Znowu
ten cholerny sen. Minęło już tyle lat a on ciągle mnie nawiedza. Przetarłem
twarz nie ruszając się z łóżka. Kątem oka zerknąłem na zegarek. Do pracy mam
jeszcze dwie godziny. Nie ma, co się spieszyć. Jak zawsze po tym śnie leżałem
płasko na plecachi tępo wpatrywałem się w sufit analizując wszystko, co się później
wydarzyło? Wypadek samochodowy. Dwu letnia śpiączka. Wybudzenie i natłok
informacji. Ashias i Sakura już studiują. Na pierwszym roku. Shion ukończył
szkołę w tempie ekspresowym i jest na trzecim roku studiów. Maki siedzi w
Stanach. Tam się uczy. Aoi poszła na studium. Już pracowała. Kolejne
wiadomości. Aoi to moja bliźniaczka. Muszę dokończyć liceum. Więc będę kilka
lat w plecy niż pozostali. Yuui wyprowadził się niewiadomo gdzie. Nie utrzymuje
z nikim kontaktu. Kończę szkołę średnią w rok. Idę na studia, kiedy moi znajomi
je kończą. Wyprowadzam się z domu mówiąc, że nie mam rodziców ani braci.
Zamieszkuje w kawalerce Aoi. Śpię w salonie na kanapie. Shion zostaje sławnym
projektantem mody. Maki wraca ze Stanów, jako twórca programów komputerowych.
Zatrudnia się w branży tworzącej anime. Nie dość daleko niż jej dziewczyna Aoi,
która zostaje redaktorem Mangi oraz na pół etatu aktorem głosowym. Ashias
kończy szkołę anglistyczną. Po roku pracy w szkole zostaje jej dyrektorem.
Sakura zostaje pedagogiem w jego szkole. Ja studiuje na wybranym przez siebie
kierunku. Wieczorami pracuje w sklepie całodobowym a na weekendy roznoszę
ulotki i wyprowadzam psy. Mijają lata spędzone na pracy i nauce. Nie widuje i
nie kontaktuje się z nikim, kogo wcześniej znałem pomijając siostrę. Moje życie
prywatne i seksualne jest dość skąpe. Mogę rzec, że go nie ma. Żyje zawieszony
w próżni. Aż tu w dzień, kiedy zdałem studia i otrzymałem dyplom koło mojego
samochodu, (na który odkładałem przez trzy lata) stoi jakiś dziwnie znajomy mężczyzna.
Wita się ze mną. Odpowiadam niepewnie. Boje się takich ludzi po tym, co
spotkało mnie na pierwszym roku studiów. Przedstawia się zmieszany i zawiedziony.
Oddycham spokojnie i przepraszam go za gafę. Nie poznałem go. Ashias. Ma
krótkie włosy. Nie nosi okularów. Na sobie ma jasne jeansy i biała koszule.
Jego słowa zwalają mnie z nóg. Chce abym u niego pracował. Będę miał wolną rękę
do działania. Powiedział, że nieźle się nadam do zapanowania nad najgorszymi
uczniami szkoły. Oczywiście, jeżeli się zgodzę. Podaje mi nawet cenę
honorarium, jakie będzie mi płacił. Warunek jeden. Musze przeprowadzić się do
miasta, w którym teraz mieszka. Jakieś 100 km od domu. Zgadzam się bez wahania
uśmiechając się delikatnie. Wracam do domu. Powiadamiam o tym Aoi mówiąc, że
chce, aby pojechały ze mną. Mówi, że musi to przemyśleć. I tak dojeżdża do
pracy 60 km. Jakby mieszkała ze mną dojeżdżałaby tylko 40. A Maki miałaby do
pracy 20 km. Czekam niespełna dzień. Zgadzają się. Całe wakacje trwała
przeprowadzka (razem z szukaniem domu). Zamieszkaliśmy na obrzeżach średniej
liczebności mieszkańców. W domku jednorodzinnym, który średniego wieku
mężczyzna sprzedał po śmierci swojej matki za okazałą cenę. Dom ten posiadał
pięć pokoi. Jeden salon. Jadalnio Kuchnie i dwie łazienki. Przez całe wakacje
również pracowałem, aby jakoś dopomóc dziewczyny w domu. Wiedziałem, że Aoi
korzystała z pieniędzy dawanych jej przez rodziców. Ja nawet nie zaglądałem na
konto, które dla mnie otworzyli z dniem moich narodzin. Trzy dni temu wywaliłem
ostatnie kartony po przeprowadzce. Dzisiaj po południu mają nas odwiedzić
Sakura i Ashias. Pobrali się tak na marginesie, kiedy leżałem w szpitalu po
wypadku. Mają nawet dziecko. Dziewczynkę. Nazwali ją… zapomniałem. Przekręciłem
się na bok patrząc na wieszak wiszący na szafie. Ashias powiedział, że w jego
szkole nie ma zasady, że nauczyciele chodzą sztywno ubrani. Może być na luzie,
ale elegancko. Ktoś puka do moich drzwi. Ziewam przeciągle.
-
Proszeeeee.- Mówię ziewając ponownie.
-
Wstałeś.- W drzwiach stoi niska dziewczyna z niebieskimi włosami o czerwonych
końcówkach. Aoi.
-
Nie śpię już od pół godziny.
-
To, dlaczego nie wstajesz?
-
Wiesz jak lubię chodzić do szkoły.
-,
Ale teraz wylądujesz po drugiej stronie biurka.
-
Zabawne.- Powiedziałem. Siadłem na łóżku. Odwróciła delikatnie wzrok.
