Siedziałem
w jego aucie rozglądając się po okolicy. Kolejna nowa dziura, w której trzeba
się zaszyć. Ja tego nie rozumiem i szczerze to zbytnio nawet nie ogarniam (co
tutaj dużo kryć nie staram się o to za bardzo aby ogarnąć bo i po co mi to do
szczęścia potrzebne to nie mam pojęcia więc musicie mi wybaczyć).
Dobra.
Co widzę? Parking. No tak. W końcu siedzę w samochodzie a nigdzie indziej to on
by nie zaparkował. No dobra patrzymy dalej. Kilka wysokich budynków. To też
zrozumiałe. W jednym z nich jakieś pół godziny temu zniknął. Niedaleko
przystanek autobusowy. A koło niego sklep, market nie wiem jak to nazwać. I ja
mam niby w takiej okolicy mieszkać?
Otworzyłem
klapkę w samochodzie i zerknąłem w lusterko. Znowu kazał mi farbować włosy. Tym
razem padło na jasny brąz. No i nie pozwolił mi ich ściąć. Co ja kurwa baba
jestem aby w kitkach chodzić?! Może niedługo tego zaplątańca będzie mi robił.
No to co noszą dziewczyny na głowie jak zaplątają sobie włosy. W…W…WARKOCZ! O
no właśnie. Tym razem chociaż nie kazał mi nosić szkieł kontaktowych. Nie
lubiłem ich. Noga drgnęła mi konwulsyjnie. Wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Zastrzeżony numer.
-
Tak?
-
Gdzie jesteś?- Padło chłodne pytanie. Oparłem głowę na dłoni.
-
To chyba nie powinno cię już interesować?
-
Jednak powinno. Klienta masz.
-
To sobie go obsłuż. Ja z tym skończyłem.
-
Ty się tak gówniarzu nie wymądrzaj tylko przyłaź tutaj i się nim zajmij. To
jest szycha i sporo płaci.
-
To niech sobie strzepie albo ty się nim zajmij. Nie dzwoń do mnie bo ja już do
tego nie wrócę.- Powiedziałem. Chłodny śmiech w moim uchu. Znałem go. Wcale nie
było mu do śmiechu.
-
Chcesz mi powiedzieć, że wierzysz iż od tego uciekniesz?- Zapytał. Nie
odpowiedziałem. Ktoś zabrał mi telefon. Spojrzałem w tamtą stronę. Po drugiej stronie
drzwi stał troszkę niższy niż ja brunet o niebieskich oczach i ciemnej
karnacji. Mój brat- Hikaru. Jedyna rodzina jaka mi pozostała.
Rozłączył
się bez słowa. Wyciągnął moją kartę z telefonu i na moich oczach połamał ją na
cztery części. Spojrzałem na niego rozdziawiając zaskoczony usta.
-
Kupię ci później nową.- Powiedział. Kiwnąłem twierdząco głową wychodząc z
samochodu.- Tylko proszę ja ciebie nie wdaj się w żadne problemy tutaj bo
jeżeli znowu będziemy musieli się przeprowadzać to sam cię chyba ukatrupię.
-
Przecież to nie moja wina.
-
A czyja niby. Nie możesz powiedzieć „nie”?
-
Phy.- Pokręciłem przecząco głową.
-
Nie możesz?
-
Ktoś taki jak ty tego nie zrozumie.
-
A co? Jestem gorszy typ człowieka, że tego nie załapię?
-
Jesteś za dobry aby to załapać.- Poprawiłem go i stanąłem do niego tyłem.
-
Nie możesz tak siebie oceniać.
-
Słuchaj. Są trzy typy ludzi na tym świecie.- Spojrzałem na niego pokazując mu
pierwszy palec lewej ręki.- Pierwszy: Tacy którzy żyją dzięki swojemu ciału.
