Sauske
przebywał u mnie już drugi tydzień. Nie było żadnej wiadomości od Shiona.
Żadnego zainteresowania jego osobą. On chyba kpił sobie ze mnie czy co?
Naprawdę życie mu się znudziło czy co?? Najwyrażniej co?? Znudził mu się czy
co? Nie rozumiem no po prostu mój mózg tego nie ogarnia. Najwidoczniej studia
wyższe i tutaj nic nie poradzą i nie pomogą. Przechodziliśmy właśnie przez
deptak w centrum miasta zaglądając do salonów gier i jakiś kawiarenek kiedy
przystanąłem zamurowany. Przed nami zatrzymał się czarny samochód z
przyciemnianymi szybami. Szyba przy kierowcy obniżyła się do połowy.
-
Sasuke. Montez dans la voiture. (Sasuke. Wsiadaj do samochodu).- Shion nie
wyszedł z jego wnętrza. Nawet na nas nie spojrzał.
-
Me faire ! (sam sobie wsiadaj!).- Odkrzyknął i ciągnąc mnie za rękę odwrócił
się na pięcie i odszedł.
-
Sasuke. Zatrzymaj się. Nie wpierdoliłem mu jeszcze.- Powiedziałem z protestem.
-
I nie wpierdolisz.
-
Sasuke…
-
Nie!- Krzyknął. Zacisnął mocniej ręce na moim przegubie.
-
Sasuke ! Vous êtes sourd? ! (Sasuke! Głuchy jesteś?!)- Shion wyszedł z
samochodu patrząc na nas.
-
Foutre idiot ! (Spierdalaj idioto!)- Odkrzyknął i skręcił ze mną w boczną,
wąską uliczkę. Dobrze myślał. Tutaj Shion nie wjedzie samochodem. Wyciągnąłem
telefon.- Do kogo piszesz?
-
Do Yuui’ego?
-
Po co??
-
Obiecałem, że będę mu pisał co robimy. A że zminiły się nasze dotychczasowe
plany to mu chcę napisać.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie.
„Zmiana palnów. Sasuke ciąga mnie za sobą
(dokładniej to ucieka) aby oddalić się jak najbardziej od Shiona!! Nie mogłem
mu wpierdolić //‘’3’’//!!”
-
Zmieniłeś się.- Powiedział. Spojrzałem na niego.
-
Ja?
-
Tak ty.- Zaśmiał się cicho.
-
W jakim sensie?- Zapytałem. Pokazał mi tylko język. Wyjżał zza rogu budynku po
czym ciągnąc mnie za sobą w nienanym mi kierunku. Dostałem sms’a zwrotnego.
U mnie w domu jest
żona Hikaru. Zadzwoniłem do niej i powiedziałem, że za chwilę tam przyjdziecie.
Shion nie wie gdzie mieszkam.
Przeczytałem.
Nie potrzebnie to zrobił. Ale jeżeli tam nie pójdziemy to będzie zły.
-
Co ci odpisał?
-
Że mamy się schować u niego bo Shion nie wie gdzie on mieszka.
-
Zadziornego i zazdrosnego masz chłopaka.
-
Nie.- Powiedziałem chociaż wiedziałem, że ma rację. Zaśmiał się cicho.
-
Niech ci będzie. To co?? Idziemy do niego??
-
Tak.
-
On nie w pracy?
-
Ktoś u niego jest.- Powiedziałem i pociągnąłem go chwilę później wsiadając w
autobus. Kątem oka zauważyłęm jak Shion wysiada z samochodu i patrzy na mnie
dziwnym spojrzeniem.
^^~^^
Stanąłem
przed drzwiami jego mieszkania. Zapukałem. Po chwili otworzyła je wysoka
blondynka o niebieskich oczach. Jasna karnacja. Nie była Japonką.
-
Tak?
-
Yuui…- Zacząłem. Kiwnęła głową. Wpuściła nas do środka.- Przepraszamy za
najście.- Powiedziałem i zdjąłem buty. Sasuke zrobił to samo.
-
O której wraca?- Zapytał Sasuke. Kobieta wychyliła się z kuchni.
-
Jutro po piętnastej.- Powiedziała. Spojrzałem na nią zaskoczony.
