Stałem koło wejścia na dach.
Napisałem do niej aby podeszła tam jak tylko wejdzie do klasy i zostawi swoje
rzeczy. Opierałem się o ścianę. Bolała mnie głowa. Nie spałem za dobrze
ostatniej nocy.
- Jestem.- Powiedziała.
Spojrzałem tam. Aoi ubrana w szkolny mundurek stała koło mnie. Otworzyłem drzwi
prowadzące na dach.
- Idziesz.- Powiedziałem. Ruszyła
przed siebie bez cienia wahania. Spojrzała na mnie dopiero jak byliśmy na
miejscu. Przyglądała mi się uważnie.- No więc? O czym chciałaś gadać?
- Jesteś gejem.- Stwierdzenie.
Nie pytanie. Przyglądałem jej się dość długą chwilę.
- Lesba.- Odpowiedziałem
pokazując na nią palcem. Skrzywiła się delikatnie.
- Wole stwierdzenie
homoseksulaistka.
- Może i być tak.- Przyjrzałem
się jej dokładnie.- Więc to twoja prawdziwa natura a nie to co pokazywałaś
wczoraj w pokoju?- Zapytałem. Uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiedziałeś?
- Jak dla mnie ciężko było się
nie domyślić.
- No chyba że tak.- Powiedziała.
Podeszła do barierki. Spojrzała w dół.
- Możesz w końcu wykrztusić o co
ci chodzi?
- Znasz dziewczynę na którą mówią
Maki. Podobno chodzi do tej szkoły.
- Skoro wiesz, że jestem gejem
powinnaś wiedzieć, że nie oglądam się za dziewczynami tak więc nie będę
wiedzieć o kogo ci chodzi i czy uczęszcza do naszej szkoły. Lepiej będzie jak
zapytasz Ashias’a bądź Enmbę.
- Ten ostatni jest przerażający.-
Powiedziała krzywiąc się przy tym. Zaśmiałem się cicho.
- No co ty nie powiesz.-
Powiedziałem. Spojrzałem na zegarek. Powiedziałem Shionowi, że lecę się odlać.
Jak będę przeciągał tą rozmowę albo skapnie się, że kłamałem albo pomyśli, że
dostałem zatwardzenia bądź sraczki i pójdzie mnie szukać do wc.- Popatrz w
kartach bibliotecznych czy się nie pojawia czasami jej imię i nazwisko. Wtedy
będziesz wiedzieć, czy jest w tej szkole i do której klasy chodzi.- Dodałem i
ruszyłem przed siebie.Drzwi otworzyły się delikatnie i na dach wlazł nie kto
inny jak Shino. Jęknąłem pod nosem.
- Wiedziałem, że ściemniasz.
- W toalecie też mnie szukałeś?
- Nie. Już jak wychodziłeś z
klasy wiedziałem, że walnąłeś ściemę roku.- Dodał i zaśmiał się z mojej miny.
Pokręciłem przecząco głową. Co to był za człowiek.- Wczoraj miałeś rację czy
się pomyliłeś?
- Nie ma szans abym pomylił się w
takiej kwestii.- Odpowiedziałem po tym jak załapałem o co mu chodziło. Zaśmiał
się. Pokręciłem przecząco głową i ruszyłem przed siebie na lekcję biologii.
**pora lunchu**
Siedziałem na dachu tylko z
Enmbą. Aoi i Shino musieli ogarnąć klasę, później idą do bufetu i dopiero
tutaj. Sakura pomagała Ashiasowi w pokoju rady uczniowskiej. Jak skończą
również do nas dołączą. Ciekawe o czym ja mam z nim gadać przez te 45 minut. W
sumie mniej bo do czasu aż oni przyjdą.
Siedział w oddaleniu ode mnie.
Czytał jakąś książkę. Spojrzałem na nią i prychnąłem cicho pod nosem. Spojrzał
na mnie marszcząc czoło.
- Czego?- Warknął. Bojowy
nastrój? Oho.
- Co ty czytasz?
- Książkę. Nie widzisz kurwa?-
Znowu warknął. Podszedłem do niego wyrywając mu ją z ręki.- Ej!- Krzyknął
podrywając się na równe nogi. Ruszyłem przed siebie. Spojrzałem na okładkę.
Niby okładką od książki a w środku… Uniosłem brew do góry kiedy dojrzałem tam
mangę. Uniosłem brew do góry. „Boku no
Piko”? Spojrzałem na niego zaskoczony. Łypał na mnie gniewnie czerwony na
twarzy. Odcharknąłem znacząco.
- „Głupek! Mam to w nosie”-
Zacząłem czytać tam gdzie skończył. Rzucił mi się na plecy.
- Zamknij się!
- A dlaczego? Chociaż nie
będziemy siedzieć w ciszy tylko poczytamy na głos. Dokształcanie grupowe.-
Zadrwiłem. Próbował wyrwać mi książkę z ręki. Uniosłem ją wysoko ku górze.
Podskakiwał próbując ją wyrwać. Zaśmiałem się głośno. Zrobił minę obrażonego
dziecka. Nie wytrzymałem i zaśmiałem się jeszcze głośniej.
- Bo cię jebnę. Nie śmiej się!-
Krzyknął. Pociągnął mnie w dół próbując zabrać mi książkę.
- Oj. Enmba. Bo się wywa…-
Urwałem zatrzymując ręce z głośnym hukiem na ścianie za jego plecami kiedy
straciłem równowagę.- Mówiłem!
- Odsuń się.- Powiedział kładąc
mi ręce na torsie.
- To twoja wina.
- Nie obchodzi mnie to. Odsuń
się.- Powiedział. Uśmiechnąłem się kiedy dojrzałem w jego oczach ten typ przerażenia.
Przeciągnąłem palcami po jego szyi. Zadrżał ale odtrącił moją rękę. Powtórzyłem
ową czynność. Złapał mnie dość mocno za przegub.- Mówię, że masz się odsunąć.
- Czegoś się obawiasz?- Zapytałem
przeciągając delikatnie nosem po jego szyi. Dzisiaj użył dość mocnych perfum.
- Niczego głupku! Po prostu chcę
abyś się odsunął.
