poniedziałek, 5 lutego 2018

29. „Każdy z nas ma w sobie psychopatę, tylko kontrolowanie go niektyrm idzie o wiele lepiej” 29.


- Jak Boga kocham sprzedam was wszystkich debile na allegro i jeszcze kurwa do was dopłacę tylko po to aby w końcu się was pozbyć.- Tak. Macie rację. Stoje właśnie przed swoją jakże cudowną i kochana klasą. Przecież do nikogo innego ja się tak pięknie, płynnie, zgrabnie i kulturalnie nie odzywam.- Nie interesuje mnie to jakim cudem ale na wszystkich waszych egzaminach poprawkowych macie zdać chociaż na połowę maxa. Jeżeli chociaż jedno zaliczy koze w szkole letniej każdy za to beknie.
- Ale dlaczego?- Zapytał Kedamono (oblał z pięciu przedmiotów). Uderzyłem ręką w blat biurka.
- Bo jeżeli wy tutaj będziecie to i ja tutaj będę musiał siedzieć a nie chcę mi się najnormalniej w świecie. Potrzebuje odpoczunku od szkoły.- Powiedziałem. Patrzyli na mnie nierozumiejąc.- Chyba zapomnieliście, że wasza klasa to klasa jakby specjalna i nie można was zostawić bez nadzoru.
- No to może pan powiedzieć dyrektorowi, że ma już pan plany na wakacje.- Zaproponował Al. Zaśmiałem się głośno.
- Tak, tak. Już idę i mu mówię jednocześnie szukając dla was szkół z internatem.- Odpowiedziałem. Zamilkli. Wróciłem do omawiania zagadnień jakie mogą pojawić się na poprawce z testu z matmy (dla mojej klasy nie ja go przygotowywałem).

^^~^^

Siedziałem u siebie w salonie. Oglądałem jakiś film. W sumie dosiadłem się tylko do Maki, która oglądała go chwile temu a teraz w najlepsze spała sobie na moich kolanach. Mówiłem jej aby tego nie robiła, bo ona znowu się wścieknie i mi się dostanie za coś czego nie zrobiłem. Drzwi od mieszkania otworzyły się. Założyłem ręcę za szyję i wpatrywałem się w telewizor.
- Wróciłam!- Krzyknęła Aoi.
- Witaj spowrotem.- Powiedziałem. Poczułem jej spojrzenie na sobie.- Nic nie zrobiłem.- Powiedziałem pospiesznie machając rękoma w górze. Ktoś zachichotał. Wygiąłem się w drugą stronę. Sakura, Ashias, Aoi i Yuui stali w salonie i przyglądali się mi oraz Maki.
- Znowu zasnęła??- Zapytała Aoi. Kiwnąłem twierząco głową wracając do oglądania filmu.
- Co oglądasz?- Zapytał Ashias.
- A bo ja wiem? Przysiadłem się na chwilę do niej a ona zasnęła i utknąłem.
- A ty dobry samarytatnin nie mogłeś jej zepchać?- Zapytała Sakura. Spojrzałem na nią i pokazałem jej język.
- Maki nie śpi od jakiś trzech dni. Nad jakimś projektem w pracy pracowali. Więc dochodzę do wniosku, że wybrała ten film aby szybciej zasnąć.- Wytłumaczyła Aoi. A ja posłużyłem jej jako termopoduszka.
- Jak poszło twoim dzieciaką na egzaminach??- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego mróżąc przy tym oczy.
- Połowa z nich dzisiaj pisała egzaminy poprawkowe, których ja nie mogę sprawdzać.- Powiedziałem.- Więc dowiem się na początku następnego tygodnia.
- Jak myślisz jak im poszło??
- Nie wiem ale konto na allegro już mam.
- Co?- Zapytał siadając na podłodze tyłem do telewzora.
- Nie wnikaj.- Powiedziałem tylko. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc o co mi chodzi.- No nie patrz się tak.- Dodałem. Pokręcił przecząco głową. Aoi podała mu szklankę z sokiem. Zatrzymała film, którego i tak nikt nie oglądał.
- Powiedziałeś im, że mają wszystko pozaliczać?- Zapytała Sakura.
- Dajcie mi spokój chociaż w domu.- Powiedziałem opierając głowę o oparcie kanapy. Sakura usiadła obok mnie. Yuui na fotelu.
- Musisz ich przypilnować…
- Ashias weź swoją żonę do siebie bo nie ręczę za siebie.- Powiedziałem. Zaśmiała się i położyła mi głowę na ramieniu.- Zawszę o tym marzyłem. Być otoczonym przez kobiety i jednocześnie pod ostrzałem spojrzeń ich drugich połówek.- Mruknąłem pod nosem.
- Sasuke dzonił jak wyszedłeś do pracy.- Powiedziała Aoi siadając na drugim fotelu. Spojrzałem na nią.
- No? Coś się stało?
- Mówił, że czekał na jakiś twój telefon. Bo od ostatniej waszej rozmowy nie dzowniłeś a myślał, że to zrobisz.- Powiedziała. Przyglądałem się jej uważnie.- Kiedy ty ostatnio z nim gadałeś??- Zapytała. Kiedy? Jakieś dwa tygodnie temu jak byłem z Yuui’m łatwić sprawy szkolne. I jak… Odwróciłem od niej twarz patrząc w sufit. Zasłoniłem usta drżącą dłonią na wspomnienie tego co się stało po naszej ostatniej rozmowie. Zalałem się szkarłatnym rumieńcem.
- Hola, hola! Co to za reakcja?!- Zawołała zaskoczona Sakura patrząc na mnie.
- Nyc.- Wydukałem zza swojej ręki. W uszach zaczęło mi dudnić.
- To nie wygląda jak „Nyc”.- Nalegała.
- Daj mi spokój.- Powiedziałem. Ukrywając twarz w dłoniach. Kilka głębokich wdechów. Pokręciłem przecząco głową. Wyciągnąłem z kieszeni telefon. Wykręciłem. Odebrał już po pirerwszym sygnale jakby czatował na to aż zadzwonię.
- Głupku!! Dlaczego tak późno!!
- Nie urzywasz Francuskiego?
- Chce pogadać z tobą po Japońsku. Francuskiego mam dosyć!
- Dobra, dobra. Spokojnie. Nie krzycz. Co się stało?
- Jak to co?!- Mimo mojej prośby i tak nadal krzyczał. Milczałem. Niech wywali z siebie wszystkie swoje gorzkie żale za jednym zamachem.- Dlaczego nie zadzwoniłeś, tylko kazałem mi czekać?!
- Pokłuciłem się z Shion’em. Prawda?- Zapytałem tylko. Cisza. Usłyszałem jak pociąga nosem.
- Nie…
- Nie kłam. Słysze. Co się znowu stało?- Zapytałem. Milczał. W sumie nie dokońca milczał. Płakał. Słyszałem to tak wrażnie jakby opierał się o moje ramie.
- M…m…mieliśmy przyjechać do was na dwa tygodnie wakacji! A… A… a on powiedział, że nie daaaaaaaa raaaaaadyyyyyyyyyyy!! Obieeeeeeeeecaaaaaaaaał!!!!!!! Aaaaaaaaa teraaaaaaaaaaaaz jaaaaaaaaakaaaaaaaaaaś głuuuuuuuuuupiiaaaaaaaaaaaa reeeeeeeeewiaaaaaaaaaa jest waaaaaaaaa-waaaaaaaaa-waaaaaażnieeeejszaaaaaaaa!!- Zamknąłem oczy. Dobrze, że tyle czasu przegadaliśmy kiedyś przez telefon bo w życiu bym nie zrozumiał o co mu chodzi. No i w sumie dobrze, że mówił po Japońsku, bo gdyby to był Francuski to w życiu nie dałbym rady.
- Może jeszcze coś da radę się załatwić.
- Nieeeeeeee daaaaaaaa!!
- Skąd wiesz? Pytałeś go??
- Nieeeeeeee gaaaadaaaaaam z niiiiiim!!
- Mieszkacie razem i z nim nie gadasz??
- Od tygodoniaaaaa…
- Poczekaj. Uspokój się trochę bo bardziej skupiam się na poskładaniu twoich wyrazów w zdanie niż na tym co mówisz.- Przerwałem mu. Chwila ciszy. Głos jeszcze mu drżał, ale mówił już w miarę normalnie.
- Od tygodnia… mieszkam w hot-telu.
- Dlaczego?
- Nie chce go wi-idzieć.
- To wcześniej się zdażyło?
- To już dr-rugi taki raz.- Zachlipiał do słuchawki.
- Naprawdę powiedział, że nie da rady nic z tym zrobić?
- Powiedział, że mam przestać zachowywać się jak rozpieszczony dzieciak i że jeżeli będzie jak to pojedziemy a jak nie to nie i mam się uspokoić. Wtedy ja mu powiedziałem, że się tak nie zachowuje. A on do mnie, że wręcz przeciwnie i że mam zacząć zachowywać się odpowiednio do wieku w jakim teraz jestem. Powiedziałem, że obiecał mi to i w grafiku zapisał sobie, że ma wziąć wolne w pracy. A on na to, że w życiu czasami tak bywa, że praca nas przerośnie. To ja mu powiedziałem, że jeżeli przerośnie go jego głupota to ma się dopiero do mnie odezwać i wybiegłem z mieszkania. Wróciłem później po kilka rzeczy jak go nie było.- Powiedział. Wypuściłęm głośno powietrze. Shion chyba o czymś zapomniał.
- Słuchaj. Pójdziesz teraz do domu, albo najlepiej jak go nie będzie. Spakujesz sobie torby i przyjedziesz do mnie na dwa tygodnie. Jutro będę czekał na ciebie na lotnisku. Nic mu nie mów ani nie zostawiaj żadnej wiadomości, że tutaj będziesz.
- Ale…
- Masz coś pilnego w pracy??
- Mam miesięczny urlop. Specjalnie zostawiony.
- No to nie ma żadnego „ale” tylko wskakujesz w samolot i masz tutaj jutro być.
- Mogę??
- Nie możesz tylko musisz.- Powiedziałem. Chwila ciszy.
- Będę!- Zawołał. Uśmiechnąłem się pod nosem.- Przylece pierwszym lotem.- Dodał.
- Będę czekał z kubkiem ciepłej czekolady i wielkim tortem czekoladowym.- Powiedziałem. Zaśmiał się przez łzy.
- Dużo czekolady.
- Dwa słoiki nutteli wytrace na same ozdoby.
- Mmm.
- Ogarnij się. Pojedź się spakować i przylatuj.
- Dobrze. Kocham cię. Pa.
- Ja ciebie też. Pa.- Powiedziałęm i się rozłączyłem. Na sobie czułem ich spojrzenia.
- Co się stało?- Zapytała Aoi.
- Ashias możesz mi powiedzieć na jakich warunkach pozwoliłem ci się spotykać z Sakurą??
- „Jeżeli(…) będzie przez ciebie płakać, albo spadnie jej chociaż jeden włos z głowy to pamiętaj… ZABIJECIĘ.”- Formułkę tą powiedział nie tylko Ashias ale i Maki która spoglądała na mnie od dołu. Kiwnąłem twierdząco głową. Ona też to usłyszała jak zaczęła chodzić z Aoi.
- Sasuke… on płakał.- Powiedziałem zakrwając oczy dłonią i opierając głowę o oparcie kanapy. Ashias przełknął głośno ślinę.- Sakaura??
- Tak??
- Płakałaś kiedyś… przez Ashias’a??- Zapytałem. Spojrzałem na nią ukradkiem.
- Nie. No tylko jak mnie poprosił o rękę, jak się dowiedziałam, że będę w ciąży, jak się urodziło nasze dziecko i przed ślubem. Ale to szczęśliwe chwilę więc to się nie liczy.- Wyjaśniła. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Aoi. Płakałaś kiedyś przez Maki?
- Prędzej ona przeze mnie.- Odpowiedziała pewnie. Kiwnąłem znowu głową. Tutaj muszę się z nią zgodzić.
- On płakał. Dwa razy.- Wyjaśniłem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.- Złaźcie ze mnie.- Powiedziałem ni z gruszki ni z pietruszki. Zaśmiały się. Objąłem w tali Sakurę. Maki położyem rękę na dekolcie.- No to idziemy do mnie do pokoju.
- ENMBA!!- Aoi i Ashias poderwali się na równe nogi. Kątem oka zobaczyłem jak Yuui przyklejony do szklanki odwraca głowę w bok. Puściłem dziewczyny.
- Dobrze wiecie, że nic nie zrobię.
- Aktualnie jesteś wolny więc kto wie co ci do głowy strzeli.- Powiedziała Sakura. Wolny? No właśnie? Czy ja z nim chodzę??
- Mężata i dzieciata.- Pokazałem na nią palcem.- Cycata.- Pokazałem na Maki.- Więc obie odpadacie. A teraz z łaski swojej puście mnie. Muszę się zabrać za tort.
- Naprawdę chcesz go piec?- Zapytała Maki.
- Jak powiedziałem, że będzie gotowy to będzie.
- Składniki się pokończyły. Przecież i jajka i czekoladę w sobotę brałam.
- To idź i je odkup.- Powiedziałem do niej.
- Przejdę się z nią. Mam ochotę na piwo.- Powiedział Ashias. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Aoi daj Sakurze to pudełko, które wczoraj przyszło.- Powiedziała Maki ubierając buty. Zajrzałem do lodówki skrobiąc szybko jakąś większa liste. Dałem jej kartkę, kasę i kluczyki od auta.
- Masz. Będzie szybciej.- Powiedziałem. Spojrzała na listę i kiwnęła twierdząco głową. Wyszli. Szykowałem to co było w kuchni. Aoi i Sakura coś oglądały (zawartość dziwnej paczki) i śmiały się przy tym głośno.
- …Enmba.- Usłyszałem jego głos z oddali. Spojrzałem na niego pytającym spojrzeniem.
- Tak?
- Głuchy jesteś? Chyba z piąty raz pytam się czy tą gąbką umyć szklanki?- Zapytał stojąc przy zlewie z podwiniętymi rękawami koszuli. W środku było kilka szklanek (pewnie przytachał je z salonu). W ręku trzymał zieloną gąbkę, którą przeważnie używamy do szorowania garnków. Sięgnąłem przez niego po czerwoną.
- Tą.- Powiedziałem. Podałem mu ją. Sięgnął ją ostrożnie. Zabolało. Spojrzałem na niego. Mył w milczeniu szklanki. Miał ściśnięte usta. Oczy puste. Był zły. O co?? Przecież… nim się spostrzegłem trzymałem go kurczowo za rąbek koszuli. Przestał na chwilę myć, ale po chwili znowu wrócił do swojej czynności.
- Co jest??- Zapytał.
- Złościsz się.- Wydukałem cicho.
- Wydaje ci się.- Powiedział. Pokręciłem przecząco głową.
- Nie mylę się.- Powiedziałem ściskając mocno koszulę. Wypuścił głośno powietrze. Irytacja.- Yuui?- Zapytałem cicho. Milczał. W oczach zebrały mi łzy. Przetarłem je pospiesznie wolną ręką.
- Co jest??- Zapytał po chwili milczenia.
- Czy… czy…
- Powiedz to wreszcie. Chce wracać do salonu.- Powiedział. Zabrzmiało to tak jakby nie chciał ze mną teraz siedzieć. Zaczerpnąłem za głośno powietrza.- Nie płacz.
- Głupi jesteś. Kto niby płacze.
- Ty. Powiedz co chciałeś powiedzieć.
- Czy my… em…
- Enmba nie jestem jasnowidzem.
- …razem.?
- Znowu mówisz za cicho. Na lekcji to potrafisz ładnie się wydzierać.
- Czy my jesteśmy teraz razem?- Zapytałem opuszczając głowę w dół. Zobaczyłem jak się odwraca. Zacisnąłem mocno powieki. Policzki mnie paliły. Co ja kurwa jestem dzieciak z podstawówki aby tak się zachowywać?
- A chcesz?- zapytał po chwili. Zaciskjając jeszcze mocniej powieki i rękę na jego koszuli kiwnąłem twierdząco głową. Serce za raz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Nigdy nie byłem tak zawstydzony. Drgnąłem kiedy pocałował mnie delikatnie w usta.- Otwórz oczy.
- Nie.
- Otwórz. Spójrz na mnie.
- Zamknij się. To zawstydzające.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho. Pocałował mnie delikatnie po czym przytulił mnie do siebie. Objąłem go mocno zaciskając na jego plecach swoje palce. Pachniał jak Yuui. Oddychałem coraz wolniej otwierając powoli oczy. Z tej perspektywy widziałem tylko sufit i kawałek drzwi od kuchni.
- To jeżeli chcesz to chodzimy ze sobą.- Szepnął mi cicho do ucha.
- Mmmm.- Powiedziałem. Serce waliło mi coraz szybciej. Moje ciało chciało więcej.- Yuui… ktoś może wejść.
- No i co z tego? To twój dom.
- Ale…
- Chcesz się ukrywać przed swoimi najbliższymi?
- Nie. Ale nie chcę aby dowiedzieli się w taki sposób.
- Eh. Rozumiem.- Powiedział i wyprostował się wypuszczając mnie ze swoich ramion. Moje ciało zaprotestowało boleśnie.
Uśmiechnął się do mnie i wyszedł do salonu. Enmba uspokój się. Masz już swoje lata. Zachowuj się jak dorosły a nie jak… nie. Nie da rady. Jeżeli chodzi o osobę, którą się k…k…kocha nie da rady zachowywać się w sposób spokojny, dorosły i racjonalny. Im mocniej kogoś kochasz tym bardziej zachowujesz się jak dziecko. Jak zakochany dzieciak.

^^~^^

Tort przyszykowany leżał w lodówce. Czekolada na ciepło czekała w szafce do zrobienia. Siedziałem w salonie na kanapie. Graliśmy w karty. Nie wiem które już piwo wypiłem. Lewa noga paliła mnie niemiłosiernie od dotyku prawej nogi Yuui’ego. Było mi gorąco. Ale zostały mi tylko dresy i koszulka na sobie. Nie będę przecież wszystkiego z siebie zrzucał bo mam na to ochotę.
- Enmba. Rozkojarzony jesteś.- Zaśmiała się Maki iedy przegrałem piąty raz z rzędu. Spojrzałem na nią. Znowu pytanie/zadanie.
- Ok. Tym razem pytanie. Nie chce mi się wykonywać jakiegoś durnego zadania po raz kolejny.- Powiedziałem. Wcześniej musiałem udawać kota. A Aoi była moją panią.
- Ok. No to powiedz mi z podaniem dokładnej daty, godziny i miejsca.- Powiedziała. Spojrzałem na nią. Co ona znowu chce wiedzieć?- Kiedy ostatni raz byłeś naprawdę szczęśliwy. Ale to tak, że mógłbyś umrzeć ponieważ więcej szczęścia już w sobie nie zmieścisz.- Powiedziała. Przekrzywiłem głowę w bok.
- On tego nie zrozumie.- Stwierdziła Aoi. Spojrzałem na nią. Tyle szczęścia, że mógłbym umrzeć. Więcej szczęścia nie pomieszcze. Serce zabiło mi szybciej. Złapałem się za ramiona drżąc z podniecenia.- O. Rozumie.- Dodała zaskoczona patrząc na mnie.
- Em.- Zawahałem się.
-Powiedz. Wszystkich to interesuje.- Powiedziała Sakura.
- Dlaczego?
- Ponieważ ostatnio ciągle wkurzony chodzisz. I tak się zastanawialiśmy czy nie mozan czegoś z tym zrobić.- Powiedział Ashias.
- Wszyscy z was chcą to wiedzieć?- Zapytałem niedowierzając. Spojrzałem na każdego. Kiwali twierdząco głową. Ostatni był Yuui. Kiwnął delikatnie głową poruszając prawą nogą.- Ostatni raz byłem tak naprawdę szczęśliwy, że mógłbym umrzeć bo więcej szczęścia mi nie trzeba jakieś pięć sekund temu.- Powiedziałem po chwili namysły.
- Hę??- Zapytali chórkiem. Nie zrozumieli.
- Nawet teraz jestem szczęśliwy.- Dodałem.
- Nie łapie.- Powiedziała szczerze Sakura. Zaśmiałem się cicho.
- No tak szczęśliwy że nie mogłem oddychać, nic nie widziałem, serce tak mocno mi waliło ze szczęścia, że aż bolała mnie głowa, uszy i klatka piersiowa to jakieś trzy godziny temu w naszej kuchni.
- Jak zrobiłeś tort.- Stwierdziła Maki. Rzuciłem w nią poduszką. Odrzuciła ją do mnie trafijaąc w moją twarz. Poderwałem się do niej. Yuui objął mnie w pasie i zmusił do zajęcia swojego wcześniejszego miejsca.
- Już. Spokojnie.- Powiedział patrząc to na nią to na mnie.
- Ona zaczęła.- Powiedziałem. Aoi szturchnęła Maki.
- Nie przerywaj mu. Możesz to dokończyć. Może uda nam się odtwarzać ten proces kiedy to byłeś tak szczęśliwy. Tylko mi nie mów, że miała rację wypalając z tym tortem.- Powiedziała Aoi. Zazgrzytałem zębami.
- Nic za darmo. Najpierw chcę zapłaty.- Powiedziałem buntowniczo. Yuui zadarł mój podbródek do góry i pocałował mnie namiętnie na ich oczach. Patrzyłem na niego zaskoczony. Po chwili zamknąłem zrezygnowany oczy i złapałem go drżącą ręką za rękę którą nadal oplatał mnie w talii. Poczułem jego język na swoim podniebieniu. Zadrżałem. Odsunął się ode mnie. Zasłoniłem usta cały czerwony na twarzy. Przytulił mnie odczytując dobrze z mojej twarzy, że chciałem uciec.
- Jakieś trzy godziny temu zaczęliśmy ze sobą chodzić już oficjalnie. Jeżeli nie przeliczam swojej osoby to chyba o to mu chodziło więc dajcie mu już spokój.- Powiedział. Kiwnąłem twierdząco głową.
- Więc może darujesz Shion’owi??- Zapytała delikatnie Sakura.
- To są dwie różne sprawy.- Powiedziałem opierając czoło o jego tors ale odsłaniając usta aby mogli mnie zrozumieć.
- Dlaczego?
- Bo ja tak uważam i już.- Powiedziałem. Kiedyś mój kochany braciszek (takiego wała) Natsu powiedział mi takie słowa: „Każdy z nas ma w sobie psychopatę, tylko kontrolowanie go niektórym idzie o wiele lepiej”. Słowa te wypowiedział po tym jak zarobiłem areszt domowy (częściowy) i szkolił mnie dyscyplinarnie abym potrafił panować nad swoim pscyhopatą. Szło mi to bardzo dobrze. Ale czasami i on chciał wyjść i rozprostować kości. Lepiej żeby Shino nie pokazywał mi się na oczy bo jak nic puszczę swojego Psychopatę ze smyczy i pozwolę aby się z nim pobawił.
- Yuui powstrzymasz go?
- Chcę żyć.- Powiedział krótko przykładając mi chłodne ręce do rozpalonego karku. Czy to możliwę aby po takim czymś zrobić się jeszcze bardziej czerwonym?
- CHWILA! TO WY JESTEŚCIE RAZEM?!- Krzyknęła Sakura. W salonie zapanowała cisza. Brawo za spostrzegawczość.




 *****************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:


  • Och.. Gizi nawet nie wiesz jak od trzech dni co minutę odświeżałam stronę twojego bloga by zobaczyć czy jest nowy rozdział. Jednym słowem, jest boski ^^ Rumieniący się Enmba? Och jak najbardziej jestem za :DChcę więcej i już niecierpliwie czekam na następny rozdzialik.
    Mam nadzieję, że nic Ci nie jest i, że szybko do nas wrócisz.
    Ja Ci wybaczam :P
    Nialla-chan

    1. Aw!
      Doczekałam się, doczekałam!
      *skacze z radości*
      rozdział jest tak dobry , że mam ochotę przeczytać go z 53024832049324 razy ;_;
      był taki słodkiuuuutki i nie wiem czemu ale aż chciało mi się z niego śmiać XD
      powodzenia w szpitalu!
      no i dużej dużej weny !
      pragnę więcej takich cudnych rozdziałów ;_;
    2. Witaj,
      rewelacyjny rozdział, hahha z tą sprzedażą na allegro i jeszcze dopłatą to rewelacyjny pomysł, bardzo się przy tym uśmiałam… Yuui i Enmba są w końcu razem… bardzo mi żal Sasuke, ale może jak przyjedzie to humor mu się chociaż trochę poprawi… Shion… bardzo mu współczuję spotkania z Enmbą… Przez głowe przeleciał mi pomysł, aby Sasuke na jakis czas został tutaj nie wracał tam, aby jakoś Shion zaczął się martwić nieobecnością Sasuke, jedynie, żeby Enmba wiedział gdzie on jest obecnie….
      Dużo weny życzę Tobie…
      Pozdrawiam serdecznie
      • hehehe:)
        wena pewnie sie znajdzie gorzej z czasem:D
        ten tekst ze sprzedaza na allegro i doplacaniem ostatnio ciagle w domu mowie i jakos tak mnie wzielo aby go napisac tutaj:D












    Brak komentarzy:

    Prześlij komentarz

    14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

    Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...