Otworzyłem
ociężałe oczy. Chciało mi się pić. Rozejrzałem się dookoła siebie. Znajdowałem
się w swoim pokoju. Na szafce obok łóżka leżał kubek. Usiadłem na łóżku
przecierając oczy. Sięgnąłem po kubek. Sok pożeczkowy. Aoi musiała go tutaj
zostawić. Wypiłem wszystko do samego dna. Co się kurwa stało? Nawet nie wiem
kiedy urwał mi się film. Moje ciuchy porozrzucane po całej podłodze. Ciekawe
jak się dostałem do swojego pokoju.
-
Mmmm.- Odwróciłem się gwałtownie w bok. Koło mnie na łóżku leżał Yuui. W sumie
spał. Spojrzałem powoli pod kołdrę. Miałem na sobie bieliznę. Póżniej zerknąłem
na niego. Też ją miał. Powąchałem swoje przedramię. Pachniało normalnie. Byłem
letni. Pochyliłem się nad Yuuim. Też pachniał normalnie (jak Yuui). Temperatura
jego ciała…- Mogę wiedzieć co ty odwalasz??- Zapytał. Nadal miał zamknięte
oczy. Wyprostowałem się gwałtownie.
-
Etto… emm… sprawdzam?- Zapytałem. Uchylił delikatnie jedno oko zerkając na
mnie.
-
Sprawdzasz?? Co??- Zapytał. Dobrze wiedział o co mi chodziło, a mimo wszystko
chciał to usłyszeć??
-
Oj nic. Śpij.- Powiedziałem. Idę spać na dół na kanapę. Tak będzie bezpiecznie.
Pomyślałem. Złapał mnie za przegub ręki.
-
Kanapa na dole jest zajęta.- Powiedział jakby czytał w moich myślach.
-
Przez…?
-
Sakurę i Ashias’a.- Powiedział. Spojrzałem na niego. Nie wrócili do domu??
-
A co z małą??
-
Pojechała na trzy dni do babci. W sensie rodziców Sakury.- Wyjaśnił. Spojrzałem
na swoją poduszkę. Kiwnąłem twierdząco głową.- Kładź się. Ja się położe na
podłodzę.
-
Eeee??- Zapytałem zaskoczony kiedy puścił mój przegub i odwrócił się do mnie
plecami z zamiarem zejścia z łóżka. Wtuliłem się w jego gorące plecy.- Nie powiedziałem,
że nie chcę abyś ze mną leżał.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho i położył na
brzuchu pozwalając mi egoistycznie wtulać się w jego plecy.
-
Mogę na ciebie spojrzeć?- Zapytał. Oblałem się jeszcze większym rumieńcem niż
wcześniej.
-
Nie.- Syknąłem cicho.
-
Dlaczego?- Zapytał zaczepnie. Wbiłem mu dwa palce w żebra. Zaśmiał się cicho
przekrzywiając trochę w bok.- Już, już.- Powiedział łapiąc mnie za rękę.
Przesówałem powoli palcami po jego plecach.- Co robisz?
-
Liczę.- Odpowiedziałem szczerze (i niezbyt świadomie jego pytania).
-
Ogólnie jest ich 76 jeżeli liczysz blizny.- Powiedział i zaśmiał się cicho
kiedy przestałem poruszać palcem.- Nie przestawaj. To przyjemne.- Dodał.
Zarumieniłem się znowu jeszcze bardziej (głupi jestem czy co?), ale bez słowa
wróciłem do kreślenia znaków na jego plecach niezwiązanych już z żadną z jego
blizn.- Ciepłe. Jeszcze jesteś czerwony na twarzy.- Stwierdził. Znowu wbiłem mu
palce w żebra. Zaśmiał się ale zwinnie powalił mnie na plecy. Pochwylił się
nade mną w większości leżąc na boku.
-
Nie patrz idioto.- Powiedziałem, próbując zasłonić twarz, ale mnie od tego odwiódł.
-
Dlaczego?
-
Bo wyglądam jak idiota.
-
Dla mnie wyglądasz uroczo.- Powiedział i uśmiechnął się mrużąc przy tym oczy. Położyłem
mu rękę na twarzy drugą zakrywając połowę swojej. Zaśmiał się i polizał moją
rękę, która znajdowała się na jego twarzy. Zabrałem ją pospiesznie. Złapał ją
ściskając delikatnie moje palce. Pocałował każdy opuszek po woli. Jak w
zwolnionym tempie widziałem jak jego czerwone usta zbliżają się do moich
palców. Jak muska je delikatnie. W uszach mi dudniło. Nic nie słyszałem.
Spojrzał na mnie kiedy próbowałem wyrwać rękę z jego dłoni. Pocałował mnie
delikatnie w rozgrzaną i czerwoną szyję. Nie odsunął ust od niej. Znajdowały
się ciąglę tam gdzie za pierwszym razem.
-
Yuui… przestań…- Poprosiłem próbując go zepchać. Poczułem na uchu ciepło jego
oddechu.- Ah.- zakryłem usta i ucho jednocześnie kurcząc się przy tym dziwnie.
Uśmiechnął się. Delikatnie zabrał moją rękę z ucha.
-
Kocham cię.- Szepnął do niego cicho. Jego głos przeszywał moje uszy i ciało
sprawiając, że nie słyszałem nic innego tylko cichy szept powtarzający w kółko
to samo słowo. Za każdym jego „Kocham cię” moje serce podskakiwało szybciej do
góry. Klatka piersiowa zaczynała mnie boleć i palić od tego uczucia. Mimo, że
prosiłem aby przestał, kazałem mu się zamknąć i zakrywałem jego usta, albo moje
uszy on nie przestawał. Jego przenikliwy, cichy szept zawsze dostawał się do
mojego ucha. Ile razy jednej nocy można usłyszeć te dwa słowa? Ile razy można
chceć zapaść się pod ziemię z powodu czerwonej twarzy? Ile jeszcze wytrzyma
moje serce? Mimo, że broniłem się przed
jego słownymi atakami całą noc nie wygrałem. A przez moję podnieconę i
rozentuzjowane ciało nie mogłem zasnąć.
^^~^^
Siedziałem
w kuchni nie za bardzo kontaktując z rzeczywistością. Każdy koło mnie
przekrzykiwał się nazwajem szykując sobie śniadanie. Jak to będzie wyglądać
kiedy: dyrektor, pedagog szkolny, szkolna pielęgniarka i nauczyciel matematyki
stawi się w szkole na kacu, z podkrążonymi oczyma i zajeżdzjący wóda?? Wgryzłem się od niechcenia w jabłko. Jakbym
mógł to teraz rzuciłbym się twarzą na podłogę i po prostu zasnął ze zmęczenia.
Na ziemię sprowadził mnie dźwięk sms’a. Wyciągnąłem swój telefon z kieszeni.
Jestem już w
samolocie. W Japonii będę po 16. S.
Wiadomość
od Sasuke. Nie ważne czy miałe jego nr
czy nie. Zawsze tak się podpisywał w eskach.
Będę czekał na
lotnisku.
Odpisałem
i schowałem telefon do kiszeni. Przyszykowane śniadanie schowałem do pojemnika.
Wypiłem za jednym razem kubek gorzkiej i ciepłej kawy po czym bez słowa
wyszedłem z kuchni. Po ogarnięciu się w łazience i zminimalizowaniu widocznych
skutków przepicia wyszedłem do salonu.
-
Jedziemy już.- Powiedział Ashias. Spojrzałem na niego.
-
Jadę z wami??- Zapytałem zaskoczony. Pokiwał tylko przecząco głową. Wyszli z
domu. Podbiegłęm do góry po swoją torbę.- JUŻ!- Wydarłem się kiedy zatrąbił dwa
razy abym się ruszył. Wybiegłem z domu potykając się na schodach. Ogarnąłem się
szybko i wsiadłem do samochodu.
-
Nie sądziłem, że tak będzie ci się kiedyś spieszyć do szkoły.- Powiedział
Ashias.
-
I to jeszcze na matematykę.- Dodała Sakura. Zaśmiali się cicho. Pokazałem im
język dobrze widoczny w wtecznym lusterku. Zajrzałem do torby czy wszystko wziąłem.
Zaskoczony zauważyłem, że mam w środku jakieś cztery zeszyty. Wyciągnąłem je:
KEdamono, Al., Didi i Bombka. Po cholerę były mi ich zeszyty? Zajrzałem do
nich. No świetnie! Uderzyłem otwartą ręką w czoło.
-
Jedź do szkoły najdłuższą drogą z możliwych.- Powiedziałem wyciągając czerwony
długopis i zabrałem się za sprawdzanie. Na początku tygodnia za to że gadali na
lekcji zadałem im sporych rozmiarów pracę domową po czym zabrałem im zeszyty na
drugi dzień i powiedziałem, że oddam im je w piątek przy bramie szkoły i mają
tam na mnie z rana czekać. Do kolejnej matmy (3 lekcja) muszą nadrobić
zaległości w zeszycie (jeżeli tego nie zrobią dostaną kolejene oceny).
-
Co ty robisz?- Zapytał Yuui.
-
Sprawdzam. Nie widać.- Powedziałem nie zerkając na niego.
-
Eh. A w nocy byłeś taki słodki.- Powiedział patrząc przez okno. Ręka mi
drgnęła. Odwróciłem się do niego tyłem.
-
W pracy słodki nie będę.- Wydukałem zabierając się za drugi zeszyt. Zachichotał
cicho tylko i już się nie odezwał.
-
Jak już masz jeden zeszyt sprawdzony to daj sprawdzę kolejny.- Powiedziała
Sakura. Pokiwałem przecząco głową.
-
Każde z nich miało dwadzieścia innych zadań. Bez książki tego nie sprawdzisz.-
Powiedziałem zabierając się za kolejny zeszyt.
-
To jakim cudem ty to robisz tak szybko??- Zapytała Sakura. Ashias zaśmiał się
pod nosem.
-
To był jeden z powodów dla których przeszedł rozmowę kwalifikacyjną.- Wyjaśnił.
Pomijając mnie pozostali na niego spojrzeli.- Na rozmowie kwalifikacyjnej
pokazał mi, że zna na pamięć każdy z podręczników do matematyki jaki jest
dostępny w naszej szkole.- Powiedział.
-
Nie gapcie się tak na mnie.- Powiedziałem czując na sobie ich spojrzenia.
Ostatni zeszyt.
-
Dojeżdżamy do szkoły.- Powiedział Ashias. Kopnąłem w jego fotel.
-
Miało być najdłuższą drogą!- Krzyknąłem na niego sprawdzając kolejne zadanie.
Jeszcze pięć zadań. Zatrzymał się na parkingu szkoły. Trzy zadania.
Wysiedliśmy. Zobaczyłem ich z oddali. Zacząłem zmierzać w ich stronę.
Rozglądali się dookoła stojąc przy bramie. Jedno zadanie. Podeszłem do nich bez
słowa. Stanąłem za nimi. W milczeniu sprawdzałem kolejne zadanie.
-
Sensei!- Krzyknęła Didi odwracając się w moją stronę w momencie kiedy stawiałem
parafkę przy ocenie Kedamono. Uśmiechnąłem się do nich zmęczony i podałem im
zeszyty. Wzięli je dziękując w pół po czym pognali do szkoły na swoje pierwsze
zajęcia. Powolnym krokiem udałęm się za nimi.
^^~^^
LOT PARYŻ- CHIBA WYLĄDUJE O
PLANOWANEJ GODZINIE. PASAŻEROWIE LOTU WYJDĄ WYJŚCIEM NR G-159
Po
przeczytaniu tego komunikatu udałem się w stronę wyjścia jednocześnie
rozglądając się za nim chociaż wiedziałem, że jeszcze go tam nie ma. Po jakiś
dziesięciu minutach ludzie zaczęli wysypywać się z pramki jak mrówki uciekające
ze zniszczonego mrowiska. Wyszedł ostatni. Nie mogłem podejść bliżej. Sprawdzili
jego paszport, bilet po czym mógł odebrać swój bagaż. Spojrzał na mnie po
którkim przeczesywaniu lotniska wzrokiem. Na jego zmęczonej twarzy zagościł
uśmiech. Podszedł do mnie. Uśmiechnąłem się do niego. To było dla niego puntkem
krytycznym. Bez ostrzeżenia puszczając swoją torbę rzucił się na mnie i wtulił
się w moje ramiona płacząc głośno. Inni pasażerowie gapili się na nas
zainteresowanym spojrzeniem. Pogłaskałem go po głowie obejmując go mocno
ramionami.
-
Już, już.- Mówiłem cicho szeptem do jego ucha. Uspokoił się po kilku mintach
kiedy zainteresowanie naszą osobą znacznie wzrosło. Sięgnąłem po jego torbę.
Ciągnąc i ją i go za rękę wyszliśmy z lotniska. Wsiadł do mojego samochodu.
Zapakowałem jego bagaże go bagażnika. Wyciągnąłem telefon.
-
Tak?- Po drugiej stronie odezwał się Ashias.
-
Chcę tygodniowy góra dwutygodniowy urlop.- Powiedziałem. Cisza po drugiej
stronie trwała sporą chwilę.
-
Aż tak źle?
-
Gdyby nie było nie prosiłbym cię o to. Mogę nawet w wakację to odpracować czy
coś.
-
Jak on się czuje?
-
Jak tylko mnie zobaczył zaczął płakać. Wygląda jakby nie spał od kilku dni.
-
Jak na razie mogę dać ci tylko tydzień. Ugadamy się jak dzisiaj przyjedziemy z
resztą do ciebie.- Powiedział.
-
Dziękuje.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Wsiadłem do samochodu.
-
Z kim gadałęś??- Zapytał. Miał pusty głos.
-
Z Ashiasem.- Powiedziałem.
-
Aha.- Odpowiedział i znowu zaczął cicho płakać. Wiem, że miał nadzieję, że to
jednak Shion zmarwrił się jego zniknięciem i do mnie zadzwonił. Ruszyłem bez
słowa w stronę domu.
^^~^^
Siedziałem
z pozostałymi w salonie. Sasuke siedział w łaziece. Kompał się. Ashias kręcił
przecząco głową. Aoi wyszła na chwilę do kuchni. Wróciła z mniejszym tortem
czekoladowym i talerzykami. Pokroiła go.
-
Idę do kuchni.- Powiedziałem. Przyszykowałem kilka kubków, wsypałem do dwóch z
nich czekolade do pozostałych herbatę.
-
Pomogę.- Yuui stanął za mną i sięgnął cukier z górnej półki.
-
Zrobiłeś to specjalnie?- Zapytałem patrząc na niego. Uśmiechnął się tylko i
pocałował mnie w czoło. W czoło. Nie w usta! Coś go musiało boleć?- Coś się
stało?
-
Dlaczego miałoby się coś stać?- Zapytał patrząc na mnie. Pokiwałem przecząco
głową.
-…jest
w kuchni.- Usłyszałem głos Sakury. Po chwili do kuchni zajrzał Sasuke. Ubrany w
ciemne dresy z ręcznikiem na głowie.
-
Robie herbatę i czekoladę. Poczekaj w salonie.- Powiedziałem. Kiwnął twierdząco
głową.
-
Nie znam go od tej strony.
-
Tylko dla mnie i dla Sakury jego zachowanie nie jest dziwnę.- Powiedziałem.
Przyglądał mi się uważnie.- Sasuke to taki typ człowieka. Silny, wesoły
wiecznie uśmiechnięty z nowym żartem w zanadrzu. Ale jak już coś go zdołuje to
kończy się to tak a nawet gorzej.
-
To już się kiedyś zdażało??
-
Tak.
-
Kiedy?
-
Jak zdechła jego rybka. Jak pokonałem go w koszykówce moim znienawidzonym a jego
ukochanym sporcie i kiedy ja i Sakura nie mogliśmy przyjść na festiwal z nim i
Shionem.- Wyliczyłem na palcach. Kiwnął twierdząco głową. Myślałem, że zacznie
się śmiać. Sakura zajrzała do kuchni.
-
Tylko rozmawiacie?- Zapytała ni to zaskoczona ni to zawiedziona.
-
Tylko. A co?
-
Nie nic.- Powiedziała i wzięła dwie herbaty. Po chwili wróciła i wzięła kolejne
dwa. Yuui wziął swój kubek herbaty i mój czekolady. Zabrałem kubek czekolady
Sasukę oraz większy tort z lodówki i wielką łyżkę. Wszedłem do salonu. Spojrzeli
na mnie zaskoczonym spojrzeniem (tylko nie Sakura). Położyłem jego kubek koło
niego. Podałem mu tort. Uśmiechnął się smutnie.
-
Dzięki.- Powiedział i zanurzył łyżkę z tortem w ustach.
-
Czekaj, Sasuke. Ty chcesz zjeść cały tort na raz? Taki duży?- Zapytała Aoi.
Spojrzał na nią zaskoczony.
-
Duży?- Zapytał. Uśmiechnąłem się.
-
Wybacz, ale to jest największa forma jaką mamy w domu.
-
Aaa.- Uśmiechnął się.- Nie szkodzi. Tyle mi wystarczy.
-
On to zje.- Powiedziała cicho Maki.
-
Zje.- Przytaknąłem. Usiadłem pomiędzy nim a Yuui’m.
-
Jak na razie weźmiesz tydzień. Później na trzy dni musisz wrócić i znowu możesz
wziąć tydzień.- Powiedział Ashias. Kiwnąłem twierdząco głową przyklejony do
ciepłego kubka.
-
Tydzień czego?- Zapytał Yuui. Ashias spojrzał na mnie. Kiwnąłem twierdząco
głową.
-
Wolnego.- Powiedział. Yuui spojrzał na mnie. Skuliłem się w sobie czując na
sobie ten typ jego spojrzenia.
-
Wolne?- Zapytał. Kiwnąłem twierdząco głową.- Chodź na chwilę.- Powiedział
odstawiając kubek z herbatą na stolę i wstając z kanapy. Udał się w stronę
schodów. Wypuściłem głośno powietrze i zrobiłem to samo co on.
-
Sorry.- Szepnął cicho Ashias. Uśmiechnąłem się do niego. Sasuke spojrzał na
mnie dziwnym spojrzeniem. Przeleciałem palcami po jego ramieniu. Spojrzałem do
góry schodów. Drzwi od mojego pokoju były otwarte. Wszedłem po woli po
schodach. Zajrzałem do środka. Siedział na łóżku. Wszedłem tam i zamknąłem
drzwi za sobą.
-
Wolne?
-
Mhy.
-
Dlaczego?
-
Nie chcę zostawiać Sasuke w takim stanie samego. Aoi i Maki będą pracować
dłużej niż ja więc byłby większość czasu sam.
-
Więc ty będziesz z nim sam.- Stwierdził chłodno. Jego oczy były zimne.
-
To nie tak. Przecież nic z nim robić nie będę.
-
Skąd ta pewność?
-
Yuui nie zdradzę cię.- Powiedziałem stanowczo opierając się o drzwi. Spojrzał
na mnie wstając z łóżka. Podszedł do mnie po woli. Jego sylwetka powiększała
się w zastraszającym tempie. Położył dłonie nad moją głową i schylił twarz do
mojego poziomu. Patrzył mi głęboko w oczy. Nie ugiąłem spojrzenia ani głowy.
-
Chyba wiesz dlaczego miałem tą wątpliwość.- Powiedział. Użył czesu przeszłego.
Złapałem go za przód koszulki.
-
Wiem. Ale naprawdę nic się nie stanie.- Przyżekłem.- Będę ci wysyłał sms’y za
każdym razem jak będziemy robić coś nowego. A jeżeli ci się nie spodoba to co
chcemy robić to po prostu tego nie zrobie.
-
Przez tydzień nie będzie cię w szkolę.
-
E-e.- Powiedziałem na zaprzeczenie.
-
Czyli przez tydzień nie będę cię widział.
-
Później na trzy dni wrócę.
-
I znowu przez tydzień cię nie będzie.
-
Możesz przychodzić do mnie po pracy.- Powiedziałem opuszczając głowę w dół.
Uniósł ją palcem ziadzierając moją brodę do góry.
-
Nie będę mógł codziennie. A w szkole widziałbym cię codziennie.
-
Yuui nie rozdzielę się.- Powiedziałem załamanym głosem. Nie wiem jak mu to
wytłumaczyć, że on jest dla mnie najważniejszy, że jakbym mógł to bym patrzył
na niego i przebywał z nim 24/7. Że chcę aby tylko on mnie dotykał, całował,
przebywał ze mną, śmiał się i kłucił. Chcę tylko jego. Ale nie mogłęm zostawić
Sasuke w takim stanie. Nie mogłem!
-
Przepraszam. Nie płacz.- Powiedział przecierając mi policzek. Płakałem? Nawet
nie wiedziałem, że płaczę. Opuściłem spojrzenie.- Idź na dół. Ja na chwilę
tutaj zostanę.
-
Co? Dlaczego?- Zapytałem zaskoczony. Położył się na moim łóżku zakrywając oczy
łokciem.
-
Bo jeżeli teraz wyjdę z tobą to przyssam się do ciebie robiąc ci masę malinek
abyś tylko przez ten tydzień nigdzie nie wychodził i łaził w golfie.-
Powiedział i zaśmiał się cicho.- Wiem żałosny jestem. Dlatego chce abyś poszedł
ponieważ nie chcę ssać.- Dodał.
-
Co ty za głupoty pierdolisz.- Powiedziałem siadając na nim okrakiem i łapiąc go
za przeguby rąk.- Nie waż się mówić, że jesteś żałosny. Bo i wychodzi na to, że
ja taki jestem.- Dodałem oburzonym głosem.
-
He?
-
Mam ochotę robić ci gorsze rzeczy abyś tylko nie odchodził i nie pokazywał się
innym.- Powiedziałem. Zaśmiał się cicho.- Nie śmiej się! Dobra idę na dół.-
Dodałem oburzony. Objął mnie w pasie zmuszając tym samym do zgięcia się w pół.
Zatopił swoje palce w moich włosach.
-
Nie śmiałem się z ciebie. Tylko z siebie.
-
Nie kłam.
-
Nie kłamie. Ponieważ powiedziałem ci tylko wierzchołek góry lodowej z tego co
chcę ci zrobić a ty mi mówisz, że chcesz mi robić gorsze rzeczy.- Powiedział.
Spojrzałem na niego zaskoczony. Pocałował mnie namiętnie. Złapałem mocno w
dłonie koc nad jego głową na którym leżał. Przesunął językiem po kojej szyi.
Zaczął ją całować.
-
Yuui… obiecałeś… nie będziesz ssał.- Powiedziałem oddychając coraz szybciej.
Zadarł mi koszulkę do góry niknąc pod nią. Poczułem jego język na swoich
sutkach.
-
Nie będę.- Powiedział. Zaśmiał się cicho. Zaczęrpnąłem głośno powietrza.
-
K…kłam…kłamczuch.- Wydyszałem.
-
Jeżeli tutaj zostawię ślad to chyba nie problem. W końcu tylko ja i ty to
widzimy.- Powiedział lubieżnie. Zadrżałem kiedy przeciągnął swoim szorstkim
językiem po moim przyrodzeniu po czym wrócił do jego ssania. Okłamał mnie!!
Obiecał, że nie będzie tego robić. Ścisnąłem mocniej koc próbując się jakoś
uwolnić ale jedną ręką nadal obejmował mnie w pasie.
-
Yuui… starczy…- Poprosiłem oddychając szybciej.
-
Naprawdę chcesz abym przerwał?- Zapytał przestając na chwilę.
-
Tak.- Powiedziałem łapiąc w końcu oddech.
-
Naprawdę?- Zapytał ponownie szturchając moje przyrodzenie palcem. Po moim ciele
przebiegł silny dreszcz. Wtuliłem twarz w koc.
-
N~nie.- Wydukałem cicho.
-
Tak myślałem.- Zaśmiał się i wrócił do tego co robił wcześniej. Cholera. Pozwól
mi przynajmniej inaczej się ułóżyć! Naparłem biodrami do przodu kiedy jeden z
jego długich palców znalazł się w moim środku. Zagryzłem zęby na kocu.
^^~^^
Wszedłem
do salonu bez słowa zająłem swoje miejsce. Przyssałem się do swojego kubka.
Jakieś pięć minut później pojawił się Yuui. Ashias zaśmiał się głośno.
-
Co ci się stało?!- Zawołał zszokowany.
-
Wszedłem na pole minowe.- Powiedział siadając koło mnie. Od mojej strony na
jego policzku widniał siarczysty i czerwony (ciemno) ślad mojej całęj dłoni.
-
Coś ty mu zrobił?- Zapytała Sakura.
-
Odezwij się a przyozdobię ci facjatę tak i z drugiej strony.- Warknąłem na
niego. Zaśmiał się i drapiąc się po głowię pokiwał przecząco głową do Sakury.
-
Enmba?- Zapytał cicho Sasuke. Zjadł już cały tort? Ile nas nie było?
-
Tak?
-
Ty z nim chodzisz?- Zapytał. Przyglądał mi się uważnie.
-
Chodzę, a co?- Tym razem ja zapytałem.
-
Bo odkąd tutaj jestem nie widziałem abyście się trzymali za ręcę, przytulili
bądź pocałowali.
-
Są razem bo widzieliśmy jak się całują.- Powiedziała Maki. Kiwnąłem twierdząco
głową.
-
Też chcę zobaczyć.- Powiedział tonem rozpieszczonego dziecka.
-
Zapomnij!- Krzyknąłem odkładając kubek na miejsce.
-
Dlaczego?- Zapytał zaskoczony.
-
Nie pocałuje go!
-
Ale dlaczego? Przecież ze sobą chodzicie.- Nalegał Sasuke.
-
To chyba przez to co miałem w ustach.- Powiedział bez żadnych zahamować Yuui.
-
ZABIJĘ CIĘ!!!- Wydarłem się na niego rzucając się na niego z pięściami. Zaśmiał
się cicho. Usiadłem na niego okrakiem próbując trafić w jego twarz. Wtulił się
w mój tors. Próbowałem odepchać się od oparcia kanapy. Ugryzł mnie przez
koszulkę w brzuch. Nie mogli zobaczyć mojej twarzy ale czułem, że się na mnie
gapią. Cały czerwony zakrywałem twarz dłońmi.- Puść mnie. Chcę iść do siebie.-
Powiedziałem cicho. Wyprostował się i przyciągnął moją głowę do swojego torsu.
Naciągnąłem jego koszulkę tak aby zasłaniała moją twarz. Trzymał ręcę na moich
biodrach.
-
Mówiłem wam, że macie mu nie dokuczać.- Powiedział. Ugryzłem go.- Ał! Ej no to
chyba ja powinienem czuć się najbardziej zażenowany i powinienem chceć wyjść bo
w końcu ja to miałem w ustach.- Znowu go ugryzłem. Syknął cicho.- Enmba!- Zawołał.
Milczał. Ja też milczałem.
-
To dlaczego powiedziałeś tak dokładnie?- Zapytała Aoi.
-
Bo gdybym nie odpowiedział w prost nadal dręczylibyście go tymi pytaniami. Wiedziałem,
że się zdenerwuje i w ogóle ale chociaż daliście mu spokój.- Powiedział. Gładził
delikatnie moje plecy.
-
Nie cofniesz się przed niczym aby on miał święty spokój.- Stwierdził Sasuke.
-
Przed niczym.- Powiedział stanowczo Yuui. Usniosłem się delikatnie na kolanach
i przyssałem się do jego szyi.- Enmba?- Zapytał ale nie odsunął mnie od siebie.
Przywarłem do niego mocniej. Zaśmiał się cicho i pozwolił mi skończyć to co
zacząłem. Nim się obejrzałem na jego szyji widniało już siedem malinek.
Oderwałem się od niego. Wstałem i przeszedłem całą kanapę. Zaschło mi w gardlę
a już nie miałem czekolady. Ktoś złapał mnie za bluzkę. Spojrzałem tam. Yuui.
Wykręcony w bok. Patrzył na Sakurę.- Sakura. Ile?- Zapytał.
-
No można powiedzieć, że jest ich osiem.- Powiedziała.
-
8x2?- Zapytał ciąglę nie patrząc na mnie.
-
16.- Odpowiedziałem. Spojrzał na mnie szarpiąc bluzką w tył. Przewróciłem się
uderzając plecami o kanapę. Przeskoczył przez jej oparcie.- Co ty…- Złapałem
się za obolałą głowę. Spojrzałem na niego. Osz kurwa!! Uniosłem się z zamiarem
ucieczki, ale tak szybko jak wstałem tak szybko wróciłem o pozycji wyjściowej.
Prawa ręką została unioruchomiona, zadarł mi brodę do góry zmuszając mnie do
patrzenia w sufit.- Yu…aaa!- Przyssał się do mojej szyi. Tyle razy mu mówiłem,
że nie chcę aby robił mi malinki! Robił to wyjątkowo sprawnie i szyko. Jak i
wyjątkowo dokłanie oraz boleśnie. Uderzałem pięścią o jego plecy. Z każdym moim
uderzeniem jego przyssanie było mocniejsze. W ten sposób wiedziałem, że stać go
na więcej i tak naprawdę to co nazywałem z początku bólem wcale nim nie było (
w jego mniemaniu). Przesówał usta po woli w inne strony nie odrywając ich od
mojej szyi.
-
Ile on ich zrobi?- Zapytał Sasuke wychylając się zza oparcia kanapy. Inni też
do niego dołączyli.
-
Zajebiste widowisko?- Zapytałem sarkastycznie. Uśmiechnęli się do mnie. Nie prosiłem
ich o pomoc bo wiedziałem że i tak bym jej od nich nie uzyskał to raz a dwa
jeżeli któreś z nich jednak by mi pomogło to później Yuui odwdzięczyłby się
jeszcze bardziej.
-
Fajną masz minę.- Powiedziała Aoi.
-
Spierdalaj.- Odpowiedziałem krótko.
-
Wygląda jakby cię to bolało.- Dodała Maki.
-
Yuui to już szesnasta.- Powiedziałem łapiąc go za włosy. Oderwał się ode mnie
patrząc mi w oczy.- Nie lubie jak to robisz.
-
Nie trzeba było zaczynać.
-
To ty to zacząłeś.
-
Kazałem ci iść na dół.- Powiedział wzruszając ramionami. Wstał i udał się na
swoje miejsce. Wstałem i nie patrząc na nikogo pokazałem mu język.- Chcesz go
stracić?- Zapytał odwrócony do mnie tyłem. Poszedłem bez słowa do kuchni.
Przytachałem kilka szklanek i dwa napoje gazowane.
-
Skąd wiedziałeś?- Zapytał Ashias.
-
On jest przewidywalny jak zeszłoroczny śnieg jeżeli chodzi o wytykanie języka.-
Powiedział. Nadepnąłem mu na stopę. Zaśmiał się cicho. Maki bez żadnych
zachamowań dotknęła mojej szyi. Odskoczyłem.
-
To boli.- Powiedziałem do niej. Spojrzała na mnie oniemiała.
-
Jak malinka może boleć?- Zapytała Sakura. Złapałem ją za ręke.
-Ashias.
Pozwolisz?- Zapytałem. Spojrzał na mnie zaskoczony.- Yuui zrób jej malinkę, ale
na ręku. Tylko tak jak mi nie oszczędzaj jej.- Powiedziałem. Spojrzeli po
sobie. Sakura kiwnęła twierdząco głową. Yuui złapał ją za przegub i łokieć
przykładając usta do jej przedramienia. Próbowała się wyrwać ale Yuui jej na to
nie pozwolił.
-
Hej. Ją to boli!- Zawołał Ashias. Uderzyłem go w potylicę aby się zamknął.
-
Sorry.- Powiedział Yuui odrywając się od Sakury.- Wybacz Kotek, ale to
dziewczyna. Nie mogęłm użyć tyle siły co u ciebie.- Dodał uśmiechając się
przepraszająco.
-
Spoko. I jak wrażenia?- Zapytałem Sakurę która już stała za Ashias’em.
-
Niech on się do mnie nie zbliża!- Zawołała. Zaśmiałem się.
-
Łaskotało nie?
-
Po chuju!
-
Ktoś jeszcze chętny?- Zapytałem sarkastycznie.
-
Ja.- Powiedział Sasuke. Spojrzałem na niego zaskoczony.- Oczywiście też na
ręcę.
-
Czy to w porządku?- Zapytał Yuui patrząc na mnie.
-
Jeżeli chce.- Powiedziałem.
-
Spoko. Ale nie będę cię oszczędzał jak Sakury.
-
Spoko. Pamiętasz chyba gdzie kiedyś pracowałem.- Powiedział. Spojrzałem na
niego później na Yuui’ego.
-
Będziesz mnie sprawdzał.- Stwierdził łapiąc go za rękę tak jak wcześniej złapał
Sakurę. Sasukę tylko się uśmiechnął. Nie minęła chwilą a na jego twarzy pojawił
się ból. Wiedziałem jednak, że to dopiero początek.
-
On jest straszny.- Powiedziała szeptem Sakura. Spojrzałem na nią kładąc
Yuui’emu ręką na ramieniu. Oderwał się od Sasukę i spojrzał na mnie. Pocałował
mnie w dłoń.
-
Jesteś w stanie to znieść?- Zapytał zaskoczny Sasuke.
-
Gdybym nie był myślisz, że w ogóle miałbym na ciele chociaż jedną malinkę.
-
To metoda wzrostowa?- Zapytał. Przekżywiłem głowę w bok. Yuui zaśmiał się cicho.
-
Tak. Inne mnie jakoś nie rajcują. Używam tylko tej. A ty?
-
Wole malejącą.- Przyznał bez bicia. O co im kurwa chodziło?
-
O co wam chodzi?- Zapytał Ashias. Yuui zaśmiał się cicho.
-
Mogę się założyć, że Ashias stosuję stałą tak samo jak Maki.- Powiedział Yuui.
Sasuke zaśmiał się głośno.
-
Masz rację.
-
Możecie mi powiedzieć o co chodzi?- Zapytałem. Yuui poklepał miejsce koło
siebie. Usiadłem tam. Wyciągnął do mnie rękę.
-
Daj mi swoją rękę. Szyi już męczyć nie będę.- Powiedział. Podałem mu rękę. Złapał
ją tak jak u pozostałej dwójki.
-
Nie rób tego długo.- Poprosiłem.
-
Do trzydziestu sekund.
-
Za długo.
-
Tylko po takim czasie zrozumiesz o co nam chodzi.- Powiedział. Spojrzał na mnie
wyczekująco. Będzie mi coś prezentował. Testował coś. Więc musi uzyskać moją
zgodę.
-
No dobra. Sasuke mierz czas.- Powiedziałem. Kiwnął głową i spojrzał na zegarek
na swojej ręcę.
-
Zaczę od metody wzrostowej czyli to co ja robie.- Powedział i przyssał się do
mojej ręki. Z każdą chwilą uczucie ssania się zwiększało, aż doszło do progu
odczuwalnego przeze mnie jako ból.
-
Już.- Powiedział Sasukę. Yuui oderwał się ode mnie.
-
Dobra. Teraz będzie to technika za pewne stosowana przez Ashias’a i Maki.-
Powiedział i przyssał się obok wcześniejszej malinki. Czekałem w napięciu ale
nic się nie działo. Czułem tylko mrowienie na i pod skórą. Nim się obejrzałem
minął czas.
-
Czekaj.- Sasuke go powstrzymał. Spojrzałem na niego zaskoczony.
-
Masz rację.- Przyznał Yuui. Dogadywali się bez słów. – Ashias stań za Enmbą i
przytrzymaj wyprostowaną jego lewą rękę.- Poprosił. Ashias tak zrobił. Jego i
moja mina za pewne wyglądała tak samo.- Enmba wyprostuj nogi.
-
Po co??
-
To dla mojego bezpieczeństwa.- Powiedział szczerze. Wyprostowałem nogi nie
wiedząc o co mu chodzi. Spojrzałem na niego niepewnie.- Sakura złap go za
jendną nogę w kostkach, Aoi za drugą. Maki opleć ramionami jego kolana.
-
Yuui co ty odwalasz?- Zpaytałem. Nie odpowiedział.
-
Czyli ja zostaje na nim?- Zapytał Sasuke siedając na mnie okrakiem.
-
Sas…- Próbowałem temu zaprzeczuć ale zasłonił mi usta obiema dłońmi.
-
Tylko go trzymajcie.- Powiedział Sasuke. Spojrzałem na niego pytającym
spojrzeniem. Moje ciało przeszedł potworny prąd oraz ból. Napiąłem wszystkie
mięśnie próbując się uwolnić. Najbardziej chaiałem uwolnić prawą rękę, którą
trzymał Yuui. To od niej tak strasznie bolało. Nawet nie wiem kiedy mój krzyk
został stłumiony przez ręce Sasuke. Zacisnąłem mocno powieki. Ból zaczął
słabnąć. Yuui oderwał usta od mojej ręki, która piekł potwornie.
-
Puście go już.- Powiedział Yuui całując delikatnie moją obolałą rękę. Mimo
tego, że mnie puścili nie ruszyłem się ani o milimetr.
-
Enmba??- Zapytała Sakura. Zaciskałem mocno powieki. Poczułem na nich ciepło
czyiś ust. Po policzkach pociekły mi mimowolnie łzy.
-
Nie chcę.- Powiedziałem kiwając przecząco głową.
-
Już dobrze. Więcej tego nie zrobię.- Powiedział Yuui. Przytulił mnie do swojej
piersi.
-
To aż tak strsznie boli?- Zapytała Maki. Ktoś (Sasuke) złapał mnie za prawą
rękę mimo moich protestów i wprostował ją.- Ten najciemniejszy ślad, prawie, że
czarny jest ostatnim. Boli jak diabli. Mało osób z tego korzysta i mało osób
lubi jak ktoś z tego korzysta. Ten najjaśniejszy jest za pewne wykorzystywany
przez was. Yuui korzysta z tego pośredniego ponieważ jak sam powiedział najbardziej
go lubi.
-
A ty?- Zapytała Aoi.
-
Ja z tego ostatniego.
-
Popierdoliło cię?- Zapytał Ashias.
-
Nie zrozumiesz tego.- Powiedział Yuui. Nie tylko Ashias tego nie zrozumie bo i
ja też. Sasuke zaśmiał się dziwnie. Otworzyłem oczy. Oczy mu pociemniały, ściągnął
brwii. Uśmiechał się do swoich wspomnień. Jak jakiś psychopata pastwiący się
nad swoją ofiarą.
-
Nie musisz mi mówić bo i ja wiem, że charakter to mam zdrowo pierdolnięty.-
Przyznał uśmiechając się do siebie. Zamknąłem oczy nie chcąc tego widzieć.
Ręka
nadal piekła.
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
z każdym kolejnym rozdziałem, zakochuję się coraz bardziej ! ♥
mój enmba, mój yuui ;3;
nawet sasuke lubię, choć przez pewien czas nie darzyłam go jakimś specjalnym uczuciem ;3;
cóż, dużo weny jak zawsze i…. powodzenia !
:’3
Mam nadzieję że u Ciebie wszystko dobrze? Jak wizyta w szpitalu?
Co do rozdziału… Boski.
Nialla-chan
ach nawet nie wiesz kochana jak wyczekiwałam nowego rozdziału… wspaniały… Enmba zna na pamięć pięć podręczników z matematyki? Biedny Sasuke, mam ochotę zroobić coś złego Shionowi, jak on tak mógł, i nawet jeszcze nie zadzwoni… Yuui nie pastw się tak nad Enmbą….
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie i gorąco