- Bo?
- Bo tego…- Urwał na chwilę kiedy
zacząłem po woli całować jego szyję. - …nie… chcę.- Powiedział próbując mnie
odepchnąć. Upuściłem mangę na ziemię. Oparłem lewą rękę nad jego głową.
Całowałem delikatne jego szyje.- Yuui… prze…- Urwał kiedy po woli zabrałem się
za rozpinanie guzików jego koszuli. Złapał mnie gwałtownie za twarz odsuwając
ją od swojej szyi. Spojrzałem na niego. Miał poważny wyraz twarzy. Mówił
poważnie.- Chyba powiedziałem, że nie. Zastanów się gdzie ty jesteś.- Warknął
na mnie. Uniosłem ręce do góry cofając się o krok.
- Pff.- Prychnąłem tylko pod
nosem. Podniosłem mangę z „ziemi” i odszedłem trochę dalej. Usiadłem na tyłku
po czym położyłem się otwierając mangę. Nigdy nie czytałem tego gatunku. Jakoś
mnie nie kręcił. Nie wiem dlaczego.
- Ej. Tylko się nie gniewaj.-
Powiedział stając koło mnie. Nawet na niego nie spojrzałem. Co tam się dalej
działo w tej mandze? A no tak…
- Chyba śnisz.- Odpowiedziałem
tylko. Oj. Chyba trochę za ostrym tonem. Pomyśli, że kłamię, gdzie ja naprawdę
się nie gniewałem. Nie jestem takim dzieciakiem.
- Kłamiesz.- Powiedział.
Wiedziałem!
- Pff.- Tylko na taką odpowiedź
było mnie stać. Wstałem. Podałem mu jego mangę i ruszyłem przed siebie. Poczułem
ostry ból w tył głowy. Złapałem się za nią. Odwróciłem się powoli do tyłu. Stał
w pozycji która świadczyła, że czymś przed chwilą rzucił. Spojrzałem w dół aby
zobaczyć czym dostałem. Manga. Znowu zerknąłem na niego. Miał wkurwione
spojrzenie, ale czerwoną twarz.
- Nie okłamuj mnie i nie prychaj
na mnie!- Krzyknął. I jak mam mu wytłumaczyć, że nie kłamałem. Powiem mu, że
nie kłamałem to i tak mi nie uwierzy. Pokręciłem przecząco głową i ruszyłem
przed siebie wcześniej odwracając się do niego tyłem. Zakaszlałem boleśnie
kiedy popchnął mnie na ścianę.
- Oj. Enmba…- Warknąłem
odwracając się w jego stronę. Złapał kurczowo moją koszulę opierając czoło o
mój tors. Nie patrzył na mnie.
- Nie kłam i nie gniewaj się.
Przecież wiesz, że dopiero co wyzdrowiałem po ostatnim razie. Nie gniewaj się
za to, że powiedziałem nie.- Mówił. Dobrze, że nie widział mojej twarzy.
- Nie mam powodu się gniewać.-
Powiedziałem. Uderzył czołem w mój tors. Zakaszlałem. Walnę go zaraz!- Brak
numerku mnie nie zabije. Zachowujesz się tak jakby ci zależało na tym co powiem
i pomyślę. Uważaj co mówisz w moim towarzystwie bo…- Urwałem na chwilę. Muszę
to powiedzieć. Muszę nakreślić granicę. Nie dla niego! Dla siebie!- Bo pomyślę,
że się we mnie zakochałeś, a to byłoby niebezpieczne i nieprzyjemne, że tak to
powiem.- Dodałem i zaśmiałem się cicho. Dziękuje, że nie patrzysz teraz na moją
zbolałą twarz. Zachciało mi się płakać. Zacisnął mocniej dłonie na mojej
koszuli. Złapałem go za nie aby się uwolnić. Były lodowate.
- Zróbmy to.- Powiedział cicho
obniżając głowę jeszcze bardziej w dół.
- Hę?!- Zapytałem zaskoczony
zastygając ze swoimi dłońmi na jego.
- Mówię, zróbmy to.- Powtórzył.
Czy to możliwe, że stał się jeszcze mniejszy niż normalnie był w
rzeczywistości.
- Przecież przed chwilą sam powiedziałeś…-
Uderzył mnie mocno w brzuch. Zakaszlałem.
- Chcesz to zrobić czy też nie?!-
Warknął. Byłbym głupcem gdybym odmówił.
- Chcę.
- No to rób!- Warknął.
Przyjrzałem się dokładnie czubkowi jego głowy. Miał czerwone uszy. Uśmiechnąłem
się pod nosem. Nie musi mnie więcej razy prosić. Przyciągnąłem go bliżej siebie
przekręcając się z nim jednocześnie. Teraz to on opierał się o ścianę.
- Musisz mnie puścić.- Zauważyłem
inteligentnie. Z trudem wyprostował palce.
** jakiś czas później**
Znalazłem ostatnio u niego ten
najważniejszy punkt. Chyba wtedy nie zdawał sobie z tego sprawy, ale teraz
bardzo dobrze widział co się z nim działo kiedy w niego uderzałem. Kurczył
palce, trzymał się mocno moich ramion nie pozwalając mi opuszczać jego bioder
jak mi się podobało. Walczył z tym ponieważ nie za bardzo wiedział co się
działo. Mimo, że sam się zgodził a wręcz po chwili to zaproponował ciągle
powtarzał „nie”, „przestań”, „nie tam”, „wystarczy”. Widocznie to taki typ
człowieka który nawet na sam koniec musi mieć swoje ostatnie słowo.
- Hmmm??- Zapytałem. Postanowiłem
jeszcze bardziej go podrażnić. Uderzyłem swoim członkiem w ten punkt. Zacisnął
się mocniej na mnie. Niedługo dojdzie. Skórcze jego wnętrza były coraz
częstsze, dłuższe i silniejsze.
- Ja nie wytrzymam…- Przyznał się
ciężko. Zaśmiałem się cicho. Nie musiał mi tego mówić. Jego ciało samo to
robiło. Ugryzłem go delikatnie w ucho poruszając szybciej jego biodrami. Uszy
to u niego najbardziej wrażliwa część ciała do której mogę się dobrać bez
konieczności rozbierania go. Mogę się założyć, że mógłby dojść od samego
pieszczenia ich.
