Shion
napisał mi wczoraj, że Enmba ma dzisiaj poprawkę. Tak umówił się ostatnio z
nauczycielem. Nic mi na ten temat nie wiedziałem. Nic mi nie powiedział. W
sumie za dużo z nim ostatnio nie gadałem. Pomagałem mu z matmą w czasie lunchu.
Spotykaliśmy się na kilka godzin w bibliotece szkolnej, szliśmy razem przez
park i rozchodziliśmy się każde w swoją stronę. I tak wyglądały nasze relacje. Prawie
wcale ze sobą nie gadaliśmy na inne tematy pomijając matmę.
Postanowiłem,
że jeżeli zda matematykę to wyznam mu swoje uczucia i powiem wprost. Czy chce
to ze mną ciągnąć w sposób bardziej poważny czy też nie. Jeżeli mi odmówi
zacznę go unikać po woli oddalając się od niego. Tak będzie chyba dla mnie
lepiej. I tak zapewne za jakieś pół roku musiałbym się pewnie wynieść z tego
miasta zmieniając imię i nazwisko. Więc co mi tam. Niczego nie będę żałował
bardziej niż tego, że jestem w stanie doprowadzić go do płaczu.
Obiecywałem
sobie zeszłej nocy, że już nigdy nie doprowadzę go do płaczu. Nie pozwolę aby
cierpiał. Nie chcę widzieć jego zranionego spojrzenia i tej miny. Oraz
wilgotnych oczu. To najgorsze co może spotkać człowieka zakochanego. Łzy w
oczach ukochanego spowodowane swoją osobą.
Wszedłem
do parku. Zdziwiłem się. Nie spotkałem jeszcze ani Shion’a, ani Sakury,
Ashiasa, Aoi bądź Enmby. Myślałem, że ten ostatni będzie dzisiaj w szkole
wcześniej niż ustawa przewiduje.
Wyszedłem na ostatnią prostą prowadząco do naszej szkoły. Przystanąłem
jak wryty. Przy jednej z ławeczek stał Enmba. Na ławce siedziała owa dziewczyna
która ostatnio dała mu w twarz. Trzymał ją za twarz oraz za lewą rękę. Z tej
odległości mogłem dojrzeć, że dziewczyna strasznie cierpiała. Podszedłem
bliżej. I tak muszę tędy przejść.
-
Myślałem, że jakiś koleś do mnie sapie, bo kręcę się obok Aoi.- Powiedział
poważnie. Mogłem usłyszeć jego głos.
-
I o to mi chodziło.
-
No i?
-
Nie pozwolę, aby ktoś taki z nią chodzi…- Zaczęła dziewczyna. Po chwili z jej
gardła wydobył się przeraźliwy krzyk. Przyspieszyłem kroku. Enmba chyba
zapomniał, że nadal jest na celowniku policyjnym.
-
Masz problem. Ona mnie nie interesuje, nie interesowała i interesować nie
będzie.- Powiedział. Ciekawe kto może być w jego guście jeżeli nie interesują
go takie osoby jak ta laska, Aoi czy też Sakura. Chociaż z Sakurą przecież
kiedyś chodził.
-
Enmba?- Zapytałem udając zaskoczonego. Usłyszałem ciche przeklniecie, ale
udałem, że go nie słyszę. Nie spodobało mu się to, że ktoś im przerwał. Zbliżył
swoją twarz do jej. Coś jej powiedział. Dziewczyna spojrzała na niego
przerażonym spojrzeniem. Po tym Enmba ją puścił.
-
Porozmawiaj z nią. A na przyszłość uważaj, co robisz.- Powiedział i odwrócił
się spoglądając na mnie. Czy mi się wydawało czy na jego twarzy zakwitł mały
rumieniec? Nie. Musiało mi się przewidzieć.
-
Co ty…?- Zapytałem pokazując na niego i na ową laskę.
-
Nic takiego. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy. Prawda Maki-chan?- Zapytał
odwracając się do niej. Nie widziałem jego twarzy ale jej skrzywiła się makabrycznie.
Nie przepadała za nim. A więc wołali na nią Maki?
-
Taaa.- Burknęła. Włożyła słuchawki do uszu i odeszła w stronę szkoły. A może
Enmba leciał na takie laski? Przecież powiedział na głos, że to Aoi go nie interesuje
a nie ona właśnie?
-
Czy ty…?
-
Słucham?
-
Co ty z nią robiłeś?- Zapytałem. Próbował wyznać jej miłość??
-
A co? Zazdrosny?
-
Chciałbyś!- Krzyknąłem. Ruszyłem przed siebie. Nie będę szedł z tym idiotą,
który rozczytał moje zachowanie po jednym moim tekście.
-
Czyli mam rację.- Zaśmiał się podbiegając do mnie.
-
Umiesz na matmę?- Lepiej się zapytać. Może jeszcze coś uda mi się wpoić do jego
tępej pały do końca dnia nim pójdzie na ten sprawdzian z matmy.
-
Jeżeli mi nie pyknie będziesz miał spokój w następnym roku.- Powiedział śmiejąc
się głośno. Kolejny rok bez niego w klasie. Nie zgadzam się na to
kategorycznie! Zatrzymałem się gwałtownie. Wpadł na mnie. Złapałem go za
łokieć.
-
Słuchaj no. Masz to zdać, bo jak nie to sam cię zabiję.- Powiedziałem.
Uśmiechnął się do mnie. Nic sobie nie robił z moich gróźb.
Zobaczę,
co da się…- Urwał kiedy zbliżyłem się do niego. Przestraszył się, że coś mu
mogę zrobić w miejscu publicznym. Próbował się uwolnić ale jakoś mu to nie
wychodziło.- Przestań.- Dodał kiedy
pochyliłem się nad nim minimalnie.
-
Zdasz.
-
A skąd…- Rozejrzałem się dookoła po czym pocałowałem go delikatnie. Szarpnął
mocno ręką. Dzisiaj był bardzo przytomny i świadomy tego co się działo dookoła
nas.
-
Zdasz.- Powiedziałem odsuwając się od niego tylko na kilka milimetrów. Czułem
ciepło jego oddechu na swojej szyi.
-
Nie wi…- Nadal nie chciał mi tego obiecać. Zadarłem mu koszulę do góry wsuwając
tam rękę. Złapał mnie za nią gwałtownie. Myślał, że posunę się dalej.- Zdam.
Zdam.- Powiedział szybko. Uśmiechnąłem się. Dawno go nie dotykałem. Pocałowałem
go delikatnie i ruszyłem przed siebie ignorując zachcianki mojego ciała które
chciały jeszcze więcej Enmby! Po chwili mnie dogonił. Wyglądał tak jakbym w
ogóle go nie ruszył.
-
I tak ma być.- Powiedziałem. Oberwałem mocno pięścią w bok. Zrobiło mi się
ciemno przed oczyma. Myślałem, że skonam.
-
Wredny jesteś.- Powiedział patrząc przed siebie. Ja?! Wredny?! A kto mnie
dopiero co nie zdjął jednym uderzeniem z tego świata?!
-
Jeżeli zdasz…- Zacząłem. Powiem ci, że cię kocham ale to jak zdasz. Więc się
postaraj. Spojrzałem na niego. Zerkał na mnie zaciekawiony.- …To coś ci
powiem.- Dodałem i wszedłem na teren szkoły. Musze od niego odejść jak najdalej
bo coś zrobię albo powiem o kilka słów za dużo.
^^~^^
Siedziałem w parku na trawniku z
pozostałymi. W oddali widziałem jak Aoi zmierzała w naszym kierunku z ową
dziewczyną z rana. Przyglądałem im się uważnie. Czyżby tą laskę również
ciągnęło do Enmby.
Spojrzałem na nie kiedy do nas
podeszły.
- Enmba w budzie?- Zapytała patrząc
na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Tak.- Odpowiedział Shion
przyglądając mi się uważnie.
- Co się gapisz?- Zapytałem nie
patrząc na niego.
- Pokłóciliście się?- Zapytał Shion.
Spojrzałem na niego przelotnie.
- Nie.- Odpowiedziałem spoglądając w
przestrzeń.
- Nie pierdol.
- Tyż.
- No przecież widzę.
- To, źle widzisz.- Odpowiedziałem
unosząc delikatnie głos. Zerknąłem na zegarek. Powinien już kończyć. Jeżeli nie
zda to go kurwa zamorduję!!
- Możecie się nie kłócić?- Zapytała
Sakura.
- My się nie kłócimy tylko
prowadzimy emocjonalną konwersację.
- To przestańcie. Starczy, że Enmba
i Yuui o coś się pokłócili.- Powiedział Ashias. Spojrzałem na niego zbolałym
wzrokiem.
- My się nie pokłóciliśmy.
- No przecież widać, że coś…
- Pokłócili się?- Zapytała owa
laska. Maki jeżeli dobrze kojarzę. Shion przyglądał jej się uważniej od
dłuższej chwili.- Przecież dzisiaj w parku jak od was odeszłam widziałam…
- Zamknij się!- Warknąłem na nią
podnosząc się na równe nogi.- Jeżeli ci życie miłe nie mów nic więcej.
- Ja cię znam!- Krzyknął
inteligentnie Shion.
- Ja ciebie też. Chodziłeś z
Sasuke.- Powiedziała uśmiechając się do niego. Wszyscy spojrzeli na nią
zainteresowani.
- Co ty tutaj robisz?
- Chodzę do tej samej szkoły co wy.-
Powiedziała.
- Co?- Zapytał. Dopiero teraz
dojrzał u niej ten sam mundurek.
- Nom. Ścięłam włosy, zdjęłam aparat
i okulary mogłeś mnie nie poznać.
