poniedziałek, 5 lutego 2018

7. „ Yuui i pierwsze spotkanie z dzieciakiem zwanym…” 7.


W wielkim skrócie. Dowiedziałem się, że Enmba załapał anginę ropną i nie będzie mógł chodzić do szkoły aż mu nie przejdzie i jak nie odzyska porządnie głosu. Jego mama najpierw poodwoziła nas wszystkich do domu po czym pojechała z chorym do domu. Na odchodnym musiałem mu obiecać, że się odezwę z lekcjami z matmy do niego.
Wszedłem do domu. Mój brat siedział na kanapie. Patrzył tempo na stolik. Odchrząknąłem znacząco dając mu do zrozumienia, że właśnie wróciłem, ale nawet nie zareagował.
- Hikaru?- Zapytałem. Milczał. Położyłem mu rękę na ramieniu. W mgnieniu oka przerzucił mnie przez ramię. Wylądowałem na stoliku łamiąc go na małe kawałeczki. Złapał mnie za szyję przygniatając mój brzuch kolanem. Spojrzałem na niego przerażony. Najarał się czegoś czy coś? Miał wkurwiony wyraz twarzy. Ciemne oczy przyglądały mi się czujnie.
- Powiedz, że tego nie zrobiłeś?- Warknął. Głos… nie należał do niego ale już go gdzieś słyszałem.
- Czego… nie… zrobiłem…?- Wycharczałem nie mogąc złapać oddechu.
- Spałeś z nim?
- Kim?
- ENMBA.- Powiedział. Jego imię dość długo brzęczało mi w uszach. Bolało. Nie mogłem złapać oddechu.- Spałeś z nim Yu.- Dodał. Drgnąłem. Ten zachrypnięty głos. I to „Yu”. Tak mówił na mnie jak byłem bardzo mały. Zamachnąłem się uderzając go pięścią w skroń. Spadł ze mnie. Usiadłem pospiesznie oddychając ciężko.
- To TY?!- Krzyknąłem na niego próbując wstać z podłogi. Nadepnął mi na rękę.- To TY byłeś tym kolesiem co chciał go ZABIĆ?!
- Odpowiedz.- Powiedział przyciskając mocniej swoją nogę. Popchałem go wstając na równe nogi.
- Jakim cudem mój brat…?!- Umilkłem kiedy złapał mnie za twarz zasłaniając mi usta.
- ODPOWIEDZ!!!!- Ryknął. To nie był mój brat! Kim do cholery jasnej był ten koleś? Ledwo widocznie kiwnąłem twierdząco głową. Rzucił mną na kanapę.- TY IDIOTO!!- Poczułem na policzku jego mocne uderzenie. Było za mocne… straciłem przytomność.

^^~^^

Otworzyłem oczy. W domu panowały egipskie ciemności. Nie było również niczego słychać. Usiadłem na kanapie. Bolała mnie cała prawa część twarzy. Z pokoju brata dochodziły jakieś przytłumione dźwięki. Podszedłem cicho do drzwi. Rozmawiał z kimś przez telefon.
- Nie (…) Ponieważ nie muszę odpowiadać na to pytanie(.…) Służę tylko i wyłącznie mojemu Władny- Enmbie więc nie musze słuchać rozkazów nikogo innego jak jego (…) tak wiem, że chciał śmierci(…) jeżeli poprosi o to wykonam jego polecenie(…) tak. Nawet jeżeli poprosi o to abym kogoś zabił(…) jego przyjaciół? Czyli kogo na przykład(…) chłopaka z którym spał?(…) nie znam jego imienia(…) Yuui?(…)- Mówił zachrypniętym głosem. Głosem tamtego człowieka. Drgnąłem kiedy wypowiedział moje imię.- Jeżeli Panicz sobie tego zażyczy zabije również i jego. Chłopaka imieniem Yuui.- Dodał chłodno. Spojrzał w stronę drzwi. Drgnął kiedy zobaczył moją nikła postać za szparą drzwi.- Muszę kończyć.- Dodał. Rozłączył się. Wyprułem szybko przed siebie. Wciągnąłem na siebie buty. Zgarnąłem torbę z którą tutaj przyjechałem.- YU!!- Krzyknął Hikaru ale już mnie tam nie było. Pędziłem co sił po schodach w dół wybiegając jak opętany z naszego budynku. Czułem, że nie pobiegnie za mną od razu. Musiał się przebrać. I dopiero wtedy… Zbiegłem schodami w dół zatrzymując się na pobliskiej stacji pociągów. Podbiegłem do maszyny z biletami. Wcisnąłem jeden guzik podpisany jako „Ostatnia operacja”.. wyskoczył mi bilet do mało znanej miejscowości. Zapłaciłem za niego i porwałem w dłoń. Do ostatniego pociągu zostały mi 4 minut. Jeżeli nie zdążę będę musiał pojechać jutro rano a to mi się nie podobało. Gnając na pociąg zatrzymałem się szybko koło bankomatu wyciągając z niego sporą ilość gotówki. Później może mnie namierzyć za pomocą historii transakcji przeprowadzonych na moim koncie.
W ostatniej chwili wpadłem do pociągu ignorując zaskoczone spojrzenia nielicznych pasażerów. Zdyszany usiadłem na pierwszym wolnym miejscu do jakiego doszedłem. Opadłem na nie wyłączając jednocześnie telefon. Nie dam się znaleźć. Nie dam się zabić! Zamknąłem zmęczone oczy. Dlaczego to w moim życiu zawsze musi być pod tą jebaną górkę?!

^^~^^

Już trzeci dzień ukrywałem się w tym mieście. Nie wychodziłem z hotelu w którym zamówiłem sobie pokój jadąc tam pociągiem. Telefonu też nie włączyłem. Nie wychodziłem nigdzie. Wcześniej idąc tutaj kupiłem sobie coś do jedzenia jak i picia oraz małe opakowanie proszku do prania. W pierwszą nąc wyprałem sobie wszystkie ciuchy ręcznie i porozwieszałem po całym pokoju aby wyschły. Drzwi zamknąłem na wszystkie możliwe spusty i zastawiłem komodą. W recepcji powiedziałem, że każda wizyta w  moim pokoju ma być wcześniej zgłaszana do mnie telefonicznie dziesięć minut wcześniej nim będzie miała ona nastąpić. Leżałem na łóżku tempo gapiąc się w sufit. Może jutro wyjdę na pół godziny z pokoju. Kupie sobie coś do czytania i jedzenia po czym znowu zamknę się w nim na cztery spusty.
Przekręciłem się a bok. Chyba tak zrobię. Jeżeli nie to zbzikuje w tym pokoju.

**następnego dnia. Okolice parku koło szkoły średniej**

Siedziałem na huśtawkach patrząc na grupkę beztrosko bawiących się dzieciaków. Byli może w szóstej klasie podstawowej. Jak pomyśle w jaki sposób jak spędzałem czas wolny od szkoły kiedy byłem w ich wieku nie dobrze mi się robiło. Zazdrościłem im tego beztroskiego życia i biegania dookoła za niczym. Tak dla przyjemności. Nie dla ochrony własnego życia, nie dla ucieczki. Po prostu tak sobie, dla siebie. Huśtawka po mojej lewej zaskrzypiała niemiłosiernie. Spojrzałem w tamtym kierunku bojąc się tego co tam zobaczę. Okazało się, że to jakiś dzieciak. O szarych włosach. Chyba wyczuł, że mu się przyglądam bo spojrzał na mnie. Jego grzywka była zielona!! Uśmiechnął się szeroko zamykając oczy. Kiedy je otworzył dojrzałem w ich dziwnej barwie (ni to zieleń, ni błękit bądź czerń) dużo smutku. Bujał się w milczeniu.
- Mieszkasz tutaj?- Zapytałem ni z gruchy ni z Pietruchy. Zerknął na mnie i uśmiechnął się szerzej.
- Um.- Przytaknął głową.
- Klasa?
- Szósta Psze Pana.
- Jeżeli jesteś z szóstej klasy nie mów do mnie „Pan”. Nie jestem aż tyle starszy od ciebie.- Zwróciłem mu uwagę zatrzymując swoją huśtawkę. Odpychałem się delikatnie nogami od ziemi nie bujając się za mocno.
- Przepraszam Psze pana.- Powiedział i zaśmiał się cicho. Miał śmiech tak bardzo podobny do Niego.- Psze pana?
- Tak?- Zapytałem zaciskając dłonie mocniej na łańcuchach. Nie ma co mu tłumaczyć, że nie jestem Panem.
- Czy coś Pana boli?- Zapytał. Drgnąłem.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo wygląda pan na buzi tak jakby pana brzuch bolał.- Powiedział. Spojrzałem na niego zaskoczony. Myślałem, że moje uczucia i myśli nie wyciekną bardziej z mojego wnętrza.
- To nie tak, że mnie coś boli.- Odpowiedziałem.
- Tęskni pan.- Nie zapytał. Po prostu stwierdził.
- Taaa… można tak powiedzieć.- Powiedziałem i przyjrzałem mu się uważniej.- Sam wyglądasz jakbyś cierpiał.
- Bo cierpię.- Przyznał. Z całych sił postarałem się nie ryknąć śmiechem
- Co się stało jeżeli można wiedzieć?
- Jestem słaby.
- A coś czego nie widać na pierwszy rzut oka po tobie?-Zapytałem. Spojrzał na mnie jak na jakiegoś gbura.
- A jednak to prawda, że wszyscy dorośli są bezczelni.
- Hę??^^- Zapytałem zaskoczony. Uśmiechnął się.
- Ale ja się tym nie przejmuję. Chłopak mojej siostry też taki jest.- Zaśmiał się cicho.- Nie chodzi mi tutaj o siłęfizyczną.- Powiedział patrząc na mnie.
- A o jaką siłę ci chodzi?
- O taką dzięki której będę mógł ochronić moich przyjaciół przed wszelkim złem oraz siebie przed tym złem jak i nimi samymi.
- Dlaczego chcesz się chronić przed przyjaciółmi?- Nie potrafiłem tego zrozumieć.
- Bo oni też potrafią ranić.- Powiedział poważniejąc gwałtownie na twarzy.- I to bardziej niż wrogowie.- Dodał. Odpowiedziałem mu dopiero po siedmiu pełnych bujnięciach na huśtawce.
- Mam kumpla.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie. Chyba nie spodziewał się, że cokolwiek mu powiem.- Jest strasznie arogancki, pyskaty, wredny, chamski, brutalny, bezczelny, niekulturalny, nie miły, psychol jednym słowem.
- Dziwnego masz kumpla.
- Wiem.- Zaśmiałem się.- Ale mimo tego jaki jest jego przyjaciele zawsze są przy nim. Może to zasługa tego, że zawsze powie to co myśli. Nie okłamie cię nawet jeżeli będzie miało cię to zranić. Jeżeli się potkniesz nie pomoże ci tylko cię wyśmieję mówiąc, że jesteś głupkiem. Uderzy cię bez przyczyny. Nie da dojść ci do słowa. Zabierze mi moje chipsy i piwo. Zasmarka bluzę… Ta… dziwnego mam tego kumpla.- Dodałem załamany orientując się właśnie w czym ja się zakochałem?! Dzieciak zaśmiał się  głośno.- Wracając do tematu. Wiem, że jego przyjaciele są z nim ponieważ wiedzą dlaczego on to robi. To w razie czego. Bo jeżeli coś mu się stanie będą mogli obronić się sami. A po drugie nie ważne co miałoby im się stać pójdzie za nimi w ogień.
- Dziwny.
- Ta… wiem.- Skrzywiłem się. Co ja w nim takiego widzę?!- A teraz z drugiej strony. Mam kolegę który jest przyjazny, miły, kulturalny, zawsze uśmiechnięty, trochę ssie z matmy ale to szczegół, delikatny, pomocny, słabowity, słodki dzieciak którego uwielbiają wszystkie dziewczyny i chłopacy w szkole. Lubiany przez nauczycieli. Wzór do naśladowania. Zawsze ci pomoże z uśmiechem na twarzy. Zawsze ma dla innych czas. Nikomu nie odmawia. Zawsze uśmiechnięty kroczy przez szkołę. Wszyscy mogą na nim polegać.- Wyjaśniłem przyglądając się dokładnie jego twarzy. Kiwnął głową.
- Ten jest lepszy. Na pana miejscu zbliżył bym się bardziej do niego…
- A co powiesz jak ci powiem, że ten pierwszy i drugi mój kumpel to tak naprawdę jedna i ta sama osoba?- Zapytałem. Zatrzymał się gwałtownie wlepiając we mnie oczy.
- Hęęęęęęęęęęęęęęęęęę?!!!?!?!?!- Jego mina była zabójcza.
- Widzisz swoją prawdziwą naturę pokazuję tylko najbliższym przyjaciołom. Wtedy oni go nie zranią bo wiedzą jaki jest naprawdę i że w złości może ich skrócić o głowę. Z kolei wrogą jak i znajomym i reszcie otoczenia pokazuję tą drugą twarz co chroni go przed nimi ponieważ nie wiedzą w nim zagrożenia przez co nawet się do niego nie zbliżają.
- Aaaa….
- Znasz przysłowie: Wilk w owczej skórze?
- Nom.
- To on jest takim wilkiem. Chociaż ja bym powiedział, że to potwór.
- Jeżeli uważasz go za potwora dlaczego z nim trzymasz??
- Ponieważ…- Spojrzałem w niebo. Chmury powoli płynęły po jego błękicie.- Ponieważ jest jedyną osobą na świecie, która po tym jak poznała mnie od podszewki i wie jaki jestem naprawdę nie odwróciła się ode mnie, pomogła mi w najtrudniejszych chwilach i zapłakała dla mnie. Nie mogę stracić tak cennej osoby jak on.
- Skoro tak mówisz to dlaczego nie jesteś z nim?
- Eh.- Przetarłem oczy.- Wiesz, że jesteś jak ból w dupie?
- Wiem. Chłopak mojej siostry zawsze mi to mówi.
- A. Ciekawego ma chłopaka.
- Nom.
- Nie jestem koło niego ponieważ przeze mnie się ostatnio rozchorował to po pierwsze a po drugie pokłóciłem się ostatnio z bratem i nie chcę go widzieć.
- A. Czyli jesteś na gigancie.- Stwierdził. Zakaszlałem głośno. Spojrzałem na niego wycierając ślinę z brody.
- Skąd ty znasz takie słownictwo?
- Siostra tak do mnie powiedziała jak tydzień temu zwiałem z domu na dwa dni i schowałem się na placu zabaw. Śmiała się, że to był mój pierwszy gigant na świecie. A później jej chłopak mi wyjaśnił o co jej chodziło.- Powiedział uśmiechając się szeroko. Wrócił do bujania.
- A no chyba że tak.
- Więc? Gigant?
- Można tak powiedzieć.
- O.- Powiedział. Spojrzałem za jego wzrokiem. Patrzył na młodą dziewczynę w oddali.- Siostra.- Dodał. Zeskoczył z huśtawki.
- Trzymaj się młody.
- Ty też stary.- Dodał i zaśmiał się głośniej. Rozdwojenie jaźni czy jaki chuj?- A. Mogę coś dodać?
- Śmiało.
- Radzę zadzwonić do tego kolegi.
- Dlaczego?
- Jeżeli jest taki jak mówiłeś to na pewno będzie zły jeżeli się nie odezwiesz.
- Skąd ta pewność?- Zapytałem. Uśmiechnął się wrednie. Otworzyłem szerzej oczy. Wyglądał jak… Potwór.
- Ponieważ… postaram się być taki jak on. Siostra mówi, że jestem strasznym Empiryzmem…
- Empatą.
- No,… Empatą więc potrafię wczuć się w sytuację innych osób. Więc jeżeli byłbym na jego miejscu byłbym zły gdyby mój kumpel do mnie nie zadzwonił.- Dodał.
- Rozumiem. Dzięki.- Powiedziałem. Odwrócił się na pięcie.- Dzieciak. Jak się nazywasz?
- Kaien Psze pana.- Zawołał i wrócił do swojej wcześniejszej natury.
- Kaien. Najpierw pomyśl o jakimś strasznym nicku który będzie budził grozę nawet jak ludzie będą o tobie myśleć.
- To jak z Harry’ego Potter’a o tym Volcie??
- Tak.- Zaśmiałem się cicho kiedy niepoprawnie wypowiedział tamto imię.
- Jakiś pomysł?- Zapytał.
- Kedamono.- Walnąłem pierwsze lepsze co mi przyszło na myśl. Uśmiechnął się.
- Może być.- Odpowiedział i pobiegł w stronę swojej siostry. Spoglądałem jeszcze chwilę na jego odchodzące plecy po czym wyciągnąłem z kieszeni telefon. Włączyłem go po chwili zastanowienia. Nie czekając aż załadują się jakiekolwiek wiadomości wybrałem do niego numer. Odebrał po chwili.
- Trup.- Wycharczał z trudem do słuchawki. Głos trochę mu się poprawił ale nie aż tak jakbym tego chciał.
- Też się cieszę, że do ciebie dzwonie.
- Gdzie… jesteś…?- Mówił z trudem.
- W parku.
- U… nas??
- …Tak.- Odpowiedziałem. Zakaszlał.
- Kłamiesz!- Krzyknął. Zaskoczył mnie.
- Nie krzycz. Uszkodzisz sobie bardziej gardło.
- MORDA!
- Enmba… proszę cię… nie krzycz.- Powiedziałem cicho i spokojnie.- Przepraszam. Nie ma mnie w naszym mieście. Wiem, że obiecałem przynieść ci zagadnienia z matmy, ale najpierw sam muszę je zdobyć aby zanieść je do ciebie.
- Shino…dał…
- A. Spoko. Sorry, że nie dotrzymałem obietnicy.
- Gdzie… jesteś…?
- Mówiłem, że w parku.
- Gdzie…?- Nalegał. Odkaszlnął kilka razy.
- Nie wiem. Wlazłem do pierwszego lepszego pociągu i przyjechałem tutaj.
- Dlaczego…?
- Pokłóciłem się z Hikaru.
- Gigant?
- Kolejny.
- Co za kolejny?
- Jesteś kolejnym który mi to mówi.
- Jesteś…z…facetem…?- Zapytał po dłuższej chwili milczenia.
- A co? Zazdrosny?
- Jebnę…c…
- Tak. Wiem, wiem. Ale najpierw wyzdrowiej a wtedy się na mnie rzucaj. Tylko mniej ostro niż wcześniej…
- Głupku…mam…głośnik…- Zaczął. Zakryłem pospiesznie usta. Oj. Namieszałem.
- Jesteś sam?
- Mhy.
- Jak się czujesz?
- Jak wyruchany przez życie.
- Chodzi mi o twoje zdrowie a nie stan twojego ciała.
- Lepiej. Mogę mówić.
- Ale z trudem.
- Nie jesteś lekarzem.
- Wiem. Nie nadaje się na niego.
- Wiem.- Powiedział i zaśmiał się cicho.
- Masz gorączkę?
- Nie.
- Przecież słyszę. Śmiejesz się.
- Nie mam.
- Kiedy wracasz do szkoły?
- A co?
- Powiedz po prostu kiedy do niej wracasz?
- Za tydzień…w środę.
- To ja wrócę z tobą.
- Nie wracasz wcześniej?
- Nie.
- A gdzie jesteś?
- Hikaru poprosił cię abyś się mnie o to wywiedział?
- Nie.
- Enmba nie kłam. Był u ciebie.
- Nie.
- Jeżeli masz zamiar dalej kłamać rozłączam się.
- Czekaj…
- Nara.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Wyłączyłem od razu telefon bojąc się, że znowu oddzwoni. Miał zachrypnięty głos. Mówił z problemem a ja jeszcze do niego zadzwoniłem. Głupi jestem czy co? Ale pokusa usłyszenia jego głosu była zbyt wielka. Wstałem z huśtawki i ruszyłem przed siebie. Eh… dlaczego musiałem się zakochać właśnie w takim człowieku? Nie mogłem ogarnąć co mną kierowało. Pokręciłem przecząco głową wsuwając ręce głęboko do kieszeni. Koło mnie zatrzymał się radiowóz miejscowej policji. Spojrzałem na niego z ukosa.
- Pan Yuui Natsumi?- Zapytał policjant.
- Przepraszam, ale nie rozumiem w pana języku.- Powiedziałem w języku ojczystym mojej „matki”. Koleś otworzył szerzej oczy.
- Do you speak Japanes?
- Mówię przecież, że nie rozumiem. O co wam chodzi?
-Yuui Natsumi?- Zapytał pokazując na mnie palcem jakby gadał z jakimś głupkiem. No wiem jak się nazywam, ale nadal postanowiłem grać głupka. Nie wiedziałem tylko ile wytrzymam.
-To jakaś choroba? Nie, nie jestem na nią chory. A co?- Zapytałem. Policjant wymienił zakłopotane spojrzenie z kolegą z auta.
- Yu!!- Krzyknął ktoś za mną. Drgnąłem. Odwróciłem się tam. Kumpel mojego brata. Ten który zawoził nas na Okinawę. Zakląłem pod nosem. Przed nim nie ucieknę. Zacząłem kopać dołek w chodniku.- Szukam cię już kilka dni. Z resztą nie tylko ja.
- Sempai. On nie mówi po Japońsku. To chyba nie on.
- Nie mówi po Japońsku?- Zapytał i spojrzał na mnie. Drgnąłem. Owinął rękę dookoła mojej szyi.- Co?! Robisz sobie takie same żarty jak kiedyś ze mnie?- Zapytał dusząc mnie żartobliwie.
- Dusisz mnie…kurwa.- Wycharczałem uderzając go z pięści w żebra. Skrzywił się, ale mnie nie puścił.
- Dawaj. Wracamy do domu.
- Nie.
- Czy te usta coś mówiły?
- Powiedziałem, że nie jadę do domu.
- Oj nie pierdziel.- Powiedział i wcisnął mnie do radiowozu siadając obok mnie.
- Czyli umie Japoński?- Zapytał policjant kierujący autem.
- Japoński, Koreański, Chiński, Francuski, Angielski, Niemiecki i Polski.- Wyliczył na palcach patrząc na mnie z ukosa. Odwróciłem się do niego tyłem. Już przegrałem.
- Więc dlaczego…?
- Bo jest głupi.
- Sam jesteś głupi skoro potrafisz tylko Japoński i Angielski podstawowy.- Warknąłem na niego. Dostałem w tył głowy.
- Nie pyskuj. Gdzie się zatrzymałeś. Rozumiem, że to nie wszystkie twoje rzeczy.- Zapytał. Podałem im adres hotelu włączając przy tym telefon. Miałem masę nieodebranych połączeń jak i nie przeczytanych wiadomości.
- Aa… ból w dupie.- Powiedziałem i zabrałem się za odczytywanie ponad tysiąca wiadomości. 95 % skrzynki odbiorczej to wiadomości od brata. Pokręciłem przecząco głową.

