Siedziałem
od dłuższego czasu u siebie na łóżku. Spojrzałem na zegarek. Siedział tam już
od jakiejś godziny. Ile można się kąpać po podróży? Nigdy nie był osobą, która
by tak długo przesiadywała w łazience. Chyba się nie obrazi jeżeli wejdę sobie
od tak do łazienki z zamiarem umycia zębów. W końcu obaj jesteśmy facetami a on
z tego co się orientuje nie wie kim tak naprawdę jestem. Sięgnąłem po swoją
szczoteczkę oraz pastę. Wszedłem cicho do łazienki. Siedział pod natryskiem.
Powiało chłodem. Czy on lubił brać prysznic w zimnej wodzie? Zanurzyłem
szczoteczkę w wodzie i zabrałem się za pośpieszne mycie zębów. Chyba się nie
skapnął, że tutaj wszedłem. Opukałem usta wypluwając wodę do zlewu. Zobaczyłem
jego rozmazane odbicie w lusterku. Patrzył w moją stronę.
- Przepraszam. Nie będę patrzył
tylko umyję zęby.- Powiedziałem. Nic nie odpowiedział. Wzruszyłem ramionami.
Skoro milczy to chyba mu to nie przeszkadza, że obcy facet siedzi w łazience.
Zmienił się, nie ma co. Przystanąłem w połowie drogi powrotnej do pokoju kiedy
usłyszałem znajomy jęk. Tyle razy go słyszałem, że wiedziałem co oznaczał.-
Enmba-sensei?- Zapytałem zaskoczony. Podjarał się tym, że ktoś tutaj siedział?!
Stał się takim zbokiem?!
- Wyjdź…- Wydyszał. Przekrzywiłem
głowę. Coś mi tutaj nie pasowało. Chuj. Powołam się na klauzurę zawodową.
- Co się stało?- Zapytałem. Zauważałem
jak pospiesznie łapie za drzwiczki od natrysku abym ich tylko nie otworzył.
Czyli coś było na rzeczy.
- Wyjdź…- Jego głos był jeszcze
bardziej przytłumiony.- Proszę… zostaw mnie…samego.- Dodał. Zakląłem pod nosem
otwierając drzwi. Czy on je w ogóle trzymał? Spojrzałem na niego. Siedział na
dnie brodzika. Złączone kolana. Przytulał do siebie swoje ręce wbijając
paznokcie w ciało. Przerażonym spojrzeniem zerkał na mnie. Usta mu drżały.
Kilka kropel kapnęło na moje ręce. Lodowata woda.
- Co ty brałeś?- Zapytałem
zaskoczony. Ewidentnie był czymś naszprycowany, tylko czym kurwa? Zakrył usta.
Wyrywał sobie włosy z głowy. Walczył z czymś z czym i tak nie ma szans na
wygranie.
- Nie… nie wiem. Kiedy…łazienki…już…
było…- Wydyszał zagryzając ponownie wargi. Spojrzałem na niego ponownie. Był
pobudzony. Czy on nie wiedział, że taki efekt wymuszony chemicznie nie zniknie
z powodu zimnej wody. To nie naturalne podniecenie. Chyba dachówka spadła mi na
łeb…
- Stań tyłem do mnie i oprzyj się o
ścianę.- Powiedziałem przyglądając mu się uważnie. Drgnął. Bał się? Pokręcił
przecząco głową. To chyba ja powinienem ją kręcić i się bać. Jeżeli wyjdzie na
jaw kim jestem dopiero spotka mnie kara.- Nie bój się. Nie przelecę cię.-
Dodałem dla pewności. Ale prędzej aby zapewnić siebie a nie go. To był Enmba
którego nie znałem. Zmienił się więc jest dla mnie obcą osobą.
- Nie…dam…radę…- Powiedział uparcie.
Wszedłem pod natrysk. W tej kwestii chyba się nie zmienił. Będzie mi byłej
męskiej dziwce tłumaczył, że da radę skoro widzę, że nie da. Zadrżałem. Woda
była bardziej lodowata niż mi się wydawało. Stojąc z nim pod taką wodą na bank
nie będę chciał go przelecieć. O to nie muszę się martwić. Złapałem go za
rękę.- Ah!- Zakrył przerażony usta nie patrząc na mnie.
- Nie dasz rady.- Dźwięk jaki przed
chwila wydał utwierdził mnie w tym, że mam rację. Popchnąłem go delikatnie na
ścianę. Teraz wszystko zależy od niego. Patrzyłem mu w oczy. Nie chciałem
widzieć niczego więcej. Drżąc na całym ciele odwrócił się do mnie tyłem.
Podszedłem do niego. Mimo lodowatej wody jego ciało było gorące.- Zamknij
oczy.- Szepnąłem do jego ucha. Pisnął cicho. Uśmiechnąłem się. Czyli nadal miał
wrażliwe uszy. Zamknął delikatnie oczy. Przeciągnąłem lewą ręką w górę jego
tali zatrzymując się na jego różowym sutku. Kiedy tylko go dotknąłem poczułem
jak obniża się minimalnie. Ugiął kolana? Ta jasne… przejdzie samo. Pokręciłem
głową kiedy złapał mnie za nadgarstek. Drgnąłem. Zaciskał palce na mojej ręce
ale jej nie odtrącił. Przesunąłem drugą rękę w dół. Zacisnąłem się na jego
męskości. Pospiesznie zakrył usta wolną ręką. Jednak w takim stanie potrafił
trochę pomyśleć. Zacząłem poruszać prawą ręką w górę i w dół zaciskając ją co
chwilę mocniej. Jęknął w proteście. Na chwilę zabrałem rękę z jego sutków
umieszczając na jego ustach drugą jego wolną rękę, którą chyba próbował mnie
powtrzymać od tego co robiłem. Nadal miał zamknięte oczy. Rumianą twarz.
Ugryzłem go delikatnie w płatek ucha. To był odruch. Nie chciałem tego. Dobrze,
że zimna woda dosięgała i moje ciało. Mogłem racjonalnie myśleć. Upadł na
kolana. Otworzyłem zaskoczony oczy i klęknąłem za nim. Zacząłem szybciej
poruszać ręką na jego męskości. Wbił mi w nią swoje paznokcie. Zwolniłem
delikatnie ruchy przyglądając się dokładnie jego reakcji. Odpłynął gdzieś
myślami. Ciekawe o czym myślał? Zaczęło mnie to jeszcze bardziej zastanawiać
kiedy od moich delikatnych ruchów ręką doszedł obficie. Może myślał o swoim
ostatnim razie? Hmmm??? Wstałem patrząc się na niego. Siedział ciągle drżąc na
ciele. Niedługo zrobi mu się zimno.
