Siedziałem
w domu w salonie patrząc na swoich rodziców. Mój ojciec wysoki Japończyk
z czarnymi włosami i ciemnymi oczami dobrze zbudowany siedział w ciemnobrązowym fotelu ubrany
w ciemno zielony tradycyjny strój Japoński. Koło niego siedziała moja mama. Szatynka o zielonych oczach. Niska. Ale jak trzeba było to też potrafiła przywalić po pysku. Siedziała obok ojca i również ubrana była w tradycyjny strój Japoński. Tyle, że różowy z białymi kwiatami kamelii. Wpatrywali się we mnie uważnie, aleja zerkałem na swoje ręce.
z czarnymi włosami i ciemnymi oczami dobrze zbudowany siedział w ciemnobrązowym fotelu ubrany
w ciemno zielony tradycyjny strój Japoński. Koło niego siedziała moja mama. Szatynka o zielonych oczach. Niska. Ale jak trzeba było to też potrafiła przywalić po pysku. Siedziała obok ojca i również ubrana była w tradycyjny strój Japoński. Tyle, że różowy z białymi kwiatami kamelii. Wpatrywali się we mnie uważnie, aleja zerkałem na swoje ręce.
– No nie wiem czy to dobry pomysł.-Powiedział
ojciec. Tylko spokojnie. Nie wybuchnij. Enmba proszę bądź spokojny.
– Przez ostatnie siedem miesięcy zachowywałem
się bez zarzutu. No pomijając ten fakt
z tym pocałunkiem. Z nikim się nie biłem, nie zaczynałem awantur, nie było żadnej skargi ze strony nauczycieli na moją osobę, przynoszę dobre stopnie do domu.- Powiedziałem siedząc na podłodze
w tradycyjny sposób.
z tym pocałunkiem. Z nikim się nie biłem, nie zaczynałem awantur, nie było żadnej skargi ze strony nauczycieli na moją osobę, przynoszę dobre stopnie do domu.- Powiedziałem siedząc na podłodze
w tradycyjny sposób.
–
Rozumiemy to, ale pamiętaj, że masz areszt. Tego nie można tak rozwiązać.-
Dodała moja matka. Nie musi mi tego przypominać.
–
Bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że mam areszt, ale on jest częściowy.
Jeżeli przekaże się to, co ja powiedziałem to chyba nie będzie problemu z
załatwieniem…
– Enmba!- Mój ojciec uniósł delikatniegłos.
Zamilkłem. I oni milczeli
–
Pozwoli mi ojciec coś jeszcze powiedzieć?- Zapytałem nie patrząc na nich. Przez
chwile panowała cisza.
– Słucham.- Powiedział. Spojrzałem mu głęboko
w oczy. Znał ten mój wyraz twarzy.
–
Od małego uczyliście mnie, że powinienem postępować honorowo i nie uciekać,
jeżeli przegram. Tak się składa, że przegrałem, a moja kara obejmuje najbliższy
tydzień w tym wyjazd na wycieczkę. Co miały na celu wasze nauki, jeżeli nie
mogę dotrzymać słowa i uciec przed karą, mimo, że przegrałem?- Powiedziałem.
Rodzice patrzyli mi w oczy. Wszystko zaczęło się dzisiejszego dnia na przerwie
na lunch.
Siedziałem trzymając w ręku trzy
karty. Dwie dwójki i króla. Jeżeli wyciągnę Asa wygram. Jeżeli będzie to Joker
czeka mnie porażka. Sakura i Ashias już skończyli swoją partię. Gra toczyła się
pomiędzy mną, Yuui-kun’em i Shion-kun’em. Spojrzałem nie pewnie na karty, które
trzymał Yuui. Nie znosiłem z nim grać, ponieważ z jego twarzy nie można było
wyczytać żadnych emocji. Wziąłem jedną z jego trzech kart. Spojrzałem na nią i…
-Kurwamać!-
Krzyknąłem załamany rzucając karty na środek i ukrywając twarz w dłoniach.
Sakura spojrzała mi przez ramie i zaśmiała się.
-Dzisiaj o 20 widzę
cię u siebie.- Yuui zaśmiał się chowając karty do plecaka.
-Tylko Yuui nie
dobieraj się do swojego nowego sługi.- Dodała Sakura. Drgnąłem.
-Sakura-cha odsuń się, bo cię strzelę.-
Powiedziałem i spojrzałem na nią, aleAshias już trzymał ją w objęciach. – Mogę
się trochę spóźnić, ale będę.-Dodałem cicho…
Spojrzałem na zegarek. No było wpół
do 22. Czyli trochę dłużej się spóźnię niż to przewidywała ustawa. Wypuściłem
głośno powietrze.
–
Zaczęła się przerwa, że tak to ujmę późno-świąteczna. Muszę tylko przez tydzień
od bimbać przegraną. A później, jeżeli rodzice pozwolą to Shino-kun zaprasza
całą paczkę z okazji swoichurodzin na Okinawę do gorących źródeł do swojej
ciotki. Później znowu pozostanę w domu aż do końca trwania swojego aresztu.-
Dodałem błagalnie. Ojciec spojrzał na matkę.
–
Mówiłeś, że jego brat jest policjantem.
–
Tak. Więc będę pod większym nadzorem u niego niż tutaj w domu. Przecież twoim
znajomym nic nie umknie.-Powiedziałem. Ojciec uśmiechnął się delikatnie.
-,
Ale przecież Natsu mówił…
– Wybacz matko, że przerywam. Ale uSasuke
spałem i nic mi się nie stało. Proszę nie myślcie, że pozwolę, aby do czegoś
doszło. Jeżeli będzie takie ryzyko zamknę się w łazience
i zadzwonię do domu.- Powiedziałem patrząc jej w oczy. Mama spojrzała na tatę. Czyli ona się zgodziła. Tata wypuścił głośno powietrze.
i zadzwonię do domu.- Powiedziałem patrząc jej w oczy. Mama spojrzała na tatę. Czyli ona się zgodziła. Tata wypuścił głośno powietrze.
–
Przekaż mu, jakie są twoje warunki aresztu i ich przestrzegaj, dobrze. I dzwoń
codziennie do domu.- Powiedział. Skłoniłem się.- Mama z tobą dzisiaj pojedzie.
– Dziękuje.- Powiedziałem wstając z ziemi i
zmierzając do swojego pokoju po małą torbę ze swoimi rzeczami. Spojrzałem na
telefon. Nic. Ale to nie znaczy, że nie czeka. Zszedłem po wolina dół. Mama
czekała już w samochodzie.
-
Paniczu.- Drzwi otworzył mi szofer mamy.Obi. Tak na niego mówiliśmy. Usiadłem
obok mamy. Sprawdzała coś w komputerze.
–
Może powiadomisz swojego kolegę, że nie długo będziemy.- Zaproponowała nie
patrząc na mnie. Wyciągnąłem telefon, kiedy wyjeżdżaliśmy z naszego „podwórka”.
Po trzecim sygnale odebrał telefon.
– Tak?
–
To ja.
-,
Jaki znowu ja?
-, Bo wyłapiesz!- Powiedziałem unosząc głos.
Mama zerknęła na mnie z ukosa. Spojrzałem
w bok.
w bok.
–
Aaa. Ty.- Mówił jakby był trochę zboku.
–
Za jakieś dwadzieścia minut będę. So… Przepraszam, że kazałem ci tyle czekać.-
Przeszedłem na bardziej uprzejmy ton, ponieważ czułem na sobie spojrzenie mamy.
Zaśmiał się do słuchawki.
–
Nie, no spoko. Wyjść po ciebie na przystanek?- Zapytał. To chyba jedyna osoba,
która po części znała mój sekret i nadal myślała, że jeżdżę autobusami!
– Nie. To nie będzie konieczne. Możesz jeszcze
raz podać swój adres?- Zapytałem. Zrobił to
a ja powtórzyłem go Obi-san’owi.
a ja powtórzyłem go Obi-san’owi.
– Dob… JUŻ TO ROBIĘ!- Wydarł się do słuchawki.
Zazgrzytałem zębami odsuwając ja od ucha.- Sorry. Pogadamy jak będziesz.- Dodał
i się rozłączył.
–
Dasz sobie radę?- Zapytałamama. Uśmiechnąłem się szeroko.
–
Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych.- Powiedziałem i spojrzałem na wielki
wieżowiec, przed którym się zatrzymaliśmy. Otworzyłem szeroko oczy.- Mogę się
założyć, że mieszka na samej górze.- Dodałem wychodząc z samochodu. Mój bagaż
(bez mojego zezwolenia) wziąłObi i ruszył za nami do drzwi windy. W windzie
stała jakaś starsza kobieta i młody chłopak. Yuui podał numer mieszkania. 1096.
Patrząc na rozkład piętrowy. Nie pomyliłem się. Wcisnąłem guzik na ostatnie
piętro. Po chwili w windzie byliśmy tylko my sami.- Wybacz, że musiałaś ze mną
tutaj przyjechać.-Powiedziałem do mamy.
–
Pamiętaj, że nie wywodzę się z wyżyn społecznych jak twój ojciec, więc takie
coś to dla mnie normalka jakbyś to ujął.- Powiedziała i uśmiechnęła się
szeroko. Wysiedliśmy na ostatnim piętrze. Drzwi mieszkania 1096 znajdowały się
na końcu korytarza. Kiedy zbliżyliśmy się do nich usłyszałem wysoki krzyk i
głośny śmiech? Wymieniłem spojrzenia z mamą.Obi zapukał do drzwi mieszkania. Po
chwili stanął w przejściu Hikaru-sama. Cały mokry. Spojrzałem na niego
zaskoczony.
–
O. Enmba-kun.- Powiedział zaskoczony. Yuui wyłonił się zza drzwi. To on tak
rechotał. Spojrzał najpierw na mnie później na moją mamę i znowu na mnie.
–
Proszę o wybaczenie, że tak późno przywozimy mojego syna, mam nadzieje, że to
nie problem?- Powiedziała. Obaj spojrzeli po sobie.
–
Nie, ależ nic się nie stało. Proszę niech państwo wejdą.- Powiedział Hikaru
wpuszczając nas do środka. Obipołożył torbę koło drzwi i został na korytarzu.
Yuui wskazał na niego palcem, kiedy upewnił się, że nikt nie patrzy, ale ja
przecząco pokiwałem głową.
– Pan jest opiekunem Yuui-sama?-Zapytała moja
mama. Stanąłem obok niej.
–
E. A tak. Proszę mi mówić Hikaru
–
Miło mi cię poznać Hikaru. Jestem Yo.
–
Miło mi panią poznać, Yo-sama.-Powiedział jego brat i ukłonił się delikatnie.
Później wymienili jeszcze kilka zdań i porozmawiali przez chwile o moim
areszcie (Yuui gapił się na nas jak jakiś zacofaniec), po czym mama obwieściła,
że będzie już wracać do domu. Poszedłem za nią (Yuui za nami) aż do samej windy.
–
Pamiętaj, aby przestrzegać zasadaresztu, dzwonić codziennie i nie wpakuj się w
żadne kłopoty.- Przestrzegła mnie na odchodnym.
–
Tak, matko.- Powiedziałem i kłaniając się w pół złapałem ją za dłoń.-
Bezpiecznej podróży.- Dodałem i pocałowałem ją w rękę. Skinęła głową i weszła
do windy.- Obi jedź ostrożnie.
–
Wedle rozkazu Panicza.- Powiedział i skłonił się. Patrzyłem jak drzwi windy się
zamykają. Nim się zamknęły mama delikatnie pomachała do mnie i uśmiechnęła się
przyjaźnie. Spojrzałem do góry. Yuui gapił się na mnie jak żaba na zdobycz.
-,
Co?- Zapytałem chłodniej, ale bardziej chamsko niż w trakcie rozmowy z matką.
-,
Kim ty jesteś, że masz szofera i mówi się do ciebie per paniczu?- Zapytał idąc
koło mnie do swojego domu.
–
Pewnym wkurwiającym dzieciakiem, który ma takie coś z takim czymś bez takiego
czegoś.- Zaśmiałem się wchodząc do jego mieszkania. Podał mi jakieś kapcie. W
ich mieszkaniu znajdowały się dwie sypialnie, jeden salon połączony z jadalnią
i kuchnią oraz jedna łazienka. Malutkie, ale przytulnie urządzone mieszkanie.
Hikaru-sama wyszedł z łazienki w spodniach od dresów i ręcznikiem zarzuconym na
głowę.
–
Nigdy nie sądziłem, że poznamYo-sama.- Powiedział rozmarzonym głosem.
– To tylko moja mama.-Odpowiedziałem
obojętnie.
–
Nie tylko. To naprawdę…
–
Czy możecie mi powiedzieć, o co chodzi?- Zapytał poirytowany Yuui. Spojrzałem
na niego załamany.
–
Zakładasz się ze mną o coś takiego a nawet nie wiesz, kto ci będzie służył
przez tydzień?- Zapytałem i zaśmiałem się głośno. Spojrzał na mnie spod byka.
–
Jak to służył? Ty mu?- Zapytał jego brat. Zaśmiałem się i kiwnąłem twierdząco
głową.
–
Dobrze, że nie jesteś w jego guście, bo musiałbym zmienić swoją tygodniową
zmianę nocną na dzienną.- Powiedział śmiejąc się głośno i niknąc w swoim
pokoju. Skrzywiłem się.
–
Taaa… całe szczęście. Przynajmniejnic mi nie zrobi.- Powiedziałem starając się
odgonić tamto wspomnienie. Podrapałem się po szyi, bo zaczęła mnie swędzieć na
wspomnienie o tym, co się wtedy wydarzyło. Mu chyba nie przeszkadzało to, jaki-
ważne żeby był facet.
–
Ho…- Zawołał mnie mój tym czasowy „Pan”. Wszedłem za nim do jego pokoju.-
Kanapa
W
salonie jest za twarda, aby na niej spać, więc będziesz spał w moim łóżku a ja
w tym czasie zajmę ten futon.- Powiedział i wskazał mi łóżko. Usiadłem na
futonie.
–
Nie mogę pozwolić, aby mój pan spał w takich warunkach.- Powiedziałem nie
patrząc na niego. Zamknąłem na chwilę oczy.
–
Jak chcesz spać to idź się umyj.
^^~~^^
Leżałem w futonie na ziemi i
wpatrywałem się w sufit. W jego pokoju znajdowały się trzy półki zapełnione
książkami, biurko z komputerem, łóżko i mały stolik. Ale coś nie dawało mi
spokoju.
–
Yuui-kun?- Zapytałem. Wychylił się zza łóżka wisząc tak i patrząc na mnie. No
tak. Zaciekawiło go, co mógłbym od niego chcieć.
–
Tak?- Zapytał, kiedy nic nie powiedziałem.
–
Gdzie są twoi rodzice?- Zapytałem. Ociupinkę ściągnął brwi.
–
Nie żyją.- Odpowiedział w końcu.
–
A. Przy…
– A mi nie. Dobrze, że zmarli.-Powiedział
chłodno. W jego glosie można było usłyszeć nienawiść. Uniosłem się na łokciu.
-,
Dlaczego tak mówisz, przecież to byli twoi rodzice?
–
Odpowiem ci na to pytanie, jeżelii ty odpowiesz na moje.- Powiedział. Zastanowiłem
się chwile.
–
Dobra.
-,
Kiedy miałem dziesięć lat mój brat wyjechał za granicę na studia. Planował je
zrobić
w tempie przyspieszonym, aby wrócić i pomóc rodzinie finansowo. Ale cóż. Moi rodzice znaleźli inny sposób na taką pomoc. Wiesz ile może zarobić dziesięciolatek sprzedający swoje ciało i to jeszcze za pierwszy swój raz?- Zapytał. Wybałuszyłem oczy i otworzyłem szeroko oczy.- Dużo. Tyle, aby spłacić wszystkie długi rodziców i zapewnić im dostatnie życie na najbliższe kilka lat. Ale cóż jak raz się w to wdepnie to i częściej chce się po to sięgać. Tosa był moim pierwszym klientem. Później pomógł moim rodzicom znaleźć innych chętnych na zakup trzynasto latka. Tak. Jak miałem dziesięć lat sprzedali mnie raz. Później przez dwa lata miałem spokój. Teoretyczny. W praktyce wyglądało to całkiem inaczej. Bałem się własnego domu i ulicy. Bałem się rodziców i każdego gościa, który odwiedzał nasz dom. Balem się nawet swojego brata, który dzwonił do domu codziennie. W wieku dwunastu lat sprzedano mnie na roczne przeszkolenie u Tosy.O nim nie będę ci mówić, ale powiem tyle, że byłem po nim potulny jak baranek. Nawet ty byś spotulniał. Do czternastego roku sprzedali mnie dziesięć razy. Częściej nie mogli. Mówili, że dzieciak nie wytrzyma. Siądzie mu psycha. W końcu nas wyda. Chciałem umrzeć. Napisałem do brata, że chcę umrzeć a oni znowu mnie sprzedali. W moim własnym pokoju pieprzył mnie jakiś student a moi rodzice w pokoju obok oglądali jakąś komedie na swojej nowej plazmie i śmieli się w niebo glosy. Już miałem sobie przegryźć język, kiedy ten studencik zniknął. Ktoś się nade mną pochylał. Jedyne, co pomyślałem w tamtej chwili to „Proszę. Ja już dzisiaj nie dam rady”. Ale tamta osoba mnie przytuliła i owiniętego w koc wyniosła z domu. Okazało się, że to mój brat. Przyjechał dzwoniąc do swojego senpaia, że coś się dzieje u nas w domu. Płakałem jak dziecko. Nim mój brat wrócił do domu ojciec zabił matkę i siebie. Żeby nie było świadków. A Tosauciekł. Dwa lata terapii u różnych lekarzy. Farbowanie i zapuszczanie włosów. Szkła kontaktowe. Zmiana charakteru. Chodzenie na siłownie i trenowanie podstaw samoobrony. Zmiana nazwiska. Mój brat dostał tutaj prace i mieszkanie. Nasze dane zostały zatajone. Nowa szkoła. Drugi dzień a tutaj jakiś dzieciak mnie całuje.- Zakończył na chwilę. Wziął kilka głębokich oddechów.- Więc nie dziw się, że ich nienawidzę i cieszę się, że nie żyją.- Dodał po chwili milczenia. Leżałem nieruchomo wtulając się w poduszkę i tłumiąc płacz. Czułem na sobie jego spojrzenie. Przetarłem oczy.
w tempie przyspieszonym, aby wrócić i pomóc rodzinie finansowo. Ale cóż. Moi rodzice znaleźli inny sposób na taką pomoc. Wiesz ile może zarobić dziesięciolatek sprzedający swoje ciało i to jeszcze za pierwszy swój raz?- Zapytał. Wybałuszyłem oczy i otworzyłem szeroko oczy.- Dużo. Tyle, aby spłacić wszystkie długi rodziców i zapewnić im dostatnie życie na najbliższe kilka lat. Ale cóż jak raz się w to wdepnie to i częściej chce się po to sięgać. Tosa był moim pierwszym klientem. Później pomógł moim rodzicom znaleźć innych chętnych na zakup trzynasto latka. Tak. Jak miałem dziesięć lat sprzedali mnie raz. Później przez dwa lata miałem spokój. Teoretyczny. W praktyce wyglądało to całkiem inaczej. Bałem się własnego domu i ulicy. Bałem się rodziców i każdego gościa, który odwiedzał nasz dom. Balem się nawet swojego brata, który dzwonił do domu codziennie. W wieku dwunastu lat sprzedano mnie na roczne przeszkolenie u Tosy.O nim nie będę ci mówić, ale powiem tyle, że byłem po nim potulny jak baranek. Nawet ty byś spotulniał. Do czternastego roku sprzedali mnie dziesięć razy. Częściej nie mogli. Mówili, że dzieciak nie wytrzyma. Siądzie mu psycha. W końcu nas wyda. Chciałem umrzeć. Napisałem do brata, że chcę umrzeć a oni znowu mnie sprzedali. W moim własnym pokoju pieprzył mnie jakiś student a moi rodzice w pokoju obok oglądali jakąś komedie na swojej nowej plazmie i śmieli się w niebo glosy. Już miałem sobie przegryźć język, kiedy ten studencik zniknął. Ktoś się nade mną pochylał. Jedyne, co pomyślałem w tamtej chwili to „Proszę. Ja już dzisiaj nie dam rady”. Ale tamta osoba mnie przytuliła i owiniętego w koc wyniosła z domu. Okazało się, że to mój brat. Przyjechał dzwoniąc do swojego senpaia, że coś się dzieje u nas w domu. Płakałem jak dziecko. Nim mój brat wrócił do domu ojciec zabił matkę i siebie. Żeby nie było świadków. A Tosauciekł. Dwa lata terapii u różnych lekarzy. Farbowanie i zapuszczanie włosów. Szkła kontaktowe. Zmiana charakteru. Chodzenie na siłownie i trenowanie podstaw samoobrony. Zmiana nazwiska. Mój brat dostał tutaj prace i mieszkanie. Nasze dane zostały zatajone. Nowa szkoła. Drugi dzień a tutaj jakiś dzieciak mnie całuje.- Zakończył na chwilę. Wziął kilka głębokich oddechów.- Więc nie dziw się, że ich nienawidzę i cieszę się, że nie żyją.- Dodał po chwili milczenia. Leżałem nieruchomo wtulając się w poduszkę i tłumiąc płacz. Czułem na sobie jego spojrzenie. Przetarłem oczy.
–
Wybacz, że cię wtedy pocałowałem.-Powiedziałem łamiącym się głosem.
–
Nie mów mi, że wyjesz.- Powiedział sarkastycznie.
–
Dobra. Teraz ty? Co chcesz wiedzieć?-Zapytałem ignorując jego uwagę.
–
Chcę poznać twoją historię itwojego przyjaciela Sasuke.- Powiedział. Zacisnąłem
ręce
W pięści
na poduszce i spojrzałem na niego uważnie.
–
Dobra. Ja i Sasuke znaliśmy się od dziecka. Nawet dłużej niż ja i Sakura. Od
zawsze byliśmy w tej samej szkole, jaki klasie. I od zawsze miałem problem z
bez obrazy homo nie wiadomo. Odkąd sięgałem pamięcią zawsze ktoś się do mnie
przystawiał, ale Sasuke go odganiał. Wiedział, że nie mogę się bić bez
uzasadnienia. Od pierwszej gimnazjum z kolei zaczął uganiać się za Sasuke
pewien chłopak. Myśleliśmy na początku, że chodzi mu o mnie, ale kiedy pod
koniec drugiej gimnazjum podszedł do mnie na dachu padł na kolana i poprosił o
zgodę na umawianie się z moim przyjacielem myślałem, że dostanę zawału. No cóż
i tak właśnie poznałem Shiona. Zostali parą. Rodzice jakoś to przełknęli. Nie
ukrywali się ze swoja orientacją. Więc pod koniec wakacji trzech kolesi z
trzeciej liceum doszło do wniosku, że jeżeli nie ma przy mnie mojego wiernego
Sasuke to mogą mi zrobić, co tylko zechcą. Postawili sprawę jasno, albo za dwa
dni przyjdę w wyznaczone miejsce albo w to miejsce przyprowadzą Sakure i
Sasuke. Więcej mówić nie musieli. Ale Sasuke się
o tym dowiedział.Za tydzień mięliśmy zacząć szkołę średnią. Po dwóch dniach, kiedy miałem się
z nimi spotkać Shino napisał do mnie sms ‘a, że Sasuke leży w szpitalu. Nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Ale mojej rodzinie się nie odmawia sam lekarz mi wszystko wyjawił. Został brutalnie pobity i wielokrotnie zgwałcony w przeciągu jednej nocy. Poszedł na moje miejsce. Zdenerwowałem się. Chciałem zrobić im to, co oni mu. Pojechałem w tamto miejsce na drugi dzień. W sumie jechałem tam, kiedy zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że Sasuke powiesił się w szpitalu w łazience. Coś we mnie pękło. Kolejne, co pamiętam to, to jak zamykali mnie do radiowozu. Tamta trójka do dzisiaj leży w śpiączce w jakimś szpitalu. Nie podali mi nazwy abym ich nie zabił no i dostałem areszt. Od tamtego czasu nie wolno mi się bić i w ogóle. Sądownie zmieniono mi trochę nazwisko, aby nie było powiązania pomiędzy mną a mną. W szkolę muszę się zachowywać całkiem inaczej niż zazwyczaj to robię. Powiedziałem sobie wtedy, że nawet, jeżeli będę miał zabić ochronie swoich przyjaciół
i każdego, kogo kocham.- Zakończyłem. Wpatrywał się we mnie. Czułem jak złość ulatuje ze mnie po woli. Kilka głębokich wdechów i…
o tym dowiedział.Za tydzień mięliśmy zacząć szkołę średnią. Po dwóch dniach, kiedy miałem się
z nimi spotkać Shino napisał do mnie sms ‘a, że Sasuke leży w szpitalu. Nie chciał mi powiedzieć, co się stało. Ale mojej rodzinie się nie odmawia sam lekarz mi wszystko wyjawił. Został brutalnie pobity i wielokrotnie zgwałcony w przeciągu jednej nocy. Poszedł na moje miejsce. Zdenerwowałem się. Chciałem zrobić im to, co oni mu. Pojechałem w tamto miejsce na drugi dzień. W sumie jechałem tam, kiedy zadzwoniła do mnie mama i powiedziała, że Sasuke powiesił się w szpitalu w łazience. Coś we mnie pękło. Kolejne, co pamiętam to, to jak zamykali mnie do radiowozu. Tamta trójka do dzisiaj leży w śpiączce w jakimś szpitalu. Nie podali mi nazwy abym ich nie zabił no i dostałem areszt. Od tamtego czasu nie wolno mi się bić i w ogóle. Sądownie zmieniono mi trochę nazwisko, aby nie było powiązania pomiędzy mną a mną. W szkolę muszę się zachowywać całkiem inaczej niż zazwyczaj to robię. Powiedziałem sobie wtedy, że nawet, jeżeli będę miał zabić ochronie swoich przyjaciół
i każdego, kogo kocham.- Zakończyłem. Wpatrywał się we mnie. Czułem jak złość ulatuje ze mnie po woli. Kilka głębokich wdechów i…
–
A skąd masz ten tatuaż. Wiesz totrochę dziwne, aby licealista miał taką dziare.
–
Miesiąc przed śmiercią, Sasukezrobiliśmy sobie takie same.- Powiedziałem i
przeciągnąłem palcami po swoim lewym boku. Tatuaż wciąż tam był.
–
Bolało?
–
Nie kurwa łaskotało.- Powiedziałem i na tym nasza rozmowa się zakończyła. Nim
się obejrzałem zmorzył mnie sen.
^^~~^^
Pierwszego poranka w domu
Yuui-kunanie zapomnę do końca życia. Wstałem o piątej rano (w domu też tak
wstaję) i jak na służącego przystało posprzątałem w kuchni, salonie i łazience.
Nastawiłem pranie i zrobiłem śniadanie. Przywitałem jego zaskoczonego brata
kawą, kiedy wygrzebał się z łóżka a później go słowami „Witaj Panie. Mam
nadzieję, że noc była udana.” Po czym odsunąłem mu krzesełko i podąłem mu
śniadanie. Ich miny były niezapomniane. Nie zapomnę tego tygodnia do końca
życia. Wtedy poznałem go jeszcze lepiej. Za dnia zachowywałem się jak jego
sługa. Wykonywałem jego najgłupsze rozkazy bez żadnego sprzeciwu przestrzegając
przy tym zasad aresztu. Co wieczór dzwoniłem do domu? A kiedy gasły światła w
domu gadaliśmy aż nie zasnęliśmy ze zmęczenia. Oczywiście ja wstawałem pierwszy
a on jak zwykle przedpołudniem zaskoczony tym, co zdołałem zrobić, kiedy ten
spał.
Za
dwa dni wracam do domu. A za trzy i pół dnia jedziemy na Okinawę. Ale póki, co…
Przy Historii Yuui łzy pojawiły mi się a oczach… no i jak Enmba opowiadał o Sasuke.