poniedziałek, 5 lutego 2018

25. „Czasami to co widzimy nie zawsze jest prawdziwym odbiciem rzeczywistości”. 25


Spojrzałem na niego kiedy nie dokończył swojej wypowiedzi. Poprawił pewnie ramię swojej torby.
            - Tak??- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
            - Już nic.- Odpowiedział. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
            - Nie mów, że już nic. Gdyby nic się nie stało to byś nie zaczynał tematu.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie czujnym spojrzeniem.- Powiedz co ci chodzi po głowie.
            - Naszła mnie dziwna ochota na seks z tobą.- Powiedział. Spojrzałem  na niego wybałuszając oczy w zaskoczeniu.
            -Weź nawet tak nie żartuj.
            -Ale ja nie żartuje.
            - Jasne. Weź przestań.
            - Mówię poważnie. Zamarzyło mi się właśnie małe bzykako w lesie.- Powiedział. Pokręciłem przecząco głową ruszając przed siebie. Głupek!
            - To weź sobie dziwke tutaj ściągnij.
            - Ale ja chcę z tobą.
            - To weź sobie zwal i daj mi spokój.- Powiedziałem. Zrównał się ze mną.
            - A popatrzysz?
            - C-CO?!- Zawołałem zatrzymując się gwałtownie. Zaśmiał się cicho.
            - Żartuje przecież.- Powiedział. Poczochrał moje włosy i ruszył po woli przed siebie.
            - Głupek jesteś.
            - Ty też.
            - Ja? Niby kiedy?
            - Od zawsze. I zawsze się tak zachowywałeś.
            - Tak, czyli jak?
            - Jak rozpieszczony, brutalny dzieciak z dzianej rodziny, który myślał, że wszystko mu wolno i na wszystko ma pozwolenie oraz, że dostanie wszystko czego zapragnie.
            - Nie wiem o co ci chodzi jak ja przecież byłem rozpieszczonym, brutalnym dzieciakiem z dzianej rodziny, który myślał, że wszystko mu wolno i na wszystko ma pozwolenie oraz, że dostanie wszystko czego zapragnie.- Powiedziałęm uśmiechając się wrednie. Przyglądał mi się z niedowierzaniem przez chwilę po czym pokiwał przecząco głową. Zaśmiałem się cicho.
            - Zapomniałeś dodać skromnym.
            - Skromnym i przystojnym.
            - No już nie przesadzajmy.- Powiedział śmiejąc się głośno.
- Wiem!
- Co wiesz?
- Wiem co zrobię aby ukarać swoją klasę za to co zrobili!- Zawołałem ucierając ręce z uciechy. Jaki ja byłem genialny. Że też nie wpadłem na ten pomysł wcześniej.
- A co planujesz jeżeli można wiedzieć. Bo po twojej reakcji mogę stwierdzić, że coś wrednego.- Powiedział. Zaśmiałem się co jeszcze bardziej pogłębiło jego obawy.
- Zobaczysz. Niedługo się przekonasz.- Powiedziałem. Podskoczyłem z piskiem. Zaklaskałem w ręce. No ja nie mogę, ale ja mam łeb.
- Już im współczuje.- Zaśmiał się delikatnie. Uderzyłem go w ramie. Oddał mi wredny i niedobry jeden.- Enmba…
            - Tak?
            - Czy wiesz, że ktoś za nami idzie?
            - No i co z tego? Nie robimy niczego niezgodneg z prawem.
            - A wiesz kto to jest?
            - Wiem.
            - Nie masz zamiaru z tą osobą rozmawiać?
            - Jakoś nie mam ochoty…- Powiedziałem wypuszczając powietrze głośno z płuc. Tak się składało, że ta osoba szła za nami już od jakiś dziesięciu minut. Postanowiłem ją zignorować właśnie w tym samym momnecie kiedy mnie zawołała.
            - Enmba! Wiem, że mnie słyszysz! Zatrzymaj się!- Zawołał. Przystanąłem i spojrzałem na niego chłodnym spojrzeniem.
            - Mówiłem ci, że jak jesteś w robocie to masz do mnie nie przyłazić.
            - Tak samo jak i po robocie.- Prychnął dobrze znajomy mi chłopak. Grey. Ubrany w czarny garnitur z białą koszulą.
            - Czego chcesz?
            - Jest sprawa.
            - Nie jestem zbytnio zainteresowany.- Powiedziałem odwracając się do niego tyłem.
            - Chodzi o twojego brata.
            - Wiesz jakoś się nie domyśliłem widząc ciebie tutaj tak ubranego.- Zadrwiłem.
            - Leży w szpitalu.- Powiedział. Przystanąłem rażony gromem z jasnego nieba. Spojrzałem na niego z furią w oczach. Podszedłem do niego i złapałem go za krawat unosząc go delikatnie do góry.
            - Chcesz mi powiedzieć, że pozwoliłeś zranić osobę, którą ja mam prawo zabić i jest to prawo na wyłączność?!- Zapytałem z furią w głosie.
            - To się stało jak mnie przy nim nie było.
            - Ciebie?! Prawej ręki mojego brata?!- Krzyknąłem. Skrzywił się.
            - Oddelegowali mnie gdzie indziej. Nie pracuję już tak blisko niego.
            - Co? Nie sprawdziłeś się jako moja dupa to cię zdegradowali?- Zadrwiłem. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
            - Nie o to w tym wszystkim chodzi.
            - Nie będę prosił o tłumaczenie, bo jakoś mnie nie obchodzi.- Powiedziałem. Złapałem zaskoczonego Yuui’ego za przegub ręki.- Na co czekasz? Wołaj tutaj tego idiotę,  z którym tutaj przyjechałeś i jedziemy do tego zjeba.
            - Możesz tak o nim nie mówić?
            - Chuj, ciota, kurwa, szmata, inwalida umysłowy, krowie łajno, końska sperma, bezmózgowiec, idiota, kretyn, down, świnia? O takie wyzwiska ci chodzi czy jeszcze jakieś inne?
            - W ogóle abyś tak na niego nie mówił.
            - A sorry, ale nie. Będę na niego mówił jak mi się żywnie podoba.- Powiedziałem. Czarna audica zatrzymała się koło nas. Wepchałem Yuui’kuna na tylnie siedzenie i usiadłęm koło niego. Bez niego się nie ruszę i już. Kierowca spojrzał na mnie zaskoczony kiedy wsiadałem do samochodu. Znałem tego faceta.
            - Grey możesz mi powiedzieć dlaczego bierzemy tego pedała ze sobą?- Zapytał. Yuui położył mi rękę na kolanie abym się uspokoił i czasami go nie trzasnął w ten jego zakuty łeb.
            - Jedź już i nie zadawaj pytań.
            - Co? Tak ci za nim tęskno? Tak dobrze obciągał, że muszę go targać ze sobą do mistrza?- Zapytał. Położyłem mu rękę na ramieniu z głośnym trzaskiem.
            - Jeszcze jedno słowo koleś a zobaczysz jak obciągam i zrobie z ciebie pojemnik na moją spermę.- Powiedziałem. Grey unikał mojego spojrzenia. Wiedział, że nie znosiłem takich odzywek jakie on właśnie tutaj reprezentował.
            - Słuchaj no gówniarzu. Wiozę cię tylko dlatego, że nasz Grey sobie tego zażyczył.
            - TO jeżeli sobie zażyczył czegoś takiego to kurwa jedź do tego szpitala niczym wiatr wypierdalaj stąd! Ma się za nami kurzyć!- Warknąłem na niego. Yuui złapał mnie za bark i szarpnął mną do tyłu tak, że uderzyłem plecami o oparcie.
            - Opanuj się.
            - Przecież ja jestem spokojny.
            - Właśnie widzę.- Mruknął patrząc na Grey’a.- Możesz mi powiedzieć co tak dokładnie się stało i komu?
