Otworzyłem
delikatnie oczy. Byłem sam w pokoju.To było do przewidzenia. Usiadłem na łóżku
i ukryłem twarz w dłoniach. Co jazrobiłem? O co ja poprosiłem? Nie. Dlaczego ja
to zrobiłem? Wypuściłem głośnopowietrze. Muszę się przewietrzyć. Przemyśleć to
wszystko i dojść donajlepszego wniosku, jaki może mi przynieść moje cholerne
rozmyślanie. Nie zostawiętego tak jak chciała tego moja matka. Chociaż zasiała
we mnie ziarnko „czegoś”ja i tak nie zgodzę się z tym tak łatwo. Nie. Zgodziłem
się wczoraj, kiedy zasypialiśmy. Paliły mnieplecy na samo wspomnienie jego
dotyku. Wcześniej uważałem, że to zły ból taki,którego nie chce doświadczać,
ale teraz było całkiem inaczej. Do choleryjasnej! Mamo, po co poruszyłaś ten
głupi temat.
Już
wolałbym nie wiedzieć i żyć w błogostanie (nawet,jeżeli to by było oszustwo).
Wygrzebałem się z łóżka i ubrałem się prędkopatrząc na zegarek. Reszta pewnie
jadła śniadanie. Jeżeli wyjdę drzwiami nie maszans, aby mnie nie zauważyli. Tym
bardziej, jeżeli zajęli swoje stałe miejsca.Wszedłem na balkon. Przekleństwo
czy dar? Wszystko, czego nauczył mnie ojciec i bracia. W tym przypadku
błogosławione przekleństwo. Cholera. Nadużywam słowa„błogosławiony”. Spojrzałem
w dół. Parking. Złe ulokowanie nie ma, co. Z boku balkonu…hm… wskoczyłem na
cudzy balkon. Szybko przebiegłem i znalazłem się na balkoniepokoju Sakury.
Ostatni na korytarzu. Spojrzałem na jego „wolny” bok. Rosło tamśredniej
wielkości drzewo. Jeden głęboki wdech i… uczucie towarzyszące ciągłymucieczką z
treningów (tak jakbym miał zamiar to jeszcze kiedyś wypróbować popierwszej
udanej ucieczce;/). Zdarłem skórę z ramion, ale jednak znalazłem sięna dole.
Otrzepałem spodnie. Wyciągnąłem kilka listków z włosów i ruszyłemprzed siebie na
podbój Okinawy. Ulicę tętniły życiem. Pełno młodych ludzicieszyło się z przerwy
zajadając się lodami i jakimś niezdrowym żarciem wparkach i normalnie na
ulicach. Kupiłem sobie po drodze dużą butelkę coli ijednego hot dog’a.
Zagłębiłem się najdalej jak się dało, jeżeli chodzi onajwiększy park w Okinawie
i usiadłem sobie w cieniu jakiegoś drzewa. Dopieropo chwili zorientowałem się,
że to drzewo wiśni- Sakura. Hmm…
Lubię go? Nie.Nie wiem. A może tak. Cóż
zacznijmy od tego. Denerwuje mnie. Ale
dlaczego? Ponieważ robi coś nie pomojej myśli, zachowuje się… nie przejdźmy
dalej. Dlaczego? Ponieważ nie
potrafię w sposób siebie zadowalającyodpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego?Nie wiem. Dlaczego? Zachowuje sięjakby niczego się nie bał, nie cierpiał,
znosi swoją przeszłość wręcz zestoickim spokojem i do tego, kiedy o niej
wspominam albo jakoś chce mu pomócreaguje złością prawie, że psychiczną
agresją. Krzyczy i nie odzywa się. Dlaczego?
Może, dlatego, że pakuje siębez pytania w jego życie. Dlaczego?Chce o nim wiedzieć. Chce wiedzieć, co przeżył, co czuje i
myśli. Dlaczego? Martwię się oniego,
tak sądzę. Dlaczego? Nie chce,aby
skończył jak Sasuke. Dlaczego? Bojest
moim przyjacielem? Dlaczego?Ponieważ
robi coś, czego nikt inny by nie robił, co mimo wszystko jest nie pomojej
myśli? Dlaczego? Ponieważ takijuż
jest. Dlaczego? Nie wiem. Takijuż
jest. A co robi i dlaczego? Nikt inny nie zrobiłby mi tego, co on
wmagazynku. Nie traktowałby mnie w ten sposób po poznaniu prawdy o tym,
kimjestem. Nie obchodzi się ze mną jak ze złotym jajkiem. Jest drugą osobą,
którapowiedziała mi prawdę, co o mnie myśli. Co nie przypadło mi do gustu z
jednej strony?Dlaczego? Ponieważ znał
mnie wtedykilka godzin i już sobie wyrobił o mnie takie zdanie. Dlaczego? Pocałowałem go bez pozwolenia?
Dlaczego? Zadanie w grze. (Zgniotłem
papierek po pozostałościach pohot dogu i wypiłem połowę butelki coli na raz). Jak cię traktuje? Jak dziecko, które
może drażnić i jak przedmiot doniekontrolowanych spełnień zachcianek
seksualnych. Dlaczego? Ponieważ woli
chłopaków. Co czujesz, kiedy jest zinnym
chłopakiem bądź też z dziewczyna? Jeżeli chłopaka znam to nic.
Typowąobojętność, z dziewczyną, jeżeli ją znam to samo. Jeżeli nie znasz, co czujesz? Złość, frustrację. Chcę go
walnąć,popłakać się i uciec jak najdalej od niego. Jednocześnie chcę strzelić
tądziewczynę bądź chłopaka no i oczywiście go. Dlaczego? Przy obcych zachowuje się inaczej. Jak? Jakby miał na twarzy wypisane PLAYBOY i PRZELEĆ MNIE. Skąd to porównanie? Widzę jak
wygląda,jak się zachowuje i co mówi. Dla mnie nie jest taki ciepły, miły,
przyjacielski. A jaki jest dla ciebie?
Zimny, wredny,zgorzkniały, apodyktyczny. Co
wtedyczujesz? Złość, frustrację, ból. Dlaczegonie
chcesz, aby zadawał się w tamten sposób z innymi? Nie chce, aby… niechcę…
nie wiem. Wiesz. Dlaczego? Tentemat
boli. Nie chce o nim rozmyślać. Dlaczego?Boje
się tego, do jakiego dojdę wniosku po swoim wewnętrznym dialogu. Dlaczego? Jeżeli moja mama miała
rację,co zrobię? A co jeżeli się myliła? Czegosię
tak boisz? Swoich uczuć, swojej reakcji na to, co się stanie i tego, coja
zrobię. Czy widziałeś jak sięuśmiecha?
Tak. Co wtedy czułeś?Ciepło. Chcę,
aby częściej się uśmiechał. Dlaczego?Chcę,
aby był szczęśliwy. Dlaczego?Zależy
mi na tym. Dlaczego?
Ponieważ…(usłyszałemdźwięk swojego telefonu) …Kocham go? Tysię sam siebie o to pytasz? Kurwa. Sam ze sobą rozmawiam, więc
mogę się samsiebie zapytać! Kochasz go?Tak
sądzę.Nie, tak sądzę! Tak czy nie?
Kurwa! Tak!
Oparłem
sięo pień drzewa i wyciągnąłem z kieszeni swój telefon. Pięć połączeń
nieodebranych.Trzydzieści sms’ów. Ta moja wewnętrzna rozmowa pochłonęła mnie
tak bardzo, żewyrwała mnie ze świata realnego na trzy godziny. Znowu ktoś
dzwonił. Odebrałem.
-
Tak?
-
Żadne kurwa tak!- Yuui wydarł się do słuchawki.Pierwsze słowa, jakie do mnie
dzisiaj powiedział były właśnie takie. Czekałem wmilczeniu. Na pewno chodziło
mu o coś konkretnego.- Gdzie ty się szlajasz?!
-
Na spacerze jestem.- Powiedziałem obojętnie,chociaż serce waliło mi jak
szalone. Wyobraziłem sobie jego minę i uśmiechnąłemsię do siebie. Jestem chory
na umyśle!
-
Nie wciskaj mi kitów!
-
Mhy.- Mruknąłem wstając ze swojego miejsca.Chyba lepiej będzie, jeżeli wrócę,
czym prędzej do hotelu. Ruszyłem po woli wjego stronę.
-,
CO ZNOWU ZA MHY?!- Wydarł się do słuchawki.Odsunąłem ją od ucha.
-
Wstałeś lewą nogą.- Stwierdziłem fakt wychodzącz parku. Jakieś piętnaście minut
i będę na miejscu.
-
NIE PYSKUJ!
-
Ja nie pyskuje. To ty się wydzierasz jak babaprzy porodzie i robisz mi awanturę
o byle gówno. Chciałem się przejść wsamotności i coś przemyśleć, więc to
zrobiłem i proszę nie mieć do mnie wątówani żadnych pretensji. Nie długo będę z
powrotem i znowu będziecie mogli mnietraktować jak jakieś dziecko specjalnej
troski. Po prostu potrzebowałem chwilidla siebie. Czy tak ciężko to zrozumieć?-
Zapytałem milknąc gwałtownie. Jeszczechwila i bym zaczął się wydzierać. Milczał
przez chwilę. Chyba musiał to sobiepoukładać w głowie. Nie wiem, o co się tak
wściekał. Przecież powiedziałem, żeza chwilę wrócę.
-
Wiesz, co? Pieprz się!- Wycedził dobitnie.Zakręciłem w bok. Jakieś trzy minuty
i będę przed hotelem. Grasz w ten sposób?Dobra.
-
To chodź do mnie. Zapłacę ci.- Powiedziałemchłodno. Żałowałem tego, co
powiedziałem. Rozłączył się bez słowa, a ja… ja zcałym impetem przywaliłem z
pięści w maszynę z napojami, jaka stała przedhotelem. Krew kapała szybko z
mojej ręki. Recepcjonista spojrzał na mnieprzerażonym wzrokiem. Podszedłem do
niego i wyciągnąłem pewna sumkę pieniędzy zportfela.- Proszę o wybaczenie. To
powinno pokryć straty. Jeżeli okaże się, żeto za mało proszę się ze mną
skontaktować (zapisałem mu na karteczce swojeimię, nazwisko i numer telefonu
domowego). Spojrzał na nią wybałuszając oczy.Wcisnął jakiś przycisk. Po chwili
ktoś wyłonił się zza drzwi za jego plecami.
-
Tony ten Pan jest ranny.- Powiedział wskazującna mnie. Zmarszczyłem czoło.
Facet zwany Tony spojrzał na mnie i widząc mojąrękę podszedł do mnie łapiąc
mnie pod łokieć. Zaprowadził mnie do jakiegośpokoju. Wyjaśnił mi, że jest
pielęgniarzem w tym ośrodku. Przedstawiłem się i szczerze opisałem, co mi się
stało. Milczał. Nic nie mówiąc podał miznieczulenie. Odczekał chwilę. Po czym
zaczął usuwać mi szkło z mojej prawejręki. Siedziałem tempo patrząc przed
siebie. Świat zaczął wirować dookoła mnie.Po kilku minutach przemywał mi ranę a
ja zirytowany starałem się ignorowaćdźwięk swojego telefonu. Jednak po chwili
odebrałem go niezdarnie lewą ręką.Tony zaczął po woli zszywać mi rękę.
-
Em-kun?
-
Saaaaaaaaaakuuuuuuurrrrrrraaaaaa-cha!-Zaśmiałem się głośno do słuchawki. Nie
powiedziałem mu, że bardzo źle znosiłem,jakiego kolwiek rodzaju środki
przeciwbólowe.
-
Gdzie jesteś?
-
Bliżej niż myślicie a jednak dalej.
-,
Co robisz?
-
Bawię się.
-,
W co?
-
Odwiedzam „krawcową?.- Powiedziałem. Ona była jedyną,która potrafiła prowadzić
ze mną moją durna rozmowę nawet, jeżeli jej nierozumiała.
-
A co szyjecie?
-
Rękawiczki.
-,
W jakim kolorze?
-
Przepraszam, jaki to kolor?- Zapytałem Tony’egomrużąc przy tym oczy. „Ciemny
niebieski” odpowiedział cicho.- Czerwone zdomieszką ciemnego niebieskiego.
-
Dobra, a teraz kluczowe pytanie.
-
Nooooooooo?
-,
Co brałeś?
-,
Co brałem?
-
No ja się ciebie pytam:, co brałeś?
-
Przepraszam…, co brałem?
-
Dałem ci 2 mg morfiny dożylnie.
-
Do środka 2 mg morfiny.- Powiedziałem i zaśmiałemsię głośno. Tony skończył
zszywać moją rękę. Posmarował ją czymś i owinąłdelikatnie bandażem. Pomachał mi
przed nosem.- Poczekaj chwile.- Powiedziałem do,Sakury ale nie zasłoniłem głośnika.
Spojrzałem na Tony’ego.
-
Pan nocuje tutaj?
-
Tak.
-,
Do kiedy pan zostaje?
-
Pojutrze rano jedziemy.
-
Jest pan z kimś?
-
Tak.
-
To niech ktoś po pana przyjdzie.
-
Ok.- Powiedziałem patrząc na jego plecy.- On mówi,aby któreś z was po mnie
przyszło.
-,
Jaki on?
-
No on. Nie widzisz go?
-
Wybacz, ale nie.
-
O_O. Szkoda.
-
A gdzie mamy przyjść?
-
Tutaj.
-
A gdzie jest „tutaj?
-
Tu gdzie ja jestem.- Zaśmiałem się ponownie.Tony zabrał mi telefon i zaczął
rozmawiać
z Sakurą. Nawet nie słyszałem, o czym rozmawiali. Przybliżyłem się do niego. Ładniepachniał. Ale nie tak jak ten głupek. Chwila?! ŻE CO PROSZĘ?!
z Sakurą. Nawet nie słyszałem, o czym rozmawiali. Przybliżyłem się do niego. Ładniepachniał. Ale nie tak jak ten głupek. Chwila?! ŻE CO PROSZĘ?!
-
Tak. Domyśliłem się chwile po zastrzyku.(…) Nienic nie mówił (…) tak,
widział(…) no dobrze- Rozległo się pukanie- Chyba jużjest(…) nie szkodzi.-
Powiedział i wręczył mi telefon. Do pokoju wszedł…Zaśmiałem się głośniej.
-
Z Onszym ja nie idę.- Usiadłem na podłodze.Kręciło mi się w głowię i drętwiało
mi całe ciało.
-
Jest znieczulony?- Zapytał Yuui.
-
Tak.- Odpowiedział niepewnie Tony.
-
To dobrze.- Powiedział Yuui. Nim się obejrzałemleżałem na ziemi trzymając się
za nos. On mi jebnął. Z pięści! Po chwilipodniósł mnie i zarzucił na ramię.-
Proszę o wybaczenie. Dziękuje za pomoc.-Dodał i wyszedł z gabinetu. Dla mnie
minęła chwila, ale wątpiłem, aby tak było,kiedy rzucił mnie na ziemie w naszym
pokoju. Nadal trzymałem się za nos. Sakurapodbiegła do mnie. Pozostałej dwójki
nie było w pokoju. Odtrąciłem jąwycierając nos i usta. Krew. Spojrzałem z furią
w oczach, na Yuui.
-
Masz jakiś problem?- Zapytałem wstającgwałtownie. Sakura złapała mnie za rękę.
-
Tak. Ty nim jesteś!
-
Prędzej ty nim jesteś!- Odtrąciłem Sakure. Upadłana moje łóżko.
-
Ja?! Czy ja bez słowa znikam?
-
Tak! Znikasz!
-,
O co ci znowu chodzi?!
-
Dzisiaj rano! I wtedy też!
-
Szedłem na śniadanie!
-
Wtedy nie!
-
Wtedy to było, co innego!
-
No tak. Wtedy to było, co innego! Ja jakośróżnicy nie widzę!
-
Spanie koło siebie a spanie ze sobą toróżnica!- Wydarł się łapiąc mnie za przód
koszuli. Zesztywniałem.- Miałeśnigdzie sam nie chodzić!
-
Wracałem już do hotelu!
-
Jasne!
-
Byłem koło hotelu, kiedy kazałeś mi siępieprzyć! TY!
-
A ty, co?! Nie lepszy?!
-,
O co ci chodzi?!
-
NIE JESTEM DZIWKĄ, KTÓREJ USŁUGI MOŻESZ SOBIEWYKUPIĆ!!!!- Ryknął przeraźliwie
popychając mnie na swoje łóżko. Coś poruszyłosię po mojej prawej stronie.
Spojrzałem tam.
-
S…Sakura?- Kompletnie zapomniałem, że ona tutajbyła. Patrzyła na nas
przerażona. W dość chaotyczny sposób poruszyłem rękoma,po czym ukryłem w nich
twarz.
-
Kazałeś mu się pieprzyć a on chciał wykupićtwoje usługi?- Zapytała drżącym
głosem. Zacisnąłem zęby i powieki wypuszczającgłośno powietrze.
-
To były żarty.- Powiedział Yuui. Sorry chłopie.Ale ona tego nie łyknie. Nie ma
szans. Za dobrze ją znałem.
-
Spać z kimś a spać koło kogoś…
-
Kurwa…- szepnąłem cicho w swoje ręce. Ułożyłemje jak do modlitwy, ale nie
otworzyłem oczu.
-
Chcecie mi powiedzieć…
-
Nie. To nie tak.- Powiedział pospiesznie Yuui.
-
Zamknij się.- Powiedziałem chłodno. Spojrzałemna niego.- Proszę cię nic już nie
mów.
-
Em-kun…- Zaczęła Sakura.
-
Tak.
-
Czy…?
-
Tak?
-,
Ale…
-
Wiem.
-
Przecież…
-
Rozumiem.
-
Ile…?
-
Jeden i pół.
-,
Kiedy…?
-
Jeden kilka dni temu.
-
A pół…?- Zapytała. Dlaczego tak dobrze jąznałem, że odpowiadałem na jej nie
dokończone pytania? Spojrzałem na niązbolałym wzrokiem.
-
Nie chcesz wiedzieć?
-
Chcę!
-
Uwierz mi…- Złapałem się za twarz. Wiedziała corobi. W złości powiem jej prawdę.
Yuui stał na środku pokoju przyglądając sięnam zagubionym wzrokiem.- Kiedy.
Pieprzyłaś. Się.
Z. Ashias’em. W. Pokoju. Rady. Uczniowskiej.- Powiedziałem dobitnie kładącnacisk na każde
z wypowiedzianych przeze mnie słów. Pisnęła cicho.
Z. Ashias’em. W. Pokoju. Rady. Uczniowskiej.- Powiedziałem dobitnie kładącnacisk na każde
z wypowiedzianych przeze mnie słów. Pisnęła cicho.
-
Gdzie…?
-
Przestań! Może mam ci szczegółowo opisać corobiliśmy?!
-
Jak mogłeś?!- Krzyknęła wybiegając z pokoju.Yuui wybiegł za nią nie racząc mnie
nawet spojrzeniem. Wyciągnąłem telefon.Wykręciłem TEN numer.
-
Enmba-san.
-
Musisz coś dla mnie zrobić.
-
Co kolwiek sobie życzysz.
-
Zabij mnie…
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
ej! no mam nadzieję, że go nie uśmiercisz! Proszę ja ciebie:(niespodziewałam się po nich takiej kłótni i jeszcze tego tekstu Enmby „to chodzi i ci zaplace” czy coś w ten deseń… zaskoczyl mnie szczerze powiedziawszy.czekam z niecierpliwością, na twoj kolejny rozdział. jak dobrze wyliczyłam po 13 ma sie chyba pojawić tak.Pozdrawiam:*