poniedziałek, 5 lutego 2018

5. „Pan i Sługa”. 5


Siedziałem w domu w salonie patrząc na swoich rodziców. Mój ojciec wysoki Japończyk
z czarnymi włosami i ciemnymi oczami dobrze zbudowany siedział w ciemnobrązowym fotelu ubrany
w ciemno zielony tradycyjny strój Japoński. Koło niego siedziała moja mama. Szatynka o zielonych oczach. Niska. Ale jak trzeba było to też potrafiła przywalić po pysku. Siedziała obok ojca i również ubrana była w tradycyjny strój Japoński. Tyle, że różowy z białymi kwiatami kamelii. Wpatrywali się we mnie uważnie, aleja zerkałem na swoje ręce.
 – No nie wiem czy to dobry pomysł.-Powiedział ojciec. Tylko spokojnie. Nie wybuchnij. Enmba proszę bądź spokojny.
  – Przez ostatnie siedem miesięcy zachowywałem się bez zarzutu. No pomijając ten fakt
z tym pocałunkiem. Z nikim się nie biłem, nie zaczynałem awantur, nie było żadnej skargi ze strony nauczycieli na moją osobę, przynoszę dobre stopnie do domu.- Powiedziałem siedząc na podłodze
w tradycyjny sposób.
– Rozumiemy to, ale pamiętaj, że masz areszt. Tego nie można tak rozwiązać.- Dodała moja matka. Nie musi mi tego przypominać.
– Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że mam areszt, ale on jest częściowy. Jeżeli przekaże się to, co ja powiedziałem to chyba nie będzie problemu z załatwieniem…
 – Enmba!- Mój ojciec uniósł delikatniegłos. Zamilkłem. I oni milczeli
– Pozwoli mi ojciec coś jeszcze powiedzieć?- Zapytałem nie patrząc na nich. Przez chwile panowała cisza.
 – Słucham.- Powiedział. Spojrzałem mu głęboko w oczy. Znał ten mój wyraz twarzy.
– Od małego uczyliście mnie, że powinienem postępować honorowo i nie uciekać, jeżeli przegram. Tak się składa, że przegrałem, a moja kara obejmuje najbliższy tydzień w tym wyjazd na wycieczkę. Co miały na celu wasze nauki, jeżeli nie mogę dotrzymać słowa i uciec przed karą, mimo, że przegrałem?- Powiedziałem. Rodzice patrzyli mi w oczy. Wszystko zaczęło się dzisiejszego dnia na przerwie na lunch.
Siedziałem trzymając w ręku trzy karty. Dwie dwójki i króla. Jeżeli wyciągnę Asa wygram. Jeżeli będzie to Joker czeka mnie porażka. Sakura i Ashias już skończyli swoją partię. Gra toczyła się pomiędzy mną, Yuui-kun’em i Shion-kun’em. Spojrzałem nie pewnie na karty, które trzymał Yuui. Nie znosiłem z nim grać, ponieważ z jego twarzy nie można było wyczytać żadnych emocji. Wziąłem jedną z jego trzech kart. Spojrzałem na nią i…
-Kurwamać!- Krzyknąłem załamany rzucając karty na środek i ukrywając twarz w dłoniach. Sakura spojrzała mi przez ramie i zaśmiała się.
-Dzisiaj o 20 widzę cię u siebie.- Yuui zaśmiał się chowając karty do plecaka.
-Tylko Yuui nie dobieraj się do swojego nowego sługi.- Dodała Sakura. Drgnąłem.
 -Sakura-cha odsuń się, bo cię strzelę.- Powiedziałem i spojrzałem na nią, aleAshias już trzymał ją w objęciach. – Mogę się trochę spóźnić, ale będę.-Dodałem cicho…
            Spojrzałem na zegarek. No było wpół do 22. Czyli trochę dłużej się spóźnię niż to przewidywała ustawa. Wypuściłem głośno powietrze.
– Zaczęła się przerwa, że tak to ujmę późno-świąteczna. Muszę tylko przez tydzień od bimbać przegraną. A później, jeżeli rodzice pozwolą to Shino-kun zaprasza całą paczkę z okazji swoichurodzin na Okinawę do gorących źródeł do swojej ciotki. Później znowu pozostanę w domu aż do końca trwania swojego aresztu.- Dodałem błagalnie. Ojciec spojrzał na matkę.
– Mówiłeś, że jego brat jest policjantem.
– Tak. Więc będę pod większym nadzorem u niego niż tutaj w domu. Przecież twoim znajomym nic nie umknie.-Powiedziałem. Ojciec uśmiechnął się delikatnie.
-, Ale przecież Natsu mówił…
 – Wybacz matko, że przerywam. Ale uSasuke spałem i nic mi się nie stało. Proszę nie myślcie, że pozwolę, aby do czegoś doszło. Jeżeli będzie takie ryzyko zamknę się w łazience
i zadzwonię do domu.- Powiedziałem patrząc jej w oczy. Mama spojrzała na tatę. Czyli ona się zgodziła. Tata wypuścił głośno powietrze.
– Przekaż mu, jakie są twoje warunki aresztu i ich przestrzegaj, dobrze. I dzwoń codziennie do domu.- Powiedział. Skłoniłem się.- Mama z tobą dzisiaj pojedzie.
 – Dziękuje.- Powiedziałem wstając z ziemi i zmierzając do swojego pokoju po małą torbę ze swoimi rzeczami. Spojrzałem na telefon. Nic. Ale to nie znaczy, że nie czeka. Zszedłem po wolina dół. Mama czekała już w samochodzie.
- Paniczu.- Drzwi otworzył mi szofer mamy.Obi. Tak na niego mówiliśmy. Usiadłem obok mamy. Sprawdzała coś w komputerze.
– Może powiadomisz swojego kolegę, że nie długo będziemy.- Zaproponowała nie patrząc na mnie. Wyciągnąłem telefon, kiedy wyjeżdżaliśmy z naszego „podwórka”. Po trzecim sygnale odebrał telefon.
 – Tak?
– To ja.
-, Jaki znowu ja?
 -, Bo wyłapiesz!- Powiedziałem unosząc głos. Mama zerknęła na mnie z ukosa. Spojrzałem
w bok.
– Aaa. Ty.- Mówił jakby był trochę zboku.
– Za jakieś dwadzieścia minut będę. So… Przepraszam, że kazałem ci tyle czekać.- Przeszedłem na bardziej uprzejmy ton, ponieważ czułem na sobie spojrzenie mamy. Zaśmiał się do słuchawki.
– Nie, no spoko. Wyjść po ciebie na przystanek?- Zapytał. To chyba jedyna osoba, która po części znała mój sekret i nadal myślała, że jeżdżę autobusami!
 – Nie. To nie będzie konieczne. Możesz jeszcze raz podać swój adres?- Zapytałem. Zrobił to
a ja powtórzyłem go Obi-san’owi.
 – Dob… JUŻ TO ROBIĘ!- Wydarł się do słuchawki. Zazgrzytałem zębami odsuwając ja od ucha.- Sorry. Pogadamy jak będziesz.- Dodał i się rozłączył.
– Dasz sobie radę?- Zapytałamama. Uśmiechnąłem się szeroko.
– Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.- Powiedziałem i spojrzałem na wielki wieżowiec, przed którym się zatrzymaliśmy. Otworzyłem szeroko oczy.- Mogę się założyć, że mieszka na samej górze.- Dodałem wychodząc z samochodu. Mój bagaż (bez mojego zezwolenia) wziąłObi i ruszył za nami do drzwi windy. W windzie stała jakaś starsza kobieta i młody chłopak. Yuui podał numer mieszkania. 1096. Patrząc na rozkład piętrowy. Nie pomyliłem się. Wcisnąłem guzik na ostatnie piętro. Po chwili w windzie byliśmy tylko my sami.- Wybacz, że musiałaś ze mną tutaj przyjechać.-Powiedziałem do mamy.
– Pamiętaj, że nie wywodzę się z wyżyn społecznych jak twój ojciec, więc takie coś to dla mnie normalka jakbyś to ujął.- Powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Wysiedliśmy na ostatnim piętrze. Drzwi mieszkania 1096 znajdowały się na końcu korytarza. Kiedy zbliżyliśmy się do nich usłyszałem wysoki krzyk i głośny śmiech? Wymieniłem spojrzenia z mamą.Obi zapukał do drzwi mieszkania. Po chwili stanął w przejściu Hikaru-sama. Cały mokry. Spojrzałem na niego zaskoczony.
– O. Enmba-kun.- Powiedział zaskoczony. Yuui wyłonił się zza drzwi. To on tak rechotał. Spojrzał najpierw na mnie później na moją mamę i znowu na mnie.
– Proszę o wybaczenie, że tak późno przywozimy mojego syna, mam nadzieje, że to nie problem?- Powiedziała. Obaj spojrzeli po sobie.
– Nie, ależ nic się nie stało. Proszę niech państwo wejdą.- Powiedział Hikaru wpuszczając nas do środka. Obipołożył torbę koło drzwi i został na korytarzu. Yuui wskazał na niego palcem, kiedy upewnił się, że nikt nie patrzy, ale ja przecząco pokiwałem głową.
 – Pan jest opiekunem Yuui-sama?-Zapytała moja mama. Stanąłem obok niej.
– E. A tak. Proszę mi mówić Hikaru
– Miło mi cię poznać Hikaru. Jestem Yo.
– Miło mi panią poznać, Yo-sama.-Powiedział jego brat i ukłonił się delikatnie. Później wymienili jeszcze kilka zdań i porozmawiali przez chwile o moim areszcie (Yuui gapił się na nas jak jakiś zacofaniec), po czym mama obwieściła, że będzie już wracać do domu. Poszedłem za nią (Yuui za nami) aż do samej windy.
– Pamiętaj, aby przestrzegać zasadaresztu, dzwonić codziennie i nie wpakuj się w żadne kłopoty.- Przestrzegła mnie na odchodnym.

– Tak, matko.- Powiedziałem i kłaniając się w pół złapałem ją za dłoń.- Bezpiecznej podróży.- Dodałem i pocałowałem ją w rękę. Skinęła głową i weszła do windy.- Obi jedź ostrożnie.
– Wedle rozkazu Panicza.- Powiedział i skłonił się. Patrzyłem jak drzwi windy się zamykają. Nim się zamknęły mama delikatnie pomachała do mnie i uśmiechnęła się przyjaźnie. Spojrzałem do góry. Yuui gapił się na mnie jak żaba na zdobycz.
-, Co?- Zapytałem chłodniej, ale bardziej chamsko niż w trakcie rozmowy z matką.
-, Kim ty jesteś, że masz szofera i mówi się do ciebie per paniczu?- Zapytał idąc koło mnie do swojego domu.
– Pewnym wkurwiającym dzieciakiem, który ma takie coś z takim czymś bez takiego czegoś.- Zaśmiałem się wchodząc do jego mieszkania. Podał mi jakieś kapcie. W ich mieszkaniu znajdowały się dwie sypialnie, jeden salon połączony z jadalnią i kuchnią oraz jedna łazienka. Malutkie, ale przytulnie urządzone mieszkanie. Hikaru-sama wyszedł z łazienki w spodniach od dresów i ręcznikiem zarzuconym na głowę.
– Nigdy nie sądziłem, że poznamYo-sama.- Powiedział rozmarzonym głosem.
 – To tylko moja mama.-Odpowiedziałem obojętnie.
– Nie tylko. To naprawdę…
– Czy możecie mi powiedzieć, o co chodzi?- Zapytał poirytowany Yuui. Spojrzałem na niego załamany.
– Zakładasz się ze mną o coś takiego a nawet nie wiesz, kto ci będzie służył przez tydzień?- Zapytałem i zaśmiałem się głośno. Spojrzał na mnie spod byka.
– Jak to służył? Ty mu?- Zapytał jego brat. Zaśmiałem się i kiwnąłem twierdząco głową.
– Dobrze, że nie jesteś w jego guście, bo musiałbym zmienić swoją tygodniową zmianę nocną na dzienną.- Powiedział śmiejąc się głośno i niknąc w swoim pokoju. Skrzywiłem się.
– Taaa… całe szczęście. Przynajmniejnic mi nie zrobi.- Powiedziałem starając się odgonić tamto wspomnienie. Podrapałem się po szyi, bo zaczęła mnie swędzieć na wspomnienie o tym, co się wtedy wydarzyło. Mu chyba nie przeszkadzało to, jaki- ważne żeby był facet.
– Ho…- Zawołał mnie mój tym czasowy „Pan”. Wszedłem za nim do jego pokoju.- Kanapa
W salonie jest za twarda, aby na niej spać, więc będziesz spał w moim łóżku a ja w tym czasie zajmę ten futon.- Powiedział i wskazał mi łóżko. Usiadłem na futonie.
– Nie mogę pozwolić, aby mój pan spał w takich warunkach.- Powiedziałem nie patrząc na niego. Zamknąłem na chwilę oczy.
– Jak chcesz spać to idź się umyj.



^^~~^^

            Leżałem w futonie na ziemi i wpatrywałem się w sufit. W jego pokoju znajdowały się trzy półki zapełnione książkami, biurko z komputerem, łóżko i mały stolik. Ale coś nie dawało mi spokoju.
– Yuui-kun?- Zapytałem. Wychylił się zza łóżka wisząc tak i patrząc na mnie. No tak. Zaciekawiło go, co mógłbym od niego chcieć.
– Tak?- Zapytał, kiedy nic nie powiedziałem.
– Gdzie są twoi rodzice?- Zapytałem. Ociupinkę ściągnął brwi.
– Nie żyją.- Odpowiedział w końcu.
– A. Przy…
 – A mi nie. Dobrze, że zmarli.-Powiedział chłodno. W jego glosie można było usłyszeć nienawiść. Uniosłem się na łokciu.
-, Dlaczego tak mówisz, przecież to byli twoi rodzice?
– Odpowiem ci na to pytanie, jeżelii ty odpowiesz na moje.- Powiedział. Zastanowiłem się chwile.
– Dobra.
-, Kiedy miałem dziesięć lat mój brat wyjechał za granicę na studia. Planował je zrobić
w tempie przyspieszonym, aby wrócić i pomóc rodzinie finansowo. Ale cóż. Moi rodzice znaleźli inny sposób na taką pomoc. Wiesz ile może zarobić dziesięciolatek sprzedający swoje ciało i to jeszcze za pierwszy swój raz?- Zapytał. Wybałuszyłem oczy i otworzyłem szeroko oczy.- Dużo. Tyle, aby spłacić wszystkie długi rodziców i zapewnić im dostatnie życie na najbliższe kilka lat. Ale cóż jak raz się w to wdepnie to i częściej chce się po to sięgać. Tosa był moim pierwszym klientem. Później pomógł moim rodzicom znaleźć innych chętnych na zakup trzynasto latka. Tak. Jak miałem dziesięć lat sprzedali mnie raz. Później przez dwa lata miałem spokój. Teoretyczny. W praktyce wyglądało to całkiem inaczej. Bałem się własnego domu i ulicy. Bałem się rodziców i każdego gościa, który odwiedzał nasz dom. Balem się nawet swojego brata, który dzwonił do domu codziennie. W wieku dwunastu lat sprzedano mnie na roczne przeszkolenie u Tosy.O nim nie będę ci mówić, ale powiem tyle, że byłem po nim potulny jak baranek. Nawet ty byś spotulniał. Do czternastego roku sprzedali mnie dziesięć razy. Częściej nie mogli. Mówili, że dzieciak nie wytrzyma. Siądzie mu psycha. W końcu nas wyda. Chciałem umrzeć. Napisałem do brata, że chcę umrzeć a oni znowu mnie sprzedali. W moim własnym pokoju pieprzył mnie jakiś student a moi rodzice w pokoju obok oglądali jakąś komedie na swojej nowej plazmie i śmieli się w niebo glosy. Już miałem sobie przegryźć język, kiedy ten studencik zniknął. Ktoś się nade mną pochylał. Jedyne, co pomyślałem w tamtej chwili to „Proszę. Ja już dzisiaj nie dam rady”. Ale tamta osoba mnie przytuliła i owiniętego w koc wyniosła z domu. Okazało się, że to mój brat. Przyjechał dzwoniąc do swojego senpaia, że coś się dzieje u nas w domu. Płakałem jak dziecko. Nim mój brat wrócił do domu ojciec zabił matkę i siebie. Żeby nie było świadków. A Tosauciekł. Dwa lata terapii u różnych lekarzy. Farbowanie i zapuszczanie włosów. Szkła kontaktowe. Zmiana charakteru. Chodzenie na siłownie i trenowanie podstaw samoobrony. Zmiana nazwiska. Mój brat dostał tutaj prace i mieszkanie. Nasze dane zostały zatajone. Nowa szkoła. Drugi dzień a tutaj jakiś dzieciak mnie całuje.- Zakończył na chwilę. Wziął kilka głębokich oddechów.- Więc nie dziw się, że ich nienawidzę i cieszę się, że nie żyją.- Dodał po chwili milczenia. Leżałem nieruchomo wtulając się w poduszkę i tłumiąc płacz. Czułem na sobie jego spojrzenie. Przetarłem oczy.
– Wybacz, że cię wtedy pocałowałem.-Powiedziałem łamiącym się głosem.
– Nie mów mi, że wyjesz.- Powiedział sarkastycznie.
– Dobra. Teraz ty? Co chcesz wiedzieć?-Zapytałem ignorując jego uwagę.
– Chcę poznać twoją historię itwojego przyjaciela Sasuke.- Powiedział. Zacisnąłem ręce
W pięści na poduszce i spojrzałem na niego uważnie.
– Dobra. Ja i Sasuke znaliśmy się od dziecka. Nawet dłużej niż ja i Sakura. Od zawsze byliśmy w tej samej szkole, jaki klasie. I od zawsze miałem problem z bez obrazy homo nie wiadomo. Odkąd sięgałem pamięcią zawsze ktoś się do mnie przystawiał, ale Sasuke go odganiał. Wiedział, że nie mogę się bić bez uzasadnienia. Od pierwszej gimnazjum z kolei zaczął uganiać się za Sasuke pewien chłopak. Myśleliśmy na początku, że chodzi mu o mnie, ale kiedy pod koniec drugiej gimnazjum podszedł do mnie na dachu padł na kolana i poprosił o zgodę na umawianie się z moim przyjacielem myślałem, że dostanę zawału. No cóż i tak właśnie poznałem Shiona. Zostali parą. Rodzice jakoś to przełknęli. Nie ukrywali się ze swoja orientacją. Więc pod koniec wakacji trzech kolesi z trzeciej liceum doszło do wniosku, że jeżeli nie ma przy mnie mojego wiernego Sasuke to mogą mi zrobić, co tylko zechcą. Postawili sprawę jasno, albo za dwa dni przyjdę w wyznaczone miejsce albo w to miejsce przyprowadzą Sakure i Sasuke. Więcej mówić nie musieli. Ale Sasuke się
o tym dowiedział.Za tydzień mięliśmy zacząć szkołę średnią. Po dwóch dniach, kiedy miałem się
z nimi spotkać Shino napisał do mnie sms ‘a, że Sasuke leży w szpitalu. Nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Ale mojej rodzinie się nie odmawia sam lekarz mi wszystko wyjawił. Został brutalnie pobity i wielokrotnie zgwałcony w przeciągu jednej nocy. Poszedł na moje miejsce. Zdenerwowałem się. Chciałem zrobić im to, co oni mu. Pojechałem w tamto miejsce na drugi dzień. W sumie jechałem tam, kiedy zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że Sasuke powiesił się w szpitalu w łazience. Coś we mnie pękło. Kolejne, co pamiętam to, to jak zamykali mnie do radiowozu. Tamta trójka do dzisiaj leży w śpiączce w jakimś szpitalu. Nie podali mi nazwy abym ich nie zabił no i dostałem areszt. Od tamtego czasu nie wolno mi się bić i w ogóle. Sądownie zmieniono mi trochę nazwisko, aby nie było powiązania pomiędzy mną a mną. W szkolę muszę się zachowywać całkiem inaczej niż zazwyczaj to robię. Powiedziałem sobie wtedy, że nawet, jeżeli będę miał zabić ochronie swoich przyjaciół
i każdego, kogo kocham.- Zakończyłem. Wpatrywał się we mnie. Czułem jak złość ulatuje ze mnie po woli. Kilka głębokich wdechów i…
– A skąd masz ten tatuaż. Wiesz totrochę dziwne, aby licealista miał taką dziare.
– Miesiąc przed śmiercią, Sasukezrobiliśmy sobie takie same.- Powiedziałem i przeciągnąłem palcami po swoim lewym boku. Tatuaż wciąż tam był.
– Bolało?
– Nie kurwa łaskotało.- Powiedziałem i na tym nasza rozmowa się zakończyła. Nim się obejrzałem zmorzył mnie sen.



^^~~^^

            Pierwszego poranka w domu Yuui-kunanie zapomnę do końca życia. Wstałem o piątej rano (w domu też tak wstaję) i jak na służącego przystało posprzątałem w kuchni, salonie i łazience. Nastawiłem pranie i zrobiłem śniadanie. Przywitałem jego zaskoczonego brata kawą, kiedy wygrzebał się z łóżka a później go słowami „Witaj Panie. Mam nadzieję, że noc była udana.” Po czym odsunąłem mu krzesełko i podąłem mu śniadanie. Ich miny były niezapomniane. Nie zapomnę tego tygodnia do końca życia. Wtedy poznałem go jeszcze lepiej. Za dnia zachowywałem się jak jego sługa. Wykonywałem jego najgłupsze rozkazy bez żadnego sprzeciwu przestrzegając przy tym zasad aresztu. Co wieczór dzwoniłem do domu? A kiedy gasły światła w domu gadaliśmy aż nie zasnęliśmy ze zmęczenia. Oczywiście ja wstawałem pierwszy a on jak zwykle przedpołudniem zaskoczony tym, co zdołałem zrobić, kiedy ten spał.
Za dwa dni wracam do domu. A za trzy i pół dnia jedziemy na Okinawę. Ale póki, co…






 ******************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:



  1. czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.właśnie skonczyłam czytań ten rozdział (ogolnie dzisiaj znalazłam twojego bloga leżąc chora w łóżku i nie żałuje, że weszłam). mam nadzieje, że niedługo dodasz kolejny rozdzialik. czekam z niecierpliwością i trzymam kciuki za Enmbe i Yuui:Dpozdrawiam;*
  2. Noo no przegrać w karty i zostać sługą…
    Przy Historii Yuui łzy pojawiły mi się a oczach… no i jak Enmba opowiadał o Sasuke.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...