            - Natsu-sama.- Powiedział. Yuui spojrzał na niego zaskoczony, później na mnie. Wiedziałem co mu się we łbie zrodziło „Jakie pojebane relacje łączyły mnie i prawą rękę szefa mafii?!”.- Był na misji. Został postrzelony. Ma kilka ran. Lekarze z kolei mówią, że to nic poważnego, ale postanowiłem powiedzieć Enmbie, chociaż wiem co mu po głowie chodzi.
            - A co mu chodzi?
            - To pan nie wie??- Zapytał zaskoczony. Spojrzałem na niego uważnie dając mu do zrozumienia, że ma się zamknąć.- Enmba od dawna wykrzykuje, że zabije mojego mistrza w wymyślne sposoby. Kiedyś prawie mu się to udałow naszej dzielnicy, dlatego teraz ma zakaz zbliżania się na nasze tereny oraz do mistrza. Każdy może go zabić.- Powiedział. Yuui spojrzał na mnie zaskoczony.
            - No właśnie. Ta dziwka chce zabić naszego mistrza, a ty mi każesz go zabrać pod jego oblicze.- Warknął kierowca. Kopnąłem kilka razy w jego siedzenie. Zaklnął.
            - Weź zamknij mordę bo zrobię ci z dupy jesień średniowiecza jak się nie uspokoisz!- Warknąłem na niego. Yuui zasłonił mi usta dłonią.
            - To ty się zamknij bo jak nie to ja zrobię TOBIE z dupy jesień średniowiecza.- Zagroził. Spojrzałem na niego wilkiem. Twarz mi drętwiała.- I nawet nie rób tego o czym myślisz.- Dodał. Wrócił do rozmowy z Grey’em, który przyglądał mi się uważnie.
            - Nie sądziłem, że istnieje ktoś kto potrafi nad nim zapanować.- Powiedział z podziwem.
            - On to jak pies który dużo szczeka. Takie są niegroźne w bezpośrednim starciu.- Odpowiedział Yuui. Zagotowało się we mnie. Ugryzłem go mocno w rękę. Puścił mnie i spojrzał na mnie z ukosa łapiąc się za rękę w która go ugryzłem. Odpiąłem pospiesznie pasy łapiąc za klamkę od drzwi. Wolę wyskoczyć i połamać sobie kark niż tutaj zostać. Złapał mnie w pasie. Złapałem się rączki wiszącej nad drzwiami i zacząłem się na niej podciągać próbując się uwolnić. Pochylił się nade mną i z łatwością zabrał moje ręce z mojej pomocy.
            - Puszczaj!- Krzyknąłem próbując się uwolnić z całych swoich sił.
            - Zapomnij.- Zadrwił rozpinając mi pasek od spodni. Jednym zwinnym pociągnięciem sprawił, że pasek wylągował na podłodzę. Rzucił mnie na siedzenie i pochylił się nade mną.
            - Głuchy… jesteś…- Wydyszałem próbując go z siebie zwalić. Wsunął mi rękę pod koszulkę. Zacząłem bić go po barku i wiercić się pod nim aby w końcu ze mnie zlazł. Złapał mnie za okładającą go rękę i umieścił ją nad moją głową.- Grey! Zabierz go ze mnie do cholery jasnej!
            - Sam przecież dasz sobie radę.- Powiedział uśmiechając się do mnie. Czy on myślał, że to zabawa?
            - GREY!!- Ryknąłem na niego. Yuui wypuścił głośno powietrze z płuc i wpił się w moje wargi. Jęknąłem w proteście napinając wszystkie mięśnie ciała. Całował mnie brutalnie nie pozwalając mi na odrobinę wytchnienia. Nie mogłem oderwać od niego ust. Nie dawał mi na to szans. Jego ręka, która znajdowała się pod moją koszulką zaczęła sunąć w dół. Ugryzłem go mocno w język. Odskoczył ode mnie.- Proszę… przestań…- Wydyszałem zmęczony nie mogąc złapać oddechu. Zasłaniałem usta wolną ręką.
            - Przecież powiedziałem co ci zrobie jak to zrobisz.- Powiedział. Milczałem. Serce dudbiło mi boleśnie w uszach. Złapał mnie za twarz i zmusił abym spojrzał na niego.- Mówiłem?
            - Mówiłeś.
            - No więc mam prawo do tego ponieważ cię ostrzegłem.      
            - Przepraszam.
            - Myślisz, że zwykłe przepraszam wystarczy. Chcę jakiegoś zadość uczynienia.
            - Przestań…
            - Co przestań?
            - Wystarczy. Nie zrobię tego więcej jeżeli uznam to za stosowne.- Powiedziałem próbując delikatnie zwalić go z siebie. Wypuścił głośno powietrze z płuc. Odgarnął moje włosy z czoła i pocałował mnie w nie delikatnie po czym zszedł ze mnie. Usiadłem poprawiając swoje włosy jak i garderobę.
            - W szoku jestem.- Powiedział Grey.
            - JA też. Już myślałęm, że będą mi się jebać na tylnim siedzeniu.- Powiedział kierowca. Wyciągnąłem w stronę Grey’a rękę.
            - Daj mi swoją broń.
            - Po co ci ona?
            - Nie twój interes. Daj mi ją.
            - Nie.
            - Kurwa daj mi ją albo posunę się dalej z tobą niż on chciał ze mną!- Wydarłem się na niego. Po chwili milczenia podał mi drżącą ręką broń bez magazynka oczywiście. Usiadłem na końcu siedzenia odgradzając się nogami od Yuui’ego. Wycelowałem w niego bronią.
            - Zdajesz sobie sprawę z tego, że jest nienaładowana?- Zapytał retorycznie Grey. Yuui zaśmiał się cicho.
            - Chyba nie wiesz, że w rękach tego psychopaty nawet plastikowa łyżeczka jest niebezpieczna.- Powiedział Yuui uśmiechając się do mnie delkatnie.
            - Nie zbliżaj się do mnie.- Ostrzegłem go. Kiwnął twierdząco głową na znak, że zrozumiał.

** 15 minut później**
            Stałem z Yuui’m i Grey’em przed wejściem do jego pokoju. Yuui mocno ściskał moją rękę (na ciekawskie spojrzenie pielęgniarki powiedział „Boi się szpitali. Gdybym go nie trzymał pewnie by uciekł”). Grey zapukał dwa razy i wszedł do środka. My za nim. Znajdowała się tam prawie cała moja rodzinka. Wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Natsu obdarzył Grey’a chłodnym spojrzeniem orientując się, że to właśnie on mnie tutaj sprowadził.
            - Jeszcze nie zdechłeś?- Zapytałem zaskoczony. Zmróżył oczy.
            - Widać jeszcze się trzymam.
            - Kurwa a myślałem, że na rozpoznanie ciała przyjeżdżam.- Powiedziałem zawiedzionym głosem. Uśmeichnął się gorzko.
            - Nie w tym życiu.
            - Założymy się.
            - Enmba.- Grey jęknął cicho. Spojrzałem na niego i przecząco pokiwałem głową. Yuui póścił moją rękę i podszedł do łóżka Natsu. Sięgnął po jego kartę gorączkową. Zajrzał do niej i spojrzał na niego zaskoczony. Mój brat wydawał się go ignorować. Yuui spojrzał na mnie. Znam to spojrzenie.
            - Ok. Widzę, że jeszcze żyjesz więc mogę nadal marzyć o zabiciu cię, a teraz… Grey chodź na chwilę.- Powiedziałem. Zaskoczyłem tym wszystkich.
            - Po co?
            - Ruchać mi się chcę.- Powiedziałem. Moja matka zaciągnęła się głośno powietrzem.        
            - Eh… znowu?
            - Tak. Znowu.
            - Ok. Chodź.- Powiedział. Podszedł do mnie.
            - Grey…?- Pierwszy raz w życiu usłyszałem tyle bólu w tym głosie wypowiadającym to imię błagalnie, niedowierzająco. Spojrzałem w tamtą stronę. Natsu wyglądał jakby miał się popłakać. Spojrzałem zaskoczony na Grey’a. Ból na jego twarzy. Złapałem go za rękę i pociągnąłem za sobą w stronę drzwi.
            - Mam nadzieję, że gumki masz?
            - Mam.- Odpowiedział. Zniknęliśmy za drzwiami. Pociągnąłem go za sobą. Dopiero po przejściu sporego kawałka schowałem się z nim w zabiegowym na tym piętrze. Zamknąłem za sobą drzwi rzucając go na kozetkę.
            - Nie becz.
            - Nie becze.
            - Widzę przecież.- Powiedziałem. Wytarł pospiesznie oczy.- Jestem w szoku, że pamiętałeś.
            - Jak mógłbym zapomnieć. Nie pierwszy raz powiedziałeś do mnie publicznie „Ruchać mi się chcę” i zawsze kończyło się to tak samo.
            - Publicznie?
            - No a nie. Raz w wesołym miasteczku, raz na gokon i raz na zakończeniu roku szkolnego w piątej klasie przez moją siostrę. Trudno zapomnieć takie dni, miejsca i takie zdażenie.
            - Aha. Już myślałem, że nie wyjdziesz.
            - Przecież ty chcesz tylko porozmawiać.
            - Nom.
            - To o co chodzi?
            - Czegoś mi nie mówisz. Nam wszystkim czegoś nie mówicie.
            - Dlaczego tak myślisz?
            - Yuui mi powiedział.
            - Kto?
            - Ten koleś który tutaj ze mną przyjechał to Yuui.    
            - TEN Yuui?- Zapytał zaskoczony. Kiwnąłem twierdząco głową.- Teraz rozumiem dlaczego tak w samochodzie zareagowałeś.
            - A ty kretynie nie chciałeś mi pomóc.
            - Skąd miałem wiedzieć, że to on?!
            - Dobra. Teraz powiedź o co chodzi.
            - Z mistrzem jest gorzej niż na to wygląda. Potrzebuje transfuzji krwii. Ale nikt z twojej rodziny nie ma takiej samej jak on.- Powiedział. Przyjżałem mu się uważnie.
            - Jak poważne są relacje między wami?
            - Co??- Zapytał zaskoczony ale i przerażony. Spojrzał na mnie. Przyglądałem mu się uważnie. Opuścił zrezygnowany głowę w dół patrząc na swoje kolana.- Spotykamy się od miesiąca.- Szepnął cicho. Zaśmiałem się gorzko. Ironia losu, co nie?
            - Poczekaj tutaj.- Powiedziałem i wyszedłem z zabiegowego. Pokręciłem przecząco głową. Ja nie mogłem być z Yuui’m ale jak po wybudzeniu ze śpiączki powiedziałem wszystkim w domu co widziałem jako siedmiolatek Natsu obiecał, że mnie zabije i zaczął chodzić z moim byłym. Ta rodzina i te wszystkie układy jakie w niej panują jest zdrowo pierdolnięta.

*** 30 minut później***
            Siedział tam nadal. Ogarnął się już. Nie płakał. Wszedłem zamykając za sobą drzwi. Trzymałem w ręku dwanaście czekolad. W sumie jedenaście. Dwunastą jadłem. Spojrzał na mnie zaskoczony.          
            - Możemy iść.
            - Co ty…- Spojrzał na czekolady. Złapał mnie za róg bluzy.- Czy ty właśnie…
            - Pamiętaj, że nie zrobiłem tego dla  niego. Jakbym mógł to bym mu cyjanku do żył dolał.
            - Dobrze, dzięuje.- Powiedział kłaniając się przede mną.
            - Zrobiłem to tylko i wyłącznie dla ciebie.
            - Dobrze, dziękuje.
            - Idziemy.
            - Dobrze, dziękuje.- Powiedział i ruszyłem z nim do pokoju z kótrego wcześniej obaj wyszliśmy. Kiedy tam wszedłem miałem wrażnenie, że nic się tutaj nie zmieniło. Jakby ostatnie pół godziny nie istniało. Grey wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha. Przeciągnąłem się zmęczony.
            - Gdzie byliście?- Zapytał Yuui.
            - Na dymanku.- Odpowiedziałem wyczerpany.
            - Enmba…- Skarciła mnie matka. Spojrzałem na nią.
            - No co? Nie pasuje wam to jaki jestem? Zerżnąłem go równo z każdej strony i on mi w nagrodę jeszcze czekoladę za to dał.- Zaśmiałem się.- Chcesz jedną?- Zapytałem. Pobladał na twarzy. Yuui uderzył mnie w głowę. Spojrzałem na niego z wyrzutem. Miał ściągnięte brwii. Myślał.
            - Grey. Wyjdź.- Powiedział Natsu. Spojrzałem na niego zaskoczony. Nie tylko ja z resztą.
            - Ale…
            - Głuchy jesteś?! Wyjdź!
            - Zamknij się.
            - Enmba! Morda!- Warknął na mnie. Podszedłem do niego i sprzedałem mu parola w czoło.
            - To ty się zamknij.- Odpyskowałem.- Tym razem ci daruję, ale przy następnej naszej wizycie wypruje ci flaki przez uszy.- Dodałem. Złapałem Yuui’ego za rękę.- I to my wyjdziemy. Zapamiętaj sobie co ci powiedziałem.
            - Pamiętam.
            - Grey pamiętaj co ci mówiłem.
            - Tak pamiętam. Dziękuje.
            - To nie dla niego. To dla ciebie.
            - Dobrze, dziękuje.
            - Musimy to kiedyś powtórzyć.
            - Dobrze, dziękuje. Nawet dwa razy jeżeli będziesz chciał.- Powiedział. Boże święty czy ten chłopak zdaje sobie sprawę z tego jak to musi dla innych brzmieć?!
            - Natsu…- Złapałem za klamkę od drzwi. Nie spojrzałem na niego.- Nie jestem taką świnią aby ruszać zarezerwowane.- Dodałem i wyszedłem zamykając drzwi. Pociągnąłem tego głupka za sobą.
            - Co to miało być?
            - Rozmowa.
            - Dziwna.
            - Normalna. Chcesz trochę?- zapytałem pokazując mu czekolade. Spojrzał na nią.
            - Sam ją masz chyba zjeść.
            - Niee??
            - Weź ze mnie durnia nie rób.
            - Ale ja już nie mogę więcej.- Poskarżyłem się. Ułamał sobie dwie kostki czekolady i wsunął ją do ust. Uśmiechnąłem się delikantie. Wciągnął mnie do ciemnego zaułku niedaleko pralni i prosektorium. Pomiędzy ściany bez oknien. W miejsce ciemne. Przywarł do mnie ustami rozsuwając moje wargi swoim językiem. Poczułem ciepło czekolady rozchodzące się po moim gardle. Tabliczki czekolady jak i moja torba gruchnęły o asfalt. Uniosłem się na palcach próbując go odepchać. Przywarł moimi plecami o ścianę. Oderwał się ode mnie ale nie odsunął twarzy od mojej.
            - Co z nim robiłeś?
             - Co?
            - Pytam się co z nim robiłeś?
            - Ja… nie… nic…- Wydukałem kiedy zbliżył twarz do mojej.
            - Pytam ostatni raz.- Powedział i znowu zaczął mnie całować. Nigdy mnie tak nie całował. W jego pocałunkach można było wyczuć namiętność, jak i złość i brutalność. Przeszedł na moją szyję pozwalając mi oddychać.
            - Nic nie robiliśmy.- Wydyszałem. Jęknąłem kiedy przywarł do mojej szyji. Ten głupek robił mi malinkę.- Mówię prawdę! Rozmawialiśmy chwilę. Później ja wyszedłem, wróciłem po prawie półgodziny i od razu poszliśmy do was.
            - Enmba…- Warknął ostrzegawczo do mojego ucha i ugryzł mnie w jego płątek. Jęknąłem zrezygnowany łapiąc się za to ucho.
            - Mówię prawdę.- Powiedziałem. Spojrzał mi w oczy. Kiwnąłem twierdząco głową.- Myślisz, że skąd ja mam te czekolady? Przecież to jest szpitalne.- Dodałem. Pochylił się nade mną i przeciągnął językiem po mojej wardze. Zadrżałem.
            - Jesteś niesprawiedliwy.- Powiedział z żalem.
            - Ja?!- Zawołałem zbulwersowany. Że niby ja?!
            - Ciii.- Szepnął. Pocałowął mnie namiętnie. Przewróciłem oczami. Już sam nie wiedziałem, czy tego chciałem czy też nie. Odkleił się ode mnie. Przyłożył do moich ust moją prawą rękę. Spojrzałem na niego zaskoczonym spojrzeniem. Rozpiął mi pasek całując mnie po szyi. Osunął się coraz niżej. Oblizał się lubieżnie.
            - Yuui! Nie…- Zakrył mi ponownie usta. Pokręcił przecząco głową.
            - Nie jęcz…- Powiedział. Oparłem głowę o ścianę kiedy poczułem znajomą wilgotność w TAMTYM miejscu. Przeciągał swoim szorstkim językiem po moim członku. Zakryłem usta drugą ręką. Nogi zaczęły mi drżeć kiedy zanurzył go w swoich ustach ssąc go i liżąc zawzięcie. Coś było nie tak. Było inaczej. Złapał go u nasady i poruszając ręką w górę i w dół lizał go co chwilę. Podgryzał i podszczypywał. Zagryzłem zęby na wargach łapiąc go mocno za bluzę na jego ramionach i zginając się w pół…






 ***********************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Witam,
    rozdział bardzo mi się spodobał, bardzo się cieszę, że już „odwiesiłaś” ;]
    relacje w rodzinie Enmby są bardzo ciekawe… ale ten gest jaki zrobił jest bardzo dobry… Ehh.. mógłby Enmba być bardziej, no nie wiem jak to napisać, ale nich Yuui go tak łatwo nie zastrasza, no i jak go chce ponownie zdobyć to niech się postara, natrudzi….. (komentarz pisany na szybko… idzie burza u mnie…)
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

    1. PRZEPRASZAM. Znów. Q___Q.
      Ale byłam na obozie (cholernie długim do tego … ._.
      „- Naszła mnie dziwna ochota na seks z tobą.- Powiedział. Spojrzałe na niego wybałuszając oczy w zaskoczeniu.”
      O kurwa. ALEŻ TO ZAJEBISTE. >D
      Genialny pomysł? XD
      Przygoda w samochodzie.. ?XDD
      Braciszek w szpitalu?
      ALEŻ NASZ YUUI JEST ZAZDROSNY *OOO*.
      CHCĘ WIĘCEJ. Q__Q
    2. Siedzę sobie przed kompem i przeglądam jakieś głupie obrazki, a tu nagle dzwoni Natalka (Tajjemnicza) pędzę do telefonu, odbieram a ona się wydziera : „NOWA NOTKA ! ZAPIERDALAJ CZYTAĆ! „…. No to jestem. XD
      Doprawdy jestem zdziwiona, iż jestem mułem zawodowym i tak późno tu przybyłam. Leki robią niestety swoje, zwłaszcza w połączeniu z wakacjami. Taka wybuchowa mieszanka.
      Rozdział? ZAJEBISTY KURWA.
      SEEX. SEEX. SEEX. Jak ja kocham Sex. XDD . GEJ PORNO NAJLEPSZE *O*
      Doprawdy dziś boli mnie głowa.
      KOŃCÓWKA ZAJEBISTA. MRAAAAAAAAU. :3.
      Liczę, że ten 24 nadejdzie szybko, bo planuję być PIERWSZA. Akurat wtedy jestem w domu >DD ….










    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...