- A no… przypomniałem…sobie.-
Powiedziałem. Sam długo nie wytrzymam. Milczał. Jego nogi drgały delikatnie.
Czyżby ściskał palce aby nie jęczeć. Mogę się założyć, że teraz mocno zaciska
zęby.- Poprawiłeś matmę?
- Adaj.- Powiedział. Tak.
Zaciskał zęby.
- Oho.- Powiedziałem i mocniej
nacisnąłem na jego biodra. Zauważyłem, że kiedy robię z jego ciałem coś czego
on nie lubił to mówił prawdę i to bardzo szybko tylko po to abym przestał.
- A…aaa.- Z jego gardła wydobył
się dość bolesny jęk. Chyba trochę przesadziłem. Próbował podciągnąć się na
moich barkach. Gdybym mu na to pozwolił pewnie zrobiłby to bez trudu.- Tak!
Zrobiłem!- Krzyknął. Miałem rację. Poruszałem nim delikatnie opierając głowę o
jego bark. Oddychał głośno.
Boże tylko niech teraz nikt tutaj
nie wchodzi… błagam cię!
** jakiś czas po tym**
Dobrze, że szybko nam poszło bo
po chwili dołączyła do nas reszta. Ledwo zdążyliśmy się ubrać (w sumie on).
Siedzieliśmy właśnie całą paczką na dachu. Przyglądali nam się uważnie.
Usiadłem koło Sakury chociaż tak bardzo chciałem siedzieć koło niego.
- Co wy tam robiliście?- Zapytał
Ashias. Ta jasne, jakbym miał mu powiedzieć prawdę. Chociaż jakbym mu rzucił
tekstem „To samo co ty i Sakura w Pokoju Rady Uczniowskiej” ciekawe jakby
zareagował? Nie. Lepiej nie. Enmba by mnie zabił.
- Poszedłem tam, aby się na niego
nie gapić i w spokoju coś przemyśleć.- Powiedział Enmba. Sakura siedząca obok
mnie uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała, że ściemniał.
- A ja poszedłem go powkurwiać.
- Ty to naprawdę nie masz
instynktu.- Powiedział Shion.- No, ale cóż. Udało ci się?
-Oj tak. Udałoooo.- Zaśmiałem się
głośno. Zerknąłem na Enmbę . Mówił coś do Sakury przyciszonym głosem po czym
wyciągnął z kieszeni telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Zmarszczył czoło i
wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Przyglądałem mu się zaciekawiony. Kiedy
już się uspokoił próbował oddzwonić do nadawcy sms’a który tak go rozbawił ale
chyba mu coś nie pykło.
- Co cię tak śmieszy?
- Zostawię to dla siebie. Ale
powiem, że zapowiada się ciekawa zabawa.
- Dziwnie się zachowujesz,
wiesz?- Zapytał Shion.
- Wybaczcie.- Powiedział
poważniejąc gwałtownie.
- Ano… ty naprawdę jesteś inny
tutaj a inny przy pozostałych uczniach.- Wydukała cicho Aoi. I kto to mówi?!
- Jeżeli ludzie nie znają o mnie
prawdy, to chociaż częściowo mówią to, co myślą.- Powiedział. Kupował to co ona
mówiła i jak się zachowywała. Głupi czy co?!
- Aha.
- Czy to jest cały twój lunch?
- Nie chciałam się spóźnić do
szkoły, więc zapomniałam zabrać go z kuchni.- Powiedziała cicho. Czyżby aż tak
bardzo śpieszyła się na spotkanie ze mną? Głupota. Gdyby nie przyszła
poszedłbym do klasy i nic by się nie stało. Pokręciłem głową. Znowu się
odłączyłem. Rozejrzałem się dookoła. Nie było Enmby.
- Pogadamy po szkole?- Zapytała
Sakura. Spojrzałem na nią.
- Niedługo to kurwa będę brał od
was podanie i trzy zdjęcia.
- Pijesz do czegoś?- Zapytała
Aoi. Wszyscy pomijając mnie spojrzeli na nią zaskoczeni. Wstałem na nogi i
podszedłem do barierki.
- Nie myśl, że będę miał jakieś
wyrzuty sumienia, że niby to przeze mnie nie masz śniadania.
- A kto wybrał sobie taką durną
godzinę. Nie mogłeś gadać ze mną wczoraj?- Zapytała. Rozejrzałem się po
dziedzińcu. Jest. Stał pod murkiem z jakimiś kolesiami z zewnątrz. Jak dostali
się na tern szkoły? Położył jednemu rękę na ramieniu uśmiechając się
delikatnie. Zagotowało się we mnie. Dziwnie nieopisana złość i ból lizały
płaszczyznę pod moją skórę.
- Ciesz się, że w ogóle chciałem
z tobą gadać.- Warknąłem zaciskając palce w pięści. Zacisnąłem mocniej zęby.
Lepiej żebym więcej nie widział. Odwróciłem się na pięcie sięgając po swój
plecak.
- Yuui możesz być chociaż trochę
milszy dla Aoi.- Powiedział Ashias. Spojrzałem na niego. Drgnął.
- Pierdol się.- Odpowiedziałem
tylko i ruszyłem przed siebie. Wyszedłem na korytarz. Teraz zacznie się matma.
Chociaż to mnie trochę uspokoi.
^^~^^
Siedziałem na matmie. Koło mnie
oczywiście siedział ten korek. Zerkałem co chwilę ukradkiem do jego zeszytu i
aż się we mnie gotowało. Ten jełop nie potrafił nawet spisać poprawnie
działania z tablicy!!
Pokręciłem przecząco głową
starając się go przypadkowo nie strzelić w łeb. To jest jakiś żart i kpina.
Takim głupim to trzeba się urodzić czy po prostu dostał to gratis jako dodatek
do swojej siły czy czegoś tam?
