Usiadłem na jednym z foteli w gabinecie dyrektora. Obok mnie
usiadł mój brat. Kolejne miejsce po mojej drugiej stronie było wolne po czym na
jeszcze kolejnym siedział facet w kimonie. Kurdupel stał koło jego prawej
strony. Spojrzeliśmy na niego. No chyba nie będzie tak stał całą pogadankę
dyrektora?
- Nim zaczniemy rozmowę…
- Nie mamy o czym rozmawiać. Ponieważ nic się nie stało.- Przerwałem
dyrektorowi. Hikaru odchrząknął delikatnie uśmiechając się szeroko. Skrzywił
się. Facet w kimonie zerknął na mnie z ukosa, ale nic nie powiedział. Nie
podobało mi się jego spojrzenie.
- Nim zaczniemy poproszę cię
Enmba o to abyś usiadł.- Powiedział dyrektor jakbym się w ogóle nie odezwał i
spojrzał na niego. Ten jakby z opóźnieniem zajarzył, że ktoś coś od niego
chciał spojrzał na dyrektora delikatnie przytępionym spojrzeniem.
- Wybaczy dyrektor, ale postoję.-
Powiedział nie ruszając się od boku kolesia w kimonie. Skojarzyło mi się to z
głodnym psem pilnującym stołu.
- Enmba usiądź.- Powiedział stół
do psa nie patrząc nawet na niego. Bez słowa zrobił tak jak tamten mu kazał.
Niezła tresura nie ma co.
- No dobrze skoro już wszyscy
siedzą to możemy zacząć. Doszły mnie słuchy, że obaj się ze sobą pobiliście.
- To chyba źle dyrektor słyszał.
- Yuui licz się ze słowami.
- Ale naprawdę mówię, że do
niczego między nami nie doszło. Po prostu tej babie się coś ubzdurało.
- Babie?- Zapytał dyrektor
przechylając głowę w bok.
- Naszej wychowawczyni.
- To nie ona mi o tym
powiedziała.- Poprawił mnie delikatnie. Zerknąłem na Enmbę. Siedział na swoim
miejscu gapiąc się w swoje dłonie. Myślał o czymś intensywnie.
- To nie wiem kto to panu
powiedział, ale chyba lepiej wiem czy coś się stało czy też nie.
- Może zapytamy drugą stronę?
- Po co go męczyć. Nie widzi pan,
że jest wykończony psychicznie i cieleśnie.
- Wykończony to ty możesz za raz
być cieleśnie jeżeli nie zapanujesz nad swoim językiem.- Powiedział facet w
kimonie. Hikaru położył mi rękę na ramieniu kiedy uniosłem się delikatnie z
fotela.
- Proszę o wybaczenie mojemu
GŁUPIEMU braciszkowi który jest tak GŁUPI jak ustawa przewiduje i zachowuje się
GŁUPIO.- Powiedział z naciskiem mój brat. Strąciłem jego rękę z mojego
ramienia.
- Dzisiaj robisz sobie obiad sam
skoro jestem tak GŁUPI.- Powiedziałem do niego. Dyrektor spojrzał na kurdupla z
nadzieją, że i on przyłączy się do naszej rozmowy. Po chwili tamten uniósł
głowę do góry. Spojrzał na nas później na dyrektora. Wyglądał jak naćpany.
- Em-kun czy…- Urwał. Nie wiem co
chciał powiedzieć i o co chciał zapytać, ale póki tamten liliput milczał mogłem
jakoś wybrnąć z sytuacji ale jeżeli tylko otworzy gębę to coś czuję, że powie
wszystko jak na spowiedzi. Musiałem to jak najszybciej przerwać.
- Powiedziałem, że nic takiego
się nie stało.- Powiedziałem stanowczo. Poczułem na sobie jego spojrzenie. Co
się tak na mnie gapił?
-Yuui-kun nie chcę powiedzieć, o
co dokładniej wam poszło.- Powiedział dyrektor. Zaczerpnąłem głośno powietrza.
No jak grochem o ścianę. Nie dość, że to stare to jeszcze głuche.
- Przecież mówię, że o nic.-
Powiedziałem. Ciśnienie zaczęło mi rosnąć we krwi. Poczułem na sobie spojrzenie
mojego brata. Nie musiałem się na niego gapić aby wiedzieć, że jest zły. Chyba
jednak prześpię się dzisiaj na ławce w parku. Chociaż jego koledzy od razu by
mnie znaleźli. Facet w kimonie wypuścił głośno powietrze (liliput drgnął).
- Enmba.- Powiedział cicho.
Widziałem jak jego twarz się zmienia. Teraz już nic nie zrobię. Wiem, że powie
wszystko. Wstrzymałem na chwilę oddech.
- Tak.- Powiedział cicho. Sam
obawiał się tego co ma powiedzieć, ale to chyba ja gorzej skończę niż on. On w
końcu jest normalny a nie tak jak ja więc co tam taki wyskok dla niego. Pewnie
nic nie znaczy.- Po pierwsze to nie wina Yuui-kuna.- Zaczął. Szok. Znał moje
imię!- Jest nowy, a ja wciągnąłem go w tą grę. To było z zaskoczenia. A później
sam powiedziałem, że jeżeli uderzenie mnie będzie odpowiednim zadość
uczynieniem to niech to zrobi. Proszę nie obwiniać go o to. Sam go o to
poprosiłem obiecując, że nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Więc…-
Urwał. I chwała mu za to boże. Niedługo powie im wszystko ze szczegółami. I
moje „Nic się nie stało” szlak jasny trafił. A niedługo moje „Nic się nie
stało” w ogóle przestanie istnieć.- Proszę o wybaczenie. Za dużo powiedziałem.-
Powiedział po chwili. Nie możliwe aby mówił do mnie albo co lepsze usłyszał
moje myśli. Ale jego odpowiedź tak bardzo by mi pasowała. Tylko nie mam co
liczyć na to, że jednak ja mam rację i powinien się zamknąć no i mnie
przeprosić za to, że nie mógł poprzeć mojej opowieści. No nie mógł tylko musiał
się posłuchać. No tak. Zapomniałem. Tresura i grzeczny piesek. I wszystko
jasne.
-Hmmm.- Facet w kimonie uśmiechał
się delikatnie. Nie spodobał mi się ten uśmiech. Wyglądał jak jakiś psychopata
który dorwał swoją kolejną ofiarę. O wiem! Pedofil na placu zabaw! Tak właśnie
wyglądał!- Nie chcesz powiedzieć, co zrobiłeś to pokaż.- Powiedział. Liliput
spojrzał na niego przerażony z kolei ja gapiłem się tak samo na niego
odczytując jego myśli z jego twarzy. Cofnąłem się od niego przerażony. Czy on
zamierzał to zrobić przy dyrektorze, moim bracie i kolesiu w kimonie?! Nie. Zła
kolejność. Przy moim BRACIE, dyrektorze i kolesiu w kimonie!
- Ale…nie…Aniki… ja… nie… nie…
tak… nie… mogę…- Powtarzał przerażony. Na samą myśl o tym strach mu padł na
mózg uderzając w ośrodek mowy i zaczął seplenić i majaczyć. Koleś w kimonie
zerknął na niego zza swoich rąk. Drgnął. Przełknął głośno ślinę. Spojrzał na
mnie powoli. On naprawdę zamierzał to zrobić!- Wybacz Yuui-kum, ale wolę dostać
od ciebie a nie od Anikiego.- Dodał. Więc ten koleś w kimonie to jego starszy
brat. I on ma zamiar oglądać takie coś. Przecież to mu zepsuje psyche do końca
życia. Wstałem przerażony cofając się kilka kroków w tył. Jak będzie trzeba to
im zwieje. Beze mnie im tego nie pokarze no a jak nie chce mówić to sprawa
umrze śmiercią naturalną poprzez wykończenie.
- Natsu-san…- Zaczął dyrektor,
ale się zamknął. Ciekawe dlaczego? Przecież to dyrektor. Powinien potrafić
takie coś zatrzymać a nie siedzieć ze swoją grubą dupą po drugiej stronie
biurka i gapiąc się na mnie. Enmba zatrzymał się na chwilę przede mną gapiąc
się na mnie. Był przerażony chyba bardziej niż ja. Więc nie potrafiłem go
zrozumieć. Skoro był aż tak przerażony to po jaką cholerę to robił.
- Aniki, czy możesz mi
zagwarantować, że za to, co teraz zobaczysz nie skrócisz mojego życia?- Padło
krótkie pytanie. Patrzyłem na niego przerażony. Czyżby on był poważny?
- To zależy.- Padła oziębła
odpowiedź. Enmba wzruszył obojętnie ramiona i spojrzał na mnie. Chyba go już
nic nie interesowało. Ale to nie znaczy, że i mnie nie interesuje. Złapał mnie
za przód koszuli. Złapałem go za przeguby starając się go odepchnąć, ale
skubany mocno mnie trzymał. Było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Palce
zacieśniające się na jego dłoniach piekły i paliły. Co to za zjebane uczucie?
Nie wiem dlaczego ale czułem, że mam więcej siły im dłużej go trzymałem, przez
co moje wrażenie o kruchości jego ciała wzrastało i nie mogłem się pozbyć
uczucia, że połamię mu ręce jeżeli będę go dalej tak ściskał. Moje myśli
zostały brutalnie przerwane gwałtownym szarpnięciem. Spojrzałem na niego
przerażony kiedy na oczach ich wszystkich wpił się w moje usta. Rozwarł mi usta językiem. Szybko się uczył. Musze to
przyznać. Jeszcze pół godziny temu szło mu cholernie beznadziejnie. A teraz
szło mu tylko beznadziejnie.- Starczy- Jego brat przerwał tą całą szopkę. Chyba
żałuje tego co zobaczył. Odsunął się ode mnie delikatnie.
-Wtedy domyślam się Yuui-kun
uderzył Em-kun’a- Powiedział dyrektor. Brawo za spostrzegawczość. Ciekawe czy
sam to wydedukował czy ktoś mu jednak podpowiedział.
- Puść.- Szepnął cicho Enmba.
Spojrzałem na niego nie rozumiejąc po czym załapałem, że nadal trzymałem go za ręce.
Puściłem go pospiesznie. Przytulił je do siebie patrząc na mnie z ukosa.
Odsunąłem się od niego. Paliły mnie dłonie. On jest dziwny. Lepiej żeby się do
mnie nie zbliżał bo mnie coś trafi.
- Zmieniasz się w Sasuke?-
Powiedział facet w kimonie. Enmba opuścił głowę w dół tak samo jak ramiona.
Zaśmiał się cicho jak psychopata. Uniósł głowę do góry i spojrzał na swojego brata.
Trzy szybkie kroki jeden podskok i koleś leżał na ziemi z fotelem na sobie.
Otworzyłem zaskoczony buzie. Podniósł się gwałtownie i uderzył go tak mocno że
aż odbił się od biurka dyrektora i wrócił na swoje miejsce po czym dostał z
drugiej strony. Upadł na podłogę. Spojrzał na niego zaskoczony. Z ust leciała
mu krew. Wstał z podłogi wycierając usta. Zobaczyłem tylko białą poświatę i usłyszałem
tępe uderzenie kiedy liliput zatrzymał przed swoją twarzą dłoń faceta w
kimonie.
- Możesz mnie bić, obrażać, wściekać
się na mnie i w ogóle, ale nie waż się o nim mówić. W przeciwnym razie ZABIJĘ
CIĘ.- Powiedział patrząc na niego gniewnie. Teraz to i ja bym uwierzył w jego
słowa i w to, że mógłby tego dokonać. Wyglądał jak jakiś psychopata. Potulny
piesek czekający na swoją kolej do resztek ze stołu na moich oczach zmienił się
w wygłodniałego wilka startującego do samotnego baranka pozostawionego na
skraju łąki. Puścił jego rękę z taką pogardą że aż głupio się robiło, wziął
swoje rzeczy i bez słowa opuścił gabinet dyrektora kiedy na korytarzu
rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Jego brat skłonił się delikatnie przed dyrektorem.
- Proszę o wybaczenie zachowania
mojego braciszka.
- Wszystko jest zrozumiałe
Natsu-san.
- Mam nadzieje, że przymknie
dyrektor na to oko i nie wspomni o tym nigdzie.
- Jak mógłbym komuś takiemu jak
pan odmówić.
- O tym tutaj też niech pan nie
mówi bo jakby nie patrzeć to wina mojego brata więc nie brudźmy w jego
papierach.- Powiedział. W tym zdaniu kryło się drugie dno. Skoro nabrudzili by
w moich papierach musieli by podać imię i nazwisko drugiej strony medalu. A tam
był liliput więc musieli milczeć.
- Ależ oczywiście. Powiedzmy, że
to głupi żart dojrzewających chłopców.
- A więc proszę o wybaczenie.-
Powiedział koleś w kimonie i udał się w stronę drzwi. Wyszedł z pomieszczenia.
W środku została tylko nasza trójka. Milczałem.
- Siadaj.- Powiedział mój brat.
Już się nie uśmiechał. Usiadłem na swoim wcześniejszym miejscu. Mój brat
położył mi rękę na ramieniu.- Możesz mi wyjaśnić co to miało znaczyć.
- Widziałeś i jeszcze się mnie
pytasz?- Zapytałem. Uderzył mnie otwartą ręką w tył głowy. Skrzywiłem się.
- Panie Natsumi…
- Panie dyrektorze prosiłem aby
na niego mieć szczególnie oko a on mi taki numer wywinął w pierwszych dniach po
przeprowadzce.
- Przecież to nie ja!
- Ile tym razem ci zapłacili?-
Zapytał. Zagotowało się we mnie.
- Nic mi nikt nie płacił.
Wszedłem do klasy a on do mnie podszedł i mnie pocałował. Nie prosiłem się o
to.
- Wcześniej też ci niby nie
płacili!
- Ale tym razem naprawdę nic mi
nie zapłacono i to nie była moja wina!- Krzyknąłem. Dyrektor uniósł się na
nogach machając do nas uspokajająco rękoma.
- Już, już. Pogadajmy…
- Proszę się do tego nie
mieszać!- Krzyknęliśmy chórkiem. Hikaru złapał mnie mocno za ramię.
- Masz mu oddać tą kasę!
- Ty jesteś głuchy czy głupi?!
Przecież mówię, że nic mi nie zapłacił! Nie możesz mi zaufać?!
- Jak mam ci zaufać po tym co
ostatnio zmalowałeś?!
- No przepraszam! Wybacz, że w
ogóle ci zaufałem i poprosiłem cię raz w życiu o pomoc! Gdybym tego nie zrobił
wiódłbyś spokojne życie bez problemów!- Krzyknąłem. Zabrałem swój plecak.
- Gdzie się wybierasz?!
- Wybaczy dyrektor, ale ja już
pójdę.
- Yuui! Gdzie ty idziesz?!
- KURWA LEKCJE MAM CHYBA NIE!?-
Krzyknąłem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Udałem się wściekły do Sali
gimnastycznej. Okazało się, że dzisiaj biegamy. Przebrałem się pospiesznie i
wyszedłem na zewnątrz.
- Natsumi! Co to za spóźnianie?!-
Zawołał nauczyciel od w-f’u.
- U Dyrektora byłem.
- Drugi dzień w szkole i już u
dyrektora.
- Czasami i tak bywa.-
Powiedziałem stając w szeregu. Pokręcił przecząco głową i zaznaczył obecność w
dzienniku po czym rozpoczął rozgrzewkę.
^^~^^
Stałem u siebie w kuchni
ściągając kurczaka z patelni. Ziemniaki i surówka były już gotowe. I co z tego,
że i tak zrobiłem obiad jak muszę go zjeść sam. W sumie to obiado-kolacja mi
wyszła. No ale na to się przymknie oko i będzie dobrze. Postawie przed sobą
lusterko i nie będę już sam w domu. Wyszedłbym sobie na miasto ale nie znałem
tej dziury. A tak by mi się przynajmniej nie nudziło. Lekcje na jutro
odrobiłem, pouczyłem się. Posprzątałem i ugotowałem. Nie miałem co robić.
Nudziło mi się. Nałożyłem sobie swoją porcję. Usłyszałem szczęk klucza. Czyżby
wrócił szybciej do domu? Nic mi takiego nie mówił dzisiaj jak wychodziłem do
szkoły. Wyjrzałem zza lodówki i spojrzałem na drzwi wejściowe. Stał tam.
Ściągał buty.
- Umyj ręce.- Powiedziałem cicho
i wyciągnąłem dla niego talerz. Po chwili wszystko już stało na stole.
Siedziałem na swoim miejscu i jadłem po woli swoją porcję. Usiadł naprzeciwko
mnie.
- Smacznego.- Powiedział tylko i
zabrał się do jedzenia. Milczał. Pewnie myślał jak mi tutaj walnąć kazanie tak
abym zrozumiał. Przyśpieszyłem i zagęściłem swoje ruchy widelcem aby jak najszybciej
zjeść i móc ulotnić się do swojego pokoju.- Ja umyję dzisiaj po posiłku.- Dodał
kiedy skończyłem jeść. Kiwnąłem twierdząco głową i ruszyłem przed siebie do
kuchni. Wsadziłem swoje talerze do zlewu po czym ominąłem stuł i ruszyłem do
swojego pokoju.- Poczekaj. Pogadajmy.- Zatrzymał mnie.
- A mamy o czym gadać?
- Nie wiem jak ty, ale ja uważam,
że jednak mamy.- Powiedział cicho. Wzruszyłem ramionami i usiadłem na swoim
miejscu.
- No to ja słucham.- Powiedziałem
chłodno gapiąc się na niego. Odłożył swój widelec i nóż.
- Czy mówiłeś prawdę, że nie
wziąłeś od niego żadnych pieniędzy?
- Mówiłem prawdę.- Powiedziałem
od razu spodziewając się tego tematu.
- No dobrze. Skoro tak mówisz.-
Powiedział. Za szybko mi uwierzył. Oj za szybko.- Jak to się stało??
- Eh.- Wypuściłem głośno
powietrze z płuc.- Szedłem z Przewodniczącym Rady Uczniowskiej przez korytarz
do mojej klasy. Wszedłem pierwszy do niej. Wtedy on do mnie podszedł ibez słowa
złapał mnie za koszulę. Z początku myślałem, że chciał się bić, ale on mnie
pocałował po czym odszedł jakby nigdy nic. Bez wyjaśnienia albo „przepraszam”
to się zdenerwowałem i chciałem go uderzyć. Wtedy on zrobił unik. Próbowałem
drugi raz to został osłonięty przez Przewodniczącego wtedy nie wiem dlaczego on
się zdenerwował i powiedział, że mogę go uderzyć i nikt mi nic za to nie zrobi
więc go uderzyłem. On się zwinął na ziemi po czym poszedł do łazienki a ja
zostałem w klasie. Ot cała historia.- Powiedziałem gestykulując w niektórych
momentach rękoma.
- Masz zamiar to z nim powtórzyć?
- Nie. Wybacz, ale nie staje mi
na jego widok.Nie jest w moim typie.- Powiedziałem rozkładając sięwygodnie na
krześle.
- Powiedz mi czy ty kiedyś się
zakochałeś?- Zapytał. Zaśmiałem się głośno.
- Jedyną osobą którą kiedykolwiek
kochałem i kochać będę i której mogłem zaufać w całości to ty i nic tego nie
zmieni.- Powiedziałem chłodno poważniejąc na twarzy.
- Nie rób tego więcej. Nie
zgadzaj się na pieniądze.
- A bez pieniędzy mogę?
- Możesz tylko wtedy kiedy będzie
to z osobą która będzie płakać słuchając twojej historii a mimo wszystko będzie
dalej się z tobą zadawać i traktować cię normalnie. Z osobą która będzie się z
tobą śmiać, płakać, wygłupiać jak i obrażać się. Kłócić, godzić i mimo to
pomoże ci bez zawahania. Wtedy możesz.- Powiedział. Spojrzałem na niego jak na
idiotę.
- Czyli chcesz abym został jakimś
pierniczonym mnichem.
- Dlaczego?
- Bo nie ma takiej osoby na świecie.
Kto by mnie normalnie traktował jakby się dowiedział co robiłem i w ogóle.-
Powiedziałem wstając ze swojego miejsca i niknąc we wnętrzu swojego pokoju.
Rzuciłem się na łóżko gapiąc się w sufit. Osoba którą kocham? Co to w ogóle za
uczucie miłość? Przekręciłem się na bok i sięgnąłem po słownik spod biurka. Przerzucałem
kartki od niechcenia. Doszedłem do literki „M”. Miłość. Miłość. Miłość. O jest!
Spojrzałem na to co tam napisali: Miłość jest pojęciem odnoszącym się do emocji, uczuć, relacji międzyludzkich,
zachowań, postaw. Jest zwykle wiązana z takimi pojęciami jak sympatia,
szczęście, troska, współczucie, życzliwość. Miłość często występuje jako motyw
literacki lub malarski, była i jest nadal źródłem inspiracji dla pisarzy i
twórców. Stanowi ważny aspekt psychologii i religii. Bywa uważana za sens życia.
Rzuciłem słownikiem na ziemie
śmiejąc się głośno tak, że aż rozbolał mnie brzuch. Po prostu masakra jakaś. I
on uwarz, że mnie, kogoś takiego spotka takie puste i nic nie ważne coś jak
miłość?! No litości brat, zmień dilera bo cię oszukuje! Zaśmiałem się głośno przekręcając
się na brzuch i ukrywając twarz w poduszce. Miłość! Dobre sobie!
^^&^^
Wszedłem do klasy przecierając
zaspane oczy. Nim minął mój wczorajszy histeryczny napad śmiechu minęło trochę
czasu więc dzisiaj się zbytnio nie wyspałem. Okazało się, że w klasie nie
jestem sam. Siedziała tam owa dziewczyna, która wczoraj wyprowadzała Enmbę z
klasy oraz on sam we własnej osobie. Otworzyłem szerzej oczy. Co mu się stało?!
Wyglądał jakby ktoś bardzo ładnie pokochał go i swój kij baseballowy.
Wyciągnąłem z pudełka karteczkę (przydział nowych miejsc. Musieliśmy się tym
zająć sami). Spojrzałem na nią. F-15. Gdzie to może być? Spojrzałem na tablice.
Nic nie było napisane. To niby skąd ja mam wiedzieć gdzie mam usiąść?!
-Jak to, co? Moi bracia
przyjechali na tydzień do domu.- Powiedział wzruszając od niechcenia ramionami
jakby to była dla niego normalka. Czyli tak urządził go jego brat? Nie w sumie
powiedział „bracia” czyli było ich więcej. Tak dostał za tamtą akcję? Jednak
dobrze, że Hikaru palnął mi taką męczącą gadkę i nic więcej.- Nie przejmuj się
mną. Za tydzień się wygoi.- Dodał takim tonem jakby chciał sam siebie pocieszyć
i przy okazji uśmiechnął się do tego. Zabolało mnie wszystko jak tylko to
zobaczyłem. Podszedłem do nich. Dłużej uczą się w tej szkole więc pewnie będą
wiedzieć gdzie jest to miejsce?
- To tutaj jest miejsce F-15?-
Zapytałem chociaż nie tak miało brzmieć moje pytanie. Nim zdążyłem je zmienić
dziewczyna wstała z miejsca przez siebie zajmowanego i pokazała mi je. Zakląłem
cicho pod nosem. Czyli to jest jakaś kara, że muszę siedzieć z tym liliputem?!
Usiadłem na swoim miejscu czując na sobie czyjeś spojrzenie. Zerknąłem w bok.
Karzeł wyglądał dokładnie tak samo jak ja. Czyli i dla niego i dla mnie wspólne
siedzenie to jakaś kara. Aby nie myśleć o tym, że to on tutaj siedzi
wygrzebałem z kieszeni trzy koperty i położyłem je na stoliku. Nie mogłem
dopuścić do tego aby przegrać ponieważ w życiu bym się z tego nie wypłacił.
Spojrzałem na niego i wybałuszyłem oczy. Mimo swojego wyglądu we włosach znowu
miał te spineczki!!
- Joł.- Przywitał się ze mną
trzymając głowę na blacie ławki.- Sakura-chan po zadaniu z lunchu spotkamy się
tam gdzie zawsze ok?
- Dobrze. Chciałabym ci coś
powiedzieć.- Dodała i uciekła z klasy. Zaśmiał się cicho pod nosem i zamknął
oczy. Coś mu bania szwankuje skoro cieszy się sam do siebie. Trzymał się za
bok. Coś go chyba bolało? Nie wiem nawet jaka to część ciała. Nie przepadałem
zbytnio za biologią. Wolałem matmę. W klasie zaczęło zbierać się kilka osób.
Każdy gapił się najpierw na niego a później na mnie jakby myśleli, że to ja go
tak urządziłem. No byłem zły przez to co mi wczoraj zrobił ale przecież nie
pobiłbym go aż tak bardzo z tego powodu.
- Nie pytajcie.- Powiedział podnosząc głowę do góry. Spojrzał
na mnie przyglądając mi się uważnie jakby oceniał moją siłę i umiejętności.-
Wykona.- Powiedział po chwili. Przecież nie mogłem przegrać więc mimo wszystko
co tam znajdę i tak wykonam to zadanie. Nie mogło tam być niczego gorszego od
tego pocałunku. Sięgnąłem po swoją kopertę i otworzyłem ją. W środku znajdowała
się mała karteczka. Przeczytałem ją „Walnij
jakiejś lasce z którą nigdy byś nie chodził komplement i pocałuj ją w policzek
na oczach wszystkich.” Przeczytałem. W sumie mi to różnicy nie robiło jaka
to laska jak i tak z żadną bym nie mógł chodzić. Podszedłem do pierwszej
lepszej nie wiedząc nawet czy była z mojej klasy czy nie. Położyłem jej rękę na
ramieniu i przybliżyłem usta do jej ucha.
- Pewnie wiesz o co chodzi w tym
zadaniu i możesz pomyśleć, że robię to ze względu na zadanie ale wybrałem
specjalnie taką dziewczynę, którą będę mógł skomplementować i chcę jej
powiedzieć, że ma bardzo śliczne oczy. Oczy dziewczyny zakochanej. Pozwolisz że
skradnę twoim delikatnym policzkom jeden, króciutki pocałunek?- Zapytałem
czując się jak idiota, ale takie gadki miałem już rozkminione z każdej możliwej
strony i wiedziałem co i jak się z czym je. Kiwnęła twierdząco głową a ja
pocałowałem delikatnie jej policzek. Spojrzałem na niego. Po tym co powiedział
mi wczoraj Przewodniczący wiedziałem, że i tak zrobi to zadanie więc nie
pozostało mi nic innego jak powiedzieć.- Wykona.- Powiedziałem. Przyglądałem mu się uważnie
podchodząc do niego. Uniósł się delikatnie krzywiąc się przy tym jakby każdy
nawet najmniejszy ruch straszliwie go męczył i bolał. Otworzył kopertę i
spojrzał na jej zawartość. Skrzywił się jakby trafiło mu się coś paskudnego.
Zaśmiał się cicho i wskoczył na ławkę jakby wchodził na mały próg przy drzwiach
po czym zakaszlał kilka razy. Masochista czy jaki chuj? Pomyślałem i spojrzałem
na niego kiedy stał już na podłodze po zrobieniu pięknego salta w tył. Usiadłem
na swoim miejscu przyglądając mu się uważnie. Starał się grać twardziela ale
jakoś mu to nie wychodziło.- Ej. Czemu ty to robisz skoro nie dajesz rady?-
Zapytałem kiedy po raz kolejny wskoczył na ławkę. Spojrzał na mnie uśmiechając
się szeroko. Uśmiech ten miał oznaczać, że nie ważne co mu powiem on i tak nie
zrezygnuje.
- Jest w porządku. Nic mnie nie
boli.- Powiedział wybijając się do tyłu i lądując na nogach. Jakoś nie wyglądał
jakby nic go nie bolało skoro nie mógł o własnych siłach podnieść tyłka z
podłogi. Za nim stał wysoki blondyn o ciemnych oczach i karnacji. Bez słowa kręcąc
przecząco głową wsunął mu rękę pod ramie i podniósł go bez problemu do góry.
Enmba spojrzał na niego zaskoczony jakby spodziewał się każdego ale nie jego.
- Nie było mnie w szkole tydzień
a ty już tak zdążyłeś narozrabiać?- Zapytał uśmiechając się szeroko. Enmba
zaśmiał się cicho i uwalniając się od niego usiadł na swoim miejscu. Nowo
przybyły zajął miejsce przed nami. Na twarzy liliputa zagościł uśmiech. Mogłem
się założyć o moją prawą rękę iż wiem o czym właśnie pomyślał.
- Nie jest tak źle.- Zaśmiał się.
Nowy spojrzał na niego znacząco jakby chciał podkreślić, że chodzi mu o jego
pięknie przyozdobioną facjatę.- A o to ci chodzi. Moi bracia przyjechali na
trochę do domu.- Powiedział znowu na luzie. Tamten kiwnął głową jakby właśnie
usłyszał co tamten jadł na śniadanie, a nie to, że jego właśni bracia zrobili mu
z twarzy jesień średniowiecza.
- On nie byłby zadowolony gdyby
to zobaczył.- Powiedział znacząco nowy. Twarz liliputa pociemniała. Wyglądał
jak wczoraj w gabinecie dyrka. Miałem wrażenie, że znowu się na kogoś rzuci.
- Ta. Ale nie zobaczy.-
Powiedział chłodno. Nowy westchnął tylko głęboko i spojrzał na mnie. Zmierzył
mnie od góry do dołu unosząc brew do góry.- Daruj sobie.- Burknął Enmba. Nowy
zaśmiał się tylko.
- Żebyś się nie zdziwił.- Powiedział
i odwrócił się w stronę tablicy kiedy do klasy wszedł nauczyciel od matmy.
Poczułem od Nowego znajome wibracje, ale musiałem się chyba pomylić. Pokręciłem
przecząco głową i wyciągnąłem z plecaka swoje zeszyty. W końcu mój ukochany
przedmiot.
^^&^^
Siedziałem na korytarzu koło
męskiego wc i czekałem z w miarę opanowanym wyrazem twarzy na Ashiasa i Shiona
(siedzi przede mną na matmie). Chciałem już iść na dach, móc sobie zapalić w
spokoju i dopiero wtedy do nich dołączyć, ale niestety nie mogłem tak zrobić.
Przewodniczący czegoś ode mnie chciał i poprosił abyśmy poszli razem na dach.
Mam już tego szczerze dosyć, ale nie wiem dlaczego.
Pokręciłem przecząco głową. W
końcu wyszli z tego cholernego pomieszczenia. Ile można siedzieć w kiblu to po
prostu nie mam pojęcia. Gorzej niż z
babami jeżeli mam być szczery.
- Idziemy?- Zapytał Ashias.
Spojrzałem na niego. Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową. Może uda mi się skitrać
tak aby mnie nie zobaczył i sobie zajaram.
- Możesz mi powiedzieć, co ty
znowu kombinujesz?- Zapytałem patrząc na niego.
- Chcesz wiedzieć szczerze, czy
mam ci walnąć ściemę?- Zapytał zerkając na mnie z ukosa.
- Wolałbym prawdę, wiesz.-
Powiedziałem uśmiechając się delikatnie pod nosem.
- Ciągnie nas za sobą jako kartę
atutową. Jesteśmy pewnikiem, że przeżyje.- Wyjaśnił Shion zerkając na mnie z
ukosa. Spojrzałem na niego nie do końca łapiąc o co mu chodzi.
- Hę?
- Zobaczysz jak dojdziemy na
miejsce.- Powiedział i uśmiechnął się szeroko. Kiwnąłem twierdząco głową na
znak, że rozumiem i umilkłem. Coś czułem, że im później się dowiem łapiąc o co
mu chodzi tym lepiej.
.
Ashias wyciągnął swój telefon z kieszeni i wybrał do kogoś połączenie.
- Kotek??(…)Gdzie jesteś? (…) on
jest z tobą??(…)to my niedługo będziemy(…).- Powiedział i się rozłączył.
Spojrzałem na niego.
- Już tam są.- Powiedział, ale
coś czułem, że bardziej do Shiona niż do mnie.
- On też?
- Też. Już czekają.
- Jesteś tego pewien?
- No tak. Gdybym nie był to bym
nie szedł tam teraz.- Powiedział i skręcił na schody prowadzące na dach. Szedłem
w milczeniu za nimi. Ciekawe o kim i o czym oni rozmawiali. Otworzył drzwi.
Wyszliśmy na zewnątrz. Spojrzałem tam. Siedziały tam dwie osoby. Enmba oraz ta
jak jej tam… Sakura czy jakoś tak. Ta co ją ostatnio w klasie poznałem.
Dziewczyna wyglądała tak jakby wiedziała, że to my. Z kolei on wyglądał na
bardzo zaskoczonego.
- Ashias-san? Yuui-kun?
Shino-kun?- Zapytał unosząc do góry brew. Podparł się na ręku jakby próbował
wstać.
- Nie wstawaj.- Powiedziała
dziewczyna nawet na niego nie patrząc. Znała go aż tak dobrze? Liliput spojrzał
na nas czujnym wzrokiem jakbyoceniał i badał. Nie spodobało mi się to
spojrzenie.
- Tak. Shino-kun odpada na wjeździe.
To nie on. No chyba, że zmieniła mu się orientacja seksualna od ostatniego razu,
ale po tym co dzisiaj zobaczyłem wątpię.- Zaczął i spojrzał na mnie z kolei ja
gapiłem się na Shiona. Czyli jednak dobrze odczytałem fale które wysyłało jego
ciało dookoła. Miałem racje.- Yuui-kun jest tutaj dopiero trzeci dzień w naszej
szkole. Nie miałaś szans go wcześniej znać. Więc zostajesz ty.- Powiedział
patrząc na Ashiasa, który w tym samym momencie uklęknął przed nim. Otworzyłem
szerzej oczy. Może spałem i dlatego widziałem taką scenę przed swoimi oczyma?
Nie mam pojęcia, ale jestem zaskoczony.
- Enmba…- Zaczął. Tamten tylko
odchrząknął znacząco.
- Dobra. Wstań. Nie wiem, co ci
strzeliło do głowy…
- Nie. Chcę ciebie prosić o zgodę
na chodzenie z twoją przyjaciółką. Obiecuje…- Odsunąłem się na bok wyciągając z
kieszeni telefon. Jakoś mnie to zbytnio nie interesowało o co dokładnie
rozchodził się temat tej całej szopki. Miałem jednego sms ‘a od brata.
Odczytałem go.
Jak
tam w szkole? Mam nadzieję, że nic nowego nie zmalowałeś? Dzisiaj będę w domu
dopiero po 24 więc zjedz sam, ok? Postaraj się nie wpakować w żadne kłopoty aby
mnie z pracy nie ściągali. Jak wrócę do domu masz być w łóżku. SAM.
Pokręciłem przecząco głową. Nadopiekuńczy
brat to straszna rzecz. Już bym wolał widzieć swojego brata tak często jak
Enmba widuje swoich. Luz, blues i gitara by była a nie to co teraz. Spojrzałem
na nich żeby nie było, że ich niby nie słuchałem. Ogarnąłem delikatnie wzrokiem
sytuację.
- Shino?- Zapytał Enmba i zaśmiał
się cicho. Miał zachrypnięty głos kiedy się śmiał. Tak jakby rzadko to robił i
śmiech mu zardzewiał.- No tak. On też się o to pytał.- Powiedział. Zaraz. To
znaczy, że Ashias chodzi teraz z byłą Shion’a?
- Shino-kun chodził z…-Wskazałem
na Sakure. Nie byłem pewny jej imienia i nie chciałem walnąć gafy więc nie
wypowiedziałem go na głos.
- Sakura-cha Yuui-kun, Yuui-kun
Sakura-cha.- Powiedział jakby robił to z łaski Enmba.
- Miło mi.- Skłoniła się
delikatnie przede mną. Ugiąłem się delikatnie. Jak panienka z dobrego domu. Czy
ja pasowałem do takiego towarzystwa?
- Więc Shino-kun i Sakura-cha…?-
Nie dokończyłem pytania kiedy Shino zaśmiał się głośno. Pokręcił przecząco
głową. Wyciągnął z kieszeni portfel i otworzył go. Przyglądałem mu się uważnie.
- Ja poprosiłem o zgodę na
chodzenie o…- Pokazał mi zdjęcie. On i jeszcze jedna osoba. Z początku
pomyślałem, że to facet, ale im dłużej lampiłem się na to zdjęcie tym bardziej dochodziłem
do wniosku, że to kobieta. Delikatne rysy twarzy. Czarne włosy. Ciemne oczy.
Nie znałem tej osoby i jestem pewien, że w szkole też jej nie widziałem.
-Nie widziałem tej dziewczyny…-
Zacząłem ale Shino zasłonił mi pospiesznie usta. Spojrzałem na niego
zaskoczony. O co mu znowu do cholery jasnej chodziło to nie miałem bladego
pojęcia.
- Em-kun… tylko się nie
denerwuj.- Powiedziała Sakura machając przy tym rękoma jakby nawoływała do
siebie pędzące auto czy coś takiego.
- Puść go, bo go jeszcze udusisz.
To mój przyjaciel Sasuke. I na pewno nie był dziewczyną.- Powiedział patrząc na
mnie.- Bronił się przed Shino rok podstawówki i dwa lata gimnazjum. Aż pewnego
dnia przyszedł i powiedział, że nie zauważył, kiedy ta głupia dokuczająca mu
Metka stała się większa od koszulki. I wpadł. Zakochał się. Tak. Shino woli
chłopców i to się nie zmieniło.- Powiedział uśmiechając się do mnie szeroko.
Kurwa! Muszę zapalić! Muszę coś zrobić z rękoma i ustami!!- Ashias-san?
- Tak?
-Jeżeli Sakura-cha będzie przez
ciebie płakać, albo spadnie jej, chociaż jeden włos z głowy to pamiętaj…ZABIJĘ
CIĘ.- Powiedział chłodno uśmiechając się przy tym przyjaźnie. Ashias cofnął się
delikatnie.
- Em-kun.- Powiedziała z wyrzutem
dziewczyna.
- Koniec tematu.- Powiedział
stanowczym głosem.-Nie chce mi się o tym rozmawiać ani myśleć.- Dodał. Ashias
usiadł obok Sakury i złapał ją za rękę. Ja uparcie rozglądałem się za miejscem
w którym mógłbym zapalić ale tak aby mnie Przewodniczący nie dorwał.-
Ashias-san czy wypaplesz cudzą tajemnicę?
- Jeżeli tego nie chcesz to nie.-
Powiedział poważnie. Uśmiechnął się rzucając coś w moją stronę. Złapałem to i
spojrzałem na niego zaskoczony. Trzymałem w ręku zapalniczkę. Czyżby…? A no
tak. Nie ma szans aby nie wyczuł ich ode mnie kiedy… no tego. Normalnie jak
obok mnie przechodzą to nie czują, ale u niego to inna historia bo on nie tylko
obok mnie przechodził. Spojrzałem na niego nie rozumiejąc co chce mi w ten
sposób przekazać.
- Nie krępuj się. Stąd nikt cię
nie wyda.- Powiedział patrząc na mnie. Niechętnie i niepewnie wyciągnąłem z
kieszeni jednego szluga. Odpaliłem go siadając najdalej ich jak pozwalał mi na
to dach aby dym im nie przeszkadzał.
- Oho. Nowy pali.- Shino zaśmiał
się głośno.
- CO?- Ashias spojrzał na mnie
jak na wariat.
- Ciii. Dajcie się chłopakowi
skupić.- Powiedział liliput i zaśmiał się głośno. Wstał z trudem i spojrzał na mnie. Nie tyle nie
mogłem się skupić na paleniu przy pozostałych jak przy nim. Jego spojrzenie
było za bardzo przenikliwe.- Yuui-kun? Masz szczęście, że nie jesteś w typie
Shino.- Dodał podchodząc do drzwi. Zakaszlałem. Czyli jeżelibym był to co
wtedy? Zaśmiał się cicho i schował się za drzwiami.
- Nie słuchaj go. Enmba czasami
musi sobie pogadać.- Powiedział Shino. Spojrzałem na niego i kiwnąłem
twierdząco głową.- Prędzej bym powiedział, że to on jest w twoim typie.
- Wybacz, ale nie trafiłeś. To
jest taki typ człowieka, który omija się szerokim łukiem.- Powiedziałem chłodno
zaciągając się fajką. Spojrzał na mnie i wzruszył tylko ramionami nie zagłębiając
się za bardzo w temat.
- Długo palisz?- Zapytał Ashias.
Wyostrzyłem czujność.
- Ja nie pale tylko popalam jak
mnie najdzie na to ochota.- Poprawiłem go. Przyglądał mi się uważnie.
- Tym razem przymknę na to oko
ponieważ o to poprosił mnie Enmba ale następnego razu nie będzie.
- Spoko.
- Będę cię miał w szkole na oku.
- Spoko ale nie wypatruj mnie ze
wstrzymanym oddechem bo się udusisz.- Powiedziałem odgaszając fajkę i chowając
ją do hermetycznie zamykanego woreczka aby później wywalić ją do śmietnika.
Shino i Sakura zaśmiali się cicho.
- Pyskaty jesteś.
- No co ty? Nie zauważyłem tego a
żyje ze sobą już szesnaście lat. Cholera! A myślałem, że wiem o sobie już
wszystko. Dzięki, że mi o tym powiedziałeś będę uważał na to co mówię.-
Odpowiedziałem i wstałem ze swojego miejsca.
- Już idziesz do klasy?- Zapytał
zaskoczony Ashias. Spojrzałem na niego myśląc o co mu chodzi.
- Nie idę do kibla sobie
strzepać. Zapomniałem o tym rano i za chwilę mój fiut eksploduje jeżeli tego
nie zrobię.- Powiedziałem i wyszedłem na korytarz ze schodami. Udałem się do
bufetu po puszkę coli a następnie do klasy posiedzieć i poczekać na rozpoczęcie
kolejnej lekcji.
^^*^^
- Słuchaj. Nawet jeżeli będziesz
mi wył, jęczał że coś cię boli albo marudził to i tak ci nie popuszczę i nie
będę się przejmował. Wciągnąłeś mnie w tą chorą grę więc licz się z tym, że nie
będę miał żadnych skrupułów i zrobię dosłownie WSZYSTKO aby nie przegrać.-
Takie słowa powiedziałem temu cholernemu liliputowi wczorajszego dnia jak
wychodził ze szkoły. Wiecie co on mi wtedy powiedział?!
- Spoko i vice versa.- Po czym
odszedł w swoją stronę wkładając do uszu słuchawki. Jakby nic innego się dla
niego nie liczyło. Jego twarz już trochę normalniała i siniaki z niej znikały.
Głupi karzeł!
- Yuui.- Hikaru zajrzał do mojego
pokoju. Spojrzałem na niego.- Co robisz?
- Zadanie domowe z matmy. Jeszcze
tylko biologia zostanie mi do rozpracowania. A co? Coś się stało?- Zapytałem.
Uśmiechnął się delikatnie do mnie.
- Na zakupy chciałem jechać a nie
chce mi się samemu i tak w ogóle to ty wiesz czego w domu brakuje a czego nie.
Nie tak jak ja.- Powiedział patrząc na mnie z nadzieją. Kiwnąłem twierdząco
głową.
- Spoko. Ale w samochodzie
pomożesz mi z biologią.- Powiedziałem. Teraz to on kiwnął głową.
- Masz pięć minut.
- Wystarczą mi dwie.-
Odpowiedziałem wciągając przez głowę grubą bluzę i zgarniając ze sobą książkę
oraz zeszyt od biologii. Wyszedłem ze swojego pokoju. Wsunąłem nogi do butów. Czekałem na niego przy wejściu.- To ty
powinieneś mieć pięć minut a nie ja.- Za pyskowałem. Dał mi pstryczka w czoło i
kazał iść przodem. Pokiwałem przecząco głową śmiejąc się pod nosem.
- Jak tam w szkole w ogóle?
- Dobrze.
- Na pewno?
- A dzwonią do ciebie?
- No nie. Nie dzwonią.
- No właśnie. Więc jest dobrze.-
Powiedziałem wysiadając z windy. Uderzył mnie z barka w ramie. Spojrzałem na
niego.- Nie chciej abym ci oddał.
- Ty?- Zaśmiał się głośno.-
Przecież ty słaby jesteś jak nie wiem co.
- Kto ci takich rzeczy
naopowiadał?
- Kto cię uczył samoobrony i
jakiś podstaw walki wręcz?