** późna noc. Dom**

Wszedłem niepewnie do domu. Wszędzie były pogaszone światła. Za mną stał Sempai. To tak w ramach zabezpieczenia abym czasami nie spierdolił.
- Hikaru!- Ryknął. Drgnąłem kiedy z pokoju mojego brata wydobył się przeraźliwy huk. Wyleciał z niego po chwili patrząc na nas przerażonym spojrzeniem. Po chwili na jego twarzy zagościła widoczna ulga. Podszedł do nas na drżących nogach. Cofnąłem się dwa kroki do tyłu ale nie miałem jak uciec przez moją żywą ścianę, która stała za mną.
- Yu…- Powiedział Hikaru. Miał drżący głos. Podszedł do mnie bliżej. Nie chciałem z nim być w jednym pomieszczeniu. Upadł przede mną na kolana.- Proszę! Wybacz mi! Wybacz moje wcześniejsze zachowanie i moje karygodne słowa! Wybacz mi!!!- Krzyczał waląc czołem w podłogę. Otworzyłem szerzej oczy nie wiedząc co zrobić…








 ******************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:

Witam,
cudo, cudo, najprawdziwsze cudo, więc tak jak podejrzewałam, to Hikaru jest tym człowiekiem, który słucha rozkazów Enmby, no i spotkaliśmy przyszłego Kadomo, Yuui tyś to przyczynił się do stworzenia go ;]
Dużo weny życzę Tobie…
Pozdrawiam serdecznie













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...