poniedziałek, 5 lutego 2018

27. „Impuls- Pozwala nam na spełnienie nawet tych najbardziej samolubnych pragnień” 27.


Ashias się wkurwił. I to porządnie. Wydzierał się, rzucał rzeczami po swoim gabinecie, śmiał nawet unieść mnie za przód bluzy, ale szybko puścił i przeprosił odwracając przerażone spojrzenie. Tak już było od tygodnia. Głowa zaczynała mnie boleć od jego jęczenia.
- Jęczysz.- Stwierdziłem. Uderzył ręką o blat biurka. Drgnąłem. Siłe miał. Pamiętałem, ale nie do takiego stopnia aby widzieć jak na biurku pojawia się słaba rysa. Uderzy w nie jeszcze z dwa razy i biurko pęknie na pół. Ktoś zapukał do drzwi, które po chwili otworzyły się delikatnie i do środka weszła pielęgniarka szkolna. Spojrzałem przed siebie patrząc w krajobraz za oknem.
- Wzywałeś?
- Tak. Usiądz.- Odpowiedział Ashias. Yuui usiadł obok mnie zerkając na mnie przelotnie po czym spojrzał na dyrektora.- Kiedy jedziesz do Kanazawy??
- Dzisiaj wieczorem jadę. Jutro rano będę. Pod wieczór mam spotkanie z SALUS’em a po dwóch dniach z NEGU pod koniec tygodnia dostanę papiery i zamówienie zostanie wysłane do szkoły. Wracam za półtorej tygodnia. A co?? Przecież wszystko już z tobą uzgadniałem jakiś miesiąc temu. Nie mogę teraz tego odwołać. Kończą się rzeczy w gabinecie pielęgniarskim. Nauczyciel wf też mówi, że musi uzupełnić apteczki i torby medyczne zabierane na wycieczki.- Powiedział. Spojrzałem na niego, ale tym razem wpatrywał się intensywnie w Ashias’a. Czemu on się tak na niego gapi?
- Rozumiem. I nie mam zamiaru zmuszać cię do tego abyś zmieniał daty spotkania. Po prostu chodzi o to, że na ten czas on pojedzie tam z tobą.- Powiedział Ashias. Spojrzałem na niego zaskoczony. On chyba sobie ze mnie żartuje?!
- Ash…- Zacząłem, ale Yuui mi przerwał.
- Nie chce.- Powiedział. Spojrzałem na swoje ręce otwierając szerzej oczy. „Nie chcę”. Nie wiem dlaczego, ale to jedno krótkie dwu słowowe zdanie wywołało u mnie pewno bolesne wspomnienie. W sumie nie tyle wspomnienie co monolog.„Przecież mówię. Głuchy jesteś. On ma racje. Dostałem to, co chciałem. Było miło, ale się skończyło.(…)Żartowałem ostatnie dziesięć miesięcy. Nie ma szans abym dalej się w to bawił. Nieźle jęczysz, ale Nara młody.”  Zacisnąłem dłonie na swoich kolanach aby o tym nie myśleć. Dlaczego do cholery jasnej przypomniało mi się właśnie coś takiego??
- To już jest polecenie służbowe. Zmianiłem wam rezerwacje pokoju w hotelu. A tak to wszystko zostawiłem bez zmian.- Powiedział. Spojrzał na mnie.- Enmba dzisiaj wieczorem Yuui po ciebie przyjedzie więc masz być spakowany.- Dodał. Wstałem z krzesła i podszedłem do drzwi.- Enmba?
- Wiem!- Warknąłem na niego wychodząc z jego gabinetu trzaskając przy tym mocno drzwiami. Została mi jeszcze jedna lekcja do końca zajęć. Wszedłem do klasy odchylając głowę w bok aby nie dostać mokrą gąbką w głowę, przeszedłem koło pierwszych ławek unosząc nogi do góry aby nie potknąć się o cienkie rzyłki umocowane centaralnie mi na przejściu. Usiadłem na przyklejonym do podłogi krześle i rozkaładając przyniesiony dzisiaj do pracy ręcznik na biurku oparłem o nie czoło. Wziąłem kilka głębokich wdechów. Spojrzałem na klase zostawiając brodę na biurku. Rozglądałem się po ich zaskoczonych spojrzeniach. Nie chce mi się dzisiaj prowadzić zajęć jak chuj, ale za coś mi tutaj płacą.
- Eh.- Jęknąłem i wyprostowałem się. Ubierając lateksową rękawiczkę otworzyłem swoją szufladę i wyciągnąłem z niej metalową skrzyneczkę. Z kieszeni mały, srebrny kluczy. Otworzyłem ją i rzuciłęm w stronę Al’a pęczek kluczy.- Przebierzcie się. Mundurki złóżcie i umieśćcie w tym kartonie.- Powiedziałem wskazując karton znajdujący się pod oknem. Wyciągnąłem kolejny mały kluczyk.- Państwa obrażonych zapraszam do siebie.- Powiedziałem. Kedamono i Bombka spojrzeli na siebie zaskoczeni po czym podeszli do mnie niepewnie. Odpiąłem im niechętnie kajdanki założone tydzień temu. Schowałem je do schowka, a do niego kluczyk. Dałem im znać ręką, że mogą wracać na swoje miejsce. Oparłem czoło ponownie o biurko. Uderzałem o nie głową kilka razy leniwie przy tym jęcząc. Zadzwonił dzwonek na lekcje. Nie podnosząc głowy do góry wypuściłem głośno powietrze z płuc.- Zróbcie zadania ze strony 290 i 291. W swoich zeszytasz. Zeszyty… nie na kratkach i w zeszytach. Kartki zostawicie mi na biurku. Byłbym wdzięczny gdyby to była  praca samodzielna, ale możecie też robić w parach. A w sumie… róbcie sobie całą klasą jak chcecie. Jeżeli to już zrobicie możecie się zając sami sobą, ale tak żeby klasa była cała.- Dodałem. Po klasie rozeszły się ciche szmery, które po chwili ustały. Wyprostowałem się i spojrzałem na sufit. Wkurwili mnie. Ashias i Yuui. Ktoś zapukał do drzwi. Spojrzałem w tamtym kierunku od niechcenia ciągle mając twarz skierowaną ku sufitowi. Zacisnąłem mocno zęby kiedy do klasy wszedł Yuui. Spojrzałem na sufit w momencie cudownej akcji. Mokra gąbka z pacnięciem zatrzymała się na jego głowie. W klasie zapanowała grobowa cisza. Yuui ściągnął gąbkę z głowy i podszedł do mnie wywracając się na żyłkach porozmieszczanych na przejściu do mojego biurka. Klasa skrzywiła się odwracając twarze w bok. Yuui bez słowa ale z widocznymi oznakami złości na twarzy podparł się na moim biurku i uniósł do góry. Ręka znajdująca się na biurku pośliznęła się na smarze wtartym w biurko. Runął na kolana zatrzymując głowę na moich nogach. Drgnąłem. Łypnął na mnie gniewnie.
- Myślisz, że to zabawnę?
- Czy ja się śmieję?- Zapytałem spychając jego głowę ze swoich nóg. Uniósł się na nogach i spojrzał na mnie oddychając głęboko. Wręczył mi jakąś kartkę.
- Plan obowiązujący cię przez najbliższe kilka dni.
- O. To jednak jadnę?- Zapytałem obojętnie.
- Nie zaczynaj.
- Teraz nie zaczynaj.- Warknąłem. Schowałem kartkę do biurka, nawet na nią nie zerkając.
- Będę po ciebie przed 18-stą.
- No.
- Tylko nie każ mi czekać.
- No.
- I spakuj się dokładnie.
- No.
- W łeb chcesz?
- N…- Urwałem. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się złośliwie.- Spieprzaj.- Powiedziałem. Wyszedł omijając każdą z przeszkód i zamykając za sobą delikatnie drzwi.

^^~^^

Siedziałem w jego samochodzie opierając głowę od niechcenia o ręcę i wpatrując się w drogę mijaną przez nas na autostradzie. Z tego co wyliczyłem na miejscu będziemy o piątej nad ranem. Prawie dwanaście godzin jazdy. Nie bardziej opałacałoby się polecieć samolotem czy coś? Nie wnikam. Nie mam zamiaru z nim o tym rozmawiać. W ogóle jakoś nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Na przyszykowanie się do tej bzdurnej „wycieczki” (inaczej tego nazwać nie mogę) miałem kilka godzin. Maki była bardzo zaskoczona kiedy powiedziałem jej, że wyjeżdżam na kilka dni po za miasto. Pomogła mi się pakować. Aoi przyszykowała prowiant na drogę. Trochę więcej co mnie zaniepokoiło, ale w sumie lepiej. Nie będziemy musieli się nigdzie zatrzymywać aby on mógł zjeść więc szybciej dojedziemy na miejsce i w takim bądź razie szybciej wyjde z jego smochodu i będę mógł się od niego oddzielić.
- Przeczytałeś plan?
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo jakoś nie miałem na to ochoty.
- To skąd wiesz co masz robić?
- Jak to skąd? Po prostu oddziele się od ciebie na jakiś czas. Ty wszystkie swoje sprawy pozałatwiasz i będziemy mogli wracać.
- Ashias powiedział, że na wszystkie spotkania mam zabierać ciebie czy ci się to podoba czy też nie.
- Co?! On chyba sobie ze mnie żartuje!
- Powiedział, że to polecenie służbowe.- Powiedział. Wiedział, co ma mi powiedzieć. Abym się nie buntował i nie próbował później go zabić. Może sobie mówić co chce jako Ashias ale jako dyrektor miał decydujący głos.
- Świetnie.- Warknąłem.- To będę łaził sobie za tobą jak twój cień i nic się nie odzywał pasi?
- Będę za to wdzięczny. I tak problemem jest to, że tam będziesz.
- SŁUCHAM??!! A czy ja się prosiłem aby tam jechać?!- Wydarłem się na niego odwracając twarz w jego stronę. Patrzył obojętnie na jezdnie przed sobą.- Jak tak ci przeszkadza moja obecność to się zatrzymaj.- Dodałem łapiąc za klamkę drzwi. Zamknął je elektrycznie uniemożliwiając mi wyjście z pędzącego auta.
- Uspokój się.
- Ależ ja jestem KURWA SPOKOJNY!!!- Wydarłem się na niego. Skręcił gwałtownie na jakiś zjazd. Zatrzymał samochód z piskiem opon. Uderzyłem boleśnie plecami o oparcie. W jednej chwili rozłożył mój fotel, rozpiął swoje pasy i znalazł się nade mną.
- Uspokój się.- Powiedział rozkazującym tonem.
- MÓWIĘ PRZECIE…- Przerwał mi całując mnie brutalnie. Napiąłem wszystkie mięśnie próbując go odepchnąć. Nacisnął na moje policzki zmuszając mnie w ten sposób do otwarcia ust. Kiedy tylko to zrobiłem wsunął mi do nich swój język. Kilka sekund jego brutalnego pocałunku sprawiło, że przestałem się ruszać. Opuściły mnie siły.Leżałem pod nim pozwalając się całować. Przesunął się na moją szyję. Złapałem go kurczowo za przód koszuli.- Y…Yuui…- Załkałem do jego ucha. Wypuścił głośno gorące powietrze na moją szyję i zbliżył swoje usta do mojego ucha. Zadrżałem mimowolnie.
- Przeszkadza mi to, że w każdej chwili mogę stracić panowanie nad sobą jak jesteśmy sami to jest bardziej niebezpieczne. Nie chcę cię ranić.- Powiedział szeptem do mojego ucha. Zadrżałem.- Nie chodzi mi tutaj o to, że nie chciałem z tobą jechać ale o to co mogę ci zrobić przez te półtorej tygodnia sam na sam. Dlatego powiedziałem, że nie chcę abyś jechał. Że twoja obecność to utrapienie i że lepiej będzie jak będziesz się trzymał na odległość ode mnie. Przepraszam jeżeli cię uraziłem lub zraniłem. Nie chciałem tego.
- Nie uraziłeś ani nie zraniłeś mnie.- Powiedziałem cicho. Spojrzał na mnie. Odwaracałem czerwoną twarz w bok. Jak on może tak normalnie mówić takie rzeczy?!
- Przepraszam.- Powiedział i pocałował mnie delikatnie w usta po czym wrócił na swoje wcześniejsze miejsce. Zapiął pasy i odpalił silnik. Po chwili znowu pędziliśmy z innymi samochodami wzdłuż autostrady.

^^~^^

Podałem mu wodę ze swojej torby. Spojrzałem na niego. Wyglądał na zmęczonego. Przetarł zmęczony twarz.
- Może cię zamnienię?
- Nie trzeba.
- Ale wyglądasz jakbyś miał za raz paść przed tą kierownicą.
- To wtedy mnie zamienisz.
- Yuui nie wygłupiaj się. Daj cię zmienię.
- Mówię chyba, że nie.
- Ale…
- Jeżeli się zamienimy to zacznę się do ciebie dobierać. Zrozum. Kiedy jestem czymś zajęty to nic ci nie zrobię.- Powiedział patrząc skupiony na jezdnię. Wstrzymałem zaskoczony powietrze.
- Um… aha.- Wydukałem tylko. Zaśmiał się cicho.
- Gdyby był tutaj ktoś jeszcze to dawno już bym się zgodził na zmienę. A tak w ogóle za pół godziny będziemy na miejscu.- Odpowiedział. Odkręciłem mu butelkę wody. Napił się wypijając pół butelki na raz. Otworzyłem swoją i wypiłem też sporą jej część.- Kurde. A myślałem, że będzie pocałunek pośredni.- Powiedział. Uderzyłem go w ramię. Złapał mnie za rękę ściskając ją mocno.- Nie rób tak jak prowadzę.- Poprosił.
- Mhy.- Odpowiedziałem.
 **30 minut później**
Rzuciłem się ociężały na łóżko w pokoju hotelowym. Ashias zamówił nam pokój z łazienką, dwoma łóżkami, stolikiem z krzesłem i telewizorem. Jedną szafą. Posiłki w stołówce. Nasze łóżka dzieliła tylko szafka nocna z jedną lampką. Yuui zasłonił okna i wywiesił na klamce plakietkę z napisem „NIE PRZESZKADZAĆ”.  Zsunąłem z nóg buty i wygrzebałem telefon z kieszeni.
W końcu na miejscu. Idę spać. Odezwę się później.
Wystukałem krótką wiadomość do Maki. Wtuliłem twarz w poduszkę.
- Zdrzemnij się. Idę pierwszy do łazienki.- Powiedział Yuui. Kiwnąłem niemrawo głową zamykając zmęczone oczy. Zmęczone? Usiadłem gwałtownie na łóżku. Spojrzałem na swoje rozedrgane ręcę. Zimny pot spłynął mi po skroni. Zrzuciłem z siebie bluzę i koszulkę. Sutki mi stwardniały. Oddychałem szybko. Spojrzałem w dół. Byłem… twardy?? Rzuciłem się do swojej torby łapiąc w ręcę butelkę z piciem. W samochodzie nie było tego widać, ale pływały w niej jakieś drobinki. Odkręciłem ją i posmakowałem wodę. W smaku była normalna. Ale to nic nie znaczyło. Wziąłem swój telefon ledwo utrzymując go w dłoniach.
- Tak??
- Daj mi Aoi.
- Enmba co się stało? Pisałeś przed chwilą, że odezwiesz się później.
- Daj mi w tej chwili Aoi do telefonu.
-… poczekaj.- Powiedziała po chwili milczenia. Ukryłem twarz w lewej ręce. Po chwili coś stuknęło po drugiej stronie.
- Tak?
- Powiedz mi, że to tylko moja wyobraźnia.
- Co?
- Nie mów mi, że naprawdę to zrobiłaś?
-…- Cisza po drugiej stronie oznaczała jak dla mnie przyznanie się do winy.
- Dlaczego… dlaczego do chuja pana to zrobiłaś?!- Warknąłem na nią.
- Abyś w końcu się z nim pogodził.
- Czy myślisz, że w ten sposób zdołamy coś między sobą wyjaśnić?
- Myśle, że tak.
- Głupia jesteś!- Warknąłem na nią. Spojrzałem w bok. Kluczyk od łazienki znajdował się przed drzwiami od łazienki. Z tego co wiem powinien znajdować się w środku. Czyżby Yuui zamknął się od środka. Pewnie domyślił się naszej rozmowy i zamknął się w środku abym się do niego nie dobierał? Zabolało… eee… ano… zabolało? Ale… dlaczego??
- Nie martw się. Dosypałam to tylko do twoich butelek.- Powiedziała. Ręce opadły mi bezwiednie w dół. Zamknąłem swój telefon przypominając sobie jak podaje mu swoją wodę w samochodzie. Wstałem poprawiając rozczochrane włosy i podnosząc klucz od łazienki. Przyłożyłem ucho do drzwi. Nic nie słyszałem. Czy coś mu się stało? Może to mu zaszkodziło? Spojrzałem niepewnie na kluczyk trzymany w ręku. Przełknąłem głośno ślinę. Wsunąłem go do dziurki i przekręciłem dwukrotnie otwierając drzwi. Zajrzałem do środka. Yuui siedział koło zlewu. Na głowe miał rzucony ręcznik z którego woda nieźle ciekła po jego ciele. Podszedłem do niego i uniosłem ręcznik do góry. Miał zamknięte oczy, ale brwi nieznacznie mu drżały. Nie spał. Po prostu nie chciał się na mnie patrzeć.
- Yuui… w…wszystko w porządku?- Zapytałem. Drgnął wgniatając się w ścianę.
- Wyjdź.- Powiedział ledwie słyszalnym głosem przepełnionym bólem.
- Yu…
- Wyjdź. Zamknij drzwi i do wieczora nie otwieraj.- Rozkazał. Spojrzałem na niego. Otowrzył delikatnie swoje oczy i spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek. Miał zamglone spojrzenie. Uśmiechnął się. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka i pojawił wielki napis:Okasu. Podniosłem się na równych nogach. Jeżeli Yuui prosi abym wyszedł to nie będę się z nim spierał w tej kwesti. Podszedłem do drzwi i zamknąłem je za sobą. A raczej tak mi się wydawało. Spojrzałem w dół. Yuui wsunął nogę pomiędzy drzwi a futrynę. Spojrzał na mnie i oblizał się lubieżnie. Trzymałem mocno drzwi aby nie wyszedł. Przez te jebane prochy równie dobrze móbłym próbować trzymać powietrze aby nie uciekło z moich rąk. Cofnąłem się przerażony kiedy wszedł do pokoju. Za plecami poczułem zimno ściany nim potknąłem się i upadłem na jego łóżko. Uniosłem się na łokciach.
- Yuui…- Powiedziałem przerażonym głosem. Rozluźnił swój krawat i rozpiął koszulę ściągając ją z siebie. Jednym delikatnym ruchem ściągnął z włosów cienką gumkę. Uklęknął na łóżku. Uniosłem się na łokciach próbując uciec ale boleśnie pchnął mnie na ścianę. Zakaszlałem patrząc na niego przerażonym spojrzeniem. Pochylił się nade mną i pocałował brutalnie. Pierwszy raz tego dnia doszedłem od pocałunku…

^^~^^

Zakrywałem usta tłumiąc w ten sposób swoje jęki i płacz. Po tym jak doszedłem drugi raz przez zwykłe drażnienie moich sutków rozpiął mi spodnie i zsunął je ze mnie. Nie słuchał co do niego mówiłem. Nie przejmował się tym że go biłem, gryzłem, drapałem, błagałem aby przestał. Prosiłem, płakałem. Nic na niego nie działało. Po wypiciu tej butelki wody stracił nad sobą panowanie. Nawet słowem się nie odezwał tylko zabrał się do zabawy moim małym. Robił to tak jak nigdy wcześniej. Tak samo jak nigdy mnie tak nie całował ani nie „pieścił”. Wiedziałem, że jeżeli nie przestanie to dojdę trzeci raz tego dnia. Załkałem w słowe dłonie kiedy w końcu skończył. Po policzach pociekły mi kolejne łzy kiedy zsunął ze mnie bokserki. Próbowałem go odepchać, ale przez ten jebany narkotyk… AOI NIECH CIE SZLAK!!
- Yuui… proszę… przestań…- Załkałem. Cmoknął i zaklnął pod nosem. To nie pierwszy raz tego dnia. Mimo, że nie odpowiadał i nie reagował ewidentnie nie podobało mu się to, że chciałem przerwać. Przewrócił mnie na bok tak, że rozmazanym wzrokiem widziałem wystruj pokoju. Położył się za mną. Drżałem ze strachu i płaczu. Gdybym tylko sięgnął swój telefon… wyciągnąłem rękę ku szafce nocnej. Zaciągnąłem się głośno powietrzem kiedy zanurzył we mnie swój palec. Zagryzłem zęby na swoim ramieniu. To się nie dzieje naprawdę. To się nie może dziać. Wyprostowałem nogi kiedy wsunął we mnie kolejnego palca. Uniósł się na łokciu i ugryzł mnie w łopatkę. Pokręciłem przecząco głową. Nie podkule nóg spowrótem. Ponownie ugryzł mnie w łopatkę tylko tym razem mocniej. Drżący powolnie podkuliłem nogi do góry, a wtedy on bez uprzedzenia wsunął we mnie trzeci palec. Całował mnie po plecach i po szyji gryząc od czasu do czasu. Całym sercem i duszą prosiłem aby nie kończył. Wiedziałem, że jeżeli skończy to posunie się dalej…Przestał poruszać swoimi palcami. Zamarłem starając się nie oddychać. Zerknąłem na niego z ukosa. Przyglądał się mojej twarzy. Ugryzł mnie w szyję kiedy wysunął ze mnie swoje palce. Boże proszę cię! Jeżeli istnieje… Zakaszlałem kiedy coś znalazło się we mnie i nie był to jego palec! Chciałem wyprostować nogi ale powstrzymał mnie ręką. Poruszał się we mnie brutalnie zanurzając się cały do końca. Wykonywał chaotycznie dziwnie rozlokowane, nierównomierne pchnięcia. Nawet nie wiem kiedy klęczałem przed nim a on robił to ponownie. Jęczałem i płakałem Jednocześnie dochodząc szósty raz. On dopiero drugi. Pchnął mnie na łóżko tak, że leżałem na nim przylegając do niego brzuchem. Nawet w takiej pozycji nie przestawał się poruszać. Wtulałem twarz w poduszkę. Jego długie włosy łaskotały moje plecy i twarz. W uszach słyszałem swoje głośne bicie serca oraz jego szybki oddech. Kiedy ponownie doszedł wyszedł ze mnie. Koniec? Wyśmiałbym sam siebie gdybym miał na to siłe i humor. Przerzucił mnie na plecy i zginając moje kolana Wszedł we mnie oddychając szybko. Odwróciłem twarz w bok. Nie mogę na niego patrzeć kiedy jest w takim stanie. Pochylił się nade mną kosając mój tors. Przestań. Jak ja będę wyglądał. Krwawe ugryzienia znakowały całe moje ciało. Tydzień nie starczy aby zniknęły. Złapał mnie znienacka za twarz kiedy doszedł we mnie dwa razy. Było mi niedobrze. Wszystko mnie bolało.
- Enmba… przepraszam…- Tyle bólu w tym głosie nie słyszałem nigdy. Był to ból i nienawiść skierowana do swojej osoby. Jak przez mgłę zobaczyłem jego twarz. Spojrzenie świadomej tego co zrobiła osoby. Narkotyk przestał działać. Yuui… płakał… zemdlałem…




*************************************
KOMENTARZE PRZENIESIONE:
  1. Boże kobieto zabiję cię ;_;
    TAKI MOMENT I KONIEC ;____;
    Mam nadzieję, że kolejny rozdział szybko się pojawi bo jestem straaaaaaaaaaaaasznie ciekawa co będzie z nimi dalej ;_;
    Jak zawsze, życzę weny i pozdrawiam~
  2. Hej,
    rozdział jest świetny…. bardzo mi się podobała scenka kiedy Enmba uniknął wszystkich pułapek, a Yuui nie ;] och to było piękne…. cóż zdenerwował sire na klasę, a oni już zaczęli mu trochę dokuczać…. niech Enmba nie daje się tak łatwo Yuui…. Aoi trochę przesadziła z tym, chciała dobrze, ale coś trochę nie wyszło… niech Enmba się postawi, nie odzywa do niego….
    Dużo weny życzę Tobie…
    Pozdrawiam serdecznie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

14. „ Hej! Lala. But ci się rozpierdala! Powoli, powoli i tobie się rozpierdoli!”. 14.

Czy ktoś z was kiedykolwiek próbował poruszyć ścianę? Nikt? No to co powiecie na próby poruszenia żywej ściany która w samoobronie przywdz...