poniedziałek, 5 lutego 2018

8.„Co dla ciebie jest głupie, dla innych może być cudowne.” 8


Otworzyłem delikatnie oczy. Byłem sam w pokoju.To było do przewidzenia. Usiadłem na łóżku i ukryłem twarz w dłoniach. Co jazrobiłem? O co ja poprosiłem? Nie. Dlaczego ja to zrobiłem? Wypuściłem głośnopowietrze. Muszę się przewietrzyć. Przemyśleć to wszystko i dojść donajlepszego wniosku, jaki może mi przynieść moje cholerne rozmyślanie. Nie zostawiętego tak jak chciała tego moja matka. Chociaż zasiała we mnie ziarnko „czegoś”ja i tak nie zgodzę się z tym tak łatwo. Nie. Zgodziłem się wczoraj, kiedy zasypialiśmy. Paliły mnieplecy na samo wspomnienie jego dotyku. Wcześniej uważałem, że to zły ból taki,którego nie chce doświadczać, ale teraz było całkiem inaczej. Do choleryjasnej! Mamo, po co poruszyłaś ten głupi temat.
Już wolałbym nie wiedzieć i żyć w błogostanie (nawet,jeżeli to by było oszustwo). Wygrzebałem się z łóżka i ubrałem się prędkopatrząc na zegarek. Reszta pewnie jadła śniadanie. Jeżeli wyjdę drzwiami nie maszans, aby mnie nie zauważyli. Tym bardziej, jeżeli zajęli swoje stałe miejsca.Wszedłem na balkon. Przekleństwo czy dar? Wszystko, czego nauczył mnie ojciec i bracia. W tym przypadku błogosławione przekleństwo. Cholera. Nadużywam słowa„błogosławiony”. Spojrzałem w dół. Parking. Złe ulokowanie nie ma, co. Z boku balkonu…hm… wskoczyłem na cudzy balkon. Szybko przebiegłem i znalazłem się na balkoniepokoju Sakury. Ostatni na korytarzu. Spojrzałem na jego „wolny” bok. Rosło tamśredniej wielkości drzewo. Jeden głęboki wdech i… uczucie towarzyszące ciągłymucieczką z treningów (tak jakbym miał zamiar to jeszcze kiedyś wypróbować popierwszej udanej ucieczce;/). Zdarłem skórę z ramion, ale jednak znalazłem sięna dole. Otrzepałem spodnie. Wyciągnąłem kilka listków z włosów i ruszyłemprzed siebie na podbój Okinawy. Ulicę tętniły życiem. Pełno młodych ludzicieszyło się z przerwy zajadając się lodami i jakimś niezdrowym żarciem wparkach i normalnie na ulicach. Kupiłem sobie po drodze dużą butelkę coli ijednego hot dog’a. Zagłębiłem się najdalej jak się dało, jeżeli chodzi onajwiększy park w Okinawie i usiadłem sobie w cieniu jakiegoś drzewa. Dopieropo chwili zorientowałem się, że to drzewo wiśni- Sakura. Hmm…
Lubię go? Nie.Nie wiem. A może tak. Cóż zacznijmy od tego. Denerwuje mnie. Ale dlaczego? Ponieważ robi coś nie pomojej myśli, zachowuje się… nie przejdźmy dalej. Dlaczego? Ponieważ nie potrafię w sposób siebie zadowalającyodpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego?Nie wiem. Dlaczego? Zachowuje sięjakby niczego się nie bał, nie cierpiał, znosi swoją przeszłość wręcz zestoickim spokojem i do tego, kiedy o niej wspominam albo jakoś chce mu pomócreaguje złością prawie, że psychiczną agresją. Krzyczy i nie odzywa się. Dlaczego? Może, dlatego, że pakuje siębez pytania w jego życie. Dlaczego?Chce o nim wiedzieć. Chce wiedzieć, co przeżył, co czuje i myśli. Dlaczego? Martwię się oniego, tak sądzę. Dlaczego? Nie chce,aby skończył jak Sasuke. Dlaczego? Bojest moim przyjacielem? Dlaczego?Ponieważ robi coś, czego nikt inny by nie robił, co mimo wszystko jest nie pomojej myśli? Dlaczego? Ponieważ takijuż jest. Dlaczego? Nie wiem. Takijuż jest. A co robi i dlaczego?  Nikt inny nie zrobiłby mi tego, co on wmagazynku. Nie traktowałby mnie w ten sposób po poznaniu prawdy o tym, kimjestem. Nie obchodzi się ze mną jak ze złotym jajkiem. Jest drugą osobą, którapowiedziała mi prawdę, co o mnie myśli. Co nie przypadło mi do gustu z jednej strony?Dlaczego? Ponieważ znał mnie wtedykilka godzin i już sobie wyrobił o mnie takie zdanie. Dlaczego? Pocałowałem go bez pozwolenia? Dlaczego? Zadanie w grze. (Zgniotłem papierek po pozostałościach pohot dogu i wypiłem połowę butelki coli na raz). Jak cię traktuje? Jak dziecko, które może drażnić i jak przedmiot doniekontrolowanych spełnień zachcianek seksualnych. Dlaczego? Ponieważ woli chłopaków. Co czujesz, kiedy jest zinnym chłopakiem bądź też z dziewczyna? Jeżeli chłopaka znam to nic. Typowąobojętność, z dziewczyną, jeżeli ją znam to samo. Jeżeli nie znasz, co czujesz? Złość, frustrację. Chcę go walnąć,popłakać się i uciec jak najdalej od niego. Jednocześnie chcę strzelić tądziewczynę bądź chłopaka no i oczywiście go. Dlaczego? Przy obcych zachowuje się inaczej. Jak? Jakby miał na twarzy wypisane PLAYBOY i PRZELEĆ MNIE. Skąd to porównanie? Widzę jak wygląda,jak się zachowuje i co mówi. Dla mnie nie jest taki ciepły, miły, przyjacielski. A jaki jest dla ciebie? Zimny, wredny,zgorzkniały, apodyktyczny. Co wtedyczujesz? Złość, frustrację, ból. Dlaczegonie chcesz, aby zadawał się w tamten sposób z innymi? Nie chce, aby… niechcę… nie wiem. Wiesz. Dlaczego? Tentemat boli. Nie chce o nim rozmyślać. Dlaczego?Boje się tego, do jakiego dojdę wniosku po swoim wewnętrznym dialogu. Dlaczego? Jeżeli moja mama miała rację,co zrobię? A co jeżeli się myliła? Czegosię tak boisz? Swoich uczuć, swojej reakcji na to, co się stanie i tego, coja zrobię. Czy widziałeś jak sięuśmiecha? Tak. Co wtedy czułeś?Ciepło. Chcę, aby częściej się uśmiechał. Dlaczego?Chcę, aby był szczęśliwy. Dlaczego?Zależy mi na tym. Dlaczego? Ponieważ…(usłyszałemdźwięk swojego telefonu) …Kocham go? Tysię sam siebie o to pytasz? Kurwa. Sam ze sobą rozmawiam, więc mogę się samsiebie zapytać! Kochasz go?Tak sądzę.Nie, tak sądzę! Tak czy nie? Kurwa! Tak!
Oparłem sięo pień drzewa i wyciągnąłem z kieszeni swój telefon. Pięć połączeń nieodebranych.Trzydzieści sms’ów. Ta moja wewnętrzna rozmowa pochłonęła mnie tak bardzo, żewyrwała mnie ze świata realnego na trzy godziny. Znowu ktoś dzwonił. Odebrałem.
- Tak?
- Żadne kurwa tak!- Yuui wydarł się do słuchawki.Pierwsze słowa, jakie do mnie dzisiaj powiedział były właśnie takie. Czekałem wmilczeniu. Na pewno chodziło mu o coś konkretnego.- Gdzie ty się szlajasz?!
- Na spacerze jestem.- Powiedziałem obojętnie,chociaż serce waliło mi jak szalone. Wyobraziłem sobie jego minę i uśmiechnąłemsię do siebie. Jestem chory na umyśle!
- Nie wciskaj mi kitów!
- Mhy.- Mruknąłem wstając ze swojego miejsca.Chyba lepiej będzie, jeżeli wrócę, czym prędzej do hotelu. Ruszyłem po woli wjego stronę.
-, CO ZNOWU ZA MHY?!- Wydarł się do słuchawki.Odsunąłem ją od ucha.
- Wstałeś lewą nogą.- Stwierdziłem fakt wychodzącz parku. Jakieś piętnaście minut i będę na miejscu.
- NIE PYSKUJ!
- Ja nie pyskuje. To ty się wydzierasz jak babaprzy porodzie i robisz mi awanturę o byle gówno. Chciałem się przejść wsamotności i coś przemyśleć, więc to zrobiłem i proszę nie mieć do mnie wątówani żadnych pretensji. Nie długo będę z powrotem i znowu będziecie mogli mnietraktować jak jakieś dziecko specjalnej troski. Po prostu potrzebowałem chwilidla siebie. Czy tak ciężko to zrozumieć?- Zapytałem milknąc gwałtownie. Jeszczechwila i bym zaczął się wydzierać. Milczał przez chwilę. Chyba musiał to sobiepoukładać w głowie. Nie wiem, o co się tak wściekał. Przecież powiedziałem, żeza chwilę wrócę.
- Wiesz, co? Pieprz się!- Wycedził dobitnie.Zakręciłem w bok. Jakieś trzy minuty i będę przed hotelem. Grasz w ten sposób?Dobra.
- To chodź do mnie. Zapłacę ci.- Powiedziałemchłodno. Żałowałem tego, co powiedziałem. Rozłączył się bez słowa, a ja… ja zcałym impetem przywaliłem z pięści w maszynę z napojami, jaka stała przedhotelem. Krew kapała szybko z mojej ręki. Recepcjonista spojrzał na mnieprzerażonym wzrokiem. Podszedłem do niego i wyciągnąłem pewna sumkę pieniędzy zportfela.- Proszę o wybaczenie. To powinno pokryć straty. Jeżeli okaże się, żeto za mało proszę się ze mną skontaktować (zapisałem mu na karteczce swojeimię, nazwisko i numer telefonu domowego). Spojrzał na nią wybałuszając oczy.Wcisnął jakiś przycisk. Po chwili ktoś wyłonił się zza drzwi za jego plecami.
- Tony ten Pan jest ranny.- Powiedział wskazującna mnie. Zmarszczyłem czoło. Facet zwany Tony spojrzał na mnie i widząc mojąrękę podszedł do mnie łapiąc mnie pod łokieć. Zaprowadził mnie do jakiegośpokoju. Wyjaśnił mi, że jest pielęgniarzem w tym ośrodku. Przedstawiłem się i szczerze opisałem, co mi się stało. Milczał. Nic nie mówiąc podał miznieczulenie. Odczekał chwilę. Po czym zaczął usuwać mi szkło z mojej prawejręki. Siedziałem tempo patrząc przed siebie. Świat zaczął wirować dookoła mnie.Po kilku minutach przemywał mi ranę a ja zirytowany starałem się ignorowaćdźwięk swojego telefonu. Jednak po chwili odebrałem go niezdarnie lewą ręką.Tony zaczął po woli zszywać mi rękę.
- Em-kun?
- Saaaaaaaaaakuuuuuuurrrrrrraaaaaa-cha!-Zaśmiałem się głośno do słuchawki. Nie powiedziałem mu, że bardzo źle znosiłem,jakiego kolwiek rodzaju środki przeciwbólowe.
- Gdzie jesteś?
- Bliżej niż myślicie a jednak dalej.
-, Co robisz?
- Bawię się.
-, W co?
- Odwiedzam „krawcową?.- Powiedziałem. Ona była jedyną,która potrafiła prowadzić ze mną moją durna rozmowę nawet, jeżeli jej nierozumiała.
- A co szyjecie?
- Rękawiczki.
-, W jakim kolorze?
- Przepraszam, jaki to kolor?- Zapytałem Tony’egomrużąc przy tym oczy. „Ciemny niebieski” odpowiedział cicho.- Czerwone zdomieszką ciemnego niebieskiego.
- Dobra, a teraz kluczowe pytanie.
- Nooooooooo?
-, Co brałeś?
-, Co brałem?
- No ja się ciebie pytam:, co brałeś?
- Przepraszam…, co brałem?
- Dałem ci 2 mg morfiny dożylnie.
- Do środka 2 mg morfiny.- Powiedziałem i zaśmiałemsię głośno. Tony skończył zszywać moją rękę. Posmarował ją czymś i owinąłdelikatnie bandażem. Pomachał mi przed nosem.- Poczekaj chwile.- Powiedziałem do,Sakury ale nie zasłoniłem głośnika. Spojrzałem na Tony’ego.
- Pan nocuje tutaj?
- Tak.
-, Do kiedy pan zostaje?
- Pojutrze rano jedziemy.
- Jest pan z kimś?
- Tak.
- To niech ktoś po pana przyjdzie.
- Ok.- Powiedziałem patrząc na jego plecy.- On mówi,aby któreś z was po mnie przyszło.
-, Jaki on?
- No on. Nie widzisz go?
- Wybacz, ale nie.
- O_O. Szkoda.
- A gdzie mamy przyjść?
- Tutaj.
- A gdzie jest „tutaj?
- Tu gdzie ja jestem.- Zaśmiałem się ponownie.Tony zabrał mi telefon i zaczął rozmawiać
z Sakurą. Nawet nie słyszałem, o czym rozmawiali. Przybliżyłem się do niego. Ładniepachniał. Ale nie tak jak ten głupek. Chwila?! ŻE CO PROSZĘ?!
- Tak. Domyśliłem się chwile po zastrzyku.(…) Nienic nie mówił (…) tak, widział(…) no dobrze- Rozległo się pukanie- Chyba jużjest(…) nie szkodzi.- Powiedział i wręczył mi telefon. Do pokoju wszedł…Zaśmiałem się głośniej.
- Z Onszym ja nie idę.- Usiadłem na podłodze.Kręciło mi się w głowię i drętwiało mi całe ciało.
- Jest znieczulony?- Zapytał Yuui.
- Tak.- Odpowiedział niepewnie Tony.
- To dobrze.- Powiedział Yuui. Nim się obejrzałemleżałem na ziemi trzymając się za nos. On mi jebnął. Z pięści! Po chwilipodniósł mnie i zarzucił na ramię.- Proszę o wybaczenie. Dziękuje za pomoc.-Dodał i wyszedł z gabinetu. Dla mnie minęła chwila, ale wątpiłem, aby tak było,kiedy rzucił mnie na ziemie w naszym pokoju. Nadal trzymałem się za nos. Sakurapodbiegła do mnie. Pozostałej dwójki nie było w pokoju. Odtrąciłem jąwycierając nos i usta. Krew. Spojrzałem z furią w oczach, na Yuui.
- Masz jakiś problem?- Zapytałem wstającgwałtownie. Sakura złapała mnie za rękę.
- Tak. Ty nim jesteś!
- Prędzej ty nim jesteś!- Odtrąciłem Sakure. Upadłana moje łóżko.
- Ja?! Czy ja bez słowa znikam?
- Tak! Znikasz!
-, O co ci znowu chodzi?!
- Dzisiaj rano! I wtedy też!
- Szedłem na śniadanie!
- Wtedy nie!
- Wtedy to było, co innego!
- No tak. Wtedy to było, co innego! Ja jakośróżnicy nie widzę!
- Spanie koło siebie a spanie ze sobą toróżnica!- Wydarł się łapiąc mnie za przód koszuli. Zesztywniałem.- Miałeśnigdzie sam nie chodzić!
- Wracałem już do hotelu!
- Jasne!
- Byłem koło hotelu, kiedy kazałeś mi siępieprzyć! TY!
- A ty, co?! Nie lepszy?!
-, O co ci chodzi?!
- NIE JESTEM DZIWKĄ, KTÓREJ USŁUGI MOŻESZ SOBIEWYKUPIĆ!!!!- Ryknął przeraźliwie popychając mnie na swoje łóżko. Coś poruszyłosię po mojej prawej stronie. Spojrzałem tam.
- S…Sakura?- Kompletnie zapomniałem, że ona tutajbyła. Patrzyła na nas przerażona. W dość chaotyczny sposób poruszyłem rękoma,po czym ukryłem w nich twarz.
- Kazałeś mu się pieprzyć a on chciał wykupićtwoje usługi?- Zapytała drżącym głosem. Zacisnąłem zęby i powieki wypuszczającgłośno powietrze.
- To były żarty.- Powiedział Yuui. Sorry chłopie.Ale ona tego nie łyknie. Nie ma szans. Za dobrze ją znałem.
- Spać z kimś a spać koło kogoś…
- Kurwa…- szepnąłem cicho w swoje ręce. Ułożyłemje jak do modlitwy, ale nie otworzyłem oczu.
- Chcecie mi powiedzieć…
- Nie. To nie tak.- Powiedział pospiesznie Yuui.
- Zamknij się.- Powiedziałem chłodno. Spojrzałemna niego.- Proszę cię nic już nie mów.
- Em-kun…- Zaczęła Sakura.
- Tak.
- Czy…?
- Tak?
-, Ale…
- Wiem.
- Przecież…
- Rozumiem.
- Ile…?
- Jeden i pół.
-, Kiedy…?
- Jeden kilka dni temu.
- A pół…?- Zapytała. Dlaczego tak dobrze jąznałem, że odpowiadałem na jej nie dokończone pytania? Spojrzałem na niązbolałym wzrokiem.
- Nie chcesz wiedzieć?
- Chcę!
- Uwierz mi…- Złapałem się za twarz. Wiedziała corobi. W złości powiem jej prawdę. Yuui stał na środku pokoju przyglądając sięnam zagubionym wzrokiem.- Kiedy. Pieprzyłaś. Się.
Z. Ashias’em. W. Pokoju. Rady. Uczniowskiej.- Powiedziałem dobitnie kładącnacisk na każde
z wypowiedzianych przeze mnie słów. Pisnęła cicho.
- Gdzie…?
- Przestań! Może mam ci szczegółowo opisać corobiliśmy?!
- Jak mogłeś?!- Krzyknęła wybiegając z pokoju.Yuui wybiegł za nią nie racząc mnie nawet spojrzeniem. Wyciągnąłem telefon.Wykręciłem TEN numer.
- Enmba-san.
- Musisz coś dla mnie zrobić.
- Co kolwiek sobie życzysz.
- Zabij mnie…




******************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
ej! no mam nadzieję, że go nie uśmiercisz! Proszę ja ciebie:(niespodziewałam się po nich takiej kłótni i jeszcze tego tekstu Enmby „to chodzi i ci zaplace” czy coś w ten deseń… zaskoczyl mnie szczerze powiedziawszy.czekam z niecierpliwością, na twoj kolejny rozdział. jak dobrze wyliczyłam po 13 ma sie chyba pojawić tak.Pozdrawiam:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...