Ktoś zabrał mu zeszyt sprzed
nosa. Odwrócił się gwałtownie. I ja spojrzałem za nasz stoli. W końcu nikt za
nami nie siedział więc kto… Opuściłem załamany głowę w dół. Nauczyciel. Enmba
jest skończony. Zaglądał do jego zeszytu. Żyłka na jego skroni drgała
niebezpiecznie.
- Do tablicy.- Wycedził rzucając
jego zeszyt na stolik. Ruszył przodem. Teraz się zacznie. Enmba jak nic obleje
wszystko co on każe mu rozwiązać. Ten idiota pewnie nawet nie wie, że 2 to 2.
** kilka minut później**
Dzwonek zadzwonił jakiś czas temu
ale on nadal siedziała na swoim miejscu tempo gapiąc się przed siebie. W sumie
nie dziwiłem mu się. Ma jedną jedyna szansę, albo będzie poprawiał klasę. Położyłem
mu rękę na ramieniu. Nie ma co się ociągać i czekać na nie wiadomo co.
- Chodź. Idziemy.- Powiedziałem i
wyszedłem z klasy. Lepiej niech teraz sam ogarnę sytuację. Ja mu w tym nie
pomogę. Zerknąłem z ukosa na pewną dziewczynę (nie żeby wpadła mi w oko co to
to nie), która trzymała w ręku białą kopertę. Teraz to ona brała udział w tej
durnej grze. Ja i Enmba zrezygnowaliśmy z niej przed świętami, tak więc przez
jeden dzień we dwoje musieliśmy kupować lunche wszystkim ze szkoły. Na drugi
dzień zastąpił nas pierwszy przegrany.
Czekaliśmy na resztę przy szafkach. Musieli przejść znacznie większy
kawałek drogi niż my.
- Kurwa.- Powiedział. Nie
zdążyłem się odwrócić i zorientować się w terenie koło niego stanęła Aoi.
Cofnąłem się o dwa kroki.
- Coś się stało?- Zapytała. Palce
na jego szafce pobielały momentalnie. Oj. Tylko jej kurwa nie bij. To kobieta!-
Em- kun…- Powiedziała i urwała zaglądając do jego szafki. Ciekawe co tam
takiego dojrzała. Enmba spojrzał na nią, później do szafki. Coś z niej
wyciągnął, zamknął ją i stanął bokiem. To co z niej wyciągnął ukrywało się za rządkiem
szafek. Nie widziałem co trzymał w ręku. Spojrzałem na schody. Sakura, Ashias i
Shino już szli. Możemy już iść do domu.
- Oho. Już czekacie?- Zapytał
Shion. Nie tak sobie stoimy i podziwiamy widoki korku jeden.
- Em-kun…
- Zamknij się wreszcie.- Powiedział
wściekły i wyszedł ze szkoły.
- Ona wie o co chodzi. Idę za
nim.- Powiedziałem cicho wymijając Sakurę. Szedł przede mną kopiąc z
wściekłości kamień przed sobą.- No po prostu łeb jej rozpierdolę!- Krzyknął
zbliżając się do bramy. Przyspieszyłem kroku. Chyba nie mówił o Aoi, ale lepiej
się upewnić.
- Przecież Aoi nic ci nie
zrobiła, to dlaczego ją tak traktujesz?- Zapytałem przyglądając się dokładnie
jego posturze. Drgnął delikatnie, ale nie spojrzał na mnie.- Przestać mnie
ignorować. O co się tak wściekasz? Chodzi ci o matmę?- Zapytałem wiedząc, że
wchodzę na cienki lód.
- Zamknij się.
- Czyli jednak miałem rację.
- Powiedziałem zamknij się.
- Żaden problem. Jak chcesz to ci
z nią pomogę? Więc przestań w końcu wyżywać się na wszystkich i wszystkim dookoła.
- WEŹ SIĘ W KOŃCU UCISZ!- Wydarł
się zatrzymując się gwałtownie. A więc nie chodziło mu o matmę. Więc o co
kurwa. Jeżeli mi nie powie nie będę wiedział! Nie ma innego wyjścia. Musze go
po prostu zapytać.
- Co się stało?
- Jeszcze jedno słowo…- Nie
zdążyłem zareagować. Złapał mnie mocno za przód koszuli napierając na mój tors
z dużą siłą. Teraz mógłby mnie powalić. Patrzył na mnie z furią wymalowaną na
twarzy. Z całych sił starałem się zachować obojętny wyraz twarzy.
- Enmba!- Ashias złapał go z tyłu
pod ręce zakładając mu blokadę na szyi. Odciągnął go ode mnie.
- Ashias. Puść go.- Powiedziałem.
Zagotowało się we mnie. Czy on nie wiedział, że człowiek po sexie nie miał za
dużo siły?!
- Ale…
- Jeżeli mu ulży może mnie
uderzyć.- Powiedziałem. Enmba drgnął. Zerknąłem na niego. Coś się stało. Ashias
puścił go po chwili ale stanął koło mnie. Ironia jakieś cztery miesiące temu
chronił w ten sposób Enmbę przede mną. Enmba odwrócił się do nas tyłem.
- To nie przez matmę. Wybaczcie
mi moje zachowanie.- Powiedział i ruszył przed siebie. Pokręciłem przecząco
głową. Dlaczego zakochałem się w tym potworze w gorącej wodzie kąpanym?
^^~^^
Jednak wyszło na to, że Enmba
poprosił mnie o pomoc w nauce tego jakże prostego dla mnie przedmiotu.
Siedziałem właśnie w salonie u siebie na chacie (wybraliśmy moje mieszkanie,
nie chciał aby ktoś się z jego chaty dowiedział, że ten ma poprawkę) i
sprawdzałem to co kazałem mu zrobić. Ten siedział u mnie w kuchni i robił
herbatę. Inteligentnie spierdolił poza zasięg moich rąk. Gdyby tutaj teraz był
to bym go chyba rozjebał! Jak można być tak głupim?! Jak można być tak głupim?!
NO KURWA JAK MOŻNA BYĆ TAK GŁUPIM?! Jak ja mu dałem takie coś jak: 2+8 on mi
kurwa pisze 6?! WTF?! Usłyszałem dźwięk jego telefonu. No tak. Ja się kurwa produkuje
i wysilam a ten bezmózg jebany pisze sobie sms’y?! Pukałem cicho długopisem w
kartkę z jego zadaniami, którą teraz sprawdzałem. Moja cierpliwość z każdą
cyfrą była mi odbierana w dość brutalny sposób. Słyszałem jak odpisywał na
sms’y jednocześnie robiąc herbatę. Po chwili usłyszałem jak odkręcał wodę.
Chciał pozmywać naczynia. Oj chłopie nawet to cię kurwa nie uratuje! Zaśmiał
się cicho. Czara goryczy została przelana. Pierdolnąłem ręką o blat stołu.
Zapiekła.
- Chodź tutaj!- Wydarłem się. Po
chwili przyszedł stawiając przede mną kubek z gorącą herbatą. Mam na to niego
wylać? Spokojnie. Tylko bez nerwów. Może jego głupotę można w jakiś racjonalny
sposób wytłumaczyć? Nie wiem. Był mały robal wlazł mu do ucha i wpierdolił
sporą część mózgu który teraz wygląda jak ser? Albo kosmici go porwali i
kompletnie mu go zajebali? No nie wiem każda wymówka w którą uwierzę mnie
zadowoli.
- I jak?- Zapytał. Spojrzałem na
niego z furią w oczach. Czy on naprawdę nie wiedział jak ssie z tego przedmiotu
jeszcze szukał u mnie potwierdzenia swojego braku mózgu?!
- Czy ty się taki głupi urodziłeś
czy takiego udajesz?- Zapytałem starając się nie wybuchnąć.
- Że co?!- To on o dziwo się
zdenerwował. Uniósł się złością opierając się na stole. Zaraz kurwa kmiota
ugaszę!
- To co słyszałeś baranie! NA
TRZYDZIEŚCI ZADAŃ TYLKO POŁOWE JEDNEGO ZROBIŁEŚ DOBRZE?!- Wydarłem się na
niego. „Muszę się wyładować.” Pomyślałem i strzeliłem go książką w łeb. Złapał
się za niego krzywiąc się przy tym. Nie obchodzi mnie tym razem, że go
zabolało. Jeżeli w ten sposób coś mu do łepetyny wlezie to go będę napierdalał
bez przerwy.
- Weź mnie nie bij, bo ci oddam!
- Ty weź się w końcu ogarnij!
- Nie moja wina…!
- A moja?!- Wydarłem się na niego
przerywając mu w pół słowie. Muszę się uspokoić bo mój biedny mózg się
przegrzeje i jeszcze mogę się głupota od niego zarazić a tego bym nie chciał.
Podałem mu wcześniej przygotowane przeze mnie kartki.- Tutaj masz wszystkie
wzory z pięciu działów. Masz się ich wszystkich na jutro nauczyć śpiewająco.
Pomylisz się, chociaż przy jednym a gorzko pożałujesz.- Powiedziałem chociaż
nie wiedziałem co miałbym mu zrobić aby pożałował. Podałem mu kolejnych kilka
kartek.- Tutaj masz standardowe rysunki i wykresy, których też masz się
nauczyć.- Dodałem i położyłem przed nim sporą ilość kartek. Przez niego
zbankrutuje na papierze.- Masz to zrobić na jutro. Zapamiętaj jeden błąd a
będziesz płakał i błagał abym przestał.- Powiedziałem. Zaskoczyłem sam siebie.
Dopiero po chwili zorientowałem się co mogłem mu zrobić. Chociaż prędzej bym go
sobie odciął niż zrobił to wbrew jego woli.
- Co?- Zapytał zaskoczony patrząc
to na kartki to na mnie.
- Nie zrozumiałeś? Może dać ci
tego przedsmak?- Zapytałem wstając z podłogi. Nie pójdę na całość. Co to to
nie, ale trochę się z nim podrażnię. Spoglądałem na niego. Drgnął i cofnął się
niezdarnie uderzając plecami o kanapę. Klęknąłem przed nim.
- Nie…naprawdę nie…- Przełknął
głośno ślinę. Pochyliłem się nad nim przybliżając usta do jego ucha. Złapał
mnie za ramiona.
- Nie ważne ile razy mogłem to z
tobą robić i jak mogło być przyjemnie pamiętaj, że potrafię też tak, aby bolało
i przyjemności nie dawało.- Powiedziałem szeptem. Próbował mnie odepchnąć ale
jakoś mu to nie wychodziło.
- C-co?- Wydukał przerażony.
Chyba nie rozumiał o co mi tak właściwie chodziło. Gdyby wiedział, że mógłby
mnie pokonać jednym lepszym ciosem to byłbym martwy, ale że nie wie to już nie
moja wina. Uśmiechnąłem się złośliwie. Chyba trochę mu pokażę o co mi chodziło.
- Nie wierzysz, że to możliwe?-
Zapytałem rozpinając mu powoli spodnie. Złapał mnie pospiesznie za ręce.
Dlaczego nigdy nie wkładał w to żadnej siły. Przecież jakby chciał to by mógł. Rzuciłem
za siebie jego spodnie. Spoglądał na mnie przerażony.
- Yuui…, co… nie.- Powiedział
nieudolnie odpychając mnie od siebie.- Przecież już dzisiaj…
- No i?- Zapytałem patrząc mu w
oczy. Drgnął. Był przerażony. Nie wiedział co się działo. Nie wiedział czy
żartowałem czy byłem poważny. Głupiał. Ponieważ zachowywałem się tak pierwszy
raz. Gdyby tylko wiedział, że chciałem to z nim robić codziennie. Codziennie
trzymać go w ramionach, całować.… Całować. Nie całowaliśmy się od naszego
pierwszego razu. Chciałbym go pocałować, ale za każdym razem robiłem mu loda
więc nie mogłem go pocałować. Prędzej by mnie zamordował niż się na to zgodził.
- Nawet już się tak nie wygłupiaj.-
Powiedział przerażony. Wygłupiać się? Ja? Zaśmiałem się cicho.- Yuui…-
Odskoczył ode mnie przerażony. Złapałem jego drżące dłonie w rękę i
unieruchomiłem aby nie mógł się bronić. Zsunąłem z niego jego bieliznę. Zaciskał
mocno kolana. Spojrzał na coś za mną. Pewnie badał która jest godzina.
Rozpiąłem rozporek.Zerknął na mnie przerażony. Dobry miał słuch nie ma co.
Naparłem na niego bez zapowiedzi. Zaczerpnął głośno powietrza. Chyba zrozumiał
o co mi chodziło. Jeszcze tylko chwila i przestanę się wygłupiać. Pisnął cicho.
Odwrócił twarz w bok. Kurwa!- Przestań…proszę.- Załkał. Spojrzałem na niego.
Drżał przerażony. Nie! Nie pozwolę aby przeżył coś takiego jak ja! Pochyliłem
się nad nim delikatnie i pocałowałem go w szyję. Odsunąłem się od niego.
- Przepraszam.- Powiedziałem
siadając na podłodze najdalej niego jak tylko się dało. Zapiąłem rozporek i
spojrzałem przed siebie. Musiałem się go pozbyć z domu jak najszybciej.- Lepiej
będzie jak już pójdziesz.- Dodałem patrząc gdzieś w bok. Nie chcę widzieć jego
twarzy. Teraz pewnie patrzy na mnie tak jakby się na mnie zawiódł. Jakby
spoglądał na jakiegoś śmiecia. Jakby mnie nienawidził.- Idź.- Powiedziałem
błagalnie. Głowa opadła mi na kolana. Mimo tego co mnie spotkało prawie dla głupiego
żartu zrobiłem mu to samo! Nienawidziłem siebie. Brzydziłem się sobą. Było mi
niedobrze na samą myśl o tym co chciałem zrobić. Od jutra pewnie będzie mnie
unikał. Nie będzie się do mnie odzywał. Powinienem jeszcze raz przeprosić i sam
zacząć go unikać. Poczułem dziwną wilgoć na swoich policzkach. Nie obchodziło
mnie to, że moje serce nie zgadzało się z rozumem. Nie chciałem go ranić więc
musiałem od niego odejść i to jak najszybciej i jak najdalej. Tak będzie dla
niego o niebo lepiej. Coś zacisnęło się na moich kostkach. Drgnąłem. Nie
poszedł? Dlaczego?! Przecież kazałem mu iść! Jest taki głupi! Jak ma szansę
niech spierdala! Szarpnął za moje nogi zmuszając mnie do tego bym je
wyprostował. Naprawdę chcę mi pokazać swoją twarz na której widniała nienawiść
i obrzydzenie do mojej osoby. Naprawdę chciał mnie tak zranić? Spojrzałem na
niego. Drgnął. Na jego twarzy widniał spokój. Przez chwile w oczach gościło
przerażenie i strach ale szybko zniknął. Wdrapał się na mnie siadając na mnie
okrakiem. Oparł głowę o mój tors. Enmba to prawdziwy sadysta. Dlaczego nie
patrzył na mnie nienawistnie tylko ze spokojem. Dlaczego mną nie pogardzał i
mnie nie bił tylko siedział na mnie i opierał w zaufani delikatnie głowę o mój
tors. Dlaczego nie uciekał tylko tutaj był. Dlaczego dawał mi kolejną szansę
zamiast mnie zabić? Dlaczego? Nie potrafiłem tego odgadnąć.
Trzymałem ręce luźno. Nie dotknę
go. Jeżeli to zrobię znowu będzie płakał. Uniósł głowę do góry. Uciekłem
spojrzeniem gdzieś w bok. Złapał moją twarz w dłonie zmuszając mnie do
spojrzenia na siebie. Złapałem go za nadgarstki próbując odciągnąć jego dłonie
od swoich policzków. Już mi się to udało kiedy uniósł się na nogach i wpił się
w moje rozchylone wargi. Jego usta delikatnie drgały. Trzymał mnie za twarz
całując delikatnie. Siedziałem osłupiały. Enmba wylazł z inicjatywą! Ten Enmba!
Poczułem w ustach jego język. Dostałem skurczu brzucha. Chyba zaraz umrę! Z
moich ust wydobył się głośny jęk. Moje usta to jak jego uszy tyle mogę
powiedzieć. Położyłem mu ręce na barkach i zrobiłem coś wbrew sobie. Odsunąłem
go delikatnie od siebie.
- Yuui…- Zaczął. Nie rozumiał
dlaczego mu przerwałem. Był tak cholernie słodki!
- Jeżeli będziesz to kontynuował
nie będę w stanie się powstrzymać.
- I nie musisz.- Powiedział i
znowu wpił się w moje usta. Złapał mnie mocno za nadgarstek prawej ręki.
Zapiekło. Jednak miał sporo siły. Nie mogłem się uwolnić i traciłem rozum przez
jego pocałunki. Bóg mnie nienawidzi. Wsunąłem
mu język pod jego. Drgnął. Korzystając z wolnej ręki zanurzyłem mu ją do
wnętrza jego bokserek. Naciskałem delikatnie na jego wnętrze. Pocierałem je
powoli. Unosił delikatnie biodra całując mnie namiętnie. Wsunąłem delikatnie
palec do jego wnętrza. Jego usta przestały się poruszać. Po chwili opierał
czoło o mój bark. Najwidoczniej nie potrafił robić dwóch rzeczy na raz. Ale
cieszyło mnie to, że się starał. Poczułem delikatny ucisk na swoich palcach
które się w nim znajdowały. Wiedziałem, że to przejściowe i minie jeżeli
odpowiednio go przygotuje. Powoli zaczął tracić panowanie nad swoim głosem.
Serce waliło mi jak oszalałe.
- Puść…- Powiedziałem próbując
się uwolnić. Jeżeli to zrobi i mi i jemu będzie wygodniej. Posłuchał mojej
prośby. Jego ręce momentalnie oplotły moją szyję. Wiedziałem, że jeżeli zabiorę
się za jego sutki jednocześnie pieszcząc jego wnętrze szybciej się rozluźni.
Jęczał cicho. Czy on zdawał sobie sprawę jakie dźwięki wydobywały się z jego
ust? Pamiętam jak robiłem mu to i owo w składziku Pokoju Rady Uczniowskiej i
kazałem mu zakrywać usta. Dobrze, że je wtedy zakrywał bo bym go chyba kurwa
zgwałcił.- O której po ciebie będą?- Zapytałem szeptem. Odczuwałem nieprzyjemny
ból w swoim kroku. Mój członek nabrzmiał już tak bardzo, że nie mieścił się w
spodniach.
-
O…mmmm…o…hmm…phyyyy…dwudziestej.- Wydukał w końcu. Wsunąłem w niego drugiego
palca. Czyli mamy trochę czasu.- Kay!- Zakrył usta. Ten dźwięk najbardziej go
krępował.- A…A…Hi…Hika…Ru…?
- O dwudziestej drugiej.-
Opowiedziałem. O ile nie okaże się, że wyśle mi wiadomość iż wróci za jakieś
trzy dni bo dostanie od swojego „pana „rozkaz czy co innego mu tam wypadnie.
Zabrałem się za całowanie jego szyi. Znowu ten mocny, drażniący perfum. Nie lubię
tego uczucia. Łeee…. Starałem się o tym nie myśleć. Enmba zaczął poruszać
niespokojnie swoimi biodrami. Co się z nim dzisiaj działo? Zaśmiałem się cicho.
- Yuui…ja już nie wytrzymam.-
Wydyszał mi do ucha. Nie martw się ja też nie. Pomyślałem spoglądając na niego.
** jakiś czas później**
- Przepraszam.- Tylko tyle mogłem
mu powiedzieć leżąc u siebie na łóżku. Stał koło mnie patrząc na mnie z
wkurwionym wyrazem twarzy. Ten rodzaj facjaty to on chyba ma od urodzenia.
- Za co ty mnie przepraszasz. To
chyba ja powinienem. Jestem tak beznadziejny, że nawet…- Zakryłem mu usta i
pokręciłem przecząco głową. Jeszcze tego brakowało, żeby obwiniał siebie o to
iż nie doszedłem a on tak. Tego było za wiele.
- Z początku zadałem ci ból
później pozwoliłem abyś i ty go sobie zadał. Nie mam prawa czerpać dzisiaj z
tego przyjemno…
- Ty się lepiej nie odzywaj.-
Powiedział złym głosem. Trzymał mnie za dłoń która zasłaniała mu chwilę temu
usta. Nie rozumie jak mu delikatnie tłumaczyłem. Spojrzał na zegarek po czym
popchnął mnie tak iż nie siedziałem co leżałem na swoim łóżku.
- I co zrobisz? Jesteś
wyczerpany. Jeszcze jeden numerek i zemdlejesz z wycieńczenia. Przecież znasz
swój limit.- Powiedziałem patrząc na niego. Śmiać mi się chciało z jego
głupoty. Ciekawe co bym powiedział u niego w domu jakby go nieprzytomnego w
takim stanie ode mnie zabrali.- Ubieraj się, bo znowu będą po ciebie dzwonić.
- Zamknij się.- Powiedział
klękając przede mną. Oparłem się na łokciu gapiąc się na niego szeroko
otwartymi oczyma. Czy ja kurwa jestem w ukrytej kamerze czy Enmba zamierza…?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie,
nie, nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Przyglądał się dokładnie temu
co znajdowało się między moimi nogami. Przyglądał się tak i przyglądał aby po
chwili opleść delikatnie chłodne i drżące palce na nim. Przełknął głośno ślinę.
Był przerażony. Nie wiedział co ma dalej robić. Ręka trzymające moje
przyrodzenie była lodowata i drżąca.
- Nie zmuszaj się do tego. Nie
dasz rady.- Powiedziałem przeciągają palcami po jego włosach. Głupek myśli, że
mnie okłamie?
- Powiedziałem, że masz się
zamknąć.- Syknął ściskając mocniej moje przyrodzenie. Zabolało. Opadłem
bezsilnie na poduszki. On na serio jest sadystą.
- Weź przestań. Naprawdę nie dasz
rady.
- To mi pomóż.
- Że co?- Zapytałem i zaśmiałem
się głośno patrząc na jego twarz. Oparłem się na łokciach aby lepiej go
widzieć. Nie żartował. Naprawdę zamierzał to zrobić. Widziałem determinację i
ten upór w jego oczach.
- Pomóż mi.- Powtórzył. Nie no
musze się upewnić czy on wie o co prosi.
- Mam ci pomóc zrobić mi loda?-
Zapytałem gapiąc się dokładnie na jego twarz. Zarumienił się nieznacznie. Ręka
drgnęła mocniej niż wcześniej.
- Mhy.- Tylko tyle zdołał
wydukać.
- Nie. Nie. Nie. Powiedz to sam.
- Pomóż mi.- Powtórzył. Nie
powiedział tego co chciałem usłyszeć z jego ust a nie z moich.
- W czym?
- No w tym.- Powiedział pokazując
palcem na mojego członka. Uroczy dzieciak.
- W tym, czyli??- Zapytałem. Nie
popuszczę dopóki nie powie tego sam.
- Pomóż mi w zrobieniu tobie
l…l…loda.- Wydukał w końcu. Wyglądał jakby miał umrzeć od samego wypowiedzenia
tych myśli na głos a co dopiero do wprowadzenia ich w życie. Zaśmiałem się
głośno. Musiałem się upewnić czy jest pewny tego co mówił.
- Żartujesz?- Zapytałem. Łypnął
na mnie gniewnie. Już nie musiał odpowiadać. Znałem odpowiedź patrząc tylko na
jego twarz.
- Dlaczego ty wszystko, co mówię
bierzesz za żart?!- Krzyknął. Spodziewałem się takiej odpowiedzi. I co mu
miałem powiedzieć. Że dawno chciałem mu to zaproponować, ale jeżeli tylko bym
to powiedział to by mnie na miejscu zamordował a teraz sam klęcząc przede mną w
moim pokoju proponuje mi orala?!
- Bo to nie jesteś ty, którego
znam.- Spróbuje z tej strony. Ciekawe jak na to odpowie.
- Dlaczego to zawsze ja mam
czerpać z tego przyjemność a ty nie?!
- Bo… no, bo…- Jak miałem mu na
to odpowiedzieć. Spojrzałem na niego. Może zrezygnował bez moich prób
odwiedzenia go od tego. To będzie dla niego nieprzyjemne doświadczenie.
- Yuui…- Powiedział błagalnym
głosem. Spojrzał na mnie tym swoim typem spojrzenia, którego nie pokazuje
nikomu innemu tylko mnie i to tylko w takich momentach.
- Chwyć go u nasady.-
Powiedziałem kładąc się na poduszkach i zakrywając oczy łokciem. Zwariowałem do
reszty. Popierdoliło mi się we łbie. Kabelki mi się kurwa poprzepalały! Inaczej
tego nie nazwiesz. ENMBA HARUCHI PANICZ Z BOGATEGO DOMU MA ZAMIAR OBCIĄGAĆ MI
MĘSKIEJ DZIWCE!!!!!! I TO MA BYĆ JEGO PIERWSZY RAZ!!
^^~^^
Enmba poszedł do domu jakieś trzy
godziny temu. Nadal siedziałem w wannie nie mogąc ogarnąć tego co się stało w
moim pokoju. Ogarnąłem salon, swój pokój i pootwierałem wszędzie okna aby trochę
przewietrzyć mieszkanie. Jeżeli Hikaru wróci i coś wyczuje jestem trupem. Jest
bardzo przewrażliwiony na punkcie Enmby. Bardziej niż na moim. Kurwa to wygląda
jakbym zarywał do jego brata, a nie jakbym był jego bratem i zarywał do
jakiegoś kolesia.
Pokręciłem
przecząco głową. Trzeba się ogarnąć i kłaść się spać. Jutro trzeba iść do
szkoły. Eh. Nie chce mi się jeżeli mam być szczery. Jutro mam sprawdzian z
biologii i chemii. Nie przepadam za tymi dwoma przedmiotami.
Wszedłem
do swojego pokoju. Mimo, że zmieniłem pościel (wyprałem, wysuszyłem w suszarce
i założyłem na nowo na pościel) to i tak czułem tutaj jego zapach. Nawet
pootwierane okna nic nie dały. Wziąłem odświeżacz do powietrza. Zacząłem
chodzić po mieszkaniu rozpylając irytujący zapach.
**drugi
dzień. Przed lunchem**
Stałem
na dachu koło barierki. Rozglądałem się po dziedzińcu. Jest! Znajdę go
wszędzie. Jeżeli w porze lunchu nie ma go na dachu to może być tylko i
wyłącznie na dziedzińcu. Tego już zdążyłem się nauczyć na jego temat.
Stał
pomiędzy drzewami z Aoi. Rozmawiał z nią o czymś. Miał bardzo poważny wyraz
twarz. Aoi opuściła głowę w dół. Enmba oparł się o drzewo. Nie słyszałem o czym
gadali. Założyłem ręce za głową i zaśmiał się. Aoi uniósł pospiesznie głowę do
góry cofając się o krok. Co on jej takiego powiedział? Zobaczyłem jak do nich
szybkim krokiem podchodzi jakaś laska o krótko niebieskichwłosach. Nic więcej
nie dojrzałem z jej wyglądu. Zamachnęła się i z całej siły walnęła Enmbę w
twarz. Wstrzymałem głośno powietrze.
-
Yuui co robisz?- Zapytał Shion. Uciszyłem go ruchem ręki. Laska jest martwa!
Przyglądałem się w napięciu temu co się teraz stanie. Enmba odwrócił się na
pięcie unosząc rękę do góry. Zatrzymał się w ostatniej chwili kiedy zorientował
się, że dostał od dziewczyny a nie od chłopaka. Krzyknęła coś do niego,
uderzyła go ponownie (samobójczyni czy jaki chuj?!) i uciekła zapłakana. Aoi
skłoniła się przed oniemiałym Enmbą i pobiegła za laską. Przyglądałem się temu
przez dłuższą chwilę. Wyciągnąłem z kieszeni telefon. Wybrałem numer do niego.
Przyglądałem się dokładnie jak wyciąga telefon z kieszeni.
-
Tak?
-
Idziesz na dach?
-
Zaraz będę. W klopie duża kolejka.- Powiedział drapiąc się po głowie.
-
Ehem. Spójrz do góry.- Powiedziałem. Odwrócił się gwałtownie. Pomachałem mu i
dwa razy puknąłem dłonią w swój policzek.
-
WIIIIIIIIIIIIIDZIIIIIIIIIIIIAAAAAAAAAAAAŁEEEEEEEEEEŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚS????!!!!- Syknął
gapiąc się na mnie. Kiwnąłem twierdząco głową.
-
Niezłe przedstawienie.
-
Spróbuj komuś powiedzieć!
-
A jak powiem to co?!- Zapytałem. Zasłonił usta i słuchawkę telefonu.
Przyglądałem mu się uważnie.
-
Powiem w domu, że zmusiłeś mnie do tego abym ci obciągnął wczoraj na korkach.-
Szepnął cicho do słuchawki. Drgnąłem. Rozłączyłem się bez słowa. Spojrzał w
moją stronę. Pokazałem mu środkowy palec i odwróciłem się na pięcie.
-
Gdzie Enmba?- Zapytała Sakura zaglądając a dach.
-
Za raz tu będzie.- Powiedziałem zabierając swój plecak.
-
Idziesz gdzieś?- Zapytał Ashias. Kiwnąłem twierdząco głową.
-
Idę stąd…
-
Coś się stało?- Zapytał Shion.
-
Nie chcę go teraz oglądać na oczy.- Powiedziałem i wyszedłem na korytarz nim
zdążyli cokolwiek powiedzieć. Udałem się do biblioteki. Chociaż poczytam trochę
przed sprawdzianem a nie będę musiał gapić się na jego facjatę.
Pozwolenie
mu na zrobienie mi wczoraj loda kategorycznie było błędem!!!!
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
naprawdę rewelacyjnie jest czytać to jak to wszystko widział Yuui, och tak Maki wparowała i przywaliła Enmbie..
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie