poniedziałek, 5 lutego 2018

1. „Raz się skurwisz, kurwą pozostaniesz!” 1


Siedziałem w jego aucie rozglądając się po okolicy. Kolejna nowa dziura, w której trzeba się zaszyć. Ja tego nie rozumiem i szczerze to zbytnio nawet nie ogarniam (co tutaj dużo kryć nie staram się o to za bardzo aby ogarnąć bo i po co mi to do szczęścia potrzebne to nie mam pojęcia więc musicie mi wybaczyć).
Dobra. Co widzę? Parking. No tak. W końcu siedzę w samochodzie a nigdzie indziej to on by nie zaparkował. No dobra patrzymy dalej. Kilka wysokich budynków. To też zrozumiałe. W jednym z nich jakieś pół godziny temu zniknął. Niedaleko przystanek autobusowy. A koło niego sklep, market nie wiem jak to nazwać. I ja mam niby w takiej okolicy mieszkać?
Otworzyłem klapkę w samochodzie i zerknąłem w lusterko. Znowu kazał mi farbować włosy. Tym razem padło na jasny brąz. No i nie pozwolił mi ich ściąć. Co ja kurwa baba jestem aby w kitkach chodzić?! Może niedługo tego zaplątańca będzie mi robił. No to co noszą dziewczyny na głowie jak zaplątają sobie włosy. W…W…WARKOCZ! O no właśnie. Tym razem chociaż nie kazał mi nosić szkieł kontaktowych. Nie lubiłem ich. Noga drgnęła mi konwulsyjnie. Wyciągnąłem z kieszeni telefon. Zastrzeżony numer.
- Tak?
- Gdzie jesteś?- Padło chłodne pytanie. Oparłem głowę na dłoni.
- To chyba nie powinno cię już interesować?
- Jednak powinno. Klienta masz.
- To sobie go obsłuż. Ja z tym skończyłem.
- Ty się tak gówniarzu nie wymądrzaj tylko przyłaź tutaj i się nim zajmij. To jest szycha i sporo płaci.
- To niech sobie strzepie albo ty się nim zajmij. Nie dzwoń do mnie bo ja już do tego nie wrócę.- Powiedziałem. Chłodny śmiech w moim uchu. Znałem go. Wcale nie było mu do śmiechu.
- Chcesz mi powiedzieć, że wierzysz iż od tego uciekniesz?- Zapytał. Nie odpowiedziałem. Ktoś zabrał mi telefon. Spojrzałem w tamtą stronę. Po drugiej stronie drzwi stał troszkę niższy niż ja brunet o niebieskich oczach i ciemnej karnacji. Mój brat- Hikaru. Jedyna rodzina jaka mi pozostała.
Rozłączył się bez słowa. Wyciągnął moją kartę z telefonu i na moich oczach połamał ją na cztery części. Spojrzałem na niego rozdziawiając zaskoczony usta.
- Kupię ci później nową.- Powiedział. Kiwnąłem twierdząco głową wychodząc z samochodu.- Tylko proszę ja ciebie nie wdaj się w żadne problemy tutaj bo jeżeli znowu będziemy musieli się przeprowadzać to sam cię chyba ukatrupię.
- Przecież to nie moja wina.
- A czyja niby. Nie możesz powiedzieć „nie”?
- Phy.- Pokręciłem przecząco głową.
- Nie możesz?
- Ktoś taki jak ty tego nie zrozumie.
- A co? Jestem gorszy typ człowieka, że tego nie załapię?
- Jesteś za dobry aby to załapać.- Poprawiłem go i stanąłem do niego tyłem.
- Nie możesz tak siebie oceniać.
- Słuchaj. Są trzy typy ludzi na tym świecie.- Spojrzałem na niego pokazując mu pierwszy palec lewej ręki.- Pierwszy: Tacy którzy żyją dzięki swojemu ciału. Drugi: tacy którzy pozwalają innym żyć w zamian za ich ciało. Trzeci: osoby które nie tolerują takiego układu. Ty należysz do tego ostatniego typu. Ja na swoje nieszczęście zaliczam się do tego pierwszego.- Dodałem i ruszyłem przed siebie aby nie słuchać jego zaprzeczeń. Nie ważne ile razy powie mi, że się mylę nie zmieni to faktu, że to robiłem i dostawałem za to kasę. Może się wściekać, rzucać przedmiotami, wydzierać się na mnie a nawet mnie bić nie zmieni to jednak prawdy i mojej przeszłości. Raz się puścisz, kurwą pozostaniesz…

^^&^^

I znowu muszę uczyć się na nowo planu nowej szkoły, swojego nowego planu lekcji jak i imion oraz nazwisk nauczycieli jak i rozpoznawać chociaż mordy ludzi z mojej klasy. Dlatego nie znoszę przenosin. Czy tak naprawdę przeszkadzało mu to, że wziąłem od tej laski kasę za mały numerek na dachu szkoły? Przecież to ona chciała a nie ja. Ja jej do niczego nie zmuszałem. Jakby sama nie przyszła to bym jej przecież nie szukał. A oni musieli z tego zrobić wielką awanturę. Rozumiem jakbym stał pod szkołą i mówił, że się z kimś prześpię dla kasy no ale tego nie robiłem.
Zerknąłem na plecy Przewodniczącego mojej nowej szkoły. Był ciutkę niższy niż ja. Miał szerokie barki, krótko ścięte ciemne włosy. Piwne oczy zerkały zza obramówek okularów. Powiedziałbym, standardowy typ kujona. Ale widząc jak szanowali go inni mijani przez nas na korytarzu mogłem wywnioskować, że jednak musi być w nim coś jeszcze niż tylko nadmiar inteligencji skoro ma ten szacunek. Szliśmy w stronę mojej klasy. Ciekawe dlaczego za mną lezie skoro wiem gdzie jest moja klasa?
- Czy zajęcia klubowe są tutaj obowiązkowe?- Zapytałem. Spojrzał na mnie. Zrównałem się z nim.
- Tutaj tak. W przeciągu tygodnia musisz wybrać jakiś klub i się do niego zapisać.
- Macie tutaj klub gospodarstwa domowego?- Zapytałem. Musiałem go nieźle zaskoczyć bo aż przystanął zaskoczony.- Wiem, że moje zainteresowania mogą zaskakiwać.
- Troszkę.- Uśmiechnął się szczerze.- Tak mamy. Moja przyjaciółka jest jego przewodniczącą więc później was sobie przedstawię i będziecie mogli dopełnić formalności.- Dodał po chwili. Kiwnąłem głową uśmiechając się delikatnie. Otworzyłem drzwi od klasy. Trwała jeszcze przerwa na lunch. W klasie panowało jakieś dziwne zamieszanie. Ktoś głośno uderzył o blat stołu. Spojrzałem w tamtą stronę.
- Em-kun.- Usłyszałem cichy szept jakiejś dziewczyny po czym spostrzegłem strasznie niską postać zmierzającą w moją stronę. Przydługawe blond włosy związał w kitkę. Czy na jego głowie widniały spinki w kształcie truskawek?! Brązowe, czujne oczy mierzyły mnie dokładnie.
- Em-kun.- Odezwał się przewodniczący za moimi plecami.
- Ashias-san.- Padło krótkie i chłodne słowo. Spojrzał na niego tylko przelotnie po czym zerknął znowu na mnie. Słodka gęba muszę przyznać ale mogę też powiedzieć, że charakter to musi mieć popierdolony jak labirynt Minotaura.
- Rozumiem, że to sprawa nie do mnie. Ale możesz mu darować… jest no…- Odezwał się Ashias ale urwał w pół słowa. Ciekawe co się stało? Może zobaczył coś ciekawego co ja przeoczyłem. Spojrzałem na klasę za plecami tego kurdupla. Wszyscy wlepiali ślepia w jego plecy jakby na coś czekali. Spojrzałem w dół kiedy podszedł do mnie jeszcze bliżej. Uniosłem brew do góry i spojrzałem na Ashiasa. Czy ten kurdupel chciał się ze mną bić? Czy zrobiłem mu coś nie tak? Ashias nie patrzył na mnie tylko zerkał gdzieś w bok. Spojrzałem na łebka przede mną kiedy złapał mnie za przód mojej koszuli i uśmiechając się do mnie przepraszająco (nie jarzyłem o co mu chodzi. Przeprasza mnie za to, że chcę się ze mną bić bez powodu) po czym pociągnął mnie w dół. Zachwiałem się kiedy moje usta znalazły oparcie na jego ustach. Otworzyłem zaskoczony oczy zerkając z kolei w jego przerażone spojrzenie. Robił to po raz pierwszy. Wszystko miał wypisane na twarzy. Więc po jaką cholerę całował obcego kolesia?! Ręce mu drżały. Myślał co robić dalej. Niezdarnie wdarł się do moich ust. Jego język nie za bardzo wiedział co ma robić. Całował naprawdę paskudnie. Zerwo w tym pasji, namiętności. Nawet jak na swój pierwszy raz nie okazywał żadnego zażenowania w swoich ruchach. U niego to wyglądało jak pies śliniący miskę. W sumie pies by to lepiej zrobił. Odskoczył ode mnie przerażony i spojrzał na mnie zaskoczony. Klasę rozdarły głośne gwizdy i wiwaty kiedy odwracał się do mnie tyłem i na chwiejnych nogach jak pijak wychodzący z baru wracał do swojego krzesła.
Koleś który siedział z nim przy jego ławce zaklął głośno pod nosem i uderzył pięścią w ławkę. Oprzytomniałem w tym momencie. Jakiś karzeł ogrodowy pocałował mnie na oczach połowy klasy a ja mu nie przypierdoliłem a na domiar złego niedawno co wypaliłem fajkę więc i to musiał wyczuć. Jeżeli to dojdzie do Hikaru to będzie po mnie. On mnie zamorduję. Nie będę mógł mu się wytłumaczyć bo i tak mi nie uwierzy jeżeli powiem mu prawdę. Spojrzałem w stronę Karła kiedy Ashias łapał za rękę jego towarzysza, który chciał go uderzyć.
- Znasz zasady tej gry. Więc się opanuj.- Powiedział patrząc na niego gniewnie. Patrzyli na siebie przez chwilę po czym tamten wyrwał swoją rękę z jego uścisku i ruszył przed siebie wchodząc z klasy. Trącił mnie delikatnie ramieniem. Kurdupel (Enga czy jakoś tak nie pamiętam jego imienia) uśmiechnął się do Przewodniczącego ale tamten pokiwał przecząco głową. Przechylił się niebezpiecznie na bok i spojrzał na mnie. Gapił się czyli wiedział, że palę. Ale to mały problem. A jak wydedukuje, iż takie całowanie to dla mnie normalka i znowu będę musiał się przenosić. Wtedy na bank mnie ukatrupią. Nie. To ja zgniotę tego robala za to co mi zrobił!
- Oho.- Powiedział wstając ze swojego miejsca i bacznie mi się przyglądając. Pokazał na mnie palcem.- Pierwsze, co trzeba było zrobić to wytłumaczyć mu zasady tej gry a nie oprowadzać go po szkole.- Dodał z wyrzutem do Przewodniczącego stojącego koło niego jak wielki słup soli.
- Nie pomyślałem, że będziesz tak głupi, aby od razu brać go na głęboką wodę.- Powiedział Ashias. Ominąłem go cicho i podszedłem do tego idioty.
- Moja wina, że wlazł pierwszy do…- Zrobił szybki unik kiedy wycelowałem z zaskoczenia w jego twarz. Spojrzał na mnie gniewnie co jeszcze bardziej mnie wkurzyło. Chyba ja tutaj powinienem się złościć a nie on.- Ej ty! Słuchaj…
-Yuui-kun proszę cię. Opanuj się. Wszystko ci wytłumaczę.- Powiedział Ashias-san zasłaniając go swoim ciałem. Muszą być przyjaciółmi czy coś skoro go zasłaniał. Ale mam to gdzieś kto go kryję. Może to być nawet sam dyrektor szkoły. Nie popuszczę mu tak łatwo. Musze mu przypierdzielić i  aby chociaż trochę się uspokoić i pokazać braciszkowi, że się broniłem. Znowu zamarkowałem cios. Ashias-san złapał mnie za przegub ręki.- Yuui Natsumi! Em-kun jest jedyną osobą, której nie pozwolę ci uderzyć w szkole nawet, jeżeli będziesz miał powód!- Spojrzałem na niego gniewnie. Czyli to coś mogło mnie o tak sobie pocałować i zrobić ze mnie idiotę na oczach tych wszystkich a ja nie mogę się zrewanżować?! Widocznie En…coś tam tak nie myślał. Łypał na swojego obrońcę gniewnie.  Wyszedł przed Ashias-san i spojrzał na mnie nie zrozumiałym jak na razie dla mnie spojrzeniem.
- Wybacz mi Natsumi-san to, co zrobiłem. Powinienem był ci to wcześniej wytłumaczyć albo zrezygnować, kiedy zobaczyłem, że to ty. Jeżeli uderzenie mnie będzie wystarczającym zadość uczynieniem przyjmę je.
- Em…
-ASHIAS!- Wydarł się głośno na Przewodniczącego kiedy ten chciał mu przerwać czy coś takiego. Spojrzałem na nich zaskoczony. Jaka chora relacja była między nimi??
-W-wybacz.- Powiedział cofając się o trzy kroki w tył.
- Nie musisz się obawiać Przewodniczącego. Nie pociągnie cię do odpowiedzialności ani ci nie odda.- Uśmiechnął się przyjaźnie. Czy z jego psychą jest wszystko w porządku. Nakłania większego faceta od siebie z uśmiechem na facjacie do tego aby mu walnął?! Czy on się dobrze czuje?
-Enmba?- Usłyszałem cichy pisk. Nie odwróciłem się. Jeżeli się odwrócę to Enmba (brawo udało mi się poprawnie wypowiedzieć to imię) się rozmyśli i spierdzieli. Zamachnąłem się delikatnie uderzając go nie tak mocno w brzuch (starałem się nie zrobić mu krzywdy).– Co ty wypra… ENMBA?!!!!- Osunął się na kolana podpierając się łokciem o ławkę. Oczy wyszły mu z orbit, ciężko oddychał łapiąc się za brzuch. Ashias położył mu rękę na ramieniu kiedy prostowałem zastygłe i piekące palce. Strącił ją kaszląc przeciągle. Chyba jednak przesadziłem w końcu to wygląda jak dziewczyna. Takie to słabe, że można to coś połamać małym uderzeniem albo popchnięciem a ja mu chyba troszkę za mocno lutnąłem. Ledwo, ledwo, ale jakoś uniósł się na chwiejnych nogach i przetarł usta.
-Ashias-san… bądź łaskawy wytłumaczyć mu zasady tej gry. Jutro zaczynamy.- Powiedział ledwo słyszalnie i chwiejąc się wyszedł z klasy nie patrząc na nikogo. Ashias dłuższą chwilę zerkał na miejsce w którym tamten dopiero co stał po czym spojrzał na mnie. Był niezadowolony.
- Eh. Udam, że do niczego tutaj nie doszło. Ale posłuchaj więcej takich akcji nie organizuj. Nie chcesz go mieć za wroga.- Powiedział mi. Przyglądałem mu się jak inwalidzie.
- Powiedzmy, że wierze w to co powiedziałeś. A teraz powiedz mi o co mu chodziło z jakąś tam grą.
- To co ci zrobił jest zadaniem w grze w której bierze udział od początku roku i ani razu nie przegrał…- Zaczął i kontynuował swoją dziwną opowieść. Aż nie mogłem uwierzyć w to wszystko co mi opowiadał. Czy to prawda co mówił? Jeżeli tak to ten liliput nie jest aż tak słaby. Może nie psychicznie. Bo cieleśnie to wątpię w jego siłę.
Do klasy przed dzwonkiem weszła nasza wychowawczyni. Odpierdzieliła się cała na czarno wyglądała jak jakiś truposz. Kobiety nie powinny się tak ubierać.
- Ashias słyszałam, że doszło w mojej klasie do jakiejś bójki.- Powiedziała. Ashias nawet nie drgnął. Spojrzał na nią obojętnie.
- Mi niestety nic o tym nie wiadomo. Sensei wybaczy ale musze się udać jeszcze do pokoju rady uczniowskiej.- Powiedział i po delikatnym skłonie wyszedł z klasy. Nauczycielka spojrzała na mnie kiedy siadałem na swoim miejscu. Nie podobało mi się to spojrzenie.
- Yuui co się tutaj stało?
- Mnie się o to proszę nie pytać bo ja sam nie wiem.- Powiedziałem opierając znudzony głowę na dłoni.
- A ja słyszałam coś innego.
- Nie wnikam w to co Pani słyszała.
- Możesz zważać na słowa?- Zapytała. Spojrzałem na nią po czym odwróciłem twarz w bok w stronę okna. Drzwi od klasy otworzyły się delikatnie. Mam nadzieję, że ten kurdupel nie powie jej prawdy.
- Przepraszam za spóźnienie Sensei.- Usłyszałem jego głos przy drzwiach. Spojrzałem w jego stronę. Blady na twarzy podchodził do swojego miejsca w którym mu przywaliłem. Złapał za swój plecak.
- Dobrze, że już jesteś. Razem z Yuui-kun’em udacie się teraz do gabinetu dyrektora.- Powiedziała kobieta uśmiechając się delikatnie. Ręce mi opadły. Skoro wiedziała, że jestem w to zamieszany to po jaką cholerę udawała tak skończoną kretynkę? Naprawdę zacząłem się zastanawiać czy z psychiką wszystkich mieszkańców tego miasta było wszystko w porządku. Jak dla mnie mieszkały tutaj same świry.
- Po co?- Koleś jednak postanowił grać głupiego. Jeżeli mu się uda to nie wiem chyba kupie mu lizaka w nagrodę za jego osiągnięcia. Ale nie mam co liczyć na to, że wydam te kilka yenów na lizaczka dla niego. To, że Ashias z jakiegoś powodu się go słuchał nie musiało wcale oznaczać, że posłucha się go sama nauczycielka. Skoro wysyła mnie do dyrektora to nie mam co tutaj siedzieć. Zacząłem pakować swoje rzeczy do plecaka. I tak po lekcji z nią mamy wf i do domu więc nie będę się wracał do klasy tylko od razu po  lekcjach zmywam się do domu. A w domu jak nigdy nic będę grał jakby nic się nie stało. Przecież nie muszę mówić Hikaru o tym całym zdarzeniu co nie?
- Wyjaśnić sytuację sprzed kilkunastu minut. Już wezwałam waszych rodziców.- Powiedziała. Drgnąłem. Nie znosiłem tego słowa. Ale skoro nie mogła się skontaktować z tymi śmieciami w moim przypadku to musiała zadzwonić do… no niech to kurewkie nasienie szlak trafi!! I nici z mojego pięknego planu aby mu o niczym nie mówić!! Dzięki! No po prostu pogratulować ci refleksu i inteligencji. Kto w ogóle dopuścił to coś do miana bycia nauczycielem?!- A że twoi rodzice nie mogli się stawić to twój ojciec powiedział, że na rozmowę wyśle nie jakiego Natsu-sana.- Dodała patrząc na kurdupla. I ja na niego zerknąłem. Miał szeroko otwarte oczy. Oddychał ciężko. Stał się siny na twarzy. Ewidentnie było widać, że się bał. Co tu się kurwa wyczyniało? Cofnął się kilka kroków w tył po czym zatrzymał się i przecząco pokiwał głową. Wstałem ze swojego miejsca. Co on za szopki odstawiał. Rozległo się pukanie do drzwi. Wypuściłem głośno powietrze. Nie daj niczego po sobie poznać. To podstawa. Do klasy wszedł dyrektor szkoły. Wczoraj miałem okazje poznać go osobiście. Nie sądziłem, że tak szybko wrócę do jego gabinetu.
- Witam. Oprowadzając opiekuna Yuui-kuna po szkole postanowiliśmy zabrać ze sobą po drodze łobuziaków.- Powiedział. Kto normalny nazywa tak uczniów liceum? Pokręciłem przecząco głową. Zabrałem plecak i ruszyłem przed siebie. Ktoś chrząknął znacząco a po chwili usłyszałem jakieś majaki za swoimi plecami kiedy wyszedłem z klasy. Stał tam dyrektor, jakiś koleś w kimonie (na festiwal się wybierał czy jaki chuj) oraz mój brat ubrany w gajerek. Pewnie z pracy się urwał czy coś. Uśmiechał się delikatnie. Zakląłem w myślach. Był zły. Stanąłem koło niego.
- Tym razem to nie ja.- Szepnąłem cicho.
- Pogadamy o tym w domu.- Przerwał mi cicho. Wypuściłem głośno powietrze.
- Ale ja mówię praw…- Urwałem kiedy Enmba uklęknął na jedno kolano kiedy mocno zarobił w twarz. Otworzyłem szeroko oczy.- Co jest ku…?- Hikaru puknął mnie delikatnie w ramie abym się zamknął. Przyglądałem im się uważnie. Wstał z klęczków i ugiął plecy przed mężczyzną w kimonie.
- Spójrz na mnie.- Powiedział tamten chłodno. Pokręciłem delikatnie głową. Lepiej niech nie patrzy bo coś czuje, że… skrzywiłem się kiedy znowu dostał. Upadł tym razem na ziemie ale jakby pociągany za jakieś niewidzialne sznurki uniósł się do góry w tempie ekspresowym.
- Haruchi-san może najpierw porozmawiamy.- Powiedział dyrektor. Koleś miał podobne nazwisko do Enmba’y. Może to jakieś kuzynostwo. Albo coś w tym rodzaju? Nie mogłem ogarnąć sytuacji. Szedłem koło niego i przyglądałem mu się uważnie starając się ogarnąć sytuację. Jestem w szoku, że w ogóle po czymś takim stał. Więc jednak nie był taki słaby na jakiego wyglądał. Ubrał na siebie pospiesznie marynarkę mundurka przecierając co chwile policzek. Szedł tak aby dyrektor i facet w kimonie go nie widzieli. Patrzył się przed siebie powstrzymując drżenie rąk. Dziwny dzieciak. Zerknąłem na swojego brata. Jego uśmiech nie zniknął. Co za ból w dupie!!






 ****************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Hej Mi się bardzo podobało i na pewno tu zajrzę nie raz:) Super że znowu piszesz pozdrawiam Magda ps. a w wolnej chwili zapraszam do siebie nightbitch.cba.pl

    1. Bardzo mnie zaskoczyłaś gdy napisałam tam że masz tutaj dla nas niespodziankę :D Jestem szczęśliwa i zadowolona. Fajnie, że wróciłaś do tej historii bardzo lubiłam Enmbę i jego charakterek :D Czekam na kolejne rozdziały i może przypomnę sobie w tym czasie całą historię z punktu widzenia Enmby.
      Dużo weny i żebyś jak najszybciej wróciła do Polski :D
      Nialla-chan
    2. Witam,
      jak bardzo się cieszę, że jest już rozdział, nie wiele o nim powiem, ze względu, ze go jeszcze nie przeczytałam, cóż ciężko u mnie z czasem ostatnio i mam dość spore opóźnienia, ale możesz być pewna, że jak znajdę odrobinę czasu to od razu zabiorę się za czytanie… mnie sie tak łatwo nie da pozbyć….
      Dużo weny życzę Tobie…
      Pozdrawiam serdecznie
    3. Witam,
      świetnie jest to wszystko widzieć oczami Yuui, przynajmniej będziemy wiedzieć co myśli o danie sytuacji, mam dziwne wrażenie, ze jego brat zna tą rodzinę… chodzi mi o Enmbe…
      Dużo weny życzę Tobie…
      Pozdrawiam serdecznie

    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...