Siedziałem
w salonie na jednym z foteli. Na drugim siedziała Aoi. Na kanapie Maki. Przede
mną stał kubek z ciepłą herbatą. Przyglądałem im się uważnie analizując to co
mi powiedziały. Podrapałem się po głowie i boleśnie przetarłem oczy.
-
Czyli rozumiem, że nie da rady nic z tym zrobić.- Powiedziałem. Spojrzały
najpierw na siebie, później na mnie.
-
Wiem, że to nie jest w porządku względem ciebie.- Zaczęła Aoi. Zaśmiałem się
cicho.
-
Wiesz, że nie o to mi chodzi.
-
No wiem. Ale po prostu…- Umilkła biorąc łyk swojej herbaty. Spojrzała na Maki,
która drgnęła kiedy na nią przeniosłem swój wzrok.
-
Ja nie wiem czego wy się mnie boicie. Jeżeli to wasza decyzja i waszych szefów
to nie mam zamiaru na nią wpływać i się złościć o takie coś. Po prostu jestem
zaskoczony bo nie spodziewałem się czegoś takiego.- Wyjaśniłem. Kilka głębokich
wdechów.- Ale będziecie mnie odedzać co jakiś czas??
-
To się rozumie chyba samo przez się.- Powiedziała Maki. Uśmiechnąłem się do
niej.
-
Wiesz główny problem jaki ci zostawiamy to rachunki za dom. Wcześniej wzięliśmy
większy bo myślałyśmy, że nie dostaniemy żadnego przeniesienia, a wszło inaczej
i teraz zostaniesz sam z tymi rachunkami.- Powiedziała Aoi. Spojrzałem na nią
karcąco.
-
Nie jestem dzieciakiem w podstawówce aby nie móc przeżyć z mojej wypłaty. Dam
sobie radę.- Uśmiechnąłem się do nich. Tak dziewczyny dostały przeniesiebie do
innej fili ich firmy. Aktualnie musiałyby dojeżd 300 km do pracy gdyby ze mną
zostały. I tak codziennie. To by się nie opłacało.
-
A może…?- Zaczęła Maki. Spojrzałem na nią.
-
A może co??
-
Zapytasz Yuui’ego. Zamieszkałby z tobą. A wścibskim ludzią by się powiedziało,
że mieszkacie razem ponieważ my wyjechałyśmy a on aby pomóc ci w zmniejszeniu
rachunków zamieszkał z tobą i…
-
Czekaj. Czekaj. Czekaj.- Zamachałem rękoma aby ją uciszyć.- To nie będzie
konieczne.
-
Co?
-
Ja nie chcę z nim mieszkać.- Powiedziałem. Spojrzały na mnie zaskoczone nie
wierząc w to co powiedziałem.
-
Enmba?- Zapytała Aoi. Spojrzałem na nią. Miała… zbolałą minę.
-
Nie.- Zaprzeczyłem uśmiechając się do niej.- To nie tak jak myślisz. Ja nie
chcę z nim mieszkać ponieważ nie potrafiłbym.- Powiedziałem drapiąc się
niezręcznie po nosie. Przyglądały mi się nie rozumiejąc. Westchnąłem.- No
weźcie gdzie bym nie poszedł tam byłby on. Pokłóciłbym się z nim i nie miałbym
gdzie się schować bo on by miał wszędzie dostęp. Jadłym z nim w tym samym czasie, ta sama łazienka no
rozumiecie? Nie?- Zapytałem błagalnie. Aoi wypuściła powietrze z płóc i wstała
wyciągając swój telefon z kieszeni. Odeszła na bok.- Gdzie dzwonisz?
-
Do Yuui’ego.- Odpowiedziała. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-
Co? Dlaczego?!
-
Powiedzieć mu, że jednak się nie zgadzasz i nie może z tobą zamieszkać.-
Powiedziała. Przyłożyła słuchawkę do ucha. Podbiegłem do niej. Wyrwałem jej
telefon z ręki i się rozłączyłem.
-
Wytłumacz mi się.- Powiedziałem spanikowanym głosem.
-
Już wcześniej się go o to zapytałyśmy. Odpowiedział „Spoko. Jeżeli Enmba tego
chce”. Tak odpowiedział. No ale jeżeli nie chcesz…- Aoi wyciągnęła mi z ręki
telefon. Znowu jej go wyrwałem.
-
Macie mu nigdy, przenigdy nie mówić o tym co wam powiedziałem.- Powiedziałem
czerwony na twarzy.
-
Więc się zgadzasz?- Zapytała Maki. Oddałem Aoi jej telefon i usiadłem ponownie
na fotelu wtulając się w jedną z poduszek z kanapy.
-
Łaaaa! Już mnie brzuch boli na samą myśl o tym.- Zawołałem drżąc na myśl o tym,
że niedługo będzie ciągle koło mnie.
^^~^^
Nim
Aoi i Maki wyprowadziły się do innego miasta pomogły mi w remoncie domu.
Yuui’ego nie widziałem od dnia kiedy się pogodziliśmy (ciągle siedział w szpitalu
jak nie było szkoły). W przeprowadzce pomógł nam Hikaru i jego żona. Aoi i Maki
w dzień kiedy pojechałem z Hikaru po farby i kilka pierdół załatwiły z jakimiś
znajomymi z pracy aby coś zrobili i zabronili mi wchodzić do mojego pokoju bez
ich zgody tak samo jak do ich wcześniejszego pokoju. Więc ja z Hikaru zająłem
się pozostałymi pokojami a one trzy tymi dwoma. Ciekawe co one kombinowały.
-
Musimy pogadać.- Powiedział dwa dni przed wyjazdem dziewczyn Hikaru kiedy
ustawialiśmy meble w salonie. Spojrzałem na niego.
-
No?- Zapytałem. Podrapał się zakłopotany po głowie.- Wątpie abyś mnie zaskoczył
więc się nie krępuj.
-
Chodzi o to, że eh… jak ci to dobrze wyjaśnić?- Zapytał. Czekałem w milczeniu.
Spojrzał na mnie po chwili. Wiedziałem, że w końcu powie co go gryzło.-
Zacznijmy od tego. Czy Yuui spał u ciebie kiedyś za raz po dyżurze albo ty u
niego?- Zapytał. Przekrzywiłem głowę w bok.
-
Nie. Zawsze jak kończył dyruż czy to rano czy wieczorem najpierw szedł do
siebie a dopiero po upływie kilku godzin przychodził do mnie albo ja do niego.
-
Tak myślałem.- Powiedział. Wypuścił głośno powietrze z płuc.- Z racji tego, że
teraz będziecie mieszkać razem chcę ci powiedzieć, że mój brat jest ciężki w
pożyciu tak naprawdę.- Przyznał opuszczając głowę w dół. Zaśmiałem się cicho.
-
Nic nowego mi nie powiedziedziałeś.
-
Nie, nie o to mi chodziło. Wiem, że dobrze go znasz.- Powiedział.- Eh… chodzi o
to, że kiedy jest naprawdę zmęczony czy zdenerwowany to potrafi być bardzo
niemiły i chamski.
-
Wiem.
-
Nie. Nie wiesz ponieważ nigdy nie przyszedł do ciebie prosto z dyżuru. Jak
przyjdzie jutro wieczorem do domu to zobaczysz o co mi chodzi. Proszę cię wtedy
abyś pościelił mu łóżko i zszedł mu z oczu dopóki sam nie postanowi do ciebie
przyjść.
-
Nie rozumiem.
-
Wiedziałem, że nie zrozumiesz.- Zapisał jakiś numer na karteczce.- Zadzwoń do
mnie jutro jak wróći z pracy. Powiedziałem mu, że na pojutrze ma sobie wolne
załatwić.- Dodał. Kiwnąłem głową chowając karteczkę do kieszeni spodni.
^^~^^
Było
już po dwudziestej. Yuui powinien niedługi wrócić ze swojej zmiany. Dzisiaj
rano Aoi zawiozła mu kluczyki od mieszkania a ja zajrzałem do swojego pokoju.
Zaskoczony aż upuściłem kubek na podłogę kiedy okazało się, że ściana łącząca
mój pokój i jej dawny zniknęła i znajdowała się tam teraz wielka sypialnia z
ogromnym łóżkiem. Czyli, że teraz to jest NASZ pokój?! Pokręciłem przecząco
głową siedząc w kuchni przy stole. Ciekawe o której wróci? Zastygłem na chwilę
w bezruchu. Co ja jestem jakiś głupi, że będę go wyczekiwał?! Wstałem ze swojego
miejsca. Umyję naczynia po swojej kolacji. Jego czekała na stole. Drzwi
wejściowe zamknęły się z cichym kliknięciem. Wyjżałem na zewnątrz. Stał tam
ubrany w jeansy i jany podkoszulek. Blady na twarzy. Ściągnięte brwi. Ciemne
cienie pod czerwonymi oczami. Zaciśnięte zęby. Otworzyłem delikatnie zaskoczony
buzie. Jego długie włosy zniknęły!! Spojrzał na mnie. Drgnąłem wycierając mokre
ręce w ręcznik.
-
Yuui zjesz coś?- Zapytałem. Obdażył mnie chłodnym spojrzeniem.
-…
Wkurwiający…- Powiedział i przeszedł koło mnie wchodząc ociężale po schodach do
góry. Spojrzałem na jego plecy.
-
Yuui…- Zacząłem cicho. Przystanął na szczycie schodów.
-
Czego znowu?
-
Eee?- Jak miałem na to zareagować.
-
Mów jak masz coś do powiedzenia, a jak nie to nie jęcz mi już na progu.
Zmęczony jestem. Idę spać.- Powiedział.
-
Um…- Odwróciłem głowę w bok. Spojrzał na mnie z wkurwionym wyrazem twarzy.
-
Nie wkurwiaj mnie bardziej.
-
Kolację schowam do lodówki. Uważaj jak wejdziesz do pokoju. Trochę się w nim
zmieniło. Dobranoc.- Powiedziałem i zniknąłem w kuchni nie chcąc więcej go
takiego oglądać. Wyciągnąłem z szuflady folie spożywczą kiedy drzwi na górze
zostały cicho zamknięcie. Ręce mi się trzęsły. Co ja mu takiego zrobiłem, że
musiał się tak na mnie wyżywać? Zawinąłem jego kolację w ową folię i schowałem
ją do lodówki. Wróciłem do mycia naczyć starając się powtrzymać pieczenie pod
powiekami. Za co?!
^^~^^
Siedziałem
w salonie na kanapie. Dochodziła północ. Godzinę temu wyszedłem z łazienki i
postanowiłem coś przeczytać. Teraz jednak postanowiłem z tego zrezygnować. Mój
telefon zawibrował cicho na szafce z lampą. Spojrzałem na niego. Hikaru. Głosił napis. Odebrałem.
-
Tak?- Zapytałem cicho przyciskając słuchawkę do ucha.
-
Rozumiem, że już wrócił do domu.- Powiedział. Ręka mi zadrżała.
-
Mhy.- Tylko na tylke mogłem się zdobyć.
-
Śpi?
-
Mhy.
-
Coś ci powiedział?
-
Mh…Nie.- Odpowiedziałem w końcu po dłuższym milczeniu.- Ty nie śpisz?
-
Dyżur nocny mam.
-
Aha.
-
Naprawdę nic ci nie powiedział?
-
Nie…- Szepnąłem cicho. Nie chcę sobie tego przypominać.
-
Rozumiem, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, ale będzie ci lepiej.- Powiedział
cicho. Przetarłem oczy.- Płaczesz?- Zapytał cicho kiedy pociągnąłem bezwiednie
nosem. Zakryłem usta.
-
To nic takiego.
-
Jednak coś ci powiedział.
-
Nie naprawdę…
-
Zatłuke idiotę!- Krzyknął do słuchawki. Podskoczyłem zaskoczony. Hikaru zły na
Yuui’ego? Pierwsze słysze.- Nie powinienem cię o to prosić ale wybacz mu jego
zachowanie. Jesteś dla niego wszystkim i bardzo mu pomogłeś kiedyś jak i teraz
tylko, że nie wszystko potrafi w sobie zmienić i…
-
Z kim rozmawiasz?- Usłyszałem za sobą jego głos. Odwróciłem się powoli. Stał ze
szklanką w ręku. Przecierał oczy. Spojrzał na mnie. Miał czujne spojrzenie.
Jakby nie chciał niczego przegapić.
-
Eee… Ja? Ja rozmawiam…z…- Zawahałem się myśląc. Czy powinienem mu powiedzieć,
że o tej godzinie rozmawiałem z jego bratem.
-
Wstał?- Zapytał Hikaru. Kiwnąłęm twierdząco głową, ale po chwili zorientowałem
się, że tego nie zobaczy. Yuui czekał na moją odpowiedź.
-
Tak.
-
Daj mi go.- Powiedział Hikaru. Z wahaniem podałem telefon Yuui’emu. Wziął go do
ręki.
-
Tak??(…) Tak(…) ummm(…) a czy ty nie masz swoich…(…) Rozumiem (…) co?(…) nie,
nie wiem(…) nie widać(…) nie truj mi(…) rozumiem(…) no(…) no(…) no(…) no
przecież wiem!(…) pozwól, że sam…(…) nie musisz mi tego przypominać(…) nie
zrobię tego(…) ty jesteś chyba nie poważny!!(…) dobra wracaj do roboty,
ja…(…)ehem(…) ehe(…) ehe(…) tak(…) tak(…) rozumiem(…) no wiem!(…) kończe. Idę
spać.- Powiedział i się rozłączył. Siedziałem na kanapie patrząc na swoje
dłonie. Nie mogłem na niego spojrzeć. Kucnął przede mną kładąc mi swoją dłoń na
splecionych rękach. Drgnąłem. Drugą wolną ręką pogładził mój policzek i tak już
ją zostawił.- Przepraszam. Powiedziałem kilka słów za dużo i byłem dość nie miły
względem twojej osoby.- Powiedział po chwili milczenia.
-
Um.- Powiedziałem na znak, że rozumiem.
-
Gniewasz się?- Zapytał. Pokręciłem przecząco głową.- To dlaczego nic nie mówisz?
-
Nie gniewam się, ale zabolało tamto. Nic nie zrobiłęm przecież a ty…- Zamilkłem
kiedy objął mnie mocno ramionami. Wtuliłem się w niego.
-
Przepraszam.
^^~^^
Obudziło
mnie delikatne łaskotanie po twarzy. Przetarłem niezadowolony twarz. Łaskotanie
zniknęło na chwilę po czym powróciło w natrętny sposób. Znowu przetarłem twarz
próbując odgonić to coś ręką. Poczułem na ustach coś ciepłego. Uchyliłem je
delikatnie. Otworzyłem zaskoczony oczy. Zobaczyłem w przybliżeniu jego twarz.
Całował mnie delikatnie bawiąc się moim językiem. Wysunąłem lewą rękę spod
kołdry i założyłem mu na szyję przyciągając go do siebie. Otworzył delikatnie
oko kiedy odwzajemniłem pocałunek. Odsunął się ode mnie uśmiechając się
delikatnie.
-
Molestujesz mnie z rana.- Powiedziałem przeciągając się na łóżku. Leżał koło
mnie.
-
Nie spałeś.- Powiedział wrednie.
-
Skąd ta pewność?- Zapytałem. Pomachał mi małym piórkiem przed oczami.
-
Ponieważ w końcu zacząłeś na to reagować więc nie ma szans abyś spał.-
Odpowiedział.
-
Obudziłeś mnie.- Zauważyłem.
-
Dobrze, że wstałeś. Posunąłbym się dalej gdybyś tego nie zrobił.- Powiedział.
Zamknąłem otworzone z zaskoczenia usta.
-
Udam, że tego nie słyszałem.- Powiedziałem kręcąc przecząco głową. Zaśmiał się
cicho.
-
Co się stało z tym pokojem?- Zapytał.
-
Nie wiem. Dopiero wczoraj go zobaczyłem.- Odpowiedziałem siadając wygodnie na
łóżku. Siedział obok mnie.- Co się stało z twoimi włosami to mnie bardziej
interesuje?- Zaptałem. Przeciągnął po swoich krótkich włosach patrząc w
przestrzeń z rozmarzeniem.
-
Musiałem je ściąć.- Powiedział. Przyglądałem mu się uważnie.- Nie patrz tak na
mnie bo naprawdę cię zmolestuje z samego rana.- Dodał. Uderzyłem go poduszką.
Zaśmiał się przyciągając mnie do siebie. Objął mnie szczelnie ramionami.
Oparłem się o jego plecy.
-
Dlaczego musiałeś je ściąć?
-
W pracy dyrektor szpitala stwierdził, że za długo mi na nie pozwalał i kazał mi
je ściąć. Więc je ściąłem. Nie byłem do nich zbytnio przywiązany więc nie
zrobiło mi to różnicy.- Odpowiedział.
-
Aha.- Tylko na taką odpowiedź było mnie stać. Zaśmiał się cicho.- Z czego się
śmiejesz?
-
Z niczego konkretnego.- Powiedział. Próbowałem się przekręcić aby na niego
spojrzeć, ale mi na to nie pozwolił.
-
Yuui…
-
No co?
-
Eh.- Pokręciłem przecząco głową i dałem za wygraną.- Wyspałeś się?
-
Mhy.
-
Czyli nie. Dlaczego wstałęś tak szybko?
-
Aby móc podziwiać twoją śpiącą twarz z każdej możliwej strony i pod każdym
możliwym kątem.
-
Zboczeniec.- Skwitowałem go nadymając policzki. Żartował sobie ze mnie.- Jeżeli
jesteś jeszcze śpiący to kładź się spać.
-
Ale ja nie jestem…- Urwał kiedy uderzyłem go głową w klatkę piersiową.- Przemoc
w związku?
-
Zasłużyłeś.
-
Doprawdy?
-
Tak.
-
Naprawdę tak uważasz?- Zapytał ponownie. Do czego on dążył?
-
Tak, tak uważam i zdania nie zmienie.- Powiedziałem. Zaśmiał się.
-
To ja ci pokaże inny sposób.- Powiedział i zadarł moją brodę do góry całując
mnie namiętnie. Zaskoczył mnie tym. Przytrzymywał mnie jedną ręką. Druga
zsunęła się w dół zanurzając się w mojej bieliźnie. Oderwałem się od niego
zaskoczony (jeszcze chwila i kark mi pęknie.).
-
Yuui… przestań…- Powiedziałem z trudem kiedy przywarł do mojej odchylonej szyi.
Moja głowa leżała na jego barku. Ciężko było mi oddychać. Jęknąłem kiedy
zanurzył we mnie trzy palce jednoczenie i od razu przeszedł do ruszania nimi.-
Yuui udusze się.
-
Od czego?- Zapytał i znowu przywarł go mojej szyji. Jego palce zanurzyły się
jeszcze głębiej. Ruszając nimi zanurzał je i wyciągał i tak w kółko.
-
Moja głowa i szyja… nie mogę… YUUI!!- Krzyknąłem na niego kiedy nie zwracał
uwagi na to co mówię. Zakaszlałem kiedy odsunął się od mojej szyi wbijając
palce najmocniej jak mógł. Zgiąłem się w pół.
-
Co krzyczysz? Przecież cię nie bije.- Powiedział. Próbowałem odciągnąć od
siebie jego ręce. Ugryzł mnie w ucho.
-
Boże ja się tylko zapytałem dlaczego się…ś~śmiejesz.- Głos mi się załamał. Jego
ruchy ręką przyspieszyły.
-
No wiem.- Odpowiedział jakby nigdy nic.
-
Więc czemu mnie z rana molestujesz?
-
Jakbym cię molestował to bym nie robił w ten sposób. Kiedyś cię zmolestuje to
zobaczysz różnicę.- Powiedział do mojego ucha. Pokręciłem przecząco głową.
-
Molestujesz, masturbujesz na jedno wychodzi!- Byłem zły. Zaśmiał się cicho.
-
To tylko inna czynność seksualna.- Odpowiedział. Wyrwałem się z jego objęcia
upadając na kolana na łóżku kiedy pierwszy raz w życiu zanurzył we mnie swój
czwarty palec.
-
Yuui! Wyciągnij je!- Krzyknąłem próbując się podnieść.
-
Jeżeli je wyciągnę to zostawię cię w połowie drogi. Już jesteś mokry i ci stoi
a czegoś takiego ci nie zrobie.- Zauważył poruszając palcami w każdą inną
stronę.
-
Głuchy jesteś?! Ja tak nie chcę!- Krzyknąłem czerwony na twarzy wtulając się w
kołdrę.
-
To jak chcesz?- Zapytał pochylając się nade mną i nadal pracując palcami.-
Powiedz to na głos. Palcami?? Nie. Ustami? Językiem? A może mam użyć czegoś
innego?- Zapytał. Obiecuje, że po tym na serio go walnę! Drań jeden! Drżącą
ręką z ledwością sięgnąłem jego przyrodzenia łapiąc je słabymi palcami.
-
Użyj…tego…- Powiedziałem oddychając z problemem.
-
Tego? Czyli?
-
Twojego.
-
Mojego?
-
CHCĘ DOJŚĆ PRZEZ TWOJEGO KUTASA!! ZADOWOLONY?!- Krzyknąłem przerażny swoim
skrępowaniem. Zabrał moją rękę z siebie i położył ją na miejsce. Wyciągnął ze
mnie swoje palce. Spojrzałem na niego przez ramię. Klękał za mną. Zsunął ze
mnie moją bieliznę i pocałował mnie w plecy.- Yuui! Błagam cię!- Już nie mogłem
wytrzymać. Spojrzał na mnie wyciągając go na zewnątrz.
-
Nie martw się. Zachwilę ci go dam.- Powiedział ocierając się o mnie delikatnie.
Naparłem na niego biodrami.- Sam się nadziewasz?- Zapytał. Złapałem mocno za
prześcieradło aby się nie odwrócić i mu nie wywinąć.
-
Pospiesz się.- Jęknąłem.
-
Już, już.- Powiedział i zanurzył się we mnie.
^^~^^
Ktoś
zapukał do drzwi. Siedziałem w kuchni krojąc marchewkę. Yuui spał u góry.
Wstałem z krzesła (wszystko mnie bolało) i poszedłem je otworzyć. Zaskoczony
otworzyłem usta szerzej. Naprzeciwko mnie stał Grey i Natsu. W sumie Natsu stał
za Grey’em. Spojrzałem na nich niedowierzająco.
-
Czego?- Zapytałem chłodno starając się jednak nie unosić głosu. Yuui
powiedział, że jak wstanie to będziemy kontynuować to z rana i nie będzie
patrzył na to co robiłem. A musiałem zrobić obiad i wyprasować pranie więc
lepiej niech sobie pośpi.
-
Możemy wejść na chwilę?- Zapytał Grey. Przyglądałem im się przez chwilę po czym
wpuściłem ich do środka. Pokazałęm im drogę do salonu. Poczekałem aż usiądą na
kanapię po czym usiadłem naprzeciwko nich w fotelu.
-
Teraz chyba możecie mi powiedzieć czego tutaj kurwa szukacie?- Zapytałem. Natsu
milczał. Ciekawe co mu się stało? Zjadł coś niestrawnego czy co??
-
Mamy do ciebie prośbę.- Zaczął Grey ale urwał widząc moje spojrzenie.
-
TY masz prośbę, ON ma prośbę czy WY macie prośbę?- Zapytałem przyglądając mu
się uważnie.
-
MY.- Powiedział stanowczo. Milczałem. Czekałem. Grey zaczerpnął głośno
powietrza.- Wiesz, że związki homoseksualistów w tym kraju są zabronionę, że
tak to powiem.- Zaczął. Przyglądałem mu się uważnie. Do czego on piał?
-
O co ci chodzi? Czyżby przysłał was ten dziadyga i ma zamiar zmusić mnie do
tego jebanego małżeństwa?
-
Nie. W żadnym wypadku. Nie jesteśmu tu ze względu na niego, ciebie czy tamtą
kobiete.- Zaprzeczył Grey. Przyglądałem mu się uważnie. Wypuściłem głośno
powietrze rozluźniając delikatnie ramiona.
-
No to słucham. O co chodzi?
-
Em… wiesz, że w Japonii związki homoseksualne nie są legalne?- Zapytał Grey.
Zmarszczyłem czoło zaciskając mocniej zęby.
-
Do czego znowu piejesz?
-
Nie chodzi mi o ciebie i Yuui’ego. Tylko o nas.- Zaprzeczył pospiesznie
machając rękoma na znak, że nie ma zamiaru na mnie naskoczyć. Uniosłem
delikatnie brew do góry.
-
No doooobraaa.- Uspokoiłem się. O co im chodzi?- Kontynuuj.
-
Ehem…- Spojrzał na Natsu. Przeniosłem na niego wzrok. Nie patrzył na mnie tylko
na swoje kolana.
-
Pozwolisz, że zacznę od początku?- Zapytał. Milczałem dłużaszą chwilę. Od
początku? Gdzie był ten początek? Jeżeli mu pozwole to nie będę mógł mu przerwać.
A wtedy może powiedzieć coś co mi się nie spodoba. Ale jeżeli nie pozwole mu na
to, to na tym skończy się nasza rozmowa i nie dowiem się po jaką cholerę szef
mafi i jego kiedyś prawa ręka a teraz… kochanek…chyba tak ich mogę nazwać
przyszli do domu skromnego nauczyciela matematyki z liceum.
-
No dawaj.- Powiedziałem szykując się na długi monolog. Złapał delikatnie Grey’a
za rękę nadal patrząc na swoje kolana.
-
Zaczęło się od ciekawości. Jak byłem w liceum miałem przyjaciela, który wolał
chłopców a nie jak każdy normalny nastolatek dziewczyny. Wypiliśmy na jednym z
biwaków za dużo. Poszedł na stronę. Długo nie wracał. Poszedłem go szukać.
Okazało się, że chłopak tydzień wcześniej go rzucił. Płakał. Poprosił mnie abym
pozwolił mu to zrobić jeden raz, aby zapomniał. Przespałem się z nim wtedy
pierwszy raz. Nie potrafiłem mu odmówić. Pomińmy fakt, że wtedy miałem
dziewczynę. Zerwałęm z nią po dwóch miesiącach jak cały czas po trzy razy w
tygodniu z nim sypiałem. On oczywiście miał wtedy nowego chłopaka, ale jakoś
nie potrafiliśmy się powstrzymać. On zerwał z tym chłopakiem i byliśmy obaj
wolni. Ale po jakiś dwóch miesiącach znalazł miłość swojego życia. Są ze sobą
do dzisiaj i do dzisiaj dla mnie pracują. Wtedy pomyślałem „Fajnie. W końcu
będę mógł się skupić na dziewczynach!”.- Powiedział cicho i sam siebie wyśmiał.
Grey pogłaskał jego dłoń.- Hmm. Z dziewczynami chodziłem i sypiałem jak chciało
mi się mieć problemy, trochę publicznego przytulania i całowania. A jak
chciałem mieć związek bez zobowiązań. Spotykamy się wtedy kiedy chcemy. Robimy
co chcemy a w szkole lub na mieście się nie znamy to wtedy spotykałem się z
chłopakami. Po jakimś czasie ty już miałeś z dziesięć lat zorientowałem się, że
więcej czasu spędzam z chłopakami. Musiałem to jakoś ukrucić. Co jeżeli mój
najmłodszy, kochany brat się o tym dowie i mnie znienawidzi? On jest taki
słodki więc ktoś może się do niego dobierać tak jak ja do innych. Trzeba coś z
tym zrobić. Dlatego wtedy zacząłeś ostre treningi. Nie mogłem ci okazywać
żadnych uczuć bo wtedy treningi brałbyś za żarty i później ktoś mógłby ci coś
zrobić. Wiem pochrzaniony sposób myślenia. Tylko nie mogłem ogarnąć jakim cudem
musiałeś zawsze zmalować coś jak kumulowała się we mnie frustracja seksualna i
nie miałem jak dać jej upustu więc za to obrywałeś ty. Po pewnym czasie
doszedłem do wniosku, że chyba musiałeś się urodzić pod czarną gwiazdą. Tym
bardziej jak się dowiedziałem, że twój przyjaciel to homoseksualista. Spał u
ciebie w pokoju. Kompaliście się razem a ty nadal się z nim przyjaźniłeś. Wtedy
on powiedział mi czekając kiedyś na ciebie nim wrócisz z zawodów: „Proszę się nie martwić. Enmba to mój
najdroższy przyjaciel to raz. Dwa nie jest w moim typie. Trzy mam już kogoś
kogo kocham i nie chcę go zranić. Cztery chyba nigdy nie widziałeś wkurwionego
Enmby. Ja widziałem więc nawet dla żartu bym go nie tknął. On jest normalny. A
jeżeli już będzie miał być z jakimś kolesiem to wtedy on sam wykona pierwszy
ruch. Wtedy dopiero możesz się obawiać o jego tyłek” Rok po tym będąc na
studiach dostałęm telefon z domu od ochroniarza matki, że jest w szpitalu.
Zszywają jej brew. Ojciec ma połamane obie ręce i jedną nogę. Enmba siedzi
zamknięty w więzieniu i porszą mnie o szybki powrót do domu.- Przerwał na
chwilę. Spojrzał na mnie. Ból wykrzywiał jego twarz. Nie ruszałem się.
Słuchałem uważnie. To coś o czym nigdy nie słyszałem.
-
Kiedy przyjechałem do domu okazało się, że Sasuke nie żyje. Enmba wpadł w szał
i prawie zabił tych którzy go ruszyli i pchnęli do takiego kroku. Leżeli w
szpitalu w śpiączce. Ojciec próbował go powstrzymać. Połamał mu ręce i nogę.
Matkę uderzył jak osłoniła ojca swoim ciałem. Psycholog stwierdził, że Enmba
jasność umysłu odzyskał dopiero w celi więziennej. Wtedy w mojej głowie
pojawiło się jedno długie pytanie „Czy to
moja wina, że stał się takim brutalem bo zmuszałem go do częstych treningów?”
Zostałem jego Opiekunem prawnym bo tylko mnie się bał. Nie chciałem tego ale
musiałem. Wróćiłem na studia. Wróciłem po jakimś czasie i co?? Ojciec mówi, że
mam jechać do szkoły bo Enmba znowu się w coś wpakował. Jadę tam niewyspany,
zdenerwowany bo znowu coś zmalował a ja znowu z nikim nie spałem od dobrego
miesiąca. Jestem w szkole i przeżywam szok. Enmba pocałował jakiegoś chłopaka.
Wspominam o Sasuke po tym co zobaczyłem kiedypadło jego imię dochodzę do
wniosku, że lepiej o nim więcej nie mówić w jego towarzystwie. Kilka dni
później Enmba wraca do domu w dziwnym stanie. Przyglądam mu się uważnie. Nie
wygląda aby ktoś go ruszył. Może rzuciła go dziewczyna bo pocałował tego chłopaka?
W dzień jego urodzin pękam. Wiem jakie potrafią być te związki. Wiem, że jeżeli
ktoś się bardzo zaangarzuje to prawie, że na całe życie i rostanie boli. Wiem
to ale jak mam mu to przekazać. Jak wyjaśnię skąd to wiem? Później żałuje
swojego wyboru kiedy…- Urwał. Odchrząknął kilka razy.- Przekonałem się, że ich
uczucie nie było na żarty kiedy Yuui wybija mi jeden ząb i łamie mi nogę kiedy
próbuje go wywalić ze szpitala jak siedział przy twoim łóżku trzymając cię
delikatnie za rękę. Dociera do mnie dlaczego powiedział tamte słowa. Abym dał
ci spokój. Abym cię nie bił. Aby osoba którą kochał nie musiała cierpieć. Wolał
być tym złym i odejść nim się w nim zakochasz. Ale kto by się spodziewał, że
było już za późno. Jakieś trzy miesiące później zostaje nowym szefem mafii. A
chciałem aby moje prace były wystawiane w galeriach a nie w kostnicy. Miesiąc
przed twoim wybudzeniem Yuui pojawia się u nas w domu i mówi, że musi odejść.
Zniknąć. Tosa wyszedł z więzienia. Enmba pewnie go nienawidzi. Nie chce
bardziej go ranić. Musi zniknąć. Prosi abyśmy nigdy nie mówili ci o tym czasie
jak byłeś w śpiączce. „Zniknąłem za raz
po jego wypadku wiedząc, że zdołam wtedy się od niego uwolnić i nie będę musiał
oglądać jego żałosnej twarzy. Tak mu powiecie jak się obudzi” To powiedział. Powiedział, że jeżeli kiedyś
się spotkamy i Enmba dowie się prawdy to mamy mu za pomocą pewnego znaku dać o
tym znać aby wiedział na czym stoi. Znika. Ty się budzisz. Nikt nie jest w
stanie ci powiedzieć tego co on powiedział. Mówimy że się wyprowadził.
Wyprowadzasz się z domu a ja będąc u grupy w innym mieście widze miejsce
wkótrym pracują dla mnie dziwki. Zaglądam tam. Może znajde coś ciekawego. I
znajduję. Sasuke! Jakim cudem?! Później się dowiedziałem. Ale jako ten zły nie
mogłem go puścić. Starałem się go wypukywać najczęściej jak się dało i po
prostu był moim służącym. Ale raz został wykupiony na dwa tygodnie i nie mogłem
go odzysakć. Po tym zniknął a w miejscu w którym wtedy przebywałem pojawiasz
się ty.- Spogląda na mnie.
-
A ja próbuję cię zabić w męskiej toalecie.- Dodaje cicho zachrypniętym głosem.
Uśmiechnął się delikatnie.
-
Prawie ci się to udaję. Po tym wysyłam za tobą świerzaka, którego ojciec długo
dla mnie pracował. Był wtedy w ostatniej klasie liceum. Tylko wszystko się
komplikuje kiedy dowiaduje się, że ten dzieciak coś do mnie czuł i nawet jeżeli
kazałbym mu się w cemencie utopić to zrobił by to z uśmiechem na twarzy. Każe
mu wrócić. On przychodzi zapłakany i przeprasza mnie mówiąc „Zerwał ze mną. Nie potrafię wykonać twojego
polecenia” Jest tak cholernie słodki.
-
Zakochałeś się w nim.- Stwierdziłem fakt. Uśmiechnął się delikatnie.
-
I to w cholere.
-
Jestem wdzięczyny za to co mi opowiedziałeś. W końcu wiem dlaczego traktowałeś
mnie jak śmiecia. Ale o co dokładnie chodzi.
-
Zakochałem się w nim i chcę z nim być.
-
Czekasz na moje błogosławieństwo?- Zapytałem kpiąco.
-
Chcę być z nim już na stałe.
-
No to sobie z nim bądź.
-
Chcę aby nosił moje nazwisko.
-
Przecież nie możesz się z nim chajtnąć.- Powiedziałem jak do głupiego. Wyciągnął
z kieszeni jakąś kopetrę i podał mi ją. Spojrzałem na nią. Wyciągnąłem jej
zawartość. Spojrzałem na niego zaskoczony.- Papiery adopcyjne?
-
Można obejść prawo. Starszy partner może zaadoptować młodszego jako swoje
dziecko czy brata czy coś tam wtedy on zyskuje jego nazwisko i są rodziną.
Tylko, że inny członek rodziny musi się na to zgodzić.- Powiedział. Spojrzałem
na papiery później na nich i znowu na papiery.
-
I rozumiem, że tym innym członkiem rodziny mam być ja?
-
Jako jedyny potrafiłbyś nas najlepiej zrozumieć.- Powiedział Grey. Wstałem z
fotela. Usłyszałem jak drzwi o góry delikatnie kliknęły. Czyżby już wstał?
Wziąłem długopis z szuflady.
-
Gdzie mam podpisać?- Zapytałem. Spojrzeli na mnie zakoczeni.- No co się tak
gapicie? Przychodzicie. Prosicie mnie o to a teraz wielki szok, że się zgadzam.
Robię to ze względu na Grey’a. Dla ciebie mógłbym podać tylko arszeniak.
Wybacz, ale nie potrafie tak łatwo póścić w niepamięć tego co mi zrobiłeś.-
Powiedziałem do Natsu. Kiwnął twierdząco głową. Pokazał mi palcem gdzie mam
podpisać.
-
Witam.- Usłyszałem za sobą zaspany głos kiedy składałem na dokumentach swój
podpis. Poczułem na sobie pytające spojrzenie Natsu.
-
Witam.- Odpowiedzieli cicho chórkiem. Podałem papiery Grey’owi oraz długopis.
Zaczerwienił się delikatnie i spojrzał na Natsu.
-
Gdzie??- Zapytał. I jemu pokazał gdzie ma się podpisać. Zrobił to delikatnie
drżącą ręką po czym podsunął papiery i długopis do Natsu. Podpisał je bez słowa
i spojrzał na mnie uśmiechając się delikatnie.
-
Dziękuje.- Szepnął cicho. Spojrzałem na niego zaskoczony kiedy ukradkiem
przetarł jedną łze spływającą mu po policzku kiedy to Grey wtulił się mocno w
jego tors.
***
Siedziałem
w kuchni jedząc obiad. Yuui siedział naprzeciwko mnie. Milczał. Odstawiłem
szklankę z sokiem na stole i spojrzałem na niego.
-
Nie zapytasz po co byli?- Zapytałem. Spojrzał na mnie i wrócił do jedzenia.
Milczał. Wypuściłem głośno powietrze i wziąłem do ust kawałek kurczaka.
-
Nie ruszyli cię palcem więc więcej mnie zbytnio nie interesuje.- Odpowiedział
po chwili. Spojrzałem na niego opuszczając w dół widelec od swoich ust.
-
Co?
-
Nie wiem kiedy zdasz sobie sprawę, że jakbym mógł to bym cię zakuł w jakieś
kajdany i ukrył przed światem tak aby nikt nigdy cię już nie ruszył, nie
zobaczył cię ani nie zranił.- Wyjaśnił. Wsadziłęm mu bez zapowiedzi kawałek
marchewki do ust.
-
Jedz.- Powiedziałem.- Już więcej cię o nic nie zapytam jak takie głupoty
opowiadasz.- Dodałem. Pokazał mi język łapiąc mnie delikatnie za rękę. Nie
cofnąłem jej ale już się nie odezwałem.
^^~^^
-
Yuui chodźmy już stąd.
-
Nie.- Powiedział stanowczo patrząc na mnie lubieżnie.
-
Proszę. Tutaj jest za jasno i jest za duże echo.
-
I o to chodzi. Jeżeli chcesz iść to musisz to zakończyć tutaj.- Powiedział
wrednie. Pokręciłem przecząco głową. Oparłem policzek o jego bark i nadziełem
się na niego powoli od razu poruszając biodrami.
-
Mmmm! Nnnn! Mmmm! Ach! Ach! Ach! Uhm! Uhm!! Mmm! Mmmm!- Nie mogłem zapanować
nad swoim głosem. Zakrywałem usta. Jego ręka automatycznie powędrowała ku moim
ustą.
-
Nie zakrywaj ust.
-
To jest jeszcze bardziej krępujące niż zazwyczaj więc będę je zasłaniał!-
Krzyknąłem spowalniając ruchy ale przyspieszając poluźnianie i zaciskanie
ścianek swojego wtęrza. Skrzywił się. Odczół to.
-
Mogłeś nie zaczynać!
-
Skąd miałem wiedzieć, że będziesz zdolny robić to w wannie!- Krzyknąłem. Tak.
Robiliśmy TO właśnie w WANNIE! Okręcił się ze mną niezdanie. Przylegałem
plecami do wanny. Oplotłem delikatnie jego biodra nogami. Zaczął poruszać się
wykonujcą mocne pchnięcia. Przytrzymywał moje ręcę. Nie mogłem zakrywać ust.
Echo moich głośnych jęków dudniło mi boleśnie w uszach.
^^~^^
Siedziałem
na kanapie w salonie. Kręciło mi się w głowie. Było mi gorąco. Mówiłem mu, że
wanna to zły pomysł. Wszedł do salonu z kubkami i zimnym sokiem w ręku. Usiadł
obok mnie. Mieliśmy oglądać jakiś film.
-
Wybierz dwa dni.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc.
-
Słucham.
-
No po prostu powiedz jakieś dwa dni tygodnia.
-
Nie wiem o co ci chodzi. No ale jak tak bardzo nalegasz to wybieram niedzielę i
środę.- Powiedział i podał mi szklankę z sokiem.
-
Od dzisiaj możesz to ze mną robić jak i inne czynności seksualne wyłącznie w te
dwa dni. I tylko pocałunki i przytulanie nie obejmuje tej zasady.- Powiedziałem
biorąc od niego szklankę. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-
Żartujesz?
-
Nie! Jak tak dalej pójdzie to umrę z wycieńczenia albo będę tak wyruchany że
wiadro wejdzie i luz będzie!- Krzyknąłem na niego. Usiadł obok mnie.
-
Aż tak ci źle?- Zapytał. Uderzyłem go poduszką w głowę.
-
Baranie kto powiedział, że mi źle?! Chodzi o to, że już dzisiaj zrobiliśmy to
sześć razy a jak ty będziesz tak poniewierał moje ciało codziennie to mówie: 1.
PADNE Z WYCIENCZENIA. 2. JESZCZE TROCHE I WEJDZIE WE MNIE WIADRO TAK MNIE
WYTEGUJESZ! 3. ZNUDZE CI SIĘ ZA SZYB…- Zakryłem usta. Uśmiechnął się wrednie i
pogłaskał mnie po głowie.
-
Nie martw się.To trzciecie się nie stanie. W sumie drugie też nie powinno mieć
miejsca bo wiadro ma dużą średnice więc to byłby problem. Z pierwszym mogę się
zgodzić. Fakt dzisiaj trochę przesadziłem.
-
Trochę?! Trochę?! Od samego rana mnie molestujesz!
-
Spoko. Przystaje na twoją zasadę, ale…
-
Ale?
-
Zasada ta obejmuje całą środę i całą niedziele. Czyli całe dwadzieścia cztery
godziny. Więc licz się z tym że wykorzystam te 48 godzin tygodniowo do
maksimum. Nie będę patrzył czy jesteś chory, zmęczony, czy już nie dajesz rady
i czy ci się nie chce. To są moje dwa dni. A i jeżeli kiedyś stanie się tak, że
jakaś siłą wyższa odnierze mi te dwa dni to na następny tydzień wyborę sobie
kolejne dwa dni. Nie pozwole aby te cenne godziny intymnego sam na sam z tobą
gdzieś mi przepadły.- Powiedział sięgając po pilot. Przyglądałem mu się
uważnie.
-
Żartujesz?
-
A dlaczego miałbym żartować? Nie uważam aby to był temat do żartów. Przyznałem,
że mogłem dzisiaj przesadzić tak bez zapowiedzi. Ale teraz już wiesz, że będę
korzystał z wyznaczonego przez ciebie czasu więc będziesz mógł się na to
przyszykować fizycznie i psychicznie.
-
Coś czuje, że moje ciało by wyszło na lepsze gdybym pozwolił ci tak trzy godzinny
dziennie na to.- Powiedziałem załamany opierając głowę o jego ramie. Zaśmiał
się cicho.
-
Wiesz że za trzy godziny niedziela?- Zapytał wrednie. Spojrzałem na niego
pospiesznie.
-
Już tak szbko?!
-
Przecież mówiłem, że nie pozwolę aby ten czas uciekł.- Uśmiechnął się pod nosem
patrząc się w telewizor.
-
Zlitowałbyś się trochę.
-
Nie.
^^~^^
Wstałem
o trzeciej nad ranem do toalety. Zaskoczony stwierdziłem, że nie ma go w łóżku.
Byłem pewny, że równo o 24.01 kiedy tylko zapika zegarek zacznie się do mnie
dobierać. Zszedłem na dół. Nigdzie go nie było. Zniknęły jego buty i bluza.
Wszedłem do pokoju i zapaliłem światło. Na jego poduszcze leżała jakaś kartka.
Spojrzałem na nią.
Dzwonili ze
szpitala. Musiałem tam szybko jechać. Postaram się wrócić nim się obudzisz.
Położyłem
liścik na szafce nocnej. Usiadłem na łóżku.
Spóźniełeś się. Już
nie śpięJ.
Napisałem
mu SMS’a wtulając się w jego poduszkę. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem zmęczony.
^^~^^
Yuui
mieszkał już ze mną dwa tygodnie. Niedługo zacznie się rok szkolny. Ostatni dla
moich dzieciaków. Mam nadzieję, że uda im się go zaliczyć bez problemu i
wybiorą się na jakieś tam studia. Ciekawe czy oni chcą coś dalej stuidiować?
Siedziałem przed kompem szykując konspekty do szkoły kiedy ktoś zadzwonił do
drzwi. Gdyby to był ktoś z moich znajomych od razu po tym wszedł by do środka.
Wstałem od niechcenia i podszedłem do drzwi. Po drugiej stronie…
-
Kedamono? Bombka?- Zapytałem zaskoczony widząc ich w normalnych ciuchach.
-
Pana Brat mnie przysłał.- Zauważył. Kiwnąłem twierdząco głową i wpuściłem ich
do środka zapraszając ich do salonu.
-
Co się stało?- Zpaytałem kiedy usiedli na kanapie. Bombka podała mi jakiś
kartonik.
-
Z racji tego, że nie mógł być pan na weselu Eagle poprosił mnie abym przyniósł
panu trochę torta weselnego ponieważ sam jeszcze łatwi wszystko po ślubie.-
Powiedział. Przyjąłem od Bombki to co mi podała.
-
Dziękuje.- Powiedziałem skłaniając się delikatnie.- Zjecie trochę?- Zapytałem.
Pozielenieli na twarzy.
-
Wybaczy Sensei ale ciast i tortów to my mamy dosyć na kilka najbliższych lat.-
Powiedział Kedamono. Spojrzałem na niego zacieakwiony.- Przed weselem Eagle
kazał nam próbować różnego rodzaju ciast, tortów i mówić które były najlepsze.-
Dodał. Uśmiechnałem się. W końcu i Eagle się chajtnął. Nie mogłem pojawić się
na weselu ponieważ był tam i dziadek. A po ostatnim… no cóż. Dzień wcześniej
ich odwiedziłem. Złożyłem im życzenia i wręczyłem im prezent. Spojrzałem na
nich.
-
To o niej mi wtedy opowiadałeś.- Stwierdziłem pokazując na Bombkę brodą.
Kedamono kiwnął speszony głową. Uśmiechnąłem się.
-
Opowiadałeś?- Zapytała cicho.
-
Po pierwszym koszu mi o tobie opowiadał. Po drugim. Po trzecim. I tak do
piątego. Ale nie mówił o kogo chodziło. Jestem zaskoczony, że o ciebie. Więc…?
-
Szóstego kosza nie było.- Powiedziała uśmiechając się zażenowana. Zaśmiałem się
cicho.
-
Pamiętasz co ci wtedy powiedziałem??
-
Tak. „Nie ważne jacy jesteście, każdy z
was pomimo trudów znajdzie swoją wielką miłość.”- Powiedział śmiejąc się
cicho pod nosem.
-
No właśnie.
-
A sensei? Znalazł tego, którego wtedy szukaliśmy w tamtych dzielnicach?
-
Znalazłem.- Odpowiedziałem.
-
I co? Zabił go pan jak pan chciał?
-
Nie. Zrbiłem coś gorszego.- Powiedziałem i spojrzałem na nich. Nie wiem jaką
minę musiałem zrobić ale zaskoczeni i czerwoni na twarzy spojrzeli w bok.
Super rozdział:) Oh ten Yuui to chyba zwariował żeby walić się przez 24 godziny? Nawet seksomaniacy by tego nie wytrzymali
Czekam na nexta ciekawe co pojawi się w następnej notce
Czekam do połowy lutego :p Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia oraz dużo weny :*
cudowny rozdział… biedny Enmba Yuui go wykończy…. tak te trzy godziny dziennie byłyby lepsze, niż dwa dni w tygodniu… no i poznaliśmy dlaczego Natsu tak się zachowywał wobec Enmby….
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie