Siedziałem
na podłodze koło balkonu i patrzyłem na szczęśliwą twarz Sakury. Koło niej
siedział Sasuke. I on się uśmiechał. Uśmiechnąłem się i przecząco pokiwałem
głową. Podniosłem się z cichym jękiem i wyszedłem na balkon. Nie wiem ile im
powiedzieli ale widocznie tyle im starczyło. Nawet nie wiem ile o sprawie tak
naprawdę wiedział Shion. Oparłem się o balustradę balkonu i spojrzałem w dół.
Kiedyś też zatrzymaliśmy się na tym zajeździe, ale mieszkaliśmy dwa piętra
niżej.
-
Enmba…?- Usłyszałem za sobą czyjś glos. Odwróciłem się.
-
Shion?
-
Możemy pogadać?
-
Spoko.- Powiedziałem i znowu spojrzałem
w dół. Usiadł na jednym z plastikowych krzeseł i siedział. Siedział,
gapił się ale nic nie mówił.- Wiesz przeważnie jak ktoś chcę porozmawiać to
mówi.
-
Ehm… Aoi powiedziała mi o tym jak się dowiedziałeś o Yuui’m.- Zaczął.
Zesztywniały mi ramiona, ale tylko na chwilę.
-
No i?
-
Przepraszam. Ty powiedziałeś mi o Sasuke, oddałeś mi go a ja… ja zataiłem przed
tobą prawdę.- Powiedział. Zerknąłem na niego. Nie patrzył na mnie.
-
Nie musisz przepraszać. Wy za sobą szalejecie więc to było pewne, że wszystko
się między wami ułoży. A pomiędzy nami jest całkiem inna sytuacja. O,
przepraszam.- Powiedziałem i uniosłem palca wskazującego prawej ręki w górę.-
Była, była a nie jest.
-
Dlaczego tak uważasz?
-
Po prostu to wiem.- Powiedziałem głosem kończącym temat.
-
Jak… jak się czujesz?
-
Do czego mam dopiąć twoje pytanie?
-
Opowiadając swoją historie Sasuke coś teraz pominął. Mi to powiedział i bardzo
go zdziwiło moje zaskoczenie na wiadomość o tym. Myślał, że będę wiedział. Dlatego
teraz o tym nie wspomniał.
-
A…- Powiedziałem.- Już wiem o co ci chodzi. Nie musisz się o to martwić.
-
Ale…
-
Przestań.
-
Jesteś moim przyjacielem.
-
A ty moim, dlatego nie chce aby ktokolwiek o tym wiedział z tutaj obecnych
pomijając waszą piątkę.
-
Piątkę?
-
Ty, Sasuke, Maki, Aoi i Yuui.
-
Yuui wie?
-
Jakoś.
-
O_O. Słyszałem, że pracujesz w szkole.- Zmienił temat. Wiedział kiedy tego
potrzebowałem. Odwróciłem się do niego przodem opierając się o balustradę
balkonu na łokciach.
-
Tak.
-
Nigdy mi nie mówiłeś, że coś studiowałeś.
-
Bo nigdy nie pytałeś.
-
Wiec? Czego uczysz? Angielskiego? Fizyki? W-F’u?
-
Matmy.- Odpowiedziałem. Zachłysnął się powietrzem i spojrzał na mnie zaskoczony
nie wiedząc jak zareagować.- Śmiało, w tym przypadku śmiech jest wskazany.-
Dodałem uśmiechając się do niego szeroko.
-
Ty matmy uczysz? Chyba w przedszkolu!
-
Nie, w szkole średniej.
-
Miał nawet rekomendacje aby zostać wykładowcą na uczelni.- Powiedział Ashias wchodząc
na balkon. Spojrzałem na niego zimnym wzrokiem. Zaśmiał się.
-
Skąd to wiesz?- Zapytał Shion.
-
Bo to mój szef.- Odpowiedziałem. Myślałem, że nie podniesie się z ziemi. Wybuch
tak głośnym śmiechem że aż i mnie uszy zabolały.
-
No nie mogę, Enmba! Uczysz Matmy! I do tego Ashias to twój przełożony!-
Krzyknął kiedy się uspokoił. Pokazałem mu język.
-
O czym rozmawiacie?- Zapytał Ashias.
-
Mniej więcej o tym.- Powiedziałem.- Ale znajdują się też inne tematy.- Dodałem
jakby od niechcenia.
-
Czym mnie jeszcze zaskoczysz?- Zapytał Shion.
-
Nie wiem co by cię zaskoczyło z moją osobą.
-
No nie wiem.
-
Em-kun! Twój telefon dzwoni!- Aoi zajrzała na balkon podając mi go. Spojrzałem
na wyświetlacz. Uśmiechnąłem się i odebrałem.
-
Tak?
-
Sensei?- Po drugiej stronie odezwała się Didi.
-
Tak?
-
Przepraszam, że przeszkadzam…
-
Nie szkodzi. Czy coś się stało?
-
Tak. Nie… Nie do końca.
-
To tak, nie czy nie do końca?- Zapytałem. Shion przyglądał mi się uważnie.
Ashias wrócił do pomieszczenia. Powiedział coś Sakurze i razem z Maki wyszli z
pokoju.
-
Tak pomyślałam, znaczy cała nasza klasa…
-
No…
-
MA PAN TERAZ TROCHĘ WOLNEGO CZASU!?- Krzyknęła. Odsunąłem telefon od ucha po
czym ponownie go do niego przyłożyłem. Shion uniósł brew do góry.
-
Teraz nawet jakbym zatańczył break dance’a na rzęsach to nie uda mi się nic
załatwić. Jestem poza miastem. A coś się stało?
-
O. Przykro mi. Całą klasą chcielibyśmy pana w ramach przeprosin zaprosić na
trzy dniowy festyn, który teraz u nas trawa?
-
Festyn? Nic o nim nie słyszałem?
-
Jak co roku jest organizowany kiedy w naszej szkole dzieje się to co teraz.
-
Gdybym wiedział o tym wcześniej zapewne bym się zgodził, ale wracam dopiero do
domu w poniedziałek wieczorem albo we wtorek jakoś tak.- Powiedziałem.
-
Szkoda. Przepraszam, że przeszkadzam.
-
Nie szkodzi. To ja przepraszam.- Powiedziałem. Shion wstał i szturchnął mnie
delikatnie w ramie.- Didi.- Powiedziałem. Shion zesztywniał i spojrzał na mnie.
-
Tak?
-
Włącz na głośnomówiące.- Powiedziałem ignorując jego dociekliwe spojrzenia.
-
Już.
-
Słyszą mnie wszyscy?
-
TAK!
-
Bawcie się dobrze, ale proszę was o to abyście niczego nie zmalowali.
-
I PAN TEŻ!- Krzyknęli.
-
Nie powiem jak to zabrzmiało.
-
HAHAHA!- Zaśmiali się.- DOWIEDZENIA SENSEI!
-
Dowidzenia.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Wyminąłem zaskoczonego Shiona.
-
Ej! Kto to był?- Zapytał. Nie odpowiedziałem.- Enmba!
-
No co?
-
Z kim rozmawiałeś?
-
Czy to ważne?
-
Tak! Bo to była dziewczyna!- Krzyknął. Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli na mnie
zaskoczeni. Posłałem mu mordercze spojrzenie.
-
Tak to była dziewczyna. I co z tego?
-
TY rozmawiałeś z DZIEWCZYNA?!
-
Robisz z igły widły. To nie to co myślisz.
-
Jasne. Jak ma na imię?
-
Tajemnica.
-
Ile ma lat?
-
Tajemnica.
-
Skąd jest?
-
Tajemnica.- Powiedziałem śmiejąc się z jego miny. No to mu dałem zagadkę.
-
Masz dziewczynę!
-
A ty nie masz mózgu.- Powiedziałem.
-
No weź powiedź kto to?!
-
Co tu się wyprawia? Słychać was aż na dole.- Powiedział Ashias. Spojrzałem na
niego i aż ugięły się pode mną kolana. W dłoniach trzymał dwie zgrzewki piwa.
Maki stojąca za nim jakieś reklamówki. Obijały się w nich o siebie butelki.
-
Czy ty wiedziałeś, że Enmba ma dziewczynę?!
-
Shion przestań…
-
Co? Enmba? Pierwsze słyszę.- Powiedział. Posłałem mu spojrzenie pełne żalu.
-
On naprawdę ją ma. Słyszałem jak z nią rozmawiał!
-
Co?- Ashias wyglądał na zagubionego.
-
To była Didi.- Powiedziałem do niego. On, Sakura i Yuui wybuchnęli głośnym
śmiechem.- No właśnie o to mi chodzi. Ale on się upiera przy swoim i jest jak
ból w dupie.
-
Nie martw się Shion, on nie ma dziewczyny.
-
Kto to jest Didi?- Zapytał Sasuke. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się
delikatnie.
-
Patrząc na nasze relacje powiedziałbym że to moja niewolnica która ma wielką
swobodę ruchu.
-
Hę??- On i Shion wydali ten sam dźwięk. Nawet zrobili taką samą minę. Machnąłem
na nich ręką na znak, że maja mnie nie słuchać.
-
Co chciała?
-
A nie ważne. Nie martw się obiecali mi że pod moją nieobecność niczego nie
rozwalą.
-
Co?
-
Powiedz mu bo on mi nie da spokoju.- Powiedziałem do Sakury.
-
Didi to jego uczennica. On jest jej wychowawcą.- Powiedziała. Shion otworzył
szerzej oczy. Pokręciłem przecząco głową i usiadłem na kanapie.
^^~^^
Leżałem
u siebie w pokoju. Łóżko koło mnie stało puste. Shion (tak z nim mieszkałem i
całe szczęście) wyszedł gdzieś myśląc, że śpię jakieś pół godziny temu i nie
wrócił jeszcze do tej pory. Spojrzałem na swoją szafkę nocną. Szklanka na niej
była pusta. Wypuściłem głośno powietrze. Wstałem z łóżka i wyszedłem cicho z
pokoju aby nikogo nie obudzić. Nie zapalając nigdzie światła udałem się do
kuchni. Nalewając po raz drugi ( za pierwszym razem wypiłem już ją) wodę do
szklanki przystanąłem zaskoczony nasłuchując. Z pokoju znajdującego się za raz
za kuchnią dochodziły stłumione jęki. W tamtym pokoju spał Sasuke z… Yuui’m.
Syknąłem
kiedy szklanka zgniotła się w moich rękach. Krew trysnęła z niej delikatnie.
Odkręciłem wodę i podstawiłem pod nią rękę. Wyciągnąłem z niej jeden wielki
kawał szkła.
-
Kurwa.- Syknąłem pod nosem.
-
Co się stało?- Usłyszałem za sobą czyjś głos. Nawet nie musiałem się odwracać
aby wiedzieć kto to ale i tak to zrobiłem.
-
Yuui…- Zacząłem niepewnie. Dziwne? On był tutaj ale przytłumione jęki nie
ucichły. – O!- Zaskoczyłem.
-
Coś ty zrobił?- Zapytał zaskoczony widząc moją rękę.
-
Weź się ucisz. Pobudzisz wszystkich.- Syknąłem. Zakręciłem wodę i złapałem
sporą połać koszulki którą miałem na sobie. Chciałem w nią zawinąć rękę, która
nadal krwawiła, ale czyjaś ręka mnie przed tym powstrzymała.
-
Co ty robisz?
-
Nie widać?
-
Chodź.
-
Co?- Zapytałem, ale nie odpowiedział tylko pociągnął mnie za sobą. Wziął ze
sobą po drodze jakąś czerwoną torbę. Posadził mnie w salonie na kanapie i
zapalił dwie lampki siadając naprzeciwko mnie.
-
Co ty wyprawiasz?- Zapytałem kiedy położył mi na kolanie jakiś dziwny materiał
i położył tam dłoń. Przyjrzał się jej uważnie.
-
Kretyn.- Mruknął pod nosem.
-
Co?!- Krzyknąłem.
-
Zamknij się bo wszystkich pobudzisz.- Powiedział i otworzył czerwoną torbę, a
ja aż z wrażenia otworzyłem szeroko usta. Wyciągnął stamtąd jedną strzykawkę i
igłę. Spojrzałem na niego jak na głupka. Po chwili zorientowałem się co chce
zrobić. Zabrałem pospiesznie rękę.- Oddaj ją.
-
Nie dam się pokuć. Co ty chcesz mi zrobić?
-
Pozszywam cię.
-
Jasne. Samo się zagoi.
-
Przecież widzę że nie.
-
Ty się nie znasz! Nie dam się zszyć.
-
Ja się nie znam? Nie zapominaj kim ja jestem.
-
Sadystą i psychopata.
-
Albo dasz mi tą rękę w tej chwili albo…
-
Albo co? Nie dam ci jej i już.
-
Pobudzę wszystkich.- Zaczął. Wpatrywałem się w niego. Jeżeli za dużo nie
zmienił się od czasów szkolnych nie ma szans aby zakończył to bez jakiegoś
swojego wrednego niuansu.- Powiem wszystkim, że nie chcesz dać się zszyć.
-
No i co z tego?
-
A żeby było zabawnie…- Zbliżył się do mnie delikatnie.- Powiem też skąd się
wzięła ta rana.
-
Też mi coś.
-
Jak to mocno zaciskałeś zęby na dłoni aby nie krzyczeć kiedy pieprzyłem cię na
kanapie
w salonie.- Powiedział. Głośno zaciągnąłem się powietrzem. Żartował?! On musiał żartować.
w salonie.- Powiedział. Głośno zaciągnąłem się powietrzem. Żartował?! On musiał żartować.
-
Odbiło ci?
-
Liczę do trzech.
-
Nie ma szans… nie ma szans.
-
Raz…
-
Ja się nie dam pokłuć.
-
Dwa…
-
Powinieneś wiedzieć, że się nie dam pokłóć.
-
Trzy…- Powiedział i zaczerpnął głęboko powietrza. Otworzył buzię kiedy zakryłem
mu ją pospiesznie dłonią.
-
Zabije cię. Przysięgam że nie dożyjesz końca tego wyjazdu.- Warknąłem na niego
podając mu rękę.
-
Tak, tak.- Powiedział wbijając mi igłę w mięśnie dłoni. Odwróciłem twarz w bok.
Nie chciałem na to patrzeć. Milczałem. I on milczał. Nie było sensu się
odzywać. A i mu chyba lepiej będzie pracować w ciszy i spokoju. Ale i tak go
zabije. Albo przynajmniej zatłukę do nieprzytomności. Zachichotałem. Poczułem
na sobie jego spojrzenie. Nie ruszyłem się. No świetnie! Zaczyna się! To
właśnie dlatego nie chciałem znieczulenia! Po nim zawsze mi odbijało. Zawsze!
Nie ważne w jakiej ilości go dostane czy coś, później siada mi na łeb i nie
mogę się ogarnąć. Kto jak kto ale on powinien o tym pamiętać. Przecież to on
odbierał mnie od lekarza z TEGO zajazdu kiedy zszywał mi RĘKĘ jak rozwaliłem ją
o COŚ. No ale nie. On przecież wie lepiej. Od co.
-
Pieprzone kości z samą skórą.
-
Hę? O czym ty mówisz.- Zapytał szyjąc mi dłoń.
-
O tobie.
-
Co? O mnie? Że niby ja skóra i kości.
-
Tak. Ty. Zero mięśni.- Powiedziałem. Uciął szew i posmarował mi czymś rękę.
-
Mam ich więcej niż ty.
-
Jasne, jasne. Sama skóra, kości i dwa mięśnie. Zwieraczy.- Odpowiedziałem.
Parsknął śmiechem.- I co się cieszysz. Ja cie obrażam, a ty…
-
Przeeestań.
-
To ty przestań. Skończyły mi się już miejsca na chowanie ludzi więc…-
Powiedziałem i znowu zaśmiałem się głupkowato. Spojrzał na mnie siadając obok
mnie. Spojrzałem na niego i pokazałem mu język. Rozszerzył bez zapowiedzi moje
oczy zaglądając mi do nich. Wpatrywał się we mnie przez chwilę po czym z
głośnych hukiem uderzył się w czoło.
-
Cholera. Zapomniałem.
-
Brawo za spostrzegawczość.
-
Nie mogłeś mi powiedzieć?
-
Mówiłem. Ale ty jak zawsze mnie nie słuchałeś.
-
Mówiłeś, że nie chcesz zastrzyku.
-
Przecież to jest jednoznaczne z tym, że musi być jakiś powód dlaczego go nie
chce.
-
Myślałem że się boisz.
-
Ja? Zastrzyku? Że niby kto?
-
Ty.- Syknął. Zaśmiałem się głośno. Zasłonił mi usta. Pociągnął mnie na dół
wyrywając z gniazdka włącznik do przedłużacza. Otaczały nas egipskie ciemności.
Leżałem na nim próbując uwolnić zdrową ręką swoje usta. Przytrzymał mnie abym
się nie wiercił.
-
Mówiłem ci, że musiało ci się coś przesłyszeć. Przecież tutaj nikogo nie ma.-
Usłyszałem głos Ashiasa. Tak jasne. Ja tu jestem. Chciałem mu pomachać, ale
Yuui złapał mnie i za drugą rękę odsłaniając mi usta. Już nabierałem powietrza
aby ich zawołać kiedy…
-
Może mi się rzeczywiście wydawało. Ale miałam wrażenie jakby Enmba z kimś
rozmawiał.- Powiedziała Sakura. Ja z kolei szeroko otwartymi oczyma wpatrywałem
się w Yuui’ego kiedy ten zatkał mi usta wsuwając do nich swój język. Miał
czujne spojrzenie. Znałem je. Przypomniał mi się składzik w pokoju rady
uczniowskiej.
-
Przecież wiesz, że on nie jest taki aby się głośno zachowywać kiedy wszyscy
śpią.- Powiedział Ashias.- Wracajmy do łóżka. Zimno…- Mruknął i zamknął drzwi
za sobą. Yuui odczekał chwilę po czym przekręcił twarz w bok.
-
Wybacz.- Mruknął pod nosem i uwalniając moje ręce. Spojrzałem na niego
zaskoczony kiedy wstawał z ziemi. Zacisnąłem dłonie w pięści. Pociągnąłem go za
przód koszulki i powlokłem go za sobą. Rzuciłem go na ziemie w swoim pokoju.
-
Wyjaśnijmy sobie coś.- Powiedziałem. Patrzył na mnie zaskoczony.
-
Tak?
-
Nie ważne co nas kiedyś łączyło. Złamałeś mi serce i potraktowałeś jak zabawkę,
więc przestań się teraz zgrywać i przy każdej nadarzającej się okazji próbować
mnie pocałować czy coś innego.
-
Myślisz, że to robie?
-
A nie? Po tym co mi zrobiłeś… brzydzisz mnie.
-
Co ja ci zrobiłem?- Zapytał unosząc delikatnie głos.
-
Tak. Czy kiedykolwiek postawiłeś się na moim miejscu? Fajnie było się tak mną
zabawić? Myślisz, że po zniknięciu…
-
Myślisz, że się tobą bawiłem?- Jego ręka wylądowała na ścianie za moją głową.
Pochylał się nade mną. Oddychał szybko. Miał rozszerzone źrenice. Był zły.
-
B-A-W-I-Ł-E-Ś.- Przeliterowałem to słowo patrząc mu prosto w twarz.
-
Czy ktokolwiek powiedział ci kiedy dokładnie postanowiłem wyjechać? Czy
ktokolwiek ci zdradził co mówiłem i robiłem kiedy leżałeś w śpiączce w
szpitalu? Czy ktokolwiek ci powiedział dlaczego to wszystko ci to powiedziałem?
Czy ktokolwiek ci powiedział dlaczego tak się zachowałem? Czy ktokolwiek postawił
się na moim miejscu? Czy ktoś wie co czułem, myślałem i chciałem? Nie! Więc
przestań mi tutaj pieprzyć głupoty, że niby wszystko wiesz bo wychodzi na to że
wiesz gówno.- Warknął na mnie. Patrzyłem na niego oniemiały. O co mu chodziło?
Odwrócił się do mnie tyłem.
-
O co ci chodzi?
-
Widzisz. Właśnie o to.
-
Wytłumacz mi to!
-
Nie musze ci niczego tłumaczyć. Jeżeli chcesz znać odpowiedź pytaj innych.
-
Masz mi to wytłumaczyć!- Krzyknąłem kiedy położył się na łóżko Shiona. Odwrócił
się do mnie plecami. Podszedłem do niego i szarpnąłem go za ramie.- Głuchy
jesteś?- Warknąłem na niego. Powalił mnie na ziemi siadając na mnie okrakiem.
-
Daj mi spokój i kładź się spać bo jak nie to będziesz biedny.- Powiedział i
wrócił na łóżko. Leżałem tak chwilę oniemiały. Nie rozumiałem niczego, ani go.
Wszedłem do łazienki aby po chwili cały ubrany wyjść bez słowa na miasto. Muszę
wszystko przemyśleć i ochłonąć. Muszę zostać sam.
^^~~^^
-
Em-kun?- Usłyszałem nad sobą zatroskany głos Maki. Maki? Chwila? Ona
zatroskana. Nie ma szans. Otworzyłem delikatnie oczy i przeciągnąłem się
ziewając szeroko. Zasyczałemi pomacałem
swoją wargę. Piekła. Rozwalona. Co się do cholery stało. Rozejrzałem się.
Dlaczego spałem w kuchni na krześle z głową na stole. Maki stała nade mną i
wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem. Rozejrzałem się po kuchni. Otworzyłem
szeroko oczy. Cały zlew był zakrwawiony, na podłodze jak i blacie również
znajdowała się krew.
-
Co tu się stało?
-
Chodź.- Powiedziała i pociągnęła mnie za rękę do salonu, w którym siedziała
reszta. Kiedy tylko weszliśmy spojrzeli na mnie jak na rzadki okaz w zoo.- Spał
w kuchni.
-
Jak ty trafiłeś do kuchni?- Zapytała Sakura.
-
A czy najpierw ktoś mi może powiedzieć co się stało?- Zapytałem przeglądając
się w lusterku wiszącym nad kominkiem. Miałem rozwalona całą wargę i łuk
brwiowy. Bolał mnie łeb. Prawa ręka owinięta bandażem. Na lewej delikatne
zadrapania i… ślady zębów. Usiadłem na kanapie obok Sasuke i złapałem się za
głowę.
-
Nie wiem. Rano wstałam i poszłam do toalety. Drzwi pokoju Sasuke były otwarte.
Był tam totalny syf, ale nikogo tam nie było. Poszłam zobaczyć może Sasuke
poszedł spać do Shiona. Yuui zapewne biegał. Zaglądam do waszego pokoju a
Sasuke i Shion śpią w twoim łóżku a Yuui w łóżku Shiona. Maki poszła poszukać w
innych pokojach i znalazła cię w kuchni. Ja w tym czasie obudziłam resztę.-
Powiedziała Aoi. Spojrzałem na nią. Żartowała, prawda?
-
W kuchni zlew, blat i podłoga są zakrwawione. On spał na stole.- Powiedziała.
-
Jakby co to opierałem na nim głowę, ale siedziałem na krześle.- Poprawiłem.
-
Możecie mi wytłumaczyć co się tak właściwie stało? Może najpierw Enmba.-
Powiedział Ashias. Spojrzałem na niego spod byka. Łeb mi pękał.
-
Chciało mi się wieczorem pić więc poszedłem do kuchni nalać wody do szklanki,
którą przez przypadek zgniotłem w ręku. Kiedy próbowałem zatamować krwawienie
wszedł Yuui. Zobaczył co się stało zszył mnie, pokłóciliśmy się ja wyszedłem z
pokoju i poszedłem na miasto. W jednym barze wypiłem dwa piwa i kolejne co
pamiętam to Maki budząca mnie w kuchni.- Powiedziałem.
-
Dlaczego zgniotłeś szklankę?- Zapytała Sakura.
-
Nudziło mi się.- Odpowiedziałem. W życiu nie powiem im prawdy.
-
A dlaczego Yuui spał u was w pokoju?
-
Bo w jego pokoju był Shion i Sasuke.
-
Shion co ty tam robiłeś?
-
Na pewno nie rozmawialiśmy.- Powiedział chłopak. Podniosłem się bez słowa i
udałem się do łazienki. Zimne krople wody obudziły mnie bardzo szybko, po czym
postanowiłem zmienić wodę na ciepłą. Umyłem się starannie dwa razy.
Śmierdziałem papierochami. Ciekawe gdzie ja łaziłem? Wyszedłem spod natrysku i
owinąłem sobie ręcznik na biodrach. Spojrzałem w lusterko. Warga pęknięta, ale
jakoś tam się z nią przetrwa. Oko… przyjrzałem się dokładnie rozciętemu łuku
brwiowemu. Ktoś musiał mi ładnie zarżnąć. Ubrałem bokserki, ciemne jeansy i
białe skarpetki. Ogoliłem się posmarowałem usta jakąś maścią na szybsze gojenie
się (dzięki moim braciom wynalazłem takie cacko w aptece). Do powrotu do szkoły
usta będą już wygojone. Gorzej z brwią. Ubrałem na siebie czarną bluzę i włosy
zaczesałem do tyłu opaską związując je później gumką. Podwinąłem rękawy bluzy,
skropiłem się perfumami i wyszedłem z łazienki. Przystanąłem jak wryty.
-
Czego?
-
Pokarz rękę.- Powiedział Yuui siedząc na moim łóżku. Podsunąłem sobie krzesło i
bez słowa mu ją podałem. Odwinął bandaż. Telefon stojący na mojej szafce nocnej
zabrzęczał. Nieznany numer. Odebrałem.
-
Tak?
-
Musimy się spotkać.
-
A kto mówi?
-
Enri.
-
Po co dzwonisz?- Zapytałem drgając konwulsyjnie. Zaśmiał się tylko.
-
Chcę ci tylko oddać twój portfel.
-
Mój? A skąd ty go masz?
-
Nie pamiętasz? Wczoraj w barze się spotkaliśmy…
-
Co?- Zapytałem zaskoczony.
-
I po tym jak mój chłopak wdał się z tobą w bójkę wypadł ci z kieszeni. Nie
zdążyłem ci go oddać.
-
Cofnij.
-
Wiem o co ci chodzi. Przepraszam za niego. Jak się dowiedział kim jesteś…
-
A skąd on wiedział?
-
Usłyszał nasza rozmowę przy barze.
-
Po jaką cholerę my ze sobą rozmawialiśmy.
-
Nie ważne. Nadal jesteś na Okinawie?
-
Tak.
-
Spotkajmy się za dwie godziny przed parkiem w centrum miasta.
-
Centrum?- Zapytałem i zaśmiałem się wrednie.
-
Wiesz dobrze, że nie spotkam się z tobą w ustronnym miejscu.
-
A ty wiesz, że i tak bym cię nie ruszył.- Powiedziałem.
-
Wiem.- Powiedział zbolałym głosem.
-
Enri…
-
Dobra ja musze kończyć. Za dwie godziny przed parkiem.
-
Ok.- Powiedziałem i się rozłączyłem. Yuui skończył zawijać moją dłoń. Kiedy już
skończył spojrzał na moją twarz.
-
Smarowałeś to czymś?
-
Co? A. Tak.- Odpowiedziałem i odwróciłem się do niego tyłem zaglądając do
torby. Nie miałem portfela. Czyli nie kłamał. Wyszedłem z pokoju i wróciłem do
salonu.- Jakieś plany na dzisiaj?
-
Chcemy wyskoczyć na miasto. Dzisiaj w parku jest jakiś festyn.- Powiedział
Sasuke. Uniosłem głowę do góry.
-
Do tego koło centrum?- Zapytałem. Kiwnął twierdząco głowa. Zabrałem mu z ręki
kanapkę którą jadł i wgryzłem się w nią.
-
Ej!
-
Hay, Hay.- Odpowiedziałem i zaśmiałem się.-
A o której chcecie wychodzić?
-
Tak za godzinę. Po woli spacerkiem damy radę.
-
Spoko…- Powiedziałem patrząc przed siebie. Co tutaj robił Enri?
^^*^^
-
Enmba telefon ci pika.- Powiedział Ashias zrównując się ze mną. Położył mi
swoją wielką łapę na ramieniu obejmując mnie nią za szyję. Nim zdążyłem go
wyciągnąć dojrzałem go. Stałw delikatnym oddaleniu od wejścia do parku. Niższy
niż ja. Rudy z zielonymi oczyma ubrany w skórzane spodnie i taką samą kurtkę.
Czarna koszulka z jakimś zespołem pod spodem. Stał koło ławki na której
siedziały jeszcze trzy osoby. Niski blondyn o zielonych oczach, szatyn o
czerwonych i zielonowłosy dzieciak o złotych oczach. Blondyn to Shio, Szatyn to
Domi, Zielonowłosy to Grey. Przypatrywali się mi uważnie badając każdy mój
ruch.
-
Pozwolicie. Ja za chwilę do was dołączę.- Powiedziałem i odsunąłem się od
Ashiasa. Wsuwając ręce do kieszeni ruszyłem w ich stronę. Shio i Domi byli starsi
ode mnie. Enri w moim wieku. Grey rok temu skończył liceum. Podszedłem do nich
z obojętnym wyrazem twarzy. Zatrzymałem się kilka kroków przed Enrim.
-
Cześć.- Burknął pod nosem.
-
Cześć.- Powiedziałem.- Cześć.- Dodałem kiwając na pozostałych delikatnie głowa.
-
Cześć.- Zamamrotali.
-
Masz?- Zapytałem. Wyciągnął w moim kierunku dłoń. Trzymał w niej czarny, skórzany
portfel. Zajrzałem do niego.
-
Nic nie zginęło. Nawet do niego nie zaglądałem.
-
Wiem. Ale to nie znaczy, że ktoś inny nie zajrzał.
-
Masz kogoś na myśli?- Zapytał. Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się tylko.
Później wróciłem do przeglądania portfela. Był w nienaruszonym stanie.
-
Dzięki.- Powiedziałem i schowałem portfel do plecaka.- Miłej zabawy na
festynie.- Dodałem i odwróciłem się do nich z zamiarem odejścia.
-
Czy ten który cię obejmował to twój chłopak?
-
Grey…- Powiedziałem chłodno kiedy zadał mi to pytanie.
-
Przepraszam.- Wydukał zmieszany. Spojrzałem na niego. Warga mu drgała.
-
On ma żonę. To mój przyjaciel.- Odpowiedziałem.- Mówiłem abyś zapomniał.
Wszyscy. Tak będzie lepiej.- Dodałem i odszedłem. Pozostali czekali na mnie
przy bramie.
-
Kto to?- Zapytała Sakura.
-
Nikt ważny.
-
Enmba…- Zaczęła Aoi. Spojrzałem na nią.
-
Przecież mówię, że nikt ważny. – Powiedziałem i wszedłem do parku. Kiedy i oni
za mną weszli i minęliśmy kilka straganów. Odwróciłem się za siebie. Shio i Domi szli kilkanaście metrów za mną
trzymając się za ręce. Enri pocieszał zapłakanego Grey’a pod bramą. Przecząco
pokiwałem głową.
^^*^^
-
Gdzie Aoi?- Zapytałem. Nie było jej od jakiś dwudziestu minut. Maki wskazała na
stragan ze smażonymi ośmiornicami. Przecząco pokiwałem głową. Stanąłem na
palcach i rozejrzałem się za nią. Stała w połowie kolejki, a przed nią…- Idę do
niej.- Powiedziałem zrywając się z miejsca.
-
Idę z tobą.- Powiedział Yuui. Zmierzyłem go wzrokiem.- Z tą ręką nie pomożesz
jej zbytnio przynieść dla wszystkich tego co potrzebujemy.- Dodał jakby
wiedział o co mi chodzi.
-
Długo ci to jeszcze zajmie.- Powiedziałem chłodno. Enri zesztywniał i odwrócił
się w moją stronę. Grey już dawno zauważył że się zbliżam i teraz stał do mnie
plecami.
-
Przecież widzisz jaka jest kolejka.- Powiedziała z żalem.
-
Widzę. Może mi uda się coś lepiej zdziałać.
-
Nie masz szans.- Powiedziała. Zaśmiałem się i rozejrzałem się po kolejce. Z
przodu jakieś dwa miejsca od sprzedawcy stała grupka licealistek. Uśmiechnąłem
się złośliwie i podszedłem do nich.
-
Dziewczęta, wybaczcie.- Powiedziałem. Spojrzały na mnie i otworzyły szerzej
oczy.- Miałbym do was głęboką prośbę.- Dodałem dziękując bogu że zasłoniłem
rozwalone osko grzywką. Gorzej było z wargą, ale co tam. Uśmiechnąłem się do
nich. Zarumieniły się uśmiechając się delikatnie.
-
Tak?- Zapytała jedna z nich.
-
Takie śliczne dziewczyny. Pewnie już studentki?- Zapytałem. Zachichotały.
-
Jeszcze licealistki. Trzecia klasa.
-
No to prawie jak studentki. Same?
-
Mamy za godzinę spotkać się ze znajomymi ze szkoły.- Powiedziała jedna z nich.
Blondynka. Moją uwagę z kolei bardziej przykuła niska brunetka ścięta na bombkę
z blizną na policzku. Milczała i patrzyła gdzieś w bok.
-
O. Szkoda. A chciałem was zaprosić na jedną z atrakcji.- Powiedziałem niby to
smutny. Dwie z dziewczyn zaczęły mnie pocieszać.
-
Przepraszamy. Czy jakoś mogłybyśmy w przeprosinach coś dla ciebie zrobić.- Ot.
Cała mentalność dzisiejszych nastolatek. Ładna buzia, trochę bajeru i już są
twoje. Kiwnąłem głowa w stronę straganu.
-
Mogę kupić przed wami?- Zapałem. Czarnowłosa już otwierała usta zapewne aby
zaprzeczyć, ale jej koleżanki ją wyprzedziły.
-
Ależ oczywiście.- Powiedziały. Uśmiechnąłem się do nich i spojrzałem na
sprzedawcę.
-
Dobry wieczór! Co podać?!
-
Dobry wieczór! 15 ośmiornic dla dorosłych!- Krzyknąłem.
-
Już podaje!- Odkrzyknął. Nie odwracając się od niego machnąłem ręką.
-
Co?- Po chwili pojawił się ze mną Yuui. Moje nowe „koleżanki” spojrzały na
niego przerażonym wzrokiem.
-
Dziewczęta, to mój kuzyn.- Powiedziałem.- Weź część ośmiornic i możesz iść już.
Zawołaj Aoi.- Powiedziałem. Zrobił jak kazałem łypiąc na mnie wściekłym
wzrokiem. Po chwili podałem Aoi cztery ośmiornice.- Zanieś je Enriemu.-
Dodałem. Zrobiła tak bez słowa po czym wróciła do mnie. Podałem jej dwie
ośmiornice. Odwróciłem się do dziewczyn i wyciągnąłem w ich kierunku trzy
ośmiornice.- Proszę, dzisiaj ja stawiam.
-
Ale my nie możemy…
-
Ależ możecie. Stałyście tutaj cały czas ze mną więc wiecie, że nic nie było do
nich dodane. Ale jeżeli nie chcecie możecie je wywalić.- Powiedziałem
uśmiechając się delikatnie po czym zapłaciłem sprzedawcy, wziąłem dwie
ośmiornice.- Życzę miłej zabawy.- Dodałem, skłoniłem się i odszedłem.
-
Co to miało być?- Zapytał Yuui.
-
Bajer.- Odpowiedziałem.
-
Przecież to były dzieci.
-
Ale nie moje. A po zatem nawet ich nie dotknąłem tylko z nimi rozmawiałem.-
Odpowiedziałem. Spojrzałem na Aoi.- Dałaś.
-
Tak. Kazał się zapytać ile ma ci oddać.
-
Co mu powiedziałaś.
-
„Enriu pozwól, że zacytuje mojego brata „a w dziób chcesz”.- Powiedziała.
Zaśmiałem się.
-
Kim jest Enriu?- Zapytał Sasuke. Wiedzieli kogo poprosić o to aby zadał mi
pytanie. Mu nigdy nie odmówię.
-
Eh. Mój były.- Odpowiedziałem.
-
To jeden z tych których spotkałeś pod bramą?
-
Tak.
-
Który z nich to twój były chłopak?- Zapytał Shion. Zaśmiałem się i spojrzałem
na niego.
-
Każdy.- Odpowiedziałem i ruszyłem przed siebie ignorując ich zaskoczone
spojrzenia. Przecież nie mogli wierzyć, że pozostanę święty… tak to byli moi
chłopacy. Krótkotrwałe związki. Wgryzłem się w ośmiornicę przyglądając się
sporej grupce ludzi. W pewnym momencie z ich środka pomachały mi dwie
dziewczyny. Uniosłem rękę i odmachałem im tylko dla tego, że rozpoznałem wśród
zgromadzonych czarnowłosą bombkę z blizną na twarzą.
^^~^^
Siedziałem
w samolocie starając się nie zasnąć. Łeb mi pękał niemiłosiernie. Jeszcze nie
wytrzeźwiałem po wczorajszym a już musiałem wracać do domu. Jutro do szkoły.
Mam nadzieję, że dzieciaki niczego nie zmalowały głupiego. Telefon w mojej
kieszeni zapiał. Wyciągnąłem go. Al? Co się stało, że do mnie napisał?
Kedamono siedzi zamknięty na
strychu. Nie chce wyjść. Jest załamany.
Przeczytałem
tą wiadomość kilkakrotnie. Co się stało, że zamknął się na strychu i jest
załamany?
Co się stało?
Odpisałem
pospiesznie.
W ostatni dzień festynu (dzisiaj)
dostał kosza. To pierwszy raz w jego życiu.
Odpisał.
Otworzyłem szeroko oczy i zakaszlałem.
Jesteś u niego w domu?
Napisałem.
Długo czekać nie musiałem.
Jego siostra jest z nim sama w
domu. Zadzwoniła do mnie. Boi się, że zrobi coś głupiego.
Odczytałem.
Pomyślałem przez chwilę.
Powiedź mu, że za dwie godziny
będę w mieście to do niego zajadę i ma wyjść ze strychu bo sam go silą ściągnę
z niego i będzie płakał.
Napisałem.
Czekałem na odpowiedź.
-
Enmba? Coś się stało?
-
Nie wiem.- Powiedziałem uśmiechając się szeroko. No to mamy dylemat.
-
Jak to nie wiesz?
-
Oj Sakura nie jest tak, że od razu wiem wszystko.- Powiedziałem. Telefon
zapikał.- Przepraszam musze odczytać tą wiadomość.
Powiedział, że mogę kupować sobie
miejsce na cmentarzu za to że panu powiedziałem ale wyszedł ze strychu tylko
zamknął się u siebie w pokoju i zagłusza nas muzyką. Jego siostra siedzi na dworze
i pilnuje aby nie wyskoczył przez okno.
Odpisał.
Zaśmiałem się cicho i zacząłem wystukiwać wiadomość.
Powiedz mu tak: „Jeżeli tak
bardzo ci smutno to Sensei powiedział, że może cię przytulić”
Napisałem.
Długo czekać nie musiałem.
Powiedział, że nie.
Zaśmiałem
się. Al nie mówi mi prawdy.
To za delikatny zwrot jak na
niego. Co powiedział naprawdę?
Napisałem.
Sms przyszedł kilkanaście minut za późno.
Weźcie wy wszyscy spierdalajcie.
Odpisał.
Wiedziałem! Mogłem się o to założyć.
Ok. Jak będę na jego ulicy to
napiszę. A… gdzie jest Eagle?
Napisałem.
To mi nie dawało spokoju.
Jego siostra mówiła, że musiał
gdzieś wyjechać i będzie dopiero wieczorem.
Aha.
Czyli wszystko było jasne. Schowałem telefon do kieszeni i osunąłem się w
fotelu zamykając oczy i pozwalając swoim myślą popłynąć z prądem.
^^*^^
Yuui
zatrzymał samochód przed naszym domem. Maki i Aoi wysiadły z niego żegnając się
z nim.
z nim.
-
Zajęty jesteś?- Zapytałem naburmuszonym głosem.
Spojrzał na mnie.
-
Nie, a co?
-
Podrzucisz mnie gdzieś?- Zapytałem nie patrząc na niego. Przyglądał mi się
przez chwilę.
-
Zostaw bagaże i możemy jechać.- Powiedział. Wyskoczyłem szybko z samochodu i
pognałem do domu. Rzuciłem swoja torbę na przedpokoju i podbiegłem do
samochodu.
-
Już.
-
Gdzie jedziemy?- Zapytał. Podałem mu adres. Zmarszczył czoło ale nic nie
powiedział. Jechaliśmy w milczeniu cała drogę. Ciążyła mi ta cisza. Chciałem
jak najszybciej wrócić do domu. Jak najszybciej się od niego oddalić. Zatrzymał
się.
-
Dzięki. Nie musisz na mnie czekać.- Powiedziałem wysiadając z samochodu.
-
Spoko.- Powiedział a kiedy zamknąłem drzwi opuścił elektrycznie szybę od strony
pasażera. Spojrzałem na niego pytającym spojrzeniem.
-
Tak?- Zapytałem. Uśmiechnął się złośliwie.
-
Na Okinawie coś sobie postanowiłem.
-
Niby co?
-
Sprawię, że znowu się we mnie zakochasz.- Powiedział i odjechał zostawiając
mnie oniemiałego na środku chodnika. ŻE CO PROSZĘ?! Cały nabuzowany, zgrzytając
zębami udałem się do domu Kedamono. Zapukałem do drzwi, które otworzył mi…
-
Em-kun?
-
Eagle?
-
Co tu robisz?
-
Ja do Kedamono.
-
Po co?
-
Nie martw się, nie mam zamiaru go przelecieć.
-
Sensei?- Al wychylił się zza Eagle’a.- W końcu pan jest.
-
Chcesz z nim pogadać? On nie chce nikogo do siebie wpuścić.
-
Mnie wpuści.- Powiedziałem pewnie.
-
Skąd ta pewność?
-
Zobaczysz wpuści mnie.- Odpowiedziałem i poszedłem za nim do góry.
-
Kaien Enmba-sensei przyszedł do ciebie.- Powiedział Eagle i zastukał delikatnie
w drzwi. Coś w nie uderzyło.
-
Spadaj!
-
Kedamono, otwórz drzwi.- Powiedziałem cicho.
-
Chyba powiedziałem, że nie chce nikogo widzieć. Wynoście się!- Ryknął. Oparłem
ręce o futrynę drzwi. Zaśmiałem się głośno.
-
Ile kosztują te drzwi?- Zapytałem. Eagle spojrzał na mnie jak na jakiegoś
psychola.
-
Nie mów mi że chcesz mu wywarzyć drzwi?
-
A co ty taki delikatny? Jak do mnie chcieliście wejść od razu je wyważaliście
jak je zamknąłem. Nie czekaliście aż miną mi moje humory.
-
Eh… dobra. Wyważaj. Ja za nie zapłacę.- Powiedział. Uśmiechnąłem się.
-
Spoko. Kedamono… kici, kici… idę do ciebie. Jesteś gotowy? Nie? No to mi
przykro.- Powiedziałem i uniosłem nogę do góry kiedy drzwi otworzyły się z
głośnym hukiem a po drugiej stronie stał Kedamono.
-
POJEBAŁO CIĘ?!- Ryknął na mnie. Wszedłem bez słowa do jego pokoju zamykając za
sobą drzwi. Usiadłem i czekałem. Po chwili tylko słuchałem. Opowiadał bardzo
długo, czasami płakał czasami się śmiał. Nie przerywałem mu. Musiał się
wygadać. Kiedy skończył ja zacząłem opowiadać mu o sobie i Yuui i innych moich
chłopakach. O Sakurze i w ogóle. Teraz to on słuchał. Powiedziałem mu, że
jeżeli będzie miał jakiś problem niech pisze, dzwoni a nawet do mnie przyjdzie
czy to w szkole czy w domu. Zawsze mu pomogę tak samo jak pozostałym
szczypiorkom z klasy. Zaśmiał się na moje stwierdzenie. Poprosiłem go aby nie
zamartwiał swojej siostry i mojego głupiego brata i żeby nie robił niczego
głupiego. Obiecał mi to po czym odprowadził mnie na dół. W salonie siedzieli
pozostali. Na widok Kedamono przy mnie spojrzeli zaskoczeni.
-
Ja już skończyłem. Teraz przepraszam ale musze wracać do domu.
-
Dziękuje. A tak na marginesie. Co pan sobie zrobił? To my mieliśmy być
grzeczni.
-
Wiem
-
A to pan był niegrzeczny.
-
Al…- Powiedziałem i się zaśmiałem.- Ja zawsze jestem grzeczny.
-
Jasne.- Powiedział Eagle. Spojrzałem na niego. Skłoniłem się przed nim i jego
narzeczoną.
-
Przepraszam bardzo za najście. Dziękuje za gościnę. Dobranoc.- Powiedziałem i
wyszedłem z ich domu udając się prosto do siebie.
Stałem
w gabinecie dyrektora i zerkałem na Ashiasa z niedowierzaniem w oczach.
Uśmiechał się do mnie szeroko. Ręce opadły mi z dezaprobaty. On chyba żartował
nie? Ja się załamię chyba. Zwariował do reszty. Przecież ja nie dam rady.
Dziękuję, za takie miłe powitanie. ^^ Ten wpis naprawdę mi się spodobał. A kiedy przeczytałam, że cała czwórka to byli Em-kuna to spadłam z krzesła.. Nie zapominając o tym, że Yuui znów chce w sobie rozkochać Enmbę. xD Naprawdę podoba mi się styl twojego pisania. Już nie mogę się doczekać dalszych części. (Ta końcówka mnie zaintrygowała)
Czy później będzie dopowiedziane na te pytania Yuui’ego ? Dlaczego to robił itp.? Pozdrawiam ^^
Czy później będzie dopowiedziane na te pytania Yuui’ego ? Dlaczego to robił itp.? Pozdrawiam ^^
- Przepraszam za pomyłkę. Miało być odpowiedź*
hah :DD .
ja się boję zastrzyków x_X.
Jaaj . kurde. strasznie mi się podobało no <3
" – Dziękuje. A tak na marginesie. Co pan sobie zrobił? To my mieliśmy być grzeczni.
No właśnie! to on był niegrzeczny! I niech nie kłamie XD
Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy <3
Tylko uwaga jest strasznie, ale to strasznie nienormalna X_X xd