-
Dlaczego tak późno?- Zapytałem podejrzliwie.
-
Do piętnastej robi w szkole. Później idzie na zmianę do szpitala. I znowu do
szkoły. Później wraca do domu.- Powiedziała szorując garnek.
-
A pani to…?
-
Goemon to moje Japońskie imię.
-
Goemon to męskie…- Zauważył cicho Sasukę.
-
Mój mąż ma na imię Hikaru pisane tak jak damskie Hikaru więc nie ma co się
dziwić- Powiedziała śmiejąc się cicho.
-
A ojczyste imię?
-
Fanny Chantal.- Odpowiedziała na moje pytanie. Sasuke zakaszlał zaskoczony.
Spojrzałem na niego pytająco.
-
Co jest?- Zapytałem.
-
Ci którzy znają moje Japońskie imię mówią do mnie Sasuk pozostali mówią
Quentin.- Wyjaśnił. Kobieta zwana po japońsku Goemon spojrzała na niego
zaskoczona. Sasuke uśmiechnął się tylko.
-
I tak nie rozumiem.- Przyznałem. Spojrzał na mnie.
-
Dlaczego ty tylko w niektórych aspektach życia objawiasz inteligencję jaką
obdarował cię ktoś wyższy?- Zapytał sarkastycznie. Łypnąłem na niego gniewnie.
-
Il n'y a pas lui reprocher. (nie ma co go obwiniać).- Powiedziała pałynnie
kobieta. Z wrażenia usiadłem na krześle.
-
Quelle raison a raison. Cinglé renseignement ne pèche pas (Co racja to racja.
Inteligencją głupek nie grzeszy).- Powiedział Sasukę śmiejąc się głośno.
-
Parce que ce que vous moron (bo cię uszkodzę kretynie).- Warknąłem cicho.
Zaśmiał się. Kobieta spojrzała na mnie zaskoczona. Odwróciłem się do nich tyłem
patrząc na salon. Nic się nie zmieniło od kiedy byłem tu ostatni raz. Ostatni
raz?? Kiedy ja tutaj byłem ostatni raz??
-
Nad czym myślisz?? Chyba nie nad Shionem?- Zapytał Sasuke. Pokręciłem przecząco
głową.
-
Nie. Próbuję sobie przypomnieć kiedy byłem tutaj ostatni raz.
-
I jak ci idzię?
-
Nie mogę sobie niczego przypomnieć sprzed wydarzeń z czerwca.
-
To prawie rok temu.
-
Noooo…- Przyznałem.
-
Zawiodłem się na tobie.- Przyznał. Spojrzałem na niego.
-
Dlaczego?
-
Skoro…- Spojrzał na kobietę niepewnie. Spojrzała na mnie. Pokazała na mnie
palcem po jakiś dziesięciu sekunadach.
-
Enmba amant mon beau-frère (Enmba kochanek mojego szwagra).- Stwierdziła tylko
obojętnie.
-
Eee…- Zamknąłem usta zaskoczony. Pokręciłem przecząco głową i spojrzałem na
Sasuke czekając na jego odpowiedź.
-
Skoro jesteś z nim w związku myślałem, że będziesz go częściej odwiedzał.
-
Broniłem się przed tym uczuciem nogami i rękoma.- Przyznałem. Spojrzał na mnie
unosząc do góry brew.
-
Wytłumacz.
-
Nie chciałem się zakochiwać.
-
To dlaczego tutaj byłeś?
-
Chciałem go zabić.- Powiedziałem bez żadnych zahamować. Tak jak on tak i ona
spojrzeli na mnie wybałuszając oczy na wierch.
-
Popiedoliło cię do reszty?
-
Nie.
-
Jak to chciałeś go zabić?- Zapytała kobieta.
-
Wszedłem do niego z kataną.- Powiedziałem.
-
Kurtką?- Zapytała. Pokiwałem przecząco głową.- Mieczem?!
-
Kataną.
-
Enmba popierdoliło cię.- Stwierdził Sasuke.
-
Nie zaprzeczę.- Powiedziałem. Pokiwał przecząco głową.
-
Wiec dlaczego on jeszcze żyję?- Zapytał. Wzruszyłem obojętnie ramionami.- A jak
to się stało, że jednak się zakochałeś??
-
Yuui to przebiegła osoba. Przebiegła i uparta.
-
Czyli?
-
Tak jak powiedział tak zrobił.
-
Jak to? To ty wiedziałeś… dziękuje- Powiedział kiedy kobieta podałam herbatę.-…
wiedziałeś… co wiedziałeś??
-
Oj boże. Yuui kiedyś powiedział, że się w nim zakocham. Wyśmiełem go i tak to
się skończyło.
-
Wiedziałeś co planuję i nie uciekłeś.
-
Sądziłem, że wygram.
-
Nigdy nie wygrasz z miłością.- Powiedział. Wypiłem łyk herbaty patrząc gdzieś w
bok.
-
Wiem.- Przyznałem patrząc na jakieś zdjęcie stojąco na komodzie. Na zdjęciu tym
byłem ja, Yuui, Shion i Ashias. Na dachu w liceum. Graliśmy w karty. Zdjęcie
zrobiła Sakura. Jak to dawno było. Podszedłem do zdjęcia. Wziąłem je w ręce.
-
Co ciekawego dojrzałeś??- Zapytał. Sasuke. Pokazałem mu zdjęcie. Kobieta
zajrzała mu przez ramię wchodząc do salonu z środkami czyszczącymi.
-
Przyjaciele Yuui’ego z czasów liceum.- Wyjaśniła jakbym nie wiedział.- Hikaru
mówił, że u tego teraz pracuje.- Pokazała na Ashiasa.- Ten jest jakimś
projekatntem mody we Francji.- Pokazała na Shiona. Ciekawe co powiedzieli jej
na mój temat?
-
A ten??- Zapytał Sasuke pokazując na mnie.
-
To osoba, która zdaniem Hikaru była światłem w życiu jego brata.
-
Światłem?- Zapytałem nie rozumiejąc.
-
Nie zagłębiałam się nigdy w historię życia mojego szwagra ale podobno stało się
coś w jego przeszłości przez co musiał odejść ze swojego miasta rodzinnego.
Później próbował odebrać sobie życie kilka razy ale przestał kiedy poznał tego
chłopaka. Hikaru mówił, że ze szkoły wracał szczęśliwy zawsze roześmiany a do
szkoły chodził jak w skowronkach. Wszyscy myśleili, że Yuui się zakochał ale
później się okazało, że znalazł przyjaciela, którego szanował nad życie. Hikaru
coś tam wspominał, że kiedyś stanął w jego obronie.- Wytłumaczyła i obeszła nas
udając się do pułek. Zabrała się za wycieranie kurzu. Wpatrywałem się w swoje
zdjęcie. Sasuke spojrzał na mnie.
-
Enmba co jest?- Zapytał. Wziąłem zdjęcie do ręki. Przetarłem palcem po naszych
twarzach. Shion śmiał się ze mnie i Ashiasa który uciekał przed moimi rękami po
tym jak chciałemm zabrać kolejną kartę. Yuui siedział obok mnie z poważną miną.
-
Jak to… próbował się zabić??- Zapytałem cicho. Spojrzałem po chwili na kobietę.
Patrzyła na mnie uważnie.
-
Z tego co wiem Yuui nie ukrywa tego przed nikim.
-
Ja nie wiedziałem.- Stwierdziłem. Wzruszyłe obojętnie ramionami.
-
Nie wnikam. Yuui powiedział tylko, że prędzej umrze niż pozwoli aby ten chłopak
ze zdjęcia się o tym dowiedział. Więc
pewnie jakbyś go zapytał to by ci powiedział.- Odpowiedziała.
-
W jaki sposób…?- Zapytałem. Umilkłem. Zrobiło mi się niedobrze.
-
Nie możesz zapytać go o tą historię?- Zapytała. Poczułem na sobie jej
spojrzenie. Pokiwałęm przecząco głową. On mi nic nie powie!!
-
Dwa razy próbował otruć się tabletkami, raz gazem i trzy zary podciął sobie
żyły. Jak się przyjrzysz jego nadgarstką dokładniej…- Urwała. Sasuke patrzył na
mnie zaskoczony. Przetarłem oczy.
-
Przepraszam. Zachowuję się jak dzieciak.
-
Nic nie szkodzi. Po twojej reakcji widać, że naprawdę kochasz mojego szwagra.-
Wyjaśniła kobieta przechodząc znowu do kuchni.
-
A wie pani co się stało z tym chłopakiem?- Zapytał Sasukę. Kobieta powikawał
przecząco głową.
-
Nie. Ani Hikaru ani Yuui nie chcieli o nim więcej mówić. Nawet nie padało jego
imię kiedy o nim rozmawiali. Mówili tylko „ON” i już było wiadomo o kogo chodzi
w ich rozmowach.
-
Nic pani nie wiadomo i tym co się z nim teraz dzieję?- Sasuke naciskał. Kobieta
pokiwał przecząco głową. Ktoś wszedł do mieszkania. Obaj spojrzeliśmy w tamtą
stronę. Do środka wszedł ktoś zagracony jakimś kartonem i siatkami z zakupami.
-
Kochanie kupiłem to co chciałaś. Jeszcze dwie rundy na dół i będę musiał lecieć
do pracy.- Usłyszałem znajomy głos.
-
Nic nie szkodzi.
-
Nie będzie ci się samej nudzić?- Zapytał. Wszedł do kuchni. Sasuke odłożył
zdjęcie na miejsce.
-
Nie. Mam towarzystwo.- Powiedziała. Facet odwrócił się do nas przodem. Ciężki
karton z chemią kosmetyczną, że tak to ujmę upadł mu głośno na podłogę kuchni.
-
Hikaru-san.- Skłoniłem się przed nim nie okazując żadnych emocji.
-
E…E…Enmba-sama.- Powiedział zaskoczony. Zaśmiałem się cicho. Nic się nie
zmienił.
-
Prosiłem abyś tak na mnie nie mówił.- Powiedziałem.
-
I vice versa.- Odpowiedział. Zaśmiałem się cicho.
-
Nie wiedziałam, że go znasz. Yuui chciał ci go przedstawić za jakiś czas.-
Powiedziała kobieta nie wyczuwając w ogóle atmosfery jaka zapanowała po naszym
spotkaniu po latach.
-
Widziałeś się z Yuui’m??
-
Pracujemy razem w tej samej szkole.
-
Przecież Yuui mówił ci wczoraj wieczorem, że chodzi z chłopakiem imieniem
Enmba.- Powiedziała i zaśmiała się głubkowato klepiąc go po ramieniu.
-
Wiem, ale myślałem, że to zbieg okoliczności to samo imię.- Powiedział nadal
sztywny z zaskoczenia.
-
Zbieg okoliczności?- Zapytała kobieta. Hikaru pokazał palcem na zdjęcie które
przed chwilą Sasuke odłożył na komogę.
-
On to ten chłopak ze zdjęcia co próbuje wyrwać drugiemu karty. Opowiadałęm ci
co nie co o nim.- Powiedział nie patrząc na nią. Kobieta pobladła momentalnie.
-
Pozwoli pan, że panu pomogę przynieść resztę zakupów.- Powiedział pospiesznie
Sasukę.
-
A ty to…??
-
Sasukę. Mój przyjaciel.- Powiedziałem. Hikaru kiwnął głową.
-
Za chwilę wracamy.
-
Dobrze. Ja pomogę pozbierać zakupy z podłogi.- Powiedziałem wchodząc do kuchni.
Kobieta stała oniemiała w miejscu.- Zmienisz wyraz twarzy?? Ten mnie wkurwia.-
Powiedziałem chłodno po chwili kiedy już wszystko pozbierałem. Spojrzała na
mnie z szeroko otwartymi ustami.
-
To ty jesteś na tamtym zdjęciu?- Zapytała. Spojrzałem na nią uważnie.
-
To zależy czy chcesz uzyskać prawdziwą odpowiedź czy taką o jakiem teraz
marzysz.- Chciałem się upewnić. Milczała.- Bo jeżeli to coś co chcesz usłyszeć
to nie to nie ja jestem na tamtym zdjęciu.
-
Zrobiłeś ze mnie idiotę…- Powiedziała cicho. Pokiwałem przecząco głową.
-
Nie do końca. Gdybyśmy zaczeli od tego, że nie wiedziałaś jak tamten na zdjęciu
ma na imię to od razu bym zaczął z grubej rury ale wtedy byś milczała.
-
Mimo wszystko…
-
Mój wygląd też mógł cię zmyić. W końcu na tamtym zdjęciu mam krótsze włosy i
nie mam ani jednej blizny na twarzy. Nie to co teraz.- Powiedziałem
przeciągając po swoim policzku palcami.- Paskudna morda nie prawdaż??-
Zapytałem i złapałem się za tył głowy kiedy ktoś mnie w nią uderzył. Spojrzałem
tam. Sasukę.
-
Powiedz tak jeszcze raz a cię zatłukę na śmierć.
-
Spoko.- Zaśmiałem się. Hikaru przyglądał mi się uważnie.- Jestem z kolei
zaskoczony, że od razu mnie poznałeś.- Kontynuowałem jakby w ogóle nie wyszedł
z domu.
-
Widziałem cię w szpitalu.
-
Kiedy??
-
Przychodziłem tak mniejwięcej co trzy dni.- Wyjaśnił.
-
Tak często??
-
Nie mogłem częściej. A musiałem chociaż na chwilę odciągać od ciebie tego
głupka bo jakby mógł to by sobie namiot w twoim pokoju rozbił.- Wyjaśnił.
Zaśmiałem się aby ukryć zakłopotanie.
-
Aż tak źle było??
-
Nie tyle źle co ciężko.
-
Przepraszam za wszystkie problemy.
-
Nie masz za co przepraszać.
-
Mam. W końcu przeze mnie o mało co cię nie wylali z pracy.
-
To tylko i wyłącznie wina mojego durnego brata.
-
Ja to wszystko zacząłem.
-
…??- Przekrzywił głowę w bok odpalając papierosa. Kobieta nalała sobie soku do
szklanki aby ochłonąć i przyswoić do wiadomości to co właśnie zrobiła. Sasuke
patrzył na mnie zaciekawiony. Zaśmiałem się.
-
Ja go pierwszy pocałowałem, ja go pierwszy zaciągnąłem do łóżka, ja nie
odmawiałem, ja się w nim zakochałem. Tylko raz on coś zaczął.- Powiedziałem bez
ogródek.Kobieta napluła Sasuke sokiem w twarz krztusząc się od kaszlu. Hikaru
zrobił się fioletowy na twarzy.- Papierosy szkodzą.- Stwierdziłem kiedy w końcu
mógł odkszalnąć- Więc to nie jego wina tylko moja.- Dodałem.
-
Gdyby się do ciebie nie zbliżył…
-
Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie. U dyrektora na dywaniki?? Co się wtedy
stało??
-
Yuui cię pobił. Ale nie chciał powiedzieć dlaczego.
-
No właśnie. A ja pokazałem dlaczego.
-
Pokazałeś.- Przyznał.
-
Więc to nie była jego wina bo to ja się do niego zbliżyłem.- Powiedziałem.
Spojrzałem na zegarek. Robiło się już późno.- Sasukę idzemy.- Dodałem.
-
Teraz na poważnie z nim chodzisz??- Zapytał niepewnie Hikaru. Spojrzałem przez
ramię na niego. Jego mina mówiłą wszystko.
-
Tak. I zabiję każdego kto wejdzie między niego a mnie. KAŻDEGO.- Dodałem z
naciskiem i ubrałem swoje buty.- Przepraszamy za najście.- Dodałem i wyszedłem
z mieszkanie Yuui’ego. Sasuke po chwili do mnie dołączył.
^^~^^
Sasuke
kompał się od jakiś dwudziestu minut. Wyjrzałem przez okno. Na naszym podwórku
stał znajomy czarny samochód. Wyszedłem na ganek ubierając wcześniej kapcie. Stanąłem
na nim i opierając się o zamknięte drzwi kiwnąłem na kierowcę palcem na znak,
że ma do mnie podejść. Po dwóch minutach z samochodu wyłonił się Shion. Nie
patrzył na mnie. Podszedł do mnie nie pewnie zatrzymując się na schodach przed
gankiem.
-
Nie rozśmieszaj mnie. Przecież nie wyjdę na trawę w kapciach. Bliżej.-
Powiedziałem chłodno głosem który nie znosił sprzeciwów.
-
Enmba…- Urwał upadając na ziemię od mojego solidnego uderzenia. Nie pamiętam co
się działo później.
**jakieś
4 minuty później**
Leżałem
na kanapię przykładając lód do oka. Będę miał pod nim pizdę. Na fotelu siedział
Shion. Sasuke klęczał przed nim z opatrunkiem i wodą utlenioną. Wyglądał
żałośnie.
-
Opatrzysz go i ma się wynosić.- Powiedziałem.
-
Enmba…
-
Niech się cieszy, że go nie zabiłem!
-
Bo ci znowu jebnę!!- Wydarł się Sasukę. Tak. To właśnie on a nie kto inny
podbił mi moje oko. Usłyszał hałas na podwórku. Wyszedł i od ręki ździelił mi
pięścią w oko abym zleciał z ledwo tomnego Shiona. Wiedział, że jeżeli się
zawaha to może zbierać kasę na wieniec.
-
Wyraziłem się chyba jasno.
-
I ja chyba też.
-
Mógłbyś ze mną dyskutować jeżeli byś tak nie wyglądał jak wyglądałeś kiedy do
mnie przyleciałeś.
-
Nie mieszaj się do tego!
-
Będę się mieszał!
-
TO MOJE ŻYCIE!!!!!!- Wydarł się na całe gardło. Wstałem z kanapy odkładając lód
na stolę.
-
To po jaki chuj zawracałęś mi głowę?! Po jaki chuj tutaj przyleciałeś?! Kurwa
pytam się po co mi o to tym wszystkim powiedziałeś?!?!- Krzyknąłem i wyszedłem
z salonu trzaskając drzwiami wejściowymi. Usiadłem na schodach klnąc
siarczyście pod nosem. Z domu nie dochodziły do mnie żadne dźwięki. Głupi
Sasuke!! Jakbym mógł to i jemu bym wlał!! Głupek! Kretyn! Idiota!! Gotowało się
we mnie!! Kipiałem ze złości!! No mnie za raz coś rozniesie!!
-
Em-kun??- Maki stanęła koło mnie. Nawet nie wiedziałem kiedy.
-
Spierdalaj.- Krótka odpowiedź.
-
A tobie co?- Zapytała Aoi. Spojrzałem na nią. Cofnęła się. Byłem w takim
chumorze, że nawet i ją bym walnął jakby powiedziała jeszcze jedno słowo
więcej. Obie bez słowa wszły do domu. Uderzałem głową delikatnie o drewniany
słupek podtrzumujący dach nad gankiem.
-
Enmba…- Cichy głos. Jeszcze go mi tutaj brakowało.
-
Chcesz coś to poczekaj na mnie w domu.
-
Co się stało??
-
Mówię coś.
-
Odpowiedź…- Powiedział Yuui łapiąc mnie za ramię. Odwróciłęm się uderzając go z
pięści w brzuch.
-
WRRRRAAAAAAAAAAAAAAAUUU!!!!- Zawyłem wbiegając po schodach do swojego pokoju.
Trzasnąłem drzwiami i rzuciłem się na łóżko. Ręka którą go uderzyłem piekła.
Oczy do których cisnęły się łzy piekły. Coś stanęło mi w gardlę. Zaszlochałem
cicho. Dlaczego go uderzyłem?! Przecież on się o mnie tylko martwił. Chciał dla
mnie dobrze. Nic mi złego nie zrobił. Więc dlaczego? Ktoś zapukał cicho do
mojego pokoju po czym drzw otworzyły się.
-
Wchodze.- Drgnąłem na dźwięk jego głosu. Zamknął cicho pokój. Po chwili
poczułem jak materac za moimi plecami ugina się od jego ciężaru. Milczał.
Czułem na sobie jego spojrzenie. Trząsłem się od cichego płączu. Wypuścił
głośno powietrze. Nim sięobejżałem wtulałem się w jego szyje płacząc głośno.
-
Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.- Przepraszam. Przepraszam- Powtarzałem w
kółko obejmując go mocno za szyję. Nie zostawiaj mnie. Nie odwracaj się do mnie
plecami. Nie odchodź. Nie znikaj. Nie chciałem. To wszystko i jeszcze więcej
chciałem mu powiedzieć ale z mojego gardła wydobywał się cichy głos
powtarzający w kółko nic nie wartę „Przepraszam”. Objął mnie delikatnie w
ramionach. Wtuliłem się w niego jeszcze mocniej. Chciałem być jak najbiżej
jego. Niech mnie przutuli tak jak to robił zawsze. Mocno jakby nie chciał mnie
wypuścić ze swoich objęć.
-
Co się stało?- Zapytał cicho głasząc mnie po głowie. Zapłakałem. Nie gniewał
się za to że go uderzyłem tylko martwił się tym, że coś mnie trapi. Popchnąłem
go na łóżko i siadając na niego okrakiem wtuliłem się w jego ramiona.- Enmba…
to nie najlepszy pomysł…- Powiedział.
-
Nie….- Zaszlochałem. Probował rozplątać moje palce.
-
Enmba… mówię poważnie. Bo cię zgwałcę.- Powiedział.
-
Nie obchodzi mnie to!!- Zawołałem oplatając jego szyję jeszcze mocniej.
-
Rozumiem.- Powiedział obejmując mnie mocno ramionami. Silnymi ramionami które
wybaczyły mi moje niewytłumaczalnie głupie zachowanie.- Pogadamy jak się
uspokoisz.- Stwierdził nie ruszając się ani o milimetr. Zapłapałem jeszcze
głośniej.
No nie! Jak mogłaś przerwać w takim momencie ?! Kiedyś Cię za to zatłukę
Naprawdę.
Rozdział boski i już rośnie mi chrapka na następny.
Nawet jeśli zakończysz historię Enmby i Yuui’ego jako wierny czytelnik będę czekać. Na pewno taka przerwa dobrze Ci zrobi a przecież kształtowanie swojej przyszłości jest bardzo ważne, więc nie martw się będę z tobą duchowo. ^^ Bardzo chętnie na twój wielki powrót przeczytałabym tę historię ze strony Yuui’ego albo Sasuke i Shiona xDD
Weny, dużo czasu na pisanie i jeszcze wielu miłych chwil z Enmbą i jego historią
Twoja Nialla-chan xD
Rozdział boski i już rośnie mi chrapka na następny.
Nawet jeśli zakończysz historię Enmby i Yuui’ego jako wierny czytelnik będę czekać. Na pewno taka przerwa dobrze Ci zrobi a przecież kształtowanie swojej przyszłości jest bardzo ważne, więc nie martw się będę z tobą duchowo. ^^ Bardzo chętnie na twój wielki powrót przeczytałabym tę historię ze strony Yuui’ego albo Sasuke i Shiona xDD
Weny, dużo czasu na pisanie i jeszcze wielu miłych chwil z Enmbą i jego historią
Twoja Nialla-chan xD
Aaaah Ci chłopcy ;3;
Robi się coraz ciekawiej c:
Mam nadzieję, że wkrótce znajdziesz pracę i wszystko będzie oki c:
Jak zawsze sprawiłaś, że mój dzień jest jeszcze lepszy c:
Ah, wesołych świąt i takie tam ~!
Dużo, dużo, dużo, dużo weny i oby kolejny rozdział szybko się pojawił ! :’3
Masło maślane mi wyszło no ale kij z tym xD
Powodzenia! :’3
och… ale całkowicie Cię rozumiem… ale Twój drugi blog będzie kontynuowany? Coż to opowiadanie bardzo mi się podoba, ze względu na motyw gangsterski….
rozdział wspaniały, choć bardzo mnie zastanawia zastanawia zachowanie Sasuke, w końcu Shion się pojawił, ale zastanawia mnie dlaczego tak się zachowywał, takim rozkazującym głosem….. no i Enmba oberwał, bo przywalił Shionowi, któremu się należało…. coś mam jakieś odczucie, że za tym wszystkim cos się kryje innego…. Enmba dowiedział się czegoś nowego o swoim chłopaku…. och i Yuui oberwał, ale się nie wściekł za to i bardzo dobrze… bo ja chyba bym mu coś zrobiła…
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie i gorąco