Spojrzałem na nią później na siebie. Nie miałem koszulki. Od mojego lewego
biodra w górę aż do połowy pleców ciągnęła się gruba blizna. Z kolei przy
prawym biodrze widniała krótsza blizna. Każda potrafiła cholernie boleć. Wstałem
i zabrałem swoje rzeczy niknąc w łazience. Ubrałem na siebie czarne jeansy i
białą koszulę. Zrezygnowałem z krawatu. Włosy do ramion do połowy związałem w
kitkę u góry z kolei pozostałym pozwoliłem spłynąć swobodnie na moje ramiona.
Na głowę zapodałem sobie też czarną opaskę. Przemyłem twarz żałując delikatnie,
że nie mogę dzięki temu zmyć moich wspomnień jak i masy małych blizn na lewym
policzku. Długa blizna na moim ciele jak i te na twarzy, rękach i nogach to
pozostałości wypadku. Ta krótką w okolicach biodra, to pamiątka po pierwszym
roku studiów. Zszedłem po woli na dół. W kuchni siedziała Aoi ubrana w luźne
dresy. Maki ciągle paradowała w pidżamie. Jej włosy sięgały już tyłka. Tak to
nic się nie zmieniła.
-
Cześć.- Powiedziałem zaglądając do lodówki. Kiwnęła głowa gdyż usta miała czymś
wypełnione. Czytała jakieś papierzyska. Wyciągnąłem z lodówki karton mleka i
postanowiłem zrobić sobie płatki na śniadanie, (chociaż Aoi nie była zadowolona
z mojego wyboru).
-,
Co to jest?- Zapytała w końcu Maki wskazując na moją miskę i na jakieś papiery
leżące na lodówce.
-
Śniadanie.- Wskazałem na miskę.- Praca.- Wskazałem na papiery.
-
Idź ty w cholerę.- Powiedziała i podsunęła mi trzy kromki chleba z szynką,
serem i pomidorami. Aoi krzątała się przy szafkach.- Do pracy?- Dodała. Tak
przeważnie wyglądała nasza rozmowa.
-
Dziękuje.- Powiedziałem.- Tak do pracy. Poprosiłem dyrektora, aby wysłał mi
jakiś zarys uczniów, którzy będą w mojej klasie.- Powiedziałem. Uniosła brew.
No tak. Nie mówiłem im, że od razu dostaje wychowawstwo.
-
I co? Ciekawi ci uczniowie?- Zapytała Aoi nie patrząc na mnie. Wgryzłem się w
kanapkę.
-
O tak. I to jak.- Odpowiedziałem i zaśmiałem się cicho. Wtedy na mnie zerknęła.
Znała ten śmiech.
-
Tylko ty im nic nie zrób.
-
Wiesz. Dostałem odgórne pozwolenie od dyrektora i nawet rodziców, że mogę nawet
dzieciaka pobić, jeżeli nie będzie się uczyć i będzie stwarzać problemy.-
Powiedziałem usmiechając się i przy tym mrużąc oczy.
-
To, co to za klasa, że możesz to zrobić?
-
Typowo problematyczna.- Powiedziałem popijając śniadanie kubkiem kawy.
Zerknąłem na zegarek.- Ok. Ja będę lecieć.- Dodałem i pobiegłem do łazienki.
Mycie zębów, siusiu, moje papierzyska, buty, klucze od domu, telefon, drugie
śniadanie (Aoi robiła), portfel z kasą, jakieś tam badania, jakie kazali mi
zrobić ze szkoły i już pędzę na autobus (doszedłem do wniosku, że przez tydzień
zrezygnuje z samochodu skoro nie znam miasta). W autobusie było tłoczno.
Różnorodność mundurków. Nawet nie wiedziałem, jakie mundurki nosili uczniowie
naszej szkoły. Śmiechy, chichy, przepychanki. Kierowca zaciskał zęby, aby nic
nie powiedzieć. Wykupiłem bilet i stanąłem obok jakiejś babci. Za nią siedziały
jakieś dwie dziewczyny. Przed nią dwóch chłopaków. Rozmawiali a wręcz
wydzierali się do siebie nad głową biednej kobieciny. Jakich chłopak wpadł na
mnie wywracając jednocześnie zakupy kobieciny. Schyliła się, aby je pozbierać.
Powstrzymałem ja ruchem ręki.
-
Proszę się nie fatygować. MY się TYM zajmiemy.- Powiedziałem przytrzymując
mocniej ucznia, który chciał uciec. Spojrzał na mnie. Nic nie mówiłem. Schylił
się i pomógł mi zbierać zakupy babuleńki. Uciekł, gdy tylko skończyliśmy.
Uśmiechnąłem się do kobiety. Przystanek przed moim wysiadała tak, więc pomogłem
jej z zakupami. Na odchodnym wcisnęła mi cukierka do ręki i skłaniając się
odeszła. Spojrzałem na cukierka wsiadając do autobusu. Schowałem go do kieszeni
spodni i wróciłem na swoje wcześniejsze miejsce.
-…
Ten lamus szkoły chodzi?- Usłyszałem za sobą.
-
Gdyby mógł to by jeszcze tej starej krowie dupe w klopie podcierał.-
Powiedziała jakaś dziewczyna. Od razu widać, że mówili o mnie.
-
To takie dzikie jest. Zmusił Siria do pracy.
-
Mówiłem ci dziwko abyś tak nie mówiła….- Rozmowy oddaliły się, kiedy wysiedli
na przystanku koło szkoły. Czyli chodzą do mojej szkoły. Wysiadłem kilka metrów
dalej tak jak kazał mi to zrobić Ashias. Stał przy bramie rozmawiając z jakimiś
uczniami. Wysiadłem z autobusu i podszedłem do nich powoli zerkając na mijanych
przez siebie uczniów. Na prawdę dziwnie jest iść do szkoły, ale nie w roli ucznia
tylko w roli nauczyciela.
-
Enmba-sama.- Ashias ukłonił się przede mną. Skinąłem głową.
-
Ashias-kun.- Powiedziałem odgryzając się mu pięknym za nadobne. Zmróżył oczy.
-
Mówiłem ci, że masz tak do mnie nie mówić.
-
I vice, versa Panie Dyrektorze.- Powiedziałem. Zamilkłem zerkając w bok. Mijała
mnie grupka z autobusu. Przyglądając im się uważnie to oni zajmowali jego
większą część. Przeszli koło nas bez słowa.
-
Coś się stało?- Zapytał Ashias. Spojrzałem na niego. Uśmiechając się szeroko i
przecząco kiwając głową.
-
Panie Dyrektorze to nowy uczeń?- Zapytała jedna z uczennic, która obok niego
stała. Na lewym ramieniu miała czerwoną przepaskę.
-
Nie. To nowy nauczyciel- Odpowiedział patrząc na nią. Otworzyła szeroko oczy.
-
Nie możliwe!- Zawołała zaskoczona pokazując na mnie palcem. Uśmiechnąłem się
tylko. Po chwili jednak wskazałem palcem na przepaskę.
-
Ona jest z Komitetu Porządkowego.- Wyjaśnił Ashias. Zacmokałem tylko.- Wybacz
Asano.- Powiedział i ruszył ze mną do szkoły. Opowiadał mi o warunkach i
zasadach tutaj panujących. Oraz o szczególnym traktowaniu mojej klasy. Tak,
więc zapowiada się ciekawy rok. Dowiedziałem się właśnie, że jeżeli nie mam
lekcji (patrz. Okienko) to wtedy staram się przebywać na lekcjach mojej klasy.
Trzeba z nimi coś zrobić, bo ja chyba zwariuje.
-
A Sakura jest już w pracy?- Zapytałem delikatnie. Uśmiechnął się.
-
Pojechała z małą na rozpoczęcie roku do przedszkola. Przyjedzie trochę później.
Tutaj trzymaj swój plan lekcji, rozkład godzin i ogólnie cały zarys. Ok? Jak
coś będzie niezrozumiałe to wiesz gdzie mnie znaleźć?- Zapytał. Uśmiechnąłem
się. Znał ten uśmiech.- W sumie, do kogo ja mówię.
-
No właśnie.- Powiedziałem.
^^*^^
Po
uroczystym rozpoczęciu roku i gadaniu trzy po trzy udałem się jak grzeczny
nauczyciel do klasy rozglądając się przy okazji po szkole. Moja sala z racji
reputacji klasy znajdowała się najdalej od reszty klas. Mało ludzi tam
uczęszczało. W sumie to im się nie dziwiłem, kiedy tylko tam zawitałem tak
pomyślałem. Na odcinku korytarza, na którym urzędowali był totalny syf. Ktoś
właśnie wybił szybę w drzwiach butem. Przekrzywiłem głowę i podniosłem go za
sznurówkę. Otworzyłem drzwi i uchyliłem się przed lecącym śmietnikiem. Wszedłem
do klasy. Położyłem dziennik na biurku i spojrzałem na nich.
-
Czyj to but?- Zapytałem stawiając go na biurku. Zostałem zignorowany.
Przypatrywałem im się dość długo w milczeniu. Po jakimś czasie zostałem
zauważony przez kilkoro z nich, ale niczego to nie zmieniało. Ktoś wszedł do
klasy.
-
O Pdeałek z rana. Nie mówcie mi, że on chodzi z nami do klasy!- Usłyszałem, po
czym do moich uszu dostał się ryk pozostałych uczniów. Spojrzałem w tamtą
stronę. Przy drzwiach stał chłopak, który wpadł na mnie dzisiaj w autobusie.- I
co się gapisz cioto?!- Syknął pochylając się delikatnie w moją stronę.
-
Przepraszam, ale czy mógłbyś powtórzyć to, co do mnie powiedziałeś. Coś mi
dzisiaj słuch szwankuje.- Powiedziałem zbliżając się do niego ostrożnie.
-
No doprawdy głuche to jak nie wiem. Nazwałem cię pedałem i ciotą. Przecież na
pierwszy rzu…- Urwał, kiedy uderzyłem pięścią z całej siły w drzwi, które
znajdowały się za jego plecami. Część drzwi nieprzytwierdzona do ściany
najnormalniej odpadła sobiei upadła na korytarz. Przełknął głośno ślinę.
-
Cholera, spudłowałem.- Powiedziałem dość głośno. W klasie zapanowała cisza.
Chłopak stał przerażony nie śmiąc nawet się ruszyć.- Co się gapisz jak sroka w
gnat? Siadaj na swoje miejsce.- Dodałem. Chwile mu zajęło aż doszedł do swojej
ławki. Wszyscy milczeli. Łypali tylko na mnie groźnie.- Pierwsze wrażenie na
temat klasy: nie lubię was.- Dodałem dość chłodno, po czym usiadłem sobie na
biurku. Co niektórzy otworzyli szerzej oczy. Uniosłem buta za sznurówkę.
-
Czyj to but zapytam jeszcze raz?- Zapytałem. Milczeli. Wypuściłem głośno
powietrze.- Nie próbujcie sprawdzać mojej cierpliwości. Proszę niech klasowy
Kopciuszek tutaj przyjdzie i weźmie tego buta.- Dodałem. Odczekałem chwile. Po
jakiś kilku minutach na środek wyszedł dość niepozorny chłopak. Małe to było,
niemrawe, z przydługimi włosami i okularami na nosie. Mógłbym rzec kujon.-
Imię?
-
Haruki.- Powiedział.
-
Haruki jak?
-
Haruki Atsugai.- Odpowiedział. Patrzył na buta.
-
Haruki Atsugai. Lat 16. W szkole tej od dwóch lat. Trafił do klasy trudnej
przez incydent w gimnazjum, kiedy to wysadził w powietrze połowę Sali
chemicznej.- Wyrecytowałem to, co napisał mi Ashias. Podałem mu buta.- Możesz
usiąść. Z moich danych wynika, że w klasie tej są trzy osoby o tym samym
imieniu. Więc proszę, aby wstały osoby, które mają tak samo na imię.- Dodałem.
Wstała dziewczyna z pierwszej ławki. Gdyby nie spódniczka to powiedziałbym, że
to facet. I facet, który z kolei wyglądał jak dziewczyna. Ona krótkie czarne
włosy on odwrotnie. Ona przepakowana on odwrotnie.
-
Haruki Kon’an.- Powiedziała dziewczyna.
-
Haruki Mitsuki.- Dodał chłopak.
-
To jedyne osoby, których imiona się powtarzają?- Zapytałem. Milczeli.- No
zadałem pytanie.- Dodałem. Ktoś cicho szepnął „tak”.- Ok. A więc Kopciuszek,
Konan i Misiek. Udacie się do dyrektora, a później do woźnego. Oni będą
wiedzieli, o co chodzi.
-
A z jakiej racji mamy słuchać poleceń…- Zaczęła dziewczyna, ale urwała, kiedy
spojrzałem na nią.
-,
Bo JA tak chce.- Powiedziałem. Wyszli pospiesznie z klasy.- No dobra. A teraz
zajmę się wami. Proszę się kulturalnie przedstawić.- Zażądałem. Opowiadali
pokrótce patrząc gdzieś po kontach. Zajęło im to dziesięć minut. Po chwili do
klasy dołączyło nasze trio.- Skoro już wszyscy są to teraz moja kolej. Nazywam
się Enmba. Nazwisko naprawdę nie jest wam potrzebne do szczęścia. Od dzisiaj
będę waszym wychowawcą i nauczycielem od Matematyki.- Powiedziałem patrząc na
ich reakcje. Tak. Ja korek z matmy przez całe życie stwierdziłem, że zostanę
nauczycielem tego jakże chwalebnego przedmiotu.- Po rozmowie z dyrektorem i spędzeniu
paru chwil w waszym towarzystwie nie tylko tutaj w klasie, ale również jadąc do
szkoły mogę wywnioskować, że brak wam zdrowego rozsądku, jesteście
zdegenerowani, zepsuci, leniwi i chamscy. Oczywiście mógłbym wymieniać jeszcze
więcej waszych negatywnych zalet, ale cóż zdaje sobie sprawę z tego, że o nich
wiecie. Domyślam się, co sobie pomyśleli, co niektórzy z was, kiedy dowiedzieli
się, że jestem nauczycielem, ale muszę was rozczarować. Z racji tego, że jestem
waszym wychowawcą dostałem pozwolenie ustne i pisemne od dyrektora, grona
pedagogicznego, samorządu szkolnego jak i waszych rodziców na to, aby wam za
przeproszeniem wpierdolić, jeżeli najdzie mnie taka ochota. A uwierzcie takie
ochoty nachodzą mnie dość szybko. Każdego dnia macie po trzy szanse. Trzy
szanse, aby mnie zdenerwować. Trzecia będzie ostatnia i przeważnie będzie się
kończyć tak.- Powiedziałem i wskazałem na drzwi.- Przeważnie mówię. Bo może się
zdarzyć, że spudłuje i trafie kogoś w twarz. Mówię trzy razy. Tak. To, dlaczego
wybuchnąłem, kiedy on mnie wyzwał. No cóż sam fakt wyzwał mnie. Później śmiał to powtórzyć, no, ale jeszcze
zachowanie w autobusie. Radze wam już dzisiaj mnie nie denerwować, ponieważ
może się to dla was źle skończyć. Potrafię załatwiać sprawy w sposób dość
dyplomatyczny, ale nie stronie od używania strachu i przemocy. Nie będę was
wrzucał na głęboką wodę. Zaczniemy bardzo powoli. A więc tak. Wszystkich was
proszę o powstanie. Nie znam jeszcze dokładnie waszych imion i zajmie mi ich
przyswojenie jakieś dwa-trzy dni, więc wnioskując po waszym zachowaniu i
waszych odzywkach do siebie będę was tak nazywał. Pretensje o moje tytułowanie
możecie mieć do siebie. A więc tak. Kopciuszek, Konan, Misiek, Dziwka, Alfons,
Degenerat, Chemik, Miniu, Śpioch, Łasuch, Lala, Maszyna, Malarz, Lalo, GASI,
Lufa, Kika, Kropek, Lisek, Ciamajda, Klawisz, Botanik, Sznoruwa, Wężyk.
Zapamiętaliście?- Zapytałem. Kiwnęli niemrawo głowami łypiąc na mnie gniewnie.
Miałem to gdzieś.
-
A po co nam to wszystko?- Zapytała Konan.
-
Za chwilę się dowiesz.- Odpowiedziałem. Wziąłem jakąś kartkę do ręki i
spojrzałem na nich.- A więc tak. Lecąc ławkami od drzwi do okna od pierwszego
rzędu. Później tak samo, ale od drugiego będziecie siadać tak jak wam powiem.
Miejsca te będziecie mogli zmienić tylko i wyłącznie jak ja wam na to pozwolę.
Nie tylko na moich lekcjach macie tak siedzieć. Jeżeli zasada ta zostanie
złamana od razu tracicie trzy punkty. A
więc tak w pierwszej ławce siedzi Sznoruwa z Łasuchem.
-
Ja nie chcę z nim siedzieć!- Krzyknęli jednocześnie.
-
A ja nie chce słyszeć sprzeciwu. Proszę zająć swoje miejsce. Lecąc dalej. Miniu
z Miśkiem. GASI z Wężykiem, Dziwka z Lalo, Kika z Klawiszem, Lala z Alfonsem.-
Poczekałem aż wyżej wymienieni zajęli swoje miejsca, co niektórzy w dość
ceremonialny sposób.- No to teraz zaczynamy od trzeciego rzędu. Konan z
Kropkiem, Maszyna z Kopciuszkiem, Ciamajda z Botanikiem, Chemik z Lufą,
Degenerat z Malarzem i na sam koniec zostaje Śpioch z Liskiem. To już wszystko.
Wasi znajomi przynieśli ze sobą od woźnego kilka środków czyszczących. Z tyłu
za wami jest zlew i kilka misek. Teraz każdy z was zajmuję się czyszczeniem
swojej części ławki.- Powiedziałem siadając na biurku i obserwując ich reakcje.
Zerknąłem przez okno. Jakaś klasa kończyła już zajęcia. Ciekawe, jaki nauczyciel
puścił ich już wolno. Po chwili i u mnie w klasie można było usłyszeć jakieś
przytłumione rozmowy. Spojrzałem na swoje biurko. Też wymagało wyszorowania. Po
chwili zeskoczyłem z niego płynnie i udałem się na koniec klasy. Wziąłem miskę
z woda i pastę do szorowania. Kiedy tak stałem i szorowałem biurko
przysłuchując się rozmową dzieciaków ktoś niepewnie zajrzał do klasy. Znałem te
oczy i ten krój twarzy. Uśmiechnąłem się szeroko.
-
Yo~!- Zawołałem ściągając w ten sposób uwagę klasy na siebie.
-
Em-kun?- Zapytała niepewnie Sakura. Kiwnąłem głową. W jej oczach pojawiły się
łzy. Rzuciła się na mnie z pięściami wtulając się we mnie. Uniosłem mokre ręce
w geście poddańczym i zaśmiałem się cicho.
-
No już, już. Nie przystoi pani Pedagog tak się zachowywać przy uczniach.
-
Ty głupku! Głupku! Idioto! Kretynie! Głupku! Głupku! Głupku…- Biła mnie po
piersi. Zaśmiałem się, po czym spoważniałem.
-
Przepraszam.- Powiedziałem. Odsunąłem ją od siebie.- Dałbym ci krzesło do
siedzenia, ale jakimś dziwnym trafem wyparowało nim tutaj przyszedłem.- Dodałem
zerkając na klasę. Pospiesznie wrócili do szorowania.
-
Powiem, aby przysłali ci nowe. A co się stało z drzwiami?- Zapytała. Zaśmiałem
się głośno.
-
Trochę mnie poniosło.
-
W sumie dobrze, że tylko trochę. Jakbyś stracił panowanie nad sobą…
-
Ja mam ich czegoś nauczyć a nie zabić.- Powiedziałem.- Przyjeżdżacie dzisiaj,
prawda?- Zapytałem dla pewności. Spojrzałem na klasę.- Jeżeli już skończyliście
porządkować swoje ławki proszę o zajęcie się półkami na końcu klasy. Najlepiej
wszystko pościągajcie i na mnie poczekajcie.- Dodałem.
-
Tak będziemy.- Odpowiedziała.
-
Pani Chikara proszona do gabinetu pielęgniarki szkolnej. Pani Chikara proszona
do gabinetu pielęgniarki szkolnej.- Usłyszeliśmy w głośnikach głos.
-
To chyba ty.- Powiedziałem niepewnie. Zaśmiała się.
-
Tak to ja.- Odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Po wymianie jeszcze kilku słów
udała się do gabinetu a ja podszedłem do klasy.
-
Ano.- Zaczęła dziewczyna, na którą mówiłem Wężyk.
-
Tak?- Zapytałem zerkając na nią.
-
Sensei, Sensei zna Dyrektora i Pedagoga?- Zapytała niepewnie. Spojrzałem jej w
oczy.
-
Tak.- Odpowiedziałem. Na tym nasza rozmowa się skończyła. Później zaczęło się
wielkie sprzątanie i układania na półkach.
-
O! Moja książka!- Krzyknął jakiś chłopak.
-
Ja znalazłam nasz zeszłoroczny album.
-
A ja moją kolekcje zawieszek na telefon.
-
Al! Zobacz, co znalazłam!- Zawołała jakaś dziewczyna. W ręku trzymała jakąś
koszulkę z podpisami.
^^*^^
Klasa
już jakoś wyglądała, chociaż ja bym jeszcze coś w niej pozmieniał. No, ale cóż.
Nie mogę ich wrzucać na głęboką wodę. Zadźwięczał dzwonek. Nie ruszyli się
tylko wpatrywali się we mnie jakbym miał ich zaatakować.
-
Na odchodnym powiem wam jeszcze jedno. Nie no w sumie dwie rzeczy.- Stanąłem za
biurkiem. Cholera. Musze sobie kupić krzesło. Co te małe potwory zrobiły z moim
Krzesłem?- Chciałbym abyście każdemu pracownikowi tej szkoły mówili dzień
dobryi dowidzenia. Bez żadnego wyjątku czy go lubicie czy nie.- Powiedziałem
patrząc po ich twarzach. Co niektórzy skrzywili się z niesmakiem.- A kolejna
rzecz to, to, że, mimo iż wywarliście na mnie bardzo negatywne wrażenie to wam
ufam i proszę abyście nie stracili tego zaufania.- Dodałem. Zamilkli. Czekałem
i czekałem, ale nic się nie stało.- Możecie już iść.
-
Dowidzenia.- Powiedzieli, co niektórzy i klasa opustoszała. Oparłem czoło o
blat biurka i wypuściłem głośno powietrze. Nie wiem czy dobrze postępowałem.
Miałem delikatne wyrzuty sumienia. A co jeżeli moje metody sprawią, że będzie z
nimi jeszcze gorzej niż dotychczas? Jakoś mi się ta perspektywa nie uśmiechała.
Wyszedłem z klasy zabierając swoje rzeczy i zaglądając na plan lekcji.
Zaczynałem wychowawcza (skrzywiłem się) później trzy matmy w pierwszych
klasach. Lunch. Lekcja w trzeciej klasie. Lekcja w mojej klasie i dwa okienka.
A na koniec znowu jakaś druga klasa.
W trakcie okienek moja klasa ma język Angielski i WDŻT’y (?!) Co to było? Jakoś nie przypominałem sobie abym miał takie zajęcia. Mijałem klasy, w których jeszcze ktoś siedział. Rozmawiali cicho śmiejąc się przy tym. Wszedłem do pokoju nauczycielskiego. Siedziała tam Sakura i jakiś dwóch facetów. Jeden łysy ubrany w dresy. Miał niebieskie oczy. Drugi wysoki, z długimi blond włosami związanymi w kitkę. Niebieskimi oczyma i okularami na nosie. Na sobie miał biały kilt. Pielęgniarka szkolna? Przywitałem się delikatnym skłonem i usiadłem przed biurkiem oznaczonym moim imieniem. Rozłożyłem sobie na nim swoje rzeczy przyczepiając do tablicy korkowej imienny spis klasy, ich rozmieszczenie w ławkach, mój i ich plan lekcji oraz zasady, jakie jak na razie im wprowadziłem.
W trakcie okienek moja klasa ma język Angielski i WDŻT’y (?!) Co to było? Jakoś nie przypominałem sobie abym miał takie zajęcia. Mijałem klasy, w których jeszcze ktoś siedział. Rozmawiali cicho śmiejąc się przy tym. Wszedłem do pokoju nauczycielskiego. Siedziała tam Sakura i jakiś dwóch facetów. Jeden łysy ubrany w dresy. Miał niebieskie oczy. Drugi wysoki, z długimi blond włosami związanymi w kitkę. Niebieskimi oczyma i okularami na nosie. Na sobie miał biały kilt. Pielęgniarka szkolna? Przywitałem się delikatnym skłonem i usiadłem przed biurkiem oznaczonym moim imieniem. Rozłożyłem sobie na nim swoje rzeczy przyczepiając do tablicy korkowej imienny spis klasy, ich rozmieszczenie w ławkach, mój i ich plan lekcji oraz zasady, jakie jak na razie im wprowadziłem.
-
I jak?- Zapytała Sakura siedząc na swoim miejscu. Spojrzałem na nią.
-
Powiedzieli mi dowidzenia na odchodnym.- Odpowiedziałem. Otworzyła szerzej
oczy.
-
Jak tego dokonałeś?
-
Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Co najwyżej trudne do osiągnięcia.
-
Wybacz mi moją gafę. To jest Yamada-sensei nauczyciel wf’u. Uczy twoją klasę.-
Powiedziała wskazując na kolesia w dresie. Skłoniłem się.- A ten młody pan
(zaśmiała się cicho) to Suminata-sensei. Jest szkolnym pielęgniarzem.- Dodała.
I przed nim się ukłoniłem.- A to drodzy panowie jest Har…
-
Enmba wystarczy.- Wyprzedziłem jej słowa. Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym
uśmiechnęła się przepraszająco.
-
Można zapytać, jaką klasę pan dostał?- Zapytał Yamada-sensei.
-
Oczywiście. 2E2- Odpowiedziałem. Zagwizdał otwierając szerzej oczy.
-
Da pan sobie radę?- Zapytał ewidentnie we mnie wątpiąc. Uśmiechnąłem się.
-
Życie pokaże.- Opowiedziałem.
-
Sakura-chan.- Do środka zajrzał Ashias.
-
Tyle razy ci mówiłam, abyś nie mówił do mnie w ten sposób, kiedy jesteśmy w
szkole.- Odpowiedziała. Uśmiechnąłem się. Nic się nie zmieniła.
-
Tak, tak. Wybacz. Gotowa?- Zapytał. Zauważył, że siedzę w pokoju. A raczej
zbierałem się już do wyjścia.- O. Enmba. Jak tam po pierwszym dniu?
-
Żyje.
-
Jak zobaczyłem, że drzwi rozwalili myślałem, że uciekłeś.
-
Śmieszne. Myślisz, że dałbym sobie aż tak na głowę wejść?- Zapytałem.- Powiedz
mi tylko ile mam za te drzwi oddać.
-
To ty je rozwaliłeś?
-
Spudłowałem.
-
A w co celowałeś?- Zapytał delikatnie przerażony.
-
A w takie coś….- Powiedziałem i zaśmiałem się z jego miny. Na zewnątrz można
było usłyszeć jakieś krzyki. Sakura podeszła do okna.
-
Już zaczynają.- Powiedziała. Podszedłem do niej. Z resztą nie tylko ja.
Otworzyłem szerzej oczy.
-
Mogę otworzyć?- Zapytałem. Kiwnęła twierdząco głową. Czułem na sobie spojrzenie
pozostałych.- ALFONS! KOPCIUSZEK! ŚPIOCH! MASZYNA! W TEJ CHWILI DO MNIE!!!-
Ryknąłem na całe gardło. Podskoczyli. Bardzo powoli odwrócili głowy w moją
stronę.- NA, CO SIĘ GAPICIE?! JUŻ!- Nie musiałem powtarzać dwa razy. Ruszyli w
stronę szkoły. Wziąłem kilka razy głęboki wdech. Podszedłem do swojego biurka i
zabrałem z niego wszystko, czym mógłbym w nich rzucić.
-
Enmba bez nerwu…
-
Panie Dyrektorze pozwoli Pan, że sam załatwię sprawy ze swoją klasą.-
Powiedziałem chłodno dając mu do zrozumienia, że ma się nie mieszać. Ktoś
delikatnie zapukał do drzwi, po czym cała czwórka weszła do środka. Przywołałem
każdego z nich palcem do siebie i uderzyłem delikatnie książką w głowę. Unieśli
zaskoczeni oczy do góry.- Co macie mi ciekawego do powiedzenia? Maszyna?
-
To oni zaczęli.- Powiedziała pospiesznie.
-
Dobrze.
-
Kopciuszek?
-
Puścił nas pan wcześniej to razem z Maszyną i Śpiochem chcieliśmy iść do
Centrum Handlowego.- Odpowiedział. Zaskoczyło mnie to, że używał przydomków
nadanych im przeze mnie.
-
Śpioch?
-
Wtedy oni powiedzieli, że takich wandali i gburów nie wpuszczą, bo coś
zniszczymy i ukradniemy.- Dodał cicho. Kiwnąłem głową.
-
Alfons.
-
Proszę tak na mnie nie mówić.
-,
Jeżeli ty dziewczyny nazywasz dziwkami no to wybacz. Masz coś do powiedzenia?-
Zapytałem. Spojrzeli po sobie i zarumienili się delikatnie.- No słucham?
-
Powiedzieliśmy, że na pewno tego nie zrobimy.- Powiedziała Maszyna.
-
Jeden z nich zaczął się śmiać i powiedział, „Co za chuj zaufa takiemu
babochłopowi”.- Zacytował Śpioch. Uniosłem brwi do góry.
-
No i wtedy Alfons to znaczy Al Powiedział, że naszej klasie wystarczy jedna
osoba, która nam ufa i nie pozwolimy, aby ta osoba była z naszego powodu
obrażana i tak to się zaczęło. Po kilku ciosach pojawił się pan.- Powiedział
Kopciuszek. Unikali mojego wzroku.
-
No dobrze. Chciałbym abyście przyszli jutro do szkoły pół godziny wcześniej.
Dobrze?- Zapytałem. Kiwnęli twierdząco głowami.- Tamci uczniowie, z której
klasy byli?
-
3P3.- Powiedziała Maszyna. 3P3? Hmmm? Jutro mam z nimi lekcje. W sumie to nawet
dobrze.- Rozumiemy się?- Powiedziałem.
-
Tak jest.- Powiedział Śpioch.
-
Dowidzenia.- Powiedziała Maszyna i wszyscy wyszli z Pokoju. Zapisałem coś na
kartce. Podrapałem się po czole.
-
Hmmm. Skoro oni są od tego, a ci od… no to jeszcze tym i tym… hmmm.- Spojrzałem
za siebie.- Coś się stało?- Zapytałem niepewnie.
-
Coś ty im zrobił?- Zapytał Ashias.
-
Siła perswazji. Dyrektor wybaczy, ale ja już będę szedł. Musze zajść do kwiaciarni
kupić kilka kwiatków do mojej klasy, bo jest za ponura.- Powiedziałem. Otworzył
szerzej oczy. Wychodząc z Pokoju Nauczycielskiego pożegnałem się z każdym, ale
po chwili wsadziłem tam głowę na chwilę.- A i Aoi mówiła abyście byli tak na
siedemnastą.
-
Ok.- powiedziała Sakura. Czmychnąłem prędko przed nimi, aby nie wpadł im do
głowy jakiś durny pomysł.
^^~^^
Kończyłem
przyczepianie ostatniej tablicy ze wzorami matematycznymi na wolnej ścianie,
kiedy ktoś wszedł do klasy. Spojrzałem w tamtą stronę stojąc na krześle, które
postawiłem na stoliku jednego z uczniów. Maszyna i Śpioch.
-
Witam.- Powiedziałem uśmiechając się do nich. Odpowiedzieli niepewnie. Przyszli
wcześniej niż im kazałem i nawet nie wiedzieli, co ich czeka.- Razem
przyjechaliście czy spotkaliście się pod szkołą?
-
To mój brat.- Powiedziała Maszyna. Uniosłem brew do góry.
-
O proszę.- Mruknąłem zeskakując z krzesła. Śpioch otworzył szerzej oczy.- Nim
przyjdą pozostali proszę was o pomoc w tym.- Powiedziałem i pokazałem im
dwumetrową szeroką i trzymetrową długą tablice korkową.- Musimy to zawiesić o
tam.- Dodałemi wskazałem na ścianę. Otworzyli jeszcze szerzej oczy.
-
A po co nam ona?- Zapytał Śpioch. Uśmiechnąłem się wrednie.
-
Zobaczycie.- Powiedziałem. Po kilku chwilach siłowania się i różnorodnych
zapasów z tablicą udało nam się ją umieścić na górze. Spojrzałem na ścianę,
która wczoraj była obskurna, a która teraz w całości zasłonięta była tablicami
matematycznymi i tablicą korkową.
-
Bry.- Powiedział Kopciuszek ziewając przeciągle i wchodząc do klasy. Za nim jak
cień wszedł Al(fons).
-
Witam.- Powiedziałem. Przysiadłem na biurku (krzesła jeszcze nie znalazłem).-
Skoro już jesteście to posłuchajcie.- Powiedziałem. Spojrzeli na mnie
niepewnie.- Z racji tego, że Kopciuszek już wczoraj nieświadomy został
przydzielony do jednej z sekcji zajmie się, czym innym. Jak wczoraj
zauważyliście nikt nie sprzątnął trzech ostatnich ławek tak, więc to należy do
ciebie?- Dodałem. Ruszył w tamtym kierunku bez słowa. Spojrzałem na
pozostałych.- A dla was mam zadanie bojowe.- Zaśmiałem się. Wyciągnąłem spod
biurka folie, dwa worki ziemi, dziesięć doniczek i różnego rodzaju szczepki
kwiatów.- Waszym zadaniem od dzisiaj będzie dbanie o te kwiatki. Podlewanie
ich, nawożenie a jeżeli tego będzie wymagać sytuacja również przesadzanie.
Przydzielenie
każdego z klasy do poszczególnych sekcji, zajęcie się gazetką, omówienie
jeszcze kilku spraw i przyszła kolej na następną lekcję. Wychodząc z klasy
przyglądałem im się trochę niepewnie. Nie Enmba. Sam powiedziałeś, że im ufasz.
-
Enmba-sensie, Enmba-sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej.
Enmba-sensei, Enmba-sensei proszony do gabinetu Pielęgniarki Szkolnej.-
Usłyszałem głos w głośnikach. Zakręciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie
Po przejściu labiryntu kilku korytarzy zatrzymałem się przed drzwiami gabinetu
pielęgniar(za)ki szkolne(go)j. Zapukałem i wszedłem do środka.
-
Przepraszam, ale byłem tutaj wzywany.- Powiedziałem. Suminata-sensei spojrzał
na mnie zza biurka.
-
Dobrze, że tak szybko. Nie będziemy musieli tego przeciągać w nieskończoność.
Im szybciej zaczniemy tym szybciej skończymy. Rozbiera się pan.- Powiedział.
Przystanąłem wryty na środku Sali.
-,
Że co?
-
No już. Proszę ściągnąć z siebie wszystko oprócz bokserek no i skarpetek.-
Powiedział nie patrząc na mnie. Ani drgnąłem.
-,
Po co?
-
Dyrektor panu nie mówił?
-
Nic a nic.
-
Prowadzę zapis badań lekarskich każdego z tej szkoły nie tylko ucznia, więc
proszę się rozebrać i grzecznie usiąść na kozetce.- Powiedział i spojrzał mi w
oczy. Po moich plecach przebiegł dobrze znany mi dreszcz. Ten człowiek był
niebezpieczny. Jeżeli dowie się, że typ dominujący to u mnie przykrywka może
być po mnie. Był taki sam jak ja, z tą właśnie małą różnicą. Jednak to prawda,
że swój swego rozpozna. Wyszedłem za parawanu i spojrzałem na niego. Zerknął na
mnie. Długopis wypadł mu z ręki, kiedy spojrzał na moje ciało.
-
Czy coś się stało?- Zapytałem głupio. Spojrzał mi w oczy. Nie potrafiłem
rozczytać, o czym myślał.
-,
Co się panu stało?
-
To pamiątka po wypadku samochodowym.- Odpowiedziałem. Zapisał coś na jakiś
kartkach. Później mnie zwarzył, zmierzył, przebadał wzrok, słuch. Zadał kilka
pytań. Osłuchał mnie. Wskazał palcem na krótszą bliznę.
-
To mi nie wygląda na bliznę powypadkową.
-
I dobrze, bo nią nie jest.
-
Po przeszczepie?
-
Nie.
-
Mogę wiedzieć, po czym?- Zapytał zatrzymując długopis nad kartkami. Wypuściłem
głośno powietrze wciągając na siebie spodnie.
-
Zostałem dźgnięty nożem.- Odpowiedziałem. Teraz to i wypadły mu kartki z ręki.
-
Słucham?- Zapytał jakby niedowierzając w to, co usłyszał.
-
Na pierwszym roku studiów zostałem dźgnięty nożem.- Powiedziałem ubierając
koszulę i wychodząc zza zaperzenia. Wpatrywał się we mnie.- Uczuleń żadnych,
nie pale, nie pije, nie zażywam narkotyków.- Dodałem po namyśle.
-
Rozumiem… rozumiem.- Powiedział zapisując coś w swoich notatkach.- Nie wiem czy
Pan Dyrektor przekazywał Panu o wycieczce dla drugich klas, która ma się odbyć
pod koniec września. Tygodniowa wycieczka do Okinawy.- Dodał. Zatrzymałem się
przy drzwiach.
-
Zastanowię się czy puszczę moją klasę na nią. Żegnam.- Powiedziałem i
wyszedłem. Nie znosiłem przebywać w jednym pokoju z typem dominującym. Oni są
niebezpieczni. Jeżeli czegoś nie mogą mieć po prostu to biorą nie patrząc na
cenę. Przejechałem palcami po krótszej bliźnie. Zapiekła na wspomnienia tamtego
dnia. Przecząco pokiwałem głową. Wycieczka do Okinawy? To tam doszedłem do
wniosku, że Go kocham.
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
czy tylko mi sie wydaje czy ominęlam kilka rozdziałów. w jednej chwili walnął w niego samochód w a w drugiej leży na łóżku i o dziwo zbiera się do pracy jako… NAUCZYCIEL MATEMATYKI?! ON?! NAUCZYCIELEM MATMY?!
az mnie zaskoczyłas… ale taki nauczyciel w szkole… jak by mnie matmy uczył to zapewne zdałabym mature na 100 procent i to jeszcze rozszerzoną:D
pozdrawiam… i pisz dalej:*