Drugi: tacy którzy pozwalają innym żyć w zamian za ich ciało. Trzeci: osoby
które nie tolerują takiego układu. Ty należysz do tego ostatniego typu. Ja na
swoje nieszczęście zaliczam się do tego pierwszego.- Dodałem i ruszyłem przed
siebie aby nie słuchać jego zaprzeczeń. Nie ważne ile razy powie mi, że się
mylę nie zmieni to faktu, że to robiłem i dostawałem za to kasę. Może się
wściekać, rzucać przedmiotami, wydzierać się na mnie a nawet mnie bić nie
zmieni to jednak prawdy i mojej przeszłości. Raz się puścisz, kurwą
pozostaniesz…
^^&^^
I
znowu muszę uczyć się na nowo planu nowej szkoły, swojego nowego planu lekcji
jak i imion oraz nazwisk nauczycieli jak i rozpoznawać chociaż mordy ludzi z
mojej klasy. Dlatego nie znoszę przenosin. Czy tak naprawdę przeszkadzało mu
to, że wziąłem od tej laski kasę za mały numerek na dachu szkoły? Przecież to
ona chciała a nie ja. Ja jej do niczego nie zmuszałem. Jakby sama nie przyszła
to bym jej przecież nie szukał. A oni musieli z tego zrobić wielką awanturę.
Rozumiem jakbym stał pod szkołą i mówił, że się z kimś prześpię dla kasy no ale
tego nie robiłem.
Zerknąłem
na plecy Przewodniczącego mojej nowej szkoły. Był ciutkę niższy niż ja. Miał
szerokie barki, krótko ścięte ciemne włosy. Piwne oczy zerkały zza obramówek
okularów. Powiedziałbym, standardowy typ kujona. Ale widząc jak szanowali go
inni mijani przez nas na korytarzu mogłem wywnioskować, że jednak musi być w
nim coś jeszcze niż tylko nadmiar inteligencji skoro ma ten szacunek. Szliśmy w
stronę mojej klasy. Ciekawe dlaczego za mną lezie skoro wiem gdzie jest moja
klasa?
-
Czy zajęcia klubowe są tutaj obowiązkowe?- Zapytałem. Spojrzał na mnie.
Zrównałem się z nim.
-
Tutaj tak. W przeciągu tygodnia musisz wybrać jakiś klub i się do niego
zapisać.
-
Macie tutaj klub gospodarstwa domowego?- Zapytałem. Musiałem go nieźle
zaskoczyć bo aż przystanął zaskoczony.- Wiem, że moje zainteresowania mogą
zaskakiwać.
-
Troszkę.- Uśmiechnął się szczerze.- Tak mamy. Moja przyjaciółka jest jego przewodniczącą
więc później was sobie przedstawię i będziecie mogli dopełnić formalności.-
Dodał po chwili. Kiwnąłem głową uśmiechając się delikatnie. Otworzyłem drzwi od
klasy. Trwała jeszcze przerwa na lunch. W klasie panowało jakieś dziwne
zamieszanie. Ktoś głośno uderzył o blat stołu. Spojrzałem w tamtą stronę.
-
Em-kun.- Usłyszałem cichy szept jakiejś dziewczyny po czym spostrzegłem
strasznie niską postać zmierzającą w moją stronę. Przydługawe blond włosy
związał w kitkę. Czy na jego głowie widniały spinki w kształcie truskawek?!
Brązowe, czujne oczy mierzyły mnie dokładnie.
-
Em-kun.- Odezwał się przewodniczący za moimi plecami.
-
Ashias-san.- Padło krótkie i chłodne słowo. Spojrzał na niego tylko przelotnie
po czym zerknął znowu na mnie. Słodka gęba muszę przyznać ale mogę też
powiedzieć, że charakter to musi mieć popierdolony jak labirynt Minotaura.
-
Rozumiem, że to sprawa nie do mnie. Ale możesz mu darować… jest no…- Odezwał
się Ashias ale urwał w pół słowa. Ciekawe co się stało? Może zobaczył coś ciekawego
co ja przeoczyłem. Spojrzałem na klasę za plecami tego kurdupla. Wszyscy
wlepiali ślepia w jego plecy jakby na coś czekali. Spojrzałem w dół kiedy
podszedł do mnie jeszcze bliżej. Uniosłem brew do góry i spojrzałem na Ashiasa.
Czy ten kurdupel chciał się ze mną bić? Czy zrobiłem mu coś nie tak? Ashias nie
patrzył na mnie tylko zerkał gdzieś w bok. Spojrzałem na łebka przede mną kiedy
złapał mnie za przód mojej koszuli i uśmiechając się do mnie przepraszająco
(nie jarzyłem o co mu chodzi. Przeprasza mnie za to, że chcę się ze mną bić bez
powodu) po czym pociągnął mnie w dół. Zachwiałem się kiedy moje usta znalazły
oparcie na jego ustach. Otworzyłem zaskoczony oczy zerkając z kolei w jego
przerażone spojrzenie. Robił to po raz pierwszy. Wszystko miał wypisane na
twarzy. Więc po jaką cholerę całował obcego kolesia?! Ręce mu drżały. Myślał co
robić dalej. Niezdarnie wdarł się do moich ust. Jego język nie za bardzo
wiedział co ma robić. Całował naprawdę paskudnie. Zerwo w tym pasji,
namiętności. Nawet jak na swój pierwszy raz nie okazywał żadnego zażenowania w
swoich ruchach. U niego to wyglądało jak pies śliniący miskę. W sumie pies by
to lepiej zrobił. Odskoczył ode mnie przerażony i spojrzał na mnie zaskoczony.
Klasę rozdarły głośne gwizdy i wiwaty kiedy odwracał się do mnie tyłem i na
chwiejnych nogach jak pijak wychodzący z baru wracał do swojego krzesła.
Koleś
który siedział z nim przy jego ławce zaklął głośno pod nosem i uderzył pięścią
w ławkę. Oprzytomniałem w tym momencie. Jakiś karzeł ogrodowy pocałował mnie na
oczach połowy klasy a ja mu nie przypierdoliłem a na domiar złego niedawno co
wypaliłem fajkę więc i to musiał wyczuć. Jeżeli to dojdzie do Hikaru to będzie
po mnie. On mnie zamorduję. Nie będę mógł mu się wytłumaczyć bo i tak mi nie
uwierzy jeżeli powiem mu prawdę. Spojrzałem w stronę Karła kiedy Ashias łapał
za rękę jego towarzysza, który chciał go uderzyć.
-
Znasz zasady tej gry. Więc się opanuj.- Powiedział patrząc na niego gniewnie.
Patrzyli na siebie przez chwilę po czym tamten wyrwał swoją rękę z jego uścisku
i ruszył przed siebie wchodząc z klasy. Trącił mnie delikatnie ramieniem.
Kurdupel (Enga czy jakoś tak nie pamiętam jego imienia) uśmiechnął się do
Przewodniczącego ale tamten pokiwał przecząco głową. Przechylił się
niebezpiecznie na bok i spojrzał na mnie. Gapił się czyli wiedział, że palę.
Ale to mały problem. A jak wydedukuje, iż takie całowanie to dla mnie normalka
i znowu będę musiał się przenosić. Wtedy na bank mnie ukatrupią. Nie. To ja
zgniotę tego robala za to co mi zrobił!
-
Oho.- Powiedział wstając ze swojego miejsca i bacznie mi się przyglądając.
Pokazał na mnie palcem.- Pierwsze, co trzeba było zrobić to wytłumaczyć mu zasady
tej gry a nie oprowadzać go po szkole.- Dodał z wyrzutem do Przewodniczącego
stojącego koło niego jak wielki słup soli.
-
Nie pomyślałem, że będziesz tak głupi, aby od razu brać go na głęboką wodę.-
Powiedział Ashias. Ominąłem go cicho i podszedłem do tego idioty.
-
Moja wina, że wlazł pierwszy do…- Zrobił szybki unik kiedy wycelowałem z
zaskoczenia w jego twarz. Spojrzał na mnie gniewnie co jeszcze bardziej mnie
wkurzyło. Chyba ja tutaj powinienem się złościć a nie on.- Ej ty! Słuchaj…
-Yuui-kun
proszę cię. Opanuj się. Wszystko ci wytłumaczę.- Powiedział Ashias-san
zasłaniając go swoim ciałem. Muszą być przyjaciółmi czy coś skoro go zasłaniał.
Ale mam to gdzieś kto go kryję. Może to być nawet sam dyrektor szkoły. Nie
popuszczę mu tak łatwo. Musze mu przypierdzielić i aby chociaż trochę się uspokoić i pokazać
braciszkowi, że się broniłem. Znowu zamarkowałem cios. Ashias-san złapał mnie
za przegub ręki.- Yuui Natsumi! Em-kun jest jedyną osobą, której nie pozwolę ci
uderzyć w szkole nawet, jeżeli będziesz miał powód!- Spojrzałem na niego
gniewnie. Czyli to coś mogło mnie o tak sobie pocałować i zrobić ze mnie idiotę
na oczach tych wszystkich a ja nie mogę się zrewanżować?! Widocznie En…coś tam
tak nie myślał. Łypał na swojego obrońcę gniewnie. Wyszedł przed Ashias-san i spojrzał na mnie
nie zrozumiałym jak na razie dla mnie spojrzeniem.
-
Wybacz mi Natsumi-san to, co zrobiłem. Powinienem był ci to wcześniej
wytłumaczyć albo zrezygnować, kiedy zobaczyłem, że to ty. Jeżeli uderzenie mnie
będzie wystarczającym zadość uczynieniem przyjmę je.
-
Em…
-ASHIAS!-
Wydarł się głośno na Przewodniczącego kiedy ten chciał mu przerwać czy coś
takiego. Spojrzałem na nich zaskoczony. Jaka chora relacja była między nimi??
-W-wybacz.-
Powiedział cofając się o trzy kroki w tył.
-
Nie musisz się obawiać Przewodniczącego. Nie pociągnie cię do odpowiedzialności
ani ci nie odda.- Uśmiechnął się przyjaźnie. Czy z jego psychą jest wszystko w
porządku. Nakłania większego faceta od siebie z uśmiechem na facjacie do tego
aby mu walnął?! Czy on się dobrze czuje?
-Enmba?-
Usłyszałem cichy pisk. Nie odwróciłem się. Jeżeli się odwrócę to Enmba (brawo
udało mi się poprawnie wypowiedzieć to imię) się rozmyśli i spierdzieli.
Zamachnąłem się delikatnie uderzając go nie tak mocno w brzuch (starałem się
nie zrobić mu krzywdy).– Co ty wypra… ENMBA?!!!!- Osunął się na kolana
podpierając się łokciem o ławkę. Oczy wyszły mu z orbit, ciężko oddychał łapiąc
się za brzuch. Ashias położył mu rękę na ramieniu kiedy prostowałem zastygłe i
piekące palce. Strącił ją kaszląc przeciągle. Chyba jednak przesadziłem w końcu
to wygląda jak dziewczyna. Takie to słabe, że można to coś połamać małym
uderzeniem albo popchnięciem a ja mu chyba troszkę za mocno lutnąłem. Ledwo,
ledwo, ale jakoś uniósł się na chwiejnych nogach i przetarł usta.
-Ashias-san…
bądź łaskawy wytłumaczyć mu zasady tej gry. Jutro zaczynamy.- Powiedział ledwo
słyszalnie i chwiejąc się wyszedł z klasy nie patrząc na nikogo. Ashias dłuższą
chwilę zerkał na miejsce w którym tamten dopiero co stał po czym spojrzał na
mnie. Był niezadowolony.
-
Eh. Udam, że do niczego tutaj nie doszło. Ale posłuchaj więcej takich akcji nie
organizuj. Nie chcesz go mieć za wroga.- Powiedział mi. Przyglądałem mu się jak
inwalidzie.
-
Powiedzmy, że wierze w to co powiedziałeś. A teraz powiedz mi o co mu chodziło
z jakąś tam grą.
-
To co ci zrobił jest zadaniem w grze w której bierze udział od początku roku i
ani razu nie przegrał…- Zaczął i kontynuował swoją dziwną opowieść. Aż nie
mogłem uwierzyć w to wszystko co mi opowiadał. Czy to prawda co mówił? Jeżeli
tak to ten liliput nie jest aż tak słaby. Może nie psychicznie. Bo cieleśnie to
wątpię w jego siłę.
Do
klasy przed dzwonkiem weszła nasza wychowawczyni. Odpierdzieliła się cała na
czarno wyglądała jak jakiś truposz. Kobiety nie powinny się tak ubierać.
-
Ashias słyszałam, że doszło w mojej klasie do jakiejś bójki.- Powiedziała.
Ashias nawet nie drgnął. Spojrzał na nią obojętnie.
-
Mi niestety nic o tym nie wiadomo. Sensei wybaczy ale musze się udać jeszcze do
pokoju rady uczniowskiej.- Powiedział i po delikatnym skłonie wyszedł z klasy.
Nauczycielka spojrzała na mnie kiedy siadałem na swoim miejscu. Nie podobało mi
się to spojrzenie.
-
Yuui co się tutaj stało?
-
Mnie się o to proszę nie pytać bo ja sam nie wiem.- Powiedziałem opierając
znudzony głowę na dłoni.
-
A ja słyszałam coś innego.
-
Nie wnikam w to co Pani słyszała.
-
Możesz zważać na słowa?- Zapytała. Spojrzałem na nią po czym odwróciłem twarz w
bok w stronę okna. Drzwi od klasy otworzyły się delikatnie. Mam nadzieję, że
ten kurdupel nie powie jej prawdy.
-
Przepraszam za spóźnienie Sensei.- Usłyszałem jego głos przy drzwiach.
Spojrzałem w jego stronę. Blady na twarzy podchodził do swojego miejsca w
którym mu przywaliłem. Złapał za swój plecak.
-
Dobrze, że już jesteś. Razem z Yuui-kun’em udacie się teraz do gabinetu
dyrektora.- Powiedziała kobieta uśmiechając się delikatnie. Ręce mi opadły.
Skoro wiedziała, że jestem w to zamieszany to po jaką cholerę udawała tak
skończoną kretynkę? Naprawdę zacząłem się zastanawiać czy z psychiką wszystkich
mieszkańców tego miasta było wszystko w porządku. Jak dla mnie mieszkały tutaj
same świry.
-
Po co?- Koleś jednak postanowił grać głupiego. Jeżeli mu się uda to nie wiem
chyba kupie mu lizaka w nagrodę za jego osiągnięcia. Ale nie mam co liczyć na
to, że wydam te kilka yenów na lizaczka dla niego. To, że Ashias z jakiegoś
powodu się go słuchał nie musiało wcale oznaczać, że posłucha się go sama
nauczycielka. Skoro wysyła mnie do dyrektora to nie mam co tutaj siedzieć.
Zacząłem pakować swoje rzeczy do plecaka. I tak po lekcji z nią mamy wf i do
domu więc nie będę się wracał do klasy tylko od razu po lekcjach zmywam się do domu. A w domu jak
nigdy nic będę grał jakby nic się nie stało. Przecież nie muszę mówić Hikaru o
tym całym zdarzeniu co nie?
-
Wyjaśnić sytuację sprzed kilkunastu minut. Już wezwałam waszych rodziców.-
Powiedziała. Drgnąłem. Nie znosiłem tego słowa. Ale skoro nie mogła się
skontaktować z tymi śmieciami w moim przypadku to musiała zadzwonić do… no
niech to kurewkie nasienie szlak trafi!! I nici z mojego pięknego planu aby mu
o niczym nie mówić!! Dzięki! No po prostu pogratulować ci refleksu i
inteligencji. Kto w ogóle dopuścił to coś do miana bycia nauczycielem?!- A że
twoi rodzice nie mogli się stawić to twój ojciec powiedział, że na rozmowę
wyśle nie jakiego Natsu-sana.- Dodała patrząc na kurdupla. I ja na niego
zerknąłem. Miał szeroko otwarte oczy. Oddychał ciężko. Stał się siny na twarzy.
Ewidentnie było widać, że się bał. Co tu się kurwa wyczyniało? Cofnął się kilka
kroków w tył po czym zatrzymał się i przecząco pokiwał głową. Wstałem ze
swojego miejsca. Co on za szopki odstawiał. Rozległo się pukanie do drzwi.
Wypuściłem głośno powietrze. Nie daj niczego po sobie poznać. To podstawa. Do
klasy wszedł dyrektor szkoły. Wczoraj miałem okazje poznać go osobiście. Nie
sądziłem, że tak szybko wrócę do jego gabinetu.
-
Witam. Oprowadzając opiekuna Yuui-kuna po szkole postanowiliśmy zabrać ze sobą
po drodze łobuziaków.- Powiedział. Kto normalny nazywa tak uczniów liceum?
Pokręciłem przecząco głową. Zabrałem plecak i ruszyłem przed siebie. Ktoś
chrząknął znacząco a po chwili usłyszałem jakieś majaki za swoimi plecami kiedy
wyszedłem z klasy. Stał tam dyrektor, jakiś koleś w kimonie (na festiwal się
wybierał czy jaki chuj) oraz mój brat ubrany w gajerek. Pewnie z pracy się
urwał czy coś. Uśmiechał się delikatnie. Zakląłem w myślach. Był zły. Stanąłem
koło niego.
-
Tym razem to nie ja.- Szepnąłem cicho.
-
Pogadamy o tym w domu.- Przerwał mi cicho. Wypuściłem głośno powietrze.
-
Ale ja mówię praw…- Urwałem kiedy Enmba uklęknął na jedno kolano kiedy mocno
zarobił w twarz. Otworzyłem szeroko oczy.- Co jest ku…?- Hikaru puknął mnie
delikatnie w ramie abym się zamknął. Przyglądałem im się uważnie. Wstał z
klęczków i ugiął plecy przed mężczyzną w kimonie.
-
Spójrz na mnie.- Powiedział tamten chłodno. Pokręciłem delikatnie głową. Lepiej
niech nie patrzy bo coś czuje, że… skrzywiłem się kiedy znowu dostał. Upadł tym
razem na ziemie ale jakby pociągany za jakieś niewidzialne sznurki uniósł się
do góry w tempie ekspresowym.
-
Haruchi-san może najpierw porozmawiamy.- Powiedział dyrektor. Koleś miał
podobne nazwisko do Enmba’y. Może to jakieś kuzynostwo. Albo coś w tym rodzaju?
Nie mogłem ogarnąć sytuacji. Szedłem koło niego i przyglądałem mu się uważnie
starając się ogarnąć sytuację. Jestem w szoku, że w ogóle po czymś takim stał.
Więc jednak nie był taki słaby na jakiego wyglądał. Ubrał na siebie pospiesznie
marynarkę mundurka przecierając co chwile policzek. Szedł tak aby dyrektor i
facet w kimonie go nie widzieli. Patrzył się przed siebie powstrzymując drżenie
rąk. Dziwny dzieciak. Zerknąłem na swojego brata. Jego uśmiech nie zniknął. Co
za ból w dupie!!
Hej Mi się bardzo podobało i na pewno tu zajrzę nie raz:) Super że znowu piszesz pozdrawiam Magda ps. a w wolnej chwili zapraszam do siebie nightbitch.cba.pl
Dużo weny i żebyś jak najszybciej wróciła do Polski
Nialla-chan
jak bardzo się cieszę, że jest już rozdział, nie wiele o nim powiem, ze względu, ze go jeszcze nie przeczytałam, cóż ciężko u mnie z czasem ostatnio i mam dość spore opóźnienia, ale możesz być pewna, że jak znajdę odrobinę czasu to od razu zabiorę się za czytanie… mnie sie tak łatwo nie da pozbyć….
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
świetnie jest to wszystko widzieć oczami Yuui, przynajmniej będziemy wiedzieć co myśli o danie sytuacji, mam dziwne wrażenie, ze jego brat zna tą rodzinę… chodzi mi o Enmbe…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie