poniedziałek, 5 lutego 2018

34. „Nie ważne jacy jesteście, każdy z was pomimo trudów znajdzie swoją wielką miłość.”34.


Siedziałem w salonie na jednym z foteli. Na drugim siedziała Aoi. Na kanapie Maki. Przede mną stał kubek z ciepłą herbatą. Przyglądałem im się uważnie analizując to co mi powiedziały. Podrapałem się po głowie i boleśnie przetarłem oczy.
- Czyli rozumiem, że nie da rady nic z tym zrobić.- Powiedziałem. Spojrzały najpierw na siebie, później na mnie.
- Wiem, że to nie jest w porządku względem ciebie.- Zaczęła Aoi. Zaśmiałem się cicho.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi.
- No wiem. Ale po prostu…- Umilkła biorąc łyk swojej herbaty. Spojrzała na Maki, która drgnęła kiedy na nią przeniosłem swój wzrok.
- Ja nie wiem czego wy się mnie boicie. Jeżeli to wasza decyzja i waszych szefów to nie mam zamiaru na nią wpływać i się złościć o takie coś. Po prostu jestem zaskoczony bo nie spodziewałem się czegoś takiego.- Wyjaśniłem. Kilka głębokich wdechów.- Ale będziecie mnie odedzać co jakiś czas??
- To się rozumie chyba samo przez się.- Powiedziała Maki. Uśmiechnąłem się do niej.
- Wiesz główny problem jaki ci zostawiamy to rachunki za dom. Wcześniej wzięliśmy większy bo myślałyśmy, że nie dostaniemy żadnego przeniesienia, a wszło inaczej i teraz zostaniesz sam z tymi rachunkami.- Powiedziała Aoi. Spojrzałem na nią karcąco.
- Nie jestem dzieciakiem w podstawówce aby nie móc przeżyć z mojej wypłaty. Dam sobie radę.- Uśmiechnąłem się do nich. Tak dziewczyny dostały przeniesiebie do innej fili ich firmy. Aktualnie musiałyby dojeżd 300 km do pracy gdyby ze mną zostały. I tak codziennie. To by się nie opłacało.
- A może…?- Zaczęła Maki. Spojrzałem na nią.
- A może co??
- Zapytasz Yuui’ego. Zamieszkałby z tobą. A wścibskim ludzią by się powiedziało, że mieszkacie razem ponieważ my wyjechałyśmy a on aby pomóc ci w zmniejszeniu rachunków zamieszkał z tobą i…
- Czekaj. Czekaj. Czekaj.- Zamachałem rękoma aby ją uciszyć.- To nie będzie konieczne.
- Co?
- Ja nie chcę z nim mieszkać.- Powiedziałem. Spojrzały na mnie zaskoczone nie wierząc w to co powiedziałem.
- Enmba?- Zapytała Aoi. Spojrzałem na nią. Miała… zbolałą minę.
- Nie.- Zaprzeczyłem uśmiechając się do niej.- To nie tak jak myślisz. Ja nie chcę z nim mieszkać ponieważ nie potrafiłbym.- Powiedziałem drapiąc się niezręcznie po nosie. Przyglądały mi się nie rozumiejąc. Westchnąłem.- No weźcie gdzie bym nie poszedł tam byłby on. Pokłóciłbym się z nim i nie miałbym gdzie się schować bo on by miał wszędzie dostęp. Jadłym  z nim w tym samym czasie, ta sama łazienka no rozumiecie? Nie?- Zapytałem błagalnie. Aoi wypuściła powietrze z płóc i wstała wyciągając swój telefon z kieszeni. Odeszła na bok.- Gdzie dzwonisz?
- Do Yuui’ego.- Odpowiedziała. Spojrzałem na nią zaskoczony.
- Co? Dlaczego?!
- Powiedzieć mu, że jednak się nie zgadzasz i nie może z tobą zamieszkać.- Powiedziała. Przyłożyła słuchawkę do ucha. Podbiegłem do niej. Wyrwałem jej telefon z ręki i się rozłączyłem.
- Wytłumacz mi się.- Powiedziałem spanikowanym głosem.
- Już wcześniej się go o to zapytałyśmy. Odpowiedział „Spoko. Jeżeli Enmba tego chce”. Tak odpowiedział. No ale jeżeli nie chcesz…- Aoi wyciągnęła mi z ręki telefon. Znowu jej go wyrwałem.
- Macie mu nigdy, przenigdy nie mówić o tym co wam powiedziałem.- Powiedziałem czerwony na twarzy.
- Więc się zgadzasz?- Zapytała Maki. Oddałem Aoi jej telefon i usiadłem ponownie na fotelu wtulając się w jedną z poduszek z kanapy.
- Łaaaa! Już mnie brzuch boli na samą myśl o tym.- Zawołałem drżąc na myśl o tym, że niedługo będzie ciągle koło mnie.