- Ciężko było mi to rozkminić.
- Etto. Shion. Kto to?
- Sakura nie poznajesz jej?
- Nie.
- To Maki. Chodziła z nami do
gimnazjum. Była w jednej klasie z Sasuke na ostatnim roku.
- Aaaaa! TA Maki!- Zawołał Ashias.
Maki obdarzyła go chłodnym spojrzeniem. Oho.
- Coś ci nie pasuje?- Warknęła
zmieniając tonację głosu.
- Po głosie wiem, że to Maki.-
Zaśmiał się głośno.
- Wjebać ci?
- Nie. Raz starczy.- Powiedział.
Spojrzałem na niego zaskoczony. Milczał. I ona nie podchwyciła tematu.
-Zagramy? Póki Enmba nie wróci?-
Zapytał Ashias.
- Ale nie gramy o coś!- Zawołał
Shion pokazując na mnie palcem. Ostatnio musiał mi postawić obiad na mieście bo
ze mną przegrał.
- Spoko. Mogę tak rekreacyjnie
pograć.- Przyznałem się uśmiechając się wrednie.
- A wy gracie?- Zapytał Ashias.
- Ja odpadam. Musze coś przejrzeć.-
Powiedziała Sakura. Aoi podała jej jakieś czasopismo. Usiadły trochę dalej od
nas. Zaczęliśmy swoją partyjkę. Spojrzałem na swoje karty. Jednak mogłem z nimi
o coś grać. Wygraną miałbym w kieszeni. Coś zaszeleściło za moimi plecami.
Spojrzałem tam. Enmba leżał niedaleko nas na trawniku gapiąc się w niebo. Miał
czerwoną twarz i szklane oczy. Płakał? Nie zdał?
- I…?- Zapytałem. Spojrzał na nas.
Uniósł kciuka do góry. Czyli zdał. Ciekawe ile punktów wyciągnął po moich
korkach.- A ile punktów?
` - Nieee powiem.- Powiedział siadając
po turecku i uśmiechając się szeroko. Drgnąłem. Myśli, że mu daruje i wynika
zachowa tylko dla siebie?
` - No Enmba nie bądź taki.- Zajęczała
Sakura.
- Nie powiem. Bo mi się oberwie.-
Powiedział. Spojrzałem na niego zaciekawiony. Czyli aż tak źle?
- To aż tak mało?
- Zaliczyłem. To się liczy.-
Powiedział. „Ta. Chyba dla ciebie” pomyślałem.
- Ale na ile procent?- Zapytał
Ashias. Jeżeli za raz tego nie powie wyciągnę to z niego siłą.
- A ile trzeba u niego mieć, aby
takie coś zaliczyć?
- Tak 75%.- Powiedział Shion. On
uwielbia ludzi trzymać w niepewności czy po prostu lubi mnie wkurwiać?
- No to mniej niż 75 nie miałem.-
Powiedział. Wkurwia mnie!
- Enmbaaa.- Spojrzałem na niego.
Objął nogi ramionami. Zadrżał. Chyba zrozumiał, że ma się odezwać tak jak
należy a nie owijać w bawełnę.
- 9 djhniohjfoj.- Wymamrotał
niewyraźnie.
- Słucham?- Zapytałem przybliżając
się do niego aby usłyszeć dobrze jego odpowiedź.
- 99!- Krzyknął przerażony.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Czyli jednak dało radę go czegoś nauczyć.
- Co ty taki przerażony?- Zapytała
Sakura. Spojrzał na nią i przecząco pokiwał głową.
- Ale zdałem. No przecież zdałem.
- Miałeś błąd.- Musiałem mu dogryźć.
Ciekawe w czym się pomylił. W jakimś obliczeniu, może wzorze albo źle coś
narysował. Możliwości było od groma i jeszcze trochę.
^^~^^
Leżałem
u siebie na łóżku słuchając głośno drażniącej moje uszy muzyki. Nie pasowało mi
to co teraz musiałem zrobić. Do końca następnego tygodnia mieliśmy oddać
wychowawcy dokumenty w których uwzględnimy kim chcemy być w przyszłości i na
ich podstawie będziemy w kolejnych latach nauki przydzielani do poszczególnych
przedmiotów.
Oni myślą, że to takie łatwe. Wybrać w jedno
popołudnie swój zawód przyszłości i co za tym idzie zaplanować sobie całe
życie. Mam teraz, o tak, zaplanować kim chcę zostać i co chcę robić. To jest
jakaś kpina! Eh coś będę musiał wymyśleć. Sięgnąłem po telefon, który dzwonił
już od jakiegoś czasu. Spojrzałem na wyświetlacz. Enmba. Ciekawe co się stało, że dzwoni? On nie dzwoni bez powodu.
Odebrałem po chwili wahania.
- Noooooo?- Zapytałem odkładając
kartki z formularzem na biurko.
- Nie noooo tylko słucham.-
Zabrzmiało po drugiej stronie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dzisiaj nie zdążyłem
mu tego powiedzieć. Powiem mu przy pierwszej lepszej okazji. Nie chcę jakiś
szczególnych chwil.
- Nie mów słucham, bo cię… wiesz,
co?
- E.- Tylko taką dał mi odpowiedź.
Pokręciłem przecząco głową.
- Żadno „e” tylko, co?
- Nie, co?
- No dobra. Skończmy już tą rundę. O
co chodzi?
- A musi o coś chodzić?- Padło
pytanie. Przewróciłem oczyma siadając na łóżku i uśmiechając się szeroko.
Dobrze, że teraz nie widział mojej twarzy.
- No halo. Ty do mnie bez powodu nie
dzwonisz.- Zauważyłem inteligentnie.
- W sumie to miała dzwonić Aoi, ale
chyba się wystraszyła i wypadło to na mnie.- Powiedział stękając dziwnie kiedy
wypowiadał jej imię. Nie mogła zadzwonić ze swojego telefonu? W końcu miała mój
numer. Zmarszczyłem czoło. Co ona w ogóle u niego robiła?
- Jeżeli ona miała dzwonić to mi ją
podaj do telefonu.
- Uroczy jak zawsze.- Burknął. Przed
oczyma zobaczyłem jego minę. Zachciało mi się śmiać, ale się powstrzymałem.
Słyszałem jakieś przytłumione dźwięki i nic więcej. Jeżeli za raz nie da jej
telefonu to się rozłączę. No halo ja tutaj myślę o swojej przyszłości
kontempluje nad istotą swojej osoby a wy mi gitarę zawracacie telefonami bez
konkretnego pokrycia.
- Tak?
- Masz mój numer telefonu więc po
chuj każesz mu dzwonić od siebie do mnie. Równie dobrze mogłabyś to zrobić od
siebie i nie było by żadnego zaskoczenia z mojej strony.
- Ummmm.
- Nie ummmaj mi tutaj. W ogóle to co
ty robisz u niego w domu? Nie miałaś czasami spotkać się z tą Maki? Jeżeli
dobrze odczytałem atmosferę nad jeziorem ciągnie was do siebie, więc?
- Ehe.
- Dobra. Lepiej abym nie wiedział.
Miałaś jakąś konkretną sprawę, że do mnie dzwonisz w taki dziwny i pokrętny
sposób?
- Mhy.
- Co to za sprawa? Jeżeli możesz to
krótko, zwięźle i na temat poproszę.
- Nocny seans filmowy.- Powiedziała
tylko. Przekrzywiłem głowę w bok. Aha. I wszystko jasne. Enmba coś tam mówił,
że na weekend zaprasza nas wszystkich do siebie więc pewnie wtedy miałby się on
odbyć.
- Rozumiem już wszystko.
- Rozumiesz?- Zapytała zaskoczona.
Zagotowało się we mnie delikatnie.
- Masz mnie za idiotę?! Żyję z nimi
kilka miesięcy dłużej i jestem lepszym obserwatorem niż ty więc wiesz!
- Prz-przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie jak on siedzi
koło ciebie bo później będzie m i pierdolił, że cię dręczę. Jakie filmy
będziemy oglądać?
- A jakie lubisz?
- Może być wszystko tylko nie
horrory. I nie mów Enmbie o tym co wybrałem.
- Ehe.
- Coś dziwnie mówisz nawet jak na
to, że on jest w pobliżu. Czego zażądał od ciebie za numer do mnie. Enmba nie
jest osobą, która dałaby komukolwiek cokolwiek za darmo więc co chciał od
ciebie w zamian?
- Co?- Zapytała zaskoczona. Czyli
miałem rację.
- Chcę abyś mi powiedziała co chciał
jako zapłatę.
- Nie to nie jest dobry pomysł.
- Jesteś tego pewna?
- Ummmm.
- To przekaż Enmbie, że jednak nie
przyjdę na ten seans filmowy i możecie coś sobie skołować jak mnie nie będzie.
Ok ja kończę. Na…
- A musze?- Zapytała nie zmieniając
tonacji głosu.
- Tak musisz mu przekazać to, że
mnie nie będzie. Życzę miłego doręczania wiadomości.
- „Oddaj mi swoją bieliznę, pierwszy
pocałunek i dziewictwo”- Powiedziała poważnie. Drgnąłem. Chyba nie mówi tego do
mnie
- Z początku myślałem, że mówisz to
do mnie.- Zaśmiałem się.- Ok. Daj mi Enmbę. Ja z nim pogadam na temat reszty
tego planowanego seansu. Wybierz tam sobie coś co lubisz. Obejrzę cokolwiek
byle nie horrory.
- Ok.-Powiedziała tylko. Coś
zaszeleściło. Moja noga zaczęła podrygiwać nerwowo.
- Tak?- Zapytał cicho Enmba.
- Zapłać.- Powiedziałem chłodno.
- Spadaj.
- Zapłać.
- Spadaj.- Powiedział przerażonym
głosem. Za mój numer telefonu chciał coś takiego?! Ja mu jeszcze pokarze!
- Zapłać.
- Yuui w twoim wykonaniu to nie jest
wcale a wcale zabawne.
- Dobra zapłacisz kiedy indziej.
- Nie powiedziałem, że…
- Dobra.- Powiedziałem. Zerknąłem na
monitor kompa. Wiadomość od Sakury. Zżuta
na prezent dla Aoi. Ma urodziny w dzień naszego seansu filmowego. Aha.
Rozumiem.- Inna sprawa. Nie orientujesz się, co Aoi chciałaby dostać na urodziny.-
Zapytałem. Może on będzie wiedział co można jej kupić abyśmy nie kupili
jakiegoś ścierwa które wrzuci do szafy i tam będzie zalegać.
- A po co?
- Ponieważ w tą sobotę ma urodziny?-
Zapytałem nie wierząc w to, że on nie wiem.
- Nie wiedziałem. Ale nie wiem.-
Powiedział po chwili wahania. Może coś mu chodziło po głowie. Nie wiem jak to
będzie. Coś się wymyśli.
- Aha. No dobra. To coś tam wymyślę.
- No ok. Jutro w szkolę się zgadamy
jak chcecie przyjść.
- To już z resztą rozmawialiśmy i
jeżeli tobie by pasowało to chcielibyśmy tak w piątkowe późne popołudnie.-
Powiedziałem. Po drugiej stronie na bardzo długą chwilę zapanowała cisza. Chyba
myślał, co dla mnie było ironią losu jakiś miesiąc temu.
- No dobra. Możecie. Mi tak pasuje.
Ok. Ja musze kończyć.
- Narty.- Powiedziałem i się
rozłączyłem. Opadłem na łóżko. A tak myśląc o urodzinach kiedy Enmba je
obchodził? Podrapałem się po głowie. Zapytał jutro w szkolę Sakure albo Shiona.
Oni powinni wiedzieć.
^^~^^
Gapiłem się na ekran telewizora w
jego salonie. Bajka. Wybrana przez Shiona. Przyglądałem się jej z dość dużym
sceptycyzmem. W sumie lepsza bajka niż horrory. Tak się teraz nad tym
zastanawiałem. Czy jest w ogóle cokolwiek co ja lubię oglądać? Jakoś nie mogłem
sobie nic takiego skojarzyć pomijając programy przyrodniczo-naukowe. Tak wiem,
trochę sztywniacko ale naprawdę nie przepadałem za niczym innym. Eh. Wypuściłem
głośno powietrze przeciągając się i ziewając cicho. Kątem oka zauważyłem jak
Enmba niknie w kuchni. Wstałem podążając za nim. Zajrzałem do kuchni.
Zobaczyłem tylko jego plecy, tyłek i nogi. Reszta ciała znajdowała się w
lodówce.
- Nudzi cię film?- Zapytałem
opierając się o stół. Spojrzał na mnie przelotem po czym wrócił do buszowania w
lodówce.
- Zdeka.- Przyznał. Wyciągnął z
lodówki sok, spojrzał na niego i ponownie schował go do lodówki nurkując za nim
w jej wnętrzu.
- Widać.
- Mmmm.- Zamruczał i wyciągnął z
lodówki sprita. Spojrzał na mnie.- A ty coś chcesz?
- Tak.- Powiedziałem.
- Co?- Zapytał. Uśmiechnąłem się pod
nosem. Pokazałem na niego palcem po czym wyszedłem z kuchni i udałem się
ponownie do salonu. Wiedziałem, że za raz do mnie dołączy.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon.
Dostałem wiadomość od brata.
Mamy poważne problemy.
Napisał. Zmarszczyłem czoło.
Jakie?
Ludzie Tosy nas namierzyli.
Ręka w której trzymałem telefon
drgnęła nieznacznie. Przełknąłem głośno ślinę.
Wyprowadzamy
się?
To zależy od sędziego.
Ja
nie chcę się wyprowadzać!
Wiesz, że nie będziemy mieli nic do
gadania. Jeżeli taka padnie decyzja.
Hikaru,
ale ja nie chcę!!
Yuui! Nie zachowuj się jak dziecko.
Czekam właśnie na wiadomość sędziego. Jak coś to poprosiłem go o kilka dni
zwłoki. Jeżeli będziemy mieli się wyprowadzić to nie teraz tylko za kilka dni.
Czy
to teraz, czy za kilka dni, miesięcy bądź lat ja nie chcę!!
- Yuui. Trzymaj.- Ashias podał mi
otwarte piwo.
- Dzięki.- Powiedziałem sięgając po
nie. Upiłem od razu spory jego łyk.
Myślisz, że ja chcę.
Jakbyś
nie chciał to byśmy nie musieli
To wszystko ze względu na ciebie
Nie
zganiaj wszystkiego na mnie!
Czekaj. Mam telefon z sądu. Napisze
do ciebie jak skończę rozmawiać. Bo rozumiem, że nie chcesz abym dzwonił.
Napisz.
Schowałem telefon do kieszeni.
Sięgnąłem po kolejne piwo.
- O coś nam się Yuui dzisiaj upije.-
Zaśmiała się Sakura. Pokazałem jej język.
- Chyba ty.- Powiedziałem wrednie.
Enmba ponownie wszedł do salonu. Czyżby znowu gdzieś wychodził. Spojrzał na
mnie. Uśmiechnął się delikatnie jakby spodziewał się tego, że będę się na niego
patrzył. Podszedł do mnie i zabrał mi moją butelkę piwa.- Tylko nie przesadź.
- A czy ja kiedykolwiek
przesadziłem?- Zapytał i pokazał mi język. Pokręciłem przecząco głową.
- Ashias. Rzuć mi jedno.-
Powiedziałem. Zrobił to o co prosiłem. Otworzyłem je biorąc spory łyk. Telefon
w mojej kieszeni zawibrował nieprzyjemnie. Z ociąganiem i lekiem wyciągnąłem go
na powierzchnię. Wiadomość od brata. Otworzyłem ją. Sople lodu boleśnie opadły
na dno mojego żołądka.
Masz dwa tygodnie na to aby się ze wszystkim
uporać. Za dwa tygodnie o tej porze nas już tutaj nie będzie. Wynosimy się do
nowego miasta. Dzień przed wyjazdem spotkasz się z Carne.
Tylko tyle. Jeżeli pisze o Carne to
znowu zmienią mi imię, nazwisko, wygląd, charakter, wszystko. Yuui Natsumi
przestanie istnieć. Zrobiło mi się niedobrze! Zakryłem usta wstając z kanapy.
- Yuui?- Zapytała cicho Aoi.
Wyminąłem ją i udałem się do toalety. Upadłem na kolana przed muszlą klozetową.
Już nigdy nie zobaczę Enmby?!
Mój żołądek targany silnymi
skurczami oddał to co dzisiaj zjadłem.
^^~^^
Siedziałem z nim w jego pokoju.
Całowaliśmy się na jego łóżku. Postanowiłem, że to już ostatni raz. Więcej razy
do mojego wyjazdu go nie dotknę. W sumie to on podszedł do mnie jakieś pół
godziny temu i szepnął cicho do ucha „Chcesz
się kochać?” I poszedł przed siebie. A ja jak głupi podążyłem za nim.
Wsunął swój język do moich ust
oplatając mnie ramionami. Położyłem mu ręce na biodrach. Ktoś wszedł do pokoju.
Drgnąłem. Odsunąłem się delikatnie od niego. Spojrzałem za siebie. Ręce
bezwiednie opadły mi na dół. Zrobiłem szybki krok w tył ciągnąc za sobą Enmbę,
ale jego brat był szybszy. Odepchnął mnie na ścianę uderzając go z całej siły w
twarz. Zrobiłem krok w jego stronę. Drugi z jego braci złapał mnie za bark
kręcąc przecząco głową. Miał zatroskany wyraz twarzy.
- ZNOWU TY?!- Ryknął jeden z braci
Enmby. Ten którego poznałem w szkole.
- Natsu uspokój się!- Krzyknął
ojciec Enmby.
- Morda śmieciu!
- Natsu jak ty się odzywasz do
własnego ojca?!
- To samo kurwa tyczy się i ciebie!-
Wydarł się na nich patrząc w moją stronę. Natsu ruszył w moją stronę. Koleś
który trzymał mnie za bark zasłonił mnie swoim ciałem.
- Może najpierw dasz mu to wyjaśnić
a dopiero później…
- EAGLEEEEEEEEE!!!!- Wydarł się na
niego. Ten nie zrobił kroku w bok. Natsu uderzył go w twarz. Upadł na mnie.
Złapałem go pod ramiona. Po tym jak go postawiłem na nogi próbowałem go obejść
aby znowu nie dostał. Złapał mnie za szyję przyciskając do ściany.
- Nie wychylaj się kurwa.- Szepnął
do mnie cicho tak aby nikt nic nie widział i nie słyszał.
-Co to ma kurwa znaczyć?!
- Co ty tutaj robisz?- Zapytał
niewyraźnie Enmba. Siedział na łóżku. Z lewego kącika jego ust leciała krew.
Zabolał mnie ten widok. Znowu sprawiłem mu tyle problemu.
- To chyba ja się pytam!
- Mamo…?
- Czy ty wiedziałeś, że on jest
gejem?!- Wydarł się. Enmba jak za sprawą czarodziejskiej różdżki spojrzał w
moją stronę. Oczy mu pociemniały. Wyglądał strasznie. Zszedł z łóżka.
- Eagle puść go.- Powiedział oschle.
Drgnąłem. Ręka przytrzymująca delikatnie moją szyję zrobiła się zimna. On się
go bał?- Ogłuchłeś do reszty.- Stwierdził patrząc na nas. Z Nienacka złapał
Natsu za przegub ręki. Nawet na niego nie spojrzał.- Nie twój interes, co i z
kim robię. Rozumiemy się.- Dodał. Nozdrza mu poszerzały.- EAGLE!- Ryknął.
Drgnąłem. To on potrafi tak krzyczeć? Eagle powoli puścił moją szyję.
- COO TO MA ZNACZYĆ?!- Spojrzałem
zaskoczony na jego ojca. Enmba uciszył go jednym spojrzeniem. Tak nie powinno
być. Enmba nie powinien kłócić się ze swoją rodziną. Przysparzam mu tylko
problemów a za dwa tygodnie zniknę z jego życia!
- TAK CI SIĘ …- Nie słyszałem o czym
dalej się kłócili. Enmba wybacz. Wybacz mi proszę te słowa, które teraz powiem.
Muszę to przerwać bo jego brat go zabiję. Jeżeli Enmba sobie odpuści może w
końcu mu wybaczy. Nie chcę aby Enmba był ranny. Nie chcę tego, ale…
-Nie. Obrażaj. Go.- Wycedził przez
zęby. To nie Enmba. Go tutaj nie ma. Muszę tylko wypowiedzieć kilka tych słów i
będzie po sprawię. Musze tylko… to tak strasznie bolało…
- Enmba. Wystarczy.- Powiedziałem.
Spojrzał na mnie przecierając usta.- On ma rację.- Z trudem wypowiedziałem te
słowa a co dopiero wypowiedzieć resztę. Enmba wpatrywał się we mnie z pustym wyrazem
twarzy. Uważał że żartuję. Kącik jego ust drgnął. Za raz mnie wyśmieję.
Przyglądałem mu się uważnie przyjmując do świadomości to, że w końcu zaczął
rozumieć moje słowa. Za jego plecami Natsu chciał się odezwać ale jego matka
powstrzymała go kładąc mu rękę na ramieniu. Spojrzała na mnie. Drgnąłem.
- Heee?- Z jego gardła wydobył się
samoistny dźwięk. Za nim widziałem wyraz twarzy jego matki. Wiedziała do czego
zmierzałem. W jej oczach stanęły łzy. Yo-sama. Wybacz mi!
- Przecież mówię.- Niech mnie ktoś
powstrzyma. Marzyłem aby ktoś zakrył moje usta.- Głuchy jesteś. On ma rację.- Enmba nie
słuchaj tych kłamstw. Walnij mnie nim powiem coś więcej!- Dostałem to, co chciałem.- Nie wierz w moje
kłamstwo! Zorientuj się co kryję się za moimi słowami!!!- Było miło, ale się
skończyło.- Dodałem. Wpatrywał się we mnie. Jego oczy przepełnione były bólem.
Zaczynał mi ufać. To bolało najbardziej.
- Żartujesz.- Stwierdził. Powiedział
coś w co sam chciał wierzyć. Tak! Żartuję! Zorientuj się i mnie walnij! Błagam
cię!
- Żartowałem ostatnie dziesięć
miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara
młody.- Powiedziałem zmuszając swoje ciało do odwrotu. Zerknąłem na niego
ostatni raz. Wyglądał jakby dostał właśnie ode mnie w twarz. Schodziłem właśnie
po schodach w dół. Zmuszałem się do tego z całych sił. Chciałem tam zawrócić.
Chciałem paść przed nim na kolana, błagać o wybaczenie i zapewniać, że to
wszystko co teraz powiedziałem to kłamstwa. Chciałem, ale nie mogłem. Jeżeli
wrócę do góry jego brat gotów będzie go zabić. Enmba musi żyć. Nawet jeżeli nie
będę go widywał musi żyć.
- Yuui co tam się dzieje?- Zapytał
Shion. Zatrzymałem się przed drzwiami trzymając rękę na klamce. Spojrzałem na
nich. Nie wiem jaki musiałem mieć wyraz twarzy, ale otworzyli szeroko
przerażone oczy.
- Yuui co…?- Zaczęła Sakura.
- Przepraszam.- Mój pusty głos
przeciął ciszę. Drgnąłem. Otworzyłem gwałtownie drzwi. Wybiegłem na zewnątrz
trzaskając nimi mocno. Muszę stąd uciec najdalej jak się da. Muszę opuścić to
miejsce. Nie mogę już zawrócić. Jeżeli dojdę do ulicy i przejdę na drugą jej
stronę wtedy już tutaj nie wrócę. Już mnie tu nie zobaczą. Jeszcze tylko
kawałek. Już prawie jestem. Bolało mnie w klatce piersiowej. Nie mogłem
oddychać. Każdy krok który oddalał mnie od Enmby sprawiał mi niemiłosierny ból.
Przetarłem twarz. Łzy. Boże dlaczego?! Dlaczego musiałem przyjechać do tego
miasta?! Dlaczego musiałem go poznać?! Dlaczego go pokochałem?! Dlaczego muszę
odchodzić?! Dlaczego?!?!
- Yuui…- Usłyszałem za sobą. Drgnąłem.
To jego głos. Nie spojrzę na niego. Nie chcę więcej go ranić. Nie chcę.- Czy
naprawdę myślisz to, co powiedziałeś?- Zapytał. Jak mógł uważać, że to co
powiedziałem jest prawdą?! Dlaczego mi uwierzył?! Nienawidziłem się z całego
serca! Żałuje, że wtedy się nie zabiłem!!!!- Yuui.… powiedź coś.
- Wracaj do domu.- Powiedziałem
cicho. Jeżeli powiem głośniej głos mi się załamie. Po policzkach spływały mi
łzy. Ruszył w moją stronę. Usłyszałem kamienie szurające pod jego nogami.
Zrobiłem kilka kroków do przodu. Nie może zobaczyć mojej twarzy.
- Yuui…
- Powiedziałem, wracaj.
- Wrócę, jeżeli powiesz mi, że to,
co wtedy powiedziałeś to prawda.- Powiedział mocno. Stanąłem jak wryty. Każe mi
przekręcać ten zatruty nóż który wbiłem sobie w serce. Enmba. Zaprawdę jesteś
strasznym sadystą.
- Tak. To prawda.- Powiedziałem.
Zagryzłem mocno wargi tłumiąc w ten sposób łkanie. Niech już idzie!
- Szkoda. Bo widzisz.…ja się w tobie
zakochałem.- Usłyszałem cichą odpowiedź. Później smutny śmiech. – Kocham cię
Yuui.- Dodał płaczliwym głosem. Drgnąłem. Na sam koniec poznałem odpowiedź na
wszystkie dotychczasowe „dlaczego”? Wiem dlaczego mi nie odmawiał, dlaczego na
wszystko się zgadzał dlaczego mnie nie pobił. Wiem. I ta wiedza sprawiała mi
najwięcej bólu w całym moim dotychczasowym życiu. Coś popchnęło mnie mocno do
przodu. Upadłem do przodu osłaniając twarz rękoma. Co jest kurwa?! Usłyszałem
najpierw głośny huk, później pisk i łoskot. Odwróciłem się powoli do tyłu.
Enmba leżał na środku jezdni. Pewne sportowe auto wchodziło z piskiem opon w
zakręt. Podszedłem do niego na kolanach. Leżał tam. Nie ruszał się.
- Oj. Enmba.- Powiedziałem dotykając
jego barku. Ani drgnął. Miał całą czerwoną twarz.- Enmba.- Dodałem. Pod jego
ciałem zaczęła tworzyć się spora kałuża krwi.- Enmba…- Oddychał coraz wolniej!
Co robić?! Co robić?!-ENMBA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-
Wydarłem się przeraźliwie. Przyłożyłem ucho do jego klatki piersiowej. Serce
biło strasznie wolno.- ŻYJ KUUUUUUURWA!!!! NIE WAŻ SIĘ UMIERAĆ!!!!!!
^^~^^
Siedziałem przed salą operacyjną.
Moje nogi drgały niespokojnie. Zaciskałem mocno palce na pięści. Proszę niech
on nie umiera. Błagam niech on nie umiera. W poczekalni siedziała całe jego
rodzina, Aoi, Maki, Shion, Sakura i Ashias. Po chwili zdyszany po szybkim biegu
dołączył do nas mój brat. Spojrzał na mnie przerażonym spojrzeniem. Odwróciłem
wzrok. Nie miałem siły na niego spojrzeć.
- Yuui co się stało?- Zapytał.
Milczałem. Podszedł do mnie. Złapał mnie za bark.- YUUI?!
- Proszę się uspokoić.- Powiedziała
matka Enmby. Z wszystkich tu obecnych chyba tylko ja wiedziałem kim tak
naprawdę był mój brat. Nie rozumieli jego zachowania.
- Enmba uratował twojego brata
wypychając go spod samochodu. Sam nie zdążył uskoczyć. Został potrącony.- Powiedziała
cicho Sakura. Hikaru drgnął.
- Czy to wszystko przez to co ci
napisałem?- Zapytał. Drgnąłem. Nie patrzyłem na niego.
- Co?- Zapytał Natsu.
- Yuui odpowiedz mi. Czy to dlatego,
że musisz…- Podniosłem się na równe nogi i uderzyłem go z całej siły pięścią w
twarz. Upadł na podłogę.
- Zamknij w końcu ryj bo cię
zamorduję!- Warknąłem na niego. Otworzył szerzej oczy.
