Warknąłem i zmierzyłem w stronę łazienki. Muszę znowu się umyć aby zmyć z siebie jego zapach.



^^~^^

Enmba to okrutna osoba. To demon. Bestia w ludzkiej skórze. Dobrze wiedział, że będę chciał wyjechać więc powiedział, że jeżeli to zrobię to mnie zabiję. Znając go i jego rodzinę nie zdziwię się, że po kolejnej ucieczce znajdą moje ciało na dnie Kanału Tokijskiego.
Podrapałem się po głowię zaglądając do książki. Zerknąłem na niego. Siedział w ostatniej ławce gapiąc się przez okno. Spojrzałem na klasę. Gapili się na mnie znudzonym spojrzeniem.
- I wtedy musicie zapamiętać, że kiedy plemnik dojdzie do jajeczka…
- Nie może pan tego powiedzieć dosłownie. Że kiedy facet spuszcza się…- Przerwał mi blondyn siedzący koło Enmby. Któremu notabene po chwili przerwał jego sąsiad.
- Śpioch….- Mruknął pod nosem. W klasie zapanowała cisza. Dobrze ich rozumiałem. Nikt nie chciał znowu zostać zawieszony przez tego świra, a wszystko mogło być możliwe.
- Panie profesorze?- Usłyszałem pytający głos. Spojrzałem w tamtymkierunku.
- Tak…Didi?- Zapytałem. Nie wiem kiedy sam zacząłem ich tytułować ksywkami wymyślonymi im przez tego, no. Odwrócił gwałtownie wzrok kiedy zauważył, że się na niego gapię. Wypuściłem głośno powietrze i spojrzałem na dziewczynę.
- Ostatnio chłopacy z klasy się śmieli, że pójdą do apteki i kupią prezerwatywy antypoślizgowe. Czy takie coś istnieje?- Zapytała. Usłyszałem głośne prychnięcie. Razem z całą klasą spojrzeliśmy w stronę Enmby.
- Przepraszam. Proszę kontynuować lekcję.- Powiedział i spojrzał przez okno. Wstał zaskoczony.
- Enmba-sensei?
- Proszę o wybaczenie.- Powiedział. Spojrzał na mnie. Teraz był nauczycielem.- Da pan radę przez jakiś czas sam jeżeli wyjdę teraz z lekcji?
- Tak oczywiście.- Powiedziałem. Chyba zapomniał kto wcześniej zajmował się klasą. Spojrzałem na zagubione spojrzenia uczniów.
- Sensei ostatnio zachowuję się jakoś dziwnie.- Powiedział Al prostując się w ławce. Kilka osób poszła za jego przykładałem. Pokurczyli się czy co?
- A was co tak skurczyło?
- Wzrok Enmby-sensei. Wie pan może co go tak wkurwia?- Zapytał Kaien. Podszedłem do okna i spojrzałem na dziedziniec, na którym stał Enmba, Ashias i… matka Enmby. Kłócił się z nią o coś.
- Podejrzewam, że osoba której szukał.- Powiedziałem i spojrzałem na klasę. Lepiej tego nie widzieć. Im mniej będę wiedział o nowym Enmbie tym lepiej.
- Chodzi panu o Yuui’ego?- Zapytał Kaien. Spojrzałem na niego. Skrzywił się.- Gdybym wiedział, że tak się będzie zachowywał nie dałbym mu jego adresu.- Dodał. Książka, którą nadal trzymałem w dłoni upadała mi na biurko. W klasie zapanowała cisza.
- To TY podałeś MU adres YUUI’EGO?- Zapytałem. Kiwnął głową co chwilę. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i oparłem dłonie na blacie biurka. Spojrzałem na niego od dołu.- Dzięki, kurwa. Nieźle mnie wrobiłeś.- Warknąłem i przetarłem twarz dłońmi. Nie powinienem przy nich przeklinać, ale nie mogłem się powstrzymać.
- To pan jest Yuui’m?!- Krzyknął zaskoczony. Spojrzałem na niego. Ile ten dzieciak wiedział?
- Co wiesz na ten temat?- Zapytałem stając wyprostowany. Spojrzał speszony w bok. Po chwili milczenia i wykręcania sobie palców spojrzał na blat swojej ławki.
- Że pan i Enmba-sensei byliście kimś na wzór sex-przyjaciół.- Powiedział cicho. W klasie zapanowała grobowa cisza. Wychyliłem się do tyłu bujając się na piętach i wcisnąłem mocno dłonie w kieszenie białego kiltu.
- Lepiej nie używaj przy nim w jednym zdaniu takich słów jak „Enmba, Yuui, Sex, Sex-przyjaciele, Oral, Masturbacja, Dymanko, trzepanie, lodzik: i tym podobne bo znajdą cię na dnie oceanu w betonowych bucikach.- Powiedziałem oschłym głosem gapiąc się w okno. Wypuściłem głośno powietrze z płuc i spojrzałem na nich.- Przyjmijmy, że jesteśmy kolegami z liceum.- Dodałem i spojrzałem na Didi.- Nie ma czegoś takiego jak prezerwatywy antypoślizgowe. Jakby były to było by przyjemnie.
- No dobra. A dlaczego jak kocham się z Al’em on nie chce używać gumek?- Zapytała. Al cały czerwony na twarzy spojrzał w jej kierunku.
- Zamknij się ty idiotko!- Krzyknął na nią, ale dziewczyna nic sobie z tego nie zrobiła. Sięgnąłem do swojej torby po coś. Rzuciłem w jej kierunku. Złapała to z gracją i spojrzała na swoją dłoń.
- Lizak? Po co mi lizak?- Zapytała. Uśmiechnąłem się.
- Spróbuj go zjeść w opakowaniu. Nie ściągaj foli.- Powiedziałem i zaśmiałem się wrednie.- Jeżeli uda ci się go zjeść w opakowaniu i odczujesz przy tym radość i satysfakcję wtedy Al przestanie używać gumek.- Dodałem i ponownie zajrzałem do książki wracając do tematu.

^^~^^

Stałem oniemiały przed sekretarką w moim domu. Podrapałem się po głowie i wyłączyłem ją. Wiadomość jaką zostawiła mi Sakura jakoś mi się nie spodobała. Dlaczego miałem co do tego złe przeczucia?
Znowu miałem z nią jechać na Okinawę? W sumie mieliśmy jechać my, Ashias i Shion z chłopakiem. Więc czemu nie? Oderwę się na weekend od tego miasta i Enmby. Jeżeli pojadę z nimi nie pomyśli, że uciekłem i nie będzie chciał mnie zabić… może?

**

Siedziałem w salonie wielkiego apartamentu który wynajęliśmy na czas naszego pobytu tutaj. Przyglądałem się uważnie dopiero co poznanemu facetowi. Wzrost Shion’a. Czarne włosy opadały mu delikatnie na błękitne oczy. Potarł nos, na którym widniała blizna i uśmiechnął się szeroko patrząc na Shion’a. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam, bo zerknął na mnie zaciekawiony, a kiedy nic nie powiedziałem uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Shin-chan soku.- Powiedział. Chłopak wstał i pognał do kuchni (którą również tutaj mieliśmy). Pokręciłem przecząco głową.- Coś cię dziwi… Etto… jak ci było?
- Yuui. Dziwi mnie fakt, że komuś udało się tak wytresować tego, tam w kuchni.- Powiedziałem wskazując pomieszczenie za moimi plecami jednym ruchem głowy. Chłopak zaśmiał się cicho.
- Ja go nie tresowałem. On zawsze taki był.- Powiedział chłopak. Zawsze? Jak długo się znali?
- To… jak długo…- Przerwałem kiedy drzwi od apartamentu się otworzyły i do środka wlazł…Enmba. Zamarłem. Co on tutaj kurwa robił?! Za nim stał Ashias i Sakura. Robili przepraszające miny. Słyszałem jeszcze jakieś głosy na korytarzu. Ciekawe kto to? Gapiłem się oniemiały na Enmbę. Ja chciałem odpocząć! Uwolnić się na chwilę od niego! A tutaj! I jeszcze mogę się założyć, że będzie myślał, że ja to ukartowałem! Ta, jasne. Bo ja nie mam co robić tylko kombinować jak tu być zamkniętym z nim w jednym apartamentowcu. Dobrze, że pokoju nie dzielimy razem. Ja miałem pokój z… Shion’em albo jego chłopakiem. Nie pamiętam. Ale, z którymś z nich. No co? Można zapomnieć kiedy dzisiaj rano zeszło się z nocnej zmiany w szpitalu i trzeba było tutaj przyjechać (sam kierowałem).
- Em-kun!- Krzyknął czarnowłosy podbiegając do chłopaka. Rzucił mu się na szyję. Enmba uściskał go mocno uśmiechając się uroczo. Pierwszy raz zobaczyłem u niego takiego rodzaju spojrzenie. Spojrzał na mnie. Wzrok mu się zmienił. Na chłodny. Czy ja kogoś zabiłem?
- Co on tutaj robi?- Zapytał. Nie uzyskał pytania oni od Sakury, ani od Aoi która jako ostatnia weszła do środka.
- Nie martw się, nie ruszę cię.- Powiedziałem i sięgnąłem po swoją szklankę z sokiem. Muszę sprawdzić na necie jakieś atrakcję w tym mieście. Na pewno nie będę z nim siedział przez cały weekend.
- Już przy… ENMBA! ŁAPY PRECZ OD MOJEGO KOTKA!- Shion wydarł się jak przerażona matka na widok dziecka wbiegającego pod jezdnie, kiedy tylko wywlekł swoje cztery litery z kuchni. Enmba zaśmiał się tylko i poklepał czarnowłosego po głowie. Bez trudu wszedł z nim uwieszonym na szyi do salonu.
- Przecież, wiesz, że nic mu nie zrobię Shion.- Powiedział patrząc na chłopaka, który wrócił z kuchni z kubkiem napełnionym sokiem.
- Jasne… jasne…- Burknął naburmuszony. Enmba zaśmiał się głośniej.
- No już, już. Sasuke możesz się łaskawie ode mnie odkleić?- Zapytał Enmba. Drgnąłem. Sasuke. Znałem to imię. Ale… przecież on umarł? Więc jakim cudem…? Ponownie usiadł naprzeciwko mnie i sięgnął po swoje karty. Wyłożył na stół asa. Zerknął na mnie i uśmiechnął się szeroko.
- Czy… czy… ktoś… może…- Usłyszałem głos Sakury. Spojrzałem na nią. Gapiłą się w moją stronę ze łzami w oczach. Poprawka. W stronę Sasuke.
- Nie mówiłeś im?- Zapytał Shion, który usiadł koło mnie. Enmba spojrzał na niego milcząc przez chwilę.
- To ty miałeś im powiedzieć. Ja bym im powiedział wszystko, a to są wasze sprawy więc to od was zależy ile mogą usłyszeć, a ile nie.- Powiedział i udał się za Aoi i Maki do pokoju. Jego znajdowała się na drugim końcu apartamentu względem mojego. Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na Shion’a kiedy za Enmbą zamknęły się drzwi. Ten z kolei spojrzał na Sasuke.
- Ja mam opowiadać?- Zapytał. Shion kiwnął głową.- Dlaczego ja?
- Bo ja mogę powiedzieć za dużo.- Powiedział i sięgnął po swoją szklankę z czarną, mocną kawą. Shion wypuścił głośno powietrze z płuc i wytarł dłonie w spodnie. Patrzył na dywan.
- Od czego by tutaj zacząć? Eh… no tak. Jak widzicie, żyję. W grobie z moim imieniem i nazwiskiem leży jakiś ćpun, który przedawkował. Nie sam z siebie, ale o tym nie musicie wiedzieć. No. Więc. Etto… ok. Po tym jak umarłem, no. Trafiłem w dość nieciekawe miejsce. Byłem tam kilka długich lat. Aż pewnego dnia przez przypadek spotkałem Enmbę…- Zaśmiał się cicho do swoich wspomnień.- On przedstawił się jako Shion. Ja jako Yuui.- Dodał. Drgnąłem. Wybrał moje imię. Ciekawe jak wtedy zareagował Enmba.- Nie róbcie takich min. Nie widzieliśmy się jak się spotkaliśmy. Shion to skomplikowane.- Jęknął patrząc na chłopaka.
- Zrozumieliście?- zapytał patrząc na nas.
- No Sasuke żyje. Gdzieś trafił. Tam spotkał Enmbę pod przykrywką. Wybrali inne imiona, aby siebie nie rozpoznać.- Zaczął Ashias trzymając za rękę Sakure, która jakby mogła to by zrobiła dziurę w swojej spódnicy, którą tarmosiła we wszystkie strony.
- No więc. Dalej. Co było dalej?- Zapytała dziewczyna. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- No i on tak jakoś dowiedział się, że ja to ja. No i się zdenerwował i wyciągnął mnie z tamtego świata. No. To by było na tyle.- Powiedział i dumny jak paw ze swojej przemowy sięgnął po sok.
- STOP!- Krzyknęła Sakura. Szklanka zatrzymała się przy jego ustach.- Już? Tak szybko? Jak tam trafiłeś? Co to było za miejsce? Dlaczego tam byłeś? Dlaczego się nie odzywałeś? Czy twoi rodzice wiedzą?- zasypała go gradem pytań. Sasuke spojrzał na Shiona, który wzruszył obojętnie ramionami dając mu w ten sposób wolną rękę.
- Jeżeli, któreś z was będzie wiedzieć co oznacza to co wam pokarzę, to wtedy opowiem wam dalej.- Powiedział i podwinął lewy rękaw bluzy do góry. Na nadgarstku miał zieloną frotkę. Ściągnął ją i pokazał nam.
Widniała tam jasna blizna. Po wypaleniu. Tak. Wypaleniu, nie poparzeniu. Okrąg. A przez niego przebiegający smok z otworzoną paszczą. Sakura, Ashias, Maki i Aoiwpatrywali się w to i przecząco kiwali głowami. Ja z kolei odsunąłem się gwałtownie, kopiąc przez przypadek nogą o stół. Zadarłem nogi do góry gapiąc się na niego szeroko otwartymi oczyma. Spojrzał na mnie pustym nic nie wyrażającym wzrokiem. Nawet się nie uśmiechnął.
- Oooooommmm… ktoś wie.- Powiedział chłodnym głosem. Po moich plecach przeszły ciarki. Znałem ten typ aury jaki teraz wydzielał. Wziąłem kilka głębokich wdechów.- Spotkałeś kogoś z takim samym znakiem czy może miałeś z taką osobą bliższy kontakt?- Zapytał chłodno. Z pogardą. Spojrzałem na niego zza przymrużonych powiek. Wstałem gwałtownie i odpiąłem pasek od spodni.
- Yuui? Co ty…?- Shion wstał gwałtownie wymachując w dziwny sposób swoimi rękoma, ale go zignorowałem. Odpiąłem spodnie i stając do Sasuke tyłem opuściłem je z tyłka odsłaniając małą część lewego pośladka. Po chwili znowu zapinałem pasek. Zerknąłem na niego. Patrzył na mnie przepraszającym wzrokiem. Żałowałem, że nie mogłem widzieć jego bezpośredniej reakcji jak zobaczył taki sam znak, jak na jego ręce.
- A więc ty też?- Zapytał. Usiadłem i podrapałem się nerwowo po szyi. Kiwnąłem twierdząco głową.- Ile miałeś lat?
- A ty?- Zapytałem. Niech sam coś powie. W końcu nosiliśmy ten sam znak wypalony na ciele. Wieczny znak, mówiący, że jesteś dziwką mafii spłacającą cudzy dług. Znak robiony męskim dziwką. Kobietą zamiast okręgu wypalano serce.
- Dwa miesiące przed szesnastymi urodzinami.- Powiedział Sasuke. Uśmiechnąłem się smutno. Ja już wtedy byłem prawie, że wolny. Spojrzałem na niego. Drgnął i cofnął się do tyłu. Ciekawe jaki miałem wyraz twarzy.
- Ja skończyłem dopiero dziesięć lat.- Powiedziałem. Zakrył pospiesznie usta.- Chociaż chcieli to już robić jak byłem młodszy.- Dodałem. Wtulił się w ramię Shion’a. Wypuściłem głośno powietrze. Spojrzałem na Sekurę, czując jej spojrzenie na sobie.- Nie mówicie Enmbie o tym znaku.- Dodałem ciszej.
- A co? Nie widział go jak się ten tego?- zapytała Aoi. Nic się jej ten jej popierdolony charakter nie zmienił.
- Tak się składa, że to ja gapiłem się na jego dupe i plecy, nie on na moje. Jeżeli wiesz o co chodzi.- Powiedziałem. Odwróciła speszona wzrok.
- Co to jest za znak?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na Sasuke. Pokiwał przecząco głową. Nie mogłem powiedzieć.
- Jeżeli on będzie chciał wam powiedzieć…
- Wiedziałeś co znaczy ten znak, więc powinien nam powiedzieć!- Powiedziała oburzona Sakura. Spojrzałem na nią chłodno. Drgnęła i mocniej złapała się ramienia męża.
- Mamy TAKI sam znak więc to się nie liczy czy ja wiem czy nie. To któreś z was MIAŁO wiedzieć, a nie JA. Nie mogę powiedzieć CO on OZNACZA, bo wtedy dowiecie się CZEGOŚ czego ON może NIE chce wam MÓWIĆ. Myślisz, że TO jest TAKIE proste?- Zapytałem specjalnie dając nacisk na niektóre ze słów. Przyglądała mi się uważnie. Niemal tutaj słyszałem jak tryby w jej mózgu pracują intensywnie przetwarzając informacje, które jej przekazałem. Zmarszczyła czoło. Po chwili jej twarz pojaśniała kiedy wpadła na rozwiązanie zagadki. Pobladła momentalnie.
- Chcesz mi powiedzieć, ze Sasuke tak samo jak ty był…?- Urwała. Wstałem z kanapy.
- Bingo maleńka.- Powiedziałem i dałem jej pstryczka w czoło. Sięgnąłem po paczkę fajek z kieszeni plecaka. Spojrzałem na Shiona.- Czy Sasuke i Enmba…?- Nie musiałem kończyć. Odpowiedź zauważyłem w jego spojrzeniu. Zaśmiałem się głośno i wyszedłem na taras. Zamknąłem za sobą drzwi i wyciągnąłem z paczki ostatniego papierosa. Trzeba chyba zacząć rzucać to ustrojstwo?
Pomyślałem i odpaliłem fajkę. Zaciągając się mocno dymem spojrzałem na niego.
Sasuke to była dziwka, która spała z Enmbą.
Zaśmiałem się pod nosem.
Widocznie Enmba ma ciągoty do męskich dziwek.
.
^^~^^

Stałem w kuchni i razem z Aoi robiliśmy stos kanapek (przydział obowiązków. Nie żebym sam się tam pchał). Kroiłem ogórka w tym samym momencie ona smarowała kanapki masłem i rozkładała je na całej długości stołu.
- Ten znak…- Zaczęła. Nie przerwałem krojenia.
- Hmmm?- Zapytałem. Czułem na sobie jej spojrzenie.
- Kiedy poszedłeś na taras Sasuke nam powiedział, że pracował jako dziwka i to właśnie w takich okolicznościach poznał Enmbę. A ten znak oznacza, że właśnie nią jesteś. Więc czy ty… ty też nią jesteś?- Zapytała. Wypuściłem głośno powietrze i wrzuciłem pokrojonego ogórka do przyszykowanej miseczki. Później będzie go tylko wybierać i układać na kanapkach. Sięgnąłem po pomidora i zacząłem go kroić.
- Nooo… nie wiem czy, kogoś takiego jak ja można nazwać byłą dziwką, ale tak. Byłem… jestem… nazwij to jak chcesz… jedną z nich. I co? Czujesz większy wstręt co do mojej osoby?- Zapytałem. Milczała. Spojrzałem na nią. Ukradkiem wytarła łzę z policzka.- Wiesz, że taka litość jest jeszcze bardziej wkurwiająca?
- Ja się nad tobą nie lituje!
- To po chuj wyjesz?
- Bo… bo jak tylko pomyślę, że mój braciszek spał z taką dziwką jak ty to mi się płakać chcę!- Krzyknęła. I odwracając się do mnie tyłem sięgnęła po ser.
- Braciszek? Ja nie spałem z twoim bratem.
- Enmba to mój brat jełopie.
- Co?! Co jest kurwa z tą rodziną nie tak?- Zapytałem sam siebie. Prychnęła i spojrzała na mnie.
- Co z tobą jest nie tak? Sprzedawać swoje ciało jakimś obleśnym…- Urwała kiedy zbliżyłem się do niej. W prawej ręce nadal trzymałem nóż.
- Nie myśl sobie, że jakiś dzieciak, który dopiero co przestał pić mleko z butelki poradzi sobie z dorosłymi. Nie wiesz ile razy próbowałem uciec. Ile razy się broniłem. Ile razy krzyczałem, kopałem, drapałem. Ile razy błagałem aby przestali. Nie wiesz tego więc nie mów tak jakbym robił to bo chciałem. Żaden dzieciak tego nie chcę. Ja chciałem się bawić samochodami z kolegami z klasy, a nie być pierdolony przez ich ojców! Kretynko!- Warknąłem na nią i odwracając się na pięcie wróciłem do swoich wcześniejszych zajęć. Czułem na sobie jej spojrzenie. Odłożyłem głośno nóż na blacie i wypuściłem głośno powietrze. Zacisnąłem mocno dłonie na karku i spojrzałem na sufit.
- Yuui… ja…
- Skończmy ten temat. Nie lubię o tym rozmawiać. Nie powiedziałem wszystkiego Enmbie więc nie powiem tym bardziej komuś innemu. Nawet mój brat nie wie wszystkiego… Sorry.- Powiedziałem i dałem jej hermetycznie zamkniętą szynkę.
- Ej! Kto to był?- Usłyszałem głos Shion’a. Wszedł do mieszkania. Przed nim wlazł Enmba. Widziałem ich bardzo dobrze z kuchni. Chłopak ewidentnie miał z czegoś wielki ubaw. A tym czymś był Shion.- Enmba!
- No co?
- Z kim rozmawiałeś?
- Czy to ważne?
- Tak! Bo to była dziewczyna!- Krzyknął chłopak. Uniosłem głowę do góry znak krojonych przeze mnie pomidorów. W sumie Enmba nigdy nie powiedział czy jest Homo, Hetero czy Bi więc nie wiedziałem co preferował. Ze mną mógł spać bo miał młodzieńczy bunt czy coś w ten deseń. Z Sasuke bo… mu się nudziło? Nie wiem. Ale mając dziewczynę…?
- Tak  to była dziewczyna. I co z tego?
- TY rozmawiałeś z DZIEWCZYNĄ?!
- Robisz z igły widły. To nie to co myślisz.
- Jasne. Jak ma na imię?
- Tajemnica.
- Ile ma lat?- Shion zadał mu kolejne pytanie. Pokręciłem przecząco głową i podałem Aoi pokrojone pomidory. Rozejrzałem się dookoła. Już wszystko było gotowe. Zerknąłem jeszcze na stół. Aoi kończyła przystrajać kanapki pomidorami. Sięgnąłem z wyższej półki sól i pieprz i położyłem przed nią. Kiwnął tylko głową, na znak podziękowania. Czy coś w ten deseń.
- Tajemnica.
- Skąd jest?
- Tajemnica.- Powiedział Enmba i zaśmiał się głośno.
- Masz dziewczynę!
- A ty nie masz mózgu.
- No weź powiedz kto to?!
- Co tu się wyprawia? Słychać was aż na dole.- Powiedział Ashias, który ponownie wlazł do salonu. Za nim szła Maki. Obydwoje mieli ręce pełne reklamówek, w których przyjemnie obijały się butelki. Można popić!
- Czy ty wiedziałeś, że Enmba ma dziewczynę?!
- Shion przestań…
- Co? Enmba? Pierwsze słyszę.- Powiedział Ashias. Posłał mu spojrzenie pełne żalu. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
- On naprawdę ją ma. Słyszałem jak z nią rozmawiał!
- Co?- Ostatnią siłą woli powstrzymałem głośny śmiech, kiedy Ashias spojrzał na Enmbę jak małe dziecko które pierwszy raz usłyszało o Teorii Ewolucji Darwina.
- To była Didi.- Ową Teorię Ewolucji Didi, nie Darwina wyjaśnił na spokojnie. Ja, Sakura i Ashias wybuchliśmy głośnym śmiechem. Enmba i Didi w związku?! Jaaaasnneeeee! Chyba nauczyciel-uczeń i nic więcej!- No właśnie o to mi chodzi. Ale on się upiera przy swoim i jest jak ból w dupie.
- Nie martw się Shion, on nie ma dziewczyny.
- Kto to jest Didi?- Zapytał Sasuke. Będąc z nimi w tym samym pomieszczeniu kilka godzin zauważyłem bardzo ciekawą rzecz. Jeżeli Enmba nie chciał komuś odpowiedzieć na dane pytanie, zadawał je właśnie Sasuke. I zawsze otrzymywał odpowiedź.
- Patrząc na nasze relacje powiedziałbym, że to moja niewolnica, która…- Nie usłyszałem dalszej części jego wywodu bo zamknąłem za sobą drzwi od pokoju, który dzieliłem z Sasuke. Dwa pojedyncze łóżka rozdzielała tylko mała szafka nocna, na której stała biała lampka. Dwie komody naprzeciwko łóżek. Wielkie okno. I nic więcej. Zielone tapety mnie przytłaczały. A to niby taki uspokajający kolor jest. Rzuciłem się na łóżko i wtuliłem twarz w poduszkę.
Usłyszałem jak drzwi od pokoju otwierają się cicho. Nie uniosłem głowy. Jeżeli ta osoba nie zapukała to musiał być mój współlokator. Łóżko obok mojego zaskrzypiało cicho. Nic nie powiedział, ale czułem na sobie jego spojrzenie. Wypuściłem głośno powietrze i przekręciłem głowę w bok. Siedział sztywno na łóżku. Kolana miał złączone ze sobą. Przyglądał mi się uważnie.
- Zmęczony?- Zapytał cicho.
- I to w cholerę.
- Dlaczego nie położysz się spać?
- Nie zasnę w takim hałasie.- Powiedziałem i wymownie spojrzałem na drzwi, zza których dało się słyszeć głośny śmiech Enmby. Sasuke uśmiechnął się pod nosem.
- Wesoła gromada. Zmęczony po pracy?
- Tak. W szpitalu.- Dodałem pospiesznie. Zachichotał.
- Wiem. Nie myślałem o niczym innym. Shion mówił mi, że pracujesz w szkole i w szpitalu.
- Mówił ci. Kiedy?
- Jak przegrałeś i musiałeś robić kanapki z Aoi.- Powiedział. Skrzywiłem się.- Nie lubisz jej.
- Nie przepadam za nią.
- Dlaczego?
- Czy muszę mieć jakiś konkretny powód?
- No nie. Ale przeważnie ludzie mają jakieś powody, dla których innych nie lubią.
- No widzisz. A ja chyba takiego nie posiadam.
- Irytuję cię?
- Teraz czy ogólnie?
- A odpowiedź będzie inna?
- No tak. Bo teraz to mnie nawet wkurwiasz. A tak to nic do ciebie nie mam. Nie znam cię.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho.- Co ci leży na sumieniu?
- Dlaczego…?
- Jestem lekarzem potrafię to wyczytać w twoich oczach.- Powiedziałem. Wypuścił głośno powietrze z płuc i spojrzał w bok.
- Jak udało ci się wyjść z…
- Bycia dziwką?- Zapytałem kiedy urwał swoją wypowiedź. Kiwnął twierdząco głową. Usiadłem na łóżku opierając się wygodnie o ścianę.- Zadzwoniłem do brata, który pracował i mieszkał w innym mieście przez co o niczym nie wiedział, że mam już dosyć i chcę umrzeć. W tą samą noc rodzice załatwili mi studencika na jebanko. Kiedy on mnie rżnął w moim pokoju ja chciałem sobie przegryźć język. Wtedy pojawił się mój brat. Zabrał mnie do siebie.
- A twoi rodzice? Siedzą w więzieniu?
- Ojciec zabił siebie i matkę.
- Nie powiem, że mi przykro.
- I dzięki ci za to.- Zaśmiałem się gorzko. Spojrzałem na niego.- Więc ciebie Enmba wyciągnął z tego bagna.
- Taaa… był moim… klientem. Co dziennie do niego przychodziłem. Pewnie skapnąłby się na początku, ale tak samo jak on tak i ja podczas naszych spotkań mieliśmy zasłonięte oczy. Tak jakoś półtorej tygodnia później zorientował się kim jestem. No i mi pomógł.
- Jak się zorientował?- Zapytałem. Uniósł lewą część swojej bluzy do góry. Na jego brzuchu widniał taki sam tatuaż jaki miał Enmba.- Wyczuł go ręką?
- Nom.
- Em… a później? Robiłeś to później znowu?- Zapytałem. Spojrzał na mnie zaskoczony i przecząco pokręcił głową.
- Nie. Od razu wyjechałem do Shion’a do Francji. Tutaj musimy to ukrywać, ale we Francji wzięliśmy ślub miesiąc po tym jak do niego pojechałem. Tylko nie mów nikomu. Będą źli, że nic nie mówiliśmy.
- Cichy ślub w dresach?
- Mniej więcej. W jeansach.- Zaśmiał się głośno widząc moją minę.- Rozumiem, że ty jednak to robiłeś?
- Taaa… trzecia liceum i całe studia.
- Ktoś ci kazał?
- Nie. Robiłem to z tymi którzy chcieli i przy okazji mi płacili. Gotówką, notatkami z wykładów… fajkami…- Powiedziałem krzywiąc się na swoje wspomnienia.
- Dałeś dupy za fajki?- Zapytał zaskoczony. Wzruszyłem ramionami.
- Byłem w potrzebie. No i chciałem zapomnieć.- Powiedziałem. Przyjrzał mi się uważnie.
- Zapomnieć? O czym?
- Shion ci nie mówił?
- O czym?
- Skąd znam go i pozostałych?
- Nie. O tobie, Maki i Aoi dowiedziałem się dzisiaj. Więc… jak się poznaliście?
- Uczęszczałem przez jakiś czas do tego samego liceum co Shion i pozostali.
 - Kumpel z liceum?
- Można tak powiedzieć.- Powiedziałem. Przyjrzał mi się uważnie. Podrapałem się zmieszany po szyi.
- Czekaj… czekaj… czy ty…. Nie gadaj!- Zawołał zaskoczony i zaśmiał się głośno.- Ty i Sakura?!
- NIE! Sakura była z Ashias’em! I Shion też nie.
- Maki…?
- Ona była z Aoi.
- Pierdolisz? Z Enmbą?- Zapytał szeptem. Zerknąłem na niego z ukosa. Widziałem wesołe ogniki grające w jego oczach. Wypuszczając głośno powietrze z płuc kiwnąłem twierdząco głową. Zaśmiał się głośno.- Więc? Jak to się stało, że nie jesteście już ze sobą?
- Powiedziałem mu, że spałem z nim dla zabicia czasu i że się nim zabawiłem po czym zniknąłem z jego życia na pięć lat. I gdyby nie głupi incydent nie wiedziałby do dzisiaj, że ja to ja.
- Dlaczego masz głowę na swoim miejscu?- Zapytał poważnie. Zaśmiałem się gorzko.
- Nie martw się. Chciał mi ją odrąbać jakiś tydzień temu.- Powiedziałem. Uśmiechnął się i kiwnął dumnie głową. Dziwny facet.