- Twój Sempai z wcześniejszej
pracy a nie TY. A skoro jestem jego uczniem to ty jesteś niżej niż ja w
hierarchii.
- Tak sobie wmawiaj oj wmawiaj.
- No i będę. A co? Zabronisz mi?
- No tego zrobić nie mogę. Ale
jeżeli dalej będziesz tak sobie wmawiać to skończysz w psychiatryku?
- U nas w domu mówisz? To ja już
w nim skończyłem. Z największym świrem z oddziału, czyli tobą.
- Bo będziesz biegł przed
samochodem i oświetlał mi drogę.
- To sam zrobisz zakupy i sam
będziesz jadł te mrożonki które kupisz.- Powiedziałem szczerze. Pokazał mi
język zakręcając na parking supermarketu. Głupi brachol ale wiele mi pomógł to
trzeba mu przyznać nie ma co. Wyszedłem za nim z samochodu i idąc koło niego
otworzyłem książkę od biologii. Czytając mu poszczególne pytania i zapisując w
ruchu odpowiedzi do zeszytu krążyłem między półkami i pokazywałem mu palcem co
ma pakować do koszyka. Przyjemne (zakupy) z pożytecznym (nauka) i to mi się
podobało. Żeby ten spokój utrzymał się najdłużej jak tylko zdoła. O nic więcej
nie prosiłem…
^^&^^
Pierwszy raz byłem w tych
rejonach szkoły (pomijając pierwszy dzień jak oprowadzał mnie po niej Ashias.
Później jakoś nie ciągnęło mnie w te strony). Stałem właśnie przed drzwiami od
Pokoju Samorządu uczniowskiego. Zerkałem na mojego „towarzysza” który znowu
odpłynął gdzieś myślami. Już się przyzwyczaiłem przez ostatnie trzy tygodnie do
tego, że ni z gruszki ni z pietruszki może odbiec daleko od tematu albo po
prostu wyłączyć się nawet na kilka godzin a później sam nie wiedział co się
działo z nim w tym czasie. Dziwny z niego dzieciak nie ma co się z tym
oszukiwać.
Gwałtownie i bez zapowiedzi
spojrzał w moją stronę. Przyglądał mi się dłuższą chwilę po czym przecząco
pokiwał głową. WTF?!
- Wykona.- Powiedziałem patrząc
na niego i starając się nie walnąć go tak aby wbił się w drzwi tego cholernego
pokoju. Co on sobie myśli mierząc mnie tak, gapiąc się a później bez słowa
wyjaśnienia kiwając przecząco głową. Noż kurwa wkurwił mnie i to nie na żarty.
Uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Ty również wykonasz.-
Powiedział wchodząc do klasy. Ciekawe co miał za zadanie? A chuj z tym co on
miał za zadanie. Ważniejsze co ja musiałem zrobić? Nie chciało mi się tutaj za
długo siedzieć więc mam nadzieję, że jednak szybko nam pójdzie i będziemy mogli
wrócić do domu. Otworzyłem swoją kopertę i wyciągnąłem z niej pomiętą i
poniszczoną kartkę. Ciekawe jak wiele musiało przeżyć to zadanie. Spojrzałem na
treść zadania:
Zalicz drugą bazę
albo B z osobą, z którą się aktualnie znajdujesz+ „Dodatek”. Masz na to 45
minut od teraz.”
Wyczułem na sobie jego
spojrzenie. Ściągnąłem niezadowolony brwi. Mam to zrobić niby z nim?! KURWA
MAĆ!!
- Co się gapisz?- Zapytałem
chłodno chociaż nie chciałem aby mój głos tak zabrzmiał. No po prostu byłem zły
ponieważ znowu musiałem się pakować w coś czego nie chciałem i czego gorzko
będę żałował coś tak czułem.
- Ja się łatwo pod biurko
zmieszczę do końca dnia, ale co z tobą?- Zapytał. O co mu kurwa chodziło? Może
o jego zadanie? No nie mogę tego zrobić pod biurkiem. Potrzebuję trochę
przestrzeni. Podrapałem się po skroni i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Jakaś
szafa? Nie. Za nim znajdowały się jakieś drzwi. Ciekawe gdzie prowadzą? Pokazałem
na nie palcem. Odwrócił się delikatnie zerkając w tamtą stronę. Wzruszył
ramionami i ruszył przed siebie w stronę drzwi. Złapał za starodawną klamkę i
pociągnął ją w dół. Drzwi łatwo puściły. Otworzył je. Zajrzałem do środka. Wszedłem
tam i poprzesuwałem kilka kartonów na ziemi tak aby było jak się schować i w
razie wu móc schować się za prześcieradłem przykrywającymi kartony. Ciekawe czy
wytrzyma czy spierdoli kiedy zacznę wykonywać swoje zadanie? Usiadłem na
podłodze rzucając swój plecak na bok. W pomieszczeniu zapanowała ciemność kiedy
zamknął za sobą drzwi. Szedł powoli w moją stronę. Kiedy mój wzrok przyzwyczaił
się do ciemności zobaczyłem jak klęczy przed drzwiami i zerka przez dziurkę od
klucza. Wyciągnąłem telefon z kieszeni.
Zabijesz
mnie. Jak coś będziesz miał pożyczyć sporo kasy? Pójdę do jakiejś LEGALNEJ
pracy i ci oddam.
Napisałem wiadomość do brata.
Odczekałem chwilę kiedy przysłał mi dość okrojoną wiadomość.
Coś
spierdolił?
Mogłem się tego po nim
spodziewać.
Jeszcze
nic ale może się okazać, że to będzie wielka katastrofa… Nie pisz. Mam
spotkanie klubowe. Odezwę się jak skończymy.
Schowałem telefon do kieszeni to
wtedy on wyciągnął swój. Westchnął ciężko. Dlaczego jego myśli były dla mnie
tak oczywiste jak zeszłoroczny śnieg? Wyciągnął jakiś zeszyt z plecaka i zaczął
oświetlać go telefonem.
- Co ty robisz??- Zapytałem. Nie
mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Czy on chciał robić lekcje? Właśnie teraz?
On sobie kpił czy jaki chuj?
- Lekcje. Miałem to zadanie już z
pięć razy do wykonania i nikt nigdy nie przyszedł. Więc wykorzystam ten czas do
końca na zrobienie prac domowych.- Powiedział obojętnie. Czy on jest głuchy czy
głupi? Nie słyszy tego, że ktoś kręci się po klasie. Kroki nasiliły się. Ktoś
podchodził do drzwi magazynku. Złapałem go za przegub ręki i przyciągnąłem do
siebie jednocześnie drugą ręką ciągnąc za prześcieradło i zakrywając nas
szczelnie nim tak aby nikt nas nie widział. Zakryłem mu usta aby czasami nie
pierdolnął jakiegoś głupstwa. Gdyby karą za przegraną w tej grze nie było
stawianie żarcia całej szkole to sam bym się poddał w tym zadaniu no ale nie
stać mnie na takie coś. Przykładał głowę do mojej piersi. Oddychał spokojnie.
Drzwi otworzyły się gwałtownie (drgnął konwulsyjnie). Złapałem go mocniej. Kogo
kurwa tutaj teraz przywiało?
- Sakura-cha możesz mi jeszcze
podać te teczki?- Usłyszałem głos Ashias-san’a.
- Proszę. Ale wy macie tutaj
brudno.
- Wiem. Jutro będę musiał tutaj
posprzątać.-Powiedział stając dość blisko nas, aby włożyć coś do jakiegoś
kartonu. Enmba wstrzymał oddech jakby nie chciał aby nas zauważono. Serce
zabiło mi szybciej kiedy Ashias przeszedł koło mojego niezasłoniętego przez nic
plecaka.
- A dzisiaj nie możemy?- Zapytała
Sakura. Durna baba! Ciekawe co my powiemy kiedy zabiorą się za sprzątanie i tak
nas znajdą sobie siedzących i schowanych!
- Chciałaś ze mną o czymś
porozmawiać na osobności przecież.- Powiedział Ashias. I chwała mu za to!
- A no tak… chodzi o to, że…-
Zamknęła za sobą drzwi a tamten od razu próbował się odsłonić i uwolnić swoje
usta. Pogięło liliputa?! Przytknąłem mocniej dłoń do jego ust i pokręciłem
przecząco głową. Przyglądał mi się czujnie. Wiercił się co chwilę. Nogi mu
zdrętwiały czy jaki chuj? Wziąłem poprawiłem mu je tak że teraz całym ciężarem siedział
na mnie okrakiem. Dziwnie się czułem. Był lekki. Delikatnie odsłoniłem mu usta.
- Zamknij się.- Przerwałem mu
kiedy zobaczyłem, że już je otwierał aby
coś powiedzieć. Kurwa uszy się myje idioto a nie wietrzy! Czy on naprawdę… o…
załapał. Uniosłem delikatnie brew do góry. Nie sądziłem, że zobaczę takie
kolory na jego twarzy. Był różowy. Zarumienił się. Próbował wstać.
Przytrzymałem go.- Pojebało cię?! A co im powiesz jak teraz wyjdziesz?-
Syknąłem mu do uch przytrzymując jego nadgarstki. Nadal się wyrywał.
- Ale…ale…
- Weź się nie marz. Są parą. To
normalne, że w końcu to zrobią. I to ona
to zaproponowała. A nie on.- Powiedziałem chłodno przekręcając głowę w bok aby
przysłuchać się czy jednak może się pomyliłem i nie słyszałem tego co jednak
słyszałem teraz za swoimi plecami.
- Nie wierze w to. Sakura-cha nie
jest taka. A poza tym to jest szkoła i…
- No i co z tego??- Przerwałem
mu. Zachowywał się tak jakby kiedyś ze sobą chodzili. Dziwny z niego dzieciak
jak już to dzisiaj pomyślałem. Co w tym takiego dziwnego, że para robi to nawet
w takim miejscu. Niech on się cieszy, że nie wie co ja i gdzie i z kim robiłem.
Albo co musiałem zrobić jemu bo by stąd wypierdolił z prędkością światła.
- Jak to: „Co z tego”? Przecież…
- Nie wierzysz wyjdź i sam
zobacz. Ale pomyśl jak ona się będzie czuła. Myślisz, że będzie się do ciebie odzywać?
Powinieneś rozumieć jak działa mózg dziewczyny. Z twoją facjatą miałeś już nie
jedną, więc pomyśl kołku.
- Zamknij się.- Powiedział
odwracając głowę delikatnie w bok. Wiedziałem, że nie miał dziewczyny ale
musiałem mu to powiedzieć tak aby zrozumiał. Poruszył się niespokojnie.
- Oho. Czyli trafiłem w czuły
punkt pana doskonałego.- Zaśmiałem się cicho Uderzył mnie w ramię. Nie powiem
zabolało. Spoważniałem i złapałem go za dłoń. Przez moje ciało ponownie
przeleciały iskry. Znowu miałem to głupie wrażenie, że złapię go ociupinkę
mocniej a połamię mu wszystkie kości. Spojrzał na mnie dziwnie. Eh. Nie ma co
tego odwlekać.- Powiedz mi czy wiesz, o co chodzi w zaliczaniu bazy pierwszej,
drugiej i trzeciej? Albo robieniu czegoś w stylu ABC?- Zapytałem patrząc na
niego dokładnie. Wiele mogłem wyczytać z jego twarzy chociaż jemu mogło się
wydawać, że potrafił ukryć swoje emocje.
- Ta.- Odpowiedział marszcząc
przy tym czoło jakby intensywnie myślał. Pokazałem mu swoją kopertę
przyglądając mu się dokładnie. Zajrzał do niej i przeczytał kartkę. Z jego
twarzy zniknęły wszelkie emocję. Zrobił się biały jak ściana.- Czekaj. Ty chyba
nie myślisz…- Urwał patrząc na mnie. Zrozumiał tak szybko? Poderwał się
gwałtownie ale przytrzymałem go mocno za ręce. Przysunąłem się do niego
bliżej.-Spiepszaj!- Syknął. No głośniej baranie. On myśli, że mnie to bawi?
- Pamiętaj, co się dzieje za
drzwiami.- Odpowiedziałem ściskając mocniej jego ramię. Skrzywił się delikatnie
ale szybko się opanował.- Więc z łaski swojej zamknij mordę i chodź tutaj.-
Przyciągnąłem go do siebie i spojrzałem na zegarek. Dobra od teraz. Start! Czy
mi się wydawało czy on próbował mnie od siebie odepchnąć? Całowałem go na razie
delikatnie. Przyglądając się dokładnie jego reakcją. Wyglądał jakby miał się
popłakać. Przejechałem językiem po jego podniebieniu. Otworzył szerzej oczy.
Tego się chyba nie spodziewał. Pisnął bardzo cicho, ale jego pisk szybko
zaginął. Zanurzyłem mu palce we włosach i ścisnąłem je mocno dając mu do
zrozumienia w ten sposób, że ma się nie odzywać. Po woli zaczął odwzajemniać
moje pocałunki. Ale nadal miał czuje spojrzenie. Po chwili znowu wypadł z rytmu
i próbował mnie odepchnąć. Przewróciłem oczami i odkleiłem się od niego. Coś
próbował powiedzieć ale z jego gardła wydobyło się ciche „KYA” kiedy ugryzłem
go delikatnie w ucho.
- Mówiłem, żebyś nie jęczał.-
Warknąłem cicho.
- Ja nie jęczę… niah.- Zakrył sobie
pospiesznie usta. Chyba sam był przerażony tym co potrafiło wydostać się z jego
gardła. Pokręciłem przecząco głową. Wątpię aby dotrwał do końca.
- Zamknij się.- Powiedziałem i
wróciłem do całowania jego szyi. Nienawidzę tego. Czuć wtedy na języku smak
perfum i alkoholu. Mimo tego, że on używał jakiś delikatnych i tak nie
zmieniało to faktu, że czułem je na języku. Żeby się nie zrzygać z powodu tego
smaku zabrałem swoje myśli z rękoma do guzików jego koszuli. Rozpinałem je
powoli. Coś poczułem. Jego zimne palce zaciskały się delikatnie na moich
przegubach. Czy mu chodziło o to, że mam niby przestać? Zignorowałem jego
subtelną aluzję po czym nadal sunąłem rękoma i ustami w dół. Tak nie może być. Przerzuciłem
go zgrabnie tak, że teraz on siedział na podłodze opierając się o ścianę.
Spojrzał na mnie przerażony. Przyłożyłem mu jego drugą rękę do ust.- Teraz z
łaski swojej panuj nad swoim cholernym głosem i nie jęcz, bo cię powieszę jak
ktoś nas nakryje. I się nie ruszaj.- Powiedziałem starając się ignorować
dźwięki za drzwiami. Zacząłem całować jego obojczyki. Nadal smak perfum.
Zaczęły wracać wspomnienia. Zapiekły mnie plecy. Zsunąłem usta niżej zatrzymując
się na jego różowych sutkach. Przeciągnąłem po nich kilka razy językiem a już
zrobiły się twarde i naprężyły się. Zakrył mocniej usta. Ciekawe jakie dźwięki
wydawałby z siebie jakbym mu na to pozwolił? Zerknąłem na niego. Po jego minie
mogłem wywnioskować, że ładnie na mnie kurwuje w swoich myślach i miesza mnie
delikatnie powiedziawszy z błotem. Przyłożyłem usta do jednego z jego sutków
ssąc go delikatnie i co chwilę trącając językiem. Prawa ręka powędrowała w dół
zatrzymując się na jego kroku. Robił się powoli twardy. Masowałem go głębokimi
ruchami dociskając czasami.
- K…k…kurwa…- Szepnął. Zaskoczył
mnie. Spodziewałem się, że ma zasłonięte usta. Kiedy on je odsłonił?- Czym jest
ten… nyah…mmmm…jebany dodatek?- Zapytał i zakrył pospiesznie usta. Spoglądał na
mnie przerażonym spojrzeniem. Jego głos… Kurwa! Muszę się opanować! Nie mogę
sobie na nic więcej pozwolić!
- Kurwa. Nie dość, że jęczysz to
jeszcze marudzisz. Pieprzony prawiczek.- Syknąłem trzymając usta blisko jego
torsu. Drgnął. Spojrzałem na zegarek. Zostało 35 minut ale jeżeli powiem mu
dokładnie ile to się chyba zapłacze.- Jeszcze pół godziny. Świetnie.- Dodałem
sarkastycznie i spojrzałem w dół rozpinając mu rozporek. Poderwał się
gwałtownie. Moja ręka odruchowo powędrowała do jego barku przygważdżając go do
ściany. Zsunąłem ustami w dół. Zamknąłem oczy. Sam nie chciałem na to patrzeć. Tresura robi
swoje. Nie mogłem teraz pozwolić na jakiekolwiek oznaki braku samokontroli.
Jeżeli teraz nie dam rady to obudzi się we mnie ta część mojego charakteru
której nigdy nie chciałbym wypuścić na zewnątrz. Robiłem to już wiele razy. Sam
już nawet nie wiedziałem ile więc co to dla mnie za różnica skoro i jego wezmę
do buzi. Niczym to się nie będzie różnić od moich wcześniejszych razów.
Przeciągnąłem po nim językiem wkładając go do ust i w nich bawiąc się nim
okrążając go wilgotnym językiem. Złapał mnie gwałtownie za barki podkulając
kolano. Zacząłem delikatnie ssać go aby przyzwyczaił się do tego uczucia.
Złapał się kurczowo mojej koszuli unosząc biodra delikatnie do góry.
- Yuui-kun… proszę cię…
przestań.- Jęknął mi nad głową. Wkurwiał mnie. Czy on myśli, że mi się to
podoba. Chuja. Jeżeli chcę abym robił to inaczej to zobaczy. Przywarłem do
niego mocniej przeciągając co chwilę po nim swoim językiem. Zakaszlał.
Przerwałem trzymając go w ustach. Płakał? Usłyszałem jak Sakura i Ashias zmyli
się z klasy.- Yuui-kun… niah…kya…ha…ha…mhhhhh. Mmm…ah…- Nie mógł się wysłowić.