- Yuui!- Krzyknęła Sakura. Uderzyłem
pięścią koło jej twarzy uderzając w ścianę.
- Naprawdę uważasz, że jestem w
humorze?!- Zapytałem zbliżając swoją twarz do jej. Drgnęła.
- Przepraszam.- Szepnęła cicho.
Odwróciłem się do nich tyłem. Zaciskałem mocno palce na skroniach. Odwróciłem
się kiedy do matki Enmby podeszła pielęgniarka. Coś jej powiedziała. Ta
pokiwała przecząco głową. Pielęgniarka odeszła.
- Co się stało?- Zapytał Eagle.
- Muszą mu przetoczyć krew.-
Powiedziała. Eagle pokiwał przecząco głową. Spojrzałem na niego.
- Czemu kurwa kręcisz głową?!
- Nikt z domu nie ma predyspozycji
do tego aby mu ją oddać.
- Jaka grupa?- Zapytałem. Eagle po
chwili wahania odpowiedział. Bardzo rzadka grupa która może przyjąć swoją grupę
krwi z przeciwnym znakiem.Z kolei może oddać swoją każdemu. Enmba jest plusem.
Wyciągnąłem w jego stronę nadgarstki.- Bierz ile trzeba. Jestem minusem.-
Dodałem stanowczym głosem.
^^~^^
Wszedłem do Sali w której leżał.
Miał zabandażowaną głowę. Na twarzy masę licznych i małych ranek. Po podłączany
do jakiś kabli, kabeleczków i rurek. Oddychał spokojnie. Maszyny pikały cicho.
Koło niego plątała się pewna pielęgniarka.
- Proszę wybaczyć, ale wizyty
tylko…- Urwała. Spojrzała na mnie.- Proszę ma pan dziesięć minut.
- Dziękuje.- Powiedziałem.
Podszedłem do niego.- Czy on mnie usłyszy?- Zapytałem. Powiedzieli nam, że
Enmba zapadł w śpiączkę. Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle się wybudzi.
Pielęgniarka przecząco pokiwała głową. Usiadłem na krzesełku koło jego łóżka.-
Enmba. Przepraszam. Nie chciałem tego wszystkiego mówić. Nie chciałem aby tak
wyszło. Przepraszam, że sprawiłem ci tyle problemów.- Mówiłem. Nie przestawałem
nawet wtedy kiedy do środka wszedł Eagle i jego matka. Spojrzeli na mnie.-
Przepraszam. Przepraszam.- Powiedziałem łapiąc jego dłoń w swoje ręce.
Przyłożyłem do niej swoje czoło. Po policzkach zaczęły na nowo spływać kolejne
krople łez.- Wiem, że teraz to już nie ważne, ale pamiętasz jak chciałem ci coś
powiedzieć po tym jak zaliczysz matmę? Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham.
Zaliczyłeś matmę a ja nadal nie potrafiłem wypowiedzieć tych dwóch prostych
słów. Ja. Yuui Natsumi kocham się Enmba.- Powiedziałem. Poczułem na ramieniu
ciepłą i delikatną dłoń. Rozpłakałem się.
^^~^^
- Twój brat go uratował! Więc ma
prawo go odwiedzać!
- Zamknij się wreszcie kobieto!
Gdyby nie on Enmba nigdy…!
- A skąd możesz wiedzieć jak to
między nimi było?!
- Powiedziałem: Zamknij się! Ten
dzieciak ma zakaz pokazywania się w tym szpitalu!
- Natsu nie masz prawa tak
decydować!
- Chyba jednak mam! To ja jestem
jego opiekunem prawnym nie wy!
- Natsu!
- Nauczę tego spedalonego smarkacza
gdzie jego miejsce! Niech tylko się obudzi!- Zareagowałem odruchowo. Uderzyłem
po mocno w tył głowy metalową nerką. Upadł na podłogę. Zacząłem mocno kopać
jego lewą nogę.
- Jeszcze raz tak na niego powiesz!-
Krzyczałem. Eagle złapał mnie pod ramiona. Natsu spojrzał na mnie zaskoczony.-
Nie warz się tak mówić o Enmbie!
- Wszyscy wyjść.- Rozkazał Natsu.
Nikt się nie ruszył. Wypuścił głośno powietrze z płuc. Wyciągnął spod bluzy
najprawdziwszą broń. Wycelował w…- Albo wyjdziecie albo go zabije.- Dodał.
Wyrwałem się z uścisku Eagle’a i podbiegłem zasłaniając Enmbę własnym ciałem.
- Jesteś hipokrytą.- Powiedziałem
patrząc na niego wilkiem. Brew niebezpiecznie mu drgnęła.
^^~^^
Stałem przed jego łóżkiem. Koło mnie
stała reszta naszej paczki jak i jego rodzina. Mój brat również się tutaj znalazł.
- Można wiedzieć dlaczego zwołałeś
nas tutaj wszystkich razem?- Zapytał Ashias.
- Można.- Odpowiedziałem. Podszedłem
do Enmby. Pogłaskałem delikatnie jego poranioną twarz. Pocałowałem go
delikatnie. Zakuło mnie serce kiedy nie odpowiedział na mój pocałunek.
Spojrzałem na nich nie zerkając już w stronę Enmby. Skłoniłem się przed nimi.-
Dziękuje wam za te wspólne dziesięć miesięcy razem!- Zawołałem patrząc na swoje
buty.- Dziękuje za to, że pozwoliliście mi z wami żyć. Dziękuje za to, że
pozwoliliście mi poznać Enmbę. Dziękuje za każdą normalną w moim życiu chwilę.
Dziękuje wam za to, że przy was Yuui Natsumi mógł naprawdę rozkwitnąć.
- Yuui. O co chodzi?- Zapytał Shion.
- On się żegna.- Powiedział Hikaru.
- Jak to się żegna?- Zapytała Aoi.
Spojrzałem na nich uśmiechając się szeroko.
- Kiedy wyjdę z tego pokoju Yuui
Natsumi przestanie istnieć.- Powiedziałem. W pokoju zapanowała grobowa cisza.-
Proszę was o to abyście nie mówili o niczym Enmbie. Powiedzcie mu, że za raz po
jego wypadku zniknąłem. Nie było mnie nigdy w jego pokoju w szpitalu, nie
oddałem mu krwi. Godzinę po jego wypadku niemogliście się ze mną skontaktować.
Zniknąłem.
- Co…?
- Błagam wam! Zróbcie tak. Nie
pozwólcie aby mnie znalazł. Nie pozwólcie aby się o mnie dowiedział. Niech myśli,
że Yuui wyjechał. Nie mówicie mu, że ta osoba przestała istnieć.
- Czekaj, czekaj! Yuui o co w tym
wszystkim chodzi?!- Sakura złapała mnie mocno za bluzę. Spojrzałem na nią
zranionym spojrzeniem.
- Nie możecie. Nigdy więcej już się
z wami nie spotkam. Z wami ani tym bardziej z nim.- Powiedziałem uwalniając
swoją bluzę z jej rąk.
- czekaj!- Zawołała. Wyminąłem ją.-
Yuui!
- Jeżeli Bóg istnieje… niech go i
was wszystkich ma w swojej opiece.- Powiedziałem łapiąc za klamkę.
- Yuui!- Krzyknął Shion.
- Hikaru.- Powiedziałem i wyszedłem
z pomieszczenia. Ruszyłem przed siebie wąskim korytarzem. Zrównał się ze mną po
chwili.
- Tak chcesz to zakończyć?- Zapytał.
Spojrzałem na niego.
- Nie wiem o co ci chodzi?-
Zapytałem. Pokiwał przecząco głową. Wyszliśmy z budynku. Zmierzałem szybko w
stronę jego auta. Wszedłem do środka. Podał mi jakąś kopertę kiedy odpalał
auto. Kątem oka zobaczyłem jak ci idioci wybiegli za nami ze szpitala.- Jedź.-
Rozkazałem otwierając kopertę. Ten dokument widziałem już wiele razy. Zerknąłem
na niego.- Aki Fuyuki. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Jest pod opieką
brata policjanta: Sora Fuyuki. Spokojny, opanowany i cichy chłopiec. Lubi
przyrodę i muzykę klasyczną. Zdrowo się odżywia. Nie przepada za ludźmi.
Aspołeczna osoba. – Przeczytałem na głos. Kiwał głową.- Więc teraz jesteś
Sora.
- A ty Aki.
- Trochę babskie imię.
- Nie do mnie pretensje.- Warknął.-
W środku masz nową kartę telefoniczną. Wiesz co masz zrobić ze starą.
- Wiem. To nie jest mój pierwszy raz
Sora-niichan.
- No właśnie.- Uśmiechnął się
smutno. Spojrzałem na niego.- Aki…
- Poczekaj.- Przerwałem mu.-
Poproszę cię o coś jeszcze ze starym imieniem do twojego starego imienia.
- Nie powinniśmy już ich używać.
- Proszę.- Powiedziałem. Westchnął
ociężale.
- Dobra.
- Hikaru jeżeli Enmba skontaktuje
się z tobą jako ze swoim ochroniarzem i każe ci mnie znaleźć skłam i powiedz,
że nie byłeś wstanie tego dokonać. Nie znalazłeś Yuui’ego.- Powiedziałem. Z
ociąganiem kiwnął twierdząco głową.
- Dobrze. Jak sobie życzysz Yuui.-
Odpowiedział. Oparłem czoło o szybę. Pędziliśmy już autostradą.
- Nie mów do mnie tym imieniem. Aki
wystarczy.- Powiedziałem. Nie odpowiedział na moje słowa.
^^~^^
- Ty to ten nowy?
- No. Podobno we wcześniejszej
szkole był jednym z najlepszych uczniów.
- Ja słyszałem, że kogoś zabił.
- Nie zabił. Tylko miał zatargi z
mafią.
- Dziwny jest. Z nikim nie gada.
- Lepiej się do niego nie zbliżać.
- Może nas zabić.
- Nie przesadzajcie. To normalny
chłopak.
- Normalny to by pogadał.
- Ciiii. Bo nas usłyszy.- Takie
właśnie teksty słyszałem od kilku tygodni w mojej nowej szkole. Ignorowałem je
z całych sił. Niech sobie gadają co tam chcą.
- Aki!- Odwróciłem się z opóźnieniem
przypominając sobie, że to ja. Na początku korytarza stał chłopak z mojej
klasy.- Dyrektor cię szuka!- Zawołał. Kiwnąłem głową i skręciłem w stronę biura
dyrektora. Ciekawe o co chodziło?
^^~^^
- Studia medyczne?- Sora siedział na
kanapie i gapił się na mnie z niedowierzaniem. Kiwnąłem twierdząco głową.-
Zawsze myślałem, że będziesz chciał zostać matematykiem.
- I właśnie dlatego.
- Nie rozumiem.- Powiedział.
Wypuściłem głośno powietrze.
- Zrobię wszystko aby TA osoba nigdy
mnie nie znalazła. Wszyscy wiedzieli, że uwielbiam matmę i mogę kształcić się
dalej w tym kierunku. Nikt by nie podejrzewał, że pójdę na medycynę skoro nie
przepadałem za biologią i chemią.
- Czy ty mówisz o En…
- Nie mów tego imienia!- Wydarłem
się na niego.- Nie mów! Nie wspominaj o nikim z tamtego miasta!- Udałem się do
swojego pokoju.
^^~^^
Leżałem na łóżku w hotelu miłości.
Koło mnie leżał mój sempai ze studiów. Palił fajki. Spojrzał na mnie.
- Wiesz, zero w tobie delikatności.-
Zauważył.
- W dupie to mam. Jeżeli ci się nie
podoba to wypierdalaj.
- Nie no spoko. Jesteś miłym
urozmaiceniem kiedy mój misiek jest poza miastem.
- To nie sap.- Powiedziałem sięgając
po swoją bieliznę.
- Powtórzymy to?
- Nie wiem.- Odpowiedziałem
zapinając pasek spodni.
- Jak zawsze chłodny.- Zaśmiał się.
Spojrzałem na niego. Drgnął.- Spoko. Już się nie odzywam. Wystarczająco mnie
dupa boli.
- Notatki masz?
- Taa. Wszystkie z ostatniego
miesiąca. Twój brat nie będzie zły, że znowu do szkoły nie chodzisz?
- Wyjebane w niego.
- Z którym się teraz spotkasz?-
Zapytał. Spojrzałem na niego zaskoczony. Zaśmiał się głośno.- Myślisz, że nie
wiem. Oprócz mnie sypiasz jeszcze z pięcioma kolesiami.
- Nie wiem. Z tym który pierwszy
zadzwoni.
^^~^^
- Aki rozumiem, że w dwa lata
zrobiłeś pięć lat studiów i teraz został ci ostatni rok ale to nie znaczy, że
masz opuszczać zajęcia!
- Przestań mi jęczeć.!
- Nie to mi obiecywałeś kiedy
pozwoliłem ci zamieszkać samemu!
- Mówię, że masz się zamknąć. Nie
jestem już dzieckiem!- Wydarłem się na mojego brata. Wciągnąłem buty na nogi.-
Wychodzę!
- Gdzie znowu?!
- Chuj cię to obchodzi! Wiesz gdzie
zostawić klucze!- Wyszedłem trzaskając drzwiami.
^^~^^
- I co wyjesz?- Zapytałem kładąc się
na łóżko.
- Mówiłem abyś był delikatny.- Młody
chłopak z ostatniej klasy liceum zapłakał cicho odwracając się do mnie tyłem.
- A co ja twoja matka, że będę
delikatny. Sam tego chciałeś.
- Nie mów nic…- Jęknął cicho.
- Che.- Pokręciłem przecząco głową.
Sięgnąłem po swoje spodnie, które leżały na podłodze. Wyciągnąłem z nich
telefon. Nieznany numer. Odebrałem.- Aki z tej strony.
- Hej.- Usłyszałem cichy i drżący
głosik. Zmarszczyłem czoło. Coś mi mówił.
- Nowy zainteresowany nocą ze mną.
Wiesz, że cenowo może być…
- Kurwa!- Usłyszałem krzyk.
Odsunąłem słuchawkę od ucha i spojrzałem na nią. Przyłożyłem ją ponownie do
ucha.
- Można i tak powiedzieć. Kto mówi?
- Sakura.
- Sakura? Jaka znowu Sakura?-
Zapytałem. Klepnąłem chłopaka w tyłek. Pokazałem mu palcem aby podał mi fajki.
Odpalił jedną i włożył mi do ust. Położył się ponownie do mnie tyłem.
- Yuui bo cię jebnę!- Krzyknęła. Zakaszlałem
głośno siadając sztywno na łóżku. Zgasiłem fajkę kaszląc bez przerwy.
Przetarłem oko kiedy pod nim pojawiła się łza.
- Dwa lata nie słyszałem tego
imienia.- Powiedziałem kiedy już się uspokoiłem.- Skąd masz ten numer?
- Nie ważne skąd. Ważne, że mam.
- Dla ciebie może i nie ważne ale
dla mnie twoja odpowiedź jest cholernie interesująca.
- Użyłeś imienia Aki więc…
- Rozłączam się. Nie dzwoń do mnie
nigdy więcej.
- Enmba się obudził.- Powiedziała.
Wolna ręka bezwiednie opadła mi na kolana. Siedziałem oniemiały na łóżku gapiąc
się w przestrzeń. Enmba. Wybudził się.
- P…Po co mi to mówisz?- Zapytałem
zakrywając usta dłonią. Chłopak leżący koło mnie spojrzał na mnie. Drgnął
przerażony. Ciekawe jaki zrobiłem wyraz twarzy?
- Uznaliśmy, że możesz chcieć
wiedzieć o czymś takim.
- Nie interesuje mnie nic co ma
związek z tą osobą.
- Jesteś tego pewny?
- Tak.
- Nie interesuję cię nawet to, że
pierwsze słowa jakie wypowiedział kiedy się wybudził to „Yuui”.- Powiedziała.
Cisnąłem mocno telefonem przez pokój. Roztrzaskał się na ścianie.
- Kurwa!- Zakląłem uderzając pięścią
w szafkę nocną.
^^~^^
Siedziałem u siebie w mieszkaniu w
salonie na kanapie. Naprzeciwko mnie siedział mój brat. Przyglądał mi się
uważnie.
- Znowu sypiasz z kim popadnie.- Nie
zapytał. Po prostu stwierdził fakt.
- A co? Zabronisz mi? Może mnie
aresztujesz?- Zapytałem. Pokiwał przecząco głową.
- Nie to mi kiedyś obiecałeś.
- Mi też nie takie życie
obiecywano.- Zauważyłem. Sięgnąłem po fajki z kieszeni.
- Możesz przy mnie nie palić.
- Bo?
- Bo sobie tego nie życzę.-
Powiedział. Pokręciłem przecząco głową
chowając fajki do kieszeni.
- Długo będziesz mi tak jojczyć?
- Do póki nie zrozumiesz…- Urwał.
Spojrzał na swoją kurtkę. Zmarszczył czoło. Coś mu nie pasowało.
- Nie krępuj się. Ja się nie obrażę
jeżeli odbierzesz. Chociaż przestaniesz mi pierdolić trzy po trzy.- Zauważyłem.
Sięgnął po telefon zakleszczając jednocześnie palce prawej ręki na moim nadgarstku.
Spojrzałem na niego jak na idiotę.
- Nie odchodź.- Powiedział przerażonym
głosem. O co mu kurwa znowu chodziło? Przyłożył słuchawkę do ucha.- Tak??(…)-
Ręka zadrgała kiedy usłyszał odpowiedź.- Rozumiem Panie(…)Wiem. Zdaję sobie z
tego sprawę(…) Mogę…mogę coś powiedzieć?(…)Proszę wybaczyć mi moje słowa, ale
od kiedy zapadł Pan w śpiączkę bez przerwy poszukuję Pańskiego przyjaciela(…)
niestety nie udało mi się go odnaleźć(…)- Rozmawiał z Enmbą! Był przerażony!
Blady na twarzy. Po jego czole spływały krople potu. Miał lodowate ręce. Gapił
się na mnie przerażonym spojrzeniem. W oczach pojawiły się łzy! Dlaczego on się
tak go bał?!- Najmocniej przepraszam. Proszę wybaczyć mi moją
niekompetencje!(…) Od dwóch lat nie mogłem odnaleźć chłopaka zwanego Yuui. To
tak jak by zniknął(…) Zmienił imię i nazwisko? Proszę wybaczyć, ale nie
rozumiem?(…) Dobrze. Jeżeli panicz sobie tego życzy(…) tak rozumiem.(…) Żegnam.-
Dodał i się rozłączył. Nadal trzymał przy uchu telefon i mocno ściskał moją
rękę. Patrzyłem na niego.
- Sora…
- Skłamałem. Okłamałem mojego Pana.-
Mówił przerażonym głosem. Tego chyba było dla niego za wiele. Przytuliłem go
delikatnie.- Pytał się o Yuui’ego. Powiedziałem, że go nie znalazłem mimo, że
siedział koło mnie. Mimo, że trzymałem go za rękę powiedziałem, że go nie
znalazłem.
- Dziękuje ci za to kłamstwo.-
Powiedziałem szeptem.- Yuui’ego nigdy nie znajdziesz ponieważ ta osoba już nie
istnieje. Co innego jakby powiedział, że masz znaleźć Aki’ego.- Dodałem.
Zaśmiał się cicho acz histerycznie.
- Musiałby wiedzieć jak się teraz
nazywasz.
- Musiałby.- Powiedziałem. Bolało.
To tak bardzo bolało. Chcę zapomnieć o tym bólu.
^^~^^
Siedziałem w loby gmachu sądowego. Przede mną stanął dziwnie znajomy mężczyzna.
- Yuu…
- Aki.- Przerwałem mu. Kiwnął głową
po chwili oniemienia.- Czy da radę?
- Da. Ale wiesz, że to ryzykowne.
- Wiem. Ale jeżeli to pomoże mojemu
przyjacielowi.
- Ok. Trzymaj. Papiery do twojego
brata zgodnie z twoją prośbą prześlemy za pół roku.- Powiedział. Kiwnąłem
głową.
- Dziękuje Each.- Powiedziałem.
Kiwnął głową i odszedł bez słowa. Żadnej wzmianki o swoim młodszym bracie. Nic.
Tak jakby nigdy nie istniał. To za to mogłem z nim pracować przez kilka lat.
Spojrzałem do dokumentów jakie mi teraz dał: Imię i nazwisko: Yuui Suminat. Lekarz medycyny chirurgiczno-wypadkowej,
pielęgniarz. Rodzina: rodzice nie żyją. Brat Hikaru Suminat policjant.
Reszta danych
zatajona na podstawie ochrony świadków.
Kiwnąłem
głową. Tak będzie najlepiej. Nie chcę już uciekać przez prawdziwym mną.
Wróciłem do imienia i nazwiska, które miałem od urodzenia. Moje prawdziwe dane.
Wypuściłem głośno powietrze. Czy będę żałował swojej decyzji??
^^~^^
Siedziałem
w dyżurce. Od kiedy Enmba się wybudził minęły kolejne dwa lata. Cztery lata bez
niego i bez moich przyjaciół z tamtej szkoły. Dwa lata nie widziałem mojego
brata. Nie podano mu mojego miejsca zamieszkania. Nie może się ze mną
kontaktować. Tempo rozwoju mojego życia zależało teraz tylko i wyłącznie ode
mnie. Jeżeli będę chciał to do niego zadzwonię jeżeli nie nigdy więcej mnie nie
zobaczy.
-
Suminat-sensei!- Zawołała pielęgniarka zaglądając do dyżurki. Spojrzałem na
nią.
-
Proszę się uspokoić i na spokojnie powiedzieć co się dzieje.- Powiedziałem
uśmiechając się do niej delikatnie.
-
Właśnie przywieźli młodą kobietę z czteroletnią dziewczynką. Miały wypadek
samochodowy. Kobietą zajął się już Obito-sensei. Proszą cię na salę do
dziewczynki. Za dwadzieścia minut będzie tutaj jej ojciec.- Powiedziała.
Wstałem szybko wyciągając z kieszeni dodatkową gumkę. Związałem dokładnie
wszystkie włosy w koka. Pielęgniarka szła koło mnie podsuwając mi pod nos
dokumentacje mojej małej pacjentki. Wszedłem do Sali zabiegowej w której się
znajdowała. Rozdzierający uszy krzyk uderzył we mnie ze zdwojoną siłą.
-
Aki-chan.- Podszedłem do małej dziewczynki. Spojrzała na mnie rozpłakana.-
Wszystko będzie dobrze. Za chwilę przestanie boleć.- Dodałem i pogłaskałem ją
po głowie. Nie wiedzieć kiedy zacząłem dogadywać się z dziećmi. Starałem się
rozśmieszać ją przyglądając się dokładnie jej ręce. Była złamana. Do tego
złamanie otwarte. Ja tutaj za dużo nie pomogę.- Proszę o wezwanie Obito-sensei
oraz Michiharu-sensei.- Powiedziałem do pielęgniarki która tutaj ze mną
przyszła.- I jeżeli ojciec Aki-chan jest już na miejscu musi się do mnie
wstawić.- Dodałem. Kiwnęła głową i wybiegła pospiesznie z zabiegowego.-
Aki-chan?
-
T…Tak?- Zapytała płaczliwym głosem.
-
Powiesz mi ile masz latek?- Zapytałem. Policzyła płaczliwie coś na paluszkach i
wyciągnęła w moją stronę lewą rękę pokazując mi na niej liczbę cztery.
-
Tyje.- Powiedziała. Uśmiechnąłem się do niej.
-
Rozumiem. To ty już taka duża panienka jesteś.- Dodałem. Spojrzała na mnie i
kiwnęła twierdząco głową.- Posłuchaj Aki-chan. Jak przyjedzie twój tatuś i
przyjdzie dwóch innych lekarzy zajmą się twoją rączką. Dobrze?
-
A pan?
-
Ja nie potrafię naprawiać rączek osób które mają tyle lat co ty.- Powiedziałem.
Spojrzała na mnie nie rozumiejąc.
-
Ale pofieciał pan, że jestem dusza.
-
Jesteś. Ale potrafiłbym złożyć rączkę twojej mamusi bo ma większą niż ty.
Rozumiesz.- Powiedziałem.
-
Suminat-sensei. Jest już ojciec Aki-chan.- Powiedziała pielęgniarka. Odwróciłem
się w ich stronę.
-
Dobrze. Rozu…- Urwałem na chwilę. Otworzyłem szerzej oczy. Cofnąłem się o krok
do tyłu. Pokiwałem przecząco głową. To kara boska czy jaki chuj?!- Witam.
Nazywam się Suminat. Muszę pana prosić o podpisanie kilku ważnych dokumentów
nim zaczniemy.
-
E…- Spojrzał na mnie oniemiały po czym zerknął na dziewczynkę za mną.-
Aki-chan!
-
Tata!- Zawołała. Spojrzałem na nią. Z całych sił próbowała nie płakać.
-
Aki-chan to twój tatuś?- Zapytałem. Kiwnęła twierdząco głową. Więc kobieta
którą teraz zajmuję się Obito…
-
SUMINAT-SENSEI, SUMINET-SENSEI PROSZONY NA BLOK OPERACYJNY D!- Rozległo się w
głośniku. Do Sali wpadł Obito-sensei. Spojrzałem na niego.
-
Leć. Zmianę robimy.
-
Obito czy kobieta na Sali to różowo włosa kobieta?
-
Nie czas na takie dyrdymały.- Powiedział ubierając rękawiczki i podchodząc do
dziecka.
-
Proszę mi odpowiedzieć.- Powiedziałem. Kiwnął głową. Skłoniłem się przed nim.
-
Proszę o wybaczenie ale nie mogę podjąć się opieki tej kobiety!- Zawołałem.
Lekarz spojrzał na mnie zaskoczony. Coś szarpnęło mną do góry. Spojrzałem przed
siebie. Za przód kiltu trzymał mnie ojciec Aki.
-
Co to znaczy, że nie możesz podjąć się jej opieki?!- Wydarł się na mnie. Bez
trudu się uwolniłem. Odsunąłem się od niego.
-
Suminat-sensei proszę się wytłumaczyć.- Powiedział Obito-sensei. Spojrzałem w
bok.
-
Ponieważ ona jak i mężczyzna stojący przede mną to moi przyjaciele z czasów
licealnych.- Powiedziałem. Wszyscy spojrzeli na mnie oniemieli. Nawet sam zainteresowany.-
Ashias.- Pokazałem na niego palcem.- A na Sali za pewne jest Sakura.-
Powiedziałem.
-
Czy to prawda?- Zapytał Obito-sensei. Kiwnąłem głową.- Idź do izby przyjęć. Odsuwam
cię od tych pacjentów.- Powiedział. Kiwnąłem głową i bez słowa wyszedłem z
zabiegowego. Gdzie jak gdzie ale musiałem ich spotkać tutaj?!
^^~^^
Siedziałem
w kafejce niedaleko szpitala w którym pracowałem. Naprzeciwko mnie siedział
Ashias. Piłem gorzką kawę.
-
No więc. O czym chciałeś rozmawiać?- Zapytałem. Przyglądał mi się uważnie.
-
Yuui?
-
Teraz tak. Dwa lata temu wróciłem do tego imienia jak i do swojego prawdziwego
nazwiska.- Wyjaśniłem. Przyglądał mi się uważnie. Drażniło mnie to powoli.
-
Zmieniłeś się.- Zauważył. Przeciągnąłem palcami po moich długich włosach.
Sięgały mi prawie pasa. Nie potrafię rozkminić co mnie naszło na taką fryzurkę.
-
No ty też.- Powiedziałem. Nie miał okularów i nie obcinał się na kujona tak jak
za czasów licealnych.
-
Długo mieszkasz w tym mieście?
-
Trzeci tydzień. Mój Sempai ze studiów powiedział, że do tutejszego szpitala
potrzebują na pół etatu chirurga.- Wyjaśniłem. Kiwnął głową.
-
A dalej?
-
Nie wiem. Złożyłem papiery jako pielęgniarka szkolna.
-
W liceum publicznym?- Zapytał. Spojrzałem na niego.
-
Skąd to wiesz?
-
To moja szkoła. Mieszkamy tutaj z Sakurą od trzech lat.- Wyjaśnił. Drgnąłem.
Uderzyłem ręką w czoło.
-
No to świetnie.
-
Zostaniesz w mieście czy uciekniesz?
-
Jeżeli bym uciekł mój Sempai by mnie zamordował.
-
Czyli zostajesz?- Zapytał. Miał zmarszczone czoło. Dawno nie widziałem tego
rodzaju spojrzenia.
-
Zostaje.- Powiedziałem od niechcenia. Uśmiechnął się szeroko. Zaskoczył mnie
kiedy w jego oku pojawił się łza.
-
Sakura się ucieszy.- Powiedział. Przekrzywiłem głowę w bok.
-
Nie muszę ci mówić, że E…Enmba ma nic nie wiedzieć.- Powiedziałem cicho.
Pierwszy raz od czterech lat wypowiedziałem to imię na głos. Zakuło mnie w
sercu.
-
Najpierw musielibyśmy nawiązać z nim kontakt.- Powiedział chłodno. Spojrzałem
na niego.- Po tym jak w dość szybkim tempie skończył liceum wyniósł się z
rodzinnego miasta i z nikim nie utrzymuje kontaktu. Chociaż jeżeli chciałbym go
znaleźć musiałbym tylko napisać do Aoi.
-
Aoi?
-
Mieszkają razem.- Powiedział. Zamarłem w bezruchu. Enmba mieszka z Aoi?
Dlaczego?
^^~^^
Stałem
naprzeciwko Ashiasa. Miał nieustępliwy wyraz twarzy.
-
Ja jestem pielęgniarką a nie nauczycielem!
-
Rozumiem. Ale wierze, że te dzieciaki ci zaufają.
-
Ashias posłuchaj sam siebie! Pielęgniarka ma być wychowawcą?!
-
Zastępczym wychowawcą. Będziesz z nimi codziennie spotykał się na godzinkę jak
będzie trzeba dwie. Papiery dotyczące wychowawców pomoże ci wypełniać Sakura.
-
I niby tak ma być do końca ich edukacji szkolnej. To połowa pierwszej klasy
jest!
-
Wiesz jaka to klasa. Muszę dla nich znaleźć odpowiedniego wychowawcę. To musi
być ktoś taki kto nie ucieknie przy pierwszym spotkaniu z nimi.
-
Grasz nie czysto!
-
To tylko pół roku. Wytrzymasz.
-
Skąd ta pewność?
-
Wytrzymasz, albo napisze do Enmby…
-
Oj.- Spojrzałem na niego wilkiem. Drgnął.- Pół roku. Jeżeli nikogo nie
znajdziesz rzucam to.- Powiedziałem i wyszedłem z jego gabinetu Tego jeszcze
nie grali! Pielęgniarka wychowawcą!!
^^~^^
-
Tak więc…- Rozejrzałem się po klasie pełnej dzieciaków. Każdy miał mnie
ewidentnie w dupie.- Erm… czy mógłbym prosić o ciszę?- Zapytałem. W klasie
słychać było tylko harmider, śmiechy, krzyki i nic więcej. Podrapałem się po
głowie. I co ja mam niby teraz zrobić? To młode dzieciaki w których wariują
hormony a nie dzieci z podstawówki które słuchają się starszych. Ashias…
zamorduję cię. Podszedłem do tablicy wyciągając z kieszeni klucze do
mieszkania. Przeciągnąłem nimi po strukturze tablicy. Niemiłosierny pisk
rozszedł się po klasie. Wszyscy jak jeden mąż zakryli uszy i spojrzeli na mnie
wilkiem. W klasie zapanowała cisza.- No. Teraz możemy zacząć od podstaw. Etto…
Nazywam się Suminat. Jestem pielęgniarzem w tej szkole chociaż z nieznanych mi
przyczyn zostałem również przydzielony jako wasz zastępczy wychowawca, tak
więc…
-
Gówno nas to obchodzi.- Usłyszałem chłodny głos. Chłopak który od początku leżał
z głową na blacie ławki z kapturem naciągniętym na czuprynę uniósł głowę do
góry. Z lewego ucha wypadła mu słuchawka. Rozejrzał się po klasie po czym znowu
spojrzał na mnie. Przekrzywiłem głowę w bok. Skądś kojarzyłem tą mordę.- Uh! Co
za kurwa mnie obudziła?- Zapytał rozglądając się po klasie. Drgnąłem.
Zacisnąłem dłonie w pięści. Yuui. Uspokój się. To tylko dzieciak. Nie możesz
przecież… Nawet nie wiem kiedy stałem koło niego. Położyłem mu rękę na głowie
zaciskając na niej mocno palce. Złapał mnie za nadgarstki.
-
Nie życzę sobie aby ktoś tak ograniczony jak ty tak się do mnie zwracał.-
Powiedziałem pochylając się nad nim. Spoglądał na mnie nienawistnie próbując
odtrącić moją rękę. Popchnąłem delikatnie jego głowę do tyłu zrzucając mu w ten
sposób kaptur z głowy.- W pomieszczeniu ściąga się takie coś z łepetyny to tak
na marginesie.- Dodałem. Moim oczom ukazał się dziwny kolor włosów. Wspomnienia
uderzyły we mnie tak szybko, że aż się zaśmiałem.
-
Przestań się ze mnie kurwa śmiać!- Krzyknął unosząc się na równe nogi. Dałem mu
pstryczka w czoło.
-
A gdzie „Psze-pana”?
-
Pogięło cię koleś?
-
Eh.- Wypuściłem głośno powietrze z płuc.- Kiedyś byłeś takim uroczym
dzieciakiem. Ups!- Zakryłem niby niechcący usta.- Chyba nie powinienem tego
mówić? Zaraz…zaraz… jak ci tam było… um… K… K… aaa!- Pokazałem na niego
palcem.- Kedamono! Wilk w owczej skórze. Chociaż w twoim przypadku stwierdzenia
owca w wilczej skórze pasuje lepiej.- Zaśmiałem się głośno. Wróciłem do biurka.
Otworzyłem dziennik.
-
Znasz go?- Zapytała jakaś dziewczyna wychylając się w stronę Kedamono.
-
Pierwszy raz widzę jego mordę.- Warknął. Jest! Kaien. Czyli miałem rację.
-
Daj mi chwilę.- Powiedziałem grzebiąc w swoich wspomnieniach.- Jak to szło. A. „Dlaczego chcesz się chronić przed
przyjaciółmi? Bo oni też potrafią ranić.”- Dodałem. Wstał na równe nogi
czerwony na twarzy. Spoglądał na mnie przerażonym spojrzeniem.
-
Ojisan!- Zawołał pokazując na mnie palcem. Załamałem się.
-
No bez przesady. Taki stary to ja nie jestem.
-
Jak… jak…- Pokazywał na mnie palcem. Zaśmiałem się głośno. Jak tak ma wyglądać
pół roku to zostaję.
^^~^^
Siedziałem
u siebie w gabinecie w szkole. Do środka bez pukania jak do siebie weszła
szkolna pedagog.
-
Puka się.
-
Przecież się nie pieprzysz.- Powiedziała. Spojrzałem na nią jak na idiotkę.
-
Mogłem być z pacjentem.
-
Tak jasne.- Powiedziała i usiadła koło mnie. Spojrzałem na nią. Coś chciała.
-
Co jest?
-
Cofnij zawieszenie Kedamono.- Powiedziała tylko. Spojrzałem na nią.
-
Nie ma szans.
-
Chyba odpowiednio go ukarałeś…
-
Powiedziałem, że nie cofnę jego zawieszenia. Niech się cieszy, że nie poszedłem
z tym do dyrektora i powiedziałem, że ma go wydalić ze szkoły.
-
Jeżeli by go wydalili żadna inna szkoła by go nie przyjęła.
-
Więc niech się cieszy, że na zawieszeniu się skończyło.
-
Myślałam, że się dogadujecie. Z tobą jedynym w całej szkole gadał.
-
Zachowałem się tak jak powinienem.
-
Ale Yuui…
-
Sakura! Pobił dwóch chłopaków ze swojej klasy do nieprzytomności! Żadne
tłumaczenie mu nie pomoże! Wróci dopiero na początku drugiego miesiąca w
drugiej klasie a tak nie pozwolę mu wrócić do szkoły.
-
To będzie dla niego kłopotliwe.
-
Dla kogo?
-
Dla Kedamono.- Powiedziała wypuszczając głośno powietrze. Spojrzałem na nią.
-
O co ci chodzi?
-
Ashias znalazł im wychowawcę.- Powiedziała. Otworzyłem zaskoczony oczy.
-
Czyli mu się udało.
-
Zależy mu na tobie jako pielęgniarzu. Dzieciaki cię lubią tak samo jak grono
pedagogiczne.
-
Kogo znalazł?
-
Nie wiem. Mówił, że skończyła dopiero tydzień temu magistra z matmy.
-
Dwie pieczenie na jednym ogniu i do tego kobieta. Nieźle.
-
Ciekawe jaka ona jest skoro Ashias’owi świeciły się oczy kiedy mi o tym
opowiadał.
-
To musi być jakaś wypasiona laska która potrafi się napierdalać.
-
Dlaczego tak uważasz?
-
Bo to Ashias.- Wyjaśniłem spoglądając w swoją dokumentację. Wyjaśnienie tego
jego żonie mogłoby być kłopotliwe.
Dużo weny życzę Tobie…
ok ta ja, ach w końcu skończyłam czytać, znalazło się więcej czasu więc spróbuję podgonić…
zacznę od tego, wyjaśniło się wszystko, i tak miał zniknąć, ale te jego słowa bardzo bolały Enmbe, szkoda, że po tym egzaminie nie powiedział tych słów, czyli Eagle wiedział kim jest i o co chodzi, powrócił tym razem do swojego prawdziwego nazwiska, och ciekawa będzie reakcja Yuuiego na Enmbe, zastanawia mnie skąd Sakura miała jego nowy numer telefonu…