Aoi,
Sakura, Maki, Ashias, Shion, Eagle, Each, Nobi, Natsu, Mama, Tata…, kto
jeszcze? Kto jeszcze z mojego otoczenia wiedział o tym gdzie znajdował się,
Yuui i ukrywał to przede mną? Już nie wiedziałem, w co wierzyć, komu ufać a
komu już nie. To wszystko było takie pogmatwane. Tyle razy ile się ich pytałem (każdego
z nich) czy wiedzą coś o nim. Gdzie teraz jest? Co robi? Z kim? Dlaczego? Jak?
Kiedy? Od dnia mojego wybudzenia ciągle i od każdego słyszałem tą sama
odpowiedź „Kilka dni po twoim wypadku zniknął bez słowa zmieniając szkołę,
adres, numer telefonu. Nie można się z nim skontaktować.” Ciągle mi to
powtarzali w kółko. Czyli co? Ciągle kłamali? Tak to mam rozumieć? Bo jak
inaczej mam pojąć tą sytuacje jak nie jedno wielkie kłamstwo. Nie spodziewałem
się tego po nich. Tyle czasu to ukrywali a wszystko wydało się w taki głupi
sposób. Już sam nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać. Od tego czasu minęły
już dwa tygodnie. Ashiasowi powiedziałem tylko jedno „Biorę bezterminowy urlop”
i wyszedłem ze szkoły nic nie tłumacząc.W sumie nie musiałem. Skoro oni tak mnie
traktowali to i ja ich.
-Em-kun,
kolacja.- Aoi zajrzała do mojego pokoju. Odwróciłem się do niej plecami nie
chcąc z nią teraz rozmawiać (robiłem tak już od dwóch tygodni). Miałem ich
wszystkich po dziurki w nosie. Po co były te wszystkie durne kłamstwa i
oszukiwanie mnie? Jaki mieli w tym cel? Ale nie. Nie te pytania są
najważniejsze. Teraz muszę wiedzieć: Gdzie jest Yuui? Jaki ma teraz adres?
Gdzie pracuje? Musze się tego dowiedzieć, aby móc… Móc zrobić, co? Co ja tak
właściwie chciałem zrobić? No na pewno nie chodziło mi po głowie przytulanie
ani nic w ten deseń.
-
Enmba ktoś do ciebie.- Powiedziała Maki zaglądając do mojego pokoju. Spojrzałem
na nią, aby upewnić się czy czasami nie żartuję chcąc mnie wybawić z pokoju w
ramach konsumpcji kolacji, ale jednak mówiła prawdę. Kto to może być? Ubrałem
kapcie i zszedłem na dół od niechcenia. Przy drzwiach w środku mieszkania stali…
-
Didi? Gasi?- Zapytałem zaskoczony. Maki rzuciła we mnie jakąś koszulką. Ubrałem
ją pospiesznie na siebie.
-
Wiem, co pan mówił o tym, że nie chcę nas pan przez miesiąc widzieć…- Zaczął
Gasi.
-
skoro wiesz to, co tutaj robicie?- Zapytałem siadając na schodach i
przyglądając im się. Byli czymś zdenerwowani. Didi oddychała szybko. Biegli?
-
Kedamono i Al…- Zaczęła Didi. Spojrzałem na nią.
-
Enmba! Weź się w końcu ogarnij!- Wydarła się na mnie Aoi. Spojrzałem na nią.
Wycofała się pospiesznie do kuchni zamykając za sobą drzwi.
-,
Co znowu zrobili?
-
Mają kłopoty.
-
Gasi może tak dokładniej proszę.- Powiedziałem patrząc na nich uważnie.
-
Poszli się czegoś dowiedzieć na skrzyżowanie ulic należących do Sumiyoshi-kai[1]
i Yamaguchi-gumi[2]- Powiedziała Didi. Ręce opadły mi na schody.
Otworzyłem szerzej usta a oczy o mało co nie wypadły mi z oczodołów. Czy oni do
reszty powariowali?! O tej godzinie iść w tamto miejsce?! Kompletni kretyni!
-,
Czego oni tam szukają?!- Wydarłem się zrywając się na równe nogi.-
Poczekajcie!- Dodałem. Pognałem do góry. Wziąłem swój telefon, ubrałem jakąś
bluzę, do kieszeni schowałem bandaże, plecak z apteczką, zawahałem się przez
chwilę, po czym wziąłem ze ściany swoją katanę. Dawno jej nie używałem.
Zbiegłem po schodach. Wciągając na nogi trampki zawołałem Aoi.
-
Tak?
-
Zadzwoń do Nobi’ego. Powiedz mu, że w dzielnicy Sumiyoshi-kai i Yamaguchi-gumi
znajdują się niepełnoletni uczniowie. Niech sprawdzi, kiedy ma tam przyjechać
Natsu. Lepiej, żeby to nie było teraz, bo będą problemy. Ja tam po nich jadę.
Może uda mi się ich wyciągnąć nim on ich zobaczy. – Powiedziałem kończąc wiązać
trampki. Zapisała sobie wszystko to, co miała mu przekazać. Zarzuciłem plecak
na lewe ramie wcześniej przekładając przez głowę katanę. Wziąłem kluczyki od
samochodu i popędziłem do garażu.- Wskakujcie.- Dodałem otwierając im drzwi.
Usiedli posłusznie.- Po co oni tam pojechali?
-
Chcieli się czegoś dowiedzieć.
-,
Czego dokładnie?- Zapytałem. Milczeli. Skręciłem gwałtownie na ulicę główną
powodując prawie wypadek.- Musicie mi powiedzieć.
-
Chodzi o to, że…
-
Nie będzie pan zły?
-
Chyba nic mnie bardziej nie zdenerwuje niż to, co ostatnio zrobiliście w
szkole.- Powiedziałem.
-
Kedamono popytał trochę kilku ludzi o to, kim jest Yuui.- Powiedziała Didi.-
Spojrzałem na nią gwałtownie o mało, co nie wjeżdżając w śmietnik.
-,
Że co proszę?!
-
Cała nasza klasa szukała o nim jakiś wiadomości. Wiemy, co się z nim działo od
pana wypadku aż do dwóch lat wstecz. Teraz chłopaki udali się tam, aby
uzupełnić ten czas do dnia dzisiejszego.- Powiedział Gasi. Zakręciłem koło
wielkiego marketu. Teraz tylko dwa km i będę na miejscu.
-,
Dlaczego? Po co wy to robicie?
-
Dla Sensei’a.- Powiedział Gasi. Wypuściłem głośno powietrze. Po samochodzie
rozniósł się dźwięk mojego telefonu. Odebrałem go zostawiając na głośno
mówiący.
-
Tak?
-
Em-kun?
-
Tak. Nobi?- Zapytałem niepewnie. Nie miałem ich numerów.
-
Tak. Jedziesz tam?
-
No a co mam zrobić?
-
On tam będzie. Dzisiaj przyjeżdża zebrać miesięczne zarobki i zobaczyć jak się
sprawy mają.
-
Świetnie! Gorzej już być nie mogło.
-
Ja tam będę za pół godziny. Lepiej będzie jak się w to nie wmieszasz.
-
Zamknij się.- Powiedziałem skręcając w lewo. Już prawie jesteśmy.
-
ENMBA! Przecież wiesz jak to się skończy, kiedy on cię tam zobaczy!- Wydarł się
do słuchawki.
-
Nie obchodzi mnie to! Nie zostawię ich tam!
-
Nie rób niczego głupiego. Spróbuje się z nim skontaktować i powiem, aby nie
ruszali obcych dzisiaj, bo wysłałem tam swoich ludzi. Paktu zerwać nie będzie
mógł. Zadzwonię też do niej…
-
Nawet się nie waż.- Powiedziałem.- Ona ma nie wiedzieć. Ja już kończę.
Wjechałem od wschodniej strony. Jeżeli dojedziesz nim ja wyjdę koło tego puby
SG będzie stał rodzinny bus. W środku będzie siedziała dwójka dzieciaków. Pod
żadnym pozorem nie otwierajcie drzwi od samochodu.- Dodałem i się rozłączyłem.
Zatrzymałem się. Pogrzebałem w plecaku. Rzuciłem im coś. Trzymajcie to. W razie
wypadku. Zamknę was od zewnątrz. Nikomu nie otwierajcie. Ja sam tutaj wejdę jak
wrócę. Jeżeli wróci tutaj Kedamono albo Al to macie ich wpuścić przez okno. Nie
wolno wam wychodzić. Jeżeli ktoś się dostanie do środka użyjcie tego. Jak za
pół godziny nie wrócę zadzwońcie pod ten numer.- Dodałem rzucając im jakiś
numer na kartce i wyskakując z samochodu. Poprawiłem katanę, zamknąłem drzwi i
popędziłem przed siebie. Każda uliczka była cicha. Nie widziałem nikogo.
Biegłem ile sił w nogach i rozglądałem się dookoła. Zabiją mnie, jeżeli mnie
tutaj znajdą. Nie mam prawa tutaj się pokazywać po tym, co ostatnio zrobiłem (w
jednym z barów próbowałem roztrzaskać głowę, Natsu o umywalkę w łazience.
Wzięli mnie za intruza no i tak jakoś się potoczyło). Przylgnąłem gwałtownie do
ściany. Coś się do mnie zbliżało. Złapałem za rękojeść. Wysunąłem delikatnie
katanę. Ktoś upadł na początku ulicy, do której właśnie zmierzałem. Po chwili
osoba ta została szarpnięta i wbiegli w moją uliczkę. Obaj. Znalazłem ich. Ale
dlaczego uciekali? Ktoś za nimi biegł. Wyprzedziłem ich i naparłem na
napastnika powalając go na ziemie. Odwróciłem się do nich.
-
Sensei?- Zapytał zaskoczony Al.
-
To nie czas na pogaduszki. Prędko w nogi. Na końcu tej uliczki skręcicie w
lewo. Później już cały czas prosto. Co by się nie działo macie się nie
zatrzymywać. Al wiesz jak wygląda mój samochód. Macie pędzić prosto do niego.-
Powiedziałem łapiąc ich pod ramiona i pędząc odwracając się, co chwilę. Ktoś
pomagał wstać tamtemu kolesiowi. Nie zdążą uciec. Musze ich jeszcze jakoś
zatrzymać. Minęliśmy pierwszy zakręt. Złapałem ich za głowy i pociągnąłem na
dół broniąc przed metalowym prętem, który został w nas wymierzony. Dobyłem
szybko katany i zatrzymałem kolejny cios.
-
Sensei!
-
Ruszać się. Biegnijcie!- Wydarłem się popychając napastnika na ścianę.
Zachwiałem się, kiedy oberwałem metalowym prętem w plecy. Kedamono złapał mnie
za rękę i ruszyli biegiem przed siebie. Ciągnąłem katanę po ziemi. Uniosłem ją
do góry i przyłożyłem do gardła napastnika, który wyrósł przed nami. Jego wyraz
twarzy był obojętny.
-
Opuść to.- Rozkazał.
-
Puść ich wolno.- Powiedziałem. W końcu mogłem zobaczyć jak wygląda. Miał długie
czarne włosy. Znajomy kosmyk zamajaczył przed jego piwnymi oczyma. Był wysoki.
-
A jak nie to…- nie dokończył. Nacisnąłem delikatnie na katanę. Z jego szyi
zaczęła lecieć strużka krwi.
-
Szefie!- Krzyknął jakiś facet podbiegając do nas. Nim się obejrzałem miałem
przyłożony do Glowy pistolet. Dwa szybkie ruchy, na które ich szef nie
zareagował sprawiły, że mężczyzna puścił broń, kiedy rozciąłem mu mięśnie ręki,
drugi katana wróciła na gardło mężczyzny.
-
Puść ich wolno.- Powtórzyłem. Machnął ręką na znak, że mogą iść.
-
Sensei…
-
Bez dyskusji. Idźcie.
-
Bez ciebie się nie ruszamy!- Krzyknął Al. Zaklnąłem dość głośno.
-
WYPIERDALAĆ MI STĄD!- Wydarłem się na nich. Drgnęli.
-
Eagle-nii-sama nie będzie zadowolony.- Powiedział Kedamono. Łypnąłem na niego.
-
Ten dzieciak zna Eagl’a?- Zapytał mężczyzna.
-
Nie twój interes.
-
Wszystko, co ma związek z moimi braćmi to mój interes.- Odpowiedział.
-
Braćmi?- Zapytał Kedamono.
-,
Co wy tu jeszcze robicie?!
-
Tak braćmi.- Powiedział Natsu. Mój dawny rzeczownik.
-,
Czyli…
-
KEDAMONO!- Usłyszałem przerażony krzyk Eagl’a który biegł w naszą stronę.
Zatrzymał się przy chłopaku i strzelił go z impetem w głowę. Po chwili dołączył
do niego Nobi. Brakowało jeszcze Each’a, ale to nie możliwe, aby pojawił się
teraz tutaj.
-
Enmba opuść broń.- Powiedział Natsu. Odsunąłem się od niego i delikatnie
opuściłem broń cofając się tak, aby ciągle go widzieć.
-
Kedamono, Al zbieramy się.- Powiedziałem zasłaniając ich swoim ciałem.
-
Może jednak zostaniesz?- Zapytał kpiąco Natsu. Zaśmiałem się gorzko.
-
Nie dzięki. Nie skorzystam.- Odpowiedziałem.- Odwiozę was do domu.-
Powiedziałem
i cofałem się ciągle tam, aby widzieć, co robi Natsu.
i cofałem się ciągle tam, aby widzieć, co robi Natsu.
-
Mam nadzieję, że na święta przyjedziesz do domu.- Powiedział przyglądając się
mojej twarzy. Szarpnąłem Al’em w dół osłaniając go własnym ciałem przed ciosem
wymierzonym w jego plecy. Mimo, że nie spuszczałem wzroku z Natsu wiedziałem, co
się dzieje dookoła mnie.
-
Do samochodu.- Syknąłem do nich, kiedy spojrzeli na mnie przerażeni. Z brwi
leciała mi krew. – Święta spędzam w samotności.- Dodałem oddalając się
bardziej. Wycelował we mnie z broni. W sumie nie we mnie, ale w Kedamono albo Al’a.
Zasłoniłem ich swoim ciałem.
-
Sensei.- Al nerwowo szarpnął moją bluzę. Natsu uśmiechnął się tylko wrednie, po
czym opuścił broń i schował ją do kabury.
-
Nie zapominaj, kim jestem.- Powiedział i odszedł a za nim jego świta.
-
Mmm.- Mruknąłem tylko i ruszyłem pędem do samochodu. Uderzyłem głośno plecami o
jego drzwi, kiedy doszedł do nas Eagle. Spojrzał na mnie, później na Kedamono i
znowu na mnie.
-
Możesz mi powiedzieć, co się tutaj działo? Co ty tutaj robiłeś? Dlaczego tutaj
byłeś? Przecież dobrze wiesz, że nie możesz się pojawiać w tej dzielnicy.
Dobrze, że w ogóle cię wypuścił.- Skarcił mnie. Zaśmiałem się drwiąco patrząc
na swoje kolana. Didi i Gasi wybiegli z samochodu. Didi przytuliła Al’a
zanosząc się płaczem.
-
O dzięki ci panie, że dzisiaj od niego nie dostałem.- Powiedziałem
sarkastycznie.
-
Chyba zapomniałeś, jaki on potrafi być.
-
No wybacz, ale to ja najbardziej miałem z wami wszystkimi przesrane. Nie
zapominaj o tym. Mimo, że nie chciałem.- Odpowiedziałem. Podniosłem się i
otrzepałem spodnie. Odłożyłem katanę delikatnie do samochodu i zacząłem
rozwijać bandaże z rąk. Didi podeszła do mnie przemywając mi zranioną brew.
-
Masz mi za to za złe?
-
Mogę mieć za to za złe tylko jakimś siłą wyższym, które stwierdziły, że muszę
się narodzić.- Odpowiedziałem krzywiąc się, kiedy Didi zaklejała mi brew.-
Dziękuje.- Dodałem patrząc na nią. Uśmiechnęła się tylko delikatnie.
-,
Dlaczego tak mówisz? Przecież…
-
Nie jestem dumny z tego, co nas łączy przez to, co mi zrobiliście.- Przerwałem
mu patrząc mu hardo w oczy.- Rozumiem, że z Kedamono sam załatwisz sprawę.
Możesz go zabrać i weź mu w końcu wytłumacz, czym jego zachowanie grozi. Ja
odwiozę pozostałych i sobie z nimi porozmawiam.
-
Ja mogę to zrobić.- Powiedział Eagle.
-
Nie wydaje mi się. Nie potrafisz zapanować nad jednym dzieciakiem a co dopiero
nad czwórką.- Powiedziałem. Otworzyłem drzwi samochodu.- Z tobą jedynym z całej
czwórki najbardziej lubiłem przebywać, ponieważ nie traktowałeś mnie
materialnie i jak małego dzieciaka. Kiedyś to było fajne. Nawet teraz, ale
odbije ci się to na twoim wychowaniu tego szczyla.- Dodałem i wszedłem do
samochodu czekając aż reszta się pożegna. Kedamono zapukał w moja szybkę.
Spojrzałem na niego i opuściłem ją do połowy.
-
Przepraszam.- Powiedział i delikatnie tak, aby nikt nie widział położył mi na
kolanach jakąś złożoną karteczkę. Po czym odszedł bez słowa czy spojrzenia.
Wszedł do samochodu, jakim przyjechał Eagle.
-
Mam nadzieję, że jednak przyjedziesz na święta do domu.
-
Mmmm.- Odpowiedziałem i ruszyłem w stronę domu, Didi, który był najbliżej z
nich wszystkich.
^^~^^
Stałem
na progu domu Gasi’ego. Chłopak stał trzymając się za głowę. Naprzeciwko mnie
stała niska dziewczyna o zielonych włosach i szarych oczach. Uśmiechała się
przepraszająco.
-
Przepraszam bardzo za brata.- Powiedziała łagodnym głosem i znowu strzeliła go
w głowę.- Nie dość, że zawieszony, szlaban to jeszcze musiałeś się udać na
tamtą ulicę?!- Zapytała unosząc głos. Znowu spojrzała na mnie.- Kiedy tylko
mama wróci przekaże jej to, co pan powiedział. A ten głupi smarkacz pożałuje.-
Dodała.
-
Nie ma, co się z tym śpieszyć.- Powiedziałem.- Sam wymierzyłbym im należytą
karę, ale nie mogę, bo muszę coś jeszcze załatwić.
-,
Jeżeli mam możliwość wyboru to wole dostać od siostry i mamy.- Mruknął Gasi.
Spojrzałem na niego zaciekawiony. W sumie jego siostra też.
-
A co to za różnica?- Zapytała siostra.- Twój wychowawca ma pełne prawo do tego,
aby cię ukarać. Nie tylko ja i mama.
-,
Ale ty ani mama nie łamiecie drzwi na pół jednym ciosem, a on tak!- Krzyknął przerażony.
Uśmiechnąłem się tylko do niego. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona.
-
Ja już nie będę przeszkadzał. Widzimy się za dwa tygodnie w szkole. Mam
nadzieje, że do tego czasu niczego nie zmalujecie.- Powiedziałem. Skłoniłem się
przed nimi.- Dobranoc.- Dodałem.
-
Dobranoc.- Odpowiedzieli skłaniając się przede mną. Poczekałem tak chwilę, po
czym udałem się wolnym krokiem do samochodu. Gasi był ostatnią osobą, którą
odwoziłem do domu. Na siedzeniu pasażera leżała mała karteczka. Spojrzałem na nią.
Drżącymi rękoma wziąłem ją i otworzyłem nie pewnie. W środku była tylko ulica,
numer bloku i mieszkania. Dużo nie myśląc udałem się tam. Ulica ta znajdowała
się w stosunku do mojego domu na końcu miasta. Dalej już być nie mogło.
Jechałem powoli (sam nie wiedziałem, dlaczego). Bębniące dźwięki moich palców
uderzających o kierownice zaczęły mnie samego drażnić. W radiu zaczęli puszczać
jakieś smętne piosenki. Wyłączyłem je. Nie ma, co się dobijać na zapas.
Dręczyło mnie kilka pytań, na które nie potrafiłem udzielić sobie zadowalającej
odpowiedzi. Po co tam jechałem? Co z tego będę miał? Jaki mam w tym cel? Czy to
ma sens? Co powiem? Co zrobię? Jak powinienem się zachować? A co jeśli…? Itp.
Itd. Te i wiele innych pytań nie dawało mi spokoju, ale musiałem o tym zapomnieć,
ponieważ właśnie wjeżdżałem na parking przed wielkim wieżowcem. No to się chyba
u niego nie zmieniło. Zamiłowanie do masy sąsiadów. Kilka samochodów dalej…
tak. Dobrze trafiłem. Do jednego z samochodów sadowił się Hikaru. Wszędzie go
rozpoznam. Czyżby nadal z nim mieszkał? Nie… koło niego siedziała jakaś młoda
kobieta, a na tylnim siedzeniu dwójka dzieci. Nie mieszkał z nim. W sumie to
nawet dobrze. Poczekałem chwilę aż odjadą z parkingu. Wysiadłem z samochodu,
zarzuciłem na plecy plecak i katanę (na pewno mi się przyda). Trzymając w
rękach pomiętą kartkę ruszyłem żwawo do budynku. Windy. Podszedłem do nich. Jak
zawsze koło nich wisiał plan budynku. Spojrzałem na numer mieszkania zapisanego
na kartce 17178. Później na rozkład budynku. Mieszkania od 17170 do 17190
znajdowały się na dziesiątym Pietrze. Czyli dość wysoko, ale nie najwyżej. W
sumie, chociaż to dobrze. Wsiadłem do windy. Podróż w tym ciasnym, ale czystym
pomieszczeniu była dla mnie katorgą. Delikatne piknięcie i drzwi rozsunęły się
przede mną po woli. Idę cicho przez korytarz wyłożony beżową tapetę i brązowym
(ciemnym) dywanem. Zatrzymuję się przed właściwymi drzwiami. Biorę głęboki
oddech (w oczach pewnie mam przerażenie albo furię). Wypuszczam głośno
powietrze, kiedy moja ręka zapukała trzy razy w drzwi. Staję tak, aby nie
dojrzał mnie przez judasza. Słyszę jak podchodzi do drzwi. Przekręca kluczyk.
-,
Co jest Hikaru? Znowu czegoś zapomniałeś?- Pyta otwierając drzwi. Patrzy na
mnie otwierając oczy z przerażenia. Cofa się o krok. Ja z kolei wpadam na
ścianę, która stała za mną. Pokazuję na niego palcem i otwieram szeroko oczy.
-
TO JEST JAKIŚ ŻART?!- Krzyczę przerażony. A on tylko się na mnie patrzy…
[1]
Sumiyoshi-kai (jap. 住吉会?)
lub Sumiyoshi-rengō (jap. 住吉連合?)
– drugi co do wielkości gang yakuzy w Japonii z szacunkowo 20 000 członkami.
Został założony w 1958 jako Minato-kai. Ma 20 tys. członków należących do 277
klanów. W przeciwieństwie do największej Yamaguchi-gumi jest federacją
mniejszych gangów.
[2]
Yamaguchi-gumi (jap. 山口组?) – najpotężniejszy gang w
ramach yakuzy. Jest także jedną z największych organizacji przestępczych na
świecie. Niektóre szacunki mówią o około 39 tys. aktywnych członków. Obejmuje
około 45% z 87 tys. członków yakuzy. Zarabia miliardy dolarów rocznie na wymuszeniach,
hazardzie, handlu bronią i narkotykami, prostytucji, pornografii internetowej i
machinacjach finansowych na giełdzie. Szefowie gangu rezydują w Kobe, ale
organizacja działa na terenie całej Japonii. Chociaż policja stara się walczyć
z tą organizacją, od ponad dziesięciu lat liczba jej oddziałów nadal rośnie.
Obecny przywódca Shinobu Tsukasa rozszerzył zasięg organizacji do Tokio, które
nie jest tradycyjnie terytorium Yamaguchi-gumi.
********************************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
Oczywiście bardzo dziękuję za dedyk.
Nawet nie wiesz jak skakałam z zachwytu
Gdy przyszłam ze szkoły od razu się zabrałam za pochłanianie mojej lektury.
Enmba z kataną, boję się ;___;
I trochę znów zasmucił mnie fakt, że skończyłaś w momencie, na który najbardziej czekałam ;_____;.
Cóż, myślę, że następny rozdział będzie tak samo niesamowity jak ten teraźniejszy
Powodzenia!