^^~^^

Nim Aoi i Maki wyprowadziły się do innego miasta pomogły mi w remoncie domu. Yuui’ego nie widziałem od dnia kiedy się pogodziliśmy (ciągle siedział w szpitalu jak nie było szkoły). W przeprowadzce pomógł nam Hikaru i jego żona. Aoi i Maki w dzień kiedy pojechałem z Hikaru po farby i kilka pierdół załatwiły z jakimiś znajomymi z pracy aby coś zrobili i zabronili mi wchodzić do mojego pokoju bez ich zgody tak samo jak do ich wcześniejszego pokoju. Więc ja z Hikaru zająłem się pozostałymi pokojami a one trzy tymi dwoma. Ciekawe co one kombinowały.
- Musimy pogadać.- Powiedział dwa dni przed wyjazdem dziewczyn Hikaru kiedy ustawialiśmy meble w salonie. Spojrzałem na niego.
- No?- Zapytałem. Podrapał się zakłopotany po głowie.- Wątpie abyś mnie zaskoczył więc się nie krępuj.
- Chodzi o to, że eh… jak ci to dobrze wyjaśnić?- Zapytał. Czekałem w milczeniu. Spojrzał na mnie po chwili. Wiedziałem, że w końcu powie co go gryzło.- Zacznijmy od tego. Czy Yuui spał u ciebie kiedyś za raz po dyżurze albo ty u niego?- Zapytał. Przekrzywiłem głowę w bok.
- Nie. Zawsze jak kończył dyruż czy to rano czy wieczorem najpierw szedł do siebie a dopiero po upływie kilku godzin przychodził do mnie albo ja do niego.
- Tak myślałem.- Powiedział. Wypuścił głośno powietrze z płuc.- Z racji tego, że teraz będziecie mieszkać razem chcę ci powiedzieć, że mój brat jest ciężki w pożyciu tak naprawdę.- Przyznał opuszczając głowę w dół. Zaśmiałem się cicho.
- Nic nowego mi nie powiedziedziałeś.
- Nie, nie o to mi chodziło. Wiem, że dobrze go znasz.- Powiedział.- Eh… chodzi o to, że kiedy jest naprawdę zmęczony czy zdenerwowany to potrafi być bardzo niemiły i chamski.
- Wiem.
- Nie. Nie wiesz ponieważ nigdy nie przyszedł do ciebie prosto z dyżuru. Jak przyjdzie jutro wieczorem do domu to zobaczysz o co mi chodzi. Proszę cię wtedy abyś pościelił mu łóżko i zszedł mu z oczu dopóki sam nie postanowi do ciebie przyjść.
- Nie rozumiem.
- Wiedziałem, że nie zrozumiesz.- Zapisał jakiś numer na karteczce.- Zadzwoń do mnie jutro jak wróći z pracy. Powiedziałem mu, że na pojutrze ma sobie wolne załatwić.- Dodał. Kiwnąłem głową chowając karteczkę do kieszeni spodni.

^^~^^

Było już po dwudziestej. Yuui powinien niedługi wrócić ze swojej zmiany. Dzisiaj rano Aoi zawiozła mu kluczyki od mieszkania a ja zajrzałem do swojego pokoju. Zaskoczony aż upuściłem kubek na podłogę kiedy okazało się, że ściana łącząca mój pokój i jej dawny zniknęła i znajdowała się tam teraz wielka sypialnia z ogromnym łóżkiem. Czyli, że teraz to jest NASZ pokój?! Pokręciłem przecząco głową siedząc w kuchni przy stole. Ciekawe o której wróci? Zastygłem na chwilę w bezruchu. Co ja jestem jakiś głupi, że będę go wyczekiwał?! Wstałem ze swojego miejsca. Umyję naczynia po swojej kolacji. Jego czekała na stole. Drzwi wejściowe zamknęły się z cichym kliknięciem. Wyjżałem na zewnątrz. Stał tam ubrany w jeansy i jany podkoszulek. Blady na twarzy. Ściągnięte brwi. Ciemne cienie pod czerwonymi oczami. Zaciśnięte zęby. Otworzyłem delikatnie zaskoczony buzie. Jego długie włosy zniknęły!! Spojrzał na mnie. Drgnąłem wycierając mokre ręce w ręcznik.
- Yuui zjesz coś?- Zapytałem. Obdażył mnie chłodnym spojrzeniem.
-… Wkurwiający…- Powiedział i przeszedł koło mnie wchodząc ociężale po schodach do góry. Spojrzałem na jego plecy.
- Yuui…- Zacząłem cicho. Przystanął na szczycie schodów.
- Czego znowu?
- Eee?- Jak miałem na to zareagować.
- Mów jak masz coś do powiedzenia, a jak nie to nie jęcz mi już na progu. Zmęczony jestem. Idę spać.- Powiedział.
- Um…- Odwróciłem głowę w bok. Spojrzał na mnie z wkurwionym wyrazem twarzy.
- Nie wkurwiaj mnie bardziej.
- Kolację schowam do lodówki. Uważaj jak wejdziesz do pokoju. Trochę się w nim zmieniło. Dobranoc.- Powiedziałem i zniknąłem w kuchni nie chcąc więcej go takiego oglądać. Wyciągnąłem z szuflady folie spożywczą kiedy drzwi na górze zostały cicho zamknięcie. Ręce mi się trzęsły. Co ja mu takiego zrobiłem, że musiał się tak na mnie wyżywać? Zawinąłem jego kolację w ową folię i schowałem ją do lodówki. Wróciłem do mycia naczyć starając się powtrzymać pieczenie pod powiekami. Za co?!

^^~^^

Siedziałem w salonie na kanapie. Dochodziła północ. Godzinę temu wyszedłem z łazienki i postanowiłem coś przeczytać. Teraz jednak postanowiłem z tego zrezygnować. Mój telefon zawibrował cicho na szafce z lampą. Spojrzałem na niego. Hikaru. Głosił napis. Odebrałem.
- Tak?- Zapytałem cicho przyciskając słuchawkę do ucha.
- Rozumiem, że już wrócił do domu.- Powiedział. Ręka mi zadrżała.
- Mhy.- Tylko na tylke mogłem się zdobyć.
- Śpi?
- Mhy.
- Coś ci powiedział?
- Mh…Nie.- Odpowiedziałem w końcu po dłuższym milczeniu.- Ty nie śpisz?
- Dyżur nocny mam.
- Aha.
- Naprawdę nic ci nie powiedział?
- Nie…- Szepnąłem cicho. Nie chcę sobie tego przypominać.
- Rozumiem, jeżeli nie chcesz o tym rozmawiać, ale będzie ci lepiej.- Powiedział cicho. Przetarłem oczy.- Płaczesz?- Zapytał cicho kiedy pociągnąłem bezwiednie nosem. Zakryłem usta.
- To nic takiego.
- Jednak coś ci powiedział.
- Nie naprawdę…
- Zatłuke idiotę!- Krzyknął do słuchawki. Podskoczyłem zaskoczony. Hikaru zły na Yuui’ego? Pierwsze słysze.- Nie powinienem cię o to prosić ale wybacz mu jego zachowanie. Jesteś dla niego wszystkim i bardzo mu pomogłeś kiedyś jak i teraz tylko, że nie wszystko potrafi w sobie zmienić i…
- Z kim rozmawiasz?- Usłyszałem za sobą jego głos. Odwróciłem się powoli. Stał ze szklanką w ręku. Przecierał oczy. Spojrzał na mnie. Miał czujne spojrzenie. Jakby nie chciał niczego przegapić.
- Eee… Ja? Ja rozmawiam…z…- Zawahałem się myśląc. Czy powinienem mu powiedzieć, że o tej godzinie rozmawiałem z jego bratem.
- Wstał?- Zapytał Hikaru. Kiwnąłęm twierdząco głową, ale po chwili zorientowałem się, że tego nie zobaczy. Yuui czekał na moją odpowiedź.
- Tak.
- Daj mi go.- Powiedział Hikaru. Z wahaniem podałem telefon Yuui’emu. Wziął go do ręki.
- Tak??(…) Tak(…) ummm(…) a czy ty nie masz swoich…(…) Rozumiem (…) co?(…) nie, nie wiem(…) nie widać(…) nie truj mi(…) rozumiem(…) no(…) no(…) no(…) no przecież wiem!(…) pozwól, że sam…(…) nie musisz mi tego przypominać(…) nie zrobię tego(…) ty jesteś chyba nie poważny!!(…) dobra wracaj do roboty, ja…(…)ehem(…) ehe(…) ehe(…) tak(…) tak(…) rozumiem(…) no wiem!(…) kończe. Idę spać.- Powiedział i się rozłączył. Siedziałem na kanapie patrząc na swoje dłonie. Nie mogłem na niego spojrzeć. Kucnął przede mną kładąc mi swoją dłoń na splecionych rękach. Drgnąłem. Drugą wolną ręką pogładził mój policzek i tak już ją zostawił.- Przepraszam. Powiedziałem kilka słów za dużo i byłem dość nie miły względem twojej osoby.- Powiedział po chwili milczenia.
- Um.- Powiedziałem na znak, że rozumiem.
- Gniewasz się?- Zapytał. Pokręciłem przecząco głową.- To dlaczego nic nie mówisz?
- Nie gniewam się, ale zabolało tamto. Nic nie zrobiłęm przecież a ty…- Zamilkłem kiedy objął mnie mocno ramionami. Wtuliłem się w niego.
- Przepraszam.

^^~^^

Obudziło mnie delikatne łaskotanie po twarzy. Przetarłem niezadowolony twarz. Łaskotanie zniknęło na chwilę po czym powróciło w natrętny sposób. Znowu przetarłem twarz próbując odgonić to coś ręką. Poczułem na ustach coś ciepłego. Uchyliłem je delikatnie. Otworzyłem zaskoczony oczy. Zobaczyłem w przybliżeniu jego twarz. Całował mnie delikatnie bawiąc się moim językiem. Wysunąłem lewą rękę spod kołdry i założyłem mu na szyję przyciągając go do siebie. Otworzył delikatnie oko kiedy odwzajemniłem pocałunek. Odsunął się ode mnie uśmiechając się delikatnie.
- Molestujesz mnie z rana.- Powiedziałem przeciągając się na łóżku. Leżał koło mnie.
- Nie spałeś.- Powiedział wrednie.
- Skąd ta pewność?- Zapytałem. Pomachał mi małym piórkiem przed oczami.
- Ponieważ w końcu zacząłeś na to reagować więc nie ma szans abyś spał.- Odpowiedział.
- Obudziłeś mnie.- Zauważyłem.
- Dobrze, że wstałeś. Posunąłbym się dalej gdybyś tego nie zrobił.- Powiedział. Zamknąłem otworzone z zaskoczenia usta.
- Udam, że tego nie słyszałem.- Powiedziałem kręcąc przecząco głową. Zaśmiał się cicho.
- Co się stało z tym pokojem?- Zapytał.
- Nie wiem. Dopiero wczoraj go zobaczyłem.- Odpowiedziałem siadając wygodnie na łóżku. Siedział obok mnie.- Co się stało z twoimi włosami to mnie bardziej interesuje?- Zaptałem. Przeciągnął po swoich krótkich włosach patrząc w przestrzeń z rozmarzeniem.
- Musiałem je ściąć.- Powiedział. Przyglądałem mu się uważnie.- Nie patrz tak na mnie bo naprawdę cię zmolestuje z samego rana.- Dodał. Uderzyłem go poduszką. Zaśmiał się przyciągając mnie do siebie. Objął mnie szczelnie ramionami. Oparłem się o jego plecy.
- Dlaczego musiałeś je ściąć?
- W pracy dyrektor szpitala stwierdził, że za długo mi na nie pozwalał i kazał mi je ściąć. Więc je ściąłem. Nie byłem do nich zbytnio przywiązany więc nie zrobiło mi to różnicy.- Odpowiedział.
- Aha.- Tylko na taką odpowiedź było mnie stać. Zaśmiał się cicho.- Z czego się śmiejesz?
- Z niczego konkretnego.- Powiedział. Próbowałem się przekręcić aby na niego spojrzeć, ale mi na to nie pozwolił.
- Yuui…
- No co?
- Eh.- Pokręciłem przecząco głową i dałem za wygraną.- Wyspałeś się?
- Mhy.
- Czyli nie. Dlaczego wstałęś tak szybko?
- Aby móc podziwiać twoją śpiącą twarz z każdej możliwej strony i pod każdym możliwym kątem.
- Zboczeniec.- Skwitowałem go nadymając policzki. Żartował sobie ze mnie.- Jeżeli jesteś jeszcze śpiący to kładź się spać.
- Ale ja nie jestem…- Urwał kiedy uderzyłem go głową w klatkę piersiową.- Przemoc w związku?
- Zasłużyłeś.
- Doprawdy?
- Tak.
- Naprawdę tak uważasz?- Zapytał ponownie. Do czego on dążył?
- Tak, tak uważam i zdania nie zmienie.- Powiedziałem. Zaśmiał się.
- To ja ci pokaże inny sposób.- Powiedział i zadarł moją brodę do góry całując mnie namiętnie. Zaskoczył mnie tym. Przytrzymywał mnie jedną ręką. Druga zsunęła się w dół zanurzając się w mojej bieliźnie. Oderwałem się od niego zaskoczony (jeszcze chwila i kark mi pęknie.).
- Yuui… przestań…- Powiedziałem z trudem kiedy przywarł do mojej odchylonej szyi. Moja głowa leżała na jego barku. Ciężko było mi oddychać. Jęknąłem kiedy zanurzył we mnie trzy palce jednoczenie i od razu przeszedł do ruszania nimi.- Yuui udusze się.
- Od czego?- Zapytał i znowu przywarł go mojej szyji. Jego palce zanurzyły się jeszcze głębiej. Ruszając nimi zanurzał je i wyciągał i tak w kółko.
- Moja głowa i szyja… nie mogę… YUUI!!- Krzyknąłem na niego kiedy nie zwracał uwagi na to co mówię. Zakaszlałem kiedy odsunął się od mojej szyi wbijając palce najmocniej jak mógł. Zgiąłem się w pół.
- Co krzyczysz? Przecież cię nie bije.- Powiedział. Próbowałem odciągnąć od siebie jego ręce. Ugryzł mnie w ucho.
- Boże ja się tylko zapytałem dlaczego się…ś~śmiejesz.- Głos mi się załamał. Jego ruchy ręką przyspieszyły.
- No wiem.- Odpowiedział jakby nigdy nic.
- Więc czemu mnie z rana molestujesz?
- Jakbym cię molestował to bym nie robił w ten sposób. Kiedyś cię zmolestuje to zobaczysz różnicę.- Powiedział do mojego ucha. Pokręciłem przecząco głową.
- Molestujesz, masturbujesz na jedno wychodzi!- Byłem zły. Zaśmiał się cicho.
- To tylko inna czynność seksualna.- Odpowiedział. Wyrwałem się z jego objęcia upadając na kolana na łóżku kiedy pierwszy raz w życiu zanurzył we mnie swój czwarty palec.
- Yuui! Wyciągnij je!- Krzyknąłem próbując się podnieść.
- Jeżeli je wyciągnę to zostawię cię w połowie drogi. Już jesteś mokry i ci stoi a czegoś takiego ci nie zrobie.- Zauważył poruszając palcami w każdą inną stronę.
- Głuchy jesteś?! Ja tak nie chcę!- Krzyknąłem czerwony na twarzy wtulając się w kołdrę.
- To jak chcesz?- Zapytał pochylając się nade mną i nadal pracując palcami.- Powiedz to na głos. Palcami?? Nie. Ustami? Językiem? A może mam użyć czegoś innego?- Zapytał. Obiecuje, że po tym na serio go walnę! Drań jeden! Drżącą ręką z ledwością sięgnąłem jego przyrodzenia łapiąc je słabymi palcami.
- Użyj…tego…- Powiedziałem oddychając z problemem.
- Tego? Czyli?
- Twojego.
- Mojego?
- CHCĘ DOJŚĆ PRZEZ TWOJEGO KUTASA!! ZADOWOLONY?!- Krzyknąłem przerażny swoim skrępowaniem. Zabrał moją rękę z siebie i położył ją na miejsce. Wyciągnął ze mnie swoje palce. Spojrzałem na niego przez ramię. Klękał za mną. Zsunął ze mnie moją bieliznę i pocałował mnie w plecy.- Yuui! Błagam cię!- Już nie mogłem wytrzymać. Spojrzał na mnie wyciągając go na zewnątrz.
- Nie martw się. Zachwilę ci go dam.- Powiedział ocierając się o mnie delikatnie. Naparłem na niego biodrami.- Sam się nadziewasz?- Zapytał. Złapałem mocno za prześcieradło aby się nie odwrócić i mu nie wywinąć.
- Pospiesz się.- Jęknąłem.
- Już, już.- Powiedział i zanurzył się we mnie.


^^~^^

Ktoś zapukał do drzwi. Siedziałem w kuchni krojąc marchewkę. Yuui spał u góry. Wstałem z krzesła (wszystko mnie bolało) i poszedłem je otworzyć. Zaskoczony otworzyłem usta szerzej. Naprzeciwko mnie stał Grey i Natsu. W sumie Natsu stał za Grey’em. Spojrzałem na nich niedowierzająco.
- Czego?- Zapytałem chłodno starając się jednak nie unosić głosu. Yuui powiedział, że jak wstanie to będziemy kontynuować to z rana i nie będzie patrzył na to co robiłem. A musiałem zrobić obiad i wyprasować pranie więc lepiej niech sobie pośpi.
- Możemy wejść na chwilę?- Zapytał Grey. Przyglądałem im się przez chwilę po czym wpuściłem ich do środka. Pokazałęm im drogę do salonu. Poczekałem aż usiądą na kanapię po czym usiadłem naprzeciwko nich w fotelu.
- Teraz chyba możecie mi powiedzieć czego tutaj kurwa szukacie?- Zapytałem. Natsu milczał. Ciekawe co mu się stało? Zjadł coś niestrawnego czy co??
- Mamy do ciebie prośbę.- Zaczął Grey ale urwał widząc moje spojrzenie.
- TY masz prośbę, ON ma prośbę czy WY macie prośbę?- Zapytałem przyglądając mu się uważnie.
- MY.- Powiedział stanowczo. Milczałem. Czekałem. Grey zaczerpnął głośno powietrza.- Wiesz, że związki homoseksualistów w tym kraju są zabronionę, że tak to powiem.- Zaczął. Przyglądałem mu się uważnie. Do czego on piał?
- O co ci chodzi? Czyżby przysłał was ten dziadyga i ma zamiar zmusić mnie do tego jebanego małżeństwa?
- Nie. W żadnym wypadku. Nie jesteśmu tu ze względu na niego, ciebie czy tamtą kobiete.- Zaprzeczył Grey. Przyglądałem mu się uważnie. Wypuściłem głośno powietrze rozluźniając delikatnie ramiona.
- No to słucham. O co chodzi?
- Em… wiesz, że w Japonii związki homoseksualne nie są legalne?- Zapytał Grey. Zmarszczyłem czoło zaciskając mocniej zęby.
- Do czego znowu piejesz?
- Nie chodzi mi o ciebie i Yuui’ego. Tylko o nas.- Zaprzeczył pospiesznie machając rękoma na znak, że nie ma zamiaru na mnie naskoczyć. Uniosłem delikatnie brew do góry.
- No doooobraaa.- Uspokoiłem się. O co im chodzi?- Kontynuuj.
- Ehem…- Spojrzał na Natsu. Przeniosłem na niego wzrok. Nie patrzył na mnie tylko na swoje kolana.
- Pozwolisz, że zacznę od początku?- Zapytał. Milczałem dłużaszą chwilę. Od początku? Gdzie był ten początek? Jeżeli mu pozwole to nie będę mógł mu przerwać. A wtedy może powiedzieć coś co mi się nie spodoba. Ale jeżeli nie pozwole mu na to, to na tym skończy się nasza rozmowa i nie dowiem się po jaką cholerę szef mafi i jego kiedyś prawa ręka a teraz… kochanek…chyba tak ich mogę nazwać przyszli do domu skromnego nauczyciela matematyki z liceum.
- No dawaj.- Powiedziałem szykując się na długi monolog. Złapał delikatnie Grey’a za rękę nadal patrząc na swoje kolana.
- Zaczęło się od ciekawości. Jak byłem w liceum miałem przyjaciela, który wolał chłopców a nie jak każdy normalny nastolatek dziewczyny. Wypiliśmy na jednym z biwaków za dużo. Poszedł na stronę. Długo nie wracał. Poszedłem go szukać. Okazało się, że chłopak tydzień wcześniej go rzucił. Płakał. Poprosił mnie abym pozwolił mu to zrobić jeden raz, aby zapomniał. Przespałem się z nim wtedy pierwszy raz. Nie potrafiłem mu odmówić. Pomińmy fakt, że wtedy miałem dziewczynę. Zerwałęm z nią po dwóch miesiącach jak cały czas po trzy razy w tygodniu z nim sypiałem. On oczywiście miał wtedy nowego chłopaka, ale jakoś nie potrafiliśmy się powstrzymać. On zerwał z tym chłopakiem i byliśmy obaj wolni. Ale po jakiś dwóch miesiącach znalazł miłość swojego życia. Są ze sobą do dzisiaj i do dzisiaj dla mnie pracują. Wtedy pomyślałem „Fajnie. W końcu będę mógł się skupić na dziewczynach!”.- Powiedział cicho i sam siebie wyśmiał. Grey pogłaskał jego dłoń.- Hmm. Z dziewczynami chodziłem i sypiałem jak chciało mi się mieć problemy, trochę publicznego przytulania i całowania. A jak chciałem mieć związek bez zobowiązań. Spotykamy się wtedy kiedy chcemy. Robimy co chcemy a w szkole lub na mieście się nie znamy to wtedy spotykałem się z chłopakami. Po jakimś czasie ty już miałeś z dziesięć lat zorientowałem się, że więcej czasu spędzam z chłopakami. Musiałem to jakoś ukrucić. Co jeżeli mój najmłodszy, kochany brat się o tym dowie i mnie znienawidzi? On jest taki słodki więc ktoś może się do niego dobierać tak jak ja do innych. Trzeba coś z tym zrobić. Dlatego wtedy zacząłeś ostre treningi. Nie mogłem ci okazywać żadnych uczuć bo wtedy treningi brałbyś za żarty i później ktoś mógłby ci coś zrobić. Wiem pochrzaniony sposób myślenia. Tylko nie mogłem ogarnąć jakim cudem musiałeś zawsze zmalować coś jak kumulowała się we mnie frustracja seksualna i nie miałem jak dać jej upustu więc za to obrywałeś ty. Po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że chyba musiałeś się urodzić pod czarną gwiazdą. Tym bardziej jak się dowiedziałem, że twój przyjaciel to homoseksualista. Spał u ciebie w pokoju. Kompaliście się razem a ty nadal się z nim przyjaźniłeś. Wtedy on powiedział mi czekając kiedyś na ciebie nim wrócisz z zawodów: „Proszę się nie martwić. Enmba to mój najdroższy przyjaciel to raz. Dwa nie jest w moim typie. Trzy mam już kogoś kogo kocham i nie chcę go zranić. Cztery chyba nigdy nie widziałeś wkurwionego Enmby. Ja widziałem więc nawet dla żartu bym go nie tknął. On jest normalny. A jeżeli już będzie miał być z jakimś kolesiem to wtedy on sam wykona pierwszy ruch. Wtedy dopiero możesz się obawiać o jego tyłek” Rok po tym będąc na studiach dostałęm telefon z domu od ochroniarza matki, że jest w szpitalu. Zszywają jej brew. Ojciec ma połamane obie ręce i jedną nogę. Enmba siedzi zamknięty w więzieniu i porszą mnie o szybki powrót do domu.- Przerwał na chwilę. Spojrzał na mnie. Ból wykrzywiał jego twarz. Nie ruszałem się. Słuchałem uważnie. To coś o czym nigdy nie słyszałem.
- Kiedy przyjechałem do domu okazało się, że Sasuke nie żyje. Enmba wpadł w szał i prawie zabił tych którzy go ruszyli i pchnęli do takiego kroku. Leżeli w szpitalu w śpiączce. Ojciec próbował go powstrzymać. Połamał mu ręce i nogę. Matkę uderzył jak osłoniła ojca swoim ciałem. Psycholog stwierdził, że Enmba jasność umysłu odzyskał dopiero w celi więziennej. Wtedy w mojej głowie pojawiło się jedno długie pytanie „Czy to moja wina, że stał się takim brutalem bo zmuszałem go do częstych treningów?” Zostałem jego Opiekunem prawnym bo tylko mnie się bał. Nie chciałem tego ale musiałem. Wróćiłem na studia. Wróciłem po jakimś czasie i co?? Ojciec mówi, że mam jechać do szkoły bo Enmba znowu się w coś wpakował. Jadę tam niewyspany, zdenerwowany bo znowu coś zmalował a ja znowu z nikim nie spałem od dobrego miesiąca. Jestem w szkole i przeżywam szok. Enmba pocałował jakiegoś chłopaka. Wspominam o Sasuke po tym co zobaczyłem kiedypadło jego imię dochodzę do wniosku, że lepiej o nim więcej nie mówić w jego towarzystwie. Kilka dni później Enmba wraca do domu w dziwnym stanie. Przyglądam mu się uważnie. Nie wygląda aby ktoś go ruszył. Może rzuciła go dziewczyna bo pocałował tego chłopaka? W dzień jego urodzin pękam. Wiem jakie potrafią być te związki. Wiem, że jeżeli ktoś się bardzo zaangarzuje to prawie, że na całe życie i rostanie boli. Wiem to ale jak mam mu to przekazać. Jak wyjaśnię skąd to wiem? Później żałuje swojego wyboru kiedy…- Urwał. Odchrząknął kilka razy.- Przekonałem się, że ich uczucie nie było na żarty kiedy Yuui wybija mi jeden ząb i łamie mi nogę kiedy próbuje go wywalić ze szpitala jak siedział przy twoim łóżku trzymając cię delikatnie za rękę. Dociera do mnie dlaczego powiedział tamte słowa. Abym dał ci spokój. Abym cię nie bił. Aby osoba którą kochał nie musiała cierpieć. Wolał być tym złym i odejść nim się w nim zakochasz. Ale kto by się spodziewał, że było już za późno. Jakieś trzy miesiące później zostaje nowym szefem mafii. A chciałem aby moje prace były wystawiane w galeriach a nie w kostnicy. Miesiąc przed twoim wybudzeniem Yuui pojawia się u nas w domu i mówi, że musi odejść. Zniknąć. Tosa wyszedł z więzienia. Enmba pewnie go nienawidzi. Nie chce bardziej go ranić. Musi zniknąć. Prosi abyśmy nigdy nie mówili ci o tym czasie jak byłeś w śpiączce. „Zniknąłem za raz po jego wypadku wiedząc, że zdołam wtedy się od niego uwolnić i nie będę musiał oglądać jego żałosnej twarzy. Tak mu powiecie jak się obudzi”  To powiedział. Powiedział, że jeżeli kiedyś się spotkamy i Enmba dowie się prawdy to mamy mu za pomocą pewnego znaku dać o tym znać aby wiedział na czym stoi. Znika. Ty się budzisz. Nikt nie jest w stanie ci powiedzieć tego co on powiedział. Mówimy że się wyprowadził. Wyprowadzasz się z domu a ja będąc u grupy w innym mieście widze miejsce wkótrym pracują dla mnie dziwki. Zaglądam tam. Może znajde coś ciekawego. I znajduję. Sasuke! Jakim cudem?! Później się dowiedziałem. Ale jako ten zły nie mogłem go puścić. Starałem się go wypukywać najczęściej jak się dało i po prostu był moim służącym. Ale raz został wykupiony na dwa tygodnie i nie mogłem go odzysakć. Po tym zniknął a w miejscu w którym wtedy przebywałem pojawiasz się ty.- Spogląda na mnie.
- A ja próbuję cię zabić w męskiej toalecie.- Dodaje cicho zachrypniętym głosem. Uśmiechnął się delikatnie.
- Prawie ci się to udaję. Po tym wysyłam za tobą świerzaka, którego ojciec długo dla mnie pracował. Był wtedy w ostatniej klasie liceum. Tylko wszystko się komplikuje kiedy dowiaduje się, że ten dzieciak coś do mnie czuł i nawet jeżeli kazałbym mu się w cemencie utopić to zrobił by to z uśmiechem na twarzy. Każe mu wrócić. On przychodzi zapłakany i przeprasza mnie mówiąc „Zerwał ze mną. Nie potrafię wykonać twojego polecenia” Jest tak cholernie słodki.
- Zakochałeś się w nim.- Stwierdziłem fakt. Uśmiechnął się delikatnie.
- I to w cholere.
- Jestem wdzięczyny za to co mi opowiedziałeś. W końcu wiem dlaczego traktowałeś mnie jak śmiecia. Ale o co dokładnie chodzi.
- Zakochałem się w nim i chcę z nim być.
- Czekasz na moje błogosławieństwo?- Zapytałem kpiąco.
- Chcę być z nim już na stałe.
- No to sobie z nim bądź.
- Chcę aby nosił moje nazwisko.
- Przecież nie możesz się z nim chajtnąć.- Powiedziałem jak do głupiego. Wyciągnął z kieszeni jakąś kopetrę i podał mi ją. Spojrzałem na nią. Wyciągnąłem jej zawartość. Spojrzałem na niego zaskoczony.- Papiery adopcyjne?
- Można obejść prawo. Starszy partner może zaadoptować młodszego jako swoje dziecko czy brata czy coś tam wtedy on zyskuje jego nazwisko i są rodziną. Tylko, że inny członek rodziny musi się na to zgodzić.- Powiedział. Spojrzałem na papiery później na nich i znowu na papiery.
- I rozumiem, że tym innym członkiem rodziny mam być ja?
- Jako jedyny potrafiłbyś nas najlepiej zrozumieć.- Powiedział Grey. Wstałem z fotela. Usłyszałem jak drzwi o góry delikatnie kliknęły. Czyżby już wstał? Wziąłem długopis z szuflady.
- Gdzie mam podpisać?- Zapytałem. Spojrzeli na mnie zakoczeni.- No co się tak gapicie? Przychodzicie. Prosicie mnie o to a teraz wielki szok, że się zgadzam. Robię to ze względu na Grey’a. Dla ciebie mógłbym podać tylko arszeniak. Wybacz, ale nie potrafie tak łatwo póścić w niepamięć tego co mi zrobiłeś.- Powiedziałem do Natsu. Kiwnął twierdząco głową. Pokazał mi palcem gdzie mam podpisać.
- Witam.- Usłyszałem za sobą zaspany głos kiedy składałem na dokumentach swój podpis. Poczułem na sobie pytające spojrzenie Natsu.
- Witam.- Odpowiedzieli cicho chórkiem. Podałem papiery Grey’owi oraz długopis. Zaczerwienił się delikatnie i spojrzał na Natsu.
- Gdzie??- Zapytał. I jemu pokazał gdzie ma się podpisać. Zrobił to delikatnie drżącą ręką po czym podsunął papiery i długopis do Natsu. Podpisał je bez słowa i spojrzał na mnie uśmiechając się delikatnie.
- Dziękuje.- Szepnął cicho. Spojrzałem na niego zaskoczony kiedy ukradkiem przetarł jedną łze spływającą mu po policzku kiedy to Grey wtulił się mocno w jego tors.

***
Siedziałem w kuchni jedząc obiad. Yuui siedział naprzeciwko mnie. Milczał. Odstawiłem szklankę z sokiem na stole i spojrzałem na niego.
- Nie zapytasz po co byli?- Zapytałem. Spojrzał na mnie i wrócił do jedzenia. Milczał. Wypuściłem głośno powietrze i wziąłem do ust kawałek kurczaka.
- Nie ruszyli cię palcem więc więcej mnie zbytnio nie interesuje.- Odpowiedział po chwili. Spojrzałem na niego opuszczając w dół widelec od swoich ust.
- Co?
- Nie wiem kiedy zdasz sobie sprawę, że jakbym mógł to bym cię zakuł w jakieś kajdany i ukrył przed światem tak aby nikt nigdy cię już nie ruszył, nie zobaczył cię ani nie zranił.- Wyjaśnił. Wsadziłęm mu bez zapowiedzi kawałek marchewki do ust.
- Jedz.- Powiedziałem.- Już więcej cię o nic nie zapytam jak takie głupoty opowiadasz.- Dodałem. Pokazał mi język łapiąc mnie delikatnie za rękę. Nie cofnąłem jej ale już się nie odezwałem.

^^~^^

- Yuui chodźmy już stąd.
- Nie.- Powiedział stanowczo patrząc na mnie lubieżnie.
- Proszę. Tutaj jest za jasno i jest za duże echo.
- I o to chodzi. Jeżeli chcesz iść to musisz to zakończyć tutaj.- Powiedział wrednie. Pokręciłem przecząco głową. Oparłem policzek o jego bark i nadziełem się na niego powoli od razu poruszając biodrami.
- Mmmm! Nnnn! Mmmm! Ach! Ach! Ach! Uhm! Uhm!! Mmm! Mmmm!- Nie mogłem zapanować nad swoim głosem. Zakrywałem usta. Jego ręka automatycznie powędrowała ku moim ustą.
- Nie zakrywaj ust.
- To jest jeszcze bardziej krępujące niż zazwyczaj więc będę je zasłaniał!- Krzyknąłem spowalniając ruchy ale przyspieszając poluźnianie i zaciskanie ścianek swojego wtęrza. Skrzywił się. Odczół to.
- Mogłeś nie zaczynać!
- Skąd miałem wiedzieć, że będziesz zdolny robić to w wannie!- Krzyknąłem. Tak. Robiliśmy TO właśnie w WANNIE! Okręcił się ze mną niezdanie. Przylegałem plecami do wanny. Oplotłem delikatnie jego biodra nogami. Zaczął poruszać się wykonujcą mocne pchnięcia. Przytrzymywał moje ręcę. Nie mogłem zakrywać ust. Echo moich głośnych jęków dudniło mi boleśnie w uszach.

^^~^^

Siedziałem na kanapie w salonie. Kręciło mi się w głowie. Było mi gorąco. Mówiłem mu, że wanna to zły pomysł. Wszedł do salonu z kubkami i zimnym sokiem w ręku. Usiadł obok mnie. Mieliśmy oglądać jakiś film.
- Wybierz dwa dni.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc.
- Słucham.
- No po prostu powiedz jakieś dwa dni tygodnia.
- Nie wiem o co ci chodzi. No ale jak tak bardzo nalegasz to wybieram niedzielę i środę.- Powiedział i podał mi szklankę z sokiem.
- Od dzisiaj możesz to ze mną robić jak i inne czynności seksualne wyłącznie w te dwa dni. I tylko pocałunki i przytulanie nie obejmuje tej zasady.- Powiedziałem biorąc od niego szklankę. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Żartujesz?
- Nie! Jak tak dalej pójdzie to umrę z wycieńczenia albo będę tak wyruchany że wiadro wejdzie i luz będzie!- Krzyknąłem na niego. Usiadł obok mnie.
- Aż tak ci źle?- Zapytał. Uderzyłem go poduszką w głowę.
- Baranie kto powiedział, że mi źle?! Chodzi o to, że już dzisiaj zrobiliśmy to sześć razy a jak ty będziesz tak poniewierał moje ciało codziennie to mówie: 1. PADNE Z WYCIENCZENIA. 2. JESZCZE TROCHE I WEJDZIE WE MNIE WIADRO TAK MNIE WYTEGUJESZ! 3. ZNUDZE CI SIĘ ZA SZYB…- Zakryłem usta. Uśmiechnął się wrednie i pogłaskał mnie po głowie.
- Nie martw się.To trzciecie się nie stanie. W sumie drugie też nie powinno mieć miejsca bo wiadro ma dużą średnice więc to byłby problem. Z pierwszym mogę się zgodzić. Fakt dzisiaj trochę przesadziłem.
- Trochę?! Trochę?! Od samego rana mnie molestujesz!
- Spoko. Przystaje na twoją zasadę, ale…
- Ale?
- Zasada ta obejmuje całą środę i całą niedziele. Czyli całe dwadzieścia cztery godziny. Więc licz się z tym że wykorzystam te 48 godzin tygodniowo do maksimum. Nie będę patrzył czy jesteś chory, zmęczony, czy już nie dajesz rady i czy ci się nie chce. To są moje dwa dni. A i jeżeli kiedyś stanie się tak, że jakaś siłą wyższa odnierze mi te dwa dni to na następny tydzień wyborę sobie kolejne dwa dni. Nie pozwole aby te cenne godziny intymnego sam na sam z tobą gdzieś mi przepadły.- Powiedział sięgając po pilot. Przyglądałem mu się uważnie.
- Żartujesz?
- A dlaczego miałbym żartować? Nie uważam aby to był temat do żartów. Przyznałem, że mogłem dzisiaj przesadzić tak bez zapowiedzi. Ale teraz już wiesz, że będę korzystał z wyznaczonego przez ciebie czasu więc będziesz mógł się na to przyszykować fizycznie i psychicznie.
- Coś czuje, że moje ciało by wyszło na lepsze gdybym pozwolił ci tak trzy godzinny dziennie na to.- Powiedziałem załamany opierając głowę o jego ramie. Zaśmiał się cicho.
- Wiesz że za trzy godziny niedziela?- Zapytał wrednie. Spojrzałem na niego pospiesznie.
- Już tak szbko?!
- Przecież mówiłem, że nie pozwolę aby ten czas uciekł.- Uśmiechnął się pod nosem patrząc się w telewizor.
- Zlitowałbyś się trochę.
- Nie.

^^~^^

Wstałem o trzeciej nad ranem do toalety. Zaskoczony stwierdziłem, że nie ma go w łóżku. Byłem pewny, że równo o 24.01 kiedy tylko zapika zegarek zacznie się do mnie dobierać. Zszedłem na dół. Nigdzie go nie było. Zniknęły jego buty i bluza. Wszedłem do pokoju i zapaliłem światło. Na jego poduszcze leżała jakaś kartka. Spojrzałem na nią.

Dzwonili ze szpitala. Musiałem tam szybko jechać. Postaram się wrócić nim się obudzisz.

Położyłem liścik na szafce nocnej. Usiadłem na łóżku.
Spóźniełeś się. Już nie śpięJ.
Napisałem mu SMS’a wtulając się w jego poduszkę. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem zmęczony.

^^~^^

Yuui mieszkał już ze mną dwa tygodnie. Niedługo zacznie się rok szkolny. Ostatni dla moich dzieciaków. Mam nadzieję, że uda im się go zaliczyć bez problemu i wybiorą się na jakieś tam studia. Ciekawe czy oni chcą coś dalej stuidiować? Siedziałem przed kompem szykując konspekty do szkoły kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Gdyby to był ktoś z moich znajomych od razu po tym wszedł by do środka. Wstałem od niechcenia i podszedłem do drzwi. Po drugiej stronie…
- Kedamono? Bombka?- Zapytałem zaskoczony widząc ich w normalnych ciuchach.
- Pana Brat mnie przysłał.- Zauważył. Kiwnąłem twierdząco głową i wpuściłem ich do środka zapraszając ich do salonu.
- Co się stało?- Zpaytałem kiedy usiedli na kanapie. Bombka podała mi jakiś kartonik.
- Z racji tego, że nie mógł być pan na weselu Eagle poprosił mnie abym przyniósł panu trochę torta weselnego ponieważ sam jeszcze łatwi wszystko po ślubie.- Powiedział. Przyjąłem od Bombki to co mi podała.
- Dziękuje.- Powiedziałem skłaniając się delikatnie.- Zjecie trochę?- Zapytałem. Pozielenieli na twarzy.
- Wybaczy Sensei ale ciast i tortów to my mamy dosyć na kilka najbliższych lat.- Powiedział Kedamono. Spojrzałem na niego zacieakwiony.- Przed weselem Eagle kazał nam próbować różnego rodzaju ciast, tortów i mówić które były najlepsze.- Dodał. Uśmiechnałem się. W końcu i Eagle się chajtnął. Nie mogłem pojawić się na weselu ponieważ był tam i dziadek. A po ostatnim… no cóż. Dzień wcześniej ich odwiedziłem. Złożyłem im życzenia i wręczyłem im prezent. Spojrzałem na nich.
- To o niej mi wtedy opowiadałeś.- Stwierdziłem pokazując na Bombkę brodą. Kedamono kiwnął speszony głową. Uśmiechnąłem się.
- Opowiadałeś?- Zapytała cicho.
- Po pierwszym koszu mi o tobie opowiadał. Po drugim. Po trzecim. I tak do piątego. Ale nie mówił o kogo chodziło. Jestem zaskoczony, że o ciebie. Więc…?
- Szóstego kosza nie było.- Powiedziała uśmiechając się zażenowana. Zaśmiałem się cicho.
- Pamiętasz co ci wtedy powiedziałem??
- Tak. „Nie ważne jacy jesteście, każdy z was pomimo trudów znajdzie swoją wielką miłość.”- Powiedział śmiejąc się cicho pod nosem.
- No właśnie.
- A sensei? Znalazł tego, którego wtedy szukaliśmy w tamtych dzielnicach?
- Znalazłem.- Odpowiedziałem.
- I co? Zabił go pan jak pan chciał?
- Nie. Zrbiłem coś gorszego.- Powiedziałem i spojrzałem na nich. Nie wiem jaką minę musiałem zrobić ale zaskoczeni i czerwoni na twarzy spojrzeli w bok.






 ********************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Super rozdział:) Oh ten Yuui to chyba zwariował żeby walić się przez 24 godziny? Nawet seksomaniacy by tego nie wytrzymali :D Czekam na nexta ciekawe co pojawi się w następnej notce :) Czekam do połowy lutego :p Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia oraz dużo weny :*

    1. Witam,
      cudowny rozdział… biedny Enmba Yuui go wykończy…. tak te trzy godziny dziennie byłyby lepsze, niż dwa dni w tygodniu… no i poznaliśmy dlaczego Natsu tak się zachowywał wobec Enmby….
      Dużo weny życzę Tobie…
      Pozdrawiam serdecznie













    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...