Spojrzałem
na niego kiedy nie dokończył swojej wypowiedzi. Poprawił pewnie ramię swojej
torby.
- Tak??- Zapytałem. Spojrzał na
mnie.
- Już nic.- Odpowiedział. Wypuściłem
głośno powietrze z płuc.
- Nie mów, że już nic. Gdyby nic się
nie stało to byś nie zaczynał tematu.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie czujnym
spojrzeniem.- Powiedz co ci chodzi po głowie.
- Naszła mnie dziwna ochota na seks
z tobą.- Powiedział. Spojrzałem na niego
wybałuszając oczy w zaskoczeniu.
-Weź nawet tak nie żartuj.
-Ale ja nie żartuje.
- Jasne. Weź przestań.
- Mówię poważnie. Zamarzyło mi się
właśnie małe bzykako w lesie.- Powiedział. Pokręciłem przecząco głową ruszając
przed siebie. Głupek!
- To weź sobie dziwke tutaj
ściągnij.
- Ale ja chcę z tobą.
- To weź sobie zwal i daj mi
spokój.- Powiedziałem. Zrównał się ze mną.
- A popatrzysz?
- C-CO?!- Zawołałem zatrzymując się
gwałtownie. Zaśmiał się cicho.
- Żartuje przecież.- Powiedział. Poczochrał
moje włosy i ruszył po woli przed siebie.
- Głupek jesteś.
- Ty też.
- Ja? Niby kiedy?
- Od zawsze. I zawsze się tak
zachowywałeś.
- Tak, czyli jak?
- Jak rozpieszczony, brutalny
dzieciak z dzianej rodziny, który myślał, że wszystko mu wolno i na wszystko ma
pozwolenie oraz, że dostanie wszystko czego zapragnie.
- Nie wiem o co ci chodzi jak ja
przecież byłem rozpieszczonym, brutalnym dzieciakiem z dzianej rodziny, który
myślał, że wszystko mu wolno i na wszystko ma pozwolenie oraz, że dostanie
wszystko czego zapragnie.- Powiedziałęm uśmiechając się wrednie. Przyglądał mi
się z niedowierzaniem przez chwilę po czym pokiwał przecząco głową. Zaśmiałem
się cicho.
- Zapomniałeś dodać skromnym.
- Skromnym i przystojnym.
- No już nie przesadzajmy.-
Powiedział śmiejąc się głośno.
-
Wiem!
-
Co wiesz?
-
Wiem co zrobię aby ukarać swoją klasę za to co zrobili!- Zawołałem ucierając
ręce z uciechy. Jaki ja byłem genialny. Że też nie wpadłem na ten pomysł
wcześniej.
-
A co planujesz jeżeli można wiedzieć. Bo po twojej reakcji mogę stwierdzić, że
coś wrednego.- Powiedział. Zaśmiałem się co jeszcze bardziej pogłębiło jego
obawy.
-
Zobaczysz. Niedługo się przekonasz.- Powiedziałem. Podskoczyłem z piskiem.
Zaklaskałem w ręce. No ja nie mogę, ale ja mam łeb.
-
Już im współczuje.- Zaśmiał się delikatnie. Uderzyłem go w ramie. Oddał mi
wredny i niedobry jeden.- Enmba…
- Tak?
- Czy wiesz, że ktoś za nami idzie?
- No i co z tego? Nie robimy niczego
niezgodneg z prawem.
- A wiesz kto to jest?
- Wiem.
- Nie masz zamiaru z tą osobą
rozmawiać?
- Jakoś nie mam ochoty…-
Powiedziałem wypuszczając powietrze głośno z płuc. Tak się składało, że ta
osoba szła za nami już od jakiś dziesięciu minut. Postanowiłem ją zignorować
właśnie w tym samym momnecie kiedy mnie zawołała.
- Enmba! Wiem, że mnie słyszysz!
Zatrzymaj się!- Zawołał. Przystanąłem i spojrzałem na niego chłodnym
spojrzeniem.
- Mówiłem ci, że jak jesteś w
robocie to masz do mnie nie przyłazić.
- Tak samo jak i po robocie.-
Prychnął dobrze znajomy mi chłopak. Grey. Ubrany w czarny garnitur z białą
koszulą.
- Czego chcesz?
- Jest sprawa.
- Nie jestem zbytnio
zainteresowany.- Powiedziałem odwracając się do niego tyłem.
- Chodzi o twojego brata.
- Wiesz jakoś się nie domyśliłem
widząc ciebie tutaj tak ubranego.- Zadrwiłem.
- Leży w szpitalu.- Powiedział.
Przystanąłem rażony gromem z jasnego nieba. Spojrzałem na niego z furią w
oczach. Podszedłem do niego i złapałem go za krawat unosząc go delikatnie do
góry.
- Chcesz mi powiedzieć, że
pozwoliłeś zranić osobę, którą ja mam prawo zabić i jest to prawo na
wyłączność?!- Zapytałem z furią w głosie.
- To się stało jak mnie przy nim nie
było.
- Ciebie?! Prawej ręki mojego
brata?!- Krzyknąłem. Skrzywił się.
- Oddelegowali mnie gdzie indziej.
Nie pracuję już tak blisko niego.
- Co? Nie sprawdziłeś się jako moja
dupa to cię zdegradowali?- Zadrwiłem. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
- Nie o to w tym wszystkim chodzi.
- Nie będę prosił o tłumaczenie, bo
jakoś mnie nie obchodzi.- Powiedziałem. Złapałem zaskoczonego Yuui’ego za
przegub ręki.- Na co czekasz? Wołaj tutaj tego idiotę, z którym tutaj przyjechałeś i jedziemy do
tego zjeba.
- Możesz tak o nim nie mówić?
- Chuj, ciota, kurwa, szmata,
inwalida umysłowy, krowie łajno, końska sperma, bezmózgowiec, idiota, kretyn,
down, świnia? O takie wyzwiska ci chodzi czy jeszcze jakieś inne?
- W ogóle abyś tak na niego nie
mówił.
- A sorry, ale nie. Będę na niego
mówił jak mi się żywnie podoba.- Powiedziałem. Czarna audica zatrzymała się
koło nas. Wepchałem Yuui’kuna na tylnie siedzenie i usiadłęm koło niego. Bez
niego się nie ruszę i już. Kierowca spojrzał na mnie zaskoczony kiedy wsiadałem
do samochodu. Znałem tego faceta.
- Grey możesz mi powiedzieć dlaczego
bierzemy tego pedała ze sobą?- Zapytał. Yuui położył mi rękę na kolanie abym
się uspokoił i czasami go nie trzasnął w ten jego zakuty łeb.
- Jedź już i nie zadawaj pytań.
- Co? Tak ci za nim tęskno? Tak
dobrze obciągał, że muszę go targać ze sobą do mistrza?- Zapytał. Położyłem mu
rękę na ramieniu z głośnym trzaskiem.
- Jeszcze jedno słowo koleś a
zobaczysz jak obciągam i zrobie z ciebie pojemnik na moją spermę.-
Powiedziałem. Grey unikał mojego spojrzenia. Wiedział, że nie znosiłem takich
odzywek jakie on właśnie tutaj reprezentował.
- Słuchaj no gówniarzu. Wiozę cię
tylko dlatego, że nasz Grey sobie tego zażyczył.
- TO jeżeli sobie zażyczył czegoś
takiego to kurwa jedź do tego szpitala niczym wiatr wypierdalaj stąd! Ma się za
nami kurzyć!- Warknąłem na niego. Yuui złapał mnie za bark i szarpnął mną do
tyłu tak, że uderzyłem plecami o oparcie.
- Opanuj się.
- Przecież ja jestem spokojny.
- Właśnie widzę.- Mruknął patrząc na
Grey’a.- Możesz mi powiedzieć co tak dokładnie się stało i komu?
- Natsu-sama.- Powiedział. Yuui
spojrzał na niego zaskoczony, później na mnie. Wiedziałem co mu się we łbie
zrodziło „Jakie pojebane relacje łączyły mnie i prawą rękę szefa mafii?!”.- Był
na misji. Został postrzelony. Ma kilka ran. Lekarze z kolei mówią, że to nic
poważnego, ale postanowiłem powiedzieć Enmbie, chociaż wiem co mu po głowie
chodzi.
- A co mu chodzi?
- To pan nie wie??- Zapytał
zaskoczony. Spojrzałem na niego uważnie dając mu do zrozumienia, że ma się
zamknąć.- Enmba od dawna wykrzykuje, że zabije mojego mistrza w wymyślne
sposoby. Kiedyś prawie mu się to udałow naszej dzielnicy, dlatego teraz ma
zakaz zbliżania się na nasze tereny oraz do mistrza. Każdy może go zabić.-
Powiedział. Yuui spojrzał na mnie zaskoczony.
- No właśnie. Ta dziwka chce zabić
naszego mistrza, a ty mi każesz go zabrać pod jego oblicze.- Warknął kierowca.
Kopnąłem kilka razy w jego siedzenie. Zaklnął.
- Weź zamknij mordę bo zrobię ci z
dupy jesień średniowiecza jak się nie uspokoisz!- Warknąłem na niego. Yuui
zasłonił mi usta dłonią.
- To ty się zamknij bo jak nie to ja
zrobię TOBIE z dupy jesień średniowiecza.- Zagroził. Spojrzałem na niego
wilkiem. Twarz mi drętwiała.- I nawet nie rób tego o czym myślisz.- Dodał.
Wrócił do rozmowy z Grey’em, który przyglądał mi się uważnie.
- Nie sądziłem, że istnieje ktoś kto
potrafi nad nim zapanować.- Powiedział z podziwem.
- On to jak pies który dużo szczeka.
Takie są niegroźne w bezpośrednim starciu.- Odpowiedział Yuui. Zagotowało się
we mnie. Ugryzłem go mocno w rękę. Puścił mnie i spojrzał na mnie z ukosa
łapiąc się za rękę w która go ugryzłem. Odpiąłem pospiesznie pasy łapiąc za
klamkę od drzwi. Wolę wyskoczyć i połamać sobie kark niż tutaj zostać. Złapał
mnie w pasie. Złapałem się rączki wiszącej nad drzwiami i zacząłem się na niej
podciągać próbując się uwolnić. Pochylił się nade mną i z łatwością zabrał moje
ręce z mojej pomocy.
- Puszczaj!- Krzyknąłem próbując się
uwolnić z całych swoich sił.
- Zapomnij.- Zadrwił rozpinając mi
pasek od spodni. Jednym zwinnym pociągnięciem sprawił, że pasek wylągował na
podłodzę. Rzucił mnie na siedzenie i pochylił się nade mną.
- Głuchy… jesteś…- Wydyszałem
próbując go z siebie zwalić. Wsunął mi rękę pod koszulkę. Zacząłem bić go po
barku i wiercić się pod nim aby w końcu ze mnie zlazł. Złapał mnie za
okładającą go rękę i umieścił ją nad moją głową.- Grey! Zabierz go ze mnie do cholery
jasnej!
- Sam przecież dasz sobie radę.-
Powiedział uśmiechając się do mnie. Czy on myślał, że to zabawa?
- GREY!!- Ryknąłem na niego. Yuui
wypuścił głośno powietrze z płuc i wpił się w moje wargi. Jęknąłem w proteście napinając
wszystkie mięśnie ciała. Całował mnie brutalnie nie pozwalając mi na odrobinę
wytchnienia. Nie mogłem oderwać od niego ust. Nie dawał mi na to szans. Jego
ręka, która znajdowała się pod moją koszulką zaczęła sunąć w dół. Ugryzłem go
mocno w język. Odskoczył ode mnie.- Proszę… przestań…- Wydyszałem zmęczony nie
mogąc złapać oddechu. Zasłaniałem usta wolną ręką.
- Przecież powiedziałem co ci zrobie
jak to zrobisz.- Powiedział. Milczałem. Serce dudbiło mi boleśnie w uszach.
Złapał mnie za twarz i zmusił abym spojrzał na niego.- Mówiłem?
- Mówiłeś.
- No więc mam prawo do tego ponieważ
cię ostrzegłem.
- Przepraszam.
- Myślisz, że zwykłe przepraszam
wystarczy. Chcę jakiegoś zadość uczynienia.
- Przestań…
- Co przestań?
- Wystarczy. Nie zrobię tego więcej
jeżeli uznam to za stosowne.- Powiedziałem próbując delikatnie zwalić go z
siebie. Wypuścił głośno powietrze z płuc. Odgarnął moje włosy z czoła i
pocałował mnie w nie delikatnie po czym zszedł ze mnie. Usiadłem poprawiając
swoje włosy jak i garderobę.
- W szoku jestem.- Powiedział Grey.
- JA też. Już myślałęm, że będą mi
się jebać na tylnim siedzeniu.- Powiedział kierowca. Wyciągnąłem w stronę
Grey’a rękę.
- Daj mi swoją broń.
- Po co ci ona?
- Nie twój interes. Daj mi ją.
- Nie.
- Kurwa daj mi ją albo posunę się
dalej z tobą niż on chciał ze mną!- Wydarłem się na niego. Po chwili milczenia
podał mi drżącą ręką broń bez magazynka oczywiście. Usiadłem na końcu siedzenia
odgradzając się nogami od Yuui’ego. Wycelowałem w niego bronią.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że
jest nienaładowana?- Zapytał retorycznie Grey. Yuui zaśmiał się cicho.
- Chyba nie wiesz, że w rękach tego
psychopaty nawet plastikowa łyżeczka jest niebezpieczna.- Powiedział Yuui
uśmiechając się do mnie delkatnie.
- Nie zbliżaj się do mnie.-
Ostrzegłem go. Kiwnął twierdząco głową na znak, że zrozumiał.
** 15
minut później**
Stałem z Yuui’m i Grey’em przed
wejściem do jego pokoju. Yuui mocno ściskał moją rękę (na ciekawskie spojrzenie
pielęgniarki powiedział „Boi się szpitali. Gdybym go nie trzymał pewnie by
uciekł”). Grey zapukał dwa razy i wszedł do środka. My za nim. Znajdowała się
tam prawie cała moja rodzinka. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Natsu
obdarzył Grey’a chłodnym spojrzeniem orientując się, że to właśnie on mnie
tutaj sprowadził.
- Jeszcze nie zdechłeś?- Zapytałem
zaskoczony. Zmróżył oczy.
- Widać jeszcze się trzymam.
- Kurwa a myślałem, że na
rozpoznanie ciała przyjeżdżam.- Powiedziałem zawiedzionym głosem. Uśmeichnął
się gorzko.
- Nie w tym życiu.
- Założymy się.
- Enmba.- Grey jęknął cicho.
Spojrzałem na niego i przecząco pokiwałem głową. Yuui póścił moją rękę i
podszedł do łóżka Natsu. Sięgnął po jego kartę gorączkową. Zajrzał do niej i
spojrzał na niego zaskoczony. Mój brat wydawał się go ignorować. Yuui spojrzał
na mnie. Znam to spojrzenie.
- Ok. Widzę, że jeszcze żyjesz więc
mogę nadal marzyć o zabiciu cię, a teraz… Grey chodź na chwilę.- Powiedziałem.
Zaskoczyłem tym wszystkich.
- Po co?
- Ruchać mi się chcę.- Powiedziałem.
Moja matka zaciągnęła się głośno powietrzem.
- Eh… znowu?
- Tak. Znowu.
- Ok. Chodź.- Powiedział. Podszedł
do mnie.
- Grey…?- Pierwszy raz w życiu
usłyszałem tyle bólu w tym głosie wypowiadającym to imię błagalnie,
niedowierzająco. Spojrzałem w tamtą stronę. Natsu wyglądał jakby miał się
popłakać. Spojrzałem zaskoczony na Grey’a. Ból na jego twarzy. Złapałem go za
rękę i pociągnąłem za sobą w stronę drzwi.
- Mam nadzieję, że gumki masz?
- Mam.- Odpowiedział. Zniknęliśmy za
drzwiami. Pociągnąłem go za sobą. Dopiero po przejściu sporego kawałka
schowałem się z nim w zabiegowym na tym piętrze. Zamknąłem za sobą drzwi
rzucając go na kozetkę.
- Nie becz.
- Nie becze.
- Widzę przecież.- Powiedziałem.
Wytarł pospiesznie oczy.- Jestem w szoku, że pamiętałeś.
- Jak mógłbym zapomnieć. Nie
pierwszy raz powiedziałeś do mnie publicznie „Ruchać mi się chcę” i zawsze
kończyło się to tak samo.
- Publicznie?
- No a nie. Raz w wesołym
miasteczku, raz na gokon i raz na zakończeniu roku szkolnego w piątej klasie
przez moją siostrę. Trudno zapomnieć takie dni, miejsca i takie zdażenie.
- Aha. Już myślałem, że nie
wyjdziesz.
- Przecież ty chcesz tylko
porozmawiać.
- Nom.
- To o co chodzi?
- Czegoś mi nie mówisz. Nam
wszystkim czegoś nie mówicie.
- Dlaczego tak myślisz?
- Yuui mi powiedział.
- Kto?
- Ten koleś który tutaj ze mną
przyjechał to Yuui.
- TEN Yuui?- Zapytał zaskoczony.
Kiwnąłem twierdząco głową.- Teraz rozumiem dlaczego tak w samochodzie
zareagowałeś.
- A ty kretynie nie chciałeś mi
pomóc.
- Skąd miałem wiedzieć, że to on?!
- Dobra. Teraz powiedź o co chodzi.
- Z mistrzem jest gorzej niż na to
wygląda. Potrzebuje transfuzji krwii. Ale nikt z twojej rodziny nie ma takiej
samej jak on.- Powiedział. Przyjżałem mu się uważnie.
- Jak poważne są relacje między
wami?
- Co??- Zapytał zaskoczony ale i
przerażony. Spojrzał na mnie. Przyglądałem mu się uważnie. Opuścił zrezygnowany
głowę w dół patrząc na swoje kolana.- Spotykamy się od miesiąca.- Szepnął
cicho. Zaśmiałem się gorzko. Ironia losu, co nie?
- Poczekaj tutaj.- Powiedziałem i
wyszedłem z zabiegowego. Pokręciłem przecząco głową. Ja nie mogłem być z Yuui’m
ale jak po wybudzeniu ze śpiączki powiedziałem wszystkim w domu co widziałem
jako siedmiolatek Natsu obiecał, że mnie zabije i zaczął chodzić z moim byłym. Ta
rodzina i te wszystkie układy jakie w niej panują jest zdrowo pierdolnięta.
*** 30
minut później***
Siedział tam nadal. Ogarnął się już.
Nie płakał. Wszedłem zamykając za sobą drzwi. Trzymałem w ręku dwanaście
czekolad. W sumie jedenaście. Dwunastą jadłem. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Możemy iść.
- Co ty…- Spojrzał na czekolady.
Złapał mnie za róg bluzy.- Czy ty właśnie…
- Pamiętaj, że nie zrobiłem tego
dla niego. Jakbym mógł to bym mu cyjanku
do żył dolał.
- Dobrze, dzięuje.- Powiedział
kłaniając się przede mną.
- Zrobiłem to tylko i wyłącznie dla
ciebie.
- Dobrze, dziękuje.
- Idziemy.
- Dobrze, dziękuje.- Powiedział i
ruszyłem z nim do pokoju z kótrego wcześniej obaj wyszliśmy. Kiedy tam wszedłem
miałem wrażnenie, że nic się tutaj nie zmieniło. Jakby ostatnie pół godziny nie
istniało. Grey wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha. Przeciągnąłem się zmęczony.
- Gdzie byliście?- Zapytał Yuui.
- Na dymanku.- Odpowiedziałem
wyczerpany.
- Enmba…- Skarciła mnie matka.
Spojrzałem na nią.
- No co? Nie pasuje wam to jaki
jestem? Zerżnąłem go równo z każdej strony i on mi w nagrodę jeszcze czekoladę
za to dał.- Zaśmiałem się.- Chcesz jedną?- Zapytałem. Pobladał na twarzy. Yuui
uderzył mnie w głowę. Spojrzałem na niego z wyrzutem. Miał ściągnięte brwii. Myślał.
- Grey. Wyjdź.- Powiedział Natsu.
Spojrzałem na niego zaskoczony. Nie tylko ja z resztą.
- Ale…
- Głuchy jesteś?! Wyjdź!
- Zamknij się.
- Enmba! Morda!- Warknął na mnie.
Podszedłem do niego i sprzedałem mu parola w czoło.
- To ty się zamknij.- Odpyskowałem.-
Tym razem ci daruję, ale przy następnej naszej wizycie wypruje ci flaki przez
uszy.- Dodałem. Złapałem Yuui’ego za rękę.- I to my wyjdziemy. Zapamiętaj sobie
co ci powiedziałem.
- Pamiętam.
- Grey pamiętaj co ci mówiłem.
- Tak pamiętam. Dziękuje.
- To nie dla niego. To dla ciebie.
- Dobrze, dziękuje.
- Musimy to kiedyś powtórzyć.
- Dobrze, dziękuje. Nawet dwa razy
jeżeli będziesz chciał.- Powiedział. Boże święty czy ten chłopak zdaje sobie
sprawę z tego jak to musi dla innych brzmieć?!
- Natsu…- Złapałem za klamkę od
drzwi. Nie spojrzałem na niego.- Nie jestem taką świnią aby ruszać
zarezerwowane.- Dodałem i wyszedłem zamykając drzwi. Pociągnąłem tego głupka za
sobą.
- Co to miało być?
- Rozmowa.
- Dziwna.
- Normalna. Chcesz trochę?-
zapytałem pokazując mu czekolade. Spojrzał na nią.
- Sam ją masz chyba zjeść.
- Niee??
- Weź ze mnie durnia nie rób.
- Ale ja już nie mogę więcej.-
Poskarżyłem się. Ułamał sobie dwie kostki czekolady i wsunął ją do ust.
Uśmiechnąłem się delikantie. Wciągnął mnie do ciemnego zaułku niedaleko pralni
i prosektorium. Pomiędzy ściany bez oknien. W miejsce ciemne. Przywarł do mnie
ustami rozsuwając moje wargi swoim językiem. Poczułem ciepło czekolady
rozchodzące się po moim gardle. Tabliczki czekolady jak i moja torba gruchnęły
o asfalt. Uniosłem się na palcach próbując go odepchać. Przywarł moimi plecami
o ścianę. Oderwał się ode mnie ale nie odsunął twarzy od mojej.
- Co z nim robiłeś?
- Co?
- Pytam się co z nim robiłeś?
- Ja… nie… nic…- Wydukałem kiedy
zbliżył twarz do mojej.
- Pytam ostatni raz.- Powedział i
znowu zaczął mnie całować. Nigdy mnie tak nie całował. W jego pocałunkach można
było wyczuć namiętność, jak i złość i brutalność. Przeszedł na moją szyję
pozwalając mi oddychać.
- Nic nie robiliśmy.- Wydyszałem.
Jęknąłem kiedy przywarł do mojej szyji. Ten głupek robił mi malinkę.- Mówię
prawdę! Rozmawialiśmy chwilę. Później ja wyszedłem, wróciłem po prawie
półgodziny i od razu poszliśmy do was.
- Enmba…- Warknął ostrzegawczo do
mojego ucha i ugryzł mnie w jego płątek. Jęknąłem zrezygnowany łapiąc się za to
ucho.
- Mówię prawdę.- Powiedziałem.
Spojrzał mi w oczy. Kiwnąłem twierdząco głową.- Myślisz, że skąd ja mam te
czekolady? Przecież to jest szpitalne.- Dodałem. Pochylił się nade mną i przeciągnął
językiem po mojej wardze. Zadrżałem.
- Jesteś niesprawiedliwy.-
Powiedział z żalem.
- Ja?!- Zawołałem zbulwersowany. Że
niby ja?!
- Ciii.- Szepnął. Pocałowął mnie
namiętnie. Przewróciłem oczami. Już sam nie wiedziałem, czy tego chciałem czy
też nie. Odkleił się ode mnie. Przyłożył do moich ust moją prawą rękę.
Spojrzałem na niego zaskoczonym spojrzeniem. Rozpiął mi pasek całując mnie po
szyi. Osunął się coraz niżej. Oblizał się lubieżnie.
- Yuui! Nie…- Zakrył mi ponownie
usta. Pokręcił przecząco głową.
- Nie jęcz…- Powiedział. Oparłem
głowę o ścianę kiedy poczułem znajomą wilgotność w TAMTYM miejscu. Przeciągał
swoim szorstkim językiem po moim członku. Zakryłem usta drugą ręką. Nogi
zaczęły mi drżeć kiedy zanurzył go w swoich ustach ssąc go i liżąc zawzięcie.
Coś było nie tak. Było inaczej. Złapał go u nasady i poruszając ręką w górę i w
dół lizał go co chwilę. Podgryzał i podszczypywał. Zagryzłem zęby na wargach
łapiąc go mocno za bluzę na jego ramionach i zginając się w pół…
Witam,
rozdział bardzo mi się spodobał, bardzo się cieszę, że już „odwiesiłaś” ;]
relacje w rodzinie Enmby są bardzo ciekawe… ale ten gest jaki zrobił jest bardzo dobry… Ehh.. mógłby Enmba być bardziej, no nie wiem jak to napisać, ale nich Yuui go tak łatwo nie zastrasza, no i jak go chce ponownie zdobyć to niech się postara, natrudzi….. (komentarz pisany na szybko… idzie burza u mnie…)
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
rozdział bardzo mi się spodobał, bardzo się cieszę, że już „odwiesiłaś” ;]
relacje w rodzinie Enmby są bardzo ciekawe… ale ten gest jaki zrobił jest bardzo dobry… Ehh.. mógłby Enmba być bardziej, no nie wiem jak to napisać, ale nich Yuui go tak łatwo nie zastrasza, no i jak go chce ponownie zdobyć to niech się postara, natrudzi….. (komentarz pisany na szybko… idzie burza u mnie…)
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
Braciszek w szpitalu?
SEEX. SEEX. SEEX. Jak ja kocham Sex. XDD . GEJ PORNO NAJLEPSZE *O*
a nowa notka właśnie się tworzy:D
Jak coś u mnie nowa notka ^^
dodałam. ^^