- Przepraszam.- Szepnął. Prychnąłem
pod nosem. Jednak nic się nie zmienił. Pokręciłem przecząco głową. Będę musiał
zmienić pidżamę. Podszedłem do zlewu. Umyłem dokładnie ręce. Zgarnąłem swój
ręcznik oraz miskę. Ogarnąłem się w pokoju przebierając się szybko nim on nie
wróci. Zdążyłem wskoczyć do łóżka kiedy pociągnął za klamkę. Sięgnąłem po
książkę, którą tutaj przywiozłem udając niewzruszonego. Nic się nie stało. Nic
nie zrobiłem. Co złego to nie ja. . Usiadł na swoim łóżku zgarniając z szafki
nocnej łańcuszek z dwiema zawieszkami oraz obrączkę. Widziałem już kiedyś ten
łańcuszek. Za raz po wypadku leżał koło niego na szafce nocnej w szpitalu.
Tylko, że wtedy nie było tam literki „Y”. Spojrzał na mnie.
- Mogę o coś zapytać?- Zapytałem
odkładając książkę na półkę. Kiwnął głową dopiero wtedy kiedy ułożył się
bezpiecznie pod kołdrą.- Rozumiem zawieszkę „E” na łańcuszku, a zawieszka „Y”?
- „Y” to pierwsza litera imienia
osoby, którą chyba jako jedyną szczerze kochałem.- Odpowiedział chowając
łańcuszek pod koszulkę. Ktoś kogo szczerze kochał?
- Rozumiem. Musi być szczęściarzem.-
Powiedziałem przekręcając się na plecy. „I masochistą” dodałem w myślach.
- Nie sądzę.
- Dlaczego?
- To, że ja go kochałem to nie
znaczy, że on mnie tak.- Powiedział. Zaśmiał się gorzko jakby przypomniał sobie
coś nieprzyjemnego.- Nie wiem, po co to panu mówię, ale…- Zamyślił się. Ciekawe
co chce mi powiedzieć? Uśmiechnął się jak osoba niespełna rozumu. Zadrżałem.- „Przecież mówię. Głuchy jesteś. On ma racje.
Dostałem to, co chciałem. Było miło, ale się skończyło. Żartowałem ostatnie
dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale
Nara młody”. Takie słowa usłyszałem od niego na odchodnym. A ja głupi
chwilę po tych słowach jeszcze wypchnąłem go spod samochodu, przez co zająłem
jego miejsce.- Dodał. Boże Święty. Ile razy on musiał powtarzać te słowa, że
zapamiętał je dokładnie? Ile musiały mu one cierpienia przynieść. Dla takich
ludzi jak ja piekło to nie wystarczająca kara. Bolało to, że uwierzył w te
słowa. Że przyjął je tak łatwo!!
- Może musiał tak powiedzieć? A
wcale tak nie myślał.
- Jakoś nie sądzę, aby tak było.
Jeżeli człowiek mówi takie słowa to tylko w jednym celu. Aby w końcu się
przyznać do tego, co robił cały czas.
- Nie zgodzę się z panem.-
Powiedziałem. Po chwili uświadomiłem sobie co planuję powiedzieć. Uniósł brwi
do góry. Nie rozumiał do czego piłem.
- A skąd pan może to wiedzieć?-
Zapytał. Usłyszałem kpinę w jego głosie. Chciałem mu powiedzieć „Bo to ja ci to
młotku powiedziałem”, ale wolałem nie wypowiadać tych myśli na głos.
- Ponieważ sam kiedyś powiedziałem
podobne słowa do osoby, którą do dzisiaj kocham i oddałbym za nią życie.-
Powiedziałem zamykając oczy. Przypomniałem sobie jego obraz z czasów
licealnych. Jak stał na dachu czekając na resztę paczki. Niby nie wzruszony
jednak z napiętą szczęką. Denerwował się. W moich wspomnieniach spojrzał na
mnie chłodnym spojrzeniem i rzucił we mnie książką.
- Więc…więc dlaczego? Dlaczego to
pan powiedział?- Zapytał. Zerknąłem na niego zza przymrużonych powiek. Kochałem
młodszą wersję Enmby. Ale czy tego też kocham? Siedział gapiąc się na mnie
jakby na coś czekał.
- Bo to był jedyny sposób aby ją
chronić. Ale muszę się też z tobą zgodzić, że mogło być też tak, że
powiedziałbym to, aby się uwolnić od natrętnej byłej, bo dostałem już to co chciałem.-
Dodałem. Upadł na poduszki wypuszczając głośno powietrze. Widocznie nie takiej
odpowiedzi się spodziewał.
- Ciężko jest wypowiedzieć takie
słowa.- Powiedział. No co on nie powie?
- To znaczy?
- Po nim miałem wielu „kochanków”
chyba tak to się mówi w moim przypadku, ale jakoś nie mogłem się z nimi
uczuciowo związać, więc wytrzymywałem z nimi góra dwa tygodnie i zbywałem ich
takimi tekstami.- Powiedział. Ile razy to powtarzał? Ile razy dostawał?
- Ale musiał pan po gębie dostawać.-
Powiedziałem. Zaśmiał się głośno gasząc światło. Urywał rozmowę?
- Yuui był jedynym facetem, któremu
nie oddałem, kiedy mnie uderzył. A zdarzyło się to raz albo dwa.- Powiedział. Chwała
bogu, że mnie nie uderzył. Za to jego byli… wstrzymałem na chwilę oddech. Jego
byli… dlaczego czułem zazdrość?!- Może gdyby nie historia ze studiów nie byłbym
takim draniem dla moich byłych? Nie wiem…, ale więcej uczucia… poświęcam…
dzieciom…- Już nic więcej nie powiedział. Przyglądałem mu się. Kiedy spał
wyglądał tak jak dawniej. Co za historia ze studiów? Chciałem wiedzieć chociaż
wiedziałem, że nie miałem do tego żadnego prawa….
**
Odkładałem
tackę z pustym talerzami na okienku w jadalni.
- Yo.- Usłyszałem za sobą.
Odwróciłem się. Ashias.- Jak tam po pierwszej nocy?
-
Żyjemy.
-
Widzę. Gdzie go zgubiłeś?
-
Miał pewien problem z jednym ze swoich uczniów. A, że nie chciał go rozwiązywać
przy wszystkich po prostu wyszedł z nim na zewnątrz.
-
Nie wyszedłeś z nimi?- Zapytał zaskoczony. Spojrzałem na niego jak na idiotę.
-
To chyba on miał z nim problem a nie ja.
- Myślałem, że z nim pójdziesz.
-
Nie myśl więcej bo to ci nie wychodzi.- Powiedziałem i zerknąłem w stronę
drzwi. Do jadalni wszedł Enmba i Gasi. Obaj wściekli na twarz. U Enmby widniało
jeszcze przerażenie. Gasi coś powiedział. Enmba puknął go delikatnie w czoło. O
czym oni rozmawiali?
**
Stałem
z nim na balkonie w sąsiednim pokoju. Czerwony na twarzy kończył palić fajkę.
Spojrzał na mnie zaskoczony kiedy mu powiedziałem, że skłamałem na temat tego
iż to dyrektor przysłał mnie do niego abym mu pomógł. Grał z dzieciakami w coś
w co sami kiedyś graliśmy w szkole i on przegrał, przez co musiał być moim
służącym. Wiedziałem, że dzieciaki wciągną go w tą grę. Mówili mi o tym dzisiaj
rano.
-
Żartuje pan?- Zapytał dla upewnienia. Zaśmiałem się cicho. Niedowiarek? On?
-
Chciałbym. Nie wiem jak pan tego dokonał, ale dla tej klasy jest pan ważniejszy
niż rodzina czy przyjaciele. Nie jedno z nich zabiłoby swoich rodziców jakby
musiało. Jeżeli chodzi o pana woleliby umrzeć niż to zrobić.- Powiedziałem
patrząc na niego. Jednak ze swoich charakterkiem potrafił zaskarbić sobie zaufanie
tej niesfornej gromadki. Chociaż i tak najtrudniejszy test przed nim. Niedługo
wraca Kedamono… ciekawe jak sobie z nim poradzi?
-
Brudny? Znaczy się jestem brudny?- Zapytał pokazując na swoją twarz. Zaśmiałem
się.
-
Ależ skąd. Wszystko jest w jak największym porządku. Chciałbym tylko coś
jeszcze dodać.
-
Tak?
-
Za dwa tygodnie do klasy wróci chłopak, na którego dosłownie każdy mówi Oni
albo Kedamono co oznacza to samo.- Powiedziałem przyglądając się jego reakcji.
Brew mu drgnęła nim na mnie spojrzał. Widać Ashias nic mu o tym nie powiedział.
Spojrzał na mnie zaskoczony.
-
Potwór?
-
Nawet ja nie dałem mu rady. Klasa może iść za tobą w ogień, ale jeżeli nie
zdominujesz tego człowieka przegrasz.- Powiedziałem wchodząc do pokoju. Nie
skłamałem. Gdybym dał radę zapanować nad Kedamono to nie miałby teraz
zawieszenia tylko by siedział z nami na wycieczce. To mały potworek z zrytą
psychą więc ciężko będzie mu nad nim zapanować… chociaż wieżę że mu się to uda.
-
Sensei nie idzie?
-
Za chwilę do was wróci.
-
A Sensei zostaje?
-
Wracam do pokoju.
-
Pokłóciliście się?
-
Nie mam takich problemów życiowych jak wy.- Powiedziałem. Zaśmiałem się z ich
min.- Powiedziałem mu o Kedamono.- Dodałem. W pokoju zapanowała cisza. Każdy
przyglądał mi się uważnie nie wiedząc co powiedzieć. Wyszedłem z pokoju niknąc
za sąsiednimi drzwiami. Upadłem na łóżko wtulając się w poduszkę. Zastanawiałem
się czy powiedzieć Hikaru o tym, że Enmba jest w tym mieście? Chociaż lepiej
nic mu nie mówić. Żyje sobie spokojny z dala od macek swojego pana. Póki Enmba
go nie potrzebuje nie będę do niego dzwonił w tej kwestii. I jeżeli bym mu o
tym powiedział… ciekawe jakby zareagował. Kazałby mi z nim pogadać i powiedzieć
całą prawdę czy może darowałby mi to i jednak powiedział, że mogę się ukrywać.
Wiem, że od czasów licealnych się zmieniłem, ale mój braciszek nic a nic. Więc
jeżeli się nie zmienił i Enmba by nas razem nawet przez przypadek zauważył… zadrżałem
na całym ciele. To byłoby straszne!!!
^^~^^
Przemyłem
twarz odkładając sprzęt do golenia do swojej kosmetyczki. Jutro już będę w
swoim ukochanym domku, będę spał sam w swoim pokoju i nie będę musiała się
niczym ani nikim przejmować w swoim wolnym czasie.
Wszedłem
do pokoju kładąc kosmetyczkę na swojej torbie.
-
O czym „tym”?- Usłyszałem jego głos dobiegający z balkonu. Zerknąłem w tamtą
stronę. Ciekawe z kim rozmawiał? Serce zatrzymało mi się chyba na pół minuty
nim dotarło do mnie to co widziałem.
Ten
idiota siedział sobie na barierkach balkonu trzymając się ich delikatnie.
Unosił nogi prawie na ich wysokość odchylając się w ten sposób niebezpiecznie
do tyłu. Jeżeli spadnie z tej wysokości…?! Zdjąłem z nogi swój ciężki klapek i
cisnąłem nim przez cały pokój. Jego głowa została odrzucona do tyłu kiedy
dostał nim w czoło. Złapał się za czoło. Teraz jego stabilność była jeszcze
gorsza. Czy ten świr w ogóle myślał?!
-
BARANIE JEDEN! ZŁAŹ Z TEGO!
-
Hę?- Zapytał zaskoczony jakby nie rozumiał o co mi chodziło. No wpierdole mu.
Zdjąłem z nogi kolejny klapek i ruszyłem w jego stronę.
-
ŻADNE HĘ TYLKO ZŁAŹ Z TEJ PORĘCZY!- Byłem już prawie przy nim kiedy zeskoczył
na podłogę.
-
Już, już. Bez nerwów.- Powiedział i spojrzał do sąsiedniego pokoju aby kiwnąć
głową.
^^~^^
Stanąłem
jak wryty. Wpatrywałem się w ściany
korytarza prowadzącego do klasy Enmby. Wszystko wyglądało jeszcze gorzej niż na
początku roku szkolnego. Wstrzymałem na chwilę oddech zaciskając palce na
nasadzie nosa.
Pokręciłem
przecząco głową i ruszyłem w stronę klasy. Nie wiem czy dobrze się stało czy
źle, że postanowiłem tutaj podejść i zobaczyć czy czegoś nie zmalowali, ale nie
wróżę tej klasie świetlanej przyszłości.
Wszedłem
do klasy nie patrząc nawet na zdezelowane drzwi. Spojrzałem po uczniach
znajdujących się w środku. Nawet na mnie nie spojrzeli.
-
Kaien.- Zacząłem. Chłopak uniósł głowę znad ławki i spojrzał na mnie.
Uśmiechnął się szeroko.
-
Witka! Jak się panu podobał prezent powitalny dla mojego nowego nauczyciela?-
Zapytał. Pokręciłem przecząco głową.
-
Ja się poważnie zastanawiam czy ty aby na pewno nie jesteś jakimś masochistą?-
Zapytałem. Zaśmiał się głośno.
-
Pan się nie martwi. Dam sobie radę.- Powiedział. Wypuściłem głośno powietrze.
-
Ehe. Idę po apteczkę.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.
-
Dla mojego wychowawcy?
-
Zgłupiałeś? Dla was wszystkich.- Powiedziałem i wyszedłem z klasy. Zadzwonił
dzwonek. Za chwilę Enmba wyjdzie z pokoju nauczycielskiego i skieruję swoje
kroki w stronę klasy. To będzie istne piekło, nie ma co.
***
Zapukałem
do gabinetu Ashias ’a. Wszedłem tam po chwili. W środku siedział Eagle, jego
narzeczona a siostra Kaien ’a i Ashias. Przyglądali mi się uważnie.
-
Czy to co widzę na kamerce to prawda?- Zapytał Ashias. Kiwnąłem twierdząco
głową.- No świetnie. Masz apteczkę.
-
Nie wiem czy ja im tutaj coś pomogę. Może od razu weź wezwij karetkę.
-
Przepraszam. Wiem, że Kaien znowu przesadził, pokryje wszelkie koszty naprawy…
-
Eagle tutaj nie chodzi o pieniądze tylko o to kogo on tym czynem wkurwił.-
Przerwał mu Ashias.
-
Kogo?- Zapytał mężczyzna. Dyrektor pokazał palcem na wielki monitor pokazujący
teraz klasę od matematyki. Do środka wszedł Enmba.- O. O. Masz ci los.
-
Kochanie o co chodzi?
-
Coś podejrzewam, że Kaien strasznie ucierpi.
-
Co? Dyrektorze!
-
Kochanie podpisywałaś oświadczenia i zgody wychowawcze od tego nauczyciela.
-
No podpisywałam, ale nie sądziłam, że…
-
To uwierzy mi pani. Ten nauczyciel korzysta ze wszystkiego co mu wolno.-
Powiedziałem przyglądając się akcji jaka teraz toczyła się w klasie. Enmba po
zmierzeniu całego otoczenia ruszył w stronę śmietnika. Dopiero teraz dojrzałem
tam ogień. Musieli to zrobić po moim wyjściu. Wyciągnął ze śmietnika jakiegoś
kwiatka i pudełko. Nawet się nie skrzywił chociaż wiem, że się poparzył.
Rozejrzał
się po klasie przyglądając się każdemu bardzo dokładnie. Jego wzrok na dłużej
zatrzymał się na Kaien’ie. Wypuścił głośno powietrze. Kaien spojrzał na niego.
-
Kaien właśnie przyznał się do winy.- Mruknąłem pod nosem.
-
Co? Ale on nic nie…
-
Zobaczy pani.- Powiedziałem otwierając apteczkę i zaglądając do środka. Miałem
wszystko to co mogłoby mi się przydać.
-
Ashias można temu jakoś zaradzić?
-
Szkoła wojskowa. Żaden inny nauczyciel w naszej szkole nie weźmie go pod swoje
skrzydła. Enmba-sensei żąda pełnych praw i zero ograniczeń jeżeli chodzi o
swoją klasę. Jeżeli nie odnajdzie się w tej klasie, Enmba go wykopie a co za
tym idzie będę mu musiał poszukać szkoły wojskowej z internatem.
-
Mój braciszek nie nadaję się do szkoły wojskowej!- Krzyknęła oburzona kobieta.
Skrzywiłem się. No i się zaczyna.
-
Gdyby potrafił nad sobą panować…
-
On panuję nad sobą, to nauczyciele…
-
Przestań.- Przerwał jej Eagle.- Od dawna ci powtarzam, że bezstresowe
wychowanie to nie najlepszy pomysł.
-
To niby co?! Mam go tłuc jak twój ojciec ciebie.
-
Mnie ojciec nie bił. Tylko brat, a to jest różnica.
-
Phi!
-
Cicho.- Przerwałem dość nie kulturalnie. Spojrzałem na ekran. Twarz Enmby
wykrzywił dziwny grymas.
Twoja
klasa? Jakoś sobie nie przypominam, abym oddawał jakiemuś cieciowi władzę nad
nim.- Powiedział Kaien. Skrzywiłem się. Ashias i Eagle też. Enmba zagwizdał
kilka razy i wzruszając ramionami zeskoczył ze swojego biurka. Sięgnął do
kieszeni po telefon. Po chwili w gabinecie Ashiasa rozbrzmiał jego telefon.
-
To on.
-
Odbierz.
-
To będzie ból w czterech literach.- Jęknął odbierając telefon. Przycisnął
słuchawkę do ucha. Dzięki monitoringowi słyszałem co mówił Enmba, a dzięki
temu, że byłem tutaj słyszałem co mówił dyrektor. Śmiesznie to wyglądało powiem
tyle.- Tak?
-
Widziałeś to?
-
Po części. Kamery są zamazane.
-
A słyszałeś?
-
Po części.
-
Jest tam jego rodzina?- Zapytał Enmba. Ashias spojrzał na Eagle’a i jego
narzeczoną. Mężczyzna kiwnął twierdząco głową.
-
Tak siostra i jej narzeczony.
-
A rodzice?
-
Nie żyją.
-
Wyłącz kamery i przyślij do nas pielęgniarkę tak za dziesięć minut.
-
Dlaczego tak długo?
-
Bo chcę się pobawić.
-
Nie przesadzaj.
-
Podpisali zgodę, więc niech mi tutaj teraz nie jęczą. Wyłączyłeś?- Zapytał.
Kątem oka widziałem jak Ashias wyłącza kamery w jego klasie. Teraz już nic nie
słyszałem z tamtej strony tylko czcze gadanie dyrektora.
-
Tak. Będę tam z nimi za dziesięć minut. Więcej czasu nie dostaniesz.(…) Po
cholerę ci koszulka? (…) Nie mam. (…) Tak. (…) Ale…(…).- Wypuścił głośno
powietrze i przycisnął jeden przycisk w telefonie.- Pozwól do mnie.- Powiedział
i odłożył słuchawkę na miejsce. Do środka weszła jego sekretarka.
-
Czy coś się stało panie dyrektorze?
-
Tak. Masz bojowe zadanie.
-
Tak?
-
Weź zastępczy dziennik klasy Enmby-sensei i powiadom rodziny wszystkich uczniów
telefonicznie jak i na piśmie, że zostali oni z dniem dzisiejszym zawieszeni na
miesiąc w prawach ucznia.
-
Rozumiem.- Powiedziała i wyszła z klasy.
-
Ashias! Na miesiąc. Kaien dzisiaj wrócił do szkoły po pół rocznym zawieszeniu.
-
Do Enmby jęcz! Kaien mógł pomyśleć!- Ashias nie wytrzymał. Wstał na równe
nogi.- Przepraszam, ale chyba już do nich chodźmy. Za chwilę nie karetka będzie
potrzebna co karawan. W milczeniu przeszliśmy cały korytarz. Ashias zatrzymał
się na chwilę przy zniszczonych drzwiach od klasy i pokręcił przecząco głową.
Spojrzał z wyrzutem na Eagle’a.
-
Źle oceniłeś moją osobę.- Usłyszałem głos Enmby. Nic nie widziałem ponieważ
Ashias zasłaniał wszystko swoimi szerokimi barami.
-
Enmba.- Stojący przede mną Ashias
powiedział z naganą w głosie.
-
Jest wasz.- Powiedział Enmba. Razem z Ashias’em oraz opiekunami tego cholernego
dzieciaka, który nie słucha co się do niego gada weszliśmy do klasy. To co tam
zastałem zaskoczyło mnie poważnie. Dzieciak przesadził. Enmba ciągle gapił się
na Kaien ’a. Miał ładnie obitą facjatę. Skrzywiłem się. Jak na mój gust Enmba
trochę przesadził.
-
Kaien!- Krzyknęła jego siostra. Chłopak skrzywił się delikatnie.- Kaien!
-
Nie jęcz.- Wyszeptał próbując wstać. Kobieta z furią wymalowaną na twarzy
spojrzała na Enmbę. Znając jej wybuchowy charakter i jeszcze gorszy charakter
matematyka naszej szkoły zaraz i oni skoczą sobie do gardeł.
-
Jak mógł pan tak potraktować mojego biednego brata?! Co z pana za nauczyciel?!-
Krzyknęła na Enmbę unosząc prawą rękę do góry.
-
Nie radzę. – Powiedział podchodząc do biurka.- Podpisała pani kartki, które na
zakończenie wakacji przesłała pani szkoła. Wśród nich była zgoda, która pozwala
mi na takie traktowanie tej klasy, jeżeli będzie ku temu potrzeba.- Dodał.
Skrzywiłem się. Dobrze pamiętałem jaką głupotą była dla mnie ta wymyślona przez
niego procedura, ale przemilczałem jego humory ponieważ wiedziałem, że to mu
może pomóc utemperować tą klasę. Po pomieszczeniu rozniosło się echo uderzenia.
Wstrzymałem oddech.
-
SIOSTRO!- Krzyknął przerażony Kaien. Dziewczyna znowu uniosła na niego rękę, ale nie zdołała go
uderzyć. Eagle przytrzymał ją za rękę.
-
Nie powtarzaj tego samego błędu dwa razy bo on naprawdę cię zabije.- Powiedział
do swojej narzeczonej. Mina Enmby była wręcz zabójcza. Spojrzał się na swojego
brata wzrokiem żądnym mordu. Nie poznałem go od tej strony. Chociaż wierzyłem,
że przez sześć lat musiało się wiele w jego życiu zmienić. Wyminąłem się z nim
na środku klasy kiedy z apteczką szedłem w stronę Kaien ‘a. Chłopak siedział z przerażoną
miną na środku klasy. Z jego twarzy leciała krew. Miał rozcięte wargi oraz lewy
łuk brwiowy. Rozległy siniak na prawym policzku. Usiadłem naprzeciwko niego i
bez słowa podniosłem jego koszulkę. Miał czerwony brzuch i żebra. Pokręciłem
przecząco głową.
-
W coś ty się najlepszego wpakowałeś?- Zapytałem szeptem aby nikt nas nie
usłyszał. Sięgnąłem po bandaże i zabrałem się za owijanie jego brzucha po
wcześniejszym wysmarowaniu go maścią leczniczo-chłodzącą.
-
Nie mówił pan, że to taki świr.
-
Ale mówiłem, że masz mu nie podpaść, więc wiesz.- Powiedziałem. Kiwnął
twierdząco głową. Kaien przyglądał się czemuś za moimi plecami. Mnie osobiście
jakoś nie interesowały problemy ludzi, którzy stali właśnie za mną.
-
Słuchaj no pustaku jeden, chodzisz z tym facetem? Ogłuchłaś do reszty? Mniej
tapety na ryj więcej luzu dla uszu będzie.- Enmba pocisnął na całego. Schowałem
maść do apteczki i sięgnąłem po wodę utlenioną oraz plastry. Trzeba mu jeszcze
facjatę ogarnąć. Nie mogłem mu tutaj udzielić zbyt dobrej opieki medycznej co
mnie bardzo drażniło, ale nie mogłem się do tego przyznać.
-
Zabieraj te obleśne łapy od mojego narzeczonego ty peda…- Urwała kiedy Kedamono
spierdolił mi sprzed nosa i pognał do niej na złamanie karku aby zasłonić jej
usta. Wyglądał na przerażonego. Już chyba wiem za co tak porządnie dostał.
Podszedłem do niego z woda utlenioną i gazą co Enmba pewnie weźmie za bandaże.
Spojrzałem oburzały na Enmbę.
-
Eagle zawsze myślałem, że wybierzesz lepiej.- Powiedział puszczając jego twarz.
Zaśmiał się nerwowo.- Kedamono wracaj na miejsce, bo pielęgniarka za raz mnie
wzrokiem zabije za to, że ni może cię porządnie opatrzyć.- Dodał. Spojrzałem na
niego wkurwiowny. No co on nie powie. Może sam by go opatrzył to byśmy się
mogli dogadać jeżeli sprostałby temu trudnemu zadaniu.
-
Eagle znasz tego faceta?
-
Powiedziałem mniej tapety więcej luzu dla uszu. Durna babo jak on na mnie
powiedział?!
-
Enmba.
-
Błąd. Nie dość, że głuche to jeszcze głupie.
-
Em-kun. Przesadzasz.- Powiedział Eagle. Już nie chciałem ich słuchać.
Zaciągnąłem Kaien ‘a spowrotem na miejsce i zabrałem się za opatrywanie jego
ran. Nuciłem sobie coś pod nosem aby nie dostać na głowę.
-
Widzę, że się panu nudzi.
-
Dlaczego tak uważasz?- Zapytałem mojego prowizorycznego pacjenta w moim
prowizorycznym gabinecie jakim była podłoga klasy.
-
Bo nuci pan sobie pod nosem.
-
Nie nudzi mi się.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na niego przyklejając mu plaster
do łuku brwiowego.- Uspokajam się w ten sposób. Idź z tym okiem do szpitala.
Będą musieli je zszyć, a ja tego tutaj w szkole nie zrobię.
-
Dobrze.- Powiedział poprawiając koszulę kiedy już go ogarnąłem. Pokiwałem głową
chowając wszystko do apteczki. Ruszyłem w stronę dyrektora szkoły. Ashias miał
nie za ciekawą minę.
-
Eagle macie miesiąc aż minie im zawieszenie wszystkim na wytłumaczenie temu
bachorowi, że jeżeli jeszcze raz się tak zachowa albo odezwie do mnie to…-
Zamilkł i uśmiechnął się do niego. Po moich plecach przeszły ciarki. Kilka razy
widziałem u niego taką minę. Coś knuł. Kombinował. Za dużo tego.
-
Naprawdę chcesz ich zawiesić?- Zapytał Ashias. Zerknąłem na niego. Temu też coś
chodziło po głowie. Ja przez nich zwariuje.
-
Tak. Od jutra nie chce żadnego z nich widzieć, słyszeć ani o nich słyszeć przez
najbliższy miesiąc.
-
Powinien pan zawiesić tylko mnie.- Powiedział Kedamono stając koło siostry.
Obudziła się w nim natura opiekuńczego przywódcy stada. Wie, że nie zmieni jego
zdania ale będzie próbował.
-
Al. Powiedz dwie pierwsze zasady tej klasy.
-
Pierwsza: nauczyciel zawsze ma racje. Druga: Jeżeli nauczyciel nie ma racji
patrz punkt pierwszy.- Wyrecytował. Spojrzałem na niego. Nie kłamał. Na prawdę
w tej klasie panowały takie zasady. Aż mi się wierzyć nie chciało, że Ashias
się na to wszystko zgodził.- I jest też taka nie pisana. Jeżeli raz coś
zostanie przez nauczyciela powiedziane nie można tego cofnąć. Więc jeżeli zostaliśmy
zawieszeni to nawet sam dyrektor tego nie cofnie.
-
Co?- Zapytał zaskoczony Eagle. Chyba nie wierzył w to co właśnie usłyszał. I
chyba zapomniał jaki jego brat potrafi być psychiczny.
-
Tak. To prawda. Kiedy Enmba przyjmował tą pracę powiedział, że ma być dla niego
wolna ręka. Po trzech dniach pracy z tą klasą ustalił sztywne zasady i nie
można ich obejść w żaden sposób.
-
Nawet, jeżeli ja postaram się to zrobić?- Zapytał Eagle. Enmba zaśmiał się.
Skrzywiłem się z niesmakiem. Puknąłem delikatnie ramie Ashiasa i wskazałem mu
brodą drzwi. Znak, że się zmywam. Kiwnął twierdząco głową.
-
Nawet Natsu nic tutaj nie zdziała.-
Powiedział Enmba z kpina w głosie.
-
A Yuui?- Eagle zapytał z nadzieją w głosie. Przystanąłem zamurowany z ręką na
klamce. Wstrzymałem oddech. Kolana ugięły mi się pod ciężarem zaistniałej
sytuacji. Serce waliło mi szybko niczym dzwon kościelny. Czy Eagle zamierza mu
to powiedzieć? Powie mu, że ja to Yuui?
-
Eagle. Zamknij się!- Zawołał oburzony Ashias trzymając Enmbę za szyję i
odciągając go z ledwością od jego brata. Mimo sytuacji w jakiej się teraz
znajdowałem nie mogłem się nadziwić w jaki sposób ten kurdupel ma więcej siły
niż dwu metrowy facet?
-
Co to ma znaczyć?! Chcesz mi powiedzieć…
-
Tak. Wszyscy wiedzą gdzie on jest. Nawet Aoi i Shion, mimo, że go nie widzieli
od kilku lat.- Powiedział Eagle. Miałem ochotę rzucić się na niego z pięściami
byle tylko przestał mielić swoim za długim ozorem i mnie nie wydał. Enmba
zaczął szybko oddychać. Spojrzałem na niego zaskoczony. Napad paniki? On?
-
Powiedz mi. Powiedz…- Wycharczał łapiąc się za serce. Drgnąłem. Zawał?- Powiedz
abym mógł go w końcu zabić.- Powiedział i upadł nieprzytomny na podłogę.
Podbiegłem do niego wciskając po drodzeAshias’owi apteczkę w rękę. Uklęknąłem
przed nim. Zemdlał. Spojrzałem na Eagle’a.
-
Niech cię diabli Eagle! Stary chłop a durny jak nie wiem co!- Warknąłem na
niego. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
-
Sięgnę po każdą kartę aby nie zawiesił tych dzieciaków.
-
Gówno prawda! Znasz go! Wiesz, że i tak by nie cofnął zawieszenia! Może jeszcze
coś wyciągniesz z jego przeszłości?! Co?! Wypadek pod domem?! Przyłapanie w
sypialni?! Co jeszcze kurwa mu wypomnisz, aby zyskać to co chcesz?!- Wydarłem
się na niego. Nosiło mnie i to nie na żarty. Jaki trzeba mieć tupet aby takie
coś wyciągać?
-
Suminat spokojnie…
-
Kurwa ja jestem spokojny! Po karetkę dzwoń!- Wydarłem się na dyrektora szkoły. UniosłemEnmbę
na rękach i ruszyłem w stronę pokoju medycznego.
Tam na łóżku poczeka na przyjazd karetki. Takie coś trzeba przebadać.
^^~^^
Wszedłem
do swojego mieszkania. W salonie na kanapie siedział mój kochany brat i jego
żona. Słyszałem jakieś śmiechy dochodzące ode mnie z sypialni. Pewnie Anabeth
oraz Marcko skakali u mnie po łóżku. Ich ulubione zajęcie.
-
Spóźniłeś się. My już po kolacji.- Powiedział Hikaru. Usłyszałem wyrzut w jego
głosie.
-
Przepraszam. Ale wypadła mi dłuższa operacja, która się przedłużyła. Nie miałem
jak was powiadomić.- Powiedziałem ściągając buty. Miałem jeszcze wilgotne
włosy. Wykąpałem się w szpitalu.
-
Nałożyć ci twoją porcję?- Zapytała moja bratowa. Kiwnąłem twierdząco głową. Po
chwili siedziałem i pałaszowałem nie wiadomo nawet co. W sumie to ja nie
zwróciłem uwagi na to co jem. Byłem tak strasznie głodny.
-
My będziemy lecieć. Wpadniemy w niedziele. Wtedy masz pewnie wolne.
-
Poczekaj, aż brat zje. Pomyje jeszcze po jego kolacji.
-
Haha. Nie przesadzaj. Sam sobie pozmywam Dziękuje za zrobienie posiłku.
Pozmywam.- Powiedziałem odkładając pusty talerz do zlewu.
-
Idź się przebierz.
-
Nie niankuj mi.
-
Ktoś musi.- Powiedział Hikaru.
-
Nie musze się stroić. Nie mam żadnego gościa zaplanowanego na dzisiejszy
wieczór.
-
Kto wie, kto wie. Może odwiedzi cię cichy adorator i co wtedy zrobisz?- Zapytał
zaczepnie. Dobrze wiedział, że nie mam teraz nikogo takiego w moim życiu.
-
Wezmę go w stroju roboczym na środku korytarza.- Powiedziałem stając koło
komody tuż przy drzwiach.
-
Wujek!- Zawołał Marco. Uśmiechnąłem się do niego i potarmosiłem mu włosy.
Hikaru zerknął na ramki ze zdjęciami znajdujące się na komodzie.
-
Dalej masz wyciągnięte te zdjęcia?
-
Tak.
-
Po co?
-
Bo lubię.
-
Utrudniasz sobie życie. W ogóle nie powinieneś posiadać tych zdjęć.
-
Nie jęcz. To zdjęcia moich jedynych przyjaciół i nie mam zamiaru ich wywalać
ani nic.- Powiedziałem tonem ucinającym temat. Pokiwał przecząco głową.
-
Jak tam chcesz.
-
Tato, tato. Kiedy znowu przyjedziemy do wujka?- Zapytała mała Anabeth.
-
W niedziele wujek nas zaprosił.- Powiedział Hikaru. Mała uśmiechnęła się
uroczo.- Lecimy brat. Nie daj się swojemu adoratorowi.
-
Spokojna twoja rozczochrana.- Powiedziałem i zamknąłem za nimi drzwi. Ruszyłem
w stronę łazienki aby przebrać się w jakieś luźniejsze dresy. Hmmm? Posiedzę
sobie, obejrzę jakiś film i kładę się spać. Jutro mam zmianę w szkole wiec nie
ma co siedzieć do późna. Przebrałem się pospiesznie w luźne dresy i korzystając
z okazji stania w łazience umyłem zęby.
Ktoś
zadzwonił do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Nie spodziewałem się o tej godzinie
żadnych gości. Chyba Hikaru czegoś zapomniał i się wrócił. Pokręciłem przecząco
głową i podszedłem do drzwi. Spojrzałem przez judasza, ale nikogo nie
zobaczyłem. Pewnie schował się za winklem. I kto tutaj kurwa jest młodszym
bratem? Stary facet z żoną i dwójką dzieci zachowuje się jak głupi dzieciak.
-
Co jest Hikaru? Znowu czegoś zapomniałeś?- Zapytałem otwierając delikatnie
drzwi. Ale za drzwiami nie stał mój brat. Po drugiej stronie stał Enmba.
Oddychał ciężko jakby przebiegł w krótkim czasie duży odcinek trasy. Spoglądał
na mnie zaskoczony. Wstrzymałem oddech. Serce waliło mi boleśnie o klatkę
piersiową. Krew zaczęłahuczeć w uszach.
Enmba
wiedział kim jestem!
-
TO JEST JAKIŚ ŻART?!- Krzyknął przerażony wpadając wcześniej na ścianę i
pokazując na mnie palcem. Przyglądałem mu się uważnie. Co teraz będzie? Co
zrobi kiedy dowiedział się, że ja to ja? Więc, Enmba, co teraz zrobisz? To mnie
najbardziej interesowało. Pokazywał na mnie nadal palcem. Nie odezwał się już.
Wypuściłem głośno powietrze i otworzyłem szerzej drzwi. Nie chce z nim o niczym
gadać na korytarzu. Mój gest go zaskoczył. Patrzy na mnie jak na wariatkę.
-
Po twojej reakcji wnioskuję, że nie wiedziałeś, kto tutaj mieszka. Więc…-
Zacząłem dla zachęty. Gapił się na mnie jak na zadki okaz w zoo. Zaczęło mnie
to powoli irytować.- Kto ci powiedział?- Zapytałem. Kto mnie wydał? Kogo mam
zabić? Nie potrafią trzymać języka za zębami. Trzeba było wyjechać z miasta jak
tylko się dowiedziałem, że to on będzie nowym matematykiem. Śmiać mi się
chciało, jak sobie pomyśle, że ON został MATEMATYKIEM.
-
Su… su…su… SUMINAT!- Krzyknął patrząc na mnie przerażonym spojrzeniem.
Ewidentnie się mnie tutaj nie spodziewał. Kurwa! Ściągnie na mnie nie potrzebnąuwagę
moich sąsiadów. Złapałem go za rękę i wciągnąłem go do mojego mieszkania.
Zadrżał. Poczułem ten sam rodzaj prądu jaki zawsze czułem kiedy dotykałem go w
liceum. Nigdy więcej nie udało mi się tego poczuć przy żadnym innym moim
łóżkowym partnerze. Zamknąłem za nami drzwi.
-
Proszę cię, nie krzycz. Ściągasz na mnie niepotrzebną uwagę.- Powiedziałem
puszczając jego rękę. Za bardzo spodobała mi się ta iskierka. Wszedłem do
salonu zostawiając go za sobą. Albo wyjdzie albo wejdzie do środka. Wszystko
zależy od niego. Poszedłem do kuchni. Niech sobie pomyśli w samotności co
zrobić, a ja zaparzę wodę. Herbata. Tak. Zrobię herbatę. Będzie chciał wypije,
nie to nie. Będzie więcej dla mnie. Nastawiłem wodę w czajniku sięgnąłem po dwa kubki. Wrzuciłem do nich po
woreczku czarnej herbaty. Jeżeli nic się nie zmieniło nie słodził jej. W szkole
bynajmniej nie zauważyłem aby robił coś takiego. Sięgnąłem po telefon i
wystukałem pospiesznie wiadomość do Ashias ’a.
Jest
problem. Więcej napisze jak czegoś jeszcze się dowiem. Nie pisz na razie.
Czajnik
zaczął się wydzierać. Odłożyłem telefon na półkę i zalałem kubki wodą. Wziąłem
je do ręki i wróciłem do salonu. Enmba stał tam gdzie go zostawiłem.
-
Zaproszenie wysłać?- Zapytałem najchłodniej jak potrafiłem. Nie chciałem go w
tym mieszkaniu. Nie chciałem aby się dowiedział. Nie chciałem aby mnie znalazł.
Tego było dla mnie za wiele. Zdjął plecak i buty. Ściskając przy sobie katanę
wszedł ostrożnie do środka. Usiadł na skraju kanapy. Na jego twarzy zagościło
zaskoczenie. Rozejrzał się uważnie po pokoju. Chyba machinalnie przejechał
prawą dłonią po kanapie przyglądając mi się uważnie. Ciekawe o czym myśli?
-
Co się gapisz?- Warknął na mnie patrząc mi hardo w oczy niczym rozjuszona
kotka. Nie spodziewałem się innej reakcji. Nawet jak nie wiedział kim jestem
irytowała go moja osoba w pracy, więc ty bardziej kiedy wiedział, że ja to ja nie omieszka mi tutaj pyskować.
-
Interesuje mnie, co teraz zrobisz, co powiesz?- Zapytałem rozkładając się
wygodnie na fotelu. Czułem, że to będzie długa rozmowa więc nie ma co się
spinać i siedzieć sztywno jakbym połknął kij. Byłem zmęczony. Nie chciałem z
nim rozmawiać. Ani teraz ani nigdy, ale jeżeli go wyproszę… nawet nie chcę
sobie wyobrażać co się stanie.
-
Przede wszystkim czy to naprawdę ty?- Zapytał. Zaśmiałem się głośno.
Rozpierdolił mnie tym pytaniem. Przychodzi tutaj z myślą, że mnie znalazł ale
nie jest tego pewny. Równie dobrze mogłem powiedzieć, że to nie ja, ale po co
jak i tak już bym był na celowniku i by się w końcu dowiedział. Enmba
zmarszczył nos przyglądając mi się uważnie. Coś mu nie pasowało.
-
Przychodzisz tutaj, a nawet nie wiesz?- Zapytałem z kpiną w głosie.
-
ODPOWIEDZ!- Krzyknął podnosząc się na równe nogi. Lepiej nie siedzieć przy nim
kiedy jest w takim stanie. Nie ma co mówić, że to ja jak zmieniłem się z
wyglądu. Nie ma co pokazywać mu swój dowód skoro mam inne nazwisko. Wypuściłem głośno
powietrze i stanąłem do niego tyłem i podciągnąłem do góry koszulkę pokazując
mu moje plecy. Wiele razy je widział więc to mu powinno wystarczyć.
-
Pasi?- Pytam opuszczając koszulkę w dół. Odwróciłem się w jego stronę. Oho. Ta
mina nie wróży niczego dobrego. Chyba lepiej było milczeć. Podszedł do mnie
pewnym krokiem i uderza mnie z całej sily w twarz. Zasłużyłem jego mniemaniem
więc nie będę oponował. Upadłem na podłogę przewracając fotel. Jakim cudem
wywróciłem fotel? Spoglądam na niego. Już skończył? Podszedł do mnie i uderzył
mnie otwartą ręką. Upadłem na podłogę. Wykorzystał ten moment i usiadł na mnie
okrakiem okładając mnie po twarzy. Niech się wyżyję. Ulży mu Spodziewałem się
tego, że dostanę. Przyznam też szczerze, że jego zachowanie mnie nawet
podniecało. Budziła się moja natura masochisty.
-
To za to, co zrobiłeś w kantorku rady uczniowskiej! To za gorące źródła!
Okinawa! Szkoła! U ciebie w domu! Wykorzystywanie mnie! To, że mnie zostawiłeś!
Za złamane serce! A to za to, że…!- W ostatniej chwili złapałem jego dłoń. Co
innego dostać wiele płaskich od niego a co innego z pięści. Czułem krew w
ustach. Rozumiałem pierwszy zarzut i dwa ostatnie. Żadnego z kolei nie chciałem
mu zrobić. Szarpał się próbując uwolnić ręce, ale jak zawsze co mnie dziwiło
nie mógł sobie z tym poradzić.
-
Nie dam się. Raz z pięści od ciebie wystarczy.- Powiedziałem stanowczo.
Spojrzał na mnie z furią wymalowana na twarzy i w oczach. Gdybym go nie trzymał
za przeguby rąk pewnie już bym dostał. Skąd w nim taka agresja? Fakt. Kilka lat
temu też był agresywny, ale nie aż tak.
-
JA MAM ZAMIAR CIĘ ZABIĆ IDIOTO!- Ryknął. Puściłem jego ręce. Uderzył nimi z
całych sił w brzuch. Zakaszlałem kiedy cały mój posiłek podniósł mi się do
góry. Byłem zmęczony, wkurwiony i śpiący. A on planował odebrać mi mój nie
strawiony jeszcze posiłek. Spojrzałem na niego zza przymrużonych powiek.
Tak
to ja się z nim bawić nie będę!
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
no no wycieczka, wciąż mnie boli, że nawet Aoi wiedziała coś o Yuuim, czyli Eagle nic nie wiedział kto został nowym nauczycielem, i użył tej karty tylko po to, aby nie byli zawieszeni…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie