Weszliśmy
do gabinetu dyrektora.Nie słyszałem, o czym rozmawiali ani co się działo
dookoła mnie. Chyba musielimówić coś do mnie, ponieważ dyrektor spojrzał na
mnie wyczekująco wskazując miostatnie wolne miejsce siedzące. Skłoniłem się
delikatnie.
-
Wybaczy dyrektor, ale postoje.-Powiedziałem stając po prawej stronie brata. Ani
drgnął. Dyrektor spojrzał namnie znacząco. Milczał.
-
Enmba usiądź.- Powiedział Natsunie patrząc na mnie. Zrobiłem tak jak mi kazał.
Tak naprawdę moim prawnymopiekunem od pół roku był właśnie mój brat a nie ojciec,
kiedy wyszło na jaw, żeojciec nie potrafi zapanować nad moim temperamentem i
zachowaniem. Dyrektor zacząłswoją przemowę, ale nie mogłem skupić się na jego
gadaniu. Skoro przyjechałNatsu to pewnie w domu będzie też Eagle, Each oraz
Nobi. A że Natsu jest tutajto już wiem, co mnie czeka w domu. Może jednak
trzeba było wybrać śmierć(ucieczkę)? Poczułem na sobie wzrok dyrektora.
Spojrzałem na niego.
-
Em-kun czy…- Urwał. Niewiedział, co chciał powiedzieć.
-
Powiedziałem,że nic takiegosię nie stało.- Powiedział Yuui-kun. Miał niski,
chrapliwy głos. Ciarkiprzeszły mi po plecach. Spojrzałem na niego.
-
Yuui-kun nie chce powiedzieć, o co dokładniej wam poszło.- Powiedział dyrektor.
-
Przecież mówię, że o nic.-Powiedział zły chłopak. Śmieszne. Ja za takie odzywki
przy bracie dostałbymznowu po mordzie, ale jego opiekun zerkał na niego
zaciekawiony. Natsu wypuściłgłośno powietrze (drgnąłem delikatnie. Kto wie, co
mu strzeli do głowy? Możejeszcze pobić tego chłopaka).
-
Enmba.- Powiedział cicho.
-
Tak.- Powiedziałem.- Popierwsze to nie była wina Yuui-kuna. Jest nowy, a ja
wciągnąłem go w tą grę. Tobyło z zaskoczenia. A później sam powiedziałem, że
jeżeli uderzenie mnie będzieodpowiednim zadośćuczynieniem to niech to zrobi.
Proszę nie obwiniać o to go.Sam go o to poprosiłem obiecując, że nie zostanie
pociągnięty doodpowiedzialności. Wiec…- Urwałem widząc spojrzenie brata.-
Proszę owybaczenie. Za dużo powiedziałem.- Dodałem po chwili.
-
Hmmm.- Nie musiałem podnosićgłowy. Brat się uśmiechał. To nie wróżyło niczego
dobrego.- Nie chceszpowiedzieć, co zrobiłeś to pokaż.- Powiedział. Spojrzałem
na niego przerażony. Yuuiodsunął się od nas delikatnie.
-Ale…
nie… Aniki… ja… nie… nie… tak…nie… mogę…- Powiedziałem przerażony. Starczyło
jedno spojrzenie. Przełknąłemgłośno ślinę. Spojrzałem na przerażonego
Yuui’ego.- Wybacz Yuui-kun, ale wolędostać od ciebie a nie od Anikiego.-
Dodałem. Wstał przerażony. Cofnął się o krok.
-
Natsu-san…- Zaczął dyrektor, alezostał uciszony jednym gestem ręki. Mojemu
bratu nikt się nie sprzeciwi.Dosłownie nikt. Przystanąłem na chwilę patrząc na
Yuui-kuna.
-
Aniki, czy możesz mi zagwarantować, że za to, co teraz zobaczysz nie skrócisz
mojego życia?- Zapytałem nie patrząc na niego.
-
To zależy.- Powiedział ozięble. Wzruszyłem ramionami i złapałem Yuui-kuna za
przód koszuli. Złapał mnie za przeguby, aby mnie powstrzymać. Poczułemdziwne
uczucie na nadgarstkach. Takie ciepłe mrowienie. Dziwne. Opuszczały
mniewszystkie siły. Szarpnąłem nim w dół i wpiłem się w jego usta.
Dyrektorwstrzymał głośno powietrze. Widziałem przerażenie w oczach Yuui-kun ‘a.Rozwarłem
jego usta językiem. Znowu poczułem smak mięty i… on palił??-Starczy.-
Powiedział Natsu. Odsunąłem się od Yuui-kun ‘a. Nadal trzymał mnie
zanadgarstki.
-
Wtedy domyślam się Yuui-kunuderzył Em-kun ‘a.- Powiedział dyrektor.
-
Puść.- Szepnąłem cicho. Yuuispojrzał na mnie i pospiesznie puścił moje ręce.
Przytuliłem je do siebie. Niechce mieć z tym chłopakiem nic wspólnego. On jest
dziwny.
-
Zmieniasz się w Sasuke.-Powiedział mój brat. Otworzyłem szeroko oczy. Później
nie pamiętałem, co się zemną stało. Zacząłem kontaktować, kiedy siedziałem na
podłodze trzymając się zausta. Ciekła mi z nich krew. Nade mną stał Aniki. Z
jego nosa leciała krew.Kurwa! Uderzyłem go. Wytarłem usta wstając z ziemi. W
ostatniej chwili złapałemrękę brata, która leciała w moją stronę
-
Możesz mnie bić, obrażać,wściekać się na mnie i w ogóle, ale nie waż się o nim
mówić.
W przeciwnym razie ZABIJĘ CIĘ.- Powiedziałem patrząc na niego gniewnie.Ujawniła się moja druga natura. Puściłem jego rękę biorąc swoją torbę w rękę.Bez słowa wyszedłem z gabinetu udając się ku wyjściu. Po korytarzu chodziło jużsporo uczniów. Lekcja dobiegła końca. Nie musiałem się odwracać. Wiedziałem, żeAniki szedł za mną łypiąc na mnie gniewnie.
W przeciwnym razie ZABIJĘ CIĘ.- Powiedziałem patrząc na niego gniewnie.Ujawniła się moja druga natura. Puściłem jego rękę biorąc swoją torbę w rękę.Bez słowa wyszedłem z gabinetu udając się ku wyjściu. Po korytarzu chodziło jużsporo uczniów. Lekcja dobiegła końca. Nie musiałem się odwracać. Wiedziałem, żeAniki szedł za mną łypiąc na mnie gniewnie.
-
Em-kun?- Sakura podbiegła domnie zaskoczona.- Boże, co ci się stało?- Zapytała
przerażona. Kiwnąłem głową naznak, aby spojrzała do tyłu. Zrobiła tak i
rozszerzyła oczy.- O.
-
Ta. O.- Powiedziałem. Podała michusteczkę. Wziąłem ją i przyłożyłem ją do ust.
-
Idziesz do domu?- Zapytała.Kiwnąłem głową.
Koło drzwi zgromadziłosię kilka osób.
-Em-kun!
-Em-san!
-Em-kun!
Em-kun!-Słyszałem wiele krzyków, ale jakoś nie rozpoznawałem, kto to krzyczał.
Wyminąłemich bez słowa i zmierzyłem w stronę wyjścia ze szkoły. Poczułem na
ramieniuczyjąś rękę. Strąciłem ją siadając do samochodu, jakim przyjechał tutaj
Aniki. Wsadziłem w uszy słuchawki włączającmuzykę bardzo głośno. Sasuke ty
głupku! Dlaczego nas zostawiłeś?!
^^^~~^^^
Leżałem
na ławce trzymając naswojej głowie mundurek. Byłem pierwszy w szkole.
Wylosowałem swoje nowe miejsce(okazało się, że wychowawca przeniósł to na
dzisiaj). Wyciągnąłem karteczkę zkartonika. Otworzyłem ją i spojrzałem na
tablice. Ostatni ławka, rząd przyoknie miejsce przy oknie. Świetnie.
Przynajmniej będę mógł się w spokojuschować.
-
Widziałam, że przyjdzieszwcześniej do szkoły.- Usłyszałem głos Sakury nad sobą.
Ani drgnąłem. Usiadłaobok mnie.- Może byś tak odpowiedział.- Powiedziała z
wyrzutem. Milczałem.Oparła się delikatnie o mnie. Skrzywiłem się. Wszystko mnie
bolało. Proszęniech mnie nikt dzisiaj nie dotyka.- To nowe zadania na dzisiaj?-
Zapytałapewnie patrząc na koperty leżące obok mnie. Milczałem. Jeżeli się
odezwę odrazu zorientuje się, że coś jest nie tak. A nie chciałem jej martwić.
Aleprzecież nie będę jej wiecznie unikać.- Dobra widzę, że ci przeszkadzam.
Więcjuż sobie pójdę i przyjdę jak minie ci ten dziwny foch.- Powiedziała. Nie
znosiłem jak to robiła. Złapałem ją za rękę.
-
Nie idź.- Powiedziałem cicho iniewyraźnie.- Ja się nie gniewam.- Dodałem po
chwili.
-
Em-kun.- Powiedziała ściągając mi z głowy marynarkę mundurka.. Pisnęła głośno.
W sumie się jej nie dziwiłem.Jak zobaczyłem swoje odbicie dziś rano
zareagowałem tak samo. W jednym wielkimskrócie. Wyglądałem jakbym wpadł pod
szatkownice.- C…, Co ci się stało?!
-
Jak to, co? Moi braciaprzyjechali na tydzień do domu.- Powiedziałem. Ktoś by
pomyślał, że to wymówka,ale to była szczera prawda.- Nie przejmuj się mną. Za
tydzień się wygoi.- Dodałem uśmiechając się delikatnie.
-
To tutaj jest miejsceF-15?- Usłyszeliśmy
nad swoimi głowami.Sakura wstała nie patrząc na to, kto to był. Spojrzałem jak
obok mnie siada…dobry boże. Chyba zgrzeszyłem przyjmując wczorajsze wyzwanie,
ale dlaczegokażesz mnie w ten sposób? Yuui położył koło siebie trzy białe
koperty. A więcprzyjął wyzwanie. Spojrzał na mnie przelotnie i wybałuszył oczy.
-
Joł.- Powiedziałem niepodnosząc głowy z blatu ławki.- Sakura-cha po zadaniu z
lunchu spotkajmy siętam gdzie zawsze ok.?
-
Dobrze. Chciałabym ci cośpowiedzieć.- Dodała i uciekła z klasy. Zostaliśmy
tylko my dwoje. Zaśmiałem sięcicho. Zamknąłem oczy. Chyba mam złamane jakieś
żebro? Ktoś puknął mniedelikatnie w ramie. Otworzyłem oczy. W klasie było już
sporo osób. Każdypatrzył na mnie jak na jakiś okaz w zoo.
-
Nie pytajcie.- Powiedziałem.Spojrzałem na Yuui-kuna.- Wykona.- Powiedziałem.
Ten otworzył kopertę.Przeczytał zadanie. Rozejrzał się po klasie i podszedł do
jakiejś dziewczyny z innej klasy. Nigdy wcześniej jej tutaj nie widziałem.
Pochylił się nad nią iszepnął jej coś do ucha. Kiwnęła głową, a on delikatnie
pocałował ją w policzek. Spojrzał na mnie.
– Wykona.- Powiedział. Uniosłem siędelikatnie
krzywiąc przy tym twarz. Otworzyłem kopertę. Powiadają, że głupi toma zawsze
szczęście. Ile bym dał, aby być takim głupkiem. „Zrób pięć salt dotyłu z miejsca,
w którym siedzisz”. Zacząłem się śmiać. Bez problemu wskoczyłemna ławkę. Kilka
razy kaszlnąłem czując ból w żebrach. Wziąłem głęboki wdech i…wylądowałem
niepewnie na nogach. Trzy kolejne poszły bez problemu. Jeszczejeden. Ewidentnie
było widać, że się męczyłem.- Ej. Czemu ty to robisz jak niedajesz rady?-
Zapytał Yuui cicho, kiedy po raz kolejny wskoczyłem na ławkę.Spojrzałem na
niego uśmiechając się szeroko.
–
Jest w porządku. Nic mnie nie boli.- Powiedziałem wybijając się do tyłu i
lądując na nogach. Fajnie. Wylądowałem.Ale nie miałem siły się podnieść. Ktoś
złapał mnie pod ramiona
i uniósłdelikatnie do góry. Spojrzałem tam. Shino-kun. Wysoki blondyn o ciemnych oczachi karnacji. Ostatnia osoba ze szkoły, która znała mój sekret.
i uniósłdelikatnie do góry. Spojrzałem tam. Shino-kun. Wysoki blondyn o ciemnych oczachi karnacji. Ostatnia osoba ze szkoły, która znała mój sekret.
–
Nie było mnie w szkole tydzień aty już tak zdążyłeś narozrabiać?- Zapytał
uśmiechając się do mnie szeroko.Zaśmiałem się cicho siadając na swoim miejscu.
Usiadł miejsce przede mną. A więc nie będzie tak źle.
–
Nie jest tak źle.- Zaśmiałem się.Spojrzał na mnie znacząco.- A o to ci chodzi.
Moi bracia przyjechali na trochędo domu.- Powiedziałem. To mu starczyło.
–
On nie byłby zadowolony gdyby tozobaczył.- Powiedział znacząco Shino-kun.
–
Ta. Ale nie zobaczy.- Powiedziałemchłodno. Shino-kun westchnął głęboko. Dopiero
teraz spojrzał na mojego „kolegę” z ławki. Uniósł delikatnie brew do góry.
Znalem to spojrzenie.- Daruj sobie.-Burknąłem. Zaśmiał się.
–
Żebyś się nie zdziwił.- Powiedziałi odwrócił się w stronętablicy, ponieważwszedł
nauczyciel od matmy. No tak. Dwie godziny tego jakże uroczegoprzedmiotu. Nie…
on chyba żartował. Ale… w sumie to on… nie. Uśmiechnąłem siępod nosem. To na
pewno ściema. Po kilku tygodniach będąc na wycieczce klasowejplułem sobie w
brodę, że mu nie uwierzyłem, ale nie o tym teraz.
^^^~~^^^
Siedziałem
z Sakurą na dachuszkoły i oniemiały patrzyłem na jej czerwoną twarz. Jakoś nie
mogłem tegoogarnąć. Przecząco pokiwałem głową,
-
Przepraszam, ale mogłabyś to powtórzyć?
-
Powtarzałam to już z sześćrazy.
-,
Ale powtórz jeszcze raz,dobra??- Zapytałem błagalnie. Wypuściła głośno powietrze
patrząc na niebo.
-
Zakochałam się.- Powtórzyła po raz siódmy. Zakochała? Czyli się, że ma
osobę,która jest dla niej bardzo ważna. Z którą będzie spędzać bardzo wiele
czasu. Z która…!
-
Kto to? Wie o tym.
-
Tak wie. Powiedziałam mu o tymdwa tygodnie temu.
-
I…?
-
Chce ciebie prosić o zgodę.
-,
Kto? Ty?
-
Nie. On. Zna cię. Wie, że jesteśmyprzyjaciółmi i że jeżeli ci coś się nie
spodoba to po prostu mu lutniesz.
-
On chce prosić mnie o zgodę nachodzenie z tobą?- Wydało mi się to śmieszne.
-
Tak.- Powiedziała i odebrałaswój telefon.- Tak?(…)Na dachu(…)tak(…)ok.-
Powiedziała rozłączając się ipatrząc na niego.
-,
Co? Brudny jestem?- Zapytałemwycierając twarz. Zaśmiała się.
-
Nie. Za chwile go poznasz. Proszę cię…
-
Tak wiem.- Uśmiechnąłem sięszeroko. Drzwi otworzyły się delikatnie a na dach
weszły trzy osoby. Dobrzeprzemyślany ruch.- Ashias-san? Yuui-kun? Shino-kun?-
Już nie wiedziałem czyjaobecność najbardziej mnie zaskoczyła. Próbowałem wstać.
-
Nie wstawaj.- PowiedziałaSakura. Spojrzałem na nią a później na chłopaków.
-
Tak. Shino-kun odpada nawjeździe. To nie on. No chyba, że zmieniła mu się
orientacja seksualna odostatniego razu, ale po tym, co dzisiaj zobaczyłem
wątpię. Yuui-kun jest dopierotrzeci dzień w naszej szkole. Nie miałaś szans go
wcześniej znać. Więczostajesz ty.- Powiedziałem do Ashias-san ’a. Uklęknął
przede mną.
-
Enmba…
-
Dobra. Wstań. Nie wiem, co cistrzeliło do głowy…
-
Nie. Chce ciebie prosić o zgodęna chodzenie z twoją przyjaciółką. Obiecuję, że
będę o nią dbał i troszczył się o nią.- Powiedział nie patrząc na mnie.
-
Złożyłeś obietnice. Wiec jądotrzymaj. A teraz powiedz skąd ci się wziął pomysł
pytania
O zgodę?
-
Shino powiedział, że tak będzielepiej.
-
Shino?- Zapytałem i sięzaśmiałem.- No tak. On też się o to pytał.
-
Shino-kun chodził z…- Yuui-kunwskazał palcem na Sakure. No tak. Nie znał jej.
-
Sakura-cha Yuui-kun. Yuui-kunSakura-cha.- Powiedziałem od niechcenia.
-
Miło mi.- Skłoniła siędelikatnie. I on się odkłonił.
-,
Więc Shino-kun i Sakura-cha…?-Shino zaczął się śmiać. Pokręcił przecząco głową.
Wyciągnął z kieszeni portfeli otworzył go.
-
Ja prosiłem o zgodę nachodzenie o…- Pokazał mu jakieś zdjęcie. Wiedziałem, co
to za zdjęcie. Yuui-kunspojrzał na niego zaskoczony.
-
Nie widziałem tej dziewczyny…-Shino zasłonił mu pospiesznie usta.
-
Em-kun… tylko się niedenerwuj.- Powiedziała Sakura-cha machając przede mną
rękoma.
-
Puść go, bo jeszcze go udusisz.To mój przyjaciel Sasuke. I na pewno nie był
dziewczyną.- Powiedziałem patrzącna Yuui-kuna.- Bronił się przed Shino rok
podstawówki i dwa lata gimnazjum. Ażpewnego dnia przyszedł i powiedział, że nie
zauważył, kiedy ta głupiadokuczająca mu Metka stała się większa od koszulki. I
wpadł. Zakochał się. Tak. Shino woli chłopców i to się nie zmieniło.-
Powiedziałem uśmiechając się doniego.- Ashias-san?
-
Tak?
-,
Jeżeli Sakura-cha będzie przezciebie płakać, albo spadnie jej, chociaż jeden
włos z głowy to pamiętaj… ZABIJECIĘ.- Powiedziałem chłodno uśmiechając się przy
tym przyjaźnie. Ashias-sancofnął się delikatnie.
-
Em-kun.- Powiedziała z wyrzutemSakura-cha.
-
Koniec tematu.- Powiedziałem.-Nie chce mi się o tym rozmawiać ani myśleć.-
Dodałem. Ashias-san usiadł obokSakury i złapał ją za rękę. Oby im się
poszczęściło. Yuui rozglądał sięniepewnie patrząc za jakimś ustronnym miejscem.-
Ashias-san czy wypaplesz cudzątajemnice?
-,
Jeżeli tego nie chcesz to nie.-Powiedział poważnie. Uśmiechnąłem się rzucając
coś Yuui-kun’owi. Spojrzał na topóźniej przerażony na mnie.
-
Nie krępuj się. Stąd nikt cięnie wyda.- Powiedziałem patrząc na niego.
Niechętnie
i niepewnie wyciągnął z kieszeni papierosa. Odpalił go siadając w miarę dalekood nas.
i niepewnie wyciągnął z kieszeni papierosa. Odpalił go siadając w miarę dalekood nas.
-
Oho. Nowy pali.- Shino zaśmiał się głośno.
-,
CO?- Ashias-san spojrzał naniego.
-
Ciii. Dajcie się chłopakowiskupić.- Powiedziałem i zaśmiałem się głośno.
Wstałem
z trudem.- Yuui-kun? Masz szczęście, że nie jesteś w typie Shino.- Dodałempodchodząc do drzwi. Zaczął kaszleć. Zaśmiałem się schodząc po woli schodami nadół.
z trudem.- Yuui-kun? Masz szczęście, że nie jesteś w typie Shino.- Dodałempodchodząc do drzwi. Zaczął kaszleć. Zaśmiałem się schodząc po woli schodami nadół.
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Czekam na ciąg dalszy