Po części mu na to nie pozwoliłem. Zakrył swoje usta dłonią. Poczułem gwałtowne
ciśnienie w swoich ustach kiedy wystrzelił we mnie wszystkim co miał w sobie i
kumulował od nie wiem jak dawna.
- Kurwa! Ale nie musiałeś mi się
do gęby spuszczać!- Syknąłem głośniej. Spojrzałem na zegarek. Zakląłem pod
nosem. Kurwa jeszcze tyle czasu. A chuj z tym. Oparłem się nad nim przykładając
mu do klatki piersiowej usta. Nie wiem dlaczego ale miałem taki głupi nawyk, że
zawsze ale to zawsze musiałem zrobić chociaż jedną malinkę. Jak tego nie zrobię
to mnie szlak trafi. Nie ruszał się. Coś się stało? Odsunąłem się od niego i
spojrzałem na niego. Zakrywał twarz w dłoniach. Ramiona delikatnie mu drżały-
Nie mów mi, że ryczysz jak jakaś głupia siksa.- Powiedziałem kpiąco starając
się ukryć w ten sposób poczucie winy. W sumie zostało jeszcze dziesięć minut
ale mu o tym nie powiem. Lepiej aby nie wiedział. Niech myśli, że już
skończyliśmy. Nawet na mnie nie spojrzał. Zabrał się do niezdarnego zapinania
koszuli. Nie mógł porządnie złapać guzika a o włożeniu go do dziurki nie było
nawet mowy. Westchnąłem cicho. Ja mu tą koszulę rozpiąłem więc ja mu ją zapnę.
Niech już tak będzie. Chociaż nigdy nie musiałem nikogo ubierać. Rozbierać
owszem, ale nie ubierać. Zapiąłem go sprawnie i szybko. Jeszcze nie odsunąłem
rąk od koszuli zabrał się za pospieszne zapinanie spodni jakby bał się, że i to
zrobię za niego. No bez przesady, proszę ja was. Po pomieszczeniu rozniósł się
dźwięk jego komórki. Sięgnął po nią co moim zdaniem nie było najlepszym
pomysłem w jego aktualnym stanie.
- T-Tak?(…)Eagle…mógłbyś po mnie
przyjechać?(…) Nie… tak… ja…proszę przyjedź po mnie.- Powiedział przez łzy.
Wyszedł z magazynku zabierając swój plecak. Nawet na mnie nie spojrzał.
Podniosłem z podłogi jego zeszyt od matematyki. Zapomniał o nim. Podniosłem go
i ruszyłem za nim. Zajrzałem do jego zeszytu. Otworzyłem szerzej oczy. W sumie
pismo miał ładne ale robił najgłupsze błędy z możliwych i tam gdzie nie dało
rady ich zrobić. Po prostu tak jakoś i już. Nie mogłem ogarnąć jak w takich miejscach
w ogóle można było pomyśleć o zrobieniu błędu a on tego dokonał. No po prostu
szok. Dogoniłem go. Chciałem tylko oddać mu zeszyt.
- Em-kun, co ty tutaj robisz?- Z
jakiejś klasy wyłoniła się Sakura a za nią Ashias. Złapałem go za rękę ponieważ
przyspieszył kroku a ja go gonił nie będę. Drgnął.
- Odpierdol się ode mnie!- Ryknął
wyrywając rękę z mojego uścisku i nadal trzymając telefon przy uchu czego
wcześniej nie zobaczyłem. Pognał co sił w nogach na dach szkoły.
- Co mu się stało?- Zapytał
Ashias zmierzając szybko w stronę dachu. Sakura już zniknęła za drzwiami
prowadzącymi do schodów na dach.
- Są rzeczy o których nie mówi
się nawet na spowiedzi.- Powiedziałem. Spojrzał na mnie mrużąc przy tym oczy.
- Mam nadzieję, że nic mu nie
zrobiłeś.
- Go zapytaj.
- Jeżeli coś mu zrobiłeś…
- Jeżeli bym zrobił to by chyba
sam mnie walnął.
- Nie mógłby.- Powiedział
chłodno. Ze szczytu schodów dochodziło nas głośne walenie w drzwi.
- Jak to nie mógłby?
- Enmba nie może nikogo uderzyć.
Może się tylko bronić. Ale nie może uderzyć.- Powiedział mi. Zaskoczył mnie. To
dlatego jeszcze chodziłem żywy?? Podeszliśmy do drzwi.
- Drugi raz go takiego widzę. Co
się stało?- Zapytał ponownie Ashias zerkając na mnie.
- Nic.- Powiedziałem. No jak
miałem mu to niby powiedzieć? Że co? Że on się pierdzielił w klasie a za
drzwiami ja i jego kumpel… nie wiem co by go bardziej przeraziło.
- Co?- Sakura odezwała się
przerażona jakby coś usłyszała. Miałem dobry słuch i to naprawdę ale ja tam nic
nie usłyszałem.- NIE! NIE WOLNO CI! NIE RÓB TEGO!!- Zaczęła się wydzierać i z
całych sił walić pięściami w drzwi. Oparłem się o ścianę. Ashias podszedł do
niej kładąc jej dłonie na ramionach.
- Co on powiedział?
- Sasuke.- Powiedziała cicho.
Oczy mu pociemniały jakby usłyszał coś czego nie powinno paść z ust kobiety.
- O kurwa!- Krzyknął tak głośno,
że nawet ja się przeraziłem.- Enmba otwórz te drzwi! Bo je wywarze!
- Enmba!!- Za naszymi plecami
rozniósł się nieznany mi głos. Nim zdążyłem się odwrócić w tamtą stronę koło
mnie śmignęła postura liliputa. Zniknął w jego ramionach.
- Proszę cię zabierz mnie stąd.-
Zapłakał. Nie ma szans aby tak to przeżył. Uniosłem brew kiedy wysoki koleś z
kapturem na głowie i okularami przeciwsłonecznymi na nosie uniósł go bez trudu
jak księżniczkę w swoich ramionach. Zatrzymał się na chwilę. Spojrzał na nas.-
Chodź…- Ponaglił go jękliwym głosem.
- On nam nic nie powie. Ale
pamiętaj, co obiecałeś. Powiedziałeś, że po śmierci Sasuke nie dopuścisz, aby
Nita znowu wpadł w ten cholerny trans. A teraz, co ja widzę! Mój Nita znowu
zachowuję się jakby…!- Mimo okularów zasłaniających mu pół twarzy mogłem
wywnioskować, że jest wkurwiony. Ashias ugiął kark.
- Aniki… proszę.- Przerwał mu
Enmba ale nie odrywał twarzy od jego bluzy.
- Zapamiętaj to sobie. To, że
Nita nie chcę abyś traktował go jak swojego mistrza to pamiętaj, kim on tak
naprawdę jest i szanuj go. Bo cię zabiję.- Powiedział schodząc po schodach.
Nawet na nas nie spojrzał. Ashias zgiął się w pół.
- Wybacz.- Powiedział. Enmba
zniknął ze swoim bratem za drzwiami. Ashias stał tak jeszcze przez chwilę po
czym wyprostował się i spojrzał na mnie. Przygwoździł mnie do ściany łapiąc
mnie za przód mundurka.- Co ty mu kurwa zrobiłeś?!- Wydarł się. Odtrąciłem go
upuszczając przy tym zeszyt Liliputa. Spojrzał na niego. Podniosłem go.
- Powiedziałem, że go masz
zapytać. I jakbyś mógł to oddaj mu jego zeszyt. Niech nie oddaje go z tą pracą
domową bo wszystko w niej jest źle zrobione.- Powiedziałem i uderzając go
zeszytem w tors ominąłem go.
- Yuui. Nie chcesz mieć w tym
Kurduplu wroga.- Powiedziała Sakura. Przystanąłem na chwilę i spojrzałem na nią
przez ramię.
- A dlaczego miałbym mieć?
- Uwierz mi. On tylko tak wygląda
jak myślisz.
- Mam nadzieje, że nigdy nie
będzie ci danę poznać jego prawdziwej natury.- Dodał Ashias. Przetarł twarz
osuwając się po ścianie na podłogę. Ręce mu drżały. Przyglądałem mu się przez
chwilę po czym odwróciłem się w stronę drzwi. Ruszyłem przed siebie. Pierdolę.
Muszę znaleźć sobie jakąś legalną robotę i zacząć odkładać kasę aby móc płacić
za lunch’e ludzi ze szkoły. Chcę jak najszybciej zrezygnować z tej chorej gry.
Ciekawe czy udało by mi się kilka
nocy popracować na ulicy i odłożyć kasę tak aby Hikaru o tym nie wiedział?
Trzech klientów by starczyło…
Pokiwałem przecząco głową! Nie!
To ma być LEGALNA praca! Nie chcę do tego wracać… nie chcę być ich niewolnikiem
i zabawką… już nigdy…
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
wspaniały, cudowny rozdział, akcja w gabinecie dyrektora wyszła genialne widziana oczami Yuuy’ego, dla niego zachowanie Enmby jest dziwne…
Dużo weny życzę …
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko