poniedziałek, 5 lutego 2018

3. „Autosugestia. Nie zawsze kluczem do sukcesu” 3


Dzisiaj mijał trzeci dzień od kiedy Liliput nie pojawił się w szkole. Ashias mówił, że nie odbiera telefonów, Sakura, że nie chcę nikogo widzieć w domu. Odciął się na jakiś czas od świata i nic tego nie zmieni.
W sumie mu się nie dziwiłem. Reagowałem na początku tak samo jak i nie gorzej. Przemyłem kilka razy twarz ciepłą wodą i spojrzałem na swoje odbicie w lusterku łazienkowym swojego domu. Mam nadzieję, że nie będzie musiał kosztować innych zachowań przez które ja musiałem przejść. Przeciągnąłem palcami po swoich plecach wykręcając się delikatnie. Taki rytuał. Moje palce zatrzymały się na przegubach dłoni. Stare rany piekły. Bolały. Chciałbym…
- Przestań. Chcieć a móc to różnica.- Opieprzyłem sam siebie wciągając przez głowę bluzę z długimi rękawami. Wyszedłem z łazienki. Na korytarzu wpadłem na swojego brata. Miał jakieś dziwne spojrzenie.- Co jest?- Zapytałem. Drgnął. Spojrzał na mnie jak na ducha.
- Chodź do salonu. Musimy porozmawiać.- Powiedział. Kiwnąłem głową zastanawiając się o co mu chodzi? Czyżby Liliput…? Nie gdyby Hikaru się o tym dowiedział to już leżałbym martwy w jakimś rynsztoku. Coś się musiało stać. Usiadłem na kanapie. On usiadł na skraju fotela. Przyglądał mi się uważnie.
- Weź się tak nie patrz bo sobie coś pomyśle i wyjdę.- Powiedziałem na rozluźnienie atmosfery. Westchnął głęboko.
- Tylko nie świruj.
- Spoko. Chyba nic mnie nie zaskoczy. No chyba, że Liliput zrobił bezbłędnie pracę domową z matmy.
- Co?
- Nie nic. Nie zwracaj na mnie uwagi. No to o co chodzi?- Zapytałem. Przyglądał mi się uważnie. Po chwili spojrzał na swoje zaciśnięte w pięści drżące dłonie.
- Tosa uciekł z więzienia.- Powiedział. Zamarłem w bezruchu…

^^&^^

Obiecałem… wiem…. Ale…
- YUUI!!!- Hikaru wpadł do łazienki uderzając mnie mocno w twarz. Z mojej dłoni wypadł z głośnym hukiem nóż do papieru. Wyciągnął pospiesznie moją lewą rękę z wanny w której było pełno czerwonej wody. Był przerażony. Sięgnął pospiesznie po ręcznik. Przyłożył go do mojego nadgarstka. Krew szybko przez niego przesiąkała. Spojrzał na mnie. Łzy w oczach wypływały powoli na policzki. Starłem je dłonią.- OBIECAŁEŚ IDIOTO!! OBIECAŁEŚ!!!
- Hikaru… ja nie dam rady…
- Jestem z tobą!
- Nie dam rady… on mnie znajdzie… ja nie chce… już nie chcę…
- I nie musisz! Tylko zostań ze mną! A ja zawsze i wszędzie cię obronię. Tylko mi na to pozwól do cholery jasnej!!!- Wydarł się na mnie nie mogąc powstrzymać łez ściekających po swoich policzkach.
- Hikaru…
- Ty durny bucie!!- Wydarł się i objął mnie ramionami.
- Przepraszam. To już się więcej nie powtórzy.- Obiecałem w jego ramie. Milczał. Myślał. Uspokajał się. Analizował.- Przyjdziesz jutro do szkoły?- Zapytałem delikatnie. Spojrzał na mnie przecierając swoją twarz.
- Obiecałem to będę.
- Ja przez jakiś czas mogę nie mieć czasu ale później będę wolny.
- Dobrze. Chodź.- Powiedział i pociągnął mnie za sobą. Wszedłem z nim do salonu. Usiadłem na kanapie. Poszedł do kuchni. Wrócił po chwili z apteczką w ręku. Kiwnąłem głową na znak, że rozumiem o co mu chodzi.

^^&^^


            Chodziłem po szkole ubrany cały na czarno. W ręku trzymałem czarną skrzyneczkę z przyrządami do szycia. Zajmowałem się naprawianiem wszystkiego co szlak trafił w trakcie trwania festiwalu. Zadania mojego kółka które przydzielono mnie. W sumie dobrze, że coś takiego. Nie musiałem się chociaż ubierać jak jakiś idiota tak jak kilka osób z każdej klasy. Mojej klasie przypadł ubiór Kota. Śmiać mi się chciało jak wyobraziłem sobie siebie w stroju takiego kocura. Oczywiście to mi przypadło zadanie pracy nad strojami. Nawet nie wiedziałem czyj strój robiłem do póki nie przyszedłem dzisiaj do szkoły i nie zobaczyłem w tym stroju właśnie Liliputa. Całe szczęście, że nie wiedział iż ten strój wyszedł spod mojej igły.
Unikaliśmy się od tamtego czasu. Milczeliśmy a jak już musieliśmy ze sobą rozmawiać to w powietrzu można było wyczuć napiętą atmosferę. Zadania jak i lunche były katorgą chyba dla naszej dwójki włącznie a nie tylko dla mnie albo dla niego. Dziwiłem mu się w ogóle, że jeszcze nosiłem swoje stałe zęby w mordzie. Ale im dłużej mu się przypatrywałem tym bardziej dochodziłem do wniosku, że lepiej nie wnikać w jego psychikę. On mi się wydawał jakiś dziwny. Jakby jego osoba miała jakieś drugie, ukryte dno.`
Pokręciłem przecząco głową. Lepiej sobie daruje. Przecież nie musimy ze sobą rozmawiać i rzucać się sobie w ramiona więc mi to obojętne co tam w jego łepetynie siedzi. Wypuściłem głośno powietrze. Jak wrócę do domu zajmę się szukaniem tej jebanej roboty. Już mi się nie chciało z nim grać w tę gierkę. Tylko zarobię i dostanę swoją pierwszą wypłatę rezygnuje z tej chorej gry i postaram się o przeniesienie do innej klasy. Na dach też chodzić nie będę. Spojrzałem na zegarek. Mam jeszcze trochę czasu więc śmignę sobie na dach zajarać i wrócę na sale gimnastyczną. Tylko żeby moja wychowawczyni się nie skapnęła.
Skręciłem w bok na korytarz prowadzący na dach. Rozejrzałem się jeszcze dookoła. Miałem wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Trudno się mówi. Jak jakiś nauczyciel się przypierdzielił to powiem, że musiałem zadzwonić a tylko tam mogłem znaleźć zasięg.
Wszedłem na dach. Był pusty. Wyciągnąłem z kieszeni bluzy ostatnią fajkę jaką sobie na dzisiaj wziąłem do szkoły po czym odpaliłem ją. Nie chciałem pakować się w ten cholerny nałóg ale po prostu czasami musiałem sobie zakurzyć. Oparłem się o murek i spojrzałem w dół na ludzi z mojej budy. Wyglądali jak mrówki zapierdalające do królowej. Trzymając fajkę w gębie odsłoniłem lewy nadgarstek zakryty frotką. Pod nią widniał bandaż. Już czysty chociaż wiedziałem co się pod nim kryło. Dzisiaj znowu będzie leciała jak szalona kiedy tylko Hikaru zacznie zmieniać mi opatrunki. Pokręciłem przecząco głową i zakryłem go ponownie zaciągając się papierosem.
- Wiesz, że klienci nie przepadają za fajkami.- Usłyszałem za sobą znajomy, zachrypnięty głos. Papieros spadł mi w dół tuż koło mojej nogi. Wstrzymałem na chwilę oddech wkładając rękę do kieszeni bluzy. Włączyłem telefon i wcisnąłem pewien przycisk. Wiedziałem, że w ten sposób bezpośrednio połączy mnie z bratem. Wypuściłem głośno powietrze. Odwróciłem się powoli. Za mną stał wysoki mężczyzna, dobrze zbudowany, po trzydziestce, ubrany w garnitur.- Joł.- Dodał kiedy na niego spojrzałem. Zgarnąłem swoją skrzyneczkę i ruszyłem przed siebie jakbym go nie widział. Złapał mnie za rękę kiedy koło niego przechodziłem. Zebrało mi się na wymioty.
- Odwal się.- Powiedziałem cicho chociaż chciałem aby mój głos brzmiał teraz całkiem inaczej. Zaśmiał się cicho.
- Chyba ci się osoby chłopcze pomyliły. Mamy do pogadania.
- To tobie się pomyliły. Nie będę z tobą rozmawiał.- Powiedziałem. Uderzył mnie mocno w twarz szarpiąc przy tym ręką w dół. Z ledwością utrzymałem się na nogach. Jakiś rok temu już bym leżał na ziemi. Wyszarpnąłem się uderzając pięścią w jego twarz oraz w pobliską ścianę. Spojrzał na mnie z furią.
- Widzę, że się rozbrykała suka kiedy tylko spuściłem z niej oko.- Warknął i ponownie dostałem w twarz. Tym razem wylądowałem na ziemi. Stanął mi na dłoniach wwiercając je w podłogę i raniąc mnie przy tym.- Nie zapominaj kim jestem. Byłeś, jesteś i będziesz moją zabawką.- Powiedział łapiąc mnie za włosy i unosząc do góry zmuszając mnie do klęknięcia przed nim.
- Nigdy nią nie byłem i nie mam zamiaru nią zostawać.
- Mam ci przypomnieć te kilka lat razem spędzonych?- Zapytał przybliżając twarz do mojej twarzy.
- Przestań.
- Chcesz troszkę pojęczeć z rozkoszy?
- Zamknij się.
- Dla ilu na raz rozłożysz swoje lubieżne nogi? Ilu musi teraz być aby zadowolić twoją kurewską dupę. Ile chui musisz ssać aby i tobie zrobiło się dobrze?!
- ZAMKNIJ MORDĘ!- Wydarłem się na niego nie mogąc powstrzymać łez cieknących mi po policzkach. Nie chcę o tym pamiętać. Nie chcę.
- Może mam ci o tym przypomnieć i tak na dachu twojej żałosnej szkoły zajmiesz się moim małym?
- Spierdalaj.
- Śmiało. Nie krępuj się. Jeszcze pewnie pamiętasz jego rozmiar. W końcu to ja zabrałem ci każde możliwe dziewictwo. Zabawmy się, Yuu-chan.
- Spierdalaj!
- No chodź.- Powiedział i szarpnął mną do góry.
- Tosa puść!- Krzyknąłem próbując się uwolnić. Ponownie uderzył mnie w twarz.
- Znęcanie się nad młodszymi, wtargnięcie do szkoły, bicie młodszych i znajdowanie się na dachu. Jeszcze kilka rzeczy mógłbym wymienić, za co z moją pomocą dostanie pan kilka lat więzienia.- Usłyszałem chłodny głos dobiegający od strony dachu. Już kiedyś słyszałem ten ton głosu dobiegający z tych ust. Spojrzałem w tamtą stronę przerażonym spojrzeniem. Na dach jakby nigdy nic wchodził właśnie Enmba. Ubrany w króciutkie, czarne spodenki, czarno-białe getry prawie do samych spodenek. Koszulkę w takich samych kolorach i wzorach jak getry tyle, że z odsłoniętymi ramionami i do tego cienkimi ramiączkami. Z tyłu spodenek doczepili mu koci ogon. Na głowie kocie uszy. Wcześniej natapirowali mu włosy. Na szyi małą obrożę ze złotym dzwoneczkiem. Na lewej ręce biała rękawiczka. W tym stroju jak i pewnie w innym był ostatnią osobą jaką chciałbym teraz widzieć jak i chciałbym aby widziała mnie.
- Spierdalaj smarku!- Ryknął Tosa, ale nie był to jeszcze TEN typ krzyku. Odwrócił się do niego tyłem. Widziałem go za jego plecami. Nie odchodził. Przyglądał mu się uważnie śledząc każdy jego krok. Jak jakaś zwierzyna. Zerknąłem na Tosę. Stał nade mną. Uniósł rękę. Uderzał co chwilę w moją twarz.- Nigdy ci na to nie pozwolę! Byłeś, jesteś i…- Nie dostałem kolejny raz. Zerknąłem na rękę która zmierzała w moją stronę. Enmba trzymał go za przegub. Tosa spojrzał na niego.
- Puść. Go.- Wycedził gniewnie przez żeby. Jeszcze trochę i pocieknie mu piana z pyska.
- Powiedziałem, żebyś spierdalał!- Krzyknął Tosa i nim krzyknąłem do Liliputa aby uciekał dostał mocno w twarz. Głowa odskoczyła mu na bok. Mógł się nie mieszać. Nie ma szans z kimś takim jak Tosa. Teraz pewnie zaleje się łza… z jego gardła wydobył się cichy chichot, który po chwili zamienił się w głośny śmiech.  Spojrzałem na niego przerażony. Czyżby tak mocno zarobił, że od jednego ciosu poprzestawiało mu się coś w łepetynie?
- Na mocy sądu dla nieletnich zostajesz skazany na częściowy areszt domowy. Każde nieuzasadnione użycie przez ciebie siły będzie obligować ku zwiększeniu wyroku aż do osiągnięcia przez ciebie wieku pełnoletniego.- Wyrecytował uśmiechając się jak jakiś dziki zwierz. Oblizał delikatnie usta przenosząc ciężar ciała delikatnie do przodu.- Dzięki za miłą przysługę.- Dodał i podskoczył delikatnie jak maleńka piłeczka do góry. Wyglądał jakby zawisł na chwilę w powietrzu po czym zamachnął nogą i kopnął Tose prosto w twarz. Upadł na ziemię jakby przywalił mu zawodnik sumo a nie niższy osobnik niż ja. Usiadł sobie na jego plecach i złapał go za włosy. Szarpnął nimi do góry tak, że jego głowa odchyliła się do tyłu. Przyglądałem mu się przerażony. Jeżeli potrafił takie coś dlaczego chodziłem jeszcze żywy?!
- Jesteś trupem!- Ryknął czerwony na twarzy Tosa. Enmba przyjrzał mu się zaciekawiony po czym zaśmiał się głośno. Nie spuszczałem z niego spojrzenia. To nie był Enmba którego znałem już jakiś czas. Powoli zaczynałem rozumieć dlaczego Ashias darzył go aż tak wielkim szacunkiem. Poczułem na sobie jego spojrzenie. Uśmiechnął się jak psychopata. Zadrżałem.
- Tosa, tak? Znane ci jest nazwisko Haruchi?- Zapytał z uśmiechem na twarzy. To jego nazwisko. Nie ma szans aby je znał.
- N~ie.- Zakaszlał Tosa. Uniosłem brew do góry. Nie dawał sobie rady? TEN Tosa?!
- Tak sądziłem. A Haruichi?- Zapytał. Tosa zesztywniał momentalnie. Źrenice mu się rozszerzyły jakby zobaczył przed sobą ducha. Pobladł momentalnie. Już gdzieś je słyszałem. Tego dnia kiedy mnie pocałował, dyrektor tym właśnie nazwiskiem zwrócił się do jego brata. Ale Enmba ma przecież na nazwisko…- Po reakcji twojego ciała wnioskuje, że jest ci bardzo dobrze znane. To pierwsze nazwisko to moje nazwisko… po zmianie w dokumentach. A to drugie to moje prawdziwe nazwisko.- Dodał odciągając jego głowę jeszcze bardziej w tył. Zakaszlał i jęknął. Stał się siny.
- Enmba! Udusisz go!- Krzyknąłem podchodząc do niego na czworakach. Nie mogłem zmusić mojego ciała do tego aby uniosło się w górę.
- Więc jak już się poznaliśmy bliżej mam nadzieję, że zrozumiesz intencję tego głupka i się w końcu od niego odwalisz.- Powiedział przybliżając twarz do jego ucha. Igrał z ogniem a ja nie wiedziałem jak mam mu to powiedzieć bez wyjaśniania mu szczegółowo wszystkiego. Złapałem go za nadgarstki próbując go z niego ściągnąć. Dla jego bezpieczeństwa… niech on nawet Tosy nie dotyka. Jeszcze to kurewskie nasienie go zarazi… zniszczy go… zgnoi… stanie się taki jak ja… a tego nie chce! NIE CHCE! Szarpnąłem nim mocnej w górę. Wstał. Stanął koło mnie. Nie wyszarpnął ręki z mojego uścisku.
- Cóż za skandal. Członek rodziny Haruichi jest pedałem!- Zaśmiał się Tosa. W jego głosiewyczułem sarkazm. Nabijał się z niego. Myślał, że my… że ja i Liliput?! Czego on się kurwa nawdychał?! Enmba zaśmiał się głośno. Spojrzałem na niego. Jego oczy były poważne. Spoważniał gwałtownie.
- Cóż za skandal. Członek rodziny Haruichi został skazany na dwadzieścia lat więzienia po zabiciu pedofila znęcającego się nad nim i jego znajomym ze szkoły.
- A co taki smarkacz nie wiadomo, z jakiej rodziny może mi zrobić?!- Zaśmiał się głośno próbując wstać. Jeżeli to mu się uda…
- Przepraszam.- Powiedział Enmba. Zaskoczył mnie. Dlaczego…?- Zapomniałem powiedzieć, że jestem Enmba. Najmłodszy z rodu.- Dodał uśmiechając się ponownie w ten sam sposób. Tosa wyglądał tak jakby mógł to by wskoczył z dachu.
- Najmłodszy ma areszt!- Wydarł się spanikowany. Nie rozumiałem jego zachowania i jakoś zbytnio nie chciałem go rozumieć.- Nie może wychodzić z domu!- Z jego gardła wydostało się coś co przez kogoś mu całkiem obcego mogło być odebrane jako śmiech. Ale ja znałem go już trochę. Enmba delikatnie uwolnił swoje ręce.- Więc gówno mi…-Otworzyłem szerzej oczy kiedy Tosa upadł od kolejnego jego uderzenia w twarz. Stracił przytomność. Byłem w szoku. Enmba splunął z pogardą koło jego ciała.
- Pierdolony pedzio.- Tyle jadu w jego głosie słyszałem po raz pierwszy od kiedy go znam. Wyciągnąłem z kieszeni bluzy telefon. Połączenie zostało przed chwilą urwane. Ciekawe gdzie jest Hikaru. Pewnie niedaleko. Poczułem na sobie jego spojrzenie. Zerknąłem na niego.- A ty co się lampisz? Matkę poznałeś? A tak w ogóle…- Mówił pospiesznie. Podszedł do mnie i złapał mnie za przód koszuli. Zaskoczył mnie.- Jak taki facet może dawać sobą pomiatać takiemu śmieciowi, który padł po dwóch moich ciosach?! Hę?- Już myślałem, że teraz ja oberwę. Tego było dla mnie za wiele. Chciałem już wrócić do domu i móc się schować w swoim pokoju. Osunąłem się na kolana.
- To dlatego, że ja byłem Neko a on Teichi.- Powiedziałem chociaż wątpiłem, że zrozumie o co mi chodziło. I dopiero teraz się zorientowałem co mu powiedziałem. Masakra jakaś… nie chce mi się wierzyć w to, że to właśnie on widział mnie w takim stanie i to on usłyszał ode mnie te słowa.
- No i? To, że nim byłeś nie znaczy, że musisz pozwalać na takie traktowanie. Czy kobieta bita przez mężczyznę ma to znosić i jeszcze może się podstawiać? Masz jaja to zachowuj się tak. Może w łóżku wolisz być Neko, ale to nie znaczy, że i na co dzień masz taki być. Nie możesz pozwolić, aby tacy ludzie tak cię traktowali! Co jeżeli w końcu któryś cię złamie? Co jeżeli coś się stanie? Co zrobią twoi rodzice? Rodzeństwo! Przyjaciele!- Wydzierał się na mnie cały czerwony na twarzy. Widać wiedział kim jest Neko i Teichi? Zaskoczyło mnie jego zachowanie. Spojrzałem na niego. Płakał? Czy mi się wydawało, czy ja dobrze widziałem? Ale dlaczego…? Było coś czego nie rozumiałem.
- Dlaczego mi pomogłeś?- Zapytałem. Spojrzał na mnie jakby to z kolei to on teraz nie wiedział o co mi chodzi.
- Ponieważ nie mogłem pomóc Sasuke… nie mogłem… to nie on powinien… to była moja wina… dlaczego tam poszedł… po co to zrobił… przecież go o to nie prosiłem! SASUKE! TY IDIOTO!- Krzyknął opadając na kolana naprzeciwko mnie. Nie wiedziałem jak mam się zachować i co zrobić. Znowu zachowywał się nie tak jak byłem przyzwyczajony. Co się stało z nim i jego przyjacielem Sasuke? O co mu chodziło? Dlaczego jego wina? Płakał jak małe dziecko waląc pięściami w podłogę.
- Nie płacz.- Nie wiedziałem co innego mogłem mu powiedzieć. Spojrzał na mnie jak małe dziecko i… Wtulił się we mnie! Byłem w szoku. Płakał kurczowo trzymając się mojej bluzy.
- To powinienem być ja… nie on… ja powinienem… ja… nie on… To ja powinienem nie żyć.- Powiedział cicho. Spojrzałem na niego zaskoczony kiedy z Nienacka wygięło go do tyłu/. Upadł na plecy i drgał konwulsyjnie jakby dostał jakiegoś ataku. Dostał szczękościsku. Trzymał się kurczowo za serce. Co powinienem zrobić?! Co to za atak?! Wyciągnąłem w jego kierunku ręce.
- Nie ruszaj go!- Usłyszałem znajomy krzyk. Spojrzałem tam. Mój brat podbiegł do mnie. Zsunął pospiesznie jedną ze skarpetek z nogi Liliputa. Znajdowała się tam dziwna bransoleta. Wbił w nią jakąś liczbę i zatwierdził ją swoim kciukiem. Spojrzał na mnie później na Liliputa a na koniec na Tose i znowu na mnie.- Czy to twój kolega z klasy zaczął?
-Hikaru to nie tak. On to zrobił w samoobronie. Tosa go uderzył, kiedy ten próbował mi pomóc. Więc mu oddał.
- Czy to prawda? To co mówi mój braciszek?- Zapytał jakby mi nie wierzył i spojrzał na Enmbę, który usiadł wyprostowany jakby nic się nie stało.
- Kto wyłączył bransoletę?- Zapytał rozcierając obolały kark.
- Ja.- Odpowiedział mój brat. O co mu chodziło? W sumie im wszystkim o co do cholery jasnej chodziło?
- Jest pan policjantem?- Zapytał ponownie. Myślałem, że jebne na plecy na zawał. PAN?! Dobre sobie.
- Hikaru. Tak jestem policjantem.- Poprawił go mój brat. Chyba mu też nie spodobał się ten zwrot PAN padający z ust kogoś w moim wieku.
-Sprawa A174/89u36z03031wy-g%. Mówi to coś tobie Hikaru-sama?- Przeszedł na jeszcze bardziej życzliwy ton. Spojrzałem na mojego brat. Ściągnął brwi. Coś poważnego.
- Tak to sprawa blisko powiązana ze sprawą A176/89u36z03031wy-g%.- Powiedział poważnie.- Kiedy sprowadziłem się do tego miasta pomagałem trochę przy tych dwóch sprawach, aby zaznajomić się trochę z pracą tutejszej policji?- Dodał patrząc na niego zaciekawiony. Odsunął się trochę ode mnie. Dopiero teraz zauważyłem, że staliśmy tak blisko siebie. Jednak dobrze, że się odsunął. Tak będzie lepiej.
- Taaa… nie tyle bliska co z niej wyniknęła.- Zaśmiał się cicho patrząc na mojego brata. Przekrzywiłem głowę w bok.
- Skąd wie…
- -, Ponieważ obie te sprawy dotyczyły mnie. W drugiej składałem zeznania, jako świadek, a w pierwszej, jako przestępca, że tak to ujmę. Dlatego nosze to.- Powiedziałwskazując na swoją nogę podbródkiem. Przetarł oczy i zaśmiał się głośno.- Cóż przez tą drugą sprawę nie mogę teraz w takich momentach zapanować nad swoimi nerwami. I po prostu, kiedy zobaczyłem, co ten pedofil chciał zrobić Yuui-kun’owi zadziałałem odruchowo. W sumie może nie chciał mu nic zrobić, ale nie  mogłem go tak zostawić, bo… KURWA!!!- Poderwał się na równe nogi. Drgnąłem zaskoczony. Kątem oka zauważyłem uważne spojrzenie mojego brata. Obaj zapewne pomyśleliśmy o tym samym.-Czarna wdowa cię woła do Sali!- Dodał. Hikaru uniósł brwi do góry. Spojrzałem na niego i zaśmiałem się cicho. Taki powód a tyle zamieszania nie ma co.
- O co chodzi?- Zapytał braciszek. Zawsze ciekawski. Przecież ja nic złego nie robię. Już…
- O moją wychowawczynię.-Powiedziałem przewracając oczyma i patrząc na niego.- Pogadamy o tym w domu. Muszę iść, bo kozę zaliczę.- Dodałem. Kątem oka zauważyłem gniewne spojrzenie Tosy skierowane na Liliputa. Uśmiechnął się do niego puszczając mu oczko. Jest ze mną Hikaru więc wiem, że za pewne za pół godziny będzie siedział już w więzieniu i będę miał w końcu święty spokój.
- Jeszcze tego pożałujecie. A po naszego Yuui-kuna przyjdzie pozostała trójka.- Zaśmiał się widząc minę Enmby. On chyba nie wiedział, że pozostała trójka już dawno siedzi za kratkami.
- Oj stul dziób.- Powiedział mój braciszek i jakby nigdy nic pierdolnął go pięścią w twarz. Otworzyłem zaskoczony usta po czym przecząco pokręciłem głową.- Idźcie. Ja się nim zajmę.- Dodał. Wiedziałem, że to powie dlatego już dawno ruszyłem przed siebie. Muszę jak najszybciej pójść do tej psychicznej baby. Rozpuściłem na chwile włosy i rozczesałem je palcami. Musiałem poprawić trochę wygląd tej cholernej kitki.
- Yuui nie mów nikomu o mnie, proszę.- Usłyszałem za sobą jego głos. Zaskoczył mnie idąc za mną i tym bardziej mówiąc do mnie takie rzeczy i to takim tonem.
- Nie wiem, o co ci chodzi? Mam nikomu nie mówić, że nadal jesteś cholernie przesłodzonym i miłym dzieciakiem?- Zapytałem uśmiechając się do niego. Szczerze? To mi nawet przez myśl nie przeszło aby komuś mówić o tym co się tutaj dzisiaj wydarzyło. No ale jeżeli chciał mieć pewność, że nikomu nie powiem to nie ma problemu. Mogę mu to obiecać nawet na papierze.- Dziękuje za pomoc.- Dodałem. Doszedłem do wniosku, że co jak co wypadało mu za to podziękować. Uśmiechnąłem się do niego.- A i trzeba coś zrobić z twoimi oczami.- Dodałem. Miał je czerwone i podpuchnięte. Nos również miał czerwony- Wyłeś jak wilk do księżyca, więc masz je teraz czerwone jak królik.
- Zamknij się i nie rób ze mnie zwierzyńca. Starczy, że wyglądam jak kot.- Warknął na mnie cicho. Zaśmiałem się. Wiedziałem, że tak zareaguje. Zamyślił się na chwilę po czym spojrzał na mnie czujnym okiem jakby badał moją osobę.- Do reszty mnie pojebało, ale mógłbyś udawać, że jesteś zły, wściekły i w ogóle ignorować do jakiegoś czasu moje zachowanie?- Zapytał. Spojrzałem na niego niepewnie. Jakoś nie przypadł mi do gustu wyraz jego twarzy. Wyglądał jak dziecko któremu przed nosem machają cukierkiem czekoladowym.
- Co ty kombinujesz?- Zapytałem. Lepiej się upewnić o co mu chodzi niż później mieć przez to jakieś problemy i niedogodności.
- No możesz??_ Zapytał ponownie. Nie dawał za wygraną. A co mi tam. Przecież nie może być aż tak źle.
- Z twoją psychiką nie wiem czy mogę ci aż tak bezgranicznie zaufać.- Powiedziałem chcąc się z nim pogrozić chociaż i tak wiedziałem, ż przystanę na to czego on chciał. Ostatnio zauważyłem że nawet jak nie chcę robię to o co mnie poprosi. Nie podobało mi się to.
- Bo wyłapiesz!- Krzyknął czerwony na twarzy. Wziął głęboki oddech aby się uspokoić.- Możesz?
-No mogę. Żaden problem. Ale o co chodzi?- Zapytałem. Podchodziliśmy bliżej drzwi. Po jego minie wywnioskowałem, że mimo wszystko nic mi nie powie.
- To idź, ja cię dogonię, ale zachowuj się tak jak powiedziałem.- Powiedział i popchnął mnie w stronę drzwi. Gdybym w porę nie złapał równowagi skończyłbym pewnie ze złamaną nogą albo wybitymi zębami. Nie wyglądał na takiego ale miał sporo siły. Więc dlaczego…?
- Okej?- Powiedziałem niepewnie i wyszedłem na zewnątrz. Bądź zły, zdenerwowany? Ale jak kurwa?! Wiem. Przypomniałem sobie pierwszy dzień jak go zobaczyłem i pocałował mnie na oczach całej klasy. Wtedy byłem na maksa wpieniony. Ściągnąłem brwi. Nie podobało mi się to wspomnienie, no ale coś musiałem sobie przypomnieć. Buzowało we mnie na maksa. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli. O co im chodziło.
- Panie!- Usłyszałem za sobą jego krzyk. Drgnąłem. Co on kurwa odpierdalał?! Nie. Nie odwrócę się. Co to to nie. Przecież…- Proszę cię zaczekaj! Enmba nie chciał tego zrobić. Enmba przeprasza! Panie! Enmba zły kotek… proszę.- Coś szarpnęło moją ręką w dół. Zatrzymał mnie. Teraz wszyscy będą wiedzieć, że to do mnie tak się darł. I znowu spojrzeli na mnie dziwnym spojrzeniem. Zerknąłem na niego z ochotą zdzielenia mu w twarz. Miał łzy w oczach. Czerwoną twarz. Przerażone spojrzenie. Drgnąłem. Czy on na pewno udawał?
- Nie potrzebuje tak nieposłusznego kota jak ty.- Powiedziałem pierwszą rzecz jaką mi ślina na język przyniosła. Próbowałem uwolnić rękę. Dobrze wiedział, że czeka na mnie Czarna Wdowa. To mi będzie pierdolić nie jemu.
- Paanieeee…- Powiedział głośno łamiącym się głosem. W jego oczach na nowo wezbrały łzy. Złapał mnie mocniej ze mankiet bluzy.- Enmba przeprasza, Enmba już więcej nie będzie!- Krzyknął błagalnym głosem. Kątem oka zauważyłem jak jakieś uczennice z gimnazjum robią nam ukradkowo zdjęcia. No to dam im lepszy profil. Złapałem go delikatnie pod brodę. Brew minimalnie mu drgnęła. Nie spodobało mu się to co zrobiłem. Ale sam kazał mi grać.
- Chyba jednak oddam cię do schroniska.- Powiedziałem uśmiechając się wrednie kiedy jedna z gimnazjalistek strzeliła nam fotę. Zerknąłem na nią pospiesznie kiedy ten na chwilę odwrócił wzrok. Zarumieniła się odwracając się do nas tyłem. Nie spodziewała się, że ją widzę. Złapał mnie mocno za lewy nadgarstek. Zabolały rany zadane niedawno nożem. Syknąłem bezwiednie zabierając pospiesznie rękę. Spojrzał na nią przyglądając się jej uważnie. Czyżby coś zauważył?? Wziął ją delikatnie w dłonie. Chyba nie… Nie. To nie to dojrzał co myślałem.
- Enmba przeprasza. Już więcej nie podrapie Pana.- Powiedział i przeciągnął językiem po moich poranionych kostkach. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Zabrałem delikatnie rękę. Nie wiedziałem jak mam mu na to odpowiedzieć. Ominąłem go bez słowa i ruszyłem przed siebie.
- Nie każ mi więcej czekać na siebie.- Powiedziałem nie mogąc spoglądając w jego stronę. Jeżeli na niego spojrzę to mogę nie wytrzymać i będzie kiepsko. Nie wiem co zrobił, ale głupie dziewuchy z gimnazjum zapiszczały jakby kurwa cieczki dostały. Czy on wie co potrafi zrobić ze swoim ciałem i buźką. Takie coś powinno być karalne!
- Niah! Enmba będzie się bardziej starał!- Krzyknął  za mną. Podbiegł do mnie. Zobaczyłem kątem oka na jego twarzy rumieniec. Zrównał się ze mną. Spoważniał. Przestał grać. Odetchnąłem z ulgą. Teraz mogłem się spodziewać tylko jednego.- Mam nadzieję, że kupiłeś sobie trumnę.- Powiedział poważnie. Zaśmiałem się. Wiedziałem, że coś takiego powie. Wszedłem do Sali gimnastycznej.
- Gdzie ty byłeś?- Zapytała moja wychowawczyni. Była zła.
- No przecież jestem.
- Dlaczego tak długo?! Trzeba kotarę naprawić. Za pół godziny ma się zacząć przedstawienie!- Krzyczała na mnie. Spojrzałem na nią. Odwróciła wzrok. Ciekawe jaką miałem minę?
- Musiałem sobie zwalić w łazience a naprawienie kotary zajmie mi piętnaście minut i to jeszcze jak będę się ociągał.- Powiedziałem wchodząc na drabinę. Spojrzała na mnie wybałuszając oczy. Odeszła bez słowa. Pokręciłem przecząco głową. Spojrzałem na kotarę, z którą coś podobno było nie tak. Zabrałem się za reperowanie jej.
- Hej.- Usłyszałem na dole. Spojrzałem tam. Trzy dziewczyny z gimnazjum wykreowane na słodki styl.
- No hej.- Odpowiedziałem i zabrałem się za zszywanie rozdarcia na kotarze.
- Co robisz?
- Naprawiam.- Odpowiedziałem. Spojrzałem na nie i uśmiechnąłem się do nich.- Wiecie, że przedstawienie dopiero za pół godziny.
- Wiemy.- Odpowiedziała jedna z nich.- Ale byłyśmy ciekawe tego chłopaka, z którym tutaj szedłeś.- Dodała. Odwróciłem się do tyłu. Enmba stał przed wejściem do Sali. Kopał nogą dołek w ziemi. Rozmawiał z kimś przez telefon. Miał poważny wręcz nawet wkurwiony wyraz twarzy.
- Nom. I czego jesteście ciekawe?
- Zły jest?- Zapytały zerkając na niego.
- Po części.
- Dlaczego?
- Ponieważ nie pozwoliłem mu się bawić kocimiętką.- Odpowiedziałem i zaśmiałem się z ich min.- Wiecie dziewczyny taki dzień jest dość stresujący nawet dla nas. A teraz wyszły jakieś problemy z kotarą, którą naprawiam i u niego w klasie też coś nie tak. Więc musicie mu wybaczyć jego wyraz twarzy. Ogólnie to bardzo miły i wiecznie uśmiechnięty facet. Wiecie wam też się za pewne zdarza chodzić złymi.- Dodałem i puściłem im oczko. Zachichotały. Ciekawe co go tak wkurwiło??







*******************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Siedzę sobie i szukam czegoś do poczytania. Nagle przypomina mi się historia Enmby i Yuui’ego. Co z tego, że już to czytałam, wiedziałam, że warto tu wracać i poczytać o ich losach ponownie, bo według mnie jest to opowiadanie, które nie może się znudzić.
    Pamiętałam też, że kolejna historia miała być w grudniu, a tu niespodzianka i jest już. Naprawdę nie żałuję, że tu wróciłam. Genialne!!! Ta sama historia przedstawiana oczami Yuui’ego to rewelacyjny pomysł :):):):)
    I muszę powiedzieć, że teraz piszesz o wiele lepiej. Na pewno robisz mniej błędów ( bez urazy oczywiście)
  2. Hej kochanie! ♥
    Ciekawe, czy jeszcze pamiętasz moją skromną osóbkę z naru-sasu.bloog.pl. Bardzo Cię przepraszam, że ot tak sobie zniknęłam, nie komentowałam, a na blogu nic kompletnie się nie działo. Działałam sobie w internecie tu i ówdzie, a teraz siedzę tu i tu zostanę http://in-yaoi-naruto-love.blogspot.com/ dość długo. Nie powinnam mieć czelności zostawiać tutaj linku, no ale może kiedyś będzie Ci się bardz nudzić i zajrzysz.
    Ale dobra.
    Teraz ważniejsze.
    niedługo przeczytam wszystkie notki, które mnie ominęły podczas mojej haniebnej nieobecności. teraz mam mało czasu, bo jeszcze nauka i te sprawy, ale w weekend wszystko doczytam i zostawię dłuuuugi komentarz. Będę do Ciebie zaglądać regularnie – i tym razem to nie już głupie obiecanki cacanki, bo postanowiłam wziąć się za to cale blogowanie tak porządnie – jak to bywało kiedyś. ;; bardzo polubiłam bohaterów bloga, poprzednie historie czytałam nawet po parę razy – i mam nadzieję, że znów się wciągnę, a Ty będziesz zaspakajać moje potrzeby czytania yaoistycznych opowiadań…. Nie obrażę się za jakąś odpowiedź do tego monologu, a co do recenzji, już nie mojego nudnego gadania, to zobaczymy się w weekend. ♥
  3. Witam,
    coś mi się trochę podejrzany wydaje Hikaru, albo czytał akta i wiedział co zrobić albo…. och przeczytać o tej walce widząc ją oczami Yuui to wspaniałr….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...