^^~^^

Wypuściłem głośno powietrze i spojrzałem w sufit salonu. NO na serio był bardzo interesujący. Nie ma co. Zdołałem już policzyć wszystkie plamki jakie się na nim znajdowały. Przekręciłem się na drugi bok i okryłem szczelniej puchowym kocem, który miałem na sobie. Ukryłem głowę pod poduszkę, kiedy znowu usłyszałem głośny jęk Sasuke, który dotarł do mnie aż tutaj mimo dzielącej nas ściany i odległości.
Głupi ja, dobry Samarytanin dałem się wyrolować i dzisiejszą noc spędzałem w salonie. Shion w prawdzie zaproponował mi swoje łóżko, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu kiedy tylko na niego spojrzałem.
Usłyszałem cichy syk oraz dźwięk tłuczonego szkła. Usiadłem cicho na kanapie. Przy zlewie w kuchni ktoś stał. Zszedłem z kanapy stawiając stopy bezszelestnie na podłodze. Wszedłem do kuchni, kiedy Enmba powiedział ciche „Kurwa” pod nosem.
- Co się stało?- Zapytałem. Nie odwrócił się w moją stronę. Nawet go nie wystraszyłem co jak na jego i tak było dziwne.
- Yuui…- Zaczął niepewnie. Przekrzywił głowę w bok jakby nad czymś myślał. Zmierzyłem dokładnie jego sylwetkę. Ubrany w ciemny podkoszulek i spodenki do kolan które służyły mu za pidżamę.- O!- Krzyknął po chwili i wypuścił głośno powietrze i zaśmiał się cicho pod nosem i odwrócił delikatnie w moją stronę.
- Coś ty zrobił?- Zapytałem przerażony kiedy nad jego ramieniem dojrzałem czerwone plamy krwi.
- Weź się ucisz. Pobudzisz wszystkich.- Syknął. Zakręcił wodę i złapał sporą połać koszulki, którą miał na sobie. Złapałem go gwałtownie za krwawiącą rękę.
- Co ty robisz?- Zapytałem głupkowato. Przecież wiedziałem co ten idiota chciał zrobić.
- Nie widać?
- Chodź.
- Co?- Zapytał. Szarpnąłem go za rękę i wprowadzając do salonu posadziłem na kanapie. Nie spodziewałem się, że wprowadzając go do tego salonu rozpętam mini burze w moim życiu. Mała burza, przez którą wypowiedziałem parę słów za dużo, przez co Enmba zaczął węszyć. Gdybym tego nie powiedział pewnie poprzestałby na odnalezieniu mojej osoby. A tak chciał wiedzieć o wszystkim co miało miejsce kiedy ten zapadł w śpiączkę.
To naprawdę było kłopotliwe.

^^~^^

Siedziałem w pokoju Enmby i Shiona na łóżku tego drugiego. Ten pierwszy z kolei siedział naprzeciwko mnie na jednym z krzeseł znajdujących się tutaj i pozwalał mi w spokoju sprawdzać stan jego dłoni. Już nie wspomnę, że po jego pełnym przygód wieczorze przydałoby mu się i mordę opatrzyć, ale niech to zrobi sobie sam. Im krócej z nim będę przebywał tym lepiej dla naszej dwójki.
Telefon na szafce nocnej zabrzęczał. Enmba sięgnął po niego. Zmarszczył czoło, ale odebrał połączenie.
- Tak? (…) A kto mówi? (…) Po co dzwonisz? (…) Mój? A skąd ty go masz? (…)Co? (…) Cofnij (…) A skąd on wiedział? (…) Po jaką cholerę my ze sobą rozmawialiśmy. (…)Tak.- Odpowiedział kiedy zabrałem się za smarowanie jego dłoni maścią, dzięki której leczenie przebiegnie trochę szybciej. No i mniej boleśnie. Zaśmiał się cicho. Spojrzałem na niego.- Centrum?(…)A ty wiesz, że i tak bym cię nie ruszył.- Odpowiedział na wypowiedź swojego rozmówcy. Sięgnąłem po bandaż i zabrałem się za delikatne owijanie jego dłoni. Była chłodna. Lekko drżała. Zamarłem na chwilę, kiedy z jego ust padło męskie imię „Enri”. – Ok.- Powiedział i się rozłączył. Spojrzał na mnie kiedy odłożyłem jego dłoń na jego kolana.
- Smarowałeś to czymś?
- Co? A. Tak.- Odpowiedział grzebiąc za czymś w swojej torbie. Wypuściłem głośno powietrze i zabrałem się za sprzątanie syfu który sam zrobiłem. Enmba wyszedł bez słowa zostawiając mnie samego. Ukryłem twarz w dłoniach i wypuściłem głośno powietrze. Muszę się od niego odciąć. Muszę, bo w przeciwnym razie znowu coś do niego poczuje.
Nadal czułem chłód jego przyjemnej w dotyku dłoni oraz jego zapach. Trochę zmącony przetrawionym alkoholem, ale nadal jego. I podobało mi się to co czułem! A wiedziałem do czego to mnie zaprowadzi.
^^~^^

Stałem oniemiały niedaleko parku do którego zmierzaliśmy. Gapiłem się na Zielonowłosego chłopaka. Znałem go. I to bardzo dobrze. Jego każdy zakamarek (dosłownie) jak i przyzwyczajenia w łóżku. Nie zdziwił mnie fakt, że go tutaj spotkałem, ale fakt, że właśnie stał sobie z innymi chłopakami i rozmawiał z Enmbą jakby się znali od bardzo dawna. Zerknął w naszą stronę (razem z pozostałymi czekaliśmy na Enmbę przy wejściu) i drgnął konwulsyjnie. Spuścił wzrok w dół i schował się za szarowłosym chłopakiem.
Czyżby…?
Nie.
Wyśmiałem sam siebie.
Enmba powiedział coś do nich i odwrócił się w naszą stronę po czym przystanął i zerknął na nich.
- Jak myślicie skąd się znają?- Zapytał Shion. Zerknąłem za niego. Dziękowałem wiele razy niebiosom za jego wrodzoną ciekawość. Ona na serio mogła mi bardzo pomóc.
- Może ze studiów?- Zapytał Sasuke. Sakura pokiwała przecząco głową.
- Oni wyglądają na młodszych niż my.
- Ale pamiętaj, że Enmba zaczął później studia.- Powiedziałem kiedy chłopak ponownie ruszył w naszą stronę.
- Tak. Tylko, że w bardzo szybkim czasie nadgonił materiał i skończył w tym samym czasie co my.- Zauważył inteligentnie Ashias. No tak. Zapomniałem o tym.
- Kto to?- Zapytała Sakura kiedy Enmba zrównał się z nami.
- Nikt ważny.
- Enmba…
- Przecież mówię, że nikt ważny.- Powiedział i wlazł do parku. Zerknąłem przez ramię. Cała czwórka, którą Enmba pozostawił lampiła się w naszym kierunku. Grey znowu spojrzał na mnie i drgnął ukrywając zapłakany twarz w ramionach towarzysza. On chyba nie reagował tak na mój widok? No wiem. Ostatniej nocy z nim przesadziłem trochę, ale to nie powód aby od razu płakać… chyba? Czy ostre bzykanko aż do utraty przytomności i krwotoku z odbytnicy może sprawić aby pasywna strona płakała?
- Nad czym myślisz?- Zapytał szeptem Sasuke zrównując się ze mną. Zerknąłem na niego.
- Czy ostre bzykanko aż do utraty przytomności i krwotoku z odbytnicy może sprawić, aby pasywna strona płakała?- Zapytałem. Wiedziałem, że on po części zrozumie co się dzieje w mojej głowie.
- Masochista?
- Nie. Normalny dzieciak.
- A dominujący sadysta?
- Nie wiem. Jakoś nie miałem takich zapędów.
- Eh. Jesteś lekarzem, tak?
- No? I co z tego?
- Więc zadaj to pytanie sobie jako lekarzowi, a nie skrytemu socjopacie.- Powiedział i uśmiechnął się wrednie. Jako „skrytemu socjopacie” mi to nie przeszkadzało, ale jako lekarzowi…
- Ej! Ja nie jestem skrytym socjopatą!- Krzyknąłem, ale ten już zdążył uciec i uwiesić się ramienia Enmby. Jakaś starsza babcia spojrzała na mnie krzywo i wyminęła mnie szybciej bez słowa.

^^~^^

Zatrzymałem samochód przed domem Kedamono. Enmba wyszedł zamykając cicho drzwi. Zajrzał do środka.
- Dzięki. Nie musisz na mnie czekać.- Powiedział zmęczonym głosem.
- Spoko.- Powiedziałem i zerknąłem w jego stronę. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Tak?
- Na Okinawie coś sobie postanowiłem.- Powiedziałem uśmiechając się złośliwie. I tak już nie miałem odwrotu. Nie. Ja nie chciałem wracać.
- Niby co?
- Sprawię, że znowu się we mnie zakochasz.- Powiedziałem i odjechałem z uśmiechem na twarzy. On z kolei stał oniemiały na środku chodnika i gapił się w moją stronę. Obraz z lusterka zniknął kiedy tylko skręciłem w lewo.
Tak. Sprawię, że znowu się we mnie zakocha. Ale tym razem powiem mu to pierwszy i nie będę czekał na „lepszy moment” jak to wcześniej zrobiłem. Czekałem, a on i tak się nie pojawił. Dlatego teraz każdy moment będzie najlepszy.

***********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Witam,
    no, no Yuui chce ponownie rozkochać w sobie Enmbe, tak dowiedział się, że został zgwałcony, skąd tak na dobrą sprawę Yuui zna Greya…
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...