poniedziałek, 5 lutego 2018

13. „WYJAŚNIENIA. NOWY NAUCZYCIEL” 13


Znowu ten cholerny sen. Minęło już tyle lat a on ciągle mnie nawiedza. Przetarłem twarz nie ruszając się z łóżka. Kątem oka zerknąłem na zegarek. Do pracy mam jeszcze dwie godziny. Nie ma, co się spieszyć. Jak zawsze po tym śnie leżałem płasko na plecachi tępo wpatrywałem się w sufit analizując wszystko, co się później wydarzyło? Wypadek samochodowy. Dwu letnia śpiączka. Wybudzenie i natłok informacji. Ashias i Sakura już studiują. Na pierwszym roku. Shion ukończył szkołę w tempie ekspresowym i jest na trzecim roku studiów. Maki siedzi w Stanach. Tam się uczy. Aoi poszła na studium. Już pracowała. Kolejne wiadomości. Aoi to moja bliźniaczka. Muszę dokończyć liceum. Więc będę kilka lat w plecy niż pozostali. Yuui wyprowadził się niewiadomo gdzie. Nie utrzymuje z nikim kontaktu. Kończę szkołę średnią w rok. Idę na studia, kiedy moi znajomi je kończą. Wyprowadzam się z domu mówiąc, że nie mam rodziców ani braci. Zamieszkuje w kawalerce Aoi. Śpię w salonie na kanapie. Shion zostaje sławnym projektantem mody. Maki wraca ze Stanów, jako twórca programów komputerowych. Zatrudnia się w branży tworzącej anime. Nie dość daleko niż jej dziewczyna Aoi, która zostaje redaktorem Mangi oraz na pół etatu aktorem głosowym. Ashias kończy szkołę anglistyczną. Po roku pracy w szkole zostaje jej dyrektorem. Sakura zostaje pedagogiem w jego szkole. Ja studiuje na wybranym przez siebie kierunku. Wieczorami pracuje w sklepie całodobowym a na weekendy roznoszę ulotki i wyprowadzam psy. Mijają lata spędzone na pracy i nauce. Nie widuje i nie kontaktuje się z nikim, kogo wcześniej znałem pomijając siostrę. Moje życie prywatne i seksualne jest dość skąpe. Mogę rzec, że go nie ma. Żyje zawieszony w próżni. Aż tu w dzień, kiedy zdałem studia i otrzymałem dyplom koło mojego samochodu, (na który odkładałem przez trzy lata) stoi jakiś dziwnie znajomy mężczyzna. Wita się ze mną. Odpowiadam niepewnie. Boje się takich ludzi po tym, co spotkało mnie na pierwszym roku studiów. Przedstawia się zmieszany i zawiedziony. Oddycham spokojnie i przepraszam go za gafę. Nie poznałem go. Ashias. Ma krótkie włosy. Nie nosi okularów. Na sobie ma jasne jeansy i biała koszule. Jego słowa zwalają mnie z nóg. Chce abym u niego pracował. Będę miał wolną rękę do działania. Powiedział, że nieźle się nadam do zapanowania nad najgorszymi uczniami szkoły. Oczywiście, jeżeli się zgodzę. Podaje mi nawet cenę honorarium, jakie będzie mi płacił. Warunek jeden. Musze przeprowadzić się do miasta, w którym teraz mieszka. Jakieś 100 km od domu. Zgadzam się bez wahania uśmiechając się delikatnie. Wracam do domu. Powiadamiam o tym Aoi mówiąc, że chce, aby pojechały ze mną. Mówi, że musi to przemyśleć. I tak dojeżdża do pracy 60 km. Jakby mieszkała ze mną dojeżdżałaby tylko 40. A Maki miałaby do pracy 20 km. Czekam niespełna dzień. Zgadzają się. Całe wakacje trwała przeprowadzka (razem z szukaniem domu). Zamieszkaliśmy na obrzeżach średniej liczebności mieszkańców. W domku jednorodzinnym, który średniego wieku mężczyzna sprzedał po śmierci swojej matki za okazałą cenę. Dom ten posiadał pięć pokoi. Jeden salon. Jadalnio Kuchnie i dwie łazienki. Przez całe wakacje również pracowałem, aby jakoś dopomóc dziewczyny w domu. Wiedziałem, że Aoi korzystała z pieniędzy dawanych jej przez rodziców. Ja nawet nie zaglądałem na konto, które dla mnie otworzyli z dniem moich narodzin. Trzy dni temu wywaliłem ostatnie kartony po przeprowadzce. Dzisiaj po południu mają nas odwiedzić Sakura i Ashias. Pobrali się tak na marginesie, kiedy leżałem w szpitalu po wypadku. Mają nawet dziecko. Dziewczynkę. Nazwali ją… zapomniałem. Przekręciłem się na bok patrząc na wieszak wiszący na szafie. Ashias powiedział, że w jego szkole nie ma zasady, że nauczyciele chodzą sztywno ubrani. Może być na luzie, ale elegancko. Ktoś puka do moich drzwi. Ziewam przeciągle.
- Proszeeeee.- Mówię ziewając ponownie.
- Wstałeś.- W drzwiach stoi niska dziewczyna z niebieskimi włosami o czerwonych końcówkach. Aoi.
- Nie śpię już od pół godziny.
- To, dlaczego nie wstajesz?
- Wiesz jak lubię chodzić do szkoły.
-, Ale teraz wylądujesz po drugiej stronie biurka.
- Zabawne.- Powiedziałem. Siadłem na łóżku. Odwróciła delikatnie wzrok. Spojrzałem na nią później na siebie. Nie miałem koszulki. Od mojego lewego biodra w górę aż do połowy pleców ciągnęła się gruba blizna. Z kolei przy prawym biodrze widniała krótsza blizna. Każda potrafiła cholernie boleć. Wstałem i zabrałem swoje rzeczy niknąc w łazience. Ubrałem na siebie czarne jeansy i białą koszulę. Zrezygnowałem z krawatu. Włosy do ramion do połowy związałem w kitkę u góry z kolei pozostałym pozwoliłem spłynąć swobodnie na moje ramiona. Na głowę zapodałem sobie też czarną opaskę. Przemyłem twarz żałując delikatnie, że nie mogę dzięki temu zmyć moich wspomnień jak i masy małych blizn na lewym policzku. Długa blizna na moim ciele jak i te na twarzy, rękach i nogach to pozostałości wypadku. Ta krótką w okolicach biodra, to pamiątka po pierwszym roku studiów. Zszedłem po woli na dół. W kuchni siedziała Aoi ubrana w luźne dresy. Maki ciągle paradowała w pidżamie. Jej włosy sięgały już tyłka. Tak to nic się nie zmieniła.
- Cześć.- Powiedziałem zaglądając do lodówki. Kiwnęła głowa gdyż usta miała czymś wypełnione. Czytała jakieś papierzyska. Wyciągnąłem z lodówki karton mleka i postanowiłem zrobić sobie płatki na śniadanie, (chociaż Aoi nie była zadowolona z mojego wyboru).
-, Co to jest?- Zapytała w końcu Maki wskazując na moją miskę i na jakieś papiery leżące na lodówce.
- Śniadanie.- Wskazałem na miskę.- Praca.- Wskazałem na papiery.
- Idź ty w cholerę.- Powiedziała i podsunęła mi trzy kromki chleba z szynką, serem i pomidorami. Aoi krzątała się przy szafkach.- Do pracy?- Dodała. Tak przeważnie wyglądała nasza rozmowa.
- Dziękuje.- Powiedziałem.- Tak do pracy. Poprosiłem dyrektora, aby wysłał mi jakiś zarys uczniów, którzy będą w mojej klasie.- Powiedziałem. Uniosła brew. No tak. Nie mówiłem im, że od razu dostaje wychowawstwo.
- I co? Ciekawi ci uczniowie?- Zapytała Aoi nie patrząc na mnie. Wgryzłem się w kanapkę.
- O tak. I to jak.- Odpowiedziałem i zaśmiałem się cicho. Wtedy na mnie zerknęła. Znała ten śmiech.
- Tylko ty im nic nie zrób.
- Wiesz. Dostałem odgórne pozwolenie od dyrektora i nawet rodziców, że mogę nawet dzieciaka pobić, jeżeli nie będzie się uczyć i będzie stwarzać problemy.- Powiedziałem usmiechając się i przy tym mrużąc oczy.
- To, co to za klasa, że możesz to zrobić?
- Typowo problematyczna.- Powiedziałem popijając śniadanie kubkiem kawy. Zerknąłem na zegarek.- Ok. Ja będę lecieć.- Dodałem i pobiegłem do łazienki. Mycie zębów, siusiu, moje papierzyska, buty, klucze od domu, telefon, drugie śniadanie (Aoi robiła), portfel z kasą, jakieś tam badania, jakie kazali mi zrobić ze szkoły i już pędzę na autobus (doszedłem do wniosku, że przez tydzień zrezygnuje z samochodu skoro nie znam miasta). W autobusie było tłoczno. Różnorodność mundurków. Nawet nie wiedziałem, jakie mundurki nosili uczniowie naszej szkoły. Śmiechy, chichy, przepychanki. Kierowca zaciskał zęby, aby nic nie powiedzieć. Wykupiłem bilet i stanąłem obok jakiejś babci. Za nią siedziały jakieś dwie dziewczyny. Przed nią dwóch chłopaków. Rozmawiali a wręcz wydzierali się do siebie nad głową biednej kobieciny. Jakich chłopak wpadł na mnie wywracając jednocześnie zakupy kobieciny. Schyliła się, aby je pozbierać. Powstrzymałem ja ruchem ręki.
- Proszę się nie fatygować. MY się TYM zajmiemy.- Powiedziałem przytrzymując mocniej ucznia, który chciał uciec. Spojrzał na mnie. Nic nie mówiłem. Schylił się i pomógł mi zbierać zakupy babuleńki. Uciekł, gdy tylko skończyliśmy. Uśmiechnąłem się do kobiety. Przystanek przed moim wysiadała tak, więc pomogłem jej z zakupami. Na odchodnym wcisnęła mi cukierka do ręki i skłaniając się odeszła. Spojrzałem na cukierka wsiadając do autobusu. Schowałem go do kieszeni spodni i wróciłem na swoje wcześniejsze miejsce.
-… Ten lamus szkoły chodzi?- Usłyszałem za sobą.
- Gdyby mógł to by jeszcze tej starej krowie dupe w klopie podcierał.- Powiedziała jakaś dziewczyna. Od razu widać, że mówili o mnie.
- To takie dzikie jest. Zmusił Siria do pracy.
- Mówiłem ci dziwko abyś tak nie mówiła….- Rozmowy oddaliły się, kiedy wysiedli na przystanku koło szkoły. Czyli chodzą do mojej szkoły. Wysiadłem kilka metrów dalej tak jak kazał mi to zrobić Ashias. Stał przy bramie rozmawiając z jakimiś uczniami. Wysiadłem z autobusu i podszedłem do nich powoli zerkając na mijanych przez siebie uczniów. Na prawdę dziwnie jest iść do szkoły, ale nie w roli ucznia tylko w roli nauczyciela.
- Enmba-sama.- Ashias ukłonił się przede mną. Skinąłem głową.
- Ashias-kun.- Powiedziałem odgryzając się mu pięknym za nadobne. Zmróżył oczy.
- Mówiłem ci, że masz tak do mnie nie mówić.
- I vice, versa Panie Dyrektorze.- Powiedziałem. Zamilkłem zerkając w bok. Mijała mnie grupka z autobusu. Przyglądając im się uważnie to oni zajmowali jego większą część. Przeszli koło nas bez słowa.
- Coś się stało?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego. Uśmiechając się szeroko i przecząco kiwając głową.
- Panie Dyrektorze to nowy uczeń?- Zapytała jedna z uczennic, która obok niego stała. Na lewym ramieniu miała czerwoną przepaskę.
- Nie. To nowy nauczyciel- Odpowiedział patrząc na nią. Otworzyła szeroko oczy.
- Nie możliwe!- Zawołała zaskoczona pokazując na mnie palcem. Uśmiechnąłem się tylko. Po chwili jednak wskazałem palcem na przepaskę.
- Ona jest z Komitetu Porządkowego.- Wyjaśnił Ashias. Zacmokałem tylko.- Wybacz Asano.- Powiedział i ruszył ze mną do szkoły. Opowiadał mi o warunkach i zasadach tutaj panujących. Oraz o szczególnym traktowaniu mojej klasy. Tak, więc zapowiada się ciekawy rok. Dowiedziałem się właśnie, że jeżeli nie mam lekcji (patrz. Okienko) to wtedy staram się przebywać na lekcjach mojej klasy. Trzeba z nimi coś zrobić, bo ja chyba zwariuje.
- A Sakura jest już w pracy?- Zapytałem delikatnie. Uśmiechnął się.
- Pojechała z małą na rozpoczęcie roku do przedszkola. Przyjedzie trochę później. Tutaj trzymaj swój plan lekcji, rozkład godzin i ogólnie cały zarys. Ok? Jak coś będzie niezrozumiałe to wiesz gdzie mnie znaleźć?- Zapytał. Uśmiechnąłem się. Znał ten uśmiech.- W sumie, do kogo ja mówię.
- No właśnie.- Powiedziałem.

^^*^^
Po uroczystym rozpoczęciu roku i gadaniu trzy po trzy udałem się jak grzeczny nauczyciel do klasy rozglądając się przy okazji po szkole. Moja sala z racji reputacji klasy znajdowała się najdalej od reszty klas. Mało ludzi tam uczęszczało. W sumie to im się nie dziwiłem, kiedy tylko tam zawitałem tak pomyślałem. Na odcinku korytarza, na którym urzędowali był totalny syf. Ktoś właśnie wybił szybę w drzwiach butem. Przekrzywiłem głowę i podniosłem go za sznurówkę. Otworzyłem drzwi i uchyliłem się przed lecącym śmietnikiem. Wszedłem do klasy. Położyłem dziennik na biurku i spojrzałem na nich.
- Czyj to but?- Zapytałem stawiając go na biurku. Zostałem zignorowany. Przypatrywałem im się dość długo w milczeniu. Po jakimś czasie zostałem zauważony przez kilkoro z nich, ale niczego to nie zmieniało. Ktoś wszedł do klasy.
- O Pdeałek z rana. Nie mówcie mi, że on chodzi z nami do klasy!- Usłyszałem, po czym do moich uszu dostał się ryk pozostałych uczniów. Spojrzałem w tamtą stronę. Przy drzwiach stał chłopak, który wpadł na mnie dzisiaj w autobusie.- I co się gapisz cioto?!- Syknął pochylając się delikatnie w moją stronę.
- Przepraszam, ale czy mógłbyś powtórzyć to, co do mnie powiedziałeś. Coś mi dzisiaj słuch szwankuje.- Powiedziałem zbliżając się do niego ostrożnie.
- No doprawdy głuche to jak nie wiem. Nazwałem cię pedałem i ciotą. Przecież na pierwszy rzu…- Urwał, kiedy uderzyłem pięścią z całej siły w drzwi, które znajdowały się za jego plecami. Część drzwi nieprzytwierdzona do ściany najnormalniej odpadła sobiei upadła na korytarz. Przełknął głośno ślinę.
- Cholera, spudłowałem.- Powiedziałem dość głośno. W klasie zapanowała cisza. Chłopak stał przerażony nie śmiąc nawet się ruszyć.- Co się gapisz jak sroka w gnat? Siadaj na swoje miejsce.- Dodałem. Chwile mu zajęło aż doszedł do swojej ławki. Wszyscy milczeli. Łypali tylko na mnie groźnie.- Pierwsze wrażenie na temat klasy: nie lubię was.- Dodałem dość chłodno, po czym usiadłem sobie na biurku. Co niektórzy otworzyli szerzej oczy. Uniosłem buta za sznurówkę.
- Czyj to but zapytam jeszcze raz?- Zapytałem. Milczeli. Wypuściłem głośno powietrze.- Nie próbujcie sprawdzać mojej cierpliwości. Proszę niech klasowy Kopciuszek tutaj przyjdzie i weźmie tego buta.- Dodałem. Odczekałem chwile. Po jakiś kilku minutach na środek wyszedł dość niepozorny chłopak. Małe to było, niemrawe, z przydługimi włosami i okularami na nosie. Mógłbym rzec kujon.- Imię?
- Haruki.- Powiedział.
- Haruki jak?
- Haruki Atsugai.- Odpowiedział. Patrzył na buta.
- Haruki Atsugai. Lat 16. W szkole tej od dwóch lat. Trafił do klasy trudnej przez incydent w gimnazjum, kiedy to wysadził w powietrze połowę Sali chemicznej.- Wyrecytowałem to, co napisał mi Ashias. Podałem mu buta.- Możesz usiąść. Z moich danych wynika, że w klasie tej są trzy osoby o tym samym imieniu. Więc proszę, aby wstały osoby, które mają tak samo na imię.- Dodałem. Wstała dziewczyna z pierwszej ławki. Gdyby nie spódniczka to powiedziałbym, że to facet. I facet, który z kolei wyglądał jak dziewczyna. Ona krótkie czarne włosy on odwrotnie. Ona przepakowana on odwrotnie.
- Haruki Kon’an.- Powiedziała dziewczyna.
- Haruki Mitsuki.- Dodał chłopak.
- To jedyne osoby, których imiona się powtarzają?- Zapytałem. Milczeli.- No zadałem pytanie.- Dodałem. Ktoś cicho szepnął „tak”.- Ok. A więc Kopciuszek, Konan i Misiek. Udacie się do dyrektora, a później do woźnego. Oni będą wiedzieli, o co chodzi.
- A z jakiej racji mamy słuchać poleceń…- Zaczęła dziewczyna, ale urwała, kiedy spojrzałem na nią.
-, Bo JA tak chce.- Powiedziałem. Wyszli pospiesznie z klasy.- No dobra. A teraz zajmę się wami. Proszę się kulturalnie przedstawić.- Zażądałem. Opowiadali pokrótce patrząc gdzieś po kontach. Zajęło im to dziesięć minut. Po chwili do klasy dołączyło nasze trio.- Skoro już wszyscy są to teraz moja kolej. Nazywam się Enmba. Nazwisko naprawdę nie jest wam potrzebne do szczęścia. Od dzisiaj będę waszym wychowawcą i nauczycielem od Matematyki.- Powiedziałem patrząc na ich reakcje. Tak. Ja korek z matmy przez całe życie stwierdziłem, że zostanę nauczycielem tego jakże chwalebnego przedmiotu.- Po rozmowie z dyrektorem i spędzeniu paru chwil w waszym towarzystwie nie tylko tutaj w klasie, ale również jadąc do szkoły mogę wywnioskować, że brak wam zdrowego rozsądku, jesteście zdegenerowani, zepsuci, leniwi i chamscy. Oczywiście mógłbym wymieniać jeszcze więcej waszych negatywnych zalet, ale cóż zdaje sobie sprawę z tego, że o nich wiecie. Domyślam się, co sobie pomyśleli, co niektórzy z was, kiedy dowiedzieli się, że jestem nauczycielem, ale muszę was rozczarować. Z racji tego, że jestem waszym wychowawcą dostałem pozwolenie ustne i pisemne od dyrektora, grona pedagogicznego, samorządu szkolnego jak i waszych rodziców na to, aby wam za przeproszeniem wpierdolić, jeżeli najdzie mnie taka ochota. A uwierzcie takie ochoty nachodzą mnie dość szybko. Każdego dnia macie po trzy szanse. Trzy szanse, aby mnie zdenerwować. Trzecia będzie ostatnia i przeważnie będzie się kończyć tak.- Powiedziałem i wskazałem na drzwi.- Przeważnie mówię. Bo może się zdarzyć, że spudłuje i trafie kogoś w twarz. Mówię trzy razy. Tak. To, dlaczego wybuchnąłem, kiedy on mnie wyzwał. No cóż sam fakt wyzwał mnie.  Później śmiał to powtórzyć, no, ale jeszcze zachowanie w autobusie. Radze wam już dzisiaj mnie nie denerwować, ponieważ może się to dla was źle skończyć. Potrafię załatwiać sprawy w sposób dość dyplomatyczny, ale nie stronie od używania strachu i przemocy. Nie będę was wrzucał na głęboką wodę. Zaczniemy bardzo powoli. A więc tak. Wszystkich was proszę o powstanie. Nie znam jeszcze dokładnie waszych imion i zajmie mi ich przyswojenie jakieś dwa-trzy dni, więc wnioskując po waszym zachowaniu i waszych odzywkach do siebie będę was tak nazywał. Pretensje o moje tytułowanie możecie mieć do siebie. A więc tak. Kopciuszek, Konan, Misiek, Dziwka, Alfons, Degenerat, Chemik, Miniu, Śpioch, Łasuch, Lala, Maszyna, Malarz, Lalo, GASI, Lufa, Kika, Kropek, Lisek, Ciamajda, Klawisz, Botanik, Sznoruwa, Wężyk. Zapamiętaliście?- Zapytałem. Kiwnęli niemrawo głowami łypiąc na mnie gniewnie. Miałem to gdzieś.
- A po co nam to wszystko?- Zapytała Konan.
- Za chwilę się dowiesz.- Odpowiedziałem. Wziąłem jakąś kartkę do ręki i spojrzałem na nich.- A więc tak. Lecąc ławkami od drzwi do okna od pierwszego rzędu. Później tak samo, ale od drugiego będziecie siadać tak jak wam powiem. Miejsca te będziecie mogli zmienić tylko i wyłącznie jak ja wam na to pozwolę. Nie tylko na moich lekcjach macie tak siedzieć. Jeżeli zasada ta zostanie złamana od razu tracicie trzy punkty.   A więc tak w pierwszej ławce siedzi Sznoruwa z Łasuchem.
- Ja nie chcę z nim siedzieć!- Krzyknęli jednocześnie.
- A ja nie chce słyszeć sprzeciwu. Proszę zająć swoje miejsce. Lecąc dalej. Miniu z Miśkiem. GASI z Wężykiem, Dziwka z Lalo, Kika z Klawiszem, Lala z Alfonsem.- Poczekałem aż wyżej wymienieni zajęli swoje miejsca, co niektórzy w dość ceremonialny sposób.- No to teraz zaczynamy od trzeciego rzędu. Konan z Kropkiem, Maszyna z Kopciuszkiem, Ciamajda z Botanikiem, Chemik z Lufą, Degenerat z Malarzem i na sam koniec zostaje Śpioch z Liskiem. To już wszystko. Wasi znajomi przynieśli ze sobą od woźnego kilka środków czyszczących. Z tyłu za wami jest zlew i kilka misek. Teraz każdy z was zajmuję się czyszczeniem swojej części ławki.- Powiedziałem siadając na biurku i obserwując ich reakcje. Zerknąłem przez okno. Jakaś klasa kończyła już zajęcia. Ciekawe, jaki nauczyciel puścił ich już wolno. Po chwili i u mnie w klasie można było usłyszeć jakieś przytłumione rozmowy. Spojrzałem na swoje biurko. Też wymagało wyszorowania. Po chwili zeskoczyłem z niego płynnie i udałem się na koniec klasy. Wziąłem miskę z woda i pastę do szorowania. Kiedy tak stałem i szorowałem biurko przysłuchując się rozmową dzieciaków ktoś niepewnie zajrzał do klasy. Znałem te oczy i ten krój twarzy. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Yo~!- Zawołałem ściągając w ten sposób uwagę klasy na siebie.
- Em-kun?- Zapytała niepewnie Sakura. Kiwnąłem głową. W jej oczach pojawiły się łzy. Rzuciła się na mnie z pięściami wtulając się we mnie. Uniosłem mokre ręce w geście poddańczym i zaśmiałem się cicho.
- No już, już. Nie przystoi pani Pedagog tak się zachowywać przy uczniach.
- Ty głupku! Głupku! Idioto! Kretynie! Głupku! Głupku! Głupku…- Biła mnie po piersi. Zaśmiałem się, po czym spoważniałem.
- Przepraszam.- Powiedziałem. Odsunąłem ją od siebie.- Dałbym ci krzesło do siedzenia, ale jakimś dziwnym trafem wyparowało nim tutaj przyszedłem.- Dodałem zerkając na klasę. Pospiesznie wrócili do szorowania.
- Powiem, aby przysłali ci nowe. A co się stało z drzwiami?- Zapytała. Zaśmiałem się głośno.
- Trochę mnie poniosło.
- W sumie dobrze, że tylko trochę. Jakbyś stracił panowanie nad sobą…
- Ja mam ich czegoś nauczyć a nie zabić.- Powiedziałem.- Przyjeżdżacie dzisiaj, prawda?- Zapytałem dla pewności. Spojrzałem na klasę.- Jeżeli już skończyliście porządkować swoje ławki proszę o zajęcie się półkami na końcu klasy. Najlepiej wszystko pościągajcie i na mnie poczekajcie.- Dodałem.
- Tak będziemy.- Odpowiedziała.
- Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki szkolnej. Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki szkolnej.- Usłyszeliśmy w głośnikach głos.
- To chyba ty.- Powiedziałem niepewnie. Zaśmiała się.
- Tak to ja.- Odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Po wymianie jeszcze kilku słów udała się do gabinetu a ja podszedłem do klasy.
- Ano.- Zaczęła dziewczyna, na którą mówiłem Wężyk.
- Tak?- Zapytałem zerkając na nią.
- Sensei, Sensei zna Dyrektora i Pedagoga?- Zapytała niepewnie. Spojrzałem jej w oczy.
- Tak.- Odpowiedziałem. Na tym nasza rozmowa się skończyła. Później zaczęło się wielkie sprzątanie i układania na półkach.
- O! Moja książka!- Krzyknął jakiś chłopak.
- Ja znalazłam nasz zeszłoroczny album.
- A ja moją kolekcje zawieszek na telefon.
- Al! Zobacz, co znalazłam!- Zawołała jakaś dziewczyna. W ręku trzymała jakąś koszulkę z podpisami.
^^*^^
Klasa już jakoś wyglądała, chociaż ja bym jeszcze coś w niej pozmieniał. No, ale cóż. Nie mogę ich wrzucać na głęboką wodę. Zadźwięczał dzwonek. Nie ruszyli się tylko wpatrywali się we mnie jakbym miał ich zaatakować.
- Na odchodnym powiem wam jeszcze jedno. Nie no w sumie dwie rzeczy.- Stanąłem za biurkiem. Cholera. Musze sobie kupić krzesło. Co te małe potwory zrobiły z moim Krzesłem?- Chciałbym abyście każdemu pracownikowi tej szkoły mówili dzień dobryi dowidzenia. Bez żadnego wyjątku czy go lubicie czy nie.- Powiedziałem patrząc po ich twarzach. Co niektórzy skrzywili się z niesmakiem.- A kolejna rzecz to, to, że, mimo iż wywarliście na mnie bardzo negatywne wrażenie to wam ufam i proszę abyście nie stracili tego zaufania.- Dodałem. Zamilkli. Czekałem i czekałem, ale nic się nie stało.- Możecie już iść.
- Dowidzenia.- Powiedzieli, co niektórzy i klasa opustoszała. Oparłem czoło o blat biurka i wypuściłem głośno powietrze. Nie wiem czy dobrze postępowałem. Miałem delikatne wyrzuty sumienia. A co jeżeli moje metody sprawią, że będzie z nimi jeszcze gorzej niż dotychczas? Jakoś mi się ta perspektywa nie uśmiechała. Wyszedłem z klasy zabierając swoje rzeczy i zaglądając na plan lekcji. Zaczynałem wychowawcza (skrzywiłem się) później trzy matmy w pierwszych klasach. Lunch. Lekcja w trzeciej klasie. Lekcja w mojej klasie i dwa okienka. A na koniec znowu jakaś druga klasa.
W trakcie okienek moja klasa ma język Angielski i WDŻT’y (?!) Co to było? Jakoś nie przypominałem sobie abym miał takie zajęcia. Mijałem klasy, w których jeszcze ktoś siedział. Rozmawiali cicho śmiejąc się przy tym. Wszedłem do pokoju nauczycielskiego. Siedziała tam Sakura i jakiś dwóch facetów. Jeden łysy ubrany w dresy. Miał niebieskie oczy. Drugi wysoki, z długimi blond włosami związanymi w kitkę. Niebieskimi oczyma i okularami na nosie. Na sobie miał biały kilt. Pielęgniarka szkolna? Przywitałem się delikatnym skłonem i usiadłem przed biurkiem oznaczonym moim imieniem. Rozłożyłem sobie na nim swoje rzeczy przyczepiając do tablicy korkowej imienny spis klasy, ich rozmieszczenie w ławkach, mój i ich plan lekcji oraz zasady, jakie jak na razie im wprowadziłem.
- I jak?- Zapytała Sakura siedząc na swoim miejscu. Spojrzałem na nią.
- Powiedzieli mi dowidzenia na odchodnym.- Odpowiedziałem. Otworzyła szerzej oczy.
- Jak tego dokonałeś?
- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Co najwyżej trudne do osiągnięcia.
- Wybacz mi moją gafę. To jest Yamada-sensei nauczyciel wf’u. Uczy twoją klasę.- Powiedziała wskazując na kolesia w dresie. Skłoniłem się.- A ten młody pan (zaśmiała się cicho) to Suminata-sensei. Jest szkolnym pielęgniarzem.- Dodała. I przed nim się ukłoniłem.- A to drodzy panowie jest Har…
- Enmba wystarczy.- Wyprzedziłem jej słowa. Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym uśmiechnęła się przepraszająco.
- Można zapytać, jaką klasę pan dostał?- Zapytał Yamada-sensei.
- Oczywiście. 2E2- Odpowiedziałem. Zagwizdał otwierając szerzej oczy.
- Da pan sobie radę?- Zapytał ewidentnie we mnie wątpiąc. Uśmiechnąłem się.
- Życie pokaże.- Opowiedziałem.
- Sakura-chan.- Do środka zajrzał Ashias.
- Tyle razy ci mówiłam, abyś nie mówił do mnie w ten sposób, kiedy jesteśmy w szkole.- Odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Nic się nie zmieniła.
- Tak, tak. Wybacz. Gotowa?- Zapytał. Zauważył, że siedzę w pokoju. A raczej zbierałem się już do wyjścia.- O. Enmba. Jak tam po pierwszym dniu?
- Żyje.
- Jak zobaczyłem, że drzwi rozwalili myślałem, że uciekłeś.
- Śmieszne. Myślisz, że dałbym sobie aż tak na głowę wejść?- Zapytałem.- Powiedz mi tylko ile mam za te drzwi oddać.
- To ty je rozwaliłeś?
- Spudłowałem.
- A w co celowałeś?- Zapytał delikatnie przerażony.
- A w takie coś….- Powiedziałem i zaśmiałem się z jego miny. Na zewnątrz można było usłyszeć jakieś krzyki. Sakura podeszła do okna.
- Już zaczynają.- Powiedziała. Podszedłem do niej. Z resztą nie tylko ja. Otworzyłem szerzej oczy.
- Mogę otworzyć?- Zapytałem. Kiwnęła twierdząco głową. Czułem na sobie spojrzenie pozostałych.- ALFONS! KOPCIUSZEK! ŚPIOCH! MASZYNA! W TEJ CHWILI DO MNIE!!!- Ryknąłem na całe gardło. Podskoczyli. Bardzo powoli odwrócili głowy w moją stronę.- NA, CO SIĘ GAPICIE?! JUŻ!- Nie musiałem powtarzać dwa razy. Ruszyli w stronę szkoły. Wziąłem kilka razy głęboki wdech. Podszedłem do swojego biurka i zabrałem z niego wszystko, czym mógłbym w nich rzucić.
- Enmba bez nerwu…
- Panie Dyrektorze pozwoli Pan, że sam załatwię sprawy ze swoją klasą.- Powiedziałem chłodno dając mu do zrozumienia, że ma się nie mieszać. Ktoś delikatnie zapukał do drzwi, po czym cała czwórka weszła do środka. Przywołałem każdego z nich palcem do siebie i uderzyłem delikatnie książką w głowę. Unieśli zaskoczeni oczy do góry.- Co macie mi ciekawego do powiedzenia? Maszyna?
- To oni zaczęli.- Powiedziała pospiesznie.
- Dobrze.
- Kopciuszek?
- Puścił nas pan wcześniej to razem z Maszyną i Śpiochem chcieliśmy iść do Centrum Handlowego.- Odpowiedział. Zaskoczyło mnie to, że używał przydomków nadanych im przeze mnie.
- Śpioch?
- Wtedy oni powiedzieli, że takich wandali i gburów nie wpuszczą, bo coś zniszczymy i ukradniemy.- Dodał cicho. Kiwnąłem głową.
- Alfons.
- Proszę tak na mnie nie mówić.
-, Jeżeli ty dziewczyny nazywasz dziwkami no to wybacz. Masz coś do powiedzenia?- Zapytałem. Spojrzeli po sobie i zarumienili się delikatnie.- No słucham?
- Powiedzieliśmy, że na pewno tego nie zrobimy.- Powiedziała Maszyna.
- Jeden z nich zaczął się śmiać i powiedział, „Co za chuj zaufa takiemu babochłopowi”.- Zacytował Śpioch. Uniosłem brwi do góry.
- No i wtedy Alfons to znaczy Al Powiedział, że naszej klasie wystarczy jedna osoba, która nam ufa i nie pozwolimy, aby ta osoba była z naszego powodu obrażana i tak to się zaczęło. Po kilku ciosach pojawił się pan.- Powiedział Kopciuszek. Unikali mojego wzroku.
- No dobrze. Chciałbym abyście przyszli jutro do szkoły pół godziny wcześniej. Dobrze?- Zapytałem. Kiwnęli twierdząco głowami.- Tamci uczniowie, z której klasy byli?
- 3P3.- Powiedziała Maszyna. 3P3? Hmmm? Jutro mam z nimi lekcje. W sumie to nawet dobrze.- Rozumiemy się?- Powiedziałem.
- Tak jest.- Powiedział Śpioch.
- Dowidzenia.- Powiedziała Maszyna i wszyscy wyszli z Pokoju. Zapisałem coś na kartce. Podrapałem się po czole.
- Hmmm. Skoro oni są od tego, a ci od… no to jeszcze tym i tym… hmmm.- Spojrzałem za siebie.- Coś się stało?- Zapytałem niepewnie.
- Coś ty im zrobił?- Zapytał Ashias.
- Siła perswazji. Dyrektor wybaczy, ale ja już będę szedł. Musze zajść do kwiaciarni kupić kilka kwiatków do mojej klasy, bo jest za ponura.- Powiedziałem. Otworzył szerzej oczy. Wychodząc z Pokoju Nauczycielskiego pożegnałem się z każdym, ale po chwili wsadziłem tam głowę na chwilę.- A i Aoi mówiła abyście byli tak na siedemnastą.
- Ok.- powiedziała Sakura. Czmychnąłem prędko przed nimi, aby nie wpadł im do głowy jakiś durny pomysł.

^^~^^
Kończyłem przyczepianie ostatniej tablicy ze wzorami matematycznymi na wolnej ścianie, kiedy ktoś wszedł do klasy. Spojrzałem w tamtą stronę stojąc na krześle, które postawiłem na stoliku jednego z uczniów. Maszyna i Śpioch.
- Witam.- Powiedziałem uśmiechając się do nich. Odpowiedzieli niepewnie. Przyszli wcześniej niż im kazałem i nawet nie wiedzieli, co ich czeka.- Razem przyjechaliście czy spotkaliście się pod szkołą?
- To mój brat.- Powiedziała Maszyna. Uniosłem brew do góry.
- O proszę.- Mruknąłem zeskakując z krzesła. Śpioch otworzył szerzej oczy.- Nim przyjdą pozostali proszę was o pomoc w tym.- Powiedziałem i pokazałem im dwumetrową szeroką i trzymetrową długą tablice korkową.- Musimy to zawiesić o tam.- Dodałemi wskazałem na ścianę. Otworzyli jeszcze szerzej oczy.
- A po co nam ona?- Zapytał Śpioch. Uśmiechnąłem się wrednie.
- Zobaczycie.- Powiedziałem. Po kilku chwilach siłowania się i różnorodnych zapasów z tablicą udało nam się ją umieścić na górze. Spojrzałem na ścianę, która wczoraj była obskurna, a która teraz w całości zasłonięta była tablicami matematycznymi i tablicą korkową.
- Bry.- Powiedział Kopciuszek ziewając przeciągle i wchodząc do klasy. Za nim jak cień wszedł Al(fons).
- Witam.- Powiedziałem. Przysiadłem na biurku (krzesła jeszcze nie znalazłem).- Skoro już jesteście to posłuchajcie.- Powiedziałem. Spojrzeli na mnie niepewnie.- Z racji tego, że Kopciuszek już wczoraj nieświadomy został przydzielony do jednej z sekcji zajmie się, czym innym. Jak wczoraj zauważyliście nikt nie sprzątnął trzech ostatnich ławek tak, więc to należy do ciebie?- Dodałem. Ruszył w tamtym kierunku bez słowa. Spojrzałem na pozostałych.- A dla was mam zadanie bojowe.- Zaśmiałem się. Wyciągnąłem spod biurka folie, dwa worki ziemi, dziesięć doniczek i różnego rodzaju szczepki kwiatów.- Waszym zadaniem od dzisiaj będzie dbanie o te kwiatki. Podlewanie ich, nawożenie a jeżeli tego będzie wymagać sytuacja również przesadzanie.




Przydzielenie każdego z klasy do poszczególnych sekcji, zajęcie się gazetką, omówienie jeszcze kilku spraw i przyszła kolej na następną lekcję. Wychodząc z klasy przyglądałem im się trochę niepewnie. Nie Enmba. Sam powiedziałeś, że im ufasz.
- Enmba-sensie, Enmba-sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej. Enmba-sensei, Enmba-sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej.- Usłyszałem głos w głośnikach. Zakręciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie Po przejściu labiryntu kilku korytarzy zatrzymałem się przed drzwiami gabinetu pielęgniar(za)ki szkolne(go)j. Zapukałem i wszedłem do środka.
- Przepraszam, ale byłem tutaj wzywany.- Powiedziałem. Suminata-sensei spojrzał na mnie zza biurka.
- Dobrze, że tak szybko. Nie będziemy musieli tego przeciągać w nieskończoność. Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy. Rozbiera się pan.- Powiedział. Przystanąłem wryty na środku Sali.
-, Że co?
- No już. Proszę ściągnąć z siebie wszystko oprócz bokserek no i skarpetek.- Powiedział nie patrząc na mnie. Ani drgnąłem.
-, Po co?
- Dyrektor panu nie mówił?
- Nic a nic.
- Prowadzę zapis badań lekarskich każdego z tej szkoły nie tylko ucznia, więc proszę się rozebrać i grzecznie usiąść na kozetce.- Powiedział i spojrzał mi w oczy. Po moich plecach przebiegł dobrze znany mi dreszcz. Ten człowiek był niebezpieczny. Jeżeli dowie się, że typ dominujący to u mnie przykrywka może być po mnie. Był taki sam jak ja, z tą właśnie małą różnicą. Jednak to prawda, że swój swego rozpozna. Wyszedłem za parawanu i spojrzałem na niego. Zerknął na mnie. Długopis wypadł mu z ręki, kiedy spojrzał na moje ciało.
- Czy coś się stało?- Zapytałem głupio. Spojrzał mi w oczy. Nie potrafiłem rozczytać, o czym myślał.
-, Co się panu stało?
- To pamiątka po wypadku samochodowym.- Odpowiedziałem. Zapisał coś na jakiś kartkach. Później mnie zwarzył, zmierzył, przebadał wzrok, słuch. Zadał kilka pytań. Osłuchał mnie. Wskazał palcem na krótszą bliznę.
- To mi nie wygląda na bliznę powypadkową.
- I dobrze, bo nią nie jest.
- Po przeszczepie?
- Nie.
- Mogę wiedzieć, po czym?- Zapytał zatrzymując długopis nad kartkami. Wypuściłem głośno powietrze wciągając na siebie spodnie.
- Zostałem dźgnięty nożem.- Odpowiedziałem. Teraz to i wypadły mu kartki z ręki.
- Słucham?- Zapytał jakby niedowierzając w to, co usłyszał.
- Na pierwszym roku studiów zostałem dźgnięty nożem.- Powiedziałem ubierając koszulę i wychodząc zza zaperzenia. Wpatrywał się we mnie.- Uczuleń żadnych, nie pale, nie pije, nie zażywam narkotyków.- Dodałem po namyśle.
- Rozumiem… rozumiem.- Powiedział zapisując coś w swoich notatkach.- Nie wiem czy Pan Dyrektor przekazywał Panu o wycieczce dla drugich klas, która ma się odbyć pod koniec września. Tygodniowa wycieczka do Okinawy.- Dodał. Zatrzymałem się przy drzwiach.
- Zastanowię się czy puszczę moją klasę na nią. Żegnam.- Powiedziałem i wyszedłem. Nie znosiłem przebywać w jednym pokoju z typem dominującym. Oni są niebezpieczni. Jeżeli czegoś nie mogą mieć po prostu to biorą nie patrząc na cenę. Przejechałem palcami po krótszej bliźnie. Zapiekła na wspomnienia tamtego dnia. Przecząco pokiwałem głową. Wycieczka do Okinawy? To tam doszedłem do wniosku, że Go kocham.




****************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Tak długo mnie nie było wchodzę a tu tyle nowości że aż normalnie będę miała całą noc na nadrabianie zaległości :D u MNIE NA BLOGU Z HPDM też nowe notki teraz pracuje nad tym aby nadrobić zaległości ale spodziewaj się że dzisiaj przeczytam i skomentuje twoje wszytskie rozdzialiki :D
  2. o_o
    czy tylko mi sie wydaje czy ominęlam kilka rozdziałów. w jednej chwili walnął w niego samochód w a w drugiej leży na łóżku i o dziwo zbiera się do pracy jako… NAUCZYCIEL MATEMATYKI?! ON?! NAUCZYCIELEM MATMY?!
    az mnie zaskoczyłas… ale taki nauczyciel w szkole… jak by mnie matmy uczył to zapewne zdałabym mature na 100 procent i to jeszcze rozszerzoną:D
    pozdrawiam… i pisz dalej:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...