-
Jak Boga kocham sprzedam was wszystkich debile na allegro i jeszcze kurwa do
was dopłacę tylko po to aby w końcu się was pozbyć.- Tak. Macie rację. Stoje
właśnie przed swoją jakże cudowną i kochana klasą. Przecież do nikogo innego ja
się tak pięknie, płynnie, zgrabnie i kulturalnie nie odzywam.- Nie interesuje
mnie to jakim cudem ale na wszystkich waszych egzaminach poprawkowych macie
zdać chociaż na połowę maxa. Jeżeli chociaż jedno zaliczy koze w szkole letniej
każdy za to beknie.
-
Ale dlaczego?- Zapytał Kedamono (oblał z pięciu przedmiotów). Uderzyłem ręką w
blat biurka.
-
Bo jeżeli wy tutaj będziecie to i ja tutaj będę musiał siedzieć a nie chcę mi
się najnormalniej w świecie. Potrzebuje odpoczunku od szkoły.- Powiedziałem.
Patrzyli na mnie nierozumiejąc.- Chyba zapomnieliście, że wasza klasa to klasa
jakby specjalna i nie można was zostawić bez nadzoru.
-
No to może pan powiedzieć dyrektorowi, że ma już pan plany na wakacje.-
Zaproponował Al. Zaśmiałem się głośno.
-
Tak, tak. Już idę i mu mówię jednocześnie szukając dla was szkół z internatem.-
Odpowiedziałem. Zamilkli. Wróciłem do omawiania zagadnień jakie mogą pojawić
się na poprawce z testu z matmy (dla mojej klasy nie ja go przygotowywałem).
^^~^^
Siedziałem
u siebie w salonie. Oglądałem jakiś film. W sumie dosiadłem się tylko do Maki,
która oglądała go chwile temu a teraz w najlepsze spała sobie na moich
kolanach. Mówiłem jej aby tego nie robiła, bo ona znowu się wścieknie i mi się
dostanie za coś czego nie zrobiłem. Drzwi od mieszkania otworzyły się.
Założyłem ręcę za szyję i wpatrywałem się w telewizor.
-
Wróciłam!- Krzyknęła Aoi.
-
Witaj spowrotem.- Powiedziałem. Poczułem jej spojrzenie na sobie.- Nic nie
zrobiłem.- Powiedziałem pospiesznie machając rękoma w górze. Ktoś zachichotał.
Wygiąłem się w drugą stronę. Sakura, Ashias, Aoi i Yuui stali w salonie i
przyglądali się mi oraz Maki.
-
Znowu zasnęła??- Zapytała Aoi. Kiwnąłem twierząco głową wracając do oglądania
filmu.
-
Co oglądasz?- Zapytał Ashias.
-
A bo ja wiem? Przysiadłem się na chwilę do niej a ona zasnęła i utknąłem.
-
A ty dobry samarytatnin nie mogłeś jej zepchać?- Zapytała Sakura. Spojrzałem na
nią i pokazałem jej język.
-
Maki nie śpi od jakiś trzech dni. Nad jakimś projektem w pracy pracowali. Więc
dochodzę do wniosku, że wybrała ten film aby szybciej zasnąć.- Wytłumaczyła
Aoi. A ja posłużyłem jej jako termopoduszka.
-
Jak poszło twoim dzieciaką na egzaminach??- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego
mróżąc przy tym oczy.
-
Połowa z nich dzisiaj pisała egzaminy poprawkowe, których ja nie mogę
sprawdzać.- Powiedziałem.- Więc dowiem się na początku następnego tygodnia.
-
Jak myślisz jak im poszło??
-
Nie wiem ale konto na allegro już mam.
-
Co?- Zapytał siadając na podłodze tyłem do telewzora.
-
Nie wnikaj.- Powiedziałem tylko. Spojrzał na mnie nie rozumiejąc o co mi
chodzi.- No nie patrz się tak.- Dodałem. Pokręcił przecząco głową. Aoi podała
mu szklankę z sokiem. Zatrzymała film, którego i tak nikt nie oglądał.
-
Powiedziałeś im, że mają wszystko pozaliczać?- Zapytała Sakura.
-
Dajcie mi spokój chociaż w domu.- Powiedziałem opierając głowę o oparcie
kanapy. Sakura usiadła obok mnie. Yuui na fotelu.
-
Musisz ich przypilnować…
-
Ashias weź swoją żonę do siebie bo nie ręczę za siebie.- Powiedziałem. Zaśmiała
się i położyła mi głowę na ramieniu.- Zawszę o tym marzyłem. Być otoczonym
przez kobiety i jednocześnie pod ostrzałem spojrzeń ich drugich połówek.-
Mruknąłem pod nosem.
-
Sasuke dzonił jak wyszedłeś do pracy.- Powiedziała Aoi siadając na drugim
fotelu. Spojrzałem na nią.
-
No? Coś się stało?
-
Mówił, że czekał na jakiś twój telefon. Bo od ostatniej waszej rozmowy nie
dzowniłeś a myślał, że to zrobisz.- Powiedziała. Przyglądałem się jej uważnie.-
Kiedy ty ostatnio z nim gadałeś??- Zapytała. Kiedy? Jakieś dwa tygodnie temu
jak byłem z Yuui’m łatwić sprawy szkolne. I jak… Odwróciłem od niej twarz
patrząc w sufit. Zasłoniłem usta drżącą dłonią na wspomnienie tego co się stało
po naszej ostatniej rozmowie. Zalałem się szkarłatnym rumieńcem.
-
Hola, hola! Co to za reakcja?!- Zawołała zaskoczona Sakura patrząc na mnie.
-
Nyc.- Wydukałem zza swojej ręki. W uszach zaczęło mi dudnić.
-
To nie wygląda jak „Nyc”.- Nalegała.
-
Daj mi spokój.- Powiedziałem. Ukrywając twarz w dłoniach. Kilka głębokich
wdechów. Pokręciłem przecząco głową. Wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Wykręciłem. Odebrał już po pirerwszym sygnale jakby czatował na to aż
zadzwonię.
-
Głupku!! Dlaczego tak późno!!
-
Nie urzywasz Francuskiego?
-
Chce pogadać z tobą po Japońsku. Francuskiego mam dosyć!
-
Dobra, dobra. Spokojnie. Nie krzycz. Co się stało?
-
Jak to co?!- Mimo mojej prośby i tak nadal krzyczał. Milczałem. Niech wywali z
siebie wszystkie swoje gorzkie żale za jednym zamachem.- Dlaczego nie
zadzwoniłeś, tylko kazałem mi czekać?!
-
Pokłuciłem się z Shion’em. Prawda?- Zapytałem tylko. Cisza. Usłyszałem jak
pociąga nosem.
-
Nie…
-
Nie kłam. Słysze. Co się znowu stało?- Zapytałem. Milczał. W sumie nie dokońca
milczał. Płakał. Słyszałem to tak wrażnie jakby opierał się o moje ramie.
-
M…m…mieliśmy przyjechać do was na dwa tygodnie wakacji! A… A… a on powiedział,
że nie daaaaaaaa raaaaaadyyyyyyyyyyy!! Obieeeeeeeeecaaaaaaaaał!!!!!!! Aaaaaaaaa
teraaaaaaaaaaaaz jaaaaaaaaakaaaaaaaaaaś głuuuuuuuuuupiiaaaaaaaaaaaa
reeeeeeeeewiaaaaaaaaaa jest waaaaaaaaa-waaaaaaaaa-waaaaaażnieeeejszaaaaaaaa!!-
Zamknąłem oczy. Dobrze, że tyle czasu przegadaliśmy kiedyś przez telefon bo w
życiu bym nie zrozumiał o co mu chodzi. No i w sumie dobrze, że mówił po
Japońsku, bo gdyby to był Francuski to w życiu nie dałbym rady.
-
Może jeszcze coś da radę się załatwić.
-
Nieeeeeeee daaaaaaaa!!
-
Skąd wiesz? Pytałeś go??
-
Nieeeeeeee gaaaadaaaaaam z niiiiiim!!
-
Mieszkacie razem i z nim nie gadasz??
-
Od tygodoniaaaaa…
-
Poczekaj. Uspokój się trochę bo bardziej skupiam się na poskładaniu twoich
wyrazów w zdanie niż na tym co mówisz.- Przerwałem mu. Chwila ciszy. Głos
jeszcze mu drżał, ale mówił już w miarę normalnie.
-
Od tygodnia… mieszkam w hot-telu.
-
Dlaczego?
-
Nie chce go wi-idzieć.
-
To wcześniej się zdażyło?
-
To już dr-rugi taki raz.- Zachlipiał do słuchawki.
-
Naprawdę powiedział, że nie da rady nic z tym zrobić?
-
Powiedział, że mam przestać zachowywać się jak rozpieszczony dzieciak i że
jeżeli będzie jak to pojedziemy a jak nie to nie i mam się uspokoić. Wtedy ja
mu powiedziałem, że się tak nie zachowuje. A on do mnie, że wręcz przeciwnie i
że mam zacząć zachowywać się odpowiednio do wieku w jakim teraz jestem.
Powiedziałem, że obiecał mi to i w grafiku zapisał sobie, że ma wziąć wolne w
pracy. A on na to, że w życiu czasami tak bywa, że praca nas przerośnie. To ja
mu powiedziałem, że jeżeli przerośnie go jego głupota to ma się dopiero do mnie
odezwać i wybiegłem z mieszkania. Wróciłem później po kilka rzeczy jak go nie
było.- Powiedział. Wypuściłęm głośno powietrze. Shion chyba o czymś zapomniał.
-
Słuchaj. Pójdziesz teraz do domu, albo najlepiej jak go nie będzie. Spakujesz
sobie torby i przyjedziesz do mnie na dwa tygodnie. Jutro będę czekał na ciebie
na lotnisku. Nic mu nie mów ani nie zostawiaj żadnej wiadomości, że tutaj
będziesz.
-
Ale…
-
Masz coś pilnego w pracy??
-
Mam miesięczny urlop. Specjalnie zostawiony.
-
No to nie ma żadnego „ale” tylko wskakujesz w samolot i masz tutaj jutro być.
-
Mogę??
-
Nie możesz tylko musisz.- Powiedziałem. Chwila ciszy.
-
Będę!- Zawołał. Uśmiechnąłem się pod nosem.- Przylece pierwszym lotem.- Dodał.
-
Będę czekał z kubkiem ciepłej czekolady i wielkim tortem czekoladowym.-
Powiedziałem. Zaśmiał się przez łzy.
-
Dużo czekolady.
-
Dwa słoiki nutteli wytrace na same ozdoby.
-
Mmm.
-
Ogarnij się. Pojedź się spakować i przylatuj.
-
Dobrze. Kocham cię. Pa.
-
Ja ciebie też. Pa.- Powiedziałęm i się rozłączyłem. Na sobie czułem ich
spojrzenia.
-
Co się stało?- Zapytała Aoi.
-
Ashias możesz mi powiedzieć na jakich warunkach pozwoliłem ci się spotykać z
Sakurą??
-
„Jeżeli(…) będzie przez ciebie płakać, albo spadnie jej chociaż jeden włos z
głowy to pamiętaj… ZABIJECIĘ.”- Formułkę tą powiedział nie tylko Ashias ale i
Maki która spoglądała na mnie od dołu. Kiwnąłem twierdząco głową. Ona też to
usłyszała jak zaczęła chodzić z Aoi.
-
Sasuke… on płakał.- Powiedziałem zakrwając oczy dłonią i opierając głowę o
oparcie kanapy. Ashias przełknął głośno ślinę.- Sakaura??
-
Tak??
-
Płakałaś kiedyś… przez Ashias’a??- Zapytałem. Spojrzałem na nią ukradkiem.
-
Nie. No tylko jak mnie poprosił o rękę, jak się dowiedziałam, że będę w ciąży,
jak się urodziło nasze dziecko i przed ślubem. Ale to szczęśliwe chwilę więc to
się nie liczy.- Wyjaśniła. Kiwnąłem twierdząco głową.
-
Aoi. Płakałaś kiedyś przez Maki?
-
Prędzej ona przeze mnie.- Odpowiedziała pewnie. Kiwnąłem znowu głową. Tutaj
muszę się z nią zgodzić.
-
On płakał. Dwa razy.- Wyjaśniłem. Wypuściłem głośno powietrze z płuc.- Złaźcie
ze mnie.- Powiedziałem ni z gruszki ni z pietruszki. Zaśmiały się. Objąłem w
tali Sakurę. Maki położyem rękę na dekolcie.- No to idziemy do mnie do pokoju.
-
ENMBA!!- Aoi i Ashias poderwali się na równe nogi. Kątem oka zobaczyłem jak
Yuui przyklejony do szklanki odwraca głowę w bok. Puściłem dziewczyny.
-
Dobrze wiecie, że nic nie zrobię.
-
Aktualnie jesteś wolny więc kto wie co ci do głowy strzeli.- Powiedziała
Sakura. Wolny? No właśnie? Czy ja z nim chodzę??
-
Mężata i dzieciata.- Pokazałem na nią palcem.- Cycata.- Pokazałem na Maki.-
Więc obie odpadacie. A teraz z łaski swojej puście mnie. Muszę się zabrać za
tort.
-
Naprawdę chcesz go piec?- Zapytała Maki.
-
Jak powiedziałem, że będzie gotowy to będzie.
-
Składniki się pokończyły. Przecież i jajka i czekoladę w sobotę brałam.
-
To idź i je odkup.- Powiedziałem do niej.
-
Przejdę się z nią. Mam ochotę na piwo.- Powiedział Ashias. Kiwnąłem twierdząco
głową.
-
Aoi daj Sakurze to pudełko, które wczoraj przyszło.- Powiedziała Maki ubierając
buty. Zajrzałem do lodówki skrobiąc szybko jakąś większa liste. Dałem jej
kartkę, kasę i kluczyki od auta.
-
Masz. Będzie szybciej.- Powiedziałem. Spojrzała na listę i kiwnęła twierdząco
głową. Wyszli. Szykowałem to co było w kuchni. Aoi i Sakura coś oglądały
(zawartość dziwnej paczki) i śmiały się przy tym głośno.
-
…Enmba.- Usłyszałem jego głos z oddali. Spojrzałem na niego pytającym
spojrzeniem.
-
Tak?
-
Głuchy jesteś? Chyba z piąty raz pytam się czy tą gąbką umyć szklanki?- Zapytał
stojąc przy zlewie z podwiniętymi rękawami koszuli. W środku było kilka
szklanek (pewnie przytachał je z salonu). W ręku trzymał zieloną gąbkę, którą
przeważnie używamy do szorowania garnków. Sięgnąłem przez niego po czerwoną.
-
Tą.- Powiedziałem. Podałem mu ją. Sięgnął ją ostrożnie. Zabolało. Spojrzałem na
niego. Mył w milczeniu szklanki. Miał ściśnięte usta. Oczy puste. Był zły. O
co?? Przecież… nim się spostrzegłem trzymałem go kurczowo za rąbek koszuli.
Przestał na chwilę myć, ale po chwili znowu wrócił do swojej czynności.
-
Co jest??- Zapytał.
-
Złościsz się.- Wydukałem cicho.
-
Wydaje ci się.- Powiedział. Pokręciłem przecząco głową.
-
Nie mylę się.- Powiedziałem ściskając mocno koszulę. Wypuścił głośno powietrze.
Irytacja.- Yuui?- Zapytałem cicho. Milczał. W oczach zebrały mi łzy. Przetarłem
je pospiesznie wolną ręką.
-
Co jest??- Zapytał po chwili milczenia.
-
Czy… czy…
-
Powiedz to wreszcie. Chce wracać do salonu.- Powiedział. Zabrzmiało to tak
jakby nie chciał ze mną teraz siedzieć. Zaczerpnąłem za głośno powietrza.- Nie
płacz.
-
Głupi jesteś. Kto niby płacze.
-
Ty. Powiedz co chciałeś powiedzieć.
-
Czy my… em…
-
Enmba nie jestem jasnowidzem.
-
…razem.?
-
Znowu mówisz za cicho. Na lekcji to potrafisz ładnie się wydzierać.
-
Czy my jesteśmy teraz razem?- Zapytałem opuszczając głowę w dół. Zobaczyłem jak
się odwraca. Zacisnąłem mocno powieki. Policzki mnie paliły. Co ja kurwa jestem
dzieciak z podstawówki aby tak się zachowywać?
-
A chcesz?- zapytał po chwili. Zaciskjając jeszcze mocniej powieki i rękę na
jego koszuli kiwnąłem twierdząco głową. Serce za raz wyskoczy mi z klatki
piersiowej. Nigdy nie byłem tak zawstydzony. Drgnąłem kiedy pocałował mnie
delikatnie w usta.- Otwórz oczy.
-
Nie.
-
Otwórz. Spójrz na mnie.
-
Zamknij się. To zawstydzające.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho. Pocałował mnie
delikatnie po czym przytulił mnie do siebie. Objąłem go mocno zaciskając na
jego plecach swoje palce. Pachniał jak Yuui. Oddychałem coraz wolniej
otwierając powoli oczy. Z tej perspektywy widziałem tylko sufit i kawałek drzwi
od kuchni.
-
To jeżeli chcesz to chodzimy ze sobą.- Szepnął mi cicho do ucha.
-
Mmmm.- Powiedziałem. Serce waliło mi coraz szybciej. Moje ciało chciało
więcej.- Yuui… ktoś może wejść.
-
No i co z tego? To twój dom.
-
Ale…
-
Chcesz się ukrywać przed swoimi najbliższymi?
-
Nie. Ale nie chcę aby dowiedzieli się w taki sposób.
-
Eh. Rozumiem.- Powiedział i wyprostował się wypuszczając mnie ze swoich ramion.
Moje ciało zaprotestowało boleśnie.
Uśmiechnął
się do mnie i wyszedł do salonu. Enmba uspokój się. Masz już swoje lata.
Zachowuj się jak dorosły a nie jak… nie. Nie da rady. Jeżeli chodzi o osobę,
którą się k…k…kocha nie da rady zachowywać się w sposób spokojny, dorosły i
racjonalny. Im mocniej kogoś kochasz tym bardziej zachowujesz się jak dziecko.
Jak zakochany dzieciak.
^^~^^
Tort
przyszykowany leżał w lodówce. Czekolada na ciepło czekała w szafce do
zrobienia. Siedziałem w salonie na kanapie. Graliśmy w karty. Nie wiem które
już piwo wypiłem. Lewa noga paliła mnie niemiłosiernie od dotyku prawej nogi
Yuui’ego. Było mi gorąco. Ale zostały mi tylko dresy i koszulka na sobie. Nie
będę przecież wszystkiego z siebie zrzucał bo mam na to ochotę.
-
Enmba. Rozkojarzony jesteś.- Zaśmiała się Maki iedy przegrałem piąty raz z
rzędu. Spojrzałem na nią. Znowu pytanie/zadanie.
-
Ok. Tym razem pytanie. Nie chce mi się wykonywać jakiegoś durnego zadania po
raz kolejny.- Powiedziałem. Wcześniej musiałem udawać kota. A Aoi była moją
panią.
-
Ok. No to powiedz mi z podaniem dokładnej daty, godziny i miejsca.-
Powiedziała. Spojrzałem na nią. Co ona znowu chce wiedzieć?- Kiedy ostatni raz
byłeś naprawdę szczęśliwy. Ale to tak, że mógłbyś umrzeć ponieważ więcej
szczęścia już w sobie nie zmieścisz.- Powiedziała. Przekrzywiłem głowę w bok.
-
On tego nie zrozumie.- Stwierdziła Aoi. Spojrzałem na nią. Tyle szczęścia, że
mógłbym umrzeć. Więcej szczęścia nie pomieszcze. Serce zabiło mi szybciej.
Złapałem się za ramiona drżąc z podniecenia.- O. Rozumie.- Dodała zaskoczona
patrząc na mnie.
-
Em.- Zawahałem się.
-Powiedz.
Wszystkich to interesuje.- Powiedziała Sakura.
-
Dlaczego?
-
Ponieważ ostatnio ciągle wkurzony chodzisz. I tak się zastanawialiśmy czy nie
mozan czegoś z tym zrobić.- Powiedział Ashias.
-
Wszyscy z was chcą to wiedzieć?- Zapytałem niedowierzając. Spojrzałem na
każdego. Kiwali twierdząco głową. Ostatni był Yuui. Kiwnął delikatnie głową
poruszając prawą nogą.- Ostatni raz byłem tak naprawdę szczęśliwy, że mógłbym
umrzeć bo więcej szczęścia mi nie trzeba jakieś pięć sekund temu.- Powiedziałem
po chwili namysły.
-
Hę??- Zapytali chórkiem. Nie zrozumieli.
-
Nawet teraz jestem szczęśliwy.- Dodałem.
-
Nie łapie.- Powiedziała szczerze Sakura. Zaśmiałem się cicho.
-
No tak szczęśliwy że nie mogłem oddychać, nic nie widziałem, serce tak mocno mi
waliło ze szczęścia, że aż bolała mnie głowa, uszy i klatka piersiowa to jakieś
trzy godziny temu w naszej kuchni.
-
Jak zrobiłeś tort.- Stwierdziła Maki. Rzuciłem w nią poduszką. Odrzuciła ją do
mnie trafijaąc w moją twarz. Poderwałem się do niej. Yuui objął mnie w pasie i
zmusił do zajęcia swojego wcześniejszego miejsca.
-
Już. Spokojnie.- Powiedział patrząc to na nią to na mnie.
-
Ona zaczęła.- Powiedziałem. Aoi szturchnęła Maki.
-
Nie przerywaj mu. Możesz to dokończyć. Może uda nam się odtwarzać ten proces
kiedy to byłeś tak szczęśliwy. Tylko mi nie mów, że miała rację wypalając z tym
tortem.- Powiedziała Aoi. Zazgrzytałem zębami.
-
Nic za darmo. Najpierw chcę zapłaty.- Powiedziałem buntowniczo. Yuui zadarł mój
podbródek do góry i pocałował mnie namiętnie na ich oczach. Patrzyłem na niego
zaskoczony. Po chwili zamknąłem zrezygnowany oczy i złapałem go drżącą ręką za
rękę którą nadal oplatał mnie w talii. Poczułem jego język na swoim
podniebieniu. Zadrżałem. Odsunął się ode mnie. Zasłoniłem usta cały czerwony na
twarzy. Przytulił mnie odczytując dobrze z mojej twarzy, że chciałem uciec.
-
Jakieś trzy godziny temu zaczęliśmy ze sobą chodzić już oficjalnie. Jeżeli nie
przeliczam swojej osoby to chyba o to mu chodziło więc dajcie mu już spokój.-
Powiedział. Kiwnąłem twierdząco głową.
-
Więc może darujesz Shion’owi??- Zapytała delikatnie Sakura.
-
To są dwie różne sprawy.- Powiedziałem opierając czoło o jego tors ale
odsłaniając usta aby mogli mnie zrozumieć.
-
Dlaczego?
-
Bo ja tak uważam i już.- Powiedziałem. Kiedyś mój kochany braciszek (takiego
wała) Natsu powiedział mi takie słowa: „Każdy z nas ma w sobie psychopatę,
tylko kontrolowanie go niektórym idzie o wiele lepiej”. Słowa te wypowiedział
po tym jak zarobiłem areszt domowy (częściowy) i szkolił mnie dyscyplinarnie
abym potrafił panować nad swoim pscyhopatą. Szło mi to bardzo dobrze. Ale
czasami i on chciał wyjść i rozprostować kości. Lepiej żeby Shino nie pokazywał
mi się na oczy bo jak nic puszczę swojego Psychopatę ze smyczy i pozwolę aby
się z nim pobawił.
-
Yuui powstrzymasz go?
-
Chcę żyć.- Powiedział krótko przykładając mi chłodne ręce do rozpalonego karku.
Czy to możliwę aby po takim czymś zrobić się jeszcze bardziej czerwonym?
-
CHWILA! TO WY JESTEŚCIE RAZEM?!- Krzyknęła Sakura. W salonie zapanowała cisza.
Brawo za spostrzegawczość.
Och.. Gizi nawet nie wiesz jak od trzech dni co minutę odświeżałam stronę twojego bloga by zobaczyć czy jest nowy rozdział. Jednym słowem, jest boski ^^ Rumieniący się Enmba? Och jak najbardziej jestem za
Chcę więcej i już niecierpliwie czekam na następny rozdzialik.
Mam nadzieję, że nic Ci nie jest i, że szybko do nas wrócisz.
Ja Ci wybaczam
Nialla-chan
Mam nadzieję, że nic Ci nie jest i, że szybko do nas wrócisz.
Ja Ci wybaczam
Nialla-chan
Doczekałam się, doczekałam!
*skacze z radości*
rozdział jest tak dobry , że mam ochotę przeczytać go z 53024832049324 razy ;_;
był taki słodkiuuuutki i nie wiem czemu ale aż chciało mi się z niego śmiać XD
powodzenia w szpitalu!
no i dużej dużej weny !
pragnę więcej takich cudnych rozdziałów ;_;
rewelacyjny rozdział, hahha z tą sprzedażą na allegro i jeszcze dopłatą to rewelacyjny pomysł, bardzo się przy tym uśmiałam… Yuui i Enmba są w końcu razem… bardzo mi żal Sasuke, ale może jak przyjedzie to humor mu się chociaż trochę poprawi… Shion… bardzo mu współczuję spotkania z Enmbą… Przez głowe przeleciał mi pomysł, aby Sasuke na jakis czas został tutaj nie wracał tam, aby jakoś Shion zaczął się martwić nieobecnością Sasuke, jedynie, żeby Enmba wiedział gdzie on jest obecnie….
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie
wena pewnie sie znajdzie gorzej z czasem:D