Siedziałem
u siebie w salonie na kanapie. Naprzeciwko mnie siedział Hikaru. Przeglądał
jakieś papiery. Czekałem na jego odpowiedź. Spojrzał na mnie w końcu. Wypuścił
głośno powietrze. Przetarł czoło. Nie wiedział co powiedzieć i w sumie mu się
nie dziwiłem.
-
Wiesz, że nie powinienem się na to godzić.
-
Wiem.- Odpowiedziałem krótko.
-
Więc dlaczego o to pytasz?
-
Ponieważ dostałem zaproszenie i wole się zapytać czy mogę czy nie żeby nie było
że odmawiam bez wcześniejszego zapytania się ciebie.- Powiedziałem. Spojrzał na
mnie. Myślał. Oddychałem cicho pozwalając mu myśleć w spokoju.
-
Jeszcze raz kto jedzie?
-
Shion, Ashias, Sakura, Enmba i jeżeli pozwolisz ja.
-
Gdzie będziecie spać?
-
W jednym z kurortów należącym do kogoś z rodziny Shiona.
-
Jak będziecie spać?
-
Sakura oddzielny pokój. W kolejnych dwóch po dwie osoby. Będziemy ciągnąć
zapałkę kto z kim.
-
Do jakiego miasta?- Po raz kolejny zadał to pytanie z taką nadzieją w głosie
jakby myślał, że jednak zmienię jego nazwę. Wypuściłem głośno powietrzę z płuc.
-
Okinawa.- Powiedziałem. Opuścił głowę. Pokręcił nią przecząco. No cóż nie
zdziwiło mnie jego zachowanie. Wiedziałem, że tak zareaguje. Sięgnąłem po
telefon kiedy on wrócił do swojej pracy.
-
Tak?- Usłyszałem po drugiej stronie. Wstałem z kanapy i ruszyłem w stronę
kuchni.
-
Hej. Tutaj Yuui.
-
No hej! Pakujesz się już?- Zapytał Shion. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.
-
Sorry stary, ale nie mogę do was dołączyć.- Powiedziałem. Po drugiej stronie
nastała długa cisza.
-
Jak to?- Zapytał w końcu. Przetarłem twarz. Nie chciałem go okłamywać.
-
Brat stwierdził, że to nie odpowiedni moment na takie wypady.
-
Brata się słuchasz?- Zapytał. Nie wiedział.
-
Sorry, ale to mój prawny opiekun, więc muszę się go słuchać.- Wyjaśniłem.
Usiadłem na krześle w kuchni.
-
Nie da rady nic skołować?
-
Nic nie wymyślę.
-
Wiesz, że będę musiał spać z Enmbą, a Sakura a Ashias’em?- Zapytał. Wiedziałem
o tym bardzo dobrze.
-
Wiem, ale wiem też że dasz radę.
-
Powiedz mi czy naprawdę nie jedziesz bo brat ci nie pozwala czy dlatego, że nie
chcesz się spotkać z Enmbą?
-
Co to za głupie pytanie?- Zapytałem zaskoczony. Skąd mu się taki poroniony
pomysł w głowie zrodził.
-
Wiem, że za sobą nie przepadacie. W sumie każdy od nas o tym wie, ale…
-
Czekaj. Coś wam się pomyliło. Dlaczego w ogóle doszliście do takiego wniosku?
-
No bo od czasu kiedy zacząłeś grać w tą grę razem z nim tak dziwnie na siebie
patrzycie i odzywacie się w swoim towarzystwie jakbyście chcieli się pozabijać.
-
Ale to nie znaczy, że siebie nie tolerujemy.
-
Nie przepadacie.- Poprawił mnie. Podrapałem się po szyi.
-
No i co ja… nie to nie z powodu Enmby nie mogę tam jechać. Mój brat mi nie pozwą…-
Urwałem i spojrzałem zaskoczony na Hikaru, który stał za mną.
-
Podaj mi telefon.- Powiedział cicho. Z opóźnieniem, ale dałem mu telefon.
-
Witam(…)Hikaru, brat Yuui’ego(…) Tak.(…) Rozumiem(…) Tak, wiem o co chodzi,
tłumaczył mi to(…) Tak wiem, ale musisz zrozumieć…(…) Rozumiem(…)Nie mówił
wam?(…) No tak(…) Nie może(…) Nie że ja mu nie pozwalam(…) no nie(…)
odgórnie(…) możesz przyjechać(…) to nie rozmowa na telefon(…) kto?(…) dobrze
też(…) ok.(…)- Oddał mi telefon. Połączenie zostało zerwane. Spojrzałem na
niego.
-
O co chodzi?
-
Twoi znajomi niedługo tutaj będą.- Powiedział i wyszedł do salonu. Pognałem za
nim.
-
Jak to będą?- Zapytałem idąc za nim.
-
Są niedaleko naszego mieszkania więc zajdą.
-
Ale po co?
-
Pogadać?- Zapytał mnie. Uśmiechnął się delikatnie.
-
Nie ciesz się bo tutaj nie ma z czego się śmiać.
-
Ty mi powiedz ile im powiedziałeś o sobie.
-
Nic.- Powiedziałem szybko. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-
Trzymasz z nimi i nic o tobie niewiedzą?
-
Wiedzą jak mam na imię i na nazwisko ile mam lat i że mam brata który jest
policjantem. I że lubię prace domowe.
-
Tylko tyle?
-
To i tak dużo.
-
Yuui musisz się otworzyć i powiedzieć coś więcej.
-
Powiedziałem ale nie wszystkim.
-
Co powiedziałeś i komu?
-
Enmbie…- Powiedziałem. Spojrzał na mnie znad papierów. Zaintrygowałem go tym
imieniem.
-
No ja słucham co mu powiedziałeś?
-
Nie powiedziałem, że chciałem się zabić, tego, że na początku byłem gwałcony i
że mam coś z psychiką przez to a tak to resztę mu powiedziałem.
-
Zwariowałeś?!- Krzyknął upuszczając długopis na stolik. Skrzywiłem się.
Wiedziałem, że tak zareaguje.
-
Też się nad tym zastanawiam.
-
Co cię podkusiło aby mu to wyznawać?
-
Nie wiem.
-
Czyli chcesz mi powiedzieć, że znowu musimy się wyprowadzać?!
-
Powiedziałem mu to pierwszej nocy jak u mnie nocował.- Powiedziałem cicho.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Nie spodziewał się tego.
-
I co powiedział?
-
Przepraszam.- Powiedziałem. Przyglądał mi się.- Płakał.- Dodałem. Otworzył
szerzej oczy, nie spodziewał się tego. Ktoś zapukał do drzwi. Wstałem z kanapy
aby je otworzyć…
**
Godzinę później**
Siedziałem
u siebie w salonie patrząc na swoje dłonie. Hikaru skończył właśnie opowiadać
naszą historię starając się nie powiedzieć za dużo o mnie. W całym rozrachunku
wyszło na to, że nie mogę jechać na Okinawę ponieważ było to jedno z miast w
którym się kiedyś ukrywałem pod innym imieniem i nazwiskiem więc ktoś może mnie
stamtąd znać.
-
Więc…- Zaczęła Sakura. Spojrzałem na nią od dołu czekając na jej pytanie.
Ciekawe co ją zainteresowało i czego jeszcze chce się dowiedzieć. Ja przez ten
cały czas milczałem.- Yuui to nie jest twoje prawdziwe imię?- Zapytała.
Opuściłem głowę załamany jak i połowę ciała. Hikaru zaśmiał się cicho.
-
Tym razem dostał swoje prawdziwe imię, ale nazwisko mu zmieniono.- Powiedział
mój brat. Przyglądali mi się uważnie.
-
Dlaczego masz coś takiego?
-
Jeżeli wam powiemy jutro już nas nie będzie w tym mieście i osoba jaką jest
Yuui Natsumi przestanie istnieć. Nigdy go już nie zobaczycie.- Powiedział
poważnie Hikaru. Zamknąłem oczy.
-
To się zamknij i nic więcej nie mów.- Powiedziałem chłodno. Poczułem na sobie ich
spojrzenia.- Nie chcę wyjeżdżać więc milcz.- Dodałem. Spojrzałem na nich.- Nie
miałem zajebistego dzieciństwa przez co teraz żyje jak żyje. Nie chcę opuszczać
tego miasta więc proszę was o to abyście nie szperali w mojej przeszłości.
-
Spoko.- Powiedział Ashias. Odetchnąłem z ulgą.- To co? Jedziesz z nami?-
Zapytał. Uderzyłem ręką w czoło.
-
Ja już nie mam siły.- Powiedziałem i poszedłem do siebie do pokoju. Siadłem
przed włączonego kompa. Miałem wiadomość.
Hej!
Spakowany?
Zapomniałem ci powiedzieć, że twoje ciuchy z wczoraj zostawiłem u twojego brata
na szafce. Sorki. Mówił ci Shino o której dokładnie wyjazd. Moja matka musi
jeszcze z tamtejszą policją się skontaktować więc muszę wiedzieć wcześniej a do
nikogo nie mogę się dodzwonić.
Nawet ty nie
odbierasz gdzie zawsze telefon przy dupie nosisz!
Enmba.
Odczytałem.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Wiem, że zostawił tam moje ciuchy. Już je zabrałem.
Strzeliłem z kostek szykując się do odpowiedzi.
Jo!
Nie jęcz!
Jeszcze się nie
spakowałem. Nie potrzebuje tyle czasu co mości Panicz na spakowanie. Wiem,
widziałem i już je zabrałem do pokoju. Shino coś mówił, że jutro o szóstej
rano. Są u mnie więc nie odbierają. Gadają z Hikaru.
Telefon mi padł
więc czy go będę miał przy dupie czy też nie, nie byłbym w stanie odpisać.
Yuui.
Odsunąłem
się od biurka. Fajnie by było z nimi pojechać tak do Okinawy i zobaczyć stare
śmieci. Miasto w sumie też duże więc wątpię aby ktoś mnie rozpoznać a poza tym
mieszkałem tam cztery lata temu więc to dość dawno temu.
Ja
to wiem ale Hikaru i tak się nie zgodzi. Komputer wydał zabawny dźwięk. Enmba
zmienił mi dźwięk przychodzącej
wiadomości na śmiech dzikiej wiewiórki. Podjechałem do biurka.
Jebnąć cię?!
Wszystkie swoje
rzeczy zabrałeś? Panicz nie Panicz wstawałem wcześniej niż ty leniu jeden.
Jak to są u ciebie?
Co się stało?
Aha. I wszystko
jasne. Za dużo pornoli oglądasz na telefonie to ci bateria pada.
Zaśmiałem
się cicho. Wiedziałem, że tak zareaguje. Nie no w sumie nie dziwię się, że mówi
na mnie leniu skoro to ja spałem do południa, ale nie tak jak on zasypiałem
szybko tylko z godzinę przed tym jak wstawał, ale o tym to on wiedzieć nie
musi.
Nie dosięgniesz;p.
Tak wszystkie nie
musisz się o to martwić. Bywa…
No są u mnie.
Wpadli w odwiedziny.
A jak oglądam. Z
tobą w roli głównej.
Napisałem.
Odpisał bardzo szybko.
Jesteś trupem!!!!!
A tak w ogóle to
oni siedzą z tobą w pokoju?
Napisał.
Odczekałem chwilę myśląc co mu napisać. W sumie jako jedyny znał całą prawdę
więc mogę mu napisać, ale…lepiej aby nie wiedział. Jakoś tak czułem. Po co
mówić mu o wszystkim. Przecież to tylko Enmba.
Mówisz, że mam
zamawiać trumnę? Ale kwiatki mi kup na grub. A i do trumny wsadź mi paczkę
fajek, zapalniczkę, jedno piwo i jakiegoś pornola.
Ja siedzę w pokoju
a oni z moim bratem w salonie. To do niego mają sprawę nie do mnie.
Napisałem.
Wstałem z krzesła. Posłałem swoje łóżko czekając na jego odpowiedź.
Gówno ci wsadzę to
trumny a nie!
Z Hikaru??
Pokręciłem
przecząco głową.
Chcesz mi do trumny
nasrać? To tak nieładnie z twojej strony wiesz?
A mam jakiegoś
innego brata?
Naskrobałem.
Włączyłem muzykę zgarniając do ręki zeszyt z matmy. Sprawdzałem po kolei każde
zadanie jakie zostało nam zadane na te wolne. Odpisał po dość długim czasie.
Przestań…
Jednego.
Napisał.
Zobaczyłem przed oczyma jego minę. Wiedziałem jak wygląda mimo że był tak
daleko ode mnie.
Nie rób takiej
miny. Przecież wiem o co ci chodzi. Jak skończą rozmawiać to im powiem, aby się
do ciebie odezwali…
A tak w ogóle co ty
mi za zjebany dźwięk ustawiłeś na przychodzącą wiadomość.
Napisałem
odbiegając od tematu.
Najlepszy jaki
miałeś na kompie.
Padła
odpowiedź. Jakby wiedział co chciałem napisać. Przyłożyłem palce do klawiatury,
ale nim zdążyłem nacisnąć chociaż jeden przycisk przyszła kolejna wiadomość od
niego.
Pojedziesz, prawda?
Z nami? Na Okinawę? Nie wystawisz nas?
Napisał.
Czy przed nim nic się nie ukryję. Przetarłem oczy.
Nie przecieraj oczu
tylko napisz.
Zaśmiałem
się cicho. Poczułem się jakby stał naprzeciwko mnie. Ktoś zapukał do pokoju.
-
Proszę.- Powiedziałem patrząc w tamtą stronę. Do środka weszła Sakura.
-
Można?
-
Tak.- Powiedziałem. Spojrzała na mnie.- Co jest?
-
Chcesz z nami jechać?
-
To czy chcę czy mogę to dwie różne sprawy.
-
Ja się nie pytam czy możesz tylko czy chcesz?- Poprawiła mnie. Przyglądałem się
jej uważnie. Usiadła na podłodze. W tamtym miejscu zawsze siadał on. CHWILA?!
Cofnij. Dlaczego o nim myślę? W sumie czeka na moją odpowiedź, ale… Nie, nie,
nie, nie, nie, nie, nie!!!!! Pokiwałem przecząco głową. Spojrzałem na nią.
-
Nie potrafisz zrozumieć, że to u mnie skomplikowane?- Zapytałem.
-
Nie chcę rozmawiać z Yuui’m wykreowanym przez sąd tylko z prawdziwym Yuui’m.-
Powiedziała. Zaśmiałem się cicho.- Nie śmiej się. Ja mówię poważnie. Chcę
rozmawiać z tobą a nie kim innym.
-
Jeżeli rozmawiałabyś z prawdziwym mną to byś uciekła z krzykiem.
-
Założymy się?
-
Nie będę się o takie coś zakładał.
-
Twój brat powiedział, że możesz.
-
Hikaru tak powiedział?- Zapytałem patrząc na drzwi. Kiwnęła głową. Co on
kombinował?
-
Tak. Powiedział, że jako kobieta zrozumiem i masz mi to pokazać. Wszystko
całego ciebie. Jeżeli nie ucieknę z krzykiem wyzywając cię i twojego brata
będziesz mógł jechać z nami na Okinawę.
-
Wiesz, że jeżeli uciekniesz za dwie godziny najpóźniej to mieszkanie będzie
stało puste a ja będę pędził w aucie brata przez autostradę do nowego miasta?
-
Wiem.
-
I godzisz się na tę jego chorą gierkę?
-
Tak.
-
Dlaczego?
-
Ponieważ wiem, że tak nie zareaguję.- Powiedziała. Opuściłem głowę śmiejąc się
cicho pod nosem.
-
HIKARU!!! NIENAWIDZĘ CIĘ Z CAŁEGO SERCA!!!!!!- Wydarłem się na cały głos.
Sakura drgnęła przerażona. Śmiałem się cicho pod nosem. Zamknąłem okno
wiadomości.
-
Pokażesz?- Zapytała. Wstałem z krzesła. Zdjąłem z siebie bluzę pokazując
światłu dziennemu wszystkie moje rany.
-
No hej. Dzisiaj ty będziesz moim klientem?- Zapytałem. Spojrzała na mnie nie
rozumiejąc. Uklęknąłem przed nią pozbywając się wszelkich uczuć. To już nie
jest Sakura!- Dla ciebie mogę być wszystkim i każdym. Podaj cenę i to czego
pragnie twoja dusza a dostaniesz wszystko.- Załapałem jej dłoń. Była zimna.-
Mogę być delikatny jakbyś była moją pierwszą dziewczyną. Mogę być chamskim
brutalem. Możesz ze mną zrobić co chcesz. Bić mnie, poniewierać jak swojego psa
albo traktować jak księcia. Możesz być księżniczką albą szaloną wariatką, która
dusi mnie podczas stosunku.- Dodałem przykładając jej zimne dłonie do mojej
szyi. Zabrała je, ale złapałem je w locie. Przytrzymałem mocno.- A może wolisz przypalać
moje ciało papierosami, ciąć je nożem, wiązać ciasno linami? Powiedź czego
pragniesz a tego dostaniesz.
-
C…- Zakryła usta przerażona. Docierało do niej co mówiłem. Wyglądała jakby
miała się popłakać i porzygać jednocześnie.
-
Widzę, że jednak ostre gierki to nie dla ciebie.- Powiedziałem ubierając bluzę
na siebie.- Więc może wolisz delikatne pieszczoty, miłe słówka. Tylko pamiętaj
mój czas kosztuję. Więc musisz podjąć decyzję szybko bo za samą rozmowę ze mną
słono zapłacisz.- Dodałem. Spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Zaśmiałem
się cicho.- Weszłaś do pokoju dziwki i nie wiesz, że za samą rozmowę z nią
musisz płacić… oj nie ładnie. Więc może sam wezmę zapłatę…- Powiedziałem.
Wodziłem wzrokiem po jej ciele.- Wiem. Wezmę ciebie.- Dodałem i pociągnąłem ją
do siebie. Wyrwała się i wybiegła z pokoju. Opuściłem głowę śmiejąc się cicho.
Wstałem z podłogi i wyszedłem za nią. Hikaru, Shino i Ashias siedzieli w
salonie. Oni na kanapie on na fotelu. Patrzyli na drzwi od łazienki. Spojrzeli
na mnie.
-
I??- Zapytał Hikaru. Spojrzałem na niego.
-
Stul mordę!- Wydarłem się na niego. Drgnęli.- Widziałeś to?! Widziałeś?! To po
jaki chuj się pytasz?! Możesz się już pakować!!!! Nienawidzę cię!- Wydarłem się
i odwróciłem się do niego tyłem. Podbiegł do mnie i złapał mnie za ramię.
Zamachnąłem się uderzając go w twarz.
-
Rusz mnie jeszcze raz a słono za to zapłacisz!! Myślisz, że moje ciało może być
dotykane przez byle psa?!- Wydarłem się na niego. Cholera. Nie mogłem wrócić do
wcześniejszego stanu rzeczy tylko nadal trwałem w tym chorym charakterze,
którego tak nienawidziłem. Objął mnie mocno za ramiona.
-
Uspokój się! Nie musisz tego robić!
-
Kurewski Pies taki jak ty nie ma prawa mnie dotykać bez zgody mojego Pana!
Odpierdol się ode mnie i mnie nie tykaj bo czymś się jeszcze zarażę!! Ogłuchłeś
do reszty!!!- Wydzierałem się próbując się uwolnić. Hikaru proszę cię ogłusz
mnie aby oni już niczego nie zobaczyli. Poczułem na policzkach czyjś zimny
dotyk. Spojrzałem tam. Stała przede mną Sakura. Płakała.
-
Yuui… nie musisz nigdzie jechać. Nie uciekłam z domu tylko z twojego pokoju.
Kocham Ashiasa, ale byłeś tak przekonywujący, że gdybym nie uciekła…- Urwała i
spojrzała na mnie przepraszająco.
-
Kłamiesz!
-
Nie. Jesteś moim przyjacielem i jutro rano wszyscy jedziemy na Okinawę.-
Powiedziała. Przyglądałem się jej nie rozumiejąc.
-
Zostaję?
-
Nie wyprowadzisz się.
-
Mogę tutaj zostać?
-
Możesz.
-
W tym mieście?
-
Tak.
-
Z wami?
-
Tak.
-
I mogę jechać na Okinawę?
-
Tak.- Powiedział Hikaru nadal obejmując mnie ramionami. Spojrzałem do tyłu.
Shion i Ashias stali oniemiali nie wiedząc co mają robić.
-
Hiiikaruuuu….- Załamałem się.
-
Już, już.- Powiedział przytulając mnie normalnie.
W
pokoju czekała na mnie wiadomość na którą miałem odpisać, ale nie byłem w
stanie…
^^~^^
Siedziałem
na tyle auta kolegi mojego brata z roboty (jeden z warunków dzięki którym
mogłem tam pojechać). Był już prawie komplet. Zatrzymaliśmy się pod domem
Enmby.
-
To tutaj?
-
A adres ci dałem?- Zapytałem chamsko. Wysoki facet o czarnych włosach i
szerokiej bliźnie na lewym policzku spojrzał na mnie. Podobno pracował kiedyś w
kryminologii.
-
A w dziób chcesz?
-
A ty chcesz?- Odpyskowałem. Uśmiechnął się tylko. Znaliśmy się od małego. W
sumie on mnie. Chodził z moim bratem od liceum do jednej klasy.
-
Jak byłeś mały to byłeś taki uroczy.- Powiedział. Spojrzałem na niego wilkiem.
-
To trzeba było mnie kupić a nie teraz jęczeć że byłem uroczy.- Warknąłem. Nie
miałem humoru. Drzwi koło wielkiej bramy prowadzącej do domu Enmby otworzyły
się delikatnie kiedy dostałem mocno pięścią w głowę.
-
Nawet tak sobie gówniarzu nie żartuj!- Warknął. Pokazałem mu język trzymając
się za głowę. Drzwi od auta otworzyły się. Stanął przed nami zaspany Enmba a
koło niego ten cały Obi czy jak mu tam.
-
Witam.- Skłonił się w pół. Enmba spojrzał na mnie i kolejny raz tego dnia
dostałem w głowę. Złapałem się za głowę.
-
O co ci kurwa znowu chodzi?!
-
Yuui panuj nad swoim głosem!
-
Zamknij się!
-
Spokojniiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeee!!!!!!- Wydarła się Sakura. Wszyscy spojrzeli
na nią zaskoczeni.- Mamy jechać na wycieczkę a nie się bić.
-
To oni zaczęli.
-
Bo powiedziałeś coś bzdurnego!
-
Bo nie odpisałeś!
-
Powiedziałam!- Wydarła się i uderzyła każdego w głowę wypowiadając przy tym
dalszą część zdania.- Ma. Być. Spokój.- Dodała.
-Chuj.-
Warknąłem wciskając w uszy słuchawki i włączając muzykę na ful tak, że aż
raniła mi uszy. Naciągnąłem na głowę i połowę twarzy kaptur. Założyłem ręce na
torsie i opuściłem głowę w dół. Po kilku minutach samochód ruszył przed siebie.
^^&^^
Wiedziałem!
Po prostu kurwa wiedziałem!! Dlaczego to ja musiałem wyciągnąć tą jebaną
zapałkę i wylądować z nim w jednym pokoju?! Nie dość, że ciężko było z nim
rozmawiać po tym ostatnim to jeszcze musiałem z nim mieszkać.
Postanowiłem
się przejść po okolicy (w sumie ją znałem, ale nic mi nie zaszkodzi pół
godzinny spacerek). Wracałem właśnie do zajazdu kiedy ktoś na mnie wpadł.
Złapałem ową osobę pod ramię aby nie upadła na ziemię.
-
Przepraszam.- Powiedziałem.
-
To ja prze… Natsu?- Padło zaskoczone pytanie. Drgnąłem. Nie słyszałem tego
imienia od bardzo dawna. Już nawet zdążyłem się od niego odzwyczaić. Przyjrzałem
się dziewczynie której pomogłem utrzymać równowagę. Wysoka, szczupła Japonka farbująca
włosy na jasny blond. Coś mi świtała w głowie jej twarz.- To ja. Mia.- Dodała.
Mia…Mia… KURWA!!! Puściłem ją delikatnie. Jak powinienem zareagować?- To ty?
Prawda?- Zapytała już niepewnie. Mogłem skłamać, ale tylko się odezwę będzie
wiedzieć kim jestem.
-
Natsu… tak mnie kiedyś nazywano.- Potwierdziłem. Uśmiechnęła się szeroko.- Ale
już dawno przestałem używać tego imienia pod którym mnie znałaś.
-
Co się stało, że wróciłeś?
-
Nie wróciłem. To kilku dniowy wypad ze znajomymi ze szkoły.
-
Nowa paczka znajomych?
-
Można tak powiedzieć.- Powiedziałem. Szła koło mnie rozmawiając ze mną luźno.
Znała trochę moją przeszłość. To ona znalazła mnie w domu kiedy próbowałem
zatruć się gazem. Mój brat naświetlił jej trochę moją historię.
-
Na jak długo?
-
Mam nadzieję, że dłużej niż ty.- Powiedziałem. Zaśmiała się cicho.
-
Jeżeli jesteś tak bardzo rozmowny jak zawsze to wątpię.
-
Zobaczymy.- Powiedziałem. Zatrzymałem się koło zajazdu.- Ja tutaj.
-
Dalej się w to bawisz?- Zapytała bez owijania w bawełnę. Drgnąłem stojąc do
niej tyłem. Spojrzałem na nią. Zerkała na mnie uważnie ale i z nadzieją.
-
O co ci chodzi?
-
Zapłacę.
-
Nie prześpię się z tobą.- Powiedziałem stanowczo. Zaśmiał się.
-
I nie musisz. Chcę abyś przeszedł się ze mną jutro przez park trzymając się za
rękę. Masz udawać mojego nowego chłopaka.- Wyjaśniła. Przyjrzałem się jej
dokładnie.
-
A co na to Taiga?
-
Mam go w dupie!
-
Mam przed nim udawać?- Zapytałem śmiejąc się w duchu. Kiwnęła głową.- Ile?
-
A ile weźmiesz?
-
5000 jenów.- Powiedziałem po chwili. Kiwnęła głową bez namysłu.
-
Jutro tutaj przyjdę. Ok?- Zapytała. Wyciągnąłem w jej stronę rękę. Złapała ją.
Chciała ją zabrać ale ją przytrzymałem.
-
Nikomu ani słowa że mnie tutaj widziałaś i ze mną rozmawiałaś. Masz się
zachowywać tak jakby tego spotkania dzisiaj nigdy nie było i ostatni raz
widziałaś mnie cztery lata temu jak wychodziłem pobity ze szkoły.- Dodałem.
Kiwnęła głową. Puściłem jej rękę i udałem się do swojego pokoju.
^^&^^
Stałem
z nią przed zajazdem. Nie spodziewałem się, że wszyscy z którymi tutaj dzisiaj
przyjechałem postanowią wyjść i sobie popatrzeć. Nie sądziłem, że będę musiał
się wykłócać o to, żeby móc gdzieś wyjść. W końcu to kurwa Liliput ma areszt a
nie ja. Spojrzałem na zegarek. Jeżeli niedługo nie wróci do pokoju… Najlepszy
sposób na to aby to zrobił to go zdenerwować. Wkurwić… W sumie przeleje na
niego moje uczucia. Zachowuje się jak mój brat!
-
Przestań mnie traktować jak swoją własność.- Powiedziałem starając się panować
nad swoim głosem. Do niego nie docierało, że w przeciągu godziny wrócę do domu.
Wkurwiał się, że przyjechaliśmy razem a ja gdzieś wychodzę i o niczym im nie
mówię. Tyle powiedział, a ile myślał mogłem się tylko domyśleć po jego minie.
-
Ja cię tak nie traktuję!- Znowu uniósł głos. Zegarek a jego ręku zaczął pikać.
W spodniach byłoby mu trudno dobiec do pokoju na czas a on miał na sobie
tradycyjny japoński strój. Musze go wypędzić szybko do pokoju!
-
Jak to nie! Zachowujesz się jakbyś był moim chłopakiem!
-
Zwariowałeś?!- Wydarł się delikatnie spanikowanym głosem. Musze uważać bo
jeszcze wyłapię!
-
W sumie masz rację! Nawet gdybym był homo to nie chodziłbym z kimś takim jak
ty!- Krzyknąłem. Miałem nadzieję, że to jakoś go udobrucha i da do zrozumienia
innym, że do niczego nie doszło między nami. Ale widocznie się przeliczyłem.
Oczy mu pociemniały. Ściągnął zdenerwowany brwi. Wkurwił się i to nie na żarty.
Musiałem dobić gwoździe które wbiłem do swojej trumny.- Idź do pokoju, za
chwile zacznie się dobranocka.- Dodałem. Mia zaśmiała się głośno. W cenie jaką
sobie za dzisiejszą godzinę policzyłem nie było ochrony przed wkurwionym Enmbą
więc niech już przestanie rżeć!!!
-
Zamknij mordę dziwko.- Wycedził gniewnie przez zęby zaciskając dłonie w pięści.
Zaciągnęła się swoim śmiechem przestraszona nie na żarty. Mogłem ją wcześniej
ostrzec i powiedzieć aby tak nie robiła. Spojrzał na mnie.- Nie martw się. Nie
mógłbym być z takim pedałem jak ty!- Krzyknął i odwrócił się na pięcie. Ruszył
pędem do pokoju. Zamknąłem z opóźnieniem zaskoczone usta. Pokręciłem przecząco
głową kiedy niknął we wnętrzu hotelu.
-
Idziemy?- Zapytałem Mia’e. Kiwnęła twierdząco głową. Sakura złapała mnie za
nadgarstek.
-
Co to miało być?- Zapytała oburzona. Spojrzałem na nią. Drgnęła. Uśmiechnąłem
się przepraszająco.
-
Za pół godziny wrócę do pokoju.
-
Poczekamy na ciebie przed sklepem.- Powiedział Ashias i ruszył przed siebie nie
dając mi możliwości zaprzeczenia.
-
Masz pół godziny i dzwonie do twojego brata.- Dodała Sakura. Otworzyłem
zaskoczony oczy. Oho. Groźba. Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem. Ruszyłem
razem z moją nową „dziewczyną” na spacer po parku. Przez dłuższą chwilę
panowała cisza.
-
Co to był za gościu?- Zapytała w końcu. Spojrzałem na nią łapiąc ją za rękę.
Miała chłodną skórę.
-
Kumpel ze szkoły.
-
I tak się rzucał?
-
Taki typ człowieka?- Zapytałem uśmiechając się pod nosem.
-
Powinieneś unikać takich ludzi.
-
Nie musisz mi tego mówić.- Powiedziałem. Zaczerpnąłem głęboko powietrza.-
Powiedz mi co mam dokładnie zrobić.
-
Przejść ze mną przez park.
-
I tylko tyle?
-
No tak.
-
Pokłóciłaś się z Taigą?
-
Nie mów mi o nim.- Powiedziała oburzona. Zaśmiałem się cicho.
-
O co wam poszło? Znacie się od przedszkola i chodzicie ze sobą od tego czasu
więc prawie jak małżeństwo.
-
To głupek. Rozwód biorę.- Upierała się przy swoim. Dałem jej pstryczka w czoło.
-
Nie wygłupiaj się. Ty bez niego jak ryba bez wody.
-
Tym razem będzie inaczej.
-
Wątpię. Zawsze tak mówisz.
-
Ale tym razem wiem, że tak będzie.
-
Jaaaaaaaaaaasneeee.- Zaśmiałem się. Uderzyła mnie w ramię.
-
Ty nie wiesz jak to jest martwić się o kogoś a jednocześnie nie przejmować się
tą osobą. Nie wiesz jak to jest bez celu gapić się jak śpi koło ciebie! Nie
wiesz jak to jest cieszyć się z tego, że i on się cieszy. Nie przepadać za jego
złością a jednocześnie być z niej odrobinę dumnym. Nie wiesz jak to jest być
zazdrosnym o to, że ktoś chociaż koło niego stoi i jak boli cię brzuch kiedy
tylko na ciebie spojrzy albo się uśmiechnie. Nie wiesz jak to jest kiedy serce
ci wariuje i kiedy nie możesz spokojnie oddychać. Ty nie znasz takich uczuć!-
Krzyknęła okładając moje biedne ramie. Złapałem ją za nadgarstki przyglądając
się jej zaskoczony.
-
A jeżeli wiem to co wtedy?
-
Co?- Zapytała nie rozumiejąc, ale to ja nie rozumiałem. Co jeżeli znałem
odpowiedzi na wszystkie jej pytania? Co to znaczyło?
-
A co jeżeli znam odpowiedź na twoje pytania? Co to wtedy znaczy?
-
Ty jesteś głupi?
-
Ja się kurwa pytam poważnie i takiej odpowiedzi oczekuje!- Krzyknąłem.
Przyglądała mi się jak jakiemuś głupiemu po czym zaśmiała się głośno.
-
W życiu nie sądziłam, że ktoś taki jak Natsu się zakocha!- Zaśmiała się głośno.
Otworzyłem szerzej usta. Że co ja proszę, że co?!
-
Czekaj czego ty się najarałaś?- Zapytałem oburzony. Spojrzała na mnie i ryknęła
niekontrolowanym śmiechem.
-
No ja nie mogę. I jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy!- Śmiech. No nie
mogłem. Zagotowało się we mnie. Opuściłem rękę kiedy zorientowałem się, że
chciałem ją uderzyć. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem za sobą do parku.
Wiedziałem, gdzie szukać Taigę. Była zaskoczona, ale szła za mną. Ciągnąłem ją
przez pół parku kiedy dojrzałem ich na stercie usypanych wielkich kamieni.
Siedziało tam sześciu chłopaków mniej więcej w moim wieku. Śmieli się i
rozmawiali ze sobą. Wygłupiali się. Podszedłem do nich.
-
Joł.- Powiedziałem bez ogródek. Spojrzeli na mnie zdziwieni, później na Mia.
Rozpoznałem Taige od razu. Na policzku miał szeroką bliznę. Wysoki, dobrze
zbudowany z czarnym irokezem i kolczykiem w wardze. Zmienił się od naszego
ostatniego spotkania.
-
Co to kurwa ma być?- Zapytał pokazując na nas palcem. Mia milczała. Łypnęła na
mnie gniewnie. Puściłem jej rękę i podszedłem do niego. Wyciągnąłem w jego
stronę rękę. Spojrzał na nią.
-
Bierz.- Powiedziałem i wcisnąłem mu w dłonie kasę. Spojrzał na mnie zaskoczony
jakby coś zaczęło mu świtać.- Zabierz ją do kina czy coś a nie wydaje kasę na
wynajęcie kogoś takiego jak ja aby wzbudzić w tobie zazdrość.- Dodałem i odwróciłem
się do nich na pięcie ruszając w stronę hotelu. Sakura ta wariatka na serio
może zadzwonić do mojego brata. Ktoś złapał mnie pod łokieć. Spojrzałem tam. Taiga.
-
Natsu.- Powiedział tylko. Znałem ten typ spojrzenia. Raz tylko tak na mnie
spojrzał później wyleciałem ze szkoły za rozcięcie mu twarzy butelką. Uważałem
go za kogoś na kształt przyjaciela.
-
Taiga.-Odpowiedziałem wyrywając dłoń z jego uścisku.
-
Co ty tutaj kurwa szukasz?!
-
Nic.- Powiedziałem i ruszyłem przed siebie. Złapał mnie ponownie pod łokieć.
Spojrzałem na niego wilkiem.- Nie mów mi, że chcesz przyozdobienia drugiej
strony twojej twarzy?- Zapytałem. Cofnął się nieznacznie po czym spoważniał.
-
Odpowiedź jak zadałem ci pytanie?!
-
Aktualnie zmierzam do miejsca w którym przebywam ale mi w tym przeszkadzasz.-
Odpowiedziałem. Przyjrzał mi się uważnie.
-
Wróciłeś na Okinawę?
-
Nie.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na Mia.- Sorry ale niestety nie mogę tego
zrobić o co mnie prosiłaś. Osobie, którą według ciebie kocham może się to nie
spodobać jak się o tym dowie, więc lecę.- Dodałem. Wyrwałem swoją rękę i
wyciągnąłem telefon z kieszeni. Ruszyłem przed siebie.
-
Tak?
-
Czekacie pod sklepem?
-
Masz siedem minut.
-
Będę za cztery.- Powiedziałem do Sakury i się rozłączyłem. Schowałem telefon do
kieszeni i ruszyłem biegiem przed siebie aby jak najszybciej do nich dotrzeć.
Do tych którzy widzieli kawałek mojej natury i mimo wszystko czekają na mnie
koło sklepu oraz do tego który wie prawie wszystko i czeka wkurwiony w hotelu.
-
Ruchy!- Krzyknął Shion śmiejąc się z mojej miny. Kupili już to co mieli kupić.
Czekali tylko na mnie. Podbiegłem do nich. Sakura spojrzała na zegarek.
-
No. Zmieściłeś się w czasie.- Powiedziała i schowała telefon do torebeczki.
Mogę się założyć o moją rękę, że miała ustawione na szybkie wybieranie do
mojego brata. Odetchnąłem z ulgą i wziąłem jedną z cięższych siatek z zakupami.
Odwróciłem się jeszcze na chwilkę. Wiedziałem, że Taiga będzie stał po drugiej
stronie ulicy przyglądając mi się uważnie.
-
Co jest?- Zapytał Ashias. Pokręciłem przecząco głową i spojrzałem przed siebie.
-
Wydawało mi się, że spotkałem byłego przyjaciela, ale musiałem się pomylić. Nie
mieszka w tej części Okinawy.- Odpowiedziałem idąc koło niego.
-
Aa.- Odpowiedział tylko. Zrównał się z Sakurą. Jego miejsce zajął Shino.
-
Będzie bura.
-
Nie będzie.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.
-
Jesteś dość pewny jeżeli chodzi o zachowania Enmby.
-
Nie pewny. Po prostu to wiem.
-
Skąd?
-
Nie wiem.- Odpowiedziałem i zaśmiałem się cicho kiedy spojrzał na mnie jak na
idiotę w momencie kiedy wchodziliśmy do hotelu.- To wszystko chcecie wypić?-
Zapytałem. Zaśmiał się cicho wchodząc po schodach.
-
A co to dla czterech osób?- Zapytał. Uśmiechnąłem się pod nosem. Pięciu chłopie
pięciu. Matematyka się kłania. Sakura otworzyła drzwi od mojego pokoju.
Zauważyłem jak sztywno siada na swoim łóżku. Pościel była cała pomięta. Przy
uchu miał słuchawkę. Rozmawiał z kimś.
-
Pozdrów mamę.- Powiedziała Sakura stawiając torbę z chipsami na stolę. Skąd
wiedziała, że on…?
-
Masz pozdrowienia od Sakury.- Powiedział Posłusznie. Uśmiechnął się po chwili.
-
Mama też pozdrawia.- Powiedział przyglądając się Ashiasowi z taką miną jakby go
to w ogóle ale to w ogóle nie interesowało.- O co ci chodziło z tym
wcześniejszym?(…) No i?(…)- Zapytał. Odpowiedź jaką dostał musiała go zaskoczyć
ponieważ zaczął głośno kaszleć. Podszedłem do swojej torby szukając swoich
dresów na przebranie. Zerknąłem na niego z ukosa. Czerwony na twarzy przyciskał
słuchawkę do ucha. Ciekawe o czym gadał z matką i ciekawe jakim niby cudem i
prawem miałbym kochać to „coś”?!.- Czego ty się nawdychałaś?- Zapytał i pokiwał
przecząco do Sakury. Wszedłem do łazienki zamykając cicho drzwi, ale mimo
wszystko słyszałem dokładnie wszystko co mówił. Denerwowało mnie to. Ściągając
spodnie przysłuchiwałem się jego rozmowie.- Nie wiem, o co ci chodzi.(…)
Dobra…?(…)Tak, ale…(…) Ból, mrowienie, zanik sił witalnych.- Wycedził. Jego
łóżko zaskrzypiało. Pewnie położył się na nim. Wciągnąłem swoje spodnie. O czym
on gadał? Pokręciłem przecząco głową. Zdjąłem bluzę. Sakura szepnęła koło drzwi
od łazienki „Mama robi mu psycho test”. Coś głośno trzepnęło w drzwi
pomieszczenia w którym się aktualnie znajdowałem. Później cichy śmiech. Co oni
odwalali?-(…) Jak ból może być…(…) Tak pamiętam. Przyjemne.(…)Chrapliwy, cichy,
przenikliwy(…) Ból brzucha(…)Żadne motylki!- Krzyknął. Drgnąłem. Przemyłem
twarz nakładając na nią żel czyszczący. Jeszcze tylko uczesać się i umyć zęby.-
No niech ci będzie(…)Żądzę.(…)Opiekę!(…) Obustronne przymierze.(…)
Walkę.(…)Swój(…) Nie! Mówię, że…(…)Właśnie, że nie(…)- Długo milczał. Pewnie
skończył rozmawiać. Odłożyłem szczotkę do kosmetyczki i wyszedłem z łazienki.-
Boli(…)- Powiedział to z takim bólem w głosie. Na twarzy wyglądał jak osoba w agonii.
Jakby miał umrzeć od tego bólu. Co on sobie wyobraził. Przystanąłem zaskoczony
nie wiedząc jak zareagować.- Ty nie jesteś moją matką. Co za normalna matka
zrobiłaby swojemu dziecku to, co właśnie ty uczyniłaś mnie?(…)- Zaśmiał się
zbolałym głosem odwracając od nas twarz. Usiadłem na podłodze koło Ashiasa,
który rozstawiał już kubki i trunek. Sakura rozsypywała wszystko na talerzyki.
Shion z kolei bawił się swoją MP3. Pewnie szukał jakiejś muzyki.- Chyba było by
lepiej dla mnie jakbym jednak o tym nie wiedział.(…) Dobra. A teraz powiedz mi
skąd ci się zrodził w głowie taki pomysł, aby w ogóle to zaczynać?(…)- Jęknął
cicho. Zerknąłem na niego. Przecierał zmęczoną twarz.- Dobra. Dawaj(…)Co
jest?(…) To go nie zadawaj. Tylko ubierz w stwierdzenie.(…) No to dawaj z tym
koksem(…)- Usiadł gwałtownie na łóżku oblewając się szkarłatnym rumieńcem. W
oczach zagościł strach i szok. Znałem to spojrzenie ale wolałem o nim nie
myśleć.- C…CO?! Skąd ci przyszło do głowy, że ja…?!(…)Mamo nie chce o tym z
tobą rozmawiać(…)- Zapanował już nad swoim głosem. Pokręcił przecząco głową.-
Mamo.(…)Mamooo(…)Mamo! Wybacz, ale muszę już kończyć.(…) Skąd wiedziałaś?(…)
Pozdrów tatę. Kocham cię. Pa.- Powiedział i się rozłączył. Położył telefon na
szafce nocnej wzdychając ciężko.
-
Dziwne. Dlaczego rozmowy z twoją mamą tak cię wykańczają?- Zapytał Ashias.
Enmba nawet na niego nie spojrzał.
-
Nie pytaj. Powiedziała, że mamy się nie upić.
-
Powiedziałeś jej?- Zapytał Shino chociaż to ja chciałem to zrobić. I dobrze, że
to on go o to zapytał bo to na niego spojrzał jak na czubka a nie na mnie.
-
Nie.
-
Jego mama zna go od podszewki. Wie, kiedy coś ukrywa i jeżeli coś go gryzie.
Wie, co myśli w danym momencie i co czuje. Więc po rozmowie z nim zorientowała
się, że będziecie pić. W sumie to on nie pije.- Powiedziała Sakura. Miałem
ochotę ją wyśmiać w tym momencie. Że niby kto nie pije?! On?! Litości proszę ja
was!!!
-
Yuui-kun.- Znowu powiedział to tym tonem jakby czegoś chciał.- Przepraszam, ze
to co wcześniej powiedziałem.- Powiedział cicho. O_O. Zaskoczył mnie tym. Nie
spodziewałem się, że takie słowa przejdą mu przez gardło.- Sakura ma rację.
Jeżeli chcesz to mogę ci załatwić taką rozmowę z moją mamą.- Dodał patrząc na
Shino. Pokiwał przecząco głową śmiejąc się przy tym.
-
Ja też przepraszam.- Powiedziałem cicho. Czekaj. Jeżeli jego mama wie, że
będziemy pić i on jej o tym nie powiedział więc również wie, że… Spojrzałem na
Enmbę, który od dłuższego czasu przyglądał się zaciekawiony mojej twarzy.-
Analizując to, co powiedziała Sakura chcesz mi powiedzieć, że twoja mama…
-
Tak.- Wie.- Powiedział chłodno siadając pomiędzy mną a Shion’em. Sakura
siedziała obok Ashiasa obejmowana przez niego ramieniem. Przyglądał się nam
jakby coś mu się nie zgadzało. Szukające spojrzenie pijaka na głodzie. Tak bym
to nazwał.
-
O czym wie?- Zapytała Sakura. Mam nadzieję, że nie będzie na tyle głupi aby jej
o tym mówić?!
-
O tym, że Yuui-kun nauczył mnie jak…- Zaraz go walne jeżeli odezwie się chociaż
jedno słowo więcej. Ale on wyrwał mi piwo z ręki i upił z niego kilka łyków. Opuściłem
zrezygnowany ramiona. Wiedziałem!- …się pije.- Dodał i zaśmiał się cicho.
Zamknąłem oczy. Nie chcę tego widzieć.
^^&^^
Wchodziłem po schodach od hotelu.
Wyglądałem najstarzej z nich wszystkich i byłem najtrzeźwiejszy więc musiałem
pójść po uzupełnienie tego ich wodopoju. Pokręciłem przecząco głową. Oni nie
wiedzą co się może stać jeżeli będę uparcie dążyć do tego aby go upić.
-
CO?!- Usłyszałem donośny krzyk dobywający się zza drzwi mojego pokoju.
-
Ciiiiiiiiiiiiiiii!- Jeszcze głośniejszy dźwięk próbujący ich uciszyć. I jakieś
paplanie. Wszedłem cicho do pokoju. Tulił do siebie pustą butelkę prawie, że
leżąc na podłodze. Machał ręką jakby odganiał się od much. Zabrałem mu ową
pustą butelkę.
-Panu
już chyba podziękujemy.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie mętnym spojrzeniem po
czym uśmiechnął się szeroko.- Na jakim poziomie jest alkoholowego upojenia?
-
Fifko!- Ucieszył się wyciągając w moją stronę ręce. Aha. Czyli wszystko jasne.
Pokiwałem przecząco głową.
-
Dobra rozumiem. Czyli szczera rozmowa była, teraz jest radość. Za chwile będzie
płacz. Zawiecha. Po kilku kolejnych piwach będzie się rzucał nie wiadomo, o co.
Później będzie akcja „Przytul mnie” i
będzie do każdego mówił jakby rozmawiał z kimś innym. A na koniec dnia
wypowie swoje życzenie.- Powiedziałem licząc na palcach. Zdjąłem z siebie bluzę
i rzuciłem mu na głowę wiedzą , że za chwilę będzie zmarznięty. Widziałem jak w
jego oczach pojawiają się łzy. Miałem rację. Piłem z nim raz ale to mi
stanowczo starczyło. Wtedy obiecałem sobie, że to był pierwszy i ostatni raz
więc jakim cudem znowu z nim piłem.
-
A jakie było jego ostatnie życzenie?- Zapytał Shino. Zerknąłem na jego umazaną
od łez facjatę, która mówiła wszystko.
-
Zażyczył sobie… masażu.- Wahanie w moim głosie było aż tak słyszalne czy tylko
mi się to wydawało?
-
Widziałeś go bez koszulki?- Zaskoczenie Sakury zaskoczyło i mnie.
-
Tak.
-
Serio?!- Teraz to Ashias wyraził swój szok. O co im chodziło?
-
No tak. A co w tym takiego dziwnego?
-
Tyle ile go znamy nigdy nie pokazał nam się bez koszulki. Nawet na basenie w
niej pływał. Jedyną osobą, która widziała go bez górnego odzienia jest Sasuke.-
Powiedział Shino. Nie chcę nic mówić ale widziałem go i bez dolnego odzienia
jak i w ogóle bez odzienia ale to tak na marginesie.
-
No to jestem i ja.
-
Wiesz. Sasuke kiedyś mówił, że ma tatuaż. To prawda?- Zapytała Sakura.
Widziałem jak Enmba gapi się na nią zamulonym spojrzeniem. Pokazałem na niego
palcem.
-
Tak ma. Widzicie. Teraz pewnie każdy z was mógłby go pocałować a nic by nie
zrobił.- Zaśmiałem się cicho spodziewając się jego reakcji. Tył mojej głowy
przeszył potworny ból. Miałem rację.
-
Założymy się?
-
Nie dzięki.- Burknąłem pod nosem. Ja się z nim o nic nie zakładam. Znowu
przegram. Grać w karty mogę, ale inne zakłady nie wchodzą w rachubę. Zaśmiał
się cicho.
-
Em-kun?
-
Taaaaaa?
-
Pokażesz?
-
Sakura-cha…
-
Proszę. Ten jeden raz.- Powiedziała układając ręce jak do modlitwy. Ciekawe
dlaczego ich to tak interesowało. Zaskoczyło mnie dziwne spojrzenie Enmby
skierowane w stronę Shiona.
-
Nie płacz.- Powiedział chłodno i zaczął się rozbierać. Odwróciłem się tyłem.
Spojrzałem w okno. Zaczęło padać. A jutro chciałem się przejść na spacer.-
Zrobiliśmy je sobie razem. Takie same wzory. A, że w szkole jest to zabronione,
dlatego ciągle noszę koszulkę.- Wyjaśnił. Spojrzałem na niego. Shino klęczał
przy nim i dotykał delikatnie jego tatuaż. Kto miał taki sam tatuaż jak on?-
Wybacz. Nie chciałem ci tego pokazywać.
-
Sasuke…on miał…- Zerknąłem na Sakurę. A wiec Sasuke. Martwy przyjaciel Enmby…?
Tego nie wiedziałem. Widać nie wiem wszystkiego tak jak i on nie wie tego i
owego. Wypuścił głośno powietrze z płuc.
-
To był zły pomysł. Idę się kąpać.- Powiedział i uciekł do łazienki. W pokoju
nastała niezręczna cisza. Każdy zerkał na swoje ręce. Wypuściłem głośno
powietrze i sięgnąłem po jedno z nowo zakupionych piw.
^^&^^
Skończyłem
ogarniać pokój nim wylazł z tej łazienki. Odprowadziłem resztę do swoich pokoi
pilnując aby Ashias czasami nie zabłądził (Enmba dostał by wścieklizny) i
wróciłem do siebie. Leżał na swoim łóżku przyglądając się dokładnie każdemu
mojemu ruchowi. Krępowało mnie to muszę przyznać, ale nie dawałem po sobie
poznać, że to widziałem. Jego spojrzenie było coraz bardziej natarczywe.
Wiedziałem, że nie zaśnie od razu po tym jak wypije. Ten alkohol musi zacząć z
niego parować. A w jego przypadku to może trochę zająć czasu. Wkurwię się
jeżeli za raz mi nie powie o co mu chodzi.
-
Powiedz w końcu, co cię dręczy a nie się na mnie gapisz.- Powiedziałem nie
patrząc na niego. Obawiałem się tego co może powiedzieć. Milczał dłuższą
chwilę. Może układał sobie w głowie to co chce powiedzieć?
-
Nic.- A jednak się pomyliłem. Taką rozbudowaną odpowiedź mi dał, że nie
wiedziałem co mam z nią zrobić. Odwróciłem się w jego stronę. Zamknął oczy, ale
nie spał. No ja mu tego nie daruje. Dręczy mnie dziwacznymi spojrzeniami a
później nie raczy mi nic powiedzieć. Podszedłem do niego i zdzieliłem go
otwartą ręką w głowę. Otworzył pospiesznie oczy kiedy pochyliłem się nad nim
delikatnie.- Za co to?!- Jeszcze nie wiedział za co dostał?
-
Mieszkałeś u mnie tydzień, więc mnie nie okłamuj.
-
Ale ja naprawdę…- Urwał kiedy pochyliłem się nad nim bardziej aby nie uciekł
nigdzie spojrzeniem. Jego reakcja mnie zaskoczyła, kiedy schował połowę
czerwonej twarzy pod kołdrą.- Nic.-Dodał cicho. No mnie zaraz chuj strzeli!
-
Tylko mi nie mów, że chcesz abym znowu
cię przeleciał.- Powiedziałem. Jeżeli znowu mu o to chodzi to go kurwa
wykastruje przy samych uszach! Pokręcił przecząco głową. Czyli to nie o to mu
chodziło. To o co?- To, co?
-
Nic?- Powiedział. No tak to my nie dojdziemy do porozumienia. Nie mam zamiaru
posuwać się dalej ale wiem, że jeżeli to zrobię to powie o co mu chodziło.
Przerzuciłem go na plecy siadając na nim okrakiem. Otworzył przerażony oczy.-
Debilu, co ty…?!- Zamachnął się rękoma. W ostatniej chwili złapałem go za
przeguby aby nie dostać.
-
Powiedz!- Stracę za chwilę cierpliwość!
-
Dobra, dobra! Chciałem tylko żebyś się ze mną położył i spał koło mnie!
Zadowolony?! A teraz ze mnie złaź!- Wydarł się i bez problemu zwalił mnie z
siebie. Leżałem zaskoczony w nogach jego łóżka patrząc jak okręca się na drugi
bok owijając się szczelnie kołdrą tak, że nic nie było widać. Nie wiem czy
zdawał sobie z tego sprawę ale kołysał się delikatnie w przód i w tył. Nie
wyglądał mi na takiego co to musi z kimś spać aby zasnąć, no ale co ja tam będę
wnikał w jego psychikę skoro chce mieć spokój. Pokręciłem przecząco głową. Już
nie mam siły się z nim kłócić. Jeżeli jeszcze raz wyprowadzi mnie z równowagi
dosłownie go pierdolnę w tą jego facjatę. Nim się zorientowałem co robię moja
ręka wylądowała na jego plecach. Drgnął. I tyle. Nie ruszył się. Leżał spokojnie.
Ulokowałem się za nim delikatnie obejmując go ręką w pasie tak jakbym brał do
ręki niemowlaka. Nie strącił mojej ręki. Nie wygodnie było mi tak leżeć na
końcu łóżka i wyciągać w jego stronę rękę. Przyciągnąłem go do siebie. Miał
chłodnawe plecy. Odkryłem jego głowę. Zaciskał mocno powieki. Zgiąłem się
trochę w pół.
-
Przepraszam.- Szepnąłem cicho do jego ucha. Złapał mnie za przegub ręki którą
go obejmowałem. Byłem pewien że ją strąci ale pociągnął ją w dół tak, że
przylegałem do niego jeszcze bardziej. Bolała mnie skóra od jego dotyku. Piekło
całe ciało. Tak jak pomyślałem w biurze dyrektora. On jest niebezpieczny…
-
Zamknij się głupku.- Powiedział ściskając moją rękę jeszcze mocniej. Nie ma to
jak w taki sposób zniszczyć całą atmosferę. Zaśmiałem się cicho pod nosem.
-
Jak zawsze chłodny.- Powiedziałem cicho. Nic nie odpowiedział. Przyglądałem się
jego twarzy. Zaciskał mocno powieki. Był czerwony na twarzy. Co to za reakcja?
Oddychał spokojnie. Miałem tylko nadzieję, że nie usłyszy jak dudni moje serce.
To, że się w nim zakochałem będzie ostatnią rzeczą jaką komukolwiek chyba
powiem! To była by porażka na całej linii jeżeli by się o tym dowiedział. Tego
jestem pewny jak tego, że teraz leży schowany w moich ramionach.
Dziwne
jak tak drobne ciało jak jego może być w stanie wykrzesać z siebie tyle siły i
dźwigać takie ciężary…?
^^~^^
Leżałem
od dłuższego czasu na jego łóżku przyglądając mu się uważnie. Leżał zwinięty w
kłębek przodem do mnie. Kurczowo trzymał się moich spodenek. Pokręciłem
przecząco głową kiedy przetarł dłonią mocno po nosie. Zgarnąłem delikatnie jego
włosy z twarzy. Skoro tak go denerwują powinien je ukrócić. Chociaż wtedy może
stracić swój urok osobisty… Spojrzałem na zegarek. Za dwadzieścia minut mamy
się spotkać ze wszystkimi na stołówce. Nie chciałem go jeszcze budzić. Wczoraj
trochę wypił, miał stresujący dzień. Niech się wyśpi i wypocznie. Jakoś zniosę
jego marudzenie jak się obudzi. Wyszedłem cichutko z łóżka starając się go nie
obudzić.
-
Nie zmieści się. Za ciasno jest.- Powiedział przez sen. Spojrzałem na niego
prychając cicho pod nosem. Pokręciłem przecząco głową. Nie chcę wiedzieć co mu
się śniło. Wciągnąłem na siebie jesany. W rękę wziąłem koszulkę i komórkę.
Wciągnąłem na nogi buty. Wyszedłem z pokoju.
***
jakiś czas później***
Siedzieliśmy
wszyscy na stołówce. Spojrzałem na zegarek. W sumie już powinien zejść na dół.
A go jak nie było tak nie było. Czyży załapał focha i polazł gdzieś?? Nie to
nie możliwe. Wiedział przecież…
-
Mamo a widziałaś tego chłopaka co na drzewo skoczył?- Zapytała jakaś mała
dziewczynka. Ręka zamarła mi w drodze do buzi.
-
Cicho. Nie mów tego na głos. To jakieś pokrzywdzone przez los dziecko było.-
Odpowiedziała matka ciągnąc dziewczynkę do stolika za nami. Po chwili doszedł
do nich jakiś facet z dzieckiem. Spojrzałem na Sakure i pozostałych. Wyglądali
jakby nic nie usłyszeli.
-
Ej.- Zacząłem. Spojrzeli na mnie.- Czy Enmba może wyglądać jak dziecko
pokrzywdzone przez los spierdalając z hotelu przez balkon i skacząc na
drzewo??- Zapytałem. Spojrzeli po sobie. Shion zerwał się na równe nogi i
pognał do góry.- Czyli jest do tego zdolny?
-
Jest.- Powiedział Ashias wyciągając swój telefon.- Kurwa rozładowany.
-
Czekaj.- Powiedziałem. Wybrałem do niego numer. Nie odbierał.
-
MAMO!!! ONA MI ZABRAŁA MOJEGO LODA!!
-
TO BYŁ MÓJ TY CHCIAŁEŚ TRUSKAWKOWEGO!
-
WŁAŚNIE, ŻE NIE BO WIŚNIOWEGO!!!- Odłożyłem telefon na bok. Matka nie
reagowała.
-
ZAMKNIJ SIĘ BO JA TEGO NIE CHCIAŁEM!!
-
Morda i siadaj na dupie albo dowiesz się co to jest skalpowanie! I żryj lody
zanim się roztopią!!- Wydarłem się na biednego dzieciaka. Zaciągnęło się
przerażone powietrzem wkładając łyżeczkę do ust.
-
Yuui.- Szepnęła Sakura. Spojrzałem na nią. Zamilkła.
-
Zjeb kosmiczny.- Warknąłem pod nosem i udałem się do swojego pokoju. Wystukałem
do niego kilka wiadomości. Nie odpisał na żadną tak samo jak nie odbierał
telefonu.
***
trzy godziny później***
-
Yuui uspokój się. Wiem, że jesteś zły ale nie potrzebnie. Enmba nie jest
dzieckiem…
-
Pamiętacie tą laskę, z którą wczoraj stałem pod zajazdem?- Zapytałem zgniatając
telefon w dłoni. Sakura kiwnęła twierdząco głową.- Widziała was wszystkich i
może o was powiedzieć swojemu chłopakowi.
-
No i co z tego?
-
Wyleciałem z tutejszej szkoły ponieważ coś mu zrobiłem. Nie chcę aby się do was
zbliżał.
-
Nie martw się Enmba sobie poradzi.- Powiedział Shion. Wstałem gwałtownie i uniosłem
go za przód bluzki.
-
Jak niby kurwa jak mu się bić nie wolno przez ta jebaną bransoletę?!- Warknąłem
na niego. Otworzył szerzej oczy. Zajarzył o co mi chodzi.- Gdyby nie to, że ją
ma to miałbym w dupie czy się z kimś pobije czy też nie, ale tak wiem co się
może stać.
-
Musimy go znaleźć.- Stwierdził Ashias łapiąc mnie za rękę, którą podtrzymywałem
Shiona. Puściłem go.
-
Ameryki to ty tym tekstem nie odkryłeś.- Powiedziałem. Postanowiłem spróbować
ostatni raz się do niego dodzwonić. Jeżeli nie odbierze pójdę go szukać i mu
wpierdolę jak go znajdę.
-
Tak?- Usłyszałem po drugiej stronie. Nie wiem co u mnie przeważyło. Ulga?
Złość?
-
Żadne kurwa tak!- Wydarłem się do słuchawki. Czyli jednak złość wzięła u mnie
górę. Milczał.- Gdzie ty się szlajasz?!
-
Na spacerze jestem.- Powiedział. Zagotowało się we mnie. Ścisnąłem mocniej
telefon. Zamknąłem oczy aby w coś przypadkiem nim nie pierdolnąć.
-
Nie wciskaj mi kitów!- On i spacer o tej porze. I to jeszcze sam! Ta jasne!
-
Mhy.- Tylko taka była jego odpowiedź. My się zamartwiamy a on mi tutaj z jakimś
jebanym „Mhy” wyjeżdża?!
-
CO ZNOWU ZA MHY?!- Sakura puknęła mnie w ramię abym się uspokoił. Spojrzałem na
nią kiwając głową na znak, że się postaram.
-
Wstałeś lewą nogą.- Stwierdził tylko. Uniosłem się na równych nogach. Sakura
zabrałe rękę.
-
NIE PYSKUJ!
-
Yuui.- Syknął Ashias.
-
Ja nie pyskuje. To ty się wydzierasz jak baba przy porodzie i robisz mi
awanturę o byle gówno. Chciałem się przejść w samotności i coś przemyśleć, więc
to zrobiłem i proszę nie mieć do mnie wątów ani żadnych pretensji. Nie długo
będę z powrotem i znowu będziecie mogli mnie traktować jak jakieś dziecko
specjalnej troski. Po prostu potrzebowałem chwili dla siebie. Czy tak ciężko to
zrozumieć?- Zapytał. Zaciskałem mocno zęby. Ashias dawał mi znaki rękoma abym
się uspokoił. Chyba wiedział jak wyglądały rozmowy z tym tępym osobnikiem jakim
jest Enmba.
-
Wiesz co? Pieprz się!- Skoro tyle ma do powiedzenia na fakt, że wszyscy tutaj
się o niego martwią to niech spierdala na drzewo! Wziął głęboki oddech.
Szykowałem się na kolejną ostrą wymianę zdań.
-
To chodź do mnie. Zapłacę ci.- Powiedział dość chłodno. Poczułem się jakbym
dostał od niego w twarz i to porządnie. Odwróciłem się na pięcie i cisnąłem
telefonem w ścianę. Roztrzaskał się tuż przy głowie Shion’a.
-
YUUI!- Wydarł się przerażony.
-
Pierdolony zjeb kosmiczny!!- Wydarłem się zakrywając wkurwiony usta.
-
Co on ci powiedział?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego. Nie wiem jaki
musiałem mieć wyraz twarzy, ale drgnął i odwrócił swoją w bok.- Shion chodź go
poszukamy. A wy poczekajcie na niego tutaj może wróci.
-
Yuui ochłoń.- Powiedział Shino.
-
Poradzisz sobie?
-
Ja?- Zapytała żartobliwie Sakura na zadane przez Ashiasa pytanie. Uśmiechnął
się po czym wyszli. Odczekała chwile i spojrzała na mnie.
-
Co on ci takiego powiedział?
-
Nie ważne.
-
Musiał przesadzić skoro cisnąłeś telefonem o ścianę. Nie należysz do tych co
szybko się denerwują i łatwo wyprowadzić ich z równowagi.
-
Mówię przecież, że nie ważne.
-
Yuui…
-
Proszę daj mi już spokój.
-
Nie kłóć się z nim jak już wróci.
-
Tego nie mogę obiecać.
-
Wiesz, że on może cię zabić jeżeli przesadzisz w słowach.
-
No co ty nie powiesz.- Zadrwiłem. Spojrzałem na nią.- Nie śmierci z jego rąk
się boje.- Dodałem i sięgnąłem po wodę.
-
A cze…- Urwała. Sięgnęła po swój telefon.- Tak?(…)Dobra spróbuje.(…)-
Powiedziała. Rozłączyła się i wybrała ponownie do kogoś numer.- Em-kun?(…)
Gdzie jesteś? (…) W co?(…) A co szyjecie? (…)- O czym ona kurwa pierdoliła z
nim przez telefon?! Co kurwa szyją?!- W
jakim kolorze? (…) Dobra, a teraz kluczowe pytanie. (…) Co brałeś? (…) No ja
się ciebie pytam :co brałeś?(…) Jaki on?(…)- Zapytała. Spojrzałem na nią.
On?- Wybacz, ale nie.(…) A gdzie mamy przyjść(…)
A gdzie jest „tutaj”?(…)
-
Naćpał się czegoś?- Zapytałem szeptem. Pomachała mi ręką na znak, że mam
milczeć. Napisała mi coś na karteczce. Spojrzałem na nią.
Hotelowy gabinet lekarski. Tam jest. Idźpo niego.
Kiwnąłem
głową i wyszedłem z pokoju. Przyspieszyłem kroku. Gabinet lekarki? Coś mu się
stało czy jaki chuj? Po chwili byłem już na dole. Rozejrzałem się p drzwiach.
Znalazłem owe pomieszczenie. Zapukałem do drzwi.
-
Chyba już jest.- Usłyszałem czyjś głos. Postanowiłem wejść do środka.
-
Z Onszym ja nie idę.- Spojrzałem na Enmbę który siedział na podłodze. Prawą
ręka miał owiniętą bandażem. Co on kurwa zmalował?!
-
Jest znieczulony?- Zapytałem. Jeżeli będzie to go pierdolnę. I tak nic nie
poczuje.
-
Tak.- Powiedział niepewnie medyk.
-
To dobrze.- Powiedziałem podchodząc do niego. Palce strzeliły kilkakrotnie.
Wypuściłem cios. Zamknąłem przy tym oczy. Poczułem swoją rękę na jego twarzy.
Zapiekła. Stała się cięższa. Z zamkniętymi oczyma uniosłem go na ręce i zarzuciłem
na ramię. Otworzyłem dopiero po tym oczy. Widziałem zaskoczone spojrzenie
medyka. Kiedy nasze oczy się spotkały wyglądał jakby wszystko ułożyło mu się w
logiczną całość.- Proszę o wybaczenie. Dziękuje za pomoc.- Dodałem i wyszedłem
pospiesznie z jego gabinetu. Nie podobał mi się. Szedłem z nim szybko przez
korytarz. Myślałem, że będzie się opierał, zaprzeczał i szarpał, ale ani
drgnął. Nic nawet nie powiedział. Wszedłem do naszego pokoju. Sakura wstała
gwałtownie. Rzuciłem go na podłogę przecierając twarz dłońmi. Zerknąłem na
niego. Przesadziłem. Nadal trzymał się za nos. Bolała mnie ręka którą go
uderzyłem. Sakura podbiegła do niego rzucając mi ukradkowe spojrzenie. Widać
było po niej, że chciała się dowiedzieć co się stało na dole, ale nie zadała
tego pytania. Odepchnął ją delikatnie (upadła na jego łóżko) po czym wytarł
usta i nos. W momencie kiedy na swojej dłoni dojrzał szkarłatną czerwień jego
wyraz twarzy zmienił się nie do poznania. Nie musiał na mnie patrzeć a
wiedziałem, że marzy o tym aby mnie zabić. Spojrzał na mnie. Nienawiść i furia.
Przełknąłem głośno ślinę.
-
Masz jakiś problem?- Zapytał wstając gwałtownie. Sakura złapała go za rękę.
Pojebana czy co?
-
Tak. Ty nim jesteś!- Wydarłem się. Jeżeli nie wiedział o co mi tak naprawdę
chodziło to gówno mi da tłumaczenie mu teraz wszystkiego po kolei.
-
Prędzej ty nim jesteś!- Krzyknął odtrącając Sakurę. Znowu wylądowała na jego
łóżku.
-
Ja?! Czy ja bez słowa znikam?
-
Tak! Znikasz!- Krzyknął. Zamurowało mnie. O co mu chodziło? Że niby ja znikam?!
-
O co ci znowu chodzi?!
-
Dzisiaj rano! I wtedy też!
-
Szedłem na śniadanie!
-
Wtedy nie!
-
Wtedy to było, co innego!- Jak można być tak głupim?! Ja tego nie pojmowałem!!
-
No tak. Wtedy to było, co innego! Ja jakoś różnicy nie widzę!
-
Spanie koło siebie a spanie ze sobą to różnica!!- Wydarłem się na niego łapiąc
go za przód koszulki. Znowu mu jebnę! Drgnął.- Miałeś nigdzie sam nie chodzić!
-
Wracałem już do hotelu!
-
Jasne!
-
Byłem koło hotelu, kiedy kazałeś mi się pieprzyć! TY!
-
A ty co?! Nie lepszy?!
-
O co ci chodzi?!- Zapytał nie rozumiejąc. To pytanie przelało czarę goryczy!
-
NIE JESTEM DZIWKĄ, KTÓREJ USŁUGI MOŻESZ SOBIE WYKUPIĆ!!!- Ryknąłem
przeraźliwie. Nie sądziłem, że taki krzyk może wydobyć się mojego gardła.
Popchnąłem go na łóżko. Spojrzał w bok. Teraz kurwa będzie unikał mojego spo…
-
S…Sakura?- Zapytał przerażony. Spojrzałem za nim po woli. Zapomniałem o niej!
Siedziała na jego łóżku chaotycznie machając rękoma. Kątem oka zauważyłem, że
Enmba robił dokładnie to samo co ona po czym ukrył zrezygnowany twarz w
dłoniach.
-
Kazałeś mu się pieprzyć, a on chciał wykupić twoje usługi?- Zapytała kierując
spojrzenie w moją stronę. Pokręciłem pospiesznie głową.
-
To były żarty.- Powiedziałem. Enmba by coś powiedział a nie. Sakura przyglądała
mi się jakby nie wierzyła w żadne z moich słów.
-
Spać z kimś a spać koło kogoś…
-
Kurwa…- Enmba szepnął cicho w swoje ręce po czym ułożył je jak do modlitwy.
Miał zamknięte oczy.
-
Chcecie mi powiedzieć…- Jej mina mówiła że po woli zaczęła łapać co się stało.
-
Nie. To nie tak.
-
Zamknij się.- Powiedział chłodno Enmba. Spojrzałem na niego. Zerkał na mnie
wzrokiem mówiącym abym zamilkł.- Proszę cię nic już nie mów.
-
Em-kun…
-
Tak.
-
Czy…?
-
Tak?
-
Ale…
-
Wiem
-
Przecież…
-
Rozumiem.
-
Ile…?
-
Jeden i pół.
-
Kiedy…?- O co im chodziło w tej rozmowie nie miałem zielonego pojęcia. Moja
głowa wędrowała to w jej to w jego stronę.
-
Jeden kilka dni temu.
-
A pół?
-
Nie chcesz wiedzieć.
-
Chcę!
-
Uwierz mi…- Złapał się za twarz. Zaczerpnął głośno powietrza patrząc na nią z
ukosa.. Stałem na środku pokoju patrząc na nich zagubionym spojrzeniem. O co im
kurwa chodziło nie miałem zielonego pojęcia.- Kiedy. Pieprzyłaś. Się. Z.
Ashias’em. W. Pokoju. Rady. Uczniowskiej.- Powiedział dobitnie bez cienia
wyrzutów sumienia. Ręce opadły mi na dół. Po jaki chuj on jej to powiedział?!
-
Gdzie…?
-
Przestań! Może mam ci szczegółowo opisać co robiliśmy?!
-
Jak mogłeś?!- Krzyknęła wybiegając szybko z pokoju. Pobiegłem szybko za nią nie
odwracając się za siebie. Muszę ją złapać nim… wszedłem za nią do jej pokoju.
-
Sakura…- Zacząłem. Odwróciła się uderzając mnie mocno w twarz. Złapałem za nią
zaskoczony.
-
Spałeś z nim?!- Syknęła na mnie. Opuściłem głowę w dół. Co miałem jej
powiedzieć?- Czy ciebie do reszty popierdoliło?! Jak jego bracia się o tym
dowiedzą śmierć będzie pierwszą rzeczą o jakiej zamarzysz.
-
Nie.
-
Jak to nie?1 Przecież ich kurwa nie znasz!!!
-
Mylisz się.- Powiedziałem spokojnie. Złapała mnie za przód bluzy.- Pierwszą
rzeczą o jaką poproszę to, to aby nic nie robili Enmbie. To w końcu nie jego
wina tylko moja.
-
Yuui… ty… nie mów mi, że…- Urwała puszczając moją bluzę. Przyglądałem się jej
uważnie po czym uśmiechnąłem się smutnie.
-
Wiem. Jestem popierdolony.- Przyznałem cicho i zaśmiałem się gorzko.- Nie złość
się na niego. Wtedy chciał wyjść i wam przerwać ale mu przerwałem i nie
pozwoliłem. To wszystko moja wina.- Dodałem i zgiąłem się w pół. Po chwili się
wyprostowałem.- Wybacz, ale wracam do niego.
-
Poczekaj. Wytłumacz mi jedno.- Przerwała. Spojrzałem na nią łapiąc za klamkę.-
Dlaczego właśnie Enmba?
-
Tylko i wyłącznie dlatego, że to właśnie on.- Odpowiedziałem i wyszedłem z
pokoju. Poszedłem do naszego, ale w środku go nie było. Wyszedłem z pokoju i
poszedłem do recepcji.
**
dwadzieścia minut później**
Szedłem przez ścieżkę otoczoną
krzakami. Dawno nie uczęszczaną. To tutaj zawsze przychodziłem pomyśleć kiedy
mieszkałem jeszcze w tym mieście. Nie spodziewałem się, że to właśnie tam się
uda. Ciekawe po co tam poszedł? Zaczynało się ściemniać. Miał jeszcze z trzy
godziny na powrót do pokoju a pałętał się nie wiadomo gdzie, po co i dla kogo.
Pokręciłem przecząco głową. Usłyszałem jakieś głosy. Przystanąłem na chwilę.
Byli koło mojego drzewa.
Ostatnio przestawiłem mu wszystkie
zegarki aby wcześniej wracał do domu więc pewnie niedługo zacznie mu pikać
obwieszczając konieczność powrotu do pokoju.
- Na co czekasz? Strzelaj i uwolnij
się, czym prędzej. W końcu będziesz wolny.- Usłyszałem głos Enmby. Wyjrzałem
delikatnie zza krzaków aby zobaczyć co się działo. Stał koło mojego drzewa.
Naprzeciwko niego stał jakiś koleś ubrany cały na czarno z twarzą zasłoniętą
ciemną arafatką. Na głowie czarny kaptur. Między w jego twarz bronią. Ręka mu
nie drgała. Enmba stał spokojnie wpatrując się w koniec lufy. Serce podeszło mi
do gardła. Co on kurwa odpierdala?!
- Wolę być zniewolony…
- Sprzeciwiasz mi się?!- Władczy ton
nie znoszący sprzeciwu wydostał się z ust Enmby. Podniosłem się z klęczków.
Ciało mi drżało. Po plecach spływał zimny pot. Co robić?! Co robić?! Dzwonić na
policję?! Może jakoś skontaktować się z jego domem?! A może do Sakury…?!
- Wybacz.- Z ust nieznajomego padł
cichy szept. Enmba uśmiechnął się delikatnie jakby za wszystko dziękował i zamknął
oczy. PIERDOLONY ZJEB!!! Wyrwałem do przodu powalając go masą swojego ciała.
- Yu…- Usłyszałem cicho za sobą po
czym cisza po głośnym huku jaki powstał kiedy nieznajomy pociągnął za spust.
- Co ty do cholery jasnej
wyprawiasz?!- Krzyknąłem z całej siły nie podnosząc się z niego.
- Czego ty tutaj szukasz?!- Krzyknął
z łatwością spychając mnie z siebie. Przyglądałem mu się uważnie.
- Głupku!!- Krzyknąłem na niego
uderzając go mocno w głowę.
OMG! To było boskie~ ^^
Czekam na next,
Milciaxx
Czekam na next,
Milciaxx
Długość rozdziału, podobnie jak jego treść w pełni zadowalająca.
Brakuje mi już słów na wychwalanie
już więcej osób wie o przeszłości Yuui, świetnie wyszła to korespondencja Enmby i Yuui, no zawsze jest tak jak nie chcesz usilnie kogoś spotkać, to właśnie tak się dzieje..
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko